Południe znowu górą

Za nami weekend wypełniony meczami testowymi. W nich zaznaczyła się dominacja drużyn z południowej półkuli – w najważniejszych starciach weekendu drużyny z naszego kontynentu przegrywały. Zwracają uwagę zwłaszcza nieoczekiwane zwycięstwa Australii nad Anglią i Fidżi nad Walią. W kraju odbyły się ostatnie mecze Ekstraligi przed zimą (niespodzianka w Gdańsku) i teraz czekamy na występy reprezentacji.

Ekstraliga

Po skończeniu pierwszej rundy, a przed meczami reprezentacji, jeszcze jesienią w Ekstralidze rozegrano pierwszą kolejkę rundy rewanżowej. Niepełną, po mecz Budmex Rugby Białystok z Energą Ogniwem Sopot przełożono na 8 marca. Pauzował lider ligowej tabeli, Orlen Orkan Sochaczew.

Drew Pal 2 Lechia Gdańsk – Juvenia Kraków 28:15. Runda wiosenna zaczęła się od niespodzianki – Lechia wreszcie wykorzystała przewagę własnego boiska i odniosła drugie zwycięstwo w sezonie (a pierwsze w Gdańsku), odprawiając Juvenię nawet bez defensywnego bonusa. Już w pierwszych minutach meczu gdańszczanie przycisnęli gości i po kwadransie prowadzili 10:0. Kolejny kwadrans to okres przewagi krakowian (domunujących w młynie), którzy doprowadzili do remisu. Na krótko, bo Lechia chwilę potem odpowiedziała kolejną ładną akcją na skrzydle, a do przerwy prowadziła 18:10. Drugą połowę zaczęła równie dobrze, bo po kwadransie gry zwiększyła przewagę do 18 punktów. Dopiero pod koniec meczu Juvenia ruszyła do przodu, ale efektem jej naporu było tylko 5 oczek, które niczego nie zmieniły. Mieliśmy też w końcówce dwie przepychanki, które skutkowały w sumie trzema żółtymi kartonikami. Krakowianie jak zwykle nieźli byli w młynach, ale – także jak zwykle – mieli kłopoty z utrzymaniem piłki w autach i gdzieś zatracili umiejętność szybkiej, efektownej gry. Skończyło się niespodzianką, która w praktyce oznacza ogromne zmniejszenie szans Juvenii na walkę o brązowy medal w tym sezonie, zwłaszcza wobec wysokiego zwycięstwa wyprzedzającej ją w tabeli Arki Gdynia.

Life Style Catering Arka Gdynia – Edach Budowlani Lublin 82:5. Gdynianie nie dali żadnych szans Budowlanym Lublin. W drugim rozgrywanym w sobotę w Trójmieście meczu gospodarze co prawda musieli radzić sobie bez Eujaana Bothy, ale rywale mieli jeszcze większe kłopoty kadrowe – przyjechali na północ z zaledwie 19 zawodnikami (a w trakcie meczu spore żniwo zbierały urazy). Już w trzeciej minucie meczu gdynianie mieli na koncie pierwsze przyłożenie po przechwycie i samotnym rajdzie Szymona Sirockiego. Ten zawodnik w ciągu zaledwie niespełna 20 minut uzbierał aż cztery przyłożenia (dwa z nich po pościgach za piłką po ładnych kopach kolegów z drużyny), a jeszcze przed przerwą przyłożył piąty raz. Znakomicie pokazywał się znowu Nicolas Silvera, ktory świetnie obsługiwał Sirockiego, zaliczył przechwyt, a także przyłożenie po akcji, w której pokonał szarże trzech rywali. Do przerwy Arka miała na koncie 7 przyłożeń, a lublinianie choć dwukrotnie weszli na 5 m gospodarzy, żadnej z tych akcji nie wykończyli. W drugiej połowie, choć Sirocki dość szybko został ściągnięty z boiska, jego koledzy kontynuowali punktowanie i dorzucili jeszcze cztery przyłożenia (jedno z ich w wykonaniu Silvery, ładną akcję zaliczył też Dawid Banaszek, który uzbierał w tym meczu aż 27 punktów, m.in. podwyższając wszystkie przyłożenia swojej drużyny). Goście zdobyli honorowe przyłożenie dopiero po godzinie gry.

Budowlani WizjaMed Łódź – Pogoń Awenta Siedlce 19:45. Niespodzianki nie było też w Łodzi, gdzie jednak gospodarze, mimo braku Lucasa Niedzwieckiego, postawili się wyżej notowanemu rywalowi – choć dopiero w momencie, gdy mecz był w praktyce rozstrzygnięty. Na dobre momenty gry musieli poczekać do drugiej połowy, bo w pierwszej dominacja siedlczan, którzy wystawili do gry bardzo mocną piętnastkę, nie oszczędzając reprezentantów kraju, była niekwestionowana. Do przerwy goście zdobyli cztery przyłożenia (dwa po maulach autowych, ale najładniejsze zawdzięczają indywidualnej akcji skrzydłem po młynie Vahy Halaifonuy) i prowadzili 26:0. Drugą połowę siedlczanie otworzyli piątym przyłożeniem, które w praktyce przypieczętowało losy meczu, ale ostatecznie wynik tej części spotkania był remisowy – na każde przyłożenie Pogoni Budowlani odpowiadali tym samym. Nie zagrozili jednak w ten sposób ani zwycięstwu siedlczan, ani zdobyciu przez gości ofensywnego punktu bonusowego.

