Dreszczowiec w Lyonie

Na świecie zaczęły się fazy pucharowe w największych ligach (Super Rugby Pacific i United Rugby Championship), ale najwięcej emocji było we francuskiej Top 14, gdzie kończyła się jeszcze faza zasadnicza (niewiele ich natomiast było w Premiership). Z wyścigu o Puchar Świata we Francji odpadła Malezja, a krok w wymarzonym kierunku zrobiła Korea Południowa. A w kraju sporo emocji na boisku i wokół tego, co dzieje się poza boiskiem…

Ekstraliga

Sezon ekstraligowy powoli się kończy. Niestety, w atmosferze zamieszania wywołanego decyzjami dyscyplinarnymi. W ubiegłym tygodniu Zarząd PZR otworzył okienko transferowego dla klubów ukaranych w związku z niewypełnieniem sankcji związanych z system szkolenia młodzieży. Wynika to z wyroku Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu, który budzi wątpliwości (cóż, reguły były znane, sankcje za ich naruszenie też, a uchylenie tych sankcji z przyczyn stricte formalnych oznacza, że drużyny, które przestrzegały reguł, były w gorszej sytuacji w poprzednim sezonie), ale jak zwróciło uwagę Ministerstwo Sportu i Turystyki – był wykonalny, więc niezależnie od kasacji do Sądu Najwyższego należało go zrealizować. PZR wzięło się za to bardzo późno – otworzyło okienko transferowe (dla wszystkich ukaranych, nie tylko Skry będącej stroną sprawy przed TAS) kilka miesięcy po wydaniu orzeczenia, tuż przed końcem sezonu, gdy raczej niewiele już to zmieni, a w I lidze pomaga jak umarłemu kadzidło, skoro w trwającej fazie finałowej mogą występować tylko gracze, którzy zaliczyli minimum trzy występy w fazie zasadniczej. W mediach społecznościowych pojawiły się głosy, że należałoby zrezygnować z przyznawania tytułu mistrzowskiego w tym sezonie, skoro PZR wypaczyło wyniki rozgrywek, ale idąc tym tropem należałoby też zrewidować rezultaty poprzedniego sezonu…

Z kolei Komisja Gier i Dyscypliny orzekła w jednej z kilku spraw oczekujących na rozstrzygnięcie – w XIII kolejce, pod koniec kwietnia, w meczu z Orkanem w składzie Master Pharm Rugby Łódź znalazł się Polomea Kata Finau, zgłoszony do rozgrywek jako medical joker w zastępstwie za kontuzjowanego na kadrze Krystiana Pogorzelskiego. Problem w tym, że uprawnienie do korzystania z tego rozwiązania wygasa w momencie, gdy kontuzjowany poprzednio zawodnik pojawi się na boisku. A Pogorzelski zagrał już tydzień wcześniej. W efekcie zamiast 22:20 mamy wynik 25:0 (dla Orkana) – Orkan dodatkowo zyskał jeden punkt w tabeli, a łodzianie stracili dwa (stracili zdobyty na boisku bonus defensywny oraz dopisano im ujemny punkt karny za walkower). Znaczenia dla rozwoju wypadków nie ma to wielkiego. Ja się tylko zastanawiam, co by było, gdyby PZR wykonał wyrok TAS zimą – czy przypadkiem łodzianie nie zgłosiliby Finaua w marcowym okienku transferowym i w związku z tym problemu żadnego by nie było?

Czekamy na orzeczenia KGiD w sprawie meczów Juvenii z Budowlanymi i Budowlanych z Arką, wciąż też kipi w środowisku sprawa przekraczania przez Ogniwo Sopot limitu obcokrajowców przez niemal całą jesień. Pojawiają się głosy, że decyzjami dyscyplinarnymi się przesadza, a walkowerów jest zbyt wiele – ja jednak myślę, że w idealnej sytuacji, gdyby reguły były powszechnie przestrzegane, KGiD byłaby najbardziej zadowolona nie mając co robić. Szkoda jednak, że na wyroki trzeba czekać, a i przepisom daleko od ideału (mam cichą nadzieję, że przed kolejnym sezonem PZR spróbuje coś z tym zrobić, choć śladu żadnego takich działań nie widać).

Na boisku mieliśmy przedostatnią kolejkę fazy zasadniczej, która zaczęłą się od starcia ważnego dla układu drużyn w dole tabeli: Arka Gdynia podejmowała Posnanię. Początek był wyrównany. Walczący o utrzymanie goście zaczęli od szybkiego przyłożenia i na prowadzeniu utrzymali się do 30. minuty, gdy Anton Szaszero po świetnym przekopie Mateusza Szyca zdobył drugie przyłożenie dla Arki. Posnania co prawda błyskawicznie wyrównała (drugi raz obrona Arki nie była przygotowana na szybkie wykonanie karnego), ale do końca pierwszej połowy Arka zdobyła kolejne trzy przyłożenia (ostatnie – po szybkiej akcji przez niemal całe boisko) i było 31:12. Po przerwie na boisku pojawił się Daniel Gdula, ale to Arka miała przewagę – co prawda pierwsze punkty zdobyła Posnania po przechwyconym podaniu Szaszero, ale potem gospodarze powiększali przewagę. Posnania zaliczyła w drugiej połowie zaledwie dwie wizyty na połowie rywali i przy okazji drugiej z nich zdobyła przyłożenie na wagę bonusa ofensywnego. Końcowy wynik: 57:26.

W meczu Edachu Budowlanych Lublin z Ogniwem Sopot obie drużyny miały coś do zyskania: gospodarze mogli zapewnić sobie udział w meczu o brąz, a Ogniwo – rozegranie finału na swoim boisku. Było więc ciekawie, choć warunki nie sprzyjały efektownemu rugby. Pierwsza połowa pod znakiem przewagi gospodarzy – gra przez większość czasu toczyła się na połowie Ogniwa, a Budowlani kilkakrotnie mieli dłuższe okresy gry w okolicach linii bramkowej. Ogniwo twardo broniło i w efekcie lublinianie nie zdobyli żadnego przyłożenia, to natomiast osiągnęli sopocianie. Jednak Budowlani prowadzili po pierwszej połowie 12:10 – karne pewnie wykorzystywał z podstawki Nkululeku Ndlovu, niekiedy z trudnych pozycji. W drugiej połowie długo nie było punktów. W pierwszych 20 minutach znów gospodarze byli bliżsi przyłożeń, ale znów zadowalali się próbami z karnych Ndlovu (w 60. minucie było 15:10). Potem jednak przewagę miało Ogniwo: długi okres naporu skończyło przyłożeniem parę minut przed końcem, a potem jeszcze Wojciech Piotrowicz dorzucił karnego i goście wygrali 20:15.

Podobną stawkę miał mecz Lechii Gdańsk z Orkanem Sochaczew. Początek meczu należał do Orkana. Co prawda pierwsza wizyta pod polem punktowym gospodarzy pozostała bez punktów, ale kolejne dwie przyniosły przyłożenia Artura Fursenki (pierwsze po świetnym wypuszczeniu przez Pietera Steenkampa, drugie po rajdzie przy linii bocznej) i było 0:14. W końcówce drugiej połowy Lechia jednak się przebudziła, dwa młyny na 5 m zamieniła na dwa przyłożenia Claude’a Johannesa i mieliśmy remis. Na początku drugiej połowy gospodarze poszli za ciosem i zrobiło się 21:14. Orkan co prawda znów przez dłuższy czas miał przewagę, ale punktów nie zdobywał. Dopiero tuż przed końcem Steenkamp sam wpadł na pole punktowe, ale brakło skutecznego podwyższenia, Lechia chwilę wcześniej wykorzystała karnego, i gospodarze dzięki temu wciąż prowadzili 5 punktami. A tuż po wznowieniu gry odzyskali piłkę na połowie rywali i szybką akcję skończył Johannes, kompletując hat-tricka i zapewniając Lechii bardzo cenne zwycięstwo 31:19.

