Miały ryczeć Lwy, miała być podbudowa nastrojów przed wyjazdem do Australii, a tymczasem British & Irish Lions w Dublinie przegrali z Argentyną. Poza tym Crusaders odzyskali mistrzostwo Super Rugby Pacific, w finale Top 14 zagrają Tuluza i Bordeaux, a Meksyk został mistrzem RAN. W kraju reprezentacja Polski towarzysko grała z Barbarian Suisse, a Orkan zdobył kolejne młodzieżowe mistrzostwo.
Reprezentacja Polski
W kraju najwięcej uwagi przyciągała towarzyska potyczka reprezentacji Polski z zaproszeniową drużyną Barbarian Suisse, która odbyła się na stadionie warszawskiej Skry. Wydarzenie w sumie treningowe, z pewną dozą umowności – dość wspomnieć, że kapitan ekipy rywali, były wielokrotny reprezentant Polski, który ostatnio został mistrzem Szwajcarii, Kacper Ławski, ostatnie parę minut zagrał w koszulce z białym orłem po naszej stronie.
Polska – Barbarian Suisse 54:41. Polacy dość szybko wypracowali sobie przewagę, której nie oddali już do końca – po okresie dominacji w młynie i dwóch przyłożeniach było 14:0. Potem jednak spotkanie się wyrównało i przyłożenia padały raz z jednej, raz z drugiej strony. Widzieliśmy kilka ładnych akcji po obu stronach, podobać się mogło na przykład przyłożenie Piotra Zeszutka po dwójkowej akcji po aucie z Dominikiem Mohyłą (a także asysta nogą kapitana reprezentacji przy przyłożeniu Vahy Halaifonuy). Jednak w naszej drużynie zdarzały się problemy z płynnością w grze, podania często leciały w okolice kostek partnerów, przez co darowaliśmy rywalom sporo młynów. W sumie nasi zdobyli osiem przyłożeń (Kacper Skup i Piotr Zeszutek po dwa, po jednym Siokivaha Halaifonua, Thomas Toevalu, Bercho Botha i Patryk Sakwa; podwyższenia zaliczali Wojciech Piotrowicz, który dość szybko zniknął z boiska, a potem Jędrzej Nowicki i Daniel Tomanek). Rywale odpowiedzieli siedmioma (przedostatnie zaliczył Ławski), a gdyby nie kopali podwyższeń z dropa, ich porażka mogłaby być niższa. Ważne jednak, że reprezentacja spotkała się, powąchała boiska, a nie trwa w letargu od kwietnia do października.
Bo jak wynika ze słów trenerów Kamila Bobryka i Tomasza Stępnia, w październiku Polacy zagrają pierwszy mecz w nowym sezonie Rugby Europe Trophy. Zaczniemy od wyjazdowego meczu z Litwą (22 października – to środa, więc zapewne będzie to kilka dni później), potem dwa mecze domowe w listopadzie (8 listopada z Danią i 22 listopada z Czechami). W przyszłym roku w lutym mamy zagrać na wyjeździe z Chorwacją, a następnie w kwietniu, na koniec rozgrywek, na swoim boisku ze Szwecją. Ten ostatni mecz miałby się odbyć według Kamila Bobryka 4 kwietnia, ale Szwedzi ogłosili, że 4 kwietnia grają z Danią, a z Polską tydzień później.
Przetarcie zaliczyła też reprezentacja Polski U20, przygotowująca się do jesiennych mistrzostw Europy – w przedmeczu zagrała z drużyną RK Warszawa i przyjaciele. Tu padł wynik 42:50 na korzyść stołecznej ekipy.
British & Irish Lions
Na świecie głównym rugbowym wydarzeniem był pierwszy akord wyprawy British & Irish Lions. Lwy, zanim ruszyły na południe, rozgrzewały się na wyspach, grając w Dublinie (pierwszy raz w swojej historii) z Argentyną.
British & Irish Lions – Argentyna 24:28. I ten mecz skończył się sporym rozczarowaniem dla miejscowych kibiców. Pierwszy skład Lions tego lata zdominowany był przez Anglików – było ich dziewięciu w wyjściowej piętnastce (oprócz tego dwóch Szkotów, trzech Irlandczyków i jeden Walijczyk). Brakowało graczy, którzy przed tygodniem grali w finałach lig – a więc zawodników Leinsteru, Bath i Leicester Tigers, co stanowiło znaczne osłabienie gospodarzy. Wśród rywali jednak także brakowało kilku kluczowych zawodników, m.in. tych, którzy rywalizują w fazie pucharowej francuskiej ligi Top 14.
