Wyprawa British & Irish Lions, generalnie zwycięska, skończyła się tak, jak się zaczęła – porażką. Wygrana w meczu z Sydney oznacza zastrzyk energii dla Australijczyków przed nadchodzącym TRC i uchroniła ich przed przegraną w serii 0:3, która nie pomogłaby rugby union w tym kraju. Poza tym panie przygotowują się do Pucharu Świata, trwają rozgrywki ligowe na południu, a poważne kłopoty ma Major League Rugby.
British & Irish Lions
Za nami ostatni mecz British & Irish Lions w tym roku i zarazem ostatni akcent letniego okienka testowego w męskim rugby.
Australia – British & Irish Lions 22:12. Andy Farrell dokonał w wyjściowym składzie ekipy z Europy tylko dwóch zmian (m.in. oznaczało to, że testowego debiutu w czerwonej koszulce podczas tej wyprawy ostatecznie nie zaliczył Henry Pollock). Większe kłopoty miał Joe Schmidt, który po poprzednim meczu stracił kilku ważnych zawodników z kontuzjami: Alana Ala’alatoę, ponownie Roba Valetiniego, a także Harry’ego Pottera. Z tej okazji skorzystał powołany awaryjnie Taniela Tupou. W sumie zmian w wyjściowej piętnastce gospodarzy mieliśmy cztery, a chyba najwięcej uwagi zwracało pojawienie się w niej łącznika młyna Nica White’a, który chociaż już wcześniej skończył międzynarodową karierę, zagrał dla Wallabies jeszcze raz.
Zwycięstwo Australijczyków było całkowicie zasłużone. Długimi okresami przeważali na boisku, a wypracowanej na początku przewagi nie oddali już do końca. Pierwsze przyłożenie zawdzięczali świetnej akcji Josepha-Aukuso Sua’ali’iego. Kolejne ataki gospodarzy co prawda przyniosły tylko 3 punkty z karnego, ale do przerwy prowadzili bez straty punktów 8:0. Goście stracili z urazami głowy kapitana Maro Itoje i Tommy’ego Freemana, podczas gdy wśród gospodarzy ten sam los spotkał Toma Lynagha. Zaraz po przerwie podobny problem miał kolejny zawodnik – James Ryan. Na dodatek rugbystów po zaledwie kilku minutach gry w drugiej odsłonie przegnało z boiska na ponad pół godziny ryzyko burzo. Po powrocie na murawę Lions próbowali atakować, ale efektem była przechwycona piłka po błędzie Bundee Akiego (kolejny kiepski występ reprezentanta Irlandii) przez Maxa Jorgensena i zrobiło się 15:0. Dopiero na 20 minut przed końcem Jac Morgan zapunktował dla gości, ale ci zamiast kontynuować presję i walczyć o zmianę wyniku, znów zostali zepchnięci do obrony, a na dodatek Ronan Kelleher zobaczył żółtą kartkę. Efektem było kolejne przyłożenie gospodarzy, pieczętujące ich zwycięstwo. Druga piątka Lwów na koniec meczu nic już nie zmieniła.
Bohaterem spotkania okazał się kończący międzynarodową karierę weteran Nic White, a Australijczycy uratowali honor zwyciężając w końcu Lwów. Mimo wygranej znowu wkurzają się na sędziowanie – po sytuacji sprzed tygodnia (swoją drogą, Nigel Owens nie widział w szarży Jaca Morgana nic złego, ale do opinii Walijczyka na emeryturze po jednej z ostatnich wypowiedzi nabrałem dystansu), tym razem przesadził Dan Sheehan, który spowodował kontuzję Lynagha (a ani sędzia, ani TMO nie zareagowali). I wygląda na to, że Irlandczyka dla odmiany spotka za to kara.
Z kraju
W poprzedni weekend odbyło się w stolicy drugie zgrupowanie szerokiej kadry przymierzanej do reprezentacji Polski w rugby piętnastkowym kobiet. Ciekaw jestem, jakie są plany dla tej grupy zawodniczek.
