Ciekawa Ekstraliga, znakomity Orkan

Na taki weekend czekaliśmy w w Ekstralidze. Orkan po świetnym meczu pokonał Ogniwo Sopot, dotąd przegrywająca wszystko Sparta odniosła drugie zwycięstwo z rzędu, Lechia wygrała z Pogonią Siedlce, a Budowlani Lublin postraszyli Master Pharm Rugby Łódź. Na świecie najbardziej dramatycznym spotkaniem był baraż o wejście do Top 14, rozstrzygnięty w rzutach karnych.

Ekstraliga

Przedostatnia kolejka Ekstraligi przyniosła sporo emocji i kilka niespodzianek. Prawdziwy prezent swoim kibicom na 50-lecie sochaczewskiego rugby sprawił Orkan, który pokonał obrońców tytułu mistrzowskiego, Ogniwo Sopot (to ich dopiero druga porażka w sezonie). Zaczęło się od pudła z karnego Paula Waltersa, a pierwsza poważniejsza akcja gospodarzy skończyła się karnym przyłożeniem za zawalenie przez sopocian maula. Ogniwo odpowiedziało, ale po jednym jego przyłożeniu, kolejne zdobywał Orkan, a świetny mecz zaliczał Michał Szwarc. I choć pod koniec połowy mistrzowie przycisnęli, do przerwy było 22:5 dla sochaczewian. Drugą połowę Ogniwo zaczęło z impetem – na samym jej początku zmniejszyło straty do 10 punktów, a potem po karnych spudłowanych z obu stron, na dłużej przycisnęło gospodarzy i na kwadrans przed końcem zredukowało deficyt do tylko pięciu oczek – było 22:17. I gdy wydawało się, że będą cisnąć dalej i nie pozwolą na niespodziankę, jedno fatalne podanie w ataku trafiło w ręce rywala i zaowocowało błyskawicznym przyłożeniem Orkana. I choć Ogniwo jeszcze atakowało, mecz skończyli przyłożeniem po kolejnej ładnej akcji (i asyście Szwarca) sochaczewianie, którzy ostatecznie wygrali 34:17. Piękny wynik i fantastyczny mecz Orkana, a na dodatek świetna pozycja wyjściowa Orkana przed ostatnim meczem z Pogonią Siedlce.

A w Siedlcach nastroje przed meczem o trzecie miejsce na pewno gorsze, bo Pogoń poniosła trzecią porażkę z rzędu. Tym razem nieoczekiwanie przegrała w Gdańsku z Lechią. Gospodarze zanotowali świetny początek spotkania: po dwóch karnych i dwóch przyłożeniach prowadzili 18:0, a siedlczanie na dodatek stracili kontuzjowanego Romeo Nkoane. Dopiero w końcówce pierwszej połowy Pogoń zdobyła punkty po akcji Przemysława Rajewskiego (piętnaste przyłożenie w siedemnastym meczu), ale do przerwy to Lechia prowadziła 18:7. Na początku drugiej części spotkania gospodarze zwiększyli swoją przewagę do stanu 25:10. Jednak na dwadzieścia minut przed końcem indywidualną akcją przez całe boisko błysnął Krystian Adamiak i pozwolił zmniejszyć straty siedlczan do ośmiu punktów, a mecz nabrał rumieńców. Po paru minutach Lechia odpowiedziała drugim przyłożeniem w tym meczu Zaviena Klaasena, ale kolejną chwilę później przewaga znowu wynosiła tylko 8 punktów, a na pięć minut przed końcem po kolejnej wielofazowej akcji Pogoni na linii bramkowej gdańszczan już tylko 1 punkt (30:29). Pogoń miała piłkę, ale nie mogła z nią wyjść z własnej połowy, wreszcie ją straciła i Lechia wykorzystała karnego, wygrywając mecz 33:29.

Niespodzianka też w Jarocinie. Tydzień temu w Jarocinie zaskakująco poległa Juvenia, tym razem ten los spotkał Arkę Gdynia. Ta znowu bez swego lidera Antona Szaszero (co prawda jego dyskwalifikację za udział w bójce zawieszono, ale będzie mógł zagrać dopiero za tydzień), znowu z kłopotami kadrowymi (na ławce tylko czterech rezerwowych, brakło m.in. Sama Hampsona). Na początku meczu długo utrzymywał się wynik 3:0 dla Sparty. Co prawda Arka mocno przycisnęła, jednak musiała obejść się smakiem, a wynik zmienił się dopiero po 30 minutach, gdy jarocinianie wyprowadzili zabójczą kontrę. Dopiero w samej końcówce gdynianie zdobyli punkty po przechwycie i do przerwy gospodarze prowadzili tylko 8:7. Początek drugiej połowy to okres zdecydowanej przewagi Arki, ale jej efektem były tylko trzy punkty. A gdy po kwadransie zaczęli atakować gospodarze, zaliczyli szybkie przyłożenie, które pozwoliło im wrócić na prowadzenie, a kolejnym pod koniec meczu zdyskontowali swoją przewagę nad zmęczonymi gośćmi. W ostatnim zrywie Arka zyskała szansę z rzutu karnego i dzięki niemu zdobyła punkt bonusowy – ostatecznie Sparta wygrała 18:13. Świetny koniec sezonu jarocinian, który na pewno ich uskrzydli przed meczem o utrzymanie w lidze.

