Sierpniowy weekend w rugby w dużej mierze pod znakiem testów – sparing zagrała nasza reprezentacja, ostatnie sprawdziany formy miały też panie przygotowujące się do Pucharu Świata, który wystartuje za dwa tygodnie, a siódemkowiczki i siódemkowicze polskich klubów nieźle spisali się w Kopenhadze. Do tego kolejne złe wieści z Major League Rugby i sporo spekulacji z R360 w roli głównej.
Z kraju
W sobotę sparing rozegrała nasza męska reprezentacja – rywalem była rumuńska Steaua Bukareszt. Niestety, po obiecującej pierwszej połowie, skończonej remisem 5:5 (Rumuni wyszli na prowadzenie, a nasi wyrównali po akcji zainicjowanej przez Vahę Halaifonuę, a wykończonej przez Mateusza Plichtę), potem nadeszła katastrofa i ostateczny wynik to 5:55. Polecam szerszą relację z tego meczu pióra Michała Dudka. Zobaczyliśmy sporo zawodników, którzy dopiero wąchają reprezentacyjny „proch” i w oficjalnych meczach jeszcze nie występowali – w podstawowym składzie Filipa Nawrockiego (Leeds Tykes), Bartłomieja Bareję i Wiktora Lisa, a wśród rezerwowych Mateusza Dogiela (University of Nottingham), Michała Wąsowicza, Norberta Zastawnika, Arkadiusza Czecha, Pawła Antoszczuka, Kacpra Zapałę (pierwszoligowe Rugby Wrocław), Kacpra Drewczyńskiego, Dominika Machlika (pierwszoligowa Posnania) i Olgierda Sawickiego. Był też wracający po kontuzji Paul Walters.
A wcześniej, w środę sparing z tym samym przeciwnikiem zagrała Pogoń Awenta Siedlce. Tu padł wynik 14:34, podobny do starcia tych drużyn z Bukaresztu wiosną tego roku.
Trzy polskie drużyny wzięły udział w turnieju Copenhagen 7s. Wśród pań zagrały dwie czołowe nasze ekipy, Energia Biało-Zielone Ladies Gdańsk i Legia Warszawa, i obie znalazły się w czołowej czwórce turnieju, a gdańszczanki zostały jego zwyciężczyniami. Biało-Zielone zgarnęły komplet zwycięstw w turniejowych zmaganiach, w fazach grupowych wygrywając z drużynami ze Szwecji i Anglii, w półfinale pokonując duński Nanok 7’s, a w finale zwyciężając po dogrywce 24:19 holenderskie JB International Ladies. Ta ostatnia ekipa powstrzymała w półfinale warszawianki (było 14:26), które w drodze do tego etapu poniosły tylko jedną porażkę (z angielskimi Saints, wyeliminowanymi potem przez Biało-Zielone). Wśród panów zagrała Kaskada Szczecin i też zameldowała się w półfinale – w dwóch etapach grupowych odniosła cztery zwycięstwa i jedną porażkę, a w półfinale uległa holenderskiemu Mana 7s 7:12.
Poznaliśmy następcę Janusza Urbanowicza na stanowisku trenera reprezentacji Polski w rugby 7 kobiet. Został nim Walijczyk Chris Davies, który połączy to stanowisko z funkcją trenera męskiej reprezentacji kraju w tej samej odmianie rugby.
Kolejne transfery w Ekstralidze. Budmex Rugby Białystok chwali się czterema zawodnikami z zagranicy (Południowa Afryka, Argentyna, Kolumbia), Budowlani WizjaMed Łódź mają ściągnąć trzech „zagraniczniaków” (jednego z Samoa i dwóch z Południowej Afryki, w tym skrzydłowego Sihje Njezulę, który zagrał dla RPA w kategorii U20), natomiast Juvenia Kraków zarejestrowała młodego gruzińskiego filara Nikę Beroszwilego, który zaliczył epizod w młodzieżowej drużynie Soyaux Angoulême, a w ubiegłym sezonie pojawił się w portugalskim klubie Lousã.
W II lidze Rugby Ruda Śląska zapowiedziała, że do kolejnego sezonu wystawi drużynę złożoną z graczy nie tylko swojego klubu, ale i RC Częstochowa. To oznacza powrót częstochowian do rozgrywek ligowych (choć nie pod swoim szyldem), a dla „Gryfów” szansę na poprawę po kiepskim poprzednim sezonie (komplet porażek).