Pierwsze punkty w meczu zaliczyli Argentyńczycy po kopie z karnego Tomása Albornoza, ale drużyny na prowadzeniu w tym spotkaniu zmieniały się bodajże siedmiokrotnie. Także Argentyńczycy zaliczyli pierwsze przyłożenie (Albornoz pomylił się przy nim z podwyższenia, pudłując jedyny raz w tym meczu – w sumie zdobył 18 punktów, w tym przyłożenie na koniec pierwszej połowy). Do przerwy drużyna gości dzięki 10 jego punktom zdobytym w ciągu paru minut prowadziła 21:10. Po przerwie zaczęły ryczeć Lwy – karne przyłożenie po zawalonym maulu, potem kolejne Tadhga Beirne’a przy grze w przewadze, wyprowadziły ich na prowadzenie na pół godziny przed końcem. Chwilę potem jednak ponownie Argentyńczycy byli na czele po przyłożeniu Santiago Cordero, a przez ostatnie 20 minut nikt już wyniku nie zmienił. Świetna gra młodzieży argentyńskiej, w tym występującego w narodowych barwach dopiero drugi raz Justo Piccardo z Pampas, który był niestrudzony w obronie. A jego drużyna właśnie w kluczowych starciach przeważała, podobnie jak w walce o piłkę w powietrzu. I mimo problemów w pierwszej linii młyna przeciwko Ellisowi Genge’owi i Finlay’owi Bealhamowi, przeważyła, w dużej mierze dzięki przewadze na pozycji łączników z włoskich drużyn (Albornoz z Benettona i Gonzalo García z Zebre). Znamienne, że Lions przegrali mimo zaledwie pięciu karnych podarowanych rywalom. Natomiast dla Argentyńczyków to pierwsza, historyczna wygrana nad tym rywalem.
W weekend Lions wylądowali już w Perth i Andy Farrell zapowiedział, że w składzie drużyny w pierwszym meczu przeciwko Western Force zobaczymy głównie graczy z Leinsteru, Bath i Leicester Tigers.
Top 14
Najpóźniej z czołowych lig europejskich do finału dochodzi tradycyjnie Top 14 – w ten weekend rozegrano starcia półfinałowe, oba w Lyonie.
Stade Toulousain – Aviron Bayonnais 32:25. Niezwykle zacięte spotkanie, w którym Baskowie mocno przeciwstawili się będącym zdecydowanym faworytem graczom z Tuluzy. Pierwsze punkty w meczu zapisał na konto Bajonny z karnego Joris Segonds, na co w podobny sposób odpowiedział Thomas Ramos – okazało się potem, że to głównie za sprawą ich kopów rósł dorobek punktowy obu drużyn (Segonds zdobył 18 punktów, Ramos natomiast 22 – do sześciu karnych dorzucił dwa podwyższenia przy stuprocentowej skuteczności). Ramos zresztą odegrał także ważną rolę na początku spotkania przy drugim przyłożeniu swojej drużyny – pierwsze zdobył Romain Ntamack obsłużony przez nieobecnego w drużynie Pum Juana Cruza Mallíę, a kolejne zastępujący Antoine’a Duponta Paul Graou i po 30 minutach było 20:12. Bajonna dzięki kompom Segondsa długo trzymała kontakt, a gdy w 52 minucie mistrzowie kraju zostali na boisku w czternastkę po żółtej kartce a Baskowie kolejny raz zmniejszyli stratę do pięciu oczek, wydawało się, że może być ich stać na niespodziankę. Jednak chwilę później zmiennik Segondsa, Camille Lopez, tuż po wejściu na murawę zobaczył żółtą kartkę, siły na boisku się wyrównały, a kolejne karne Ramosa pozwoliły Tuluzie odskoczyć na bezpieczny dystans. Bajonna zdobyła swoje jedyne przyłożenie dopiero w doliczonym czasie gry, gdy było za późno na zmianę wyniku – podwyższenie Lopeza było więc ostatnim jego zagraniem w karierze.
