Walijska reprezentacja w Japonii zamiast przerwać trwającą od blisko dwóch lat serię porażek, dorzuciła do niej kolejną, już osiemnastą z rzędu. Niespodziankę sprawili też Anglicy mimo osłabienia wygrywając z Argentyną. Poza tym Hongkong zadebiutuje na Pucharze Świata, a Orkan Sochaczew zgarnął trzeci złoty medal młodzieżowych mistrzostw Polski w tym sezonie.
British & Irish Lions
Z zachodniego wybrzeża Australii British & Irish Lions przenieśli się na wschodnie, aby kontynuować rozgrzewanie przed najważniejszymi spotkaniami swojego wyjazdu.
Reds – British & Irish Lions 12:52. Kolejne wielkie rotacje w składzie przyjezdnych – z meczu z Perth w wyjściowej piętnastce pozostał tylko Finn Russell. Wrócił Maro Itoje, a pierwszy raz po kontuzji zagrał Jamison Gibson-Park. Ekipa z Super Rugby zaczęła spotkanie wyjątkowo dobrze – po kilku minutach było 7:0, a po niespełna półgodzinie 12:7. W końcówce pierwszej połowy Lions wyszli w końcu na prowadzenie, ale do przerwy było ono jeszcze stosunkowo niewysokie. W drugiej połowie jednak w końcu się rozpędzili i już tylko oni zdobywali punkty – jako pierwszy przyłożył Maro Itoje, a jego koledzy dorzucili kolejne cztery piątki. O równej rywalizacji po przerwie mogliśmy zapomnieć. Najlepszym graczem meczu uznano jedynego już Walijczyka w brytyjskiej drużynie – Jaca Morgana (drugi, Tomos Williams, z powodu urazu wrócił do Europy).
Waratahs – British & Irish Lions 10:21. Tym razem kapitanem Lions został Tadhg Beirne, a sporo uwagi zwracała para łączników z Northampton Saints i para środkowych z Glasgow Warriors. Kibice czekali na Henry’ego Pollocka, ale ten w ostatniej chwili musiał być ze składu wycofany. Z kolei Waratahs ściągnęli ze zgrupowania kadry dwóch reprezentantów Australii (Taniela Tupou i Andrew Kellaway), ale musieli obejść się bez kilku innych swoich gwiazd. Lions kolejne spotkanie w Australii wygrali, ale choć wydawali się dominować na boisku (74% terytorium, 67% posiadania), wygrana nie była nazbyt przekonująca, a Tahs znakomicie bronili zmuszając przyjezdnych do licznych błędów w ataku (a do tego doszło sporo błędów niewymuszonych). Na dwa przyłożenia Huw Jonesa (jedynego gracza, który był w pierwszej piętnastce w obu meczach tego tygodnia) gospodarze odpowiedzieli swoimi dwoma przyłożeniami tuż przed i tuż po przerwie. Lions prowadzili tylko dzięki brakowi skuteczności Tahs z podwyższeń, ale ostatecznie przypieczętowali wygraną przyłożeniem uznanego najlepszym na boisku Alexa Mitchella. A po meczu mieliśmy narzekanie Andy’ego Farrella na gospodarzy, którzy jego zdaniem zanadto zmoczyli murawę.
Kontuzja Elliota Daly’ego w meczu z Reds spowodowała powołanie do drużyny Lions Owena Farrella – i pojawiły się oskarżenia o nepotyzm (w końcu trenerem jest jego ojciec). Z kolei w drużynie AU NZ Invitational XV, która zagra z Lions za tydzień, zaawizowano kolejne gwiazdy, w tym Marikę Koroibetego i Hoskinsa Sotutu.
Mecze towarzyskie
Za nami pierwszy weekend prawdziwie testowego lipca.
