Potknięcie Ogniwa na ostatniej prostej

Finał Ekstraligi nieoczekiwanie odbędzie się w Aleksandrowie Łódzkim – w ostatniej kolejce Ekstraligi Juvenia Kraków sensacyjnie ograła na swoim boisku Ogniwo Sopot i odebrała ekipie z wybrzeża atut własnego boiska w walce o złoto. Finał I ligi zresztą w tej samej okolicy – jego gospodarzami będą Budowlani Commercecon Łódź. Na świecie poznaliśmy mistrzów URC (Munster) i Premiership (Saracens), fazę zasadniczą skończyła Top 14, po 14 przyłożeń padło w meczu Barbarians z World XV oraz wyspiarskich derbach Super Rugby Pacific, a Japonia i Południowa Afryka zdobyły mistrzostwo swoich kontynentów w rozgrywkach kobiet.

Ekstraliga

W ostatniej kolejce rundy zasadniczej Ekstraligi (do rozegrania pozostały tylko zaległe derby Trójmiasta, bez wpływu na pozycje drużyn w ligowej tabeli) zobaczyliśmy tylko trzy spotkania. Nie odbył się nie tylko mecz Skry z Arką Gdynia, ale także spotkanie Edachu Budowlanych Lublin z Posnanią – poznaniacy poinformowali gospodarzy, że na mecz nie przyjadą. W tej sytuacji KGiD nie będzie miała innego wyjścia, jak przyznać walkower na korzyść lublinian, ale smutny to akcent na koniec sezonu.

Rugbowy weekend w rozgrywkach Ekstraligi zaczęli gracze Lechii Gdańsk i Budo 2011 Aleksandrów Łódzki. Gdańszczanie grali przed swoją publicznością, bez presji i od początku mocno zaatakowali, czego efektem było pierwsze przyłożenie w spotkaniu. Potem jednak ich licznik się zatrzymał, a do końca pierwszej połowy punktowali gracze spod Łodzi, którzy do przerwy prowadzili już 22:7. Po przerwie znowu lechiści rzucili się do walki i zaczęli straty odrabiać w imponujący sposób. Na kwadrans przed końcem przegrywali już tylko jednym punktem (28:29), ale ostatnie minuty należały już do faworytów meczu – goście zdobyli w nich trzy przyłożenia (ostatnie z nich – karne, po powtarzanych błędach lechistów w młynie, w którym Budo zdecydowanie dominowało nad rywalami przez cały mecz) i wygrali 50:33. Znów 2 przyłożenia na swoim koncie zapisał niesamowicie skuteczny w tym sezonie Witalij Kramarenko.

Swoje zadanie wykonał też Orkan Sochaczew, który grał z Pogonią Awentą Siedlce. Co prawda siedlczanie przed tygodniem błysnęli, jednak wtedy grali ze znacznie słabszym przeciwnikiem, a w niedzielę sami znaleźli się w roli swych rywali z poprzedniego spotkania i przegrali mecz bardzo wysoko – Orkan zwyciężył aż 96:10, zapewniając sobie rozegranie meczu o brąz na swoim terenie. Sochaczewianie dominowali na boisku, zdobyli aż 14 przyłożeń (pierwsze już po kilkudziesięciu sekundach gry), a aż sześć z nich na swoje konto zapisał najskuteczniejszy zawodnik Ekstraligi, Pieter Steenkamp. A ponieważ dorzucił do tego 13 podwyższeń, zdobył łącznie 56 punktów, bijąc o jedno oczko ustanowiony przez siebie jesienią rekord w liczbie punktów zdobytych przez jednego zawodnika w meczu Ekstraligi.

To co najciekawsze w tej kolejce zdarzyło się jednak w Krakowie, gdzie Juvenia sensacyjne pokrzyżowała plany rozegrania finału mistrzostw Polski w Sopocie, wygrywając z Ogniwem 26:23. Długo na to zwycięstwo się nie zanosiło – w pierwszej połowie co prawda to krakowianie stwarzali lepsze sytuacje, ale byli powstrzymywani w ostatnich chwilach, względnie kopy z karnych w aut nie dolatywały tam gdzie trzeba. Długo było zatem 0:3 po karnym Wojciecha Piotrowicza z początkowych minut, a pod koniec pierwszej połowy sopocianie po tak naprawdę pierwszej swojej groźnej akcji podnieśli prowadzenie do 8:0 (Vaha Halaifonua oszukał zwodem Patryka Sakwę, który wrócił do gry po dłuższej przerwie). Drugą połowę lepiej zaczęło Ogniwo – znów Halaifonua przełamał linie obrony krakowian (skończył przyłożeniem Mateusz Plichta), kolejne punkty dorzucił Piotrowicz z karnego i było już 0:18. Na 25 minut przed końcem jednak wreszcie przebudziła się Juvenia: świetny Oderich Mouton zaczął akcję, Sakwa zwodem odpokutował błąd z pierwszej połowy i było 7:18. A moment później już 12:18 po rajdzie skrzydłem Artura Fursenki. Obie strony były bliskie kolejnych punktów – krakowianie podtrzymali Wayne’a Smitha nad polem punktowym, z kolei Riaan van Zyl nie zdołał wykończyć 90-metrowej pogoni za piłką, wreszcie na 10 minut przed końcem przyłożenie dla gości zdobył Piotr Zeszutek. Wydawało się, że to oznacza rozstrzygnięcie spotkania, ale Michał Jurczyński uruchomił Sakwę (potem uznanego najlepszym graczem Juvenii), a w samej końcówce Juvenia na pięciu metrach zdominowała Ogniwo w młynie – po drugim sopocianie stracili z żółtą kartką Kachę Kawtaradze, a po trzecim – karne przyłożenie. Sensacja stała się faktem. Karol Czyż w pomeczowym wywiadzie uznał ten mecz za znakomite przetarcie przed finałem. Cóż, dobra mina do złej gry i straconego atutu własnego boiska w decydującym meczu sezonu. Do tego z pewnością niepokojące są kiepsko wyglądające kontuzje zawodników drugiej linii młyna Ogniwa. Z kolei trener gospodarzy Konrad Jarosz stwierdził, że Juvenia za rok będzie walczyć o medale…

