Pierwszy weekend drugiej fazy Ekstraligi przyniósł cztery pogromy – emocje były tylko w starciu najbardziej utytułowanych drużyn ligi, walczących o utrzymanie się w niej. Na świecie zwraca uwagę wygrana Tuluzy w meczu na szczycie Top 14, trzy „wielkie mecze” na wyjątkowych arenach w Anglii oraz zabójczy finisz Brazylijek w SVNS 2, który dał im nieoczekiwany awans do SVNS Championship.
Ekstraliga
Podział stawki Ekstraligowej na dwie grupy miał m.in. zmniejszyć liczbę jednostronnych spotkań. Pierwszy weekend po podziale w grupie mistrzowskiej niestety tego nie zapewnił – ujawnił za to rozmiar przepaści między trójką walczącą o mistrzostwo i resztą stawki. We wszystkich meczach padło po 15 przyłożeń, z czego lwia część poszła na konto zwycięzców.
Pogoń Awenta Siedlce – Life Style Catering Arka Gdynia 85:12. Siedlczanie pokonali swoich rywali jeszcze wyżej niż w rundzie jesiennej (wtedy różnica wyniosła 64 punkty). Już na samym starcie spotkania dwukrotnie zapunktował Bartosz Kubalewski, a do przerwy gospodarze prowadzili 38:0. Druga połowa zaczęła się ponownie od błyskawicznych punktów Pogoni, a potem wynik rósł. Gdynianie zdołali się odgryźć dopiero w ostatnim kwadransie meczu. Jedno z dwóch przyłożeń dla nich zaliczył Anton Szaszero, ale gdy chwilę potem zobaczył żółtą kartkę, gospodarze wywindowali swój licznik piątek aż do 13.
Energa Ogniwo Sopot – PGE Edach Budowlani Lublin 94:7. Tydzień temu w Lublinie Ogniwo wygrało 47:25, ale tym razem na swoim boisku absolutnie rozbiło Lublinian, zdobywając aż 14 przyłożeń i tracąc tylko jedno. Ogniwo mimo braku w pierwszej piętnastce m.in. Wojciecha Piotrowicza (co ciekawe, gdy wszedł na boisko, to i tak nie kopał podwyższeń – wyręczał go debiutujący Cooper Hansen) od początku dominowało i raz za razem punktowało. Szczególnie to było widoczne w pierwszej fazie spotkania, gdy w ciągu półgodziny gospodarze zdobyli siedem przyłożeń. Lublinianie wtedy zdobyli swoje honorowe punkty, ale w drugiej połowie ponownie nie mieli nic do powiedzenia i niewiele brakło, aby „pękła” setka. Trzech zawodników zaliczyło hat-tricki – młody Wiktor Lis, który swojego skompletował jeszcze w pierwszej połowie, ale grę okupił kontuzją odniesioną jeszcze przed przerwą, a także Jewhenij Owerczuk, który go na boisku zastąpił, oraz Mateusz Plichta. Ciekawostką były nowe, błękitne koszulki Ogniwa.
Orlen Orkan Sochaczew – Juvenia Kraków 78:15. Orkan punktowanie zaczął już w pierwszej akcji. I choć Krakowianie dość szybko zredukowali stratę do dwóch punktów, kolejne przyłożenia szły na konto gospodarzy, a Harrison Astley większość z nich podwyższał (skończył mecz z 23 punktami na koncie, do kopów dorzucając przyłożenie). Juvenia, choć przeważała w młynie, tej przewagi nie przekładała na nic konkretnego. Do przerwy było 35:5, a w drugiej połowie presja Orkana jeszcze wzrosła, do czego przyczyniły się dwie żółte kartki przyjezdnych (grając w osłabieniu stracili aż pięć przyłożeń). Dwa przyłożenia zdobyte przez Juvenię nic już nie zmieniły. Hat-tricka przyłożeń zapisał na swoje konto Kacper Wróbel.
Komplet bonusowych wygranych trzech prowadzących w grupie mistrzowskiej drużyn spowodował, że jedyną zmianą w tabeli jest zwiększenie punktowego dystansu między nimi, a resztą stawki.