W innym sobotnim spotkaniu Pogoń Awenta Siedlce (walcząca o uniknięcie barażu) grała z Up Fitness Skrą Warszawa (wciąż mającą nadzieję na udział w meczu o brąz). Faworytem byli warszawiacy, na dodatek wzmocnieni czekającym niemal rok na ligowy debiut w ich barwach Paulem Waltersem. I to oni dominowali w pierwszej połowie na boisku. Szybko swoje piętnaste przyłożenie w sezonie zdobył Palu Fihaki, obsłużony przez Waltersa, ale w ślad za nim nie poszły kolejne i mimo okazji Skry do powiększenia prowadzenia do przerwy było 10:3. Drugą połowę nieoczekiwanie to gospodarze zaczęli od przyłożenia (po świetnym zagraniu Tomasza Biernackiego), ale potem znów na boisku przeważali goście. Odtąd zdobyli trzy przyłożenia (z czego dwa grającego jako środkowy Jonathana O’Neilla), na które Pogoń odpowiedziała tylko jednym, Igora Pątka i tuż przed końcem było 15:29. Pogoń mogła marzyć o punkcie bonusowym, w ostatniej akcji meczu Igor Pątek przedarł się skrzydłem na pole punktowe rywali, ale do szczęścia brakło skutecznego podwyższenia: Skra wygrała 29:20.

To spudłowane podwyższenie zapewniło spokój Juvenii Kraków, której przeciwnikiem było Master Pharm Rugby Łódź (tu dwa wzmocnienia z nadzwyczajnego okienka transferowego: Elguja Kikwadze i Polomea Finau, przyczyna wspomnianego wyżej walkowera za mecz sprzed kilku tygodni). Pierwsza połowa z przewagą gości, i właśnie Finau po podaniu Kikwadze zdobył dość szybko pierwsze przyłożenie w meczu. W pierwszej połowie więcej ich jednak nie było i choć łodzianie przeważali (byli bardzo blisko kolejnego przyłożenia – bodajże Michał Mirosz chyba niepotrzebnie oddawał piłkę koledze nad linią bramkową i dzięki temu Riaan van Zyl zażegnał niebezpieczeństwo), po pierwszej połowie prowadzili tylko 13:6. Juvenia miała błyskotliwe zagrania, ale van Zyl zawodził z karnych (bolały zwłaszcza niedoloty do autu). Po przerwie to gospodarze zaczęli z impetem i szybko wyrównali po przyłożeniu Macieja Dorywalskiego. Tym razem Juvenia miała przewagę, wyszła nawet prowadzenie 21:19, ale w końcówce zryw zaliczyli łodzianie, Przemysław Dobijański wykorzystał dziurę w obronie gospodarzy i skończyło się wynikiem 21:26.

W tabeli niewiele zmian na pozycjach, kilka niewiadomych wyjaśnione (Ogniwo będzie gospodarzem finału, udział w meczu o brąz potwierdziła Lechia, a Juvenii już nie grozi baraż), kilka wciąż pozostaje: nie wiemy, kto będzie gospodarzem oraz kto drugim uczestnikiem meczu o brąz – Skra wciąż ma szansę dogonić Budowlanych i wejść do walki o medale, ci z kolei mają szansę przegonić Lechię i zagrać o medal na własnym boisku. Wszystkich czekają trudne mecze. Na dole tabeli natomiast wciąż nie wiadomo, czy Posnania, czy Pogoń zagrają o utrzymanie – zadecyduje bezpośrednie starcie tych drużyn. Jak zwykle jednak – wciąż mogą zamieszać walkowery…

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Ogniwo Sopot1774
2. Orkan Sochaczew1765
3. ↑Lechia Gdańsk1758
4. ↓Edach Budowlani Lublin1754
5. Up Fitness Skra Warszawa1750
6. Master Pharm Rugby Łódź1744
7. Arka Gdynia1732
8. Juvenia Kraków1721
9. Posnania1717
10. Awenta Pogoń Siedlce1714

W I lidze weekend też zaczął się od spraw stolikowych. Arka Rumia w pierwszym spotkaniu dwumeczu, którego stawką jest utrzymanie na tym poziomie rozgrywek pokonała AZS AWF Warszawa. Po meczu jednak obie drużyny zgłosiły protesty dotyczące gry w szeregach przeciwników zawodników nieuprawnionych. Protest Arki został odrzucony jako złożony po terminie, natomiast protest AZS AWF został uwzględniony (Richman Gora, najskuteczniejszy zawodnik Arki w pierwszym meczu, nie wystąpił w ani jednym spotkaniu fazy zasadniczej – podczas gdy powinien w minimum trzech) i warszawiacy otrzymali zwycięstwo walkowerem. W rewanżu na boisku znów górą byli rumianie, tym razem 17:13 – ale to było za mało, aby zniwelować walkowerowe 0:25, więc to Arka żegna się z I ligą (choć jeszcze niedawno dwa razy z rzędu awansowała do barażów o Ekstraligę).

W walce o finał niespodzianek nie było: drużyny Sparty Jarocin i Rugby Białystok, które wysoko wygrały pierwsze spotkania dwumeczów, w rewanżach nie pozostawiły złudzeń rywalom. Sparta wygrała z Budowlanymi Commercecon Łódź 35:17 (25 punktów zdobyli razem Kacper, Bartosz i Szymon Włodarkowie), a Białostocczanie wygrali z Legią Warszawa 34:14. Finał w Jarocinie.

Nie odbędzie się dwumecz o trzecie miejsce w II lidze. Res Energy RT Olsztyn i Rugby Ruda Śląska porozumiały się, aby go nie rozgrywać (zresztą, zgodnie z regulaminem). W tej sytuacji ekipy te pozostaną na miejscach z tabeli sezonu zasadniczego.

Top 14

Na koniec fazy zasadniczej francuskiej ligi Top 14 mieliśmy siedem meczów i wszystkie miały realną stawkę. Najwięcej uwagi przyciągały starcia potęg, Lyonu z La Rochelle (czyli pary zdobywców europejskich pucharów sprzed tygodnia) oraz Racingu 92 z Tulonem – zwycięzcy mogli zapewnić sobie awans do play-off, a przegrani wypaść z walki o mistrzostwo. I w obu tych meczach emocji było co niemiara.

