Rewolucja w Ekstralidze

British & Irish Lions wciąż triumfują w Australii, ale coraz trudniej im to przychodzi – dwa ostatnie mecze wygrali niewielką różnicą punktów, a zwycięstwo w sobotnim teście wyszarpali w ostatniej akcji. Poza tym coraz więcej kobiecych reprezentacji rozgrywa testy przed Pucharem Świata, a w kraju ogłoszono rewolucję w Ekstralidze.

British & Irish Lions

Letnie okienko testowe już poniekąd zamknięte, ale wciąż jedna ekipa pozostaje na antypodach – British & Irish Lions.

First Nations & Pasifika XV – British & Irish Lions 19:24. Nadspodziewanie duży opór stawiła Lwom w Melbourne drużyna graczy o korzeniach aborygeńsko-maorysko-wyspiarskich, prowadzona przez Kurtley’a Beale’a – mecz okazał się być najtrudniejszą jak dotąd przeprawą gości w Australii. Co prawda po żółtej kartce wyspiarzy i 10 minutach gry Lions prowadzili 14:0, ale w ciągu kolejnych 10 minut gospodarze wyrównali (pierwsze przyłożenie po przechwyconym podaniu Blaira Kinghorna, który chwilę potem zaliczył drugą taką wpadkę). W drugiej połowie goście z Europy odskoczyli po dwóch niepodwyższonych przyłożeniach, ale na 10 minut przed końcem gospodarze zredukowali stratę do pięciu oczek i wynik pozostawał sprawą otwartą do końca. Sporo kontrowersji przed meczem wzbudziło powierzenie roli kapitana ekipy Lions Owenowi Farrellowi, ale na boisku dzielił i rządził i zanotował ładne dwie asysty, pierwszą przy przyłożeniu także awaryjnie ściągniętego Jamiego Osborne’a (Osborne zaliczył zresztą dwie piątki, inną zapisał na swoje konto kolejny nowy dodatek do drużyny, Darcy Graham – ten jednak okupił występ kontuzją). A szanse na odegranie przez Farrella istotnej roli w dwóch pozostałych testach wzrosły po urazie głowy Marcusa Smitha (odniesionym po zaledwie pięciu minutach na boisku). Ciekawostka: najlepszym graczem meczu został zawodnik przegranych, rwacz Charlie Gamble.

Australia – British & Irish Lions 26:29. Jeszcze trudniej przyszło Lions zwycięstwo w ich drugim teście. Tym razem znalazło się w ich składzie miejsce dla walijskiego rodzynka, choć tylko na ławce rezerwowych. Szansę na udział w teście dostał Owen Farrell, choć też tylko jako wykończeniowiec. W sumie zmian w składzie było całkiem sporo, choć wciąż jego niemal połowę stanowili Irlandczycy (a większość z nich – w wyjściowej piętnastce, gdzie mieliśmy czysto irlandzką pierwszą linię). Wśród Wallabies zobaczyliśmy wracających po kontuzjach Willa Skeltona i Roba Valetiniego, na dziesiątce natomiast nadal był Tom Lynagh. I właśnie Lynagh-junior zaczął punktowanie w tym meczu od dwóch karnych. Lions odpowiedzieli przyłożeniem Dana Sheehana, ale po półgodzinie Australijczycy prowadzili już 23:5 – dwa z trzech przyłożeń zdobyli w okresie gry w przewadze po żółtej kartce Tommy’ego Freemana (jedno z nich po indywidualnej akcji znakomitego tego dnia Jake’a Gordona, a drugie – po świetnym przełamaniu Josepha Sua’ali’iego). Gdy Freeman wrócił na boisko, goście zaczęli się odgryzać i jeszcze przed przerwą zredukowali stratę do sześciu punktów. Po przerwie punktów było znacznie mniej. Lynagh z kolejnego karnego dorzucił trzy oczka na konto gospodarzy, potem znowu rywale zmniejszyli stratę po przyłożeniu Tadhga Beirne’a i przez ostatnie 20 minut Australiijczycy mieli na tablicy wyników tylko dwa oczka przewagi. Niestety, wygranej nie udało im się dowieźć do końca – ostatnim akordem meczu było przyłożenie Hugo Keenana. Znakomita postawa Australijczyków przez pierwsze pół godziny, potem dobry początek drugiej odsłony meczu mogły dać im zwycięstwo. Tym bardziej, że przyłożenie Keenana budzi u Australijczyków rozgoryczenie, wcześniej bowiem Jac Morgan zaprezentował dość brzydko wyglądające czyszczenie w przegrupowaniu, które jednak nawet po rewizji TMO nie zostało zakwestionowane.

