All Blacks 21. raz z rzędu z Bledisloe Cup

Mocnym akcentem All Blacks zakończyli The Rugby Championship – wysoko pokonali Australię, dzięki czemu trzeci raz z rzędu zwyciężyli w turnieju, a aż 21. raz z rzędu zapewnili sobie Bledisloe Cup. Trudniejszą przeprawę miała Południowa Afryka, która tylko jednym punktem pokonała Argentynę. Poza tym kilka ciekawych spotkań rozgrzewkowych przed Pucharem Świata, nowy regulamin Ekstraligi, Hiszpania triumfująca w grupie Trophy mistrzostw świata U20…

The Rugby Championship

Nie było niespodzianek w ostatniej kolejce The Rugby Championship – wygrywali faworyci, a końcowy triumf w skróconym w tym roku turnieju zgarnęła Nowa Zelandia (po raz trzeci z rzędu i 19. w historii).

Nowozelandczycy grali w Melbourne z Australią (był to jednocześnie pierwszy pojedynek w ramach dwumeczu o Bledisloe Cup). Musieli obyć się bez kontuzjowanego kapitana Sama Cane’a (opaskę przejął Ardie Savea), za to pierwszy raz w tym sezonie zobaczyliśmy w czarnej koszulce Sama Whitelocka, a debiut z ławki zaliczył łącznik młyna z Hurricanes Cam Roigard. Z kolei Eddie Jones zaszalał: Quade’a Coopera posadził na ławce rezerwowych, a na pozycji łącznika ataku ustawił Cartera Gordona, który pierwszy raz wyszedł w podstawowym składzie Australii. I to w meczu z takim rywalem, przed ponad 80 tys. widzów.

Zaczęło się od mocnego ciosu All Blacks (i to dosłownie): najlepszy na boisku Scott Barrett (znów wszyscy trzej Barrettowie w składzie, śrubują rodzinny rekord liczby testów) zaskoczył Tate’a McDermotta potężną szarżą na linii bramkowej i Nowa Zelandia prowadziła 5:0 (https://twitter.com/i/status/1685239435619676160). Moment później bliski wyrównania był Marika Koroibete, ale wyciągnął go w aut Rieko Ioane – TMO pokazało jednak, że moment wcześniej przyłożenie padło między słupami i Wallabies prowadzili 7:5. Ten wynik trwał jakieś 25 minut. Wtedy, wykorzystując osłabienie gospodarzy po żółtej kartce Koroibete, All Blacks odzyskali prowadzenie po potężnym maulu autowym. A na koniec pierwszej połowy prowadzili już 19:7 (świetna akcja Willa Jordana). Na dodatek Australijczycy stracili swego kapitana Allana Ala’alatoę (zerwane ścięgno Achillesa, co gorsza w efekcie nie zagra na Pucharze Świata). W drugiej połowie wynik długo się utrzymywał, Australiczycy atakowali, ale bez efektu. Gdy jednak ponownie zostali na boisku w czternastkę, All Blacks znowu to wykorzystali. I to jak – w ciągu 10 minut zdobyli trzy przyłożenia, które dały im wygraną 38:7. Australijczycy nie mieli już nic do powiedzenia. A w drugiej połowie stracili z kontuzją kolejnego kluczowego zawodnika, Taniela Tupou – Eddie Jones nie ściągnął go niezwłocznie z boiska i to Tupou był tym graczem, który w drugiej połowie złapał żółtą kartkę.

Bledisloe Cup pozostaje zatem, niezależnie od wyniku drugiego meczu, w rękach All Blacks – 21. rok z rzędu. A Eddie Jones… cóż, jest krytykowany w całej Australii i przeprasza kibiców. Ale przy okazji przypomina, że 20 lat wcześniej po jeszcze wyższej porażce Australijczycy odegrali się na Nowozelandczykach w Pucharze Świata.

