Trzy ligi, trzy przyłożenia

Kto zrobił to piękniej: Marcus Smith w Premiership, Josua Tuisowa w Top 14 (nadal wstrząsanej przez koronawirusa) czy Will Jordan w Super Rugby? Wieści z tych trzech lig dominują. Ruszył Rainbow Cup, choć podzielony na dwa turnieje i z dobrą miną do nietrafionego pomysłu. W Polsce wciąż Posnania wygrywa siódemki, choć tym razem poszło jej nieco trudniej.

Mistrzostwa Polski w rugby 7 mężczyzn

W kraju tydzień po tygodniu mistrzowskie siódemki – nie tylko trzeci (przedostatni) turniej mistrzostw Polski seniorów, ale też towarzyskie zmagania kadry z Litwą. W tych ostatnich górą byli nasi sąsiedzi, którzy wygrali dwa z trzech spotkań.

Natomiast same mistrzostwa niezbyt odbiegały od wzorców już utartych w tym sezonie. Znów mieliśmy na boisku tylko siedem ekip, a w fazie grupowej znów jedyną poważniejszą niewiadomą było to, kto awansuje do półfinałów z pary Skra i Kaskada. Tym razem zdecydowanie górą była Skra. W półfinałach bez niespodzianek, ale w spotkaniach finałowych zażarte pojedynki. W meczu o trzecie miejsce Skra prowadziła, ale Juvenia ją goniła i ostatecznie przegrała zaledwie czterema punktami. W finale do rozstrzygnięcia potrzeba było dogrywki: po regulaminowych 14 minutach mieliśmy remis 15:15, a w ich końcówce Orkan przeważał. W dogrywce jednak złote punkty zdobyła Posnania, wygrywając 20:15. Zwycięstwo Posnanii poniekąd zasłużone, ale Orkan tym razem postawił jej wyjątkowo ciężkie warunki.

Przed ostatnim turniejem trudno przewidzieć inny scenariusz niż złoto mistrzostw Polski dla Posnanii i srebro Orkana – musiałoby dojść do jakiejś katastrofy. Faworytem do trzeciego miejsca jest Juvenia, ale cztery punkty straty Skry są możliwe do odrobienia przy odrobinie szczęścia (albo pecha krakowian).

Premiership

Siedemnasta kolejka Premiership zaczęła się od starcia na szczycie: w piątek zmierzyły się Bristol Bears i Exeter Chiefs. Świetny początek zaliczyli gospodarze po pięknej akcji Andy’ego Urena, ale w gruncie rzeczy w pierwszej połowę przewagę mieli goście, którzy ani razu nie podarowali bristolczykom karnego. Odpowiedzieli dwoma przyłożeniami, na początku drugiej połowy świetny Jacques Vermeulen dołożył trzecie, a Bristolczycy zdołali przełamać obronę gości dopiero pod sam koniec meczu. Obrońcy tytułu ostatecznie wygrali 20:12 – byli wyraźnie lepsi, a obserwującemu ten mecz Warrenowi Gatlandowi znowu świetnie pokazał się ignorowany przez trenera Anglii Eddiego Jonesa wiązacz Sam Simmonds.

Bardzo ciekawie zapowiadał się mecz London Irish – Harlequins: nie dość, że derby Londynu, to bezpośrednie starcie drużyn walczących o awans do play-off. Pierwsza połowa ze wskazaniem na Quins, którzy prowadzili 15:9 i zdobyli jedyne dwa przyłożenia w tej części meczu. Drugą połowę zaczęli jednak od czerwonej kartki dla Andre Esterhuizena (chyba trochę zbyt surowa kara za przepychankę bez piłki), a Irish wykorzystali przewagę i na 20 minut przed końcem, po dwóch przyłożeniach, prowadzili 21:18. Ostatnie słowo w meczu należało jednak do świetnego Marcusa Smitha – łącznik ataku Harlequins w samej końcówce meczu wziął sprawy w swoje ręce i zdobył przyłożenie po pięknej indywidualnej akcji (https://youtu.be/Ngkf4x_6sRk?t=257). Dorzucił podwyższenie (w sumie zdobył 15 punktów) i Harlequins wygrali ten arcyważny mecz 25:21. W ich barwach po raz 300. zagrał Danny Care (asysta przy przyłożeniu Smitha), a po raz 350. Mike Brown (przyłożenie i asysta). Niestety ten ostatni o wiele już tego osiągnięcia nie poprawi – po tym sezonie Harlequins się z nim żegnają, choć pewnie tego bardzo żałują.

W ostatnim meczu kolejki zmierzyły się dwie potęgi, które jednak w tym sezonie radzą sobie gorzej: Wasps walczący o awans do Champions Cup podejmowali wciąż liczące na play-off Bath. Wasps znakomicie skończyli pierwszą połowę, po której prowadzili 15:5. Po przerwie zaczęła nam się wymiana ciosów, a po 20 minutach Wasps byli nadal na prowadzeniu, ale jego rozmiar znacznie zmalał: 25:22. Bath nadal napierało, i gdy na 10 minut przed końcem Ben Spencer skończył piękną akcję przyłożeniem i zrobiło się 29:25, wydawało się, że zwycięstwo powinni dowieźć do końca. Jednak moment później Beno Obano zobaczył czerwoną kartkę, a Wasps potrzebowali kilkudziesięciu sekund gry z przewagą, aby zdobyć przyłożenie i wyjść na prowadzenie, po kilku minutach dorzucili kolejne i wygrali 39:29.

