Trudno wymarzyć sobie piękniejsze zakończenie sezonu: nasze panie zostały ponownie wicemistrzyniami Europy w rugby 7 (komplet wygranych w tym nad Hiszpanią i Wielką Brytanią), a panowie także z kompletem zwycięstw zwyciężyli w grupie Trophy i w przyszłym roku zagrają w elicie. Na świecie kibiców porwał przede wszystkim finał Top 14, rozstrzygnięty dopiero po dogrywce.
Rugby Europe Sevens / Reprezentacja Polski w rugby 7 kobiet / Reprezentacja Polski w rugby 7 mężczyzn
W Hamburgu decydowały się losy najwyższego poziomu rozgrywek Rugby Europe Sevens – Championship. A w gronie uczestników była reprezentacja Polski kobiet, która w pierwszym turnieju cyklu wywalczyła wysokie, trzecie miejsce. Celem było podium i awans do Challengera, a więc obrona zdobyczy z Makarskiej. A wyszło jeszcze lepiej.
Na dobry początek panie pokonały Szwedki – 19:0. W gęstym deszczu gra nie była łatwa, ale dominacja Polek nie podlegała dyskusji. Już w pierwszej akcji Anna Klichowska wystartowała z własnego pola 22 m i zatrzymała się dopiero w polu punktowym rywalek. A chwilę potem z własnej połowy przebiła się Ilona Zaiszliuk. Do przerwy było 14:0 – Polki dominowały nad rywalkami, ale w ataku piłka wypadała z rąk. Po przerwie w końcu Szwedki zaatakowały – ale pomimo długiego okresu na naszej połowie, serii karnych, żółtej kartki Hanny Maliszewskiej, dwie świetne obrony na 5 m uchroniły nas przed stratą punktów. A na koniec nasze zawodniczki wyszły nogą spod słupów, wygrały aut rywalek i Natalia Pamięta kolejnym indywidualnym atakiem z własnej połowy ustaliła wynik.
Drugi rywal był znacznie bardziej wymagający, a na dodatek pragnący odbić się po fatalnym wyniku z poprzedniego turnieju – Irlandia. Pierwsza połowa była niezwykle wyrównana, a obrona dominowała nad atakiem. Długo punktów nie było, dopiero po upływie regulaminowego czasu gry ładna akcja Polek zaowocowała najpierw żółtą kartką jednej z rywalek, a potem przyłożeniem pod słupami Pamięty i prowadzeniem do przerwy 7:0. Druga część spotkania zaczęła się od przechwytu Irlandek na naszej połowie i wyrównania, a chwilę potem kontuzji liderki naszego zespołu, Klichowskiej. Nasze zawodniczki wyszły na prowadzenie po akcji Oliwii Krysiak, ale po chwili znowu był remis. Ale od czego jest kapitan drużyny – Pamięta wykonała świetny zwód we własnym polu 22 m i przebiegła 80 m dając nam zwycięskie punkty. Irlandki jeszcze zaatakowały, ale nasze zawodniczki odzyskały piłkę i skończyło się wygraną 21:14.
Już bez Klichowskiej przyszło nam grać z groźnymi Czeszkami, które turniej w Makarskiej skończyły na czwartym miejscu i były głównymi konkurentkami naszych zawodniczek do medalu. I zaczęło się kiepsko – w pierwszej połowie dwa ataki Polek zostały powstrzymane daleko od pola punktowego, natomiast Czeszki zdobyły dwa przyłożenia. Druga połowa zaczęła się od kolejnej straconej piłki w ataku, ale kontrę rywalek udało się powstrzymać, a potem Pamięta ruszyła z własnej linii 5 m, a akcję wykończyła Zaiszliuk. W kolejnym ataku Czeszki popełniły błąd i znowu ukarała ich Zaiszliuk doprowadzając do wyrównania. Potem scenariusz powtórzył się, tyle że tym razem piątkę zapisała na swoje konto Pamięta. Czeszki mogły marzyć jeszcze o odwróceniu wyniku, ale w doliczonym czasie zamiast wyprowadzić atak dały sobie odebrać piłkę na własnej połowie i wygraną Polek 24:14 przypięczętowała Martyna Wardaszka. Dla Czeszek – mała katastrofa: prowadziły, a skończyły przegraną, która wyrzuciła je z ćwierćfinałów i pozbawiła marzeń o medalu.
