Droga do marzeń pod górę

Wiele wskazuje na to, że w kolejnym sezonie nie zobaczymy Polek w World Rugby Sevens Series. W pierwszym z dwóch turniejów kwalifikacyjnych zajęły czwarte miejsce. Szanse na awans pozostały minimalne. Ponadto w rugbowym świecie m.in. niesamowity powrót do meczu Orkana Sochaczew, nieoczekiwana wygrana Western Force nad Highlanders czy bójka trenerów w MLR.

Reprezentacja Polski w rugby 7 kobiet / World Rugby Sevens Series

W południowoafrykańskim Stellenbosch rozegrano pierwszy z dwóch turniejów, które decydują o kwalifikacji do World Rugby Sevens Series na przyszły sezon. Organizatorzy słabo się postarali: boiska wyglądały jak po wykopkach, a transmisje były jednokamerowe, spóźnione, przerywane (nie pokazano m.in. meczu Polski z Chinami), bez informacji o wyniku i czasie. Mimo to mecze oglądaliśmy z zapartym tchem, bo o miejsce w WRSS grała kobieca reprezentacja Polski, będąca jednym z faworytów kobiecego turnieju. A oglądanie kosztowało kibiców sporo nerwów.

Już pierwszy mecz Polek (w sumie – pierwszy na serio w tym sezonie) był nerwowy. Nie sprzyjała pogoda, ale Polki zaczęły spotkanie znakomicie – po wznowieniu zepchnęły Paragwajki na ich pole punktowe i zmusiły je do błędu, a po młynie na 5 m pierwsze punkty w turnieju zdobyła Małgorzata Kołdej. Jednak Polki nie poszły za ciosem – choć potem długo przeważały, popełniały błędy (dwukrotnie piłka wypadła z rąk Annie Klichowskiej), aż w końcu Paragwajki przeprowadziły swoją pierwszą akcję i zrobiło się 5:7. Potem rywalki nie dały Polkom wyjść z własnej połowy i w efekcie do przerwy nieoczekiwane prowadzenie Paragwajek się utrzymało. Po przerwie spokojny atak Polek przywrócił im prowadzenie – tym razem punktowała Ilona Zaiszliuk i zrobiło się 10:7. Polki miały przewagę, ale nic z niej długo nie wynikało, i dopiero pod koniec meczu Zaiszliuk zrobiła ładne kilka metrów z rywalkami na plecach, a akcję skończyła Katarzyna Paszczyk. Do końca meczu już się nic wielkiego nie działo i ostatecznie Polki wygrały 15:7. Niepokoiły błędy, brak szybkiego rozegrania, dziury w obronie przy jedynej groźniejszej akcji rywalek i brak podwyższeń.

W drugim meczu, z Hongkongiem (zwanym teraz „Hongkong, Chiny”, jak chce tamtejsza federacja i na co zgadza się World Rugby) wszystko wyglądało znacznie lepiej. Nasze reprezentantki spotkanie zaczęły od młyna na środku boiska i wypuszczenia na niemal pustą prawą stronę Małgorzatę Kołdej. Chwilę potem po odzyskaniu piłki na połowie rywalek Kołdej znów miała miejsce po prawej (przy okazji zanotowaliśmy pierwsze udane podwyższenie w turnieju). A do przerwy było 19:0 po przejęciu piłki po młynie na środku boiska i ładnym wejściu Anny Klichowskiej, zakończonym przyłożeniem Ilony Zaiszliuk. Azjatki w tej połowie ani razu nie weszły na naszą połowę boiska dalej niż na parę metrów. W drugiej połowie hat-tricka skompletowała Kołdej – po ładnym rozrzuceniu rywalek miała mnóstwo miejsca i choć dostała kiepskie podanie, mimo to sobie poradziła. Potem wreszcie rywalki przedarły się na naszą połowę, ale obrona dała świetny efekt – odebrana piłka i sprint przez całe boisko Tamary Czumer-Iwin. Mecz Polki wygrały pewnie 31:0.

Ostatni mecz grupowy nasza reprezentacja grała przeciwko Kolumbii – to zespół, który też miał na koncie dwie wygrane, niedawno debiutował wraz z nami na Pucharze Świata, ale bardzo młody. Polki mecz znowu szybko dobrze zaczęły – już po paru sekundach gry sprint Ilony Zaiszliuk dał nam pierwsze przyłożenie, a chwilę potem po zmuszeniu rywalek do błędów ta sama zawodniczka wyprowadziła nas na prowadzenie 12:0. Odtąd jednak coś w grze Polek się popsuło – Polki seryjnie popełniały błędy skutkujące karnymi i mieliśmy szczęście, że w pierwszej połowie straciły tylko jedno przyłożenie, a tuż przed przerwą Anna Klichowska po indywidualnej akcji dała nam prowadzenie 19:7. Niestety, po przerwie nadal wciąż darowaliśmy karne rywalkom. Efektem były już na początku żółta kartka i stracone przyłożenie. Na szczęście wciąż utrzymywaliśmy się na prowadzeniu – jeden z karnych Kolumbijek nie doleciał do autu i Klichowska zdobyła drugie przyłożenie po rajdzie przez niemal całą długość boiska. Potem historia się powtórzyła: znów jedna z naszych zawodniczek zobaczyła żółtą kartkę, Kolumbijki piłkę przyłożyły, ale to był już koniec meczu i wygraliśmy 26:19.

W ćwierćfinale turnieju zagraliśmy z inną ekipą debiutującą na niedawnym Pucharze Świata, wicemistrzyniami Afryki – Madagaskarem. I znów było nerwowo. W pierwszej połowie rywalkom nie pozwalaliśmy wyjść z własnej połowy. Co prawda ataki naszych zawodniczek nie były płynne, piłka leciała z rąk, ale dwukrotnie przebiły się na pole punktowe Ilona Zaiszliuk i Hanna Maliszewska i do przerwy prowadziliśmy 12:0. Po przerwie to Malgaszki długimi fragmentami były na naszej połowie, a gdy Polkom udało się wyprowadzić jakąś akcję to albo przerywał ją przód, albo nie nadążały koleżanki. Gdy Malgaszki zdobyły przyłożenie i zmniejszyły stratę do 7 punktów, zwąchały okazję na sprawienie sensacji i długo atakowały. Na szczęście bez efektu, aż w końcu Zaiszliuk na naszej połowie zaliczyła przechwyt, pomknęła między słupy rywalek i ostatecznie nasza reprezentacja wygrała 19:5.

W półfinale rywalkami Polek były Belgijki (których część ostatniej zimy podpisała zawodowe kontrakty z federacją). Od pierwszej piłki rywalki wywierały na nasze zawodniczki ogromną presję, tak, że Polki musiały się cofać na własnej połowie. Co prawda na początku Belgijki przesadziły, kosztowało ich to żółtą kartkę i przyłożenie Ilony Zaiszliuk, ale po przyłożeniu fatalnie wznowiliśmy grę i z 7:0 błyskawicznie zrobiło się 7:5. Belgijki nie zwalniały, ale po kolejnym okresie cofania się na swojej połowie sprintem popisała się Małgorzata Kołdej i do przerwy prowadziliśmy 14:5. Druga połowa była jednak fatalna: Belgijki zaczęły ją od przyłożenia po świetnym przeboju, a potem dwukrotnie zanotowaliśmy straty (z czego raz piłka podana rywalce na własnej połowie) i zrobiło się 14:24. Co prawda rywalki zarobiły kolejną żółtą kartkę, a Kołdej w końcówce zmniejszyła dystans do stanu 19:24, ale choć w ostatniej akcji odzyskaliśmy piłkę po wznowieniu, straciliśmy ją przez techniczny błąd w młynie i to Belgijki nieoczekiwanie mecz wygrały.

