Bordeaux i Bath imponują na start Champions Cup

Nieco rozczarowujący był start tegorocznej edycji europejskich pucharów – sporo ekip potraktowało wyjazdy jako szanse do sprawdzenia młodzieży. Cóż, „zasługa” po części po stronie formatu ustalonego przez organizatorów. Poza tym najlepsi siódemkowicze świata grali w Kapsztadzie, a w Sydney rozlosowano grupy Pucharu Świata 2027.

Przy okazji jeszcze raz (ale już ostatni) przypominam się z prośbą o wypełnienie ankiety dostępnej pod linkiem https://forms.gle/88q3vGLAQXiVu84g7.

Puchar Świata

W środę rozlosowano skład grup w pierwszej fazie Pucharu Świata w Australii. Pierwszy raz weźmie udział w turnieju 24 ekip i w jego pierwszej części będziemy mieć 6 grup, każdą z udziałem czterech drużyn. Skład:

  • grupa A: Nowa Zelandia, Australia (gospodarz), Chile, Hongkong
  • grupa B: Południowa Afryka (obrońca tytułu), Włochy, Gruzja, Rumunia
  • grupa C: Argentyna, Fidżi, Hiszpania, Kanada
  • grupa D: Irlandia, Szkocja, Urugwaj, Portugalia
  • grupa E: Francja, Japonia, Stany Zjednoczone, Samoa
  • grupa F: Anglia, Walia, Tonga, Zimbabwe

Ciekawie zapowiada się rywalizacja między Włochami i Gruzją, Fidżi i Hiszpanią, Walią i Tonga czy rywalizacja o drugie i trzecie miejsce w grupach D i E. Do fazy pucharowej awansuje 16 drużyn – po dwie najlepsze z każdej grupy oraz cztery najlepsze drużyny z trzecich miejsc. Ponieważ znamy rozstawienie w fazie pucharowej, wielu obstawia już skład ćwierćfinałów – jeśli nie dojdzie do spektakularnych niespodzianek w fazie grupowej i 1/8 finału (na które liczymy, ale będzie o nie trudno), tam mogą zmierzyć się w jednej połówce drabinki Australia z Anglią oraz Irlandia z Argentyną, a w drugiej Południowa Afryka z Nową Zelandią (znowu mielibyśmy szlagier przed czasem) oraz Francja z Fidżi lub Walią.

Szkoda, że nie wiemy, jaki będzie system kwalifikacji do kolejnego Pucharu Świata – gdyby miała być zachowana zasada awansu 12 najlepszych drużyn z poprzedniej imprezy, powinny awansować po dwie najlepsze drużyny z grup, co dodałoby wyjątkowego smaku na przykład pojedynkowi Włoch z Gruzją (nie pierwszy raz to napiszę – chciałbym, aby ktoś z Tier 1 nie załapał się na automatyczny awans i musiał grać w kwalifikacjach). Jednak WR może mieć różne pomysły, chociażby dać awans wszystkim uczestnikom 1/8 finału. Zobaczymy.

Harmonogram spotkań poznamy 3 lutego przyszłego roku.

Champions Cup

W Europie rozegrano pierwszą kolejkę fazy grupowej rozgrywek pucharowych – jak zwykle w ostatnich latach prowadzonych w kuriozalnej formie (w 6-zespołowych grupach każda ekipa rozgrywa tylko po 4 spotkania, w Champions Cup awans dalej ma zapewnione 20 z 24 drużyn). Format ten powoduje, że uczestnicy coraz częściej „odpuszczają” wyjazdowe spotkania – choć akurat pierwsze z poniżej opisanych stanowi zaprzeczenie tej reguły i było widowiskiem godnym nawet finału.

