La Rochelle z pierwszym wielkim trofeum

Ekipa Stade Rochelais nigdy jeszcze nie sięgała po największe rugbowe laury. W finałach europejskich pucharów przegrywała dwukrotnie, raz w finale Top 14. Jednak Ronan O’Gara wreszcie poprowadził ją do zwycięstwa w Heineken Champions Cup. Poza tym w finale Challenge Cup błyszczał Dawit Niniaszwili, bardzo ciekawie było w Super Rugby i w WRSS w Londynie, Biało-Zielone dwunasty raz z rzędu zostały mistrzyniami kraju, a w Ekstralidze ubywa nam niewiadomych.

Ekstraliga

Szesnastą kolejkę Ekstraligi zaczęły dwa spotkania, które miały zdecydowanych faworytów i w obu przypadkach niespodzianek nie było. W Poznaniu Up Fitness Skra Warszawa (z Jędrzejem Nowickim w składzie) pokonała Posnanię 62:14, zdobywając aż 10 przyłożeń. Niestety, gospodarze nadal byli bardzo osłabieni (m.in. wciąż bez Daniela Gduli), zagrali tylko w szesnastkę , do tego zaliczyli grę w osłabieniu po dwóch żółtych kartkach. Gwiazdą spotkania był Palu Fihaki, który zdobył cztery przyłożenia, dorzucił sześć podwyższeń i zdobył w meczu rekordowe w tym sezonie Ekstraligi 32 punkty (przy okazji wracając na czoło klasyfikacji najlepiej przykładających). Przewagę Skry było widać szczególnie w drugiej połowie.

Także w Sopocie celujące w tytuł mistrzowski Ogniwo dość wysoko wygrało z pozostającą w dole tabeli Juvenią Kraków. Spotkaniu daleko było jednak do jednostronności. Już po dwóch minutach gry zaskoczył gospodarzy Arsenij Pastuhow i było 0:7. Co prawda Ogniwo zdobyło kolejnych pięć przyłożeń i zrobiło się 35:7, ale jeszcze przed przerwą Sam Phiri zdobył przyłożenie po kopie Riaana van Zyla, a po przerwie krakowianie nieoczekiwanie dominowali na boisku i rzadko pozwalali wyjść gospodarzom ze swojej połowy. O włos od przyłożenia po rajdzie skrzydłem był Phiri (znów świetnie uruchomiony przez van Zyla), a potem krakowianie zdobyli dwa przyłożenia, które dały im ofensywny punkt bonusowy. Gdyby w lepszej dyspozycji w kopach z podstawki był van Zyl (poza tym świetny), kto wie, czy Juvenia nie postraszyłaby Ogniwa znacznie bardziej. Ostatecznie Ogniwo wygrało 40:22.

W niedzielę najbardziej interesująco zapowiadał się mecz w Łodzi, gdzie Master Pharm Rugby Łódź grało z Lechią Gdańsk i jeśli marzyło o włączeniu się do walki o medale, musiało mecze wygrać. I początkowo wiele wskazywało na to, że ten cel zostanie osiągnięty: łodzianie dwukrotnie mieli dłuższe okresy dominacji, ale oba zamieniali tylko na trzy punkty z karnego. Raz wybronili się z przewagi Lechii i wówczas podnieśli prowadzenie do stanu 9:3. Dopiero pod koniec pierwszej połowy Lechia wykorzystała dziurę w obronie i zdobyła pierwsze przyłożenie w meczu, ale gospodarze niemal natychmiast odpowiedzieli – odzyskali piłkę po wznowieniu, zanim Lechia zorganizowała obronę zdobyli przyłożenie i do przerwy prowadzili 16:10. Druga połowa należała już jednak do gości – już po 4 minutach po podkopnięciu Jasona Makhariego przyłożenie zdobył Robert Wójtowicz i Lechia objęła prowadzenie, a kolejne trzy punkty dorzuciła z karnego. Łodzianie mieli swoją szansę po upływie 20 minut, ale mimo dłuższej chwili spędzonej pod polem punktowym rywali swojego dorobku nie powiększyli. A w końcówce kolejny raz błysnął Wójtowicz (przebił obronę świetnym wejściem i obsłużył Kewina Bracika) i Lechia wygrała 27:16.

W Gdyni Arka podejmowała Edach Budowlanych Lublin i za faworytów uważano walczących o medal gości. Tymczasem gospodarze pokrzyżowali im szyki – lublinianom tym razem nie wystarczyły przyłożenia ich niezwykle skutecznych pierwszoliniowców, Potgietera i Maarmana. Na początku przewaga Arki, która jednak nie przynosiła efektów – przeciwnie, punktowali Budowlani, którzy po 20 minutach prowadzili 10:0. Jednak potem gospodarze wreszcie zaczęli zdobywać punkty i jeszcze przed przerwą po dwóch karnych Dawida Banaszka i przyłożeniu wyszli na prowadzenie 13:10. Druga połowa podobnie: na początku przyłożenie lublinian i ich powrót na prowadzenie, a potem punktowanie gospodarzy – najpierw Anton Szaszero po świetnej, 40-metrowej akcji przy bierności lubelskiej obrony, potem Szymon Sirocki (ze sporą zasługą Pawła Gajowniczka), a na koniec karny z połowy boiska Banaszka (w sumie 15 punktów z kopów weterana). Budowlani długimi fragmentami w drugiej połowie przeważali, ale byli nieskuteczni i skończyło się nieoczekiwanym zwycięstwem Arki 30:17.

