Testowy weekend

Za nami bardzo dużo testowego grania. Zwracają uwagę przede wszystkim wygrane Fidżi nad Szkocją, a także Belgów i Hiszpanów z północnoamerykańskimi przeciwnikami, rozczarowało natomiast ponad 100 straconych punktów przez Portugalię w meczu z Irlandią. Jesteśmy coraz bliżej wyłonienia kolejnego uczestnika Pucharu Świata (w mistrzostwach Afryki pozostał do rozegrania finał), a emocji nie szczędzą kibicom drużyny uczestniczące w mistrzostwach świata U20.

British & Irish Lions

Za nami dwa kolejne spotkania brytyjskiej ekipy na australijskiej ziemi – a te najważniejsze się zbliżają.

Brumbies – British & Irish Lions 24:36. Niemal wyłącznie irlandzko-angielski skład (z dwoma Szkotami na okresę) wystąpił przeciwko ekipie ze stolicy Australii. Znów kapitanem był Maro Itoje, a Mack Hansen na skrzydle zagrał przeciwko swoim dawnym kolegom w rodzinnym mieście. Lions wygrali po raz czwarty w Australii, ale drugi raz z rzędu nie było to zwycięstwo nazbyt przekonujące. Pozwolili gospodarzom na zdobycie aż czterech przyłożeń i choć od piętnastej minuty meczu nie wypuścili prowadzenia z rąk, a w końcówce wypracowali na chwilę nawet 19-punktową przewagę, spadło na nich sporo słów krytyki. A na dodatek ich problem na pozycji obrońcy rośnie – po kontuzji Elliota Daly’ego i chorobie Hugo Keenana, tym razem źle wyglądający uraz odniósł Blair Kinghorn, który późno dołączył do Lwów po finale Top 14 (efektem jest awaryjne powołanie Jamiego Osborne’a z Leinsteru).

Invitional AU & NZ – British & Irish Lions 0:48. Zaproszeniowa australijsko-nowozelandzka ekipa okazała się niezbyt wymagającym rywalem dla Lions. W Adelajdziepierwszy raz w tym roku zobaczyliśmy w czerwonej koszulce Owena Farrella (wszedł z ławki). Wśród rywali mieliśmy kilkunastu reprezentantów Australii i Nowej Zelandii, w tym kilka niewątpliwych gwiazd. Jednak brakło im zgrania, zawodzili zarówno w obronie (skuteczność szarż: 66%), jak i w ataku (zero zdobytych punktów, a co gorsza także zero widowiskowej gry, której po takich zaproszeniowych ekipach raczej się spodziewamy), podczas gdy Lions przykładali raz za razem. Najlepszym zawodnikiem meczu był Ben Earl, hat-tricka zaliczył Duhan van der Merwe, a kolejne trzy przyłożenia dorzucili jego koledzy z reprezentacji Szkocji: Ben White, Sione Tuipulotu i Scott Cummings i dopiero w samej końcówce dwa przyłożenia dorzucili gracze z innych kątów Wysp Brytyjskich. Kosztem wygranej przyjezdnych była kontuzja Luke’a Cowana-Dickiego, która zaowocowała dodatkowym powołaniem na trzecią już wyprawę Lwów Jamiego George’a.

Australijczycy mają kłopoty z obsadą pozycji łącznika ataku – ich podstawowego gracza na tej pozycji, Noaha Lolesio, z udziału w serii wyeliminowała uraz szyi, który wymagał operacji. W tej sytuacji Joe Schmidt powołał pominiętego wcześniej w powołaniach Jamesa O’Connora, który w ostatnim sezonie grał dla nowozelandzkich Crusaders.

Mecze towarzyskie

Tradycyjnie lipiec to miesiąc meczów testowych – i właśnie mieliśmy drugi z trzech weekendów nimi wypełnionych.