W niesamowitym napięciu trzymał zwłaszcza mecz, który można nazwać spotkaniem o superpuchar Europy: Lyonu z La Rochelle. Fantastyczna gra obu drużyn, zero kunktatorstwa, dziewięć przyłożeń i dramatyczna końcówka. Pierwsza połowa należała do Lyonu (grającego bez bohatera sprzed tygodnia, Dawita Niniaszwiliego): wynik otworzył przyłożeniem Dylan Cretin, co prawda odpowiedział młynarz La Rochelle Facundo Bosch po przepięknej zespołowej akcji (https://twitter.com/i/status/1533530994652942337), ale kolejne dwa przyłożenia zdobyli gospodarze i to oni prowadzili do przerwy 19:5, mogąc mieć nadzieję na zwycięstwo z bonusem. Po przerwie mieli jednak fatalny okres – w ciągu 10 minut stracili trzy przyłożenia i to La Rochelle było na pięciopunktowym prowadzeniu. Na 10 minut przed końcem Lyon odzyskał skromną przewagę, ale chwilę potem Levani Botia zdobył piąte przyłożenie dla zdobywców Champions Cup, którzy znów prowadzili 29:26. Takim wynikiem spotkanie się skończyło, ale końcówka była dramatyczna. Lyon w ostatnich minutach przycisnął rywali do linii bramkowej i był o włos od przyłożenia. Sędzia kilka razy wracał do korzyści na 5 m, gospodarze rozgrywali karne na krótko, ale obrona gości wytrzymała nawet po osłabieniu w wyniku żółtej kartki. Przyłożenie Noy Nakaitaciego zostało unieważnione po TMO, chwilę potem Toby Arnold potknął się w czystej sytuacji tuż przed linią bramkową i wypuścił piłkę (ta sytuacja pewnie będzie śnić mu się długo po nocach), a na koniec Dylan Cretin położyłby pewnie piłkę na linii między słupami gdyby nie noga Raymonda Rhule… To jednak w praktyce była dla Lyonu tylko gra o honor: wyniki innych spotkań ułożyły się tak, że byli już bez szans na awans (w przypadku zwycięstwa zrównaliby się punktami z roszelczykami, ale znaleźliby się za ich plecami w tabeli). La Rochelle dzięki zwycięstwu zajęło piąte miejsce i awansowało do play-off, a Lyon skończył sezon jako dziewiąty.

Wysoką stawkę miało dla obu uczestników starcie Racingu 92 z Tulonem (niestety bez Gabina Villière’a w składzie, kontuzjowanego przed tygodniem). Obie ekipy liczyły na awans do play-off, a przegrany musiał liczyć się z odpadnięciem z rywalizacji. Wynik dwoma karnymi otworzył Louis Carbonel (jak się potem okazało – w swoim ostatnim występie dla Tulonu), potem ekipy wymieniły się przyłożeniami i do przerwy ekipa z Lazurowego Wybrzeża prowadziła 13:8. Po przerwie po wymianie karnych Racing zmniejszył stratę do dwóch oczek, a gdy na 10 minut zyskał przewagę jednego zawodnika (żółtą kartkę zobaczył kapitan Tulonu Charles Ollivon za atak na zawodnika w powietrzu) Juan Imhoff zdobył przyłożenie, które ustaliło wynik – przez ostatnie 20 minut żadna drużyna już go nie zmieniła i paryżanie wygrali 20:15. W efekcie to oni awansowali do play-off z ostatniej, szóstej lokaty, a Tulon skończył sezon na ósmym miejscu. To i tak niezłe osiągnięcie, skoro jeszcze kilkanaście tygodni temu był na szarym końcu ligowej stawki, ale wyjątkowo gorzkie – po pierwsze apetyt rósł w miarę trwania świetnej końcówki sezonu, a po drugie mimo zajęcia ósmego miejsca nie zakwalifikowali się do Champions Cup (awansował mimo niższego miejsca w tabeli Lyon, jako zwycięzca Challenge Cup).

Sporo emocji także w starciu Clermont z Montpellier. Gospodarze mogli jeszcze marzyć o play-off (a walczyli o Champions Cup), natomiast celem gości był bezpośredni awans do półfinałów. Clermont zdobyło pierwsze przyłożenie w meczu (Giorgi Beria w ósmej minucie) i zdobytego w ten sposób prowadzenia nie oddało do końca, chociaż Montpellier wciąż pozostawało w kontakcie. Gospodarze wygrali 20:15 i to było za mało, aby myśleć o awansie do ćwierćfinałów – wyniki innych spotkań nie ułożyły się po ich myśli i skończyli sezon na siódmym miejscu, gwarantując sobie jednak awans do Champions Cup. Natomiast Montpellier mimo porażki utrzymało się w czołowej dwójce i będzie czekać w półfinale na zwycięzcę ćwierćfinału.

Dwa kluby toczyły korespondencyjny pojedynek o uniknięcie barażu. Przedostatnie w tabeli Perpignan grało z walczącym o bezpośredni awans do półfinału Bordeaux i sprawiło sporą niespodziankę, wygrywając 22:15. To wyrzuciło Bordeaux z czołowej dwójki (awansowali do play-off z trzeciego miejsca), ale nie pomogło Katalończykom, którzy barażu nie uniknęli i pozostali na trzynastym miejscu. Dwunaste Brive bowiem grało na wyjeździe ze Stade Français (nie mającego już o co walczyć) i wygrało 33:17.

Porażki Bordeaux i Montpellier pozwoliły na awans na pierwsze miejsce ekipie z Castres – odniosła piąte zwycięstwo z rzędu, pokonując na wyjeździe Pau 16:26. Pierwszy raz w tym sezonie znalazła się w czołowej dwójce, ale za to w kluczowym momencie sezonu. Z kolei Tuluza, która potrzebowała zwycięstwa do zapewnienia sobie awansu do play-off wręcz rozniosła zdegradowane już Biarritz 80:7 – 12 przyłożeń (w wykonaniu jedenastu graczy), z czego trzy zdobyte w końcówce meczu nawet przy grze w osłabieniu. Smutny koniec krótkiej przygody z Top 14 Basków.

Pary ćwierćfinałowe: Bordeaux – Racing 92 i Tuluza – La Rochelle (rewanż za ubiegłoroczny finał rozgrywek). W półfinałach na zwycięzców ćwierćfinałów czekają Montpellier i Castres.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑↑Castres2676
2. ↓Montpellier2674
3. ↓Bordeaux Bègles2672
4. ↑↑Tuluza2671
5. ↓La Rochelle2671
6. ↓Racing 922670
7. ↑↑Clermont2666
8. ↓Tulon2665
9. ↓Lyon2664
10. Pau2650
11. Stade Français2650
12. Brive2646
13. Perpignan2643
14. Biarritz2624

Rozegrano także finałowe mecze na dwóch niższych poziomach. Bezpośredni awans z Pro D2 do Top 14 wywalczyła baskijska Bajonna, wracająca do elity po roku przerwy (Baskowie zatem zastąpią Basków, podobnie jak przed rokiem). Już po kwadransie prowadziła w Mont-de-Marsan 10:0, a do przerwy 20:10. Po przerwie wykorzystała przewagę po żółtej kartce jednego z rywali i było już 37:13. Potem szła za ciosem i wygrała 49:20. Mont-de-Marsan zagra o awans w barażu przeciwko Perpignan.

Z kolei w finale Nationale 1 (obaj jego uczestnicy mieli pewny awans do Pro D2) podparyskie Massy zdecydowanie wygrało z Soyaux Angoulême 38:10. Do Nationale 1 awans z kolei wywalczyły ekipy Rennes i Hyères Carqueiranne La Crau (klub Aleksandra Nowickiego).

