Ginąca sztuka drop goali

Cóż za początek Pucharu Świata w wykonaniu Anglii – niemal cały mecz z Argentyną w czternastkę, a mimo to zwycięstwo i to bezdyskusyjne, położone na fundamencie z aż trzech drop goali George’a Forda w ciągu 10 minut. Wygrały też inne ekipy z elity, które miały przed turniejem poważne kłopoty – Australijczycy zanotowali pierwszą wygraną w erze Eddiego Jonesa (nad Gruzją), a Walijczycy zwyciężyli Fidżi po dramatycznym meczu, choć nie bez pomocy sędziego. W starciu potęg Francuzi ograli Nową Zelandię.

Puchar Świata

W ten weekend we Francji rozpoczęła się długo wyczekiwana, najważniejsza impreza w rugbowym kalendarzu – Puchar Świata w Rugby. W piątkowy wieczór usłyszeliśmy nie tylko pierwszy gwizdek, ale także pierwszą Marsyliankę (stadion się spisał, ale organizatorzy z hymnami zaliczyli sporą wpadkę) i pierwszą hakę.

Grupa A:

Francja – Nowa Zelandia 27:13. Bez wątpienia mecz otwarcia był szlagierem pierwszej kolejki, choć obie ekipy były osłabione. Francuzi zagrali nie tylko bez Romaina Ntamacka i Paula Willemse, których w ogóle nie zobaczymy w turnieju, ale także bez Cyrila Baille i Jonathana Danty’ego. Z kolei Nowozelandczycy musieli obejść bez kapitana Sama Cane’a i Jordiego Barretta, a także Emoniego Narawy, który z powodu kontuzji wrócił do domu. Mecz zaczął się od przyłożenia już w pierwszej akcji meczu – świetny przekop na skrzydło do Marka Telei dał Nowozelandczykom prowadzenie 5:0. Jednak reszta pierwszej połowy zawiodła – drużyny skonstruowały niewiele okazji (więcej mieli ich Nowozelandczycy, gospodarze popełniali sporo błędów), a na prowadzeniu do przerwy Francuzi byli tylko dzięki konsekwencji w zamienianiu karnych na kopy i skuteczności Thomasa Ramosa – trafił trzy z czterech i Francja prowadziła 9:8. Druga połowa znów zaczęła się od błyskawicznego przyłożenia Telei – Francuzi rzucili się do ataku, a Nowozelandczycy pięknie ich skontrowali. Ale tym razem gospodarze nie odpuszczali, akcja sunęła za akcją, i choć raz Damian Penaud został wypchnięty w aut, w końcu udało mu się skończyć akcję przyłożeniem po ładnym rozegraniu Matthieu Jaliberta. Chwilę potem żółtą kartkę zobaczył skrzydłowy All Blacks Will Jordan, ale paradoksalnie wówczas gra się wyrównała. Jednak to Francuzi byli lepsi, zagrozili rywalom m.in. świetną akcją Peato Mauvaki (który biegał w tym meczu niczym gracz ataku) i Penaud, i konsekwentnie zbierali punkty z karnych. A na koniec dobili przeciwnika piękną akcją rezerwowych, Maxime’a Lucu i Melvyna Jamineta. Skończyło się wynikiem 27:13 i choć długimi chwilami mecz nie zachwycał, sporo było w nim błędów, były też momenty warte uwagi, a trudno oczekiwać, aby obie drużyny nie poprawiły się przed fazą play-off. Kibiców francuskich na pewno niepokoi kontuzja Juliena Marchanda odniesiona na samym początku meczu. Dla Nowozelandczyków to była pierwsza porażka w fazie grupowej w historii występów na Pucharze Świata.

Włochy – Namibia 52:10. W drugim meczu grupy A wielkiej historii nie było. Włochy grały z Namibią (w której podstawowej piętnastce składzie pojawił się Danco Burger) i wygrały 52:10. Namibijczycy zdobyli pierwsze punkty (Tiaan Swanepoel z karnego) i generalnie zagrali nieźle w pierwszej połowie (zaliczyli w niej też przyłożenie), a Włosi musieli ciężko zapracować na prowadzenie 17:8 do przerwy. W drugiej połowie faworyci byli już wyraźnie lepsi i choć początkowo ich prowadzenie nie rosło zbyt szybko, to w końcówce dobili ekipę z Afryki trzema przyłożeniami zdobytymi w ciągu kilku minut. Ozdobą meczu było przyłożenie Ange Capuozzo, któremu pomógł Monty Ioane: https://twitter.com/i/status/1700487925408952634.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Włochy15
2. Francja14
3. Nowa Zelandia10
4. Namibia10
Urugwaj00

