„Czerwono” we francuskich szlagierach i w Cardiff

Choć okienko testowe zamknęło się przed tygodniem, mieliśmy jeszcze jeden akord międzynarodowej jesieni – Walijczycy zagrali z RPA i pewnie będą chcieli o tym meczu szybko zapomnieć (wynik 0:73 mówi sam za siebie). Poza tym powróciły rozgrywki ligowe, a wraz z nimi Antoine Dupont. Wrócił też cykl SVNS, a przy tej okazji w Dubaju zobaczyliśmy także naszą reprezentację kobiecą.

Przy okazji przypominam się z prośbą o wypełnienie ankiety dostępnej pod linkiem https://forms.gle/88q3vGLAQXiVu84g7 – a za udzielone już odpowiedzi bardzo dziękuję.

Top 14

W czołowej lidze Francji drużyny wybiegły w ten weekend na boisko po raz jedenasty.

Stade Toulousain – Racing 92 48:24. Głównym wydarzeniem tego meczu miał być powrót na boisko po ponad półrocznej przerwie Antoine’a Duponta. Zanim jednak łącznik młyna wszedł z ławki rezerwowych, jego koledzy wypracowali przewagę nad ekipą z Paryża. Kluczowy moment meczu nastąpił tuż przed przerwą: przy prowadzeniu Tuluzy 10:3 żółtą kartkę zobaczył jeden z gości. Paryżanie odzyskali piłkę i wykopali ją za boisko chcąc skończyć pierwszą połowę. Nic z tego – w momencie wykopu ich młynarz Janick Tarrit kompletnie bezsensownie zaprawił z byka stojącego obok tuluzańczyka, więc zamiast końca połowy Tuluza miała karnego, po którym – grając z przewagą dwóch graczy po czerwonej kartce Tarrita – zdobyła swoje drugie przyłożenie. Przez 8 minut gry w trzynastkę na początku drugiej odsłony meczu Racing skutecznie się bronił, ale zaraz potem stracił kolejne przyłożenie po fantastycznym rajdzie młodego Belga Matiasa Remue. I choć paryżanie po chwili odpowiedzieli, to gdy zostali ponownie w trzynastkę dwie kolejne piątki zaaplikował im Matthis Lebel (jedną z nich po akcji Antoine’a Duponta) i było już po meczu – potem obie ekipy jeszcze zaliczyły po dwa przyłożenia, które niczego już nie zmieniły.

Section Paloise – Stade Rochelais 53:33. Także i drugi hit kolejki stanął pod znakiem kartek – wicelider ligi, Pau, już od pierwszej minuty meczu miał ułatwione zadanie, po tym gdy czerwoną kartkę zobaczył łącznik ataku gości Stade Rochelais Antoine Hastoy, który łapiąc w wyskoku piłkę kopnął w twarz nadbiegającego rywala (to ponoć najszybsza czerwona kartka w historii Top 14). Roszelczycy jednak się nie poddali, a po dwóch efektownych przyłożeniach długo przegrywali tylko jednym punktem. Dopiero pod koniec pierwszej połowy i na początku drugiej Pau odskoczyło, ale wtedy La Rochelle znowu zebrało się i po dwóch przyłożeniach (z czego drugim po efektownej akcji i asyście Dawita Niniaszwiliego) miało tylko 6 oczek straty. Dobry moment roszelczyków przerwała żółta kartka – w podwójnym osłabieniu stracili dwa przyłożenia i dystans ponownie wzrósł. Co prawda zdołali jeszcze raz zapunktować, co mogło odebrać gospodarzom ofensywny punkt bonusowy, ale w końcówce Pau znowu przycisnęło, goście znowu zostali w trzynastkę i po maulu padło przyłożenie na wagę bonusu. A jakby kartek było mało, po drodze czerwoną zobaczył także trener La Rochelle, Ronan O’Gara, za komentowanie decyzji sędziego – biorąc pod uwagę jego historię zawieszeń, może go czekać dłuższy pobyt na trybunach.

Poza tym:

