Podium w Makarskiej

Znakomitą postawę zaprezentowały zawodniczki kobiecej reprezentacji w rugby 7, które w pierwszym turnieju mistrzostw Europy zajęły trzecie miejsce. Ponadto Posniania została mistrzem Polski panów w rugby 7, Lechia Veterans ma najlepszych weteranów, a środowisko rozgrzała informacja o poszerzeniu Ekstraligi do 10 zespołów. Na świecie na ligowe trony wróciły po przerwach Leinster, Bath i Peñarol.

Reprezentacja Polski w rugby 7 kobiet / Rugby Europe Sevens

Nasza kobieca reprezentacja w rugby 7 zaczęła w Makarskiej walkę o mistrzostwo Europy i kolejny awans do Challengera. Chorwackie miasto wyjątkowo dobrze wspominaliśmy – panie przed rokiem tu wygrały. Jednak rywalki były bardzo groźne – Hiszpanki przyjechały w składzie praktycznie wyjętym z SVNS, a Irlandkom, Brytyjkom i Francuzkom brakowało tylko niektórych gwiazd (często przygotowujących się do Pucharu Świata w XV).

Dwa mecze grupowe pierwszego dnia były tylko przetarciem przed poważniejszymi wyzwaniami. Ani Włoszki, ani Portugalki nie potrafiły się poważniej przeciwstawić naszej drużynie. Ekipa z Italii walczyła przez półtorej minuty, ale potem to Polki zdecydowanie dominowały na boisku i punktowały raz za razem. W pierwszej połowie zdobyły pięć przyłożeń (dwukrotnie Oliwia Krysiak, dwukrotnie Ilona Zaiszliuk, do tego Martyna Wardaszka po akcji świetnie zapoczątkowanej przez Natalię Pamiętę), a po przerwie dorzuciły kolejne pięć (hat-tricków dopełniły Zaiszliuk po rajdzie przez niemal całe boisko i Krysiak, do tego punktowały Wardaszka, Marta Morus po świetnym wykorzystaniu błędu rywalek przez Pamiętę i Sylwia Witkowska na koniec spotkania). Skończyło się 56:0. Mecz z Portugalią zaczął się jeszcze lepiej, bo dwie pierwsze minuty przyniosły nam dwia przyłożenia (najpierw świetna zespołowa akcja zaczęta przez Pamiętę, a skończona przez Wardaszkę, potem Hanna Maliszewska). Presja na rywalkach w kolejnych minutach punktów długo nie przynosiła, ale na koniec połowy znów zapunktowała Wardaszka. A w drugiej połowie Polki zaliczyły kolejne trzy przyłożenia (dwukrotnie Zaiszliuk, do tego Pamięta), choć i rywalki groźniej zaatakowały i nawet zdobyły punkty – skończyło się rezultatem 38:7. Na koniec zostały Polkom bardzo mocne Hiszpanki i pasmo zwycięstw dobiegło końca. Polki jednak zagrały bardzo dobry mecz przeciwko jednemu z faworytów rywalizacji. Zaczęły od dwóch przechwytów, z których drugi dał nam ładną akcję, skończoną po offloadzie Pamięty przez Zaiszliuk. Potem walka była wyrównana, a kolejne punkty padły na sam koniec pierwszej połowy – tuż przed syreną przyłożyły Hiszpanki, ale zaraz potem po ciężko wywalczonym wznowieniu Wardaszka przebiła się przez rywalki i Polki prowadziły do przerwy 12:7. Po przerwie Polki zaimponowały presją, a jednym z jej efektów było przerwanie podania rywalek przez Pamiętę i jej przyłożenie dające nam przewagę 19:7. Hiszpanki odpowiedziały, ale wciąż traciły 7 punktów. Polki miały potem kolejne szanse (żal zwłaszcza pechowego odbicia piłki po podkopnięciu Pamięty), ale ostatnią akcję po syrenie wyprowadziły Hiszpanki i doprowadziły do remisu 19:19. Niemniej to nasze zawodniczki skończyły rozgrywki grupowe na pierwszym miejscu.

W ćwierćfinale rywalkami Polek były Belgijki, które w fazie grupowej pokonały m.in. Brytyjki. Zapowiadało się zatem ciężkie spotkanie, a tymczasem Polki całkowicie zdominowały rywalki. W pierwszej połowie zdobyły cztery przyłożenia (Krysiak, Wardaszka i dwa Druzgała, z czego jedno znowu po przerwanym nogą przez Pamiętę podaniu rywalek na ich połowie), kompletnie dominując nad rywalkami. Podobna była druga połowa – co prawda Polki zdobyły w niej tylko jedno przyłożenie (hat-tricka dopełniła Druzgała), ale ani razu nie pozwoliły Belgijkom wyjść z własnej połowy. W półfinale rywalem Polek była kolejna ekipa z SVNS – Wielka Brytania (brakowało tu dwóch wielkich gwiazd, Isli Norman-Bell i Abbie Browna, jednak to wciąż była mocna ekipa). I choć na początku spotkania ładnym atakiem pokazała się Ilona Zaiszliuk, została świetnie powstrzymana przez rywalki, a chwilę potem było 0:7 po indywidualnej akcji Emmy Uren. Po kolejnej akcji zrobiło się 0:12, i choć potem Polki miały piłkę w rękach, nie udawało im się opuścić swojej połowy. Ambitnie zaczęły drugą odsłonę meczu, najpierw powstrzymując rywalki, a potem samemu konstruując akcję, w której kilkoma zrywami doszły pod linię bramkową przeciwniczek. Niestety, ostatnie podanie, zamiast otworzyć drogę do kontaktowego przyłożenia, skończyło się przechwytem i kolejnymi straconymi punktami. Moment później o włos od przyłożenia po znakomitym podkopnięciu była Druzgała, ale szczęście jej nie sprzyjało, i dopiero na dwie i pół minuty przed końcem zapunktowała Wardaszka. A Brytyjki w końcówce dorzuciły jeszcze dwa przyłożenia i wygrały 33:7.