Grupa B:

Południowa Afryka – Szkocja 18:3. Mecz Południowej Afryki ze Szkocją był pierwszym z trzech starć potęg zaplanowanych w grupie B. Obie drużyny pojawiły się na boisku w bardzo mocnych składach (Szkoci nie mieli pewności co do Darcy’ego Grahama, ale ostatecznie zagrał w spotkaniu), a Jacques Nienaber tym razem postawił na nieco bardziej tradycyjny niż ostatnio podział ławki rezerwowych (sześciu graczy młyna). Pierwsza połowa to zacięta gra bez fajerwerków, w której jedyne punkty padały z karnych – najpierw trzykrotnie próbował Mannie Libbok (chybił tylko za pierwszym razem), a na sam koniec tej części spotkania odpowiedział Finn Russell. Druga połowa zaczęła się przy stanie 6:3 dla RPA i choć na początku Libbok spudłował, rychło jego ekipa powiększyła przewagę – w ciągu paru minut zdobyła dwa przyłożenia (drugie z nich po świetnym przekopie Libboka do Kurta-Lee Arendse: https://twitter.com/i/status/1700920163074298052), i choć miała problemy ze skutecznością z kopów (w drugiej połowie dwa pudła Libboka, jedno Fafa de Klerka), ustalony wtedy wynik 18:3 dał im zwycięstwo. Szkoci zawiedli – tracili piłkę po młynach, pozwalali rywalom odzyskiwać piłkę po kopach, a Darcy Graham w doskonałej sytuacji nie oddał piłki Duhanowi van der Merwe. Ale skarżą się też na nieukaranie czerwoną kartką Jessego Kriela na samym początku meczu za kontakt z głową Jacka Dempsey’a. Zmartwieniem zwycięzców jest kontuzja Ebena Etzebetha.

Irlandia – Rumunia 82:8. W drugim meczu tej grupy, w którym wynik był znacznie łatwiejszy do przewidzenia, Irlandia rozgromiła Rumunię aż 82:8. I to mimo faktu, że nie było na boisku dochodzącego do zdrowia Jacka Sheehana, kontuzjowanego Jacka Conana, a Josh van der Flier znalazł się na ławce rezerwowych. Jednak wystawili skład bardzo mocny, a mecz był dla nich tym ważniejszy, że była to pierwsza od miesięcy szansa na ogrywanie Jonathana Sextona. Co prawda spotkanie zaczęło się małym szokiem – Hinckley Vaovasa przejął piłkę kopniętą na skrzydło i wyprowadził kontrę, po której Gabriel Rupanu zdobył przyłożenie i Rumuni prowadzili 5:0 (https://twitter.com/i/status/1700505133459931589). Jednak trwało to tylko moment – Irlandczycy natychmiast odpowiedzieli i odebrali im prowadzenie, a potem co kilka minut dorzucali kolejne przyłożenia. W sumie zdobyli ich aż dwanaście, z czego dwa zapisał na swoje konto znakomity Sexton (zdobył łącznie 24 punkty), a kolejne dublety ustrzeliło trzech jego kolegów. Irlandczycy absolutnie dominowali w tym meczu.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Irlandia15
2. Południowa Afryka14
3. Szkocja10
4. Rumunia10
Tonga00

Grupa C:

Australia – Gruzja 35:15. W grupie C oba spotkania z tego weekendu zapowiadały się ciekawie. W sobotę Australia grała z Gruzją i choć ekipa z południa była faworytem spotkania, po cichu liczyliśmy na dobrą postawę Gruzinów, a może i sensację (w końcu Australijczycy w tym roku przegrali wszystkie swoje mecze). W obu drużynach zwracała uwagę obsada pozycji łączników ataku – Eddie Jones konsekwentnie wystawia tu młodego Cartera Gordona, natomiast Lewan Maizaszwili ostatnio stawia na także młodego Lukę Matkawę. Na boisku znalazł się też Samu Kerevi, którego występ stał pod znakiem zapytania. Pierwsza połowa zdecydowanie pod dyktando Australijczyków – już na samym początku meczu akcja zainicjowana kopem na 50:22 skończyła się pierwszym przyłożeniem. Dominowali na boisku (także w młynie, w którym liczyliśmy na lepszy występ Gruzinów) i nie pozwalali rywalom na dłuższe pobyty na swojej połowie. Karne zamieniali na kopy i do przerwy prowadzili 21:3, tracąc jednak Tate’a McDermotta po pechowym zderzeniu z kolanem rywala podczas jednego z nielicznych ataków Gruzji. Druga połowa wyglądała zupełnie inaczej. Gruzini od początku mimo osłabienia po żółtej kartce wywarli presję, mocno zaatakowali i zdobyli przyłożenie. Wydawało się, że pójdą za ciosem, ale po kwadransie gry znakomicie zapowiadający się szybki atak Dawita Niniaszwiliego został zatrzymany, a powalony na ziemię Gruzin podał piłkę wprost w ręce Tanieli Tupou – w efekcie to Australijczycy przeprowadzili rekontrę (używając brydżowej terminologii) i pogrzebali ostatnie nadzieje rywali na zmianę wyniku (https://twitter.com/i/status/1700562078820393415). Ekipa z antypodów potem dorzuciła kolejne przyłożenie i dopiero w końcówce Gruzini odzyskali inicjatywę – co prawda najpierw Akaki Tabutsadze został w ostatniej chwili powstrzymany przez Marka Nawaqanitawasiego, ale w końcu zdobyli drugie przyłożenie. Ostatecznie Australia wygrała 35:15. Najlepszym graczem meczu uznano Bena Donaldsona, który zaliczył oba przyłożenia swojej ekipy w drugiej połowie i w sumie zdobył 25 punktów.