Dzięki pierwszemu miejscu w grupie rywalkami Polek w ćwierćfinale były nie najmocniejsze Portugalki. Nasze zawodniczki zaczęły od przyłożenia Wardaszki w drugiej minucie, a potem wygrały dwa wznowienia, dzięki czemu długo nie schodziły z połowy rywalek i zaliczyły dwa przyłożenia, oba w wykonaniu Pamięty (drugie po przechwyconym aucie Portugalek). Dopiero wtedy rywalki zaatakowały groźniej, wykorzystując nasz błąd w aucie i już dobrze w doliczonym czasie zaliczyły swoje pierwsze 7 punktów. Drugą część spotkania Polki zaczęły od ponownego powiększenia przewagi (z naszej połowy wyszła Pamięta, a wykończyła Krysiak), ale w tej połowie mecz się wyrównał – Portugalki odpowiedziały przyłożeniem, a przez ostatnie dwie i pół minuty nie pozwalały naszym zawodniczkom wyjść z własnego pola 22 m. Same jednak tylko raz położyły ręce na piłce tylko po to, by za moment ją stracić i Polki mimo trudnej końcówki wygrały 26:14.
Już w tym momencie panie były pewne awansu do kolejnego Challengera – pozostałymi uczestnikami półfinałów były drużyny z zagwarantowanymi miejscami w SVNS 1 i 2. Niemniej walka o medale mistrzostw Europy wciąż była otwarta, a podium odebrać nam mogły Hiszpanki – a z nimi przyszło nam grać w półfinale. I ten półfinał nasze zawodniczki zagrały wyśmienicie. Cała pierwsza połowa toczyła się na połowie rywalek. Polki znakomicie dociskały Hiszpanki, zmuszały je do błędów i je wykorzystywały. Na początku wykorzystały osłabienie rywalek po żółtej kartce i zapunktowały po przyłożeniu Pamięty, a pod koniec tej części spotkania przedarła się Sylwia Witkowska i było 14:0. W drugiej odsłonie meczu to Hiszpanki długo nie pozwalały Polkom wyjść z własnej połowy, ale to nasze zawodniczki miały piłkę w rękach, grały bardzo cieprliwie i co najważniejsze bezbłędnie – rywalki nie miały więc żadnych okazji. Polkom co prawda trudno było przełamać linię Hiszpanek, ale raz się to udało i Pamięta przykładając w narożniku boiska powiększyła przewagę do 19 punktów. Pierwszy błąd w drugiej połowie Polki popełniły dopiero po pięciu minutach (krzywy wrzut z autu po karnym), ale jedyne przyłożenie Hiszpanek przyszło zbyt późno – i Polki wygrały 19:5 z ekipą na co dzień występującą w SVNS.
W ten sposób zapewniły sobie miejsce na podium mistrzostw Europy, a do rozstrzygnięcia pozostawał tylko kolor medalu – w finale grały z Brytyjkami, już pewnymi złota po półfinałowej wygranej nad Francją, ale Polki miały szansę na srebro. A ponieważ Francuzki wygrały mecz o trzecie miejsce (i miały lepszy bilans małych punktów), Polki by stanąć na drugim stopniu podium musiały wygrać w finale. I wygrały! Zaczęły od prowadzenia 5:0 już w pierwszej minucie po indywidualnej akcji Pamięty. A potem – jak w meczu z Hiszpankami: Polki do końca pierwszej połowy nie wypuszczały rywalek z ich połowy, odzyskiwały piłki, a dwa razy same zapunktowały (najpierw Zaiszliuk, a potem znowu Pamięta po świetnym podaniu Julii Druzgały) i do przerwy było 17:0. Sytuacja zmieniła się po przerwie, gdy to Angielki przycisnęły i w krótkim czasie zdobyły dwa przyłożenia (imponujące było zwłaszcza to Reneeqi Bonner). Polki jednak błyskawicznie odpowiedziały (Zaiszliuk dopadła piłki podkopniętej przez Druzgałę), a przez ostatnie kilka minut imponowały w obronie nie pozwalając już rywalkom na żadną groźniejszą akcję i ostatecznie wygrały 22:12. Zwycięstwo turniejowe dało im równolegle srebrny medal mistrzostw Europy, a Natalia Pamięta odebrała nagrodę dla najlepszej zawodniczki hamburskiej rywalizacji. Mistrzyniami zostały Brytyki, a brązowe medale zgarnęły Francuski,
Piękny sukces polskiej drużyny. I tylko niepokój, bo z różnych źródeł w rugbowym światku docierają plotki, że mogło to być pożegnanie z reprezentacją jej wieloletniego trenera Janusza Urbanowicza, który doprowadził ją do sukcesów, o jakich w polskich rugby wcześniej nikt nie śnił.
