Czternastkowe rugby w Paryżu

Za nami trzeci weekend tegorocznego Pucharu Sześciu Narodów (z bardzo dobrym występem Włochów przeciwko Irlandii i niezwykle emocjonującym spotkaniem Francuzów ze Szkotami, okraszonym na początku dwiema czerwonymi kartkami), pierwszy akord ligowych rozgrywek w tym roku w naszym kraju, zwycięstwo Hiszpanek w kobiecym REC, zacięty pojedynek ekip wyspiarskich na start Super Rugby Pacific, rugby na wodzie w Los Angeles i wiele innych rugbowych wydarzeń.

Ekstraliga

Wiosna w polskim rugby zaczęła się w tym roku wyjątkowo wcześnie – wszak za nami już trzy mecze naszej reprezentacji. W ten weekend jednak kadra odpoczywała, za to zobaczyliśmy pierwszy po zimowej przerwie mecz Ekstraligi. W zaległym spotkaniu ostatniej kolejki jesiennej wicemistrzowie Polski podejmowali Juvenę Kraków (przy czym zgodnie z rozkładem gospodarzem mieli być krakowianie, ale kluby zamieniły się rolami). Zdecydowanymi faworytami byli sopocianie, którzy nie dość, że są zdecydowanie wyżej w tabeli, to jeszcze wpuścili na boisko będącą w rytmie meczowym liczbą grupę swoich reprezentantów kraju. I zaskoczeniem było to, że już pierwszej akcji meczu nie skończyli punktami, a przez 20 minut utrzymywał się wynik 0:0. Potem jednak już wszystko poszło zgodnie z planem: do przerwy było 21:0, a po przerwie gospodarze dorzucili kolejne sześć przyłożeń (momentami obrona gości przypominała sito) i dopiero na sam koniec pozwolili zdobyć krakowianom honorowe przyłożenie. Wszystkie przyłożenia Ogniwa w tym meczu padły łupem zawodników ataku, z czego hat-trick zaliczył Adrian Seerane. Juvenia nieźle trzymała się na początku spotkania, miała też dobry moment na początku drugiej połowy, ale oba te momenty były bezowocne. Na dodatek już na początku meczu straciła z kontuzjami dwóch graczy młyna (w tym debiutującego Namibijczyka Denzila van Wyka). Łukasz Jasiński obdarował zawodników obu ekip aż siedmioma żółtymi kartkami (był moment, gdy na boisku mieliśmy tylko 27 graczy).

Ogniwo po tym zwycięstwie wróciło na fotel lidera tabeli, stracony niedawno w wyniku orzeczenia Komisji Gier i Dyscypliny. Ogniwo i Budo 2011 Aleksandrów Łódzki mają sporą przewagę nad resztą stawki, choć ścigający ich Edach Budowlani Lublin też mają zaległość do nadrobienia.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑Ogniwo Sopot939
2. ↓Budo 2011 Aleksandrów Łódzki937
3. Edach Budowlani Lublin831
4. Orkan Sochaczew930
5. Lechia Gdańsk922
6. Up Fitness Skra Warszawa918
7. Juvenia Kraków912
8. Arka Gdynia910
9. Posnania85
10. Pogoń Awenta Siedlce95

A przy okazji wieści z frontu transferowego (na podstawie dość skąpych informacji – więcej ze zgłoszeń w systemie PZR niż informacji z klubów). Dwóch Gruzinów ściąga do swojego młyna Posnania – Tornike Mamulaszwili i Giga Mamagulaszwili. Arkę Gdynia ma wzmocnić aż trzech ich rodaków: Ilia Zoidze, Lewan Robakidze i Giorgi Cwerawa. Pogoń Siedlce zgłosiła do rozgrywek Tongijczyka Petelo Pouhilę (grał dla North Otago i wystąpił w reprezentacji swojego kraju), a Ogniwo Sopot już zaprezentowało na boisku Zimbabwijczyka – Keitha Chiwarę (świetnie prezentującego się w ostatnim sezonie południowoafrykańskiego Varsity Shield).

Puchar Sześciu Narodów

Dwa sobotnie mecze trzeciej kolejki Pucharu Sześciu Narodów ułożyły się zgodnie z przewidywaniami. W Rzymie Włochy grały z Irlandią. Zdecydowanymi faworytami byli goście mimo kilku zmian w składzie (brakło m.in. kontuzjowanych Jonathana Sextona i Garry’ego Ringrose’a, ale mimo rotacji Andy Farrell nie znalazł w składzie miejsca dla świetnego ostatnio w meczach URC Gavina Coombesa). Włochy za to zagrały wreszcie z Paolo Garbisim, który wrócił do składu po kontuzji. Piorunujący początek meczu zanotowali Irlandczycy: co prawda pierwsze przyłożenie James Lowe’a zostało unieważnione, jednak moment później ten sam Lowe obsłużył asystą zastępującego Sextona w roli kapitana Jamesa Ryana. Pierwsze 20 minut to wymiana ciosów z obu stron, którą zaczęli i skończyli Irlandczycy i dzięki temu prowadzili 19:10 mając na koncie już trzy przyłożenia. Po czwartym przyłożeniu Macka Hansena wydawało się, że Irlandczycy będą mieli już spokojną przewagę, ale tuż przed końcem pierwszej połowy Włosi odpowiedzieli świetnym przechwytem Pierre’a Bruno i przegrywali tylko siedmioma punktami. Po przerwie obie ekipy zmagały się o przewagę. Karny Garbisiego zredukował stratę gospodarzy do czterech punktów, potem karnym odpowiedział Ross Byrne, ale wciąż Włochom pozostawał dystans zaledwie jednego przyłożenia z podwyższeniem. Nie odrobili go – pod koniec meczu jedyne przyłożenie w drugiej połowie (i swoje drugie w tym meczu) zanotował Mack Hansen i ostatecznie Włochy przegrały 20:34, ale mocno postraszyły faworyzowanych rywali (a kilku kolejnych ich młodych graczy świetnie się zaprezentowało, m.in. Lorenzo Cannone czy Tommaso Menoncello). Irlandczyków na pewno niepokoi kontuzja Finlay’a Bealhama, zastępującego w tym turnieju Taidhga Furlonga, Włochów – obkładający lodem ramię po zejściu z boiska Garbisi.