Walia – Fidżi 32:26. Mecz Walii z Fidżi, kończący pierwszą kolejkę fazy grupowej turnieju, był chyba najbardziej emocjonującym i najsmutniejszym z wszystkich spotkań – najsmutniejszym, bo Fidżi, ekipa z drugiego światowego szeregu, miała szansę go wygrać, ale wypuściła ją z rąk. Zagrała niestety bez Caleba Muntza, młodego łącznika ataku Fijiana Drua, ostatnio regularnie występującego w reprezentacji – kontuzja wyeliminowała go z całej imprezy. Walia wystawiła wszystko, co miała najlepsze, w tym wracającego po kontuzji Taulupe Faletau. Emocji nie brakowało, a w pierwszej połowie trzy razy mieliśmy zmiany na prowadzeniu. Najpierw szybko zrobiło się 8:0 dla Walii, potem błyskawiczne dwa przyłożenia zanotowali Fidżyjczycy i prowadzili 14:8 (oba przyłożenia świetne, to drugie wyjątkowe: https://twitter.com/i/status/1700955335865802861), przed przerwą jednak George North i Dan Biggar z powrotem dali prowadzenie swojej drużynie. Druga połowa zaczęła się od stanu 18:14 i Walijczycy już tego prowadzenia nie oddali. Najpierw powiększyli je po przyłożeniu Louisa Reesa-Zammita (obsłużonego kopem przez rwacza, kapitana drużyny Jaca Morgana), a na kwadrans przed końcem wygrywali już 32:14. Dopiero wtedy Fidżyjczycy zaczęli się odgryzać – choć tracili niepotrzebnie czas na młyny po karnych, kilkakrotnie docisnęli rywali do ich pola punktowego i zdobyli dwa przyłożenia, po których było już tylko 32:26. Potem zdążyli jeszcze wznowić grę, ponownie przedrzeć się pod pole punktowe rywali, wypracować sobie znakomitą sytuację do przyłożenia, ale Semi Radradra, przed którym nie było już nikogo, wypuścił piłkę z rąk i mecz się skończył. Fidżi przegrało. Trochę na własne życzenie, nawet nie licząc tej ostatniej akcji – dwukrotnie jej gracze wypuszczali piłkę z rąk nad polem punktowym Walii (a raz TMO nie dało twardego dowodu na przyłożenie), obrona wyspiarzy też pozostawała mnóstwo do życzenia (ponad 1/3 nieskutecznych szarż). Trochę jednak też wskutek poczynań angielskiego sędziego Matthew Carley’a, który był niezwykle łaskawy dla Walijczyków w sytuacjach, gdy ci popełniali seryjne karne w obronie pod własnym polem punktowym – wciąż ich tylko przestrzegał, a żółtych kartek nie pokazywał. Szkoda, tym bardziej, że Fidżyjczycy prezentowali ładne rugby i byli tak blisko.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Australia15
2. Walia15
3. Fidżi12
4. Rumunia10
Portugalia00

Grupa D:

Anglia – Argentyna 27:10. W grupie D najwięcej uwagi przyciągał pojedynek Anglii z Argentyną – najtrudniejsze wyzwanie Angliktów w grupie. Michael Cheika postawił na graczy, którzy w ubiegłym roku pokonali Anglię na Twickenham – w pierwszych piętnastkach z obu spotkań pokrywało się aż 13 nazwisk. Z kolei Steve Borthwick zaskoczył wstawiając do podstawowej piętnastki powołanego awaryjnie łącznika młynu Alexa Mitchella. Zawieszonego Owena Farrella zastąpił George Ford, a kibiców cieszył powrót do gry Toma Curry’ego. Ten ostatni długo jednak nie pograł – po zaledwie trzech minutach gry zobaczył żółtą kartkę, którą TMO zamieniło na czerwoną (decyzja, która podzieliła obserwatorów). Argentyna wyszła przy tej okazji na trzypunktowe prowadzenie dzięki karnemu w wykonaniu Emiliano Boffellego i wydawało się, że drzwi do niezwykle ważnego zwycięstwa stoją przed nią otworem – w końcu niemal cały mecz mieli grać w przewadze. Tymczasem Boffelli przy następnym karnym chybił, Santiago Carreras zobaczył żółtą kartkę, a George Ford z karnego wyrównał. I właśnie ten ostatni zawodnik został bohaterem meczu – między 27 a 37 minutą zaaplikował rywalom trzy kopy z drop goali, które wyprowadziły Anglię na prowadzenie do przerwy 12:3 (w tym pierwszy z 45 m, a drugi właściwie z połowy boiska – wszystkie można zobaczyć tu: https://twitter.com/i/status/1700606591928762648). Po przerwie Ford co chwila miał kolejne okazje do kopów z karnych, wykorzystał ich wtedy aż pięć i wyprowadził Anglię na prowadzenie 27:3. I dopiero w ostatniej minucie meczu Argentyńczycy odpowiedzieli przyłożeniem, ale skromne to było pocieszenie – Anglia wygrała 27:10. Argentyńczycy zawodzili, popełniali błędy, oddawali rywalom mnóstwo karnych, a pod polem punktowym rywali pojawiali się częściej dopiero w ostatnim kwadransie gry. Anglicy grali wzorowo (zwłaszcza biorąc pod uwagę osłabienie) i unikali błędów (rywale tylko dwukrotnie organizowali młyny). Imponował nie tylko Ford, który zdobył wszystkie punkty swojej drużyny, ale także wspomniany wyżej nieoczekiwanie wstawiony do składu Mitchell. To zwycięstwo, odniesione w tak wyjątkowych okolicznościach, może stanowić bazę, na której Anglicy zbudują dobry występ w całym turnieju. W każdym razie, odpadnięcie z rywalizacji na etapie grupowym już im raczej nie grozi. A dyskwalifikacja Farrella wyszła im chyba w tym meczu na dobre.

Japonia – Chile 42:12. W drugim meczu grupy D Japonia grała z jedynym debiutantem w stawce pucharowej, Chile. W składzie Japonii nie pojawił się wycofany w ostatniej chwili Kazuki Himeno, natomiast Chile straciło przed meczem jednego z kluczowych graczy, Nicolása Garafulica – nie zagra w ogóle w turnieju. Chilijczycy znakomicie mecz zaczęli, wychodząc na prowadzenie 7:0 po pięciu minutach gry (po takiej akcji: https://twitter.com/i/status/1700830476376719620), ale Japończycy niemal natychmiast wyrównali, a do końca pierwszej połowy wypracowali 14 punktów przewagi (wykorzystując do zdobycia obu przyłożeń okresy gry w przewadze). Co prawda na początku drugiej części spotkania Chilijczycy zaliczyli zryw i zmniejszyli stratę (jeszcze grając w osłabieniu), ale im bliżej końca, tym mniej mieli do powiedzenia i tym częściej Azjaci punktowali – ostatecznie wygrali 42:12. Ekipa z Ameryki nie ma jednak powodów do wstydu, a Jamie Joseph stwierdził, że jej gracze „szarżowali jak demony”.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Japonia15
2. Anglia14
3. Argentyna10
4. Chile10
Samoa00

Poza tym mamy zmianę w składzie Nowej Zelandii (Emoniego Narawę zastąpił Ethan Blackadder).

Po pierwszej kolejce martwi fakt kompletu porażek ekip z drugiego światowego szeregu – zwłaszcza Fidżi, które miało szansę na wygraną. Nieco zawiodły, gdy chodzi o jakość gry, Francja i Nowa Zelandia, ale nie ma co wyrokować o przyszłych ich meczach na podstawie tylko jednego rozegranego. Zaimponowała Anglia.

Z kraju

W Polsce jedyny mecz o punkty rozegrano w II lidze – w Lublinie spotkały się w pierwszym swoim meczu sezonu rezerwy dwóch drużyn Budowlanych, lubelskiej i łódzkiej. Górą okazali się goście, którzy wygrali 26:14.