Znacznie więcej emocji było w meczu Południowej Afryki z Argentyną w Johannesburgu – wygrali co prawda zgodnie z oczekiwaniami Springboks, ale goście sprawili im sporo problemów i ostatecznie ulegli zaledwie jednym punktem. Jacques Nienaber znów wprowadził sporo zmian do składu. Ciekawie wyglądał młody duet łączników: Mannie Libbok i Grant Williams. Ten ostatni pierwszy raz znalazł się w podstawowej piętnastce Springboków, ale skończył mecz po zaledwie kilku sekundach z wstrząśnieniem mózgu. Elektryzujące było zestawieni skrzydłowych: Cheslin Kolbe i Kurt-Lee Arendse. Kapitanem był Duane Vermeulen, który przed meczem stwierdził, że to był prawdopodobnie jego ostatni mecz dla Springboks przed własną publicznością (co oznacza zapewne emeryturę po Pucharze Świata). Argentyna za to pojawiła się na boisku bez Emiliano Boffellego. Kto wie, jak ten mecz wyglądałby, gdyby był na boisku – bo Argentyńczycy żałowali na pewno ośmiu punktów, które Santiago Carreras mógł zdobyć z podstawki, ale chybił bramki.

Na początku jednak to właśnie on dał prowadzenie Argentynie 6:0. Jednak w ciągu kolejnych 20 minut Springboks zyskali przewagę, Mannie Libbok zaliczył karnego, a jego koledzy dwa przyłożenia i zrobiło się 15:6 dla gospodarzy. Pod koniec pierwszej połowy Carreras zmniejszył stratę do sześciu punktów – dystansu możliwego do odrobienia w jednej akcji, a Kolbe nie zdołał przebić się skrzydłem, aby podnieść prowadzenie gospodarzy. W drugiej połowie Argentyńczycy długo dominowali. Niestety, Carreras pudłował z podstawki, a na 10 minut przed końcem w kolejnej ofensywnej akcji zgubili piłkę, zebrał ją Faf de Klerk, a Libbok po sprincie przez ponad pół boiska zdobył swoje pierwsze międzynarodowe przyłożenie. Było 22:9. Dopiero wtedy Argentyńczycy zaczęli punktować – Damian de Allende zobaczył żółtą kartkę, Carreras zdobył przyłożenie, ale go nie podwyższył i gościom brakowało do gospodarzy ośmiu punktów. Walczyli o kolejne przyłożenie do końca, ale zdobyli je już po upływie 80 minut, gdy niewiele zmieniły – gospodarze wygrali 22:21 i skończyli tegoroczne The Rugby Championship na drugim miejscu. Argentyńczycy jednak kolejny raz pozostawili po sobie dobre wrażenie.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Nowa Zelandia314
2. Południowa Afryka39
3.Argentyna35
4.Australia31

Mecze towarzyskie

Po drugiej kolejce Pacific Nations Cup pozostała niepokonana tylko jedna drużyna w turnieju – Fidżi. Przy czym wygrana tej drużyny w meczu z Samoa była małym zaskoczeniem – Fidżyjczycy grali na wyjeździe i w bardzo eksperymentalnym składzie (aż 11 graczy pierwszej piętnastki to byli zawodnicy Fijian Drua, a w składzie meczowym było czterech debiutantów). Tymczasem w zespole Samoa debiutowali były reprezentant Nowej Zelandii Steven Luatua i były dwukrotny uczestnik Pucharów Świata ze Stanami Zjednoczonymi Titi Lamositele z Montpellier. Fidżyjczycy mieli znakomity początek – w pierwszym kwadransie zdobyli trzy przyłożenia i wyszli na prowadzenie 17:0, a pierwszą połowę wygrali aż 30:5 (Samoa odpowiedziało przyłożeniem Christiana Leali’ifano, a Fidżyjczycy dołożyli przyłożenie Selestino Ravutaumady po takiej fantastycznej akcji rozpoczętej przez Kalavetiego Ravouvou pod własnym polem punktowym: https://twitter.com/i/status/1685202085434769408). W drugiej połowie meczu Fidżi zdobyło już tylko trzy punkty, a Samoa zaliczało przyłożenia, ale od zwycięstwa było daleko – to goście wygrali 33:19.