A mogło być tak pięknie – we wcześniejszym półfinale niespodziewanie poległy drugie faworytki turnieju, Chinki. Po fazie grupowej były one jedyną oprócz Polek niepokonaną drużyną w turnieju, a do półfinału dotarły bez straty punktu (bilans punktowy 123:0, imponowały zwłaszcza niezwykle skuteczne przebojowe Liu Xiaoqian i Chen Keyi). Tymczasem w półfinale nie zdobyły ani jednego oczka, natomiast straciły pierwsze przyłożenie i przegrały z gospodyniami turnieju 0:5.

W efekcie Polki grały o trzecie miejsce, a wygrana z Chinkami mogła pozostawić je w realnej grze o awans do WRSS. Niestety, tego meczu organizatorzy nie pokazali, wiadomo tylko, że Chinki szybko wyszły na prowadzenie 14:0 (w tym kolejne przyłożenie Liu Xiaoqian). Polki odpowiadały w drugiej połowie, ale swoich przyłożeń (Małgorzaty Kołdej i Julii Druzgały) nie podwyższyły i ostatecznie przegrały 10:14. To bolesny wynik – czwarte miejsce co prawda nie pozbawia nas szans na awans do WRSS, ale bardzo dużo zależy nie tylko od naszych zawodniczek (musiałyby wygrać kolejny turniej), ale i od szczęśliwych wyników ich rywalek. Co więcej, w spełnienie pierwszego warunku trochę trudno w tym momencie wierzyć, bo cały ten turniej szedł Polkom jak po grudzie. To nie była ekipa z ubiegłego roku, walcząca jak równa z równym z przeciwniczkami z najwyższej półki. Wiele było momentów niezdecydowania, na dodatek zbyt łatwo rywalki (nawet te z niższej półki) narzucały nam swoją grę. No i błędy, których było zbyt wiele (najwięcej kosztowały nas te z meczu z Belgią, ale chyba jeszcze gorzej wyglądał pod tym względem wygrany jednak mecz z Kolumbią).

W finale gospodynie turnieju pokonały Belgijki 17:10 i są w najlepszej pozycji wyjściowej przed kolejnym starciem za tydzień. Cóż, mimo wszystko gorąco kibicujemy Polkom. I choć trener Janusz Urbanowicz już zapowiada, że poświęci ten tydzień na przygotowania do kolejnych turniejów, wciąż wierzymy, że zobaczymy drużynę grającą znacznie pewniej. I wygrana, nawet jeśli nie da awansu, mocno podbudowałaby wiarę w siebie zawodniczek.

W ten weekend (turniej tym razem zaczyna się w piątek) Polki zagrają w grupie przeciwko Chinom, Hongkongowi i Meksykowi.

Wśród mężczyzn po fazie grupowej komplet zwycięstw też miały dwie drużyny: Chile i Uganda. Obie jednak nie przebrnęły ćwierćfinałów, gdzie uległy ekipom z Europy. Uganda, która znakomicie prezentowała się w grupie, w ćwierćfinale z Niemcami prowadziła, ale zbierała obfite żniwo kartkowe i ostatecznie przegrała 14:26. Z kolei Chile musiało uznać wyższość Belgii. W półfinale mieliśmy zatem trzy ekipy z tej samej grupy eliminacyjnej A (Niemcy, Belgię i Tonga) oraz Hongkong. Bez wygranej grupę A skończyło Zimbabwe z Martinem Mangongo w składzie (zdobył w turnieju cztery przyłożenia). Ostatecznie turniej wygrali faworyci, Tonga, którzy w finale pokonali Niemców 26:14. Trzecie miejsce dla Hongkongu po wygranej 26:21 nad Belgią.

Ekstraliga

W czternastej kolejce Ekstraligi hitem miało być niedzielne spotkanie kandydatów do medali – Orkana Sochaczew i Edachu Budowlanych Lublin. I faktycznie, tu emocji było najwięcej – ekipy do końca walczyły o zwycięstwo, choć długo wydawało się, że będzie inaczej. Co prawda początkowo obie ekipy stwarzały niewiele sytuacji, ale lublinianie punktowali – najpierw trzy karne Nkululeko Ndlovu, a na koniec przyłożenie dały im prowadzenie 16:0. Po przerwie nadal do przodu byli goście – po kwadransie gry w tej części spotkania było już 19:0. Czasu było niewiele i wydawało się, że losy meczu są przesądzone. Jednak w ostatnich 20 minutach Orkan zdołał w niesamowity sposób odwrócić losy meczu – zdobył trzy przyłożenia (ostatnie z nich na kilka minut przed końcem), co wyprowadziło go na prowadzenie 21:19. W ostatnich minutach sochaczewianie zrezygnowali z kopu z karnego na słupy i postanowili powalczyć o czwarte przyłożenie. Ryzyko się opłaciło – co prawda piłkę stracili po aucie, ale odzyskali ją na połowie rywali i w ostatniej akcji Michał Kępa przedarł się na pole punktowe lublinian. To przyłożenie nie tylko dało bonus sochaczewianom, ale i odebrało go lublinianom – Orkan ostatecznie wygrał 28:19.

Sporo uwagi przyciągały też derby Trójmiasta pomiędzy Ogniwem Sopot i Lechią Gdańsk. W takich pojedynkach można liczyć na niespodzianki, ta jednak tym razem się nie zdarzyła – Lechia zanotowała kolejną porażkę w starciach z drużynami z czołowej czwórki ligi (a bez zwycięstw w takich meczach trudno marzyć o medalu). Gdańszczanie co prawda wydawali się mieć więcej z gry w pierwszym kwadransie, ale w 15. minucie pierwsze przyłożenie w meczu zdobyli sopocianie, a na domiar złego chwilę potem Lechia straciła kontuzjowanego kapitana, Grzegorza Buczka. Po tym zdarzeniu Ogniwo przycisnęło, zdobyło dwa przyłożenia i było 19:3. Lechia zredukowała stratę o siedem punktów dopiero w ostatniej akcji przed przerwą. Drugą połowę lechiści zaczęli od ataków, ale ich efektem były tylko trzy punkty z karnego. Jednak Ogniwo ponownie powiększyło przewagę (świetne uruchomienie kopem Dwayne’a Burrowsa przez Wojciecha Piotrowicza), a gdy pod koniec meczu Lechia została na boisku w czternastkę, drugie przyłożenie w meczu zdobył Piotr Zeszutek, a kolejne dorzucił Mateusz Plichta i było 41:13. W ostatnich paru minutach Lechia mimo osłabienia zaatakowała, zdobyła przyłożenie, ale mogła tylko zmniejszyć stratę – Ogniwo wygrało 41:20.

Pogoń Awenta Siedlce podejmowała Budo 2011 Aleksandrów Łódzki. Obie ekipy z niezwykle krótkimi ławkami rezerwowych (gospodarze z zaledwie dwoma zawodnikami w zapasie, w tym „emerytem” Adrianem Chróścielem). Już w pierwszej połowie sporą przewagę mieli goście, ale spośród licznych okazji do przyłożeń wykorzystali tylko dwie – wiele było akcji faza po fazie toczonych pod polem punktowym Pogoni, ale tylko jedna zakończyła się przyłożeniem, a aleksandrowianie powiększyli przewagę dopiero na koniec tej części spotkania, gdy Oleskandr Szewczenko chwycił piłkę rzucaną przez rywali w aucie na ich 5 m i niezatrzymywany przekroczył linię bramkową. Do przerwy było tylko 12:3, a na początku drugiej połowy Pogoń ruszyła do ataku. Co prawda pierwsze przyłożenie po gwizdku zdobył Witalij Kramarenko dla łodzian, ale chwilę potem było już tylko 10:17 i siedlczanie dalej atakowali. Bez efektu, a w ostatnich minutach meczu liderzy tabeli postawili kropkę nad i zdobywając dwa przyłożenia (w tym drugie – i zarazem dwudzieste trzecie w tym sezonie – Witalija Kramarenki). Dobra druga połowa Pogoni, ale przewaga rzadko przekładała się na konkretne zagrożenie.

