Racing 92 i Bordeaux mimo wyjazdów wywalczyły prawo gry w półfinałach Top 14, swoje miejsce w tej lidze uratowało Perpignan, a o mistrzostwo Francji na poziomie Nationale 1 walczył w ostatnim meczu swojej kariery Kamil Bobryk. W Super Rugby awans do play-off wywalczyła ekipa Fijian Drua, wyprzedzając na ostatniej prostej nowozelandzkich Highlanders. W kraju burza o nowe logo PZR.
Top 14
Kolejne ważne rozstrzygnięcia zapadły w ligach francuskich. W ćwierćfinałach Top 14 mieliśmy okazję zobaczyć derby Paryża – Stade Français grało z Racingiem 92. Gospodarze skończyli sezon na wyższej pozycji, ale jego końcówkę mieli nieszczególną i w tym spotkaniu również przegrali –20:33. Spora w tym „zasługa” rwacza Marcosa Kremera – reprezentant Argentyny już w piątej minucie bezsensownie zaatakował w rucku głowę Finna Russella i zobaczył czerwoną kartkę (zresztą już trzecią w tym sezonie), więc jego drużyna niemal całe spotkanie grała w osłabieniu. Russell zaś zszedł na HIA, ale wrócił po nim na boisko i odegrał ważną rolę w zwycięstwie swej drużyny (16 punktów z kopów). Racing, grając w przewadze zaczął od prowadzenia 17:3, ale w końcówce pierwszej połowy gospodarze mimo osłabienia przycisnęli i nie tylko wyrównali stan meczu, ale na dodatek teraz oni grali przez chwilę z liczebną przewagą, bo goście zobaczyli dwie żółte kartki w krótkim odstępie czasu. W drugiej połowie jednak Finn Russell skutecznie egzekwował karne, gospodarze na 10 minut zostali na boisku w trzynastkę, a na koniec meczu Racing przypieczętował zwycięstwo trzecim przyłożeniem. Stade Français nie pomógł Morgan Parra, który wszedł na ostatni kwadrans meczu – i zarazem ostatni kwadrans w swojej karierze.
W drugim półfinale Lyon grał z Bordeaux i tu też triumfowali goście. Było nietypowo – nawaliło TMO i na boisku mieliśmy pięciu sędziów (dwóch dodatkowych było przy bramkach). Bordeuax zaczęło od przyłożenia Mathieu Jaliberta po paru minutach gry (zdobytego po karnym w słupek; przy czym powtórki budzą wątpliwości co do prawidłowości), ale gospodarze szybko odpowiedzieli, potem dorzucili drugie przyłożenie i do przerwy prowadzili 17:8. Pozostali na prowadzeniu (choć nieco zmniejszonym po drodze) aż do 67. minuty. Wtedy, gdy Lyon grał w czternastkę, a Bordeaux w trzynastkę, dziesięć punktów zdobyli grający w skromniejszym składzie goście – przyłożenie zaliczył urodzony w ówczesnym Zairze Madosh Tambwe, kolejne punkty z kopów dorzucili Jalibert i Maxime Lucu. Co prawda gospodarze doprowadzili do remisu 25:25, ale ostatnie słowo należało do gości – w samej końcówce drugie przyłożenie w tym meczu zdobył Tambwe, Jalibert podwyższył i Bordeaux wygrało 32:25.
Skład półfinałów: Tuluza – Racing 92 (prawdziwie hitowy pojedynek) i La Rochelle – Bordeaux (derby atlantyckie). A swoją drogą, te pojedynki zostaną rozegrane w San Sebastián, położonym w hiszpańskiej części Baskonii.
Swój ligowy byt uratowała w ten weekend ekipa z Perpignan – w barażowym pojedynku wygrała z finalistą Pro D2, Grenoble. Grano pod Alpami i choć pierwsze przyłożenie zdobyli Katalończycy (młody Pasolo Tuilagi, bratanek Manu Tugilagiego, zrobił to w ten sposób: https://twitter.com/i/status/1665084432611516417), do przerwy to gospodarze mieli przewagę 16:11. W drugiej połowie dominowało już jednak Perpignan, które zdobyło 3 przyłożenia, 22 punktów i wygrało 33:19. Warto zwrócić uwagę, że ten mecz na wyprzedanym stadionie w Grenoble oglądało około 20 tys. widzów – tyle, co oba półfinały angielskiej Premiership razem wzięte.