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. |
| 1. | Energa Ogniwo Sopot | 6 | 25 |
| 2. | Orlen Orkan Sochaczew | 6 | 25 |
| 3. | Pogoń Awenta Siedlce | 6 | 23 |
| 4. | Life Style Catering Arka Gdynia | 6 | 9 |
| 5. | Juvenia Kraków | 6 | 5 |
| 6. | PGE Edach Budowlani Lublin | 6 | 0 |
W grupie pucharowej wyniki nieco niższe niż w grupie mistrzowskiej.
WizjaMed Grot Budowlani Łódź – Budmex Rugby Białystok 43:5. Przed tym meczem dziennikarze „Dziennika Łódzkiego” wieszczyli powtórkę z jesieni i szansę na stupunktowy wynik miejscowej drużyny. Wynik okazał się jednak niższy, ale wygrana faworyzowanych Łodzian i tak była pewna. Białostocczanie trzymali się jeszcze w pierwszej połowie – to oni zdobyli pierwsze przyłożenie w meczu, a do przerwy przegrywali tylko 5:19. Po przerwie jednak nie mieli już nic do powiedzenia, w czym swój udział mogła mieć krótka ławka rezerwowych. Łodzianie zaczęli drugą część spotkania od kilku szybkich przyłożeń, a mogli wygrać wyżej – mieli okres, gdy ich skuteczność zawodziła.
AZS AWF Warszawa – Lechia Gdańsk 22:33. Mecz, który był awizowany jako „mecz na szczycie” (takim historycznym – spotykały się dwie najbardziej utytułowane drużyny w historii polskiego rugby) mógł przybliżyć gospodarzy do utrzymania się w Ekstralidze. Plan jednak nie wypalił, bo wzmocniona przed walką o utrzymanie trzema nowymi zawodnikami z Południowej Afryki Lechia odniosła swoje pierwsze boiskowe zwycięstwo w sezonie. I właśnie nowi gracze Gdańszczan odegrali ważną rolę w wygranej tej drużyny – imponujący szybkością Sphakanyiswa Ngcobo zdobył jedno z przyłożeń, wypracował inne, a Michael Koopmann dorzucił 5 punktów z kopów (które okazały się kluczowe w spotkaniu – w przyłożeniach było 4:4, ale akademicy z dorzucili tylko jedno skuteczne podwyższenie, tymczasem goście kopami dodatkowo nabili swój wynik). Zaczęło się od prowadzenia gości 15:0 po kwadransie, a schodząc do szatni na przerwę zachowywali 13 punktów przewagi. Po powrocie na boisko to akademicy zaatakowali, wykorzystali osłabienie Lechii po żółtej kartce, zdobyli trzy przyłożenia i zrobiło się 22:18. Jednak końcówka należała ponownie do Lechii, która dzięki dwóm przyłożeniom wróciła na prowadzenie i odebrała gospodarzom nawet defensywny punkt bonusowy.
Budowlani umocnili się na prowadzeniu w grupie pucharowej. Za ich plecami Lechia opuściła ostatnie miejsce w tabeli, ale tu wszystko jest możliwe, a bezpośrednie starcia między trzema drużynami zagrożonymi spadkiem zapowiadają się emocjonująco.
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. |
| 1. | WizjaMed Grot Budowlani Łódź | 4 | 20 |
| 2. | AZS AWF Warszawa | 4 | 9 |
| 3. ↑ | Lechia Gdańsk | 4 | 6 |
| 4. ↓ | Budmex Rugby Białystok | 4 | 4 |
Do gry po zimie wróciła I liga, w której rozegrano pierwszą kolejkę rundy rewanżowej. Dwie dominujące jesienią drużyny weszły w wiosnę zwycięstwami: liderująca Sparta Jarocin wygrała na wyjeździe z Watahą Zielona Góra 92:11 (jeszcze nikt tak nie punktował w tym sezonie I ligi; z jednej strony 4 przyłożenia debiutującego w ekipie Jarocinian Corne Pienaara, który w poprzednim sezonie grał w Łodzi, do tego hat-trick kapitana Patryka Jankowskiego; z drugiej ostatnia drużyna ligowej tabeli, która zagrała praktycznie bez ławki rezerwowych), a drugi po jesieni Hegemon Mysłowice pokonał trzecią Posnanię 36:24 (i mecz ten może mieć gorsze konsekwencje dla gości niż tylko brak punktów w tabeli – zajęcie pewnie będzie miała KGiD w związku z zachowaniem trenera Posnanii). Poza tym Arka Rumia uległa Rugby Wrocław 31:42, a w niedzielnych derbach stolicy RK Warszawa uległa Legii 18:21 (skrzacy zmarnowali w ten sposób szansę na awans na trzecie miejsce w lidze, natomiast dla Legii to bardzo cenna wygrana – dopiero trzecia w tym sezonie). W tabeli nie ma zmian na pozycjach, przewaga Sparty i Hegemona nad resztą stawki wzrosła.
Top 14
Najlepsze drużyny Francji spotkały się na ligowych boiskach już po raz dwudziesty w tym sezonie.
Stade Toulousain – Montpellier Hérault 45:29. Najbardziej wyczekiwanym spotkaniem weekendu, otwierającym kolejkę, było starcie pomiędzy liderem i wiceliderem ligi. Zwycięsko wyszła z niego Tuluza, która dzięki temu powiększyła swoją przewagę nad resztą stawki w tabeli. I choć na boisku brakło niektórych gwiazd (np. Antoine Dupont zaczął mecz na ławce rezerwowych), było ciekawie i dynamicznie, a zastępujący Duponta Paul Graou był jednym z najlepszych zawodników na boisku (zaliczył dwa przyłożenia oraz dwie asysty). Po wymianie ciosów na początku, Tuluza ruszyła do przodu i pod koniec pierwszej połowy wypracowała wysoką przewagę (było nawet 31:8). Montpellier co prawda zaczęło się odgryzać, ale gospodarze kontrolowali mecz i do szczęścia zabrakło im tylko ofensywnego punktu bonusowego. Cóż, wygląda na to, że problem reprezentacji Francji dotyka i Tuluzę – wygrana, sporo zdobytych punktów, ale problemy w defensywie i sporo straconych punktów.
Poza tym:
- Castres Olympique – US Montauban 49:17 (po trzech przegranych meczach wreszcie zwycięstwo Castres, ale trudno było się spodziewać innego obrotu spraw w starciu na własnym boisku z najsłabszą drużyną ligi);
- Lyon OU – Union Bordeaux-Bègles 17:21 (Bordeaux bez kilku kluczowych zawodników, m.in. Jaliberta, miało kłopoty z pokonaniem drużyny z nizin ligowej tabeli; na 25 minut przed końcem spotkania Lyon prowadził 3 punktami, ale końcówka należała do przyjezdnych – co prawda zmarnowali dwie dobre okazje, ale na kilka minut przed końcem zdobyli zwycięskie przyłożenie);
- Section Paloise – Racing 92 27:17 (prawdziwie szalona końcówka meczu w Pau – Racing wygrał pierwszą połowę 10:3, potem prowadził nawet 17:3, a tuż przed końcem miał jeszcze dwa oczka przewagi; tymczasem w ostatniej akcji regulaminowego czasu gry gospodarze zapunktowali, a w doliczonym czasie zrobili to jeszcze raz odbierając Paryżanom nie tylko wygraną, ale i bonus defensywny);
- USA Perpignan – RC Toulonnais 36:20 (Katalończycy mimo przedostatniego miejsca w tabeli są niezwykle groźni na swoim boisku, tymczasem milionerzy z Riwiery ostatnio zawodzą – i w tym meczu oba te trendy się potwierdziły; gospodarze wypracowali sobie 14 punktów przewagi, w drugiej połowie goście ruszyli do odrabiania strat, ale choć zmniejszyli dystans do 4 oczek, ostatnie akcje meczu należały do Perpignan);
- Aviron Bayonnais – Stade Rochelais 26:15 (szanse Roszelczyków na awans do fazy play-off znowu odebrały poważny cios; pierwsza połowa na konto gości mimo kontuzji Willa Skeltona i Levaniego Botii – prowadzili 10:3, podczas gdy gospodarze zgarniali kolejne kartki, na koniec połowy nawet czerwoną; potem jednak to goście zaczęli zaliczać żółte kartoniki, a gospodarze punktowali, przy czym decydującą rolę odegrały dwa przyłożenia Cheikha Tiberghiena, zdobyte jedno po drugim w ciągu dwóch minut, a ten sam zawodnik chwilę potem zapobiegł stracie przyłożenia przez swoją drużynę; jakby kontuzji w La Rochelle było mało, pod sam koniec meczu urazu doznał też Dawit Niniaszwili);
- Stade Français – ASM Clermont 64:20 (bardzo wysoka wygrana Paryżan, ale jeszcze na 10 minut przed końcem ich przewaga nie była aż tak okazała – prowadzili tylko 31:20; ostatnie chwile meczu to jednak prawdziwa katastrofa osłabionego liczebnie Clermont, które w tym krótkim czasie straciło aż pięć przyłożeń).