Poza tym sporo emocji w jedynym sobotnim spotkaniu, w którym Edach Budowlani Lublin podejmowali Master Pharm Rugby Łódź. Co prawda mecz niezbyt imponujący dla oka, ale obie drużyny twardo grały w obronie, a gospodarze stawili twardy opór faworytom z Łodzi i bardzo długo mogli liczyć na sprawienie sensacji. Na początku meczu dwa kopy z karnych dały łodzianom prowadzenie 6:0, lublinianie odpowiedzieli ładnym przyłożeniem Smiłko Debrenliewa i zdobyli jednopunktową przewagę, ale pod koniec pierwszej połowy wreszcie wicemistrzowie kraju przebili obronę gospodarzy i skoczyli tę część spotkania prowadzeniem 13:7. W drugiej połowie wynik bardzo długo się nie zmieniał. Najpierw przeważali łodzianie, potem do pola punktowego rywali na dłużej zbliżyli się lublinianie, ale jedni i drudzy nie mogli sfinalizować akcji. Dopiero pod sam koniec meczu Michał Kępa z karnego przesądził o zwycięstwie gości 16:7.

W Krakowie Juvenia podejmowała Skrę Warszawa. Zdecydowanym faworytem byli goście i po pierwszym kwadransie wydawało się, że dojdzie do pogromu – krakowianie nie mogli wyjść ze swojej połowy, a warszawianie zdobyli trzy przyłożenia i prowadzili 19:0. Ale po tych pierwszych kilkunastu minutach mecz zmienił obraz. Juvenia zaczęła punktować i choć ani razu nie zbliżyła się do Skry na dystans mniejszy niż 14 punktów, zaliczyła pięć przyłożeń i punkt bonusowy. Skra kontrolowała spotkanie, wygrała 45:29 i obroniła Trofeum Królów (trzeci mecz i trzeci sukces Skry).

Cóż, walka o czwarte miejsce dające szansę na grę w meczu o brązowy medal nabrała rumieńców. Orkan przeskoczył w tabeli Awentę Pogoń Siedlce, ale i tak o wszystkim zadecyduje ostatnie spotkanie pomiędzy tymi drużynami – jego zwycięzca pojedzie na początku lipca walczyć o brąz w Warszawie. Z kolei porażka Ogniwa oznacza, że Master Pharm Rugby Łódź wciąż ma szansę na finał na swoim boisku: muszą jednak liczyć na porażkę Ogniwa w ostatniej kolejce (choć to nie jest niemożliwe – sopocianie jadą do Lublina, gdzie łodzianie w ten weekend mieli przecież kłopoty).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Ogniwo Sopot1772
2. Master Pharm Rugby Łódź1768
3. Skra Warszawa1759
4. ↑Orkan Sochaczew1746
5. ↓Awenta Pogoń Siedlce1743
6. Lechia Gdańsk1741
7. Edach Budowlani Lublin1736
8. Arka Gdynia1725
9. Juvenia Kraków1724
10. Sparta Jarocin178

W drugiej lidze także przedostatnia kolejka. W grupie play-off (czyli mistrzowskiej) Posnania rozgromiła AZS AWF Warszawa aż 99:0. Akademicy skończyli sezon na trzecim miejscu, ale jego końcówka na pewno nie była po ich myśli. Z kolei Posnania mocno postraszyła Białystok przed przyszłotygodniowym faktycznym finałem rozgrywek. W grupie play-out Arka Rumia pokonała Legię Warszawa 22:12 (po drodze prowadziła 12:0 i 22:5). Legia już skończyła rozgrywki, a o tym, kto zajmie ostatnie miejsce w lidze zadecyduje ostatni mecz sezonu w tej grupie między Watahą Zielona Góra i Arką Rumia.

W II lidze mieliśmy mecz na szczycie: KS Budowlani Commercecon Łódź podejmowali rezerwy Juvenii Kraków. We wcześniejszym pojedynku tych drużyn górą byli krakowianie i na wyjeździe powtórzyli ten sukces. Po pierwszej połowie prowadzili 10:5. W drugiej Budowlani wykorzystali zmęczenie krakowian (przyjechali do Łodzi w siedemnastkę) i wyszli na prowadzenie 17:10, ale doświadczona Juvenia chwyciła drugi oddech, poderwał ją do walki Konrad Jarosz (trener zespołu, którego znów zobaczyliśmy na boisku) i ostatecznie krakowianie wygrali 27:24, gwarantując sobie mistrzostwo II ligi. Juvenia do I ligi awansować nie może (taki regulamin), natomiast defensywny punkt bonusowy zagwarantował awans poziom wyżej dla Budowlanych (teoretycznie Ruda Śląska może w ostatniej kolejce zrównać się punktami z Budowlanymi, ale przegrała oba bezpośrednie spotkania).