W Cardiff Walia grała z Anglią. Mecz ostatecznie doszedł do skutku, choć walijscy zawodnicy grozili strajkiem – na szczęście środowe rozmowy graczy z przedstawicielami federacji przyniosły kilka ustępstw ze strony tej ostatniej, w tym obniżenie limitu meczów uprawniających do powołania do reprezentacji w przypadku gry w klubie zagranicznym (z 60 do 25). Warren Gatland (któremu ponoć zawodnicy mieli za złe, że nie stanął konflikcie z WRU po ich stronie) dokonał rewolucji w składzie, w którym znalazł się m.in. debiutant Mason Grady, wracający po kontuzji Louis Rees-Zammit, a w roli łącznika ataku obsadził Owena Williamsa (Dan Biggar zaczął mecz na ławce). Wrócili Alun Wyn Jones i Justin Tipuric. W ekipie Anglii zmieniło się natomiast niewiele (wrócił po kontuzji Courtney Lawes, za to nie udał się planowany powrót Toma Curry’ego po kontuzji ścięgna udowego prawej nogi – w meczu ligowym nabawił się kontuzji ścięgna udowego dla odmiany w lewej nodze). Rewolucja Gatlanda nie dała efektu – jego drużyna znów przegrała. Mecz zaczął się od zdecydowanej przewagi Anglii, której efektem było tylko 8 punktów w pierwszych 20 minutach meczu (daleki karny Owena Farrella i przyłożenie Anthony’ego Watsona po świetnym podaniu Alexa Dombrandta). Wtedy przebudzili się Walijczycy – karnym odpowiedział Leigh Halfpenny, ale groźne akcje z końcówki pierwszej połowy nie dały im punktów i do przerwy przegrywali 3:8. Zaraz po przerwie wyszli na prowadzenie dzięki przechwytowi i przyłożeniu Reesa-Zammita. Jednak Anglicy niemal natychmiast odpowiedzieli i znów prowadzili pięcioma punktami. Ponownie jednak swojej przewagi długo nie potrafili przełożyć na większą różnicę punktową, aż w końcu na kilka minut przed końcem udało im się zdobyć trzecie przyłożenie – Ollie Lawrence ustalił wynik na 10:20. Przegrana Walii może nie nazbyt wysoka, ale obraz z tego meczu nadal niezbyt optymistyczny dla ekipy Warrena Gatlanda. Jego eksperymenty w formacji ataku kompletnie nie wypaliły. Czy Nowozelandczyk nie wziął na swoje barki zadania ponad swoje siły? Angielscy komentatorzy krytykują natomiast Owena Farrella, który m.in. zawodził z kopów (a pozostał na boisku właściwie do samego końca – Borthwick dał „szansę” Marcusowi Smithowi dosłownie sekundy przed końcowym gwizdkiem).

Na koniec, w niedzielę, mieliśmy szlagier tej rundy – pojedynek Francji z niepokonaną dotąd Szkocją. Francuzi potrzebowali wygranej aby pozostać w grze o zwycięstwo w turnieju, mieli jednak na pewno w głowach przegrane z 2020 i 2021 właśnie ze Szkotami, które pozbawiły ich wtedy końcowych sukcesów. Trenerzy obu ekip dokonali tylko symbolicznych zmian w składach – Francuzi musieli sobie radzić bez zawieszonego Uiniego Atonio, a Gregor Townsend skorzystał z wracającego po kontuzji Hamisha Watsona. Początek meczu układał się po myśli gospodarzy – błyskawicznie wyszli na prowadzenie 12:0, a Szkoci stracili z czerwoną kartką Granta Gilchrista. Moment później siły się wyrównały, bo wyjątkowo nierozważnym atakiem w rucku popisał się Mohamed Haouas i też zobaczył czerwoną kartkę, ale po kolejnych paru minutach Francuzi prowadzili już 19:0 dzięki przechwytowi Thomasa Ramosa. W drugich 20 minutach pierwszej połowy Szkoci wreszcie zaczęli odpowiadać – Huw Jones po świetnej akcji zdobył przyłożenie, a jego koledzy byli bardzo bliscy dwóch kolejnych. Jednak do przerwy Francja prowadziła 22:7. Po przerwie Szkoci zdecydowanie dominowali na boisku. Huw Jones zdobył kolejne przyłożenie, ale potem długo przewaga na punkty się nie przekładała. Ramos karnym znów powiększył przewagę Francuzów, lecz gdy Finn Russell na kwadrans przed końcem zdobył trzecie przyłożenie dla Szkotów, było tylko 25:21 dla gospodarzy i zanosiło się na zaciętą końcówkę. W tej jednak ostanie słowo powiedzieli Francuzi – uznany moment wcześniej najlepszym zawodnikiem meczu Gaël Fickou przedarł się na pole punktowe Szkotów i Francja wygrała 32:21. Niestety, z poważną kontuzją mecz skończył Anthony Jelonch – być może nawet wykluczy go z Pucharu Świata.