Kilka ruchów kadrowych w Ekstralidze. Lechia Gdańsk pożegnała się z irlandzkim trenerem Saną Govenderem – drużynę poprowadzą dwaj jej weterani, Marek Płonka (junior) i Rafał Janeczko. Gdańską ekipę opuszcza mający na koncie występy w naszej reprezentacji Sean Cole, który przenosi się za miedzę, do Arki Gdynia. A w Juvenii Kraków w kolejnym sezonie nie zagra Chemigan Beukes, który wybrał drugi poziom ligowy we Włoszech.
Ze świata
Aż pięć meczów testowych kobiet pomiędzy czołowymi drużynami na świecie zobaczyliśmy w ten weekend. Zaczęło się od starcia Australii z Walią – Wallaroos wygrały jeszcze wyżej niż przed tygodniem, 36:5. Walijki cisnęły w pierwszej połowie, ale przewaga przełożyła się tylko na jedno przyłożenie, podczas gdy gospodynie już do przerwy prowadziły 21:5, a w drugiej połowie dorzuciły kolejne trzy przyłożenia. Już na początku meczu opuściła boisko z kontuzją stopy kapitan Walii, Alex Callender. W drugim piątkowym spotkaniu Kanadyjki (grające w Ottawie przed ponad 11 tys. widzów) nie pozostawiły złudzeń Amerykankom – co prawda zanim odniosły jedenaste z rzędu zwycięstwo nad tymi rywalkami, przegrywały pod koniec pierwszej połowy 7:10, ale tuż przed przerwą wyszły na prowadzenie, a w drugiej połowie zaaplikowały przeciwniczkom kolejne cztery przyłożenia i zwyciężyły 42:10. W sobotę bardzo wysokim zwycięstwem Angielek zakończył się mecz w Leicester z Hiszpanią – padł tu wynik 97:7. Hiszpanki i tak cieszyły się ze swojego jedynego przyłożenia, Angielki zdobyły ich aż 15, ale cieniem na bardzo pewnej wygranej położyła się czerwona kartka Marlie Packer, pełniącej w tym meczu rolę kapitana. Spotkał ją jednak łaskawy wymiar kary – zawieszenie będzie dotyczyło tylko nadchodzącego meczu testowego z Francją, a nie obejmie Pucharu Świata. W celtyckim starciu Irlandki pokonały Szkotki 27:21 i cieszyły się nie tylko z wygranej (której początkowo nic nie zapowiadało, bo po 20 minutach było 14:0 dla Szkotek, które prowadziły nawet na kwadrans przed końcem), ale i z powrotu po ponad roku do gry Béibhinn Parsons i Sam Monagham.
Właściwie jedyną niespodziankę w tych testowych spotkaniach mieliśmy w Kapsztadzie, gdzie reprezentacja Południowej Afryki mierzyła się z rezerwami Black Ferns (Nowa Zelandia XV). Gospodynie nieoczekiwanie zwyciężyły 41:24 po meczu, który miejscowi komentatorzy uznali za ich najlepszy występ w historii. Od początku zdobyły przewagę, wyprowadzały atak za atakiem, i choć pierwsze nie skończyły się powodzeniem, po kwadransie prowadziły 12:0, pierwszą połowę wygrały 17:7, a po przerwie dorzuciły kolejne cztery przyłożenia.
Zapomniana wieść z międzynarodowych zmagań panów: dwa tygodnie temu reprezentacja St. Vincent i Grenadynów pokonała Grenadę 51:5.
Drugą kolejkę Currie Cup zaczął mecz Cheetahs z Pumas – gospodarze, podrażnieni porażką sprzed tygodnia, tym razem pewnie wygrali, 42:25. Gwiazdą meczu był łącznik młyna zwycięzców Jandre Nel, który zdobył cztery przyłożenia (drugi raz w tym roku – poprzednio w meczu SA Cup). Jednak chyba najbardziej znaczącym rezultatem kolejki była druga porażka broniących tytułu Sharks – i to porażka, która zasługuje na miano pogromu. Przegrali na wyjeździe z Blue Bulls aż 0:64, tracąc 10 przyłożeń (a także zaliczając multum chybionych szarż i 16 strat). Oprócz Bulls, drugie zwycięstwo zaliczyli też Golden Lions, którzy pokonali 40:19 Western Province (dla odmiany, Kapsztadczycy, podobnie jak Sharks, ponieśli drugą porażkę w drugim meczu). Na koniec kolejki Griquas pokonali 48:39 Boland Cavaliers.