Pogoń Awenta Siedlce wykorzystała pauzę Orlen Orkana Sochaczew i dzięki wygranej w Łodzi wysforowała się na pierwsze miejsce w ligowej tabeli. Z kolei Arka po wysokiej wygranej zrównała się punktami z trzecim Ogniwem Sopot oraz znacznie powiększyła przewagę nad Juvenią Kraków. Trzeba jednak pamiętać, że w czołowej czwórce Orkan i Ogniwo mają po jednym spotkaniu rozegranym mniej. W tym momencie wiele wskazuje, że na koniec sezonu to właśnie Arka, a nie Juvenia zagra o medale.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑Pogoń Awenta Siedlce941
2. ↓Orlen Orkan Sochaczew839
3.Energa Ogniwo Sopot828
4.Life Style Catering Arka Gdynia928
5.Juvenia Kraków919
6.Edach Budowlani Lublin913
7.Budowlani WizjaMed Łódź911
8.Drew Pal 2 Lechia Gdańsk99
9.Budmex Rugby Białystok80

W szóstej kolejce II ligi pauzował niepokonany dotąd lider, RK Warszawa. Stracił pierwsze miejsce w tabeli na rzecz rezerw Budowlanych Łódź, które pokonały drużynę z Rudy Śląskiej 62:17. Poza tym Koma RT Olsztyn zwyciężył 65:10 rezerwy AZS AWF Warszawa, a drużyna AWP Budowlanych II Lublin wygrała z Miedziowymi Lubin 29:28.

Mecze towarzyskie

Testowe mecze mamy od dwóch tygodni, ale to ten weekend był pierwszym, w którym na placu boju stanęli wszyscy najwięksi. A na jego początek, w piątkowy wieczór, mieliśmy starcie, na które czekał cały rugbowy świat: Irlandia mierzyła się z Nową Zelandią. I świat się trochę zawiódł.

Irlandia – Nowa Zelandia 13:23. Irlandia w niezwykle doświadczonym składzie, ale bez kontuzjowanego Tadhga Furlonga. W składzie All Blacks zaszły tylko dwie zmiany w porównaniu z meczem z Anglią, wymuszone urazami głowy – m.in. brakowało Beaudena Barretta, którego zmienił Damian McKenzie. I właśnie ten gracz okazał się jedną z kluczowych postaci na boisku. All Blacks zmuszali gospodarzy do błędów, a ci darowali gościom znacznie więcej rzutów karnych niż sami otrzymywali. Efektem były kopy McKenziego na słupy, z których uzbierało się aż 18 punktów. Irlandczycy mieli swoje drobre momenty, na początku drugiej połowy po pierwszym przyłożeniu w meczu wyszli nawet na prowadzenie, ale potem All Blacks nie dali im zdobyć już ani jednego punktu, kontrolowali mecz i sami swój dorobek powiększali. Nawet fenomentalne 50:22 Jamesa Lowe’a na kilka minut przed końcem nie zmieniło obrazu meczu, bo w polu 22 m gości Irlandczycy piłkę stracili nie tworząc większego zagrożenia dla rywali (taki symboliczny moment w tym meczu, w którym Irlandia okazała się właściwie bezzębna). Smaczku spotkaniu dodał prowokacyjny gest Nowozelandczyków, którzy powierzyli prowadzenie haki Rieko Ioane (Irlandczycy zapamiętali jego starcie z Jonathanem Sextonem po ćwierćfinale ubiegłorocznego Pucharu Świata). Ponownie też All Blacks przekroczyli przy wykonywaniu haki linię 10 m – na co Irlandczycy odpowiedzieli dokładnie tym samym (publiczność powitała ten krok swoich graczy owacją, ale potem miała już niewiele okazji do takich reakcji). Dla gospodarzy to pierwsza porażka w Dublinie od ponad trzech lat, oznaczająca zarazem utratę pierwszego miejsca w rankingu World Rugby.