Top 14

Pierwszy ćwierćfinał francuskiej ligi Top 14, derby Paryża pomiędzy Racingiem 92 i Stade Français, rozstrzygnęły się bardzo szybko. Już po 20 minutach gospodarze prowadzili 21:0 (przyłożenia zdobyli Gaël Fickou – jeszcze parę tygodni temu grający w zespole przeciwników, Teddy Thomas i Maxime Machenaud), a chwilę później goście zostali na boisku w trzynastkę po dwóch żółtych kartkach i czwarte przyłożenie dorzuciła kolejna gwiazda, Simon Zebo po fantastycznym podaniu Finna Russella (https://twitter.com/i/status/1403460400604196868). Drugą połowę od przyłożenia zaczął także Racing i było już 35:0. Dopiero wtedy Stade Français zaczęło się odgryzać. Na kwadrans przed końcem miało na koncie już 21 punktów i poczuło krew, zwłaszcza, że gospodarze grali w czternastkę. Na tym jednak się skończyło, Racing 92 wygrał 38:21 i awansował do półfinału. Choć dla Stade Français sam udział w ćwierćfinale to i tak spory sukces biorąc pod uwagę fakt, że w poprzednim sezonie nie mogli wydostać się z samego dna tabeli. Kiepsko swój ostatni mecz w barwach Stade Français skończył Pablo Matera, który zszedł z boiska z poważnie wyglądającą kontuzją kolana (kto wie, być może postawi ona pod znakiem zapytania jego transfer do Crusaders?).

W drugim ćwierćfinale także górą gospodarze i nieco więcej emocji – Bordeaux Bègles pokonało Clermont 25:16. Co prawda pierwsze przyłożenie w meczu zdobyli gracze z miasta Michelina (Damian Penaud), ale potem w pierwszej połowie punktowali już gospodarze i schodząc na przerwę prowadzili 13:7. W drugiej połowie nie widzieliśmy już żadnych przyłożeń, a punkty padały z karnych. Trzykrotnie Clermont zmniejszało straty do trzech oczek, a Bordeaux ponownie odskakiwało na sześć, aż wreszcie w samej końcówce gospodarze złamali schemat i powiększyli prowadzenie do 9 punktów, rozstrzygając mecz na swoją korzyść. Przed nami półfinały w zestawieniu: Tuluza – Bordeaux i La Rochelle – Racing 92.

Największe emocje we Francji (a może i na całym świecie) mieliśmy w ten weekend w meczu barażowym o utrzymanie/awans do Top 14. To były 112. derby francuskiej Baskonii – zagrały przeciwko sobie drużyny, których stadiony są oddalone od siebie o zaledwie 5 km, Biarritz i Bajonna (w 1934 zmierzyły się w finale mistrzostw Francji, wówczas górą była Bajonna). Stawka ogromna i presję było widać na boisku. Po pierwszej połowie prowadziło Biarritz, ale tylko 3:0. Wynik drugiej połowy był dokładnie odwrotny. W końcówce regulaminowego czasu gry najpierw Biarritz chybiło z karnego, a potem Bajonna mimo wielu faz tuż pod linią bramkową rywali nie zdołała się przedrzeć na pole punktowe. Wynik 3:3 oznaczał dogrywkę. A w niej bardzo podobny scenariusz: w pierwszej połowie trzy punkty na swoje konto dorzuciło Biarritz, a w drugiej tym samym odpowiedziała Bajonna (i znów chybiony karny po stronie Biarritz, i znów blisko przyłożenia Bajonna). Było 6:6, koniec meczu i konkurs rzutów karnych z 22 m. W pierwszych pięciu kolejkach nie spudłował żaden z zawodników. W szóstej pomylił się skrzydłowy Bajonny Aymeric Luc, a trynidadzko-brytyjski wiązacz młyna Biarritz Steffon Armitage trafił. Na boisku znalazła się pewnie połowa widzów z trybun. Niesamowite emocje, dramatyczny mecz, a efektem jest powrót Biarritz do Top 14 po siedmiu latach przerwy. I kłopoty organizatorów meczu spowodowane m.in. zbyt dużą liczbą kibiców na trybunach oraz ich masowym wbiegnięciem na boisko po końcowym gwizdku – w jednym i w drugim wypadku złamano zasady antycovidowe. Ale w Biarritz pewnie wszystko przyćmił wielki sukces.

Premiership

W ostatniej kolejce sezonu zasadniczego Premiership tylko cztery zamiast sześciu spotkań. Koronawirus, który rozplenił się w Gloucester i zmusił do odwołania ubiegłotygodniowego spotkania tej drużyny, nadal nie jest tam pod kontrolą (w kolejnych testach odkryto kolejny przypadek, który zmusił do izolacji następną grupę zawodników). Gloucester zatem pożegnało się z resztkami nadziei na awans do Champions Cup: ich mecz z Worcester Warriors został zweryfikowany jako remis 0:0 z czterema punktami przyznanymi Warriors (swoją drogą, ci ostatni w tym sezonie czterokrotnie uzyskali czteropunktową zdobycz, ale tylko raz na boisku). Kilka przypadków stwierdzono także w London Irish, w związku z czym Exiles nie pojechali na mecz przeciwko Bristol Bears. Także i oni zatem stracili szansę na walkę o Champions Cup, a cztery punkty dla Bristol Bears zagwarantowały im pierwsze miejsce w tabeli po fazie zasadniczej. W sumie w ubiegłym tygodniu w Premiership odkryto pięć przypadków zachorowań z trzech klubów.