Nowa Zelandia – Francja 31:27. Były głosy w Nowej Zelandii, że wysłanie do tego kraju przez Francuzów reprezentacji pozbawionej największych gwiazd to objaw braku szacunku. Tym bardziej, że nawet gdy Fabien Galthié powołał ostatnich pięciu graczy z Bordeaux i Tuluzy, także i tu pojawili się kolejni debiutanci. W sumie w 23-osobowym składzie meczowym było ich aż dziewięciu, w tym sześciu w wyjściowej piętnastce (m.in. pochodzący z Kanady Tyler Duguid oraz znakomity w kopach Joris Segonds, który niestety w ten sposób przekreślił możliwość gry dla Hiszpanii). Po stronie All Blacks debiutantów pojawiło się czterech (niemal wszyscy z kadry, w tym Holender Fabian Holland). A mecz nie okazał się jednostronnym pogromem, ale świetnym widowiskiem, zakończonym tylko nieznacznym zwycięstwem All Blacks. Zaczęło się od urazu głowy Sevu Reece’a oraz prowadzenia Francuzów 10:0 po kwadransie. Co prawda trzy przyłożenia wyprowadziły gospodarzy na czoło przed przerwą, ale po niej Francuzi dwukrotnie niwelowali stratę do zaledwie jednego oczka. I przez niemal całe ostatnie pół godziny taką różnicę na tablicy wyników mieliśmy, a mecz mógł się rozstrzygnąć w każdą stronę. Ostatecznie trzy punkty dla Nowozelandczyków dorzucił Beauden Barrett, jego drużyna zwyciężyła, ale Francuzi pokazali, że nie są skazani na pożarcie. Scotta Robertsona boli kontuzja nie tylko Reece’a, ale także kapitana drużyny Scotta Barretta.
Południowa Afryka – Włochy 42:24. Spora dysproporcja między składami. Rassie Erasmus postawił na niezwykle doświadczoną drużynę, naładowaną mistrzami świata (przy czym wynagrodził dwóch zawodników, którzy odegrali szczególne role w meczu z Barbarians: Jesse Kriel został kapitanem, a miejsce w wyjściowej piętnastce i międzynarodowy debiut zaliczył Vincent Tshituka). Z kolei Włosi w składzie dalekim od najsilniejszego (wśród nieobecnych dość wymienić Capuozzo, Paolo Garbisiego, Brexa, Lamaro czy Allana), z nowym kapitanem – Niccolò Cannone. Wygrana RPA zatem nie dziwi. W pierwszej połowie pokazał się zwłaszcza łącznik ataku Morne van der Berg, który zdobył dwa z czterech przyłożeń swojej drużyny (do przerwy było 28:3, a Springboks dominowali w młynie i świetnie kopali). Drugą połowę dla odmiany nieoczekiwanie wygrali Włosi (m.in. przyłożenie w debiucie, tuż po wejściu na boisku zaliczył pochodzący z Argentyny Pablo Dimcheff, który dorzucił potem kluczową rolę w kolejnym przyłożeniu swojej drużyny), ale byli w stanie tylko zmniejszyć straty, większość punktów zdobywając w ostatnim kwadransie. Co swoją drogą, jest prztyczkiem w nos dla Erasmusa i jego „bomb squadu” z ławki rezerwowych.
Argentyna – Anglia 12:35. Odrobinę nieoczekiwana porażka Argentyny, która przecież niedawno pokonała w Dublinie British & Irish Lions składających się w przeważającej części z angielskich gwiazd, a tym razem uległa drużynie poniekąd rezerwowej. W reprezentacji Anglii mieliśmy mieszankę doświadczenia i młodości (setny mecz dla Anglii George’a Forda, sto drugi Jamiego George’a, a zarazem trzech debiutantów w składzie, z czego dwóch w wyjściowej piętnastce). W pierwszej połowie gospodarze nie wykorzystali gry w przewadze (przez moment nawet podwójnej) po żółtych kartkach zbieranych przez graczy z Albionu – ba, właśnie w osłabieniu Anglicy zdobyli jedyne punkty w tej części spotkania (drop goala zaliczył Ford). Warto zaznaczyć, że zrobili to przy okazji swojej jedynej wizyty w polu 22 m gospodarzy – to Argentyńczycy przeważali, ale trzykrotnie rywale utrzymali piłkę nad polem punktowym, a sami gospodarze nie pomagali sobie licznymi przodami na połowie Europejczyków. Po przerwie sytuacja zmieniła się diametralnie – pierwsze 10 minut to świetny okres Anglików, którzy zaliczyli trzy przyłożenia i 19 punktów. Co prawda gospodarze zdołali nieco stratę zredukować, ale w końcówce znowu punktowali Anglicy, którzy pewnie wygrali spotkanie. Świetny występ zaliczył Ford (15 punktów i asysta).