Anglia – Australia 37:42. Znakomite widowisko na Twickenham, choć znowu nieskończone po myśli większości zgromadzonych 80 tys. kibiców. Anglia zagrała tą samą piętnastką, która walczyła z All Blacks i była zdecydowanym faworytem spotkania. W ekipie Australii najwięcej uwagi przyciągał spektakularny debiutant – grający swój pierwszy oficjalny mecz w rugby union Joseph Sua’ali’i, który był jedyną nową postacią w piętnastce w porównaniu z ostatnim meczem Wallabies przeciwko All Blacks. W składzie Wallabies znaleźli się wyłącznie zawodnicy na co dzień grający w Australii. Zaczęło się zgodnie z przewidywaniami – po 20 minutach i dwóch przyłożeniach Chandlera Cunninghama-Southa gospodarze prowadzili 15:3. Jednak Wallabies zaczęli się odgryzać i przed przerwą wyszli na dwupunktowe prowadzenie. Po 20 minutach drugiej odsłony prowadzili 28:23 i wtedy zaczął się prawdziwy rollercoaster: drużyny wymieniły się czterema siedmiopunktowymi akcjami i czterokrotnie zmieniały się na prowadzeniu. Zaczął Ollie Slightholme od swojego drugiego przyłożenia w tym meczu (zmienił kontuzjowanego Immanuela Feyi-Waboso), a skończył w doliczonym czasie gry młody Max Jorgensen, odkrycie ostatniego sezonu Super Rugby Pacific (po świetnym podaniu Lena Ikitau). Nieoczekiwana porażka Anglii w swoim mateczniku mimo kolejnego świetnego meczu Marcusa Smitha, ale ekipa Joe’go Schmidta miała więcej atutów i wygrała zasłużenie. Wygląda na to, że inwestycja w Sua’ali’iego może się Australijczykom spłacić (choć trudno osądzać po zaledwie jednym meczu, nawet jeśli był to mecz na najważniejszej rugbowej scenie świata), a zaimponowało też kilku innych graczy, m.in. filar Angus Bell.

Szkocja – Południowa Afryka 15:32. Rassie Erasmus tym razem zatrzymał Siyę Kolisiego i kilka innych gwiazd w rezerwie, ale i tak wypełnił wyjściową piętnastkę niemal samymi mistrzami świata. Kolejni byli na ławce (w sumie: aż 21 na 23), na której znalazło się aż siedmiu graczy młyna. Zwycięstwo, choć pozornie wysokie (w przyłożeniach aż 4:0), nie przyszło jednak mistrzom świata łatwo – po godzinie gry prowadzili tylko czterema oczkami, a w ostatnią fazę gry wchodzili w czternastkę po żółtej kartce Makazole Mapimpiego (który wcześniej dwukrotnie przykładał piłkę w polu punktowym gospodarzy). Sporą przewagę zawdzięczają ostanim 20 minutom, gdy nie stracili punktów, a sami dorzucili dwa karne Handré Pollarda, a na sam koniec przyłożenie Jaspera Wiese. Szkoci wszystkie swoje punkty zdobyli po karnych Finna Russella, choć mogą żałować przyłożenia odwołanego po TMO po ładnej akcji rozpoczętej przez Sione Tuipulotu. Warto zwrócić uwagę na to, jak wygląda w nowych regułach czerwona kartka: Scott Cummings za croc roll zobaczył w pierwszej połowie tylko kartkę żółtą. Sędzia nie pokazał czerwonej, bo przecież ma TMO do badania takich sytuacji. A TMO może podnieść kartkę z żółtej na czerwoną, ale tylko tę 20-minutową…

Włochy – Argentyna 18:50. Tu po obu stronach brakło debiutantów, choć Argentyna wyszła na boisko ze sporymi zmianami w stosunku do TRC i bez kilku kluczowych zawodników. Nieco inaczej było w kadrze gospodarzy, gdzie najważniejsze postacie znalazły się w drużynie. Jednak to Argentyńczycy dominowali od początku. Po półgodzinie prowadzili 17:0 i choć Włosi potem odrobili część strat, to po zmianach wątpliwości już żadnych nie było – ławka rezerwowych Argentyny zdecydowanie przeważyła nad swoimi europejskimi odpowiednikami, a przyjezdni w ciągu ostatniej półgodziny zdobyli aż pięć przyłożeń. Włosi już na samym początku meczu stracili z urazem głowy (uderzenie w kolano przeciwnika) Ange Capuozzo, a na dodatek kończyli mecz w czternastkę (i Lorenco Cannone może się cieszyć, że zobaczył tylko żółtą, a nie czerwoną kartkę). Tak wysoka porażka to dla nich rozczarowanie, zwłaszcza po świetnych występach w ostatnim Pucharze Sześciu Narodów. Po stronie Argentyny wyróżnił się już kolejny raz ich łącznik ataku Tomás Albornoz, który zdobył w tym meczu 20 punktów.