Premiership

W Angli w porównaniu z Francją nudy, czemu na pewno sprzyja brak spadków (a więc brak realnej stawki dla drużyn z dołu tabeli i to już od dłuższego czasu). Włodarze Premiership zapewniali w ubiegłym tygodniu, że planują ich przywrócenie. Za rok jeszcze nie (chcą powiększyć ligę do 14 zespołów), ale już na pewno za dwa lata. Jednak to ruch trochę pozorny, czego dowodem odmowa awansu Ealing Trailfinders w tym roku. A przepaść (także finansowa) pomiędzy drużynami z Premiership i Championship wciąż rośnie. We Francji rugby zdaje się kwitnąć – drużyny awansujące z Pro D2 do Top 14 nie są skazane na zagładę, a profesjonalizm obejmuje coraz większą liczbę drużyn. W Anglii jest odwrotnie – coraz większe różnice, coraz trudniej z kasą.

W ostatniej kolejce fazy zasadniczej w Anglii tylko trzy mecze miały prawdziwą stawkę. Northampton Saints i Gloucester toczyły korespondencyjny pojedynek o awans do play-off. Gloucester tracił dwa punkty do Saints i awansować musiał wygrać i liczyć na potknięcie drużyny z Northampton. Przeciwnika miał niezwykle trudnego – pewnych drugiego miejsca w lidze Saracens. Ci jednak pojechali do Gloucesteru bez wielu kluczowych graczy (Farrela, Itoje, George’a, Billy’ego Vunipoli, Daly’ego) i gospodarze byli w tej sytuacji bezlitośni: zaaplikowali rywalom osiem przyłożeń, Saracens swoje jedyne zdobyli już przy prowadzeniu Gloucesteru 40:0, a mecz skończył się wynikiem 54:7 (zadziwiająco wysokim nawet przy uwzględnieniu luk w składzie gości).

To jednak awansu do półfinału Gloucesterowi nie dało, bo swój mecz z Newcastle Falcons wygrali także Northampton Saints. I także wysoko – już do przerwy prowadzili 36:7. Na początku drugiej połowy zrobiło się na moment ciekawie – w ciągu 10 minut Falcons zdobyli trzy przyłożenia i zmniejszyli swoją stratę do dziesięciu punktów. Chwilę potem jednak czerwoną kartkę zobaczył Sean Robinson (za uderzenie głową w głowę Dana Biggara), Saints dorzucili kolejne pięć przyłożeń (hat-tricka skompletował skrzydłowy Tommy Freeman) i wygrali 65:26, pewnie awansując do play-off.

Trzecią drużyną, która mogła na boisku coś zdobyć, byli Wasps – grali na wyjeździe przeciwko liderom tabeli, Leicester Tigers, a w razie zwycięstwa przeskoczyliby w tabeli pauzujących w ostatni weekend London Irish i awansowali do rozgrywek Champions Cup. To się jednak im nie udało. Tigers już na początku meczu zdobyli przyłożenie i prowadzili 7:0, ale ten wynik utrzymał się aż do drugiej połowy. W drugiej przyłożenie Freddiego Stewarda dało Tigers przewagę 17:3, i choć Wasps w końcu przedarli się na pole punktowe rywali, to liderzy tabeli wygrali 20:10 (połowę dorobku zawdzięczając kopom z podstawki George’a Forda). Przy okazji dopełnili kompletu zwycięstw w rundzie zasadniczej na swoim boisku.

Poza tym Worcester Warriors wygrali z Bath 43:27 (choć po 30 minutach przegrywali 7:19; w drugiej połowie zdobyli pięć przyłożeń, z czego trzy zawdzięczają obrońcy Jamesowi Shillockowi i dzięki temu zwycięstwu wydostali się z ostatniego miejsca w ligowej tabeli, spychając na nie swoich rywali), Sale Sharks wygrali z Bristol Bears 42:19 (rok temu obie drużyny grały w półfinałach, dziś mogły tylko o tym marzyć; z ekipą Sharks żegnał się m.in. Faf de Klerk) i wreszcie Exeter Chiefs po emocjonującym spotkaniu pokonali Harlequins 47:38 (aż 13 przyłożeń, Quins mimo pewnego awansu nie odpuścili meczu i jeszcze kilkanaście minut przed końcem prowadzili – tym razem „królowie końcówek” jednak końcówkę przegrali).

Skład półfinałów: Leicester Tigers – Northampton Saints i derby Londynu Saracens – Harlequins. Z ubiegłorocznych uczestników w play-off mamy teraz tylko obrońców tytułu (Exeter Chiefs są poza tą strefą pierwszy raz od 2015).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leicester Tigers2494
2. Saracens2487
3. Harlequins2480
4. Northampton Saints2475
5. Gloucester2473
6. Sale Sharks2470
7. Exeter Chiefs2469
8. London Irish2463
9. Wasps2460
10. Bristol Bears2448
11. ↑↑Worcester Warriors2435
12. ↓Newcastle Falcons2434
13. ↓Bath2434

United Rugby Championship

Ćwierćfinały URC zaczęły się od irlandzkich derby pomiędzy Ulsterem i Munsterem. Belfastczycy, żywiołowo dopingowani, zaczęli od niecodziennego przyłożenia: podczas gdy część graczy przepychała się na linii 22 m, James Hume szybko rozegrał karnego na 5 m, podał do Johna Cooney’a i ten nie miał najmniejszych problemów z wejściem na pole punktowe Munsteru – luźne przestrzenie niczym w siódemkach. Munster co prawda odpowiedział, ale Stewart Moore zdobył w pierwszej połowie jeszcze dwa przyłożenia (jedno znowu po asyście Hume’a), na początku drugiej połowy gospodarze dorzucili czwarte (znów spory udział Hume’a) i zrobiło się 26:7. Odtąd Munster naciskał, dwukrotnie był bardzo bliski przyłożenia (raz nawet je zdobył po zablokowanym wykopie, ale TMO nie zostało uznane). Przyłożenie padło dopiero po kwadransie, ale dalsze za nim nie poszły – graczom Munsteru piłka wypadała z rąk, a to Ulster punktował po karnym i kontrze. Ostatecznie wygrał 36:17. Zasłużone zwycięstwo belfastczyków, smutny koniec ery Johanna van Graana w Munsterze.

Drugą irlandzką drużyną w półfinale będzie Leinster. Dublińczycy, choć w przemeblowanym składzie (m.in. bez Jonathana Sextona), odreagowali porażkę w finale Champions Cup i rozgromili Glasgow Warriors aż 76:14. Co prawda pierwsze punkty w meczu zdobył Zander Fagerson, ale z 0:7 zrobiło się do przerwy 26:7, a po kolejnych 20 minutach gry 52:7. Dublińczycy zdobyli w tym meczu aż 12 przyłożeń, z czego osiem po przerwie. 76 to rekord w historii URC i jego poprzedników (Pro14, Pro12, Ligi Celtyckiej) w liczbie punktów zdobytych w meczu przez jedną drużynę.

Z rywalizacji odpadła też druga szkocka drużyna, Edynburg, choć ta przynajmniej uniknęła pogromu, jaki spotkał kolegów z Glasgow. Szkoci grali w Kapsztadzie z miejscowymi Stormers i przegrali 17:28. Decydujący okazał się początek drugiej połowy: po pierwszej mieliśmy remis 10:10, ale po przerwie w ciągu kwadransa gospodarze odskoczyli na 15 punktów.

