Spektakl na Arenie Lublin

Mnóstwo przyłożeń w Ekstralidze (najciekawiej w Lublinie, gdzie Arka do końca walczyła o remis), polska reprezentacja kobiet zajęła drugie miejsce w turnieju w Elche, a Saracens upokorzyli Bath. Ale najfajniejsza chyba historia zdarzyła się w Nowej Zelandii: Ma’a Nonu wrócił na boisko, a jego drużyna wygrała pierwszy mecz w Heartland Championship od ośmiu lat, przerywając serię 54 porażek.

Ekstraliga

Za nami teoretycznie siódma (a w praktyce szósta) kolejka Ekstraligi. Najciekawiej zapowiadało się spotkanie Lechii Gdańsk z Master Pharm Rugby Łódź. Niestety, łodzianie ostatecznie pojawili się w Gdańsku zaledwie w siedemnastu, a wśród nieobecnych była m.in. kluczowa ostatnio postać w ataku, Kamil Brzozowski. I mecz na domiar złego zaczął się dla nich fatalnie: po nakrytym kopie Pawła Urbaniaka we własnym polu 22 m już po minucie Lechia prowadziła 5:0. Jednak przez kolejne pół godziny, choć gra toczyła się niemal wyłącznie na połowie gości, gdańszczanie nie mogli podnieść prowadzenia. Dopiero osłabienie łodzian po żółtej kartce Damiana Wlaźlaka za zbicie piłki do przodu pozwoliło zmienić wynik: do przerwy Lechia prowadziła 15:0, a swoją jedyną dobrą okazję na punkty łodzianie mieli w samej końcówce tej części spotkania. Drugą połowę Łódź zaczęła z impetem, ale już po paru minutach było 22:0 dla gospodarzy. Kolejny okres dominacji gości znów skończył się punktami dla gospodarzy po błyskawicznym indywidualnym kontrataku Jasona Makhariego, a chwilę potem było już 34:0 po znakomitym podkopnięciu Lusandy Xakwany i przyłożeniu Roberta Wójtowicza. Master Pharm co prawda wreszcie odpowiedział przyłożeniem, ale choć atakował do końca, wyniku już nie zmienił i Lechia wygrała 34:7. Piękny sukces gdańszczan, którzy potwierdzili aspiracje do medalu.

Emocje do ostatniej chwili mieliśmy za to na Arenie Lublin i zarazem na antenie naziemnej TVP Sport (to pierwszy mecz Ekstraligi w tym najpopularniejszym paśmie i okazało się, że nieźle trafiony – szkoda tylko, że na tak wielkim stadionie tak bardzo rażą pustki na trybunach). Edach Budowlani Lublin podejmowali Arkę Gdynia i chcieli odczarować stadion, na którym wcześniej zawsze przegrywali. I z początku wydawało się, że to będzie „spacerek”. Dominacja młyna gospodarzy była zdecydowana i bardzo szybko wyszli na prowadzenie 21:5. Gdynianie mieli wielkie kłopoty w obronie, czego efektem była żółta kartka i dwa karne przyłożenia dla lublinian. Jednak przewaga chyba uśpiła Budowlanych, bo gdynianie zaczęli się odgryzać. I ilekroć trafiali na połowę gospodarzy, rozgrywali szeroko piłkę w formacji ataku, a z obroną przed tym Budowlani mieli kłopoty. Dwa kolejne przyłożenia po akcjach Antona Szaszero (miał kluczowy udział we wszystkich trzech przyłożeniach swojej drużyny w tej połowie) z Eldenem Shoemanem i nieoczekiwanie do przerwy zrobiło się 17:21. A po przerwie gdynianie kontynuowali punktowanie, dorzucili kolejne dwa przyłożenia i niespodziewanie prowadzili 29:21. Tej przewagi jednak nie starczyło, bo Budowlani wreszcie się przebudzili, kierowani przez Piotra Wiśniewskiego, który wszedł na boisko w swoim pierwszym meczu po rocznej przerwie. Kolejne dwa przyłożenia padły łupem właśnie gospodarzy, którzy wrócili na prowadzenie: 33:29. Gra jednak się wyrównała, kopacze próbowali karnych (trafił tylko Grabowski podnosząc wynik do 36:29), ale w samej końcówce Arka była niezwykle bliska wyrównania. Najpierw przyłożenie, które zostało unieważnione z powodu podania do przodu, potem nieoczekiwane błyskawiczne odzyskanie piłki i kolejna akcja. Skończona jednak fatalnym błędem Dominika Mohyły: przy szybkim karnym na 5 m piłka wypadła do przodu…

Poza tym mieliśmy trzy mecze ze zdecydowanymi faworytami. W Krakowie Juvenia grała z mistrzami kraju, Ogniwem Sopot i przez długi czas sprawiała faworyzowanym gościom kłopoty. Przez pierwsze, dość wyrównane 25 minut jedyne punkty zdobyli gospodarze (3:0 po karnym Dana Tomanka), a nieciekawym momentem był atak Radosława Bysewskiego w głowę Patryka Sakwy, zakończony zaledwie żółtą kartką. Dopiero w okolicy 30. minuty Roman Żuk zdobył przyłożenie, które wyprowadziło mistrzów na prowadzenie. Nie oddali go już do końca, choć chwilę później było już tylko 6:7. Do przerwy Ogniwo prowadziło 14:6. Drugą połowę od ataku zaczęli gospodarze, ale to goście szybko podwyższyli prowadzenie po przechwyconym aucie. Juvenia nieźle się prezentowała, zdobyła przyłożenie po szybkim karnym i długo mieliśmy na tablicy wyników rezultat 13:26. Dopiero na kwadrans przed końcem dwie szybkie akcje Ogniwa dały mu komfortowe prowadzenie 40:13. Juvenia walczyła do końca, zdobyła drugie przyłożenie, była bliska kolejnego, ale fatalny błąd w ataku oznaczał stratę kolejnych pięciu punktów po przechwycie Griebenowa. Końcowy wynik wysoki (20:45), ale postawa gospodarzy na boisku na pewno lepsza niż rozmiar ich porażki.