W meczu o brąz nasze zawodniczki starły się ze świetnie im znanymi Czeszkami. W pierwszej połowie górowała obrona – do przerwy było 0:0, a najbliżej szczęścia były rywalki po szarży skrzydłem Julie Durychovej. Druga połowa była zupełnie inna – Polki od początku docisnęły rywalki, w dużej mierze dzięki świetnej postawie odzyskującej piłki po kopach ze środka Klichowskiej. Dwie akcje skończone na skrzydle, pierwsza przez Pamiętę, a zaraz potem bezpośrednio po wznowieniu druga przez Zaiszliuk dały nam prowadzenie 10:0. Czeszki zaatakowały w tej połowie tylko raz, ale skończyły przodem, a Polki przed syreną zaliczyły trzecie przyłożenie – tym razem po 60-metrowym rajdzie Sylwii Witkowskiej. Ostatecznie wygrały 17:0.

W finale Brytyjki wygrały z Francuzkami 19:12. Piąte miejsce dla Hiszpanek po wygranej nad Belgijkami. Fatalny start Irlandek, które nie awansowały do ćwierćfinałów i ostatecznie zajęły dziewiąte miejsce.

Cieszy nie tylko trzecie miejsce naszych pań i spora szansa zarówno na medal mistrzostw Europy, jak i na awans do Challengera (Polki zajęły w Makarskiej najwyższe miejsce spośród ekip niemających miejsca w kolejnym sezonie SVNS – swoją drogą, nie wiemy ile ekip w tym roku wywalczy awans). Cieszy przede wszystkim postawa drużyny – takiej gry Polek nie widzieliśmy chyba od roku, od poprzedniego występu w tym samym miejscu. W ataku nie było momentów zawahania, a presja na rywalkach w obronie była niemal bezbłędna.

W męskim turnieju triumfowali Francuzi po wysokiej wygranej z finale nad Hiszpanami. Na trzecim miejscu Belgowie, którzy w meczu o brąz pokonali Portugalczyków.

Sporo uwagi przyciągnął komunikat, który pojawił się tuż przed turniejem, o wycofaniu się z rywalizacji męskiej reprezentacji Irlandii. Po ostatnim miejscu zajętym w zakończonym niedawno cyklu SVNS (i ostatnim miejscu w rozegranym w Los Angeles play-off o grę na drugim poziomie w nadchodzącym sezonie), a także po decyzji irlandzkiej federacji o uznaniu męskiego programu siódemkowego jako nierozwojowego (w porównaniu z prowincjonalnymi akademiami) wygląda na to, że męskie rugby 7 w tym kraju umiera. A przypomnijmy, że Irlandczycy grali na ostatnich igrzyskach olimpijskich w Paryżu, zdobyli złoto na igrzyskach europejskich w Krakowie, a Terry Kennedy zaledwie dwa lata temu był najlepszym siódemkowiczem świata, a za rok ubiegły został wybrany do najlepszej siódemki świata. Teraz gra w Indiach (inauguracyjny sezon tamtejszego Rugby Premier League zaczął się wczoraj).

Top 14

W Top 14 rozpoczęła się faza pucharowa – tradycyjnie od dwóch ćwierćfinałów, w których rywalizowały ekipy z miejsc 3–6 po fazie zasadniczej.

Aviron Bayonnais – ASM Clermont 20:3. Baskijska ekipa pierwszy raz awansowała od momentu profesjonalizacji ligi awansowała do fazy pucharowej, a w ten weekend zrobiła kolejny krok do przodu. Mając za plecami swoich kibiców pokonała przyjezdnych, choć losy meczu ważyły się przez niemal godzinę. Grano w fatalnych warunkach atmosferycznych (nie tylko ulewny deszcz, ale nawet przez moment grad) więc fajerwerków nie było. W pierwszej połowie mieliśmy tylko wymianę kopów (Bajonna wygrała ją 9:3 – Joris Segonds trafił wszystkie trzy kopy, w tym jednego z drop goala, tymczasem Benjamin Udrapilleta dwukrotnie spudłował – dla niego okazał się to być ostatni mecz w karierze). Po przerwie Clermont nie zdobyło już ani jednego punktu, tymczasem po kwadransie gry bajończycy zaliczyli jedyne przyłożenie w meczu. Chwilę potem kolejne unieważniło im TMO, ale swój dorobek uzupełnili w końcowych minutach kolejnymi „trójkami” (tym razem Camille’a Lopeza, dla którego także to mógł być ostatni mecz w karierze, jednak wygrana przedłużyła ją o przynajmniej tydzień).