Lions mają już zapewnione zwycięstwo w serii testów – prowadzą 2:0, a do rozegrania pozostało jedno spotkanie. Ale Australijczycy pokazali, że potrafią popsuć im krwi i kto wie, czy za tydzień nie uratują swojego honoru.

Z kraju

Polski Związek Rugby oficjalnie ogłosił regulamin i harmonogram rozgrywek Ekstraligi w zbliżającym się sezonie. Jest więcej drużyn, więcej grania, powinno być więcej emocji, ale w format zapewne będą w stanie wgryźć się tylko najwierniejsi sympatycy krajowego rugby:

  • AZS AWF Warszawa dołącza do najwyższego poziomu rozgrywek, powiększając stawkę do 10 drużyn;
  • w pierwszej rundzie (ligowej):
    • mecze każdy z każdym, bez rewanżów (start 23 sierpnia, ostatnia kolejka w marcu),
    • wyniki decydują o podziale na sześciozespołową grupę mistrzowską i czterozespołową grupę spadkową (nazwaną dla niepoznaki „pucharową”);
  • w drugiej rundzie (grupowej):
    • w grupie mistrzowskiej pięć kolejek każdy z każdym, bez rewanżów,
    • w grupie spadkowej sześć kolejek każdy z każdym, mecz i rewanż,
    • punkty z pierwszej rundy przechodzą na drugą – ale tylko ze spotkań z drużynami, które trafiły do tej samej grupy;
  • w trzeciej rundzie (finałowej):
    • cztery najlepsze drużyny grupy mistrzowskiej grają o mistrzostwo Polski: najpierw dwumecze półfinałowe, a potem finał i mecz o trzecie miejsce (które mają być rozegrane 20/21 czerwca),
    • dwie ostatnie drużyny grupy mistrzowskiej i dwie najlepsze grupy spadkowej grają o Puchar Ekstraligi: najpierw półfinały (tu bez rewanżów), a potem mecze o piąte (Puchar Ekstraligi) i siódme miejsce,
    • dwie ostatnie drużyny grupy spadkowej grają dwumecz o dziewiąte miejsce,
    • drużyna z dziesiątego miejsca spada poziom niżej i zostaje zastąpiona przez mistrza I ligi (nie ma barażu).

Poza tym zmieniono reguły dotyczące występowania zawodników bez statusu „zawodnika polskiego” (nadal w protokole może być ich sześciu, ale na boisku może pojawić się ich tylko pięciu – wykreślono słówko „jednocześnie”). Zrezygnowano też z wymogu zapełnienia 23 nazwisk w protokole meczowym, aby móc zapisać na koncie wywalczony na boisku punkt bonusowy (i słusznie, bo prowadziło to tylko do tworzenia fikcji).

Cóż, format powinien złamać monotonię znaną nam z poprzedniego sezonu, ale jest znacznie bardziej skomplikowany i chyba mało konsekwentny (np. różne formaty półfinałów w różnych grupach). A autorzy chyba coś przeoczyli. Po pierwsze, nie przewidziano specjalnych reguł na wypadek remisowego wyniku w dwumeczach – a taki format będą miały półfinały w grupie mistrzowskiej i zmagania o dziewiąte miejsce (jeśli zastosujemy zasady ogólne, to nie jest nieprawdopodobne, że będą decydowały ilości kartek, albo – co gorsza – wyższa lokata w poprzednim sezonie, podczas gdy można byłoby przewidzieć po prostu dogrywkę). Zapomniano też o regułach na wypadek remisu w meczach półfinałowych w grupie pucharowej – przepis o dogrywce odnosi się tylko do meczów o miejsca (finału, meczu o brąz, meczu o puchar Ekstraligi i meczu o siódme miejsce).

Reprezentacja Polski seniorów spotyka się na początku sierpnia na krótkim zgrupowaniu w Siedlcach. Jego głównym punktem mają być treningi i mecz towarzyski ze Steauą Bukareszt, jedną z czterech czołowych drużyn ligi rumuńskiej. W kadrze sporo młodzieży (zwłaszcza w pierwszej linii młyna), zwracają uwagę nazwiska z drużyn pierwszoligowych (Kacper Zapała z Wrocławia i ponownie Dominik Machlik z Posnanii), a także kilka nowych nazwisk z zagranicy. Wcześniej ze Steauą ma zmierzyć się Pogoń Awenta Siedlce.