Spośród rozegranych spotkań najwięcej zainteresowania budził mecz dwóch drużyn z awansem do play-off w kieszeni: Exeter Chiefs z Sale Sharks. Mecz długo świetnie układał się graczom z Manchesteru, którzy już w pierwszej minucie mieli przyłożenie na koncie, po pierwszej połowie prowadzili 14:3, zaraz na początku drugiej części spotkania podnieśli prowadzenie do stanu 19:3, a chwilę potem Sam Skinner z Chiefs zobaczył czerwoną karkę i ostatnie pół godziny gospodarze musieli grać w osłabieniu. Ale osłabienie im posłużyło. Chwilę potem zdobyli dwa przyłożenia, dorzucili karnego (grając czternastu na czternastu) i ostatecznie wygrali 20:19. Powtórka już za tydzień, w tym samym składzie, na tym samym stadionie, z o wiele większą stawką – w półfinale ligi. A w ostatniej minucie meczu Sale Sharks straciło z kontuzją łącznika ataku AJ MacGinty’ego. Niepokój zarówno w klubie, jak i w reprezentacji Stanów Zjednoczonych, której jest największą gwiazdą i miał być kapitanem podczas lipcowych spotkań na Wyspach.

W pozostałych trzech spotkaniach emocje związane z walką o awans do Champions Cup. Newcastle Falcons musiało wygrać i liczyć na korzystny układ innych spotkań. Nie udało się ani jedno, ani drugie: Harlequins okazali się wyjątkowo niegościnni i choć przez 20 minut Falcons potrafili odpowiadać przyłożeniem na przyłożenie, potem już tak różowo nie było. Quins zdobyli w tym meczu aż osiem przyłożeń i wygrali 54:26, a ekipa z północy musiała zadowolić się tylko bonusem ofensywnym.

Bath potrzebowało uciec Newcastle Falcons i przeskoczyć Irish, którzy za nierozegrany mecz dostali dwa punkty. I cel osiągnęli – pokonali niewalczących już zupełnie o nic Northampton Saints 30:24, ale przeprawę mieli niełatwą. Po pierwszej połowie przegrywali 15:19 (mimo przyłożenia m.in. wschodzącej gwiazdy walijskiego rugby, Tualupe Faletau), ale w drugiej połowie obrócili losy meczu na swoją korzyść. Jeszcze tuż przed końcem prowadzili co prawda tylko jednym oczkiem, ale ostatnie punkty w meczu zdobyli właśnie oni.

W meczu Wasps z Leicester Tigers górą goście, którzy po 20 minutach gry wyszli na prowadzenie i nie oddali go do końca. Długo jednak gospodarze byli w zasięgu trzech punktów do rywali. Przegrali ostatecznie 31:38, ale zdobyli dwa punkty bonusowe – za cztery przyłożenia i za porażkę nie więcej niż siedmioma punktami (ten ostatni dzięki karnemu w ostatniej minucie meczu), gwarantując sobie przeskoczenie Irish i awans do Champions Cup.

W końcowej tabeli już bez zmian. Skład półfinałów: Bristol Bears – Harlequins i Exeter Chiefs – Sale Sharks. Poza Champions Cup pozostali London Irish, Newcastle Falcons, Gloucester i oczywiście Worcester Warriors. Nikt z ligi nie spada.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Bristol Bears2285
2. Exeter Chiefs2282
3. Sale Sharks2274
4. Harlequins2271
5. Northampton Saints2257
6. Leicester Tigers2254
7. ↑Bath2252
8. ↓Wasps2250
9. London Irish2248
10. Newcastle Falcons2245
11. Gloucester2245
12. Worcester Warriors2227

W pierwszym starciu finałowego dwumeczu Championship między Saracens i Ealing Trailfinders, ci pierwsi – zdecydowani faworyci – nie pozostawili niczego przypadkowi i wystawili w wyjściowej piętnastce aż dwunastu zawodników z występami reprezentacyjnymi na koncie, z Owenem Farrellem w roli kapitana na czele (zdobył z kopów 18 punktów). I niespodzianki na boisku nie było. Saracens zdominowali rywali i wygrali 60:0. Porażki z Ealing sprzed paru miesięcy są już tylko mglistym wspomnieniem. Rewanż będzie tylko formalnością. A jeszcze przed meczem władze Premiership orzekły, że Ealing Trailfinders nie spełnia wymagań w zakresie infrastruktury (stadionu).

RPA, organizacja zawodników Premiership, przyznała nagrody za kończący się sezon. Najlepszym zawodnikiem ligi został Sam Simmonds z Exeter Chiefs, najlepszym młodym zawodnikiem Marcus Smith z Harlequins, a najlepszą zawodniczką Poppy Cleall z Saracens. Simmonds został także uznany przez władze ligi najlepszym zawodnikiem maja (jako pierwszy zawodnik w ośmioletniej historii nagrody zwyciężając w tej klasyfikacji dwukrotnie w ciągu jednego sezonu).

Super Rugby

W ostatniej kolejce głównej fazy Super Rugby powrót do australijskiej mizerii – znów wszystkie spotkania przeciwko nowozelandzkim przeciwnikom przegrane. Bilans 25 meczów między drużynami z obu krajów wyniósł tym samym w całym turnieju 23:2 na korzyść Nowozelandczyków.