Francja – Japonia 52:12. Do reprezentacji Francji po roku wrócił Antoine Dupont (znalazł się w wyjściowej piętnastce wraz z aż sześcioma kolegami z Tuluzy). Na boisku pojawiło się w ekipie Francji sporo młodych zawodników, w tym debiutant Tevita Tatafu. Z kolei Eddie Jones dokonał aż sześciu zmian w wyjściowym składzie Japonii w porównaniu do meczu z All Blacks sprzed dwóch tygodni, wciągając do składu graczy z Europy (młodego łącznika młyna z Tuluzy, Naomi Saito, a także na ławkę Tevitę Tatafu z Bordeaux – mieliśmy zatem dwóch zawodników o tym samym imieniu i nazwisku, ale japoński pochodził z Samoa, a francuski z Tonga). Francuzi nie dali gościom żadnych szans – po pięciu przyłożeniach w pierwszej połowie (w tym dwóch w wykonaniu Louisa Bielle’a-Biarrey’a) prowadzili 31:0. Po przerwie jeszcze to prowadzenie podnieśli i dopiero wtedy Japończykom udało się zdobyć punkty (m.in. po przyłożeniu Tatafu). Dupont, który przyciągał ogromną uwagę, zagrał znakomicie i choć punktów nie zdobył, uzbierał w statystykach m.in. dwie asysty, dziewięciu pokonanych przeciwników i prawie 100 metrów z piłką. Oprócz Bielle’a-Biarrey’a dublet przyłożeń (tyle że w drugiej połowie) uzbierał Paul Boudehent.

Walia – Fidżi 19:24. Dziewiąty mecz w tym roku i dziewiąta porażka podopiecznych Warrena Gatlanda (a licząc z 2023 – dziesiąta z rzędu). Co prawda Walijczycy wciąż zmuszeni są grać eksperymentalnymi składami (tym razem jednak z tylko jednym debiutem – skrzydłowym Blairem Murray’em; najwięcej przed meczem mówiło się chyba o obecności Nigela Owensa w sztabie meczowym, ale on przecież niewiele na boisku pomoże), ale to i tak znakomity wyczyn Fidżyjczyków, którzy pokonali w tym meczu sporo przeciwności losu. Po 20 minutach przegrywali 3:14 i zostali na boisku w trzynastkę (m.in. czerwoną kartkę zobaczył Semi Radradra, znowu – podwyższoną z żółtej przez TMO, więc tylko 20-minutową) – chyba nikt w tym momencie nie wróżył im sukcesu. Tymczasem grając w tak poważnym osłabieniu zdobyli przyłożenie z podwyższeniem, oba w wykonaniu Caleba Muntza wyrastającego na ich nową gwiazdę. To właśnie karny Muntza, który w sumie zdobył 19 punktów, wyprowadził Fidżyjczyków na prowadzenie na pół godziny przed końcem meczu i zdobytą wówczas przewagę utrzymali do końca meczu (a nawet podnieśli po kolejnym karnym Muntza, po drodze zaliczając przyłożenie w wykonaniu znakomitego Josuy Tuisovy). Po stronie gospodarzy wyróżnił się jak zwykle kapitan Dewi Lake, a Murray zdobył swoje pierwsze międzynarodowe przyłożenie po zaledwie 7 minutach gry. Dla Fidżi to znakomite odrodzenie po bardzo dotkliwej porażce ze Szkotami sprzed tygodnia.

Poza tym:

  • Zjednoczone Emiraty Arabskie – Zimbabwe 22:62 (międzynarodowe granie na The Sevens, w którym gospodarze dobry moment mieli tylko na początku drugiej połowy; gwiazdami meczu byli Ian Prior z Western Force i autor hat-tricka Edward Sigauke; dla ZEA było to pierwsze w historii starcie z drużyną spoza Azji);
  • Niemcy – British Armed Forces 43:26 (nasi sąsiedzi jednak bez Giovanniego Habela-Küffnera z Bajonny; mimo to pewnie wygrywają);
  • Rumunia – Tonga 25:15 (Rumuni w składzie całkowicie krajowym, z kolei Tonga z ósemką graczy Moana Pasifika; udany rewanż europejskiej ekipy za porażkę podczas Pucharu Świata, głównie dzięki drugiej połowie, w której nie straciła ani jednego punktu)
  • Kanada – Chile 14:44 (fatalna postawa Kanadyjczyków, którzy przecież w kwalifikacjach do ostatniego Pucharu Świata ulegli Chile nieznacznie; za to ekipa z Ameryki Południowej pokazała, że awans do Francji nie był przypadkiem; w tym meczu zaimponowała zwłaszcza w drugiej połowie; „szpony” tym razem wrzucane w pociągu i w nich tylko jeden link do filmiku, właśnie z tego meczu: https://twitter.com/i/status/1855246128620429348);
  • Hiszpania – Urugwaj 33:24 (nieoczekiwanie pewne zwycięstwo Hiszpanów, którzy byli na prowadzeniu już od pierwszej minuty gry, a tuż przed przerwą wygrywali nawet 24:0; Urugwajczycy zebrali się w drugiej połowie, zmniejszyli nawet dwukrotnie stratę do sześciu punktów, ale to było za mało);
  • Portugalia – Stany Zjednoczone 17:21 (w kadrze Portugalii znalazł się najlepszy zawodnik Pro D2, który już teoretycznie zawiesił reprezentacyjne buty na kołku – Samuel Marques; mimo to Portugalczycy ulegli Amerykanom, dla których to zwycięstwo ma smak rewanżu – wszak to Portugalia stanęła na drodze USA do awansu na ostatni Puchar Świata; decydujące przyłożenie w meczu padło tuż przed jego końcem);
  • Kenia – Uganda 27:25 (to miał być rewanż zmagań o Elgon Cup, ale planowane na ten weekend pierwsze spotkanie w Ugandzie zostało przesunięte o dwa tygodnie; Kenijczycy wygrali – Ugandyjczycy mogą żałować straconych szans po szybkich akcjach graczy ataku i kto wie, czy za tydzień wynik nie będzie odwrotny);
  • Hongkong – Brazylia 10:23 (starcie dwóch drużyn, które aspirują do awansu do poszerzonego składu Pucharu Świata w 2027; w pierwszej połowie gospodarze dwukrotnie wychodzili na prowadzenie i dwukrotnie je tracili; drugą połowę przegrali 0:6, choć mieli szanse na przyłożenia);
  • Gruzja – All Blacks XV 13:31 (mecz niestety w Montpellier, a nie w Gruzji; dwa przyłożenia dla nowozelandzkich rezerw młynarza Kurta Eklunda);
  • Bristol Bears – Australia A 10:10 (sporo błędów po obu stronach, Australijczycy uratowali remis przyłożeniem w 80. minucie meczu, a pudłem z podwyższenia stracili szansę na wygraną).

