Stracona szansa

W Gdyni straciliśmy szansę na spokój – zarówno za dwa tygodnie, jak i w przyszłym roku. Niezależnie od wyniku ostatniego meczu w Amsterdamie (w którym zresztą faworytem nie będziemy), za rok braknie nam komfortu psychicznego i marginesu błędu w walce o utrzymanie w Rugby Europe Championship. Z Niemcami toczyliśmy zaciętą walkę, ale popełniliśmy zbyt wiele błędów.

Reprezentacja Polski / Rugby Europe International Championships

W weekend półfinałów Rugby Europe Championship nas najbardziej interesował ostatni z nich, rozgrywany w niedzielny wieczór w Gdyni. Graliśmy z Niemcami, a stawką był awans do meczu o piąte miejsce w całej imprezie. Zwycięstwo z Belgią postawiło nas w komfortowej sytuacji i czyniło z tego meczu najważniejszy dla nas w tych rozgrywkach – zwycięstwo oznaczało dla nas minimum szóste miejsce (a więc znakomitą pozycję wyjściową do walki o utrzymanie w przyszłym sezonie), przegrana spychała nas natomiast do meczu o siódme miejsce i niezależnie od jego wyniku dość nerwowy kolejny sezon. W składzie brakło niestety naszych graczy z Francji, którzy po meczu z Belgią wrócili do klubów, pojawiło się natomiast sporo eksperymentów: w drugiej linii zobaczyliśmy dwóch trzecioliniowców ze Skry – Jana Cala i Michała Mirosza (dla którego był to pierwszy mecz w kadrze od niemal sześciu lat), w trzeciej linii debiut zaliczał „Australijczyk” Brandon Olow, a w roli obrońcy znalazł się Mateusz Plichta. Jednak Niemcy, podobnie jak my, grali w składzie głównie krajowym, bez najlepszych zawodników z lig zagranicznych (spośród nich miał grać Eric Marks, podstawowy gracz Vannes, ale wyeliminowała go kontuzja).

Pierwsza połowa stała pod znakiem przewagi Niemców. Zaczęło się od ich prowadzenia 3:0 po karnym Edoardo Stelli. Co prawda gracz ten spudłował przy dwóch następnych takich okazjach, ale i my popełnialiśmy błędy – choćby kop z karnego na połowie rywali, który nie doleciał do linii autowej. Mieliśmy przewagę w młynie, ale nie dawała ona realnych korzyści na boisku. Jedyna wizyta w polu 22 m Niemców dała nam przyłożenie Vahy Halaifonuy. Prowadzenia jednak nie utrzymaliśmy – Niemcy wreszcie zmienili przewagę na przyłożenie i to oni do przerwy prowadzili 10:7 – wynik całkiem niezły biorąc pod uwagę obraz gry.

Druga połowa zaczęła się od okresu dominacji naszej drużyny – ale choć Wojciech Piotrowicz wykorzystywał kopy z karnych (i zrobiło się 13:10 dla nas), sami sobie przeszkadzaliśmy przegrywając auty, co oznaczało stratę szans na skonstruowanie poważniejszego zagrożenia. Po kilkunastu minutach Niemcy odzyskali rezon. Co prawda Stella znów spudłował z karnego, ale chwilę potem się poprawił i doprowadził do remisu. Przegraliśmy młyn, a kolejny karny dał Niemcom 3-punktowe prowadzenie. Jedyną swoją okazję w tym okresie zmarnowaliśmy przegrywając własny aut na 8 m przeciwnika. Niemcy coraz bardziej naciskali i coraz częściej przełamywali szarże naszych graczy. Kilku naszych graczy w jednej akcji pokonał Sebastian Rodwell, gdy zdobył drugie przyłożenie dla Niemców: https://twitter.com/i/status/1632483760846393346 i nasi rywale prowadzili już 23:13. Czasu zostało niewiele i nasi zawodnicy znów zaczęli atakować. Dwukrotnie byliśmy blisko pola punktowego, ale straciliśmy piłkę w wyniku nieporozumienia po wygranym aucie, potem uzyskaliśmy tylko żółtą kartkę dla gracza gości. Graliśmy w przewadze, Wojciech Piotrowicz próbował uruchamiać skrzydłowych i za drugim razem dało to efekt w postaci przyłożenia Roberta Wójtowicza. Przegrywaliśmy 18:23, starczyło jeszcze czasu na wznowienie, ale tu fatalny w skutkach błąd popełnił Ross Cooke, Niemcy odzyskali piłkę i moment później skończyli mecz.

Szkoda przegranego meczu, bo Niemcy też błędy popełniali. Znów jednak odezwały się demony w obronie (ponad 20% szarż nieskutecznych), eksperymenty w drugiej linii przyniosły przegrywane auty (w sumie aż 5), za dużo było niepotrzebnych strat. W meczu z Belgią sporo dobrego przynosiły nam kopy w grze, tym razem jednak to nie był nasz atut. Niemiecki trener, ciesząc się po meczu z pierwszej wygranej w sezonie, narzekał na zbyt wiele darowanych nam karnych, ale też wskazywał, że jego drużyna była lepsza z piłką w ręce. Porażka 18:23 oznacza, że spokoju w ostatnim meczu ani w przyszłym sezonie mieć nie będziemy – za dwa tygodnie będziemy grać o siódme miejsce z Belgią, tym razem bez atutu własnego boiska, w Amsterdamie.

W drugim półfinale w zmaganiach o 5–8 miejsce grały ze sobą Holandia i Belgia. Faworytem byli gospodarze i wygrali, ale wynik 31:19 nie do końca oddaje ich przewagę. Już po pięciu minutach i maulu autowym zakończonym przyłożeniem znanego nam z polskich boisk Rossa Bennie-Coulsona prowadzili 7:0, ale potem nie przekładali przewagi na punkty, a po nakrytym kopie Davida Weersmy mieliśmy remis 7:7. Jeszcze w pierwszej połowie Christopher Raymond świetną akcją z powrotem wyprowadził gospodarzy na prowadzenie, na początku drugiej połowy było już 21:7, ale nieoczekiwanie Belgowie odrobili niemal wszystkie straty i zrobiło się 21:19. Holendrzy jednak na kwadrans przed końcem zdobyli czwarte przyłożenie (trzecie w wykonaniu uznanego najlepszym graczem meczu Bennie-Coulsona i trzecie po maulu autowym), Weersma dorzucił karnego i ostatecznie wygrali 31:19.

