Główną atrakcją weekendu były mecze testowe uczestników zbliżającego się wielkimi krokami Pucharu Świata – aż 18 jego uczestników grało w ten weekend. W części spotkań trenerzy wyraźnie postawili na testowanie rezerw i to na pewno pomogło Szkotom w nieoczekiwanym i spektakularnym zwycięstwie nad Francją. Warto zwrócić uwagę też na wygraną Walii z Anglią i problemy, jakie Australia sprawiła All Blacks.
Mecze towarzyskie
Przygotowanie bojem do Pucharu Świata w ten weekend ruszyło na całego – spośród jego uczestników na boiskach brakło tylko Gruzinów i Portugalczyków. Sporo ekip wykorzystało ten weekend na eksperymenty (w największym stopniu chyba Francuzi). No i mieliśmy kilka niespodzianek.
Najciekawiej zapowiadały się mecze z półkuli południowej, gdzie przed tygodniem skończono rozgrywki The Rugby Championship, ale w ten weekend jego uczestnicy rozegrali rewanże za ostatnią kolejkę turniejowych spotkań. W Dunedin w drugim spotkaniu dwumeczu o Bledisloe Cup (którego losy rozstrzygnięto już w pierwszym starciu) Nowa Zelandia podejmowała Australię. Nowozelandczycy po pewnej wygranej w pierwszym spotkaniu dokonali dużej liczby zmian w zespole. Zwracał uwagę powrót na pozycję łącznika ataku Damiana McKenziego, przesunięcie Willa Jordana na pozycję obrońcy oraz trzech debiutantów (jeden z nich, Shaun Stevenson, zastąpił Jordana jako skrzydłowy). Z kolei wśród rywali zmian było niewiele. Po kontuzji Ala’alatoi jako kapitan zadebiutował Tate McDermott (Michael Hooper i James Slipper zaczęli mecz na ławce rezerwowych), na pozycji łącznika ataku pozostał młody Carter Gordon. Mimo rotacji w składzie All Blacks spodziewano się ich wysokiej wygranej. Tymczasem emocji było mnóstwo, a walka o wygraną trwała do samego końca. Nim minęło 10 minut, Nowa Zelandia była w szoku – Australijczycy po przyłożeniach Mariki Koroibetego i Toma Hoopera (tego ostatniego – mimo że zawisło na nim dwóch rywali: https://twitter.com/i/status/1687660285920706560) prowadzili 14:0. Co więcej, dalej atakowali i byli bliscy kolejnych przyłożeń – Nowozelandczycy dwukrotnie uratowali się utrzymując piłkę nad polem punktowym (m.in. tak działali w wydawałoby się beznadziejnej sytuacji Sam Whitelock i Ardie Savea: https://twitter.com/i/status/1687666961868554240). Nowozelandczykom niewiele się udawało, Australijczycy dominowali na boisku, ale nie powiększyli przewagi i do przerwy było 17:3. Druga połowa wyglądała zupełnie inaczej – już po paru minutach debiutant Stevenson zdobył pierwsze przyłożenie dla gospodarzy, a chwilę potem Leicester Fainga’anuku był bliski kolejnego po imponującym przeboju. Na kwadrans przed końcem All Blacks wyszli jednak w końcu na trzypunktowe prowadzenie po przyłożeniu drugiego debiutanta, Samipeni Finaua. Australijczycy wyrównali, ale ostatnie słowo należało do gospodarzy – Richie Mo’unga w ostatniej minucie wykorzystał karnego z trudnej pozycji i Nowa Zelandia wygrała 23:20. Cóż, kolejna porażka Australijczyków, tym razem o tyle bolesna, że znakomicie mecz zaczęli, a potem stracili 14-punktową przewagę. Mimo to nawiązanie walki z takim rywalem jest na pewno dla nich plusem, a Eddie Jones stwierdził po tym spotkaniu, że jego drużyna zdobędzie puchar Webba Ellisa.