Przez chwilę pachniało też niespodzianką w pojedynku Orkana Sochaczew z Awentą Pogonią Siedlce. W pierwszej połowie dość długo mieliśmy remis 3:3, a dopiero w końcówce Orkan zdobył jedyne przyłożenie w tej części spotkania – Pogoń miała okresy przewagi, a do przerwy gospodarze prowadzili tylko 13:6. Po przerwie zapachniało sensacją: kwadrans gry z lekkim wskazaniem na Pogoń, a wreszcie młyn na 5 m i Przemysław Rajewski grający na pozycji łącznika młyna zdobył swoje pierwsze przyłożenie po kontuzji, a na tablicy wyników mieliśmy remis 13:13. To chyba podrażniło gospodarzy, którzy odtąd nie pozwolili siedlczanom na wiele, a sami zdobyli kolejne trzy przyłożenia i wygrali 30:13. Pieter Steenkamp co prawda czasem zawodził z podwyższeń, ale i tak uzbierał w tym meczu 15 punktów (w tym jedno przyłożenie).

W tabeli wiele się już wyjaśniło: Ogniwo i Orkan są pewne gry w finale – zapewne odbędzie się w Sopocie, bo Ogniwo musiałoby przegrać swoje dwa ostatnie mecze, aby sochaczewianie mogli to zmienić. Także przewaga Edachu Budowlanych Lublin i Lechii Gdańsk nad Up Fitness Skrą Warszawa jest na tyle wyraźna, że tu również już nic nie powinno się zmienić (natomiast otwarta jest kwestia miejsca rozegrania meczu o brąz). W dołach tabeli pewna utrzymania jest Arka, w miarę bezpieczna Juvenia, a o tym, kto zagra w barażu zapewne zdecyduje bezpośrednie starcie Posnanii z Awentą Pogonią Siedlce. Choć w tym wszystkim oczywiście może namieszać Komisja Gier i Dyscypliny, na której kilka orzeczeń zdaje się czekamy…

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Ogniwo Sopot1670
2. Orkan Sochaczew1664
3. Edach Budowlani Lublin1653
4. Lechia Gdańsk1653
5. ↑Up Fitness Skra Warszawa1645
6. ↓Master Pharm Rugby Łódź1642
7. Arka Gdynia1627
8. Juvenia Kraków1620
9. Posnania1616
10. Awenta Pogoń Siedlce1614

W II lidze rozegrano ostatnią kolejkę rundy zasadniczej, ale mecze nie miały realnej stawki. W obu spotkaniach wygrały ekipy, które już wcześniej były pewne awansu do finałowego dwumeczu: w derbach Górnego Śląska Hegemon Mysłowice pokonał Rugby Ruda Śląska 67:13, a w Olsztynie Res Energy Rugby Team przegrał z Watahą Zielona Góra 20:26 (obie drużyny zdobyły po cztery przyłożenia i decydowała dyspozycja kopaczy).

Heineken Champions Cup

Z finałami ważnych rozgrywek już tak jest, że rzadko oglądamy w nich pasjonujące, pełne pięknych akcji widowiska. Tym razem może faktycznie „fajerwerków” nie było zbyt wiele, ale walki i emocji nie brakło – ekipy do ostatnich sekund walczyły o zwycięstwo. Na dodatek na koniec mieliśmy niespodziankę: pełen reprezentantów Irlandii Leinster ostatecznie musiał uznać wyższość francuskiego La Rochelle, które w swoim trzecim finale europejskich rozgrywek pierwszy raz zwyciężyło.

Spotkanie zaczęło się lepiej dla Leinsteru. Irlandczycy zmuszali Francuzów do błędów, sędzia dyktował seryjnie karne, a dwa z nich zamienił na kopy na słupy Jonathan Sexton. Jednak już w 10 minucie La Rochelle odpowiedziało właściwie pierwszą swoją akcją, świetnie przedarł się skrzydłem Dillyn Leyds i Francuzi zdobyli pierwsze przyłożenie w meczu. Przed przerwą jednak jeszcze dwukrotnie szansę dostał Sexton, dwukrotnie ją wykorzystał, z kolei roszelczycy dość długi okres przewagi skończyli z niczym i było 12:7.

W drugiej połowie Leinster początkowo powiększył prowadzenie: po kolejnych karnych zrobiło się 18:10. Jednak w 60. minucie drugie przyłożenie po maulu zdobyli Francuzi i zmniejszyli straty do zaledwie jednego punktu. Moment później Leinster ponownie odskoczył (21:17), a La Rochelle zostało na boisku w czternastkę po tym jak Thomas Lavault nadepnął przeciwnika podłożył nogę przeciwnikowi i zobaczył żółtą kartkę. Mimo osłabienia to jednak Francuzi atakowali i próbowali wywalczyć przyłożenie. Długo bez efektu, ale okres naporu na linii punktowej Leinsteru w ostatnich minutach zaowocował trzecim przyłożeniem, zdobytym przez Arthura Retière’a. Czasu starczyło jeszcze tylko na podwyższenie (nieco przeciągnięte) i La Rochelle wygrało 24:21.

Komentatorzy chwalą taktykę Ronana O’Gary, która ograniczyła tempo Leinsteru w rozgrywaniu piłki po ruckach – poprzez zwiększenie liczby zawodników zaangażowanych w walkę w przegrupowaniu. Mi wydaje się, że Leinster zgubił też minimalizm – każdy karny w zasięgu słupów był zamieniany na kop. Co prawda te były w 100% skuteczne, ale to było za mało, gdy przeciwnik zdobywał przyłożenia. Warto o tym pamiętać – każdy problem Leinsteru jest problemem reprezentacji Irlandii.

Najlepszym zawodnikiem sezonu wybrany został zawodnik Leinsteru – Josh van der Flier po świetnych występach był faworytem do tego tytułu i nawet porażka w finale nie odebrała irlandzkiemu rwaczowi indywidualnego wyróżnienia.