Szczególny smak dla nas miał pojedynek finałowy na czwartym poziomie ligowym we Francji czyli w Nationale 2 – mierzyły się w nim drużyny Périgueux i Vienne, a swój ostatni występ w pięknej karierze zaliczył wieloletni kapitan naszej reprezentacji, Kamil Bobryk, młynarz Vienne. Niestety drużyna Bobryka to spotkanie przegrała 20:39 i Polakowi nie dane było skończyć przygody z Vienne tak, jak ją zaczął, ale awans i wicemistrzostwo Nationale 2 to i tak sukcesy, których jego drużynie raczej nikt wcześniej nie wróżył.
Super Rugby Pacific
Na antypodach rozegrano ostatnią kolejkę rundy zasadniczej Super Rugby Pacific. Walka toczyła się przede wszystkim o ostatnie miejsca w fazie play-off – dwa spośród ośmiu nie były jeszcze obsadzone, a rywalizowało o nie aż pięć drużyn (kuriozalna sytuacja, gdy przed końcem fazy zasadniczej przedostatni zespół z tabeli ma wciąż szansę na awans do fazy pucharowej).
Rugbowy weekend zaczął się od meczu Highlanders, którzy przed tygodniem wskoczyli na ósme miejsce w tabeli i teraz mogli przypieczętować swój awans. Grali jednak z czołową drużyną ligi, Blues, i ostatecznie to aucklandczycy byli górą – po niezbyt efektownym spotkaniu (zaledwie jedno przyłożenie) wygrali 16:9, ale przy okazji stracili przed fazą play-off kontuzjowanego Patricka Tuipulotu. Wobec porażki Highlanders szansa na awans otworzyła się szerzej dla trzech drużyn zza pleców Nowozelandczyków, a ci z drżeniem czekali na wyniki pozostałych spotkań.
Już w piątek okazało się, że odpadli pierwsi rywale z tego pościgu – Rebels ponieśli wyjazdową porażkę z najlepszą drużyną australijską, Brumbies 17:33. Na południu zachwycają się zwłaszcza tym przyłożeniem Toma Wrighta: https://twitter.com/i/status/1664588281311313922, ale ja tam widzę podanie do przodu o blisko 10 metrów (chyba że ta piłka otarła się o rywala). Ta wygrana drużyny z Canberry oznaczała też, że zagwarantowała ona sobie miejsce w czołowej czwórce ligi i prawo do rozegrania ćwierćfinału w stolicy Australii.
W sobotę kres nadziejom Highlanders położyła ekipa Fijian Drua. Na własnym boisku grała z też niepewnymi awansu Reds i pokonała ich 41:17. Do przerwy mieliśmy remis, ale w drugiej połowie punktowali już tylko Fidżyjczycy, którzy zdobyli trzy przyłożenia bez żadnej odpowiedzi rywali. W tym meczu kilkakrotnie punktowali po błędach rywali – m.in. nakrytym kopie przy ich polu punktowym i przechwycie na własnej połowie. Reds w tej sytuacji z niepokojem czekali na wynik meczu Western Force z Chiefs, ale drużyna z Perth, mimo gry na własnym boisku, na którym ostatnio dobrze jej się wiodło, nie miała szans w pojedynku z najlepszą ekipą sezonu zasadniczego – przegrała 19:43 (w tym meczu debiutował pierwszy Brazylijczyk w zawodowym rugby, Wilton Rebolo). W efekcie dwa ostatnie miejsca w fazie play-off zajęli Drua i Reds, natomiast nieoczekiwanie do ćwierćfinałów nie awansowała jedna z nowozelandzkich ekip, Highlanders.
Dwa pozostałe spotkania właściwie bez stawki. Hurricanes pokonali Crusaders 27:26 (mimo że w pierwszej połowie przegrywali już 16 punktami), natomiast Moana Pasifika w ostatnim meczu sezonu odniosła wreszcie pierwsze zwycięstwo – na wyjeździe pokonała Waratahs 33:24.
Pary ćwierćfinałowe: Chiefs – Reds, Crusaders – Fijian Drua, Blues – Waratahs i Brumbies – Hurricanes. Najciekawiej zapowiada się to ostatnie starcie, w pozostałych zdecydowanymi faworytami są nowozelandzcy gospodarze.
