Zimbabwe wraca na Puchar Świata

Po 36 latach Zimbabwijczycy wrócą na Puchar Świata – w dramatycznym finale mistrzostw Afryki pokonali Namibijczyków. Poza tym na świecie skończył się testowy lipiec (w podróży pozostają tylko British & Irish Lions), coraz więcej kobiecych reprezentacji rozgrzewa się przed Pucharem Świata, a Junior Springboks zostali mistrzami świata U20. W kraju KGiD zakończyła sezon 2024/25.

British & Irish Lions

Po serii rozgrzewkowych meczów British & Irish Lions przyszedł czas na pierwszy z trzech prawdziwych testów – pojedynków z Australią.

Australia – British & Irish Lions 19:27. Szczególny to był mecz dla Maro Itoje – jako kapitan Lions zagrał w swoim setnym teście (a z tej setki to był siódmy test dla Lions). Piętnastka gości z Europy składała się z ośmiu Irlandczyków, pięciu Anglików i dwóch Szkotów. Nawet na ławce nie znalazło się miejsce dla Jaca Morgana, co oznaczało pierwszy testowy skład Lwów bez Walijczyka od 129 lat. Po drugiej stronie Joe Schmidt zmagał się z absencjami wynikającymi z kontuzji, a ich efektem było postawienie na pozycji łącznika ataku na młodego Toma Lynagha (powołanego awaryjnie Jamesa O’Connora nie było nawet na ławce) i międzynarodowy debiut Nicka Championa de Crespigny’ego. Już po dziesięciu minutach Lwy miały na koncie 10 szkockich punktów (przyłożenie Sione Tuipulotu i kopy Finna Russella) i prowadziły 10:0. To ustawiło mecz. Co prawda Australijczycy po 25 minutach odpowiedzieli przyłożeniem, ale kolejne siedem punktów przed przerwą zdobyła europejska drużyna i było 17:5 (a goście mogli prowadzić wyżej, bo zmarnowali kilka okazji, a jedno przyłożenie zostało unieważnione po TMO). Do tego zaraz po przerwie zapunktował niezawodny Dan Sheehan i przewaga wzrosła do 19 punktów. Australijczycy jednak podnieśli głowę, grali coraz pewniej, walczyli, zmuszali rywali do błędów i w ostatnich minutach meczu zdobyli dwa przyłożenia, i Lions utrzymali bezpieczny dystans do końca tylko dzięki karnemu Marcusa Smitha. Gospodarze drugą połową pokazali, że potrafią napsuć krwi i w kolejnych dwóch testach nie stoją na straconej pozycji (zwłaszcza, że są szanse na powrót do gry Willa Skeltona i Roba Valetiniego). I w pojedynku ławek rezerwowych też byli górą.

Swoją drogą, Andy Farrell powołał do kadry Lions kolejnych czterech Szkotów, w tym Darcy’ego Grahama (którego pominięcie w pierwotnym składzie wzbudziło dużo emocji) oraz trzech graczy, którzy pomimo powołania zagrali jeszcze w weekend w reprezentacji narodowej przeciwko Samoa. W końcu akurat Szkoci są na tym samym końcu świata.

Wybuchł też mały konflikt między Lwami a Australijczykami – europejska drużyna zablokowała występ w nadchodzącym meczu w składzie First Nations & Pasifika XV Pete’a Samu, który zagrał już przeciwko Lwom w ekipie AU & NZ XV.

Mecze towarzyskie

Za nami trzeci weekend lipcowych testów – to był już ich ostatni akord w tym roku, a w kolejnych tygodniach w grze pozostaną tylko British & Irish Lions i Australijczycy.

