Mecz z Belgią był ważny, mecz z Niemcami jest jeszcze ważniejszy. Liczy się w nim tylko zwycięstwo, ale o to łatwo nie będzie. W „szponach” z tej okazji tradycyjny materiał przedmeczowy dostępnym pod linkiem: https://bit.ly/3ZlD0xM. Informacje o niemieckim rugby, składy meczowe z indywidualnymi statystykami itp. Zapraszam do lektury.
Przed nami pierwszy mecz fazy play-off Rugby Europe Championship. Gramy co prawda tylko o miejsca 5–8, ale nikt nie spodziewał się przed sezonem innego wyniku, a wygrana sprzed dwóch tygodni nad Belgią dała nam w tej rywalizacji niespodziewany handicap – atut własnego boiska i starcie z teoretycznie słabszym rywalem, co daje nam większą szansę na zwycięstwo. A stawka tego meczu jest bardzo wysoka. Wszak o ewentualnym spadku z REC zadecydują połączone wyniki z dwóch lat i nawet szóste miejsce w tym roku dałoby nam świetną pozycję wyjściową do obrony miejsca w rozgrywkach i zadomowienia się w nich być może na kolejne dwa lata.
O tym samym jednak marzą nasi rywale. Co prawda awans do REC wywalczyli tylko dzięki wyeliminowaniu przy zielonym stoliku z rozgrywek na najwyższym poziomie Rosji, w REC dotąd ponieśli same porażki, ale nieźle zaprezentowali się w meczu z Hiszpanią, a w rywalizacji z Holendrami przed dwoma tygodniami pokazali prawdziwy pazur.
Owszem, z ostatniego meczu z Niemcami to my wyszliśmy zwycięsko. Graliśmy z nimi przed rokiem na tym samym stadionie co jutro i zwyciężyliśmy 21:16. Jednak wywalczyć to zwycięstwo nie było łatwo, a więcej z gry mieli w tym spotkaniu nasi rywale. Powtórzenie tamtego sukcesu nie jest więc oczywiste.
Niemcy są w podobnej sytuacji jak my. To także kadra w przebudowie (przełomem było tu odejście sponsora reprezentacji i przegrane kwalifikacje do Pucharu Świata w 2018), z trenerem Markiem Kuhlmannem zatrudnionym mniej więcej w tym samym czasie, w którym my sięgnęliśmy po Chrisa Hitta. Kuhlmann nie mógł korzystać z wielu zawodników, stanowiących trzon kadry swoich poprzedników, którzy po 2018 zrezygnowali z występów w narodowych barwach. Dziś dysponuje zawodnikami przede wszystkim z klubów krajowych. Brakuje licznych graczy z mocnych drużyn z Francji i Anglii (m.in. w kadrze był Eric Marks, podstawowy drugoliniowec z Vannes, ale w składzie go brak). Na grę w reprezentacji nie mają chęci największe młode gwiazdy rugby pochodzące z Niemiec, ale marzące o szansach występów w innych barwach – Anton Segner z nowozelandzkich Blues (ten już grał w młodzieżówkach All Blacks) i Oskar Rixen z francuskiego Brive.
Co prawda w kadrze naszych rywali nie ma kilku zawodników, którzy mierzyli się przed nami przed rokiem (w tym chyba najlepszego wtedy na boisku wiązacza Timo Vollenkempera), jednak my też mamy swoje luki w składzie. Będzie nam pomagać własne boisko, ale Niemcy to zespół na porównywalnym, jeśli nie wyższym poziomie (i to nawet pomimo faktu, że w rankingu World Rugby jesteśmy pięć pozycji nad nimi).
Warto zwrócić uwagę, że do kadry naszych rywali powrócił w tym roku jeden z jej filarów z czasów Hansa Petera Wilda – łącznik ataku Raynor Parkinson. Wśród młodych graczy coraz większą gwiazdą błyszczy obrońca Edoardo Stella, który zadebiutował w reprezentacji rok temu w meczu z Polską i od tego czasu jest stałym elementem układanki Kuhlmanna, a ostatnio zdobył nominację na najlepszego zawodnika fazy grupowej REC. Do tego dochodzi kilku doświadczonych graczy – kapitan drużyny Jörn Schröder, skrzydłowy Henrick Zinzan Hees, łącznik młyna Oliver Paine czy pochodzący z Południowej Afryki Sebastian Ferreira.
Wygrana z Belgią postawiła nas w sytuacji komfortowej – marzyliśmy o niej, ale przed sezonem wydawała się trudno nieosiągalna. Nie można jej teraz zmarnować. Zwycięstwo z Niemcami da nam komfort na cały kolejny sezon. Przegrana będzie oznaczać, że sukces z meczu z Belgią poszedł na marne. I ostatni mecz tegorocznego REC będzie walką niemal o życie, a kolejny sezon – pełen niepokoju.