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. |
| 1. | Chiefs | 14 | 59 |
| 2. | Crusaders | 14 | 48 |
| 3. | Blues | 14 | 46 |
| 4. | Brumbies | 14 | 46 |
| 5. | Hurricanes | 14 | 41 |
| 6. | Waratahs | 14 | 31 |
| 7. ↑↑↑ | Fijian Drua | 14 | 26 |
| 8. ↓ | Reds | 14 | 24 |
| 9. ↓ | Highlanders | 14 | 24 |
| 10. ↓ | Western Force | 14 | 22 |
| 11. | Rebels | 14 | 21 |
| 12. | Moana Pasifika | 14 | 8 |
Z kraju
W ten weekend dograno ostatnie spotkanie sezonu zasadniczego Ekstraligi. Bez formalnej stawki, bo żaden wynik już lokat drużyn uczestniczących w tym meczu nie mógł zmienić, ale mimo wszystko pojedynek derbowy budził sporo emocji – grały Arka Gdynia i Lechia Gdańsk. Dość długo, 20 minut, czekaliśmy na pierwsze punkty – potem jednak padały co chwilę, a drużyny raz z po raz zmieniały się na prowadzeniu. Pod koniec pierwszej połowy pierwsze swoje przyłożenie wywalczyła Lechia i wydawało się, że do przerwy będzie wygrywać, ale zaraz po wznowieniu Szymon Sirocki wykorzystał fatalny błąd jednego z gdańszczan, zdobył swoje drugie przyłożenie do Arki i do przerwy było 17:14 dla Arki. Drugą połowę znów od przewagi zaczęli lechiści i wrócili na prowadzenie po przyłożeniu Roberta Wójtowicza (gdańszczanie stracili piłkę pod polem punktowym gospodarzy, ale ci zamiast oddalić grę, właściwie bez walki oddali ją Wójtowiczowi). Szósty raz drużyna na czele zmieniła się moment później, gdy Dawid Banaszek świetnym offloadem uruchomił Mateusza Szyca (szkoda, że to przyłożenie było powodem do sporej przepychanki). Po wymianie karnych na kilka minut przed końcem było 27:20, ale wtedy po świetnym przełamaniu obrony gospodarzy przez Ronaldo Danielsa na tablicy wyników zagościł remis. Ostatnie słowo należało do Banaszka (w sumie 15 punktów z kopów przy skuteczności 6/8) i Arka odrobinę nieoczekiwanie wygrała spotkanie 30:27. Dla dwóch graczy ten mecz oznaczał ostatni występ w karierze: Łukasza Kasperka z Arki i Rafała Lademanna z Lechii.
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. |
| 1. | Budo 2011 Aleksandrów Łódzki | 18 | 77 |
| 2. | Ogniwo Sopot | 18 | 75 |
| 3. | Orkan Sochaczew | 18 | 65 |
| 4. | Edach Budowlani Lublin | 18 | 65 |
| 5. | Lechia Gdańsk | 18 | 43 |
| 6. | Juvenia Kraków | 18 | 38 |
| 7. | Arka Gdynia | 18 | 29 |
| 8. | Pogoń Awenta Siedlce | 18 | 19 |
| 9. | Posnania | 18 | 9 |
| 10. | Up Fitness Skra Warszawa | 18 | –72 |
W grupie play-out I ligi rozegrano drugie spotkanie i drugie zwycięstwo odniósł AZS AWF Warszawa – rozgromił najsłabszą drużynę ligi, Hegemona Mysłowice, 102:7, a świetnym osiągnięciem popisał się łącznik ataku stołecznej drużyny, pochodzący z Argentyny Santiago Brzeziński, który zdobył 37 punktów; hat-tricka przyłożeń dorzucił środkowy, Zimbabwijczyk Takunda Muvandi. Akademicy zagwarantowali sobie tym samym piąte miejsce w lidze i skończyli sezon, natomiast o tym, kto będzie w II lidze ostatni, zadecyduje spotkanie Legii z Hegemonem.
W II lidze rozegrano pierwsze spotkanie finałowego dwumeczu – Rugby Wrocław podejmowało rezerwy Budowlanych Łódź. Gospodarze, którzy mieli świetną końcówkę sezonu i niedawno pokonali lublinian na wyjeździe, także i tym razem byli górą i to mimo że grali przez ponad pół meczu w liczebnym osłabieniu (czerwona kartka zawodnika po niesportowym zachowaniu). Do przerwy prowadzili 15:5 i tę 10-punktową przewagę utrzymali do końca, wygrywając 34:24 (w dużej mierze dzięki trzem przyłożeniom Portugalczyka Francisco Salgado).
Rozegrano trzy turnieje siódemkowych mistrzostw Polski młodzieży. W Sochaczewie odbył się drugi turniej mistrzostw w kategorii juniorów. Podobnie jak w poprzednim w finale Budowlani Łódź pokonali Juvenię Kraków. W kategorii kadetów rozegrano dwa turnieje eliminacyjne do Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży – północny w Gdańsku i południowy w Sochaczewie. W Gdańsku wygrali gospodarze, Lechia Gdańsk, która w finale pokonała Ogniwo Sopot. Z Sochaczewa mniej wieści – drugie miejsce Juvenii, a pierwsze chyba (?) gospodarzy.