Poza tym zajmujący piąte miejsce Northampton Saints, mimo wysiłków Nemaniego Nadolo (wrócił po kontuzji, wszedł z ławki, zdobył dwa przyłożenia, a miał szansę na więcej), pokonali na wyjeździe Leicester Tigers 23:18. Gloucester pokonało Newcastle Falcons 35:24 (choć po kwadransie przegrywało 7:21 mimo świetnego przyłożenia Louisa Reesa-Zammita), a poszukujący drugiego zwycięstwa w sezonie Worcester Warriors potężnie zagrozili Sale Sharks i przegrali zaledwie 32:35 (do przerwy prowadzili 11:7, w drugiej połowie jednak nie wystarczył hat-trick przyłożeń Francois Hougaarda; na osłodę zdobyli dwa punkty bonusowe).

Zwycięstwo Exeter nad Bristolem nie zmieniło porządku na czele tabeli: nadal Bristol ma przewagę nad Exeterem (zmniejszoną, ale wciąż sporą – 8 punktów) i zachował pozycję lidera w tabeli. W walce o play-off poważniej liczą się jeszcze Sale Sharks, Harlequins i Northampton Saints. Irish mają już 12-punktową stratę do czwartego miejsca i walczyć o półfinały będzie im bardzo trudno.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Bristol Bears 17 66
2. Exeter Chiefs 17 58
3. Sale Sharks 17 55
4. Harlequins 17 54
5. Northampton Saints 17 50
6. London Irish 17 42
7. Bath 17 41
8. Leicester Tigers 17 39
9. Wasps 17 36
10. ↑ Gloucester 17 31
11. ↓ Newcastle Falcons 17 30
12. Worcester Warriors 17 21

W Championship starcie na szczycie: Saracens w derbach Londynu podejmowali Ealing Trailfinders. W przedsezonowych meczach towarzyskich górą byli gracze Ealing, ale wtedy Saracens grali drugim składem. W niedzielę zdecydowanie wygrali 48:20, a aż 23 punkty zdobył z kopów Owen Farrell. Więcej mówi się jednak o jego występie tydzień temu: grając po raz pierwszy w Championship Farrell zaprezentował niesławną cechę swojego stylu gry – paskudną, wysoką szarżę (https://twitter.com/i/status/1385147580775124995). Niestety, nie został ukarany, choć ewidentnie zasłużył. Na czele tabeli nadal Ealing i Doncaster, ale Saracens mają o jeden mecz rozegrany mniej i awans do finału wydają się tylko formalnością.

Poza tym – dyrektor wykonawczy Premiership, Darren Childs odchodzi z ligi. Ciekawy jest kierunek: trafi do CVC czyli do firmy, która niedawno wykupiła w Premiership spory kawałek udziałów.

W testach covidowych w lidze, przeprowadzonych w ostatnim tygodniu trzykrotnie, po trzech tygodniach bez ani jednego wyniku pozytywnego, tym razem trafił się jeden.

Top 14

Koronawirusowy atak z ubiegłego weekendu trwa, kolejne przypadki pojawiły się m.in. w Castres i Tulonie. Ponieważ niewiele pozostało wolnych terminów, władze ligi profilaktycznie starają się zapobiegać dalszemu rozprzestrzenianiu się choroby pomiędzy klubami. I znów zobaczyliśmy tylko trzy spośród siedmiu spotkań. Odwołano mecze Brive z La Rochelle (przełożony na 11 maja), Bajonny z Castres (przełożony na 29 kwietnia), Tulonu z Agen (ma być rozegrany 1 maja), a także zmagania półfinalistów europejskich pucharów, Bordeaux z Montpellier (tu najtrudniej znaleźć dodatkowe terminy, bo jedyne wolne weekendy w lidze to weekendy „europejskie”, a obie ekipy mają już po dwa spotkania zaległe – trzeba będzie grać w środku tygodnia). Francuzi zaczynają się zastanawiać, czy ten nowy atak choroby nie wpłynie na zakończenie rozgrywek w lidze i pojawiły się już głosy, aby z uwagi na taką sytuację ograniczyć spadek tylko do jednej drużyny.

Pozostały nam zatem tylko trzy mecze w dwudziestej drugiej kolejce. Odbył się mecz na szczycie: Tuluza podejmowała Racing 92. Goście na boisku zdawali się mieć przewagę, jednak decydującym momentem meczu były dwie żółte kartki zarobione przez nich tuż przed końcem pierwszej połowy. Pod koniec pierwszej połowy stracili karne przyłożenie, grając w trzynastkę na początku drugiej części spotkania też nie uchronili się przed siedmiopunktową akcją gospodarzy i choć wcześniej mieliśmy wynik na styku, od tego momentu Tuluza miała już znaczną przewagę punktową. Ostatecznie Tuluza wygrała 34:16, zdobywając ofensywny punkt bonusowy i umacniając się na czele tabeli – szanse Racingu na uniknięcie ćwierćfinałów zaś spadły. Po stronie Tuluzy cieniem na to zwycięstwo rzuciła się kontuzja Yoanna Hugeta, który zdobył pierwsze przyłożenie dla swojej ekipy kończąc piękną akcję, ale kilka minut później opuścił boisko i kto wie, czy nie był to ostatni akord jego kariery (to ostatni jego sezon, a kontuzja wygląda na poważną i może już nie zagrać). W Racingu zadebiutował natomiast Gaël Fickou.

Dużo emocji też w innym meczu drużyn z czołówki: Lyonu z Clermont. Obie ekipy były przed meczem na miejscach premiowanych awansem do ćwierćfinału, ale po ich piętach depcze spora grupa drużyn mających podobne ambicje. Pierwsza połowa zdawała się wskazywać na zdecydowane zwycięstwo gospodarzy: co prawda pierwsze przyłożenie zdobył Clermont, ale potem punktował już tylko Lyon, a na sam koniec tej części spotkania Judicaël Cancoriet z Clermont zobaczył czerwoną kartkę. Było 17:7. Ale pierwsze 20 minut drugiej połowy należało nieoczekiwanie do grających w osłabieniu gości – zdobyli jedyne przyłożenie w tym okresie, dorzucili trzy karne w wykonaniu Morgana Parry i wyszli na prowadzenie 23:20. Chwilę później zostali jednak na boisku w trzynastkę, co wykorzystali gospodarze zdobywając kolejne siedem punktów, ale wynik był sprawą otwartą. Zwłaszcza, że ostatnie 10 minut obie ekipy grały z wyrównanymi siłami, po czternastu. I w tym okresie zobaczyliśmy aż trzy przyłożenia: najpierw zapunktowało Clermont, wracając na czoło, ale ostatnie dwa słowa należały do Lyonu, który wygrał spotkanie 41:30. Dwa przyłożenia dla gospodarzy zdobył Josua Tuisova (jedno z nich – palce lizać: https://twitter.com/PlanetRugby/status/1386032196855631880) który doszlusował na czele klasyfikacji najlepiej przykładających do Matthisa Lebela z Tuluzy – obaj mają po 12 przyłożeń w tym sezonie.

A poza tym walczący o play-off Stade Français podejmował broniące się przed spadkiem Pau. Mecz pod dyktando paryżan, którzy już po pierwszej połowie prowadzili 24:11 z trzema przyłożeniami na koncie, ale walki w nim nie brakło, choć niekoniecznie w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Obie ekipy w drugiej połowie zostawały na boisku w trzynastkę. Paryżanom zdarzyło się to pod koniec meczu: prowadzili już 46:18, ale w ciągu pięciu ostatnich minut stracili dwa przyłożenia i bezcenny w walce o play-off ofensywny punkt bonusowy.

W tabeli niewielkie roszady. Tuluza wróciła na prowadzenie, ale La Rochelle ma rozegrane jedno spotkanie mniej. Generalnie, w stawce są tylko trzy drużyny z kompletem meczów na koncie – w ciągu dwóch ostatnich kolejek przybyło nam aż osiem spotkań zaległych i zobaczymy, jak liga sobie z tym poradzi. Cóż, miejmy nadzieję, że losy ligi będą się rozstrzygać na boisku, a nie przy zielonym stoliku – ale Francuzi przynajmniej o to walczą.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. ↑ Tuluza 22 72
2. ↓ La Rochelle 21 67
3. Clermont 21 59
4. Racing 92 21 59
5. ↑ Lyon 22 56
6. ↓ Bordeaux Bègles 20 53
7. Tulon 20 52
8. Castres 21 51
9. Stade Français 21 49
10. Brive 20 44
11. Montpellier 20 40
12. Bajonna 21 39
13. Pau 22 36
14. Agen 20 2

W Pro D2 Provence z Andrzejem Charlatem w składzie wygrało na wyjeździe z Rouen 26:21 i wyprzedziło swoich rywali w tabeli, awansując o jedno oczko i oddalając się od strefy spadkowej. Nasz skrzydłowy zdobył dla swojej ekipy przyłożenie.

Super Rugby

Przedostatnią kolejkę Super Rugby Aotearoa zaczął mecz Chiefs z Hurricanes. Spotkanie zaczęło się od mocnego akcentu w wykonaniu gości – przełamanie przed polem 22 m i błyskawiczne przyłożenie już w pierwszej minucie. Pierwsza połowa skończyła się remisem 10:10, a wyrównanie dał Chiefs Jordie Barrett karnym z 55 m. Drugą połowę zaczęli od przyłożenia Chiefs, ale po 80 minutach gry to Hurricanes byli bliżej zwycięstwa – prowadzili 24:23. To jednak Chiefs mieli piłkę w rękach, wywalczyli karnego po młynie i Damian McKenzie przechylił szalę zwycięstwa na ich korzyść (26:24). Chiefs kontynuowało świetną passę, natomiast Hurricanes fatalną – sześć porażek w siedmiu meczach, choć przecież wielokrotnie byli tak blisko…

W drugim meczu Crusaders odzyskali werwę i nie dali żadnych szans Blues – wygrali 29:6, a mogło być jeszcze wyżej. Cztery przyłożenia, w tym dwa Willa Jordana – jego pierwsze, z samego początku meczu, chyba najlepiej przedstawia bezradność graczy z Auckland: https://twitter.com/crusadersrugby/status/1386182680035815424. W ten sposób obrońcy tytułu zagwarantowali sobie udział w finale i rozegranie go na własnym stadionie. Kto będzie drugim finalistą? Póki co na drugim miejscu są Chiefs, ale w ostatniej rundzie grają przeciwko Blues, nad którymi mają pięć punktów przewagi, więc tu jeszcze może coś się zmienić.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Crusaders 8 28
2. Chiefs 7 20
3. Blues 7 15
4. Highlanders 7 14
5. Hurricanes 7 7

W Australii ostatnia kolejka rundy zasadniczej Super Rugby AU i ostatnie rozstrzygnięcie: w półfinale w Canberrze naprzeciwko Brumbies stanie niespodziewanie Western Force, jeszcze rok temu mogące co najwyżej marzyć o grze w Super Rugby. Gracze z Perth do awansu potrzebowali zwycięstwa na własnym boisku nad Reds, ale przecież ich rywale są najsilniejszą drużyną w stawce. I początek meczu mógł wskazywać na to, że Force nie podoła zadaniu: pierwsze przyłożenie w meczu zdobyli właśnie Reds, a po 30 minutach prowadzili 21:7, na dodatek gospodarze zobaczyli dwie żółte kartki. Jednak jeszcze przed przerwą zmniejszyli straty do 6 punktów, a w drugiej dwoma przyłożeniami zapewnili sobie skromne zwycięstwo 30:27. Decydujące przyłożenie (trzecie w tym meczu skrzydłowego Jordana Olowofeli) zdobyli parę minut przed końcem, grając w osłabieniu po żółtej kartce. Potem Reds mieli jeszcze dwa karne na linii 5 m, ale zamiast kopać na bramkę i doprowadzić do dogrywki, chcieli rozstrzygnąć mecz na swoją korzyść w podstawowym czasie gry i wykorzystując osłabienie przeciwników wybierali młyny. Nic z tego nie wyszło i sensacja stała się faktem.