Japonia – Walia 24:19. Osiemnasta porażka Walijczyków z rzędu i to na dodatek przeciwko drużynie, która ostatnio nie błyszczała (w starciach z ekipami z Tier 1 nie wygrała od Pucharu Świata w 2019), a w tym spotkaniu zagrała z ośmioma debiutantami w składzie (w tym dwoma w piętnastce). I specjalnym usprawiedliwieniem nie może tu być nieobecność graczy z ekipy British & Irish Lions, bo przecież Walijczyków w tym gronie jest tylko dwóch. Co prawda trzy przyłożenia w pierwszych 20 minutach dały europejskiej drużynie prowadzenie 19:7 (błysnął m.in. Taulupe Faletau), ale potem punktów długo nie było, a w ostatnich 20 minutach punktowali już tylko gospodarze, którzy w ten sposób udokumentowali rosnącą od początku drugiej części spotkania przewagę. I wygrali z Walijczykami drugi raz w historii. Kto wie, może znaczenie miał upał i przedłużona z tej okazji do 20 minut przerwa, zgodnie z nowymi wytycznymi WR – ale warto zwrócić uwagę, że Eddie Jones trzymał swoją pierwszą linię na boisku przez pełne 80 minut. Walia po tym meczu spadnie w rankingu z World Rugby z 12. na 14. miejsce (wyprzedzona m.in. przez swoich sobotnich rywali).
Australia – Fidżi 21:18. Australia zagrała bez kontuzjowanych na zgrupowaniu Roba Valetiniego i Willa Skeltona, za to z wracającymi do gry Josephem Sua’ali’im i Maxem Jorgensenem oraz Davidem Poreckim, którego w ich składzie nie było dwa lata. Fidżi za to z dwoma debiutantami (w tym Salesim Rayasim), a także graczami z Europy (m.in. chyba najlepszym na boisku Jiutą Wainiqolo). Wygrana szykujących się do meczu z British & Irish Lions gospodarzy nie była specjalnie przekonująca – wyszarpali ją siedmiopunktową akcją (z przyłożeniem kapitana, Harry’ego Wilsona) w samej końcówce spotkania, po tym, gdy Fidżyjczycy podarowali im karnego atakując w polu 22 m Australii. Efektowne spotkanie, z ładnymi akcjami (tą w wykonaniu Wainiqolo szczególnie: https://x.com/i/status/1941722724226736152), a Fidżyjczycy bliscy byli powtórzenia sukcesu, jaki odnieśli nad Australijczykami na Pucharze Świata we Francji. Bolesnym kosztem zwycięstwa jest dla drużyny Joego Schmidta kontuzja Noaha Lolesio.
Gruzja – Irlandia 5:34. Biorąc pod uwagę osłabienie składu Irlandczyków, pozbawionych uczestników British & Irish Lions i sprawdzających aż sześciu debiutantów (połowa z nich z Connachtu), liczyliśmy na nieco więcej od Gruzinów. Jednak ekipa, której kapitanem był pierwszy raz Craig Casey, pewnie wygrała. Mecz ustawiło już pierwsze 10 minut, gdy po dwóch przyłożeniach jednego z debiutantów, Tommy’ego O’Briena (byłego kapitana reprezentacji U20), goście wyszli na prowadzenie 14:0. Potem długo punktów nie było, Gruzini odpowiedzieli przyłożeniem tuż po przerwie, ale w drugiej połowie Irlandczycy ponownie dominowali i dorzucili kolejne dwa przyłożenia i skuteczne kopy Sama Prendergasta. Graczom nie pomagał ulewny deszcz, a Gruzini mogą żałować choćby świetnej okazji Akakiego Tabucadze.