W drugim meczu mierzyły się drużyny, które przegrały spotkania w pierwszej kolejce, Japonia i Tonga. Japończycy grali bez zawieszonego za czerwoną kartkę na trzy mecze Michaela Leitcha, z kolei Tonga – m.in. bez Malakai Fekitoi i Israela Folaua. Wygrali gospodarze 21:16, a pomogło im szczęśliwe odbicie piłki, które zmyliło obrońcę gości w ostatniej akcji pierwszej połowy. Warto zwrócić uwagę, że wszystkie trzy przyłożenia dla nich zdobyli gracze urodzeni na wyspach Pacyfiku, w tym pochodzący z Tonga Amato Fakatava.

W Europie mieliśmy w ten weekend jeden mecz ekip przygotowujących się do Pucharu Świata – Szkocji z Włochami. Obie drużyny wyszły na boisko w eksperymentalnych zestawieniach. Wśród gospodarzy mieliśmy dwa reprezentacyjne debiuty, pierwszy występ w roli kapitana zaledwie 23-letniego Rory’ego Darge’a, a w roli łącznika ataku pierwszy raz w wyjściowym składzie zagrał Ben Healy. Włosi zagrali bez Paolo Garbisiego (za to z jego bratem) i Ange Capuozzo (jego miejsce zajął jeden z dwóch debiutantów, Lorenzo Pani). Zwycięsko z tego meczu wyszli Szkoci – wygrali 25:13, ale Włosi długo mogli liczyć na odmienny wynik. Świetnie wyglądała współpraca Healy’ego z Darcy’m Grahamem, która dała Szkotom pierwsze przyłożenie, ale do przerwy to Włosi prowadzili 6:5. Po przerwie i kolejnym przyłożeniu Grahama gospodarze odskoczyli, ale Włosi zniwelowali straty. I dopiero w końcówce Szkoci ostatecznie rozstrzygnęli mecz na swoją korzyść.

W Montevideo grali dwaj inni uczestnicy nadchodzącego Pucharu Świata – Urugwaj i Chile. Gospodarze niestety bez łącznika młyna Santiago Araty, który na treningu uszkodził palec i nie zagra w żadnym spotkaniu rozgrzewkowym przed Pucharem Świata. Za to z kilkoma graczami, którzy większość roku spędzili w WRSS w siódemkach. Chilijczycy z animuszem zaczęli mecz, ale już po nieco ponad 10 minutach stracili karne przyłożenie i dwóch zawodników z żółtymi kartkami (druga żółta kartka zaraz po wznowieniu za atak na rywala w powietrzu). Rywale tę przewagę wykorzystali i do przerwy prowadzili 19:6. Po przerwie Chile zdobyło pierwsze przyłożenie, ale długo nie było w stanie odrobić reszty straty. Drużyny zaczęły punktować dopiero w ostatnich 10 minutach meczu: Chile zmniejszyło stratę do jednego punktu, ale Urugwaj ponownie odskoczył i trzecie przyłożenie Chilijczyków na koniec meczu nie mogło już im dać zwycięstwa – Urugwaj wygrał 26:25.