W tabeli niezwykle ciekawie. Irlandia, jedyna z kompletem zwycięstw i nadzieją na wielkiego szlema, z kompletem punktów na czele, ale pięć punktów za jej plecami są aż trzy drużyny z dwoma zwycięstwami na koncie i identycznym dorobkiem punktowym: Szkocja, Anglia i Francja. Wszystko tu się jeszcze może zdarzyć, zwłaszcza, że przed Irlandią dwa trudne spotkania.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Irlandia315
2. Szkocja310
3. Anglia310
4. Francja310
5. Włochy21
6. Walia20

W rywalizacji w kategorii U20 pewne zwycięstwa faworytów. Trzecie zwycięstwa do kompletu zebrały Anglia i Irlandia. Młodzi Anglicy pokonali Walijczyków 37:21, a Irlandczycy Włochów 44:27 (choć w przyłożeniach było tylko 5:4 – podobnie jak u seniorów Włosi zagrali ładny mecz i Irlandczycy przeżywali nerwowe chwile). Poza tym Francuzi wyraźnie ograli Szkotów 54:12 (goście z Wysp nawiązali walkę tylko na początku spotkania).

Top 14

W 19 kolejce Top 14 nie było niespodzianek i sypnęło wysokimi zwycięstwami, w których wygrywający zgarniali punkty bonusowe. Tylko w dwóch meczach zwycięzcy musieli zadowolić się czteropunktowym dorobkiem. Jednym z nich był otwierający kolejkę mecz Stade Français z Montpellier: goście zaczęli od prowadzenia po kwadransie 14:0, ale paryżanie jeszcze w pierwszej połowie odrobili większość strat, a na początku drugiej wyszli na prowadzenie i nie oddali go już do końca, wygrywając 27:17. Szanse na obronę tytułu mistrzowskiego przez Montpellier stopniowo maleją, natomiast paryżanie kolejny raz potwierdzili swoje ambicje, by po kilku nieudanych sezonach tym razem powalczyć o Bouclier de Brennus.

Drugi mecz bez bonusa zakończył kolejkę – Clermont grało tu z Tulonem. Tu gospodarzom do pięciu punktów zabrakło jednego przyłożenia – wygrali 36:21, a w przyłożeniach było 5:3. Clermont zanotowało świetną pierwszą połowę – tuż przed przerwą miało na koncie już trzy przyłożenia i prowadziło 22:0. Co prawda Tulon odpowiedział przyłożeniami tuż przed i tuż po przerwie, ale ani razu nie zbliżył się do gospodarzy na dystans mniejszy niż 8 punktów. Kropkę nad i położył tuż przed końcem meczu Peceli Yato.

Ciekawie zapowiadało się spotkanie Lyonu z Racingiem 92, ale cieszyć się z jego przebiegu mogli tylko coraz lepiej radzący sobie w lidze gospodarze. Co prawda przez ponad pół godziny nie padło tu żadne przyłożenie, a paryżanie zaczęli od prowadzenia dzięki dwóm karnym. Jednak już w 30. minucie dla odmiany Lyon wygrywał 9:6, a potem na boisku istniała już tylko drużyna gospodarzy. W końcówce pierwszej połowy przyłożenia zdobyli Toby Arnold i Joshua Tuisova (który w przyszłym sezonie będzie grać dla Racingu) i było już 23:6. Po przerwie co prawda Racing odpowiedział przyłożeniem, ale na nic więcej nie było go stać – tymczasem Lyon miał na boisku Dawita Niniaszwiliego, który zdobył dwa przyłożenia (w pierwszej połowie zaliczył asystę), a jego drużyna wygrała z bonusem 45:11. I Tuisova, i Niniaszwili mają już w tym sezonie po 7 przyłożeń na koncie, tylko o jedno mniej od lidera tej klasyfikacji, Ethana Dumortiera (który w niedzielę punktował dla odmiany dla reprezentacji Francji).

Poza tym:

  • Bordeaux Bègles pokonało Perpignan 43:7 (po trzech wygranych Katalończycy tym razem byli bez szans, a hat-trick przyłożeń zanotował Santiago Cordero);
  • Bajonna wygrała z Castres 41:10 (seria wygranych Basków na własnym boisku trwa, a tym razem ich ofiarą padł wicemistrz kraju);
  • La Rochelle zwyciężyło czerwoną latarnię ligowej tabeli, Brive, 32:16 (zdecydowały trzy przyłożenia roszelczyków w ostatnich 20 minutach meczu);
  • Tuluza pokonała Pau 34:10 (bonus zaliczony nawet mimo niezwykle odmłodzonego składu).

W tabeli bez rewolucji – wygrywały drużyny z czołówki, a jedynym wyjątkiem był Racing 92, który wypadł z miejsc premiowanych awansem do play-off. Aż 10 punktów do ostatniej drużyny z tych lokat traci już obrońca tytułu mistrzowskiego, Montpellier, który znów obsunął się w klasyfikacji. Na dnie tabeli bez zmian – tu z kolei wszyscy solidarnie przegrywali.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Tuluza1963
2. Stade Français1955
3. Lyon1953
4. La Rochelle1952
5. ↑Bajonna1950
6. ↑Bordeaux Bègles1949
7. ↓↓Racing 921946
8. Tulon1943
9. ↑Clermont1940
10. ↓Montpellier1939
11. Castres1932
12. Pau1932
13. Perpignan1930
14. Brive1926