Juvenia zagrała dla łodzian i za dwa tygodnie finał ligi pomiędzy Budo 2011 i Ogniwem odbędzie się w Aleksandrowie Łódzkim. O brąz mecz w Sochaczewie pomiędzy Orkanem i Budowlanymi Lublin.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑Budo 2011 Aleksandrów Łódzki1877
2. ↓Ogniwo Sopot1875
3. Orkan Sochaczew1865
4. Edach Budowlani Lublin1760
5. Lechia Gdańsk1742
6. Juvenia Kraków1838
7. Arka Gdynia1725
8. Pogoń Awenta Siedlce1819
9. Posnania1710
10. Up Fitness Skra Warszawa18–72

Mecze towarzyskie

Na świecie rozgrywano w ten weekend dwa finały w czołowych ligach, ale najatrakcyjniejszego rugby spodziewano się w rozgrywanym na Twickenham pojedynku całkowicie towarzyskim (choć z pucharem jako stawką – grano o Killik Cup). Zmierzyły się w nim dwie piętnastki zaproszeniowe, Barbarians i World XV, jednak prowadzone w tym meczu przez znakomitych trenerów (Eddiego Jonesa i Steve’a Hansena) i wypełnione gwiazdami światowego rugby (no, tymi, które miały wolne od rugby ligowego, a więc głównie z URC, Premiership i Japan Rugby League One). Kapitanem ekipy Baabaas został Alun Wyn Jones, rekordzista świata pod względem międzynarodowych pojedynków. Zwykle tego typu spotkania iskrzą efektownym rugby, więcej tam fantazji niż taktyki, i tak też było tym razem – w meczu padło aż czternaście przyłożeń. Barbarians wygrali 48:42, a Alun Wyn Jones (który co prawda nie sprostał niecodziennemu dla niego zadaniu i dwukrotnie spudłował w końcówce meczu kopy z podstawki, ale za to błysnął m.in. dwoma świetnymi offloadami) uniósł chyba ostatni puchar w swojej pięknej karierze. Wkrótce ma zresztą zagrać dla odmiany przeciwko Barbarians, w barwach Swansei. Niestety, udział w meczu Israela Folau (swoją droga, zdobył przyłożenie dla World XV) powodował buczenie części kibiców (gdy był przy piłce), którzy pamiętali jego uwagi pod adresem społeczności LGBT.

United Rugby Championship

Drugi raz z rzędu finał URC rozegrano na Cape Town Stadium w Kapsztadzie, jednak miejscowym Stormers nie udało się po raz drugi z rzędu sięgnąć po najwyższe ligowe trofeum – to trafiło w ręce irlandzkiego Munsteru, który odzyskał je po dwunastu latach przerwy (poprzednio zdobył je, gdy liga nazywała się Pro12). Irlandczycy po nieoczekiwanej wygranej w półfinale nad Leinsterem, na finał wzmocnili się grupą zawodników wracających po kontuzjach czy protokołach antywstrząśnieniowych (Conor Murray, RG Snyman, Malakai Fekitoa). Pamiętali również o tym, że już w tym sezonie w Kapsztadzie udało im się Stormers pokonać 26:24.

Ten mecz nie zaczął się jednak po ich myśli. Po kilku minutach zmagań w środku boiska Mannie Libbok zaliczył przechwyt w okolicy połowy boiska i dał gospodarzom prowadzenie 7:0 (potem jednak ten gracz już nie błyszczał tak jak w poprzednich meczach). Ale przez pozostałą część pierwszej połowy Munster dominował już na boisku i zdobywał kolejne przyłożenia – choć włoski sędzia Andrea Piardi po TMO musiał anulować połowę z nich, w efekcie czego przewaga Irlandczyków w 40. minucie meczu wynosiła tylko 12:7. Martwić ich musiała za to strata kapitana Petera O’Mahoney’a. Po przerwie gospodarze prezentowali się znacznie lepiej niż w pierwszej połowie i choć Libbok spudłował kop z karnego, to moment później wykorzystali przewagę liczebną po żółtej kartce Mike’a Haley’a i wyszli na prowadzenie 14:12. Ten wynik utrzymywał się niemal do końca meczu, a drużyną, która była bliższa jego zmiany w tym okresie, byli Stormers. Ich wysiłki nie przyniosły efektu, a pod koniec meczu do ataku zerwali się goście i nie tylko wywalczyli przyłożenie po rozmontowaniu obrony przeciwników (John Hodnett – w ogóle znakomity występ młodego zawodnika), ale dorzucili też podwyższenie z bardzo trudnej pozycji (Jack Crowley, który również pokazał się ze świetnej strony w tym meczu). Zrobiło się 19:14 dla Munsteru, i choć Stormers atakowali, a Crowley zobaczył jeszcze żółtą kartkę, wynik się już nie zmienił.

Zwycięstwo Munsteru koronuje jego znakomitą serię. Po kiepskim początku sezonu w jego drugiej połowie ekipa z Irlandii radziła sobie coraz lepiej i ostatecznie skończyła fazę zasadniczą na piątym miejscu w lidze. W efekcie w każdym z trzech meczów play-off grała z wyżej notowanymi rywalami na ich boiskach i wszystkie te trzy mecze wygrała.

Przed finałem ogłoszono kolejnych laureatów nagród indywidualnych za ten sezon ligowy – wcześniej w głosowaniu fanów najlepszym zawodnikiem sezonu uznano Manniego Libboka ze Stormers, a w ubiegłym tygodniu ujawniono wybór dokonany przez kapitanów drużyny – ci najlepszym graczem ligi wybrali młynarza Leinsteru Dana Sheehana. Najlepszym trenerem został wybrany (w głosowaniu trenerów) szkoleniowiec Glasgow Warriors, Marco Smith.