European Rugby Challange Cup

Lyon – ekipa, która w swojej historii zaledwie raz wyszła z grupy w europejskich pucharach, a i wtedy (rok temu) skończyła rywalizację na 1/8 finału, tym razem sięgnęła po trofeum. W finale Challenge Cup pokonała trzykrotnych zdobywców Champions Cup, Tulon, któremu nie pomógł skład pełen gwiazd (choć Gabina Villière’a stracili po kontuzji już w 30. minucie), 20 minut gry w przewadze w końcówce ani przyłożenie Cheslina Kolbego. Tego ostatniego przyćmił jego vis-à-vis, młodziutki Gruzin Dawit Niniaszwili (podsumowanie jego występu: https://twitter.com/i/status/1530517090607710209).

Lyon od początku przeważał – już na samym starcie spotkania Baptiste Couilloud zdobył przyłożenie unieważnione po TMO, błysnął przebojem Niniaszwili, aż wreszcie otworzyli wynik meczu przyłożeniem po niespełna 10 minutach gry. Tulończykom zajęło kwadrans, aby zagrozić rywalom, ale zaraz potem wyrównali. Potem pięknych akcji było niewiele, padło natomiast kilka pudeł z karnych, a do przerwy Lyon prowadził 10:7 – tuż przed gwizdkiem Couilloud i Niniaszwili zmajstrowali kolejne przyłożenie nieuznane przez sędziów.

Druga połowa zaczęła się jednak bardzo dobrze dla Lyonu. Już po paru minutach Aymeric Luc zbił do przodu piłkę zmierzającą w ręce Niniaszwiliego, nieuchronnie zmierzającego do przyłożenia i po karnym przyłożeniu zrobiło się 17:7. A dwie minuty później było już 24:7. Tulon co prawda przez pewien czas zdominował rywali, ale ci się wybronili i do swojego dorobku dorzucili karnego (27:7). W końcówce Lyon długo grał w osłabieniu, ale początkowo jeszcze powiększył swoją przewagę po kolejnym karnym. Dopiero na pięć minut przed końcem tulończycy odpowiedzieli przyłożeniem Kolbego, który podjął nieudaną próbę podwyższenia z dropa. Mecz skończył się zasłużonym zwycięstwem Lyonu 30:12 (gdzie się podział ten Tulon, który w półfinale odprawił z kwitkiem Saracens?), a obserwowała to rekordowa w historii Challenge Cup liczba publiczności – ponad 50 tys. osób.

Kontrowersje wzbudziła sytuacja z końcówki spotkania, gdy przy czyszczeniu w przegrupowaniu Eben Etzebeth brutalnie potraktował Niniaszwiliego. Czyn pozostał bez kary na boisku, ale fani Tulonu obawiają się, że zajmie się nim panel dyscyplinarny i Tulon będzie musiał obyć się bez Etzebetha w decydującej części sezonu Top 14. Krytykowany jest też sztab medyczny Lyonu, który pozwolił Gruzinowi pozostać po tym zdarzeniu na boisku i został zmieniony dopiero po paru minutach.

Super Rugby Pacific

Tydzień w Super Rugby zaczął się już we wtorek od nadrabiania zaległości dwóch ekip z dołu tabeli. Moana Pasifika grała z Western Force i przegrała 28:48. Dla Force było to ważne zwycięstwo – do trzech punktów zmalała ich strata do Highlanders, dzięki czemu mogli marzyć o awansie do play-off.

A w weekend zobaczyliśmy ostatnią rundę serii zasadniczej. Sporą niespodziankę sprawiła Moana Pasifika w meczu z Brumbies. Tym większą, że już w 10. minucie meczu czerwoną kartkę zobaczył kapitan wyspiarskiej ekipy, Sekope Kepu. Mimo gry w osłabieniu jednak Moana punktowała, a pierwszą połowę wygrała 19:7, zaliczając karne przyłożenie w końcówce i schodząc na przerwę ze świadomością, że pierwsze 10 minut drugiej połowy rywale będą grać w trzynastkę. Paradoksalnie, tej przewagi nie wykorzystała (przeciwnie, Noah Lolesio z drop goala zmniejszył straty Brumbies), ale w drugiej połowie utrzymała przewagę i sensacyjnie wygrała 32:22. To był najgorszy mecz ekipy z Canberry w tym sezonie.

Ciekawie było w innym pojedynku z udziałem wyspiarzy, w którym Fijian Drua podejmowała Chiefs – znów w swojej ojczyźnie, na wypełnionym po brzegi stadionie w Lautoce. Pierwszą połowę gospodarze mieli kiepską (przegrywali po niej 7:21), po przerwie długo tych strat nie mogli odrobić i na kwadrans przed końcem po straconym karnym przyłożeniu przegrywali już 13:35. Zanotowali jednak rewelacyjny finisz: w ciągu ostatnich 10 minut zdobyli trzy przyłożenia z podwyższeniami, po ostatnim z nich nawet przejęli jeszcze piłkę, ale ostatecznie przegrali zaledwie jednym punktem, 34:35.

Poza tym Crusaders pokonali Reds 28:15 w spotkaniu, które okazało się próbą generalną ćwierćfinału, który zostanie rozegrany w najbliższy weekend w tym samym składzie i tym samym miejscu (Nowozelandczycy już do przerwy prowadzili 21:3, ale w drugiej odsłonie nieco zawodzili – a zachowanie Pablo Matery, który rzucił na ziemię głową w dół Jordana Petaię i zobaczył żółtą kartką, zdaniem wielu obserwatorów zasługiwało na surowszą sankcję), a Waratahs po emocjonującym spotkaniu przegrali z Blues 17:20 (do przerwy było 0:3, a Australijczycy nie potrafili wykorzystać niemal 10 minut z przewagą dwóch zawodników; po przerwie Waratahs zdobyli przewagę, Blues odpowiedzieli i tuż przed końcem mieliśmy remis po 17 – mecz rozstrzygnął w ostatniej akcji Zarn Sullivan drop goalem z 30 metrów).