Nowa Zelandia – Francja 43:17. Gospodarze wprowadzili tylko kilka zmian do składu w porównaniu z poprzednim meczem (wypadli kontuzjowani Scott Barrett i Sevu Reece, a nowym kapitanem został Ardie Savea, potem najlepszy na boisku), a debiutanta mieli tylko jednego, i to na ławce (Timoci Tavatavanawai). Inaczej w drużynie Francji – tu duża rotacja, aż 10 zmian i aż 6 debiutantów (w tym 4 w wyjściowej piętnastce, wszyscy w młynie, m.in. Joshua Brennan, syn reprezentanta Irlandii Trevora). Dość powiedzieć, że cały 23-osobowy skład Francji uskładałby 174 międzynarodowe występy, podczas gdy spośród rywali sam Beauden Barrett miał ich 136. Nie było powtórki sprzed tygodnia – tym razem dominacja All Blacks nie podlegała dyskusji. Już w pierwszej połowie zaliczyli 4 przyłożenia (dwa z nich przy grze w osłabieniu po żółtej kartce Beaudena Barretta) i prowadzili do przerwy 29:3. Rewolucja w składzie trójkolorowych po przerwie zaowocowała przyłożeniem, ale tylko jednym, a potem znowu punktowali gospodarze i dopiero pod sam koniec goście zanotowali trzecie przyłożenie, które niczego nie zmieniło. Nowozelandczycy absolutnie zdominowali rywali w tym meczu w maulach i autach.

Południowa Afryka – Włochy 45:0. Drugie starcie Springboków z Włochami i zwycięstwo jeszcze pewniejsze niż przed tygodniem. I to pomimo faktu, że Rassie Erasmus dokonał 11 zmian w składzie, a na ławce posadził trzech debiutantów (m.in. Cobusa Wiese). U Włochów też była rotacja, ale ciut mniejsza (cóż, oni w ogóle na południe przyjechali mocno osłabieni). Gospodarzom nie przeszkodziła nawet czerwona kartka Jaspera Wiesego w połowie pierwszej części spotkania – mimo gry w czternastkę od tego momentu (i to do końca meczu – to nie była tylko 20-minutowa sankcja), do przerwy prowadzili już 24:0. W drugiej połowie dorzucili jeszcze trzy przyłożenia (dwa z nich w samej końcówce), a rywalom nie pozwolili na zdobycie choćby punktu. Błysnął skrzydłowy Edwill van der Merwe, a swój setny występ dla reprezentacji zaliczył Willi le Roux (obaj zmajstrowali chyba najładniejszą akcję meczu). Sporo tu było taktycznych gierek Erasmusa: ponownie zobaczyliśmy graczy RPA zamieniających karne we własnym polu 22 m na młyny, organizujących maule po wyniesieniu zawodnika w otwartej grze, a nawet kop na rozpoczęcie meczu celowo zamieniony na młyn dla Włochów (choć akurat ten nie poszedł po myśli gospodarzy, a Nigel Owens stwierdził, że w takiej sytuacji on podyktowałby rzut karny).

Argentyna – Anglia 17:22. Drugi mecz w Argentynie Anglików pozbawionych graczy z ekipy British & Irish Lions i znowu zwycięstwo. A biorąc pod uwagę to, co działo się na boisku – zdecydowaną dominację gości w posiadaniu i terytorium – ta wygrana powinna być jeszcze wyższa. Anglicy, w których drużynie debiutował Luke Northmore (doczekał się po kilku latach ocierania się o kadrę) zdecydowanie dominowali nad gospodarzami, w których składzie doszło aż do 7 zmian (m.in. wymiany obu filarów, którzy kiepsko wypadli przed tygodniem). Jednak ze skutecznością gości było krucho – z 17 wizyt w polu 22 m rywali Anglicy zanotowali tylko trzy przyłożenia (m.in. dokonując kiepskich wyborów faktycznych, np. gry nogą w nietrafionych momentach). W pierwszej połowie dwukrotnie Argentyńczycy wychodzili na prowadzenie, a od 53. minuty na tablicy wyników widniał remis i mecz został rozstrzygnięty dopiero na sam koniec ładną akcją drużyny angielskiej skończoną przez Jacka van Poortvlieta.