W Pro D2 niespodziankę sprawiło Nevers – drużyna z dolnej połówki tabeli pokonała 15:12 wicelidera, Mont-de-Marsan. Mocno napracować się musiał zdecydowany lider z Oyonnax, który wygrał z trzecim od końca Carcassonne tylko 32:27 (aż 27 punktów dla zwycięzców zdobył Jules Soulan, z kolei dla Carcassonne punktował znany nam Samuel Marques, który wyszedł na drugą połowę spotkania) i powiększył swoją przewagę nad Oyonnax do 23 punktów. Na trzecie miejsce w lidze awansowało Grenoble, które dzięki przyłożeniu w ostatniej minucie meczu pokonało Béziers 20:19. Przeskoczyło Agen, pokonane przez Colomiers. Bardzo cenną wygraną odniósł beniaminek, Soyaux Angoulême, który dzięki drop goalowi na koniec meczu wygrał z rywalem z dołu tabeli, Montauban, 19:18 i wyskoczył ze strefy spadkowej. Drugi beniaminek, Massy, pozostał ostatni po porażce z Rouen Normandie, dla którego dwa przyłożenia zdobył świetny rumuński środkowy Taylor Gontineac, a 10 punktów z kopów holenderski łącznik ataku Peter Lydon. Cenną wygraną odniosło też Provence (w dużej mierze dzięki 20 punktom Florenta Massipa) nad Biarritz, ta ostatnia ekipa utrzymała się jednak w pierwszej szóstce.

Premiership

W osiemnastej kolejce Premiership kilka emocjonujących spotkań, ale chyba najbardziej efektowne widowisko zafundowali kibicom gracze dwóch drużyn zajmujących miejsca w czołowej czwórce – Northampton Saints i Gloucesteru. W tym meczu atak triumfował nad obroną, a kibice obejrzeli aż 12 przyłożeń, którymi po równo podzieliły się obie drużyny. Do przerwy padły tylko trzy z nich, a na tablicy wyników widniał remis 10:10. Po kilku minutach od rozpoczęcia drugiej połowy zrobiło się 17:15, a potem gospodarze zaczęli budować przewagę – zdobyli cztery przyłożenia z rzędu i na 10 minut przed końcem prowadzili 41:15. Przebudzenie Gloucesteru nastąpiło za późno – co prawda goście zdobyli trzy przyłożenia w ciągu dosłownie kilku minut, ale dało im to tylko dwa punkty bonusowe. Ostatecznie to Saints wygrali spotkanie 41:34.

W innym ciekawym spotkaniu Exeter Chiefs mierzyli się z Sale Sharks. Goście rozpoczęli mecz fatalnie, od seryjnych karnych darowanych przeciwnikom, ale to oni otworzyli wynik meczu i po kwadransie prowadzili 10:0. Jednak w ciągu 10 minut (od 25. do 35.) stracili dwóch zawodników z żółtymi kartkami i trzy przyłożenia z podwyższeniami, w efekcie czego to gospodarze prowadzili 21:10. W drugiej połowie Sharks odrabiali straty, zdobyli dwa przyłożenia i na chwilę odzyskali prowadzenie, ale Chiefs dzięki karnemu z końcówki meczu wygrali 24:22.

Poza tym:

  • w derbowym starciu dwóch drużyn z dołu tabeli Bath przegrało 13:15 z Bristol Bears (w Bristolu sporo ostatnio mówiło się o możliwości zwolnienia Pata Lama – może ta wygrana pozwoli mu przetrwać; Bath miało szansę na zwycięstwa, ale Piers Francis spudłował trudnego karnego w ostatnich minutach i w efekcie zanotowało czwartą porażkę z rzędu);
  • London Irish nieznacznie ulegli Leicester Tigers 22:25 (trzy przyłożenia w ciągu pierwszych 10 minut, ostatecznie w przyłożeniach było 3:3, ale języczkiem u wagi okazały się dwa karne Handrè Pollarda z ostatniego kwadransa meczu);
  • Saracens pokonali Newcastle Falcons 29:23 (Saracens wyszli na prowadzenie już w pierwszej akcji meczu, ale rychło przewagę stracili – jednak czerwona kartka Grega Petersona po kwadransie gry dała im przewagę liczebną na boisku i ostatecznie wygraną).

W tabeli trwa zacięta walka o miejsca trzecie i czwarte, dające awans do play-off (Saracens i Sale Sharks wydają się już być poza zasięgiem rywali) – Northampton Saints i Gloucester ścigają Exeter Chiefs i Leicester Tigers. Coraz niżej natomiast obsuwają się Harlequins.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Saracens1562
2. Sale Sharks1551
3. Northampton Saints1543
4. Gloucester1539
5. ↑Exeter Chiefs1438
6. ↑↑Leicester Tigers1538
7. ↓↓London Irish1536
8. ↓Harlequins1434
9. Bristol Bears1431
10. Newcastle Falcons1427
11. Bath1425

W Championship tylko jedno zaległe spotkanie między drużynami z dolnej części tabeli – Ampthill pokonało Nottingham 36:24.

United Rugby Championship

W United Rugby Championship w tym sezonie zaplanowano więcej przerw w ligowych grach w okresach występów reprezentacji niż w Top 14 i Premiership. Ten weekend stał się wyjątkiem niejako z przymusu – rozegrano dwa spotkania, które nie doszły do skutku w szóstej kolejce z powodu tajemniczej choroby, która zdziesiątkowała wówczas przebywające w Południowej Afryce drużyny Ulsteru i Glasgow Warriors. Irlandczycy i Szkoci pojechali więc na południową półkulę ponownie.

Ulster wykorzystał brak Springboks w składzie Sharks i wygrał 31:24. Obie ekipy zdobyły po cztery przyłożenia – w pierwszej połowie gospodarze dwukrotnie wychodzili na prowadzenie, ale na początku drugiej goście z Belfastu odskoczyli (po niecodziennym przyłożeniu Stewarta Moore’a: https://twitter.com/i/status/1629470549712973829) i dowieźli wygraną do końca. Decydującą rolę w wygranej odegrał John Cooney, który zrobił różnicę między drużynami dzięki stuprocentowej skuteczności z kopów.