  • Montpellier Hérault – Union Bordeaux-Bègles 28:24 (goście bez swoich największych gwiazd ze skrzydeł, ale i tak wygrana gospodarzy bardzo cenna, tym bardziej że występujący w zastępstwie Penaud’a i Bielle’a-Biarrey’a Salesi Rayasi też zdobył dwa przyłożenia);
  • Aviron Bayonnais – Lyon OU 22:20 (tylko jedno przyłożenie gospodarzy, dwie żółte kartki, ale zwycięstwo uratowała im noga Jorisa Segondsa, który zaliczył 17 punktów; Lyon prowadził przez pierwsze pół godziny, a pod sam koniec meczu zmniejszył stratę do 2 punktów – nie dostał już jednak okazji do wyprowadzenia kolejnego ciosu);
  • ASM Clermont – Stade Français 36:32 (Clermont zaczęło od trzech przyłożeń, a potem zaczęło je tracić; paryżanie dwukrotnie doprowadzili do remisu, a na pięć minut przed końcem wyszli na trzypunktowe prowadzenie – jednak gospodarze zaliczyli w doliczonym czasie gry czwarte przyłożenie, które zdecydowało o ich wygranej);
  • Castres Olympique – USA Perpignan 23:7 (Benjamin Udrapilleta przyjechał na stadion swojej dawnej drużyny w barwach rywali, ale i to nie pomogło Katalończykom w odniesieniu pierwszego zwycięstwa w sezonie);
  • RC Toulonnais – US Montauban 54:28 (pewna wygrana Tulonu, która mogła być wyższa – beniaminek jednak zasługuje na uznanie, bo nie zrezygnował z walki i zdobył cztery przyłożenia).

W czołówce ligi bez istotnych zmian – nadal na czele Tuluza i Pau, dalej Tulon i kolejne drużyny już z większą stratą. Spory spadek zanotowały La Rochelle i Racing 92, ale już na tym etapie sezonu można z dużym prawdopodobieństwem zakładać, że w strefie spadkowej pozostaną Montauban i Perpignan.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Stade Toulousain1139
2.Section Paloise1137
3. ↑RC Toulonnais1134
4. ↓Stade Français1131
5. ↑↑↑Aviron Bayonnais1130
6. ↓Union Bordeaux-Bègles1129
7. ↑↑Montpellier Hérault1128
8. ↑↑Castres Olympique1128
9. ↑↑ASM Clermont1127
10. ↓↓↓↓Stade Rochelais1126
11. ↓↓↓↓Racing 921126
12.Lyon OU1123
13.US Montauban117
14.USA Perpignan111

Na zapleczu Top 14, w Pro D2, także sezon już zaawansowany – rozegrano dwunastą kolejkę spotkań. Najwięcej uwagi przyciągało otwierające rundę spotkanie ekipy z wielkimi ambicjami, ale formą w kratkę, Brive (pierwsze pod wodzą nowego trenera Pierre’a-Henry’ego Broncana), która grała z nieoczekiwanym wiceliderem ligi, Colomiers. Brive zasłużenie wygrało, prowadząc do przerwy 10:0, a po przerwie utrzymało przewagę korzystając z aż czterech żółtych kartek rywali (choć, grając w podwójnym osłabieniu, zdobyli oni przyłożenie). Skończyło się wynikiem 27:18. W innym ciekawym starciu, liderujące w tabeli Vannes pokonało 36:15 inną ekipę z czołówki, Agen. Goście dominowali w młynie, zarabiali liczne karne, ale to Bretończycy odnieśli zwycięstwo, i to bonusowe, którym uczcili 75-lecie klubu.

Poza tym Grenoble pokonało Biarritz 33:25 (ambitni gospodarze awansowali na 9. miejsce, ale to na pewno ich nie zadowala, na dodatek nie zdobyli punktu bonusowego), Soyaux Angoulême uległo Aurillac 15:20 (o wygranej gości przesądziło przyłożenie zdobyte tuż przed końcem spotkania po niemal stumetrowej akcji z dużym udziałem holenderskiego łącznika młyna Borisa Hadinegoro: https://x.com/i/status/1994505840754336089), Provence ograło 46:16 Carcassonne (wysoka wygrana gospodarzy, która dała im awans na ligowe podium – choć początek fatalny: żółta kartka, stracone przyłożenie, a krótko potem kontuzja kapitana…), Dax rozgromiło w gaskońskich derbach Mont-de-Marsan 68:14 (w przyłożeniach 10:2, w żółtych kartkach 0:4), Oyonnax zwyciężyło Béziers 35:24 (mimo gry w osłabieniu przez większość meczu po czerwonej kartce), a Valence Romans pokonało Nevers 13:3 (i wskoczyło na drugie miejsce w tabeli).

United Rugby Championship

Po miesięcznej przerwie wróciła URC, choć zarówno ekipy walijskie, jak i południowoafrykańskie przystąpiły do meczów tej kolejki mocno osłabione.

Bulls – Lions 33:43. Pierwszym w tym sezonie południowoafrykańskim derbom sporo splendoru odebrał fakt, że reprezentacja kraju wciąż jeszcze była na północnej półkuli i grała z Walią, co spowodowało osłabienie obu ekip. Bardziej pokrzywdzeni byli z tego powodu Bulls i goście skrzętnie to wykorzystali. W meczu, w którym atak zdecydowanie górował nad obroną (11 przyłożeń), po 25 minutach prowadzili 17:0. Co prawda Bulls zredukowali straty, ale w drugiej połowie goście odskoczyli i dwa przyłożenia gospodarzy w końcówce nie dały im nawet bonusu defensywnego.