RC Toulonnais – Castres Olympique 52:23. Pierwsza połowa tego spotkania była niezwykle wyrównana – jedyne przyłożenie zdobyli w niej goście, jednak gospodarze dzięki karnym Melvyna Jamineta schodząc do szatni wygrywali 12:10. Po przerwie pierwsze punkty zaliczyli gracze Castres wychodząc na jednopunktowe prowadzenie, ale potem zaczął się koncert gry Tulonu – gospodarze w ciągu 10 minut zdobyli trzy przyłożenia (pierwsze z nich w wykonaniu Jamineta, który w sumie zaliczył w spotkaniu 27 punktów). Co prawda Castres odpowiadało i na 20 minut przed końcem Tulon prowadził tylko 33:23, ale kropkę nad i postawił w ostatnich 10 minutach, gdy zdobył kolejne trzy przyłożenia (ostatnie w wykonaniu świetnego Jiuty Wainiqolo, który wcześniej zaimponował asystą; wcześniej zapunktował zaś najstarszy zawodnik Top 14, 43-letni Ma’a Nonu). Dzięki tej wygranej Tulon wraca do półfinałów ligi po ośmiu latach przerwy.

Skład półfinałów: Tuluza – Bajonna i Bordeaux – Tulon. Faworytami w obu będą gospodarze.

Jednocześnie rozegrano baraż między przedostatnią ekipą Top 14 i wicemistrzem Pro D2.

Grenoble FC – USA Perpignan 11:13. Trzeci sezon z rzędu Grenoble było dwa razy o jeden mecz od Top 14 i trzeci sezon z rzędu nie podobało – najpierw porażka w finale Pro D2 (mimo że fazę zasadniczą zdecydowanie wygrało), a potem w barażu (i po dwóch latach znowu z Perpignan). W pierwszej połowie dominowali gospodarze – co prawda to Katalończycy zdobyli pierwsze przyłożenie na samym początku meczu, ale potem Grenoble rządziło na boisku. Prowadziło jednak do przerwy tylko jednym punktem, bo z trzech przyłożeń dwa nie przeszły sprawdzenia na TMO. W drugiej połowie goście zagrali lepiej, ale na pięć minut przed końcem znowu przegrywali jednym oczkiem. Ostatecznie jednak kop z karnego Tommaso Allana przechylił szalę zwycięstwa na korzyść ekipy broniącej się przed spadkiem.

United Rugby Championship

W URC pierwszy raz od czasu zmiany nazwy ligi i przyjęcia czterech drużyn z Południowej Afryki finał odbył się w Europie.

Leinster – Bulls 32:7. A grano na Croke Park, choć nie udało się go wypełnić – na trybunach zasiadło ponad 46 tys. widzów. I oglądali dość pewne zwycięstwo swoich ulubieńców, którzy także po raz pierwszy od czterech lat sięgnęli po tytuł mistrzowski. I to mimo przeciwności losu przed meczem – do listy kontuzjowanych irlandkzich gwiazd tuż przed spotkaniem dołączył Jamison Gibson-Park. O losach meczu zadecydowało pierwsze 20 minut, gdy dublińczycy zdobyli trzy kolejne przyłożenia (imponująca była zwłaszcza rozpoczęta przez zastępującego Gibsona-Parka Luke’a McGratha akcja zakończona piątką grającego ostatni mecz w ich barwach Jordiego Barretta). Pomogła im w tym postawa młyna, który nieoczekiwanie przeważył nad formacją gości. Do przerwy było już 22:0 po karnym Prendergasta, i choć na początku drugiej połowy Bulls w końcu wpisali się na listę wyników, więcej punktów nie zdobyli, a tymczasem Irlandczycy dorzucili czwarte przyłożenie w meczu i pewnie wygrali. Imponowali w obronie (m.in. przy długotrwałym odpieraniu ataków gości pod własnym polem punktowym pod koniec pierwszej połowy). Wreszcie zdobyli puchar do postawienia w swojej gablocie, a ich zwycięstwo w lidze było dziewiątym w historii.

Premiership

Finał rozegrano także w angielskiej Premiership.

Bath – Leicester Tigers 23:21. Jako pierwsi na tablicę wyników wpisali się goście po przyłożeniu Jacka van Poortvlieta po zaledwie pięciu minutach gry. Od tego momentu jednak armaty Tigers zamilkły, a punktowała tylko ekipa Bath – do przerwy prowadziła 13:7 po przyłożeniu i skutecznych kopach Finna Russella. Po przerwie powiększyli przewagę kolejnym przyłożeniem (przechwyt i asysta Russella), ale na 10 minut przed końcem Tigers zmniejszyli dystans do 6 oczek. I choć zostali w czternastkę po żółtej kartce Dana Cole’a (na pewno nie chciał skończyć swojej kariery schodząc z boiska na ławkę kar), a chwilę potem Russell ponownie trafił z podstawki, grali do końca. Mimo osłabienia zdobyli kolejne przyłożenie i Bath drżało co do losów końcowego wyniku do samego końca.

Bath jest jedną z najbardziej utytułowanych ekip Premiership, ten tytuł mistrzowski jest ich siódmym, ale od poprzedniego upłynęło aż 29 lat.