Tydzień temu w Zielonej Górze odbył się dziesiąty turniej Polskiej Ligi Rugby 7. Zespoły z czołowej trójki klasyfikacji generalnej uplasowały się w końcówce stawki, a lider, Tytan Gniezno, który coś obniżył ostatnio loty (czyżby Litwini pojechali grać dla kadry?), zajął ostatnie miejsce. Wygrała Kaskada Szczecin, drugie miejsce dla zespołu z Koszalina, a trzecie – z Bolesławca. A w ten weekend w Biesalu rozegrano ostatni turniej cyklu. Wzięło udział sześć drużyn, wygrała tym razem Politechnika Gdańska Ogniwo Sopot przed Zielono-Czarnymi Lechią Gdańsk i gospodarzami. W klasyfikacji generalnej na czele Tytan przed Politechniką Gdańską Ogniwem Sopot i Biesalem.
Do poczytania dwa ciekawe ciekawy teksty o historii polskiego rugby: Tomasza Jarowicza o początkach kobiecego rugby w Polsce i Jacka Wierzbickiego o przedwojennym obliczu rugby młodzieżowego w naszym kraju.
No i na koniec zmiana wizerunku PZR: nowa strona, nowy logotyp, zastępujące starsze, faktycznie już nieco archaicznie wyglądające rozwiązania. Pojawia się nazwa „Polskie rugby”, wpisująca się w ogólnoświatowy trend w tym sporcie. Spore kontrowersje w środowisku budzi zmiana logotypu: nowym symbolem Związku zamiast dotychczasowego połączenia orła z piłką do rugby stał się kwiat maku. Cóż, ma ten mak nawiązania i do rugby (w rysunku, choć subtelne), i do polskości (choć nie wiem dlaczego podkreślano te martyrologiczne, a nie zupełnie codzienne). Nie razi mnie rezygnacja z nawiązania do godła państwowego, bo przecież orzeł naszym rugbystom będzie towarzyszył niezależnie od logo Związku. Unowocześnienie wizerunku jest krokiem zapewne niezbędnym, zwłaszcza po 40 latach, a logo to element marketingu i tu mniej oczywiste rozwiązania sprawdzają się być może lepiej. Jednak PZR zgotowało tu ogromną rewolucję. A do powszechnej akceptacji takich rewolucji potrzebna jest albo komunikacja, albo coś zachwycającego. Komunikacji nie było, zamiast tego całkowite zaskoczenie, a choć mak jest sympatyczny, to efektu „wow” chyba też w nim zabrakło. Cóż, najważniejszy w marketingu chyba jest odbiór na zewnątrz, a na to pewnie przyjdzie poczekać.
Jednak to nie był najważniejszy z problemów do rozwiązania przez Związek i chciałbym wierzyć, że zajmuje się on nie tylko tym, ale również innymi, chyba ciut istotniejszymi, jak choćby uporządkowaniem przepisów zakwestionowanych półtora roku temu przez TAS, kulejącymi rozgrywkami młodzieży, pozyskiwaniem sędziów, pracującą w nieregulaminowym składzie Komisja Odwoławczą… Szkoda, że w tym zakresie jakoś efektów działań nie widać (lub niewielkie).
Ps. A strona internetowa – cóż, jest nieźle (lepiej niż się spodziewałem, bo nie wszystkie nowoczesne trendy w tym zakresie do mnie trafiają). Są jednak uwierające drobiazgi: popsuto stare linki, nie wszystko znajdziemy na stronie (znikł nie tylko wspomniany wyżej tekst Jacka Wierzbickiego, ale także choćby informacje o siódemkowych mistrzostwach Polski juniorów i kadetów), szkoda wreszcie, że nie uruchomiono sklepu, który przy tej okazji miał podobno wreszcie na stronie zaistnieć (mały falstart?).
Dziś PZR opublikował na stronie zapowiedź meczu z Gruzją. Spotkanie za niespełna dwa tygodnie i przydałaby się też informacja o sprzedaży biletów, a tej wciąż brak.
Ze świata
Rozpoczął się turniej Asia Rugby Championship, w którym udział biorą trzy drużyny (Malezja, Korea Południowa i Hongkong – te same co w trzech poprzednich edycjach), a mecze zaplanowano w systemie każdy z każdym. W pierwszym spotkaniu w Kuala Lumpur Malezja grała z Koreą Południową i choć skład tej ostatniej jest przebudowywany (było w nim bodajże tylko dwóch zawodników, którzy mieli dwucyfrową liczbę spotkań w kadrze na koncie, a i tak niezbyt wysoką), to Koreańczycy wygrali 27:3. Gospodarzem obu pozostałych pojedynków będzie Hongkong.