W piątek poległy obie najlepsze drużyny z Australii. Reds grali na wyjeździe z Hurricanes i dotrzymywali im kroku do 60. minuty meczu (włącznie z odrabianiem strat mimo gry w osłabieniu). Ostatnie 20 minut zdominowali jednak gracze z Wellington – po dwóch przyłożeniach w krótkim odstępie czasu (w tym drugim karnym, które zaowocowało kolejnym osłabieniem Reds) z Australijczyków uszło powietrze i ostatecznie Hurricanes wygrali 43:14. Podobnie było w meczu Brumbies z Highlanders – ekipa z Canberry w pierwszej połowie nawet wyszła na pięć minut na prowadzenie, kończyła ją z tylko dwupunktową stratą, ale w drugiej części spotkania dominowali na boisku gracze z Wyspy Południowej, którzy wygrali mecz 33:12. Zdobyli przy okazji punkt bonusowy, którego potrzebowali do walki o finał, choć w ostatnich minutach Brumbies mocno zagrozili zdobyciem przyłożenia, które ten punkt i grę w finale Highlanders by odebrało.

W sobotę reszta Australijczyków była już bez jakichkolwiek szans. Rebels (trzeci mecz z grający w Sydney z powodu przypadków zachorowań w stanie Wiktoria, w związku z czym w Nowej Zelandii przybysze z tego stanu muszą przechodzić kwarantannę) zmierzyli się z Crusaders i przegrali 26:52 (trzy przyłożenia skrzydłowego Sevu Reece’a). Waratahs podejmowali Chiefs zostali pokonani aż 7:40 (tu aż pięć przyłożeń skrzydłowego Seana Vainui – pierwsze takie osiągnięcie w historii Super Rugby; drużyna z Sydney miała beznadziejny sezon – nie odniosła w nim ani jednego zwycięstwa, zarówno w Super Rugby AU, jak i w Super Rugby Trans-Tasman). Wreszcie w jedynym spotkaniu tego dnia rozegranym po wschodniej stronie Morza Tasmana Blues podejmowali Western Force i już do przerwy prowadzili 28:0. Ekipa z Perth zaczęła się odgryzać w drugiej połowie, ale ostatecznie aukclandczycy wygrali 31:21.

Crusaders mimo kompletu zwycięstw nie awansowali do finału. Choć Blues w ostatniej kolejce nie wywalczyli punktu bonusowego, bilans małych punktów zdecydował, że to oni i Highlanders zagrają w finale rozgrywek Super Rugby Trans-Tasman, który odbędzie się w Auckland. Spojrzenie na tabelę (i liczbę zdobytych punktów) pokazuje dramatyczną przepaść między Nową Zelandią i Australią. Oby za rok udało się ją trochę Australijczykom zniwelować, choć kłopoty finansowe federacji mogą powodować odpływ najlepszych graczy.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Blues523
2. Highlanders523
3. Crusaders523
4. Hurricanes521
5. Chiefs519
6. Brumbies55
7. Reds55
8. Western Force51
9. Rebels5o
10. Waratahs50

Drobne

W ramach krajowych rozgrywkach młodzieżowych odbyły się w Gdyni turnieje siódemkowe juniorów i kadetów. Wśród juniorów triumfowała Juvenia Kraków. Krakusi w finale pokonali Skrę Warszawa, a w meczu o trzecie miejsce KS Budowlani Łódź zwyciężyli Orkan Sochaczew. Najbliżej mistrzostwa kraju zwycięzcy dotychczasowych turniejów: Budowlani i Juvenia. W turnieju kadetów górą KS Budowlani Łódź, którzy w finale okazali się lepsi od Juvenii. Na trzecim miejscu Lechia Gdańsk, a na czwartym Arka Gdynia. Słabo wypadł Orkan, który po drugim miejscu w poprzednim turnieju, tym razem skończył siódmy. Dla Budowlanych to drugi turniej wygrany w tym sezonie, ale tutaj łączna klasyfikacja punktowa ma nieco mniejsze znaczenie – decyduje tylko o awansie do turnieju na Ogólnopolskiej Olimpiadzie Młodzieży.

Niespodzianka w lidze rugby 7. W turnieju w Poznaniu miejscową Posnanię (mistrzów Polski w tej odmianie rugby) wyprzedzili liderzy ogólnej klasyfikacji rozgrywek, Czarni Pruszcz Gdański. Poznaniacy ulegli w decydującym spotkaniu 12:17.

W Wagadugu zakończono turniej barażowy o ostatnie wolne miejsce w zaplanowanych na lipiec kwalifikacjach do Rugby Africa Cup (stanowiący zarazem pierwszy etap afrykańskich eliminacji do Pucharu Świata w Rugby 2023). Po ubiegłotygodniowym zwycięstwie Burkina Faso nad Burundi, także i Kamerun łatwo sobie poradził z tym rywalem (aż 81:3). W tej sytuacji o awansie decydowało ostatnie spotkanie, w którym gospodarze wygrali z Kamerunem 17:13. Ostatecznie zatem Burkina Faso zagra przeciwko Tunezji i Zimbabwe w jednej z grup drugiego etapu kwalifikacji. A Burundi i Kamerun dołączyły do Belgii wśród drużyn wyeliminowanych z walki o udział w Pucharze Świata. Jednocześnie rozegrano dwumecz kobie pomiędzy Burkina Faso i Kamerunem (oba mecze też w Wagadugu) – tu górą Kamerunki: we wtorkowy poranek wygrały z gospodyniami 37:0, a w sobotę 35:3.