Munster – Stormers 21:27. Także w meczu na szczycie ligowej tabeli brakowało nieco gwiazd – co prawda reprezentanci Irlandii wrócili do składu Munsteru, ale za to Stormers grali bez Springboków. Nie dziwił zatem przebieg pierwszej połowy, w której Munster wykorzystał dwie żółte kartki rywali i schodząc do szatni wygrywał 21:6. Po przerwie jednak nastąpiła kompletna zmiana obrazu meczu – dominacja Stormers w młynach (zaraz po przerwie ich trener wymienił aż sześciu zawodników tej formacji) dała gościom platformę do punktowania i trzy przyłożenia zapewniły im wygraną. Choć na koniec spotkania Munster cieszył się z przyłożenia po efektownym przekopie Jacka Crowley’a do Toma Farrella, które mogło przywrócić mu wygraną, jednak TMO dopatrzyło się przodu wcześniej w akcji. To niezwykle cenna wygrana Stormers.

Poza tym:

  • Dragons – Leinster 10:24 (Irlandczycy bez niemal całej podstawowej piętnastki, ale i tak powinni wygrać pewniej; pierwszą połowę kończyli grając w trzynastkę i przegrywając 5:7, dopiero po przerwie wypracowali przewagę, a bonus ofensywny zapewnili sobie tuż przed końcem gry przyłożeniem imponującego RG Snymana, który wszedł z ławki rezerwowych; kto wie jednak, jak mecz by się skończył, gdyby chwilę wcześniej, przy 7-punktowej różnicy na tablicy wyników, zasłużoną czerwoną kartkę zobaczył jeden z Irlandczyków, Scott Penny – tymczasem sędzia nawet nie podyktował karnego);
  • Ulster – Benetton Treviso 47:13 (i znów szalał Robert Balaucoune, który po kontuzji błyskawicznie wrócił do formy – tym razem dwa przyłożenia, kolejne dwa dorzucił Werner Kok; jeszcze tuż przed przerwą Włosi wyszli na jednopunktowe prowadzenie 13:12, ale po przerwie gospodarze zdobyli pięć przyłożeń nie tracąc ani jednego punktu);
  • Zebre Parma – Cardiff 14:29 (można było dawać Włochom szansę, skoro grali z mocno osłabionym rywalem, ale nic z tego – Dafydd Hughes zaliczył po maulach autowych hat-tricka jeszcze w pierwszej połowie i Walijczycy pewnie wygrali, w ostatniej minucie meczu zaliczając przyłożenie na wagę bonusu ofensywnego);
  • Edinburgh – Ospreys 19:17 (Walijczycy bez 22 graczy, z niecodziennymi roszadami wymuszonymi tym faktem – np. młynarzem na pozycji rwacza – a i tak napsuli krwi Szkotom, dwukrotnie wychodzili na prowadzenie i do końca walczyli o zwycięstwo);
  • Connacht – Sharks 44:17 (brak Springboków na boisku bezlitośnie wykorzystał Connacht – co prawda Sharks zaliczyli pierwsze przyłożenie w meczu, ale po godzinie gry było 30:5 i dopiero w końcówce gra zaczęła się toczyć przyłożenie za przyłożenie – za późno, aby coś zmienić; świetną skutecznością popisał się Sean Naughton, który z kopów zdobył 19 punktów);
  • Scarlets – Glasgow Warriors 23:0 (spora niespodzianka – grający bez reprezentantów Walijczycy, którzy w tym sezonie nie zdobyli wcześniej ani jednego punktu, nie tylko po raz pierwszy w sezonie wygrali, ale pokonali znajdujących się przed tym weekendem na podium ligowej tabeli Szkotów do zera).

Stormers po wygranej nad Munsterem umocnili się na szczycie tabeli – a Irlandczycy spadli na trzecie miejsce kosztem walijskiego Cardiff. Zwraca uwagę czwarte już miejsce pnącego się w górę Ulsteru, który na dodatek ma jedno zaległe spotkanie do rozegrania. Na dole tabeli Sharks znowu spadli na trzecie miejsce od końca i wyprzedzają jedynie Dragons i Scarlets (których pierwsza w sezonie wygrana nie wydźwignęła z ostatniej lokaty).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Stormers627
2. ↑↑Cardiff625
3. ↓Munster624
4. ↑Ulster521
5. ↓↓Glasgow Warriors620
6. ↑Leinster616
7. ↑Lions616
8. ↓↓Bulls615
9. ↑↑↑Connacht514
10. ↑Edinburgh513
11. ↓↓Zebre Parma610
12. ↓↓Benetton Treviso69
13. ↑Ospreys68
14. ↓Sharks68
15.Dragons65
16.Scarlets54

Prem

Wróciła także do gry (i także na szóstą kolejkę) angielska Prem.