Trwały zgrupowania kadr narodowych. Przed weekendem wypadła z nich część zawodników, przy czym szczególnie duży ubytek mamy w przypadku kadry siódemkowej, gdzie jest mniej o 1/3 z bardzo obszernej wcześniej grupy.

W mediach społecznościowych pojawił się protest większości drużyn uczestniczących w rozgrywkach o mistrzostwo Polski kobiet w rugby 7. Wynika z niego, że ze swoich funkcji zrezygnowali kluczowi działacze odpowiedzialni za rozgrywki kobiece (w tym członek zarządu i komisarz rozgrywek). Zbyt późne uchwalenie reguł rozgrywek spowodowało brak możliwości rozegrania zawodów o Puchar Polski planowanych pierwotnie w ten weekend, a i zgodnie z listem stawia pod znakiem zapytania rozegranie pierwszego turnieju mistrzostw Polski za dwa tygodnie. Swoją drogą, w tym roku w ogóle PZR mocno przyspał z regulaminami, a przecież bez wiedzy na temat spraw w nich uregulowanych trudno planować sezon.

Do poczytania: Nieodżałowany portal rugbypolska.pl odszedł w niebyt dobrych parę lat temu (co poniekąd było jedną z przyczyn powstania „szponów”), ale Puchar Świata wywołał z tego niebytu jednego z jego redaktorów, Kajetana Cyganika, i na facebookowym profilu o tym samym tytule pojawiają się jego znakomite podsumowania wybranych meczów tego turnieju. Warto wyszperać między obrazkami i poczytać: https://www.facebook.com/RugbyPolska.

No i do poczytania także awizowany odrębnie w piątek Skarb Fana Rugby przygotowany pod redakcją Tomka Płosy. Kilka braków z pierwszej wersji zostało już usuniętych, więc niedzielna wersja jest lepsza od piątkowej, a w najbliższym czasie można spodziewać się wersji trzeciej, już idealnej. Przypominam link (gdzie zawsze jest dostępna najświeższa wersja): https://drive.google.com/drive/folders/1PL4uAQxMRfiYVcxNG5rOKoKgDGhJXmq6.

Ze świata

W pierwszym z dwóch zaplanowanych testów kobiecych reprezentacji Japonii i Fidżi (przygotowujących się do rozgrywek WXV) Japonki wygrały 29:24. Prowadziły do przerwy już 19:0, ale wyspiarki w drugiej połowie podjęły pogoń i niewiele im zabrakło.

Ciekawe kobiece spotkanie rozegrano też w Barcelonie – obchodząca stulecie federacja Katalonii zaprosiła na spotkanie Ukrainę. Katalonki wygrały 15:7, ale warto zwrócić uwagę, że był to pierwszy w historii kobiecego rugby Ukrainy mecz reprezentacji piętnastek. Zagrały też drużyny mężczyzn – tu Katalonia wygrała 24:19.

Francuskie Top 14 rozpoczęło już dłuższą przerwę, natomiast rozgrywki trwają wciąż w Pro D2, choć przesunęły się na środek tygodnia, aby uniknąć kolizji terminów z Pucharem Świata. Już w środę Grenoble zapewniło sobie wreszcie dodatnią liczbę punktów – po wygranej nad Biarritz 40:22. Ostatnie miejsce opuściło jednak tylko na jeden dzień – w czwartek swoje pierwsze zwycięstwo w rozgrywkach odniosło wreszcie Mont-de-Marsan, które wygrało z Béziers 38:24. Zwraca uwagę czwarte kolejne zwycięstwo Vannes i to jakie – aż 41:0 z Montauban. Wskoczyło na fotel lidera, bo druga niepokonana dotąd drużyna, Provence, wreszcie znalazła pogromcę – okazało się nim Brive. Padły w tej kolejce dwa remisy, w meczach Rouen z Agen (gospodarze odrobili w końcówce 17 punktów straty, ostatnie punkty zdobywając w ostatniej akcji meczu) oraz Angoulême z Dax.

Ubiegły tydzień w nowozelandzkiej lidze NPC zaczął się od zaciętego pojedynku North Harbour z Otago – gospodarze wygrali 27:24, a do zwycięstwa poprowadził ich pominięty w powołaniach na Puchar Świata Shaun Stevenson. Poza tym siódmą wygraną w siódmym meczu odniosła drużyna z Wellington – pokonała Waikato 41:24 (hat-trick przyłożeń Losiego Filipo). W starciu dwóch drużyn zza pleców lidera, Auckland pokonało Canterbury 36:29 – rozstrzygając mecz, w którym drużyny na prowadzeniu zmieniały się siedmiokrotnie, dopiero na koniec meczu. Dzięki temu Auckland (który jednak stracił w tym spotkaniu z poważnie wyglądającą kontuzją Akirę Ioane) wyprzedził swoich rywali w ligowej tabeli. Canterbury spadło na czwartą lokatę, przegonione przez zwycięzcę innego meczu ekip z czołówki, Tasman – pokonał Taranaki 29:18 (zwraca uwagę przyłożenie dla zwycięzców zdobyte przez pochodzącego z Niemiec Antona Segnera, który zaliczył niezłe spotkanie).