W ten weekend grano jeszcze na krakowskich Błoniach – w starciu dwóch sąsiadujących w tabeli ekip, miejscowej Juvenii i Arki Gdynia, zdecydowanie górą byli gospodarze. Co prawda na początku zostali porządnie skarceni przez gości: Juvenia rzuciła się do ataku, ale nie zdobyła punktów, tymczasem szybko na prowadzenie 12:0 wyszła Arka (pierwsze przyłożenie padło po nieudanym kopie Riaana van Zyla na własnej połowie, nakrytym bez problemu przez Eujaana Bothę, drugie po świetnym przeboju tego ostatniego zawodnika). Jednak krakowianie się nie poddali, powoli odrobili stratę, a potem punktowali raz za razem. Brylował zwłaszcza van Zyl, który w tym meczu zdobył imponujące 40 punktów – 4 przyłożenia, 7 podwyższeń i 2 karne (spudłował z podstawki tylko raz), z nawiązką odpokutowując błąd z początku meczu. Gdynianie poważniej zagrozili gospodarzom dopiero pod koniec spotkania. Najpierw Sirocki przedarł się skrzydłem i zdobył trzecie przyłożenie, a potem (mimo osłabienia po czerwonej kartce Oskara Derwisa) Arka zacięcie walczyła o czwarte, które dałoby jej punkt bonusowy. To się jednak nie udało, a Juvenia wygrała 60:19. Gospodarze graczem meczu wybrali nie van Zyla, ale innego namibijskiego gracza, wiązacza Odericha Moutona, który kilkakrotnie znakomicie przełamywał linię obrony rywali.

W tabeli zwiększył się dystans czołowych dwóch drużyn, Budo i Ogniwa, nad pozostałą resztą stawki – strata Budowlanych Lublin wzrosła do dziewięciu punktów, a z nimi zrównał się punktami Orkan. Do końca jeszcze cztery kolejki gier, ale chyba już sporo w tej tabeli wydaje się rozstrzygnięte.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Budo 2011 Aleksandrów Łódzki1462
2. Ogniwo Sopot1459
3. ↑Orkan Sochaczew1450
4. ↓Edach Budowlani Lublin1450
5. Lechia Gdańsk1331
6. Juvenia Kraków1423
7. Arka Gdynia1315
8. Pogoń Awenta Siedlce1414
9. Posnania1410
10. Up Fitness Skra Warszawa14–32

W I lidze kolejne zwycięstwo Budowlanych Commercecon Łódź nad rywalem w walce o awans – tym razem łodzianie wygrali w Białymstoku 29:13. Wygrała jednak też Sparta Jarocin z AZS AWF Warszawa – 29:24. W trzecim meczu Arka Rumia pokonała 47:12 Hegemona Mysłowice. Arka dzięki temu zwycięstwu awansowała na trzecie miejsce w lidze, ale do końca fazy zasadniczej pozostało już jej tylko jedno spotkanie do rozegrania (i to ze Spartą Jarocin), a rywalom – po dwa, może być zatem trudno jej zachować miejsce premiowane awansem do półfinału.

W II lidze pewne wygrane lidera (94:5 rezerw Budowlanych Lublin z Miedziowymi Lubin – lubinianie w daleką drogę wybrali się tylko w piętnastkę) i wicelidera (75:26 Watahy Zielona Góra z Gryfami z Rudy Śląskiej). Coraz lepsze wyniki osiąga Rugby Wrocław – piąta drużyna tabeli przed tą kolejką pokonała trzecią, Res Energy RT Olsztyn, 55:7, w czym spory udział miał debiutujący we wrocławskiej ekipie były młodzieżowy reprezentant Portugalii i gracz niedawnego mistrza kraju, Tecnico, Francisco Salgado, który zdobył w pierwszym występie aż trzy przyłożenia. To chyba jednak finisz spóźniony – na dwie kolejki przed końcem wrocławianie tracą do drugiej Watahy osiem punktów, a zatem szanse na awans do finału są raczej skromne.

Top 14

23 kolejka francuskiej Top 14 przyniosła sporo emocji i niespodzianki – te ostatnie przede wszystkim w postaci zwycięstw drużyn walczących o utrzymanie z tymi walczącymi o awans do play-off. Jednak najwięcej uwagi przyciągał mecz ekip z ligowego topu, w który mierzył się lider z trzecią drużyną tabeli – Stade Français z Tuluzą. Goście, mający sporą przewagę nad resztą stawki i mający przed sobą wymagający wyjazd do Dublina, pojechali do Paryża bez wielu kluczowych graczy (jednak nie tylko odpoczywających – Ange Capuozzo przed tygodniem odnowiła się kontuzja ramienia i czeka go do trzech miesięcy przerwy w grze). Przyłożenia padły tylko na początku spotkania i było po nich 7:7. Potem punkty zdobywano tylko z karnych, a tu znacznie więcej okazji mieli paryżanie (kopiący przy każdej możliwej okazji, nie zawsze skutecznie), którzy dzięki temu wygrali 19:10. Tuluzańczyków martwi natomiast kolejna kontuzja – tym razem Melvyna Jamineta.

Dystans do Tuluzy zmniejszył wicelider, La Rochelle, który w ten weekend pokonał Clermont 26:13. Co prawda na początku meczu przeważali goście, ale nie potrafili tej przewagi wykorzystać, pudłując nawet z kopów z karnych. Potem do głosu doszli znacznie skuteczniejsi gospodarze – po pierwszej połowie prowadzili 19:0, mając trzy przyłożenia na koncie. Co prawda w drugiej połowie goście zaczęli się odgryzać i zrobiło się 19:13, ale ostatnie słowo należało do La Rochelle.

Bardzo ciekawie zapowiadał się mecz Bajonny z Montpellier – obie ekipy były poza czołową szóstką i potrzebowały zwycięstwa, aby poważnie się liczyć w walce o awans do fazy play-off. Początek meczu wyrównany i punkty zaliczano tylko z karnych. Jednak do przerwy to gospodarze zdobyli przewagę dzięki dwóm przyłożeniom – było 20:6. Po przerwie Bajonna zwiększyła swoją przewagę do stanu 30:13 na 20 minut przed końcem, ale wtedy przebudzili się goście. W ciągu kilku minut zdobyli trzy przyłożenia i na 10 minut przed końcem mieliśmy remis 30:30. Mecz rozstrzygnął Camille Lopez – łącznik ataku baskijskiej ekipy, który już miał na koncie 20 punktów, dorzucił jeszcze trzy dzięki kopowi z drop goala. Bajonna wygrała 33:30.

Wysoka stawka też w meczu Bordeaux z Lyonem. Jeszcze w 70. minucie meczu był remis 9:9, a wszystkie punkty zdobyto z karnych, którymi wymieniali się Maxime Lucu i Léo Berdeu. Dopiero w końcówce padły przyłożenia – oba zdobyli gracze Bordeaux, które dzięki temu wygrało spotkanie 27:9.

Poza tym (wspomniane wcześniej wygrane drużyn z nizin tabeli):

  • Castres pokonało Tulon 31:18 (na dodatek to wygrana bonusowa – wicemistrzowie zdobyli 3 przyłożenia, podczas gdy tulończycy, którzy kończyli mecz w czternastkę, punktowali tylko z karnych);
  • Perpignan wygrało z Racingiem 92 30:21 (obie ekipy grały przez godzinę w czternastkę i długo wynik był na styku – Katalończycy rozstrzygnęli mecz na swoją korzyść w ostatnich 20 minutach gry, gdy zdobywali punkty, nie pozwalając na to rywalom);
  • Brive zwyciężyło Pau 22:17 (Brive przerwało serię ośmiu porażek z rzędu; w tym spotkaniu prowadziło już 16:0 i dopiero wtedy rywale zaczęli odpowiadać).