Karolina Jaszczyszyn zdobywa kolejne szlify trenerskie – tym razem znalazła się w gronie piętnastu pań, które pod koniec sierpnia będą uczestniczyć w Womens Coaching Academy organizowanej przez Rugby Europe. Program wspiera RFU, a odbyć się ma w Anglii podczas odbywającego się tam kobiecego Pucharu Świata.

Zmarli Grzegorz Michalik, czołowy polski sędzia rugby, wcześniej zawodnik (mistrz Polski z 1998), a także trener, oraz Alojzy Moskała, wielokrotny mistrz Polski z lat 50. i 60. w barwach AZS AWF Warszawa, a następnie Skry Warszawa, reprezentant Polski.

Ze świata

W sobotę rozegrano trzy mecze w ramach kwalifikacji do Pucharu Świata w Australii – i we wszystkich zwyciężyli faworyci. Zaczęło się od meczu między wicemistrzami Afryki i Azji, którego stawką był awans do barażu międzykontynentalnego. Na neutralnym gruncie w ugandyjskiej Kampali Namibijczycy, którzy tydzień temu w tym samym miejscu przegrali szansę na bezpośredni awans na RWC, dość gładko rozprawili się ze Zjednoczonymi Emiratami Arabskimi – wygrali 86:29. Pokiereszowana kontuzjami afrykańska drużyna co prawda zaczęła mecz od straty punktów, ale chwilę potem wyszła na prowadzenie, już w pierwszej połowie zaliczyła sześć przyłożeń, a kolejne siedem dorzuciła po przerwie, gdy jej dominacja nie podlegała dyskusji.

W Ameryce Południowej rozgrywano mecze półfinałowe decydującej fazy rywalizacji. Ciekawiej było w meczu Chile z Brazylią – Brazylijczycy w pierwszym spotkaniu przegrali 14 punktami i wielkich szans na wygraną w dwumeczu nie mieli. Mimo to walczyli. Do przerwy to Chile prowadziło 15:3, ale gdy żółtą kartkę zobaczył kapitan gospodarzy Clemente Saavedra, goście zmniejszyli stratę do zaledwie dwóch oczek. Potem jednak, zbyt często pod presją obrony gospodarzy tracili piłkę w ataku i ostatecznie Chile wygrało po raz drugi – tym razem 35:20. W drugim półfinale dla odmiany rozegrano dopiero pierwsze spotkanie dwumeczu. W starciu Paragwaju z Urugwajem absolutnym faworytem byli goście i już w drugiej minucie meczu zapisali na swoje konto pierwsze przyłożenie. Do przerwy prowadzili 24:0, ale w drugiej połowie wynik stanął i dopiero na 10 minut przed końcem, mając przewagę jednego gracza, Urugwajczycy ponownie zaczęli powiększać swoją przewagę. Skończyło się wygraną 38:0, hat-tricka zaliczył rwacz Santiago Civetta, a Paragwajczycy skończyli mecz z zerowym dorobkiem mimo kilku wejść w pole 22 m gości.

Zobaczyliśmy kilka spotkań międzynarodowych kobiet – w końcu trwają zaawansowane przygotowania do zaczynającego się za niespełna miesiąc Pucharu Świata. W Brisbane Australia uległa Walii 12:21 – spotkanie po kilkunastu minutach przerwała na pół godziny burza, a potem śliska piłka nie pomagała zawodniczkom. Do przerwy Walia prowadziła dwoma oczkami, w drugiej połowie zaś wytrzymała napór Australijek dorzucając do swego dorobku jeszcze jedno przyłożenie. W Viadanie Włoszki pokonały Szkotki 34:29. Zaczęły od trzech przyłożeń i prowadzenia 15:0. Prowadzenia nie oddały już do końca, choć rywalki po przerwie skróciły dystans do zaledwie 3 punktów. Jednak potem gospodynie znowu wypracowały 17 punktów przewagi i choć Szkotki goniły wynik, losów meczu już nie odmieniły. W Tokio Japonki po raz drugi w odstępie tygodnia wygrały z Hiszpankami – tym razem 30:19. W ekipie gości mieliśmy kłopoty od początku – dwie kontuzje i żółta kartka pomogły Japonkom, które wyszły na prowadzenie i zaraz po przerwie wygrywały nawet 17:0. Hiszpanki w końcu podjęły walkę, ale ilekroć skracały dystans, Japonki znowu odskakiwały. A w Kapsztadzie Południowa Afryka drugi raz z rzędu uległa rezerwom Black Ferns (Nowa Zelandia XV) – było 26:34, a kluczową rolę w szeregach zwyciężczyń odegrała zdobywczyni hat-tricka przyłożeń środkowa Kelsey Teneti.