Honor australijskich ekip ratowały w ten weekend dwie dotąd najsłabsze. W sobotę Western Force niespodziewanie pokonało Hurricanes 27:22 (Nowozelandczycy stracili w ten sposób szansę na rozegranie ćwierćfinału u siebie). Pierwszą połowę grace z Perth mieli co prawda kiepską (prowadzili 6:0, potem w kwadrans stracili trzy przyłożenia i dopiero w ostatniej akcji zredukowali straty do stanu 13:17), ale w drugiej odsłonie zdobyli dwa przyłożenia i drugie z nich, zdobyte na pięć minut przed końcowym gwizdkiem dało im zwycięstwo. Ono zaś dało im nadzieję na awans do play-off – musieli jednak liczyć na porażkę Highlanders z Rebels w ostatnim, niedzielnym meczu. I tu również mieliśmy niespodziankę, Rebels swój mecz wygrali, ale Western Force nic to nie dało – Highlanders zdobyli punkt bonusowy za niewysoką przegraną, który wystarczył im do awansu. Również i w tym spotkaniu było sporo emocji, wynik ważył się do końca, a Rebels wygrali zaledwie 31:30, choć mieli już w tym spotkaniu przewagę, która dowieziona do końca uradowałaby kolegów z zachodniej części kontynentu. Kontrowersje w Australii wzbudziła ostatnia akcja: minęła 80. minuta, Rebels prowadzili jednym punktem, mieli karnego na połowie boiska, Matt To’omua planował kopać piłkę w aut, ale dostał sygnał zza linii bocznej, aby skończyć mecz. Kto wie, może z tego byłoby przyłożenie na wagę awansu Western Force?

Pary ćwierćfinałowe: Blues – Highlanders, Crusaders – Reds, Brumbies – Hurricanes i Chiefs – Waratahs. Trzy mecze w Nowej Zelandii (stamtąd pochodzi pięciu ćwierćfinalistów, w Auckland mamy nowozelandzkie derby), jeden w Australii (tylko Brumbies będą mieli przewagę swojego boiska). Poza ćwierćfinałami dwie drużyny z Australii oraz obie wyspiarskie. Ale dla tych ostatnich to był pierwszy sezon i miejmy nadzieję, że w kolejnych będzie lepiej.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Blues1458
2. Crusaders1452
3. ↑Chiefs1445
4. ↓Brumbies1444
5. Hurricanes1439
6. Waratahs1438
7. Reds1435
8. Highlanders1423
9. ↑Western Force1423
10. ↓Rebels1420
11. Fijian Drua1412
12. Moana Pasifika1410

World Rugby Sevens Series

Przedostatni turniej męskiego cyklu World Rugby Sevens Series w tym sezonie, rozgrywany na londyńskim Twickenham, zaczął się od starcia dwóch rugbowych potęg, które los zetknął w jednej grupie (rewanż nastąpił w finale): Australia przegrała z Nową Zelandią 19:24 po przyłożeniu zdobytym przez All Blacks na koniec meczu. Obie drużyny zajęły jednak dwa czołowe miejsca w grupie i awansowały do ćwierćfinału. Jeszcze ciekawiej los zestawił inną grupę, w której zmierzyły się reprezentacje Argentyny (przed tygodniem awansowała na fotel lidera cyklu), Irlandię (seria znakomitych występów, tydzień temu była druga) i Południowej Afryki (wygrała cztery pierwsze turnieje w tym sezonie), a na dodatek byli tam też nieobliczalni Kenijczycy (którzy napsuli krwi rywalom). Z kompletem zwycięstw (choć żadnym z różnicą nie większą niż 7 punktów) grupę wygrali Blitzboks, drugie miejsce zajęli zaś Irlandczycy (w decydującym o awansie spotkaniu z Argentyną prowadzili do przerwy 17:0, po przerwie nastąpiła katastrofa i było już 17:21, ale w ostatniej akcji swoje trzecie przyłożenie w meczu zdobył Terry Kennedy i Irlandia wyszarpała wygraną 22:21). Do czołowej ósemki nie awansowała Argentyna. Sporą niespodziankę w fazie grupowej sprawili też Hiszpanie, którzy awansowali do ćwierćfinałów kosztem pokonanych przez siebie Amerykanów (i to 26:10). Komplety zwycięstw w fazie grupowej odniosły oprócz Nowej Zelandii i Południowej Afryki dwie reprezentacje wyspiarskie: Fidżi i Samoa.

Ani Irlandii, ani Południowej Afryce nie powiodło się jednak w ćwierćfinałach (zagrały potem o piąte miejsce i tu znowu górą byli gracze z południa). Irlandczycy musieli uznać wyższość Nowozelandczyków, a Południowa Afryka mimo prowadzenia 17:0 przegrała z Australią. I właśnie zwycięzcy z tych pojedynków spotkali się w ostatnim meczu turnieju po wyeliminowaniu w półfinałach Fidżi i Samoa (Fidżi w półfinale prowadziło z All Blacks do przerwy 19:5, ale przegrało 19:22). W finale zaś nie starczyło 14 minut, aby przynieść rozstrzygnięcie – w regulaminowym czasie gry było 14:14 i mecz rozstrzygnął się w dogrywce, w której szalę na stronę Australii przechyliło przyłożenie Henry’ego Patersona – który zresztą zdobył w finale wszystkie trzy przyłożenia dla swojej drużyny (to dla niej pierwsze zwycięstwo w turnieju w tym sezonie). Trzecie miejsce zajęło Fidżi, choć Samoa w meczu o brąz mocno je postraszyła w drugiej połowie (już trzeci turniej z rzędu skończyła na czwartym miejscu).

W klasyfikacji generalnej cyklu na prowadzenie wróciła Południowa Afryka, a na drugie miejsce awansowała Australia – Argentyna spadła na trzecie miejsce. Na ostatni, decydujący turniej poczekamy aż trzy miesiące – odbędzie się pod koniec sierpnia w Los Angeles.