Podobno URC rozważa wprowadzenie systemu draftów, aby nieco wyrównać poziom pomiędzy drużynami. Nie w pełni (nie sądzę, by IRFU czy WRU przełknęły taką decyzję), ale miałby obejmować graczy, którzy nie dostają czasu do gry w drużynach z innych związków. Dyrektor wykonawczy URC Martin Anayi przy tej okazji powiedział sporo innych rzeczy, m.in. wyraził swoje poparcie dla idei włączenia Afryki Południowej do Pucharu Sześciu Narodów (i nikogo więcej, bo wyraźnie mówił o „siedmiu narodach”), a także ideę zebrania rugbowych transmisji w jednym miejscu (pomysł raczej z gatunku nierealnych; swoją drogą, pewnie na początek to by kibiców cieszyło, ale warto też pamiętać, że monopole na rynku zwykle nie prowadzą do sytuacji korzystnych dla konsumentów).

Premiership

W finale angielskiej Premiership starły się dwie najlepsze ekipy sezonu zasadniczego – Saracens i Sale Sharks. Tytuł mistrzowski po raz szósty w historii zdobyli londyńczycy – poprzedni raz wywalczyli go w 2019, choć tamten wciąż jest obciążony historią związaną z naruszaniem przez nich zasad dotyczących wynagrodzeń (mistrzostwa im wtedy nie odebrano, ale w kolejnym sezonie karnie relegowano z Premiership). Rok temu, tuż po powrocie do ligi, w finale musieli uznać wyższość Leicester Tigers. Tym razem jednak poradzili sobie z przeciwnikami.

Wiele przed finałem mówiło się nie tylko o rywalizacji dwóch najlepszych w tym sezonie drużyn, ale także i dwóch kandydatów do gry na pozycji łącznika ataku w reprezentacji Anglii. I na początku meczu właśnie ci dwaj gracze wystąpili w głównych rolach. Dwukrotnie Owen Farrell po kopach z karnych wyprowadzał Saracens na prowadzenie (w międzyczasie jego ekipa straciła Jamie’go George’a, który powędrował na HIA i już na boisko nie wrócił) i dwukrotnie chwilę potem w ten sam sposób wyrównywał stan meczu George Ford. Potem na boisko wtargnęli ekologiczni aktywiści, a po ich usunięciu zaczęły padać przyłożenia: najpierw karne dla Saracens, potem Sharks mimo gry w czternastkę wyrównali, ale do przerwy było 20:13 dla londyńczyków po kolejnych pięciu punktach Maxa Malinsa. Na początku drugiej połowy Sharks byli bliscy wyrównania (po przyłożeniu po takiej fajnej akcji z kopem młynarza w jednej z roli głównych: https://twitter.com/i/status/1662478715551449088, brakło tylko skutecznego podwyższenia Forda), a Elliot Daly zmarnował wyśmienitą okazję do przyłożenia dla ekipy z Londynu. Sharks dominowali, w 52. minucie wreszcie wyszli na dwupunktowe prowadzeni (25:23), ale w końcówce dwa decydujące ciosy zadali Saracens: najpierw swoją wcześniejszą winę odpokutował Daly, a potem znakomity tego dnia Malins świetnie przełamał linię obrony rywali i przyłożenie zdobył Ivan van Zyl. Ostatecznie Saracens zwyciężyli 35:25.

A przy okazji – władze Premiership dogadują się z RFU w sprawie przesunięcia finału ligi w 2025 na wcześniejszy termin, aby umożliwić przygotowania do wyjazdu British & Irish Lions (cóż, dwa lata temu mieliśmy poważny spór i zapowiedzi wykluczające taki ruch w przyszłości, więc to na pewno krok ku lepszemu). Z kolei dziennikarze Guardiana policzyli, że czołowi reprezentanci Anglii, grający w niemal wszystkich meczach kadry, wystąpili średnio w mniej niż 40% ligowych pojedynków swoich klubów. Cóż, jednym ze środków do obniżenia liczby spotkań bez udziału czołowych graczy jest zmniejszenie ligi do 10 drużyn – i kto wie, czy nie nastąpi to już w najbliższym sezonie. Już we wtorek mija graniczna data wyznaczona przez RFU dla London Irish na dokonanie przejęcia klubu i nie wygląda na to, aby udało się to zrealizować. Podobno gracze dostali już nieoficjalną sugestię, aby szukali nowych klubów wobec spodziewanego zawieszenia drużyny w Premiership.

Top 14

Za nami ostatnia kolejka ligowa we francuskiej Top 14. Największą stawkę miało w niej spotkanie Lyonu i Bajonny – rywalizujących między sobą o ostatnie miejsce w fazie play-off. Początek meczu był w miarę wyrównany: wynik otworzyli Baskowie przyłożeniem, które zdobył Rémy Baget i choć potem Lyon wyszedł na prowadzenie, Bajonna dotrzymywała mu kroku – w 60 minucie obie ekipy miały na koncie po trzy przyłożenia (wszystkie trzy dla Bajonny zdobył Baget), a Lyon prowadził tylko 25:19. Zdobywca hat-tricka osłabił jednak drużynę po żółtej kartce za zbicie piłki do przodu w obronie i Lyon bezlitośnie to wykorzystał zdobywając w ciągu 10 minut dwa przyłożenia. Chwilę potem sytuacja liczebna się odwróciła (to Lyon został na ostatni fragment meczu w czternastkę), ale tym razem to osłabiona drużyna punktowała – Lyon dorzucił kolejne dwa przyłożenia i wygrał 53:19.