W Dar-es-Salam w sobotę miał odbyć się szczególny dwumecz między Tanzanią i Burundi – najpierw miały zagrać panie, a potem panowie. To miał być pierwszy mecz kobiecej reprezentacji Tanzanii w historii, a także pierwsze od wielu lat mecze reprezentacji Tanzanii panów i Burundi pań. Niestety, do wyników póki co dotrzeć „szponom” się nie udało. Oba starcia wysoko wygrały reprezentacje gości: wśród panów było 68:0 dla Burundi, a wśród pań 52:0.

Wystartował nowy sezon Currie Cup – mających XIX-wieczne korzenie południowoafrykańskich mistrzostw prowincjonalnych. W meczu otwarcia Pumas wygrali 49:28 z Griquas – po wyrównanej pierwszej połowie drugą goście zaczęli od trzech żółtych kartek i pogrzebali szansę na wygraną. W sobotę Western Province uległo Bulls 23:48, natomiast w rewanżu za finał z poprzedniego sezonu Lions nie tylko odpłacili się Sharks, ale dokonali tego w znakomitym stylu – wygrali aż 46:5. Najbardziej dramatyczne było ostatnie spotkanie pierwszej kolejki, niedzielne, w którym Boland Cavalier pokonali Cheetahs 37:35, zdobywając decydujące przyłożenie w doliczonym czasie gry.

Ponadto rozegrano finał drugiego poziomu tych rozgrywek – w nim Griffons pokonali Valke 51:44. Tu po 80 minutach był remis 37:37, po pierwszej połowie dogrywki 44:44, a sprawę rozstrzygnęło dopiero przyłożenie Griffons w drugiej połowie dogrywki – gdy rywale po dwóch żółtych kartkach zostali na boisku w trzynastkę.

Ponownie w Baltic Top League na starcie stanęło siedem drużyn – pięć litewskich i dwie łotewskie. Z uwagi na nieparzystą liczbę ekip, w każdej kolejce jedna z nich pauzuje, a w pierwszej los ten spotkał broniący mistrzowskiego tytułu Baltrex Szawle. Wicemistrz, Vairas Szawle, pokonał łotewskie Miesnieki 41:19. Trzecia ekipa z Szawel, RK, uległa Livonii z Łotwy 19:37, a Ažuolas Kowno zwyciężyli stołecznych Geležinis Vilkas 49:27.

Ogłaszane są pierwsze składy na nadchodzący Puchar Świata kobiet – a wśród nich te dwa najciekawsze, finalistek z poprzedniej imprezy. Wśród gospodyń 3/4 składu ma doświadczenie w poprzednich takich imprezach, kapitan Zoe Alcroft zagra trzeci raz, Marlie Packer i Alex Matthews czwarty, a Emily Scarratt – aż piąty. Wszystkie zawodniczki pochodzą z klubów Premiership (najwięcej z Gloucester-Hartpury – aż osiem). Wśród Black Ferns rekordzistką w występach na RWC jest Kelly Blazier, która zagra na tej imprezie czwarty raz. Niewiele jej ustępują Portia Woodman-Wickliffe, Stacey Waaka i Theresa Setefano. W składzie jest osiemnastoletnia Braxton Sorensen-McGee, jest Jorja Miller, brakuje natomiast legendy, Ruby Tui. Ogłoszono też skład Kanady, w którym znalazła się wracająca po kontuzji do gry Sophie de Goede, ale nie w roli kapitan – tę funkcję będzie pełnić Alex Tessier. Aż 21 zawodniczek tej kadry gra na co dzień w Europie – głównie w lidze angielskiej, ale także francuskiej.