Swoją drogą kiepsko wyglądają te mistrzostwa, w których na niższych poziomach szybko ubywa drużyn – już wcześniej zredukowano je z czterech do trzech poziomów, nie ma grup regionalnych, a teraz pojawiła się informacja, że na drugim poziomie (Division 1) zamiast planowanych czterech drużyn zagrają tylko dwie – Pakistan i Zjednoczone Emiraty Arabskie, braknie natomiast zapowiadanych krajów o nieźle zakorzenionym rugby – Singapuru i Filipin. W tej sytuacji turniej będzie miał charakter dwumeczu, a oba spotkania będą rozegrane na początku lipca w pakistańskim Lahore.
W Brazylii rozpoczęły się rozgrywki drugiego poziomu kobiecych mistrzostw Ameryki (grupa Trophy). W pierwszym spotkaniu Brazylijki grały z drugą drużyną Stanów Zjednoczonych (USA XV). W ostatniej akcji meczu doprowadziły przyłożeniem do remisu 15:15 i choć z prostej pozycji chybiły podwyższenia, które mogło dać im zwycięstwo, z remisu z takimi rywalkami i tak były ogromnie szczęśliwe. Trzecią drużyną w stawce jest Kolumbia.
Już w drugiej kolejce kobiecych mistrzostw Oceanii, we wtorek, dowiedzieliśmy się, kto z tej strefy wystąpi w rozgrywkach WXV. Drugie zwycięstwa tego dnia odniosły Fidżi (45:12 nad Tonga) oraz Samoa (83:0 z Papuą-Nową Gwineą, która przez niemal cały mecz grała w czternastkę). W tej sytuacji niedzielne starcie Fidżi i Samoa decydowało o tym, kto zostanie mistrzem Oceanii oraz która z tych dwóch drużyn zagra na drugim, a która na trzecim poziomie WXV. Bliskie czwartego tytułu (w piątym rozgrywanym turnieju) były Fidżyjki, tuż przed końcem prowadziły 18:16, ale jedna z nich wykopała piłkę za boisko, zbyt wcześnie myśląc, że to już koniec czasu gry. Samoanki dostały szansę i dzięki karnemu Cassie Siatagi zdobyły wymarzone trofeum. Trzecie miejsce przypadło Tongijkom po wygranej 30:22 nad Papuą-Nową Gwineą.
Międzynarodowy mecz towarzyski na Antylach (dla odmiany męski) – Trynidad i Tobago wygrało z Barbados 33:27. Spotkanie można obejrzeć pod adresem https://www.youtube.com/watch?v=zSfWpccHRG4.
W środę na stadionie St. Helens rozegrano towarzyski mecz między drużynami Swansei i Barbarians (nawiązanie do tradycyjnych, corocznych pojedynków tych ekip podczas wielkanocnych wypraw Barbarians do południowej Walii, zaniechanych wraz z wejściem zawodowstwa do rugby – tym razem odbył się dla ucczenia 150-lecia walijskiego klubu). Oczywiście Barbarians w zupełnie innym składzie niż w poprzedni weekend w meczu z World XV, ale jeden z uczestników tamtego spotkania i w środę przyciągał uwagę – Alun Wyn Jones zagrał po obu stronach, w pierwszej połowie dla Barbarians, w drugiej (no, przez jej część) dla Swansei, gdzie zaczynał seniorską karierę. Barbarians wygrali 68:33, a Jones tym razem nie próbował swych sił w kopach z podstawki.
Za moment ruszy Puchar Świata w kategorii U20, a jego uczestnicy przygotowują się do niego rozgrywając mecze towarzyskie. W czwartek odbył się drugi mecz pomiędzy Gruzją i Anglią. Pierwszy, w ubiegłym tygodniu, Gruzini przegrali tracąc dwa przyłożenia w końcówce. Tym razem, choć pierwsze przyłożenie stracili po siedmiu sekundach gry, wywalczonego potem prowadzenia nie wypuścili w końcówce z rąk i wygrali 40:38. To pierwsza w historii wygrana Gruzinów nad Anglikami i kolejny kamyczek do ogródka włodarzy Pucharu Sześciu Narodów. Przyłożenia można obejrzeć tutaj: https://www.crystalsport.ge/news/54426.