Z kraju

Za chwilę czekają nas emocje związane z występami reprezentacji Polski kobiet (dwa turnieje mistrzostw Europy, kwalifikacje do Pucharu Świata i wreszcie zapewne kwalifikacje do World Rugby Sevens Series). W ten weekend skończyły się rozgrywki krajowe i rozdano medale mistrzostw Polski kobiet w rubgy 7. Finałowy turniej rozegrano w Gdańsku i miejscowe Biało-Zielone Ladies przypieczętowały złote medale znakomitym występem – w fazie zasadniczej trzy zwycięstwa i bilans punktów 147:0, a w finale wygrana z Legią Warszawa 26:5 (jedyne stracone przyłożenie). Trzecie miejsce zajęły Black Roses Posnania – dokładnie taką samą kolejność mamy też na podium mistrzostw Polski (i identyczną jak przed rokiem). Nieoczekiwanie trzecie miejsce poznanianek było jednak nieco zagrożone w tym turnieju – w meczu o trzecie miejsce wygrały z Budowlanymi z Łodzi tylko 10:5.

W sumie w turnieju wzięło udział dziewięć drużyn. Ponownie brakło rezerw Biało-Zielonych, a I ligę wygrały Diablice Ruda Śląska przed rezerwami Legii Warszawa.

A dla Biało-Zielonych to już dwunaste mistrzostwo (i dwunaste z rzędu).

Nastąpiły ostateczne rozstrzygnięcia w centralnej lidze kadetów. W rozgrywanym w Krakowie finale Juvenia rozgromiła Orkan Sochaczew 73:13 i pewnie sięgnęła po złoto. Najlepszym graczem meczu uznano Antoniego Lignara, który na swoim koncie zapisał aż pięć przyłożeń. Dla krakowian to trzeci tytuł mistrzów Polski w piętnastkach kadetów. Po brąz sięgnęła drużyna Budowlanych Commercecon Łódź po zwycięstwie 29:7 nad Lechią Gdańsk.

A w zaległym meczu centralnej ligi juniorów (ostatnim w fazie zasadniczej) Juvenia Kraków pokonała Orkan Sochaczew 41:7. Juvenia zapewniła sobie rozegranie finałowego meczu przeciwko Budowlanym Commercecon Łódź na swoim stadionie, a Orkan zagra o brąz z Lechią Gdańsk.

Odbył się też ostatni turniej Polskiej Ligi Rugby 7. W finałowym meczu Tytan Gniezno, lider rozgrywek, wygrał z Politechniką Gdańską Ogniwem Sopot. Po trzecie miejsce sięgnął RK Unisław po zwycięstwie z inną drużyną akademicką – Akademią Wincentego Pola Budowlanymi Lublin. W sumie w turnieju uczestniczyło sześć drużyn. Czołowa trójka po sezonie: Tytan Gniezno, Rugby Wrocław i RK Unisław.

Ze świata

W ten weekend rozegrano dwa międzynarodowe spotkania. W ostatnim meczu kobiecego Rugby Europe Trophy spotkały się dwie ekipy, które dotąd miały na koncie po dwie porażki. Ostateczne trzecie miejsce w rywalizacji (za plecami Szwedek i Czeszek) zajęły Finki, które rozgromiły Szwajcarki aż 80:0.

Z kolei mężczyźni mierzyli się na trzecim poziomie Rugby Asia Men’s Championship (Division 2). W pakistańskim Lahaurze odbyło się pierwsze spotkanie z zaplanowanego dwumeczu pomiędzy Pakistanem i Tajlandią (pozostałe dwie drużyny z tego poziomu, Chiny i Tajwan, wycofały się z rozgrywek). Górą w niedzielę byli goście – Tajlandia wygrała 20:15, choć jeszcze parę minut przed końcem przegrywała 6:12 – zdecydowało przyłożenie zdobyte w ostatniej akcji meczu, gdy Pakistan został na boisku w czternastkę. Cały mecz do obejrzenia pod linkiem: https://www.facebook.com/watch/live/?ref=watch_permalink&v=459665639255598.

Poznaliśmy mistrza Japan Rugby League One – w finale starły się te same ekipy, co w finale Top League przed rokiem: na tokijskim Stadionie Narodowym Tokyo Sungoliath grał z Saitama Wild Knights. Mecz zaczął się od prowadzenia najlepszej ekipy rundy zasadniczej, Sungoliath, 3:0 po karnym Damiana McKenziego. Później przez resztę pierwszej połowy Wild Knights nie dawali mu szans na powtórkę (a raz powstrzymali go z piłką tuż przed linią punktową), a sami do przerwy prowadzili 10:3 po przyłożeniu Mariki Koroibetego (potem uznanego najlepszym graczem finału). Druga połowa lepiej zaczęła się dla Sungoliath – zmuszali rywali do błędów, McKenzie ustawiał piłkę na podstawce i na kwadrans przed końcem Wild Knights prowadzili tylko 13:12. Jednak to oni zdobyli ostatnie punkty w tym meczu (przyłożenie Dylana Riley’a) i wygrali 18:12. Obronili tytuł mistrzowski, który zdobyli po raz siódmy w historii (a szósty od momentu powstania Top League). Brąz przypadł ekipie Spears Kubota, która wygrała z Toshiba Brave Lupus 23:15.

W rewanżowych spotkaniach dwumeczów o grę w League One Green Rockets wykorzystali 23-punktową przewagę z pierwszego spotkania nad Honda Heat i choć przegrali spotkanie 22:24, utrzymali się w elicie. Honda Heat mogła mieć nadzieję po pierwszej połowie, w której odrobiła bardzo dużą część strat. Z kolei Shining Arcs drugi raz przegrali z pretendentami do awansu i z elity spadną – ich kosztem awansują Mitsubishi Dynaboars, którzy w ten weekend wygrali 33:19.