Saracens – Bath 29:36. W szlagierze kolejki londyńscy Saracens podejmowali mistrzów kraju z Bath. I początkowo wydawało się, że londyńczycy będą kontrolować spotkanie – po kwadransie prowadzili 14:0, a gdy Finn Russell i Henry Arundell pozwolili Bath zmniejszyć stratę, ponownie odskoczyli. Po półgodzinie było 19:10, a Owen Farrell dorzucił drop goala i powiększył przewagę do 12 oczek. Wtedy jednak kontrolę nad spotkaniem przejęli obrońcy tytułu, którzy zdobyli kolejne trzy przyłożenia i kwadrans po przerwie prowadzili 7 punktami. I choć Saracens walczyli, doprowadzili do remisu, drugie przyłożenie Arundella kilka minut przed końcem ostatecznie rozstrzygnęło mecz na rzecz Bath. Spore znaczenie miała seria zmian w Bath na 20 minut przed końcem, dzięki czemu ekipa ta zwiększyła intensywność i podkręciła tempo, paraliżując zakusy gospodarzy i ostatecznie doprowadzając do zdobycia zwycięskich punktów. Widać też, że Noah Caluori jeszcze nie zajmie miejsca Arundella w reprezentacji Anglii.

Poza tym:

  • Newcastle Red Bulls – Leicester Tigers 17:39 (ekipa z Newcastle czeka na pierwszą ligową wygraną nie tylko w tym sezonie, ale już od roku);
  • Sale Sharks – Exeter Chiefs 26:27 (nie pomógł George Ford, który świetną formę z kadry zabrał też do klubu i zdobył w tym meczu 14 punktów – po drugiej stronie niemal równie skuteczny był Henry Slade, a jego koledzy dorzucili o jedno przyłożenie więcej i choć po 50 minutach gry przegrywali 6:26, ostatecznie wyszarpali jednopunktową wygraną);
  • Gloucester – Harlequins 26:15 (Newcastle wciąż przegrywa, natomiast pierwszą wygraną w sezonie zanotował Gloucester – co prawda przez całą pierwszą połowę meczu z Quins przegrywał, ale w drugiej połowie zdobył trzy przyłożenia, które przesądziły o jego wygranej; wyróżnił się zwłaszcza Ollie Thorley);
  • Bristol Bears – Northampton Saints 46:12 (fatalny początek meczu Saints – na samym jego starcie zaliczyli 20-minutową czerwoną kartkę, a po tych 20 minutach przegrywali 0:21; na dodatek rozpędzeni bristolczycy się nie zatrzymywali, jeszcze przed przerwą dorzucili kolejne dwa przyłożenia i schodząc do szatni prowadzili 35 punktami; dwie piątki Saints po przerwie niewiele zmieniły, zwłaszcza, że Bears wciąż punktowali).

Porażka Saints oznacza, że ekipa ta opuszcza fotel lidera i spada na trzecie miejsce w lidze. Na prowadzenie w tabeli wróciło Bath, a na drugim miejscu znaleźli się Exeter Chiefs. Na dnie tabeli coraz bardziej osamotnieni Red Bulls – przedostatni Gloucester co prawda nie awansował, ale pierwsza wygrana w sezonie pozwoliła mu odskoczyć od czerwonej latarni i zbliżyć się do reszty stawki.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑Bath626
2. ↑Exeter Chiefs623
3. ↓↓Northampton Saints623
4. ↑Leicester Tigers621
5. ↑Bristol Bears619
6. ↓↓Saracens619
7.Sale Sharks613
8.Harlequins610
9.Gloucester68
10.Newcastle Red Bulls60

Ósma kolejka Champ zaczęła się od ciekawego starcia dwóch ekip z czołówki ligowej tabeli – w meczu Nottingham z Bedford Blues padł remis 28:28. Blues pozostali jednak w czołowej trójce, a dwie drużyny znajdujące się w tabeli ponad nimi wygrywały – Ealing Trailfinders już ósmy raz w tym sezonie (36:14 z London Scottish na wyjeździe), a Worcester Warriors czwarty raz z rzędu (61:14 także na wyjeździe z Cambridge). Świetną passę notują też Cornish Pirates, którzy po kiepskim początku sezonu wspinają się coraz wyżej w tabeli i po wygranej 28:19 nad Richmond są już na czwartym miejscu. Poza tym Ampthill uległo 21:31 Hartpury University, Caldy znowu przegrało, tym razem 28:36 z Chinnor, a Doncaster Knights wygrali 24:21 z Coventry.

SVNS / Reprezentacja Polski w rugby 7 kobiet

Tradycyjnie w Dubaju rozpoczął się tegoroczny cykl SVNS (a właściwie SVNS 1) – i tradycyjnie było to odbywające się na wielu boiskach wielkie święto rugby. Nas najbardziej interesował pierwszy od czasu mistrzostw Europy (i pierwszy pod wodzą nowego trenera, Chrisa Daviesa) start kobiecej reprezentacji Polski, rywalizującej w silnie obsadzonym turnieju International Invitation Women.