W męskiej rywalizacji turniej wygrała Francja, która w finale pokonała Włochy, a trzecie miejsce przypadło Hiszpanom. W generalnej klasyfikacji kolejność inna – mistrzami Europy zostali Francuzi, srebro zdobyli Hiszpanie, a Włosi dzięki świetnemu występowi w Hamburgu wspięli się na podium mimo dopiero szóstego miejsca w Makarskiej (pomogli im Belgowie, którzy po brązie w Makarskiej teraz zajęli szóste miejsce).
Panowie, rywalizujący w grupie Trophy po pierwszym turnieju przewodzili stawce i w drugim walczyli o utrzymanie się w czołowej dwójce i wywalczenie awansu do grupy Championship. Osłabieniem był brak w składzie najlepszego zawodnika turnieju w Makarskiej, Tomasza Pozniaka. Pojawiło się jednak kilku zawodników wcześniej nieobecnych, którzy niedawno zawiesili na szyjach medale piętnastkowych mistrzostw Polski.
Pierwszym rywalem panów był Luksemburg. Świetnie wyszła naszym zawodnikom pierwsza połowa, wygrana 28:0. Zaczęli od przyłożenia Arsenija Pastiuchowa po nakrytym przezeń kopie, chwilę potem podkopnął piłkę Kacper Skup, dogonił ją, a wykończył akcję Reece Strutynski. Zaraz po błędzie rywali przy wznowieniu zapunktował Nicolas Saborit, a na koniec 40-metrową akcją popisał się Pastiuchow. Druga połowa wyglądała inaczej – nasi byli bardzo pewni w obronie, ale w ataku zawodzili (czasami wręcz wkradał się chaos) i wynik bardzo długo się nie zmieniał. Dopiero pod sam koniec dobił rywala po młynie na 5 m Ksawery Struss, kompletnie niezatrzymywany, i mecz skończył się 33:0.
Mecz z Danią nieoczekiwanie zaczął się od straty przyłożenia. Duńczycy przez dobrą chwilę przeważali, ale w końcu to nasi zawodnicy przejęli kontrolę nad spotkaniem i w krótkim czasie po szybkich akcjach trzykrotnie zapunktowali: najpierw Saborit po podkopnięciu Pastiuchowa, potem Strutynski po indywidualnej akcji, a wreszcie Pastiuchow. A już po syrenie zaliczyli odzysk na połowie rywali i Strutynski im bezlitośnie uciekł – do przerwy było 26:7. Po przerwie rywale nie mieli nic do powiedzenia, ale nasi cztery kolejne akcje skończyli przodami. Dopiero za piątym razem, po przechwycie Strutynskiego i wykończeniu Kacpra Wróbla zapunktowali i ostatecznie wygrali 33:7.
W ostatnim meczu grupowym przeciwko Chorwacji Polacy dopełnili kompletu zwycięstw. Co prawda dość długo był tu wynik bezbramkowy (choć obie drużyny miały swoje szanse), ale w końcu impas przełamał po 60-metrowym sprincie Skup i do przerwy było 5:0. Drugą odsłonę zaczęliśmy od żółtej kartki Strutynskiego, jednak mimo liczebnej przewagi rywale nie wyszli z własnej połowy, podali w ręce Marcina Morusa, a moment później Korneć wykorzystał dziurę w ich obronie. Chorwaci dwukrotnie jeszcze zaatakowali, pod koniec znowu w liczebnej przewadze po żółtej kartce Daniela Trybusa, ale znowu w tym okresie zaliczyli stratę (tym razem w aucie), a nasi wyprowadzili zabójczą kontrę zakończoną przez Strussa i wygrali 17:0.