Nie odbył się planowany wcześniej mecz Holandii z Zimbabwe.

Swoją drogą, najważniejsze testy z tego okienka są w Niemczech transmitowane na żywo w otwartym kanale Pro7 Maxx. I ponoć mają widownię przewyższającą oczekiwania (sześciocyfrową). Możemy tylko patrzeć z zazdrością …

Z kraju

W trzecim turnieju mistrzostw Polski w rugby 7 kobiet, rozgrywanym w Łodzi, tradycyjnie triumfowaly Biało-Zielone Ladies Gdańsk. Wyjątkowo pewnie: Gdańszczanki tym razem w całej rywalizacji nie straciły ani jednego punktu, do finału weszły z bilansem 162:0, a w finale pokonały Legię Warsawa 26:0. Trzecie miejsce drugi raz z rzędu zdobyły Budowlane Łódź, które w meczu o brąz pokonały Mazovię Mińsk Mazowiecki 36:0. Spadek z Ekstraligi zalicza AZS AWF Warszawa – przy czym w ostatnim turnieju było podobnie, a jednak akademiczki ponownie w ekstralidze zagrały. Z kolei łódzkie Atomówki, gospodynie turnieju, poprzednio awansowały do ekstraligi, tymczasem znów wystąpiły w I lidze – i tym razem nie odniosły w niej zwycięstwa, ulegając w finale Black Roses Posnanii. Poznanianki wracają tym samym do ekstraligi po dłuższej przerwie.

Ostatnią jesienną kolejkę rozgrywano w centralnej lidze kadetów. W Lublinie miejscowi Budowlani ulegli swoim łódzkim imiennikom 10:63 (4 przyłożenia środkowego gości Bartosza Majdy). W Rumi Arka pokonała Rugby Białystok 44:19 (grały dwie drużyny dotąd pozostające bez zwycięstwa; imponujący wyczyn wiązacza Szymona Ekstowicza – aż 7 przyłożeń, tylko jedno oddał kolegom). A w Krakowie mieliśmy starcie na szczycie, mecz dwóch niepokonanych drużyn, w którym Juvenia podejmowała Orkan Sochaczew. Pojedynek był wyrównany, Orkan wyszedł na prowadzenie w pierwszej połowie i nie oddał już go do końca, ale wygrał tylko jednym punktem, 27:26. Dzięki tej wygranej pozostał jedyną drużyną niepokonaną w lidze i oczywiście jej liderem.

Ze świata

W Rugby Europe International Championships odbył się kolejny mecz naszych rywali na poziomie Trophy – jako ostatni z nich do gry weszli Chorwaci, którzy w Pradze mierzyli się z Czechami. Nasi południowi sąsiedzi zaczęli od szybkiego prowadzenia 17:0. Goście straty odrobili i nawet na chwilę wyszli na czoło przed przerwą (było 19:17), jednak schodząc na nią przegrywali 19:27. W drugiej połowie Czesi nie dali już rywalom szans – ostatecznie zwyciężyli 49:26. Na tej wygranej cieniem położyła się jednak strata przyłożenia w ostatniej akcji, bo ono odebrało gospodarzom ofensywny punkt bonusowy. W tabeli Czesi zrównali się punktami z Litwinami i awansowali na drugie miejsce.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Szwecja29
2. ↑Czechy25
3. ↓Litwa25
4. ↑Chorwacja10
5. ↓Luksemburg10
Polska00