Fidżi – Szkocja 29:14. Nie udał się oficjalny międzynarodowy debiut Fergusa Burke’a w ekipie Szkocji. Pierwsza wizyta drużyny z najwyższego światowego poziomu na Fidżi od ośmiu lat zakończyła się porażką (przed ośmioma laty to też była Szkocja, także podczas wyprawy Lions i wtedy również przegrała). Fidżyjczycy, którzy dokonali tylko dwóch zmian w składzie w porównaniu z meczem z Australią, zaczęli od straty przyłożenia. Potem jednak goście z Europy zamiast punktów zaczęli zbierać żółte kartki, co gospodarze bezlitośnie wykorzystywali (zwłaszcza po żółtej kartce Darcy’ego Grahama pod koniec pierwszej odsłony). Drugą połowę Szkoci zaczęli od zmniejszenia straty do jednego oczka (mimo wciąż trwającego osłabienia), ale kolejne punkty zdobył dla Fidżi niesamowity Jiuta Wainiqolo (https://x.com/i/status/1943967550842286445), a chwilę potem jego drużyna zapisała na swoje konto karne przyłożenie (przy okazji którego drugą żółtą i w konsekwencji czerwoną kartkę zobaczył Graham). W efekcie mamy rzadki przypadek wygranej drużyny z Tier 2 nad ekipą ze światowej elity.

Japonia – Walia 22:31. Nareszcie przełamanie Walii – pierwsza wygrana od niemal dwóch lat. Jej wymowę jednak nieco osłabia fakt, że Eddie Jones znowu postawił na młodość – w wyjściowej piętnastce znalazło się czterech graczy z zaledwie jednym meczem międzynarodowym na koncie, a na ławce czterech debiutantów. Pojawił się Naoto Saitō z Tuluzy. Z kolei Matt Sherratt dokonał czterech zmian w składzie, w tym stawiając na niedoświadczonego Dana Edwardsa na pozycji łącznika ataku. I właśnie Edwards pod koniec meczu zdobył 7 punktów, które zdecydowały o wygranej jego drużyny (w sumie zdobył ich 16). Zanim to nastąpiło, Walijczycy zaczęli od prowadzenia 21:3 pod koniec pierwszej połowy, ale wtedy Japończycy zaczęli odrabiać straty i zbliżyli się do gości na zaledwie dwa punkty. Efektem wygranej jest powrót Walii do czołowej dwunastki rankingu World Rugby.

Portugalia – Irlandia 7:106. Bardzo smutny wynik Portugalczyków, którzy po odejściu trenera Patrice’a Lagisqueta i skończeniu karier przez kilku graczy mniej błyszczą. Tym smutniejszy, że Irlandczycy grali bardzo rezerwowym składem, nie tylko bez Lwów, ale także z trzema kolejnymi debiutantami (Alex Kendellen, Shayne Bolton i Hugh Gavin). Wszyscy trzej wpisali się zresztą na tablicę wyników, przy czym Gavin i Bolton już w pierwszej połowie mieli na koncie po dwa przyłożenia. W sumie Irlandczycy zaliczyli 16 przyłożeń, a rozmiar wygranej jest ich rekordem. Portugalczycy nie tylko fatalnie bronili, ale na domiar złego stracili kontuzjowanego kapitana, Tomasa Appletona. I w niewielkim stopniu usprawiedliwia ich brak kilku znakomitych graczy (m.in. skrzydłowych Raffaele Stortiego czy Rodrigo Marty) oraz brak doświadczenia w takich starciach (z Irlandią grali po raz pierwszy, nie licząc nieoficjalnego meczu treningowego za zamkniętymi drzwiami przed ostatnim Pucharem Świata). Ciekawostką była awaria techniczna, która wyłączyła TMO.