Kiepskie wieści z Namibii. Od 1 do 12 lipca miły się tam odbyć mecze jednej z grup drugiego, lipcowego etapu kwalifikacji do Rugby Africa Cup. Tam jednak rząd wprowadził na cały czerwiec zakaz uprawiania gier kontaktowych i nikt nie był w stanie zagwarantować, że 1 lipca ten zakaz zostanie zniesiony. Choć Namibijczycy poprosili o przeniesienie turnieju na listopad, władze Rugby Afrique zdecydowały o rozegraniu go w pierwrotnie planowanym terminie, tyle że w innym miejscu: gospodarzem będzie Wybrzeże Kości Słoniowej.

W Rainbow Cup europejskiego finalistę poznaliśmy jeszcze przed weekendem. 3 przypadki koronawirusa w Ospreys spowodowały odwołanie meczu Walijczyków z Benettonem i przyznanie Włochom 4 punktów bez gry. Benetton w ten sposób bez ani jednej porażki zajął pierwsze miejsce w grupie europejskiej – tym bardziej sensacyjnie, że w Pro14 odnotował komplet przegranych. Odebrało to jakiekolwiek szanse Munsterowi i Glasgow Warriors. Co prawda włoska ekipa miała szczęście do przeciwników (z irlandzkich franszyz zagrała tylko z najsłabszą, Connachtem), ale i tak osiągnięcie warte uwagi. A wisienką na torcie jest fakt, że już wcześniej finał zaplanowano rozegrać właśnie w Treviso. Na boisku Munster, który miał walczyć o przeskoczenie Benettona, mimo to nie odpuścił i na wyjeździe pokonał Zebre 54:11 (festiwal kuzynów Coombesów: Gavin zdobył cztery przyłożenia, Liam dorzucił jedno i miał najwięcej szarż w zespole; kolejne dwa przyłożenia dorzucił Craig Casey). Problemów nie miała też druga irlandzka potęga, Leinster, która zdecydowanie pokonała walijskich Dragons 38:7 (show skradł Ryan Baird tym przyłożeniem: https://twitter.com/i/status/1403450462246998022). W ostatnim spotkaniu jedyny w turnieju remis – Scarlets zremisowali z Edynburgiem 28:28 (jeszcze na pięć minut przed końcem Walijczycy mieli 14 punktów przewagi, ale końcówka w wykonaniu Szkotów wyśmienita).

Walka o finał toczyła się na południu, ale tu tylko na jednym stadionie: Sharks podejmowali Bulls (tu w swoim drugim meczu po powrocie z Irlandii Marcell Coetzee wybiegł na boisko jako kapitan). Do przerwy gra dość wyrównana, ale początek drugiej połowy należał do Bulls, którzy ostatecznie wygrali 34:22. Odnieśli piąte zwycięstwo w turnieju i zapewnili sobie awans do finału. Natomiast niemający już praktycznego znaczenia mecz Stormers z Lions został odwołany z powodu przypadków koronawirusa stwierdzonych w ekipie z Johannesburga, która turniej skończyła na ostatnim miejscu w grupie. Pojawienie się covidu-19 w południowoafrykańskiej franszyzie to kolejny powód do niepokoju dla kibiców czekających na wyprawę British & Irish Lions. Szczęście w nieszczęściu polega na tym, że z Lions pochodzi tylko jeden zawodnik kadry Południowej Afryki.

W finale gruzińskiej Didi 10 najlepsza drużyna sezonu zasadniczego, Aia Kutaisi pokonała Batumi 16:13. Wielki moment dla zwycięzców – nie tylko odebrali mistrzostwo obrońcom tytułu, ale także wywalczyli je po bardzo długiej przerwie – ostatni raz wygrali ligę w 1995. Brązowy medal wywalczyła Akademia Tbilisi.

W Major League Rugby najciekawiej było w Salt Lake City, gdzie miejscowi Utah Warriors pokonali San Diego Legion 45:41. Na kwadrans przed końcem goście prowadzili aż 17 punktami, ale w ostatnich minutach stracili trzy przyłożenia, z czego trzecie w ostatniej akcji meczu. Swoją droga, goście, którzy w tym sezonie swoje „domowe” mecze rozgrywali już na czterech stadionach (zaczynali w Las Vegas, potem dwie areny w LA, a ostatnio w Chula Vista pod San Diego) w przyszłym tygodniu wrócą wreszcie na swój macierzysty Torero Stadium. Nie zatrzymują się LA Giltinis, którzy rozgromili Houston SaberCats 52:7. Nadal prowadzą w tabeli konferencji zachodniej, a na wschodzie także nadal prowadzi Rugby ATL (mimo porażki na wyjeździe z RUNY).

W Hiszpanii finał kobiecych mistrzostw kraju. Complutense Cisneros z Madrytu zdobyło pierwszy tytuł w historii, zwyciężając zespół Majadahonda z przedmieść stolicy 24:7. W zwycięskiej ekipie na boisku pojawiła się Olivia Fresneda, która jest córką medalistki igrzysk olimpijskich w narciarstwie alpejskim, Blanki Fernández-Ochoi.

Poznaliśmy arbitrów, którzy będą prowadzić tegoroczne spotkania British & Irish Lions. Zestawienie nietypowe. Pierwszym testem, w Edynburgu przeciwko Japonii zajmą się francuscy sędziowie z Pascalem Gaüzère. Pięć pierwszych spotkań w Południowej Afryce, rozgrzewkowych (przeciwko franszyzom z Południowej Afryki i rezerwom tamtejszej reprezentacji) będzie kierować trójka sędziów pozostających z bańce antycovidowej wraz z reprezentacjami (i nieneutralnych): Jaco Peyper i AJ Jacobs z Południowej Afryki oraz Wayne Barnes z Anglii. Kolejna trójka sędziów zajmie się trzema najważniejszymi testami (każdy z nich będzie głównym w jednym spotkaniu i bocznym w dwóch): Nic Berry z Australi, Ben O’Keeffe z Nowej Zelandii i Mathieu Raynal z Francji.