W fazie grupowej Polkom zabrakło zaledwie jednego punktu, aby awansować do półfinałów z drugiego miejsca – zajęły trzecią lokatę i w efekcie w całym turnieju walczyły o piąte miejsce. Polki zaczęły od remisu 12:12 z Ireland Invitational (prowadzenie do przerwy straciły w drugiej połowie), potem wygrały z ekipą Hammerheads 19:7. Drugiego dnia nasze reprezentantki uległy 12:19 prowadzonej przez Cecila Afrikę Południowej Afryce A (kobiece rugby w tym kraju, zarówno piętnastkowe, jak i siódemkowe, zrobiło ogromny postęp, ale trochę szkoda tego meczu, bo wydawał się być do wygrania – zdecydowało kilka błędów i szybkość rywalek), a na koniec fazy grupowej pokonały pewnie Szwedki 31:12. Niedzielne zmagania o miejsca Polki zaczęły od pewnego zwycięstwa nad Belgią (24:17, ale było już nawet 24:7), a piątą lokatę zapewniły sobie ponownie wygrywając z Hammerheads – tym razem 21:17 (dwie fantastyczne, zaczynane zwodami, niemal bliźniacze indywidualne akcje Katarzyny Paszczyk, do tego przyłożenie i trzy podwyższenia Julii Druzgały). A w całym turnieju triumfowała ekipa Australii A, która w finale pokonała 14:12 Brazylię.

Za Polkami nie tylko turniej, ale i zgrupowanie w Abu Zabi. Całość stanowi niezłe przetarcie przed turniejem SVNS 3, który już za półtora miesiąca – znowu w Dubaju. Przy okazji startu rozgrywek elity World Rugby ogłosiło szczegóły rozgrywek na dwóch niższych poziomach, bardzo nas interesujące. Rywalizacja w ramach SVNS 3 to jeden turniej w połowie stycznia w Dubaju (cóż, szkoda że nie w Krakowie). Tutaj, w gronie pań zagrają Polki, których rywalkami będą Argentynki, Kolumbijki, Czeszki, Meksykanki, Samoanki, reprezentantki Południowej Afryki i Tajlandii. Dwie najlepsze drużyny z tego wydarzenia dołączą do ekip SVNS 2, czyli w przypadku kobiet – Chinek, Kenijek, Hiszpanek i Brazylijek. Turnieje SVNS 2 odbędą się w połowie lutego w Nairobi oraz w dwa ostatnie weekendy marca w Montevideo i w São Paulo. A cztery najlepsze drużyny z tych trzech turniejów dołączą do elity i wystąpią w trzech kończących sezon turniejach Championship.

A światowa elita grała w nowej formule – okrojonej z dwunastu do ośmiu zespołów zarówno w turnieju męskim, jak i kobiecym. Z jednej strony odebrało to rozgrywkom nieco kolorytu, ale z drugiej spowodowało, że już w fazie grupowej światowe potęgi walczyły o życie. A ostatecznie, w obu rywalizacjach, i męskiej, i kobiecej, triumfowały reprezentacje Nowej Zelandii, które w finałach pokonały ekipy Australii.

W męskim SVNS 1 właśnie w fazie grupowej los zetknął ze sobą Francję, Fidżi, Argentynę i Południową Afrykę – w tej grupie nie było słabych drużyn, a tylko dwie z nich zachowywały szansę na medale. Rozgrywka była niesłychanie zacięta – w pierwszej kolejce porażki poniosły mistrzowie olimpijscy z Francji i najlepsza drużyna „ligi SVNS” z ubiegłego roku czyli Argentyna. W drugiej kolejce odbili się Francuzi (rozgromili Argentynę), a drugą wygraną odniosło Fidżi. O wszystkim decydowała ostatnia kolejka, w której Francuzi pokonali Fidżyjczyków, a Argentyńczycy odebrali awans Blitzbokom. Do półfinału weszły ekipy Francji i Fidżi. W drugiej grupie bardziej przewidywalnie: Nowa Zelandia (jedyna niepokonana ekipa pierwszego dnia) i Australia zostawiły w pokonanym polu dwie ekipy z Europy – mocno odmłodzonych Brytyjczyków i Hiszpanów.

I to właśnie Nowa Zelandia i Australia zwycięsko przeszły przez półfinały, choć nie bez problemów. Australia długo remisowała 0:0 z Francją i rozstrzygnęła mecz dopiero w końcówce, natomiast w meczu All Blacks z Fidżi prowadzenie kilkakrotnie się zmieniało i jeszcze dwie minuty przed końcem Fidżi było na czele – a gdy Nowa Zelandia zdobyła przyłożenie dające jej prowadzenie 24:21, Fidżyjczycy zamiast zrewanżować się, zarobili czerwoną kartkę. W finale Nowozelandczycy wygrali z Australijczykami 26:22, natomiast w meczu o trzecie miejsce Fidżi pokonało pewnie Francję 24:7.