W Warszawie Up Fitness Skra podejmowała Posnanię i nie dała beniaminkowi żadnych szans. Dwa pierwsze przyłożenia w Ekstralidze Eryka Chaina i świetny ponad 40-metrowy rajd Palu Fihakiego między graczami Posnanii dały prowadzenie gospodarzom 19:0 po pierwszych 30 minutach. W końcówce pierwszej połowy goście co prawda zmniejszyli straty – dwa przyłożenia ze sporym udziałem Daniela Gduli pozwoliły im zbliżyć się do Skry na 7 punktów. Ale jeszcze w pierwszej połowie Skra odpowiedziała kontrą Martina Mangongo i do przerwy było 26:12. Po przerwie punktowali już tylko warszawiacy (choć poznaniacy mieli moment przewagi) – kolejnych pięć przyłożeń (w tym trzecie Eryka Chaina) i mecz skończył się rezultatem 53:12. Pierwszy raz w jednym meczu Ekstraligi punktowali trzej bracia Chainowie.

W ostatnim spotkaniu przebudowywana Awenta Pogoń Siedlce (średnią wieku składu ustępowała w tej kolejce tylko Juvenii i Orkanowi) podejmowała Orkan Sochaczew i tu również niespodzianki nie było. Orkan dominował, szybko zdobył trzy przyłożenia (dwa z nich Radosława Rakowskiego), i choć Pieter Steenkamp zawodził z podstawki przy podwyższeniach (choć świetnie rozgrywał akcje), po kwadransie goście prowadzili 15:0. Pogoń co prawda wtedy zdobyła przyłożenie, ale Orkan kontynuował napór, dwa przyłożenia zdobył Artiem Zarownyj i było 29:7. W drugiej połowie dominacja sochaczewian nie podlegała już dyskusji, dorzucili kolejne pięć przyłożeń (kolejnym zawodnikiem z „dubletem” został Danco Burger) i mecz wygrali 57:7. Pogoń dodatkowo straciła kilku zawodników z kontuzjami i przez ostatnie 10 minut młyny były symulowane.

W tabeli bez wielkich zmian (Arka dzięki punktowi bonusowemu wyprzedziła Juvenię i awansowała na siódme miejsce), ale wyraźnie rysuje nam się podział na górną i dolną połówkę tabeli: piątą drużynę dzieli od szóstej aż 10 punktów (choć Master Pharm Rugby Łódź ma akurat dwa mecze zaległe). Na czele wciąż Ogniwo przed Lechią, choć tę ostatnią czekają w tej rundzie jeszcze trzy arcytrudne spotkania. Nadal bez zwycięstwa Pogoń Siedlce i Posnania.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Ogniwo Sopot525
2. Lechia Gdańsk625
3. Up Fitness Skra Warszawa622
4. Edach Budowlani Lublin622
5. Orkan Sochaczew620
6. Master Pharm Rugby Łódź410
7. ↑Arka Gdynia69
8. ↓Juvenia Kraków69
9. Awenta Pogoń Siedlce62
10. Posnania50

W I lidze trzy wysokie zwycięstwa. Budowlani Commercecon Łódź pokonali Legię Warszawę 54:7 (łodzianie zagrali pierwszy mecz pod okiem nowego trenera: Krzysztofa Hotowskiego zastąpił były trener reprezentacji Duaine Lindsay, który ma jednak nie pełnić tej funkcji na stałe; trzy przyłożenia i 23 punkty Michała Łaszcza), Sparta Jarocin pewnie zwyciężyła Arkę Rumia 70:10 (aż 12 przyłożeń zwycięzców), a Rugby Białystok wygrało z AZS AWF Warszawa 61:5 (tu hat-trick zanotował kapitan białostocczan, Andrei Cebotari). W tabeli Sparta przed Białymstokiem, a na trzecie miejsce awansowali Budowlani, spychając z niego pokonaną przez siebie Legię.

Top 14

Siódma kolejka Top 14 okazała się wyjątkowo ciekawa: spośród siedmiu rozegranych spotkań w ponad połowie końcowa różnica punktowa była na tyle niewielka, że przegrani wywalczyli defensywny punkt bonusowy (a o ten tam przecież trudniej – można przegrać co najwyżej pięcioma, a nie siedmioma punktami).

W meczu Montpellier z Clermont mieliśmy na końcu zaledwie dwa punkty różnicy, a o losach spotkania zadecydował spudłowany karny w ostatnich sekundach meczu. W meczu padło ponad 40 punków, ale tylko dwa przyłożenia – oba w pierwszym kwadransie. Później punkty padały już tylko z karnych. Do przerwy gospodarze prowadzili 14:10, po przerwie powiększyli przewagę do 7 punktów, ale ostatnie 20 minut meczu to pokaz kopów Camille’a Lopeza: cztery skuteczne karne dały Clermont prowadzenie 22:20. Zwycięstwo mógł dać Montpellier Handré Pollard wspomnianym karnym, kopanym z 40 m – jednak piłka przeleciała tuż pod poprzeczką.

Ciekawie było też w meczu Tulonu z Racingiem 92 (paryżanie bez Teddy’ego Iribarena, który jak się okazało, zerwał więzadła krzyżowe). Zaczęło się dla gospodarzy radośnie (prezentacja Cheslina Kolbe, który przybył do Tulonu, choć jeszcze nie zagrał), skończyło się bolesną porażką. Racing prowadził już po pierwszej połowie, 13:6, dzięki jedynemu przyłożeniu zdobytemu przed przerwą. W drugiej szybko powiększał przewagę – po 20 minutach prowadził 24:6, a gospodarze zostali na boisku w czternastkę po żółtej kartce. Rzucili się jednak do odrabiania strat, pierwsze przyłożenie zdobyli jeszcze w osłabieniu, potem dorzucili drugie, ale ostatecznie przegrali 20:27, nie zdobywając nawet bonusa defensywnego. Po meczu zawodnicy długo stali w kole na środku boiska – ostatnie wyniki są zdecydowanie poniżej oczekiwań właścicieli i kibiców klubu z Lazurowego Wybrzeża.