Inną reprezentacją już rozgrzewającą się przed Pucharem Świata jest Namibia, która także w Montevideo zagrała z Argentyną XV (tu zagrało kilku graczy, którzy walczą o uwagę Michaela Cheiki). Po pierwszej połowie, w której afrykańska drużyna straciła 4 przyłożenia, przegrywała 8:26 (a było nawet 3:26), ale w pierwszych dwudziestu minutach drugiej odsłony Namibijczycy odrobili straty i wyszli na jednopunktowe prowadzenie (wszystkie swoje przyłożenia zdobyli po maulach autowych). Jednak w ostatnim kwadransie punkty rywali przesądziły o wyniku – Namibia przegrała 27:34. W podstawowym składzie Namibii znalazł się Danco Burger. Pieter Steenkamp nie został powołany na wyjazd do Ameryki Południowej, a więc jego szanse na wyjazd do Francji chyba nie są zbyt wielkie (na pozycji łącznika ataku debiutował w Montevideo Tiaan Swanepoel).

A poza uczestnikami Pucharu Świata międzynarodowe granie także wśród maluczkich rugbowego świata: Gwatemala i Salwador – i to kobiet i mężczyzn. W obu meczach zdaje się wysoko wygrały reprezentacje Gwatemali, gospodarza tych spotkań.

Z kraju

Wielkimi krokami zbliża się nowy sezon Ekstraligi i doczekaliśmy się wreszcie regulaminu tych rozgrywek. Kilka zmian rzuca się w oczy. Pierwsza dotyczy przyznawania ofensywnego punktu bonusowego – aby go dostać, trzeba będzie wygrać mecz i zdobyć trzy przyłożenia więcej od przeciwnika. Liczę na to, że dzięki temu punkt bonusowy będzie zgarnąć trudniej, co będzie bardziej różnicować drużyny w czołówce (choć w meczach czołówki z najsłabszymi niewiele zmieni). Dodatkowym warunkiem zyskania punktu bonusowego (zarówno ofensywnego, jak i defensywnego) ma być 23 zawodników w protokole meczowym (i tu mam obawy, że w protokołach zaczną pojawiać się „martwe dusze”, a czasami o stracie bonusu zdecyduje nieobecność na zbiórce przedmeczowej w ostatniej chwili). Druga zmiana dotyczy sankcji za niedotrzymywanie zasad programu młodzieżowiec – za pierwszy taki przypadek drużyna straci punkt meczowy, a z każdy kolejny straci po dwa punkty. Wreszcie trzecia – gospodarzem barażu między ostatnią drużyną Ekstraligi i zwycięzcą I ligi będzie ekipa pierwszoligowców.

Zaintrygowało mnie pozostawienie zasad spadków i awansów bez zmian (baraż między ostatnią, dziewiątą drużyną Ekstraligi a zwycięzcą I ligi) – to wskazuje na chęć pozostawienia w kolejnym sezonie, 2024/2025, ligi z dziewięcioma drużynami.

Ogłoszono kalendarze rozgrywek I i II ligi. I liga powiększyła się z siedmiu do ośmiu drużyn – doszła na ten poziom Posnania, która zrezygnowała z gry w Ekstralidze (na szczęście po skończeniu sezonu, inaczej zdaje się czekałby ją ponowny start od II ligi) oraz Rugby Wrocław (zwycięzca II ligi), natomiast nie spadła do II ligi najsłabsza drużyna poprzedniego sezonu, Hegemon Mysłowice. W II lidze nadal będzie sześć drużyn, bowiem stawkę zasilą kolejne rezerwy ekstraligowego klubu (co bardzo cieszy) – Budowlanych Łódź.

Z wieści transferowych:

  • Arka Gdynia ogłosiła powrót do drużyny po roku spędzonym w gruzińskim Batumi znakomitego łącznika ataku, reprezentanta Ukrainy, Antona Szaszero;
  • Budo 2011 ściągnęło z Francji młodego łącznika młyna, który zagrał w tym roku w reprezentacji Polski – Seana Cole’a (w poprzednim sezonie grał w espoirs w Nicei).

Wróciło rugby plażowe – w turnieju Sopot Beach Rugby triumfowali Banici z Poznania wśród mężczyzn (przed Lechią Veterans i zespołem Politechniki Gdańskiej Ogniwa Sopot) oraz Legia Warszawa wśród kobiet (drugie miejsce dla Bestii Kraków, trzecie dla Arki Gdynia).