Na poziomie Conference swój pierwszy mecz rozegrała Ukraina. Przeciwnikiem była Słowacja i nie miała nic do powiedzenia. Ukraińcy zdobywali przyłożenie za przyłożeniem (w sumie 21) i wygrali aż 135:13, ze sporym udziałem polskich ligowców, w tym Jewhenija Owerczuka (którego dwa przyłożenia w pierwszej połowie zidentyfikowałem; a możliwe, że na tym się nie skończyło). Tak wysokiego wyniku nie było chyba w historii REIC jeszcze nigdy, a jego weryfikacja chyba idzie w RE nieskoro, skoro wciąż go nie podali na stronie www…

Rozegrano turnieje mistrzowskie w siódemkach na dwóch kontynentach. W Bangkoku odbyły się trzecie i zarazem ostatnie turnieje z serii Asia Rugby Sevens Series. Wśród panów trzeci triumf w trzecim turnieju zaliczyła reprezentacja Hongkongu, która w finale pokonała Japonię 26:15. Japończycy awansując do tego pojedynku zapewnili sobie drugie miejsce w cyklu przed Chinami, które także i w Bangkoku były trzecie po wygranej 43:0 nad Koreą Południową. Gospodarze zajęli piąte miejsce. Do Challengera awansuje Hongkong i Japonia, natomiast poziom niżej spada Singapur. Wśród pań trzeciego zwycięstwa turniejowego nie udało się zgarnąć Chinkom – tym razem uległy w finale Japonkom 7:26. To jednak Chiny zwyciężyły w serii, a Japonia zajęła drugie miejsce. W meczu o trzecie miejsce w turnieju Tajlandia pokonała Hongkong 24:5. W klasyfikacji generalnej to zawodniczki z Hongkongu zajęły trzecie miejsce przed Tajkami, ale obie te drużyny wywalczyły awans do Challengera. Tu także ostatnie miejsce w cyklu i spadek na poziom Trophy przypadły reprezentacji Singapuru.

Z kolei w Akrze rozegrano mistrzostwa Afryki kobiet w rugby 7. Faworytkami były reprezentantki Południowej Afryki i Kenii i to właśnie one starły się w finale oraz awansowały do Challengera. W decydującym starciu Południowa Afryka wygrała 19:10 (Kenijki mogły wygrać – w końcówce, mając stratę tylko dwóch oczek, nie wykorzystały okresu gry z przewagą jednej zawodniczki). Trzecie miejsce, także promowane awansem, wywalczyły Ugandyjki, które zawdzięczają je wygranej 17:5 w meczu o brąz nad Malgaszkami.

W Pro D2 nie udało się drużynie Montauban czwarty weekend z rzędu utrzymać na fotelu lidera, i to pomimo zwycięstwa (odniesionego po zaciętym meczu nad beniaminkiem z Nicei, 34:30). Na drugie miejsce zepchnęła ją ekipa Provence, która pokonała z bonusem ofensywnym Aurilac 39:20. Tyle samo punktów co czołowa dwójka ma też Grenoble po wyjazdowej wygranej 38:23 nad Oyonnax. Poza tym Mont-de-Marsan wygrało 33:15 z Biarritz, Béziers wysoko pokonało Dax 50:17 (a bohaterem meczu był obrońca Gabin Lorre, który dla zwycięzców zdobył aż 30 punktów, z czego połowę z przyłożeń, a połowę z siedmiu kopów), Angoulême wygrało z Agen 30:29 (niecodzienny przebieg meczu – na kwadrans przed końcem było 15:15, wtedy gospodarze bezlitośnie wykorzystali 10 minut przewagi zdobywając trzy przyłożenia, ale Agen jeszcze zerwało się i zredukowało stratę do zaledwie jednego punktu, a ostatnie przyłożenie zdobył Portugalczyk Lucas Martins), Nevers ograło Valence Romans 27:17 (wyrwało się w ten sposób z ostatniego miejsca w tabeli, spychając na nie swoich rywali), a Brive rozgromiło Colomiers 49:15 (do przerwy przegrywało 9 punktami, ale po przerwie zdobyło sześć przyłożeń).

Z tej ligi też wieść pozaboiskowa – nowym wlaścicielem Béziers została irlandzka firma Strangford Capital, która nabyła 75% akcji klubu. Głównym aktorem tej transakcji jest były gracz All Blacks i zarazem były zawodnik i trener Béziers, Andrew Merthens, który znajdzie się obecnie w zarządzie klubu.

W Premiership Rugby Cup znów ładnie pokazali się Ealing Trailfinders, grający drugie londyńskie derby – co prawda tym razem nie wygrali, ale napsuli krwi Harlequins, którzy zwyciężyli tylko 38:33 dzięki przyłożeniu zdobytemu w doliczonym czasie gry (ekipa z Ealings prowadziła w tym spotkaniu nawet 16 punktami). Blisko wygranej było też Nottingham, które do przerwy prowadziło z Northampton Saints 26:5, ale ostatecznie uległo 29:31. Z kolei Doncaster Knights do przerwy przegrywali z Newcastle Falcons już 0:28, by w drugiej połowie niemal odrobić straty i przegrać tylko 28:31.