Wygrały swoje mecze obie drużyny z czoła tabeli: Tuluza rozgromiła zdegradowane już wcześniej Brive 54:10. Liderzy tabeli nie oszczędzali swoich gwiazd, a przyłożenia w tym meczu zdobywali m.in. Santiago Chocobares, Antoine Dupont (po 2), Romain Ntamack czy Thomas Ramos (w ostatniej akcji meczu; w sumie 19 punktów tego zawodnika, bo skutecznie podwyższył siedem z ośmiu przyłożeń). Cięższą przeprawę miało La Rochelle, które grało z trzecim w ligowej tabeli Stade Français. Tu paryżanie prowadzili do przerwy 7:0, a gdy na kwadrans przed końcem zdobywcy Pucharu Mistrzów wyrównali, Stade Français wróciło na prowadzenie po karnym Jorisa Segondsa. Roszelczycy jednak postawili ostatecznie na swoim, zdobywając przyłożenie w ostatnich minutach meczu i wygrali mecz 14:10.

Spośród ekip pewnych awansu do ćwierćfinałów przegrało nie tylko Stade Français – podobny los dotknął także Racing 92 i Bordeaux. Racing 92 po zaciętym meczu uległ na wyjeździe drużynie Clermont. Szybko wyszedł na prowadzenie 10:0, ale do przerwy mieliśmy remis 17:17 (spory udział Aliveretiego Raki, który zdobył dwa pierwsze przyłożenia dla gospodarzy). Paryżanom zaszkodziła żółta kartka Teddy’ego Iribarena zastępującego Finna Russella – w ciągu 10 minut stracili 14 punktów. W drugiej połowie trafił im się kolejny okres osłabienia i ostatecznie Clermont wygrało 32:25. Z kolei Bordeaux grało na wyjeździe ze świeżo upieczonymi zdobywcami Challenge Cup, Tulonem, i przegrało 19:35. Tulon mimo trzech żółtych kartek zwycięstwem okrasił ostatni mecz w karierze Mathieu Bastareaud (zdobył przyłożenie) i prawdopodobnie Sergio Parisse. Żal, że zestawienia Bastareaud – Parisse – Ollivon już nie zobaczymy na boisku.

W dwóch pozostałych meczach rozstrzygało się, kto zagra w barażu o utrzymanie. Perpignan, od kilku tygodni walczący o wygrzebanie się z przedostatniego miejsca w ligowej tabeli, w niedzielę jednak nie odrobił reszty strat do Pau. Choć po przerwie prowadził w wyjazdowym spotkaniu z Castres, ostatecznie to obrońcy tytułu wicemistrzowskiego wygrali to spotkanie 26:16. Zresztą, nawet gdyby Perpignan ten mecz wygrał, i tak nic by mu to nie dało – Pau nie zdawało się na przypadek i pokonało Montpellier 35:10.

W tabeli na czołowych miejscach bez zmian (Tuluza i La Rochelle z bezpośrednim awansem do półfinałów), w ćwierćfinałach mamy pary Lyon – Bordeaux i Stade Français – Racing 92 (z tych ekip wygrał tylko Lyon i dzięki temu nie tylko zapewnił sobie awans do play-off, ale też grę na własnym boisku, wykorzystując potknięcia wszystkich trzech wyżej notowanych wcześniej rywali). Bajonna mimo porażki awansowała do Champions Cup, a kolejną gorzką pigułkę musiał połknąć właściciel Montpellier, Mohed Altrad, którego ekipa poniosła bolesną porażkę z niżej notowanym Pau i nie awansowała do czołowej ósemki (rok temu mistrz, dziś ostatecznie zaledwie 11. pozycja). Spada Brive, w barażu o utrzymanie gra Perpignan.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Tuluza2681
2. La Rochelle2678
3. ↑↑↑Lyon2667
4. ↓Stade Français2667
5. ↓Racing 922666
6. ↓Bordeaux Bègles2663
7. ↑Tulon2661
8. ↓Bajonna2658
9. ↑Castres2657
10. ↑Clermont2656
11. ↓↓Montpellier2654
12. Pau2652
13. Perpignan2643
14. Brive2636

W finale Pro D2 najlepsza drużyna sezonu zasadniczego, Oyonnax, pokonała Grenoble 14:3. Mecz trzymał w napięciu do samego końca – aż do ostatniej akcji na boisku był wynik 7:3. Oyonnax wraca do Top 14 po pięciu latach przerwy, natomiast Grenoble o awans jeszcze musi powalczyć – w barażu zmierzy się z Perpignan.

Poznaliśmy też mistrza Francji na trzecim poziomie, Nationale: w starciu dwóch drużyn, które już wywalczyły awans do Pro D2 Dax przegrał z Valence Romans 19:26. Awans do Nationale wywalczyły dwie drużyny, które znalazły się w finale Nationale 2: Périgueux i Vienne. Nas cieszy zwłaszcza sukces tej drugiej ekipy, której przed play-off nie wróżono tak świetnego wyniku – wszak podstawowym jej graczem jest Kamil Bobryk.

Super Rugby Pacific

W przedostatniej kolejce Super Rugby Pacific najwięcej emocji dostarczała walka o ostatnie miejsca premiowane awansem do play-off. Po tej kolejce do czołowej ósemki wskoczyli nowozelandzcy Highlanders, który w niezwykle ważnym spotkaniu pokonali australijskich Reds 35:30 (ekipa z Queenslandu wygrywając zagwarantowałaby sobie miejsce w ćwierćfinale, a tak wciąż jest go niepewna). Australijczycy prowadzili w tym spotkaniu 14:0, potem 27:14, a jeszcze na kilka minut przed końcem odzyskali prowadzenie i mieli dwa punkty przewagi – jednak pod sam koniec meczu Folau Fakatava zdobył zwycięskie przyłożenie dla Nowozelandczyków. Australijczykom nie pomogły na pewno aż trzy kontuzje w pierwszej połowie, w tym Tate’a McDermotta, a także Connora Vesta, który doznał urazu kręgosłupa (koledzy z drużyny krytykują sędziego tego spotkania za to, że zbyt pospieszał służby medyczne w tej sytuacji). Ozdobą meczu była piękna akcja Reds przez całe boisko, w której było absolutnie wszystko, co w rugby piękne: https://twitter.com/i/status/1661997673820372992.