Z kolei na tarczy wrócą z długiej podróży Glasgow Warriors – Lions pokonali ich 35:24. Decydujący w tym spotkaniu okazał się kwadrans gry w pierwszej połowie, między 20. i 35. minutą, gdy gospodarze zdobyli cztery przyłożenia nie tracąc ani jednego punktu. Do przerwy prowadzili 27:14 i choć drugą połowę niemal w całości spędzili na boisku w czternastkę (kolejno dwie żółte, a potem czerwona kartka), a Szkoci próbowali gonić wynik, wygraną dowieźli do końca.

W tabeli Ulster zmniejszył dystans do drugich Stormers i odskoczył od Glasgow Warriors. Sharks zmarnowali szansę na wskoczenie do czołowej czwórki, natomiast w dole tabeli awans zanotowali Lions, spychając w dół walijskie ekipy – w ostatniej czwórce są obecnie aż trzy z nich.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leinster1466
2. Stormers1454
3. Ulster1449
4. Glasgow Warriors1444
5. Munster1442
6. Bulls1441
7. Sharks1440
8. Connacht1435
9. Cardiff1434
10. Benetton Treviso1434
11. Edynburg1431
12. ↑↑Lions1429
13. ↓Ospreys1429
14. ↓Scarlets1427
15. Dragons1418
16. Zebre Parma148

Super Rugby Pacific

Nowy sezon Super Rugby Pacific zaczął się od sporego zaskoczenia. Crusaders, którzy od sześciu sezonów wygrywali co mogli (no, z wyjątkiem Super Rugby Trans-Tasman z 2021) zaczęli mecz z Chiefs od prowadzenia 10:0 po 20 minutach, ale skończyli nieoczekiwaną porażką 10:31. Żeby sprawę pogorszyć, Cullen Grace, który wrócił po kontuzji ramienia, doznał kolejnej po zaledwie 8 minutach na boisku. W drugich nowozelandzkich derbach pierwszego weekendu wynik jeszcze wyższy – Highlanders przegrali z Blues aż 20:60. Gospodarze przegrywali już 6:31, ale nadzieję im dały dwa przyłożenia z końcówki pierwszej połowy, gdy grali w przewadze po dwóch żółtych kartkach gości. Jednak w drugiej połowie już tylko tracili punkty. Po dwa przyłożenia dla zwycięzców zaliczyli Rieko Ioane i Mark Telea, który także zaliczył ponad 200 m z piłką, a aż 25 punktów na swoje konto zapisał Beauden Barrett.

W Sydney wydarzeniem weekendu był debiut Maxa Jorgensena (syna gwiazdy rugby league) w barwach Waratahs. Jego ekipa grała ze stołecznymi Brumbies i zaledwie 18-letni Jorgensen zdobył dwa przyłożenia (pierwsze już po kwadransie gry i świetnym przebiciu się przez dwóch obrońców), ale jego ekipa przegrała 25:31 (świat obiegła akcja, w której Andy Muirhead był ewidentnie zaskoczony piłką podczas rozmowy z sędzią, ale zdążył ją złapać i zapisać na swoje konto pięć punktów: https://twitter.com/i/status/1629051702602092544). W drugim australijskim pojedynku Western Force (mimo kilku przedmeczowych strat w składzie) pokonało Rebels 34:27, a o zwycięstwie zdecydowało przyłożenie Jeremy’ego Thrusha, który postanowił przerwać rugbową emeryturę.

Chyba najwięcej uwagi przyciągały dwa pozostałe mecze. W jedynym starciu transtasmańskim mierzyły się ekipy Reds i Hurricanes. Zgodnie z oczekiwaniami górą byli prowadzeni przez Jordiego Barretta goście z Nowej Zelandii, którzy wygrali wysoko – 41:13. Pierwsza połowa nie zapowiadała jednak takiej porażki gospodarzy: to oni dwukrotnie na początku meczu wychodzili na prowadzenie (w dużej mierze dzięki kopom debiutującego w ekipie Toma Lynagha, syna australijskiej legendy Michaela Lynagha), a do przerwy przegrywali tylko 13:16. Co prawda na początku drugiej połowy szybko stracili karne przyłożenie, ale nawet grając w osłabieniu potrafili wyprowadzić przepiękną szybką akcję zakończoną przyłożeniem. TMO jednak dopatrzyło się przodu w jej trakcie i odtąd inicjatywę mieli już wyłącznie goście z Wellingtonu.

Na start sezonu mieliśmy też starcie dwóch drużyn wyspiarskich (niestety, rozegrane w Auckland) – niezwykle emocjonujące i obfitujące w przyłożenia, których padło aż jedenaście. Początek meczu należał do Moana Pasifika – po dziesięciu minutach prowadzili 12:0. Fijian Drua doprowadzili do remisu 19:19, ale na koniec pierwszej połowy Moana wróciła na prowadzenie. Na 20 minut przed końcem mieliśmy kolejny remis, tym razem 31:31. Christian Leali’ifano karnym znów dał przewagę Moanie, ale debiutujący w Super Rugby Taniela Rakuro zdobył przyłożenie dla Drua (https://twitter.com/i/status/1629350289844371460) – Fidżyjczycy tuż przed końcem pierwszy raz wyszli na prowadzenie i ostatecznie wygrali 36:34.