Swoją drogą, portal Asie Rugby opublikował tekst na temat zarobków reprezentantów Japonii, które mocno wzrosły po Pucharze Świata w 2019. Na czele listy są Michael Leitch i Keita Inagaki, którzy grając w tym kraju mają zarobki rzędu 730 tys. euro rocznie, a niewiele mniej zarabia Yu Tamura. Dla porównania, Antoine Dupont w Tuluzie zarabia podobno ok. 600 tys. euro. Nie darmo dwa lata temu pisałem w „szponach” o Japonii jako o ziemi obiecanej rugbystów

W finale włoskiej Top10 rewanż za ubiegłoroczną porażkę w finale z Rovigo wzięła Petrarca z Padwy. Petrarca była zdecydowanie najlepszą drużyną sezonu (zanotowała tylko dwie porażki w rundzie zasadniczej), a w finale wygrała 19:6. Jedyne przyłożenie gracze z Padwy zdobyli na początku drugiej połowy – dało im ono prowadzenie 13:6, potem dorzucili jeszcze dwa karne. Obie drużyny przed tym spotkaniem miały na koncie po 13 tytułów mistrzowskich, teraz górą w tej rywalizacji jest Petrarca. Mecz finałowy był transmitowany w Rai Sport bezpośrednio po zakończeniu transmisji z etapu Giro d’Italia.

Także z Padwy pochodzi mistrz kobiecych rozgrywek we Włoszech – w finale Serie A Valsugana Padwa pokonała Villorbę 27:10. Tu także był to skuteczny rewanż za ostatni finał, w którym wygrała Villorba. Dla Valsugany to czwarty tytuł w historii.

Drugiego mistrza w historii wyłoniono w rozgrywkach południowoafrykańskiej Súper Liga Americana de Rugby. W Montevideo w finale miejscowy Peñarol grał z chilijskim Selknamem. Mecz rozstrzygnął się w praktyce w pierwszych 20 minutach, które gospodarze wygrali 18:0. Ostatecznie odnieśli zwycięstwo 24:13 – w drugiej połowie Selknam przycisnął, ale nie wykorzystał nawet pięciu minut gry z podwójną przewagą.

We francuskiej drugiej lidze, Pro D2, poznaliśmy finalistów. Szansę na awans do Top 14 zachowały najlepsza drużyna sezonu zasadniczego, czyli Mont-de-Marsan (po zwycięstwie 26:15 nad ekipą Andrzeja Charlata, Nevers) oraz ubiegłoroczni spadkowicze z elity, czyli Bajonna (po wygranej 32:20 nad Oyonnax). Zwycięstwo Mont-de-Marsan właściwie nie było zagrożone (do przerwy prowadziło 16:3 i po przerwie utrzymało przewagę), natomiast Bajonna przeżyła chwile grozy – do przerwy wygrywała 12:6 (ani jednego przyłożenia, same karne), natomiast na początku drugiej połowy straciła dwa przyłożenia z podwyższeniami. Jednak przez kolejne pół godziny punktowała już tylko ona.

Poznaliśmy też zespoły, które awansowały do Pro D2 z Nationale 1. Rewanżowe spotkania półfinałowych dwumeczów trzeciej francuskiej ligi wygrali faworyci: Massy (które odrobiło 12-punktową stratę z pierwszego spotkania sprzed tygodnia i pokonało Albi 40:10) oraz Soyaux Angoulême (drugi raz wygrało z Valence Romans, tym razem 26:18). Massy wraca do Pro D2 po trzech latach, a Soyaux Angoulême po roku.

W Major League Rugby rozegrano przedostatnią kolejkę fazy zasadniczej. Pozostała jeszcze jedna, ale niewiele w niej będzie do rozstrzygnięcia. Na wschodzie awans do finału mają w rękach New England Free Jacks (w ten weekend pokonali NOLA Golds). W półfinale zmierzą się Rugby ATL (w ten weekend pogrzebało nadzieje na awans do play-off w Toronto) i Rugby New York (59:49 z Old Glory DC – rekord ligi w liczbie zdobytych punktów w meczu). Jedyną niewiadomą jest to, kto będzie gospodarzem półfinału – Atlanta i Nowy Jork mają identyczną liczbę punktów. Na zachodzie znana jest trójka drużyn z awansem do play-off, ale wciąż niepewne jest to, kto będzie pierwszy. W ten weekend szansę na awans stracił jeden z wielkich pretendentów, San Diego Legion, który przegrał z Austin Gilgronis 28:44 (a za tydzień będzie pauzować). W tej sytuacji nawet porażka Houston SaberCats (36:43 z Seattle Seawolves) nie zaszkodziła im w walce o play-off. O pierwsze miejsce rywalizują dwie ekipy Gilchrista – LA Giltinis (39:32 z Utah Warriors) ma punkt przewagi nad Gilgronis.

W Currie Cup Bulls pokonali Pumas 31:26 (do przerwy przegrywali 12:26, ale po niej wykorzystali osłabienie rywali po czerwonej kartce z końcówki pierwszej połowy) i dzięki temu awansowali na pierwsze miejsce w tabeli – te opuścili Cheetahs po pierwszej swojej porażce w tym sezonie, 18:46 z Griquas. W ten weekend też pierwszy raz swój los odmienili Lions – w ich przypadku była to pierwsza wygrana, 33:10 nad Western Province (obie drużyny są na dnie tabeli).

Na drugim poziomie rozgrywek odrobinę nieoczekiwanie Black Lion przegrał 17:27 z Boland Cavaliers. Porażki poniosły też ekipy z Kenii i Zimbabwe.