Te „prawdziwe” półfinały, których zwycięzcy mieli walczyć o triumf w całej imprezie, zaczęły się od iberyjskich derbów – spotkania Portugalii z Hiszpanią. Postawa obu ekip w meczach grupowych kazała dopatrywać się faworyta w ekipie Portugalii, tym bardziej, że Hiszpanie nadal byli bez większości najlepszych zawodników z Anglii i Francji (choć do ekipy dołączyli Jon Zabala z Béziers i Joshua Peters z Newcastle Falcons). Tymczasem na początku meczu Hiszpanie zdominowali Portugalczyków fizycznie, zmuszali do licznych błędów (m.in. seryjnie przegrywane auty) i m.in. dzięki przyłożeniu właśnie Petersa wyszli szybko na prowadzenie 10:0. Jednak jeszcze przed przerwą Portugalczycy zmniejszyli stratę (przyłożenie Rodrigo Marty po świetnym przeboju skrzydłem Raffaele Stortiego: https://twitter.com/i/status/1632072366837706752), a w drugiej połowie wyraźnie poprawili stałe fragmenty gry, po dwóch karnych wyszli na niewielkie prowadzenie, a w ostatniej fazie meczu zdobyli dwa przyłożenia (drugie po akcji z ewidentnym przodem) i ostatecznie wygrali 27:10. Hiszpanie nie zdobyli po dobrym początku już żadnych punktów, ale i gra Portugalczyków nie zachwyciła. Ci ostatni są jednak w finale i mają już pewność najlepszego wyniku w mistrzostwach Europy od blisko dwóch dekad.

Rywalami Portugalii z finale za dwa tygodnie w Badajoz (miasto w Hiszpanii, ale niedaleko tam z Lizbony) będą faworyci całej imprezy, Gruzini, którzy pokonali pokiereszowanych kontuzjami Rumunów 31:7. Gospodarze byli zdecydowanymi faworytami meczu i już po pierwszej połowie prowadzili 17:0 (a ozdobą tej części spotkania było przełamanie linii obrony gości przez Wasyla Łobżanidze). Dopiero po godzinie gry, gdy Gruzini prowadzili już 24:0 (karne przyłożenie po świetnie pchniętym młynie na 5 m), Rumuni zdołali odpowiedzieć swoim jedynym przyłożeniem (mimo gry w osłabieniu po żółtej kartce). Ale potem wynik się już nie zmieniał, a w ostatniej akcji meczu po błyskawicznej akcji znowu zapunktowali gospodarze i zdecydowanie wygrali mecz, po raz kolejny stawiając w swojej gablotce Antim Cup.

Ekstraliga

Rundę jesienną w Ekstralidze zakończyło w sobotę ostatnie zaległe spotkanie, rozegrane pomiędzy Posnanią i Edachem Budowlanymi Lublin (z Poznaniu, choć w pierwszej rundzie ekipy miały mierzyć się w Lublinie – podobnie jak przed tygodniem doszło do zamiany gospodarzy). Mimo braku obecnego na kadrze Grzegorza Szczepańskiego lublinianie byli zdecydowanymi faworytami tego spotkania – są czarnym koniem tegorocznych rozgrywek i uparcie dążą do tego, aby powalczyć nawet o wejście do finału. Mecz jednak zaczął się zaskakująco, bo na boisku obserwowaliśmy wyrównany pojedynek – poznaniacy twardo przeciwstawiali się rywalom, obie ekipy wymieniły się przyłożeniami i wynik mieliśmy na styku. Dopiero pod koniec pierwszej części spotkania Budowlani zdobyli dwa przyłożenia, które ustawiły mecz. Do przerwy Posnania przegrywała 5:22, po przerwie straciła kolejne trzy przyłożenia (znów dwa w końcówce) i ostatecznie uległa 5:39. Z sześciu przyłożeń zwycięzców aż pięć zapisali na swoje konto gracze z południowej półkuli – m.in. dwa z nich zdobył wracający do zespołu po rocznej przerwie Kudakwashe Nyakufaringwa, kolejne dwa dorzucił łącznik młyna Nkululeko Ndlovu, który swój dorobek uzupełnił dziewięcioma punktami z kopów.

Dzięki zwycięstwu Budowlani zmniejszyli dystans punktowy dzielący ich od czołowej dwójki – na półmetku zmagań tracą tylko punkt do wicelidera, Budo 2011, i trzy punkty do lidera, Ogniwa. Natomiast ta ostatnia ekipa ogłosiło właśnie kolejne wzmocnienie – trafił tam środkowy Wayne Smith, pochodzący z Południowej Afryki, ostatnio w składzie jednej z czołowych rumuńskich drużyn.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Ogniwo Sopot939
2. Budo 2011 Aleksandrów Łódzki937
3. Edach Budowlani Lublin936
4. Orkan Sochaczew930
5. Lechia Gdańsk922
6. Up Fitness Skra Warszawa918
7. Juvenia Kraków912
8. Arka Gdynia910
9. Pogoń Awenta Siedlce95
10. Posnania95

Top 14

W dwudziestej kolejce Top 14 na najbardziej efektowne spotkanie czekaliśmy do końca weekendu: w szlagierze kolejki mierzyły się Racing 92 z Tuluzą. Efektowne, bo okraszone aż 10 przyłożeniami, którymi równo po połowie podzieliły się obie ekipy. W pierwszej połowie czterokrotnie zmieniały się na prowadzeniu, a po przyłożeniu z podwyższeniem z ostatniej akcji tej części spotkania objęła je Tuluza i w drugiej połowie nie wypuściła z rąk. W ciągu pierwszych 10 minut zdobyła kolejne 10 punktów (m.in. po kontrze wyprowadzonej niemalże z własnych 5 m przez Matthisa Lebela) i choć potem paryżanie zdobyli trzy przyłożenia, Finn Russell żadnego z nich nie podwyższył, tymczasem Melvyn Jaminet dorzucił karnego i to Tuluza wygrała zacięty mecz 39:35. Choć w ostatniej akcji niedolot z karnego z 60 m mógł ją drogo kosztować.

W innym hicie kolejki Tulon grał z wiceliderami – Stade Français. Miało być ciekawie, tymczasem był to mecz, w którym przyłożenia zdobywała tylko jedna drużyna. Co prawda po pięciu minutach było 6:0 dla paryżan, a po dwudziestu minutach prowadzili 9:7, ale potem nie zdobyli już ani jednego punktu. Jeszcze w pierwszej połowie przewagę Tulonowi dało przyłożenie po przechwycie Cheslina Kolbego, a gospodarze dobili rywali pod koniec drugiej połowy kolejnymi dwoma przyłożeniami. W efekcie Tulon nie tylko wygrał, ale także zdobył punkt bonusowy.