Na mistrzowski fotel w hiszpańskiej División de Honor wróciła ekipa VRAC – etatowy mistrz kraju w ostatniej dekadzie, który od 2012 tylko dwukrotnie oddał tytuł w inne ręce (w tym rok temu, gdy zanotował kiepściutki sezon). Jednak finał nie był formalnością – starcie z kastylijskim rywalem z Burgos długo układało się po myśli rywali, a gracze z Valladolid kilka razy w tym meczu musieli odrabiać straty. Zrobili to też w ostatniej akcji regulaminowego czasu, gdy dzięki przyłożeniu doprowadzili do remisu, a chybione podwyższenie oznaczało dogrywkę. W tej znów to rywale jako pierwsi zdobyli przyłożenie, ale w drugich 10 minutach dwoma odpowiedział VRAC i ostatecznie wygrał to dramatyczne spotkanie 40:34.
W poniedziałkowe południe rozegrano finał holenderskiej Eredivisie. W zapowiedziach pisałem, że to dziwny termin, ale u Holendrów to był dzień świąteczny, wolny od pracy, więc stadion mieli praktycznie wyprzedany. Na boisku górą była drużyna, która była najlepsza w dwóch wcześniejszych fazach (ligowej i grupowej), ale nigdy wcześniej nie tylko nie zdobyła mistrzostwa kraju, ale nawet nie grała w finale – RC Eemland z Amersfoortu. Pokonała 31:15 drużynę Haagsche RC, która liczyła na odzyskanie tytułu po dwóch dekadach. Jak zasięgnąłem języka, kiepska postawa obrońców tytułu, DIOK wynikała z rewolucji kadrowej (odejście kilkunastu zawodników) i kłopotów w zarządzie. Grali młodym składem, w ciągu sezonu wykazali progres i 7. miejsce na koniec rozgrywek nie było złym wynikiem, a za rok może być lepiej.
W Super Rugby Americas rozegrano półfinały – z obu górą wyszły drużyny wyżej notowane po fazie zasadniczej rozgrywek. Broniący tytułu urugwajski Peñarol pokonał paragwajską drużynę Yacare 30:17 (wysoko prowadził po pierwszej połowie, ale w drugiej Paragwajczycy zniwelowali większość strat i przez ostatni kwadrans walczyli o odrobienie brakujących ośmiu punktów). W drugim pojedynku, wewnątrz-argentyńskim, Dogos z Córdoby pokonali stołecznych Pampas 27:16 (do przerwy prowadzili jednym punktem, a mecz rozstrzygnęli w ostatnich minutach).
Już tylko dwie rundy gier pozostały ekipom w fazie ligowej Major League Rugby. Na wschodzie sprawa awansu do play-off wydaje się już być zdecydowana – pewni pierwszego miejsca New England Free Jacks w ten weekend pokonali walczącą o doszlusowanie do czołowej trójki ekipę z Atlanty, druga w tabeli ekipa Old Glory DC pokonała inną drużynę goniącą czołówkę (NOLA Gold) i w tej sytuacji jest już praktycznie pewne, że w półfinale konferencji zagrają Old Glory DC z New York Ironworkers (także wygrali, z Dallas Jackals), a w finale czekać na zwycięzcę będą New England Free Jacks. Na zachodzie pewne zwycięstwo prowadzącej w konferencji drużyny San Diego Legion, natomiast mecz Seattle Seawolves z Utah Warriors miał ogromne znaczenie dla walki za plecami Kalifornijczyków. Seawolves wygrali go 27:20 i pewni są play-off, natomiast Utah straciło cztery punkty do wygrywających w ten weekend trzecich Houston SaberCats.
W zmierzającej do końca fazie zasadniczej południowoafrykańskiego Currie Cup wicemistrzowie sprzed roku, Griquas, pokonali Western Force 38:29 – niezwykle cenna wygrana w walce o awans do play-off (stawka między trzecim a siódmym miejscem jest niezwykle ciasna). W meczu Bulls z najsłabszą drużyną w lidze, Griffons, w 35. minucie spotkania przy prowadzeniu Bulls 10 punktami zgasło światło (przerwa w dostawie prądu dotknęła spory obszar, to zresztą nie pierwszy już taki przypadek w tym sezonie) i mecz przerwano na trzy godziny – skończył się wygraną Bulls 64:33. W dwóch pozostałych meczach zwycięstwa dwóch czołowych drużyn – Sharks pokonali Lions 29:21, a Cheetahs wygrali z obrońcami mistrzowskiego tytułu, Pumas, 29:14. Zwłaszcza ten ostatni wynik jest ciekawy – Pumas co prawda zachowali trzecie miejsce, ale mają tyle samo punktów co Bulls i zaledwie jeden więcej niż Griquas i na kolejkę przed końcem fazy zasadniczej są niepewni awansu do półfinałów ligi.
