Gdy rugby zderzyło się ze współczesnym światem

Dziś będzie nietypowo – nie o rugby, ale o książce o rugby. Nigdy dotąd nie zdarzyło mi się pisać recenzji, ale znalazła się książka, pod której wpływem zdecydowałem się to zmienić. A chodzi o wydaną w 2019 pozycję Unholy Union: When Rugby Collided with te Modern World. Jej autorami są Michael Aylwin i Mark Evans.

Główny autor, Micheal Aylwin jest znanym dziennikarzem sportowym, a przy okazji też pisarzem (wydał powieść futurystyczną o sporcie, Ivon – podobno satyrę pokazującą, dokąd rugby zmierza, właśnie czekam aż do mnie przyjdzie). Jego teksty można znaleźć regularnie od ponad 20 lat na rugbowych stronach The Guardian, ostatnio widać go też w portalu thexv.rugby. Współautorem jest Mark Evans, który rugbowe doświadczenie zdobywał z zupełnie innej strony – przez 4 lata kierował rugby w Saracens, przez 11 lat był prezesem Harlequins, 2 lata szefował Melbourne Storm, ostatnio wreszcie kierował projektem Global Rapid Rugby. Wiedzą zatem sporo o tym, o czym piszą, a na dodatek dzielą się tym w ciekawy sposób.

Piszą dokładnie o tym, co zapowiedziano w tytule: jak rugby odnajduje się we współczesnym świecie i jak się zmienia. Głównym czynnikiem zmiany, punktem wyjścia całej książki, jest decyzja z 1995 o dopuszczeniu w tej dyscyplinie zawodowstwa – jak podkreślają autorzy, symboliczny przeskok dyscypliny z XIX do XXI w. Piszą, jak wpłynęło to na sport, jakie otworzyło możliwości i jakie sprowadziło zagrożenia. Ale nie ograniczają się tylko do tego. 1995 jest niepodważalną cezurą czasową, ale piszą też o zmianach, które są pochodną zjawisk zachodzących w naszym świecie równolegle do profesjonalizacji rugby. Bo przecież świat w miejscu nie stoi, a tempo zmian jest coraz bardziej zawrotne, choćby takich absolutnie podstawowych – na przykład jak spędzamy wolny czas, jakich szukamy rozrywek, jak tworzymy i podtrzymujemy więzi społeczne.

Autorzy piszą o wielu różnych rzeczach: technice i taktyce gry, zdrowiu, popularności, telewizji, wreszcie (tego tematu w takiej książce uniknąć się nie da) o pieniądzach… Opierają się na swoim doświadczeniu, niewątpliwie szerokiej wiedzy, ale tam gdzie trzeba przywołują twarde, czasami zaskakujące statystyki. Podchodzą zresztą do nich odpowiedzialnie, bo niejednokrotnie wskazują, że obserwowane zmiany ilościowe mogą wynikać z różnych zjawisk, na przykład niekiedy ze zmian w sposobie gromadzenia danych. Diagnozują wiele problemów, ale udzielają niewielu dobrych rad. W gruncie rzeczy tylko ostatni, krótki rozdział zawiera pięć Prostych Odpowiedzi, czyli propozycji, które mogłyby rugby zmienić na lepsze. Można się z nimi nie zgadzać (no, zapewne z wyjątkiem ostatniej, ale o tym niżej), ale w tym zakresie każdy jest równie mądry i każdy może zaproponować swoje rozwiązania.

Książka podzielona jest na sześć części, a w każdej autorzy koncentrują się na jakimś problemie współczesnego rugby. W pierwszej znajdziemy esencję historii rugby i diagnozę pierwszego problemu związanego z jego historią – tradycyjnych konotacji z elitaryzmem, z prywatnymi szkołami. Druga część koncentruje się wokół organizacji świata rugby (rzadko kiedy zdarza się krytyka organizacji władz światowych ze strony przedstawicieli państwa mającego udział w kontroli nad nim), reguł kwalifikacji do reprezentacji narodowych (na czele z problemami graczy z wysp Pacyfiku i zagadnieniem zdobywania graczy do reprezentacji – capture) i zagadnienia ekspansji rugby na nowych rynkach.

W trzeciej części autorzy patrzą na trzy zawodowe ligi europejskie: francuską, angielską i celtycką, i ich zmagania z wymaganiami nowoczesnego świata. M.in. na problemy Anglików z przepłacaniem i naruszaniem salary cap. Na problemy Walijczyków z oderwaniem się od systemu klubowego, który nie miał wielkich szans na rozwój w niewielkich miasteczkach, na dodatek dezindustrializowanych, i postawieniem na franszyzy, z którymi kibice nie chcą się identyfikować. Porównują Francuzów z Anglikami, i choć ci pierwsi nie są chodzącym ideałem, porównanie wypada na ich korzyść. Już na wstępie podkreślają: wygrywanie jest piękne i o nie chodzi w sporcie. Ale wygrywający jest jeden, a żeby to wszystko miało sens potrzeba wielu przegrywających. I o tych przegrywających przede wszystkim trzeba dbać.

Czwarta część koncentruje się na problemach na każdym poziomie sportu, głównie w Anglii. Począwszy od Premiership z problemem spadków i awansów, poprzez osłabianie drużyn amatorskich i załamanie się ich statusu centrów integrujących lokalną społeczność, a kończąc na rugby wśród młodzieży. Tu zresztą mamy chyba najgorętsze pole bitwy z dzisiejszą rzeczywistością, a na dodatek autorzy sporo uwagi poświęcają paskudnemu problemowi popularności sterydów – statystyki w tym zakresie są straszne.