W ćwierćfinale nasi zawodnicy mierzyli się ponownie z Danią i znowu zaczęli od straconego przyłożenia (po 10 sekundach gry). Chwilę potem rywale byli od włos od kolejnego – ten mecz zaczął się kiepsko. Na szczęście Korneć z Morusem szybką kontrą odpowiedzieli przyłożeniem, ale kolejny atak Duńczyków kosztował nas żółtą kartkę Morusa. Podobnie jednak jak we wcześniejszym spotkaniu Polacy w osłabieniu zapunktowali – najpierw wygrali młyn rywali, potem aut, Pastiuchow mocno pociągnął, a wykończył Korneć. A chwilę potem ci dwaj zawodnicy zamienili się rolami: Korneć wygrał wznowienie, a przyłożenie zaliczył Pastiuchow i do przerwy było 21:5. Na początku drugiej połowy Pastiuchow ponownie zapunktował, przełamując trzy szarże. To były ostatnie punkt naszej drużyny – odtąd Duńczycy przeważali, zdobyli dwa przyłożenia i tylko brak podwyższenia po drugim z nich, na minutę przed końcem, uratował nas przed tym, aby zdobyli kontakt. 9 punktów straty odrobić jednak już nie mogli, na koniec sami wyrzucili piłkę w aut i Polska wygrała 26:17.
W półfinale nieoczekiwanym rywalem naszej drużyny była Turcja. Porażka z tą ekipą przed rokiem w Zagrzebiu była symbolem upadku naszej drużyny, tym razem jednak powtórki z historii nie było, a panowie trzeci raz w tym turnieju zagrali na zero z tyłu. Zaczęli od akcji Pastiuchowa skrzydłem po podniesieniu bezpańskiej piłki z ziemi, dwie minuty później nasze prowadzenie powiększył Trybus, a chwilę potem Korneć. Nie było podwyższeń, więc do przerwy wygrywaliśmy 15:0. Drugą połowę od sprintu przez pół boiska zaczął Strutynski. Kolejne akcje Polaków punktów już nie przyniosły (choć ze dwa razy było bardzo blisko), ale i Turcy, choć wreszcie kilka razy weszli na naszą połowę, zostali powstrzymani. Nasi wygrali 22:0.
Już po półfinałach Polacy byli pewni awansu do grupy Championship – ich rywalami w decydującym spotkaniu byli Ukraińcy, a zatem na czele stawki była ta sama dwójka co w Makarskiej (a awansują dwie najlepsze ekipy). Polacy jednak postawili w tym meczu kropkę nad i dopełniając kompletu zwycięstw w obu turniejach mistrzowskich. Zaczęli dobrze, przy okazji dwóch minut w liczebnej przewadze zaliczając pierwsze przyłożenie w wykonaniu Saborita. Kolejne ataki efektu jednak nie przyniosły (najbliżej był Korneć, który zaszarżowany wypuścił piłkę nad linią bramkową), a Ukraińcy wyrównali. Drugą połowę nasi zaczęli od długiego ataku. Sędziowie co prawda nie uznali przyłożenia Skupa, ale Polacy wyszli na prowadzenie chwilę później po piątce Kornecia. Ukraińcy ponownie doprowadzili do remisu, ale w doliczonym czasie gry błyskawiczną akcję zainicjował przebojem Korneć, a wykończył Struss i Polacy wygrali 21:14.
Ostatecznie Polacy wygrali grupę Trophy i wracają do Championship. Po ubiegłorocznym występie wcale to nie było oczywiste, możemy się więc cieszyć. Wraz z Polakami awansują Ukraińcy. A nagrodę dla najlepszego zawodnika turnieju otrzymał Ksawery Struss.
U pań awans do Championship wywalczyły Turczynki i Dunki – ponownie zmierzyły się w finale i ponownie górą były zawodniczki z Turcji.
I jeszcze kamyczek do koszyczka Rugby Europe – mistrzostwa Europy zakończone, a wciąż na stronie internetowej nie ma zasad turnieju (są ubiegłoroczne), więc nie wiadomo było ani jakie są zasady awansu między poziomami (można było tylko przypuszczać, że niezmienione), ani ile drużyn awansuje do Challengera (a tu niepewność była, bo World Rugby zredukowało liczbę jego uczestników z 12 do 8, a to oznaczało, że część kontynentów straci po jednym miejscu).
Top 14
W finale francuskiej Top 14 pojedynek gigantów – ten sam skład co rok temu, ten sam zwycięzca (Tuluza), ale przebieg zupełnie inny.