Także i w drugim bezpośrednim starciu dwóch ekip walczących o awans górą była drużyna niżej notowana w tabeli przed tym weekendem, i dzięki temu zachowała nadzieje na awans. Rebels pokonali Western Force 52:14, a ostatni występ przed swoją publicznością zaliczył odchodzący po tym sezonie do Francji Reece Hodge (12 punktów z podwyższeń). W Perth są na pewno zawiedzeni, no ale trudno o inny rezultat, jeśli traci się przyłożenia w taki sposób: https://twitter.com/i/status/1662041285413224450.

A wyjątkowym wynikiem rozstrzygnęło się starcie dwóch drużyn wyspiarskich, w którym Fijian Drua pokonało 47:46 Moana Pasifika. W spotkaniu padło aż czternaście przyłożeń, po siedem z każdej strony. Pierwsze przyłożenie zdobyli goście, potem Fidżyjczycy wyszli na prowadzenie 21:7, ale pierwszą połowę wygrali tylko 26:24. W ciągu kwadransa po przerwie znów przewaga gospodarzy wzrosła – trzy przyłożenia (w tym dwa Iosefo Masiego, który punktował też w pierwszej połowie i zaliczył w ten sposób hat-tricka) wyprowadziły ich na prowadzenie 47:27. Gracze Moany walczyli do końca, zdobyli trzy przyłożenia, ale po ostatnim z nich brakło skutecznego podwyższenia – wykonywane już po upływie regulaminowego czasu gry było minimalnie chybione, a mogło dać Moanie pierwszą wygraną w sezonie.

Poza tym:

  • Crusaders pokonali Waratahs 42:18 (chyba najlepsza akcja meczu: https://twitter.com/i/status/1662327949998141440);
  • Blues wygrali z Hurricanes 36:25 (architektem zwycięstwa był Mark Telea, zdobywca czterech przyłożeń, drugi znakomity występ tego gracza z rzędu);
  • Brumbies przegrali z Chiefs 21:31 (zdecydowana dominacja liderów ligi, którzy prowadzili już 31:7).

Na czele tabeli nieodmiennie Chiefs, na drugim miejscu pozostali Crusaders. Z trzeciego miejsca na czwarte spadli Brumbies i mają tylko punkt przewagi nad Hurricanes – a tu toczy się walka o prawo gry w ćwierćfinale na swoim boisku. Najważniejsza chyba zmiana to awans Highlanders do czołowej ósemki – wciąż jednak pięć drużyn walczy o dwa ostatnie miejsca w play-off.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Chiefs1354
2. Crusaders1347
3. ↑Blues1342
4. ↓Brumbies1338
5. Hurricanes1337
6. Waratahs1331
7. Reds1324
8. ↑Highlanders1323
9. ↓Western Force1322
10. Fijian Drua1321
11. Rebels1321
12. Moana Pasifika134

Z kraju

Siódemkowa reprezentacja Polski kobiet, przygotowująca się do mistrzostw Europy i kwalifikacji olimpijskich zagrała w organizowanym w Hiszpanii turnieju Costa Blanca 7s. Pierwszego dnia pewnie wygrała swoje pojedynki grupowe: 39:0 z Mołdawią i 22:14 z Portugalią. Drugiego dnia kolejne dwie wygrane, tym razem ze Szwecją i 26:0 z Rumunią. W efekcie na koniec turnieju w finale Polki ponownie zmierzyły się z Portugalią, którą zwyciężyły 27:7. W finale męskiego turnieju Hiszpanie pokonali Litwinów 20:10.

Nieoficjalna informacja z Gruzji na temat meczu polskiej reprezentacji w Łodzi 17 czerwca – przeciwko naszym graczom ma wystąpić drużyna złożona z zawodników występujących na co dzień w gruzińskiej lidze Didi10.

Poznaliśmy finalistów I ligi – są nimi Budowlani Commercecon Łódź i Sparta Jarocin, a decydujący o awansie do Ekstraligi mecz zostanie rozegrany w Łodzi. Te drużyny zajęły dwa czołowe miejsca w tabeli ligi po rundzie zasadniczej i w ten weekend potwierdziły swoją wyższość nad rywalami. Łodzianie pokonali Rugby Białystok aż 48:10, mecz w praktyce rozstrzygając już przed przerwą (po pierwszej połowie prowadzili 31:0). Najskuteczniejszym graczem spotkania był zdobywca 18 punktów dla zwycięzców, Corne Pienaar. Z kolei Sparta Jarocin pokonała Arkę Rumia 35:20, rozstrzygając spotkanie w drugiej połowie (rumianie trzymali dystans, na początku drugiej połowy przegrywali tylko 4 punktami). Po 15 punktów dla swoich drużyn zdobyli obaj łącznicy młyna – Kacper Włodarek i Quetyn Oerson. W tym wszystkim trudno zrozumieć tylko jedno – zaplanowano tylko pojedyncze mecze półfinałowe, podczas gdy w regulaminie I ligi mowa o dwumeczu…

W fazie play-out (choć nie wiem, czy ktokolwiek będzie „out” czyli spadnie z ligi) w pierwszym meczu Legia Warszawa uległa AZS AWF Warszawa 12:27. To odrobinę nieoczekiwany wynik, biorąc pod uwagę że akademicy w sezonie zasadniczym przegrały oba mecze derbowe. Na dodatek fatalny akcent na koniec spotkania: ukarany żółtą kartką gracz Legii obraził sędziego. Dostał czerwoną, ale coś sporo najgorzej kojarzących się piłką nożną zwyczajów w rugbowej Legii się pojawia.