W piątej części trafiamy do diagnozy problemów związanych z rosnącą dynamiką gry i pojawiającymi się w związku z tym zagrożeniami zdrowotnymi dla zawodników. Autorzy porównują rugby z innymi dyscyplinami i pokazują sporo liczb. Widzą tu spore ryzyko wiszące nad całą dyscypliną. Rugby nieźle poradziło sobie z ryzykiem kontuzji związanym z młynami, ale młynów mamy obecnie na boisku trzykrotnie mniej niż w latach 80. XX w. Tymczasem profesjonalizm oznacza lepsze wytrenowanie, większe osiągi zawodników i coraz większe ryzyko związane z szarżami, które stały się głównym elementem walki na boisku (tu odwrotnie – jest ich trzykrotnie więcej niż w latach 80.). I coraz większym problemem są wstrząśnienia oraz mikrouszkodzenia mózgu, których ilość rośnie, a ryzyko związane z chorobami wywoływanymi w ten sposób jest coraz większe. Zwłaszcza, że szarże znacznie trudniej zmienić niż młyny. Swoją drogą, autorzy przytaczają statystykę, z której wynika m.in, że ponad 70% wstrząśnień wskutek szarż doznają szarżujący, a nie szarżowani. I na podstawie analizy tych statystyk dowodzą, że wymóg obniżenia szarż czy szafowanie czerwonymi kartkami za wysokie szarże w praktyce niewiele obniżają ryzyko związane z uprawianiem sportu. Ich zdaniem zmianę mogłyby zapewnić przede wszystkim przyszłe osiągnięcia nauki (ostatnio pojawiło się parę ciekawych niusów w tym zakresie).

I wreszcie szósta część, stanowiąca swego rodzaju podsumowanie. Pokazująca m.in. jak zmienia się sport, aby był bardziej atrakcyjny (np. zagadnienie czasu faktycznej gry na boisku) czy jakie problemy mają Australijczycy w kontekście dostępności sportu w telewizji (wpadli w spiralę spadku z powodu postawienia na duże pieniądze z telewizji kablowej). A na koniec mamy wspomniane pięć „Prostych Odpowiedzi” i dobrą radę autorów: doceńmy to, co mamy. I radzą w tym celu obejrzeć w wolnej chwili transmisje dwóch testów British & Irish Lions z ich słynnej wizyty w Nowej Zelandii z 1971 (dostępne na Youtube, tu i tu), aby porównać sport wtedy i dziś.

Od wydania książki minęły dwa lata. W tym czasie świat pokazał oblicze, o którym wcześniej w fałszywym spokoju zdążyliśmy zapomnieć. Ale mimo wielkiego kryzysu, jaki na rugby sprowadziła pandemia, właściwie wszystko, co autorzy tam napisali, jest nadal aktualne. Ba, niektóre problemy nabierają zapowiadanego przez nich rozpędu, jak kwestia pozwów związanych z encefalopatią urazową. No, nie sprawdziła się tylko Global Rapid Rugby i jej wielkie plany ekspansji w Azji.

Myślę, że z wszystkich dobrych rad („Prostych Odpowiedzi”) zawartych na końcu książki, najbardziej warta uwagi (i absolutnie nierealna, czego sami autorzy mają świadomość) jest ta ostatnia: „Pijmy. Piwo. A nie proteinowe odżywki”. I nie chodzi u o wpędzanie w alkoholizm. Paradoksalnie, przestrzeganie tej rady pewnie rozwiązałoby wiele opisanych w książce problemów, łącznie ze spadkiem liczby wstrząśnień mózgu.

Można się nie zgadzać z różnymi wnioskami z tej książki, można odczuwać oburzenie na niektóre postulaty, ale nie można zamykać oczu na problemy wskazane przez autorów i podnoszone przez nich argumenty. I w tym zakresie jest to książka bardzo dobra i bardzo aktualna.

Michael Aylwin, Mark Evans, Unholy Union: When Rugby Collided with the Modern World, Constable 2019, s. 328, ISBN 978-1-42713-068-6 (na stronie wydawnictwa już wydanie z 2000: https://www.littlebrown.co.uk/titles/mike-aylwin/unholy-union/9781472130709/).

2 komentarze do wpisu „Gdy rugby zderzyło się ze współczesnym światem”

  1. Nie czytałem. Wybieram raczej książki opisujące jakieś wydarzenia sportowe gdzie można poczuć chociaż jakiś zalążek emocji. Uważam natomiast że pisanie na blogu recenzji książek o tematyce rugbowej jest genialnym pomysłem!!! Może dzięki „W szponach rugby” na rynku wreszcie zaczną ukazywać się książki o rugby przełożone na język polski??? Tego mi strasznie brakuje.

    Wielkie brawa za kolejny krok Grzegorza w kierunku rozwijania bloga!

    P.S. Na stronie PZR jest błędny link do artykułu.

    Odpowiedz
    • Dzięki za dobre słowa. Na polskie przekłady rugbowej literatury nie liczę, bo rynek jest zbyt niewielki. A recenzje może się jeszcze jakieś trafią, ale nic nie obiecuję, to nie bardzo „mój” gatunek 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz