Legia i Sparta zwycięskie

Niespodzianki sprawione przez dziewczyny z Legii Warszawa i facetów ze Sparty Jarocin, awans Holandii do REC, ostatnie akordy Premiership i Top 14, finały mistrzostw Hiszpanii, Portugalii i Rosji, zwycięstwo Reds na otarcie australijskich łez, atak covidu w Belfaście, złoty medal kadetów Budowlanych Łódź… W rugbowym świecie działo się dużo na bardzo wielu frontach.

Ekstraliga

Najciekawsze spotkanie szesnastej kolejki Ekstraligi było być może zapowiedzią meczu o trzecie miejsce. Walcząca o awans do niego Awenta Pogoń Siedlce podejmowała właściwie pewną udziału w nim Skrę Warszawa. I zobaczyliśmy dobry, wyrównany mecz. Początek dla Skry i po walce przy linii bramkowej już po paru minutach było 7:0, ale Pogoń błyskawicznie odpowiedziała świetną akcją Przemysława Rajewskiego (już czternaste przyłożenie w sezonie) i po 10 minutach mieliśmy remis 10:10. Wkrótce ponownie Skra przepchnęła się z piłką na pole punktowe siedlczan. Swoje dorzucali kopacze (Romeo Nkoane trafiał z trudnych pozycji, raz po odbiciu piłki od poprzeczki). W pierwszej połowie lekka przewaga Skry, ale skończyła się remisem 20:20 (wyrównał pod koniec części spotkania po świetnej akcji skrzydłem Krystian Olejek). Druga połowa zaczęła się od punktowania Skry – najpierw Daniel Gdula wykorzystał jednego z dwóch karnych, potem świetny przekop na skrzydło do Martina Mangongo (grającego pierwszy raz po paromiesięcznej przerwie) zaowocował przyłożeniem i Skra prowadziła 28:20. Jednak od tego momentu na boisku dominowali gospodarze. Długi okres przewagi zaowocował karnym przyłożeniem na 10 minut przed końcem (nielegalnie powstrzymany młyn na 5 m). Siedlczanie tracili już tylko jeden punkt, ale kolejny karny Gduli dał Skrze prowadzenie 31:27. Pogoń w ostatnich minutach ponownie przycisnęła gości, tym razem jednak bez efektu. Młyn na 5 m tym razem skończył się stratą i mecz wygrała Skra. Ładny, ciekawy mecz. Trochę szkoda, że Skra znowu nie wystawiła wymaganej liczby młodzieżowców. Odjęty punkt jest w tej sytuacji formalnością, ale i zbyt łagodną karą.

Orkan Sochaczew mierzył się na wyjeździe z Master Pharm Rugby Łódź. Pierwsza połowa toczyła się pod dyktando gości łodzian. Ci jednak tylko dwukrotnie przebili się na pole punktowe sochaczewian i do przerwy prowadzili 12:3, Orkan zatem mógł mieć nadzieję na odwrócenie losów meczu. W drugiej połowie bardzo długo czekaliśmy na punkty – łodzianie przeważali, gospodarze goście się bronili, gra była bardzo rwana. Dopiero na kwadrans przed końcem Pieter Steenkamp zmniejszył stratę po karnym do sześciu punktów, ale moment później żółtą kartkę za zbicie piłki do przodu zobaczył Jakub Budnik i Michał Kępa ponownie zwiększył dystans do dziewięciu oczek. A przed końcem dorzucił kolejne dwa karne i skończyło się zwycięstwem gospodarzy po kiepskim jednak spotkaniu 21:6.

Arka Gdynia, w zdziesiątkowanym składzie (w tym meczu pomógł jej były reprezentant kraju Kazimierz Raszpunda) podejmowała także mających kłopoty kadrowe Edach Budowlanych Lublin. Faworytami byli goście i już na samym początku meczu wyszli na prowadzenie. Potem jednak nacisnęła Arka, jednak brakło jej skuteczności. Pierwszą połowę wygrali lublinianie 12:3, a gdynianie mogli narzekać nie tylko na niewykorzystane szanse, ale i na kolejne kontuzje. W drugiej połowie to Arka od początku dominowała i po dwóch przyłożeniach wyszła na prowadzenie 13:12. Wszystko jednak, co zarobiła, zaraz straciła (najpierw całą serią błędów jej gracze pod własnym polem punktowym sprezentowali rywalom przypadkowe przyłożenie pod słupami, a potem podali piłkę prosto w ręce Royala Mwale). Po tych błędach uszła z gospodarzy para i ostatecznie przegrali 20:38.

W derbach Trójmiasta pomiędzy Ogniwem Sopot i Lechią Gdańsk faworytami byli gospodarze. Po paru minutach zdobyli przyłożenie, ale wkrótce potem wynik się odwrócił: karny i przyłożenie dały jednopunktowe prowadzenie Lechii. Na krótko, bo Ogniwo przeważało na boisku i wyrobiło sobie nawet 16-punktowe prowadzenie. W samej końcówce pierwszej części spotkania jednak oddało inicjatywę gościom, a ci zdobyli dwa przyłożenia po efektownych akcjach. Na przerwę drużyny schodziły na przerwę przy wyniku 24:20. Ta czteropunktowa różnica na korzyść obrońców tytułu wróciła na kwadrans przed końcem po kolejnej wymianie przyłożeń. Jednak Lechia nie wykorzystała szansy na niespodziankę – w końcówce punktowali już tylko sopocianie, którzy coraz łatwiej przedzierali się na pole punktowe gości. Ogniwo wygrało ostatecznie 52:27, jednak straciło kapitana – Piotr Zeszutek zszedł z boiska pod koniec meczu z kontuzją głowy.

W ostatnim spotkaniu kolejki zmierzyły się dwie ostatnie drużyny tabeli i mieliśmy niespodziankę. Tydzień temu sprawiła taką Juvenia, pokonując Pogoń Siedlce, natomiast w niedzielę sama nieoczekiwanie padła ofiarą Sparty Jarocin, która odniosła pierwsze zwycięstwo w Ekstralidze. Sparta prowadziła praktycznie całe spotkanie, a w drugiej połowie zbudowała nawet 12-punktową przewagę. Juvenia przebudziła się, po dwóch przyłożeniach wyszła na prowadzenie 24:22 na parę minut przed końcem, ale zaraz potem dała okazję Bartoszowi Kacprowi Włodarkowi do piątego w tym meczu skutecznego kopu z karnego, który wyprowadził Spartę z powrotem na prowadzenie 25:24. I choć Juvenia odzyskała piłkę i długo przyciskała Spartę pod jej polem punktowym, ostatecznie wynik zmianie nie uległ. Piękny sukces Sparty, szkoda tylko problemów z transmisją na żywo.

W tabeli bez przetasowań. Nadal główną niewiadomą jest to, kogo podejmie Skra Warszawa w meczu o trzecie miejsce – zarówno Awenta Pogoń Siedlce, jak i Orkan Sochaczew przegrali swoje spotkania, ale bonusowy punkt Pogoni sprawia, że już za tydzień ta drużyna może cieszyć się z awansu (chyba że Orkan sprawi sensację i pokona Ogniwo). Zwycięstwo Sparty oczywiście nie zmienia jej pozycji w tabeli, ale na pewno podbuduje morale zespołu przed barażem o utrzymanie w Ekstralidze.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Ogniwo Sopot 16 72
2. Master Pharm Rugby Łódź 16 64
3. Skra Warszawa 16 54
4. Awenta Pogoń Siedlce 16 42
5. Orkan Sochaczew 16 41
6. Lechia Gdańsk 16 36
7. Edach Budowlani Lublin 16 36
8. Arka Gdynia 16 24
9. Juvenia Kraków 16 23
10. Sparta Jarocin 16 4

W I lidze rozegrano jedno zaległe spotkanie. Posnania pokonała na wyjeździe AZS AWF Warszawa aż 103:7. Najwyższa jak dotąd różnica punktowa na tym poziomie i do tego odnotowana w meczu drużyn, które teoretycznie będą walczyć o awans. Nadal skutecznością imponuje Bartosz Kubalewski (6 przyłożeń), swoje dokładają też gracze z Wenezueli. Co dalej? Za tydzień miała się zacząć faza finałowa, tymczasem wciąż mamy nierozegrane dwa spotkania, z czego jedno istotne dla układu tabeli w grupie play-off. I czekamy na werdykt Komisji Gier i Dyscypliny Komisji Odwoławczej. Coś nam się ta I liga w tym sezonie nie udała – walkowery, odwoływane spotkania, bójka na boisku, niesmaczny konflikt między klubami…

Mistrzostwa Polski w rugby 7 kobiet

Sporo się działo w Gietrzwałdzie podczas szóstego, przedostatniego turnieju mistrzostw Polski kobiet. Wreszcie, po trzech latach, ktoś pokonał Biało-Zielone Ladies Gdańsk. Ostatni raz uznały wyższość w turnieju w maju 2018, gdy uległy Black Roses Posnanii. Tym razem w finale po dogrywce przegrały z Legią Warszawa 12:17. Świetny wynik warszawianek – jasne, do Gietrzwałdu nie przyjechała część kadrowiczek z Gdańska (w tym Karolina Jaszczyszyn i MVP kilku turniejów z tego sezonu, Natalia Pamięta), ale mimo wszystko Legia szybko się rozwija. Zresztą, w Warszawie powołań do reprezentacji mniej, ale i tu te dziewczęta oszczędzano. Miejmy nadzieję, że to nie ostatnia taka okazja, bo prawdziwa rywalizacja wyszłaby na dobre i mistrzostwom, i ich uczestniczkom, łącznie z Biało-Zielonymi, i naszej reprezentacji.

Ciekawie było też za plecami najlepszej pary, bo wyrównaną walkę z Black Roses Posnanią nawiązały dziewczyny z Juvenii Kraków. W fazie grupowej padł remis 7:7, natomiast w meczu o trzecie miejsce krakowianki uległy tylko 14:19. Powtórki z tych zmagań w tym sezonie już nie zobaczymy: został nam tylko jeden turniej, Juvenia spada z Ekstraligi, a jej miejsce zajmie AZS AWF Warszawa, która na drugim froncie przegrała tylko z rezerwami Legii.

Przed ostatnim turniejem mistrzostw znamy już znakomitą większość rozstrzygnięć. Po mistrzostwo Polski jedenasty raz z rzędu sięgają Biało-Zielone, wicemistrzem jest Legia, a brąz przypadnie Black Roses. Czwarte miejsce dla Juvenii, a piąte dla AZS AWF Warszawa. Niewiadomą jest dopiero szósta lokata, którą obecnie zajmują Diablice Ruda Śląska (w ciągu sezonu obniżające loty – w dwóch ostatnich turniejach przedostatnie), ale za ich plecami czają się rezerwy Legii i Biało-Zielonych.

Rugby Europe International Championships

Na boisku w belgijskim Waterloo rozegrano wreszcie ostatni rugbowy akcent sezonu 2019/2020 – niezwykle spóźniony baraż pomiędzy ostatnią drużyną Rugby Europe Championship – Belgią – i zwycięzcą Rugby Europe Trophy – Holandią. Stawką było miejsce w obecnym i przyszłym sezonie REC (po tym sezonie nikt nie spadnie, bo RET przecież odwołano) i zarazem możliwość walki o awans na Puchar Świata 2023.

Przeciwnicy postawili na dwa zupełnie odmienne style gry. Belgowie grali siłowo, dominowali zwłaszcza w maulach, choć młyny kończyły się już różnie. Holendrzy postawili na szybszą grę podaniami. W pierwszej połowie górą byli goście, którzy prowadzili 10:0 (przyłożenie po szybkiej akcji świetnie wyprowadzonej z własnej połowy przez Siema Noormana). Na początku drugiej połowy dorzucili kolejne trzy punkty, ale siła Belgów zaczynała robić swoje. Dwoma przyłożeniami po walce przy linii pola punktowego wyszli na jednopunktowe prowadzenia. Stracili je po pięknym przeboju holenderskiego środkowego, ale na pięć minut przed końcem odzyskali po kolejnym maulu. Belgia prowadziła 21:20, ale David Weersma dostał piątą szansę w meczu z karnego i mimo dalekiego dystansu i dwóch wcześniejszych pudeł z mniejszej odległości w głowie, trafił i dał Holendrom zwycięstwo 23:21 (łącznie zdobył 18 punktów – przyłożenie, dwa podwyższenia i trzy karne). Wygrała drużyna grająca ładniejsze rugby.

Holendrzy wracają na najwyższy poziom rozgrywek Rugby Europe po 19 latach (w 2002 spadli z ówczesnej pierwszej dywizji Pucharu Narodów Europy) i pod koniec czerwca mają stawić czoła Gruzji, a Belgowie będą mierzyć się w kolejnym sezonie z nami.

Top 14

Na początku ubiegłego tygodnia rozegrano ostatnie zaległe spotkanie Top 14: zespół Bordeaux Bègles podejmował Montpellier. Obie ekipy miały w kościach piątkowe mecze, Montpellier już niemal pewne utrzymania w lidze i bez szans na cokolwiek więcej, natomiast Bordeaux walczące o play-off i mające w perspektywie dwa trudne ostatnie spotkania, z Tulonem i Tuluzą. Dlatego nie miało litości, musiało wygrać i wygrało zdecydowanie, drugi raz z rzędu nie pozwalając przeciwnikom na zdobycie choćby jednego przyłożenia. Rozmiar porażki Montpellier (aż 57:9) tłumaczy bardzo duże odmłodzenie składu po piątkowym finale Challenge Cup.

W ten weekend mieliśmy pełną, przedostatnią kolejkę spotkań. Najwięcej uwagi przyciągały starcia drużyn bezpośrednio zaangażowanych w walkę o play-off. Zaczęło się od piątkowego meczu Stade Français przeciwko Lyonowi. Obie drużyny zdobyły po cztery przyłożenia, ale goście mieli poważne problemy z dyscypliną i liczne karne przesądziły mecz na korzyć paryżan, którzy wygrali 46:27. Stade Français miało świetną pierwszą część drugiej połowy i choć Lyon zerwał się jeszcze do pościgu, w końcówce popełniał zbyt wiele błędów. Tą porażką ekipa z Lyonu (półfinalista w 2018 i 2019, także świetnie radząca sobie w poprzednim, nieukończonym sezonie) pogrzebała nadzieję na walkę o mistrzostwo Francji.

Innym starciem między drużynami bezpośrednio zaangażowanymi w rywalizację był mecz Tulonu z Bordeaux. Górą byli gracze z Lazurowego Wybrzeża, którzy wygrali mecz 25:19. Louis Carbonel regularnie wykorzystywał szanse z karnych (aż sześć, plus podwyższenie, łącznie 20 punktów), przyłożenie dorzucił w końcówce Facundo Isa. Bordeaux prowadziło dwoma punktami po pierwszej połowie, ale w drugiej pozwoliło odjechać gospodarzom. Ważne było dla gości, że Tulon nie wygrał za pięć punktów – dzięki temu mimo porażki potwierdzili swój awans do play-off.

I wreszcie kończące kolejkę starcie dwóch francuskich potęg, opromienionej zwycięstwem w Champions Cup i liderującej w lidze Tuluzy z walczącym o play-off Clermont. Pierwsza połowa to wymiana ciosów: obie drużyny zdobyły po trzy przyłożenia (dla Tuluzy zaliczyły je m.in. gwiazdy drużyny, Dupont i Ntamack), a na prowadzeniu 24:17 była dzięki lepszej skuteczności z kopów Tuluza (Thomas Ramos wykorzystał wszystkie trzy podwyższenia i dorzucił karnego, podczas gdy Tuluza z kopów zdobyła tylko dwa punkty). W drugiej połowie co prawda Clermont zdobyło na początku przyłożenie, wyrównując wynik meczu, ale potem Thomas Ramos (w sumie 21 punktów) kontynuował skuteczną passę z karnych i Tuluza wygrała 36:27. Clermont pozostało w niepewności – tym większej, że za tydzień ich rywalem będzie kolejny finalista Champions Cup, La Rochelle.

Poza tym Montpellier pokonało walczącą o uniknięcie barażów o utrzymanie Bajonnę 23:19 (bonus defensywny dla Basków, ale to może być za mało – w ostatniej kolejce będą mieli zadanie trudniejsze niż ścigające ich Pau), Castres podtrzymało szansę na awans do play-off zwyciężając na wyjeździe Brive 33:28 (zdecydował świetny początek drugiej połowy), La Rochelle, które niedawno grało w finale najważniejszego europejskiego pucharu, pokonało walczące o utrzymanie Pau 51:27, a Racing 92 potwierdził swój awans do play-off pokonując zdegradowane już Agen 54:14 (trzy przyłożenia Gaëla Fickou, Agen zebrało w tym meczu trzy żółte i jedną czerwoną kartkę).

Przed ostatnią kolejką cztery drużyny są pewne awansu do play-off: Tuluza, La Rochelle, Racing 92 i Bordeaux. Zażarta walka stoczy się między drużynami walczącymi o pozostałe dwa miejsca w ćwierćfinałach – szansę mają Clermont, Tulon, Stade Français i Castres. Bezpośrednio zmierzą się Castres z Tulonem, Clermont zagra ze świetnym La Rochelle, a Stade Français czeka trudny mecz z walczącą o utrzymanie Bajonną (walka o uniknięcie barażu toczy się między Baskami a Pau).

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Tuluza 25 77
2. La Rochelle 25 77
3. Racing 92 25 73
4. Bordeaux Bègles 25 72
5. Clermont 25 67
6. ↑ Tulon 25 66
7. ↓ Stade Français 25 66
8. Castres 25 64
9. Lyon 25 60
10. Montpellier 25 54
11. Brive 25 51
12. Bajonna 25 45
13. Pau 25 41
14. Agen 25 2

Przed półfinałami Pro D2 mieliśmy zamieszanie. Okazuje się, że przed ćwierćfinałem w ekipie Biarritz odkryto zakażenie koronawirusem. Biarritz mecz wygrało, do półfinału awansowało, ale w przypadku kolejnych zakażeń miało być zastąpione przez Colomiers. W ostatnim tygodniu przeprowadzono aż trzy serie testów, jednak ostatecznie Biarritz do gry dopuszczono. I właśnie ta drużyna sprawiła sporą niespodziankę.

Faworytami obu spotkań półfinałowych były drużyny, które zdecydowanie dominowały w sezonie zasadniczym, czyli Perpignan i Vannes. Perpignan ze swojej roli wywiązało się bardzo dobrze, bo pokonało Oyonnax 27:15 (w przyłożeniach 4:0). Natomiast Vannes podejmowało Biarritz i tu mieliśmy bardzo wyrównane spotkanie. Gdy na początku drugiej połowy Vannes zbudowało 12-punktową przewagę, wydawało się, że dopnie swego, jednak Biarritz nie odpuszczało. Na trzy minuty przed końcem po skutecznym karnym Vannes miało 6 punktów przewagi, ale w ostatniej akcji meczu Biarritz zdobyło 7 punktów po pięknej akcji (https://youtu.be/BkWyfqRTEDs?t=24) i wygrało 34:33.

Premiership

W angielskiej Premiership przez drugi tydzień z rzędu jeden przypadek w testach na obecność koronawirusa (po kilku tygodniach bez jakichkolwiek pozytywnych wyników).

W ten weekend najciekawiej zapowiadał się mecz, w którym trzecia drużyna tabeli, Sale Sharks, podejmowała liderów, Bristol Bears. Pierwsza połowa nieco zawiodła – sporo walki, ale wynik 0:0. Druga była zdecydowanie ciekawsza, zobaczyliśmy w niej pięć przyłożeń. Jednak i tu po pięknym przyłożeniu dla Bristolu Bena Earla czekaliśmy na kolejne punkty aż do 60. minuty. Gdy żółtą kartkę zobaczył Semi Radradra, Sharks w ciągu dziewięciu minut zdobyli trzy przyłożenia (dwa z nich zapisali na swoje konta bracia Du Preez) i rozstrzygnęli mecz na swoją korzyść. Skończyło się wynikiem 22:12. W ekipie Sharks do gry po wielomiesięcznej pauzie wrócił Manu Tuilagi – wszedł na boisko na ostatnie pół godziny i zaprezentował się znakomicie.

Znacznie ciekawiej było w meczu dwóch drużyn z dolnej połówki tabeli, walczących o zmieszczenie się w ósemce kwalifikującej się do Champions Cup. Gloucester podejmował wyżej notowany London Irish i mieliśmy prawdziwy rollercoaster. Już w drugiej minucie padło pierwsze przyłożenie i Exiles prowadzili 5:0. Po kolejnych 10 minutach to Gloucester miał na koncie o jedno przyłożenie więcej i prowadził 12:5. Drużyny jeszcze trzykrotnie zmieniały się na prowadzeniu w pierwszej połowie, która skończyła się prowadzeniem Irish 25:19. W drugiej połowie mecz się uspokoił: w okresie gry w przewadze Louis Rees-Zammit zmniejszył straty Gloucesteru do jednego punktu, ale potem żadna z drużyn długo nie mogła zmienić wyniku. W ostatnim kwadransie zadecydowały karne: o jedną szansę więcej wykorzystał Billy Twelvetrees i Gloucester dzięki ostatniemu jego kopowi z trudnej pozycji wygrał 30:28.

Na Twickenham Stoop pojawiło się 4 tys. fanów, a Harlequins podejmowali Bath. Zgłodniali rugby widzowie na stadionie zobaczyli niezłe widowisko, na dodatek zakończone zwycięstwem gospodarzy. Obie drużyny punkty zdobywały seriami. Po kwadransie było 15:3 dla gospodarzy, po kolejnym prowadziło już Bath 18:15, z kolei końcówka pierwszej połowy należała znowu do Quins, którzy wyszli na prowadzenie 32:18 i mieli na koncie już bonus ofensywny. Bath jednak się nie poddawało – odpowiedziało przyłożeniem zaraz po przerwie i po kwadransie drugiej części spotkania wyszło na jednopunktowe prowadzenie 33:32. To jednak był koniec ich możliwości. Quins dorzucili kolejne dwa przyłożenia i wygrali ostatecznie 44:33 mimo że Marcus Smith spudłował trzy karne w ciągu paru minut w ostatniej fazie meczu (w sumie pięć pudeł z podstawki w tym meczu). Fani zobaczyli aż 10 przyłożeń, a hat-trick dla Bath zaliczył Josh McNally. Swoją drogą, Mike Brown dla Harlequins już nie zagra, bo jego odwołanie od dyskwalifikacji do końca sezonu zostało odrzucone.

Poza tym po zaciętym meczu Worcester Warriors przegrali z Leicester Tigers 17:18 (zdecydowały dwa przyłożenia pominiętego przy wyborze składu British & Irish Lions Ellisa Genge’a na początku drugiej połowy), Northampton Saints pokonali Wasps 30:25 (to zwycięstwo przyszło jednak Saints zbyt późno – w tej kolejce stracili już nawet matematyczne szanse na awans do play-off; stracili też kontuzjowanego Dana Biggara, co na pewno martwi Warrena Gatlanda), a Exeter Chiefs roznieśli Newcastle Falcons wygrywając aż 74:3 (obrońcy tytułu zdobyli aż 12 przyłożeń, ale słabe i tak Worcester wystawiło skład mocno rezerwowy, z aż pięcioma debiutantami).

W tabeli praktycznie bez zmian, ale na dwie kolejki przed końcem znamy już najważniejsze rozstrzygnięcie: do półfinałów awansują Bristol Bears, Exeter Chiefs, Sale Sharks i Harlequins (ci ostatni pierwszy raz od siedmiu lat). Jedyne zmiany mogą nastąpić wewnątrz tej czwórki. Ponieważ nikt z ligi nie spada, nie ma emocji związanych z walką o utrzymanie (wówczas skazani na spadek byliby Worcester Warriors, którzy w tym sezonie na boisku wygrali tylko raz, w pierwszym meczu), nadal jednak toczą się zmagania o miejsca w czołowej ósemce, dające awans do Champions Cup – o trzy jeszcze niezagwarantowane miejsca walczy sześć drużyn na miejscach od 6. do 11.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Bristol Bears 20 76
2. Exeter Chiefs 20 73
3. Sale Sharks 20 68
4. Harlequins 20 66
5. Northampton Saints 20 54
6. Leicester Tigers 20 48
7. London Irish 20 44
8. Wasps 20 43
9. Bath 20 43
10. ↑ Gloucester 20 41
11. ↓ Newcastle Falcons 20 39
12. Worcester Warriors 20 23

Epidemia zaatakowała na drugim froncie. Kilka przypadków stwierdzono w ekipie Hartpury, która w ten weekend miała stawić czoła Saracens. Nie wiadomo, co z tym spotkaniem będzie – inna sprawa, że nawet teoretycznie nic nie mogło Saracens odebrać awansu do finału, a w praktyce zapewne byłoby spacerkiem. Reszta spotkań bez znaczenia, rywale Saracens w finałowym dwumeczu, Ealing Trailfinders także już wcześniej zapewnili sobie awans, a w ten weekend pauzowali.

Super Rugby

Na początek problem covidowy: 19 zarażeń w stanie Wiktoria spowodowało wprowadzenie przez Nową Zelandię zawieszenia przylotów z tego regionu. W efekcie Rebels nie mogli dostać się na wyjazdowy mecz z Highlanders i przeniesiono go do Sydney, gdzie obie drużyny mogły dotrzeć.

Na boisku wreszcie przełamanie Australijczyków, choć trudno oprzeć się wrażeniu, że trochę szczęśliwe. Zwyciężyli mistrzowie Australii, Reds, którzy grali przeciwko Chiefs. Decydująca okazała się pierwsza połowa, z której 25 minut Nowozelandczycy grali w osłabieniu (z czego 5 minut w podwójnym) – najpierw żółta kartka przy okazji karnego przyłożenia, a potem czerwona dla Damiana McKenziego za paskudną, niedomkniętą szarżę z barkiem prosto w głowę przeciwnika (która zresztą nie uchroniła jego zespołu przed utratą przyłożenia). Reds to wykorzystali i prowadzili 33:3. W drugiej połowie meczu, gdy siły się wyrównały, obraz meczu także się zmienił. Co prawda po 20 minutach prowadzenie Reds było nawet odrobinę wyższe (40:8), ale końcówka toczyła się całkowicie pod dyktando gości. Chiefs w ciągu kwadransa zdobyli cztery przyłożenia i mieli jeszcze piłkę w rękach. Jednak przebudzenie Chiefs przyszło odrobinę za późno.

Poza tym tradycyjna australijska mizeria. Western Force tym razem grało na wyjeździe i odbiło się to na wyniku: przegrało z Hurricanes, do których składu wrócił Ardie Savea, aż 6:43. Nie brakło ambicji, ale za dużo błędów i w obronie, i w ataku (jak ten przy pierwszym przyłożeniu Nowozelandczyków – przerzucony aut i 70-metrowy samotny rajd młynarza Asafy Aumua; wiele razy Force zbliżało się do pola punktowego rywali, ale traciło piłkę w przegrupowaniach). Bez szans byli też Waratahs podejmujący Crusaders (28:54, aż osiem przyłożeń gości). Brumbies i Rebels grali na wyjeździe i toczyli wyrównane spotkania przez pierwsze połowy (Rebels nawet wyszli na prowadzenie na początku drugiej), ostatecznie jednak wysoko przegrywali: Blues pokonali Brumbies 38:10 (fantastyczne przyłożenie Finlay’a Christiego: https://twitter.com/i/status/1398556632141819904), a Highlanders wygrali z Rebels 42:27 (boli ich jednak brak bonusa ofensywnego).

Reds nawet mimo zwycięstwa nie mają choćby matematycznych szans na awans do finału rozgrywek – jest już absolutnie pewne, że ten będzie wewnętrzną sprawą drużyn z Nowej Zelandii. Póki co najbliżej do niego są Blues i Hurricanes z kompletem bonusowych zwycięstw na koncie.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Blues 3 15
2. Hurricanes 3 15
3. Crusaders 3 14
4. Highlanders 3 13
5. Chiefs 3 10
6. ↑↑↑ Reds 3 4
7. ↓ Western Force 3 1
8. ↓ Brumbies 3 1
9. ↓ Waratahs 3 o
10. Rebels 3 0

A swoją drogą, warto zwrócić uwagę na komentarz Scotta Robertsona, trenera Crusaders, który odżegnał się od głosów o rezygnacji grania z drużynami z Australii i m.in. powiedział: „Oni będą coraz lepsi grając z nami i potrzebują tego”. Te słowa można odnieść do każdej rywalizacji.

Drobne

Kolejne medale w kraju rozdane, tym razem dla 16-latków. W finałowym turnieju piętnastek kadetów rozegranym w Łodzi emocji nie zabrakło. Oba półfinały były bardzo wyrównane: KS Budowlani Commercecon Łódź pokonali Orkan Sochaczew zaledwie 14:12, a Arka Gdynia co prawda wygrała z Juvenią Kraków 34:24, ale losy meczu ważyły się do ostatniej chwili. W meczach decydujących o medalach Budowlani pokonali Arkę 19:10, odzyskując tytuł mistrzowski utracony rok temu na rzecz Orkana, a Orkan wywalczył brąz po zwycięstwie nad Juvenią 24:7. Grała też druga liga z udziałem czterech zespołów: turniej w Siedlcach wygrała młodzież Ogniwa Sopot, a zwraca uwagę drugie miejsce drużyny Nowa Huta RK Kraków.

W Anglii oprócz Premiership grały też kobiety – zobaczyliśmy finałowe spotkanie damskiej Premier 15s. Podobnie jak w dwóch poprzednich sezonach, zmierzyły się w nim najbardziej utytułowana drużyna w historii rozgrywek, Saracens, oraz Harlequins. Wynik jednak był odmienny, bo górą były dziewczyny z Quins, które sięgnęły po pierwszy tytuł mistrzowski w historii drużyny. W tych szczególnych derbach Londynu Harlequins długo miały przewagę, ale w końcówce, gdy po żółtych kartkach zostały na boisku w trzynastkę, przeżywały ciężkie chwile. Wygrały jednak ostatecznie 25:19, a błyszczała Lagi Tuima, która skutecznie wykonała pięć karnych (dwa przyłożenia po maulach dorzuciła młynarz drużyny, Amy Cokayne).

W Rainbow Cup uderzył covid. Na meczu w Belfaście pierwszy raz od dawna miała pojawić się publiczność, tymczasem w Ulsterze odnotowano cztery zakażenia, drużynę posłano do izolacji, a mecz ze Scarlets odwołano. Do tabeli trafił wynik 0:0 z czterema punktami dla Walijczyków i dwoma dla Irlandczyków. A Ulster nadal bez zwycięstwa w rozgrywkach.

A na boisku: Munster po emocjonującym meczu pokonał Cardiff Blues 31:27 (ostatni mecz w Limerick CJ Standera, który wybiegł na boisko jako kapitan zespołu i tego samego dnia otrzymał irlandzkie obywatelstwo; dla Walijczyków wszystkie trzy przyłożenia zdobył łącznik młyna Tomos Williams, a mecz skończył się kuriozalną serią trzech captain’s challenge), Dragons mimo niezłego początku spotkania przegrali z Glasgow Warriors 16:27 (i to mimo że Glasgow straciło aż trzy przyłożenia po TMO), a Benetton niespodziewanie odniósł czwarte zwycięstwo z rzędu, pokonując irlandzki Connacht 20:12 (Włosi to jedyna drużyna w stawce z kompletem zwycięstw – finał rozgrywek ma odbyć się w Treviso, czyżby Benetton mobilizował się na walkę o pierwsze ważne trofeum na swoim stadionie?).

W finale hiszpańskiej División de Honor zmierzyły się najlepsza drużyna fazy zasadniczej Alcobendas (dotąd tylko raz cieszący się z mistrzostwa, przed 19 laty) oraz obrońcy tytułu Valladolid RAC. Po pierwszej połowie i czterech karnych mieliśmy remis 6:6. Losy meczu rozstrzygnęły się po przerwie: gracze Alcobendas dorzucili dwa karne, na co VRAC odpowiedział na nieco ponad kwadrans przed końcem jedynym przyłożeniem w meczu, które dało mu jednopunktowe prowadzenie. Alcobendas co prawda po piątym już karnym zdobyli dwupunktową przewagę, ale ostatnie słowo należało do obrońców tytułu, którzy w ostatnich minutach dwukrotnie kopali z karnych i wygrali 19:15. Zdobyli w ten sposób swój jedenasty tytuł mistrzowski, z czego piąty z rzędu (a dziewiąty w dziesięciu ostatnich sezonach).

W meczu barażowym przedostatnia drużyna División de Honor, Independiente z Santander, przegrała z wicemistrzem drugiej ligi, Bizkaią Gernika 21:34. W ciągu roku z División de Honor odpadły oba zespoły z Santander – przed rozpoczęciem rozgrywek wycofało się Bathco. Bezpośrednio spadła z najwyższego poziomu baskijska ekipa Getxo Artea, a bezpośredni awans wywalczyła przed dwoma tygodniami La Vila.

Mistrzem Portugalii została drużyna AEIS Técnico, która pokonała inną ekipę ze stolicy kraju, GD Direito 15:11. Tym meczem swą karierę skończył grający w Direito wielokrotny reprezentant Portugalii, uczestnik Pucharu Świata w 2007, Pedro Leal. Dla Técnico to trzeci tytuł w historii, wywalczony po 23-letniej przerwie.

W Rosji rozegrano drugie mecze serii decydujących o medalach. Po złoto po raz piąty z rzędu (poprzednio w 2019; w 2020 przerwy w przyznawaniu tytułu nie spowodował covid, a zmiana systemu rozgrywek) sięgnął Jenisiej-STM Krasnojarsk. W drugim meczu finałowym pokonał najlepszą drużynę ubiegłorocznego sezonu zasadniczego, Łokomotiw Penza, 29:13. Zwycięstwo nieco niższe niż przed tygodniem, ale i tak zdecydowane. W walce o trzecie miejsce górą Krasnyj Jar Krasnojarsk, który pokonał Metałłurga Nowokuźnieck 21:7 i odrobił z nawiązką dwupunktową stratę z pierwszego spotkania. Bardzo nerwowy mecz, cztery żółte kartki i jedna czerwona.

Nie odbyły się planowane na sobotę półfinały gruzińskiej Didi 10 – oba mecze przełożono. Powodem strajk sędziów, którzy skarżą się m.in. na naciski z zewnątrz. Kiedy będzie można dokończyć sezon? Tego nie wiadomo, wszystko zależy od rozmów sędziów z federacją.

W Major League Rugby mecz na szczycie, pomiędzy liderami obu konferencji: w Atlancie Rugby ATL podejmowało LA Giltinis. I mieliśmy małą niespodziankę: drużyna z Los Angeles poniosła drugą porażkę w sezonie. Po wyrównanym początku było 7:5 dla gospodarzy, gdy JP Doyle pokazał czerwoną kartkę jednemu z gości. Atlanta zwiększyła przewagę do stanu 17:5 i choć ostatni kwadrans należał do Giltinis, wygrała 17:12. Obie ekipy pozostały liderami swoich konferencji. Poza tym San Diego Legion pogromił Houston SaberCats 39:11, New England Free Jacks pokonali Toronto Arrows 12:10, Utah Warriors dzięki znakomitej pierwszej połowie wygrali z Austin Gilgronis 45:24, a Old Glory DC przegrało z RUNY 10:46.

Ogłoszono 31-osobowy skład reprezentacji Samoa na letnie spotkania przeciwko Maori All Blacks i Tonga. W kadrze jest 13 debiutantów i zaledwie 11 zawodników grających na Pucharze Świata w Japonii. Tylko czterech zawodników na co dzień gra w ojczyźnie – aż 13 graczy na co dzień występuje w Nowej Zelandii (wśród nich kapitan, filar Crusaders, Michael Alaalatoa) a 7 w Australii.

Kadry powołują też trenerzy reprezentacji z Ameryki Południowej. W tych, które będą walczyć o awans na Puchar Świata we Francji dominują gracze z franszyz z tych krajów występujących w SLAR. Inaczej jest z Argentyną: tu w 32-osobowej kadrze znalazło się 25 zawodników grających w Europie, czterech z Australii i zaledwie trzech z Jaguares (nie znalazł uznania nawet wybrany najlepszym zawodnikiem SLAR Sebastián Cancelliere, jest natomiast filar o swojsko brzmiącym nazwisku, Federico Wegrzyn). Na ostatniej prostej jest rozstrzygnięcie, czy Argentyna w lipcowym okienku po dwóch meczach z Walią zmierzy się z Rumunią – ponoć planem rezerwowym jest Portugalia.

Z kolei Eddie Jones podobno na lipcowe mecze reprezentacji Anglii nie zamierza powoływać najbardziej doświadczonych graczy takich jak Jonny May, Ben Youngs czy George Ford. Nieobecność tego ostatniego może oznaczać szansę dla Marcusa Smitha.

Do wyborów gospodarza Pucharu Świata 2027 może zgłosić się kolejny konkurent. Już w grze są Australia i Rosja, a francuski dwutygodnik rugbowy Midi Olympique poinformował, że swoje możliwości w tym zakresie sonduje Katar, który chciałby wykorzystać infrastrukturę szykowaną na przyszłoroczne mistrzostwa świata w piłce nożnej. Cóż, FIFA na pewne porażki wizerunkowe pozwolić sobie może, pozycja piłki nożnej na świecie jest bowiem niepodważalna. Ale włodarze światowego rugby w tym samym zakresie powinni być bardziej ostrożni.

Gracze British & Irish Lions zostali zaszczepieni przeciwko COVID-19, mimo że w Wielkiej Brytanii szczepionki przysługują póki co ludziom od 30. roku życia wzwyż. Odmówił zaszczepienia Henry Slade, za co (a szczególnie za publiczne komentarze o braku zaufania do szczepionek) jest mocno krytykowany. Fatalny przykład. Na dodatek wciąż trwają negocjacje, czy członkowie składu będą musieli po powrocie z Południowej Afryki przejść kwarantannę i zapewne postawa Slade’a w tym nie pomoże.

Japończycy prowadzą rozmowy z Nowozelandczykami i Australijczykami na temat możliwości utworzenia turnieju klubowego rozgrywanego między drużynami z tych krajów po sezonie Super Rugby (być może od 2022 lub 2023). Byłaby to fantastyczna szansa dla drużyn z Japonii, a trybuny pełne po brzegi w tym kraju w zasadzie gwarantowane. Mam nadzieję, że pomysłu nie zabije pazerność federacji z Oceanii – Sunwolves przecież wycofali się z Super Rugby dlatego, że nie było możliwości wynegocjowania sensownych warunków gry w tych rozgrywkach (kilka milionów dolarów rocznie płaconych za prawo gry, część „domowych” spotkań w Singapurze…).

W Nowej Zelandii pojawił się trzeci pomysł na zdobycie funduszy dla federacji. Przypomnijmy: federacja chce sprzedać 12,5% udziałów w spółce zarządzającej komercyjnymi aktywami federacji amerykańskiej spółce Silver Lake, z kolei działacze związku zawodników NZRPA proponują sprzedaż 5% akcji na giełdzie. David Moffett (były szef federacji nowozelandzkiej i walijskiej oraz ligi NRL, a także minister sportu w Wielkiej Brytanii) zaproponował inne rozwiązanie na wzór stosowanego w Barcelonie lub Bayernie Monachium – utworzenie spółdzielni, co zapobiegłoby pojawieniu się jakiegokolwiek większego udziałowca, nie zobowiązywałoby federacji do wypłacania dywidendy, a koszt samej operacji byłby znacznie niższy.

Obecny brytyjski minister sportu, Nigel Huddleston, zasugerował, że sporty, które najczęściej zmagają się z problemem urazów mózgu, prawdopodobnie będą musiały zmienić reguły gry, aby być bezpieczniejszymi i uniknąć pozwów o odszkodowania w przyszłości. Rządowy raport na temat wstrząśnień mózgu w sporcie ma zostać opublikowany jesienią.

World Rugby ogłosiło dwie drobne zmiany w przepisach gry. Pierwsza: jeśli po 40. lub 80. minucie piłka jest kopnięta z karnego w aut i wyjdzie poza linię boczną po dotknięciu boiska, nie jest to jeszcze „martwa piłka” (dotknięcie boiska nic nie zmienia). Druga: jeśli piłka jest kopnięta z karnego w aut i wyjdzie poza linię boczną po dotknięciu gracza z zespołu, dla którego przyznany był karny, wrzut z autu będzie przyznany dla drużyny przeciwnej.

Do poczytania: w jednej z moich ulubionych rubryk w portalu planetrugby.com, Loose Pass, Lawrence Nolan napisał m.in. o stanie obecnego rugby na półkuli północnej na podstawie finałów europejskich pucharów. Wśród przywołanych propozycji zmian jest jedna ciekawa (choć nierealna): wprowadzenie maksymalnej łącznej wagi całego składu. Narzekań na finały jest zresztą więcej – m.in. ten sam pomysł pada w tekście Roberta Kitsona z Guardiana, Toulouse European triumph throws up more questions than answers, który podkreśla m.in. nadużywanie TMO przez Luke’a Pearce’a.

Z rynku transferowego: środkowy reprezentacji Francji Geoffrey Doumayrou przechodzi z La Rochelle do Montpellier. Samu Kerevi, 27-letni reprezentant Australii i były kapitan Reds, ostatni sezon grający w japońskim Suntory Sungoliath, ma dołączyć do siódemkowej kadry swego kraju, przygotowującej się do igrzysk olimpijskich w Tokio (choć nie ma gwarancji załapania się do składu). Sergio Parisse będzie grać w rugby jeszcze przez jeden sezon (nadal w Tulonie). Mówi też, że mimo ogłoszenia końca międzynarodowej kariery, chciałby jeszcze raz założyć koszulkę reprezentacji Włoch. Israel Folau próbował przenieść się do ojczyzny, aby razem z dwoma braćmi grać w amatorskim zespole rugby league Southport Tigers – jednak nie został zarejestrowany przez Queensland Rugby League, ponieważ nie został zwolniony z kontraktu wiążącego go z Catalan Dragons. Folau zapowiada podjęcie kroków prawnych i oskarża federację o dyskryminację. I wreszcie „transfer” najbardziej egzotyczny: międzynarodowy sędzia Alexandre Ruiz ma podobno dołączyć do sztabu trenerskiego Montpellier.

Zapowiedzi

Za tydzień przerwa w Ekstralidze, gra natomiast II liga i ma zostać rozegrana pierwsza z trzech finałowych kolejek I ligi – ale tu sporo niewiadomych, bo przecież sezon zasadniczy nieskończony. Odbyć się ma także turniej finałowy piętnastek juniorów (w Krakowie) oraz także w Krakowie ostatni, finałowy turniej siódemek dziewcząt (kadetek).

Zobaczymy w grze siódemkowe reprezentacje Polski, zarówno mężczyzn, jak i kobiet – zagrają w Lizbonie w pierwszym turnieju Rugby Europe Championship.

Startują kwalifikacje do Pucharu Świata w 2023 poza Europą. W pierwszym meczu turnieju repasażowy w strefie afrykańskiej Burkina Faso zmierzy się z Burundi.

W zagranicznym rugby ligowym chyba najwięcej uwagi przyciągnie ostatnia kolejka Top 14. Tam jeszcze sporo może się zdarzyć, o awans do play-off toczy się zacięta walka. We Francji także finał Pro D2. W Anglii z kolei przedostatnia kolejka Premiership. Toczy się dalej Rainbow Cup, a w Super Rugby Trans-Tasman zobaczymy przedostatnią rundę sezonu zasadniczego.

Poza tym m.in. już pojutrze finał włoskiej Top 10. Dzisiaj zaś finał rozgrywek uniwersyteckich w Południowej Afryce – Varsity Cup.

Dodaj komentarz