Medale rozdano w kolejnej kategorii młodzieżowej – w piętnastkach kadetów. Złoty medal wywalczyli młodzi gracze Orkana Sochaczew, którzy w finale wygrali z Lechią Gdańsk 52:17. Hat-tricki przyłożeń padły po obu stronach – ich autorami byli Marcel Marczewski i Dominik Zabrocki. Brąz przypadł Juvenii Kraków, która pokonała Budowlanych Łódź. To musiał być nie lada mecz, skoro w regulaminowym czasie gry mieliśmy remis 38:38, a spotkanie rozstrzygnęła dogrywka, którą krakowianie wygrali 19:0 (razem cały mecz 57:38, cztery przyłożenia zdobył dla zwycięzców Timur Rockij).

Zbliża się koniec sezonu i wreszcie doczekaliśmy się młodzieżowych rozgrywek siódemkowych – w Lublinie odbył się pierwszy turniej mistrzostw Polski juniorów w rugby 7. Triumfowali obrońcy tytułu mistrzowskiego, Budowlani Łódź, i to bezapelacyjnie – w trzech meczach grupowych mieli bilans 176:0 i dopiero w finale stracili pierwsze punkty, ale i tak pokonali Juvenię Kraków 33:7. Trzecie miejsce dla Arki Gdynia, która wywalczyła je po dogrywce w meczu z Budowlanymi Lublin. Na starcie stanęło tylko siedem drużyn.

Przedostatni w sezonie turniej rozegrano w ramach mistrzostw Polski dziewczyn w rugby 7. Dwie niespodzianki: w finale zmierzające do odzyskania złotego medalu zawodniczki Juvenii Kraków przegrały z Venol Atomówkami Łódź (oddały w ten sposób zwycięstwo w drugim spośród pięciu dotychczasowych turniejów tego sezonu), a w meczu o piąte miejsce Błyskawice Rzeszów pokonały Budowlane Łódź (ten klub zdobył mistrzostwo przed rokiem) 31:10.

Ze świata

W ostatnim meczu tego sezonu męskich rozgrywek Rugby Europe International Championships Czechy i Izrael walczyły w Říčanach w finale poziomu Conference 1, ze stawką w postaci awansu do grupy Trophy. Nasi południowi sąsiedzi nie pozostawili gościom żadnych złudzeń – pokonali ich 64:19, zdobywając aż 10 przyłożeń. Fatalna jest natomiast polityka informacyjna Rugby Europe (zresztą nie od dziś) – rozegrano ostatni mecz sezonu, a nadal nic nie wiadomo o tym, czy ktoś z grupy Trophy spada, a także jak wyglądają zasady spadków i awansów między poziomami Conference 1 i 2.

W Ałmatach w ubiegłym tygodniu ruszyły i skończyły się kobiece mistrzostwa Azji. Format dwumeczowy: najpierw gospodynie zagrały półfinał przeciwko Hongkongowi. Wygrały go 27:23, rewanżując się za dwie porażki z grudnia ubiegłego roku. Dzięki temu zapewniły sobie nie tylko awans do finału, w którym zmierzyły się z Japonią, ale i miejsce w WXV (finał decydował tylko, na którym poziomie). W finale mistrzostwo Azji odzyskały Japonki (ostatni raz zdobyły je w 2017, ale potem przez cztery lata mistrzostw nie rozgrywano, a rok temu nie wzięły w nich udziału) – pokonały Kazaszki aż 72:0. W tej sytuacji na drugim poziomie WXV zagra Japonia, a na trzecim – Kazachstan. Warto zwrócić uwagę, że w sztabie zwyciężczyń turnieju pojawił się dotychczasowy trener reprezentacji Anglii, Simon Middleton.

W rozgrywanych w Antananarywie kobiecych mistrzostwach Afryki nieco więcej grania. Czterozespołowa stawka odbyła w tym tygodniu dwie ostatnie kolejki spotkań. Pewnie triumfowały zawodniczki Południowej Afryki, które po wygranej 87:0 nad Kamerunem w ubiegłym tygodniu, w tym także zdecydowanie wygrywały – najpierw 48:0 z Kenią (4 przyłożenia Nomawethu Mabenge), a potem 3379:8 z gospodyniami (w tym spotkaniu straciły jedyne punkty). Drugie miejsce dla Kenii (na koniec 52:3 z Kamerunem), trzecie dla Madagaskaru, który jedyne zwycięstwo odniósł nad Kamerunem (30:10). Na drugi poziom WXV awansowała Południowa Afryka, a na trzeci Kenia.

W australijskim Gold Coast ruszyły z kolei kobiece mistrzostwa Oceanii. Na początek zdecydowane wygrane faworytów: Fidżyjki aż 77:0 pokonały Papuę-Nową Gwineę (aż cztery przyłożenia Reapi Ulunisau, debiutującej w piętnastkowej reprezentacji Fidżi po świetnych występach w WRSS), a Samoanki wygrały 69:5 z Tonga (tu także błyszczała zawodniczka z pozycji obrońcy – Hasting Leiataua zdobyła hat-tricka przyłożeń).

Towarzysko zagrały męskie reprezentacje Libanu i Jordanii – w libańskim Sydonie, w rewanżu za starcie sprzed kilku tygodni w Jordanii. I był to rewanż pełną gębą – pokonani poprzednio wysoko Jordańczycy na wyjeździe wygrali 10:0. Swoją drogą, z Libanem w najbliższym czasie ma zagrać Bahrajn – byłby to pierwszy mecz reprezentacji kraju z wyspy na Zatoce Arabskiej. Jego reprezentacja właśnie jest tworzona (trudno spodziewać się rodzimych zawodników, a sztab trenerski jest szkocko-walijski).