Poza tym:
- Māori All Blacks – Szkocja
26:2129:26 (w końcu debiut w ekipie Szkocji pochodzącego z Nowej Zelandii Fergusa Burke’a, choć tylko z ławki; mimo straty przyłożenia na samym starcie Szkoci wydawali się kontrolować pojedynek, ale w końcówce Maorysi zaczęli niwelować 17-punktową stratę i naprawdę niewiele im zabrakło – w ostatniej akcji mieli karne, auty na 5 m i przewagę jednego zawodnika); - Chile – Rumunia 40:16 (zwycięstwo Chile nad wyżej notowanym rywalem w obecności 20 tys. widzów; kluczowy był chyba początek drugiej połowy, gdy presja przegrywających 10 punktami do przerwy Rumunów nie przyniosła żadnych konkretnych efektów, a potem czerwona kartka dla jednego z Rumunów na 25 minut przed końcem; efektem jest pierwsze w historii wypadnięcie Rumunii z pierwszej dwudziestki rankingu World Rugby i pierwszy w historii awans do niej Chile);
- Stany Zjednoczone – Belgia 36:17 (pierwszy przystanek Belgów w amerykańskiej podróży skończony porażką, ale z wyżej notowanym rywalem; ozdobą meczu było przyłożenie po indywidualnej akcji obrońcy belgijskiego, Matiasa Remue, który potem zaliczył niemal równie imponującą akcję skończoną asystą);
- Brazylia – Argentyna XV 17:45 (niezbyt dobry wynik, ale bardzo cenne przetarcie Brazylijczyków przed zbliżającymi się decydującymi meczami w kwalifikacjach do Pucharu Świata w Australii).
Z kraju
Tradycyjnie, ostatni komplet medali rugbowych mistrzostw Polski rozdano podczas turnieju kadetów w rugby 7 w ramach Ogólnopolskiej Olimpiady Młodzieży. W rozgrywanym w Poznaniu turnieju triumfowali młodzi gracze Orkana Sochaczew, którzy w finale pokonali Budowlanych Łódź 21:14. Dla sochaczewian to jedenasty triumf w rugby 7 kadetów i zarazem trzeci z rzędu. Budowlani obronili wicemistrzostwo sprzed roku. Brązowy medal dla Rugby Białystok – to historyczne wydarzenie dla białostocczan, coraz bardziej widocznych na rugbowej arenie w kraju: pierwszy w historii medal mistrzostw Polski. W meczu o brąz pokonali Ogniwo Sopot. A ja tradycyjnie żałuję, że medali w końcu olimpijskich nie rozdają dziewczynom.
Podsumowanie rozgrywek juniorów i kadetów chłopaków: w czterech rywalizacjach dominacja Orkana Sochaczew z trzema złotymi i jednym srebrnym medalem. Świetny wynik też Budowlanych Łódź – jedno złoto i dwa srebra. Resztą medali dzielili się zawodnicy Ogniwa Sopot (tu dwa miejsca na podium), Lechii Gdańsk, AZS AWF Warszawa i Rugby Białystok. Pierwszy raz od lat żadnego krążka nie zdobyli młodzi gracze Juvenii Kraków.
Ze świata
Rozstrzygnięte zostały tegoroczne mistrzostwa Azji (i zarazem azjatyckie kwalifikacje do Pucharu Świata – szczególne, bo pierwszy raz w historii dające pewność wyjazdu na największą rugbową imprezę). Z tego pierwszego awansu ucieszyli się faworyci rozgrywek – Hongkong dopełnił kompletu zwycięstw i wygrał na wyjeździe z Koreą Południową aż 70:22, aplikując rywalom aż 10 przyłożeń. Dla Hongkongu to chwila historyczna – wystąpi na Pucharze Świata pierwszy raz w historii. Natomiast dla Koreańczyków wyniki tegorocznego ARC to ogromne rozczarowanie, odbija się jednak polityka nowego prezesa federacji Sim Yeong Boka, który stawia na siódemki kosztem piętnastek (przy czym stracił część sponsorów i doprowadził do przerwania rozgrywek powstałej przed paroma laty Korea Super Rugby League). W drugim spotkaniu Sri Lanka uległa Zjednoczonym Emiratom Arabskim 21:29. Kto wie jednak, kto wygrałby ten mecz, gdyby Lankijczycy, dominujący w drugiej połowie, korzystali z okazji do kopów z karnych na bramkę – zrobili to jednak tylko raz, zaraz po przerwie, zbliżając się do rywali na 1 punkt, a potem grali o pełną pulę i zawodzili. A gdy w końcówce zostali w czternastkę po żółtej kartce, gracze z ZEA rozstrzygnęli mecz przyłożeniem. Dzięki temu zwycięstwu to Zjednoczone Emiraty Arabskie zajęły drugie miejsce w rywalizacji i pozostają w grze o wyjazd do Australii – czeka ich mecz z wicemistrzem Afryki, którego stawką będzie udział w turnieju barażowym, który odbędzie się pod koniec roku w Dubaju.