Warto zwrócić uwagę na kolejną wygraną Perpignan, tym razem nad celującą w play-off Bajonną. Broniący się przed spadkiem katalończycy wyszli na prowadzenie już po pięciu minutach gry i nie oddali go już do końca. Do przerwy po czterech przyłożeniach prowadzili 28:13. Co prawda po przerwie Baskowie zaczęli odrabiać straty – po dwóch przyłożeniach z pierwszego kwadransa drugiej połowy zrobiło się 28:27 i wynik stał się otwarty – ale w końcówce już tylko gospodarze punktowali i dzięki dwóm karnym wygrali 34:27. Perpignan, mimo bardzo bolesnej porażki sprzed tygodnia z Bordeaux, ma ostatnio naprawdę niezły okres.

Poza tym:

  • Montpellier pokonało Clermont 34:6 (w pierwszej połowie mistrzowie przetrwali bez wielkiego szwanku 10 minut gry w trzynastkę, za to w drugiej bezlitośnie wykorzystali osłabienie rywali, zbierających kartki – w tym czerwoną, a w okresie gry z przewagą dwóch graczy zdobyli 14 punktów);
  • Pau uległo z La Rochelle 32:36 (Pau zaliczyło więcej przyłożeń, ale dało zbyt wiele szans na kopy Antoine’owi Hastoy’owi, który zapisał na swoje konto aż 26 punktów – w tym kluczowe cztery karne na początku drugiej połowy; decydujące o zwycięstwie roszelczyków przyłożenie padło w samej końcówce meczu);
  • Brive przegrało 7:28 z Bordeaux (Brive pogrąża się na dnie tabeli; po hat-tricku sprzed tygodnia kolejne dwa przyłożenia dla zwycięzców zaliczył skrzydłowy Santiago Cordero);
  • Castres pokonał Lyon 27:22 (zwycięstwo gospodarzy po dwóch przyłożeniach Juliena Dumory i 17 punktach z kopów Benjamina Udrapillety zakończyło serię pięciu wygranych z rzędu Lyonu).

W tabeli Tuluza i La Rochelle wykorzystały potknięcia Stade Français i Lyonu – Tuluza umocniła się na czele tabeli i ma już 11 punktów przewagi nad drugą drużyną, natomiast La Rochelle awansowało z czwartego na drugie miejsce. Walka o awans do play-off jest bardzo zacięta – Tulon zbliżył się do szóstego miejsca na dystans już tylko dwóch oczek. W dole tabeli Perpignan pierwszy raz od inauguracyjnej kolejki tego sezonu wydobył się ze strefy spadkowej, a strata ostatniego Brive do rywali znów wzrosła.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Tuluza2067
2. ↑↑La Rochelle2056
3. ↓Stade Français2055
4. ↓Lyon2054
5. ↑Bordeaux Bègles2053
6. ↓Bajonna2050
7. ↑Tulon2048
8. ↓Racing 922047
9. ↑Montpellier2044
10. ↓Clermont2040
11. Castres2036
12. ↑Perpignan2034
13. ↓Pau2033
14. Brive2026

W Pro D2 tym razem solidarne zwycięstwa wyżej notowanych drużyn. W najciekawszym (między liderem a piątą ekipą z tabeli) Oyonnax zdecydowanie zwyciężyło Colomiers 34:9, z kolei wicelider z Mont-de-Marsan pokonał 49:14 Béziers. Najbardziej zacięte mecze stoczyły Agen z beniaminkiem z Angoulême 19:15 (dwie czerwone kartki dla graczy obu drużyn, gospodarze grali z liczebną przewagą przez niemal pół meczu), a Aurillac wygrało z Rouen Normandie 29:26 (aż 16 punktów dla pokonanych zdobył nieobecny w reprezentacji Holandii Peter Lydon). W tabeli nadal na zdecydowanym prowadzeniu Oyonnax, drugie Mont-de-Marsan ma tylko punkt przewagi nad Grenoble i trzy punkty nad Agen (a i dalej jest stosunkowo ciasno).

Premiership

Czyżby Bristol Bears wydobywało się z kryzysu? Dziewiętnastą kolejkę Premiership zaczęło starcie tej drużyny z walczącymi o awans do play-off Northampton Saints zakończone niezwykle wysokim wynikiem – Bears wygrali aż 62:8 (nikt jeszcze w tym sezonie angielskiej ligi nie zdobył tylu punktów w jednym meczu). Zaczęło się od karnych, po których było 3:3, ale potem Bears zaczęli zdobywać przyłożenia, których na swoje konto zapisali w sumie dziewięć. M.in. Harry Thacker zaliczył swoje 13. przyłożenie w tym sezonie, ale gwiazdą spotkania był zawodnik, który nie zdobył ani jednego punktu – Charles Piutau (zmajstrował w tym meczu m.in. taką akcję: https://twitter.com/i/status/1631753664133038093). Końcowy wynik zaskakuje nawet biorąc pod uwagę osłabienie „Świętych” kontuzjami i nieobecnościami związanymi z obowiązkami reprezentacyjnymi.

Na koniec weekendu mieliśmy z kolei starcie Sale Sharks z Saracens, czyli mecz na szczycie ligowej tabeli, w którym trzecią porażkę w tym sezonie ponieśli liderzy ligi. Saracens mecz zaczęli znakomicie: karne Alexa Goode’go, dwa przyłożenia i po półgodzinie prowadzili 16:0. Wtedy jednak Goode zobaczył żółtą kartkę, a gospodarze zaczęli odrabiać straty. Jeszcze przed przerwą zredukowali przewagę liderów do dwóch punktów, a po przerwie wyszli na prowadzenie. Na kwadrans przed końcem wygrywali co prawda tylko 28:24, ale Saracens tych czterech punków nie odrobili. Nie pomogła im na pewno czerwona kartka, którą zobaczył Robin Hislop, a na koniec meczu Jean-Luc du Preez zdobył piąte przyłożenie dla Sharks, Robert du Preez podwyższył i ekipa z Sale wygrała 35:24.

Poza tym:

  • Leicester Tigers pokonali ostatnie w lidze Bath 48:27 (mecz od przyłożenia zaczęli goście, ale Tigers jeszcze do przerwy odpowiedzieli dwoma, wykorzystując m.in. grę w przewadze dwóch zawodników; aż 21 punktów Handré Pollarda);
  • Harlequins wygrali 40:5 z Exeter Chiefs (już do przerwy wygrywali 26:0; znakomity występ zwolnionego z kadry Marcusa Smitha, uznanego najlepszym graczem meczu i to w świetnych okolicznościach – to był tzw. Big Game, rozegrany na Twickenham);
  • Newcastle Falcons przegrali z London Irish 19:34 (Irish szybko wypracowali przewagę, Falcons odrobili straty i w 50. minucie meczu był remis, a potem goście znowu odskoczyli).