A na koniec rozgrywek drugiego poziomu, Mzansi Challenge, kenijscy Simbas niestety nie zagrali w Nairobi z SWD Eagles, a Welwitschias odnieśli zwycięstwo (trzecie w sezonie) nad Eastern Province. W tabeli na pięciu czołowych miejscach drużyny z Południowej Afryki (na pierwszych dwóch Valke i Boland Kavaliers, którzy zamienili się miejscami w porównaniu do rozgrywek toczonych wyłącznie w krajowym gronie). Najlepsza z zagranicznych drużyn to Rhinos, którzy zajęli szóstą lokatę.
W rumuńskiej Liga Națională de Rugby już trzecią porażkę poniosła Steaua, która tym razem przegrała z Timișoarą. Zwyciężyła jednak grupę zachowując punkt przewagi na obrońcami tytułu, Științą Baia Mare, która w ostatnim meczu wygrała z kompletującą wyłącznie porażki Universitateą Kluż. Przed nami zdaje się druga faza grupowa, z drużynami inaczej rozłożonymi.
Na Malcie we wtorek i środę rozegrano turnieje rugby 7 (kobiecy i męski) w ramach igrzysk małych państw Europy – to był debiut tego sportu na tej imprezie. W turnieju kobiet rywalizowały cztery drużyny, a w finale niepokonane w fazie grupowej zawodniczki z Andory po zaciętym meczu wygrały z gospodyniami 21:19 (choć na początku meczu straciły szybko dwa przyłożenia). Brąz przypadł Czarnogórze, która w meczu o trzecie miejsce pokonała Luksemburg (co ciekawe, Czarnogóra wystawiła tylko kobiecą reprezentację). Wśród mężczyzn było sześć drużyn, które walczyły o medale systemem kołowym. Ostatecznie najlepsza okazała się reprezentacja Luksemburga (jedyna niepokonana drużyna w stawce, po drodze tylko remis z Monako), srebro przypadło Malcie, a brąz Andorze (w ostatnim meczu, w bezpośrednim pojedynku wyrwała medal z rąk Monako). Kolejne miejsca dla Monako, Cypru i San Marino. Spośród państw uczestniczących w imprezie swoich rubgowych przedstawicieli nie mieli tylko Liechtenstein i Islandia.
Kolejne ekipy ogłaszają składy treningowe na lato, przed Pucharem Świata. Chyba najwięcej uwagi w ubiegłym tygodniu przyciągnął wybór irlandzki. Znalazł się w nim zdrowiejący Jonathan Sexton (może tylko po to, aby w testach „odpokutować” karę, jaką może otrzymać za odzywki do sędziego podczas finału Champions Cup?). Jego zmiennicy kompletnie inni niż przed czterema laty – Jack Crowley (który ostatnio błysnął w finale URC), Ross Byrne i Ciaran Frawley. Nie znalazło się miejsce dla Joey’a Carbery’ego, a także skrzydłowego Roberta Baloucoune’a. Wśród potencjalnych debiutantów oprócz Frawley’a jest m.in. bardzo skuteczny w URC młody młynarz Ulsteru Tom Stewart.
Sprawa London Irish wciąż się nie rozstrzygnęła. Termin 30 maja na uregulowanie spraw własnościowych RFU przedłużyło do 6 czerwca. Właściciel, który ratował klub na początku maja wypłacając kwietniowe wynagrodzenia personelowi, teraz wypłacił tylko ich połowę i zapowiedział, że druga połowa będzie płatna po przejęciu klubu przez nowych właścicieli. Mick Crossan zapewne liczył na desperację RFU, która na pewno nie chciała upadku trzeciego klubu Premiership w ciągu jednego sezonu, i coś w tym jest – skoro federacja dwukrotnie przesuwała „ostateczne” podobno terminy… Wszystko to jednak może być na nic, bo w międzyczasie na Irish spadł kolejny cios – urząd skarbowy złożył w klubie żądanie spłaty zaległych podatków, a to oznacza automatycznie wniosek o postawienie w stan upadłości. DCMS (agenda rządowa odpowiedzialna za sport) wyznaczył dwóch doradców finansowych dla RFU, ale temu związkowi przydałoby się raczej coś w rodzaju rewolucji, na doradztwo już trochę za późno.
We Francji przedwyborcza walka – na stanowisko szefa FFR kandydują Patrick Buisson (z obozu Bernarda Laporte’a, który w atmosferze skandalu musiał ustąpić z tej funkcji) i Florian Grill (długoletni przeciwnik Laporte’a). Zwolennicy Buissona wydali ostatnio oświadczenie, że w przypadku wyboru Grilla bez uzyskania przezeń większości głosów, nie będą z nim współpracować i jak wynika z tonu oświadczenia – doprowadzą do paraliżu we władzach związku. Cóż, nie wróży to federacji dobrze.