Bulls – Union Bordeaux-Bègles 33:46. Pojedynek w Pretorii miał być jednym z głównych punktów tego weekendu i z pewnością kibice nie mogli narzekać – poziom był znakomity, padło aż dwanaście przyłożeń. Większość zapisali na swoje konto broniący tytułu z ubiegłego sezonu goście z Francji, dla których znowu znakomicie zagrała formacja ataku – duet Maxime Lucu i Mathieu Jalibert (znakomity występ łącznika ataku – 12 punktów, przyłożenie, 2 asysty, kilka innych kluczowych podań i przełamań linii obrony) dyrygował grą i rozgrywał rywali tworząc sytuacje dla znakomitych skrzydłowych, którzy zaliczyli w tym meczu aż cztery przyłożenia. W pierwszej półgodzinie cios padał za cios, a na każde przyłożenie gości gospodarze odpowiadali swoim. Pod koniec pierwszej połowy wreszcie przejęli inicjatywę i po dwóch przyłożeniach wyszli na prowadzenie 33:22. Jednak drugą odsłonę zaczęli od 20 minut w osłabieniu po żółtych kartkach i w tym czasie Bordeaux wróciło na prowadzenie, a w ostatnim kwadransie dwoma kolejnymi przyłożeniami przesądziło o wygranej (w tej części meczu zaimponował także zmiennik, Salesi Rayasi). Bulls, jak zwykle imponujący w młynie, w drugiej połowie nie zdobyli ani jednego punktu, za to podarowali Francuzom sporo karnych.

Bath – Munster 40:14. Kibice ostrzyli sobie zęby na starcie lidera Prem z trzecią drużyną URC – dwóch drużyn, które w tym sezonie poniosły dotąd po zaledwie jednej porażce. Jednak prawdziwych emocji było niewiele, bo gospodarze zdominowali rywali od pierwszych minut spotkania, toczonych w ulewnym deszczu – już w piątej minucie zapisali na swoje konto karne przyłożenie, przy okazji którego żółtą kartkę zarobił Tadhg Beirne, a grając w przewadze zapisali na swoje konto kolejne dwa przyłożenia i po zaledwie 20 minutach wygrywali już 28:0. Dopiero wtedy gospodarze zaczęli odpowiadać – a przyłożenie Craiga Casey’a pod koniec pierwszej połowy zmniejszające ich stratę do 21 oczek pozwoliło im zachować resztki nadziei. Od początku drugiej połowy mocno zaatakowali i kto wie, jakby wyglądał ten mecz, jakby zapunktowali, ale efektem akcji był przegrany aut na 5 m. Kolejną świetną okazję zmarnowali po 20 minutach gry w tej części spotkania. I choć Bath w drugiej połowie nie zachwycało, nie stwarzało sobie szans, pod sam koniec meczu zdobyło przyłożenie dobijające przeciwników.

Stade Toulousain – Sharks 59:19. Kolejne starcie wielkich firm i kolejna wygrana dominujących od początku gospodarzy. To, że pojedynek był jednostronny, nie było dziwne, skoro Sharks przyjechali do Tuluzy w rezerwowym składzie. Chociaż Francuzi musieli wycofać ze swojej piętnastki z powodu choroby Romaina Ntamacka, to ich nie powstrzymało – już na samym początku pierwsze przyłożenie dla nich zdobył reprezentant Włoch Ange Capuozzo po świetnym kopie Thomasa Ramosa, a po 25 minutach było 28:0. Co prawda wtedy gospodarze się zatrzymali, a Sharks dwoma przyłożeniami zmniejszyli stratę, ale w ostatnich 20 minutach Tuluza zafundowała rywalom morderczy finisz, zdobywając kolejne cztery przyłożenia. Capuozzo skompletował hat-tricka, Ramos wykorzystał wszystkie 8 podwyższeń, a w drugiej połowie znowu zobaczyliśmy na boisku Antoine’a Duponta. Kiepskie to było pożegnanie z fotelem trenera Sharks Johna Plumtree.