Utworzony został Polski Związek Rugby League, który ma stanowić nową ramę organizacyjną polskich trzynastek. Powstał na zrębach stowarzyszenia Polska Rugby XIII, które przez ponad dekadę ogarniało rugby league w naszym kraju, a krok ten da szansę na zaistnienie w strukturach międzynarodowych.
Ze świata
Rozegrano ostatnie mecze testowe przed nadchodzącym kobiecym Pucharem Świata. Najciekawszym było starcie dwóch europejskich potęg, Francji z Anglią. Nie był to jednak pojedynek przypominający ten z ostatniego Pucharu Sześciu Narodów. Angielki, choć grały na wyjeździe, od początku zdominowały rywalki, a efektem była ich wysoka wygrana – na sześć ich przyłożeń gospodynie odpowiedziały zaledwie sześcioma punktami i ostatecznie było 6:40. Przyjezdne od początku budowały przewagę, wykorzystując liczne karne darowane przez rywalki – a punktów mogłyby zdobyć więcej, gdyby nie własne błędy w ataku. W drugiej połowie Francuzki wreszcie kilkakrotnie groźniej zaatakowały, ale żadna z tych akcji nie przyniosła efektu – znamienna jest ostatnia akcja meczu, znakomicie przez Francuzki zaczęta.
W pojedynku dwóch drużyn, które błysnęły w ostatnim WXV, Irlandia uległa Kanadzie 26:47. Kanadyjki dominowały od początku spotkania i na 25 minut przed końcem prowadziły 40:7. Dopiero w końcówce Irlandki podbudowały nastroje zdobywając trzy przyłożenia, ale ostatnie przyłożenie w meczu znowu poszło na konto Kanadyjek – zdobyła je w ostatniej akcji Sophie de Goede (która do tego wykorzystała 6 z 7 podwyższeń). Irlandki zagrały bez swoich największych gwiazd, Amee-Leigh Costigan (kiedyś Murphy-Crowe) i Aoife Wafer, debiut zaliczyła natomiast Ellena Perry, która wcześniej zagrała kilkunastokrotnie dla Anglii. Kanadyjki boli na pewno uraz głowy ich kapitan, Alexandra Tessier, która grała w narodowych barwach po raz 60. Poza tym w meczu Włoch z Japonią w Calvisano górą były gospodynie, które wygrały pewnie 33:17, podobnie w meczu Fidżi z Samoa – tu Fidżyjki wygrały 34:12.
Na Karaibach odbył się towarzyski mecz męskich reprezentacji dwóch wyspiarskich państw – St. Lucia i St. Vincent i Grenadyny. Górą byli goście, reprezentacja St. Vincent i Grenadynów, która zwyciężyła 50:22. Inne ciut egzotyczne spotkanie miało miejsce w Londynie – Norwegia zagrała z drużyną Jamajka UK i przegrała 38:57.
Bardzo ciekawy wynik w starciach młodzieżowych (w kategorii U18) odbywających się w RPA: Gruzja pokonała Anglię 35:31. Poza tym Południowa Afryka ograła Francję 43:21 (do przerwy było już 31:0), zdobywając nowe trofeum – Mehdi Narjissi Trophy, upamiętniające młodego francuskiego gracza, który utonął podczas pobytu reprezentacji w RPA w ubiegłym roku, a Irlandia wygrała z Południową Afryką A 36:33 po karnym w ostatniej akcji meczu.
W drugiej kolejce nowozelandzkiego NPC mieliśmy klasyk w postaci spotkania pomiędzy dwiema potęgami z dwóch nowozelandzkich wysp – w nim Canterbury pokonało Auckland 19:15, choć do przerwy to ekipa z południa prowadziła 8 oczkami. Poza tym Northland pokonał Southland 22:17 (wszystkie trzy przyłożenia zwycięzców zdobył w drugiej połowie rezerwowy młynarz James Mullan), Waikato przegrało z Wellingtonem 24:35 (wyróżnił się dzięki świetnemu przyłożeniu dla zwycięzców Julian Savea), North Harbour uległo Taranaki 24:46 (nie pomógł gospodarzom wracający do ich drużyny Mark Tele’a, natomiast dla gości trzy przyłożenia po maulach zaliczył młynarz Bradley Slater), Tasman ograło Manawatū 49:17 (dwa przyłożenia skrzydłowego, który wrócił z Francji – Leicestera Faingaʻanuku), Counties Manukau przegrały z Bay of Plenty 22:39, a Otago uległo Hawke’s Bay 21:27. Po dwóch kolejkach komplet wygranych mają na koncie Bay of Plenty, Hawke’s Bay, Taranaki i Canterbury. Także cztery drużyny wciąż bez wygranej, a wśród nich m.in. Auckland.