Już po pierwszej kolejce mamy na czele tabeli trzy ekipy z Nowej Zelandii – tylko one zanotowały wygrane bonusowe.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Blues15
2. Hurricanes15
3. Chiefs15
4. Western Force14
5. Brumbies14
6. Fijian Drua14
7. Moana Pasifika11
8. Waratahs11
9. Rebels11
10. Crusaders10
11. Reds10
12. Highlanders10

World Rugby Sevens Series

Wróciło World Rugby Sevens Series na szósty w tym sezonie turniej męski. Grano w Los Angeles, a wolne miejsce dla zaproszonej ekipy tym razem zajęło Chile. Już pierwszy dzień przyniósł nieoczekiwane atrakcje: kilkakrotnie zmagania przerywano z powodu burz, w wyniku których boisko zamieniło się w basen.

W swoim pierwszym meczu sporą niespodziankę sprawiła Kenia, która pokonała 12:7 obrońców tytułu mistrzów WRSS, Australię. Kenijczycy byli bliscy do nieoczekiwanego awansu do ćwierćfinałów, ale w ostatnim meczu grupowym ulegli 5:7 Japończykom i w efekcie to Australia (mimo dwóch porażek) i Fidżi awansowały z tej grupy. Sensację sprawił też beniaminek WRSS, Urugwaj, który pokonał 10:5 Południową Afrykę. Jednak w pozostałych dwóch meczach poniósł porażki i choć Springboks mieli podobny bilans (na koniec fazy grupowej ulegli Irlandii), to oni i Irlandia zakwalifikowali się do czołowej ósemki.

Niestety, Kenia na sukcesie z pierwszego meczu niczego nie zbudowała – nie tylko nie awansowała do czołowej ósemki, ale przegrywała także w meczach o miejsca 9–16 – najpierw z Kanadą, a potem ze Stanami Zjednoczonymi. Zaproszone Chile skończyło z kompletem porażek, ale w kilku meczach napsuło krwi faworyzowanym rywalom.

Porażki Nowej Zelandii i Australii z fazy grupowej w niczym nie przeszkodziły im w pewnych wygranych w ćwierćfinałach (odpowiednio 24:12 z Wielką Brytanią i 31:7 z Irlandią, eliminując w ten sposób jedynych przedstawicieli półkuli północnej na tym etapie). Poza tym Fidżi pewnie pokonało Południową Afrykę, a Argentyna po zaciętym pojedynku wyeliminowała Samoa. W półfinale Argentyna po niezwykle zaciętym pojedynku pokonała Fidżi, a Nowa Zelandia wyeliminowała Australię. Ostatecznie to Nowozelandczycy stali się pierwszymi, którzy sięgnęli po drugi triumf w męskim WRSS w tym sezonie: w finale po świetnej pierwszej połowie wygrali 22:12, rewanżując się Argentyńczykom za porażkę z Hamiltonu. Gwiazdą zwycięskiej drużyny był Leroy Carter. Z walki o brąz górą wyszli Fidżyjczycy, choć w ostatnich minutach meczu niemal nie zmarnowali 21-punktowej przewagi.

W klasyfikacji generalnej Nowozelandczycy umocnili się na prowadzeniu – mają już 21 punktów przewagi nad Argentyną i Południową Afryką. Tu jednak stawka jest dość gęsta i w walce o podium na koniec sezonu mogą się jeszcze liczyć Fidżi, Samoa, Australia i Francja.

Z kraju

Poznaliśmy powołania na mecz reprezentacji Polski z Niemcami w ramach Rugby Europe Championship. Póki co wszystko wskazuje na to, że w półfinale zmagań o miejsca 5–8 nie zobaczymy kilku ważnych zawodników naszej kadry, którzy uczestniczyli w sukcesie z Belgią (brak przede wszystkim graczy bazujących we Francji). A przecież mecz z Niemcami jest dla nas szalenie ważny. Jest jeden gracz nieobecny we wcześniejszych powołaniach – Krystian Pogorzelski z Budo 2011 Aleksandrów Łódzki.

Spotkanie z Niemcami, podobnie jak dwa poprzednie na naszym terenie, zostanie rozegrane na Narodowym Stadionie Rugby w Gdyni – w niedzielę o 20:00.

Ze świata

W jedynym w tym tygodniu kobiecym meczu międzynarodowym niespodzianki być nie mogło. W kończącym zmagania zaledwie trzech drużyn spotkaniu kobiecego Rugby Europe Championship Hiszpania rozgromiła Szwecję 90:5. Hiszpanki pewnie sięgnęły po mistrzostwo REC, gromiąc obie pozostałe drużyny w stawce – nie mają na tym poziomie przeciwniczek, które mogłyby im zagrozić. Brak Hiszpanii w kobiecym Pucharze Sześciu Narodów (wyrzuconych stamtąd przed laty, aby ujednolicić rozgrywki kobiece z męskimi) to naprawdę wielka sportowa pomyłka.

W męskich piętnastka grały reprezentacje Botswany i Eswatini (dawniej Suazi). Wysoko wygrała Botswana (prawdopodobnie 111:3).

W Japan Rugby League One wszystko po staremu – znów wygrywały trzy czołowe ekipy ligi. Kolejno: Saitama Wild Knights z Kobelco Kobe Steelers 48:10 (w 50. minucie było jeszcze 10:10), Kubota Spears z Toshiba Brave Lupus Tokyo 46:27 (kolejny świetny mecz młodego skrzydłowego Haruto Kidy), a Tokyo Sungoliath z Shizuoka BlueRevs 25:17 (niełatwa przeprawa faworytów). Na czwartym miejscu umocnili się Yokohama Canon Eagles po wysokiej wygranej 39:7 nad Toyotą Verblitz. Dopiero drugą wygraną w sezonie odnieśli Green Rockets Tokatsu.