Przed tygodniem zakończyły się tegoroczne mistrzostwa Urugwaju. W finale zmierzyły się dwie najbardziej utytułowane drużyny w historii rozgrywek: 21-krotny mistrz Old Christians i 28-krotny mistrz Carrasco Polo. Wygrali Old Christians, 42:19 – po tytuł sięgnęli zasłużenie, bo byli zdecydowanie najlepszą ekipą całego sezonu, przegrywając w nim zaledwie jeden mecz. Zwyciężając obronili złoty medal sprzed roku.

W Argentynie niedawno wyłoniono mistrza okręgu Buenos Aires, a w ten weekend zakończono rozgrywki Torneo del Interior, w którym rywalizują drużyny z reszty kraju. Zmierzyły się w nim Jockey Club z Córdoby (dwukrotny mistrz tych rozgrywek, ale dawno, bo przed ćwierćwieczem) oraz Tucumán Lawn Tennis (pierwszy raz w finale). I to właśnie debiutanci z Tucumán zwyciężyli 34:20. Teraz czeka ich mecz z Alumni o mistrzostwo kraju.

Wielkie pieniądze przed najlepszymi rugbystami świata? Ponoć ze strony prywatnych inwestorów pojawił się pomysł zorganizowania w 2026 w Stanach Zjednoczonych specyficznej ligi rugby, do której mają być zrekrutowani najlepsi rugbyści i rugbystki z całego świata (skusić mają ich zarobki pomiędzy 600 a 900 tys. funtów). Problem w tym, że w kalendarzu nie ma czasu na takie zabawy, odbywałyby się zatem kosztem spotkań międzynarodowych. To zresztą nie pierwsza taka propozycja, dość wspomnieć pomysł World 12s z 2021.

British & Irish Lions jeszcze nie pojechali do Australii, a już uzgadniają szczegóły wyprawy planowanej w 2029 do Nowej Zelandii. Jak donosi Telegraph, omawiany jest pomysł, aby jeden z testów przeciwko All Blacks rozegrać w Stanach Zjednoczonych (Las Vegas, Chicago, Los Angeles?). Z tego samego tekstu wynika też, że nie ma póki co mowy o tym, aby odstąpić od powtarzającego się cyklu Australia – Nowa Zelandia – Południowa Afryka.

Rugby Europe uruchomiło europejski ranking reprezentacji siódemkowych. Ma być ustalany corocznie, po zakończeniu sezonu, a obecny obejmuje wyniki z dwóch ostatnich lat. W męskim na czele znajdują się Francja i Irlandia, ze sporą stratą na trzecim miejscu Wielka Brytania. Polska na miejscu 19. W żeńskim w pierwszej trójce mamy kolejno Francję, Wielką Brytanię i Irlandię, a Polki są tuż za tą grupą, czwarte, przed Hiszpankami.

Przed wyborami w World Rugby australijski (i wspierany przez Anglię) kandydat na przewodniczącego Brett Robinson zabrał głos w podcaście The Good, The Bad & The Rugby w kluczowych kwestiach poruszanych także przez innych kandydatów. Cóż, uznał system głosowania w WR jako dobry i sprawiedliwy. A rugby 7 traktuje jako miejsce rozwoju dla federacji spoza tier 1. Czyli absolutnie nic nowego, poza igraniem z regułami gry (wszak jest zwolennikiem 20-minutowych czerwonych kartek). Z kolei Abdelatif Benazzi, po którym także cudów nie można się spodziewać, przynajmniej wprost mówi o niesprawiedliwości sytemu głosowania w WR oraz o tym, że aby rugby się rozwijało, musi wyjść poza swoje mateczniki.

Poznaliśmy nowego przewodniczącego Rugby Europe. Nieoczekiwanie nie został nim popierany przez odchodzącego Octavaina Morariu Francuz Christian Dullin – udało mu się uzykać niespełna 30-procentowe poparcie. W głosowaniu pokonał go Holender Jan-Hein Pieterse. Delegatką RE do rady World Rugby została obok Pieterse Veronika Muehlhofer z federacji szwajcarskiej.