W tabeli nadal na czele Saracens, ale ich przewaga nad Sale Sharks stopniała. Zwiększył się za to dystans między Sharks i resztą stawki. Trwa zacięta walka o dwa pozostałe miejsca w fazie play-off – tu różnice punktowe są niewielkie i o zmiany w tabeli łatwo. Leicester Tigers drugi raz w tym sezonie znaleźli się na trzeciej lokacie, także zwycięstwa London Irish i Harlequins podtrzymały ich nadzieje na udział w finałowej fazie sezonu. Coraz bliżej stawki w środku tabeli znajdują się Bristol Bears.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Saracens1662
2. Sale Sharks1656
3. ↑↑↑Leicester Tigers1643
4. ↓Northampton Saints1643
5. ↑↑London Irish1641
6. ↑↑Harlequins1539
7. ↓↓↓Gloucester1539
8. ↓↓↓Exeter Chiefs1538
9. Bristol Bears1536
10. Newcastle Falcons1527
11. Bath1526

W Championship zwraca uwagę kolejna porażka Doncaster Knights (tym razem z Bedford Blues, którzy zajmują czwarte miejsce w lidze) – jeszcze bardziej oddala ich od uprawnionego awansu do Premiership, a przecież są jedyną ekipą, która mogłaby dostać licencję na grę na najwyższym poziomie rozgrywek. Dwaj liderzy tabeli, Ealing Trailfinders i Jersey Reds solidarnie bardzo wysoko wygrywali: Ealing z Richmond 50:0, a Jersey z Caldy 71:14. Swoją drogą, coraz głośniejsze są plotki o wejściu ekipy z Ealing do URC – podobno walijską drużyną, z którą mieliby się „połączyć” są Ospreys.

United Rugby Championship

Głównymi wydarzeniami piętnastej rundy URC były kolejne, ostatnie już w tym sezonie (a przynajmniej – w rundzie zasadniczej) południowoafrykańskie derby. W obu było ciekawie. W Kapsztadzie Stormers grali z Sharks i wygrali 29:23. Gospodarze już po pierwszej połowie prowadzili 19:6, a po kwadransie drugiej połowy – mieli na koncie cztery przyłożenia i wygrywali 26:6. Wtedy przebudzili się rywale, którzy wreszcie zaczęli odpowiadać przyłożeniami. Na dziesięć minut przed końcem Stormers wciąż mieli przewagę na tablicy wyników, ale już tylko 26:23 (po świetnym przyłożeniu dla Sharks Granta Williamsa: https://twitter.com/i/status/1632022028415819777), a na dodatek grali w trzynastkę po dwóch żółtych kartkach i ich przyszłość nie wygląda różowo. Przetrwali jednak, a na koniec meczu Mannie Libbok ustalił kopem z karnego wynik meczu na 29:23. Stormers w tym sezonie zebrali komplet sześciu zwycięstw nad krajowymi rywalami.

W drugim południowoafrykańskim spotkaniu Bulls mierzyli się z Lions. Tu goście już po niespełna 30 minutach prowadzili 20:3, ale potem nie zdobyli już żadnego przyłożenia, tymczasem rywale aż cztery. Jednak wysiłki Bulls, którzy gonili wynik, niweczył brak skuteczności w kopach z podstawki – z czterech przyłożeń (m.in. takiego: https://twitter.com/i/status/1632050127954124800) podwyższyli tylko ostatnie, dzięki czemu wreszcie wyszli na dwupunktowe prowadzenie, tymczasem Lions w grze utrzymywały kopy Samele Nohamby. Dwa ostatnie przywróciły Lions prowadzenie i jego ekipa wygrała 29:25, a sam Nohamba był autorem aż 24 spośród tych 29 punktów (m.in. przyłożenia, zdobytego w taki sposób: https://twitter.com/i/status/1632037557507694594).

W Europie niesamowity przebieg miał mecz Munsteru ze Scarlets. Zaczęło się zgodnie z przewidywaniami: Irlandczycy zdobywali przyłożenie za przyłożeniem i po niespełna 30 minutach prowadzili już 28:0, a pierwszą połowę wygrali 35:7. Z łatwością przebijali się przez obronę gości i zasłużenie prowadzili. Jednak druga połowa potoczyła się inaczej – po 10 minutach było wciąż 28 punktów różnicy (42:14), ale potem nieoczekiwanie Walijczycy zaczęli gonić wynik. Dzięki czterem przyłożeniom kilka minut przed końcem tracili do gospodarzy już tylko siedem punktów, ale mimo podarowanej im kilka razy w ostatnich minutach piłki (w tym po karnym z 81. minuty, który z 60 m nie doleciał do bramki), tej straty już nie zniwelowali – Munster zwyciężył 49:42. Wydarzeniem dnia był powrót na boisko po półtorarocznej przerwie RG Snymana.

Poza tym:

  • Glasgow Warriors łatwo pokonali Zebre Parma 50:8 (hat-trick w pierwszej połowie meczu zaliczył Johnny Matthews);
  • Edynburg przegrał z Leinsterem 27:47 (miłe złego początki Szkotów – w pierwszym kwadransie prowadzili 7:0 i 17:7; swoją drogą, warto obejrzeć to rozegranie karnego z ręki w wykonaniu dublińczyków: https://twitter.com/i/status/1632097352944107520);
  • Ospreys przegrali 20:21 z Benettonem (w ciągu ostatnich pięciu minut odrobili większość strat dwoma przyłożeniami, ale po tym zdobytym w ostatniej akcji Jack Walsh z bardzo trudnej pozycji trafił z podwyższenia w słupek);
  • Dragons ulegli 20:22 Connachtowi (gospodarzom nie pomogła czerwona kartka, po której blisko godzinę grali w osłabieniu);
  • kompletu walijskich porażek w ten weekend dopełnił Cardiff, pokonany przez Ulster – tu padł wynik 20:42.

W tabeli bardzo niewiele przesunięć – zespoły z czołówki umocniły się w niej, szczególnie Leinster z kompletem zwycięstw i 12 punktami przewagi nad Stormers. W środku tabeli trwa jednak zacięta walka o awans do czołowej ósemki, co daje prawo gry w play-off – Connacht utrzymał jednopunktową przewagę nad Benettonem, a zmalały szanse na awans najlepszej spośród walijskich ekip, Cardiff.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leinster1571
2. Stormers1559
3. Ulster1554
4. Glasgow Warriors1549
5. Munster1547
6. Bulls1543
7. Sharks1541
8. Connacht1539
9. ↑Benetton Treviso1538
10. ↓Cardiff1534
11. ↑Lions1533
12. ↓Edynburg1532
13. Ospreys1530
14. Scarlets1529
15. Dragons1519
16. Zebre Parma158