W hiszpańskiej División de Honor w czwartek federacja ogłosiła wynik wewnętrznego postępowania dyscyplinarnego w sprawie Gavina van der Berga. Jego klub, Alcobendas, który dzięki fałszowaniu dokumentów wystawiał van der Berga w lidze jako zawodnika hiszpańskiego, został karnie relegowany na niższy poziom ligowy (División de Honor B). Jego miejsca w fazie play-off rozgrywek ligowych nie zajęła żadna inna drużyna – Complutense Cisneros otrzymali wolny los w ćwierćfinale i awansowali do półfinału. Z kolei w Pucharze Króla (Copa de Rey) Alcobendas zostanie zastąpione w finale przez drużynę wyeliminowaną przezeń w półfinale, tj. Ciencias z Sewilli. Do tego dochodzi pięcioletnia dyskwalifikacja jednego z dyrektorów, trenera i jednego z graczy Alcobendas oraz kary finansowe nałożone zarówno na te trzy osoby (po 3000 euro), jak i na sam klub (30 000 euro). Od tej decyzji możliwe są jeszcze odwołania.

Swoją drogą, federacja hiszpańska złożyła do World Rugby odwołanie od decyzji o odjęciu jej punktów w kwalifikacjach do Pucharu Świata. Trudno jednak sobie wyobrazić zmianę decyzji World Rugby (i pewnie sami Hiszpanie w to nie wierzą, jeśli takie decyzje podejmują także na wewnętrznej arenie).

W tej sytuacji rozegrano oba półfinały ligi i oba były zaciętymi spotkaniami, a skład finału jest odrobinę nieoczekiwany. Braknie w nim nie tylko obu ubiegłorocznych finalistów (VRAC nie awansował do play-off, a Alcobendas zdyskwalifikowano), ale także jakiejkolwiek ekipy z Valladolid, które przecież dominowały w hiszpańskim rugby od dekady. El Salvador, który wygrał rundę zasadniczą, w półfinale uległ czwartej w tabeli ligowej baskijskiej drużynie z Ordizii (dla której to będzie trzeci finał w historii – poprzedni był w 2012). W meczu padł wynik 27:30, a decydujące przyłożenie Baskowie zdobyli w samej końcówce. W drugim półfinale triumfowała ekipa Santboiana spod Barcelony, dla której to powrót do gry o złoto po siedmiu latach przerwy. Pokonała awansowaną dzięki dyskwalifikacji Alcobendas drużynę Complutense Cisneros 32:26.

W gruzińskiej Didi 10 trzecia runda play-off – grali przeciwko sobie pretendenci do finału: Bolnisi Koczebi z Charebi Rustawi. Dzięki świetnemu powrotowi w drugiej połowie ekipy z Rustawi emocje były do samego końca, a gospodarze wygrali mecz zaledwie jednym punktem: 33:32. W finale Bolnisi Koczebi zmierzy się z Batumi i spróbuje zrewanżować się za porażkę z drugiego etapu play-off (wtedy Batumi wygrało 16:7).

Podobnie jak we Włoszech, tego samego dnia zorganizowano finały rozgrywek męskich i kobiecych w Holandii. W męskiej Ereklasse tytuł mistrzowski obronił Leidsen RC DIOK, który pokonał RFC Haarlem. Sięgnięcie po raz trzynasty po mistrzostwo nie przyszło jednak zwycięzcom łatwo – wygrali 35:33. W finale kobiecych mistrzostw emocji było mniej – CL RCW/Hilversum pokonało RC The Bassets 41:7, sięgając po pierwszy tytuł w swojej historii.

Rozstrzygnęła się także sprawa mistrzostwa Czech. W finale Extraligi wielkich emocji nie było – obrońcy mistrzowskiego tytułu, Mountfield Říčany, pokonali Tatrę Smichov aż 45:8. Pewnie wygrała także Sparta Praga w meczu o brąz (42:7 z RC Praga). Dla Říčan to dziewiąty tytuł mistrzowski w historii (pierwszy zdobyli w 1996).

W belgijskiej D1 rozegrano półfinały – w obu triumfowały ekipy wyżej notowane po fazie zasadniczej. RC La Hulpe pokonało Dendermonde RC (jedyną drużynę w gronie półfinalistów z Flandrii) 25:7, a RC Soignies wygrało z ASUB Rugby Waterloo 29:17. Rozegrano też w tym kraju finał rozgrywek kobiecych: w finale La Hulpe pokonało Kituro niecodziennym wynikiem – 5:0. Jedyne przyłożenie padło na samym początku meczu, a potem dominowało Kituro, które jednak nie było w stanie przewagi zamienić na punkty.

W niemieckiej Bundeslidze rozegrano ostatnią rundę fazy zasadniczej. W obu grupach mieliśmy zdecydowanych zwycięzców – w północno-wschodniej z kompletem zwycięstw triumfował Hannover 78, a w południowo-zachodniej z zaledwie jedną porażką na koncie obrońca tytułu mistrzowskiego SC Frankfurt 1880 (który w ostatniej kolejce pokonał ekipę z Luksemburga aż 101:0). Ich rywalami w półfinałach będą drugie ekipy z grup – z Hanowerem zagra TSV Handschuhsheim, a z Frankfurtem RK 03 Berlin.

W szwajcarskiej LNA rozegrano ostatnie mecze fazy zasadniczej. W półfinałach ligi zagrają Yverdon, Grasshopper z Zurychu, RC Genève PLO i Avusy. Do ostatniej kolejki z Avusy o czwarte miejsce rywalizował Nyon – w ten weekend obie drużyny przegrały, i zadecydował defensywny punkt bonusowy zdobyty przez Avusy.

Kolejne składy na letnie okienko ogłaszane. Najwięcej uwagi przyciągnęło zestawienie reprezentacji Tonga, w której dzięki wprowadzonej w tym roku zasadzie birthplace transfer znalazły się takie gwiazdy rugby jak Israel Folau, Charles Piutau, a także Malakai Fekitoa (który zmienił barwy narodowe dzięki udziało w kwalifikacjach do igrzysk olimpijskich). Kto wie, może Tonga w takim składzie w przyszłym roku powalczy na Pucharze Świata i dzięki temu Szkocja nie zapewni sobie automatycznego awansu na kolejną taką imprezę? Nie życzę źle Szkotom, ale zmusiłoby to włodarzy rugby do zmiany formatu europejskich kwalifikacji i włączenia do niego ekipy z Pucharu Sześciu Narodów.