W drugiej kolejce Major League Rugby zwracał uwagę mecz Seattle Seawolves z Rugby ATL. Gospodarze szybko wyszli na prowadzenie i pozostali na nim aż do końca, m.in. dzięki przyłożeniom południowoafrykańskiego łącznika młyna, najlepszego gracza meczu JP Smitha oraz kapitana drużyny Riekerta Hattingha (wygrali 28:22), choć ekipa z Atlanty cały czas trzymała dystans i walczyła o zmianę wyniku. Kolejne zwycięstwo odniósł San Diego Legion (29:12 nad New England Free Jacks, Kalifornijczycy zapewnili sobie punkt bonusowy w ostatniej akcji), natomiast porażkę z pierwszej kolejki odbili sobie mistrzowie z Nowej Jorku – Ironworkers wygrali z Toronto Raptors aż 39:3. Po dwa zwycięstwa po dwóch kolejkach mają tylko trzy ekipy z zachodu: Houston SaberCats, San Diego Legion i Seattle Seawolves. Na wschodzie bez porażki jest Old Glory DC, ale waszyngtończycy grali dotąd tylko raz, a w ten weekend pauzowali (podobnie jak beniaminek z Chicago).

W MLR także ważna wieść pozaboiskowa: po ponad trzech latach ze stanowiska ustąpił komisarz ligi George Killebrew, jedna z kluczowych postaci w konflikcie z Adamem Gilchristem. Nowego komisarza nie będzie, a dotychczasowy zastępca Killebrew, Nic Benson, został dyrektorem zarządzającym ligi.

Druga kolejka także w Super Rugby Americas. Tu do gry wszedł obrońca mistrzowskiego tytułu, pauzujący przed tygodniem urugwajski Peñarol – pokonał American Raptors 28:19 po nadspodziewanie zaciętym pojedynku (Urugwajczycy zdecydowaną większość meczu byli na prowadzeniu, ale goście z północy kilkakrotnie zmniejszali dystans). W innym ciekawym pojedynku chilijski Selknam pokonał Pampas 34:20 i odniósł drugą wygraną w tej rywalizacji, a na koniec rundy Cobras ulegli Dogos 14:31 (Dogos i Selknam stanowią jedyne drużyny w stawce z dwoma zwycięstwami na koncie, z kolei Cobras i Raptors mają po dwie porażki).

Zakończyły się rozgrywki pierwszego sezonu kobiecej ligi celtyckiej czyli Celtic Challenge. Niepokonane zakończyły ten sezon dziewczyny z irlandzkiej drużyny Combined Provinces – w ostatnim meczu wygrały w Edynburgu ze Szkotkami z The Thistles 33:26. W dwóch wcześniejszych meczach rundy rewanżowej obie ekipy pokonały Walijki z WRU Development – Irlandki 19:0, a Szkotki 21:7 (Walijki ostatecznie skończyły turniej na ostatnim miejscu mimo niezłego początku – wygranej nad Szkotkami i zaledwie jednopunktowej przegranej z Irlandkami).

Zakończyły się także mistrzostwa Sri Lanki (Nippon Paint Rugby League). Tytuł mistrzowski (23. w historii i ósmy z rzędu) zdobyła ekipa Kandy SC, która w finale pokonała CR&FC (Ceylonese Rugby & Football Club) 29:10. Gościem ceremonii był Bryan Habana. Skrót finału: https://youtu.be/LPFP7SUlQZ8. Mistrzom kraju grozi jednak wykluczenie ze zbliżających się rozgrywek pucharowych (Clifford Cup, w którym triumfowali od 1992 22-krotnie) – federacja nie zgodziła się, aby zmienili miejsce rozgrywania domowych meczów (a chcieli przyciągnąć znacznie większą grupę kibiców niż dotąd).

Gruzińska drużyna Black Lion, dwukrotny zdobywca Rugby Europe Super Cup, który w tym roku nie wystąpi w drugiej dywizji Currie Cup, kwiecień i początek maja spędzi w Ameryce Południowej, gdzie ma rozegrać pięć spotkań. W czterech rywalami będą ekipy z Super Rugby Americas (Pampas, Selknam, Dogos i Peñarol), a w jednym Sudamérica XV (zobaczymy, co to będzie za drużyna, zapewne mieszanka brazylijsko-paragwajska). Cztery spotkania mają być rozegrane w Montevideo, jedno (przeciwko Pampas) w Buenos Aires. Podobną serię (w sumie sześć meczów, z czego trzy w Ameryce Południowej i trzy w północnej) mają zagrać Hawks czyli rozwojowa drużyna federacji USA.

Z kolei plan finalistów Rugby Europe Super Cup, Tel Aviv Heat, na grę w Mzansi Challenge w Południowej Afryce nie wypalił, po tym jak SARU wycofało zaproszenie niemal natychmiast po jego wystosowaniu. Rozpętała się z tego afera – SARU ponoć działało pod presją rodzimych zwolenników bojkotu sportowego Izraela (porównującego jego ustrój z apartheidem), z kolei Heat grozi krokami prawnymi i oskarża SARU o dyskryminację.

Ciekawa informacja z Anglii – w przyszłym sezonie w Premiership Rugby Cup (a więc rozgrywkach, w których kluby Premiership ogrywają rezerwy) mają wziąć udział drużyny z drugiego poziomu ligowego, czyli Championship.

Fajna perspektywa na lato dla miłośników rugby w Japonii: w lipcu przyjedzie tam na dwa mecze drużyna Nowej Zelandii XV (zagra z pierwszą reprezentacją Japonii i z Japonią XV). A potem Japończycy rozegrają u siebie pojedynki z wszystkimi trzema drużynami wyspiarskimi.