W rywalizacji o piąte miejsce niespodziankę sprawili Hiszpanie, którzy w półfinale pokonali Argentyńczyków (i to w niesamowitym stylu – do przerwy przegrywali 5:28, ale odwrócili losy meczu zdobywając w drugiej połowie cztery przyłożenia) i ostatecznie zajęli szóste miejsce, za Południową Afryką. A Pumy, mimo Marcosa Monety w składzie skończyli ostatni po tym, jak w meczu o siódmą lokatę ulegli też Brytyjczykom (również tracąc przewagę w ostatnich minutach).

W rywalizacji pań zgodnie z przewidywaniami swoje grupy wygrały ekipy z antypodów – Australia i Nowa Zelandia. Jednak podczas gdy Australijki skończyły pierwszy dzień z trzema zwycięstwami (a Maddison Levi – z pięcioma przyłożeniami), Nowozelandki (występujące bez Sary Hirini czy Michaeli Brake) zaliczyły po drodze potknięcie przegrywając 17:21 z Amerykankami po przyłożeniu straconym na koniec meczu. Amerykanki były drugą obok Nowozelandek drużyną, która awansowała do czołowej czwórki z grupy pierwszej – nie przeszkodziła im porażka z Fidżi, a ostatnie miejsce w tej grupie zajęła Francja. Z kolei za plecami Australijek nieoczekiwanie uplasowały się Japonki, które po wysokiej przegranej z Black Ferns jeszcze wyżej wygrały z Brytyjkami, a na koniec fazy grupowej nieoczekiwanie zwyciężyły 21:19 Kanadę, w dramatycznych okolicznościach – dwa zwycięskie przyłożenia zdobywając w ostatnich sekundach meczu.

W półfinałach obie najlepsze ekipy świata pewnie wygrały – Nowozelanki 31:5 z Japonią, a Australijki 31:10 z Fidżi i tu kolejne dwa przyłożenia zaliczyła Maddison Levi. Znakomita Australijka była jednak bezradna w finale, w którym Nowozelandki już do przerwy wyszły na prowadzenie 17:0, chwilę potem było 22:0 i mecz skończył się wynikiem 29:14. Niekwestionowaną gwiazdą finału i całego turnieju w ekipie Black Ferns była wracająca do siódemek Jorja Miller. Trzecie miejsce dla niesamowitych Japonek, dla których to pierwsze turniejowe podium w historii World Rugby Sevens Series – wygrały z Fidżi 22:12. Na kolejnych miejscach Stany Zjednoczone i Kanada, a na dwóch ostatnich obie drużyny z Europy – Francja i Wielka Brytania.

Z kraju

Bartosz Marczyński, od kilku lat członek panelu dyscyplinarnego Rugby Europe, od niedawna w podobnej roli także w EPCR, został wybrany do analogicznego organu przy World Rugby.

Polski Związek Rugby zwołał wreszcie walne zgromadzenia delegatów w celu przedstawienia sprawozdań finansowych za lata 2023 (bardzo mocno opóźnione) i 2024. W dwa weekendy bezpośrednio poprzedzające święta, tydzień po tygodniu. Cóż, czy dopisze frekwencja?

Do posłuchania: autorzy rugbowego podcastu (skoncentrowanego na rugby spoza krajów elity) What’s All The Ruckus? rozmawiali z trenerem polskich reprezentacji siódemkowych, Chrisem Daviesem: https://open.spotify.com/episode/7jO6HfVm0Y4Z1YWK5IwTXm.

Ze świata

Na koniec testowej jesieni mieliśmy mecz Walii z Południową Afryką – rozgrywany poza okienkiem testowym, co oznaczało utratę przez obie drużyny po kilkunastu zawodników, których wezwały obowiązki klubowe. Z kolei zawodnicy, którzy w kadrach pozostali, osłabili swoje kluby w rozgrywanej równolegle kolejce ligi URC. Cóż, powody zorganizowania w Cardiff czwartego jesiennego testu były czysto ekonomiczne – i miejmy nadzieję, że przynajmniej finansowy wynik zadowolił WRU, bo postawa jej drużyny z pewnością była ogromnym rozczarowaniem dla kibiców. Oczywiście, to RPA było faworytem, ale wynik 73:0 jest prawdziwym upokorzeniem (i najwyższą przegraną Walii w historii przed własną publicznością). Zaszalał ponownie Rassie Erasmus, który dokonał ośmiu zmian w jednym momencie. Najlepszym graczem meczu był Andre Esterhuizen, a znowu znakomicie pokazał się też młody Sacha Feinberg-Mgnomezulu, który skończył zawody z 28 punktami na koncie, w tym dwoma przyłożeniami. Antybohaterem został jego najbardziej doświadczony kolega z drużyny, Eben Etzebeth, który pod sam koniec wygranego już meczu, krótko po tym, jak zdobył przyłożenie, podczas przepychanki wpychał kciuk do oka Alexowi Mannowi i zobaczył czerwoną kartkę. Kapitan drużyny mistrzów świata Siya Kolisi po meczu mówił, że nie chce, aby ten incydent był główną informacją z meczu – cóż, raczej nadaremnie (choć w oficjalnym skrócie meczu tej sytuacji nie pokazano). Smutne to zakończenie testowej jesieni.