W ostatnim pojedynku, w niedzielę, mieliśmy mecz na szczycie, mierzyły się bowiem drużyny z trzeciego i pierwszego miejsca ligowej tabeli: Lyon z Tuluzą. W pierwszej połowie gra była wyrównana, padło tylko jedno przyłożenie, a gospodarze prowadzili zaledwie jednym punktem – 10:9. Zaczęli jednak świetnie drugą: dwa przyłożenia i karny dały im prowadzenie 25:12. Żółta kartka Ethana Dumortiera na kwadrans przed końcem zmieniła jednak obraz meczu: Tuluza zdobyła przyłożenie i do końca walczyła o więcej. Świetną okazję stworzył zwłaszcza Antoine Dupont kopem 50:22, który dał Tuluzie aut na 5 m. Gospodarze zdołali jednak wybronić się przed atakami i wygrali mecz 25:19. To zwycięstwo oznacza zakończenie trwającej od początku sezonu serii zwycięstw Tuluzy, choć nie spowodowało utraty przez nią pierwszego miejsca w tabeli. Znakomity występ w barwach zwycięzców odnotował Gruzin Beka Saginadze, zdobywca pierwszego przyłożenia dla Lyonu.

Poza tym Pau przegrał po niesamowitym spotkaniu z Bordeaux 33:37 (do przerwy przegrywał 9:27, ale w drugiej połowie rzucił się do odrabiania strat i był blisko zmiany wyniku; gwiazdą meczu był Matthieu Jalibert, który w ciągu 60 minut gry zdobył 25 punktów – 2 przyłożenia, 3 podwyższenia i 3 karne), Castres pokonało Biarritz z bonusem 38:20 (mimo że beniaminek długo trzymał kontakt; niezły efekt miały szybko rozgrywane przez Castres karne), Brive przegrało z La Rochelle po brzydkim spotkaniu 6:8 (cztery żółte kartki, sporo spudłowanych karnych, tylko jedno przyłożenie – na 10 minut przed końcem dało zwycięstwo gościom), a beniaminek z Perpignan uległ Stade Français 22:23 (decydujące o zwycięstwie punkty dla paryżan zdobył na 3 minuty przed końcem z karnego Léo Barré).

Na pierwszych czterech miejscach bez zmian, ale Bordeaux, Lyon i Racing 92 zmniejszyły dystans dzielący ich od Tuluzy. Marsz w górę tabeli kontynuuje La Rochelle, które awansowało do górnej jej połówki pierwszy raz w tym sezonie. Na dwóch ostatnich miejscach znaleźli się obaj tegoroczni beniaminkowie.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Tuluza726
2. Bordeaux Bègles723
3. Lyon721
4. Racing 92720
5. ↑Castres719
6. ↓Brive716
7. ↑↑↑La Rochelle715
8. ↓Pau714
9. ↓Montpellier714
10. ↑Clermont713
11. ↓↓Tulon712
12. ↑Stade Français712
13. ↓Perpignan710
14. Biarritz78

W Pro D2 porażki obu spadkowiczów z Top 14. Ale w jakże odmiennych nastrojach są te ekipy. Dla Bajonny przegrana w wyjazdowym meczu na szczycie z Colomiers oznaczała pierwszą porażkę w sezonie. Baskowie przed ostatnią akcją prowadzili 26:20 – rywale atakowali na linii pola punktowego, ale sędzia przyznał piłkę Bajonnie i wydawało się, że to koniec meczu. Wrócił jednak do TMO, którego efektem było karne przyłożenie za zawalenie maula i zwycięstwo Colomiers 27:26. Natomiast Agen po komplecie 26 porażek w poprzednim sezonie Top 14, przed tą kolejka miało na koncie sześć kolejnych przegranych w Pro D2. W tabeli niżej była tylko ekipa Vannes (to półfinalista z poprzedniego sezonu, więc też dość spektakularny kryzys) i z nią właśnie mierzyło się Agen w ten weekend. I przegrało z kretesem, 3:46, odnosząc 34. porażkę ligową z rzędu (ostatnie zwycięstwo odniosło ponad półtora roku temu…). Na pewno nie pomógł fakt, że w ubiegłym tygodniu skończyła się cierpliwość właściciela klubu, który zwolnił dwóch członków sztabu szkoleniowego, w tym głównego trenera.

Premiership

Najciekawiej zapowiadający się mecz piątej kolejki Premiership przypadł na jej początek i nie zawiódł. Sale Sharks podejmowali Harlequins i zadali obrońcom tytułu mistrzowskiego pierwszą porażkę w tym sezonie. Mecz był pełen emocji, wyrównany, aż do ostatniej akcji meczu każda kolejna zdobycz punktowa oznaczała zmianę na prowadzeniu, a żadna drużyna nie mogła osiągnąć przewagi większej niż 7 punktów. Tę rytmikę zmian zaburzyło dopiero ostatnie przyłożenie Sharks: prowadzili 23:22, zdobyli przyłożenie, a potem celebrowali przez półtorej minuty podwyższenie (niecelne), po którym już powrotu do gry nie było. Harlequins zgubiły w tym meczu darowane przeciwnikom karne – co prawda ze skutecznością z kopów było w tym meczu w drużynie gospodarzy średnio (skuteczność 5/9, w tym trzy spudłowane karne z rzędu), ale szans z karnych mieli znacznie więcej. Spore wrażenie zdobył zastępujący w Sharks Fafa de Klerka młody Raffi Quirke, który zdobył dwa przyłożenia i świetnie kierował grą zespołu.