A tuż przed finałem liga ogłosiła zmianę wizerunku. Odtąd nie jest to już Premiership, ale Prem. Cóż, pewnie ma to lepiej trafiać do młodego pokolenia, podobnie jak Champ zamiast Championship w przypadku drugiego poziomu ligowego. Wygląda też na to, że włodarze ligi chcą w ten sposób w pewien sposób odciąć się od niedawnych problemów. I ciekawostka – kolejny sezon ma zacząć się w czwartek, aby uniknąć kolizji z rozgrywanym w sobotę na Twickenham finałem Pucharu Świata kobiet.

Super Rugby Pacific

W najważniejszych rozgrywkach na antypodach rozegrano półfinały.

Crusaders – Blues 21:14. Blues nie obronią mistrzowskiego tytułu – mimo dobrej końcówki fazy zasadniczej i wygranej w pierwszej rundzie fazy pucharowej, w nowozelandzkim klasyku ulegli rywalom z Wyspy Południowej. A przecież to oni lepiej zaczęli mecz – dwa młyny na 5 m gospodarzy w pierwszych 20 minutach zaowocowały dwoma przyłożeniami i 14-punktowym prowadzeniem gości (w obu udział miał Mark Tele’a – najpierw przyłożył po świetnym podaniu Beaudena Barretta, a potem był asystującym). Potem jednak sytuacja się odwróciła – Crusaders do przerwy wyrównali, a po przerwie nadal naciskali, wykorzystując m.in. problemy z kontuzjami w pierwszym rzędzie gości (przez chwilę w roli filara musiał pojawić się ich rezerwowy młynarz). Wreszcie na 10 minut przed końcem Will Jordan zdobył swoje drugie przyłożenie w tym meczu, wyprowadzając gospodarzy na 7-punktowe prowadzenie. Chwilę potem Blues musieli grać w czternastkę po żółtej kartce Hoskinsa Sotutu, ale mimo to atakowali do końca. W ostatniej akcji w mocno już doliczonym czasie zaliczyli blisko 40 faz, ale ostatecznie nie udało im się doprowadzić do dogrywki.

Chiefs – Brumbies 37:17. Aż jedenaście lat czekają australijscy kibice na swoją drużynę w finale Super Rugby – i poczekają jeszcze co najmniej kolejny rok. Ich rodzynek w półfinale, Brumbies, nie podołał w Hamiltonie w starciu ze zwycięzcą fazy zasadniczej. Co prawda to Australijczycy zdobyli pierwsze przyłożenie w meczu, a pierwszą połowę wygrali w piątkach 2:1, to jednak Chiefs prowadzili do przerwy 7 punktami dzięki karnym Damiana McKenziego. Po przerwie znowu punktowanie zaczęli gracze ze stolicy Australii (drugie przyłożenie Corey’a Toole’a, które zmniejszyło stratę do dwóch oczek), ale niemal natychmiast odpowiedział także drugim przyłożeniem Emani Narawa, a McKenzie dokładał kolejne kopy, które powiększały przewagę gospodarzy. McKenzie zaliczył w tym meczu 22 punkty z kopów (spudłował tylko raz, po ostatnim przyłożeniu Chiefs, którym dobili rywali), a do tego miał asystę i w niesamowity sposób uratował swoją drużynę przed utratą przyłożenia: https://www.facebook.com/SuperRugby/videos/598221902834708.

W finale będziemy mieć zatem powtórkę sprzed dwóch lat – Chiefs zmierzą się z Crusaders. To będzie trzeci z rzędu finał Chiefs – dwa poprzednie przegrali, za trzecim razem im się uda?

Z kraju

Rozegrano jeden z zaległych meczów II ligi (chyba ostatni rozstrzygany na boisku, jest bowiem prawdopodobne, że reszta skończy się walkowerami), pozostały z jedenastej kolejki. W nim rudośląskie Gryfy poniosły swoją jedenastą porażkę w tym sezonie, ulegając 12:67 wicemistrzom ligi, ekipie Koma RT Olsztyn.

W Poznaniu odbył się finałowy turniej mistrzostw Polki w rugby 7 panów. Od początku w rywalizacji dominowały dwie drużny: Posnania, pragnąca odzyskać tytuł mistrzowski po rocznej przerwie (w fazie grupowej pokonała ubiegłorocznego mistrza, Tytana Gniezno, 21:7), oraz Pogoń Siedlce, mająca chrapkę na podwójną koronę po sukcesie w piętnastkach. W finale pomiędzy tymi dwiema drużynami górą byli gospodarze turnieju, którzy zwyciężyli 38:10 (w ten sposób, choć Pogoń nie zaliczyła drugiego mistrzostwa, drugie złote medale w tym sezonie zawiesili na szyjach poznaniacy grający w piętnastach w Siedlcach, z Danielem Gdulą na czele). Brązowy medal, pierwszy w historii w mistrzostwach Polski, dla RC Koszalin. Poza czołową czwórką trzy ekipy ze stolicy. Kiepska informacja jest taka, że w zawodach brało udział zaledwie 7 drużyn – tak kiepsko było w historii tylko raz, w 2014, gdy na starcie stanęła tylko sześciozespołowa stawka.