Z wieści transferowych:

  • reprezentację Fidżi na Pucharze Świata poprowadzi były gracz Saracens i Racingu 92, kapitan Fidżi, trener młyna m.in. w Racingu 92 i reprezentacji Australii, Simon Raiwalui;
  • nowym szkoleniowcem Leicester Tigers od lipca zostanie Dan McKellar, do niedawna trener Brumbies, a obecnie trener młyna reprezentacji Australii;
  • trenerskie zmiany w URC: irlandzki Connacht obejmie po odejściu Andy’ego Frienda jeden z jego asystentów, Pete Wilkins, a Edynburg po tym sezonie opuści główny trener Mike Blair;
  • Vinaya Habosi, wyrzucony z Fijian Drua, przed terminem rozpocznie realizację wcześniej podpisanego kontraktu z Racingiem 92;
  • Ihaia West, który przed tym sezonem trafił z La Rochelle to Tulonu, po sezonie odbędzie drogę w odwrotnym kierunku – nie gra tyle ile by chciał, odsunięty w cień przez Dana Biggara;
  • łącznik młyna reprezentacji Gruzji, Gela Aprasidze, po sezonie zmieni Montpellier na Bajonnę;
  • reprezentant Rumunii Atila Septar, który nie może znaleźć miejsca w składzie Tulonu, odejdzie do klubu Pro D2 – Provence;
  • na emeryturę odchodzi były reprezentant Irlandii i British & Irish Lions, zmagający się ostatnio z kontuzją Jack McGrath;
  • były reprezentant Francji Frédéric Michalak zostanie trenerem ataku Racingu 92;
  • Rugby Australia próbowało ściągnąć do kraju z Japonii Samu Kereviego, oferując mu milionowy kontrakt – ten jednak odrzucił ofertę, bo miała obejmować tylko jeden rok.

Do poczytania: tekst Micheala Aylwina z Guardiana o tym, dlaczego model regionów, który tak świetnie się sprawdza w Irlandii, nie daje efektów w Walii mimo wielkiej popularności rugby w tym kraju: Wales in crisis: regions the bane of a rugby nation facing the abyss.

Na koniec ciekawostka: koszulka, w której w 1973 w ekipie Barbarians Gareth Edwards zagrał w słynnym meczu przeciwko Nowej Zelandii została sprzedana na aukcji za rekordową sumę blisko 456 tys. dolarów nowozelandzkich (czyli blisko 300 tys. amerykańskich)…

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia:

Anglia:

  • Ethan Sikorski (North Walsham, National League 2 East): na boisku do 66. minuty w meczu z Tonbridge Juddians, przegranym 17:20. Sikorski znów z przyłożeniem (jedenastym w sezonie) i z żółtą kartką, North Walsham nadal przedostatnie w lidze.

Francja:

  • Quentin Cieslinski (Lavaur, Fédérale 1 – grupa 3): grał 60 minut w meczu z Saint-Sulpice-sur-Lèze, przegranym 15:16. Lavaur jest przedostatnie, jedenaste w lidze.

Zapowiedzi

W najbliższy weekend przede wszystkim arcyważny mecz naszej reprezentacji z Niemcami w półfinałach Rugby Europe Championship. Niby to tylko półfinały o miejsca 5–8, ale dla nas to prawie jak gra o mistrzostwo świata. Poza tym Gruzja – Rumunia, Portugalia – Hiszpania i Holandia – Belgia.

Poza tym 20. kolejka Top 14 (m.in. Tulon – Stade Français i Racing 92 – Tuluza), 19. kolejka Premiership (m.in. Sale Sharks – Saracens i Harlequins – Exeter Chiefs) i 15. kolejka URC (znów najwięcej uwagi przyciągają południowoafrykańskie derby). Po raz drugi wybiegną na boisko gracze Super Rugby Pacific. Międzynarodowe rugby w Europie także w wykonaniu kobiet (tym razem na poziomie Trophy), a World Rugby Sevens Series zawędruje do Vancouver (i to zarówno mężczyźni, jak i kobiety).

5 komentarzy do “Czternastkowe rugby w Paryżu”

  1. Ja również bardzo dziękuję za tego bloga, to naprawdę fantastyczna rzecz i domyślam się, że ogrom pracy, ale naprawdę w każdy poniedziałek nie mogę się doczekać, żeby złapać trochę wolnego czasu i sobie poczytać.
    PS. Możliwe, że Irlandczycy zaczęli z takim animuszem, bo byli lekko zdenerwowani odegraniem ich hymnu przez Włochów. Chyba cztery razy wolniej. 🙂

    Odpowiedz
  2. Witam serdecznie, na wstępie gratuluję fantastycznego bloga. Fajnie się czyta. Odniosę się trochę do meczu Francji ze Szkocją. Wg mnie presji nie wytrzymał gruziński sędzia, a do takiego spotkania mógł zostać wyznaczony ktoś bardziej doświadczony. Czerwona kartka na początku meczu to chyba jednak była przesada, dobrze że za chwilę Francuzi sami wyrównali siły. Trochę błędów Szkotów i brak zimnej głowy nie pozwoliło im wygrać.

    Odpowiedz
    • Dzięki za komentarz. No, młody, ale jednak trochę już na tym najwyższym poziomie sędziuje. Sam się zastanawiałem, jak z tej sytuacji wybrnie, ale czerwona kartka była tu raczej nie do uniknięcia. Za to przy ataku Haouasa Amaszukeli widać było, że na początku chciał dać żółtą i dopiero asystenci go przekonali 🙂

      Odpowiedz
      • No dokładnie, atak francuskiego filara był wg mnie bardziej niebezpieczny i wykonany z premedytacją. Dlatego też dziwiłem się że najpierw rozważał tylko żółtą.

        Odpowiedz

Dodaj komentarz