Super Rugby Pacific

Drugą kolejkę Super Rugby Pacific rozegrano jako „super-rundę” – w całości w Melbourne. Niewątpliwie bardzo trudne zadanie stało przed miejscowymi Rebels, którzy w transtasmańskim pojedynku podejmowali Hurricanes. Ekipa ze stolicy Nowej Zelandii w drugim swoim meczu na australijskiej ziemi odniosła drugie zwycięstwo, ale nie przyszło jej ono łatwo. Co prawda do przerwy goście prowadzili 24:7 (m.in. dwa przyłożenia Ardiego Savei), ale na początku drugiej połowy zostali na boisku w czternastkę po czerwonej kartce i Rebels zaczęli odrabiać straty – po czterech przyłożeniach doprowadzili do stanu 33:34. Sprawę ostatecznie rozstrzygnął Jordie Barrett, który przyłożeniem dał zwycięstwo nowozelandzkiej ekipie 39:33 (w sumie zdobył w tym meczu 19 punktów. Po meczu jednak najwięcej mówiło się mówiło się o niesportowym zachowaniu Ardiego Savei, który schodząc z boiska po żółtej karce pokazał rywalowi paskudny gest podrzynania gardła. Po meczu bardzo przepraszał, ale kto wie, czy nie spotkają go poważniejsze konsekwencje.

Po bolesnej porażce z pierwszej kolejki w kolejnych nowozelandzkich derbach odrodzili się Crusaders – choć nie było z nimi trenera Scotta Robertsona, dzięki aż siedmiu przyłożeniom i świetnej dyspozycji Richiego Mo’ungi (w sumie 22 punkty – komplet podwyższeń, karny i przyłożenie) pokonali Highlanders 52:15. Dla pokonanych to druga wysoka porażka z rzędu i wyjątkowo kiepski początek sezonu (także dla Freddiego Burnsa, który przybył do ekipy z Dunedin z Anglii i pierwszy raz wyszedł w podstawowym składzie).

Porażki solidarnie poniosły obie ekipy wyspiarskie: Moana Pasifika przegrała z Chiefs 29:52 po fatalnej pierwszej połowie – do przerwy straciła aż sześć przyłożeń i przegrywała już 3:38. A zaczęła mecz absolutnie fatalnie – Rameka Pohipi z Chiefs przechwycił pierwsze podanie w meczu i zdobył przyłożenie w meczu po zaledwie ośmiu sekundach od początkowego gwizdka, bijąc w ten sposób 22-letni rekord Super Rugby (https://twitter.com/i/status/1631901028797800448). I choć Nowozelandczycy zobaczyli trzy żółte kartki i drugą połowę ekipa związana z Tonga i Samoa wygrała, niewiele to zmieniło. Z kolei drużyna Fijian Drua przegrała z Waratahs 17:46. Tu dla odmiany do przerwy mieliśmy remis, a drugą połowę od przyłożenia zaczęli wyspiarze, ale przez ostatnie pół godziny stracili 5 przyłożeń i 36 punktów bez żadnej odpowiedzi.

Ostatniego dnia melbourne’skiego maratonu mieliśmy chyba najciekawszy pojedynek, kolejne starcie transtasmańskie, z którego jednak górą tym razem wyszli Australijczycy. Iskrzyło zwłaszcza w pierwszej połowie: ekipa z Canberry zaczęła od prowadzenia 3:0, a chwilę potem zaliczyła karne przyłożenie, a rywale zostali na boisku w trzynastkę. Jednak mimo takiego osłabienia Blues odpowiedzieli przyłożeniem. Ekipy wymieniały się ciosami, po 30 minutach było 20:20, a na koniec pierwszej części spotkania na prowadzenie 25:20 wyszli Brumbies. I ten wynik nie zmienił się już do końca: w drugiej połowie mieliśmy niezwykle zacięte spotkanie, ale górą była defensywa. Dla Brumbies był to udany rewanż za przegrany półfinał z ubiegłego roku.

A na koniec weekendu Reds w australijskim pojedynku rozgromili Western Force 71:20, odnosząc swoje najwyższe zwycięstwo w historii występów w Super Rugby.

W lidze pozostały już tylko trzy drużyny z kompletem dwóch zwycięstw (Chiefs, Hurricances i Brumbies) i trzy z samymi porażkami (Rebels, Moana i Highlanders).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑↑Chiefs210
2. Hurricanes29
3. ↑↑Brumbies28
4. ↓↓↓Blues26
5. ↑↑↑Waratahs26
6. ↑↑↑↑↑Reds25
7. ↑↑↑Crusaders25
8. ↓↓Fijian Drua24
9. ↓↓↓↓↓Western Force24
10. ↓Rebels22
11. ↓↓↓↓Moana Pasifika21
12. Highlanders20

World Rugby Sevens Series

World Rugby Sevens Series przeniosło się do kanadyjskiego Vancouveru. Ponownie jako zaproszona ekipa wśród mężczyzn pojawiło się Chile, natomiast w gronie kobiet drugi raz w historii szansę dostały Kolumbijki. Mężczyźni rozgrywali swój dwusetny turniej w historii WRSS.

W fazie grupowej męskiej rywalizacji wielką niespodziankę sprawił Urugwaj – beniaminek w tegorocznej stawce w swoim drugim meczu pokonał mistrzów olimpijskich, Fidżi, 17:14, a rywalizację grupową zakończył wygraną nad Kenią. Dwa zwycięstwa to było jednak za mało do drugiego w historii awansu do ćwierćfinału – po dwie wygrane odniosły też Fidżi i Wielka Brytania i dzięki lepszemu stosunkowi małych punktów to one awansowały do kolejnej rundy. W podobnych okolicznościach odpadli z rywalizacji gospodarze, którzy pokonali nieoczekiwanie Australię (i to aż 29:12). Do czołowej ósemki nie zakwalifikowali się też gracze z Samoa (przegrała rywalizację z Nową Zelandią i Stanami Zjednoczonymi) i Południowej Afryki (przegrana 0:12 z Argentyną i remis z Francją). Ci ostatni zresztą mieli fatalny weekend – w kolejnej rundzie Blitzboks przegrali z Kenią i ostatecznie zajęli zaledwie 13. miejsce.

W ćwierćfinałach odpadli liderzy serii, Nowozelandczycy (przegrali z Australią 7:17) oraz mistrzowie olimpijscy z Fidżi (w ostatniej akcji szalę na swoją korzyść przeważyła Argentyna, wygrywając 19:14). Z dwóch pozostałych ćwierćfinałów do czołowej czwórki awansowały drużyny europejskie, co w tym sezonie się jeszcze nie zdarzyło – Francja i Irlandia (ta ostatnia po dogrywce w meczu ze Stanami Zjednoczonymi). W półfinałach Francuzi sprawili niespodziankę – pokonali Australię i pierwszy raz od ponad trzech lat awansowali do finału. Tu ich rywalem byli Argentyńczycy. I właśnie ci ostatni sięgnęli po końcowy triumf – dzięki świetnej końcówce meczu pokonali w finale Francuzów 33:21 i drugi raz w tym sezonie stanęli na najwyższym stopniu podium. W meczu o trzecie miejsce Australia pewnie pokonała Irlandię 20:5. Nowa Zelandia musiała zadowolić się piątą lokatą.