Rassie Erasmus powołał pierwszy skład reprezentacji Południowej Afryki na nadchodzące The Rugby Championship. Aż 24 graczy z 37-osobowego zestawienia to mistrzowie świata. Do tego dochodzi kilku graczy, którzy zadebiutowali w ostatnich tygodniach (nie znalazło się jednak miejsce dla Vincenta Tshituki, który dostał rolę rezerwowego). Zwraca uwagę zaproszenie do treningów z pierwszą drużyną trzech graczy, którzy właśnie wywalczyli mistrzostwo świata U20 (w tym znakomicie zapowiadającego się łącznika młyna Haashima Peada).

Kolejna rugbowa rywalizacja postawiła na czwartkowy wieczór: mecz otwarcia nowego sezonu angielskiej Premiership (a raczej „Prem”) zostanie rozegrany właśnie w czwartek 25 września (Sale Sharks – Gloucester). Coraz więcej spotkań trafia też na wielkie piłkarskie stadiony – w tym sezonie dojdzie Villa Park w Birmingham (mecz Gloucesteru z Leicester Tigers). A Bristol Bears nie tylko ponownie zagra na Principilaty Stadium w Cardiff – tego samego dnia odbędzie się tam także mecz kobiecej drużyny tego klubu (oba spotkania odbędą się przeciwko Harlequins).

Niemiłe echa okienka testowego: Anglicy poskarżyli się do World Rugby na rasistowskie zachowania kibiców argentyńskich. Sprawców nie rozpoznano, światowa federacja zapowiada działania edukacyjne.

Z wieści transferowych:

  • blisko pół roku po rezygnacji Warrena Gatlanda poznaliśmy nazwisko nowego stałego szkoleniowca reprezentacji Walii – zostanie nim Steve Tandy (wieloletni trener Ospreys, przez ostatnie lata trener obrony reprezentacji Szkocji);
  • Anton Lienert-Brown w nadchodzącym sezonie zrobi sobie przerwę na występy w Japan Rugby League – dołączy do Ardiego Savei w Kobe Steelers;
  • Argentyńczyk Franco Molina przechodzi z Exeter Chiefs do Western Force.

Zapowiedzi

Kolejny tydzień dość spokojny:

  • ostatni punkt wyprawy British & Irish Lions – trzeci test przeciwko Australii;
  • pięć meczów testowych kobiet: Kanada – Stany Zjednoczone, Anglia – Hiszpania, Australia – Walia, Irlandia – Szkocja, Południowa Afryka – Nowa Zelandia XV;
  • ruszą rozgrywki drużyn prowincjonalnych w Nowej Zelandii (NPC) i Fidżi (Skipper Cup).

6 komentarzy do “Rewolucja w Ekstralidze”

  1. „w format zapewne będą w stanie wgryźć się tylko najwierniejsi sympatycy krajowego rugby”. dobrze napisane. ostatnie co rugby jest potrzebne to komplikowanie.

    Odpowiedz
  2. Generalnie wszystko co teraz PZR zaproponował już było i podział na grupy i puchar pocieszenia, pytanie czy osoby decyzyjne pamiętają, dlaczego wtedy z tego zrezygnowano i dlaczego teraz to jest najlepsza opcja? Ja jestem zwolennikiem tradycyjnego 10 drużyn i 18 kolejek plus ewentualny finał, ale mam wrażenie, że u nas znalezienie 20 weekendów na ligę jest ponad możliwości. Pytanie czy klubów czy centrali?

    Odpowiedz
  3. Ten Puchar Ekstraligi, to cos podobnego jak Puchar Prezydenta w piłce ręcznej 😛 Najlepsi o to trofeum grać nie mogą tylko wybiera się najlepszego ze słabych. Nie wiem czy robienie sztucznego pucharu to dobry pomysł.

    Odpowiedz
    • Nie wiem, co mają w piłce ręcznej, ale to nie pierwszy taki przypadek w naszej historii – w latach 90. przez dłuższy czas ekipa z piątego miejsca zdobywała puchar ligi 🙂

      Odpowiedz
      • W piłce ręcznej na Mistrzostwach Świata, drużyny, które nie wyszły z grup grają o Puchar Prezydenta Światowej Federacji Piłki Ręcznej. Dla tych słabych zespołów jest to możliwość rozegrania większej liczby meczów, a dla kibiców obśmiewanie (niestety) tych graczy walczących o Puchar z papieru.

        Odpowiedz
        • Nie wiem, czy aż tak źle, żeby to obśmiewania, ale cóż, większych emocji budzić nie będzie, choć zdobywcy pewnie się nim będą chwalić 🙂

          Odpowiedz

Skomentuj Grzegorz B Anuluj pisanie odpowiedzi