Światowa federacja na raty ujawnia nagrodzonych World Rugby Awards za rok 2025. W ostatnim tygodniu ogłosiła najlepszą męską piętnastkę roku – zdominowaną przez zawodników z południowej półkuli, a w szczególności Springboków. Tych ostatnich jest tu sześciu (w tym cała pierwsza linia), do tego po dwóch Australijczyków i Nowozelandczyków. Z Europy mamy pięciu zawodników. Skład: 1. Ox Nché (RPA/Sharks), 2. Malcolm Marx (RPA/Spears Funabashi Tokyo Bay), 3. Thomas du Toit (RPA/Bath), 4. Maro Itoje (Anglia/Saracens), 5. Tadhg Beirne (Irlandia/Munster), 6. Pieter-Steph du Toit (RPA/Toyota Verblitz), 7. Tom Curry (Anglia/Sale Sharks), 8. Harry Wilson (Australia/Reds), 9. Cam Roigard (Nowa Zelandia/Hurricanes), 10. Sacha Feinberg-Mngomezulu (RPA/Stormers), 11. Louis Bielle-Biarrey (Francja/Bordeaux), 12. Len Ikitau (Australia/Exeter Chiefs), 13. Huw Jones (Szkocja/Glasgow Warriors), 14. Cheslin Kolbe (RPA/Tokyo Sungoliath), 15. Will Jordan (Nowa Zelandia/Crusaders). Kogo brakuje? Ardiego Savei (który jednak najjaśniej błyszczał w Super Rugby, a nie w meczach międzynarodowych), choćby jednego Argentyńczyka…

Echa okienka testowego: James Ryan z Irlandii dostał za czerwoną kartkę dwutygodniowe zawieszenie (no, teoretycznie trzytygodniowe, ale z jednego weekendu zwolni go udział w kursie poprawiającym technikę szarży). Nie słychać, aby do panelu trafiły sprawy związane z innymi zdarzeniami z meczu Irlandii z Południową Afryką. Nie milkły za to długo echa kontuzji Juana Cruza Mallíi powstałej w wyniku późnej szarży Toma Curry’ego – to zdarzenie wywołało starcie w tunelu na Twickenham pomiędzy Currym a trenerem Argentyny Felipe Contemponim, który oskarża Anglika o odepchnięcie i wulgarny język. I Argentyńczycy złożyli oficjalną skargę. A Mallía skończył z zerwanym więzadłem i będzie pauzował kilka miesięcy.

Jeszcze niedawno organizatorzy rozgrywek R360, które miały rozpocząć się jesienią 2026, tryskali urzędowym optymizmem i zapewniali wszystkich, że mają wstępne umowy z 200 graczami i start jest niezagrożony – mimo wycofania projektu spod głosowania w Radzie WR i oświadczeń wielu spośród czołowych federacji, że angaż w tej lidze zamknie drogę do gry w reprezentacjach. W ubiegłym tygodniu kolejne takie oświadczenie padło ze strony British & Irish Lions i odnosiło się do zawodniczek, które wezmą udział w wyprawie do Nowej Zelandii w 2027 (w kobiecym rugby liczba zawodowych rozgrywek jest niewielka, więc R360 może być wyjątkowo kuszące). No i w weekend doczekaliśmy się kolejnego oświadczenia organizatorów ligi, z którego tym razem wynika, że planowany start został opóźniony o dwa lata – do jesieni 2028. Tłumaczą to koniecznością lepszego przygotowania i startem od razu od pełnego sezonu, bez dwóch przejściowych, skróconych. Cóż, zobaczymy, co im z tego wyjdzie – w świecie rugby mało kto im kibicuje, bo sam pomysł franczyz bez tożsamości jest niezbyt pociągający.