W klasyfikacji generalnej Nowa Zelandia pozostała na czele, ale jej przewaga nad drugą Argentyną stopniała do 12 punktów. Na trzecie miejsce wskoczyli Francuzi, a spadli z niego Południowoafrykańczycy (i to dość daleko po fatalnym występie), ale tu już jest ciasno – zaledwie punkt za Francją są Fidżi i Australia.

W kobiecym turnieju w fazie grupowej bez wielkich niespodzianek (do niewielkich można zaliczyć wygraną Japonek z Hiszpankami – ale i tak Azjatki nie awansowały do czołowej ósemki – i 24 punkty Kolumbijek w meczu z Fidżyjkami, przegranym jednak w rzadko spotykanych w siódemkach rozmiarach 24:42). W ćwierćfinałach najlepiej zaprezentowały się Australijki i Amerykanki, ale półfinałowy mecz tych ekip był popisem pierwszej z nich – Australia wygrała je 38:0 po trzech przyłożeniach Maddison Levi. W najbardziej zaciętym meczu Francuzki pokonały Irlandki 12:10 (Irlandkom zabrakło podwyższenia po przyłożeniu w ostatniej akcji do doprowadzenia do dogrywki) i powtórzyły sukces swoich kolegów awansując do półfinału, gdzie ich rywalkami były Nowozelandki. Tu jednak również wysoką wygraną zaliczyły zawodniczki z antypodów – aż 36:7. W finale rywalki znad Morza Tasmańskiego stoczyły zacięty pojedynek i ostatecznie Nowa Zelandia wygrała z Australią 19:12. Po brąz sięgnęły Amerykanki, które wygrały z Francuzkami 19:7.

W klasyfikacji generalnej bez zmian – wszak kolejność w Vancouverze była identyczna z kolejnością w klasyfikacji przed turniejem. Odrobinę niepokojące było zaledwie ósme miejsce Irlandek (wszak nam zależy na tym, aby znalazły się w czołowej piątce klasyfikacji końcowej, aby mieć jednego rywala mniej w europejskich kwalifikacjach do igrzysk olimpijskich) – Fidżyjki odrobiły do nich sześć punktów i zniwelowały stratę do dziesięciu oczek. Do końca sezonu jednak zostały już tylko dwa turnieje i liczmy na to, że Irlandki tę przewagę obronią.

Z kraju

Nasz kobieca reprezentacja poznała rywali grupowych w pierwszym z dwóch turniejów kwalifikacyjnych do World Rugby Sevens Series – będą nimi Kolumbia, Hongkong (zgodnie z najnowszą terminologią stosowaną przez World Rugby, Hongkong Chiny) i Paragwaj. Spośród rywalek tylko Kolumbia brała udział w ostatnim Pucharze Świata i zajęła tam ostatnie miejsce. Dla Polek mecze grupowe powinny być przetarciem przed najtrudniejszymi wyzwaniami. A niewątpliwie głównymi rywalkami Polek będą Chinki, a kłopoty mogą sprawić też ewentualnie Belgijki i gospodynie (choć w Południowej Afryce kobiece rugby wciąż jest tylko cieniem męskiego). Warto będzie zwrócić uwagę także na reprezentację Madagaskaru, która osiąga coraz lepsze wyniki, choć wciąż ich pułapem jest wicemistrzostwo Afryki i przedostatnie miejsce na Pucharze Świata.

Kwalifikacje do WRSS odbędą się w Stellenbosch w dwa kolejne weekendy, 20–22 i 28–30 kwietnia. To będzie start bardzo intensywnej wiosny naszych zawodniczek: dwa tygodnie później zagrają jako zaproszona ekipa na ostatnim tegorocznym turnieju WRSS w Tuluzie, potem będą dwa turnieje mistrzostw Europy, a zwieńczeniem pracowitych dwóch miesięcy będą europejskie kwalifikacje olimpijskie podczas Igrzysk Europejskich w Krakowie (swoją drogą, takie rugby pewnie nie wróci szybko do Krakowa, a ja jak ostatni ciućmok w drugiej połowie czerwca wyjeżdżam na wakacje…).

Nowy rugbowy klub na Śląsku: Piraci z Katowic. Zaczynają od logotypu i hymnu, ale liczę na to, że i na boiskach się pokażą.

Ze świata

Po zimowej przerwie wróciło międzynarodowe granie w ramach kobiecego Rugby Europe Trophy. Portugalki grały z Czeszkami i odniosły trzecie zwycięstwo w swoim trzecim meczu tego sezonu – tym razem 51:0. Ich łączny bilans punktowy jest imponujący, 161:5, ale najtrudniejsze spotkanie, wyjazdowe z Niemcami, jeszcze przed nimi. Niemki zaś grały w Brukseli z Belgią i wygrały 14:10 (gospodynie dwukrotnie były na prowadzeniu, ale różnicę zrobiły dwa skuteczne podwyższenia Niemek, których brakło Belgijkom). W tabeli na czele niepokonane Portugalki, a za nimi Niemki i Czeszki.

W Japan Rugby League One wreszcie doczekaliśmy się starć pomiędzy ekipami z ligowego topu oraz niespodzianek. Do tych ostatnich z pewnością należy remis 22:22 czwartych w lidze i mających ostatnio świetną passę Yokohama Canon Eagles z Shizuoka BlueRevs – na dodatek uratowany przez Eagles w ostatnich minutach meczu (choć później mieli jeszcze karnego, który mógł dać im wygraną). Jeszcze większą niespodziankę sprawiła ekipa Toyota Verblitz, która na wyjeździe pokonała Tokyo Sungoliath 27:20, prowadząc niemal cały mecz. Wśród zwycięzców świetnie pokazali się Pieter Steph du Toit i Kazuki Himeno. W meczu na szczycie Saitama Wild Knigths wygrali z Kubota Spears 30:15 . Dla przegranych wszystkie punkty zdobył z kopów Bernard Foley, ale przyćmił go Takuya Yamasawa z dorobkiem 25 punktów zdobytych w każdy możliwy sposób (dwa przyłożenia, trzy podwyższenia oraz po jednym rzucie karnym i drop goalu). W efekcie Saitama Wild Knights umocnili się na prowadzeniu w lidze – z kompletem 10 zwycięstw mają już 7 punktów przewagi nad rywalami z soboty, a Eagles zmarnowali szansę na prześcignięcie Spears w tabeli i tracą do nich jeden punkt.