W tabeli bardzo ciekawie – pięć drużyn z miejsc od 4. do 8. dzielą tylko 4 punkty, więc absolutnie wszystko jest tu możliwe (do play-off awansuje najlepszych sześć drużyn). Na pewno porażki Tulonu, Racingu i Montpellier w meczach, które te drużyny powinny wygrać, bardzo bolą w tych klubach. Na czele tabeli nadal Tuluza, ale już z tylko jednym punktem przewagi nad La Rochelle (za to z siedmioma nad trzecim Stade Français, a więc bezpośredni awans do półfinału jest nadal mocno prawdopodobny). Na dnie tabeli solidarne zwycięstwa Brive i Perpignan – Brive nadal traci osiem punktów do Katalończyków i trudno uwierzyć, aby w ostatnich trzech kolejkach odrobił tę stratę. Z kolei Perpignan zniwelował dystans do Pau do tylko trzech punktów i może jeszcze powalczy o uniknięcie barażu.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Tuluza2371
2. La Rochelle2370
3. Stade Français2364
4. ↑↑↑Bordeaux Bègles2358
5. ↓Tulon2357
6. ↓Lyon2356
7. ↓Racing 922356
8. Bajonna2354
9. ↑↑Castres2349
10. ↓Montpellier2349
11. ↓Clermont2346
12. Pau2342
13. Perpignan2339
14. Brive2331

Pro D2 odpoczywało.

Premiership

Największą stawkę w przedostatniej kolejce fazy zasadniczej angielskiej Premiership miało chyba spotkanie Saracens z London Irish. Gospodarze co prawda zdecydowanie prowadzili w tabeli, ale goście zajmowali w niej piąte miejsce i zwycięstwo pozwalało im marzyć o awansie do play-off. Swojej szansy jednak nie wykorzystali. Co prawda po kwadransie prowadzili 10:0, ale wtedy przestali punktować, zdominowani fizycznie przez rywali. Saracens stopniowo redukowali stratę karnymi Owena Farrella, a w ostatniej akcji pierwszej połowy wyszli na prowadzenie po przyłożeniu Alexa Goode’go. Po przerwie już tylko budowali swoją przewagę, dokładając do wyniku cztery przyłożenia i ostatecznie wygrali te londyńskie derby 45:21. Chwalony jest weteran Farrell, ale także młody młynarz Theo Dan.

Poza tym:

  • Newcastle Falcons ulegli Northampton Saints 5:66 (miłe złego początki – pierwsze przyłożenie po kilku minutach gry zdobyli gospodarze – zresztą piękne, po świetnym przeboju Santiago Carrerasa i akrobatycznym wykończeniu Adama Radwana: https://twitter.com/i/status/1649487707305922567 – potem jednak stracili ich aż 10; Saints, którzy będą za tydzień pauzować, zrobili wszystko, aby awans do play-off nie wypadł im z rąk – to najwyższy wynik tego sezonu Premiership);
  • Exeter Chiefs po niezwykle zaciętym meczu pokonali Bristol Bears 22:21 (bristolczycy przystąpili do gry bez zawieszonego Ellisa Genge’a, z kolei exeterczycy już po kwadransie zostali na boisku w czternastkę po czerwonej kartce Dafydda Jenkinsa; o wygranej Chiefs zdecydował karny z ostatnich minut meczu Joe’go Simmondsa);
  • kolejna porażka Harlequins, tym razem 35:45 z Bath (drużyny wielokrotnie zmieniały się na prowadzenie, a Bath wygrywającą przewagę zyskało zdobywając dwa przyłożenia z rzędu na kwadrans przed końcem – co prawda Quins przed końcem zmniejszyło stratę do trzech punktów, ale ostatnie słowo należało do odbijającego się od dna i wciąż liczącego na awans do Champions Cup Bath);
  • Gloucester kiepsko kończy sezon – tym razem uległ Sale Sharks 22:25 (wykorzystał przewagę po żółtych kartkach na początku drugiej połowy i wyszedł na prowadzenie, ale potem je zaprzepaścił i w ostatniej akcji przyłożeniem ratował tylko bonus defensywny – każdy punkt jest ważny w walce o Champions Cup).

W tabeli po tej kolejce znamy już najważniejsze rozstrzygnięcia fazy zasadniczej. W półfinałach ligi Saracens zagrają z Northampton Saints, a Sale Sharks z obrońcami mistrzowskiego tytułu, Leicester Tigers. Za tydzień prawdziwa walka będzie się toczyć o ostatnie niepewne miejsce w czołowej ósemce, dające awans do Champions Cup – w grze są trzy drużyny, w bezpośrednim starciu zmierzą się Bristol Bears z Gloucesterem, a Bath będzie grało z Saracens.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Saracens1973
2. Sale Sharks1964
3. Leicester Tigers1958
4. Northampton Saints2058
5. London Irish1951
6. ↑Exeter Chiefs1947
7. ↓Harlequins1947
8. Bristol Bears1942
9. ↑Bath1942
10. ↓Gloucester1941
11. Newcastle Falcons1931

W przedostatniej kolejce fazy zasadniczej Championship mieliśmy mecz na szczycie – Jersey Reds pokonali Ealing Trailfinders 19:13 i dzięki temu wydźwignęli się przed londyńczyków na pierwsze miejsce w tabeli. Mają dwa punkty przewagi, a w ostatniej kolejce grają z Ampthill, siódmym w lidze – wygrana da im mistrzostwo ligi (szkoda jednak, że nie awans do Premiership). Na dole tabeli też mieliśmy bardzo ważne spotkanie: ostatni (chyba przez cały sezon) London Scottish pokonali 49:3 przedostatni Richmond i zepchnęli rywali na ostatnie miejsce w lidze. A choć awansu do Premiership nie będzie, ostatnia drużyna spadnie z ligi, więc ten wynik może znaczyć naprawdę bardzo dużo.

United Rugby Championship

W ostatniej rundzie fazy zasadniczej URC niewiele było już do rozstrzygnięcia. Najciekawiej zapowiadały się walijskie derby, jedne z dwóch rozgrywano jedno po drugim na Principality Stadium – pomiędzy Ospreys i Cardiff, którego stawką był awans do Champions Cup jako najlepsza drużyna z Walii. Cardiff w swoim ostatnim meczu sezonu nieoczekiwanie zagrał bez Dai’a Younga na ławce – dyrektor rugby w klubie został zawieszony, a powodu takiego kroku nie podano do publicznej wiadomości (mówi się o skargach na złe traktowanie personelu i zawodników). Mimo to Cardiff mecz wygrało – zadecydowała o tym przede wszystkim pierwsza połowa. Przez pierwsze 20 minut stołeczna ekipa dominowała, ale punktów nie zdobywała. Przełamanie przyszło dopiero w 25. minucie, w ciągu kwadransa Cardiff zdobyło trzy przyłożenia i do przerwy prowadziło 24:0, a mogło wyżej, gdyby nie minimalny przód w asyście przy czwartym przyłożeniu. W drugiej połowie Ospreys wreszcie zaczęli się odgryzać, ale Cardiff nie zapominało o puntowaniu i ostatecznie wygrało 38:21.

Korespondencyjny pojedynek o dwa miejsca w Champions Cup toczyły ekipy Connachtu, Bulls i Sharks. Jako pierwsi na boisko wybiegli Bulls, których przeciwnikiem był niepokonany dotąd w tych rozgrywkach Leinster. Irlandczycy pojechali jednak na południe ze składem złożonym z głębokich rezerw i choć przed tygodniem mimo to wygrali, tym razem nie mieli nic do powiedzenia w starciu z południowoafrykańskim przeciwnikiem – Bulls wygrali aż 62:7. Przegrana Leinsteru w tych okolicznościach nie dziwi, ale jej rekordowy rozmiar już tak. Bulls zagwarantowali sobie w ten sposób awans do Champions Cup, a finisz rundy zasadniczej mieli imponujący (tydzień wcześniej 78:12 z Zebre).