Poza tym:

  • Kanada – Belgia 18:25 (wygrana Belgów w meczu, który być może był próbą generalną przed listopadowym barażem o ostatnie miejsce na Pucharze Świata – póki co nic nie wskazuje na to, aby Kanadyjczycy zdołali kwalifikować się na RWC wprost z Pacific Nations Cup; do przerwy jeden punkt różnicy, ale po niej Belgowie zbudowali zwycięską, 12-punktową przewagę, zredukowaną przez gospodarzy dopiero w ostatniej akcji; 15 punktów Floriana Remue, a przy okazji do obejrzenia znalezione wreszcie dwie akcje jego brata Matiasa sprzed tygodnia: https://x.com/i/status/1943975802980172066 i https://x.com/i/status/1943975802980172066 – obaj z Espoirs Tuluzy);
  • Urugwaj – Rumunia 70:8 (Urugwaj był faworytem spotkania, ale miało on nieoczekiwanie jednostronny charakter; trudno zrozumieć, jaką intencję mieli Rumuni wysyłając do Ameryki skład mocno przerzedzony z podstawowych zawodników kadry; wynik sporo też daje do myślenia w kontekście kwalifikacji do Pucharu Świata, w których Południowa Ameryka otrzymała tylko jedno miejsce z bezpośrednim awansem);
  • Stany Zjednoczone – Hiszpania 20:31 (mecz opóźniony przez burzę; świetny początek Hiszpanów, którzy wyrastają na znaczącą siłę w Tier 2 – już na starcie zapunktował Martiniano Cian, potem Estanislao Bay po nietypowej akcji pełnej błędów rywali, a po 25 minutach było 21:0; Amerykanie dzięki dwóm przyłożeniom tuż przed przerwą i karnym AJ MacGinty’ego po przerwie zmniejszyli stratę do jednego oczka, ale w końcówce najpierw Gonzalo Lopez Bontempo (w sumie 16 punktów) kopnął karnego, a zwycięstwo Hiszpanie przypieczętowali na koniec czwartym przyłożeniem zdobytym po maulu autowym);
  • Cheetahs – Gruzja 24:20 (Gruzini na przywitanie z Południową Afryką zagrali w poniekąd rezerwowym składzie, ale porażka z Cheetahs mimo to jest chyba rozczarowaniem; mecz był elementem obchodów 130-lecia rugby w Bloemfontein).

Z kraju

We francuskim Bourgoin-Jallieu odbyły się mistrzostwa Europy w rugby 7 w kategorii do lat 18. Zarówno w dziewczęcej, jak i w chłopięcej rywalizacji zobaczyliśmy nasze reprezentacje.

Wśród dziewczyn rywalizowało sześć drużyn, a rozgrywki toczyły się systemem kołowym. Polki zaczęły od najtrudniejszych przeciwniczek – w dwóch pierwszych meczach nie miały nic do powiedzenia i przegrały najpierw z Hiszpanią 0:46, a potem z Francją 0:39, tracąc w tych meczach aż 15 przyłożeń (a w meczu z Francją, przy stanie 0:10, także kapitan Igę Iwińską, która zobaczyła czerwoną kartkę za wysoką szarżę). Dopiero w trzecim spotkaniu padły pierwsze punkty dla Polek – uległy Niemkom 5:10 (zapunktowała po stumetrowej akcji Nikola Talkowska; porażka niewysoka, ale i tu dominacja rywalek nie podlegała dyskusji). Znacznie lepiej wyglądało pierwsze niedzielne starcie, z Belgijkami – znowu przegrane, ale po walce. W pierwszej połowie Belgijki dwukrotnie wychodziły na prowadzenie, a nasze za każdym razem doprowadzały do wyrównania (najpierw Jadwiga Chlebuś, potem Talkowska). Po przerwie podobnie – było 10:17, ale potem remis po przyłożeniu Talkowskiej. Polki miały szansę na zwycięskie przyłożenie, ale ostatecznie to Belgijki zapunktowały i wygrały 24:17. W ostatnim spotkaniu rywalkami Polek były Czeszki i ten mecz niestety też skończył się porażką – 7:28 – jedyne swoje punkty zdobyły po przyłożeniu Talkowskiej tuż przed końcem meczu.

Ostatecznie Polki zajęły ostatnie, szóste miejsce, a na podium stanęły Hiszpanki przed Francuzkami i Czeszkami.