Stade Toulousain – Union Bordeaux-Bègles 39:33. Tuluza bez szeregu kontuzjowanych (do Antoine’a Duponta, Ange Capuozzo czy Peato Mauvaki dołączył po meczu z Bajonną Alexandre Roumat), natomiast w Bordeaux cieszyli się z powrotu do gry Louisa Bielle’a-Biarrey’a, jednak nie na długo – kontuzjowany musiał zejść po pierwszej połowie przegranej przez jego drużynę 16:20. Co prawda świeżo upieczeni zdobywcy Champions Cup trzykrotnie wychodzili na prowadzenie po karnych Maxime’a Lucu, ale Tuluza dwukrotnie wyrównywała, a pod koniec tej części spotkania imponujący wysiłek graczy młyna dał jej pierwsze przyłożenie. Bordeaux odzyskało trzypunktową przewagę po przyłożeniu Damiana Penaud (przepięknym, po kopie Lucu), ale kolejny potężny maul autowy w ostatniej akcji przed przerwą wyprowadził na czoło obrońców tytułu, którzy jednak musieli radzić sobie bez Romaina Ntamacka (ch0ć wrócił po HIA, potem odniósł inną kontuzję). Po kopie na otwarcie drugiej odsłony Penaud wywalczył karnego na 10 m, a akcja skończyła się przyłożeniem Mathieu Jaliberta i piątym prowadzeniem UBB w tym spotkaniu (jak się potem okazało – ostatnim). Już po chwili to Tuluza znów miała 4 punkty przewagi (drugi raz Jack Willis). Kolejne karne niemylącego się z podstawki Thomasa Ramosa powiększyły dystans do 10 oczek, ale zryw Bordeaux w końcówce dał im wyrównanie (ostatnim akordem regulaminowego czasu gry był karny z trudnej pozycji Maxime’a Lucu). Mieliśmy zatem dogrywkę, ale w tej punktowali już tylko tuluzańczycy – dwa karne Ramosa (w sumie 24 punkty z kopów) pod jej koniec dały im trzecie z rzędu i 24. w historii mistrzostwo kraju. I pierwsze zwycięstwo nad Bordeaux w czwartym spotkaniu tych drużyn w tym sezonie. Ramosa wybrano najlepszym graczem meczu, ale do tego tytułu aspirowało więcej zawodników (choćby Anthony Jelonch w Tuluzie czy Maxime Lucu w Bordeaux).
I niezależnie od tego, kto wygrał to spotkanie – to był finał stanowiący wyjątek od reguły brzydkich finałów, pełnych napięcia, ale bez fajerwerków. W tym spotkaniu mieliśmy wszystko i było ono naprawdę ukoronowaniem całego sezonu ligowego. Na dodatek trwającym 100 minut (a właściwie 111) – przyjemność przedłużona 🙂
British & Irish Lions
British & Irish Lions wylądowali na australijskiej ziemi i zagrali tam swój pierwszy mecz tegorocznej wyprawy.
Western Force – British and Irish Lions 7:54. W składzie turystów z Wysp Brytyjskich wielkie zmiany w porównaniu z meczem przeciwko Argentynie – większość składu stanowili gracze Leinsteru, Leicester Tigers i Bath, nieobecni na boisku przed tygodniem, a kapitanem pod nieobecność Maro Itoje został Dan Sheehan (w swoim debiucie w czerwonej koszulce). Gospodarze wystawili aż sześciu Wallabies w swoim składzie (co było kością niezgody w ostatnich dniach, Australijczycy chcieli bowiem ich oszczędzać na mecze testowe), ale na boisku brakło Kurtley’a Beale’a, który kilka dni wcześniej doznał kontuzji na treningu (właśnie ogłoszono, że za kilka tygodni ma zagrać przeciwko Lwom w barwach First Nations & Pasifika XV). Debiut Sheehana wypadł imponująco – przyłożenie w pierwszej akcji dało prowadzenie przyjezdnym. Co prawda Nic White niemal natychmiast odpowiedział i na tablicy wyników pojawił się remis, ale przez pozostałe 75 minut punktowali już tylko goście z Europy. Uwagę przyciągnęli nie tylko zdobywcy przyłożeń (wśród nich uznany za najlepszego na boisku Joe McCarthy oraz autor dubletu Tomos Williams, który jednak przy drugim ze swoich przyłożeń odniósł kontuzję), ale także młody Henry Pollock, który zaliczył ponad 120 metrów z piłką.