Oprócz Stormers spośród drużyn południowoafrykańskich w półfinałach zobaczymy także Bulls, którzy po najbardziej chyba emocjonującym ćwierćfinale pokonali Sharks 30:27. Drużyny szły tu łeb w łeb. Po pierwszej połowie mieliśmy remis 13:13. Na początku drugiej Bulls odskoczyli na 14 punktów, ale Sharks tę stratę na pięć minut przed końcem odrobili i zanosiło się na to, że na koniec regulaminowego czasu gry też będzie remis, 27:27. Do dogrywki jednak nie doszło – w 83. minucie mecz rozstrzygnął drop goalem Chris Smith.

Skład półfinałów (irlandzko-południowoafrykańskich): Leinster – Bulls i Stormers – Ulster.

Super Rugby Pacific

W ten weekend zobaczyliśmy też ćwierćfinały Super Rugby Pacific. Swoją drogą, w URC uczestniczy w tej fazie połowa drużyn, tu – aż dwie trzecie, co budzi spore narzekania (skrajnym przypadkiem są Highlanders, którzy dostali się do tej fazy mimo przegrania zdecydowanej większości swych spotkań). To jednak zostało wynegocjowane przez Australijczyków, którzy zapewne obawiali się, że w przypadku czterozespołowej fazy play-off, nie znajdzie się w niej żadna ich drużyna.

W pierwszym meczu, w piątek, grali Crusaders z Reds. Tydzień temu w starciu tych ekip kończących wówczas fazę zasadniczą Nowozelandczycy wygrali 28:15. Teraz wynik padł podobny: 37:15. Głównym aktorem spektaklu był zawodnik, którego przed tygodniem na boisku nie było – Richie Mo’unga, który zdobył 22 punkty (w tym przyłożenie). Wbrew pozorom nie było to jednostronne widowisko. Jeszcze na początku drugiej połowy Reds zmniejszyli straty do 1 punktu, a nawet mieli szansę wyjść na prowadzenie. W ostatnich dwudziestu minutach punktowali jednak tylko Crusaders, którzy w tym okresie zdobyli trzy przyłożenia (jedno z nich zaliczył Sevu Reece po świetnej akcji, w której oszukał trzech rywali: https://twitter.com/i/status/1532643377711239169). Reds nie mogli tego meczu wygrać, skoro przegrali połowę młynów z własnym wrzutem.

Podobny wynik mieliśmy w innym starciu nowozelandzko-australijskim: Chiefs pokonali Waratahs 39:15. Zwycięstwo ekipy z Nowej Zelandii właściwie nie było zagrożone – co prawda Waratahs po kiepskich pierwszych minutach potrafili doprowadzić do remisu 10:10, ale już pierwszą połowę przegrali 10:27. Zdobyli pierwsze przyłożenie w drugiej połowie, ale to było wszystko, na co ich było stać.

Honor drużyn z Australii obronili Brumbies, jako jedyni grający na zachodnim brzegu Morza Tasmańskiego. To było najbardziej wyrównane z wszystkich spotkań ćwierćfinałowych. Do przerwy na prowadzeniu byli Hurricanes, którzy dzięki przyłożeniu z ostatnich minut wygrywali 22:15. Obie drużyny zostały przed przerwą osłabione w konsekwencji wysokich szarż: czerwoną kartkę zobaczył Len Ikitau z Brumbies, a moment później żółtą Owen Franks z Hurricanes –w tym drugim wypadku sędzia uznał, że impet uderzenia poszedł w ramię, a nie głowę, ale mimo to poszkodowany Noah Lolesio musiał zejść na HIA. Tuż po przerwie świetny w pierwszej odsłonie Jordie Barrett karnym zwiększył przewagę Canes, ale to był koniec ich zdobyczy punktowych. Tymczasem Noah Lolesio powoli zmniejszał straty gospodarzy, którzy w końcówce zdobyli dwa przyłożenia z podwyższeniami na wagę zwycięstwa i awansu.

W jedynym spotkaniu ćwierćfinałów o charakterze derbowym grały dwie drużyny z Nowej Zelandii: Blues i Highlanders. I tu również wygrała drużyna wyżej notowana w fazie zasadniczej – Blues zwyciężyli aż 35:6. Zwycięzcy długo czekali na punkty: jeszcze w 30. minucie meczu mieliśmy wynik 0:6, choć wtedy od dobrych paru minut Highlanders byli na boisku w czternastkę po czerwonej kartce swego młynarza. Jednak w końcowych minutach Blues zdobyli dwa przyłożenia, w drugiej połowie kolejne trzy (w tym pierwsze w Super Rugby przyłożenie gwiazdy rugby league, Rogera Tuivasy-Shecka), a Highlanders nie potrafili w żaden sposób odpowiedzieć. Choć w świat powędrowało przede wszystkim video z fantastycznym zachowaniem w obronie przed maulem autowym ich zawodnika, Josha Dicksona: https://twitter.com/i/status/1532997139026038784.

Skład półfinałów: Crusaders – Chiefs oraz Blues – Brumbies.

Z kraju

W finale centralnej ligi juniorów Juvenii Kraków nie pomogło własne boisko. W starciu przeciwko Budowlanym Commercecon Łódź górą byli goście – zdobyli mistrzostwo Polski po zwycięstwie 19:10. Najlepszym zawodnikiem zwycięskiej drużyny był Filip Soszka, zdobywca 9 punktów. Dla Budowlanych to trzeci tytuł mistrzowski z rzędu w tej kategorii wiekowej (a 21. w historii rozgrywek juniorskich). Mecz o brąz się niestety nie odbył: Orkan czekał na Lechię Gdańsk, która jednak w Sochaczewie się nie pojawiła – należy zatem spodziewać się walkowera (chyba najsmutniejszego w całej tej karuzeli regulaminowej, skoro dotyczącego bezpośrednio walki o medale).

W turnieju Amsterdam 7s wzięły udział trzy polskie drużyny. W kobiecym – reprezentacja Polski (a właściwie Polska Development, bo to była w dużej mierze młodzież, bez większości liderek naszej kadry) i Legia Warszawa. Dziewczyny z reprezentacji z kompletem zwycięstw dotarły do finału turnieju, w którym w ulewie przegrały z Kazachstanem 5:12 (mimo że dzień wcześniej pokonały go w meczu grupowym 35:0). Z kolei Legia pewnie wygrała trzy mecze grupowe, ale drugiego dnia przegrała w ćwierćfinale z Kazachstanem, a potem z Niemcami. Gorzej poszło w męskim turnieju Tytanowi Gniezno – zwycięzcy Polskiej Ligi Rugby 7 wygrali tylko jeden mecz w turnieju, ale na pewno zebrali sporo doświadczenia (ich rywalami m.in. byli Samurai International, którzy rozgromili Tytana 77:0).

Ze świata

W Inczonie rozegrano pierwszy w Azji mecz kwalifikacji do Pucharu Świata w 2023 i zarazem pierwsze z dwóch spotkań najwyższej grupy Asia Rugby Men’s Championship: Korea Południowa grała z Malezją. Gospodarze nie dali swoim rywalom szans i wygrali 55:10. Malezyjczycy honorowe przyłożenie zdobyli dopiero na sam koniec meczu. Korea 9 lipca zmierzy się w Inczonie z Hongkongiem, a zwycięzca tego spotkania zagra przeciwko Tonga (wygrany awansuje bezpośrednio, przegrany będzie miał jeszcze szansę w barażu międzykontynentalnym).