Kolejną drużyną walczącą o kwalifikację byli Sharks, którzy także na własnym terenie grali z inną irlandzką ekipą, Munsterem. Tu gospodarzom nie poszło już tak łatwo. Zaczęli fatalnie – już po ośmiu minutach z boiska musiał zejść z kontuzją ich kapitan Siya Kolisi. Mimo to Sharks jako pierwsi zdobyli przyłożenie i stopniowo powiększali prowadzenie – aż do stanu 22:3 na początku drugiej połowy. Wtedy jednak licznik po ich stronie stanął, a punktować zaczęli goście. W ciągu niewiele ponad kwadransa zdobyli trzy przyłożenia i doprowadzili do remisu 22:22. Przez ostatni kwadrans spotkania nikt już punktów nie zdobył, a remis oznacza, że Sharks, choć awansowali do fazy play-off, w Champions Cup nie zagrają (chyba że wygrają całą ligę).

W tej sytuacji na Connachcie było już mniejsze ciśnienie w meczu z Glasgow Warriors. Walczył, ale ostatecznie to Szkoci wygrali przed swoją publicznością po emocjonującym spotkaniu 29:27 (w tym sezonie wygrali wszystkie spotkania na swoim stadionie i pewnie tym bardziej cieszy ich fakt, że w ćwierćfinale także zagrają w Glasgow).

Poza tym:

  • w drugich walijskich derbach niespodzianka: Dragons przerwali serię 10 porażek i pokonali Scarlets 31:14 (kluczowy był pierwszy kwadrans, po którym prowadzili już 21:0);
  • drugi mecz Benettona na południowoafrykańskiej ziemi także skończył się porażką – Stormers pokonali Włochów 38:22 (mimo zebrania trzech żółtych kartek po drodze – w żadnym z okresów osłabienia nie stracili jednak punktów; jedną z tych żółtych kartek zarobił Evan Roos, który wystąpił pierwszy raz w podstawowym składzie po drugiej kontuzji – zresztą za wyjątkowo głupie zachowanie; ozdobą meczu była ta niesamowita akcja dwóch graczy włoskiego młyna: https://twitter.com/i/status/1649551160359911436);
  • także Zebre drugi raz przegrało w Południowej Afryce – 35:50 z Lions (Zebre kończą sezon na ostatnim miejscu w lidze, z 11 punktami bonusowymi na koncie – zaliczyli 18 porażek w 18 meczach; w ekipie gospodarzy ostatni mecz w karierze rozegrał były Springbok, Jaco Kriel);
  • Ulster pokonał Edynburg 28:14 (świetna skuteczność Johna Cooney’a – 18 punktów, w tym przyłożenie po świetnym przechwycie; Irlandczykom do szczęścia brakło tylko punktu bonusowego, ale choć Stormers zrównali się z nimi punktami w ligowej tabeli, kapsztadczykom zabrakło kilku małych punkcików, aby zepchnąć Ulster z drugiego miejsca w tabeli).

Pary ćwierćfinałowe: Leinster – Sharks, Ulster – Connacht, Stormers – Bulls i Glasgow Warriors – Munster. W fazie play-off mamy wszystkie cztery drużyny irlandzkie, trzy południowoafrykańskie i szkockiego rodzynka. Nieco inaczej wygląda kwalifikacja do Champions Cup – zajmujący ósme miejsce Sharks musieli ustąpić awansu najlepszej walijskiej ekipie, Cardiff. Dla Sharks jedyną nadzieję na awans jest w tej sytuacji wygranie całej ligi – w takim przypadku nie awansuje do Champions Cup siódma ekipa sezonu zasadniczego, Connacht.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leinster1879
2. Ulster1868
3. Stormers1868
4. Glasgow Warriors1863
5. Munster1855
6. ↑Bulls1853
7. ↓Connacht1850
8. Sharks1848
9. ↑Lions1849
10. ↑Cardiff1844
11. ↓↓Benetton Treviso1841
12. Edynburg1838
13. Ospreys1835
14. Scarlets1834
15. Dragons1824
16. Zebre Parma1811

Super Rugby Pacific

Dziewiąta kolejka Super Rugby Pacific była trzecią z rzędu z okrojoną liczbą spotkań. Rozegrano ich cztery, we wszystkich faworytami były ekipy nowozelandzkie, ale nieoczekiwanie wygrały tylko trzy z nich.

Na niespodziankę (i to sporego kalibru) długo zanosiło się w Melbourne, gdzie jedna z najsłabszych drużyn ligi, Rebels, grała z obrońcami mistrzowskiego tytułu, Crusaders. Pierwsze przyłożenie w meczu zdobyli Nowozelandczycy, ale gospodarze błyskawicznie odpowiedzieli, po kolejnych trzech minutach wyszli na prowadzenie i dość długo się na nim utrzymywali. Do przerwy było 24:12, po przerwie co prawda ekipa z Christchurch wróciła na prowadzenie, ale potrzebowała do tego aż 25 minut, a po chwili zresztą je straciła (po karnym Reece’a Hodge’a – jedynych punktach Rebels w tej połowie – było 27:26). Ostatnie 10 minut to jednak popis Crusaders, którzy w tym okresie rozstrzygnęli mecz na swoją korzyść zdobywając 17 punktów – ostatecznie wygrali 43:27. Swoją drogą, Nowozelandczycy zagrali bez George’a Bowera, który podobnie jak kolega z drużyny Sevu Reece, w wyniku kontuzji traci cały sezon, włącznie z Pucharem Świata.

Sensację udało się sprawić natomiast najsłabszej przed tą kolejką australijskiej ekipie – Western Force pokonało nowozelandzkich rywali (i niewiele tu zmienia fakt, że była to najsłabsza z ekip zza Morza Tasmańskiego w tym sezonie – Highlanders). Co więcej, to było dopiero drugie zwycięstwo jakiejkolwiek australijskiej ekipy w piętnastu dotychczasowych takich starciach tego sezonu. Ekipa z Perth zagrała świetną pierwszą połowę, po której prowadziła 24:3, i to pomimo kolejnej kontuzji w przetrzebionych szeregach, już w pierwszej minucie meczu (tym razem ofiarą był rwacz Ollie Callan). W drugiej połowie Highlanders zaczęli odpowiadać, zmniejszyli straty do zaledwie 7 punktów, a byli bardzo bliscy kolejnego przyłożenia. Gospodarzy uratował Manasa Mataele, dorzucili potem 6 punktów z karnych i ostatecznie wygrali 30:17.

Poza tym:

  • Chiefs wygrali z Fijian Drua 50:17 (ósme zwycięstwo Nowozelandczyków; już w pierwszej połowie zdobyli pięć przyłożeń, z czego dwa w pierwszych paru minutach; drugą połowę popsuł nieco deszcz);
  • Blues pokonali Waratahs 55:21 (Australijczycy pojechali do Auckland w osłabionym składzie, choćby bez odpoczywającego Michaela Hoopera; z kolei Blues stracili w tym meczu z poważnie wyglądającą kontuzją Stephena Perofetę).