Ze świata

W ostatnim tygodniu zakończyły się mistrzostwa świata U20 na poziomie Trophy. Awans na poziom Championship wywalczyła pierwszy raz w historii reprezentacja Hiszpanii.

Do sporej niespodzianki doszło w rozgrywanych we wtorek ostatnich meczach grupowych. W grupie A główny faworyt do zwycięstwa w turnieju, Szkocja, przegrał spotkanie z Urugwajem i nie zakwalifikował się do finału rozgrywek (w finale grali zwycięzcy grup, drugie drużyny natomiast walczyły tylko o trzecie miejsce – nie przewidziano fazy półfinałowej). Urugwaj mocno zaczął mecz i już w piątej minucie wyszedł na prowadzenie, którego nie oddał do końca – wygrał 37:26 (filmik kiepski, ale dokonanie Icara Amarilla niesamowite – drop goal z połowy boiska: https://twitter.com/i/status/1684113200600739841). W drugim meczu tej grupy Zimbabwe pokonało Stany Zjednoczone 38:37, dwukrotnie w ciągu meczu odrabiając dwucyfrowe straty. Dla Zimbabwe to nieoczekiwana gwarancja najlepszego miejsca w historii występów w tych rozgrywkach, natomiast dla Amerykanów to kolejna rugbowa wpadka po porażkach seniorów i niezakwalifikowaniu się do Pucharu Świata. W grupie B w pojedynku dwóch najlepszych dotąd drużyn Hiszpania pokonała Samoa 28:10, natomiast w meczu, którego stawką było trzecie miejsce w grupie, pierwszą wygraną odnieśli gospodarze turnieju – Kenia pokonała Hongkong 22:16.

W finale Hiszpania i Urugwaj stworzyły ciekawe widowisko. Znakomicie zaczęła drużyna z Ameryki, która po niespełna kwadransie i dwóch pięknych akcjach graczy ataku wyszła na prowadzenie 15:0 (wykorzystała przy tym żółtą kartkę jednego z Hiszpanów, którą ten zobaczył już w pierwszej minucie gry). Jednak Hiszpanie w końcu zaczęli się odgryzać, po kolejnym kwadransie to oni byli na dwupunktowym prowadzeniu, a do przerwy wygrywali już 24:15. Do końca było jednak ciekawie – Urugwajczycy drugą połowę zaczęli od zniwelowania dystansu do 4 punktów, a potem ilekroć Hiszpanie odskakiwali, Urugwajczycy odpowiadali i na kwadrans przed końcem przegrywali już tylko dwoma punktami. Na ostatni cios Hiszpanów jednak już nie odpowiedzieli i ostatecznie to ekipa z Europy wygrała to spotkanie 39:32.

Pozostałe trzy pojedynki finałowe były mocno jednostronne. Trzecie miejsce zgarnęła Szkocja – młodzi gracze z Europy odreagowali porażkę z półfinału gromiąc Samoa 83:10. Punktowanie zaczął już w piątej minucie Monroe Job, który potem zaliczył hat-tricka (wszystkie trzy przyłożenia po maulach), a zanim Samoa zdołała odpowiedzieć było już 19:0. Wyspiarze zdołali zdobyć jednak tylko jedno przyłożenie, a Szkoci do trzech z początku spotkania dorzucili potem jeszcze kolejne dziewięć – w sumie 12. Piąte miejsce zajęło Zimbabwe, które pokonało gospodarzy turnieju, Kenię 64:10. Kenijczycy bardzo walczyli w drugiej połowie o honorowe przyłożenie i udało się im to ku wielkiej radości widowni po czerwonej kartce jednego z rywali – w końcówce sami jednak zostali na boisku w trzynastkę. Siódme miejsce wywalczyli Amerykanie, którzy pokonali Hongkong 47:22 (tu hat-trick przyłożeń zaliczył Hayden McKay, a czerwoną kartkę za dwie żółte Henry Duke – jednak Amerykanie grali w osłabieniu dopiero w ostatnich minutach meczu, gdy prowadzili już 40:5, i było za późno, aby Azjaci zdołali odebrać im wygraną).