Na starcie męskiej rywalizacji stanęło 12 ekip. Polacy fazę grupową zaczęli od dwóch porażek na styku: 19:26 z Niemcami (do przerwy 0:21, potem odrabianie strat przyłożeniami Nikodema Wołowczyka, Ashtona Stanczyka i po 70-metrowym rajdzie Pedro Brzezinskiego – niestety i Niemcy w drugiej połowie zapunktowali) i 17:22 z Portugalią (znowu kiepska pierwsza połowa, przegrana 0:22, a potem odrabianie strat przyłożeniami Szymona Narajczyka, Wołowczyka i Brzezińskiego – znowu brakło czasu). Wejście do ćwierćfinału mogła naszym dać wygrana z Rumunią, ale choć Polacy prowadzili 14:0 po przyłożeniach Marcela Marczewskiego już w pierwszej akcji i Brzezinskiego (który zdobywał punkty w każdym sobotnim meczu), pozwolili rywalom odrobić straty i mecz skończył się remisem 14:14. I nie wiem, dlaczego Polacy, gdy odzyskali piłkę zaraz po syrenie pod własnym polem punktowym, wykopali ją za boisko zamiast walczyć o wygraną – bo choć zajęli trzecie miejsce w grupie, do ćwierćfinału nie awansowali i w niedzielę grali o miejsca 9–12. Tutaj, w półfinale, wreszcie przyszło zwycięstwo – 20:5 nad Luksemburgiem po przyłożeniach Kajetana Guzdy, Narajczyka, Szymona Polakiewicza i Marczewskiego (niestety, z kompletem spudłowanych podwyższeń). W efekcie w meczu o 9. miejsce nasi mierzyli się ponownie z Rumunią. I tu brak podwyższeń miał decydujące znaczenie. W pierwszej połowie rywale przeważali i wygrali ją 10:5 (jedyny atak naszych chłopaków przyłożeniem skończył Narajczyk). Po przerwie ten sam zawodnik doprowadził do remisu, a chwilę potem na prowadzenie wyprowadził nas Marczewski. Niestety, żadne nasze przyłożenie nie zostało podwyższone i gdy Rumuni odpowiedzieli przyłożeniem pod słupami, skuteczne podwyższenie zadecydowało o ich zwycięstwie 17:15.

Polacy zatem skończyli rywalizację na dziesiątym miejscu. Pierwsze przypadło Francuzom, którzy w finale pokonali Hiszpanów, a brązowe medali zdobyli Niemcy, którzy w meczu o brąz byli lepsi od Belgów.

Polski Związek Rugby oficjalnie poinformował o zakończeniu współpracy z trenerem reprezentacji Polski w rugby 7 kobiet – Januszem Urbanowiczem. Szkoleniowiec poprowadził drużynę do ogromnych sukcesów, bezprecedensowych w polskim rugby, a końcowym akcentem było srebro mistrzostw Europy. Decyzja miała być podjęta już kilka miesięcy temu, po krakowskim turnieju w ramach Challengera, który akurat stanowił apogeum jeden z gorszych momentów drużyny. Pytanie – co dalej? Nazwiska nowego trenera nie znamy. A wpływ Urbanowicza na reprezentację zapewne w dużym stopniu będzie zachowany, bo przecież większość jej zawodniczek gra w Biało-Zielonych Ladies Gdańsk.

I informacja zaległa, o jednym zapomnianym komplecie medali młodzieżowych – dwa tygodnie temu odbyły się pierwsze mistrzostwa Polski w rugby 7 w kategorii U21. Na starcie stanęły tylko trzy drużyny, które grały dwie rundy każdy z każdym. Komplet zwycięstw zgarnęła drużyna AZS AWF Warszawa, na drugim miejscu uplasowało się Rugby Białystok, a na trzecim Budowlani Łódź.