Z kraju
W Łodzi odbył się ostatni turniej mistrzostw Polski w rugby 7 kadetek (U16). Czwarty raz wzięły w nim udział młode zawodniczki Biało-Zielonych Ladies Gdańsk i trzeci raz z rzędu zwyciężyły. Zbyt późno jednak zaczęły sezon, aby liczyć się w walce o medale – w klasyfikacji końcowej zajęły dopiero piąte miejsce. Mistrzyniami Polski zostały drugie w Łodzi Amazonki z Lublina (broniąc tytułu sprzed roku, zdobytego pod szyldem Budowlanych). Trzeci raz z rzędu srebrem musiały zadowolić się łódzkie Atomówki (w tym turnieju zajęły trzecie miejsce dzięki przyłożeniu w ostatniej akcji decydującego spotkania), a brąz wywalczyły Lwice z Olsztyna (pierwszy medal mistrzostw Polski w historii).
Przy okazji meczu ze Suisse Barbarians odbyło się spotkanie Rady Ekstraligi, na którym omawiano format rozgrywek Ekstraligi w kolejnym sezonie. Z nieoficjalnych informacji wynika, że AZS AWF dołączy do rywalizacji, w związku z czym w lidze będzie 10 drużyn. A liga ma toczyć się w trzech etapach: jesiennym – ligowym, wiosennym – grupowym (6+4), a na koniec pucharowym (w którym mają pojawić się półfinały i dwumecze, ale finał na szczęście chyba tego losu uniknie).
Na stronie PZR pojawiła się informacja o pierwszym zgrupowaniu piętnastkowej kadry kobiet. Ciekawa inicjatywa, były zawodniczki z chyba wszystkich ośrodków rugby kobiet w Polsce (z wyjątkiem Gdańska, ale tam przecież niemal cały zespół przygotowywał się do mistrzostw Europy). Czy będzie z tego coś więcej? Zobaczymy. Z jednej strony byłoby świetnie, z drugiej strony trzeba mierzyć siły na zamiary.
Ze świata
Identyczny wynik jak w pierwszym meczu British & Irish Lions w Australii padł w innym spotkaniu przyciągającym uwagę – kapsztadzkim pojedynku Południowej Afryki z Barbarians. Różnica była tylko taka, że tutaj 54:7 wygrali gospodarze. Niestety, nie zobaczyliśmy fajerwerków, do których przyzwyczajają nas zazwyczaj gracze w koszulkach w biało-czarne pasy (choć przegrywają, to grają ładnie) – zaszkodziła mocno pogoda (w Kapsztadzie lało), a na dodatek po jednym czy dwóch wspólnych treningach grali z mistrzami świata. W efekcie dominacja gospodarzy nie podlegała dyskusji, a swoje jedyne przyłożenie goście zdobyli dopiero pod koniec meczu (7 punktów zapisał na swoje konto Melvyn Jaminet). W kadrze RPA pojawiło się czterech debiutantów (dwóch w wyjściowym składzie, w tym pochodzący z DR Konga Vincent Tshituka, który wyróżnił się świetną grą i dwoma przyłożeniami), a po dwuletniej przerwie powrócił weteran Lood de Jager. Kontuzja wyeliminowała Siyę Kolisiego, więc opaskę kapitańską przejął Jesse Kriel. W ekipie Baabaas zwracały uwagę nie tylko awizowane wcześniej gwiazdy (kończący tym meczem kariery Peter O’Mahony i Cian Healy, do tego Sam Cane, choć brakło Conora Murray’a), ale także pominięci w powołaniach do All Blacks Mark Tele’a, Hoskins Sotutu, a ponadto Shannon Frizzell, Leicester Fainga’anuku, Melvyn Jaminet czy Urugwajczyk Santiago Arata.
W innych meczach międzynarodowych panów Namibia uległa 6:73 Włochom (grającym w częściowo rezerwowym składzie, ale i Namibijczycy nie mogli skorzystać ze sporej liczby zawodowych graczy z Europy; hat-tricka zaliczył obrońca Jacopo Trullo), Japonia XV przegrała z Maori All Blacks 20:53 (Maorysi zaliczyli mordercze ostatnie pół godziny, gdy zdominowali gospodarzy fizycznie), Pumas rozgromili w namibijskim Windhoeku Ugandę aż 102:0, a Limpopo Blue Bulls wygrali 42:35 z mocno rotującą składem Kenią. Ponadto tydzień temu Bahamy przegrały 15:52 z Jamajką.