W Nowej Zelandii ruszył nowy sezon NPC, czyli mistrzostw drużyn prowincjonalnych. Zaczęło się od thrillera pomiędzy Waikato i Auckland. Ekipa z największego miasta kraju, która na pewno chce się odbić po fatalnym poprzednim sezonie, przegrała jednym punktem – Waikato zwyciężyło 36:35, a o wygranej zadecydowało przyłożenie w przedostatniej minucie wracającego po latach do Nowej Zelandii Limy Sopoagi (który nie tylko wykończył akcję, ale także zapoczątkował ją świetnym przełamaniem). Jeszcze na 20 minut przed końcem Auckland wygrywało 32:12 i chyba już nikt nie dawał gospodarzom szans na odwrócenie losów meczu, tymczasem w końcówce zdobyli cztery przyłożenia.
Poza tym Manawatū pokonało North Harbour 38:25, broniące tytuł Wellington zaczęło sezon od porażki 15:33 w hitowym starciu z Canterbury (stołeczna ekipa straciła z urazem głowy kapitana Brada Shieldsa), Soutland uległo 15:24 Otago (czołową postacią wśród zwycięzców był Christian Lio-Willie), Taranaki wygrało z Northlandem 23:3 (broniąc w ten sposób Rainfurly Shield), Bay of Plenty pokonało nieoczekiwanie wysoko Tasman 37:7, a Hawke’s Bay zwyciężyło aż 54:14 Counties Manukau (nie pomógł przegranym Hoskins Sotutu).
Ligowy sezon zaczął się także w innym zakątku Pacyfiku – prowincjonalne mistrzostwa prowadzone pod nazwą Skipper Cup rozpoczęły się na Fidżi. Tu na start wygrane zaliczyli obaj ubiegłoroczni finaliści: broniąca tytułu Nadroga pokonała 39:18 Macuatę, a Suva zwyciężyła 35:15 Ba. Przegrali wyjazdowe spotkania obaj beniaminkowie: Vatukoula 9:12 z Taulevu, a Malolo 19:36 z Naitasiri. W tym ostatnim meczu zwycięzcy obronili Farebrother-Sullivan Trophy – fidżyjski odpowiednik Rainfurly Shield. Rywalizacja odbywa się tutaj w dwóch etapach: ligowym (tylko jedna runda, bez rewanżów), a potem pucharowym – do play-off awansuje osiem drużyn, dwie ostatnie grają o utrzymanie w turnieju z dwoma najlepszymi z niższego poziomu.
World Rugby przy okazji ostatniego testu na trasie British & Irish Lions wprowadziło do World Rugby Hall of Fame kolejne dwie sławy: Richarda Burka (legendę Saracens, ponad 70-krotnego reprezentanta Anglii, mistrza świata z 2003, trzykrotnego uczestnika wypraw British & Irish Lions), oraz Matta Burke’a (wieloletniego gracza Waratahs, ponad 80-krotnego reprezentanta Australii, mistrza świata z 1999 i rywala Lions z 2001). Zapowiedziano też dwie kolejne nominacje – pań, których nazwisk nie podano, a które mają być wprowadzone do zaszczytnego grona przy okazji nadchodzącego kobiecego Pucharu Świata.
Poznaliśmy skład kolejnej ekipy, która planuje walkę o zwycięstwo w zbliżającym się kobiecym Pucharze Świata – Francuzek. Zwraca uwagę obecność trzech potencjalnych debiutantek (jedna z nich, Makarita Baleinadogo, dostała powołanie poniekąd awaryjnie, bo w tym tygodniu jedna z zawodniczek odniosła kontuzję na treningu). Jest też Pauline Bourdon-Sansus, mimo że w pierwszym meczu mundialu nie będzie mogła wystąpić z powodu zawieszenia.