Nowa Zelandia – Francja 29:18. Aż 10 zmian dokonał w składzie Scott Robertson (niektórych wymuszonych kontuzjami – m.in. pojawienie się z dziesiątką Damiana McKenziego zamiast Beaudena Barretta). Jeszcze więcej było ich w drużynie Francji, gdzie Fabien Galthié wybrał co miał najlepszego z dwóch poprzednich meczów (m.in. wrócił do składu pełniący funkcję kapitana Gaël Fickou). I początkowo to trójkolorowi byli górą – pierwsze przyłożenie w meczu zdobył Nolann le Garrec, którzy potem także skutecznie kopał (w sumie przed przerwą zdobył 16 punktów; kolejne trzy dorzucił z drop goala Antoine Hastoy). Nowozelandczycy jednak utrzymywali kontakt (choć oba ich przyłożenia w pierwszej połowie wzbudziły kontrowersje – przy pierwszym sędzia mógł odgwizdać blok, a w przy drugim, tuż przed przerwą, All Blacks zaliczyli podanie do przodu), i do przerwy goście wygrywali tylko 19:17. Po przerwie ławka gospodarzy przechyliła szalę na ich korzyść – błysnął Jordie Barrett, który wypracował dwa przyłożenia swojej drużyny (przy drugim z nich asystował na offloadzie debiutującemu na międzynarodowej arenie Brodiemu McAllisterowi), a Francuzi nie zdołali już zaliczyć żadnych punktów. Ostatecznie Nowozelandczycy wygrali serię 3:0, ale dla gości to był dobry przegląd rezerw oraz młodzieży i w tym kontekście wypadli całkiem nieźle na tle jednej z najlepszych drużyn na świecie. A kilku z tych graczu mogło sobie kupić zaufanie trenera na dłużej.

Południowa Afryka – Gruzja 55:10. Rassie Erasmus po drugim meczu z Włochami przeprowadził aż 10 zmian w składzie Springboks – m.in. pojawiło się trzech debiutujących w kadrze pierwszoliniowców, ale wrócił także kapitan drużyny Siya Kolisi. Gruzini rzucili na szalę najmocniejsze dostępne zestawienie, chcąc zatrzeć niekorzystne wrażenie z poprzednich spotkań. I początkowo im się to udawało – zdobyli pierwsze przyłożenie w meczu (i to po maulu, co na pewno było ciosem w dumę rywali), a choć potem zaczęli tracić punkty, przez pierwszy okres meczu grali z mistrzami świata jak równy z równym. Z czasem jednak przewaga Springboków rosła, zaczęli do przyłożeń dokładać podwyższenia (pierwsze trzy kopy Sasha Feinberg-Mngomezulu spudłował), w obronie wyprzedzali Gruzinów, a w drugiej połowie mieliśmy już całkowitą dominację, ukoronowaną trzema przyłożeniami w ciągu ostatnich kilku minut meczu. Dubletem debiut zaznaczył młynarz Marnus van der Merwe (zapunktował też debiutujący filar Boan Venter), dwa przyłożenia zaliczył także skrzydłowy Edwill van der Merwe, będący mocno zaznaczył swoją obecność w kadrze RPA. Obyło się tym razem bez nowych wynalazków Erasmusa (swoją drogą, World Rugby oficjalnie zakomunikowało, że celowe zagranie na młyn na starcie meczu z Włochami powinno było skończyć się karnym).

Samoa – Szkocja 12:41. Pewna wygrana Szkotów, którzy w pierwszej połowie mieli już na koncie cztery przyłożenia i do przerwy prowadzili 22:0 (kiepska skuteczność Fergusa Burke’a z podwyższeń, tylko 1/4). A punktowanie zaczął jeden z tych zawodników, na których czeka Andy Farrell – młynarz Ewan Ashman. Po przerwie gospodarze zaczęli się odgryzać, ale i Szkoci nie zasypiali na boisku i zdobywali kolejne punkty. Najlepszy na boisku był szkocki łącznik młyna, Jamie Dobie, który po przerwie przeszedł na skrzydło. Debiuty zaliczyło w samoańskich barwach zaliczyło aż sześciu graczy, w tym Niko Jones, syn reprezentanta Nowej Zelandii Michaela Jonesa, oraz Jacob Umaga, który cztery lata temu ubrał koszulkę reprezentacji Anglii. Szkoda tylko, że grano w Auckland, a nie na Samoa. Dla wyspiarzy to był pierwszy rok od niemal roku i pod wodzą nowego trenera.

Argentyna – Urugwaj 52:17. Ostatni mecz w barwach Argentyny Santiago Cordero (dla odmiany trzech jego kolegów zaczęło reprezentacyjną karierę) skończył się wysokim zwycięstwem jego drużyny, a sam skrzydłowy zaakcentował to spotkanie przyłożeniem. Chwilę później jeden z jego kolegów zobaczył czerwoną kartkę, a rywale zdobyli kontaktowe przyłożenie, po którym przegrywali tylko siedmioma punktami. Jednak ostatnie 20 minut należało do gospodarzy, którzy zdobyli w tym czasie cztery przyłożenia, i to pomimo gry w osłabieniu. Choć przegrana była wysoka, postawa Urugwajczyków przez pierwszą godzinę meczu jest godna uznania.