Na trzecim poziomie, w Division 2, w Lahaurze rozegrano rewanżowe spotkanie Pakistanu z Tajlandią. Gospodarze odrobili pięciopunktową stratę z pierwszego spotkania o włos – wygrali sześcioma punktami, 24:18. Tajlandia, która prowadziła do przerwy nawet 9:0, w ostatniej akcji meczu mogła odmienić losy rywalizacji – miała karnego z niecałych 30 m na wprost słupów, ale ten okazał się niecelny. Pakistan, który jeszcze niedawno grał w Division 3, wywalczył awans do Division 1.

Dwa spotkania międzynarodowe zagrały też kobiece reprezentacje w ramach pierwszej kolejki Pacific Four Series, rozgrywanego w nowozelandzkiej Taurandze. Dziś nad ranem (naszego czasu) Kanadyjki pewnie pokonały Amerykanki 36:5, a Nowozelandki (z aż siedmioma debiutantkami w składzie), choć przegrywały po 30 minutach 0:10, wygrały z Australią 23:10 – drobny powiew optymizmu w ekipie Black Ferns po fatalnej jesieni w Europie, skandalu w reprezentacji i zmianie trenera kilka miesięcy przed najważniejszą imprezą w kobiecym rugby.

W Major League Rugby rozegrano ostatnią kolejkę fazy zasadniczej, ale same mecze stały w cieniu zdarzenia pozaboiskowego: Austin Gilgronis, którzy przed weekendem byli wiceliderem konferencji zachodniej, z pewnym awansem do play-off (a nawet z szansą na pierwsze miejsce na zachodzie) zostali z play-off wykluczeni. Władze ligi nie podały powodów (w sieciowych dyskusjach pojawiają się niesprawdzalne informacje o niepłaconych przez klub rachunkach).

W tej sytuacji rywalizacja na zachodzie zyskała dodatkową stawkę – dla dwóch drużyn otworzyła się szansa na awans do play-off. A ponieważ San Diego Legion w tej kolejce pauzowało, los trzeciego miejsca na zachodzie zależał od wyniku meczu LA Giltinis (pewnego w tej sytuacji bezpośrednio awansu do finału konferencji) z piątym w tabeli Seattle Seawolves (swoją drogą, było to starcie obu dotychczasowych mistrzów MLR). Seattle pierwsze przyłożenie zdobyło już na samym początku i wygrało zacięty mecz 35:27, dzięki czemu przeskoczyło San Diego w tabeli. Austin Gilgronis mimo fatalnych wieści pozaboiskowych zakończyli sezon zwycięstwem nad Houston SaberCats (pewnymi awansu). Z kompletem porażek sezon skończył beniaminek, Dallas Jackals. Na wschodzie miejsca w czołówce bez zmian: Rugby ATL utrzymali drugie miejsce po wysokim zwycięstwie z NOLA Gold, i w tej sytuacji wygrana Nowego Jorku nad liderem, New England Free Jacks (21:14), nic im nie dała.

Skład półfinałów konferencji: Rugby ATL – Rugby New York i Houston SaberCats – Seattle Seawolves. W finałach czekają New England Free Jacks i LA Giltinis.

W przedostatniej kolejce fazy zasadniczej Currie Cup w Premier Division zacięte spotkania zakończone zwycięstwami drużyn wciąż walczących o awans do półfinałów. Trzecie miejsce w tabeli utrzymali Griquas, którzy pokonali na wyjeździe Western Province 43:41, zdobywając cztery przyłożenia w ostatnich 20 minutach, a ostatnie, decydujące, dobrych parę minut po upływie regulaminowego czasu gry. Też na wyjeździe i jeszcze mniejszą różnicą punktów wygrali Pumas, którzy pokonali wiceliderów, Cheetahs, 29:28 (tuż przed końcem Ruan Pienaar spudłował dalekiego karnego). Awansowali dzięki temu na czwarte miejsce, które zwolnili Sharks nieoczekiwanie przegrywając z Lions 32:38 – dla Lions było to zaledwie drugie zwycięstwo w sezonie (i drugie z rzędu).

Poziom niżej, w First Division, zwycięstwo odniósł gruziński Black Lion – 42:27 nad SWD Eagles. Wygrali też kenijscy Simbas, grając pierwszy raz przed swoją publicznością w Nairobi (całkiem licznie zgromadzoną) – 51:35. Przegrali natomiast zimbabwijscy Goshawks, którzy mierzyli się z Eastern Province.

Zwycięzcą hiszpańskiej División de Honor została katalońska Santboiana, która w finale pokonała baskijską Ordizię 23:17. Co prawda to Baskowie zdobyli pierwsze przyłożenie w meczu, ale potem Santboiana stopniowo budowała przewagę i tuż przed końcem prowadziła 23:10 (m.in. dzięki dwóm drop goalom Javiera Rojasa z końcówki pierwszej połowy). Przyłożenie Basków na sam koniec meczu nic już w tej sytuacji zmienić nie mogło. Dla Santboiany to ósmy tytuł mistrzowski w historii (ostatni zdobyła w 2006). To także pierwszy przypadek od dekady, gdy złote medale mistrzostw nie wędrują do Valladolid.

W finale gruzińskiej Didi 10 bez niespodzianki: najlepsza drużyna fazy zasadniczej, Batumi, pokonała Bolnisi Koczebi 23:14, rozstrzygające przyłożenie zdobywając w ostatnich minutach meczu. Dla drużyny ze stolicy Adżarii to czwarty tytuł w historii (poprzedni zdobyła w 2019).

W belgijskiej D1 tytuł mistrzowski zdobyła ekipa La Hulpe, pieczętując w ten sposób dublet – tydzień temu po mistrzostwo Belgii sięgnęła kobieca piętnastka z tego klubu. La Hulpe w finale pokonało Soignies 38:24. Po wyrównanej pierwszej połowie (13:12, tylko jedno przyłożenie) w drugiej późniejsi zwycięzcy odskoczyli rywalom na 14 punktów. I choć Soignies dwukrotnie zmniejszało straty do dziewięciu oczek, nie zagroziło poważniej już zwycięstwu rywali. Dla La Hulpe to drugi tytuł w historii i zarazem drugi z rzędu (wygrali poprzednio w w 2019).

W piątek na Sixways Stadium w Worcester w obecności ponad 3 tys. widzów rozegrano finał angielskiej zawodowej ligi kobiet, Premier 15s. Saracens pokonały w nim Exeter Chiefs 43:21 i zdobyły mistrzostwo Anglii szesnasty raz w historii (a trzeci raz w historii Premier 15s, liczącej cztery sezony). Więcej jednak niż o finale w ubiegłym tygodniu mówiło się o zawodniczkach z zagranicy w tej lidze. W składzie Exeter Chiefs Angielki w finale stanowiły mniejszość – w kilku drużynach angielskiej elity znajdziemy spore zaciągi, zwłaszcza zawodniczek z innych krajów Wysp Brytyjskich, a także Kanady i Stanów Zjednoczonych. To się ma zmienić w przyszłości – RFU planuje zaostrzenie obowiązujących reguł od roku 2023. Obecnie oczekiwane jest, że drużyna osiągnie w sezonie średnio 16 zawodniczek angielskich w składzie meczowym – jednak jego nieosiągnięcie skutkuje jedynie utratą 7,5 tys. funtów dotacji z RFU.