Union Bordeaux-Bègles – RC Toulonnais 39:24. W drugim półfinale także górą faworyci, niedawno opromienieni zdobyciem Champions Cup, choć grający bez niesamowitego Louisa Bielle’a-Biarrey’a (musiał odpoczywać po uderzeniu w głowę przed dwoma tygodniami). Pierwsze przyłożenie zdobyli po 20 minutach gry, a chwilę później prowadzili 15:3. Co prawda w końcówce pierwszej połowy Tulon mocno przycisnął i miał kilka szans, wykorzystał jednak tylko tę w ostatniej akcji przed przerwą. Tylko pięć punktów straty dawało im nadzieję na odmianę losów meczu w drugiej połowie, ale ta zaczęła się od zabójczego kwadransa Bordeaux: swoje drugie przyłożenie zdobył młynarz Maxime Lamothe, potem żółtą kartkę zobaczył drugoliniowiec Tulonu, a choć pierwszej okazji przy grze w przewadze Bordeaux nie wykorzystało, chwilę potem dorzuciło dwa kolejne przyłożenia (pierwsze po świetnym przekopie Mathieu Jaliberta na skrzydło i znakomitym zwodzie Damiana Penaud, który oszukał za jednym zamachem dwóch rywali, a drugie w wykonaniu Lamothe’a, który w ten sposób skompletował hat-tricka) i wygrywało już 36:10. Co prawda Tulon odpowiedział, ale potem długo punktów nie zdobywał i trzecia piątka Beki Gigaszwilego tuż przed końcową syreną przyszła zbyt późno, aby coś zmienić.
Drugi rok z rzędu będziemy mieli finał w tym samym składzie – Tuluza zagra z Bordeaux. Rok temu Tuluza zdemolowała rywali 59:3, ale w tym sezonie bezpośrednie starcia trzykrotnie wygrywało Bordeaux (w tym półfinał Champions Cup). I chyba tym razem to ta drużyna będzie delikatnym faworytem spotkania – na mistrzostwo czeka już od 34 lat.
Super Rugby Pacific
W Christchurch rozegrano finał Super Rugby Pacific, w którym miejscowi Crusaders (którzy jeszcze nigdy w fazie pucharowej nie przegrali na swoim boisku) podejmowali najlepszych w fazie zasadniczej Chiefs.
Crusaders – Chiefs 16:12. I Crusaders podtrzymali swoją imponującą statystykę, zdobywając swój trzynasty tytuł mistrzowski w rozgrywkach Super Rugby, tymczasem Chiefs już trzeci rok z kolei ulegli w spotkaniu decydującym o mistrzostwie. Zwycięstwo nie przyszło gospodarzom łatwo, a gierki mieliśmy już przed finałem, gdy działacze Crusaders sygnalizowali, że kibice Chiefs nie będą mogli wnosić na stadion tradycyjnie używanych przez nich krowich dzwonków. Początek spotkania był korzystny dla gości, którzy wykorzystali osłabienie Crusaders po żółtej kartce i zdobyli pierwsze przyłożenie w meczu. Kolejne punkty zdobywali już gospodarze, a choć Chiefs przed przerwą zaliczyli swoje drugie przyłożenie, to Crusaders prowadzili schodząc do szatni 13:12. Druga połowa długo pozostawała bez jakichkolwiek punktów – Chiefs próbowali atakować, Damian McKenzie miał szansę z karnego, ale dominujący młyn Crusaders był platformą do gospodarzy do zyskiwania karnych i to oni byli bliżsi swojego drugiego przyłożenia w meczu. Ostatecznie kilka minut przed końcem Rivez Reihana po kolejnym karnym z młyna dorzucił trzy punkty, które ustaliły końcowy wynik.
Zwycięstwo ma wyjątkowy smak dla trenera Roba Penney’a, który po sięgnięciu za stery Crusaders przed dwoma laty zaliczył najgorszy sezon drużyny w jej historii – a teraz odkupił tę wpadkę. Jak jednak stwierdził po meczu, wcale nie jest pewien, czy będzie starał się o przedłużenie kończącego się kontraktu.