Poznaliśmy pierwszą z dwóch nowych drużyn, które mają dołączyć do Rugby Europe Super Cup w najbliższym sezonie. To będzie drużyna z Rumunii, Romanian Wolves. Nazwa nawiązuje do bukaresztańskich Wolves (czyli Lupii), którzy do 2015 startowali w europejskich pucharach (i gromadzili zawodników z rumuńskich klubów). Zapewne będzie grać na zmodernizowanym Arcul de Triumf. Z informacji prasowej można wnioskować, że będzie to mieszanka młodość i doświadczenia – ciekawie zapowiada się rywalizacja Wolves z gruzińskim Black Lion we wschodniej konferencji rozgrywek.

Zawodnicy angielskiej Premiership zrzeszeni w RPA wybrali najlepszego zawodnika roku – został nim Andre Esterhuizen, południowoafrykański środkowy Harlequins. Najlepszym angielskim graczem został młody obrońca Freddie Steward z Leicester Tigers.

Symboliczny moment w Walii: w wyniku prowadzonych na zlecenie UEFA badań społecznych okazało się, że rugby przestało być najpopularniejszym sportem w tym kraju. Trzy lata temu prowadziło z piłką nożną o trzy punkty procentowe (42% – 39%), w tym roku pierwszy raz w historii kopacze przyciągnęli więcej zainteresowania (45% – 47%).

Z wieści transferowych:

  • Stormers ściągają z francuskiego Bordeaux reprezentanta Południowej Afryki, młynarza Josepha Dwebę;
  • Luke McGrath po trzech latach odchodzi z Ulsteru – to był kiepski okres w jego karierze, bo zdecydowaną jego większość spędził lecząc kontuzje;
  • Hadleigh Parkes przymierza się podobno po dwóch latach do skończenia swojej przygody z japońskimi Wild Knights. Ponoć w klubie ma go zastąpić Damian de Allende;
  • Romain Ntamack przedłużył kontraktu z Tuluzą aż do 2028. Kontrakt z tym klubem podpisał też młodszy brat Romaina, Theo.

W wieku 85 lat zmarł Richard Conway, reprezentant Nowej Zelandii z przełomu lat 50. i 60. XX w. Zasłynął decyzją o amputacji palca w 1960, dzięki czemu mógł pojechać z reprezentacją kraju do ówczesnego Związku Południowej Afryki.

Polacy za granicą

Wieści o naszych reprezentantach z lig zagranicznych – jak zwykle sprzed tygodnia.

Szkocja:

  • Ronan Seydak (Heriot’s – Super6 Sprint Series): w pierwszym w składzie w ostatnim spotkaniu turnieju przeciwko Stirling County, przegranym 27:45. Heriot’s skończyło serię na czwartym miejscu w gronie sześciu ekip.

Szwajciaria:

  • Patryk Reksulak (Yverdon – LNA): od początku na boisku w meczu z Hermance, wygranym 23:19. Reksulak zdobył 13 punktów z kopów (3 karne i 2 podwyższenia). Yverdon wciąż na czele tabeli z pewną pierwszą pozycją przed rozpoczęciem fazy play-off.

Zapowiedzi

Za tydzień w kraju przedostatnia kolejka Ekstraligi (Lechia Gdańsk – Orkan Sochaczew, Edach Budowlani Lublin – Ogniwo Sopot, Pogoń Awenta Siedlce – Up Fitness Skra Warszawa, Juvenia Kraków – Master Pharm Rugby Łódź, Arka Gdynia – Posnania). W I lidze rewanżowe mecze półfinałowe. Do tego finały centralnej ligi juniorów.

Na świecie faza play-off zaczyna się w United Rugby Championships i w Super Rugby (w obu tych ligach startuje od ćwierćfinałów). W Anglii i Francji ostatnie kolejki rund zasadniczych w ligach (m.in. arcyciekawe starcia Lyonu z La Rochelle oraz Racingu 92 z Tulonem). W tym ostatnim kraju także finał drugiej ligi – Pro D2.

4 komentarze do “La Rochelle z pierwszym wielkim trofeum”

  1. Dzięki za dobrą lekturę,
    2 uwagi:
    1. „La Rochelle zostało na boisku w czternastkę po tym jak Thomas Lavault nadepnął przeciwnika i zobaczył żółtą kartkę’ – ja tam widziałem podstawienie nogi tylko, ale to brzmi pewnie mniej dramatycznie:)
    2. Co do meczu Moany z Brumbiest to pamiętaj proszę, że w Super Rugby obowiązuje 20-minutowa czerwona kartka, więc zespół gospodarzy nie grał do końca w osłabieniu po czerwieni dla Kepu.
    To tyle czepiania tym razem:)
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • Dzięki wielkie. Co do 1 – to skutek planu, aby oglądać mecz z Marsylii, a słuchać meczu z Sopotu i przełączać się, gdy komentarz będzie wskazywać na coś ciekawego. Ale tam druga połowa mile przerosła moje oczekiwania i niemal cała była ciekawa 🙂 Drugie cały czas mam w głowie, niestety, choć faktycznie mój tekst trochę brzmi tak, jakby grali w osłabieniu do końca…

      Odpowiedz
      • No ja mam podobnie jak oglądam mecz, czy to w TV (bo zawsze ktoś, coś wtedy chce ode mnie) czy to na żywo, bo to bardziej wydarzenie społeczne niż sportowe:)

        Odpowiedz
        • W moim przypadku „szpony” spowodowały, że nawet jak coś oglądam, to drugim okiem sprawdzam resztę świata (i w efekcie niewiele się widzę, co teoretycznie oglądam). I dlatego coraz częściej zastanawiam się, czy „szpony” były najlepszym pomysłem 🙂

          Odpowiedz

Skomentuj Grzegorz B Anuluj pisanie odpowiedzi