Poza tym:

  • Stany Zjednoczone – Anglia 5:40 (mocno odmieniony skład Anglii, z sześcioma graczami bez reprezentacyjnego doświadczenia, ale i w składzie „Orłów” dwaj debiutanci z Houston SaberCats; pewna wygrana gości, a gospodarze zdobyli honorowe punkty dopiero w ostatniej akcji meczu; gwiazdami zwycięskiej drużyny byli Chandler Cunningham-South oraz jeden z debiutantów, obrońca Joe Carpenter; spotkanie najpierw miało godzinny poślizg, a potem zostało przerwane na 40 minut z powodu burz);
  • Kanada – Hiszpania 23:24 (Hiszpanie w pierwszej połowie grali coraz lepiej, pod koniec zdobyli przyłożenie i prowadzili 11:6; jednak zaraz po przerwie Kanadyjczycy docisnęli, trzecioliniowiec Matthew Onoru zdobył dwa przyłożenia i zrobiło się 20:11 dla gospodarzy; potem Hiszpanie zmniejszyli stratę, choć nie wykorzystali pięciu minut gry w podwójnej przewadze; na 10 minut przed końcem Kanada prowadziła dwoma oczkami, a Hiszpanie zostali na boisku w czternastkę – jednak w ostatniej minucie dostali szansę z karnego i Gonzalo López dał jednopunktową wygraną ekipie z Europy; Kanada spada w rankingu World Rugby na 25. miejsce, najniższe w historii);
  • Argentyna XV – Rumunia 52:14 (kolejne upokorzenie Rumunów w Ameryce Południowej, tym razem z rąk argentyńskich rezerw – tylko dwóch graczy Pum miało na koncie wcześniej oficjalne występy w kadrze Argentyny; w sumie osiem przyłożeń gospodarzy i pewna wygrana, mecz kontrolowany od początku do końca).

Z kraju

Wreszcie możemy mówić o zakończeniu sezonu ligowego. Komisja Gier i Dyscypliny podjęła decyzje w sprawie nierozegranych meczów II ligi (we wszystkich wypadkach po miesiącach od ich terminu – jeden z nich miał być rozegrany jeszcze jesienią). Trzy walkowery, które jednak w układzie tabeli ligowej nie miały prawa już nic zmienić.

Ze świata

Oprócz meczów towarzyskich były też inne międzynarodowe mecze o stawkę. W tym jeden o stawkę ogromną – o awans na Puchar Świata w Australii. W finale Rugby Africa Cup zmierzyły się reprezentacje Namibii (od lat etatowo reprezentującej Afrykę na Pucharach Świata) i Zimbabwe (broniących mistrzostwa kontynentu sprzed roku). Na początku meczu wymieniały się punktami z karnych – dwukrotnie wychodzili na prowadzenie Namibijczycy, a rywale dwukrotnie doprowadzali do remisu. Po 20 minutach pierwsze przyłożenie zdobyło Zimbabwe, ale przed końcem pierwszej połowy dla odmiany Namibia wyrównała wynik i do przerwy było 16:16. Drugą połowę od drugiego swojego przyłożenia zaczęło Zimbabwe. W kolejnych minutach przeważali rywale, ale po 20 minutach gry Zimbabwijczycy wyprowadzili swoją drugą akcję w tej odsłonie meczu i drugi raz przyłożyli, zdobywając 14 punktów przewagi. Namibijczycy błyskawiczną akcją prosto ze wznowienia zmniejszyli stratę, ale przyłożyli w narożniku boiska i brakło im skutecznego podwyższenia – jak się potem okazało, kluczowego. Bo gdy na 10 minut przed końcem zdobyli kolejne przyłożenie, wciąż przegrywali dwoma punktami. I tej straty nie zdołali już zniwelować. Na dwie minuty przed końcem kopali karnego z własnej połowy, ale Tiaan Swanepoel chybił. Równo z wybiciem 80. minuty odzyskali piłkę, wywalczyli młyn na połowie boiska, ale formację zawalili, sędzia odgwizdał karnego dla Zimbabwe, a po przegonieniu z boiska przedwcześnie wbiegających na nie członków sztabu i wykopaniu piłki za boisko, zakończył mecz.