Poza tym:

  • Aviron Bayonnais – Stormers 17:26 (dramatyczne spotkanie w Bajonnie rozpoczęło się przyłożeniem dla gości z RPA, potem powiększali prowadzenie dzięki karnym Clintona Swarta i do przerwy wygrywali 16:5; sytuacja zmieniła się, gdy na pół godziny przed końcem 20-minutową czerwoną kartkę za podeptanie rywala zobaczył jeden z przyjezdnych – co prawda pierwsze przyłożenie gospodarzy nie zostało uznane, ale zdobyli dwa kolejne i wyszli na prowadzenie, a gdy 20 minut się kończyło, kolejny z gości zobaczył żółtą kartkę; zamiast jednak grać do końca z przewagą, Baskowie sami zarobili dwie żółte kartki i stracili 10 punktów – przyłożenie odebrało im wygraną, a karny na sam koniec zabrał im nawet bonus defensywny);
  • Sale Sharks – Glasgow Warriors 21:26 (co prawda po 20 minutach było 0:14, ale Szkoci podnieśli się – także po fatalnym ostatnim występie w lidze – i wywalczyli wygraną z bonusem ofensywnym);
  • Saracens – ASM Clermont 47:10 (żadnych wątpliwości nie pozostawili londyńczycy, którzy już do przerwy wygrywali 26:0; i choć zaraz po przerwie grający w osłabionym składzie Francuzi wreszcie zapunktowali, moment później skarcił ich po znakomitej indywidualnej akcji młody Noah Caluori, który wcześniej, w pierwszej połowie, dwukrotnie był o włos od punktów);
  • Leinster – Harlequins 45:26 (pewna wygrana gospodarzy nad londyńską ekipą, która przyjechała do Dublina bez swoich gwiazd, choć kropkę nad i postawili dopiero trzema przyłożeniami w ostatnich minutach; zwracał uwagę debiut w barwach gospodarzy Rieko Ioane, który wszedł na boisko na ostatnie 20 minut, żałują oni natomiast na pewno kontuzji aż trzech ważnych graczy – RG Snymana, Garry’ego Ringrose’a i Jordana Larmoura);
  • Stade Rochelais – Leicester Tigers 39:20 (po trzech ligowych porażkach z rzędu La Rochelle wreszcie się odbiło; choć w pierwszej połowie wygrywali w przyłożeniach 3:1, schodząc do szatni prowadzili tylko czterema oczkami; kolejne trzy przyłożenia po przerwie dały im jednak wysoką wygraną);
  • Scarlets – Bristol Bears 16:17 (Walijczycy już po kwadransie przegrywali 12 punktami; co prawda zdołali zniwelować tę różnicę i wyjść na prowadzenie, ale wygraną odebrało im przyłożenie krajana, Louisa Reesa-Zammita; walijscy kibice żałują przyłożeń unieważnionych po TMO, a także tylko żółtej kartki, jaką obejrzał po półgodzinie gry Bill Mata);
  • Section Paloise – Northampton Saints 27:35 (znakomicie radzący sobie w tym sezonie Top 14 gospodarze dobrze zaczęli spotkanie – swoje pierwsze w Champions Cup od ponad 20 lat; jednak ostatnie minuty przed przerwą i pierwsze minuty po przerwie to był okres, w którym goście zdobyli cztery przyłożenia; tuż przed końcem na tablicy wyników był remis 27:27, ale Saints dorzucili piąte przyłożenie oraz karnego Fina Smitha i wygrali na bardzo trudnym terenie – pomimo 20 minut osłabienia po czerwonej kartce w drugiej połowie meczu);
  • Gloucester – Castres Olympique 34:14 (przez godzinę wyrównany mecz, w którym drużyny wymieniały cios za cios i po tym czasie remisowały 14:14; w ostatnich 20 minutach najpierw dwa karne Rossa Byrne’a, potem dwa przyłożenia Charliego Atkinsona przy grze z przewagą jednego gracza przeważyły szalę na rzecz gospodarzy i dały im punkt bonusowy);
  • Edinburgh – RC Toulonnais 33:20 (mecz zaczął się od drop goala Melvyna Jamineta dla Tulonu, ale po wymianie przyłożeń i półgodzinie gry to Szkoci wyszli na prowadzenie i nie oddali go do końca; przypieczętowali wygraną ostatnią piątką w końcówce spotkania, która dała im punkt bonusowy).