Wszystkim drużynom pozostało w sezonie zasadniczym sześć spotkań do rozegrania. W górze tabeli bez wielkich przesunięć (jedyna ekipa z kompletem zwycięstw, Chiefs, nieco powiększyła przewagę nad resztą stawki), w dole natomiast (gdzie jest ciasno – od 6 do 10 miejsca mamy pięć drużyn na przestrzeni dwóch punktów) Western Force awansowało do czołowej ósemki wypychając z niej Fijian Drua. Tu jednak sporo może się jeszcze zdarzyć i walka o miejsca 6–8 będzie zacięta.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Chiefs836
2. Brumbies831
3. ↑Crusaders828
4. ↓Hurricanes827
5. Blues826
6. Reds815
7. Highlanders814
8. ↑↑↑Western Force813
9. ↓Fijian Drua813
10. ↓Waratahs813
11. ↓Rebels810
12. Moana Pasifika82

Z kraju

Poznaliśmy nowego trenera reprezentacji Polski seniorów w rugby 7 – został nim Walijczyk Chris Davies. Doświadczenie ma ciekawe – dwa lata w sztabie reprezentacji Hongkongu, dwa lata w sztabie reprezentacji siódemkowej Fidżi (choć akurat olimpijskie złota go ominęły – pracował tam pomiędzy igrzyskami w Rio i Tokio), ostatnio konsultant siódemkowej reprezentacji w Hiszpanii. Rola w polskiej reprezentacji będzie jego największym samodzielnym wyzwaniem (głównym trenerem był dotąd tylko w klubach – w ZEA, Hongkongu i siódemkowych w Anglii). Wszystko pięknie, tylko dlaczego tak późno – na dwa miesiące przed najważniejszymi turniejami sezonu?

A przy okazji do poczytania o polskich siódemkach (przede wszystkim męskich, ale także i kobiecych): bardzo ciekawa wypowiedź poprzedniego trenera reprezentacji Polski w rugby 7 mężczyzn Andrzeja Kozaka na profilu „Olimpijska gra”.

W ubiegłym tygodniu Rugby Europe ogłosiło też, gdzie nasze reprezentantki będą bronić tytułu mistrzyń Europy w rugby 7, zdobytego przed rokiem w Krakowie – pierwszy turniej odbędzie się portugalskim Algavre 9–11 czerwca, a drugi w Hamburgu 7–9 lipca. W stawce zabraknie oczywiście naszych mężczyzn, którzy przed rokiem spadli poziom niżej, do grupy Trophy (tu też są dwa turnieje, 16–18 czerwca w Zagrzebiu i 8–9 lipca w Budapeszcie).

Na boiskach zobaczyliśmy też młodzież. W Krakowie dwie ostatnie kolejki fazy zasadniczej centralnej ligi rozegrały piętnastki chłopców w kategorii U18 (juniorzy). Awans do finału rozgrywek zapewniły sobie drużyny Budowlanych Łódź i Juvenii Kraków (w bezpośrednim starciu w sobotę padł wynik 17:17). O brąz zagrają dwie pozostałe z zaledwie czterech drużyn uczestniczących w tych rozgrywkach – Arka Gdynia i Budowlani Lublin. Swoją drogą, nie dość, że tylko cztery drużyny, to jeszcze tylko cztery weekendy piętnastkowego grania w ciągu sezonu – trudno zatem dziwić się ostatniej porażce reprezentacji w tej kategorii wiekowej.

A pod Rzeszowem rozegrano trzeci turniej mistrzostw Polski dziewczęcych siódemek w kategorii U16. Drugi turniej w sezonie wygrała Juvenia Kraków, za jej plecami na podium uplasowały się Amazonki z Lublina i Atomówki z Łodzi. Na starcie brakło wiceliderek cyklu, Biało-Zielonych Ladies Gdańsk, spadły zatem z podium w klasyfikacji generalnej – tu kolejność na trzech czołowych miejscach identyczna jak w rzeszowskim turnieju.

Ze świata

W kobiecym Pucharze Sześciu Narodów pewne zwycięstwa dwóch dominujących w stawce drużyn. Niektórzy obawiali się nawet trzycyfrowego wyniku w Dublinie, ale Angielki były łagodniejsze – wygrały z Irlandią 49:0. Na pewno jednak są niespokojne o zdrowie kontuzjowanej w tym meczu kapitan Marlie Packer. Wygrała też druga niepokonana dotąd ekipa – Francuzki pokonały Walijki 39:14. Najciekawiej było w trzecim starciu, w którym Szkotki mierzyły się z Włoszkami. Tu doszło do niespodzianki – Szkotki, notowane w rankingu WR niżej od swych rywalek i dotąd mające na koncie same porażki, wygrały to spotkanie 29:21. Włoszki przegrywały już 7:24, a gdy zaczęły odrabiać straty i zdobyły w ciągu paru minut dwa przyłożenia, chwilę potem straciły z czerwoną kartką jedną z zawodniczek i w efekcie Szkotki znowu odskoczyły. Za tydzień szlagier na Twickenham o zwycięstwo w turnieju – sprzedano już ponad 50 tys. biletów.

Także trzy międzynarodowe mecze rozegrali w Europie panowie. Grano na trzech najniższych poziomach Rugby Europe International Championships. W grupie południowej na poziomie Conference 1 (a więc trzecim w hierarchii) Izrael pokonał Słowenię 50:7. Dzięki tej wygranej, a także walkowerowi za mecz z Maltą (Malta, przed tym weekendem prowadząca w grupie, oddała bez walki mecz w Izraelu), Izraelczycy wyszli na prowadzenie w grupie. To było jednak ich ostatnie spotkanie i kto wie, czy nie zdystansuje ich w wyścigu o zwycięstwo beniaminek grupy, Bułgaria, który dotąd ma na koncie dwie wygrane i dwa mecze do rozegrania. A zgodnie z informacjami z federacji czeskiej, ma w tym roku dojść do spadku i awansu między poziomami Trophy i Conference 1 – o zwycięstwie na poziomie Conference 1 ma zdecydować mecz między zwycięzcami obu grup, rozegrany na boisku ekipy z większą liczbą punktów (cóż, wobec plagi walkowerów w grupie północnej ten wyznacznik może być krzywdzący dla drużyny z południa).

Na poziomie Conference 2 rozegrano jeden mecz w grupie północnej – Andora uległa Finlandii 23:31. Zwycięzcy, którzy na ten mecz ściągnęli nawet Fina grającego w rugby w Nowej Zelandii, są już pewni pierwszego miejsca w grupie – skończyli swój udział z kompletem zwycięstw na koncie, więc pozostałe mecze reszty drużyn do rozegrania nic już na pierwszym miejscu nie zmienią. Z kolei na poziomie Development mieliśmy mecz rewanżowy pomiędzy Austrią i Kosowem. Austriacy na własnym boisku byli jeszcze bardziej bezlitośni niż w Prisztinie – wygrali 95:3.

Już w pierwszym meczu ostatniej kolejki Japan Rugby League One została rozwiana największa niewiadoma: Toshiba Brave Lupus Tokyo, walczący o awans na czwarte miejsce (brakowało im punktu do Yokohama Canon Eagles), przegrali z liderami ligi, Saitama Wild Knights 22:34 i musieli pożegnać się z marzeniami o awansie do play-off (zdecydowała pierwsza połowa, wygrana przez Wild Knights 19:0). W tej sytuacji skład półfinałów to Saitama Wild Knights – Yokohama Canon Eagles (52:26 z Kobelco Kobe Steelers) i Kubota Spears – Tokyo Sungoliath (w bezpośrednim starciu tych ekip Spears wygrali 39:24). O utrzymanie w lidze będą walczyć Mitsubishi Sagamihara Dynaboars, Green Rockets Tokatsu i Hanazono Kintetsu Liners. Ta ostatnia ekipa, oczekująca barażu z mistrzem drugiej dywizji Uruyasu D-Rocks, dokonała niezwykłego manewru. Liners wystawili w pierwszym składzie na ostatni mecz wracającego do zdrowia po bardzo długiej kontuzji Australijczyka Quade’a Coopera, a następnie zdjęli go z boiska po minucie, przy pierwszej możliwej okazji. Cooper nie jest jeszcze w pełni zdrów, ale by mógł wystąpić w barażach, musiał mieć na koncie przynajmniej jeden występ w sezonie zasadniczym w podstawowej piętnastce. W dwumeczu o utrzymanie z Uruyasu zanosi się na starcie Coopera z byłym kolegą z reprezenacji, Israelem Folau (także wracającym do zdrowia po kontuzji, w ten weekend wyszedł na boisko pierwszy raz od stycznia).