Faza zasadnicza zakończyła się w rosyjskiej Ligi Stawok, której drużyny na wiosnę straciły niektórych zawodników z zagranicy. Zdecydowanie zdominował ją Jenisiej-STM Krasnojarsk, który skończył ją z kompletem 18 zwycięstw i 24 punktami przewagi nad kolejną ekipą, którą okazał się być Lokomotiw Penza. Play-off zacznie się od półfinałów: Jenisiej zagra z WWA-Podmoskowie, a Lokomotiw ze Striełą Kazań. Ostatnie miejsce w tabeli zajęła drużyna z Rostowa z kompletem porażek – siedem z nich to walkowery, przyznane rywalom wiosną tego roku, gdy ekipa ta nie przystąpiła do rozgrywek.

Turniejami w Belgradzie na poziomie Conference 1 zaczęły się tegoroczne rozgrywki w ramach Rugby Europe Sevens. 12 drużyn walczyło w rywalizacji mężczyzn. W finale Szwajcarzy wygrali z Mołdawianami 12:0. Po brąz sięgnęła Turcja po zwycięstwie nad Monako. W rywalizacji kobiet zwyciężyły Austriaczki, które w finale wygrały z Bułgarkami 50:0. W meczu o trzecie miejsce Łotyszki pokonały Luksemburg. Tu w stawce było 13 ekip (i co ciekawe – nie było gospodyń).

The Telegraph podał garść informacji o argumentach użytych przez Hiszpanię w swojej apelacji w spawie Gavina van der Berga. A te są dość niecodzienne: Hiszpanie ponoć skupili się na podkreśleniu przez panel dyscyplinarny faktu, że van der Berg nie identyfikował się z Hiszpanią przez pierwszy rok pobytu w tym kraju. I postanowili zacytować stwierdzenia pozwalające podobnie interpretować uczucia wielkich tego rugby, zmieniających barwy w ostatnich latach: Jamesa Lowe’a, Bundee Akiego, Pierre’a Schoemana czy bohatera wieści o zmianie reprezentacji z ostatnich tygodni, Folaua Fakatavy. Ani słowa tam jednak o fakcie podstawowym: pobycie van der Berga przez ponad dwa miesiące w roku poza Hiszpanią.

A żeby było jeszcze ciekawiej, hiszpański dziennik El Mundo opublikował wyniki swojego śledztwa w sprawie jednego z reprezentantów Rumunii: na tapecie znalazł się pochodzący z Nowej Zelandii Jason Tomane, który zagrał dla Rumunii w pięciu meczach REC zaliczanych do kwalifikacji do Pucharu Świata, a zadebiutował w reprezentacji w 2021. Dziennikarze znaleźli na Instagramie wpis żony zawodnika, która wspomniała 3-miesięczny (a zatem dłuższy niż dozwolone 2 miesiące) okres mieszkania w co prawda przygranicznym, ale węgierskim Segedynie w 2019 (a zatem w okresie trzech lat przed pierwszym występem dla Rumunii). Cóż, gdyby coś miało z tego wyniknąć, mogłoby to oznaczać wyeliminowanie Rumunii z Pucharu Świata w 2023. Rumuńska federacja jednak szybko odpowiedziała, że Tomane był zmuszony do tego z powodów związanych z wizą i WR o tym wiedziało przed wydaniem zgody na występ dla Rumunii. Hiszpańska federacja poinformowała o przekazaniu sprawy swoim prawnikom, aby ocenili możliwość zakwestionowania występów Tomane przed World Rugby.

W lipcowym okienku międzynarodowym nastąpi co najmniej jedno zdarzenie rewolucyjne. W spotkaniu męskich ekip Portugalii i Włoch zobaczymy skład sędziowski złożony wyłącznie z kobiet (głównym arbitrem będzie Szkotka, Hollie Davidson). Także na Puchar Świata kobiet jesienią zaplanowano sędziowską obsadę w całości kobiecą.

Ciekawe wieści także z Holandii, gdzie w lipcu ma odbyć się turniej z udziałem dwóch franczyz Super Cup (belgijskich Devils i holenderskiej Delty), reprezentacji Stanów Zjednoczonych do lat 23 oraz tajemniczej czeskiej franczyzy (Czesi już kiedyś wskazywali, że ich celem jest Super Cup, czyżby to był pierwszy krok?).

Z kolei w miejsce odwołanych mistrzostw świata U20 zostaną zorganizowane dwa turnieje w tej kategorii wiekowej. We Włoszech z udziałem ośmiu drużyn: reprezentacji krajów z Pucharu Sześciu Narodów, Południowej Afryki i Gruzji. Z kolei w Australii wystąpią cztery ekipy: gospodarze, Nowa Zelandia, Fidżi i Argentyna (debiutująca w Oceania Rugby U20 Championship – dotąd w stawce była m.in. Samoa czy Japonia).

A w kadrze Fidżi powołanej na lipcowe testy mamy byłego reprezentanta Nowej Zelandii, korzystającego z reguły birthplace transfer: dla Fidżyjczyków zagra Seta Tamanivalu (urodzony i wychowany na Fidżi, ale grający kilka lat w Super Rugby i mający na koncie kilka występów dla All Blacks; ostatnio gra w Japonii).

European Professional Club Rugby wydało komunikat o włączeniu drużyn z Południowej Afryki do europejskich pucharów od kolejnego sezonu. Zgoda na start ekip z URC nie była zaskoczeniem, natomiast jest nim informacja o zaproszeniu do Challange Cup drużyny Cheetahs (wyrzuconej z Pro14 przez federację południowoafrykańską w czasie pandemii). Cóż, Cheetahs dopełniają liczbę drużyn w rywalizacji do 20, więc zapewne znowu nie znajdzie się tam miejsce dla jakiejkolwiek europejskiej drużyny z poziomu REC… Włączenie drużyn południowoafrykańskich do rywalizacji europejskiej zresztą budzi mieszane uczucia. Są zwolennicy, ale Henry Chavancy z Racingu 92 mówił o utracie przez rozgrywki tożsamości, a Pierre-Yves Revol z Castres w ogóle skrytykował rozrastanie się pucharów i fakt kwalifikowania do nich ośmiu zespołów z każdej ligi – niech to będą rozgrywki dla elity, awans wielkim osiągnięciem a rozgrywki grają krócej zmniejszając obciążenia zawodników. Z oboma tymi panami się zgadzam.

World Rugby opublikowało harmonogram World Rugby Sevens Series na kolejny sezon, 2022/2023. Będzie nietypowo: dwa razy latający cyrk zawita do Hongkongu, w listopadzie (sami mężczyźni) i na przełomie marca i kwietnia. 7 turniejów połączonych, 4 wyłącznie męskie. Stawką nie będą tylko coroczne laury, ale też awans na igrzyska olimpijskie w Paryżu w 2024 – zdobędą go po cztery najlepsze ekipy cyklu. Dla nas najważniejsza (oby tymczasowo) jest wzmianka o turniejach kwalifikacyjnych do serii – zarówno męski, jak i żeński ma się odbyć w sierpniu (z różnych źródeł docierają informacje, że w Chile, przynajmniej męski), a awans mają uzyskać jak zwykle tylko zwycięzcy rywalizacji.