Ruszyła półzawodowa szkocka liga Super Series, do ubiegłego roku nosząca nazwę Super 6. Zmiana nazwy wynika zapewne z dołączenia siódmej drużyny, zupełnie innej od pozostałych – to szkocka reprezentacja U20 pod szyldem Future XV. Młodzi w pierwszym meczu ulegli Southern Knights 38:39 (w ostatniej akcji spudłowali karnego na wprost słupów). A już w pierwszej kolejce mieliśmy rewanż za finał Super6 sprzed roku: Watsonians znów pokonali Ayrshire Bulls, 11:3.

W ten weekend rozgrywki zaczęła także Baltic Top League, w której rywalizuje sześć drużyn litewskich i dwie łotewskie. Od wygranych zaczęły najlepsze drużyny ubiegłego sezonu: mistrz, Vairas Szawle, pokonał 86:5 Vilniaus Regbio Akademiję, a wicemistrz, Livonia Garkale w łotewskich derbach wygrał z Miesnieki 39:26. W pierwszy weekend bardzo wysokie zwycięstwo odniosła też inna drużyna aspirująca do tytułu, szawelski Baltrex, który aż 88:5 pokonał lokalnego rywala RK Szawle.

Wystartowała też liga rosyjska – w pierwszym meczu sezonu rozpoczynający obronę tytułu mistrzowskiego Lokomotiw Penza pokonał najsłabszą ekipę z poprzednich rozgrywek, Chimika Dzierżyńsk 31:13. Wicemistrz, Jenisiej Krasnojarsk, w pierwszej kolejce pauzuje (mają tam, tak jak i u nas, dziewięć drużyn – już drugi sezon z rzędu).

W Major League Rugby przeprowadzono specjalny draft, podczas którego kadrę zbierała nowa drużyna tej ligi, Miami Sharks. Każdy ligowy zespół miał wystawić do draftu 5 swoich graczy, a ekipa z Florydy wybrała spośród nich 25. Teraz ma tydzień na podpisanie z nimi kontraktów. Ponadto pojawiają się informacje, że Sharks planują ściągnąć trzech czołowych graczy Peñarolu i reprezentantów Urugwaju z najlepszym zawodnikiem Super Rugby Americas ostatniego sezonu Felipem Etcheverry’m na czele.

Dwie wypowiedzi Billa Beaumonta, obie dotyczące ważnych tematów i właściwie bez treści (a przynajmniej bez jakichkolwiek konkretów). Jedna dotyczy losowania grup na Puchar Świata – to przeprowadzone przed trzema laty dla obecnej imprezy jest powszechnie krytykowane z powodu rozstawienia drużyn według stanu z 1 stycznia 2020, a więc w praktyce sprzed czterech lat przed turniejem. Beaumont tłumaczy się tym, że chodziło o to, aby drużyny wiedziały, gdzie będą grać. Marne to tłumaczenie, bo przecież w chwili losowania było znanych tylko 12 uczestników mundialu, a pozostałych ośmiu było wyłanianych w kwalifikacjach przez kolejne lata (ostatniego poznaliśmy w listopadzie 2022). I jakoś te osiem drużyn jest w stanie sobie poradzić… Cóż, Beaumont zadeklarował, że kolejne losowanie (przed kolejnym Pucharem Świata zaplanowanym w 2027 w Australii) odbędzie się „tak późno, jak to możliwe” – wypowiedź, która kompletnie nic nie znaczy.