W finale obchodzących w tym roku 25-lecie kobiecych rozgrywek w Nowej Zelandii o Farah Palmer Cup Auckland pokonało Canterbury 27. Grały ze sobą dwie najbardziej utytułowane drużyny tych rozgrywek (oddały tytuł w inne ręce tylko trzykrotnie), a w finale zmierzyły się już po raz dziewiąty. Auckland zrewanżowało się rywalkom za przegraną sprzed roku i odzyskało tytuł mistrzowski po ośmiu latach przerwy (zdobyło go po raz szesnasty). Emocji nie brakowało – Canterbury w drugiej połowie odrobiło 14 punktów straty i doprowadziło do remisu, ale w końcówce Auckland znów odskoczyło.

W Anglii ruszyły rozgrywki Premiership Rugby Cup, w których uczestniczą drużyny Premiership i Championship (swoją drogą, kilka meczów z udziałem tych drugich ma być transmitowanych i to będzie zapewne jedyna w tym sezonie okazja, aby zobaczyć je w telewizji, ponieważ Championship nie ma kontraktu telewizyjnego w tym sezonie). W ten weekend najciekawsze wynik padły w dwóch meczach, w których drugoligowcy sensacyjnie wygrali z ekipami z Premiership. Coventry pokonało mistrzów kraju Saracens 28:14 (choć oczywiście mistrzowie w składzie mocno rezerwowym), a Ealing Trailfinders ograli Northampton Saints 48:22. Postawili się też Cornish Pirates, którzy ulegli Bath tylko 23:29.

Równolegle ze startem Gruzinów na Pucharze Świata ruszyła gruzińska liga Didi 10. Na początek mieliśmy starcie obrońców tytułu z beniaminkiem, w którym niespodzianki nie było – Charebi Rustawi pokonało Arciwebi 24:3. Z kolei wicemistrz, Batumi (który w tym roku nie zagra w Rugby Europe Super Cup, więc będzie koncentrować się na lidze od początku), rozgromił Akademię Tbilisi 73:3.

Wystartowały też inne ligi europejskie. W belgijskiej Division 1 mistrzowie kraju, Dendermodse, zaczęli sezon od wygranej nad Frameries 27:13, natomiast wicemistrzowie, La Hulpe, wygrali z Coq Mosan 17:0. Sporo emocji było w starciu ubiegłorocznych półfinalistów – Kituro wygrało z Soignies tylko 21:20.

W szwajcarskiej lidze LNA spośród ośmiu drużyn do gry w ten weekend weszła tylko połowa. Wicemistrzowie kraju, Yverdon, zaczęli od wygranej z Nyonem 21:18.

Tydzień temu ruszyła pominięta w poprzednich „szponach” niemiecka Bundesliga. Od zwycięstw zaczęły sezon dwie najlepsze ekipy poprzedniego sezonu – SC Frankfurt 1880 pokonało RG Heidelberg 66:17, a SC Neuenheim wygrało z BSC Offenbach 56:13. Obie drużyny zajmują od razu dwa pierwsze miejsca w grupie południowo-zachodniej, natomiast pierwszym liderem na północnym wschodzie została SC Germania List.

EPCR przymierza się do uruchomienia europejskich rozgrywek pucharowych kobiet. W najbliższym sezonie chciałoby zorganizować spotkanie mistrzów ligi angielskiej (Gloucester-Hartpury) i francuskiej (Stade Bordelais). A w kolejnym sezonie miałby to już być turniej z udziałem ośmiu drużyn.

Po rezygnacji Hiszpanii to Czechy zostały gospodarzami tegorocznych turniejów mistrzostw Europy męskich piętnastek w kategoriach U18 i U20. Oba odbędą się w listopadzie, a w tym U20 weźmie udział reprezentacja Polski.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia:

Anglia:

  • Jakub Kijak (Bournville RFC, National League 2 West): awizowany na ławce rezerwowych w pierwszym meczu sezonu z Hinckley, przegranym 28:45. Jego ekipa zaczyna sezon od ostatniego miejsca w tabeli;
  • Eryk Łuczka (Hornets RFC, National League 2 West): zagrał ostatni kwadrans w meczu z Loughborough Students, wygranym 43:36. Hornets zaczynają od czwartego miejsca, jako jedna z pięciu ekip z pięcioma oczkami po pierwszym meczu;
  • Peter Hudson-Kowalewicz (Hull RUFC, National League 2 North): zagrał pierwszą połowę i wrócił na boisko po kwadransie drugiej w wygranym 34:27 meczu z Otley. Hull zaczyna sezon od podium (trzecie miejsce).