Z kraju
Siódemkowa reprezentacja seniorów brała udział w mocno obsadzonym turnieju Geneva International Sevens. Turniej nie poszedł po myśli Winged Husars (pod takim szyldem zobaczyliśmy Polaków) – zebrali komplet porażek. W fazie grupowej ulegli gospodarzom 5:21, angielskiemu Scimitar Strom 14:17, a na koniec Spanish Barbarians 12:31. Drugiego dnia w półfinale zmagań o piąte miejsce ćwierćfinale przegrali z francuskim Stade Toulousain 5:19, a potem w meczu o siódme miejsce półfinale dolnej połówki ze Spanish Barbarians 10:24. W turnieju triumfowali gospodarze, Switzers Geneva, którzy w finale wygrali 14:7 ze szkockim Melrose.
W Sochaczewie odbył się turniej o mistrzostwo Polski w rugby 7 juniorów. W rywalizacji uczestniczyło sześć drużyn. Złote medale zdobyli gospodarze – Orkan Sochaczew pokonał w finale Ogniwo Sopot 14:7. Brąz dla AZS AWF Warszawa, który w meczu o trzecie miejsce pokonał Arkę Gdynia. Dla Orkana to już dziesiąte mistrzostwo kraju w tej kategorii, ale dość długo wyczekane – od poprzedniego minęło 8 lat. Jednocześnie to drugi tytuł mistrzowski juniorów w tym sezonie – wcześniej zwyciężyli w piętnastkach.
Tydzień po tygodniu odbyły się turnieje kwalifikacyjne do Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży – czyli rywalizacja w ramach mistrzostw Polski kadetów w rugby 7. Grupa południowa grała w Sochaczewie i drugi raz wygraną w niej odniósł Orkan Sochaczew, zwyciężając w finale Pogoń Siedlce. Obok tych dwóch ekip awans do turnieju OOM wywalczyły Juvenia Kraków i Budowlani Lublin. Także i w grupie północnej finał był powtórką sprzed tygodnia – Budowlani Łódź pokonali Rugby Białystok 31:5. Oprócz nich awans do turnieju finałowego zdobyły Ogniwo Sopot i Posnania.
A w Sopocie rozegrano finałowy Turniej Dzieci i Młodzieży w kategorii młodzików. Tu w decydującym spotkaniu Ogniwo wygrało z Lechią, a w starciu o brąz Pogoń pokonała Budowlanych Lublin. W końcowej klasyfikacji także na czele Ogniwo, natomiast zmiana na niższych stopniach podium – tu Pogoń przed Lechią.
Ze świata
Nietypowe spotkanie na Twickenham – Anglia XV zagrała z Francją XV. Na boisku zobaczyliśmy kilka gwiazd, m.in. George’a Forda i Jamiego George’a oraz wracającego do gry po półrocznej przerwie Immanuela Feyi-Waboso po stronie angielskiej, a wśród gości kapitanującego im Gaëla Fickou i grającego w Irlandii Rabaha Slimaniego (Slimani nie grał dla Francji od pięciu lat). Dla Francuzów to był test dla szerokiej kadry przed ostateczną selekcją na wyprawę do Nowej Zelandii i w składzie znalazło się aż 9 potencjalnych debiutantów (z czego pięciu w wyjściowym składzie). To oni zaczęli od prowadzenia 12:0 po 10 minutach, ale potem zrobiło się 12:24. Jednak w ciągu ostatnich kilku minut goście zdobyli dwa przyłożenia (drugie w doliczonym czasie gry w wykonaniu Romaina Taofifénuy) i odwrócili losy meczu, zwyciężając 28:24 26:24. Najwięcej uwagi przyciągnęła jednak czerwona kartka w pierwszej połowie Feyi-Waboso – 20-minutowa, chociaż jego zagranie było szalenie niebezpieczne. Porażkę zaliczyło także World Rugby, które udostępniło transmisję na Rugbypass.tv, ale system logowania padł pod naporem użytkowników (w efekcie RFU uruchomiło transmisję na YouTube).