W trzeciej kolejce południowoafrykańskiego Currie Cup kontynuowała kiepską passę ekipa Western Force Province – trzecią kolejną porażkę w trzecim meczu sezonu poniosła w wyjazdowym meczu z Griquas (było 47:17). Podobny bilans mają Sharks, aczkolwiek oni trzecią przegraną odnieśli niecodziennym stosunkiem punktów – przegrali z Cheetahs 5:7 (sporo błędów po obu stronach, tylko po jednym przyłożeniu w każdej połowie). Dla odmiany dopiero po raz pierwszy przegrali Bulls i Lions – Bulls na swoim boisku odnieśli bardzo bolesną porażkę 7:41 z Pumas, a Lions ulegli 10:29 Boland Cavaliers (które w doliczonym czasie gry zapewniło sobie punkt bonusowy). Nie pozostała już zatem żadna niepokonana drużyna, a sytuacja w tabeli jest niecodzienna: sześć drużyn ma na koncie po dwa zwycięstwa i jednej porażce, a odstają od nich Western Force Province i Sharks, które dotąd tylko przegrywały.
Po letniej przerwie wróciły do gry drużyny rumuńskiej Liga de Rugby. Na początek rozegrano zaległe spotkanie z wiosny, w którym spotkało się dwóch ostatnich mistrzów kraju – broniąca tytułu SCM Timișoara zmierzyła się z Dinamem Bukareszt i wygrała 32:17. Co prawda Dinamo pozostało wiceliderem ligowej tabeli, a gospodarze spotkania na trzecim miejscu, ale różnica punktowa między nimi zmalała do dwóch oczek. Dinamo straciło szansę na wyjście na prowadzenie – brakuje mu punktu do prowadzącej Științy Baia Mare.
Kolejna fatalna wieść z amerykańskiej Major League Rugby – po tym, jak przed tygodniem straciła dwie drużyny, teraz traci kolejną – uczestniczących w niej zaledwie dwa sezony Miami Sharks, w których mieliśmy spory kontyngent graczy z Ameryki Południowej (pojawiają się spekulacje, że ten sam właściciel będzie chciał się włączyć do rozgrywek Super Rugby Americas). Póki co, informacja jest nieoficjalnia – paradoksalnie na oficjalnej stronie ligi najnowsza wiadomość pochodząca sprzed kilku dni dotyczy wyboru dyrektora wykonawczego klubu na działacza ligi sezonu 2025. Na nadchodzący sezon zostaje tylko osiem drużyn – najmniej od pierwszego sezony z 2017 (a zobaczymy, czy to już koniec złych wieści). Nieciekawie to wygląda dla amerykańskiego rugby.
Z nieoficjalnych doniesień wynika, że budzący kontrowersje format fazy pucharowej Super Rugby Pacific zostanie utrzymany w kolejnym sezonie – nadal sześć najlepszych drużyn zagra w trzech ćwierćfinałach, a do półfinałów awansują zwycięzcy i ten spośród przegranych, który zajął najwyższe miejsce w fazie ligowej. Jedyna zmiana ma dotyczyć rozstawienia tego lucky losera w półfinałach – niezależnie od wyników z fazy ligowej ma być rozstawiony jako czwarty, a więc ani w półfinale, ani w ewentualnym finale nie zagra na swoim boisku.
Z Francji dobiegają wieści o zmianach w przepisach w tamtejszych zawodowych ligach. No, może „zmiany” to za dużo powiedziane. Dla jasności obrazu gry dla kibiców jakże sensownie postanowiono tam, że 20-minutowa czerwona kartka będzie po prostu kartką pomarańczową. Ponadto w wytycznych dla sędziów wskazano, aby zwracali uwagę na przestrzeganie przepisu, zgodnie z którym wrzut piłki do młyna powinien być równoległy do obu pierwszych linii (przepis ignorowany powszechnie w rugby, co m.in. jako jeden z głównych grzechów rugby wskazał Ross Reyburn w książce Saving Rugby Union). Oby tak faktycznie się stało i oby potem poszło z Francji w świat.