Wybory także w Asia Rugby. Tu reelekcję wywalczył niezwykle ambitny Qais Al-Dhalai, który zdobył ponad 60% głosów. Tymczasem przed wyborami portal rugbyasia247.com opublikował informacje o wewnętrznych problemach organizacji i prawdopodobnych nadużyciach finansowych. Al-Dhalai przeniósł siedzibę federacji z Hongkongu do Dubaju, ale mimo upływu kilku lat wciąż nie została ona zarejestrowana w ZEA, ani nie ma rachunków bankowych. W efekcie rozliczenia przechodzą przez konta federacji ZEA i nie ma nad nimi nadzoru (bezpośrednią kontrolę sprawuje Al-Dhalai). Brak rejestracji uniemożliwia też pozyskiwanie partnerów komercyjnych (ponoć zawarto jakąś umowę z Emirates, ale nikt nie zna jej szczegółów). Okazuje się, że WR zleciło firmie Ernst & Young przeprowadzenie audytu w Asia Rugby i wnioski były druzgocące. Oprócz wyżej wymienionych problemów wskazano też na brak przejrzystych procedur wskazywania gospodarzy turniejów, czy na płatności bez potwierdzenia wykonania usług i do krajów objętych sankcjami. WR w tej sytuacji zawiesiło finansowanie Asia Rugby. Rywalką Al-Dhalaia w konkurencji o fotel przewodniczącego AR była pochodząca z Filipin Ada Milby, która ostatecznie została drugą członkinią rady WR z ramienia AR.

World Rugby ogłosiło kalendarz SVNS na najbliższy sezon. I okazuje się, że cykl ma nie zawitać do Europy. Lokalizacje są te same co przed rokiem z wyjątkiem finałowego turnieju w Madrycie (już wcześniej się mówiło, że finałowy weekend poprzedniego sezonu okazał się tam nieudany): Dubaj i Kapsztad w grudniu, Perth w styczniu, Vancouver w lutym, Hongkong i Singapur na przełomie marca i kwietnia, a Los Angeles w maju. I właśnie w Los Angeles, arenie kolejnych igrzysk olimpijskich, ma odbyć się turniej finałowy.

Z wieści transferowych:

  • zmiana trenera reprezentacji Namibii: odchodzi Allister Coetzee (zostanie trenerem Eastern Province Elephants), a jego miejsce zajmuje Jacques Burger, były gracz Saracens;
  • w kobiecej reprezentacji Walii kolejny problem – rozstaje się z nią trener Ioan Cunningham, ponoć mający swój udział w aferze z kontraktami, wspomnianej w „szponach” przed tygodniem.

Stuart Hogg przyznał się przed sądem do znęcania się i stalkingu wobec swojej byłej żony. Wyrok będzie wydany w grudniu, a reprezentant Szkocji będzie oczekiwać na niego na wolności.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia.

Francja:

  • Andrzej Charlat (Stade Niçois, Pro D2): zagrał cały mecz przeciwko Dax, przegrany 19:22. Nicea zajmuje piętnaste miejsce w lidze, przedostatnie.

Walia:

  • Jake Wisniewski (Cross Keys RFC, Premiership): wyszedł w podstawowym składzie w meczu z Ystrad Rhondda, przegranym 9:40. Cross Keys spadło na dziewiąte miejsce.

Zapowiedzi

Przed nami pierwszy mecz naszej reprezentacji w ramach nowego sezonu Rugby Europe Trophy – w sobotę w Gdyni o 16:00 gramy z Litwą. Niestety, nie ma transmisji meczu w jakiejkolwiek telewizji, jedyną opcją jest rugbyeurope.tv, która raczej przypadkowego widza nie przyciągnie. Poza tym w naszej grupie Chorwacja mierzy się ze Szwecją. Grać będzie też nasza młodzież – w Pradze rozpoczną się mistrzostwa Europy w kategoriach U18 i U20.

Najwięcej uwagi na świecie przyciąga seria jesiennych meczów testowych. W nadchodzący weekend zobaczymy dwa starcia potęg: Anglii z Południową Afryką i Francji z Nową Zelandią. Reszta par: Irlandia – Argentyna, Walia – Australia, Włochy – Gruzja, Szkocja – Portugalia, Japonia – Urugwaj, Hiszpania – Fidżi, Stany Zjednoczone – Tonga, Rumunia – Kanada, Holandia – Chile, Korea Południowa – Zimbabwe, Hongkong – Brazylia, Uganda – Kenia, Zjednoczone Emiraty Arabskie – Niemcy, a także Anglia A – Australia A.

Do tego w Maroku być może (żadnych oficjalnych komunikatów, ale w Afryce czasami tak bywa) wystartuje jedna z dwóch grup rywalizujących o awans do Pucharu Narodów Afryki (na start byłyby półfinały: Kamerun – Madagaskar i Maroko – Zambia). W Europie mecz kobiet pomiędzy Bułgarią i Chorwacją w ramach RE Conference. I ciekawostka – Meksyk zagra przeciwko San Diego Legion.

W kraju poza meczem reprezentacji niewiele rugby – mecze siódmej kolejki II ligi i czwartej rundy centralnej ligi juniorów.

5 komentarzy do “Południe znowu górą”

      • Suuuuuper!!! A wiesz gdzie można znaleźć przynależność klubową wszystkich Litwinów powołanych na zgrupowanie przed meczami z Lusemburgiem, Szwecją i Polską?

        Odpowiedz

Skomentuj Grzegorz B Anuluj pisanie odpowiedzi