Kolejny doświadczony Walijczyk ogłosił koniec kariery reprezentacyjnej (tuż przed Pucharem Świata) – po Alunie Wynie Jonesie i Justinie Tipuricu zrobił to łącznik młyna Rhys Webb. Przy okazji padły gorzkie słowa zawodnika na temat problemów w walijskim rugby.
Nowym dyrektorem wykonawczym Rugby Australia zostanie Phil Waugh. Zastąpi Andy’ego Marinosa, który przed miesiącem zrezygnował, niezadowolony z ogromnego kontraktu Josepha Suaaliiego. Waugh to były gracz Waratahs i niemal 80-krotny reprezentant kraju, od kilku lat zasiadający we władzach związku.
Procesy Mohammeda Haouasa za rozboje sprzed lat toczą się powoli i grożą wyrokami w zawieszeniu. Natomiast uderzenie żony w ubiegłym tygodniu (jak tłumaczył się zawodnik – ponieważ okłamała go, że rzuciła palenie) kosztowało go nie tylko aresztem, ale i skazaniem w bardzo szybkim trybie (bo już we wtorek) na rok więzienia. Co prawda Haouas, który właśnie miał przejść z Montpellier do Clermont, nie jest za kratkami do czasu rozstrzygnięcia jego apelacji, ale Clermont już zapowiedziało, że nie chce go w swoich szeregach i to może być koniec (zasłużony) kariery reprezentanta Francji.
Były reprezentant RPA, Lukas van Biljon, został kilkakrotnie dźgnięty nożem podczas ataku bandy rabusiów na swoją farmę. W wyniku ataku zmarł jego 70-letni ojciec, postrzelony przez napastników, gdy alarmował przez radio sąsiadów (dzięki ich interwencji udało się złapać dwóch spośród sześciu napastników). Południowa Afryka to kraj, w którym ataki na farmy są na porządku dziennym i dochodzi tam średnio do ponad 80 zabójstw dziennie (dane z ostatniego kwartału 2022) – jest jednym z najniebezpieczniejszych pod tym względem na świecie (konkuruje z Wenezuelą, Papuą-Nową Gwineą czy Afganistanem).
Wśród ogłoszonych do uhonorowania tytułem szlacheckim przez Karola III znalazł się Wayne Smith, trener kobiecej reprezentacji Nowej Zelandii, która wywalczyła przed rokiem tytuł mistrzyń świata.
Z wieści transferowych:
- Cheslin Kolbe jednak rozwiązał przed terminem umowę z Tulonem (kolejny wielki gracz, który odchodzi z tej drużyny). Jeszcze nie wiadomo, gdzie go zobaczymy, najczęściej mówi się o powrocie do Południowej Afryki i wyjeździe do Japonii;
- Alun Wyn Jones, który niedawno ogłosił koniec kariery reprezentacyjnej, teraz poinformował, że nie będzie już grać dla Ospreys. Z wypowiedzi wynika, że jednak z Walii nie wyjeżdża i może zagra gdzieś na poziomie krajowym;
- ciekawostka z Australii: choć tamtejsza federacja podpisała kontrakt na prowadzenie reprezentacji z Eddiem Jonesem do 2027, to sam trener powiedział, że odejdzie z tej funkcji już po Pucharze Świata we Francji.
W rugby league rozpoczęła się tradycyjna seria State of Origin. W pierwszym pojedynku Queensland pokonał Nową Południową Walię 26:18, ale chyba więcej mówi się o fatalnej transmisji – nadawca (Channel 9) wstawiał w trakcie gry reklamy.
Polacy za granicą
Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia:
Szkocja:
- Craig Bachurzewski (Southern Knights, Super Series Sprint): zagrał pierwszą połowę meczu o piąte miejsce w turnieju, przegranego 21:26;
- Ronan Seydak (Heriot’s RC, Super Series Sprint): grał cały mecz przeciwko Ayrshire Bulls, przegrany 15:19. Był to finał Super Series Sprint.
Zapowiedzi
W nadchodzącym tygodniu między innymi:
- kolejne wyzwanie przed naszą kobiecą reprezentacją – pierwszy z dwóch turniejów mistrzostw Europy w rugby 7 w Algavre (w fazie grupowej czekają na Polki Belgijki, Czeszki i Rumunki);
- finał i mecz o trzecie miejsce Ekstraligi;
- finał I ligi oraz rewanż w ramach finałowego dwumeczu II ligi;
- półfinały francuskiej Top 14 i ćwierćfinały Super Rugby Pacific, a także finał Super Rugby Americas;
- drugi mecz mistrzostw Azji (Hongkong z Malezją) oraz mecze grupy Trophy kobiecych mistrzostw Ameryki.