Bardzo ciekawy mecz rozegrano w Gruzji – odbyło się tam pierwsze z dwóch zaplanowanych spotkań w kategorii U20 pomiędzy Gruzinami i Anglikami. Taka wyprawa drużyny Anglii (choćby i młodzieżowej) to niecodzienna rzecz, a na boisku też było ciekawe – jeszcze kilka minut przed końcem gospodarze mimo nieoczekiwanych kłopotów w młynie prowadzili 36:27, ale w samej końcówce stracili dwa przyłożenia i przegrali 36:41. To jednak fajny prognostyk na przyszłość.

W finale włoskiej ligi Top10 zmierzyły się tak jak w decydujących pojedynkach dwóch poprzednich sezonów drużyny Rovigo i Petrarki. Utracony przed rokiem tytuł odzyskało Rovigo, które wygrało to spotkanie 16:9. Wywalczyło ten tytuł po raz 14. w historii, zrównując się w ilości trofeów ze swoimi niedzielnymi rywalami.

Mistrzem portugalskiej Divisão de Honra została drużyna Direito. Ekipa ze stolicy pokonała drużynę z przedmieść Lizbony, Cascais, 31:23 i zdobyła dwunasty tytuł mistrzowski w swojej historii (poprzedni – przed siedmiu laty). Cascais do przerwy prowadziło, a jeszcze cztery minuty przed końcem na boisku był remis.

W Hiszpanii rozegrano półfinały División de Honor. W pojedynku dwóch ostatnich mistrzów Valladolid RAC pokonało obrońców złotego medalu Santboianę 46:11. W drugim półfinale Burgos wygrało z Ciencias Sewilla 28:21. W finale spotkają się zatem dwie ekipy z Kastylii-Leónu.

W Currie Cup szansę na awans do play off zachowali Lions, którzy pokonali czwartą w tabeli Western Province 34:12 i zrównali się z nią punktami. Kolejne zwycięstwo odnieśli Sharks, tym razem nad najsłabszą drużyną w stawce, Griffons, 35:9 – wyszli przy tym na prowadzenie w tabeli, wyprzedzając dotychczasowych liderów, Cheetahs, którzy tylko zremisowali 29:29 z Griquas (wyszarpując remis dzięki karnemu w ostatniej akcji). A na koniec obrońcy tytułu, Pumas, przegrali z Bulls 17:24. Zanosi się bardzo ciekawa walka o awans do play-off – na dwie kolejki przed końcem drużyny z miejsc od 4. do 6. mają identyczną liczbę punktów, a siódma drużyna Griquas traci do nich tylko jedno oczko. W Mzansi Challenge odwołano mecze trzech spośród czterech ekip zagranicznych – spośród nich na boisko wybiegli tylko namibijscy Welwitschias, którzy przegrali z Boland Kavaliers 17:38.

W Major League Rugby najciekawiej zapowiadał się pojedynek San Diego Legion z New York Ironworkers – wyraźnie wygrali go Kalifornijczycy 36:13. W innym pojedynku ekip z czołówki także górą zachód – Old Glory DC przegrało ze Seattle Seawolves 19:41. Poza tym wygrane faworytów: New England Free Jacks pokonali Toronto Arrows, Houston SaberCats wygrali z Chicago Hounds, a Utah Warriors z Rugby ATL. Do końca fazy zasadniczej pozostały tu trzy kolejki. Na wschodzie pewni występu w finale konferencji są już bostończycy, a o dwa miejsca w półfinale rywalizują cztery ekipy (obecnie w lepszej pozycji są te z Waszyngtonu i Nowego Jorku). Na zachodzie zdecydowanie dominują ekipy z San Diego i Seattle (drużyna z Kalifornii ma cztery punkty przewagi w tej rywalizacji), a o ostatnie miejsce w play-off walczą składy z Salt Lake City i Houston, które idą łeb w łeb.

Na początek ostatniej kolejki fazy zasadniczej Super Rugby Americas było blisko niespodzianki: paragwajska ekipa Yacare przez większość meczu prowadziła na wyjeździe z argentyńskimi Pampas, ale w ostatniej akcji meczu wypuściła zwycięstwo z rąk – Pampas wygrali 25:24. Fotel lidera ligi odzyskał urugwajski Peñarol dzięki wygranej nad chilijskim Selknamem 31:8. A w starciu dwóch najsłabszych drużyn pierwsze wyjazdowe zwycięstwo odnieśli American Raptors – 38:34 nad Cobras. Przed nami półfinały ligi – Peñarol zagra z Yacare, a w drugim zmierzą się ekipy z Argentyny, Dogos z Pampas.

W Liga Națională de Rugby powoli zmierza do końca pierwsza faza grupowa. W przedostatniej kolejce drugą porażkę w sezonie poniosła Steaua Bukareszt – w derbach stolicy przegrała z Dinamem 25:29. Z kolei obrońcy tytułu, Știința Baia Mare, wygrali czwarty raz z rzędu, tym razem z Timișoarą 40:10.

W Anglii rozegrano finał County Championship – rozgrywek, których tradycja sięga 1889. W niezwykle emocjonującym finale na Twickenham Kent pokonał Lancashire 39:37. W ostatniej akcji meczu Lancashire zdobyło przyłożenie, ale do remisu i dogrywki zabrakło skutecznego podwyższenia (chybione o włos z bardzo trudnej pozycji). Kent czekał na taki sukces niemal sto lat – ostatni ze swoich trzech dotychczasowych tytułów zdobył w 1927.

Podobno chęć gry w przyszłorocznym European Rugby Challenge Cup zgłosiły trzy czołowe drużyny angielskiej Championship (Jersey, Ealing i Coventry). Cóż, z jednej strony to byłaby fajna okazja dla ekip z angielskiego zaplecza, którym władze Premiership odmawiają awansu, z drugiej strony jednak jeszcze fajniej byłoby widzieć w tych rozgrywkach drużyny spoza krajów z Pucharu Sześciu Narodów (podobno o start stara się gruziński Black Lion).