Znacznie lepiej było z frekwencją na pierwszych turniejach eliminacyjnych mistrzostw Polski w rugby 7 kadetów. W Lublinie na starcie stanęło dziewięć drużyn, a w Łodzi osiem. W pierwszym z tych turniejów zwyciężył Orkan Sochaczew, a pozostałe miejsca na podium zajęły Pogoń Siedlce i Budowlani Lublin. W łódzkim wygrali Budowlani Lublin Łódź, którzy w finale pokonali Rugby Białystok, a trzecie miejsce zajęła Posnania.

W Sochaczewie odbyły się zawody o medale mistrzostw Polski weteranów. Na starcie stanęło pięć drużyn – z Sochaczewa, Gdańska, Siedlec, Łodzi i Poznania. Grano każdy z każdym, a z kompletem zwycięstw zakończyła rywalizację ekipa Lechia Gdańsk Veterans, która zdominowała rozgrywki tracąc w nich tylko jedno przyłożenie. Srebro dla Veterans Orkan Sochaczew, a brąz dla ekipy Łódzkie Rugby.

Na ten weekend planowany był mecz barażowy o grę w Ekstralidze (zgodnie z zasadami powinny w nim zagrać broniący się przed spadkiem z Ekstraligi Budmex Rugby Białystok i mistrz I ligi – AZS AWF Warszawa). Tymczasem się nie odbył, a PZR opublikowało lakoniczny komunikat o podjęciu decyzji o poszerzeniu ligi w kolejnym sezonie do 10 drużyn. Jak to będzie wyglądać w szczegółach – nie wiadomo (nie wiemy też, czy AZS AWF Warszawa jest gotów i chętny do gry w Ekstralidze).

W ostatnich dniach w naszym rugbowym światku pojawiło się wiele głosów za wprowadzeniem takiego rozwiązania i można mieć wrażenie, że ruch ten został wykonany właśnie pod presją takich opinii. Nie potrafię ocenić, czy wyjdzie on na dobre czy na złe, ale przypominam sobie, że jeszcze niedawno w tym samym światku dominował pogląd, że Ekstraligę należy odchudzić i zmierzać do pozostawienia w niej 8 drużyn (i w tę tendencję wpisało się zmniejszenie liczby ekip do 9).

Argumentem za poszerzeniem Ekstraligi powtarzającym się w różnych wypowiedziach jest to, że nasi rugbyści mają za mało okazji do grania. Cóż, jeszcze niedawno mówiliśmy raczej o kalendarzu, w któym trudno znaleźć dodatkowe miejsce. Pojawiają się też głosy, aby w drugiej części sezonu podzielić Ekstraligę na dwie grupy, mistrzowską, sześciozespołową, i spadkową, czterozespołową. Ale parę lat temu takie właśnie rozwiązanie w Ekstralidze mieliśmy i pamiętam problemy zespołów z dolnej czwórki, którym zostało w drugiej rundzie zaledwie kilka spotkań do rozegrania i upychały kalendarz dodatkowymi meczami towarzyskimi w swoim gronie.

Nie wiem, czy ta zmiana wyjdzie nam na dobre, czy na złe. Ale kłopot mam z dwoma rzeczami: brakiem strategii, w którą taki ruch by się wpisywał, i momentem jej ogłoszenia (nie przed sezonem, ale na sam jego koniec, gdy był rozstrzygnięty)…

A na koniec wiadomość zapomniana przed tygodniem – była polska oferta udziału w Rugby Europe Super Cup. „Białe Orły” miały być kombinowaną drużyną siedlecko-łódzką. Oferta nie załapała się do szóstki wybranych – trochę szkoda, bo to oznaczałoby kilka lat dodatkowego międzynarodowego grania i lepsze przygotowanie do (oby!) powrotu do Championship. Ale polska oferta podobno pozostaje pierwszą rezerwową – jeśli ktoś się wykruszy, nasza drużyna ma dostać szansę.

PZR ogłosił zamiar uruchomienia nowych rozgrywek – mistrzostw Polski w rugby 7 w kategorii młodzieżowej, czyli U21. Zarówno wśród panów, jak i wśród pań. To wydaje się ważnym krokiem w kierunku zapewnienia możliwości grania zawodnikom wychodzącym z wieku juniora i niemogącym się przebić do seniorskich składów.

Siódemkowa reprezentacja panów w przerwie między turniejami mistrzostw Europy wybiera się w nadchodzący weekend na turniej do Genewy. Skład kadry nieco zmieniony – pojawiają się zawodnicy grający tydzień temu w finale Ekstraligi (z Pogoni i Orkana), nie ma natomiast graczy Juvenii Kraków czy najskuteczniejszego w Makarskiej Tomasza Pozniaka.

Znamy też skład reprezentacji piętnastkowej na mecz z Barbarian Suisse. Niespodzianek nie ma poza powołaniem Dominika Machlika, zawodnika pierwszoligowej Posnanii.

Bordeaux Adama Zapędowskiego wygrało mistrzostwo Francji z młodzieżowej kategorii Espoirs, wygrywając z Tulonem 22:17. Polak wyszedł w podstawowym składzie w ćwierćfinale i w półfinale, niestety w samym finale nie zagrał z powodu kontuzji.