W Buenos Aires Argentyna grała z Południową Afryką. Tydzień temu Springboks wygrali u siebie zaledwie jednym punktem, teraz polecieli przez Atlantyk w mocno zmienionym składzie (choć nadal doświadczonym – jedynym debiutantem był Gerhard Steenkamp, a drugi raz szansę dostał Jean Kleyn). Nie było wciąż dochodzącego do siebie Kolisiego, Etzebetha, Vermeulena, a więc kapitanem mistrzów świata pierwszy raz został Bongi Mbonambi. Wygrana Argentyny (osłabionej po tym jak panel dyscyplinarny postanowił, że Juan Cruz Mallía powinien zostać odsunięty na dwa tygodnie od gry – jego atak w pierwszej minucie meczu sprzed tygodnia na Granta Williamsa był badany przez TMO i nie został ukarany na boisku nawet rzutem karnym) wydawała się zatem możliwa. Tymczasem wypadki po myśli Pum toczyły się tylko w pierwszej połowie, wygranej 10:3 mimo przewagi rywali w wielu elementach gry (m.in. rozmiar prowadzenia mógł być znacznie mniejszy, gdyby Mannie Libbok miał lepiej ustawiony celownik). Drugą połowę Springboks mimo osłabienia po żółtej kartce z końca pierwszej połowy błyskawicznie ustawili dwoma przyłożeniami w ciągu pierwszych paru minut (oba w wykonaniu świetnych tego dnia skrzydłowych, Makazole Mapimpiego i Canana Moodie’go). Zrobiło się 10:15 i choć Emiliano Boffelli zmniejszył stratę z karnego, to potem punktował już tylko Libbok, bardziej skuteczny w tej części spotkania, a jego ekipa kontrolowała spotkanie. W efekcie Południowa Afryka wygrała 24:13. Przy okazji Agustín Creevy został pierwszym Argentyńczykiem z setką występów reprezentacyjnych na koncie.
Testy w rejonie Pacyfiku rozgrywano w ramach trzeciej, ostatniej kolejki Pacific Nations Cup. O zwycięstwo w turnieju walczyły w bezpośrednim spotkaniu Japonia i liderujące po dwóch kolejkach Fidżi. Gospodarze praktycznie nie zmienili składu sprzed tygodnia, natomiast Simon Raiwalui znowu przeprowadził rewolucję w zestawieniu ekipy Fidżi (m.in. na pozycji łącznika ataku pojawił się Ben Volavola, brakło natomiast środkowego Semiego Radradry). Fidżi znakomicie zaczęło mecz (7:0 po paru minutach), a Japonia – fatalnie. Niemal cały mecz musiała grać w czternastkę po czerwonej kartce pokazanej przez sędziego po kilku minutach gry. Fidżyjczycy budowali przewagę i na 20 minut przed końcem prowadzili 28:0. Dopiero w ostatnich 10 minutach Japończycy odpowiedzieli dwoma przyłożeniami, ale w ostatniej akcji meczu Frank Lomani swoim drugim przyłożeniem tego dnia przypieczętował zwycięstwo Fidżi – 35:12. Fidżyjczycy z kompletem wygranych triumfowali w turnieju.
W drugim meczu Pacific Nations Cup tego weekendu mieliśmy wyspiarskie starcie Samoa i Tonga. Obaj trenerzy wzmocnili swoje ekipy i pewnie zestawienia były bliskie były temu, co zobaczymy w kluczowych meczach na Pucharze Świata. Zdecydowanie górą byli Samoańczycy. Co prawda pierwsze punkty z karnego zdobyło Tonga, a do przerwy gospodarze prowadzili tylko 13:9, ale w drugiej połowie zdominowali swoich rywali dorzucając trzy przyłożenia i ostatecznie wygrywając 34:9. W efekcie Samoa wyprzedziła w turniejowej tabeli Japonię i zajęła w rywalizacji drugie miejsce. Tonga, mimo spektakularnych wzmocnień, przegrała wszystkie trzy spotkania i zajęła ostatnią lokatę.