W tej sytuacji sobotni mecz między Waratahs i Rebels stracił swoją stawkę. Rebels już nie mieli szans na awans, ale Waratahs na pewno chcieli przekreślić pasmo samych porażek pierwszym zwycięstwem w sezonie. Nic z tego. Po zaciętym spotkaniu, mimo dwóch czerwonych kartek (paskudne wysokie szarże, a pierwsza uzupełniona o rzucenie się z pięściami na przeciwnika – w więc zasłużona podwójnie – ale cóż, te kartki to są te kulawe, 20-minutowe), Rebels wygrali 36:25 (pierwsze punkty po imponującej akcji już po pół minuty od rozpoczęcia meczu). Ostatnie pięć minut meczu grali w trzynastkę (nałożyła się czerwona kartka z żółtą), ale Waratahs nie wykorzystali tej przewagi.

Przed nami pierwsza faza play-off czyli półfinał Brumbies – Western Force. Kto wie, jaką jeszcze niespodziankę będą w stanie sprawić gracze z Perth. W sezonie dwukrotnie wysoko przegrali z obrońcami tytułu i na pewno nie są faworytem, ale po świetnej końcówce fazy zasadniczej nikt ich nie skreśla.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Reds 8 33
2. Brumbies 8 29
3. Western Force 8 18
4. Rebels 8 16
5. Waratahs 8 3

Nie ma już przeszkód dla drugiej części superrugbowego sezonu: Super Rugby Trans-Tasman ma ruszyć zgodnie z planem, bowiem drużyny będą mogły bez przeszkód podróżować między Australią i Nową Zelandią. Nie będzie tylko super-rundy planowanej pierwotnie do rozegrania w jednym miejscu. Ciekawe, jak zostaną pogodzone nowinki w przepisach, odmienne przecież w obu gałęziach Super Rugby.

W kontekście przyszłorocznej imprezy wiemy nieco więcej o Moana Pasifika. 80% jej składu mają stanowić zawodnicy z prawem do gry w reprezentacjach wysp Pacyfiku. Oznacza to, że w składzie będzie mogło być ośmiu graczy bez tego prawa. Swoją bazę będzie mieć w Auckland, ale jest szansa na rozgrywanie (niektórych?) „domowych” meczów w innych miejscach (m.in. na Hawajach i w stolicy Samoa, Apia – stolica Tonga, Nuku’alofa, niestety nie ma odpowiedniej infrastruktury). Pewne obawy mają Blues, też przecież z Auckland, a także Australijczycy, przecież w dużym stopniu bazujący na graczach z Oceanii.

Drobne

W kraju grała II liga – zaległa z jesieni, czwarta kolejka. W Krakowie spotkały się dwie niepokonane dotąd drużyny, rezerwy Juvenii Kraków i KS Budowlani Commercecon Łódź. Górą były krakowskie „Smoki”, które wygrały 30:17 i zostały (spóźnionymi) mistrzami jesieni. I to mimo zerowej skuteczności z kopów. W drugim meczu Mazovia Mińsk Mazowiecki uległa Rugby Ruda Śląska 22:39, które umocniło się na trzecim miejscu w tabeli. W I lidze Komisja Gier i Dyscypliny wydała orzeczenie w sprawie nierozegranego meczu Posnanii z Rugby Białystok: poznaniaków ukarano finansowo, ale rozstrzygnięcie ma zapaść na boisku.

Ruszyły też młodzieżowe rozgrywki piętnastkowe (właściwie od zera – wcześniej rozegrano tylko jedno spotkanie). W ten weekend najwięcej powodów do zadowolenia miała młodzież KS Budowlanych Łódź: juniorzy pokonali Skrę 74:23, a kadeci wygrali z Arką Gdynia i Orkanem Sochaczew. Nieźle też Juvenia Kraków: wśród juniorów zwycięstwo nad Lechią 54:8, wśród kadetów jeszcze wyższe zwycięstwo nad tym samym przeciwnikiem, ale do tego chyba odrobinę nieoczekiwana minimalna porażka z Arką Gdynia.

Rozstrzygnięto kobiecy Puchar Sześciu Narodów. Rozgrywany w nietypowej, skróconej formule skończył się meczami finałowymi. O pierwsze miejsce walczyły Anglia z Francją i górą były Angielki, ale zwycięstwo skromne: 10:6 (sporo błędów, pierwsze punkty padły dopiero na sam koniec pierwszej połowy, wcześniej dwa pudła z karnych zanotowała Emily Scarratt). To trzeci triumf Angielek w turnieju z rzędu. O trzecie miejsce grały Irlandki z Włoszkami. Mecz miał być rozegrany w Parmie, ale pojawił się problem: Irlandki po powrocie musiałyby przejść 14-dniową kwarantannę, podczas gdy wizyta Włoszek w Irlandii nie jest związana z takimi obostrzeniami. Zagrano zatem w Dublinie, a Irlandki nie odwdzięczyły się Włoszkom za zmianę miejsca i wygrały 25:5. W meczu o piąte miejsce Szkocja wbrew wynikowi dość pewnie pokonała Walię 27:20. Do tytułu zawodniczki turnieju nominowano dwie Angielki (uznaną najlepszą zawodniczką finału Zoe Aldcroft oraz zdobywczynię jedynego przyłożenia w finale Poppy Cleall) oraz Francuzkę Caroline Boujard.