Dużo uwagi przyciągał też mecz Wasps z Exeter Chiefs. Emocje były już przed spotkaniem: Wasps powrócili do tematu kontrowersyjnego brandingu gości (zdaniem niektórych poniżającego Indian) i nawoływali do nieużywania indiańskich pióropuszy na trybunach. Swoją droga, tym razem szef Chiefs Tony Rowe powiedział, że mogłoby dojść do zmiany brandingu, jeśli taka decyzja zostanie podjęta na listopadowym walnym zgromadzeniu akcjonariuszy. Wasps zagrali bez paru kontuzjowanych graczy, a także Gabriela Oghre – choć tydzień temu dostał tylko żółtą kartkę, tak niski wymiar kary budził kontrowersje i po kolejce został zawieszony na trzy mecze. A na boisku emocji nie zabrakło. W pierwszej połowie meczu najpierw wymiana karnych (i prowadzenie Wasps 6:3), potem dwa przyłożenia gości (6:15), a wreszcie w ostatnich minutach dwa przyłożenia gospodarzy (20:15). Na początku drugiej połowy po karnym Wasps podnieśli przewagę do ośmiu punktów, ale to Exeter przeważał. Kilkakrotnie Chiefs zostali powstrzymani, ale wreszcie niezawodny Sam Simmonds, a potem w akrobatyczny sposób Jonny Hill zdobyli przyłożenia dla Chiefs i to oni wygrali 27:23. Z pewnością z tego meczu zapamiętamy sytuację z kolejnym kontrowersyjnym podawaczem wody – pomocnik Wasps został wyrzucony z boiska, po tym gdy odkopnął piłkę uniemożliwiając Chiefs szybkie rozegranie karnego. Skazą na zwycięstwie Exeter jest kontuzja kostki Luke’a Cowana-Dickiego, która z pewnością martwi też Eddiego Jonesa.

Poza tym Newcastle Falcons pokonali Bristol Bears 13:5 (fatalny początek sezonu ekipy Pata Lama, to już czwarta porażka w pięciu meczach), Worcester Warriors zostali zwyciężeni przez Leicester Tigers aż 3:48 (Tigers z kolei kontynuują pasmo samych zwycięstw, ich trener po tym meczu wyjątkowo chwalił George’a Forda, pominiętego ostatnio w powołaniach na listopadowe testy, znakomicie zagrali też Ellis Genge czy Nemani Nadolo; warto zwrócić ponadto uwagę na przyłożenie weterana Richarda Wiggleswortha oraz piąte przyłożenie w sezonie Nica Dolly’ego), Bath zostało dosłownie rozgromione przez Saracens 17:71 (do przerwy było 0:45, a na 10 minut przed końcem 7:71; m.in. trzy przyłożenia Maxa Malinsa i powrót do gry Maro Itoje, który jednak zszedł z boiska z kontuzją; z kolei dla Bath to największa strata punktowa w meczu Premiership), a London Irish zremisowali z Gloucester 25:25 (choć po 20 minutach prowadzili 14:0 i generalnie mieli przewagę na boisku).

W tabeli liderujący Leicester Tigers powiększyli przewagę nad resztą stawki wykorzystując porażkę Harlequins – ci zachowali drugie miejsce, ale tracą już siedem punktów do lidera. Tuż za ich plecami znaleźli się Saracens i Exeter Chiefs. Na dnie wciąż Bristol Bears i pozostające z kompletem porażek Bath.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leicester Tigers523
2. Harlequins416
3. ↑↑↑↑Saracens415
4. ↑↑Exeter Chiefs515
5. ↓↓Northampton Saints414
6. ↑↑Newcastle Falcons513
7. ↑↑Sale Sharks513
8. ↓↓↓↓Gloucester513
9. ↓↓↓↓Wasps411
10. ↑London Irish58
11. ↓Worcester Warriors57
12. Bristol Bears54
13. Bath43

Championship w ten weekend pauzowało.

United Rugby Championship

W czwartej kolejce URC doczekaliśmy się pierwszych w tym sezonie irlandzkich derbów prowincjonalnych: Munster podejmował Connacht i był zdecydowanym faworytem meczu. Tymczasem zobaczyliśmy zacięte widowisko, w którym gracze z północy mimo gry na wyjeździe często przeważali. Po dwóch karnych Jacka Carty’ego w pierwszych dziesięciu minutach wyszli na prowadzenie 6:0, a Munster odpowiedział dopiero w ostatniej akcji pierwszej połowy wychodząc na jednopunktowe prowadzenie. Świetnie pokazywał się Jack Carty, który udowadniał, że reguła 50:22 jest stworzona jakby dla niego (choć widzieliśmy w tym meczu takie zagranie też w wykonaniu młynarza z Galway). Po przerwie to Joey Carbery wykonał dwa karne, na co Connacht odpowiedział przyłożeniem i było 13:11 dla gospodarzy. W 68. minucie doszło do starcia dwóch dziesiątek: Carbery’ego i Carty’ego: ten pierwszy wykopywał piłkę z linii pola 22 m, a ten drugi wykop nakrył i zdobył przyłożenie (został potem wybrany najlepszym graczem meczu). Connachtowi nie udało się jednak dowieźć zdobytego w ten sposób prowadzenia do końca. Munster zażarcie atakował i po długim nacisku na linię pola punktowego wreszcie znalazł drogę, a Carbery dorzucił podwyższenie. Munster wygrał 20:18, ale to zdecydowanie najciężej wywalczone jego zwycięstwo w tym sezonie. Swoją drogą, kontuzja sprzed tygodnia jednej z gwiazd Munsteru, RG Snymana, okazała się niezwykle poważna: zerwane więzadło krzyżowe przednie. Fatalna informacja, zwłaszcza, że to powtórka – po identycznej kontuzji odniesionej w swoim debiucie w Munsterze Snyman stracił praktycznie cały ostatni sezon.

Innym hitem kolejki miał być mecz Leinsteru ze Scarlets, ale tu tylko na początku można było dawać jakieś szanse Walijczykom. Po pierwszej minucie prowadzili 3:0, po kwadransie 8:3, ale Leinster szybko odrobił straty, a potem zaczął uciekać gościom absolutnie dominując na boisku. Wygrał ostatecznie 50:15, zdobywając 7 przyłożeń, a Walijczycy kończyli mecz w trzynastkę (jeden gracz z żółtą kartką, drugi kontuzjowany bez możliwości zmiany). Dla Scarlets to druga bolesna porażka z Irlandczykami tydzień po tygodniu – ostatnio rozgromił ich Munster. Dla Leinsteru wszystkie przyłożenia zdobyli gracze młyna.

