Szalony Le Crunch

Coś się kończy, coś się zaczyna: skończył się Puchar Sześciu Narodem (i to z przytupem – zwieńczeniem szalonego w tym roku turnieju był szalony Le Crunch), ale ten brak rekompensuje nam ekstraligowa wiosna (zaczęła się od narabiania zaległości z jesieni). Także siódemkowicze w Nowym Jorku skończyli pierwszą część sezonu SVNS 1 – Blitzboks i Black Ferns triumfowali i w weekendowym turnieju, i w całej serii.

Ekstraliga

Po zimowej przerwie wróciła Ekstraliga – rozegrano cztery mecze ósmej kolejki przełożone z jesieni. Gra toczy się o awans do grupy mistrzowskiej i o wyrobienie sobie pozycji przed meczami drugiej tury rozgrywek.

Energa Ogniwo Sopot – WizjaMed Grot Budowlani Łódź 43:24. Rugbowa wiosna na ligowych boiskach zainaugorowana została na stadionie im. Edwarda Hodury w Sopocie. Faworytem meczu byli walczący o medale gospodarze, którzy już w pierwszym ataku zaliczyli pierwsze przyłożenie, a po kilku minutach i imponującym kontrataku – drugie. Co prawda Budowlani zdobyli swoją pierwszą piątkę po 22-metrowym maulu, ale Sopocianie odpowiedzieli chwilę później (byli blisko powtórzenia wyczynu Łodzian, ale ostatecznie wjechali na pole punktowe młynem), a potem powiększali przewagę. Do przerwy wygrywali już 29:12 (m.in. po dublecie Piotra Zeszutka). Drugą połowę od przyłożenia dla gości zaczął Kacper Palamarczuk, jednak kapitan Budowlanych wkrótce potem zszedł z boiska z kontuzją. W końcówce gospodarze walczyło o bonus ofensywny – mieli go w ręku po drugim w tym meczu przyłożeniu Mateusza Plichty, Budowlani odebrali im go przyłożeniem tuż przed końcem meczu, ale w ostatniej akcji meczu Sopocianie go odzyskali.

Life Style Catering Arka Gdynia – Juvenia Kraków 36:25. Wyjątkowo ciekawie zapowiadające się drugie spotkanie w Trójmieście miało sporą stawkę. Zwycięstwo Arki zapewniało jej awans do grupy mistrzowskiej, ale wygranej potrzebowali też Krakowianie. Stawka meczu podnosiła ciśnienie, czego efektem było aż 9 żółtych kartek (w pewnym momencie na początku drugiej połowy obie drużyny grały w dwunastoosobowych składach!). Początek należał do Arki – choć pierwszą groźną akcję przeprowadziła Juvenia, zdobyła tylko 3 punkty z karnego, na co Arka odpowiedziała trzema przyłożeniami w krótkim czasie. Szalał Anton Szaszero – najpierw indywidualna akcja, potem udział w przyłożeniu Szymona Sirockiego, a po chwili kolejna swoja piątka. Pod koniec pierwszej połowy Sirocki znowu zapunktował, było 26:6 i wydawało się, że mecz jest rozstrzygnięty. Jednak Juvenia zaczęła wtedy odrabiać straty. Przed przerwą zaliczyła dwa przyłożenia, po przerwie nadal przeważała i po kolejnej piątce Riaana van Zyla na kwadrans przed końcem zrobiło się tylko 26:25. Ostatnie słowo należało jednak do gospodarzy – 19-letni Krzysztof Weronko w praktyce rozstrzygnął spotkanie, a Juvenia straciła nawet bonus defensywny. Szaszero skończył mecz z 21 punktami na koncie, van Zyl z 15, ale po meczu cieszył się tylko reprezentant Ukrainy.

AZS AWF Warszawa – Budmex Rugby Białystok 41:10. Pojedynek dwóch ostatnich drużyn w ligowej tabeli, grających o drugie zwycięstwo w sezonie (poprzednie odniosły w meczach z Lechią Gdańsk). Pierwsza połowa była dość wyrównana. Pojedynek zaczął się od presji gości, ale nie dała ona efektów – po kwadransie gry pierwsze przyłożenie zaliczyli akademicy. Po wymianie ataków Białostocczanie wreszcie zapunktowali, ale na koniec pierwszej połowy stołeczna ekipa podniosła prowadzenie do stanu 14:5. Po przerwie już pierwsza akcja przyniosła przyłożenie AZS-owi, i choć goście chwilę potem odpowiedzieli, a potem nieraz byli jeszcze z piłką na połowie gospodarzy, do końca meczu punktowali już tylko akademicy.

Orlen Orkan Sochaczew – PGE Edach Budowlani Lublin 50:21. Zdecydowanym faworytem spotkania byli gospodarze, którzy jednak musieli radzić sobie bez Pietera Steenkampa – jego miejsce na „dziesiątce” zajął nowy nabytek, Harrison Astley. I choć pierwsze przyłożenie w meczu nieoczekiwanie zdobył łącznik ataku Lublinian Andrew Kearns, potem wydarzenia na boisku potoczyły się już zgodnie z przewidywaniami. Wyrównanie nastąpiło po imponujacej, pełnej offloadów akcji zainicjowanej przez przełamanie Astley’a, a pod koniec pierwszej części spotkania Sochaczewianie dorzucili jeszcze trzy piątki i wyszli na prowadzenie 26:7. Po przerwie dorzucili kolejne cztery przyłożenia i dopiero w samej końcówce pozwolili Lublinianom na zdobycie kolejnych punktów, które niczego już nie zmieniły.

Na czele tabeli powrót do stanu sprzed ostatniego jesiennego weekendu – na pierwszym miejscu Ogniwo, a dalej w jednopunktowych odstępach Orkan i Pogoń. Arka zapewniła sobie czwarte miejsce na koniec pierwszej fazy rozgrywek. O dwa pozostałe miejsca w grupie mistrzowskiej walczą trzy drużyny: obecnie piąte i szóste miejsce zajmują Budowlani Lublin (aby mieć pewność awansu w ostatnim meczu wystarczy im punkt bonusowy, ale grają z Ogniwem Sopot, więc zadanie jest trudne) i Budowlani Łódź (podejmują Arkę Gdynia, a to może być ciekawy mecz), natomiast wyprzedzić którąś z tych ekip może Juvenia Kraków (która musi wygrać z AZS AWF Warszawa, najlepiej z bonusem, i jednocześnie liczyć na potknięcie któregoś z rywali).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑Energa Ogniwo Sopot835
2. ↑Orlen Orkan Sochaczew834
3. ↓↓Pogoń Awenta Siedlce833
4.Life Style Catering Arka Gdynia824
5.PGE Edach Budowlani Lublin818
6.WizjaMed Grot Budowlani Łódź816
7.Juvenia Kraków813
8. ↑↑AZS AWF Warszawa88
9. ↓Lechia Gdańsk87
10. ↓Budmex Rugby Białystok84

Puchar Sześciu Narodów

Tradycyjnie kończąca Puchar Sześciu Narodów „supersobota” nie zawiodła – znowu mieliśmy niespodziankę (bo w takiej kategorii trzeba traktować wygraną Walii nad Włochami) i znowu mieliśmy szalony, efektowny mecz – na sam koniec turnieju.

Irlandia – Szkocja 43:21. Na początek soboty mierzyli się dwaj pretendenci do ostatecznego zwycięstwa – wygrany mógł liczyć na sukces pod warunkiem potknięcia Francuzów kilka godzin później. Do tego stawką była „Potrójna Korona” – obie drużyny pokonały wcześniej Anglików i Walijczyków. Irlandczycy przystąpili do spotkania z czterema zmianami w porównaniu z poprzednim tygodniem (m.in. wskutek kontuzji brakowało Jamesa Ryana, zwracał też uwagę powrót do kadry Dana Sheehana i – na ławkę rezerwowych – Bundee Akiego). Tylko trzy rotacje nastąpiły u Szkotów – powrót do wyjściowej piętnastki Zandera Fagersona i dwie zmiany w młynie wymuszone kontuzjami. Lepiej było nie spóźniać się na ten mecz – już pierwsze 10 minut meczu przyniosło trzy przyłożenia. Zaczął Jamie Osborne, odpowiedział Darcy Graham, a potem po maulu autowym Dan Sheehan wyprowadził Irlandię na prowadzenie, którego nie oddała ona już do końca. Wkrótce prowadzenie podwyższył Robert Baloucoune. Gospodarze zagęszczali linię obrony zmuszając rywali do błędów. W drugiej połowie Szkoci zmienili taktykę i zaczęli kopać za plecy rywali. Przyniosło to efekt – dwukrotnie zmniejszali dystans do tylko pięciu oczek (raz za sprawą przyłożenia po ładnym zwodzie Finna Russella). Jednak gospodarze zawsze odpowiadali, a w końcówce dobili rywali dzięki dwóm przyłożeniom Tommy’ego O’Briena. Zaimponował po raz kolejny Stuart McCloskey (zarówno w ataku – imponująca asysta do Baloucoune’a – jak i w obronie – szarża na Russellu ratująca zespół w groźnej sytuacji).

Walia – Włochy 31:17. Tutaj gospodarze walczyli o honor, a Włosi o to, aby tegoroczny turniej był najlepszym w ich historii występów w 6N. Walijczycy, mimo porażki z Irlandią, nie zmienili nikogo w wyjściowej piętnastce – Steve Tandy chciał dać swoim zawodnikom poczucie stabilizacji. Włosi z trzema zmianami (w tym bez kontuzjowanego Simone Ferrariego i z wracającym do gry Tommaso Allanem na ławce). A na boisku zobaczyliśmy coś kompletnie nieoczekiwanego: Walijczycy, mający za sobą serię 15 porażek w 6N byli kompletnie odmienioną drużyną, grającą płynnie, narzucającą presję na przeciwnika. Włosi, którzy przecież w tegorocznej edycji turnieju prezentowali się bardzo dobrze, w pierwszej połowie nie mieli nic do powiedzenia (no, mogli jako pierwsi zdobyć punkty, ale Paolo Garbisi spudłował z karnego). Dwa przyłożenia zdobył Aaaron Wainwright, trzecie dołożył Dewi Lake i do przerwy było 21:0, a tuż po niej zrobiło się 31:0 dzięki 10 punktom Dana Edwardsa (przyłożenie, podwyższenie i kompletnie dobijający przeciwników 40-metrowy drop goal). Dopiero w 52. minucie zapunktowali Włosi, a jeden z gospodarzy zobaczył żółtą kartkę. Wydawało się, że to może być moment zmieniający mecz, ale liczebnej różnicy na boisku nie było widać. Włosi zaczęli groźniej atakować dopiero w ostatnich 20 minutach, ale ilekroć znakomity Tommaso Menoncello kreował dogodne pozycje, tylekroć na posterunku byli Walijczycy, szarżujący czy wypychający w aut w ostatniej chwili. Dwukrotnie TMO pozbawiło Włochów przyłożeń, za drugim razem na dodatek zaraz potem przegrali własny młyn na 5 m. Zdobyli co prawda po ciężkiej walce dwa przyłożenia, ale to było za mało, tym bardziej, że Garbisi znowu chybiał z podstawki. Walijczycy wygrali pierwszy mecz w Pucharze Sześciu Narodów od trzech lat. Włosi po dwóch wygranych w tej edycji turnieju i dwóch zwycięstwach nad Walią w dwóch poprzednich latach na pewno są zawiedzeni.

Francja – Anglia 48:46. Dla Francji był to mecz o triumf turnieju, dla Anglików o odzyskanie zaufania kibiców. Jednak głównym tematem przed meczem okazał się być problem związany z kolorami koszulek (gospodarze zagrali w jasnobłękitnych – z okazji 120-lecia Le Crunch – a goście na biało, co nie ułatwiło śledzenia wydarzeń na boisku). Gospodarze tylko ze zmianami wymuszonymi kontuzjami (Nicolasa Depoortère’a – uraz barku wymaga operacji i jego sezon w praktyce dobiegł końca – i Anthony’ego Jeloncha) i zawieszeniem Oscara Jegou (za atak na okolice oka rywala sprzed tygodnia). Jedną z nowych twarzy w składzie był debiutant Temu Matiu. Z kolei Steve Borthwick zaskoczył, dokonując zaledwie jednej zmiany w piętnastce, która wyszła na boisko w Rzymie (wypadł kontuzjowany Tom Curry). Faworytem byli gospodarze, ale zobaczyliśmy szalone widowisko z 13 przyłożeniami, niemal setką punktów i siedmiokrotnie zmieniającymi się na prowadzeniu uczestnikami. Zaczęli dobrze Francuzi – Thomas Ramos i Mathieu Jalibert obsługiwali kopami Louisa Bielle’a-Biarey’a, Ramos dorzucił 7 punktów z kopów. Ale Anglicy odpowiadali swoimi przyłożeniami (drugim z nich nieco szczęśliwym, gdy Théo Attissogbe wypluł piłkę we własnym polu punktowym), i choć Fin Smith zawodził z podstawki, trzymali dystans, a potem wyszli na prowadzenie (zwróciło uwagę skuteczne dla odmiany podwyższenie Smitha wykonane z dropa). Tuż przed końcem pierwszej połowy wygrywali 27:17, ale w ostatniej akcji przed gwizdkiem stracili karne przyłożenie. Druga połowa znowu zaczęła się lepiej dla Francuzów – Antoine Dupont dwukrotnie obsłużył podaniami swoich skrzydłowych i gospodarze prowadzili 38:27. Ale Anglicy się nie poddali – Ollie Chessum drugi raz wpisał się na tablicę wyników po przechwycie i 60-metrowym sprincie (tylko nie wiedzieć czemu pobiegł w róg boiska, a nie pod słupy i to znów była akcja tylko za 5 punktów, a nie za 7), potem Marcus Smith oszukał obronę i Anglia prowadziła jednym punktem. Francuzi mieli na szczęście Duponta i Bielle’a-Biarrey’a – młody skrzydłowy po kopie łącznika młyna zaliczył swoje czwarte przyłożenie w meczu. Anglicy tuż przed końcem odpowiedzieli i znów mieli punkt przewagi, ale ostatnią akcję przeprowadzali Francuzi, mimo osłabienia weszli na połowę rywali, dostali okazję na kop z 45 m, a niemylący się w tym meczu z podstawki Thomas Ramos, mimo prób rozproszenia przez rywali, znowu nie zawiódł. Anglicy w tym meczu dominowali w młynie, imponowali w ataku, zmuszali rywali do błędów. Ale Francuzi, mimo dziur w obronie i mnóstwa chybionych szarż, zachowali polot w ataku, a znakomite asysty pozwalały skrzydłowym właściwie bez oporu zdobywać punkty. Świetny był Dupont, Bielle-Biarrey – szkoda słów (pobił swój rekord sprzed roku, zdobywając aż 9 przyłożeń w turnieju i znowu punktował w każdym meczu), a skuteczność Thomasa Ramosa z kopów jak zwykle fenomenalna. Niezwykle efektowne spotkanie na koniec turnieju.

Ostatniecznie Francja broni mistrzowski tytuł, ale bez wielkiego szlema. Szkoci zapewne rozczarowani tylko trzecim miejscem, mimo zwycięstw nad Anglią i Francją. Włosi z czwartą lokatą – zwycięstwo z Walią nie dałoby im więcej, ale na pewno żałują, że nie wykorzystali szansy na trzecią wygraną. Anglia tylko piąta, jak to zdarzyło się już trzykrotnie w tej dekadzie – a przecież stawiano ją w roli faworyta turnieju.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Francja521
2. ↑Irlandia519
3. ↓Szkocja516
4.Włochy59
5.Anglia58
6. Walia56

Rugby Europe International Championships

W niedzielą Madrycie grano o końcowe lokaty w Men’s Rugby Europe Championship. Już wcześniej było wiadomo, że elitę opuszczą Niemcy (o miejsce przez nich zwalniane walczą nasi reprezentanci), z kolei o dziewiąte z rzędu mistrzostwo walczyli Gruzini.

Holandia – Niemcy 7:76 76:7. Choć Niemcy zaczęli sezon od nieoczekiwanej wygranej nad Rumunią, potem było gorzej, a na koniec ich występów w elicie (i zarazem w ostatnim meczu pod wodzą trenera Marka Kuhlmanna) przyszło prawdziwe upokorzenie. Holendrzy na początku meczu po zagraniu 50:22 zdobyli pierwsze przyłożenie, a po kwadransie prowadzili już 26:0, a rywale na dodatek zostali w czternastkę po 20-minutowej czerwonej kartce. W sumie Holendrzy zdobyli 12 przyłożeń, a mogło być ich więcej (hat-tricka zaliczył łącznik młyna Boris Haginedoro), podczas gdy Niemcy honorowe punkty zaliczyli dopiero pod sam koniec spotkania.

Belgia – Szwajcaria 39:16. Belgowie drugi sezon z rzędu wywalczyli piąte miejsce w rywalizacji – tym razem byli jednak faworytem spotkania o tę lokatę. Wygrana nie przyszła im jednak łatwo – to Szwajcarzy zdobyli pierwsze punkty w meczu i choć potem Belgia odskoczyła, rywale w drugiej połowie długo dominowali, a w 50. minucie meczu zbliżyli się do faworytów na zaledwie 2 punkty. Dopiero w ostatnich 20 minutach Belgowie trzema przyłożeniami rozstrzygnęli definitywnie spotkanie. Wygraną okupili jednak licznymi kontuzjami.

Hiszpania– Rumunia 29:23. Nadspodziewanie zacięty przebieg miało spotkanie o brąz, w którym gospodarze (na pewno zawiedzeni z powodu nieobecności w finale) mierzyli się z mającą ostatnio kłopoty Rumunią. Pierwsze punkty po żółtej kartce jednego z gospodarzy zdobył z karnego dla Rumunii Alin Conache, ale chwilę potem jeden z jego partnerów zobaczył czerwony kartkonik. Mimo to Rumuni zacięcie walczyli, krzyżowali szyki Hiszpanom i powiększali przewagę (m.in. po drop goalu Daniela Plai). Do przerwy wygrywali 11:3, a zaraz po niej nawet 14:3. Wtedy dopiero do roboty wzięli się gospodarze, zdobyli cztery przyłożenia (trzecim z nich wychodząc na prowadzenie), i choć Rumuni odpowiadali karnymi, nie zdołali zwyciężyć – do końca jednak walczyli i w ostatnich minutach tracąc tylko 6 punktów atakowali w polu 22 m Hiszpanów. Drugi przegrany mecz Rumunów w fazie pucharowej, ale i drugi, którego nie muszą się wstydzić – co daje im nadzieję na wyjście z kryzysu.

Gruzja – Portugalia 17:19. A na koniec madryckiej niedzieli niespodzianka – Gruzini nie zdołali dziewiąty raz z rzędu zwyciężyć w MREC, choć przez większość finałowego spotkania prowadzili. Obie ekipy przystąpiły do meczu w składach niemal identycznych jak półfinałowe – Gruzini wymienili obu środkowych, zaś Portugalczycy jednego ze swych niebezpiecznych skrzydłowych. Wydawało się, że Gruzja miała receptę na szybkie ataki Portugalczyków – obrońcy tytułu zdobyli w pierwszej połowie dwa przyłożenia, natomiast rywale punktowali tylko z karnych (choć mieli szanse na coś więcej). Do przerwy było 12:3, a na 10 minut przed końcem, po kolejnej piątce Gruzinów, 17:9. I wtedy nastąpił szokujący moment – najpierw Manuel Vareiro czwartym karnym zmniejszył stratę swojej drużyny do pięciu punktów, chwilę potem skrzydłowy Vincent Pinto zdobył wyrównujące przyłożenie (korzystając z liczebnej przewagi), a Vareiro dorzucił zwycięskie podwyższenie spod linii bocznej. Gruzini jeszcze atakowali, ale bez skutku. I choć w przyłożeniach wygrali 3:1 (wszystkie trzy przyłożenia zdobywając po pracy graczy młyna), to po końcowym gwizdku Portugalczycy cieszyli się z triumfu – ich drugiego w historii rozgrywek Rugby Europe (22 lata po pierwszym). Dla Gruzji to był pierwszy przegrany mecz w REC od 2017.

United Rugby Championship

W United Rugby Championship nadrobiono zaległości – rozegrano dwa pozostałe spotkania z drugiej kolejki i przeniesione z okresu świątecznego ostatnie południowoafrykańskie derby. Wszystkie zespoły mają już zatem po 12 rozegranych spotkań.

Bulls – Stormers 19:32. Głównym punktem programu było spotkanie z południowej półkuli – w przeciwieństwie do tych z północy, tu mogli zagrać najlepsi zawodnicy. Stormers, choć trzy ostatnie mecze przegrali, tym razem pewnie zwyciężyli. Swój udział miał w tym Sacha Feinberg-Mngomezulu (10 punktów z kopów), choć ten mecz zapamięta pewnie przede wszystkim z powodu swojego wybuchu wobec sędziego po nieuznanym przyłożeniu swojej drużyny (jego asysta została uznana za podanie do przodu) i reprymendy udzielonej przez arbitra („Jesteś wzorem dla milionów dzieciaków i jeśli tak robisz…”).

Poza tym:

  • Connacht – Scarlets 31:14 (trzecia kolejna wygrana irlandzkiej drużyny; w ciągu 45 minut wyszła na prowadzenie 19:0 mimo szans rywali i choć Scarlets w ciągu paru minut odpowiedzieli dwoma przyłożeniami, Connacht z powrotem odskoczył i zapisał na swoim koncie bonus ofensywny);
  • Edinburgh – Ulster 19:40 (dobry początek Szkotów – po 5 minutach 7:0, po półgodzinie 19:7 – ale potem Irlandczycy rozpędzili się, zdobyli pięć kolejnych przyłożeń i wysoko wygrali; w drugiej połowie niemiłym akcentem były 20-minutowe czerwone kartki dla zawodników obu drużyn).

W tabeli zwycięzcy Stormers i Ulster awansowali do czołowej trójki – mają tyle samo punktów co czwarty Leinster. W czołowej ósemce mamy po trzy ekipy z Irlandii i Południowej Afryki (dwie z nich jednak na dwóch ostatnich miejscach w tej grupie, odstające od czołowej szóstki) oraz po jednej ze Szkocji (liderzy z Glasgow) i Walii. Blisko dwóch ostatnich drużyn z miejsc premiowanych awansem do play-off są Connacht i Ospreys.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Glasgow Warriors1245
2. ↑↑↑Stormers1241
3. ↑↑↑Ulster1241
4. ↓↓Leinster1241
5. ↓↓Cardiff1240
6. ↓↓Munster1239
7.Lions1233
8.Bulls1230
9. ↑Connacht1230
10. ↓Ospreys1229
11.Sharks1224
12.Edinburgh1223
13.Benetton Treviso1223
14.Dragons1220
15.Scarlets1216
16.Zebre Parma1212

Super Rugby Pacific

Na antypodach odbyła się piąta kolejna Super Rugby Pacific.

Fijian Drua – Brumbies 42:27. Druga porażka ekipy Canberry w tym sezonie, która oznacza utratę fotela lidera. Jednak nie do końca nieoczekiwana, bo Australijczycy polecieli na Fidżi w mocno zmienionym składzie. W mokrym Ba gospodarze w pierwszej połowie wypracowali 8-punktową przewagę, a na początku drugiej odsłony podnieśli ją do 20 oczek. I choć kolejna dwa przyłożenia poszły na konto Brumbies, nie zagrozili oni zwycięstwu wyspiarzy.

Poza tym:

  • Hurricanes – Western Force 31:23 (Australijczycy nieoczekiwanie jako pierwsi zapunktowali i pozostawali na prowadzeniu aż do 50. minuty; wtedy jednak Brad Shileds dał sygnał do ataku Wellingtonczykom i ci szybko wypracowali sporą przewagę nad rywalami);
  • Reds – Waratahs 26:17 (australijski klasyk zakończył się zwycięstwem drużyny z Queenslandu; mecz długo był wyrównany, a na 10 minut przed końcem goście prowadzili pięcioma punktami – jednak w końcówce gospodarze wyrwali im wygraną z rąk dzięki dwóm przyłożeniom po spektakularnych indywidualnych akcjach; znów wyróżnił się Carter Gordon, który zdobył dwa przyłożenia);
  • Crudaders – Highlanders 29:18 (w derbach Wyspy Południowej górą ekipa z Christchurch, mimo trzech żółtych kartek; bohaterem zwycięzców był debiutujący w tym meczu Johnny Lee – rwacz dwoma przyłożeniami na koncie);
  • Blues – Moana Pasifika 43:7 (wyspiarze trochę postraszyli gospodarzy na początku spotkania, ale ostatecznie Blues odnieśli bardzo pewne zwycięstwo).

W tabeli zmiana na prowadzeniu – na dwóch pierwszych miejscach ekipy nowozelandzkie (Hurricanes i Blues), australijscy Brumbies spadli na trzecie miejsce. W czołowej szóstce po trzy drużyny z Nowej Zelandii i Australii.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑↑Hurricanes415
2. ↑↑Blues515
3. ↓↓Brumbies515
4. ↓↓Chiefs413
5. ↑Reds413
6. ↓Waratahs410
7.Highlanders59
8.Crusaders59
9.Fijian Drua48
10.Western Force54
11.Moana Pasifika54

SVNS

W Nowym Jorku odbył się turniej SVNS 1, ostatni w tym sezonie w ośmiozespołowym składzie (czekają nas trzy turnieje Championship z dokooptowanymi drużynami z SVNS 2).

Wśród panów po trzech fatalnych turniejach przebudzili się Argentyńczycy. Pokonali Fidżi, a potem jednym punktem, po imponującym finiszu Hiszpanię (do przerwy przegrywali 19 punktami, w drugiej połowie zdobyli cztery przyłożenia), i nawet porażka z Wielką Brytanią nie odebrała im awansu do półfinału z pierwszego miejsca w grupie. Drugie zajęło Fidżi. W drugiej grupie znowu powinęła się noga All Blacks – przegrali 7:22 z Południową Afryką, potem 7:12 z Australią i dwupunktowa wygrana z Francją na sam koniec nic im już nie dała. Awans z tej grupy wywalczyli Wallabies (z kompletem wygranych) i Blitzboks.

Zwycięzcy grup polegli w półfinałach – Australijczycy ulegli Fidżi 7:28, a Argentyńczycy przegrali z Południową Afryką 5:14. W ten sposób w finale spotkały się dwie ekipy prowadzące w łącznej klasyfikacji cyklu i ostatni pojedynek turnieju w praktyce rozstrzygał nie tylko o zwycięstwie w nowojorskim turnieju, ale i w całej serii. Po zaciętym pojedynku wygrali Blitzboks 10:7, którzy wygrali swój trzeci turniej z rzędu. Trzecie miejsce przypadło Argentynie, która pokonała Australię 26:10 (dopiero drugi raz w tym sezonie stając na podium), a piąte Francuzom, którzy wygrali z Nową Zelandią 21:14.

W łącznej klasyfikacji pierwsze miejsce Południowej Afryki, drugie Fidżi, na trzecie wspięli się Australijczycy, wykorzystując potknięcie All Blacks.

Wśród pań wciąż dominują Nowozelandki i Australijki, które w swoich grupach zebrały komplety wygranych. Black Ferns przypieczętowały w ten sposób swój triumf w klasyfikacji całej serii SVNS 1. W ich ekipie szalała Jorja Miller (dublety przyłożeń w każdym meczu), z kolei u rywalek zza Morza Tasmańskiego jak zwykle błysnęła Maddison Levi (cztery przyłożenia w starciu z Kanadą, dwa pozostałe dorzuciła jej siostra Teagan). Oprócz nich do półfinałów awansowały Amerykanki oraz Fidżyjki – te ostatnie dopiero drugi raz w tym sezonie, po zwycięstwie nad Francuzkami.

W półfinałach dwie czołowe drużyny nadal wygrywały – obie czterema przyłożeniami do dwóch. W efekcie w szóstym turnieju sezonu mieliśmy szósty finał w tym samym składzie i po raz piąty (czwarty z rzędu) wygrała go Nowa Zelandia. Emocji w nim nie brakło – Australijki po trzech przyłożeniach sióstr Levi po 10 minutach prowadziły 21:5, ale znakomity finisz Nowozelandek doprowadził do tego, że na koniec przyłożeniem i jedynym celnym swoim podwyższeniem w tym meczu wyszarpały wygraną 22:21. W meczu o trzecie miejsce ku radości miejscowej publiczności Amerykanki ograły Fidżyjki 26:17.

W klasyfikacji generalnej praktycznie bez zmian: pierwsze miejsce zajęła Nowa Zelandia, drugie Australia, trzecie Stany Zjednoczone. Jedynie Fidżyjki przeskoczyły nad Japonkami, wskakując z siódmego na szóste miejsce.

Z kraju

Rozegrano część meczów czwartej kolejki centralnej ligi juniorów. W grupie A w starciu dwóch drużyn, które miały po jednym zwycięstwie na koncie, Posnanii i Lechii Gdańsk, padł remis 29:29. Niestety, mecz „okrasiła” czerwona kartka jednego z graczy gospodarzy za uderzenie przeciwnika w twarz. Z kolei w grupie B niespodzianka: niepokonani dotąd Budowlani Łódź pojechali do Krakowa i ulegli tamtejszej Juvenii aż 0:31. Dla Krakusów był to pierwszy mecz w tym sezonie na swoim boisku, jednak mimo wygranej pozostali na trzecim miejscu w grupie i może być im trudno awansować do półfinału.

Reprezentacja Polski seniorów zagra nietypowe spotkanie latem – 25 lipca na wyspie Jersey będzie rywalem reprezentacji Wysp Normandzkich w drugim z dorocznych spotkań o Granite Trophy. Rok temu pierwszym przeciwnikiem wyspiarzy byli Szwedzi i wyraźnie przegrali.

Poznaliśmy też szeroką kadrę na mecz ze Szwecją – 33 zawodników, w tym dwóch potencjalnych debiutantów (zwraca uwagę zwłaszcza nazwisko Andre Meyera). Wciąż brakuje braci Niedźwieckich czy Aleksandra Nowickiego. A mecz ostatecznie odbędzie się w sobotę 11 kwietnia o 20:00, z transmisją telewizyjną na antenie Polsatu Sport 2.

Ze świata

W Pucharze Sześciu Narodów U20 na dwóch pierwszych miejscach te same drużyny co u seniorów – turniej wygrała Francja przez Irlandią. O końcowym układzie w czołówce decydował mecz Francji z Anglią: choć Francuzi po kwadransie prowadzili 21:0, Anglicy odrobili straty i na początku drugiej połowy wyszli na prowadzenie. Ostatecznie jednak Francuzi zdobyli swoje piąte przyłożenie i wygrali mecz 31:28. Do tego Irlandczycy wygrali pewnie 47:14 ze Szkotami (i skompletowali, podobnie jak seniorzy, „Potrójną Koronę”), a Walia uległa Włochom 13:20.

Najciekawiej zapowiadającym się spotkaniem jedenastej kolejki Japan Rugby League One było starcie między dwoma spośród trzech dominujących w tym sezonie drużyn – liderujący Spears Funabashi Tokyo-Bay grali z trzecimi w lidze Saitama Wild Knights. Ponad 16 tys. widzów oglądało zacięty pojedynek, który goście rozstrzygnęli na swoją korzyść siedmioma punktami zaliczonymi w ostatniej akcji meczu po 38 fazach (w tym podwyższeniem spod linii bocznej) – dzięki nim wygrali 32:30. Na pierwsze miejsce wyszli Kobe Steelers, którzy rozgromili Sagamihara Dynaboars 61:10 (i znów przyłożenie zaliczył niesamowity Brodie Retallick). Poza tym Black Rams Tokyo pokonali Shizuoka BlueRevs 37:33 (zwycięskie przyłożenie tuż przed końcem zdobył TJ Perenara), Mie Heat przegrali 26:31 z Yokohama Eagles (dopiero druga wygrana gości w sezonie i mimo jej odniesienia pozostali na ostatnim miejscu w tabeli), Toyota Verblitz zwyciężyła 59:19 Urayasu D-Rocks (trzecie zwycięstwo z rzędu dało ekipie z Toyoty awans na siódme miejsce), a Tokyo Sungoliath w derbach stolicy pokonało broniących tytułu Brave Lupus Tokyo 60:21 (graczem meczu został Cheslin Kolbe, który zdobył 28 punktów, w tym 2 przyłożenia).

W czwartej kolejce Super Rugby Americas najciekawiej zapowiadały się argentyńskie derby pomiędzy Tarucas i Pampas. Goście wzmocnieni Santiago Cordero wygrali 43:22 (Cordero zaliczył dwa przyłożenia, ale pobił go zdobywając 23 punkty łącznik ataku Bautista Farisé). Poza tym Peñarol wygrał drugi raz w tym sezonie – tym razem 38:20 z Cobras, Dogos upokorzyli Selknam zwyciężając aż 68:0 (wyprawa Chilijczyków do Europy nie wyszła im chyba na zdrowie), a Yacaré ulegli Capibaras 12:13 (Argentyńczycy wygrali dzięki przyłożeniu i karnemu w ostatnich minutach meczu; Paragwajczycy mogą żałować chociażby spudłowanych karnych, a tak pierwsza wygrana w sezonie przeszła im przed nosem). Na czele w lidze cztery ekipy z Argentyny – kolejno Dogos, Capibaras, Pampas (wszystkie trzy z identyczną liczbą punktów) i Tarucas (dwa oczka mniej). Swoją drogą, prezes federacji argentyńskiej Gabriel Travaglini w wywiadzie stwierdził, że celem SRA jest rozszerzenie do 10 drużyn – organizatorzy chcieliby pozyskać drugie drużyny z Urugwaju i Chile.

W finale Prem Rugby Cup Leicester Tigers nie dali żadnych szans Exeter Chiefs – zdobyli 10 przyłożeń i wygrali 66:14. Już po półgodzinie było 35:0. To pierwszy tytuł Tigers w tej rywalizacji.

Ruszyły rozgrywki w argentyńskiej lidze Top 14 (w rejonie Buenos Aires, powiększonej o dwie drużyny w porównaniu do lat poprzednich) i w urugwajskiej Primera División. W Top 14 na start broniąca tytułu ekipa Newman pokonała Buenos Aires C&R 31:3. Od jeszcze wyższego zwycięstwa zaczęli sezon wicemistrzowie – SIC pokonało Belgrano 58:18. Co ciekawe, wygrało dwóch spośród trzech beniaminków: Atletico del Rosario zwyciężyło La Platę 36:29, a Los Matreros pokonali Regatas Bella Vista 27:25.

W lidze urugwajskiej (pamiętajmy, że tu sporo zależy od tego, kto zwycięży wiosenną połówkę rozgrywek) dwa dominujące w ubiegłym roku zespoły zaczęły od wygranych: mistrzowie, Old Boys, pokonali Los Cuervos 29:17, natomiast wicemistrzowie, Old Christians, rozgromili Montevideo Cricket 59:7.

Z kolei w Hongkongu zespół HKFC po rocznej przerwie odzyskał tytuł mistrzowski – w finale pokonał drużynę Valley 26:19 i cieszył się ze złotych medali po raz ósmy w historii. Ubiegłoroczny mistrz, Sandy Bay, nie zakwalifikował się do fazy pucharowej.

Oprócz meczów o czołowe miejsca w Rugby Europe International Championships miał odbyć się także mecz na poziomie Conference pomiędzy Cyprem i Andorą. Jednak Andorczycy nie zdecydowali się lecieć na to spotkanie w związku z ryzykiem związanym z podróżami na Cypr. Spotkanie teoretycznie przełożono, jednak nie wyznaczono nowej daty.

Regularnie sięgający po mistrzostwo Szwecji w ostatnich latach Stockholm Exiles nie będą grali w tym roku w Allsvenskan (zagrają tam ich drużyny B i C, na dwóch poziomach ligowych), ale w pół-zawodowej litewskiej Baltic Top League.

WADA wydała komunika dotyczący skandalu dopingowego w gruzińskim rugby, ujawnionego w toku ponad dwuletniego śledztwa prowadzonego przez agencję we współpracy z World Rugby – pod kryptonimem „Operacja Obsidian”. Dochodziło tam do wielu nadużyć o charakterze systemowym (wcześniejsze ostrzeżenia o kontrolach antydopingowych, brak obecności przedstawicieli organu antydopingowego przy pobieraniu próbek, podmienianie próbek). Twardymi dowodami są niezgodności negatywnych próbek z paszportami biologicznymi zawodników, od których rzekomo mają pochodzić. W tym momencie sprawa dotyczy sześciu reprezentantów Gruzji (nazwisk nie znamy), a to może nie być koniec (i potencjalne nadużycia będą weryfikowane także w innych dyscyplinach). Trudno powiedzieć, jakie konsekwencje dla federacji gruzińskiej może mieć ta sprawa, ale na pewno poważne kłopoty będzie miała gruzińska agencja antydopingowa. Pełna treść raportu jest dostępna pod tym linkiem. Inna sprawa, że zawieszenia nastąpiły już pod koniec 2014 – wsród ukaranych był wtedy m.in. kapitan reprezentacji Merab Szarikadze, który dostarczał próbki swojego moczu kilku kolegom (teraz próbuje sił w MMA).

Jest szansa, że przedmeczem przez starciem Południowej Afryki z Barbarians będzie mecz Południowej Afryki A z przygotowującą się do Pucharu Świata reprezentacją Zimbabwe. Dla Zimbabwijczyków byłaby to piękna okazja, ale mają problem – 20 czerwca nie będą mogli skorzystać ze swoich zawodowców z Europy, co sprawia, że sens spotkania stoi pod znakiem zapytania.

Z wieści transferowych:

  • Zac Lomax jest kolejną gwiazdą NRL skuszoną przez Rugby Australia (zapewne wizją Pucharu Świata – trzynastki mają się w Australii lepiej niż piętnastki, ale żadna impreza w rugby league nie może się równać z RWC, zwłaszcza rozgrywanym na własnym podwórku). Dwa sezony spędzi w Western Force (ponoć wcześniej przymierzał się do gry w R360, ale ten projekt został odsunięty w czasie);
  • Argentyńczyk Joel Sclavi po pięciu latach w La Rochelle przejdzie przed kolejnym sezonem do Leicester Tigers;
  • Hamish Watson awaryjnie dołącza na najbliższe dwa miesiące do Leicester Tigers;
  • urugwajski Peñarol podpisał kontrakty z czterema zawodnikami z Kanady (w tym trzema reprezentantami kraju) – ponoć maczało w tym palce World Rugby.

Na początku grudnia w Paryżu mają odbyć się pierwsze w historii mistrzostwa świata w rugby na wózkach kobiet. Odbyć się mają dwa turnieje – równolegle z rywalizacją reprezentacji narodowych okazję do gry mają także dostać zawodniczki z krajów, które takich reprezentacji nie mają.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia.

Anglia:

  • Daniel Tomanek (Tunbridge Wells RFC, Regional 1 South Central): zagrał całe 80 minut i zdobył 18 punktów z podwyższeń w meczu z Camberley, wygranym 68:19. Jego zespół zajmuje trzecie miejsce w swojej grupie.

Belgia:

  • Paweł Bartoszewicz-Malicki (ASUB Waterloo, D1): wyszedł w podstawowym składzie w meczu z Boitsfortem, wygranym 31:19. ASUB pozostało szóste w lidze.

Francja:

  • Quentin Cieslinski (Stade Métropolitain, Nationale 2 – grupa 2): zagrał od 30. do 70. minuty meczu z Nîmes, przegranego 14:20. Métro pozostało na ósmym miejscu w grupie;
  • Thomas Toevalu (US Marmandaise, Nationale 2 – grupa 1): rozegrał cały mecz z Drancy Saint Denis, przegrany 20:30. Marmande jest jedenaste w grupie, przedostatnie;
  • Mateusz Bartoszek (RC Bassin d’Arcachon, Fédérale 1 – grupa 1): zagrał 50 minut w meczu z Barbezieux Jonzac, wygranym 22:15. RCBA awansowało na pozycję wicelidera grupy;
  • Nicolas Saborit (CO Berre XV, Fédérale 1 – grupa 2): zagrał ostatnie 25 minut w meczu z Annonay, przegranym 20:28. Jego ekipa zajmuje ostatnie miejsce w grupie;
  • Andrzej Charlat (AS Monaco Rugby, Fédérale 2 – grupa 3): zagrał 80 minut i zdobył dwa przyłożenia w meczu z Aubagne, wygranym 53:16. Monaco zajmuje pierwsze miejsce w tabeli swojej grupy z 17 punktami przewagi nad kolejną drużyną.

Irlandia:

  • Jakub Wojtkowicz (Sligo RFC, All-Ireland League D2B): wyszedł w podstawowym składzie i zdobył przyłożenie w meczu z Clogher Valley, przegranym 26:27. Sligo zajmuje piąte miejsce na swoim poziomie;
  • Wiktor Wilczuk (Bruff RFC, All-Ireland League D2C): wyszedł w podstawowym składzie i zdobył przyłożenie w meczu z Ballyclare, przegranym 19:34. Bruff spadło na siódme miejsce w tabeli.

Walia:

  • Jake Wisniewski (Pontypool RFC, Super Rygbi Cymru): na ławce rezerwowych zaczął mecz z Bridgend Ravens, przegrany 27:50. Pontypool zajmuje dziesiąte, ostatnie miejsce w lidze.

Zapowiedzi

W kolejny weekend w kraju ostatnia kolejka pierwszej fazy rozgrywek Ekstraligi. Tym razem mają zagrać wszystkie drużyny: Juvenia Kraków – AZS AWF Warszawa, WizjaMed Grot Budowlani Łódź – Life Style Catering Arka Gdynia, PGE Edach Budowlani Lublin – Energa Ogniwo Sopot, Lechia Gdańsk – Orlen Orkan Sochaczew, Budmex Rugby Białystok – Pogoń Awenta Siedlce. Oprócz tego szósta kolejka centralnej ligi kadetów.

Na świecie w centrum uwagi także rozgrywki ligowe – przede wszystkim:

  • dziewiętnasta kolejka Top 14 (kilka ciekawych starć, z meczem Bordeaux z Tuluzą na czele),
  • trzynasta kolejka United Rugby Championship (m.in. irlandzkie derby Ulsteru z Connachtem oraz starcie Glasgow Warriors z Leinsterem),
  • jedenasta kolejka Prem (już na start pojedynek Bath z Saracens),
  • szósta kolejka Super Rugby Pacific (m.in. mecz Brumbies z Chiefs),
  • a do tego m.in. finał szkockiej Premiership.

A w świecie siódemek drugie turnieje cyklu SVNS 2 w Montevideo.

8 komentarzy do “Szalony Le Crunch”

    • Przyjechał zimą 2020/2021. W regułach jest teraz mowa o 60 miesiącach rejestracji w jednym kraju, więc jeśli w przerwach nie wyskakiwał grać gdzieś indziej, to może nas reprezentować.

      Odpowiedz
      • wg mnie akurat w sytuacji Meyera jest spore ryzyko…
        mam nadzieję, że w naszej ekipie wszystko dobrze sprawdzili

        Odpowiedz
  1. Swietny turniej 6 Narodow! Kibicowalem Irlandii, ale wygrana Francji zasluzona.
    Dzieki za rzetelne dziennikarstwo – swietna robota!

    Odpowiedz
  2. Swietny turniej 6 Narodow! Kibicowalem Irlandii, ale wygrana Francji zasluzona.
    Dzieki za podsumowania – swietna robota!

    Odpowiedz

Skomentuj Michał Anuluj pisanie odpowiedzi