A ostatnim echem tegorocznego męskiego Pucharu Sześciu Narodów jest zakończenie przeglądu wyników pracy Eddiego Jonesa z reprezentacją Anglii. Bez niespodzianki: jedno potknięcie nie spowodowało, aby RFU zdecydowało się z nim pożegnać. Usprawiedliwiło go problemami ze sztabem i ograniczonym dostępem do zawodników. Inna rzecz, że pojawiła się krytyka dokumentu (anonimowego) – Clive Woodward uznał go „korporacyjne dyrdymały”. Swoją drogą, pod znakiem zapytania stoją plany Anglików na lipiec. Anglia miała zostać ostatecznie gospodarzem spotkań ze Stanami Zjednoczonymi i Kanadą oraz Gruzją, ale póki co przybysze z Ameryki Północnej muszą przechodzić 10-dniową kwarantannę w Wielkiej Brytanii.

Dziś ma odbyć się spotkanie szefów klubów Premiership w sprawie zwolnienia zawodników na obóz przygotowawczy British & Irish Lions (wypada podczas play-off Premieship, a więc gdy osiem z 12 drużyn już nie gra – ale jest poza okienkiem międzynarodowym). Swoją drogą, wiemy już, że Lions mają zapłacić po 90 tys. funtów za każdego gracza (połowa dla niego, połowa dla klubu). Warren Gatland zabierze do Południowej Afryki 36 zawodników – wstępna lista liczy 50 nazwisk, a wśród nich podobno 11 zawodników bez występów na arenie międzynarodowej.

Ruszył Rainbow Cup, ale nie taki, jak organizatorzy planowali. Bo nie będzie jednego turnieju, ale dwa odrębne. Covid, ograniczenia w podróżowaniu i wreszcie brak zgody władz na utworzenie bazy dla ekip z południa w Anglii, Irlandii lub innym europejskim kraju spowodowały, że rozegranie jakichkolwiek spotkań międzykontynentalnych nie będzie możliwe. Drastyczne skrócenie rozgrywek ligi Pro14, po to aby w środku epidemii zorganizować transkontynentalny turniej, okazało się wielkim błędem. Cóż, teraz władze ligi robią dobrą minę do złej gry. W ten weekend ruszyły rozgrywki europejskiego Rainbow Cup, za tydzień ma wystartować południowoafrykański (franszyzy z Południowej Afryki po raz czwarty w ciągu paru miesięcy rozegrają zawody we własnym gronie).

Na boisku ciekawie w Irlandii: Ulster podejmował Connacht i przegrał 24:26, tracąc decydujące przyłożenie w ostatniej akcji meczu (i po captain’s referral użytym przez kapitana Connachtu). A w szlagierowym meczu Leinsteru z Munsterem goście wzięli solidny rewanż za przegrany finał ligi – szkoda tylko, że w spotkaniu bez znaczenia. Munster wygrał aż 27:3, a znakomite zawody rozegrali jego łącznicy, Conor Murray (dwa przyłożenia) i Joey Carbery, wracający do formy po kontuzji. Leinster dał odpocząć kilku ważnym zawodnikom przed półfinałem Champions Cup, ale wynik i tak zawstydzający. W derbach Walii Ospreys pokonali zdecydowanie Cardiff Blues 36:14 (prowadzili nawet 24:0), a Dragons wygrali ze Scarlets 52:32 po znakomitej drugiej połowie (aż 35 punktów). Poza tym zaskoczenie w Treviso – Benetton pokonał Glasgow Warriors 46:19 (a w sezonie ligowym miał przecież na koncie komplet porażek; Włosi prowadzili w tym meczu już 38:0), a bardzo odmłodzony Edynburg pokonał Zebre 24:18 (choć do przerwy przegrywał).

W japońskiej Top League za nami 1/8 finału – bez specjalnych niespodzianek. W siedmiu spotkaniach wygrywały drużyny wyżej notowane po fazie zasadniczej, a niemal wszystkie spotkania były dość jednostronne. Zaimponowało zwłaszcza Suntory Sungoliath, które pokonało NEC Green Rockets aż 76:31, a Beauden Barrett do punktów z podwyższeń dorzucił dwa przyłożenia (pierwsze i ostatnie w meczu). Niespodzianki nie sprawili Kintetsu Liners, jedyna drużyna z niższego poziomu rozgrywek, która co prawda zaczęła mecz z Panasonic Wild Knights od przyłożenia, ale potem punktowali już tylko rywale, którzy wygrali 54:7. Jedyne bardziej wyrównane spotkanie stoczyły Toshiba Brave Lupus i Ricoh Black Rams (górą goście 27:24), a jedyną drużyną z czołowej ósemki fazy zasadniczej, która odpadła, jest NTT Communications Shining Arcs, pokonana przez Canon Eagles 43:13.

Skład ćwierćfinałów (za dwa tygodnie): Toyota Verblitz – NTT Docomo Red Hurricanes, Panasonic Wild Knights – Canon Eagles, Kobelco Steelers – Kubota Spears i Suntory Sungoliath – Ricoh Black Rams.

Znamy komplet półfinalistów w rosyjskiej Lidze Stawok: w rewanżowych meczach ćwierćfinałowych Jenisiej-STM Krasnojarsk ponownie wysoko pokonał Striełę Kazań (48:3) i w półfinale zagra przeciwko Krasnemu Jarowi Krasnojarsk (lokalne derby, przez ostatnie 10 lat powtarzane w finale rozgrywek), a WWA Podmoskowje pokonało Metałłurga Nowokuźnieck 22:16, ale ponieważ w pierwszym meczu przegrało większą liczbą punktów, w półfinale przeciwko Lokomotiwowi Penza zagra Metałłurg.