Dla Zimbabwe to wielki moment – reprezentacja wróci na Puchar Świata po 36 latach przerwy (zagrała w dwóch pierwszych odsłonach, odnosząc sześć porażek) i to nie tylko dlatego, że liczba drużyn została na nim powiększona, ale jako najlepsza drużyna swojego kontynentu. Mówią, że nie pojadą do Australii tylko po to aby tam być – jednak czeka ich niezwykle trudne zadanie, zwłaszcza, że nie grali z rywalami ze światowej elity od 27 lat). Namibia jeszcze szans nie ma pogrzebanych – za tydzień w Kampali gra z wicemistrzem Azji, Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi, i będzie faworytem tego spotkania. A jego stawką będzie szansa na ostatni bilet do Australii (trzeba będzie wygrać listopadowy baraż międzykontynentalny).

Brązowe medale wywalczyli Algierczycy, którzy wygrali z Kenią 15:5. Tu po 20 minutach padła już większość punktów – było 12:5, potem Kenijczycy walczyli, ale bez efektu. Spotkanie w praktyce rozstrzygnął drop goal Hugo Verdu kilka minut przed końcem. Prawdziwy thriller był w meczu o piąte miejsce między Marokiem i Senegalem – ekipy grały aż 110 minut. Marokańczycy doprowadzili do remisu w ostatniej akcji regulaminowego czasu gry, w pierwszej, 20-minutowej dogrywce nikt punktów nie zdobył (choć obie ekipy próbowały szczęścia z karnych), więc rozegrano kolejną, do pierwszych punktów. Jako pierwsi szansę mieli Marokańczycy, ale próba z drop goala była chybiona, a po 10 minutach gry w końcu przyłożenie wywalczył dla Senegalu Mamodou Ndiaye i jego drużyna zwyciężyła 33:28. A w spotkaniu o siódme miejsce gospodarze turnieju, Uganda, pokonali 37:17 Wybrzeże Kości Słoniowej. Tu po wyrównanej pierwszej połowie Ugandyjczycy zdominowali rywali po przerwie i uratowali swój byt – spadek z najwyższego poziomu rozgrywek afrykańskich dotknie Iworyjczyków (którzy przecież jeszcze cztery lata temu potrafili pokonać Namibię).

Nie było niespodzianki w pierwszym meczu finałowej fazy południowoamerykańskich kwalifikacji do Pucharu Świata. W São Paulo w półfinałowym starciu pomiędzy Brazylią i Chile triumfowali uczestnicy poprzedniego Pucharu Świata, którzy wygrali 35:21 (pamiętajmy, że zmagania mają tu formę dwumeczów, a więc Brazylia będzie miała szansę rewanżu, chociaż nikt na nią raczej nie stawia). Co prawda pierwsze przyłożenie w meczu zdobyli Brazylijczycy, ale w ciągu drugich 20 minut pierwszej połowy Chilijczycy zapisali na swoje konto 22 punkty (głównie wykorzystując maule autowe) i wypracowana w ten sposób przewaga wystarczyła do zwycięstwa. Nie przeszkodziły im w tym spowodowane kontuzjami absencje kilku ważnych graczy (swoją drogą, w ekipie Brazylii było aż pięciu debiutantów, w tym gracze o pochodzeniu angielskim i argentyńskim). Jednak nie było to piękne zwycięstwo.

Testowe mecze grały także panie. W najciekawszym z nich mierzyły się Stany Zjednoczone i Fidżi. Amerykanki były faworytkami spotkania, i choć wygrały 31:24, to wyspiarki postawiły im bardzo trudne warunki – w końcówce niewiele im brakło, aby doprowadzić do remisu. Ich ostatni atak powstrzymała szarżą Ilona Maher. Poza tym Japonki pokonały w Kitakyūshū Hiszpanki 32:19 (po kwadransie gospodynie prowadziły 10:0, potem ekipa z Europy zaczęła odrabiać straty i nawet wyszła na prowadzenie, ale w ostatnim kwadransie, po żółtej kartce jednej z Hiszpanek, Japonia przeważyła), a Brazylijki zrewanżowały się Holenderkom za porażkę sprzed tygodnia i pokonały je 22:0.