Francja:

  • Andrzej Charlat (Stade Niçois, Nationale): zagrał cały mecz przeciwko byłemu klubowi Kamila Bobryka, Vienne. Nicea wygrała 25:3, a Charlat zdobył w drugiej połowie dwa przyłożenia (po dwóch meczach ma już trzy na koncie). W tabeli jego drużyna znacząco poprawiła pozycję – awansowała na szóste miejsce;
  • Quentin Cieslinski (Stade Métropolitain, Nationale 2 – grupa 2): zadebiutował w ligowych zmaganiach w nowej drużynie wchodząc na boisko tuż przed przerwą w wygranym 25:18 meczu z Dijon.Jego ekipa zaczyna sezon od drugiego miejsca w grupie.

Szkocja:

  • Craig Bachurzewski (Southern Knights, Super Series Championship): zagrał pierwszą połowę w meczu ze Stirling Wolves, wygranym 27:19. Zdobył przyłożenie i przyczynił się znacznie do kolejnego. Dzięki drugiej wygranej w rozgrywkach jego ekipa awansowała na czwarte miejsce w tabeli;
  • Ronan Seydak (Heriot’s, Super Series Championship): zagrał cały mecz przeciwko Watsonians, których jego ekipa rozgromiła 64:0. Heriot’s umocnili się na drugim miejscu w lidze. A swoją drogą, tydzień temu znalazł się w najlepszej piętnastce kolejki według The Offside Line.

Walia:

  • Jakub Małecki (Ebbw Vale RFC, Premiership): na ławce rezerwowych zaczął mecz z Merthyr, przegrany 17:24. Ebbw Vale zaczyna sezon w dolnych regionach tabeli;
  • Jake Wisniewski (Cross Keys RFC, Championship East): w wyjściowym składzie zaczął pierwszy mecz sezonu przeciwko Newbridge, przegrany 28:39.

Zapowiedzi

Druga kolejka fazy grupowej Pucharu Świata zacznie się już w czwartek meczem Francji z Urugwajem. W piątek Nowa Zelandia gra z Namibią. W sobotę trzy spotkania: Irlandia – Tonga, Walia – Portugalia i Samoa – Chile.Najciekawiej zapowiadający się mecz odbędzie się w niedzielę – Australia zagra z Fidżi, a poza tym Południowa Afryka z Rumunią i Anglia z Japonią.

Na świecie poza Pucharem Świata przede wszystkim drugi towarzyski mecz kobiet pomiędzy Japonią i Fidżi. W Afryce w Zimbabwe finałowy turniej zmagań męskich siódemek o kwalifikację olimpijską. Z rozgrywek ligowych uwagę przyciągają przede wszystkim nowozelandzkie NPC i francuskie Pro D2 (tu mecze w tym tygodniu nietypowo, we wtorek i środę). Poza tym zostanie rozegrany finał rozgrywek w Australii Południowej, a w Holandii sezon zaczną kluby Ereklasse. A już dzisiaj w Vannes decydujące o medalach mecze wojskowych mistrzostw świata.

W kraju wraca ligowe granie i siódemki. W Ekstralidze najciekawiej zapowiada się pojedynek Edachu Budowlanych Lublin z Ogniwem Sopot. Poza tym Lechia Gdańsk zagra z walczącym o pierwsze punkty Budo 2011 Aleksandrów Łódzki, Juvenia Kraków podejmie Budowlanych Commercecon Łódź, a Arka Gdynia zmierzy się z Pogonią Awentą Siedlce. W pierwszej lidze zwracają uwagę mecze w Wielkopolsce: Posnanii z Rugby Białystok i Sparty Jarocin z Arką Rumia. Ponadto gra druga liga oraz odbędzie się drugi turniej Polskiej Ligi Rugby 7.