W drugiej kolejce mistrzostw Azji kolejne zacięte spotkanie – ponownie z udziałem Korei Południowej. Tym razem jednak to Koreańczycy znaleźli się po przegranej stronie, drugi rok z rzędu ulegając na stadionie Sevens w Dubaju Zjednoczonym Emiratom Arabskim – było 36:38. Do przerwy był remis, w ciągu paru minut po przerwie dzięki dwóm przyłożeniom Koreańczycy zyskali przewagę, ale gospodarze odrobili stratę, a główną rolę odegrał pochodzący z Fidżi Niko Volavola, który zdobył trzy przyłożenia (z czego dwa w kluczowych momentach meczu pod koniec drugiej połowy). Dla Koreańczyków, wyżej notowanych w rankingu World Rugby, to bolesny wynik. Liczą na odmianę losu, ale obawiają się, że na odbudowę rugby będą musieli poczekać do przyjęcia ich drużyny na trzeci poziom Japan Rugby League One. Drugi mecz drugiej rundy był jednostronnym pojedynkiem: będący zdecydowanym faworytem tych rozgrywek Hongkong rozgromił beniaminka – Sri Lankę 78:7 (12 przyłożeń zwycięzców, w tym hat-tricki Luke’a van der Smitha i Matta Worley’a). W ostatniej kolejce Korea zagra z Hongkongiem, który powinien w tym meczu przypieczętować swój awans na Puchar Świata w Australii, a Sri Lanka z ZEA. Gracze z Emiratów celują w drugie miejsce, które pozostawi ich w grze o kwalifikację, ale coś czuję, że Lankijczycy na swoim boisku będą próbowali zgotować niespodziankę.
W finale RAN Tournament (czyli w praktyce – mistrzostw Ameryki Północnej z wyłączeniem USA i Kanady), rozegranym pomiędzy zwycięzcami grup północnej i południowej, Meksyk wysoko pokonał Trynidad i Tobago 45:14 (prowadził już 40:0, a goście swoje dwa przyłożenia zdobyli dopiero w ostatnich 10 minutach). W poprzednim meczu tych dwóch drużyn, przed 10 laty, wynik był odwrotny. Meksyk przeskoczył w rankingu WR Paragwaj, a solidnym kolejnym krokiem w rozwoju mogłoby być włączenie franczyzy w rozgrywki MLR. Szkoda jednak, że turniej poza mistrzostwem kontynentu niczego Meksykanom nie daje – World Rugby wyłączyło cały ten region ze ścieżki kwalifikacyjnej do Pucharu Świata (Amerykanów i Kanadyjczyków włączając w region Pacyfiku).
Testy przed mistrzostwami kontynentu grały też niektóre reprezentacje z Afryki, których przeciwnikami były południowoafrykańskie drużyny z Currie Cup. Namibia przegrała z Pumas 19:54 (wśród zdobywających punkty dla Namibijczyków byli Danco Burger i Peter Diergaardt), Kenia uległa Boland Cavaliers 14:50, a Uganda pokonała Limpopo Blue Bulls 56:26. Namibijczycy mają poważny problem: tuż przed startem najważniejszej dla nich imprezy zrezygnował z funkcji główny trener Chrysander Botha (po zaledwie kilku miesiącach jej pełnienia). Jego rolę tymczasowo przejmie dyrektor rugby w federacji, Jacques Burger.
Ostatni ćwierćfinał Major League Rugby, opóźniony, doszedł wreszcie do skutku w nocy z poniedziałku na wtorek i pogrzebał nadzieje nowej siły na amerykańskiej mapie rugby z Los Angeles – Houston SaberCats pokonali ekipę z LA 27:21. W ostatni weekend rozegrano natomiast półfinały (zarazem finały konferencji). Dramatyczny przebieg miał ten wschodni – broniący tytułu New England Free Jacks grali z Chicago Hounds i długo punkty zdobywali tylko goście. Na 25 minut przed końcem Hounds prowadzili 17:0 i dopiero wtedy za odrabianie strat zabrali się obrońcy tytułu. Ostatecznie wygrali zaledwie jednym oczkiem, 21:20, dzięki przyłożeniu zdobytemu tuż przed końcem. Po wznowieniu Hounds jeszcze wywalczyli piłkę i mieli szansę na odwrócenie wyniku, ale Christopher Hilsenbeck trafił z karnego w słupek (swoją drogą, transmisja w ESPN zawiesiła się tuż przed kopem). W drugim meczu scenariusz zupełnie inny: Houston SaberCats, mimo gry na wyjeździe, na samym początku spotkania wyszło na prowadzenie, a potem stopniowo je powiększało – na pięć minut przed końcem było 33:5. Zryw Utah Warriors przyszedł zdecydowanie za późno i to ekipa z Teksasu awansowała do finału ligi po wygranej 33:19. Dla niej to będzie debiut w meczu o mistrzostwo, natomiast drużyna z Bostonu celuje w trzeci tytuł z rzędu.