Rozegrano dwa mecze międzynarodowe kobiet. W Canberrze Australia A (czyli zawodniczki, które chciałyby przebić się do składu na Puchar Świata) pokonała Samoa 50:22, a reprezentacja Trynidadu i Tobago wygrała z Meksykiem 18:16 (Meksykanki zdobyły w ostatniej akcji przyłożenie, ale nie wiedzieć czemu z trudnej pozycji kopały podwyższenie z dropa).
We Włoszech rozpoczęły się mistrzostwa świata U20. Na start pierwszej fazy:
- w grupie A Południowa Afryka rozgromiła Australię 73:17, a Anglia pokonała Szkocję 56:19 (choć po kwadransie było 0:12);
- w grupie B Francja pokonała Hiszpanię 49:11, a Argentyna zwyciężyła Walię 34:27 (decydujące 7 punktów zaliczając tuż przed końcem);
- w grupie C Irlandia wygrała z Gruzją 35:28 (zbyt wiele indywidualnych błędów Gruzinów), a młodzi Nowozelandczycy ograli gospodarzy imprezy 14:5.
Nie tylko Tuluza zdobyła w sobotę trzecie mistrzostwo kraju z rzędu – taki sam sukces osiągnęli New England Free Jacks, którzy w finale amerykańskiej Major League Rugby wygrali 28:22 z Houston SaberCats. Teksańczycy długimi okresami przeważali, ale marnowali szanse własnymi błędami, a na dodatek stracili kilku zawodników z kontuzjami. Po stronie zwycięzców dwa przyłożenia zapisał niesamowicie skuteczny fidżyjski skrzydłowy Paula Balekana, który w przeszłości grał też dla SaberCats.
Mistrzami rozegranej w nietypowym formacie indyjskiej ligi rugby 7 – Rugby Premier League zostali Chennai Bulls (ze srebrnym medalistą z Paryża Josevą Talacolo i Terrym Kennedym w składzie), którzy w finale 41:0 pokonali Dehli Reds (dla których grał m.in. Matías Osadczuk). Brąz dla Hyderabad Heroes. W składach innych drużyn pojawili się m.in. Pol Pla, Rosko Specman, legendarny Perry Baker i kilku znakomitych Fidżyjczyków.
Chyba już ostatnie wieści o składach reprezentacji na lipiec:
- Scott Robertson powołał na serię z Francją 33 zawodników, z czego 1/3 pochodzi z mistrzów Super Rugby – Chiefs. W drużynie jest pięciu potencjalnych debiutantów, wśród których zwraca uwagę Fabian Holland (nietypowy transfer z Europy na antypody – przyjechał z Holandii do Nowej Zelandii jako 16-latek marząc o czarnej koszulce). Kibice nowozelandzcy żałują braku Ethana Blackaddera, a już po powołaniach wypadł z powodu kontuzji Wallace Sititi;
- z kolei po dodatkowych powołaniach Fabiena Galthié w kadrze Francji na wyprawę do Nowej Zelandii jest aż 18 debiutantów (i zaledwie trzech graczy z ponad 50 meczami w kadrze na koncie). W tym momencie znane jest 37 nazwisk, jest jeszcze miejsce dla pięciu graczy;
- przetasowania w drużynie Argentyny – niespodzianką jest fakt, że ostatecznie nie będzie w niej doskonałych w meczu z Lions Tomása Albornoza i Gonzalo Garcíi. Nie ma też w niej kilku innych doświadczonych zawodników, w tym czterech graczy Tuluzy i Bordeaux;
- niespodzianką w reprezentacji Anglii jest pozostawienie w niej przez Steve’a Borthwicka Emmanuela Feyi-Waboso, którego zawieszenie wskutek czerwonej kartki sprzed tygodnia oznacza, że nie zagra w dwóch z trzech zaplanowanych meczów kadry. Ponadto mamy aż 10 potencjalnych debiutantów, a kapitanami będą George Ford i Jamie George.
Z Walii dochodzą wieści o scenariuszach zawodowego rugby rozważanych przez WRU. Wśród nich jest nie tylko redukcja liczby franczyz z czterech do trzech, ale także wariant bardziej radykalny i pozostawienie tylko dwóch drużyn. Trzecią opcją jest zróżnicowanie finansowania i przyznanie większych pieniędzy dwóm drużynom i mniejszych pozostałym dwóm.