18 komentarzy do “Ginąca sztuka drop goali”

  1. W końcu PŚ się zaczął i to wspaniała rzecz. Fidżijczyków rzeczywiście bardzo szkoda. Mam takie swoje dwa spostrzeżenia dotyczące turnieju, trochę poza sportowe. Pierwsza sprawa to wykonanie hymnów. Rzeczywiście czułem lekką konsternację, gdy wybrzmiewała Marsylianka, czy hymn Włoch. Te śpiewy są naprawdę bardzo ładne i trochę szkoda mi osób, które są w to zaangażowane, że w jakiś sposób dotyka ich krytyka, ale niestety taki sposób wykonywania hymnów po prostu nie pasuje do tego typu imprezy. Druga sprawa to niestety gwizdy Francuzów przed oddawaniem kopów przez przeciwników. Nie wiem jak, ale coś powinno się z tym zrobić. Gorzej, że tym zwyczajem zarażają powoli też inne nacje z tego co mi się wydaje. Może przydałby się jakiś apel francuskich rugbystów do swoich kibiców? Słynny apel Małysza do polskich fanów skoków w sprawie Hannawalda pomógł, może tu też by było podobnie. 🙂

    Odpowiedz
  2. Dawno nie byłem tak przyklejony do telewizora. Walia-Fidżi to najlepszy mecz tego weekendu. Nieuznane przyłożenie Fidżi jest dyskusyjne. Mam nadzieję, że Fidżi odegra się na Australii i wyjdzie z grupy.
    W meczu Anglia-Argentyna, Anglicy wykorzystali szansę. Można wygrać mecz nie zdobywając ani jednego przyłożenia.

    Odpowiedz
    • Z tym nieuznanym przyłożeniem. Skoro boiskowa decyzja była „no try” (w sumie nie dziwię się, że akurat taka), to TMO musiało dostarczyć dowodu czarno na białym na przyłożenie, a tu go nie było. Sędzia miał swoje za uszami, ale raczej nie tu. Wyniku cholerna szkoda, bo przecież na tych gości patrzy się z wielką przyjemnością. Może nawet nie należy im życzyć poprawy obrony – byliby bardziej poukładani, może skuteczniejsi, ale mniej efektowni. A tak jest show. A mecz z Australią zapowiada się pasjonująco – cztery lata temu Yato gonił Australijczyków jak chciał, aż go uszkodzili (na dodatek bez kartki) i Wallabies wygrali mecz…

      Odpowiedz
      • Z ciekawości obejrzałem akcję z 76 minuty jeszcze raz. „On field decision is try”. Po obejrzeniu TMO powodem anulowania przyłożenia był brak uwolnienia piłki do gry przez szarżowanego.
        Trochę Fidżi zabrakło wykończenia, a szkoda, bo ich pasję i styl gry dobrze się ogląda.

        Odpowiedz
        • Dzięki. Też zamierzałem to wczoraj jeszcze raz obejrzeć, ale nie starczyło czasu 🙂 Ps. Niestety, gdy komentuje Robert Małolepszy, a w pobliżu jest moja żona, ściszenie telewizora jest obowiązkowe 🙂

          Odpowiedz
          • Ups… 🙂 A jak można ogladać RWC w Polsce? Wiem, że Polsat ma prawa. Czy to jest w wolnym dostepie czy trzeba mieć wykupiony pakiet?

            Odpowiedz
            • W telewizji naziemnej jest chyba tylko Polsat Sport News, a tam jest jak dotąd tylko po dwa mecze w kolejce (ale za to oba Fidżyjczyków :)). Część innych kanałów bywa dostępna w pakietach dostawców usług kablowych bez dodatkowych opłat (ale pewnie nie wszystkie – w moim przypadku w UPC miałem Polsat Sport Fight i Polsat Sport Extra, nie było za to Premium 1 i Premium 2, więc musiałem dokupić pakiet Premium za bodaj 25 zł za miesiąc). Jeśli trzeba od zera, to zdaje się rozwiązaniem jest Polsat Box Go Sport (z tego co na dziś patrzę, jest po 40 zł za miesiąc).

              Odpowiedz
          • Ja oglądam mecze w słuchawkach. Musiałem kupić dłuuuuugi kabel. Żona nie jest w stanie wytrzymać wrzasków Roberta Małolepszego, a ja lubię jak on komentuje. Robi emocje 🙂

            Odpowiedz
            • Dokładnie, ja też bardzo lubię jego styl. Trochę nie rozumiem, bo widziałem, że po meczu Irlandia RPA, pojawiło się w sieci trochę negatywnych komentarzy, krytykujących go za to, że niby komentuje zbyt emocjonalnie i za głośno. Moim zdaniem, ludzie często przesadzają…

              Odpowiedz
      • W nie uznanym przyłożeniu doszukali się podwójnego ruchu gracza z Fiji , jak dla mnie takiego w tej akcji nie widziałem , powinien iść z duchem gry i tyle szkoda chłopaków a uznanie Biggara graczem meczu to chyba jakiś żart.

        Odpowiedz

Skomentuj Michał Dudek Anuluj pisanie odpowiedzi