W obozie Południowej Afryki zaniepokojenie zasiał niecodzienny wypadek powołanych do kadry Damiana de Allende i RG Snymana (w zdarzeniu brał też udział m.in. CJ Stander). Podczas ogniska eskplodował pojemnik z benzyną, której jeden z nich chciał dolać do ognia. Na szczęście obrażenia nie są na tyle groźne, aby przeszkodziły udziałowi tych dwóch graczy w w zmaganiach przeciwko Lwom. Z kolei Duane Vermaulen mimo kontuzji kostki nie został skreślony z kadry – przejdzie operację, ale trener Jacques Nienaber liczy na optymistyczny obrót zdarzeń i powrót Vermaulena już po kilku tygodniach. Z kolei w obozie Lions rozwiewają się obawy o możliwość udziału w serii Dana Biggara i Sama Simmondsa.

Przed innymi lipcowymi testami kolejni trenerzy odkrywają karty. Składy reprezentacji (oczywiście bez graczy jadących z Lwami) ogłosili selekcjonerzy Walii i Anglii. Wayne Pivac powołał 34 zawodników, w tym pięciu bez międzynarodowych szlifów. Kapitanem walijskiej ekipy będzie Jonathan Davies, a najbardziej doświadczony jest Leigh Halfpenny, który w lipcu zapewne przekroczy setkę międzynarodowych gier (ma ich na koncie 99). W sumie 29 graczy walijskich drużyn (najwięcej – jedenastu – z Cardiff Blues), pozostałych pięciu z Premiership. Zawodem jest pominięcie dwóch świetnych w tym sezonie młodych graczy, Jaca Morgana i Keirana Williamsa. Z kolei Eddie Jones w angielskim zestawieniu, także 34-osobowym, wskazał aż 21 potencjalnych debiutantów (i tylko czterech zawodników z więcej niż 10 występami – najwięcej ma Ellis Genge, 28), ale pominął wszystkich graczy z klubów wciąż walczących na arenie ligowej (półfinaliści Premiership, a także Saracens). Nie ma zatem w składzie świetnego Marcusa Smitha z Harlequins, ale nadal ma szansę – Jones zapowiedział, że to jest zestawienie tylko na pierwsze spotkanie (Anglia A – Szkocja A), a reprezentacja będzie się zmieniać przed lipcowymi spotkaniami ze Stanami Zjednoczonymi i Kanadą.

Przed wyprawą Francji do Australii skład ogłosili gospodarze. Dave Rennie wśród 38 zawodników powołał 11 potencjalnych debiutantów. Kapitanem jest Michael Hooper (wracający z Japonii), a sporym zaskoczeniem jest powołanie po ośmiu latach przerwy Sitalekiego Timaniego. Wszyscy zawodnicy pochodzą z pięciu australijskich franszyz (najwięcej – 12 – z Brumbies). Problemy mają rywale Australijczyków, Francuzi. Wciąż są uzgadniane warunki kwarantanny (możliwość kontaktu tylko podczas treningów, poza tym czas spędzany w pojedynczych pokojach, nawet podczas posiłków – to wszystko nie uśmiecha się Francuzom, którzy zgadzają się na kwarantannę, ale liczą na możliwość spędzania więcej czasu razem). Kolejny kłopot to kontuzja kapitana drużyny, Charlesa Ollivona – z pewnością nie pojedzie na antypody, ponieważ w ostatnim meczu ligowym zerwał więzadło i będzie pauzować kilka miesięcy. A na dodatek w Melbourne wciąż pojawiają się nowe przypadki zachorowań, a tam zaplanowano jedno ze spotkań w ramach serii. Trasa jednak ma nie być zagrożona, w razie potrzeby spotkanie zapewne zostanie przeniesione.

Stany Zjednoczone zostały oficjalnie zaakceptowane jako kandydat do organizacji Pucharów Świata w 2027 i 2031 (męskich) oraz 2029 (kobiecego). Wydaje się, że w roku 2027 najlepsi rugbyści świata pojadą do Australii, ale szanse na organizację kolejnych dwóch imprez Amerykanie mają naprawdę spore. Szyki może im poprzeć wspólna kandydatura Home Nations do organizacji Pucharu w 2031, nad którą ponoć Brytyjczycy i Irlandczycy myślą, aby odkuć się po pandemii.

Uwagę zwróciła kadra Tonga powołana przed przyszłotygodniowymi kwalifikacjami olimpijskimi w rugby 7 w Monaco. W szesnastoosobowym zestawieniu mamy trzech zawodników z Ekstraligi (Roy Lolesio, Palu Fihaki i Violeti Kolo). Światową uwagę przykuwa jednak Malakai Fekitoa, były reprezentant Nowej Zelandii, który wykorzystuje szansę do zmiany barw reprezentacyjnych na rzecz kraju przodków. Sporo się wcześniej mówiło, że jest to szansa na reprezentowanie kraju przodków dla Charlesa Piutau, ale ponieważ Bristol Bears awansowali do półfinałów Premiership, jego w kadrze zabrakło.