Mnóstwo emocji mieliśmy za to w starciu walijsko-włoskim, w którym Benetton gościł w Treviso Ospreys. To Włosi zaczęli od przyłożenia, ale po pierwszej połowie przegrywali 7:12 (dwa przyłożenia Walijczyków w samej końcówce). Drugą połowę Ospreys zaczęli od podwójnego uderzenia w ciągu zaledwie paru minut od początkowego gwizdka: kolejne dwa przyłożenia (oba łącznika młyna Rhysa Webba) dały im prowadzenie na 30 minut przed końcem 26:7. Włosi jednak w ciągu kolejnych 20 minut zdobyli trzy przyłożenia i doprowadzili do remisu 26:26. Ten świetny powrót dał im jednak tylko dwa punkty bonusowe (i tytuł gracza meczu dla Giovanniego Pettinelliego): w końcówce szalę na stronę Ospreys przeważył karny Stephena Mylera i to oni wygrali mecz 29:26.

Poza tym Ulster pokonał Lions 26:10 (czwarte zwycięstwo z rzędu belfastczyków i czwarte z bonusem), pierwsze zwycięstwo w sezonie odnieśli Stormers, którzy pokonali walijskich Dragons 24:10 (po 30 minutach ekipa z Newport prowadziła 10:3, ale potem nie zdobyła już ani jednego punktu), Zebre uległo Glasgow Warriors 6:17 (a właściwie Zebre Parma – bo od tego meczu Włosi postanowili posługiwać się także nazwą miasta, w którym rozgrywają swoje mecze), Edynburg pokonał Bulls 17:10 (Bulls mieli szansę na wyrównanie, ale ich przyłożenie w końcówce zostało po TMO unieważnione), a Cardiff pokonał inną południowoafrykańską drużynę, Sharks, 23:17 (prowadził już 17:0).

W tabeli tylko bonusy decydowały o przetasowaniach w czołowej, niepokonanej irlandzkiej trójce (na czoło wysunął się Ulster). Za ich plecami Glasgow Warriors, a następnie Ospreys i Edynburg. Drużyny z Południowej Afryki nadal w końcówce tabeli, choć zwycięstwo pozwoliło Stormers na awans na 9. miejsce. Na dnie Zebre.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑Ulster420
2. ↑Leinster419
3. ↓↓Munster419
4. Glasgow Warriors416
5. ↑Ospreys413
6. ↓Edynburg413
7. ↑↑Cardiff410
8. ↓Benetton Treviso410
9. ↑↑↑↑↑↑Stormers47
10. ↓↓Dragons47
11. ↑Connacht46
12. ↓Lions46
13. ↓↓↓Scarlets46
14. ↓Sharks45
15. ↓Bulls45
16. Zebre Parma41

W lidze cieszą się z powodów pozasportowych: w Wielkiej Brytanii usunięto Południową Afrykę z covidowej czerwonej listy, co ułatwi rozgrywanie ligi i pozwoli drużynom z tego kraju na podejmowanie rywali z północnej półkuli począwszy od szóstej kolejki zaplanowanej w listopadzie. Na dodatek po półtorej roku będą mogli tam wrócić na stadiony kibice (w profesjonalnych rozgrywkach sportowych) – na początek nie więcej niż po 2000 lub 50% pojemności obiektu.

Z kraju

Kobieca reprezentacja Polski w rugby 7 wybrała się do Hiszpanii, gdzie w Elche wzięła udział w międzynarodowym turnieju, mimo niewielkiej liczby drużyn nieźle obsadzonym – przeciwniczkami Polek były m.in. reprezentacje Hiszpanii i Irlandii. Polki świetnie zaczęły turniej, od efektownego zwycięstwa 19:0 nad reprezentacją gospodyń. Potem przyszła porażka z Irlandkami 7:33, ale dwa kolejne zwycięstwa – 41:5 nad Viator Costa Blanca oraz 24:14 nad reprezentacją Belgii dały naszym dziewczynom drugie miejsce w fazie zasadniczej. W półfinale ponownie (drugi raz tego samego dnia) zmierzyły się w Belgijkami i tym razem wygrały 26:0. W finale na Polki czekały Irlandki i ponownie okazały się zbyt mocne – Polki niestety nie miał w tym meczu wiele do powiedzenia i przegrały identycznym stosunkiem punktów, jakim wygrały w półfinale.

W lidze piętnastek juniorskich cenne i wysokie zwycięstwo w meczu stanowiącym rewanż za finał rozgrywek w zeszłym sezonie odnieśli Budowlani Commercecon Łódź, którzy pokonali Orkan Sochaczew 33:3. Z kolei Juvenia wybrała się do Trójmiasta i grając dzień po dniu odniosła dwa zwycięstwa: w sobotę nad Arką Gdynia, a w niedzielę nad Lechią Gdańsk. W drugiej lidze w turnieju w Lublinie po dwa zwycięstwa odnieśli Budowlani Lublin i Skra Warszawa.

W Łodzi odbył się drugi turniej mistrzostw Polski kadetek i tu zupełna odmiana losów w porównaniu z poprzednimi zmaganiami: zwyciężczynie z Lublina, RC Częstochowa, tym razem przegrały trzy mecze i zajęły dopiero czwarte miejsce. Mieliśmy trzy drużyny z trzema zwycięstwami na koncie i w tej sytuacji o końcowej klasyfikacji decydowały małe punkty: turniej wygrały lubelskie Amazonki, drugie były Venol Atomówki Łódź, a trzecie Budowlani Łódź. Doświadczenie wciąż zbierają ostatnie Błyskawice z Rzeszowa. Amazonki zostały liderkami cyklu.

W trzecim turnieju Polskiej Ligi Rugby 7 w Warszawie kolejne zwycięstwo odniósł Tytan Gniezno, który w finale pokonał Rugby Wrocław.

Ze świata

W Europie dwa spotkania międzynarodowe. W męskim REIC na poziomie Conference 2 w grupie południowej zmierzyły się ekipy Bułgarii i Serbii – Bułgarzy odnieśli drugie zwycięstwo w sezonie, wygrywając 14:11 (natomiast słupy wyglądały, jak gdyby przetrwanie kolejnych pięciu minut zakrawało na cud). W tej grupie do gry weszło już wszystkie pięć reprezentacji, a Bułgarzy jako jedyni mają rozegrane dwa mecze, oba zwycięskie.