Wiele wskazuje na to, że w federacji francuskiej na krótko przed Pucharem Świata dojdzie do małej rewolucji i przejęcia władzy przez działaczy opozycyjnych wobec Bernarda Laporte’a. Właśnie opozycja odniosła zdecydowane zwycięstwo w wyborach uzupełniających na opróżnione stanowiska w komitecie zarządzającym, co stanowi wyraźny prognostyk przed zapowiedzianymi na połowę czerwca wyborami szefa federacji.

Nie kończą się kłopoty Mohammeda Haouasa. Właśnie kończy się drugi jego karny proces, w którym z dużym prawdopodobieństwem dostanie wyrok więzienia w zawieszeniu, a tymczasem wylądował w areszcie za uderzenie swojej żony.

Z wieści transferowych:

  • Leinster oficjalnie potwierdził odejście Johnny’ego Sextona;
  • młoda nadzieja All Blacks, Leicester Fainga’anuku, nie przedłużyła kontraktu z Crusaders i podobno na koniec roku wyjedzie do Francji;
  • były reprezentant Australii Lukhan Salakaia-Loto wraca z Europy na antypody – przejdzie z Northampton Saints do Rebels. Ponoć podobnie ma postąpić Harry Potter, który ma zamienić Leicester Tigers na Western Force;
  • odwrotny kierunek ma obrać filar Tolu Latu, który z Waratahs ma przejść do Montpellier (wypełnić tam lukę po niedoszłym kontrakcie Luke’a Cowana-Dickiego);
  • były reprezentant Anglii Matt Kvesic zagra w Championship – przechodzi z włoskiego Zebre do Coventry;
  • łącznik ataku JJ Hanrahan wraca do Irlandii – odchodzi z Dragons i będzie grać w Connachcie;
  • Leicester Tigers pozyskali Tongijczyka Solomone Katę z Exeter Chiefs oraz Australijczyka Sama Cartera z Ulsteru;
  • koniec kariery po tym sezonie ogłosili dwaj doświadczeni zawodnicy z ligi francuskiej – reprezentant Portugalii Mike Tadjer i reprezentant Gruzji Dawit Kubriaszwili;
  • zwolniony trener reprezentacji Australii Dave Rennie w najbliższym sezonie pojawi się w Japonii – poprowadzi Kobelco Kobe Steelers;
  • a na koniec tylko plotka, ale za to jaka – Racing 92, szukający następcy Finna Russella ponoć przymierza się do wykupienia z Harlequins Marcusa Smitha.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia:

Australia:

  • Brandon Olow (Perth Bayswater RUC, Australia Zachodnia – Premier Grade): wyszedł w podstawowym składzie i zagrał chyba cały mecz z drużyną Uniwersytetu Australii Zachodniej (UWA), wygrany 32:31 (zadając w ten sposób pierwszą porażkę w sezonie liderowi ligowej tabeli). Bayswater pozostało piąte w lidze.

Francja:

  • Kamil Bobryk (CS Vienne, Nationale 2): wyszedł w podstawowym składzie i grał do 52. minuty pierwszego spotkania w dwumeczu półfinałowym Nationale 2 przeciwko Saint Jean de Luz (przy okazji zaliczając ostatni mecz przed publicznością w Vienne). Jego ekipa wygrała 24:11, ale w ten weekend czekał ją trudny wyjazd na rewanż do kraju Basków;
  • Sean Cole (Stade Niçois, Espoirs Accession): wszedł na boisko na ostatnie 25 minut ostatniego meczu rundy zasadniczego przeciwko Suresnes, przegranego 15:16. Sędzia pokazał w tym meczu aż 6 czerwonych kartek. Nicea skończyła sezon na piątym miejscu w stawce sześciu drużyn.

Szkocja:

  • Craig Bachurzewski (Southern Knights, Super Series Sprint): zaczął na ławce rezerwowych mecz z Boroughmuir Bears, przegrany 19:33. Southern Knights z kompletem porażek na ostatnim miejscu tabeli;
  • Ronan Seydak (Heriot’s RC, Super Series Sprint): grał cały mecz i znów się wyróżnił w meczu ze Stirling Wolves, wygranym 26:19. Heriot’s awansowali dzięki temu na drugie miejsce w stawce.

Zapowiedzi

W nadchodzącym tygodniu:

  • z międzynarodowego grania pierwszy mecz mistrzostw Azji (Malezja z Koreą Południową w sobotę) oraz dwie ostatnie kolejki kobiecych mistrzostw Oceanii (we wtorek i niedzielę);
  • w czołowych ligach świata dwa ćwierćfinały Top 14 oraz ostatnia kolejka rundy zasadniczej Super Rugby Pacific;
  • w „mniejszych” ligach – finał hiszpańskiej División de Honor, holenderskiej Eredivisie (poniedziałek o 13:00 czyli za pół godziny – bardzo dziwna pora) oraz półfinały Super Rugby Americas i LNA w Szwajcarii;
  • w meczach piętnastek w kraju zaległe ekstraligowe derby trójmiasta (Arka – Lechia), drugi mecz grupy play-out w I lidze i pierwszy mecz finałowego dwumeczu w II lidze;
  • a poza tym w kraju siódemkowe turnieje juniorów i kadetów.

8 komentarzy do “Potknięcie Ogniwa na ostatniej prostej”

    • Dzięki za miłe słowo. Top 14 legalnie u nas niestety nie ma. Ale Viaplay wykupił Premiersport, który pokazywał Top 14 w UK i widzę, że w angielskiej wersji Top 14 się pojawia, więc może jakaś nadzieja i dla nas jest?…

      Odpowiedz

Skomentuj Warszawa Anuluj pisanie odpowiedzi