Ciekawe, czy ponowny atak covidu w Wielkiej Brytanii zakłóci próby powrotu do gry na poziomie klubowym w Walii: na lipiec zaplanowano tam pierwsze mecze od marca 2020, w których Pontypridd i Cardiff mają towarzysko zmierzyć się z London Welsh. Póki co jednak nie ma perspektyw na powrót ligi – obecnie planowany termin rozpoczęcia rozgrywek Premiership to początek 2022. Swoją drogą – walijskie profesjonalne franszyzy Pro14 ma opuścić aż 41 graczy, co w dużym stopniu jest efektem pandemicznego zaciskania pasa. Z kolei w Szkocji jest mowa o rozpoczęciu rozgrywek ligowych we wrześniu.

Zaczęło się doroczne święto rugby league w Australii: seria meczów State of Origin. W pierwszym, rozgrywanym w Queenslandzie, gospodarze i zarazem obrońcy trofeum zostali rozbici przez Nową Południową Walię w rekordowym stosunku 50:6. Gwiazdą meczu był autor trzech przyłożeń, Tom Trbojevic.

Do poczytania: tradycyjnie już Loose Pass Lawrence’a Nolana – Bad look for Bears and a grand finale. Tym razem m.in. kilka krytycznych uwag o testowanym w Rainbow Cup captain’s challenge. Na ten sam temat i podobnie (a także o bezsensie 20-minutowych czerwonych kartek) także Nigel Owens w swojej kolumnie w WalesOnline: The captain’s challenge and orange card are ruining rugby, they must be ditched at once. Obaj wskazują mecz Cardiff Blues z Zebre sprzed tygodnia, w którym druga połowa trwała 67 minut, z czego 23 zużyto na TMO.

Z rynku transferowego: Jeden z najlepiej opłacanych graczy rugby na świecie (jeśli nie najlepiej, z gażą 1 mln funtów rocznie) Charles Piutau odchodzi z Bristol Bears. Bristol opuszczają też Ben Earls i Max Malins, którzy po wypożyczeniu wracają do Saracens. Nie dojdzie do skutku transfer innej gwiazdy z Pacyfiku, Fidżijczyka Leone Nakarawy – Ulster po testach medycznych zrezygnował z tego zawodnika, grającego ostatnio w Glasgow Warriors. Najlepszy rugbysta świata z roku 2019, Pieter-Steph du Toit żegna się ze Stormers i jest kolejną gwiazdą światowego formatu, która zagra w Japonii. W najbliższym sezonie pojawi się w zespole Toyota Verblitz. I na koniec wieść poniekąd transferowa: w tym roku odbędzie się po raz drugi draft zawodników do MLR. Zmiany w stosunku do ubiegłorocznego – trzy tury zamiast dwóch oraz włączenie zawodników kanadyjskich, w związku z czym w drafcie weźmie udział jedyny zespół, którego ominął rok temu, Toronto Arrows. Swoją droga, numer jeden sprzed roku, Conner Mooneyham, znalazł się w składzie reprezentacji Stanów Zjednoczonych na lipcowe testy w Europie.

A na koniec bardzo smutna informacja: zmarł jeden z juniorów Orkana, którzy tydzień temu wywalczyli w Krakowie srebro mistrzostw Polski, Vanik Aloyan. Miał 18 lat.

Zapowiedzi

Za tydzień ostatnia kolejka fazy zasadniczej Ekstraligi. W planie arcyciekawy mecz Awenty Pogoni Siedlce z Orkanem Sochaczew, a także spotkania Juvenii Kraków z Lechią Gdańsk, Edachu Budowlanych Lublin z Ogniwem Sopot, Marter Pharmu Rugby Łódź z Arką Gdynia i Sparty Jarocin ze Skrą Warszawa. Finałowe rozstrzygnięcia też w I lidze – decydujący o awansie do barażu o Ekstraligę mecz Rugby Białystok z Posnanią Poznań i o spadku do II ligi Watahy Zielona Góra z Arką Rumia. Młodzież drugi tydzień z rzędu gra w siódemki – w Siedlcach odbędą się trzecie turnieje mistrzostw Polski w kategorii juniorów i kadetów (wśród juniorów zostaną rozdane medale).

Kończą nam się najważniejsze ligi. We Francji półfinały Top 14, a na dodatek finał kobiecej ligi Élite 1. W Anglii półfinały Premiership. W Super Rugby Trans-Tasman finał rozgrywek (cóż, nie transtasmański, ale wewnątrz-nowozelandzki). W Treviso ma zostać rozegrany finał Rainbow Cup. Rozgrywki w pełnym rozkwicie za to w Major League Rugby, gdzie wśród pięciu spotkań m.in. derby Kalifornii (jeśli San Diego Legion marzy o play-off, musi wygrać).

W rozgrywkach międzynarodowych przede wszystkim olimpijskie baraże siódemek w Monako. Poza tym ruszają rozgrywki młodzieżowych piętnastek: Puchar Sześciu Narodów oraz towarzyski turniej w Południowej Afryce (gospodarze, Argentyna, Urugwaj i Gruzja).

4 komentarze do wpisu „Ciekawa Ekstraliga, znakomity Orkan”

Dodaj komentarz