Nie tylko we Francji nieco zmieni się struktura ligowa na niższych poziomach (tam wprowadzany jest nowy czwarty poziom, Nationale 2, półzawodowy). W Anglii RFU ogłosiło nowy system rozgrywek od trzeciego poziomu (dotąd National League 1) w dół: w National 1 będzie 14 zamiast 16 drużyn, na poziomie National 2 będą trzy grupy po 14 zespołów zamiast dwóch po 16, następnie dwa poziomy Regional (także więcej grup z mniejszą liczbą drużyn) i kolejne poziomy Counties (aż do pięciu – przy czym piąty będzie tylko w Surrey). Spłaszczenie piramidy rozgrywek, więcej lig na jednym poziomie z mniejszą liczbą drużyn ma zmniejszyć koszty funkcjonowania klubów (redukując podróże), zmniejszyć intensywność sezonu dla zawodników i zwiększyć atrakcyjność rozgrywek (poprzez zwiększenie liczby meczów o charakterze lokalnych derby). Dla ekip z poziomów Regional i Counties po sezonie ligowym ma następować sezon pucharowy.

Zmiany też w Walii, ale chyba nieco mniejsze. Nie dojdzie do zapowiadanych zmian w liczebności ekip w Premiership – pozostanie ich 12, a ligi powrócą do rozgrywania dwóch rund (mecz i rewanż). Po kolejnym sezonie, pierwszy raz od 2019, nastąpią także awanse i spadki między poziomami ligowymi.

W Nowej Zelandii dopinana jest umowa federacji z prywatnym inwestorem, Silver Lake, w sprawie nabycia przezeń udziałów w nowej spółce, która będzie zarządzać komercyjną stroną przedsięwzięć prowadzonych dotąd przez federację. W czwartek odbyło się głosowanie nowozelandzkich prowincji w tej sprawie, w którym warunki kontraktu wreszcie zaakceptowano (stosunkiem głosów 89:1). Silver Lake za 200 mln nowozelandzkich dolarów ma nabyć 5,71% udziałów w tym podmiocie. Federacja ma zaoferować innym (rodzimym) przedsiębiorcom kolejny pakiet z udziałów z ceną 62,5 do 100 mln dolarów. Jeśli takich inwestorów nie znajdzie, w wolne miejsce wejdzie Silver Lake (maksymalnie może objąć 8,58% udziałów za 300 mln dolarów).

Na wrzesień, czyli rok przed Pucharem Świata we Francji, czwórka osób zaangażowanych w jego organizację: szef komitetu organizacyjnego Claude Atcher, szef francuskiej federacji Bernard Laporte, jego zastępca Serge Simon i wreszcie właściciel Altradu Mohed Altrad – została wezwana przed oblicze sądu karnego w Paryżu z oskarżeniem o nadużycia finansowe.

Israel Folau, powołany właśnie do reprezentacji Tonga, będzie musiał się zmierzyć z ograniczeniami w korzystaniu z mediów społecznościowych, jakie nałożono na całą kadrę. Cóż, przecież właśnie z powodu swoich kontrowersyjnych wypowiedzi w nich rozpoczął się konflikt Folaua z australijską federacją, z powodu którego stracił kontrakt w Australii i miejsce w jej reprezentacji.

Z wieści transferowych:

  • kolejne wielkie nazwisko zobaczymy w Japonii – w przyszłym sezonie w Canon Eagles zagra odchodzący z Sale Sharks południowoafrykański łącznik młyna, mistrz świata, Faf de Klerk;
  • francuski weteran, Mathieu Bastareaud, po rocznym pobycie (naznaczonym poważnym kontuzją) opuści Lyon. Ponoć ma dwie opcje: przyłączyć się do sztabu trenerskiego w Tulonie lub zostać kolegą (grającym trenerem) Aleksandra Nowickiego w Hyères Carqueiranne La Crau;
  • Seán O’Brien, była podpora Leinsteru i reprezentacji Irlandii, a także uczestnik wypraw British & Irish Lions, zostanie członkiem sztabu trenerskiego Leinsteru;
  • Brumbies, najlepsza z australijskich ekip w Super Rugby w tym sezonie, straci po nim kilku reprezentantów Australii – wśród nich są Folau Fainga’a i Scott Sio;
  • pojawiają się informacje o zamiarach gwiazd rugby odnośnie sezonu 2023/2024 – Richie Mo’unga ma myśleć o Japonii, także Romain Ntamack ponoć przymierza się do wyjazdu z Francji na pewien czas (kto wie, czy nie w tym samym kierunku).

Polacy za granicą

Wieści o naszych reprezentantach z lig zagranicznych – jak zwykle sprzed tygodnia.

Francja:

  • Aleksander Nowicki (Hyères Carqueiranne La Crau – Fédérale 1): od 60 minuty w pierwszym spotkaniu dwumeczu półfinałowego Fédérale 1 przeciwko Nîmes. RCHCC wygrało na wyjeździe 29:13 i zrobiło duży krok na drodze do awansu do Nationale 1.

Poza tym Kamil Bobryk z francuskiego Vienne (gdzie przedłużył kontrakt) został zaproszony do ekipy szwajcarskich Barbarians, która w Tuluzie zagra za tydzień z reprezentacją Burkina Faso, przygotowującą się do finałowej fazy Pucharu Afryki. Z kolei w Anglii na zmianach w strukturze ligowej skorzystały North Walsham Ethana Sikorskiego i Hornets Eryka Łuczki – obie drużyny podskoczyły w hierarchii o poziom wyżej, do lig National 2.

Zapowiedzi

Za tydzień ostatnia kolejka fazy zasadniczej Ekstraligi (Up Fitness Skra Warszawa – Lechia Gdańsk, Master Pharm Rugby Łódź – Edach Budowlani Lublin, Ogniwo Sopot – Arka Gdynia, Orkan Sochaczew – Juvenia Kraków, Posnania – Awenta Pogoń Siedlce). Poza tym w kraju pierwsze spotkanie finałowego dwumeczu II ligi, drugie turnieje mistrzostw Polski w rugby 7 juniorów i kadetów oraz ostatni turniej mistrzowski dziewcząt.

Na świecie w rugby przede wszystkim fazy pucharowe najlepszych lig: ćwierćfinały w Top 14, półfinały w Premiership, United Rugby Championship i Super Rugby, startuje także faza play-off w Major League Rugby. Odbędzie się też druga kolejka kobiecego turnieju Pacific Four Series.

6 komentarzy do “Dreszczowiec w Lyonie”

  1. Można prosić o tekst w sprawie wzmocnień naszej kadry narodowej przed nowym sezonem.
    Kto mógłby wzmocnić nas przed Championship?

    Odpowiedz
    • Oj, nie mam pojęcia, kto jest w naszym zasięgu i czy, a jeśli tak to z kim są prowadzone rozmowy. Na Aleksa Lozowskiego pewnie nie ma co liczyć 😉 Kilka polskich nazwisk pojawia się jednak w Championship czy Pro D2 lub Nationale 1. Kompletnie strzelając, bez jakiejkolwiek wiedzy, może Adam Korczyk, może wróciłby Andrzej Charlat, może dałby się namówić Kevin Kornath?

      Ps. Zastrzegam, że niewiele wiem o formie ww. wymienionych 🙂

      Odpowiedz
        • Nie mam pojęcia. Ale przy naturalizacji przez zamieszkanie trzeba być bardzo ostrożnym, czego dowodem sprawa van der Berga czy zamieszanie wokół Tomane…

          Odpowiedz

Dodaj komentarz