Ze świata

Rozpoczęły się męskie mistrzostwa Azji, mające szczególną wagę, bo stanowiące jednocześnie kwalifikacje do Pucharu Świata z tego regionu (pierwszy raz w historii ich zwycięzca wywalczy bezpośredni awans na najważniejszą rugbową imprezę). Rywalizację otwarł wyjątkowo zacięty pojedynek: Sri Lanka, która wywalczyła awans na ten poziom kilka tygodni temu, a w międzyczasie przeżywała perturbacje związane ze zmianą trenera, bardzo mocno postraszyła faworyzowaną Koreę Południową. Grając na swoim boisku Lankijcycy mocno zaczęli, zaraz po przerwie prowadzili nawet 29:14. Obraz meczu odmieniła ławka rezerwowych Korei, goście zdobyli kolejne cztery przyłożenia, i ostatecznie wygrali, jednak tylko 38:34. W drugim meczu pierwszej kolejki Zjednoczone Emiraty Arabskie podejmowały na stadionie Sevens faworyta rozgrywek, Hongkong, i wyraźnie przegrały, 10:43.

Zakończono rozgrywane na Fidżi kobiece mistrzostwa Oceanii. We wtorek Samoa pokonało Tonga 64:14, a to oznaczało, że o tytule mistrzowskim rozstrzygnie sobotnie spotkanie dwóch zwycięzców pierwszych meczów – Fidżi i Samoa. Tu górą były Fidżyki, które zwyciężyły 24:20, jednak Samoanki w końcówce dwukrotnie zmniejszały stratę (najpierw do 2, potem do 4 oczek) i to zwycięstwo nie było pewne do końca. Fidżyjki wygrały tę rywalizację po raz piąty w historii, broniąc tytułu mistrzowskiego sprzed roku.

Rozstrzygnęły się także kobiece mistrzostwa Afryki, które odbywały się w stolicy Madagaskaru. Tu udział brały cztery ekipy. W środę spotkały się drużyny, które zwyciężały w pierwszej kolejce z ubiegłego tygodnia – Południowa Afryka i Kenia. W spotkaniu, które w praktyce rozstrzygało o mistrzostwie kontynentu ekipa z RPA zwyciężyła 19:12 (na 10 minut przed końcem wygrywała 19:0, ale Kenijki zdobyły dwa przyłożenia i postraszyły rywalki). Ciasno było też w drugim spotkaniu, między przegranymi z pierwszej kolejki – gospodynie turnieju uległy w nim Ugandzie 20:24 (choć na 20 minut przed końcem prowadziły 20:12 – ale najpierw straciły dwa przyłożenia, a na ostatnie minuty zostały na boisku w czternastkę po żółtej kartce). W ostatniej rundzie wątpliwości już nie było – Południowa Afryka pokonała Madagaskar 61:17, a Kenia wygrała z Ugandą 47:0. Ekipa z RPA zdobyła tytuł mistrzowski (czwarty – wygrywały zawsze, gdy go przyznawano), srebro dla Kenii, brąz dla Ugandy.

Poza tym sporo grania towarzyskiego. Wśród panów najciekawszym pojedynkiem był ten pomiędzy Namibią i Ugandą przygotowującymi się do mistrzostw Afryki. W Walvis Bay wygrali gospodarze, ale tylko 22:19. Namibijczycy po dwóch przyłożeniach znanego nam z polskich boisk Danco Burgera prowadzili do przerwy 12:3, ale po przerwie zrobiło się 12:16, a tuż przed końcem Ugandyjczycy doprowadzili do remisu. Spotkanie rozstrzygnął ostatecznie karny Namibii na koniec regulaminowego czasu gry. Wygrana faworytów, ale Uganda była bliska powtórzenia sukcesu sprzed 18 lat, gdy jedyny raz w historii pokonała Namibię.

Poza tym Kajmany pokonały Bermudy 18:10 (to było całe święto rugby, bo oprócz seniorskich reprezentacji panów grały dziesiątki pań i drużyny dziecięce w trzech kategoriach), a Szwajcarzy przegrali z Senegalem 14:27 (ciekawostka, w Senegalu finał krajowego pucharu rozgrywano tego samego dnia, a w Szwajcarii dzień wcześniej). Miał odbyć się też mecz Mali z Wybrzeżem Kości Słoniowej (we Francji), ale nie doszedł do skutku (nie udało się zebrać wystarczającej grupy Malijczyków).

Towarzysko grały też panie –przygotowująca się do Pucharu Świata reprezentacja Brazylii, która awansowała do tej imprezy po nieoczekiwanym i pierwszym w historii zwycięstwie nad Kolumbią, ponownie pokonała tę samą drużynę, jeszcze wyżej niż przed rokiem – 58:7.

A w młodzieżówkach (U20) Anglia pokonała Gruzję 43:14.

Po raz trzeci w historii mistrzem Super Rugby Americas został urugwajski Peñarol – odzyskał puchar po rocznej przerwie, pokonując na swoim boisku obrońców tytułu mistrzowskiego, argentyńskich Dogos. Pierwsza godzina należała niemal absolutnie do gospodarzy – prowadzili po niej 35:8. Potem jednak obraz meczu bardzo się zmienił, a Dogos nieoczekiwanie byli blisko odrobienia tak dużej straty – w ostatnich minutach zaliczyli cztery przyłożenia, i gdyby nie pudło z podwyższenia przy jednym z nich, mogliby wygrać (przyłożeniem w doliczonym czasie doszli rywali na zaledwie jeden punkt). Peñarol ostatecznie wygrał 35:34.