Odbył się też ciekawy mecz towarzyski kobiet, pomiędzy Południową Afryką i Kanadą. I chociaż w drużynie przyjezdnych nadal nie było Sophie de Goede, Kanadyjki pokazały rosnącej w siłę ekipie gospodyń, że wciąż im nieco brakuje do najlepszych na świecie. Skończyło się wynikiem 50:20 dla Kanady.
Po drugiej kolejce fazy grupowej rozgrywanych we Włoszech mistrzostw świata U20 pozostały już tylko cztery drużyny niepokonane. W grupie A drugą wygraną zgarnęła Południowa Afryka – po najciekawszym chyba spotkaniu tej kolejki, w którym zwyciężyła 32:22 broniącą tytułu Anglię 32:22 (i to mimo że po kwadransie przegrywała 0:14). Ta porażka stawia pod dużym znakiem zapytania obronę tytułu przez graczy z Albionu, do finału awansują bowiem tylko zwycięzcy grup i najlepsza drużyna z drugich miejsc. Z kolei dla RPA to już pewny awans do półfinału, nikt bowiem nie odbierze im pierwszego miejsca w grupie. W drugim spotkaniu tej grupy Australijczycy dzięki świetnemu ostatniemu kwadransowi zwyciężyli Szkotów 34:24. W grupie B swoje drugie zwycięstwa odniosły Francja i Argentyna. Francuzi pokonali 31:21 Walijczyków (choć do przerwy było 7:21; ostatnie 20 minut Walia grała w czternastkę), natomiast Argentyna po dramatycznym meczu wygrała z Hiszpanią 33:30 (do przerwy było 7:30, ale w drugiej połowie młode Pumy wykorzystali swoją dominację w maulach). W grupie C niepokonani pozostali Nowozelandczycy, którzy wygrali z Gruzją 38:19 (tu też Gruzini na początku dwukrotnie wychodzili na prowadzenie), natomiast pierwszą wygraną zanotowali Włosi, którzy w pokonanym polu zostawili Irlandczyków (18:16, trzy żółte kartki w samej końcówce, Irlandczycy zmarnowali podwyższenie na remis w ostatniej akcji – wykonywał je zawodnik o swojsko brzmiącym nazwisku, Sam Wisniewski).
Po raz jedenasty mistrzem niemieckiej Bundesligi została ekipa SC Frankfurt 1880 – przy czym piąty raz z rzędu. Ten sukces był wyjątkowo okazały, bo w decydującym starciu frankfurcka drużyna rozgromiła TSV Handschuhsheim 43:5. Swoją drogą, tu w kolejnym sezonie czeka nas reforma rozgrywek – znaczące ograniczenie liczby drużyn w Bundeslidze (z 16 do 10), likwidacja podziału na dwie grupy, a także wprowadzenie systemu punktowego, który ma regulować liczbę zawodników z zagranicy. Smutne jest to, że kilka drużyn odpuściło baraże o Bundesligę, uznając, że w kolejnym sezonie po prostu to będą dla nich zbyt wysokie progi (a w przypadku RC Leipzig – prawdopodobnie dlatego, że nie zmieszczą się w punktowych limitach).
Mimo krytyki EPCR nie zmieniło formatu rozgrywek europejskich pucharów, a we wtorek przeprowadziło losowanie fazy grupowej tych rozgrywek. Kilka smakowitych pojedynków jednak w tej fazie nam się szykuje – w Champions Cup los zestawił w tych samych grupach m.in. Leinster i La Rochelle, Tuluzę i Saracens czy Bath i Tulon. Obrońcy tytułu z Bordeaux wśród grupowych rywali będą mieli Northampton Saints, Bulls, Bristol Bears i Scarlets. W Challenge Cup gruziński Black Lion tym razem za grupowych rywali będzie miał Connacht, Zebre Parma, Ospreys, Montpellier i Montauban (beniaminka Top 14) (przy czym z jednym z tych przeciwników nie zagra). Los połączył też w jednej grupie obie drużyny z Paryża.