Ze świata

W Ugandzie rozpoczęły się mistrzostwa Afryki (i zarazem kwalifikacje do Pucharu Świata w Australii). We wtorkowych ćwierćfinałach bez wyjątku wygrywali faworyci: Zimbabwe pokonało Maroko 43:8 (Marokańczycy zdobyli pierwsze przyłożenie i dotrzymywali kroku rywalom dopóki lało, ale w drugiej, słonecznej połowie obrońcy tytułu już zdecydowanie dominowali; 23 punkty największej gwiazdy zwycięskiej drużyny, Iana Priora, a przyłożenie dorzucił m.in. Edward Sigauke, brylujący w rozgrywkach Varsity Cup), Algieria zwyciężyła Wybrzeże Kości Słoniowej 41:6 (do przerwy prowadziła zaledwie 8:6, ale w drugiej połowie zdobyła 5 przyłożeń), Namibia ograła Senegal 55:17 (pierwsze przyłożenie dla zwycięzców zdobył Johan Retief, a w drużynie Senegalu zagrał Wilfrid Hounkpatin, który w parę lat temu zaliczył mecz dla reprezentacji Francji), a w najciekawszym pojedynku tej fazy Kenia wygrała z gospodarzem turnieju, Ugandą, 32:24 (pod sam koniec meczu Ugandyjczycy zredukowali stratę z 19 punktów do zaledwie pięciu, ale Barry Young drop goalem przypieczętował wygraną Kenii).

Prawdziwa walka zaczęła się w niedzielnych półfinałach, w których spotkała się czwórka faworytów turnieju. W pierwszym Algieria mierzyła się z Namibią. Początkowo zwycięzcę trudno było wskazać –pierwsze punkty w meczu zdobyli Namibijczycy, a chwilę potem pierwsze przyłożenie zaliczyli Algierczycy. Dopiero po półgodzinie gry Namibia dzięki przyłożeniu Prince’a !Gaoseba powiększyła prowadzenie do 8 punktów, a w drugiej połowie przypieczętowała wygraną – ostatecznie było 21:7. W drugim półfinale napięcia było jeszcze więcej. Zimbabwe z Kenią od początku do końca wymieniały się ciosami. Pierwsze przyłożenie po świetnej akcji Edwarda Sigauke zdobyła ekipa z południa Afryki, ale Kenijczycy dwukrotnie w pierwszej połowie doprowadzali do remisu, a na koniec tej odsłony wyszli nawet na prowadzenie 18:13. Po przerwie chcieli pójść za ciosem, ale nie wykorzystali swoich szans, a punktowanie zaczęli Zimbabwijczycy. Przyłożenie, a potem kolejne kopy Iana Priora (w tym z drop goala) dały im przewagę 29:18. Kenijczycy odpowiedzieli za późno, bo dopiero w ostatniej akcji meczu – po wygranym aucie kilkanaście sekund przed końcem – i choć nie chcieli kopać podwyższenia, aby nie minęło 80 minut, sędzia nie pozwolił już zacząć gry i ostatecznie Zimbabwe wygrało 29:23. Niestety, na początku drugiej połowy kontuzji doznał Kudawkashe Nyakufaringwa.

W półfinałach zmagań o miejsca 5–8 Senegal wygrał 28:3 z Wybrzeżem Kości Słoniowej, a ekipa, która wróciła na najwyższy afrykański poziom w tym roku, Maroko, pokonała 24:12 gospodarzy turnieju, Ugandę („Lwy Atlasu” zbudowały stopniowo nawet 19-punktową przewagę i pewnie wygrały; oba przyłożenia dla Ugandy zdobył najbardziej znany zawodnik w ich drużynie, specjalista od siódemek Philip Wokorach).

W finale, którego stawką jest wyjazd do Australii, zmierzą się etatowo występująca w Pucharach Świata Namibia i broniące mistrzowskiego tytułu Zimbabwe. I wygląda na to, że przegrani z tego meczu pozostaną w Kampali, bo na 26 lipca zaplanowano w tym mieście starcie wicemistrzów Afryki z wicemistrzami Azji (Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi) o udział w barażu międzykontynentalnym.

Po raz drugi odbył się towarzyski turniej Unions Cup, w którym biorą udział reprezentacje krajów z Azji południowo-wschodniej. Tym razem rozegrano go na Tajwanie, a do trójki rywalizującej przed rokiem dołączyły Filipiny. I to właśnie ta ekipa triumfowała, w finale wygrywając 23:6 z Tajlandią (i rozstrzygając go w praktyce w ostatnich 20 minutach). Wcześniej, w półfinałach Filipiny pokonały 37:20 Singapur (17 punktów z kopów kapitana Kaia Stroema), a Tajlandia wygrała z gospodarzami turnieju 19:18 (do przerwy prowadząc 16:0). Trzecie miejsce zajęła drużyna Tajwanu (grająca bardzo młodym składem) – w meczu o brąz gospodarze wygrali z Singapurem 27:22. Ciekawostką była obecność w składzie Tajlandii w półfinale Garetha George’a, brata ponad stukrotnego reprezentanta Anglii Jamiego George’a.