W Australii także zmiany, ale w innym zakresie – federacja zamierza porzucić obowiązujące tam od lat prawo Giteau, ograniczające możliwość powołania do reprezentacji kraju zawodników na co dzień występujących za granicą. Joe Schmidt będzie mógł czerpać bez ograniczeń z takich graczy, choć w przypadku porównywalnych zawodników, powinien jednak wybrać tego, którego znajduje w kraju. To spora rewolucja, a Australijczycy liczą na efekt podobny jak w Południowej Afryce, gdzie z takich obostrzeń zrezygnowano w 2018. Podobne jednak wciąż obowiązują w kilku krajach (najgłośniejszym przypadkiem jest Nowa Zelandia). Jaki będzie efekt na dłuższą metę? Wzmocnienie reprezentacji kosztem osłabienia franczyz z Super Rugby Pacific? Co z rugby union w Australii, jeśli nastąpi eksodus najlepszych (o ile do niego dojdzie)?
W składzie Wallabies na The Rugby Championship nie zaszły jednak wielkie zmiany w porównaniu z serią przeciwko British & Irish Lions (nadal jedynymi „zamorskimi” graczami są Will Skelton i James O’Connor) – Joe Schmidt postanowił nie robić rewolucji w tak krótkie przerwie między meczami. Oczywiście brakuje kontuzjowanych w ostatnich meczach (chociażby Allana Ala’alatoi, Toma Lynagha czy Harry’ego Pottera), a ich miejsce zajmują trzej potencjalni debiutanci (w tym Aidan Ross, który kilka lat temu raz zagrał dla All Blacks), ale najwięcej uwagi przyciąga chyba obecność Nica White’a, choć jego mecz sprzed tygodnia w Sydney miał być (znowu) ostatnim występem do Australii. Argentyńczycy postanowili powołać kilku ważnych zawodników, którzy po zwycięstwie nad British & Irish Lions dostali wolne i nie grali w serii testów z Anglią. Jest też kilku graczy, którzy w tym roku jeszcze w kadrze w ogóle nie zagrali, ale debiutantów żadnych. Z kolei w kadrze Nowej Zelandii (gdzie Scott Robertson ma kłopot z licznymi kontuzjami) zawodników z szansami na międzynarodowy debiut jest aż czterech (jest m.in. Kyle Preston, który skorzystał na niedawnej kontuzji Cama Roigarda). Jeden z tej czwórki, olimpijczyk z Paryża Leroy Carter, miał nietypowy kłopot – gdy po otrzymaniu powołania przesłał dane z paszportu do kierownictwa kadry, pozostawił dokument na łóżku, z czego skorzystał z jego pies i porządnie go przeżuł. Sytuację udało się jednak uratować.
Poznajemy też składy kolejnych reprezentacji na kobiecy Puchar Świata – m.in. w składzie Australii mamy Charlotte Caslick, ale wciąż nie wiadomo, czy zdąży na czas z leczeniem urazu kostki odniesionego w starciach z Nową Zelandią.
Dan Sheehan za swoje niezauważone przez sędziów zagranie w ostatnim teście British & Irish Lions został ukarany zawieszeniem – utraci trzy mecze w barwach Leinsteru, w tym dwa pierwsze spotkania nowego sezonu URC. Kara mocno symboliczna, bo po udziale w wyprawie do Australii było raczej mało prawdopodobne, aby był wstawiany do składu od samego początku sezonu.
Kolejne intrygujące wyniki badań z rugby w roli głównej – tym razem jednak nie chodzi o choroby neurologiczne, ale o wygodę. Jeden z producentów obuwia sportowego, IDA Sports, przebadał kilkaset rugbystek i okazało się, że aż 89% z nich skarży się na ból związany z używaniem sportowego obuwia. Problemem jest dopasowanie rugbowego obuwia do stóp męskich, które nieco różnią się anatomicznie.
Ciekawa wolta w walijskich Scarlets – mimo obaw co do przyszłości drużyny w związku z zapowiedzianymi przez WRU zmianami w finansowaniu zawodowego rugby w Walii (i możliwym ograniczeniem liczby zawodowych zespołów), ekipa z Llanelli pozyskała amerykańskich inwestorów, którzy mają przejąć 55% udziałów w przedsięwzięciu. W inwestycję House of Luxury mają być zaangażowani David Moffett (były dyrektor wykonawczy WRU) i Dan Biggar. I zapowiadają, że scenariusza, w którym Scarlets są połączeni z Ospreys, nie biorą pod uwagę. Z kolei Ospreys mieli uzyskać zgodę na rozbudowę stadionu St. Helen’s w Swansei, co także wskazuje na to, że zespół nie zamierza się „zwijać”.