W kobiecych rozgrywkach Rugby Europe Trophy pierwszy mecz nowego sezonu. Zmierzyły się dwie drużyny skandynawskie: Finki uległy Szwedkom 10:24 (choć do przerwy prowadziły 10:7). W kobiecym RET zobaczymy w sumie osiem drużyn: w grupie A grają Czechy, Finlandia, Szwecja i Szwajcaria, a grupa B może nie rozegrać wszystkich meczów, ale będzie tam Belgia, Niemcy, Portugalia i Rumunia. Portugalki zagrały dotąd tylko jeden mecz w historii, przed 26 laty, za Rumunkami też długa, bo aż 13-letnia przerwa.

W tunezyjskim turnieju w ramach Pucharu Afryki kobiet w środę Senegal pokonał Wybrzeże Kości Słoniowej 45:5, a w niedzielę Tunezja rozgromiła te same przeciwniczki aż 61:0. Gospodynie zajęły pierwsze miejsce w turnieju z dwoma zwycięstwami. Warto zwrócić uwagę, że dla drużyn uczestniczących w turnieju były to międzynarodowe debiuty piętnastkowe.

W Nowej Zelandii podjęto decyzje co do sposobu zakończenia obecnego sezonu NPC – porzucono nadzieję na udział trzech drużyn z Auckland z powodu panujących tam obostrzeń covidowych i braku zgody rządu na ich przeniesienie z miasta. Sezon zostanie zakończony bez tych trzech ekip, a ich nierozegrane mecze zostaną uznane za remisy 0:0. Nie będzie spadku ani awansu pomiędzy Premiership i Championship. Wskutek wcześniejszej przerwy w rozgrywkach finały będą rozegrane o miesiąc później niż pierwotnie planowano.

Rezygnacja ze spadków i awansów wywołała frustrację u zaskoczonego przez dziennikarza trenera ekipy Taranaki – szła dotąd od zwycięstwa do zwycięstwa, liderując w Championship i pokonując seryjnie drużyny z Premiership. Pojawiają się głosy w sprawie likwidacji podziału na dwa poziomy, ale federacja postanowiła rozważyć ten pomysł dopiero w przyszłym roku. A Taranaki w ten weekend dorzuciło do tego ogródka kolejny kamyczek na boisku: wygrało swój szósty mecz z rzędu, będąc pierwszą drużyną Championship w 11-letniej historii obecnego formatu, która wygrała wszystkie cztery mecze z rywalami z Premiership. Tym razem pokonało Waikato 33:26. Przegrani spadli na trzecie miejsce w Premiership, a wyprzedził ich Wellington. Na czele ligi Hawke’s Bay, które pokonał o Canterbury 45:26 po fantastycznej końcówce pierwszej połowy.

Wielkie nazwiska pojawiają się w innych nowozelandzkich rozgrywkach, Heartland Championship: tydzień temu dla King Country zagrał kapitan All Blacks Sam Cane, a w ten weekend dla najsłabszej od lat drużyny w stawce, Ngāti Porou East Coast, legenda reprezentacji kraju, Ma’a Nonu. Tu pomógł tez inny były reprezentant kraju, trener drużyny Hosea Gear, który zawodniczą karierę skończył przed trzema laty. Jego ekipa, pewnie bardzo zmotywowana, sensacyjnie wygrała 50:26, kończąc w ten sposób trudną do pobicia serię porażek: 54 mecze przez ostatnie osiem lat.

Ale zaraz po weekendzie nadeszła z Nowej Zelandii smutna wiadomość: 25-letni Sean Wainui, skrzydłowy Bay of Plenty (10-krotnie grający dla Maori All Blacks i mający na koncie pięć sezonów Super Rugby w barwach Crusaders i Chiefs), zginął w wypadku samochodowym. Miał 25 lat.

W szkockim Super6 w ten weekend poznaliśmy pierwszego w historii zwycięzcę tych rozgrywek: Ayrshire Bulls (poniekąd broniące tytułu, bo ostatnie zwycięstwo w Premiership w 2019 odniosła ekipa Ayr). Bulls pokonali w finale najlepszą drużynę sezonu zasadniczego, Southern Knights z regionu Borders 26:16, choć mecz kończyli w trzynastkę po żółtej i czerwonej kartce w ostatnich minutach gry. Trzecie miejsce zajęli edynburscy Watsonians, którzy w meczu o brąz pokonali Stirling County 21:19 (mimo pogoni rywali w drugiej połowie). Swoją drogą, przepraszam za pomyłkę sprzed tygodnia: tu nie ma półfinałów, a do finału awansowały bezpośrednio dwie najlepsze drużyny sezonu zasadniczego.

Finałowy weekend także w rumuńskiej SuperLidze. Tytuł mistrzowski obroniła Știința Baia Mare, która pokonała Steauę Bukareszt 11:3. To trzeci tytuł mistrzowski ekipy z Marmaroszu z rzędu i ósmy w historii mistrzostw. W finale wszystkie punkty padły w pierwszej połowie: pierwsze 10 minut to przewaga graczy ze stolicy, którzy wyszli na prowadzenie 3:0, ale potem mecz kontrolowali przyjezdni z północy. Brąz zdobyło Dinamo Bukareszt dzięki drugiej połowie wygranego 16:10 meczu z Timișoarą. To dopiero drugi przypadek w ostatniej dekadzie, gdy ekipa z Banatu nie dostała się na podium.

W rozgrywkach Rugby Europe Super Cup rozegrano pierwszy z dwóch meczów zaległych grupy wschodniej, pomiędzy gruzińskim Black Lion i izraelskim Tel Aviv Heat (gdzie dużą część drużyny stanowiły nabytki z Południowej Afryki). Górą byli Gruzini, którzy po 10 minutach wyszli na prowadzenie i nie oddali go do końca. Izraelczycy jeszcze w pierwszej połowie trzymali dystans, ale w drugiej połowie punktowali tylko gospodarze i wygrali 33:10.

W hiszpańskiej División de Honor po trzech kolejkach pozostała już tylko jedna drużyna bez porażki: El Salvador z Valladolid. W ten weekend niespodziewanie przegrali ubiegłoroczni wicemistrzowie, Alcobendas, 17:22 z Barceloną.