Kolejny ukłon World Rugby wobec światowej elity: Anglicy przymierzają się do powołania do swojej kadry pochodzącego z Południowej Afryki Benharda Janse van Rensburga (będzie mieli taką szansę od lata przyszłego roku, gdy minie mu 5 lat gry w Premiership). Wydawało się to niemożliwe z powodu występu tego gracza w reprezentacji RPA U20 w 2016 – a ta drużyna była w tamtym okresie wskazana przez SARU jako druga ekipa wiążąca gracza z federacją. Janse van Rensburg nie mógł też skorzystać z prawa do zmiany barw narodowych (birthright transfer), ponieważ nie ma żadnych związków rodzinnych z Anglią. Cóż, jak donosi The Telegraph, Anglicy wystąpili do WR o zgodę na zmianę barw mimo tych przeszkód, a światowa organizacja wyraziła zgodę, uznając, że w tym przypadku mają miejsce „wyjątkowe okoliczności” i że 20 minut z ławki w jednym meczu nie powinno przekreślać międzynarodowej przyszłości zawodnika. Cóż, niby ludzkie podejście, ale takiego ludzkiego podejścia WR nie prezentowała w wielu innych przypadkach (zwłaszcza w odniesieniu do reprezentacji z Tier 2), a zapisane reguły powinny obowiązywać wszystkich. Tymczasem mamy równych i równiejszych (i w kwestii uprawnień zawodników do reprezentowania barw narodowych właśnie federacje z Tier 1 wiele razy były traktowane bardzo pobłażliwie).

World Rugby prezd weekendem ogłosiło, że w tegorocznych rozgrywkach SVNS w rywalizacji pań w ramach testów będzie używana mniejsza piłka – rozmiar 4,5 zamiast 5.

Z wieści transferowych:

  • jedna z najlepszych rugbystek świata, 28-letnia Angielka Abby Dow, ogłosiła zakończenie zawodowej kariery;
  • Joe Marchant po tym sezonie wróci z Francji do Anglii – podpisał kontrakt z Sale Sharks;
  • nowym trenerem kobiecej reprezentacji Francji od stycznia będzie François Ratier, obecny szkoleniowiec czołowej kobiecej francuskiej drużyny, Stade bordelais.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia.

Anglia:

  • Filip Nawrocki (Leeds Tykes RFC, National League 1): na ławce rezerwowych zaczął mecz z Tonbridge Juddians, wygrany 38:31. Ekipa z Leeds zajmuje jedenaste miejsce w stawce czternastu drużyn;
  • Ross Cooke (Oxford Harlequins RFC, National League 2 East): zagrał od początku, zarobił żółtą kartkę i zdobył dwa punkty z podwyższenia w meczu z Canterbury, przegranym 19:42. Harlequins zajmują ostatnie miejsce w grupie i do przedostatniej drużyny tracą 7 punktów;
  • Daniel Tomanek (Tunbridge Wells RFC, Regional 1 South Central): zagrał 80 minut i zdobył osiem punktów z podwyższeń w meczu z Camberley, wygranym 33:30. Jego drużyna jest wiceliderem grupy.

Belgia:

  • Paweł Bartoszewicz-Malicki (ASUB Rugby Waterloo, D1): wyszedł w podstawowym składzie w meczu z Soignies przegranym 5:17. ASUB zajmuje ósme miejsce w stawce dziesięciu drużyn.

Francja:

  • Andrzej Charlat (AS Monaco Rugby, Fédérale 1 – grupa 1): zagrał 80 minut i zdobył przyłożenie w meczu z Avignion Le Pontet, wygranym 24:23. Monako nadal jest wiceliderem grupy.

Walia:

  • Jake Wisniewski (Pontypool RFC, Super Rygbi Cymru): wszedł z ławki w meczu z Llandovery, przegranym 24:44. Pontypool spadło na ósme miejsce w lidze.

Zapowiedzi

W kolejnym tygodniu zobaczymy:

  • już w środę przed południem losowanie grup Pucharu Świata w Australii;
  • pierwszą kolejkę grupową Champions Cup i Challenge Cup czyli czołowych klubowych rozgrywek międzynarodowych w Europie (w planie Champions Cup m.in. starcia Bulls z Bordeaux, Bath z Munsterem, Leinsteru z Harlequins czy Tuluzy z Sharks, a w Challenge Cup m.in. Ulster gra z Racingiem 92);
  • czwartą kolejkę fazy grupowej Rugby Europe Super Cup (m.in. derby niderlandzkie i pojedynek Bohemia Rugby Warriors z Iberians);
  • ostatni jesienny mecz Rugby Europe International Championships – pomiędzy Luksemburgiem i Estonią;
  • no i drugi turniej czołowej dywizji SVNS – tym razem w Kapsztadzie.

5 komentarzy do “„Czerwono” we francuskich szlagierach i w Cardiff”

    • Subiektywnie – znakomity. Człowiek przyzwyczaił się do tych challengerów i innych fajnych imprez siódemkowych co roku parę przystanków od domu. Stadion zdecydowanie za duży, ale murawa podgrzewana 🙂

      Odpowiedz

Skomentuj Tomek Anuluj pisanie odpowiedzi