W Europie grały między sobą ekipy z Pucharu Sześciu Narodów. Najwięcej uwagi przyciągało spotkanie Walii i Anglii, dwóch reprezentacji, w których ostatnimi czasy nie działo się dobrze. Dla Walijczyków był to pierwszy mecz po fali odejść z kadry doświadczonych zawodników. W efekcie w roli kapitana drużyny zadebiutował Jac Morgan, a debiut zaliczył m.in. mający polskie korzenie Corey Domachowski, a także Keiron Assiratti i Max Llewellyn. Zamiast Dana Biggara na pozycji łącznika ataku pojawił się młody Sam Costelow, a Leigh Halfpenny zaliczył setny występ dla Walii. W Anglii zwracał uwagę fakt postawienia na pozycji łączników duetu z Harlequins (Danny Care i Marcus Smith; kręgosłupa z Quins dopełnił Alex Dombrandt na wiązaczu). Kapitanem był Ellis Genge, a zadebiutowali Tom Pearson, Theo Dan i Tom Willis (brat Jacka). Halfpenny swój jubileusz okrasił 10 punktami z kopów. Sześć z nich zdobył w pierwszej połowie, gdy punkty padały tylko z karnych – Marcus Smith celnie wykonał trzy i to Anglia prowadziła do przerwy 9:6 (mimo aż 12 strat w pierwszej połowie). W drugiej części meczu kłopoty Anglii trwały, a Walijczycy wreszcie zaczęli to wykorzystywać – pierwsze przyłożenie zdobyli po akcji z fantastycznym wkładem nowego kapitana, Morgana (https://twitter.com/i/status/1687886462828638209), który był w tym meczu najlepszy na boisku (świat obiega też filmik z jego szarżą z tego spotkania: https://twitter.com/i/status/1687885968064368640). Drugie przyłożenie dla gospodarzy dorzucił niezawodny George North. A byli bliscy trzeciego (Louisowi Reesowi-Zammitowi brakło naprawdę niewiele, podobnie zresztą jak już wcześniej w pierwszej połowie). W efekcie Walia wygrała 20:9. Dla zwycięzców to promyk nadziei, dla przegranych – potwierdzenie kłopotów (na dodatek z fatalnymi statystykami: 12 błędów chwytu piłki, 3 przegrane auty, 6 karnych w młynach…). Kilku graczy chyba straciło szansę na wyjazd do Francji (Cockanasiga, Care, Dan). A grę Marcusa Smitha jeden z portali rugbowych podsumował mniej więcej tak: robił co mógł, miał znakomite momenty, ale koledzy wciąż wypuszczali piłkę z rąk.
W Edynburgu inne ciekawe starcie i chyba największa niespodzianka weekendu – Szkoci grali z gospodarzami Pucharu Świata, Francuzami. Goście, będący jednym z faworytów tej imprezy, postanowili jednak w tym meczu poeksperymentować i zostawili w domu większość swoich gwiazd. Znalazło się za to miejsce dla kolejnych trzech debiutantów, w tym Emiliena Gailletona, który przymierzany był do kadry już od jakiegoś czasu (nie zagrał w zwycięskich dla Francji mistrzostwach świata U20 bo trenował z pierwszą drużyną, podobnie jak Louis Bielle-Biarrey). Po długiej przerwie do składu wrócił Brice Dulin, który został kapitanem tej eksperymentalnej drużyny. Szkoci natomiast zagrali w składzie zbliżonym do najsilniejszego, prowadzeni przez Finna Russella. Po pierwszej połowie wydawało się, że gospodarze są bez szans w walce z drugim garniturem Francuzów – ci dominowali na boisku, zdobywali kolejne przyłożenia (przy pierwszym miał spory udział Gailleton, drugie zdobył Bielle-Biarrey) i do przerwy prowadzili 21:3. W drugiej połowie mecz jednak kompletnie zmienił oblicze – nie wiem, co stało się w szatniach, ale po przerwie nieoczekiwanie to Szkoci dominowali na boisku. Zaczął od przyłożenia po kopie Finna Russella Darcy Graham. Potem co prawda czerwoną kartkę zobaczył Zander Fagerson (za paskudne czyszczenie w rucku), ale Szkoci zdawali się nie zauważać swojego osłabienia, dalej atakowali, dominowali na boisku i wciąż punktowali. Przyłożenia zdobyli Pierre Schoeman i Dave Cherry, a kolejne, Blaira Kinghorna, zostało unieważnione z powodu przodu wcześniej w akcji. Francuzi przebudzili się dopiero w końcówce, ale choć na parę minut odzyskali inicjatywę, skończyli z niczym. Szkoci wygrali więc 25:21, w niesamowitych okolicznościach (odrabiając 18 punktów straty) i raczej nieoczekiwanie, choć może nie sensacyjnie (biorąc pod uwagę skład Francuzów). Zwycięstwo jest jednak okraszone bólem głowy spowodowanym kontuzją Nica White’a i czerwoną kartką Zandera Fagersona (na pewno czeka go dyskwalifikacja, która zahaczy o Puchar Świata, pytanie tylko – jak bardzo).