W ostatni poniedziałek rozegrano finał holenderskiej Ereklasse. Haagsche RC, które wychodziło pokonane z decydujących starć w dwóch ostatnich sezonach, tym razem wygrało i sięgnęło po swój czternasty tytuł mistrzów Holandii (poprzedni zdobyli 11 lat temu) – pokonali 37:34 Rotterdamse RC, dla którego to był pierwszy w historii występ w finale (mistrzami kraju byli tylko raz, gdy finałów jeszcze nie rozgrywano, w 1947). Wynik finału jest zaskoczeniem – ekipa z Rotterdamu dominowała przez cały sezon, wygrywając wszystkie 23 wcześniejsze mecze (w półfinale – 37:34 z RC Eemland, mistrzem sprzed dwóch lat). Spotkanie było bardzo zacięte, a przez ostatnie 10 minut ekipa z Hagi musiała zaciekle bronić niewielkiej przewagi. Obrońcy mistrzowskiego tytułu, RC 't Gooi sezon zakończyli na piątym miejscu, poza fazą play-off.

W Major League Rugby rozegrywane są ćwierćfinały (a w zasadzie – półfinały konferencji). Na wschodzie Chicago Hounds do przerwy przegrywało, ale ostatecznie pokonało Old Glory DC 27:16, a broniący tytułu mistrzowskiego New England Free Jacks wysoko zwyciężyli Miami Sharks – 32:10. Na zachodzie Utah Warriors wygrało 23:21 Seattle Seawolves (ekipa z wybrzeża w drugiej połowie była bliska odrobienia 17 punktów straty sprzed przerwy), a ostatni mecz, Houston SaberCats z Los Angeles RFC odbędzie się dziś wieczorem – kilkakrotnie przesuwano godzinę jego rozpoczęcia w wyniku burzy z ulewnym deszczem, a ostatecznie przełożono go na kolejny dzień.

Ogłoszono kolejne składy kadr narodowych na testowy lipiec:

  • w składzie Samoa (na mecz ze Szkocją, a potem Pacific Nations Cup) znalazł się m.in. były reprezentant Anglii Jacob Umaga (zagrał dla seniorskiej kadry Albionu raz). Oprócz niego w drużynie (pierwszej powołanej przez Tusiego Pisiego) jeszcze jeszcze 10 graczy, którzy dotąd w kadrze nie grali;
  • w drużynie Szkoci wyruszającej do Oceanii pod nieobecność Finna Russella i Sione Tuipulotu kapitanem będzie Rory Darge. W składzie jest trzech zawodników bez reprezentacyjnego doświadczenia, przy czym Fergus Burke i Alexander Masibaka byli już powołani na tegoroczny Puchar Sześciu Narodów, tyle że w nim nie zagrali;
  • w składzie Gruzji, która zagra m.in. z Irlandią, nie ma oszczędzania najlepszych – są m.in. Niniaszwili i Tabucadze;
  • w reprezentacji Argentyny powołanej na starcie z British & Irish Lions brakuje wielu gwiazd – spora grupa wciąż gra we francuskiej lidze. Pod ich nieobecność daje się zauważyć aż jedenastu graczy z argentyńskich klubów Super Rugby Americas i jedenastu debiutantów (ośmiu graczy należy do obu tych grup). Kapitanem będzie Julián Montoya;
  • w ekipie Fidżyjczyków, którzy będą pierwszymi przeciwnikami Australijczyków tego lata (to będzie bardzo ciekawy rewanż za mecz z ostatniego Pucharu Świata), największą grupę stanowi trzynastka zawodników z drużyny Drua, z Calebem Muntzem na czele. Do tego dochodzi m.in. dziesiątka z Top 14 (ale bez Semiego Radradry) i piątka z Premiership;
  • drużyna Chile tradycyjnie oparta niemal w całości na zawodników Selknamu – z tej drużyny pochodzi aż 25 graczy z 33-osobowego składu. A mogłoby ich być więcej, gdyby nie kontuzje kilku czołowych reprezentantów w końcówce sezonu Super Rugby Americas. Siedmiu z zawodników Selknamu to potencjalni debiutanci, ósmym jest siódemkowicz Manuel Bustamante;
  • w Kanadzie próbują odbudować reprezentację – póki co ogłoszono bardzo szeroki skład, bo aż 59-osobowy, z 21 potencjalnymi debiutantami w składzie. Jest w nim też kilku zawodników prosto z drużyny U20, która ostatnio uczestniczyła w Oceania Challenge, nie ma w nim natomiast Tylera Duguida z Montpellier, który właśnie dostał powołanie do drużyny Francji XV (ma zmierzyć się ze swoim angielskim odpowiednikiem);
  • w reprezentacji RPA, którą Rassie Erasmus właśnie odchudził, pojawił się nieoczekiwanie pierwszoliniowiec Boan Venter z Edynburga – to efekt kontuzji, wskutek których z powołań nie skorzystają także m.in. Pieter-Steph du Toit czy Cameron Hanekom;
  • zmiana w składzie British & Irish Lions – w miejsce kontuzjowanego Zandera Fagersona powołany został Irlandczyk Finlay Bealham. Swoją drogą, Lwy są w Portugalii i okazję do treningu z nimi miała reprezentacja tego kraju.