W trzeciej kolejce północnoamerykańskiej Major League Rugby serie wygranych kontynuują ekipy z zachodu: trzecie zwycięstwa odnieśli Seattle Seawolves (35:10 z Dallas Jackals) i Houston SaberCats (ci wygrali z inną niepokonaną dotąd drużyną, San Diego Legion, 31:26 po przyłożeniu z podwyższeniem z samego końca meczu). Na wschodzie drugie wygrane zaliczyły Rugby ATL (29:16 nad NOLA Gold, mimo przegrywania do przerwy) i New York Ironworkers (34:8 z Old Glory DC). Pierwszy mecz w historii ligi rozegrano w Chicago – miejscowi Hounds długo prowadzili z Utah Warriors, ale przegrali ostatecznie 10:14.

W południowoamerykańskim (głównie) Super Rugby Americas podobny etap rozgrywek. Tu pierwszej porażki doznali argentyńscy Dogos, którzy ulegli 35:41 obrońcom mistrzowskiego tytułu, Peñarolowi, w meczu pełnym żółtych kartek. Już trzecią porażkę odniosła jedyna drużyna z Ameryki Północnej, Raptors – tym razem z argentyńskimi Pampas, 16:27 (choć do przerwy był remis). W meczu dwóch innych drużyn z samymi porażkami na koncie złą passę przełamali paragwajscy gracze Yacaré, którzy pokonali brazylijskich Cobras 34:14. Selknam pauzował, a część jego graczy zagrała w meczu Chile XV z Hawks XV (rozwojową reprezentacją Stanów Zjednoczonych), wygranym 41:26.

W Szkocji rozegrano półfinały Premiership. Do finału awansowały dwie najlepsze drużyny sezonu zasadniczego. Najbardziej utytułowana ekipa w historii rozgrywek i lider po rundzie zasadniczej, Hawick, wygrał z obrońcami tytułu, Marr, 18:6. Z kolei wicelider, Currie, pokonał Edinburgh Accies 35:7.

Toczą się rozgrywki angielskiej kobiecej ligi, Premier 15s. Zwraca uwagę frekwencja na meczu Harlequins z Exeter Chiefs – na trybunach siadło ponad 15 tys. widzów, co stanowi rekord w klubowym kobiecym rugby. Inna sprawa, że pewnie pomógł fakt, że dziewczyny grały w ramach Big Game na Twickenham bezpośrednio przed spotkaniem męskich drużyn z tych klubów. Na boisku górą były (inaczej niż wśród facetów) Chiefs, które wygrały 54:25.

W Pucharze Sześciu Narodów przerwa, ale drżą serca Włochów – kontuzjowany jest Ange Capuozzo i nie wiadomo, czy wykuruje się do kolejnego weekendu. Z kolei w Anglii kontrowersje wzbudza Steve Borthwick, który w dwóch ostatnich meczach dał Marcusowi Smithowi pograć zaledwie parę minut, a na ten weekend odesłał go do klubu (wrócił też do Francji Jack Willis, bo Tuluza ma kłopoty kadrowe) – po świetnym występie w lidze zaprosił go jednak do kadry z powrotem. Francuzi na pewno będą musieli obejść się bez Mohameda Haouasa zawieszonego za czerwoną kartkę na cztery tygodnie.

World Rugby podobno przymierza się do zmiany dotyczącej Pucharu Świata – losowanie grup ma odbywać się bliżej samej imprezy. To efekt krytyki obecnego rozwiązania – losowanie grup na imprezę we Francji odbyło się trzy lata przed imprezą, a koszyki ustawiono na podstawie ówczesnego rankingu. W międzyczasie bardzo dużo się zmieniło i w efekcie z czołowych obecnie pięciu drużyn świata tylko dwie mają szansę znaleźć się w półfinale, wszystkie pięć bowiem skumulowane zostały w dwóch grupach. Owszem, w ćwierćfinałach będzie bardzo ciekawie, ale potem zabraknie kogoś z najlepszych na świecie. Będzie trochę szkoda.

Choć z drugiej strony obecny układ grup daje skromną nadzieję na to, że Walijczycy nie znajdą się w czołowej trójce swojej grupy. I nie chodzi o porażkę Walijczyków, ale o to, aby ktoś z uczestników Pucharu Sześciu Narodów nie zdobył automatycznej kwalifikacji do kolejnej imprezy i musiał zostać włączony w proces europejskich zmagań o awans. Ciekaw jestem, jak taki problem by rozwiązano…

Zanosi się na to, że kobiece British & Irish Lions ruszą w drogę – studium wykonalności przedsięwzięcia wyszło na plus. Kobiecym Lions jednak będzie daleko do męskich, bo zdecydowanie najlepsze na Wyspach są Angielki, a reszta drużyn pozostaje w ich głębokim cieniu. Owszem, marka jest swoje warta i to może być kolejna maszynka do zarabiania pieniędzy, ale czy sportowo to będzie coś na plus?

Walijska federacja zapowiada podpisanie wreszcie w najbliższych dniach umowy z zawodowymi drużynami z tego kraju. Póki co dwunastu graczy z Cardiff zarabiających obecnie do 250 tys. funtów rocznie dostało informację, że na nowy sezon drużyna może zaoferować im kontrakty warte maksymalnie po 30 tys. funtów (budżet Cardiff ma spaść z 7,2 mln funtów do 5,2 mln funtów). Liam Williams, Josh Adams, Taulupe Faletau czy Jarrod Evans ponoć już pakują walizki (ten pierwszy ma być bardzo bliski występów w japońskim Kobelco Kobe Steelers, drugi w Lyonie, a ostatni – w Harlequins).

Wobec coraz częstszych wyjazdów reprezentantów Anglii do klubów za granicą (ostatnio spora grupa podpisała kontrakty w Top 14), Steve Borthwick podobno próbuje przekonać RFU do zmiany reguły zabraniającej mu powoływać do kadry tylko graczy z klubów angielskich. Ma jednak solidną opozycję w postaci klubów Premiership – obawiają się, że taka rewolucja usunie jedną z barier zniechęcających najlepszych graczy do wyjazdu z kraju i osłabi ligę.

Pojawiły się kolejne informacje o przymiarkach do rozgrywek pucharowych dla klubów z Oceanii i Azji – miałyby obejmować ekipy z Super Rugby Pacific i Japan Rugby League One i być zorganizowane na wzór europejskich (Champions Cup i Challenge Cup).