Kolejni trenerzy ogłaszają składy przez jesiennymi meczami towarzyskimi zaplanowanymi w Europie. W składzie Walii znalazło się dwóch potencjalnych debiutantów, w tym urodzony w Demokratycznej Republice Konga nastoletni gracz uniwersyteckiej drużyny z Exeter (zagrał też 60 minut dla Chiefs), Christ Tshiunza. Z kolei Alun Wyn Jones będzie miał szansę osiągnąć kolejny rekordowy próg liczby występów w testach: do 150 brakuje mu już tylko dwóch. Warto jednak pamiętać, że w pierwszym meczu, z All Blacks, odbywającym się poza oficjalnym okienkiem testowym, braknie zawodników z Premiership (a zatem m.in. takich gwiazd jak Biggar, Rees-Zammit czy Faletau). W składzie Szkocji powołanym na krótki obóz treningowy przed testami jest kilkunastu graczy bez doświadczenia reprezentacyjnego. Wśród nich – kolejny gracz urodzony w Południowej Afryce (ale mający szkockich rodziców), zawodnik Sharks, Dylan Richardson. Z powołanej wcześniej kadry Australii wycofała się jedna z gwiazd, Marika Koroibete, który przed wyjazdem do gry w lidze japońskiej chce spędzić czas z rodziną (ostatnio został po raz trzeci ojcem); tu także martwią się o zdrowie innego czołowego zawodnika, Samu Kereviego. W kadrze Tonga znalazł się m.in. były reprezentant Australii Lopeti Timani, który mógł zmienić barwy narodowe dzięki udziałowi w siódemkowych rozgrywkach w tym roku. A w ekipie Zimbabwe dwóch graczy z polskich boisk: Dean Makoni i Martin Mangongo (jest też znany nam z poprzedniego sezonu Royal Mwale).

We Francji jak co roku kluczową sprawą jest porozumienie federacji (FFR) i władz ligi (LNR) w sprawie udostępniania zawodników przez czołowe kluby. W tym sezonie kadra dostanie zawodników na cztery tygodnie w listopadzie i na osiem tygodni w okresie Pucharu Sześciu Narodów. Fabien Galthié będzie mógł powołać 42 zawodników, ale w środę przed meczami będzie zwalniał do klubów 14 z nich. W weekendy bez meczów kadry trener zastrzeże 23 zawodników, którzy nie będą mogli grać w klubach. Ustalono też limity zawodników z pojedynczych klubów.

A Walijczycy zapowiedzieli, że podczas jesiennych testów na trybunach będą mogli zasiąść tylko osoby dwukrotnie zaszczepione przeciwko COVID lub z negatywnym wynikiem testu przeprowadzonego w ciągu ostatnich 48 godzin.

Poznaliśmy nazwę franczyzy z Wyspy Południowej, która wystartuje w uruchamianym w przyszłym roku kobiecym Super Rugby Aupiki: to pierwsza maoryska nazwa drużyny na tym poziomie – dziewczyny z Christchurch będą występować jako Matatū.

Zaplanowano prace nad studium wykonalności dla kobiecej drużyny British & Irish Lions. Zaprezentowano 13-osobowy zespół, który się tym zajmie (jest w nim 8 kobiet). Do Women’s Lions jeszcze daleka droga, ale to kolejny krok.

Nowym dyrektorem wykonawczym federacji australijskiej został Andy Marinos, do niedawna szef SANZAAR.

Ogłoszono terminarz World Rugby Sevens Series w sezonie 2021/2022. Zgodnie z wcześniejszymi zapowiedziami cykl tym razem pominie Australię i Nową Zelandię. Nie ma też na liście Kapsztadu, tam jednak we wrześniu przyszłego roku ma odbyć się siódemkowy Puchar Świata. Sezon zacznie się od dwóch podwójnych (męski i żeński) turniejów w Dubaju na przełomie listopada i grudnia. W styczniu kolejne dwa podwójne turnieje odbędą się w Hiszpanii (Malaga i Sewilla), która zastąpi kraje Oceanii w roli gospodarza. Na przełomie lutego i marca dwa męskie turnieje w Vancouver i Los Angeles, w kwietniu łączony turniej w Hongkongu, męski w Singapurze i kobiecy w Langford. W maju łączony turniej w Tuluzie (kobiety zagrają tu po raz ostatni) i męski w Londynie.

Ciekawostką jest reprezentacja Wielkiej Brytanii – połączona ekipa startowała w roku 2021 i okazuje się, że zobaczymy ją jeszcze w Dubaju. Dopiero od początku 2022 ponownie wrócą do rywalizacji odrębne drużyny Home Nations. Wymienionych jest 16 stałych uczestników turniejów męskich (piętnastka z sezonu 2019/2020 + Japonia) oraz 11 stałych uczestników turniejów kobiecych (te same co w sezonie 2019/2020 – jest więc miejsce dla drużyn zapraszanych, może więc Polki dostaną szansę w którymś z turniejów europejskich, tak jak miało być wiosną 2020?). Zapowiedziano też niesprecyzowane jeszcze zmiany w systemie punktowym, tak aby był sprawiedliwy dla wszystkich drużyn, biorąc pod uwagę zastąpienie Wielkiej Brytanii przed drużyny krajowe i możliwe absencje covidowe.

Na Turks i Caicos rozegrano siódemkowe mistrzostwa federacji północnoamerykańskiej: RAN 7s (bez Stanów Zjednoczonych i Kanady). W stawce osiem drużyn, m.in. międzynarodowy debiut na tej imprezie zaliczyła reprezentacja Belize (co prawda same porażki na koncie, ale sukcesem było na pewno przyłożenie w pierwszym meczu przeciwko Gujanie). W finale Jamajka pokonała Meksyk 21:7, odnosząc czwarte zwycięstwo w tej imprezie, a w meczu o trzecie miejsce Barbados pokonał po dogrywce Bermudy.

World Rugby poinformowało o zmianie przepisów gry w zakresie strojów: mężczyznom pozwolono na występowanie w legginsach (dotąd taką możliwość miały tylko kobiety). Jest to spowodowane coraz częstszym graniem na sztucznych murawach i związanymi z tym oparzeniami oraz otarciami. Ale warto też zwrócić uwagę, że w początkach historii rugby grano w długich spodniach, wracamy więc do korzeni.