Za rok impreza odbędzie się w Tajlandii, a do stawki ma dołączyć reprezentacja Guam.

Testowy lipiec nie tylko u panów – w ramach przygotowań do zbliżającego się wielkimi krokami Pucharu Świata rozegrano kilka towarzyskich spotkań reprezentacji kobiecych. W Wellingtonie drugi raz w tym roku spotkały się Australijki z Nowozelandkami – 29. pojedynek tych drużyn skończył się 29. zwycięstwem Black Ferns, w którym duży udział miała Portia Woodman-Wickliffe (w swoje 34. urodziny zaliczyła hat-tricka). Zapunktowała też po pięknej indywidualnej akcji wschodząca siódemkowa gwiazda, Jorja Miller, uznana najlepszą zawodniczką spotkania. Mimo wyrównanego początku (na pierwsze przyłożenie Woodman niemal natychmiast odpowiedziała Charlotte Caslick, a do przerwy było tylko 10:7) Nowa Zelandia wygrała 37:12. Australijczycy z uwagą patrzyli w swojej drużynie na 17-letnią debiutantkę, byłą gimnastyczkę Waiarię Ellis, ale po meczu niepokoją się ogromnie o kontuzjowaną kapitan zespołu, Siokapesi Palu.

Także drugi pojedynek (tym razem tydzień po tygodniu) rozegrały Południowa Afryka i Kanada. Tu również zwyciężyły faworytki – Kanadyjki wygrały 33:5. Dla gospodyń spotkania to i tak postęp – stawiły ciut większy opór niż w poprzednim spotkaniu. Zwracał uwagę powrót do gry po ponad rocznej przerwie kanadyjskiej gwiazdy, Sophie de Goede, która weszła na boisko z ławki rezerwowych.

A Brazylijki rewanżują się za ubiegłoroczną gościnę Holenderkom – jednak mimo przewagi swojego boiska znowu przegrały, 5:33. Honorowe przyłożenie gospodynie zdobyły dopiero na koniec meczu. Warto jednak zwrócić uwagę, że to Brazylijki jadą na Puchar Świata, a Holenderkom tym razem nie udało się zakwalifikować do tej imprezy (cóż, w Europie ścieżka była bardziej wymagająca niż w Ameryce Południowej, gdzie w szranki stanęły tylko dwie drużyny).

Na odbywających się we Włoszech mistrzostwach świata U20 w środę zakończyła się faza grupowa. W grupie A swój pewny już wcześniej awans przypieczętowała ekipa z RPA – zdobywszy 11 przyłożeń pokonała Szkocję 73:14. Drugie miejsce w grupie wywalczyli Anglicy po dramatycznym spotkaniu z Australią – po hat-tricku młynarza Kepu Tuipulotu prowadzili 19 punktami, ponownie taki dystans wypracowali na kwadrans przed końcem. Ale końcówka była popisem ekipy z antypodów – Australijczycy zaliczyli pięć przyłożeń (dwa z nich nie ostały się drobiazgowym TMO) i na kilka minut przed końcem na tablicy wyników był remis 33:33. Na koniec Anglicy otrząsnęli się, wyprowadzili jeszcze jeden atak, po którym zdobyli 3 punkty z karnego i ostatecznie wygrali 36:33 zajmując drugie miejsce w grupie. I liczyli na to, że Francja pokona Argentynę i to oni będą najlepszą drużyną z drugich miejsc i zachowają szansę na obronę mistrzowskiego tytułu. Tak się jednak nie stało.