Z wieści transferowych:

  • Ian Foster oświadczył, że po Pucharze Świata nie będzie się starać o odnowienie kontraktu z federacją nowozelandzką – to oznacza, że All Blacks na koniec roku czeka zmiana trenera. Za faworyta do objęcia fotela po Fosterze uznawany jest Scott Robertson, ale mówi się też o Jamie’m Joseph’ie. Decyzja ma być znana w ciągu najbliższych kilku tygodni;
  • asystentem trenera reprezentacji Australii Eddiego Jonesa w będzie była gwiazda rugby league Brett Hodgson;
  • Taniela Tupou po tym sezonie Super Rugby zmieni Reds na Rebels;
  • wspieracz David Ribbans, były reprezentant Anglii, odchodzi z Northampton Saints do Tulonu;
  • były reprezentant Irlandii, łącznik młyna Kieran Marmion z Connachtu po tym sezonie przejdzie do Bristol Bears (gdzie ściąga go Pat Lam, z którym Connacht świętował największy sukces w swojej historii);
  • mistrz świata w rzutkach sprzed dwóch lat, Gerwyn Price, rozpoczął z powrotem treningi rugby z drużyną Dragons – zawodową karierę w tym sporcie skończył przed 9 laty.

Reprezentacja Ukrainy za tydzień ma zagrać w Zagrzebiu pierwszy międzynarodowy mecz od czasu wybuchu wojny w ramach Rugby Europe Trophy (zebrała się w ukraińskich Bieszczadach), jednak środowisko rugbystów z tego kraju wciąż ponosi straty – ostatnio pod Bachmutem zginął były gracz Kredo-1963 z Odessy, Oleksandr Morew, mistrz kraju z 2007.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia:

Anglia:

  • Ethan Sikorski (North Walsham RFC, National League 2 East): tym razem grał 50. minut, ale znowu zdobył przyłożenie (po maulu autowym) w meczu z Westcliff wygranym przez jego drużynę 57:15. North Walsham wciąż przedostatnie w lidze, ale dystans do poprzedzających ich rywali został znacznie zmniejszony;
  • Sam Stelmaszek (Sedgley Park RUFC, National League 2 North): cały mecz i także przyłożenie w meczu z Wharfedale, wygranym 35:31. Tigers są liderem ligi z sześcioma punktami przewagi nad kolejnym zespołem w tabeli (a mają od niego jeden mecz więcej do rozegrania).

Francja:

  • Sean Cole (Stade Niçois, Espoirs Accession Challenge – grupa 1): zagrał pierwszą połowę w meczu z Bourgoin-Jallieu, przegranym 10:43. Nicea po trzech meczach zajmuje ostatnie miejsce w grupie z kompletem porażek.

Irlandia:

  • Dominik Morycki (Enniscorthy RFC, All-Ireland League D2B): wyszedł w podstawowym składzie w meczu z Galway Corinthians, niespodziewanie wygranym 26:24. I jeśli to na niego wołają „Dom”, to zdobył przyłożenie. Enniscorthy pozostało ostatnie w tabeli ligowej;
  • Kacper Palamarczuk (Westport RFC): tu ponownie informacja nie o graniu, ale link do tekstu w miejscowej prasie o naszym reprezentancie – https://www.mayonews.ie/sports/39493-westport-rugby-star-lines-out-for-poland.

Szkocja:

  • Zenon Szwagrzak (Selkirk RFC, Premiership): zaczął na ławce rezerwowych ostatni mecz rundy zasadniczej, w którym rywalem byli Currie Chieftains. Selkirk przegrał 17:44 i zakończył sezon na piątym miejscu w lidze, tuż za miejscami dającymi awans do fazy play-off.

Zapowiedzi

Tym razem przed nami przerwa w Rugby Europe Championship, natomiast wraca Puchar Sześciu Narodów. W przedostatniej kolejce same niezwykle ciekawe spotkania: Szkocji z Irlandią, Anglii z Francją i Włochów z Walią. Stawiałbym na gości, ale chyba nie w tym ostatnim meczu…

Poza tym na świecie m.in. mecz Ukrainy ze Szwajcarią w Rugby Europe Trophy (Ukraina jest teoretycznie gospodarzem, ale zagra w Zagrzebiu), 20. runda angielskiej Premiership i 3. kolejka Super Rugby Pacific, a w Południowej Afryce ruszy Currie Cup.

W kraju za to pierwsza wiosenna kolejka Ekstraligi (choć niepełna, bo derby Trójmiasta przełożono na początek czerwca): Posnania – Orkan, Pogoń – Ogniwo, Juvenia – Skra, Budo – Budowlani Lublin. Oprócz tego wracaj do gry pierwszoligowcy: Arka Rumia – Białystok, Hegemon – Legia i AZS AWF Warszawa – Budowlani Łódź.

2 komentarze do “Stracona szansa”

  1. Strasznie boli mnie ta porażka z Niemcami. Zwycięstwo było w naszym zasięgu. Obawiam się że zajmiemy ostatnie miejsce, gdyż uchodzi z naszych zawodników coraz bardziej powietrze. Trzeba jednak walczyć o każde zwycięstwo. W rundzie rewanżowej zagramy na wyjeździe z Portugalia i Belgią (po raz trzeci w jednych rozgrywkach), a u siebie z Rumunią. Trzeba będzie pewnie mierzyć się z Holendrami w półfinale.
    Co do graczy z lig francuskich, to byli rugbiści będący na stadionie w Gdyni mówią że jest to tylko i wyłącznie problem w tym jednym kraju. Tylko Francuzi mają ból d..y, żeby puścić swoich zawodników na zgrupowanie kadry. W innych krajach nie ma z tym problemu. Swoich graczy oczywiście puszczają do kadry bez mrugnięcia okiem.
    Zastanawiam się czy autor tego bloga zrobił dochodzenie jak brzmi nazwisko rodowe Olowa? Na trybunach zwany był Ołowiem, ale podejrzewam że mógł być to Ołowczyk, Ołowiańczyk, itp. Swoją drogą jestem mocno zdziwiony, że on wczoraj grał. Na rozgrzewce przed meczem ledwo chodził. Bardzo mocno utykał i nie wiem czy dali mu jakąś blokadę, ale dał radę wystąpić. Mam nadzieję, że kontuzja kolana mu się nie pogłębiła. Obserwując boisko przez lornetkę wydawało mi się że Brandon był jedynym reprezentantem naszego kraju, który nie śpiewał hymnu. Nie mam co do tego pewności, ale wygląda na to, że jeszcze się go nie nauczył.

    Odpowiedz
    • Mi też Olow nasuwał Ołów. Robert podczas transmisji mówił o polskim pochodzeniu po matce, więc nazwisko może nie mieć żadnego związku, choć nie przychodzi mi do głowy jakieś inne pochodzenie takiego nazwiska… A hymn, patrząc na transmisję, śpiewali wszyscy 🙂

      Odpowiedz

Dodaj komentarz