Beaumont zabrał też głos w sprawie nowych rozgrywek roboczo zwanych Nations Cup – odnosząc się do krytyki postawy World Rugby, która tolerując taki obrót spraw de facto odbiera drużynom z drugiego szeregu większość szans na grę z elitą. Ale znowu – pusta deklaracja (World Rugby zapewni, aby interesy drużyn z „drugiej ligi” były chronione), ale zero konkretów. No, jest jeszcze zapewnienie, że WR będzie działało w kierunku zapewnienia systemu awansów i spadków. Są jednak dwa „ale”. Po pierwsze awanse i spadki mają pojawić się dopiero w 2030 i nie ma ani słowa o tym, żeby to przyspieszyć. Po drugie, nawet te awanse i spadki niewiele znaczą, bo trzeba będzie taki awans wywalczyć, aby mieć szansę na grę z elitą (a tymczasem na taki awans szansę będzie miała tylko jedna czy dwie drużyny, a wykorzystać tę szansę będzie niezwykle trudno będąc wcześniej odciętym przez lata od grania z najlepszymi). A, i trzecie „ale” – w wypowiedzi od razu wymówka, że World Rugby nie będzie właścicielem Nations Cup. Kiepsko to wróży.

Z wieści transferowych:

  • australijski łącznik młyna Jake Gordon, który miał w drugiej połowie roku zagrać dla Tulonu, odniósł na treningu kontuzję, która w praktyce pozbawiła go szansy na zrealizowanie tego krótkiego kontraktu;
  • reprezentant Argentyny (który niedawno odegrał kluczową rolę w meczu z Australią), Juan Maria González, znalazł nowy klub po upadku London Irish – w przyszłym sezonie zagra dla Saracens;
  • Bristol Bears ostrzyli zęby na Gonzáleza, ale podpisali kontrakt z jego kolega z reprezentacji – Santiago Grondoną (kolejny odchodzący z Exeter Chiefs);
  • reprezentant Fidżi Api Ratuniyarawa podpisał kontrakt Bajonną i prawdopodobnie będzie w niej grać od początku sezonu, przekreślając swoje szanse na występ w Pucharze Świata;
  • reprezentant Tonga Sione Havili, który ostatnio grał w Crusaders, podpisał kontrakt z drużyną Moana Pasifika;
  • 18-latek Marko Gazzotti, kapitan francuskich mistrzów świata U20, przechodzi z Grenoble do Bordeaux;
  • kolejny ciekawy transfer beniaminka Japan Rugby League One – Mie Honda Heat ściągnęło z Tokyo Sungoliath świetnego nowozelandzkiego skrzydłowego Tevitę Li.

Do poczytania (a w dużej mierze też do pooglądania): bardzo nietypowe zestawienie Ryana Hermana na łamach The Guardian – lista dziesięciu ciekawych boisk do rugby, zwykle pięknie położonych, a niekiedy intrygujących z innego powodu (swoją drogą, to wyciąg z książki/albumu, w którym takich obiektów jest 60): https://www.theguardian.com/sport/2023/jul/25/rugby-union-remarkable-grounds-around-the-world-in-pictures. Jest wśród nich The Close, które odwiedzał niedawno Jacek Wierzbicki.

Zmarł Clive Rowlands, były reprezentant Walii, trener reprezentacji Walii, menedżer British & Irish Lions, prezydent WRU.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia:

Australia:

  • Brandon Olow (Perth Bayswater RUC, Premier Grade w Zachodniej Australii): zagrał drugą połowę meczu z Wanneroo, wygranego 32:30. Zdobył przyłożenie. Bayswater nadal jest szóste w ligowej tabeli.

Zapowiedzi

W nadchodzącym tygodniu sporo emocji na najwyższym międzynarodowym poziomie:

  • The Rugby Championship już za nami, ale jego uczestnicy nadal w gazie – odbędą się rewanże za pojedynki z ubiegłego tygodnia (Australia – Nowa Zelandia i Argentyna – Południowa Afryka);
  • ostatnia kolejka Pacific Nations Cup: Japonia – Fidżi i Samoa – Tonga;
  • mecze testowe między krajami Pucharu Sześciu Narodów: Szkocja – Francja, Walia – Anglia i Irlandia – Włochy;
  • inne mecze testowe: Rumunia – Stany Zjednoczone, Urugwaj – Namibia, Chile – Argentyna XV.