Inny kandydat do mistrzostwa świata, Irlandia, podejmował w Dublinie Włochów. W składzie gospodarzy zwracał uwagę młody duet łączników z Munsteru, mistrza URC: Craig Casey i Jack Crowley. Kilku młodych było też w młynie (gdzie nie było Josha van der Fliera), a na ławce – trzech debiutantów (w tym błyszczący w lidze Tom Stewart z Ulsteru i kolejny gracz Munsteru, Calvin Nash). Włosi zagrali z dwoma debiutantami, urodzonymi w Anglii Paolo Odogwu i Dino Lambem. Wrócił do składu też Paolo Garbisi. Mecz został rozstrzygnięty w praktyce w pierwszej połowie. Co prawda Tommaso Allan jako pierwszy zdobył punkty, ale potem gospodarze stopniowo budowali przewagę i po trzech przyłożeniach schodzili na przerwę z prowadzeniem 21:3. W drugiej połowie Włosi zaczęli się wreszcie odgryzać, ale na ich dwa przyłożenia gospodarze odpowiedzieli także dwoma (Cian Healy uświetnił swój 124 występ międzynarodowy – wyrównał irlandzki rekord Rory’ego Besta, a uznany najlepszym zawodnikiem meczu Caelan Doris zdobył swoje drugie przyłożenie w spotkaniu). Ostatecznie Irlandia wygrała 33:17. Zmartwieniem dla Włochów są kontuzje Marco Riccioniego i niezwykle uzdolnionego młodego Tommaso Menoncello, dla Irlandczyków – m.in. Jacka Conana.
W Montevideo Urugwaj grał z Namibią w meczu, który jest przygrywką do spotkania tych samych drużyn w fazie grupowej Pucharu Świata już za parę tygodni. W lepszych nastrojach na boisko we Francji wyjdą Urugwajczycy, którzy w ten weekend wygrali 26:18. Gospodarze dominowali od początku spotkania i zbudowali przewagę 12:0. W ostatnich minutach pozwolili jednak rywalom na częściowe zniwelowanie strat i do przerwy prowadzili tylko 4 punktami. Namibijczycy równie dobrze jak skończyli pierwszą połowę, zaczęli drugą – przyłożenie Wiana Conradie (mistrza MLR) dało im prowadzenie 13:12. Potem gospodarze przebudzili się i znów odsadzili rywali dzięki dwóm przyłożeniom z podwyższeniami. Na 10 minut przed końcem stratę Namibijczyków zmniejszył Danco Burger, więcej jednak zdziałać nie zdołali – Urugwaj wygrał 26:18. Namibijczyków zawiódł pudłujący z podstawki Tiaan Swanepoel, którego kopy tydzień temu w meczu z Argentyną XV były kluczowe dla tworzenia szans na punkty z mauli po autach na 5 m.
Inny pojedynek w Ameryce Południowej rozegrały Chile i rezerwy Argentyny. Z dziesięciu spotkań tych drużyn Argentyńczycy wygrali 9, ale Chilijczycy zwyciężyli w ostatnim, w 2021. Tym razem sukcesu nie powtórzyli, a Argentyna XV odniosła drugie zwycięstwo tego lata, znacznie wyższe niż przed tygodniem z Namibią – wygrali 40:13. Chilijczycy mieli niezły początek – prowadzili najpierw 6:0, a potem po przyłożeniu zdobytym po bardzo ładnej akcji 13:7. Ale nie dotrwali na prowadzeniu nawet do końca pierwszej połowy, którą przegrali 13:21. Potem było jeszcze gorzej – w ciągu 20 minut po przerwie stracili trzy przyłożenia, a sami w drugiej połowie nie zdołali przełamać obrony Argentyńczyków.