Coraz większe kłopoty przed The Rugby Championship ma trener reprezentacji Nowej Zelandii Scott Robertson. Do długiej listy kontuzjowanych ważnych zawodników (Beauden i Scott Barrettowie, Caleb Clarke, Wallace Sititi i kilku innych) doszedł Cameron Roigard.
Nieciekawe wieści z Major League Rugby. W ostatnim sezonie wzięło udział w rywalizacji 11 drużyn, a za rok będzie co najmniej o dwie mniej. Poinformowano bowiem o połączeniu dwóch ekip z Kalifornii, San Diego Legion i RFC Los Angeles (powstała z połączenia drużyna będzie nosiła nazwę California Legion i będzie rozgrywać mecze zarówno w San Diego, jak i Los Angeles), wycofuje się z ligi także nowoorleańskie NOLA Gold. Co gorsza, są też plotki o poważnych kłopotach finansowych innych drużyn, Utah Warriors i Miami Sharks. Szczególnie to niepokojące wobec zaplanowanego za 6 lat w Stanach Zjednoczonych Pucharu Świata – do tego czasu miał być budowany poziom i popularność rugby w tym kraju, m.in. za sprawą rozgrywek ligowych…
W Premiership zmienia nazwę nie tylko cała liga (na nieszczęsne Prem) – Newcastle Falcons, których przejmuje koncern Red Bull, w nadchodzącym sezonie mają być przechrzczeni na Newcastle Red Bulls. Zmiana jednak wymaga jeszcze akceptacji ze strony RFU.
Ogłoszono także program Prem Rugby Cup na nadchodzący sezon i tu kiepska informacja – rozgrywki te z powrotem będą obejmować tylko drużyny z Premiership, nie będą natomiast w nich uczestniczyć ekipy z drugiego poziomu rozgrywek, Championship.
W Sydney powstała nowa zawodowa drużyna rugby, Asia Pacific Lions Rugby, która ma bazować na zawodnikach z wysp Pacyfiku i Azji. Dla zwiększenia rozpoznawalności liczą na ściągnięcie kilku gwiazd. Dyrektorem rugby został David Campese, a kapitanem ma być były reprezentant Japonii Jamie Henry. Debiutem drużyny, wpisującym się w jej cele, ma być mecz z klubem Premiership, który ma odbyć się na Sri Lance. Liczą na dołączenie w przyszłości do Super Rugby Pacific lub Japan Rugby League One.
Z wieści transferowych:
- skończyła się przygoda Louisa Reesa-Zammita w NFL – po półtorej roku starań ogłosił, że wraca do rugby. Póki co nie wiadomo jeszcze gdzie – wśród zainteresowanych są Bristol Bears, natomiast Daily Mail pisze o tym, że za decyzją stoi fakt, iż Walijczyk jest już po słowie z nową światową ligą R360 i stoją za nią pieniądze za tym idące (liga ma wystartować jesienią 2026, więc skrzydłowego czeka jeszcze rok „normalnego” grania);
- Lima Sopoaga po 8 latach nieobecności (ostatnio grał w Japonii) wrócił do Nowej Zelandii – w rozgrywkach NPC wystąpi w barwach Waikato;
- kolejna wielka gwiazda w Toyota Verblitz – z Blues przechodzi Nowozelandczyk Mark Tele’a;
- Quade Cooper i Will Genia schodzą z boiska, ale zostają w drugoligowym japońskim klubie Hanazono Liners – tyle że w roli asystentów trenera. Drużynę w nadchodzącym sezonie wzmocnią m.in. Manie Libbok i Peter Umaga-Jensen.
Zapowiedzi
Kolejny tydzień chyba najspokojniejszy w całym roku na światowych arenach rugby:
- cztery mecze testowe kobiet: Francja – Anglia, Irlandia – Kanada, Fidżi – Samoa, Włochy – Japonia;
- mecz panów St. Lucia – St. Vincent i Grenadyny;
- trwają rozgrywki Currie Cup i NPC.
Taka posucha, ze czlowiek zaczal ogladac futbol australijski 😂
W sumie korci, aby kiedyś spróbować (tak jak gaelicki). Byle czas znaleźć 🙂