Z rynku transferowego:

  • Po siedmiu latach w Wasps do Cardiff wraca reprezentant Walii, Thomas Young.
  • Pochodzący z Samoa i wracający z ligi japońskiej były reprezentant Australii Christian Leali’ifano podpisał kontrakt z Moana Pasifika i ma zostać pierwszym kapitanem tej drużyny.
  • Dwóch reprezentantów Fidżi, filarzy Manasa Saulo i Samu Tawake opuszczają kluby MLR, aby zagrać w barwach Fijian Drua w Super Rugby Pacific.
  • Odejście ze stanowiska trenera męskiej reprezentacji w rugby 7 Fidżi (mistrzów olimpijskich) zapowiedział Gareth Baber. Kontrakt kończy mu się w listopadzie, a Walijczyk myśli podobno o trenowaniu piętnastek.
  • Ponad 80-krotny reprezentant Francji, gracz Bordeaux Louis Picamoles ogłosił zakończenie kariery sportowej po tym sezonie (z występów w kadrze wycofał się już po Pucharze Świata w 2019).

Kolejne ogólnoświatowe przedsięwzięcie w rugby 10: Rugby Tens Championship. Cztery turnieje i cztery drużyny. Pierwszy turniej pod koniec listopada w Lizbonie, kolejne w Paryżu, Kapsztadzie i Las Vegas.

Polacy za granicą

Wieści sprzed tygodnia – kilku zawodników wspomogło reprezentację, to i wieści mniej.

Michał Jurczyński został mistrzem Szwecji. Stockholm Exiles z Polakiem w składzie wygrali w finale 33:18 z Norrköping Trojan.

Yverdon kontynuuje zwycięski marsz w szwajcarskiej lize: tym razem tylko z Kacprem Ławskim w składzie zwyciężył Lozannę aż 46:6, a Ławski zdobył pierwsze przyłożenie dla swojej drużyny (punktował już w trzecim meczu z rzędu) i został uznany jednym z najlepszych zawodników w drużynie.

We Francji na poziomie Fédérale 1 Mateusz Bartoszek znów miał zacząć mecz na ławce rezerwowych – jego Bassin d’Arcachon pokonał pokonał Beauvais 36:10. W Fédérale 2 zobaczyliśmy Tomasza Hebdę w podstawowym składzie Lourdes, które wygrało 14:9 na wyjeździe z Morlaas.

Zapowiedzi

W kraju przede wszystkim przedostatnia (przynajmniej zgodnie z planem) jesienna kolejka Ekstraligi. W najciekawszych meczach Ogniwo Sopot gra z Edachem Budowlanymi Lublin, a Orkan Sochaczew z Lechią Gdańsk. Poza tym mecze Posnanii z Arką Gdynia, Master Pharm Rugby Łódź z Juvenią Kraków i Skry Warszawa z Awentą Pogonią Siedlce. Poza tym gra zarówno pierwsza, jak i druga liga (w tej ostatniej kończy się pierwsza runda). Oprócz tego czwarty turniej siódemkowych mistrzostw kobiet oraz mecze centralnej ligi kadetów (ciekawie zapowiadają się mecze Juvenii Kraków z Budowlanymi Łódź, a następnie z Orkanem Sochaczew).

Ciekawie robi się na arenie międzynarodowej. Będziemy mieli przedsmak testowej jesieni w postaci meczów Stanów Zjednoczonych z Nową Zelandią i Japonii z Australią – ekipy z Oceanii robią przystanki w drodze do Europy. W zmaganiach w ramach Rugby Europe International Championships pięć spotkań: najbardziej nas interesujące, na poziomie Trophy, Litwy z Ukrainą, a poza tym cztery na poziomach Conference 1 i 2 (Szwecja – Luksemburg, Chorwacja – Słowenia, Norwegia – Dania i Serbia – Turcja). W Urugwaju ruszy Americas Pacific Challenge z udziałem sześciu ekip (Argentyna XV, Stany Zjednoczone XV, Chile A, Brazylia A, Urugwaj A i Paragwaj A – wszystkie U23 z możliwością startu tylko pięciu starszych zawodników).

We Francji ósma kolejka Top 14 (m.in. mecze Racingu 92 z Montpellier i La Rochelle z Tulonem), w Anglii szósta runda Premiership (m.in. spotkania Leicester Tigers z Sale Sharks i Saracens z Wasps), a w URC piąta tura (tu sporo ciekawych zestawień, m.in. Glasgow Warriors – Leinster, Scarlets – Benetton, walijskie derby Cardiff – Dragons i irlandzkie Connacht – Munster). Poza tym trzecia (ale pierwsza pełna) kolejka Rugby Europe Super Cup.

7 komentarzy do “Spektakl na Arenie Lublin”

  1. Niestety tak, zresztą wczoraj znalazłem dłuższy filmik z „analizą” większej liczby akcji z tego meczu. To może być ciekawe jako materiał dla sędziów, ale jak widzę komentarze, to niestety robi się nagonka:(

    Odpowiedz
    • I tak by nie trafili podwyższenia 😉 A serio mówiąc, nie potrafię tej sytuacji ocenić, ale nawet TMO działa przecież pod presją czasu. Coraz częściej zresztą widzę tam na południu takie analizy i mam wrażenie, że są trochę nakręceni przez Erasmusa. A gdy film na kanale TAS Analytics z tą sytuacją ma tytuł „Ben Whitehouse is the WORST Referee in Rugby” (https://www.youtube.com/watch?v=qNWTIG19FBU) to od razu mam wrażenie, że ktoś próbuje mną manipulować… Na dodatek dorzucają jeszcze dłubanie w oku i czerwoną kartkę dla Szkota.

      Odpowiedz
      • Ten filmik o Benie to przesada, ale dyskusja, którą podesłałem jest ciekawa, bo widać że nawet wśród ekspertów zdania są podzielone. Dodatkowo powraca pytanie o rolę TMO, bo zasada była taka, że on zmienia decyzję głównego w sytuacjach oczywistych, a jak takiego dowodu nie ma, to zostaje przy boiskowej. A tu te wątpliwości mam, przy czym jestem nieobiektywny, bo to zespół z RPA był 🙂
        Pozdrawiam
        Tomek

        Odpowiedz

Dodaj komentarz