Odbyła się decydująca faza rozgrywanych we Włoszech mistrzostw świata U20. W poniedziałkowych półfinałach po emocjonującym pojedynku odpadli Francuzi, którzy ulegli Nowej Zelandii 26:34 i przez to nie kontynuowali swojej świetnej passy (uczestniczyli w ostatnich czterech finałach z rzędu). Młodzi All Blacks świetnie zaczęli, w pierwszej połowie wypracowali najpierw 14-, a potem 12-punktową przewagę, ale do przerwy prowadzili tylko 5 oczkami. Po przerwie Francuzi walczyli, co i rusz przytłaczali rywali siłą młyna i maula, ale Baby Blacks jakimś cudem kilkakrotnie utrzymali piłkę nad polem punktowym. Na dodatek, gdy Francuzi po swoim jedynym przyłożeniu po przerwie zbliżyli się na 1 punkt, a Nowozelandczycy byli na boisku w trzynastkę, ekipa z Europy zamiast zdobyć straciła decydujące punkty. W drugim półfinale młodzi Springboks zaczęli od prowadzenia po 25 minutach 28:3 i ostatecznie wygrali z Argentyną pewnie 48:24.

W efekcie w finale imprezy mieliśmy starcie dwóch potęg z południa: Nowej Zelandii i Afryki Południowej. I górą byli grający znakomicie od początku imprezy młodzi gracze z RPA. Junior Springboks wyszli na prowadzenie już po kilku minutach gry i nie oddali go do końca meczu. Wygrali 23:15. Sięgnęli po drugie w historii mistrzostwo świata U20 – poprzednie wywalczyli przed 13 laty (z Handré Pollardem i Pieterem-Stephem du Toit w składzie), również po zwycięstwie nad All Blacks. W meczu o brąz niespodzianka – choć w fazie grupowej Francuzi bardzo pewnie i wysoko pokonali Argentyńczyków, w meczu decydującym o medalu im ulegli. Zaraz po przerwie prowadzili 21:3, ale gracze z Ameryki Południowej zanotowali mordercze 20 minut, podczas który zdobyli cztery przyłożenia i 26 punktów. Francuzi musieli odrabiać stratę i dwukrotnie niwelowali ją do trzech oczek, ale za drugim razem nastąpiło to w doliczonym czasie gry – przegrali 35:38. Dla Argentyńczyków to drugi medal w historii tej imprezy.

W meczach o miejsca 5–8 w półfinałach Anglia rozgromiła Walię 51:13 (mimo że po półgodzinie było 12:13, a Anglicy zaliczyła czerwoną kartkę po 20 minutach), a Australia pokonała gospodarzy imprezy 44:21. Piąte miejsce zajęli Australijczycy, którzy w decydującym meczu z Anglią już po kwadransie prowadzili 21:0, a w sumie zdobyli aż 10 przyłożeń i wygrali 68:40. Niecodzienny przebieg miał mecz o siódme miejsce, w którym Włochy pokonały Walię 31:23 – sędzia pokazał 7 kartek (było ich więcej niż przyłożeń), a ekipy kończyły mecz grając po trzynastu (najpierw dwie kartki, w tym jedna czerwona Walijczyków, a potem dwie żółte kartki gospodarzy – jednak już wtedy mecz był rozstrzygnięty, Włosi prowadzili 15 punktami).

W półfinałach zmagań o miejsca 9–12 w starciu dwóch ekip z tier 2 Gruzja pokonała Hiszpanię 43:12 (rozjeżdżając ją maulami; trzy przyłożenia trzecioliniowca z Tulonu Michailiego Szioszwiliego), a Szkoci wygrali po zaciętym pojedynku z Irlandią 22:21 (zadecydowało przyłożenie w doliczonym czasie gry). Ostatecznie dziewiąte miejsce zgarnęli Gruzini po wygranej nad Szkocją 22:7 (kolejne dwa przyłożenia zdobył Szioszwili – został najskuteczniejszym zawodnikiem imprezy, zdobywając w pięciu meczach 7 przyłożeń). Niemal wszystkie punkty padły w pierwszej połowie, po półgodzinie było już 17:0. W drugiej połowie Szkoci coraz bardziej dominowali, ale punktów to im nie przyniosło – dwa przyłożenia unieważnił sędzia, w kolejnych znakomitych sytuacjach triumfowała gruzińska obrona. Dreszczowcem było spotkanie o jedenaste miejsce: Irlandczycy prowadzili już nawet 18 punktami, ale na kwadrans przed końcem Hiszpanie wyszli na prowadzenie. Chwilę potem jednak stracili gracza z czerwoną kartką, a w ostatniej akcji meczu zapunktowali Irlandczycy i to oni tym razem wygrali jednym punktem – 38:37.