World Rugby opublikowało kolejne wytyczne, tym razem dotyczące meczów odbywających się w wysokich temperaturach. Przygotowało kalkulator stresu cieplnego, w którym brane pod uwagę są temperatura powietrzu w cieniu, prędkość wiatru i wilgotność powietrza, a także temperatura zweryfikowana w oparciu o zachmurzenie, porę dnia i porę roku (globe temperature). Obliczony z pomocą udostępnionego kalkulatora wskaźnik decyduje o dodatkowych środkach dla ochrony zawodników – stopniując: trzyminutowe przerwy na wodę, przerwa między połowami przedłużona do 20 minut, i wreszcie odwołanie (przełożenie) spotkania.
Z wieści transferowych:
- Leicester Tigers pozyskali znakomitego australijskiego łącznika ataku Jamesa O’Connora, ostatnio grającego w barwach nowozelandzkich Crusaders;
- były reprezentant Irlandii, Billy Burns, ostatnio w Ulsterze, zagra w przyszłym roku w Japonii – na drugim poziomie ligowym, dla Koto Blue Sharks;
- Hurricanes zakontraktowali urodzonego w Wellingtonie reprezentanta Japonii Warnera Dearnsa;
- Niemiec Oskar Rixen podpisał trzyletni kontrakt z Nevers (rok spędził w Clermont, ale niewiele grał).
Fritz Lee, reprezentant Samoa i były gracz Clermont, po tym jak w paździeniku zaatakował kelnerkę w barze, został skazany na trzy miesiące więzienia w zawieszeniu.
W czasie zamętu, jaki powstał po wtargnięciu publiczności na boisko tuż przed końcem derbowego meczu w Południowej Afryce pomiędzy drużynami Progress i Gardens w Rosedale w Eastern Province (a mecz oglądało prawie 10 tys. osób), zginął zastrzelony jeden z kibiców. Działacze zapewniają jednak, że to wydarzenie nie miało związku z tym, co działo się na boisku.
Zapowiedzi
A w nadchodzącym tygodniu testowe lato już pełną gębą. W planie mecze: Nowa Zelandia – Francja, Południowa Afryka – Włochy, Argentyna – Anglia, Australia – Fidżi, Japonia – Walia, Gruzja – Irlandia, Māori All Blacks – Szkocja, Chile – Rumunia, Stany Zjednoczone – Belgia, Brazylia – Argentyna XV. Do tego dwa kolejne poniekąd rozgrzewkowe punkty wyprawy British & Irish Lions do Australii – w środę mecz z Reds, a w sobotę z Waratahs.
Meczami Sri Lanki ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi i Korei Południowej z Hongkongiem skończą się mistrzostwa Azji i zarazem zmagania o przepustkę na Puchar Świata z tego kontynentu.
W piątek we Włoszech zostanie rozegrana druga kolejka fazy grupowej mistrzostw świata U20.
Do tego finał niemieckiej Bundesligi, a w kraju chyba ostatni akord rugbowego sezonu – turniej rugby 7 kadetów w ramach Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży w Poznaniu.
Poza boiskiem: we wtorek losowanie fazy grupowej przyszłego sezonu europejskich pucharów.
O! Czyli prócz Polek także holky z Czech będą grały w Challengerze.
Dzięks.
Jakieś „ogólne” zasady turniejów podali ale najbardziej boli brak info o awansie do Challengera – najważniejsza – czy z Europy będzie jedna, czy dwie ekipy. W Ameryce Południowej nawet plansze były na zawodach.
Championship:
„Best team of the Series will be crowned 2025 European Champions. The two last ranked teams will be relegated in Trophy Series 2026.”
Trophy:
„The two best team of the Series will be promoted to 2026 Championship Series. The two last ranked teams will be relegated in Conference division. In case of two teams equal in ranking points at the end of the series, the point difference will apply (difference of points scored ‘for and against’ by each respective team in all tournaments Matches.”
Conference:
„The two best team of the Tournament will be promoted to 2026 Trophy Series. The last ranked team will be relegated in Conference 2 division.”
Możliwe. Po prostu szukałem manuala tam, gdzie powinien być, a tam był ten z 2024. Natomiast przynajmniej dzisiaj, po turnieju, potwierdzili na zewnątrz, że awansują do challengera dwie drużyny męskie i dwie kobiece.