We włoskiej Top 10 rozegrano ostatnią, osiemnastą rundę spotkań fazy zasadniczej. Znamy czwórkę drużyn, które zagrają w półfinałach (Petrarca, Rovigo, Emilia i Calvisano), ale wszystkie mają jeszcze zaległe spotkania do rozegrania, co może zmienić rozstawienie. Spośród czterech zaległych spotkań w lidze aż w trzech powinno uczestniczyć przedostatnie Colorno, co nieco utrudnia sytuację z kalendarzem.

Podobna sytuacja w hiszpańskiej División de Honor – za nami ostatnia kolejka, ale pozostały cztery zaległe spotkania. Tu wciąż jest niepewny jeden ćwierćfinalista. A w najciekawszym spotkaniu ostatniego weekendu podmadryckie Alcobendas potwierdziło swoją pozycję lidera, pokonując trzeci w tabeli El Salvador z Valladolid 27:10.

Zbliża się do końca druga faza rozgrywek gruzińskiej Didi 10. Na czele dwie drużyny z dużą przewagą nad resztą stawki: Aia Kutaisi i Batumi. W słabszej grupie wciąż próbuje dokończyć sezon zespół Dżiki Gori, który rozgrywa spotkania w wymiarze 60 minut, a i tak dostaje solidnie w kość (w ostatnim meczu przegrali 7:91 – zaskoczeniem nie jest rozmiar porażki, ale fakt, że zdobyli przyłożenie). Do rozegrania jeszcze jedna kolejka za dwa tygodnie, a w międzyczasie dwa zaległe spotkania.

W Major League Rugby przede wszystkim derby Kalifornii: LA Giltinis rozgromili San Diego Legion 45:17 w meczu, w którym niemal wszystkie punkty padły w pierwszej połowie. Z kolei liderujące w konferencji wschodniej Rugby United New York przegrało z Toronto Arrows aż 12:53 (trzy przyłożenia Argentyńczyka Manuela Montero). Pauzowali obrońcy tytułu ze Seattle, którzy są najsłabsi w lidze – próbują ratować skórę zmianami w sztabie trenerskim, do którego m.in. dołączyła irlandzka legenda, Rory Best. W konferencji zachodniej na prowadzeniu Los Angeles z sześcioma punktami przewagi nad Utah Warriors. W konferencji wschodniej stawka bardzo wyrównana: prowadzą z identyczną liczbą punktów Atlanta i Toronto, o oczko mniej mają Nowy Jork i Nowy Orlean.

W Súper Liga Americana de Rugby blisko było niespodzianki i pierwszego zwycięstwa kolumbijskich Cafeteros Pro – ulegli urugwajskiemu Peñarolowi zaledwie 13:14. Na dwie kolejki przed końcem skład półfinałów ligi jest już pewny: Jaguares XV, Peñarol, Selknam i Olimpia Lions. Poza play-off pozostali brazylijscy Cobras oraz Cafeteros Pro.

Dla odmiany – wystartowała rumuńska SuperLiga. W składzie tylko sześć drużyn, dwie z nich przełożyły spotkanie. W pierwszej kolejce zobaczyliśmy zatem derby Bukaresztu (Steaua po skutecznym finiszu pokonała Dinamo 38:36), a obrońcy tytułu, Știința Baia Mare, pokonali Universitateę Kluż 36:18.

Pojawiły się bliższe informacje na temat Rugby Africa Cup, stanowiącego zarazem afrykańskie eliminacje do Pucharu Świata 2023. Zabawa zacznie się 5–13 czerwca turniejem w Burkina Faso z udziałem gospodarzy, Nigerii, Kamerunu i Burundi. Spora redukcja w stosunku do pierwotnych planów, bo wtedy mówiono o dziewięciu drużynach. Jednak i tak w Afryce szansę gry o Puchar Świata dostanie znacznie więcej reprezentacji niż w Europie, bo aż 15. Zwycięzca turnieju z Burkina Faso dołączy do 11 innych ekip. Między 1 i 18 lipca zostaną rozegrane cztery turnieje, każdy z udziałem trzech drużyn z tej dwunastki. Ich gospodarzem będą Namibia, Kenia, Uganda i Tunezja. Skład grup: A – Namibia, Madagaskar i Wybrzeże Kości Słoniowej, B – Kenia, Zambia i Senegal, C – Uganda oraz prawdopodobnie Algieria i Ghana, D – Tunezja, Zimbabwe i zwycięzca kwalifikacji. Dwie najlepsze drużyny z każdego turnieju awansują do przyszłorocznego Rugby Africa Cup, na którym rozstrzygnie się los kwalifikacji do Pucharu Świata. Brak w stawce Maroka, które niedawno walczyło o najwyższe cele w Afryce, a obecnie jest zawieszone.

World Rugby opublikowało strategię na lata 2021–2025. Sporo słów, sporo zdiagnozowanych problemów, ale niewiele konkretnych rozwiązań. Z dokumentu wynika, że będzie mniej pieniędzy, czego jednak należało się spodziewać po pandemii.

Na rynku transferowym: Irlandzki Connacht ściągnął z australijskich Brumbies 23-letniego Macka Hansena, pół-Australijczyka i pół-Irlandczyka (póki co grał dla Wallabies tylko w młodzieżówce, więc może szykować się nowe odkrycie w kadrze Irlandii).