Z ligowego grania zwraca uwagę start nowego sezonu NPC w Nowej Zelandii oraz kończące się fazy ligowe w rozgrywkach stanowych w Australii (w tym w Nowej Południowej Walii i Queenslandzie).

8 komentarzy do “All Blacks 21. raz z rzędu z Bledisloe Cup”

  1. To brzmi absurdalnie, że bierzemy pod uwagę w NAJWYŻSZEJ lidze rozgrywkowej możliwość utraty bonus, bo jakiś zawodnik nie stawił się na zbiórce. Tak samo absurdalny jest fakt, że komentujący uważają, że kluby będą próbowały obchodzić ten przepis, bo zamierzają rozegrać sezon Ekstraligi mając w 20 zawodników. Pokazuje też w jakim miejscu są nasz kluby, które piszą o profesjonalizmie.

    Co do utrzymania 9-drużynowej Ekstraligi to jest to zamierzone. Z punktu widzenia Reprezentacji i obciążeń najlepszych zawodników (XV i 7) najlepszym rozwiązaniem byłoby zredukowanie Ekstraligi do 8 zespołów. Pozwoli to na zaplanowanie kalendarza z uwzględnieniem częstych akcji kadry i podniesie poziom rozgrywek.

    Odpowiedz
    • Cóż, liczę na to, że moje pesymistyczne wizje są mylne. Jest na to szansa, biorąc pod uwagę fakt, że nie znam, jak to w praktyce wygląda od kuchni. Ale jak patrzę na protokoły meczowe z ostatniego sezonu, to wyjątkami nie są rundy, w których nawet połowa drużyn nie wypełniła protokołu. Ba, nawet w finale tak było 🙂

      Odpowiedz
      • Zrobiłem małą analizę na podstawie tego co jest w systemie PZR i nie było 1 kolejki w której wszystkie drużyny wystawiły 23 zawodników. W 6 kolejkach połowa drużyn nie miało pełnej ławki, a rekordowej 9 kolejce 6 drużyn. Jedynymi drużynami, które miały pełen skład meczowy we wszystkich rozegranych meczach to Ogniwo i Skra. BUDO nie miało żadnego meczu z pełną ławką.

        Odpowiedz
  2. Ciekawi mnie czy to zestawienie baraży z zachowaniem 9 drużyn na przyszły sezon to celowe czy przeoczenie. Nie wiem czemu, ale mam niestety wrażenie, że to drugie.
    Ale żeby nie było tylko negatywnie, bonus za +3 przyłożenia to na plus. Z tym, że moim zdaniem, to nie tyle ma działać na górze tabeli, ale na dole. Koniec premiowania porażek 80-30, gdzie końcówka meczu to jest plaża w obronie i sztuczne nabijanie bonusa ofensywnego.

    Odpowiedz
    • Ponoć nie przeoczenie.
      Co do bonusa – jasne, w dole też zrobi różnicę, bo i malutkim czasem zdarzało się zaliczyć cztery przyłożenia i cieszyć się z punkciku, ale nie jest to częsty przypadek (w ostatnim sezonie w sumie pięć razy bonus ofensywny dostała drużyna przegrywająca, ale są w tym też mecze z czołówki). Mnie cieszy też to, że czasem do końca będzie walka o to, aby bonus wygrywającemu odebrać 🙂

      Odpowiedz
      • Pewnie głównie na Polsat Sport Extra i Polsat Sport Fight, bo tam jest luźniejsza ramówka. Może też kanały Premium się załapią. Kto wie?

        Odpowiedz

Skomentuj Rugbyfan#2 Anuluj pisanie odpowiedzi