Co prawda w grupie B w spotkaniu dwóch niepokonanych drużyn Francuzi pewnie pokonali Argentynę (już to przerwy było 38:7), to Argentyńczycy wiedzieli, że do awansu do czołowej czwórki wystarczy im punkt bonusowy i o niego walczyli. Na początku drugiej połowy zdobyli dwa przyłożenia, a pod koniec meczu to wymarzone czwarte i choć przegrali 52:26, swój cel osiągnęli (choć punkt bonusowy przy tak wysokiej porażce wydaje się nieporozumieniem – kiedy WR pójdzie po rozum do głowy i przejdzie na francuski system bonusów ofensywnych?). Oczywiście awans do półfinału wywalczyli także Francuzi jako zwycięzcy grupy. Trzecie miejsce w grupie było stawką starcia Walijczyków i Hiszpanów – ci ostatni znowu postraszyli rywali, prowadzili do przerwy, ale ostatecznie ulegli 25:35.

Także i w grupie C nie było wątpliwości co do pierwszego miejsca w grupie – choć po 10 minutach Irlandia prowadziła z Nową Zelandią 12:0, ostatecznie All Blacks wygrali wysoko, 69:22. Niezwykle zacięty był za to mecz Gruzinów z gospodarzami turnieju, Włochami. Goście zaczęli od czerwonej kartki dla swojego kapitana. Po pierwszej połowie Włosi prowadzili 12:5, krótko po przerwie rywale wyrównali i taki wynik utrzymywał się niemal do ostatniej chwili. Tuż przed upływem regulaminowego czasu gry Gruzini zdobyli przyłożenie i wyszli na 7-punktowe prowadzenie. To było jednak dla nich mało, bo choć dawało im trzecie miejsce w grupie, i tak skazywało ich na grę o miejsca 9–12 – aby to zmienić potrzebowali czwartego przyłożenia, dającego im punkt bonusowy. I walczyli o niego. Problem w tym, że choć byli o włos od wymarzonego przyłożenia, dwukrotnie stracili piłkę w ataku i dwukrotnie to Włosi przyłożyli. Za pierwszym razem sędzia odgwizdał spalonego, ale za drugim, już dobrze w doliczonym czasie gry, wątpliwości nie było i w meczu padł remis 19:19. Zdobyte w ten sposób 2 punkty pozwoliły Włochom na wyprzedzenie Irlandczyków i zajęcie drugiego miejsca w grupie. A Irlandczycy jako najsłabsza ekipa z trzecich miejsc będą rywalizować ze Szkotami, Hiszpanami i Gruzinami o miejsca 9–12 (choć nie grozi im spadek – za rok stawka ma być powiększona do 16 drużyn, kosztem rozgrywek Trophy, które w tym roku już się nie odbywają).

Skład półfinałów: o miejsca 1–4 Południowa Afryka – Argentyna i Francja – Nowa Zelandia, o miejsca 5–8 Anglia – Walia i Włochy – Australia, a o miejsca 9–12 Irlandia – Szkocja i Gruzja – Hiszpania.

Z wieści transferowych:

  • Tuluza osłabia swoich rywali z La Rochelle – właśnie ogłosiła podpisanie kontraktów z dwoma graczami ekipy znad Atlantyku (reprezentanci Francji George-Henri Colombe i Teddy Thomas);
  • Harry Potter przeprowadza się z zachodniego na wschodnie wybrzeże Australii – przenosi się z Western Force do Waratahs;
  • Luka Iwaniszwili z Black Lion podpisał kontrakt z Bristol Bears.

Zapowiedzi

A w nadchodzącym tygodniu:

  • pierwszy pojedynek British & Irish Lions z Australią;
  • trzeci weekend meczów testowych: Nowa Zelandia – Francja, Południowa Afryka – Gruzja, Samoa – Szkocja, Argentyna – Urugwaj, Stany Zjednoczone – Anglia, Kanada – Hiszpania, Argentyna XV – Rumunia;
  • decydująca faza mistrzostwa Afryki – w tym finał i mecz o brąz;
  • pierwszy mecz finałowej fazy południowoamerykańskich kwalifikacji do Pucharu Świata pomiędzy Brazylią i Chile;
  • mecze testowe pań: Stany Zjednoczone – Fidżi, Japonia – Hiszpania, Brazylia – Holandia;
  • decydująca faza mistrzostw świata U20 – już w poniedziałek półfinały, a w sobotę mecze finałowe.

Dodaj komentarz