Swoją drogą, kolejny przyczynek do niewielkiej przydatności ofensywnych punktów bonusowych za cztery przyłożenia – rozegrano w ten weekend 12 meczów w Champions Cup i przyznano 12 bonusów ofensywnych (10 dla zwycięzców i 2 dla przegranych). W Challenge Cup bonusy dla zwyciężających w 7 spośród 9 spotkań.

Challenge Cup

Równolegle rozegrano też pierwszą rundę spotkań w Challenge Cup, czyli rozgrywkach przeznaczonych dla ekip, które nie załapały się poziom wyżej.

Ulster – Racing 92 61:7. Pierwsze spotkanie sezonu rozegrano w Belfaście, gdzie rozpędzony ostatnio Ulster podjął paryską wielką markę, Racing 92. To paryżanie otworzyli punktowanie w tym meczu, po kilku minutach gry zdobywając po przechwycie przyłożenie. Okazało się jednak, że to były ich jedyne punkty w spotkaniu (tuż przed przerwą drugą piątkę odebrało im TMO), tymczasem gospodarze nie zasypiali i wykorzystali bezlitośnie fakt, że paryżanie przyjechali rezerwowym składem (cóż, mają kłopoty w Top 14, a Challenge Cup w takiej sytuacji zwykle jest przez francuskie drużyny odkładany na drugi plan). Co prawda w pierwszej połowie Irlandczycy odpowiedzieli tylko dwoma piątkami i na prowadzenie wyszli krótko przed przerwą, ale po niej prawdziwie rozjechali rywali – zapunktowali już w pierwszej akcji drugiej połowy, a potem dorzucili jeszcze sześć przyłożeń, z czego cztery w ostatnim kwadransie.

Poza tym:

  • Lions – Benetton Treviso 18:26 (nie tylko Bordeaux wygrało na wyjeździe w RPA – choć na 25 minut przed końcem gospodarze wygrywali 18:8, Włosi zaliczyli świetny finisz z dwoma przyłożeniami Leandro Marina zdobytymi w okresie gry w przewadze oraz karnym i drop goalem Tomasa Albornoza);
  • Stade Français – Cardiff 38:17 (mimo rotacji i debiutantów w składzie ekipa ze stolicy Walii prowadziła do przerwy 10:5; pięć kolejnych przyłożeń po przerwie zdobyli jednak paryżanie);
  • Black Lion – Montpellier Hérault 13:24 (pierwsza połowa nieoczekiwanie wygrana przez Gruzinów 13:0 dzięki przyłożeniu niezawodnego Akaki Tabucadzego oraz kopom Luki Cikeridzego; druga połowa za to zupełnie odwrotna – przegrana przez gospodarzy 0:24 i to z czterema straconymi przyłożeniami);
  • Zebre Parma – US Montauban 41:17 (beniaminek Top 14 tylko przez moment nawiązał walkę z włoską ekipą, zdobywając krótko po przerwie dwa przyłożenia – to było jednak za mało);
  • Lyon OU – Newcastle Red Bulls 14:23 (zacięty pojedynek rozstrzygnięty w ostatnich minutach; pierwsze zwycięstwo w sezonie ekipy z Newcastle);
  • USA Perpignan – Dragons 41:17 (nie tylko Red Bulls, ale także i Perpignan zaliczyło w ten weekend pierwszą wygraną w sezonie; zwyciężyli zdobywając sześć przyłożeń i mimo 20-minutowej czerwonej kartki na początku spotkania);
  • Ospreys – Connacht 24:21 (po niewiele ponad 20 minutach Irlandczycy prowadzili 21:0, w kolejnych minutach zmarnowali kilka innych okazji, i mało kto spodziewał się ich porażki; tymczasem Ospreys zapunktowali w ostatniej akcji pierwszej połowy, a zmobilizowani tym osiągnięciem po przerwie dorzucili kolejne trzy przyłożenia wyrywając nieprawdopodobne zwycięstwo; przy dwóch zwycięskich w końcówce pomogła im żółta kartka irlandzkiego filara, w wyniku której młyny były symulowane, a goście musieli odesłać z boiska jeszcze jednego gracza i zostali na 10 minut w trzynastkę);
  • Exeter Chiefs – Cheetahs 42:12 (już do przerwy było 35:7; 17 punktów, w tym przyłożenie Henry’ego Slade’a).

SVNS

Elita światowego rugby siódemkowego przeniosła się z Dubaju prosto do Kapsztadu na drugi w tym roku turniej SVNS 1. Ani wśród panów, ani wśród pań reprezentacje Nowej Zelandii nie obroniły pierwszych miejsc wywalczonych w poprzedni weekend.

W rywalizacji męskiej już w fazie grupowej odpadli Nowozelandczycy i Australijczycy, którzy w Dubaju zmierzyli się w finale. All Blacks zaczęli od pewnej wygranej nad Wielką Brytanią, ale potem ulegli gospodarzom turnieju 14:19 (po świetnym finiszu Blitzboks) i zostali rozgromieni przez Fidżi 5:35. Grupę wygrali reprezentanci Południowej Afryki, którzy jako jedyni w całej stawce zaliczyli na tym etapie trzy wygrane. Australia rywalizowała w drugiej grupie i zaliczyła komplet trzech porażek, w tym pogromu z rąk Argentyńczyków (0:36) i wyjątkowo bolesnej z rąk Hiszpanów (17:19). W tej grupie zresztą mieliśmy aż trzy drużyny z bilansem dwóch wygranych i jednej porażki – Hiszpanie nieoczekiwanie pokonali też Argentynę. Jednak bilans małych punktów dał awans do półfinałów Argentynie i Francji (zadecydowało stracone przez ekipę z Półwyspu Iberyjskiego przyłożenie w doliczonym końcówce meczu z Argentyną, które dało rywalom defensywny punkt bonusowy – więc wszystkie drużyny miały po 7 „dużych” punktów), a Hiszpanom pozostała walka o piąte miejsce (zresztą, poszło im w niej kiepsko – tutaj ponieśli dwie porażki i mimo świetnej postawy sobotą zajęli w turnieju ostatnie miejsce).

W fazie pucharowej Blitzboks kontynuowali zwycięski marsz i przy wsparciu swojej publiczności pokonali w półfinale Francję 22:17, a w finale Argentynę 21:19. Oba te mecze były niezwykle zacięte – w półfinale przez większość drugiej połowy był remis 17:17 i dopiero na sam koniec gospodarze zdobyli zwycięskie przyłożenie. Z kolei w finale Argentyńczycy prowadzili już 19:7, a tuż przed końcem 19:14, ale ponownie Blitzboks zafiniszowali ze zwycięskimi punktami. W meczu o brąz Fidżi pokonało Francję 26:19. Nowa Zelandia skończyła piąta, a Australia dopiero siódma – w bezpośrednim starciu tych drużyn All Blacks wygrali 28:21, a w starciu o siódmą lokatę Wallabies zrewanżowali się za porażkę z fazy grupowej Hiszpanom.

W klasyfikacji generalnej spore przetasowania – Południowa Afryka awansowała z piątego na pierwsze miejsce, a Nowa Zelandia spadła z pierwszego na trzecie. Jednak te dwie drużyny oraz Fidżi mają identyczną liczbę punktów na koncie, a niewiele mniej mają ich Francja, Australia i Argentyna (która po ostatnim miejscu w Dubaju zaliczyła odrodzenie w Kapsztadzie).

Wśród pań w fazie grupowej obeszło się bez niespodzianek. Swoje grupy z kompletem zwycięstw wygrały Nowozelandki i Australijki, drugie miejsca zajęły Amerykanki i Francuzki. Nie powtórzyły ogromnego sukcesu sprzed tygodnia Japonki, które tym razem nie weszły do półfinału, choć początek turnieju miały znakomity – wygrały na start z Kanadą 26:19. Maddison Levi tym razem w trzech meczach zdobyła trzy przyłożenia, co przyćmiły Nowozelandki Jorja Miller i Kelsey Teneti z czterema (a pierwsze przyłożenia w SVNS zaliczyła Braxton Sorensen-McGee).

Australijki i Nowozelandki także pewnie awansowały do finału (odpowiednio 34:7 ze Stanami Zjednoczonymi – tu Maddison Levi zaliczyła aż cztery przyłożenia – i 19:7 z Francją), a w finale te pierwsze wzięły rewanż za porażkę z Dubaju i wygrały 26:12 (a prowadziły nawet po przerwie 26:0). Trzecie miejsce zaliczyła Francja – wygrała z USA 15:12 dzięki przyłożeniu zdobytym w doliczonym czasie gry. A Japonki pokazały się znakomicie w zmaganiach o piąte miejsce – najpierw gładko pokonały Brytyjki, a potem po emocjonującym spotkaniu drugi raz zwyciężyły Kanadę, tym razem 12:10.

Tu w klasyfikacji generalnej oczywiście na czele Australia i Nowa Zelandia, z identyczną liczbą punktów. Trzecia pozostała Japonia, ale kolejne drużyny dzielą już tylko dwupunktowe różnice i tylko ostatnie Brytyjki wyraźnie odstają od reszty stawki.

Ze świata

W ostatnim jesiennym meczu Rugby Europe International Championships zmierzyły się reprezentacje Luksemburga i Estonii. Starcie to oznaczało półmetek zmagań w grupie A poziomu Conference, a gospodarze meczu, spadkowicze z Trophy, rozgromili bałtyckich gości 93:0, aplikując im 15 przyłożeń, i zostali liderem swojej grupy z dwoma bonusowymi zwycięstwami na koncie. Hat-tricka zaliczył skrzydłowy Hugo Bertani.

W Afryce doszło do towarzyskiego meczu Ghany z Wybrzeżem Kości Słoniowej – wygrali gospodarze, reprezentanci Ghany, 17:8. Choć kraje te ze sobą sąsiadują, to było dopiero ich trzecie spotkanie w historii – i pierwsze wygrane przez Ghanę.

Nie udało się podtrzymać dobrej serii czeskim Bohemia Rugby Warriors w czwartej (przedostatniej) kolejce fazy grupowej Rugby Europe Super Cup – teraz jednak przyszedł czas na najtrudniejszych przeciwników i hiszpańscy Iberians nie dali naszym sąsiadom żadnych szans, wygrywając aż 52:3. Wysoko zwyciężyli też portugalscy Lusitanos – 35:7 na wyjeździe z Romanian Wolves. Hiszpanie i Portugalczycy, dotąd niepokonani, prowadzą zdecydowanie w tabeli. Trzecie miejsce zajmują Czesi, a na czwarte wskoczyli Brussels Devils, którzy wygrali w Amsterdamie z Deltą 38:17. Losy awansu do półfinałów rozstrzygną się za tydzień.

W cieniu rozgrywek europejskich we Francji odbyła się trzynasta kolejka Pro D2. Chyba najciekawiej zapowiadał się pojedynek nieoczekiwanie znajdującego się w czołówce Colomiers z Grenoble, które ma wielkie ambicje, ale sezon w kratkę. Wygrali gospodarze, ale rozmiar wygranej zaskakuje – aż 43:7 (po 4 przyłożeniach w ostatnich 20 minutach). Święto także w Aurillac, które pokonało inną ligową potęgę (i na dodatek lokalnego rywala), Brive, 24:13. Liderem ligi pozostało Vannes, które tym razem wysoko wygrało na wyjeździe z beniaminkiem z Carcassonne – było 15:52, choć do przerwy zanosiło się na niespodziankę. Pierwsza połowa skończyła się wynikiem 15:10, ale w drugiej Bretończycy zdobyli sześć przyłożeń, z czego połowę z nich zaliczył Robin Taccola. Poza tym Béziers przegrało z Soyaux Angoulême 15:20, Biarritz uległo 25:37 wciąż pozostającemu na ligowym podium Valence Romans (17 punktów z kopów Lucasa Mereta, w tym niemal 60-metrowy karny), Mont-de-Marsan przegrało 12:36 z Oyonnax (czwarta z rzędu porażka gospodarzy), Nevers zwyciężyło Dax 32:26, a na koniec kolejki Agen przerwało serię porażek i odniosło cenną wygraną nad Provence po zaciętym pojedynku (było 27:23) – porażka Prowansalczyków oznaczała, że spadli oni z drugiego na czwarte miejsce w lidze. Obrazek z kolejki: https://x.com/i/status/1996877189107831245 (trochę przypadkowe, ale imponujące 50:22 w wykonaniu Rodrigo Marty).

Grała także druga liga angielska, Champ. Tu w dziewiątej kolejce niepokonani dotąd Ealing Trailfinders kontynuowali swoją serię gromiąc Caldy 38:0 – ekipa spod Liverpoolu po czterech wygranych na starcie sezonu zaliczyła teraz piątą przegraną z rzędu. W bardzo ciekawym pojedynku Worcester Warriors, wicelider ligi, przerwał zwycięską serię Cornish Pirates, wygrywając z nimi 40:24. Na trzecim miejscu są Bedford Blues po minimalnej wygranej nad Cambridge (29:28 – przegrani byli bliscy pierwszego zwycięstwa w sezonie). Poza tym Chinnor przegrało z Nottingham 6:11, Hartpury University zremisowało z Doncaster Knights 33:33, Coventry ograło London Scottish 66:10, a Richmond uległ Ampthill 20:25.

Drużyna Black Pirates z Kampali zdobyła podwójną koronę w Ugandzie – po zdobyciu wiosną mistrzostwa kraju, w ten weekend z sukcesem zakończyła też rozgrywki pucharowe. W finale pokonała 19:8 inną stołeczną ekipę, Heathens. I mistrzostwo, i puchar Black Pirates zdobyli po raz trzeci w swojej historii.

Paragwaj wygrał południowoamerykańskie rozgrywki na poziomie Trophy w młodzieżowej kategorii U19. W pokonanym polu pozostawił Brazylię, Peru i Meksyk (zaproszony do tej rywalizacji).

Sporo się działo w procesie dyscyplinarnym Ebena Etzebetha. Nie ogłoszono werdyktu w pierwotnie przewidzianym terminie ponieważ mimo kilkugodzinnych obrad panel dyscyplinarny nie mógł się zgodzić co do wysokości kary, a po kilku dniach ogłoszono 12-tygodniowe zawieszenie. Fani broniący Etzebetha wskazywali, że on rewanżował się za taki sam czyn Alexa Manna, który miał moment wcześniej wkładać mu palec do oka w rucku, ale sam Etzebeth temu zaprzeczył.

Młody Belg Matias Remue, który tydzień temu zdobył fantastyczne przyłożenie dla Tuluzy (https://x.com/i/status/1995895561577267445), a przez Midi-Olympique został uznany graczem tygodnia, w wyniku kontuzji nadgarstka będzie pauzować kilka miesięcy.

Walijska federacja miała otrzymać co najmniej cztery oferty zakupu większościowych udziałów w grającej w URC drużynie Cardiff. Jedna z nich ponoć ma pochodzić od funduszu Y11 Sports & Media, co być może ułatwiłoby zapowiedzianą decyzję o zmniejszeniu zawodowych drużyn w Walii (Y11 są także właścicielem Ospreys). Ponoć WRU ma też rozważać włączenie do rozgrywek URC w przyszłym sezonie (aby dotrzymać zobowiązań wobec ligi) jednej z drużyn klubowych z rozgrywek Super Rygbi Cymru. Cóż, byłaby to chyba najdziwniejsza decyzja…

Mecz Irlandii z Południową Afryką sprzed dwóch tygodni może mieć nieoczekiwane skutki – ponoć federacje z 6 Nations chcą zmiany przepisów w taki sposób, aby przegrywane seryjnie młyny nie skutkowały żółtymi kartkami – w końcu trudno karać słabszego za to, że jest słabszy (o ile oczywiście przewinienia nie będą miały charakteru cynicznego). Mają rozmawiać o tym przed startem najbliższego Pucharu Sześciu Narodów. Z kolei Komitet Wykonawczy World Rugby przyjął rekomendację obniżenia wysokości szarż do wysokości mostka w rozgrywkach amatorskich, wskazując na pozytywne wyniki testów w kilku rozgrywkach na przestrzeni paru ostatnich lat – spadek liczby wysokich szarż i wstrząśnień mózgu.

Z wieści transferowych:

  • Hoskins Sotutu, znakomity wiązacz Blues, pomijany jednak w powołaniach do składu All Blacks, podpisał trzyletni kontrakt z Newcastle Red Bulls, gdzie trafi najbliższego lata (a kto wie, czy niedługo nie zagra dla Anglii, gdzie urodziła się jego matka);
  • trener Sharks, John Plumtree, który miał doczekać do końca sezonu w tej roli, ustępuje z tej funkcji już teraz. Tymczasowo stery drużyny przejmie JP Pietersen;
  • reprezentant Portugalii Simão Bento po pięciu latach spędzonych w Mont-de-Marsan przejdzie latem do Colomiers;
  • a na koniec nie transfer, ale wieść kontraktowa – Rassie Erasmus, którego umowa z SARU wiązała do Pucharu Świata w Australii, przedłużył ją o kolejne 4 lata.

Zmarł Hennie van Zyl, skrzydłowy reprezentacji RPA z początku lat 60. XX wieku. Miał 89 lat.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia.

Anglia:

  • Jordan Tebbatt (Leicester Forest RFC, Counties 1 Midlands East (South)): zagrał od początku w meczu z Bugbrooke, wygranym 39:29. Forest jest piąte w grupie.

Belgia:

  • Paweł Bartoszewicz-Malicki (ASUB Rugby Waterloo, D1): wyszedł w podstawowym składzie w meczu z Ottignies wygranym 44:10. ASUB awansowało na szóste miejsce w lidze.

Francja:

  • Mateusz Bartoszek (RC Bassin d’Arcachon, Fédérale 1 – grupa 1): zagrał ostatni kwadrans w meczu z Courbevoie, zakończony pogromem 50:0. RCBA jest liderem grupy.

Irlandia:

  • Jakub Wojtkowicz (Sligo RFC, All-Ireland League D2B): zaczął na ławce rezerwowych mecz z UL Bohemian, wygrany 24:13. Sligo awansowało na piąte miejsce w lidze;
  • Wiktor Wilczuk (Bruff RFC, All-Ireland League D2C): wyszedł w podstawowym składzie w meczu z Belfast Harlequins, wygranym 30:25. Bruff także podskoczyło na piątą lokatę na swoim poziomie.

Walia:

  • Jake Wisniewski (Pontypool RFC, Super Rygbi Cymru): zagrał w podstawowej piętnastce w meczu z Newport przegranym 17:27. Pontypool spadło na ostatnie, dziesiąte miejsce w lidze.

Zapowiedzi

W kolejnym tygodniu zobaczymy:

  • drugą kolejkę grupową Champions Cup i Challenge Cup (w Champions Cup m.in. zagrają Leicester Tigers z Leinsterem, Sharks z Saracens i Tulon z Bath, a w Challenge Cup najwięcej uwagi przyciąga mecz Racingu 92 z Exeter Chiefs);
  • piątą (i zarazem ostatnią) kolejkę fazy grupowej Rugby Europe Super Cup – tu m.in. bardzo ciekawe iberyjskie derby między Lusitanos i Iberians;
  • start Japan Rugby League One.

2 komentarze do “Bordeaux i Bath imponują na start Champions Cup”

  1. Przy braku żółtych kartek za przegrywane młyny łatwo o „taktycznie” słabszą dyspozycję. Chyba żeby za każdy przegrany młyn przesuwać go w stronę słupów. Dajmy na to o 10 metrów do linii punktowej i o 5 metrów do środka. Zrobiłoby się ciekawiej 🙂

    Odpowiedz
    • Przegrany młyn to albo cofanie się drużyny przegrywającej, albo rzut karny dla drużyny wygrywającej, więc przesunięcie jest wpisane w zasadę w sumie z automatu (w tym drugim przypadku – o tylko wygrywająca chce skorzystać). No, chyba że mamy młyn na 5 m 🙂

      Odpowiedz

Skomentuj Piotrek Anuluj pisanie odpowiedzi