Coraz więcej spekulacji na temat zawodników zainteresowanych przejściem do ligi R360, która ma wystartować za rok – niedawno Daily Mail pisało w tym kontekście o Louisie Reesie-Zammicie, teraz The Telegraph napisał o podpisaniu przedwstępnych umów przez czterech czołowych reprezentantów Południowej Afryki (kto wie, może to tylko propaganda mająca przekonać innych graczy, bo SARU zaprzecza). Pojawiają się także informacje o zawodnikach z australijskiej NRL związanych z nowymi rozgrywkami (w tym kontekście m.in. nazwisko Rogera Tuivasy-Shecka, byłego reprezentanta Nowej Zelandii w rugby union). Ponoć jedna z gwiazd All Blacks miała odrzucić oferowany jej kontrakt na niebotyczne w rugby pieniądze – 12 mln dolarów za 3 lata gry. A Daily Mail informuje o podchodach pod znanych trenerów. Póki co jednak przyszłość jest niepewna – R360 nie ma akceptacji od World Rugby (aby to się stało, wniosek musiałaby wnieść jedna z federacji, a trudno się spodziewać, aby którakolwiek z czołowych unii się zdecydowała), wcina się międzynarodowy kalendarz, a zawodnicy z kilku czołowych krajów mogą być pewni, że po przyjęciu takiej oferty stracą możliwość gry dla reprezentacji kraju.
Podobny pomysł do R360 pojawił się w świecie siódemek. Podobny, bo znowu chodzi o rozgrywki franczyzowe. Organizatorzy szukają graczy, liczą na tych z doświadczeniem w SVNS, ponoć mają już obiecaną „ośmiocyfrową” kwotę od sponsorów. Chcą zacząć w przyszłym roku, a rywalizację zorganizować w sierpniu i wrześniu. Twarzą projektu jest Tom Burwell, były dyrektor wykonawczy Dubai 7s (a przynajmniej on przedstawił go w wywiadzie na łamach South China Morning Post).
Cóż, ja mam spory dystans do takich wynalazków, w których drużyny nie będą miały żadnej konkretnej tożsamości, tworzone od zera bez jakichkolwiek korzeni i lokalnego zaczepienia.
Z wieści transferowych:
- koniec kariery ogłosił 32-letni reprezentant Australii David Porecki, kilka dni po ostatnim występie w meczu przeciwko British & Irish Lions w Melbourne i dwa lata przed Pucharem Świata, który będzie rozgrywany w jego ojczyźnie;
- Richie Mo’unga za rok wróci z Japonii do Nowej Zelandii, do Crusaders. Ten ruch pozwoli mu liczyć na wyjazd na Puchar Świata w 2027;
- także za rok reprezentant Południowej Afryki Wilco Louw ma wrócić z Bulls do Stormers;
- Newcastle Falcons ściągają reprezentanta Japonii Amanakiego Mafiego;
- Warren Gatland zastąpi Greiga Laidlawa na stanowisku trenera japońskiej drużyny Urayasu D-Rocks,
- nowi trenerzy reprezentacji Chin: były szkoleniowiec reprezentacji Argentyny U20 Bernardo Urdaneta będzie trenerem reprezentacji piętnastkowej, a siódemkową poprowadzi była gwiazda tego formatu, także z Argentyny, Gastón Revol. Pomagać im ma inny znakomity Argentyńczyk, Nicolás Sánchez.
Być może poznaliśmy odpowiedź na pytanie, dlaczego Bundee Aki w testach British & Irish Lions przeciwko Australii nie błyszczał – tuż przed pierwszym meczem w Brisbane urodziła mu się córka, którą zobaczył dopiero po powrocie do Irlandii. Swoją drogą, przyszła na świat w samochodzie 🙂
Zapowiedzi
Głównym rugbowym wydarzeniem nadchodzącego tygodnia będą pierwsze mecze The Rugby Championship – Południowa Afryka gra z Australią, a Argentyna z Nową Zelandią.
Poza tym trochę grania ligowego – m.in. kolejne mecze fazy zasadniczej NPC, Currie Cup i ligi rumuńskiej oraz start play-off w części australijskich rozgrywek stanowych – oraz pierwszy weekend Supersevens czyli siódemkowych mistrzostw Francji.