Na Mauritiusie rozegrano siódemkowe mistrzostwa Afryki panów. Broniąca tytułu Uganda przyjechała z niedoświadczonym składem – większość byłych mistrzów przygotowuje się do mistrzostw kontynentu, ale piętnastkowych. W tej sytuacji Ugandyjczycy zajęli dopiero piąte miejsce. Znacznie mocniejsze ekipy przyjechały z Kenii i Zimbabwe (w tej drużynie inna taktyka – w składzie była spora grupka zawodników, którzy mają zagrać za moment w mistrzostwach piętnastkowych), ale to wystarczyło tylko na mecz o brąz, w którym Zimbabwe zwyciężyło 21:19. Do finału awansowały natomiast Madagaskar (który tylko 14:10 wygrał z Kenią w półfinale) i Południowa Afryka. Tam Blitzboks (choć też grający w rezerwowym składzie) zwyciężyli 21:7. A pokonani w nim Makis zagrają w Challengerze.
Odbyła się też rywalizacja w ramach Rugby Europe Sevens na najniższym poziomie (Conference pań i Conference 1 panów w Andorze, Conference 2 panów w Prisztinie). W turniejach miały brać udział reprezentacje Izraela, ale wycofały się z nich w związku z konfliktem z Iranem. W rywalizacji kobiecej triumfowały gospodynie rywalizacji – Andorki wygrały komplet spotkań. Najcięższą przeprawę miały w półfinale z Luksemburgiem, a w finale pokonały Czarnogórę 22:0. Wśród panów w grupie Conference 1 Andorczycy chcieli pójść w ślady rodaczek, ale po komplecie zwycięstw w fazie grupowej przyszły porażki w fazie finałowej. Tu zwyciężyło Monako, które w finale pokonało Maltę 24:5. Na poziomie Conference 2 triumfowali Słoweńcy przed San Marino i Słowacją (gospodarze rywalizacji z Kosowa zajęli ostatnie, siódme miejsce).
Kolejne składy na międzynarodowy lipiec:
- Australijczycy szykujący się do boju z British & Irish Lions będą ostatecznie mogli skorzystać ze swojej nowej gwiazdy, Josepha Sua’ali’iego, który końcówkę sezonu Super Rugby opuścił z powodu kontuzji. Jedynym graczem zamorskim jest Will Skelton (choć kilku kolejnych wyjedzie z Australii po tym lecie). W składzie jest dwóch debiutantów, w tym Corey Toole z Brumbies, brakuje natomiast świetnego ostatnio Jamesa O’Connora z Crusaders czy gwiazd z Japonii (Samu Kereviego i Mariki Koroibetego);
- nie znamy jeszcze pełnego składu Francuzów ruszających do Nowej Zelandii, ale pewne już jest, że nie zobaczymy w nim żadnych graczy z klubów uczestniczących w finale Top 14. Potwierdza się zatem, że ekipa Fabiena Galthié pojedzie, jak to zwykle latem bywa, mocno osłabiona (braknie największych gwiazd z Bordeaux i Tuluzy). Francuski trener w sumie słusznie wskazał na znacznie większe obciążenia meczami ligowymi swoich graczy w porównaniu z All Blacks. W pierwszej grupie mieliśmy aż 13 potencjalnych debiutantów, w tym m.in. Leo Berdeu z Lyonu;
- na bardzo niedoświadczony skład postawił Eddie Jones – w 39-osobowej kadrze Japonii jest aż osiemnastu potencjalnych debiutantów, a graczy z dwucyfrową liczbą występów międzynarodowych na koncie jest zaledwie trzynastu;
- podobnie w kadrze Stanów Zjednoczonych – tu bardzo dużo mało doświadczonych graczy. Wydaje się, że to drużyna budowana z myślą przede wszystkim o Pucharze Świata w 2031;
- Belgowie lecą do Ameryki Północnej z 22 graczami z lig francuskich (w tym Matiasem Remue z Tuluzy, Jeanem-Mauricem Decubberem z Vannes i dwoma zawodnikami z Montauban, które właśnie awansowało do Top 14). Do tego zaledwie siedmiu z rodzimego podwórka i jeden gracz z ligi portugalskiej;
- Richie Mo’unga był jedną z najbardziej oczekiwanych twarzy w drużynie Australia-Nowa Zelandia XV, która będzie jednym z przeciwników British & Irish Lions. Nie będzie mógł jednak zagrać z powodu kontuzji.