W ten weekend nie weszli jeszcze do gry Hiszpanie, ale też ruszają do Ameryki Północnej. Zwraca uwagę brak w składzie Joela Merklera z Tuluzy, który odpoczywa po długim sezonie, a także obecność Johna Wessela Bella – wraca do kadry po długiej przerwie. Warto pamiętać, że to właśnie jego występy w kadrze zaowocowały wykluczeniem Hiszpanii ze zmagań o wyjazd na Puchar Świata do Francji, ale w międzyczasie zmieniły się reguły uzyskiwania prawa do reprezentowania kraju, w którym zawodnik się nie urodził.
Według Midi-Olumpique jest już pewne, że British & Irish Lions za cztery lata, gdy czeka ich wyprawa do Nowej Zelandii, drugi raz w swojej historii zagrają z reprezentacją Francji. Zapewne odbędzie się to przed wylotem, a Francuzi mają się zastanawiać, czy z tej okazji nie zmienić harmonogramu rozgrywek Top 14.
Są też składy na rozpoczynające się we wtorek w ugandyjskiej Kampali mistrzostwa Afryki. Są polskie tropy: w ekipie Namibii znaleźli się Danco Burger oraz Johan Retief, z kolei dla Zimbabwe grać będzie Kudakwashe Nyakufaringwa.
W kolejnym sezonie Rugby Europe Championship kobiet miejsce ostatnich w tym roku Szwedek zajmą zwyciężczynie grupy Trophy, Belgijki.
Z wieści transferowych:
- Tevita Tatafu odchodzi z Bordeaux i wraca do Tokyo Sungoliath;
- nowym klubem Semiego Radradry będzie Shizuoka BlueRevs;
- Moana Pasifika przekonała do rugby union (pytanie – jak dużymi pieniędzmi?) zawodnika Broncos, Israela Leotę;
- Tongijczyk Vaea Fifita przechodzi ze Scarlets do beniaminka Top 14, Montauban;
- młody reprezentant Niemiec Chris Henning przechodzi z drużyny SC Frankfurt 1880 do ekipy espoirs w Grenoble;
- a na koniec informacja o wyjątkowym przedłużeniu kontraktu: 43-letni już Ma’a Nonu ma grać dla Tulonu także w kolejnym sezonie.
Zapowiedzi
A w nadchodzącym tygodniu:
- dwa spotkania British & Irish Lions w Australii – z Brumbies w środę i z drużyną Invitional AU & NZ w sobotę;
- drugi weekend meczów testowych: Nowa Zelandia – Francja, Południowa Afryka – Włochy, Argentyna – Anglia, Fidżi – Szkocja, Japonia – Walia, Portugalia – Irlandia, Kanada – Belgia, Urugwaj – Rumunia, Stany Zjednoczone – Hiszpania, Cheetahs – Gruzja;
- startują mistrzostwa Afryki (i zarazem kwalifikacje do Pucharu Świata w Australii): we wtorek ćwierćfinały (Zimbabwe – Maroko, Algieria – Wybrzeże Kości Słoniowej, Namibia – Senegal i Kenia – Uganda), a w niedzielę półfinały;
- towarzyski turniej drużyn z południowo-wschodniej Azji – Unions Cup: w środę półfinały (Singapur – Filipiny i Tajwan – Tajlandia), a w sobotę finały;
- kilka towarzyskich pojedynków reprezentacji kobiecych: RPA z Kanadą, Nowej Zelandii z Australią i Brazylii z Holandią;
- mistrzostwa świata U20 – w środę ostatnie pojedynki fazy grupowej;
- a krajowym akcentem będzie udział reprezentacji Polski w rugby 7 U18 (i męskiej, i kobiecej) w mistrzostwach Europy.
Przy meczu Māori All Blacks – Szkocja jest błąd w wyniku.
Fakt, dzięki!
Jak to jest możliwe, że Walia przegrała 18 meczów z rzędu i nadal jest na 14-stym miejscu w rankingu? Taka Hiszpania, USA, Portugalia czy Rumunia mają znacznie lepszy bilans meczów a stoją w miejscu w rankingach… Co trzeba zrobić aby przegonić zespół, który tylko przegrywa?
No, ale grają z ciut innymi przeciwnikami, a różnica punktowa w rankingu była na tyle spora, że wciąż nie została zniwelowana.