A przy okazji World Rugby ogłosiło, że przyszłoroczna impreza, w poszerzonym formacie odbędzie się w Gruzji (poprzednio mistrzostwa świata U20 odbyły się w tym kraju w 2017). Rywalizacja odbędzie się w Tbilisi i Kutaisi. Drużynami, które uzupełnią powiększaną do 16 zespołów stawkę będa Fidżi, Japonia, Urugwaj i Stany Zjednoczone (a więc ubiegłoroczny spadkowicz z elity oraz drużyny z miejsc 2–4 ubiegłorocznych zawodów Trophy).

Rugby Europe ogłosiło program najbliższych rozgrywek Rugby Europe Super Cup. Z siedmiu drużyn po odejściu gruzińskiego Black Lion zrobiło się sześć (hiszpańska, portugalska, holenderska, belgijska, rumuńska i czeska). Każda z nich rozegra pięć spotkań w formacie ligowym w październiku i grudniu, a cztery najlepsze awansują do dwuetapowego play-off, który odbędzie się w styczniu. Natomiast gruzińska ekipa zapowiada towarzyskie spotkania z dwoma włoskimi franczyzami URC, Benettonem i Zebre.

Z Walii kolejny raz doszła informacja o tym, że tamtejsza federacja zamierza odejść od modelu równego finansowania czterech franczyz URC. Z jej oświadczenia wynika, że może dojść do likwidacji jednego lub dwóch zespołów albo zróżnicowania nakładów pieniężnych na ich utrzymanie. Zaoszczędzone środki mają być inwestowane niżej, m.in. na centra szkoleniowe. To wszystko pokłosie odmowy podpisania przez Ospreys i Scarlets nowego Professional Rugby Agreement. Tym razem pojawiły się jakieś ramy czasowe – decyzje mają być podjęte po konsultacjach zaplanowanych na koniec lata.

Hongkong po awansie na Puchar Świata zapowiada podpisanie centralnych kontraktów z 35 reprezentantami kraju, aby mogli się lepiej przygotować do imprezy. Federacja prowadzi też rozmowy na temat włączenia drużyny do rozgrywek Japan Rugby League One (zapewne na trzecim poziomie).

Wygląda na to, że Antoine Dupont wróci do gry później niż się spodziewano – nie tylko nie zdąży wrócić do gry na początek najbliższego sezonu, ale ominą go także listopadowe testy.

Z wieści transferowych:

  • Tane Edmed przechodzi z Waratahs do Brumbies;
  • Johan Ackermann wraca z Japonii do Południowej Afryki, aby zostać nowym trenerem Bulls (w przeszłości długo pracował z Lions).

Zapowiedzi

Kolejny tydzień to chwila oddechu po zakończeniu okienka testowego:

  • zanim jednak to okienko ostatecznie się zamknie, to jeszcze potrwa wyprawa British & Irish Lions – w najbliższym tygodniu dwa spotkania, we wtorek z First Nations & Pasifika XV, a w sobotę drugi test z Australią;
  • zmagania w ramach kwalifikacji do Pucharu Świata w Australii – w Ameryce Południowej faza półfinałowa, a w niej rewanżowy mecz Chile z Brazylią i pierwsze spotkanie dwumeczu między Paragwajem i Urugwajem, ponadto barażowy mecz pomiędzy wicemistrzami Afryki i Azji (Namibia – ZEA);
  • mecze towarzyskie pań: Australia – Walia, Włochy – Szkocja, Japonia – Hiszpania, Południowa Afryka – Nowa Zelandia XV;
  • start dwóch rozgrywek ligowych: południowoafrykańskiego Currie Cup i litewsko-łotewskiej Baltic Top League.

Dodaj komentarz