Na pierwszy obóz przygotowującej się do Pucharu Świata kobiecej reprezentacji Kanady powołanie dostała Sophie de Goede, pauzująca od ponad roku z powodu kontuzji odniesionej na treningu przed igrzyskami w Paryżu.
World Rugby ogłosiło przyspieszenie procesu dyscyplinarnego w meczach międzynarodowych. Pierwsza decyzja panelu dyscyplinarnego ma być ogłaszana już w ciągu 24 godzin po zakończeniu spotkania. Jeśli ukarany zawodnik zaakceptuje wymiar kary, staje się ona wiążąca, natomiast w przeciwnym razie zbierze się komitet dyscyplinarny. Mogą wystąpić także sytuacje, w których panel przekaże od razu sprawę komitetowi. W przypadku meczów British & Irish Lions terminy w ramach procedury mają być jeszcze bardziej skrócone, mając na względzie ciasny terminarz spotkań tej drużyny. Pierwsze efekty już mamy: już w niedzielę dowiedzieliśmy się, że Immanuelowi Feyi-Waboso wymierzono zawieszenie na dwa spotkania, a sprawę Camerona Wokiego przekazano do rozstrzygnięcia komitetowi (zapewne wskutek wątpliwości, czy kartka w ogóle była zasadna).
Francuzi, choć byli przeciwni 20-minutowej czerwonej kartce, zmuszeni do jej przyjęcia w ligach zawodowych postanowili przynajmniej odrobinę ją ucywilizować i uczynić zmienione przepisy nieco bardziej czytelnymi dla widzów – ta kartka będzie miała u nich swój osobny kolor, pomarańczowy.
Christian Wade dopiero co przeszedł do rugby league i już w swoim drugim meczu w tej odmianie jajowatej piłki dla Wigan Warriors (a pierwszym dla pierwszej drużyny) zdobył dwa przyłożenia – w derbowym pojedynku z St. Helens, wygranym 46:14.
Z wieści transferowych:
- po roku spędzonym na pokładzie drużyny Moana Pasifika, Ardie Savea zamierza ją opuścić – podpisał roczny kontrakt z japońskimi Kobe Steelers. W 2027 jednak ma powrócić;
- były reprezentant Nowej Zelandii, Nepo Laulala, który ostatnio nie grał z powodu poważnej kontuzji i został zwolniony z kontraktu w Tuluzie, wróci do gry w przyszłym sezonie w angielskim Gloucesterze.
Zmarł Ian McLauchlan, reprezentant Szkocji kapitan tej drużyny w latach 70. XX w., dwukrotny uczestnik wyprawy British & Irish Lions (w tym tej najsłynniejszej, w 1971 do Nowej Zelandii). Do legendy przeszedł jego występ przeciwko Anglii w 1973, gdy wyszedł na boisko jako kapitan swojej drużyny zaledwie dwa tygodnie po złamaniu nogi.
Zapowiedzi
W przyszłym tygodniu najwięcej naszej uwagi przyciągną występy reprezentacji Polski w rugby 7 – zarówno pań, jak i panów. Obie ekipy wystąpią w drugich (i zarazem ostatnich) turniejach mistrzostw Europy – panie w grupie Championship w Hamburgu, a panowie w grupie Trophy w Kiszyniowie.
W kraju rozdany zostanie kolejny komplet medali mistrzostw Polski – turniejem w Łodzi zakończą siódemkowy sezon kadetki.
Na świecie:
- głównym wydarzeniem jest finał Top 14;
- British & Irish Lions zagrają pierwszy mecz na australijskiej ziemi, z Western Force;
- Południowa Afryka zmierzy się w Kapsztadzie z naszpikowanymi gwiazdami Barbarians;
- startują młodzieżowe mistrzostwa świata we Włoszech (sześć meczów pierwszej kolejki fazy grupowej);
- odbędą się męskie starcia Namibii z Włochami, Japonii XV z Maori All Blacks i Ugandy z Pumas oraz kobiecy test reprezentacji Trynidadu i Tobago oraz Meksyku;
- a do tego finał amerykańskiej Major League Rugby.