W Currie Cup w opałach były obie zdecydowanie przodujące w tabeli ekipy. Dotychczasowi liderzy, Cheetahs, już po pierwszej połowie przegrywali 0:17 z Sharks i choć w drugiej części spotkania odrabiali stratę, ostatecznie przegrali 17:24. Z kolei wiceliderzy i obrońcy mistrzowskiego tytułu, Pumas, wygrali zaledwie jednym punktem (25:24) z Western Province – dzięki potknięciu Cheetahs zostali liderami tabeli. Do czołowej czwórki awansowali ubiegłoroczni wicemistrzowie Griquas po wygranej 42:27 nad beniaminkiem – Griffons. Na drugim poziomie rozgrywek, w Mzansi Challenge, z ekip spoza Południowej Afryki w grze byli tylko namibijscy Welwitschias i amerykańscy Rhinos – w ich bezpośrednim starciu w Windhoeku górą byli goście, 25:24.

W Południowej Afryce zakończyły się rozgrywki uniwersyteckie – po Varsity Cup drugi raz w historii sięgnęła ekipa NWU Eagles (z North-West University w Potchefstroom). W zaciętym finale pokonała UCT Ikey Tigers (z uniwersytetu kapsztadzkiego) 27:25. Na drugim poziomie, w Varsity Shield, triumfowała ekipa UWC z Bellville.

W Major League Rugby solidarne zwycięstwa trzech czołowych ekip konferencji zachodniej (San Diego Legion, Houston SaberCats i Seattle Seawolves), natomiast odrobinę dystansu stracili do reszty stawki Utah Warriors po przegranej z waszyngtońskim Old Glory DC. Old Glory awansowało na wschodzie na drugą lokatę, wykorzystując porażkę New York Ironworkers z ekipą z Houston (niestety więcej mówi się o bójce trenerów na boisku podczas spotkania niż o grze), natomiast na czele konferencji wschodniej z powiększoną przewagą nad resztą stawki New England Free Jacks (w ten weekend pokonali Atlantę).

W Super Rugby Americas dwa wydarzenia przyciągają uwagę. Mieliśmy mecz na szczycie, a w nim wiceliderzy i zarazem obrońcy tytułu mistrzowskiego, urugwajski Peñarol, pokonali dotychczasowych liderów, argentyńskich Dogos, 33:15 i wyszli na prowadzenie w stawce. Z kolei na dnie tabeli nie ma zmiany, ale American Raptors wreszcie odnieśli pierwsze zwycięstwo – pokonali coraz gorzej radzący sobie w rozgrywkach chilijski Selknam 26:22. Kolejny raz wygrała paragwajska drużyna Yacare, tym razem nad brazylijskimi Cobras. Pauzowali Pampas, którzy grali towarzysko z Black Lion. Gruzińska ekipa poniosła pierwszą porażkę w Południowej Afryce – Argentyńczycy wygrali 24:21.

W All-Ireland League rozegrano półfinały ligi, w których górą były ekipy z dwóch pierwszych miejsc fazy zasadniczej: Clontarf pokonał Young Munster tylko 13:12, natomiast Terenure College ograł Cork Constitution 30:12. Irlandczycy będą mieć zatem powtórkę finału ligi sprzed roku.

We włoskie lidze Top 10 skończył się sezon zasadniczy. Po trzech latach niezmienionego składu play-off (Petrarca, Rovigo, Emilia i Calvisano) w tym roku zmiany. Poza czołową czwórką znalazło się Calvisano, które zajęło dopiero siódme miejsce w lidze. Co więcej, z powodów ekonomicznych wycofuje się z rozgrywek i zacznie nowy sezon w którejś z niższych lig. Federacja zastanawia się nad tym, jak przyszły sezon ma wyglądać (pojawił się na przykład pomysł włączenia do ligi młodzieżówek Benettona i Zebre). Ale póki co przed włoskimi kibicami półfinały: Rovigo zagra z Colorno (w ostatnim meczu rundy zasadniczej te dwa zespoły też ze sobą grały i Rovigo wygrało aż 66:7) a Petrarca z Emilią (obie ekipy na koniec fazy zasadniczej, pewne już awansu, traciły punkty – Petrarca zremisowała z Fiamme Oro 33:33, a Emilia przegrała z Viadaną 31:33).

W gruzińskiej lidze Didi 10 rozegrano drugi etap nietypowego play-off. W grze zostały po nim trzy ekipy. Do finału awansowała druga drużyna fazy zasadniczej, Charebi Rustawi, która pokonała lidera ligowej tabeli, Lelo Tbilisi. W tej sytuacji Lelo zagra o wejście do finału z obrońcami mistrzowskiego tytułu, Batumi, które choć w fazie zasadniczej radziło sobie różnie, w play-off odniosło już drugie zwycięstwo – tym razem 9:6 nad AIA Kutaisi.

W rumuńskiej Liga Națională de Rugby mieliśmy w ten weekend derby stolicy. Wyrównane spotkanie, w którym drużyny zmieniały się na prowadzeniu. Do przerwy prowadziło Dinamo 11:8, wygrała ostatecznie Steaua 25:14, choć praktycznie do ostatniej minuty Dinamo miało szansę na odwrócenie wyniku. W drugim pojedynku czołowych ekip Timișoara pokonała obrońców tytułu mistrzowskiego, Științę Baia Mare 22:14. Știința fatalnie zaczęła sezon – trzy porażki w trzech meczach.

W Kenii rozpoczęły się rozgrywki afrykańskich mistrzostw U20 czyli Barthés Trophy. Wyniki ćwierćfinałów: Kenia – Uganda 44:20, Tunezja – Madagaskar 50:16, Namibia – Zambia 20:12 (całkiem niezły wynik Zambijczyków), Zimbabwe – Wybrzeże Kości Słoniowej 55:0.

World Rugby potwierdziło, że myśli o wprowadzeniu na Pucharze Świata możliwości „podniesienia” żółtej kartki do czerwonej przez TMO (wszystko po to, aby poprawić płynność gry – w wątpliwych sytuacjach byłaby pokazywana żółta kartka, a zdarzenie byłoby szczegółowo analizowane w ciągu kolejnych dziesięciu minut). Rozwiązanie ma być testowane podczas mistrzostw świata w kategorii U20, które w czerwcu będą rozgrywane w Południowej Afryce. Na szczęście nie ma mowy o 20-minutowych czerwonych kartkach.

Inna nowinka World Rugby: od 2025 w spotkaniach międzynarodowych stroje drużyn mają być dobierane w taki sposób, aby jedna drużyna grała w jasnych, a druga w ciemnych. Nie podoba się to m.in. All Blacks, którzy częściej niż dotąd będą musieli rezygnować z czarnych strojów. World Rugby chodzi jednak o ułatwienie oglądania spotkań dla daltonistów.

Najlepszym graczem w Australii za rok 2022 uznano Marikę Koroibetego – zdobył medla Johna Ealesa po raz drugi w karierze (poprzednio za 2019).

Luke Cowan-Dickie, który przyjechał na badania lekarskie do Montpellier przed planowanym transferem do Francji, nie dość, że nie przeszedł ich tak, jakby w klubie chcieli (jest po kontuzji odniesionej jesienią), to jeszcze został zatrzymany przez policję.

RFU ponowiło swoją styczniową decyzję o obniżeniu szarż w rugby amatorskim w Anglii, ale ze zmianą – tym razem podano, że nie chodzi o obniżenie do poziomu pasa, ale tylko mostka. Poprzednia informacja spowodowała szerokie protesty, tym razem jednak decyzję poprzedzono szerszymi konsultacjami.