I na koniec: czy afera związana z piłkarską Superligą mogłoby mieć jakiś wpływ na świat rugby? Cóż, na pewno nie w taki sposób, w jaki przewinął się na różnych rugbowych portalach czy forach, czyli w półżartobliwych wyborach ekip, które mogłyby takie zamieszanie rozpętać w rugbowej Europie. Ten światek jest za mały, ambicje są kanalizowane w obecnych formatach i trudno liczyć na znalezienie czegoś nowego, co dałoby kilka razy więcej kasy. Są tylko dwie instytucje, których cały ten temat mógłby dotknąć: 6 Nations i Premiership. W dyskusjach wokół Pucharu Sześciu Narodów temat spadków i awansów, sportowej rywalizacji wraca jak bumerang, ale wciąż na marginesie i nie ma nadziei, by coś tu się zmieniło. To jest ugruntowany mechanizm, który z posad bardzo trudno ruszyć, a i większość kibiców w najbardziej zainteresowanych krajach ma za nic świat spoza ich elity. Natomiast cała ta afera mogłaby mieć wpływ na dyskusje na temat zamknięcia Premiership. Bo tu następuje zmiana i ona dzieje się właśnie teraz. Głosy piłkarzy i kibiców w debacie wokół Superligi dotyczyły utrzymania szans, możliwości realizacji marzeń, szansy dla Dawidów, aby mogli zawalczyć z Goliatami, nietworzenia zamkniętych ogródków, niepompowania finansowo elity do takiego stopnia, aby nikt z nią nie był w stanie rywalizować. Niestety, Superliga niemal równie szybko zgasła, jak się pojawiła, zwłaszcza w Anglii. Gdyby protesty kibiców trwały dłużej, afera pewnie zaczęłaby się rozlewać szerzej i może uruchomiłaby jakieś czułe struny wśród fanów Saracens, Harlequins, Leicester Tigers itp. Skończyła się jednak za szybko. Obawiam się, że PRL i RFU odczekają chwilę cichutko i dalej zaczną robić to, co sobie zaplanowały. Zresztą, to nie tylko mój domysł, wystarczy spojrzeć na nagłówek tekstu w The Telegraph: While European Super League row gets ugly, Premiership Rugby stays silent hoping nobody notices.

Swoją drogą, w kwestii ogradzania Premiership warto przeczytać długą wypowiedź Steve’a Diamonda w Daily Mail: https://www.dailymail.co.uk/sport/rugbyunion/article-9507331/Former-Sale-boss-Steve-Diamond-insists-clubs-England-poorer-plans-end-relegation.html

Zapowiedzi

Po przerwie wraca Ekstraliga. W trzynastej kolejce spotkań najciekawiej zapowiadają się chyba starcia Awenty Pogoni Siedlce z Ogniwem Sopot oraz Lechii Gdańsk z Edachem Budowlanymi Lublin. Ale reszty meczów też nie można skreślać: Orkan Sochaczew – Sparta Jarocin, Juvenia Kraków – Master Pharm Rugby Łódź i Skra Warszawa – Arka Gdynia.

Nie ma zaplanowanych rund meczów zachodnioeuropejskich lig, bowiem wracają europejskie puchary – wkraczają w decydującą rundę, przed nami tylko cztery spotkania półfinałowe. W Champions Cup dwa niewątpliwe hity, Tuluza – Bordeaux i La Rochelle – Leinster (szczególnie ostrzę sobie zęby na to ostatnie spotkanie, wszak roszelczyków prowadzi Ronan O’Gara), a w Challenge Cup Leicester Tigers – Ulster i Bath – Montpellier.

Poza tym półfinał Super Rugby AU (Brumbies – Western Force), ostatnia kolejka fazy zasadniczej Super Rugby Aotearoa, zaległe spotkania francuskiej Top 14, dwa mecze Rainbow Cup w Południowej Afryce, cztery mecze w MLR, dwie ostatnie kolejki rundy zasadniczej SLAR (przedostatnia dziś, ostatnia w sobotę) czy pierwsza runda półfinałów w Rosji. Odbędzie się też towarzyski mecz kobiet między Francją i Anglią.

7 komentarzy do wpisu „Trzy ligi, trzy przyłożenia”

  1. Jak to wszystko ogarnąć??? Tyle meczów jest w weekend że nie ma szans zobaczyć pełnych spotkań. Nawet gdyby oglądać później w tygodniu po 5 meczów dziennie to i tak nie ma szans nadrobić weekendu. Premiership, Rainbow Cup i Top14 zabierają niemal cały weekend, a darmowe mecze na yt z najwyższych klas rozgrywkowych to ogromna liczba. Liga rosyjska, włoska, hiszpańska (nie wiem dlaczego przerwali transmisję z meczu Barcelony), portugalska. Wszędzie tam już blisko rozstrzygnięć ale doba musiałaby mieć minimum z 50 godzin. Do tego dochodzą skróty z PRO D2 i innych rozgrywek. Ja lubię oglądać darmowe mecze na żywo bo wtedy można pogadać sobie z kibicami na czacie;) A ja lubię sobie pogadać podczas meczu (szkoda że żona nie chce mnie słuchać…)

    Strasznie szkoda mi drużyny Jiki Gori. Źle się na to patrzy. Nie wiem czy w innym europejskim kraju krajowy związek rugby byłby na tyle łaskawy dla jednej z drużyn żeby pozwolić im grać w okrojonym składzie i czasie meczu. Trochę to jednak jest dziwne…

    Zastanawiam się tez dokąd zmierza liga rumuńska. Liczba drużyn w tym silnym rugbowo kraju spada na łeb na szyję i aż strach pomyśleć czy za 10 lat liga rumuńska będzie jeszcze istnieć. Czy wiadomo dlaczego tak cienko wygląda rugby klubowe w tym kraju? A do Rumuni mam wielki sentyment i mocno kibicuje tam Sztincy Baia Mare oraz Konstancy. Kluż tez mi jest bliski więc wychodzi na to że kibicuję połowie ligi:P

    LA Giltinis pojawili się znikąd i wygrywają mecz za meczem. Przypomina mi się sytuacja z drużyną hokeja na lodzie – Vegas Golden Knight. Pojawili się w NHL w sezonie 2017/2018 i od razu wygrali Puchar Stanleya. Tutaj może być podobnie.