Z drużyn REC swoje testy przed Pucharem Świata zaczęła tylko Rumunia, która w Bukareszcie zagrała ze Stanami Zjednoczonymi. Amerykanie, których wyjazd do Francji ominie, przylecieli na testy do Europy w składzie w połowie złożonym z debiutantów (zwracali uwagę Nick McCarthy z Leinsteru i Tommaso Boni z Zebre), bez chociażby AJ MacGinty’ego. W meczu z Rumunią na boisku w sumie pojawiło się aż 9 zawodników amerykańskich bez doświadczenia międzynarodowego. W drużynie Rumunii debiuty zaliczyli dwaj gracze pochodzący z Tonga – Sikuea Taliauli i Manumua Tevita, a ostatnie występy przed swoją publicznością dwaj weterani, którzy zapowiedzieli emeryturę po Pucharze Świata (kapitan Mihai Macovei i Florin Surugiu). Pożegnanie pewnie nie tak sobie wyobrażali – Amerykanie zdecydowanie dominowali na boisku, do przerwy prowadzili 19:0, a po 20 minutach drugiej połowy było już 31:0. Dopiero wtedy przebudzili się Rumuni (pomogła wymiana łączników w drugiej połowie), którzy zdobyli w końcówce meczu trzy przyłożenia – było jednak za późno, aby wydrzeć zwycięstwo z rąk rywali, trudno też było zatrzeć złe wrażenie z pierwszych 40 minut. Stany Zjednoczone pokonały Rumunię 31:17. Czy to początek nowej drużyny „Orłów” i zapowiedź powrotu do Pucharu Świata (za cztery lata)?
Z kraju
Znów grano w rugby plażowe, tym razem w Łodzi podczas Beach Side Rugby Manufaktura. Na podium stanęły dwie drużyny Budo 2011 Aleksandrów Łódzki, a rozdzielili je (drugie miejsce) Banici z Poznania. Ciekawostką był fakt, że udział w turnieju na równi z mężczyznami wzięła kobieca drużyna Budowlanych Łódź.
Z wieści transferowych:
- Ogniwo Sopot ściągnęło do swojej drużyny Jordana Tebbatta, ostatnio grającego w Sale FC (trzeci poziom rozgrywek w Anglii), który wystąpił w naszych barwach w niedawnym meczu z drużyną Didi 10 XV, a także Marcela Nela, zawodnika z Południowej Afryki, który wiosną grał dla Lechii. Traci natomiast Vahę Halaifonuę;
- Lechia Gdańsk chwali się pozyskaniem trzech młodych zawodników z Tonga (roczniki 2002–2004);
- Budowlani Lublin tracą kluczowego zawodnika – odchodzi Nkululeko Ndlovu. Planują jednak ściągnięcie innego gracza na pozycję łącznika ataku;
- do Arki Gdynia po letniej przerwie nie wrócą dwaj gracze z Południowej Afryki, Rethabile Mzamo i De Angelo Williams;
- Juvenia Kraków zgłosiła w systemie PZR Patricka Różyckiego, który w ostatnim sezonie grał we Francji w Orsay na poziomie Fédérale 2.
Ze świata
W Nowej Zelandii rozpoczął się nowy sezon ligowy NPC. W meczu otwarcia Tasman pokonało Otago 27:15, a błysnął w tym meczu wracający do gry po kontuzji i pewnie jeszcze liczący po cichu na wyjazd do Francji David Havili. Broniący mistrzowskiego tytułu Wellington pokonał 22:6 Manawatu, a wicemistrz, Canterbury, ograł 43:11 Northland. Sporo emocji dostarczył pojedynek dwóch drużyn, które rok temu odpadły w półfinałach, a ostrzą sobie zęby na mistrzostwo: Bay of Plenty i Auckland. Bay of Plenty prowadziło po 50 minutach gry 21 punktami (24:3), ale w ostatniej półgodzinie goście odrobili straty. Dzięki czterem przyłożeniom, z których ostatnie zdobyli już po upływie 80 minut, doprowadzili do remisu, a podwyższenie Zarna Sullivana z bardzo trudnej pozycji dało im wygraną 32:30.
W Australii w ten weekend skończyły się fazy zasadnicze rozgrywek w kilku spośród tamtejszych stanów – w tym w matecznikach rugby, Nowej Południowej Walii i Queenslandzie.
W Shute Shield niespodzianką jest niezakwalifikowanie się do fazy play-off najbardziej utytułowanej drużyny rozgrywek, zarówno w ogóle, jak i w ostatnich latach (w ostatnich czterech edycjach triumfowali trzykrotnie) – Sydney University przeżywają kryzys i uplasowali się dopiero na ósmym miejscu. W ostatniej kolejce w rewanżu za finał sprzed roku przegrali z drużyną Gordon 7:36. Zwycięzcą fazy zasadniczej została ekipa Randwick (też niezwykle utytułowana, ale od ostatniego z 32 zwycięstw w rozgrywkach stanowych minęło już prawie 20 lat), z punktem przewagi nad Northern Suburbs. Drugi ubiegłoroczny finalista, Gordon, zajął czwarte miejsce.
W queenslandzkich rozgrywkach Hospital Challenge Cup sytuacja podobna – najbardziej utytułowana drużyna rozgrywek, w ostatnich 7 sezonach zawsze występująca w finale (i trzykrotnie w tym okresie wygrywająca), University of Queensland, zanotowała kiepściutki sezon i skończyła rozgrywki na siódmym miejscu (w stawce 9 drużyn). Zdecydowanie najlepszą drużyną fazy zasadniczej była ekipa Bond University (na wygraną czekająca od 2004). W półfinale rozgrywek zmierzy się z obrońcami tytułu, Wests Bulldogs.
Ogłoszono nowy format włoskiej ligi, która od tego sezonu będzie zwać się Serie A Elite, a nie Top 10 – być może dlatego, że będzie w niej dziewięć drużyn zamiast dziesięciu (z rozgrywek z powodów finansowych wycofało się Calvisano (jeszcze w 2019 mistrz kraju). Na początek runda zasadnicza, każdy z każdym, mecz i rewanż. A potem zamiast klasycznego play-off coś wyjątkowo dziwnego: sześć najlepszych drużyn zostanie podzielonych na dwie grupy z trzema zespołami w każdej (1, 4 i 5 w jednej, 2, 3 i 6 w drugiej). Tam znowu każdy z każdym (bez rewanżów), a zwycięzcy obu grup spotkają się w finale ligi. Spadną z ligi drużyny z 8. i 9. miejsca (w kolejnym sezonie będzie w lidze 8 drużyn). Swoją drogą, zdaje się porzucony będzie puchar Włoch, natomiast wprowadzone mają być rozgrywki dla drużyn rezerwowych z klubów Serie A Elite (już wkrótce – obowiązkowe).
Pierwszy skład na Puchar Świata w Rugby już znamy – ogłosiło go Samoa (choć niepełny, zastanawiają się jeszcze nad wyborem jednego filara). Kolejnych można spodziewać się lada chwila. Anglicy mają swój ogłosić jutro, tymczasem już wiadomo, że nie znajdą się w nim Henry Slade, Alex Dombrandt czy Mako Vunipola (ten ostatni z powodu kontuzji). Z kolei Szkoci skreślili kilku zawodników, a wśród nich Adama Hastingsa (wygryzł go zapewne Ben Healy).
The Rugby Paper podało informację, że starania o przyznanie jej organizacji Pucharu Świata w 2035 podjęła Arabia Saudyjska. Jej rywalami będą Anglia, przymierzają się też Włochy i Japonia, a prawdopodobnie także i Nowa Zelandia. Wybór Arabii byłby kuriozum stawiającym rugby w jednym szeregu z piłką nożną, ale nie sposób nie dostrzec powolnej ekspansji naftowych szejków w rugby.
W tej samej gazecie pojawił się wywiad z dyrektorem wykonawczym World Rugby Alanem Gilpinem – stwierdził on, że światowe władze rugby „poważnie rozważają” poszerzenie liczby uczestników Pucharu Świata do 24 począwszy od imprezy w 2031, którą będą organizować Stany Zjednoczone. Inna sprawa, że mówił też o tym, jak planowana World League znakomicie wpłynie na konkurencyjność ekip z zaplecza światowej elity…
Poinformowano o przeprowadzce jednej z drużyn Major League Rugby – Rugby ATL, wicemistrz ligi z 2021, stracił obu właścicieli (jeden zmarł, drugi odszedł) i został sprzedany. Wiadomo już, że w kolejnym sezonie nie będzie grać w Atlancie (gdzie zresztą po różnych perturbacjach kiepsko szło ze zgromadzeniem kibiców), ale w nowym miejscu– być może nowi właściciele postawią na Los Angeles, gdzie po wykluczeniu Giltinis brakuje drużyny w MLR.
Jak podał The Sunday Times, Jonathan Sexton jednak chyba będzie miał okazję zagrać w reprezentacji Irlandii przed Pucharem Świata mimo zawieszenia orzeczonego przez panel dyscyplinarny – Irlandczycy przebywają na zgrupowaniu w portugalskim Algarve i w tym tygodniu zamierzają zagrać nieoficjalny, treningowy mecz z reprezentacją Portugalii właśnie (za zamkniętymi drzwiami).
Pisałem już w „szponach”, że Bristol Bears przymierzają się do rozegrania ligowego meczu w walijskim Cardiff. Teraz okazało się, że walijscy Ospreys mają podobny plan, tyle że swój mecz w ramach rozgrywek URC zamierzają rozegrać w Londynie na Twickenham Stoop (stadionie Harlequins). Powodem jest konflikt terminów w przypadku trzech spotkań URC z piłkarskim zespołem Swansea City – w Londynie miałby zostać rozegrany mecz Ospreys z Sharks.
Z wieści transferowych:
- argentyński łącznik ataku Domingo Miotti przechodzi z Glasgow Warriors do beniaminka Top 14 Oyonnax;
- nowym trenerem Cardiff został Matt Sheratt. Wraca po kilku latach przerwy – wcześniej był asystentem trenera.
Zmarł Tane Norton, młynarz All Blacks z lat 70., kapitan drużyny podczas starć z British & Irish Lions w 1977. Miał 81 lat.
Polacy za granicą
Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia:
Szkocja:
- Craig Bachurzewski (Southern Knights, Super Series Championship): zaczął na ławce rezerwowych mecz z Future XV, wygrany 39:38. Knights rozpoczynają sezon od drugiego miejsca w tabeli;
- Max Loboda (Boroughmuir Bears, Super Series Championship): zadebiutował w pierwszym składzie drużyny i grał do 69. minuty w meczu z Heriot’s przegranym 14:51. Bears startują do sezonu z ostatniego miejsca w lidze;
- Ronan Seydak (Heriot’s RC, Super Series Championship): zagrał w tym samym meczu (całe 80 minut), tyle że po drugiej stronie. Jego drużyna po wysokiej wygranej została pierwszym liderem ligowej tabeli.
Zapowiedzi
W nadchodzącym tygodniu w międzynarodowym rugby sześć spotkań testowych. Już w czwartek mecz Tonga z Kanadą, a w sobotę spotkania Anglii z Walią, Francji ze Szkocją, Gruzji z Rumunią, Chile z Namibią i Portugalii ze Stanami Zjednoczonymi.
Ruszają fazy play-off w części rozgrywek stanowych w Australii, ale z ligowego grania nas najbardziej interesuje start Ekstraligi – najciekawiej będzie chyba w Gdańsku w meczu Lechii z Juvenią Kraków, a poza tym grają Ogniwo Sopot z Budowlanymi Commercecon Łódź, Orkan Sochaczew z Pogonią Awentą Siedlce i Edach Budowlani Lublin z Arką Gdynia.
Szkocja-Francja to był mecz, który trzymał w napięciu do ostatniej minuty.
W ten weekend wraca Dupont, Ntamack i Penaud, więc Szkocja będzie miała wyzwanie. Zobaczymy.
Tak, udało mi się go obejrzeć i nie żałuję 🙂 W ten weekend będzie pewnie wszystko wyglądało inaczej…
Czy ktoś wie co będzie dalej z zespołem Calvisano? Rozpadnie się? Co z zawodnikami tego klubu? Tam grali poważni zawodnicy. Może do Ekstraligi kogoś ściągniemy ;)?
Była mowa o tym, że zgłosi się do rozgrywek na niższym poziomie, jednak bez wskazania na którym. Czy tak zrobił – nie wiem, na stronie FIR jeszcze nie ma informacji o niższych poziomach ligowych w nowym sezonie.
OK. Wielkie dzięki z odpowiedź. Ciekawe czy uda im się zatrzymać kluczowych zawodników. Chyba mało to prawdopodobne…
Znalazłem, że będą na drugim poziomie ligowym, w Serie A, którą Włosi powiększyli z 33 do 36 zespołów.
Łolaboga
DZIEKUJĘ