Walijski klub Swansea RFC w piękny sposób zamierza zakończyć swój 150. sezon w historii – 31 maja zagra z Barbarians. Kiedyś starcia tych dwóch drużyn były doroczną tradycją (przez blisko 100 lat, w ramach wielkanocnych wypraw Barbarians do południowej Walii), ale ostatni taki mecz rozegrano w 1994 – skończyły się po wprowadzeniu w rugby profesjonalizmu. Barbarians zagrają w Swansei kilka dni po wielkim spotkaniu przeciwko World XV.

Zapowiedź wycofania się z rozgrywek walijskiej Premierhsip drużyny Llanelli spowodowała dyskusje o kształcie tej ligi – w przyszłym sezonie miała być powiększona z 12 do 14 drużyn. WRU zamierza pozostać przy awansie dwóch ekip z Championship, w związku z czym Premiership w kolejnym sezonie ma liczyć 13 zespołów.

Dzisiaj upływa termin zgłoszeń kandydatur na stanowisko prezesa francuskiej federacji (FFR). Dotąd znamy dwóch chętnych – są to Patrick Buisson (niedawno Bernard Laporte zaproponował go na swojego tymczasowego zastępcę, ale w głosowaniu nie uzyskał wymaganych 50% głosów) i Florian Grill (lider opozycji przeciwko Laporte’owi, który poprzednie głosowanie na szefa federacji minimalnie przegrał).

Australijska liga rugby league NRL obawia się podkupywania zawodników przez australijską federację rugby union (kolejną gwiazdą NRL na celowniku Eddiego Jonesa jest Payne Haas z Broncos). W tej sytuacji pojawił się w jej szeregach nowy pomysł, poniekąd odwetowy – zwolnienie z salary cap w wysokości do 1 mln dolarów australijskich na pozyskiwanie zawodników z innych kodów futbolowych i z zagranicy. Pierwszym wymienianym potencjalnym obiektem takich ofert jest młody Max Jorgensen.

Z wieści transferowych:

  • reprezentant Szkocji Stuart McInally po Pucharze Świata skończy z rugby – chce zostać zawodowym pilotem w liniach lotniczych;
  • karierę kończy też wielokrotny reprezentant Walii Josh Navidi – w jego przypadku to efekt kontuzji odniesionej latem w meczu Walii z Południową Afryką;
  • reprezentant Tonga Sione Kalamafoni przechodzi ze Scarlets do francuskiego Vannes. Walijską ekipę opuszczają też Rhys Patchell i Leigh Halfpenny;
  • Roger Tuivasa-Sheck po krótkim romansie z rugby union, po Pucharze Świata we Francji (na który ma nadzieję pojechać) wróci do rugby league i drużyny NRL New Zealand Warriors;
  • były reprezentant Irlandii Dave Kearney ma opuścić Leinster. Kto wie, czy nie dołączy do ekipy MLR – Chicago Hounds, której jest jednym z udziałowców;
  • Franck Azéma, obecny trener Tulonu, podpisał kontrakt z Perpignan, który ma prowadzić przez kolejne trzy lata;
  • były reprezentant Australii Scott Fardy zostanie nowym trenerem obrony Connachtu;
  • na koniec sezonu Reds opuści trener Brad Thorn, prowadzący drużynę od 2017.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia:

Anglia:

  • Ethan Sikorski (North Walsham RFC, National League 2 East): cały mecz z Rochford Hundred wygrany 31:28. Niezwykle cenny sukces, dał ekipie Sikorskiego awans na jedenaste miejsce w lidze i 4 punkty przewagi nad przedostatnim w niej rywalem z tego weekendu;
  • Jakub Kijak (Bournville RFC, National League 2 West): grał do 47. minuty w meczu z Hornets, wygranym 46:38. Bournville jest dwunaste w stawce czternastu drużyn.

Francja:

  • Kamil Bobryk (CS Vienne Rugby, Nationale 2 – grupa 1): zagrał ostatni kwadrans w ostatnim meczu rundy zasadniczej ze Stade Métropolitain. Mecz miał wysoką stawkę – wygrana dałaby Vienne miejsce w czołowej dwójce grupy i lepsze rozstawienie w fazie play-off. Jednak drużyna Bobryka przegrała 16:28 i ostatecznie zajęła w lidze piąte miejsce. Przeciwnikiem w fazie barażowej play-off będzie Niort;
  • Mateusz Bartoszek (RC Bassin d’Arcachon, Nationale 2 – grupa 2): cały mecz przeciwko Périgueux, przegrany 12:35. Przeciwnik został zdecydowanym zwycięzcą fazy zasadniczej, a RCBA skończyło sezon na dziesiątym miejscu, utrzymując się w lidze;
  • Jędrzej Nowicki (CA Pontarlier, Fédérale 2 – grupa 1): zagrał ostatnie pół godziny w meczu z Saint Priest, przegranym 10:75. Pontarlier skończyło sezon na ósmym miejscu w grupie.

Irlandia:

  • Dominik Morycki (Enniscorthy RFC, D2B): grał od początku niezwykle ważnego meczu z Greystones, przegranego ze zwycięzcą ligi 27:31. Porażka w ostatnim meczu sezonu oznacza ostatnie miejsce w lidze i spadek na niższy poziom ligowy.

Szkocja:

  • Craig Bachurzewski (Southern Knights, Super Series Spring): w pierwszym składzie w „polskim” pojedynku z Heriot’s, przegranym 22:36. Grał już przed tygodniem – wszedł z ławki w meczu z Watsonians, także przegranym. Southern Knights zajmują przedostatnie miejsce w stawce ośmiu drużyn;
  • Ronan Seydak (Heriot’s, Super Series Spring): to samo co wyżej, tylko odwrotnie – w pierwszym składzie, w wygranym meczu przeciwko Southern Knights. Heriot’s są na szóstym miejscu w tabeli, pozycję wyżej od swoich ostatnich przeciwników.

Szwajcaria:

  • Kacper Ławski (RC Yverdon, LNA): w pierwszym składzie w meczu z „czerwoną latarnią” ligowej tabeli, Genève PLO, zremisowanym 21:21. Yverdon po drugim remisie w sezonie zachowało drugie miejsce w ligowej tabeli.

Zapowiedzi

W kolejny weekend uwagę czeka na nas drugi turniej kwalifikacyjny do World Rugby Sevens Series w Stellenbosch z udziałem naszej kobiecej reprezentacji. Ponadto na arenie międzynarodowej finałowa runda Pucharu Sześciu Narodów kobiet (z hitowym pojedynkiem Anglii z Francją na Twickenham), cztery spotkania Rugby Europe International Championships na poziomie Conference, start turnieju drugiej dywizji Asia Rugby Championship w Dosze i koniec mistrzostw U20 w Afryce.

Czołowe ligi europejskie będę pauzować, natomiast odbędą się półfinały europejskich pucharów, ze szlagierowym pojedynkiem w Dublinie pomiędzy Leinsterem i Tuluzą na czele. Ponadto dziesiąta kolejka Super Rugby Pacific (m.in. mecze Hurricanes z Brumbies i Chiefs z Crusaders).

W kraju piętnasta kolejka Ekstraligi (Budo 2011 Aleksandrów Łódzki – Orkan Sochaczew, Edach Budowlani Lublin – Ogniwo Sopot, Juvenia Kraków – Posnania, Arka Gdynia – Pogoń Awenta Siedlce). Ponadto siódmy turniej Polskiej Ligi Rugby 7 oraz mecze ligowe piętnastek kadetów.

1 komentarz do “Droga do marzeń pod górę”

  1. BRAWO ZA STRONE🚀TORPEDO Loss a Orkan to wiatr co zmiata rywala,a Groch zapewnia ze kazdy kop to wycieczkado Piekla,Welcome to the Hell on Warszawska 80 EVERY TIME.

    Odpowiedz

Dodaj komentarz