    Czy są dostępne informacje na temat transmisji z turnieju w Burkina Faso? Chętnie bym to obejrzał nawet z jednej kamery. Wiem, że zespół który tam wygra przegra wszystkie inne mecze w kolejnej rundzie ale poparzył bym sobie na międzypaństwowe mecze reprezentacyjne. Wolę obejrzeć jeden mecz reprezentacyjny niż pięć meczów ligowych. Rywalizacja międzynarodowa to przecież to do czego dąży się w sporcie oprócz zwycięstwa oczywiście.

    Ta strategia World Rugby to jak zwykle ten sam bełkot który nic nie wniesie do tego sportu:( Co do Superligi Rugby to przecież już dawno to mamy;) PRO 14 (niebawem PRO 16) to zamknięta liga w której grają ekipy z kilku krajów, które nie mogą występować w swoich rodzimych ligach (wiem że sprawa wygląda inaczej w stosunku do zespołów z RPA). Różnica jest taka że kluby z tej ligi mogą występować w Lidze Mistrzów, która swoją droga tez jest zamknięta i moga w niej grać kluby z zaledwie czterech krajów (Włochy, Wielka Brytania, Irlandia oraz Francja). Rugby w tym temacie już dawno wyprzedziło Superligę.

    Odpowiedz
    • Oj, gdybym planował oglądać wszystko, szybko bym zwariował. Czas w weekend trzeba podzielić na dom, żonę i parę innych rzeczy, przed rugby 😉
      W Rumunii problemy z kasą, ale też konflikty (w tym z ministrem sportu), problemy z zarządzaniem, afera z reprezentacją (i brak wyjazdu na Puchar Świata) itp. Przed pandemią mieli 8 drużyn w lidze, ale już wtedy jedną rozwiązano, podczas pandemii drugą, niższe ligi też już przed pandemią miały problemy…
      LA to kwestia kasy i organizacji, choć salary cap tam jest stosunkowo niski. Zobaczymy, jak im to wyjdzie, San Diego początek sezonu miało kiepski, ale może się przebudzić, RUNY może powalczyć (choć nie ma takich gwiazd w składzie jak Kalifornijczycy), po cichutku liczę też na Toronto.
      Czy z Wagadugu będzie transmisja – nie mam pojęcia, trzeba czekać, ale jeśli będzie, to stawiałbym na jakąś informację na ostatnią chwilę.
      Pro14 nie mieszałbym jakoś z SuperLigą. W krajach, które tworzyły Ligę Celtycką, nie ma drużyn, które mogłyby do niej awansować. Gdyby jakaś powstała (przed pandemią Szkoci myśleli o wskrzeszeniu trzeciej franszyzy), pewnie nie miałaby problemu z zagraniem. No, chyba żeby postawili od razu na model klubowy, a nie franszyz. Ale na razie w lidze jest raczej problem nadmiaru, przynajmniej w Walii. Granda jest tylko w Południowej Afryce, gdzie z pięciu franszyz wybrali cztery, a piątej pokazali figę. A Champions Cup… cóż, trzeba się przyzwyczaić, że on jest „Champions” tylko z nazwy i choć chciałbym, aby zespołom z czołowych lig było nieco trudniej do niego awansować, to nie liczę na cud i dopuszczenie kogokolwiek spoza 6N, przynajmniej dopóki ktoś nie namiesza solidnie w Challenge Cup. Ale tu mogliby już cokolwiek więcej miejsca maluczkim dać niż te liche dwa miejsca… Cóż, obecnie toczą się rozmowy o nowej umowie EPCR na kolejne 8 lat, ale raczej spodziewam się dopuszczenia ekip z Południowej Afryki niż dodatkowego miejsca dla drużyn z krajów z REC.

      Odpowiedz
      • Jeżeli chodzi o problemy w Rumunii to największym jest zaniedbanie szkolenia młodzieży. W tej chwili starają się to odbudować, ale jak sami wiemy w Polsce zajmuje to duuuużo czasu.

        Odpowiedz
        • A dlaczego kluby tam padają? To nadal jest silny rugbowo kraj. Do niedawna kluby rumuńskie grały w europejskich pucharach, a kilka miesięcy temu przeczytałem tutaj na blogu znakomity tekst Grzegorza Bednarczyka o lidze rumuńskiej i mocno się zdziwiłem że tam praktycznie nie ma zaplecza jeśli chodzi o niższe ligi. Spodziewałem się jednak czegoś innego. Reprezentacja trzyma poziom ale kluby padają i raczej nie jest to sport który w Rumunii się rozwija tylko raczej zwija. Czy wiadomo jakie sa tego porzyczyny? Dlaczego zaniedbano szkolenie młodzieży. Czy obcokrajowcy chętnie grają w lidze rumuńskiej?

          Odpowiedz
          • Mogę odpowiedzieć tylko na ostatnie pytanie: tak, obcokrajowcy tam grają, bo liga jest zawodowa (choć skoro klubów w SuperLidze jest mniej, to pewnie i tych obcokrajowców mogło ubyć) i jest ich sporo. Na stronie ligi są dostępne kadry drużyn z narodowością zawodników (https://www.super-liga.ro -> SuperLiga CEC Bank -> Echipe). Dinamo w pierwszym meczu tego sezonu wystawiło skład złożony głównie z obcokrajowców (w piętnastce ośmiu albo dziewięciu graczy z Południowej Afryki, do tego Gruzin i sądząc po nazwiskach – być może błędnie – ze dwóch Rumunów naturalizowanych).

            Odpowiedz

Dodaj komentarz