Portal Wales Online podał, że liga United Rugby Championship rozważa ekspansję w nowym kraju – i nie jest to Gruzja czy Hiszpania, które tego pragną, ale Stany Zjednoczone (mówi się o Chicago lub Miami – w tym pierwszym przypadku znamienny jest fakt, że współwłaścicielami Chicago Hounds są Rob i Dave Kearney’owie oraz Luke Byrne). Cóż, to kolejna taka pogłoska o ekspansji do Stanów Zjednoczonych – niedawno pojawiła się w kontekście Super Rugby Pacific, które myśli z kolei o zachodnim wybrzeżu. I jeśli faktycznie te zapowiedzi będą spełnione, mam wrażenie, że mocno podkopią Major League Rugby.

W angielskiej Premiership nowina, która może odmienić układ sił – okupujący doły tabeli w ostatnich latach, wystawieni na sprzedaż od dłuższego czasu Newcastle Falcons, znaleźli nabywcę, którym okazał się producent drinków energetycznych Red Bull. Klub był na krawędzi upadku i pozostałe drużyny Premiership zgodziły się udzielić mu pożyczki, aby pozostał w lidze. Po wejściu nowego inwestora sytuacja ma się zmienić. A transakcja dla Red Bulla, mocno obecnego w innych dyscyplinach sportu, oznacza wejście w świat rugby.

Z wieści transferowych:

  • największa transferowa nowina to powrót Owena Farrella do Anglii po rocznej przygodzie w Racingu 92 – Saracens mieli wykupić pozostały rok kontraktu gwiazdy za ok. 200 tys. euro i podpisać aż pięcioletnią umowę, przewidującą dla łącznika ataku podwójną rolę: gracza i asystenta trenera. Farrell, który spędził w Londynie niemal całą swoją karierę, zapewne musiał zgodzić się na obniżkę zarobków. Wróci do reprezentacji Anglii?;
  • były reprezentant Nowej Zelandii Ngani Laumape opuszcza Kobe Steelers – w przyszłym roku będzie zawodnikiem ekipy Moana Pasifika;
  • w odwrotnym kierunku podąża Peter Umaga-Jensen – odchodzi z Hurricanes i zagra gdzieś w Japonii;
  • Leicester Fainga’anuku z Tulonu przechodzi do Crusaders;
  • Tawera Kerr-Barlow przenosi się z La Rochelle do Stade Français;
  • Tomás Rapetti z Pampas i reprezentacji Argentyny U20 będzie zawodnikiem Tuluzy;
  • nowym trenerem Sale Sharks zostanie Włoch Marco Bortolami, były szkoleniowiec Benettona;
  • na koniec roku stanowisko dyrektora wykonawczego federacji nowozelandzkiej opuści Mark Robinson. Zapowiada wyjazd do Australii.

Zmarł Stu Wilson, wielokrotny reprezentant Nowej Zelandii na przełomie lat 70. i 80. XX wieku, kapitan All Blacks podczas wyprawy do Europy w 1983.

Na środę i czwartek zaplanowano pod Dublinem wydarzenie, które ma zostać wpisane do Księgi rekordów Guinnessa – 36–godzinny mecz rugby przy normalnych, 23-osobowych składach obu drużyn.

Zapowiedzi

Główne rugbowe wydarzenia nadchodzącego weekendu na świecie to finał Super Rugby Pacific, półfinały Top 14 oraz pierwszy, niezwykle mocny akord międzynarodowego lata – mecz British & Irish Lions z Argentyną. Do tego na świecie dochodzą spotkanie rezerw Anglii i Francji, druga kolejka mistrzostw Azji (Korea Południowa – ZEA i Hongkong – Sri Lanka), finał RAN Tournament (Meksyk – Trynidad i Tobago), półfinały Major League Rugby (a jeszcze dziś wieczorem – ostatni ćwierćfinał) i niemieckiej Bundesligi, a w siódemkach mistrzostwa Afryki panów na Mauritiusie oraz rywalizacja w ramach Rugby Europe Sevens na poziomie Conference w Andorze oraz Prisztinie.

W kraju medale zostaną wręczone uczestnikom mistrzostw Polski w rugby 7 juniorów (turniej finałowy w Sochaczewie), a oprócz tego odbędą się drugie turnieje eliminacyjne siódemek kadetów. No i wisienka na torcie: mecz reprezentacji Polski w Warszawie z zaproszeniową drużyną Barbarian Suisse.

8 komentarzy do “Podium w Makarskiej”

  1. Co do poszerzenia ligi, to wg mnie PZR bardzo kiepsko to rozegrał. Powinni chociaż udawać, że trzymają się regulaminów. Baraż powinien dojść do skutku, a wygrany tego meczu powinien zagrać w przyszłym sezonie w Ekstralidze. Po rozegraniu meczu barażowego PZR mógłby zaproponować AZS AWF Warszawa dołączenie do Ekstraligi. W przypadku odmowy, rozpocząć sezon w dziewięciozespołowym składzie i dopiero od nowego sezonu wprowadzić do regulaminu powiększenie Ekstraligi.

    Odpowiedz

Skomentuj Mario Anuluj pisanie odpowiedzi