Na pierwszym miejscu Tuluza z już 12 punktami przewagi nad drugim Pau. Potem cztery drużyny z podobnym dorobkiem, a na końcu czołowej szóstki Clermont, któremu depczą po piętach kolejne ekipy aspirujące do awansu do play-off. Na dnie nieodmiennie Perpignan i Montauban. Katalończycy tracą do dwunastej ekipy 21 punktów, a sami mają już 16 punktów przewagi nad Montauban. W tym rejonie tabeli najpewniej już do końca sezonu nic się nie zmieni.
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. |
| 1. | Stade Toulousain | 20 | 71 |
| 2. ↑ | Section Paloise | 20 | 59 |
| 3. ↑↑ | Stade Français | 20 | 59 |
| 4. | Union Bordeaux-Bègles | 20 | 59 |
| 5. ↓↓↓ | Montpellier Hérault | 20 | 57 |
| 6. | ASM Clermont | 20 | 52 |
| 7. | Racing 92 | 20 | 50 |
| 8. ↑↑↑ | Castres Olympique | 20 | 47 |
| 9. ↓ | Stade Rochelais | 20 | 45 |
| 10. ↑↑ | Aviron Bayonnais | 20 | 45 |
| 11. ↓↓ | RC Toulonnais | 20 | 45 |
| 12. ↓↓ | Lyon OU | 20 | 44 |
| 13. | USA Perpignan | 20 | 23 |
| 14. | US Montauban | 20 | 7 |
Po dwóch weekendach odpoczynku wróciła do gry druga francuska liga, Pro D2, gdzie rozegrano 24. kolejkę spotkań. Mieliśmy w niej dwa starcia pomiędzy drużynami z czołowej szóstki. Już na start, w czwartek, w pojedynku drużyn z trzeciego i drugiego miejsca Provence grało z Colomiers. Goście po znakomitych 20 minutach prowadzili 22:3, ale gospodarze otrząsnęli się i w drugiej połowie zmniejszyli stratę do 2 punktów. W ostatnich 20 minutach było nerwowo, ale ostatecznie to goście przypieczętowali wygraną karnym w doliczonym czasie gry – było 20:25. W drugim meczu ekip z czołówki Valence Romans pokonało Oyonnax 40:21, w dużej mierze dzięki drugiej połowie – po pierwszej przegrywało 7:21, ale po przerwie zdobyło pięć przyłożeń.
Dwa pozostałe ekipy z czołówki wygrały swoje mecze: liderujące Vannes pokonało Nevers 52:7 (Bretończycy o kolejny punkcik powiększyli swoją przewagę nad resztą stawki; goście z kolei są o włos nad strefą spadkową), a Brive awansowało z szóstego na piąte miejsce dzięki wyjazdowej wygranej 28:9 nad Soyaux Angoulême. Poza tym Aurillac przegrało z Biarritz 24:27 (17 punktów Edgara Retière’a dla gości; ciężki cios dla szans gospodarzy w pogoni za czołówką, natomiast gościom wygrana pozwoliła na odskoczenie od strefy spadkowej), Béziers zwyciężyło Agen 32:13 (sytuacja analogiczna: zwycięzcy uciekają od dwóch ostatnich miejsc, a przegrani marnują szansę na doszlusowanie do czołówki; Agen bardzo długo prowadził w tym meczu, ale stracił trzy przyłożenia w ostatnich 12 minutach – do tego czasu gospodarze trzymali kontakt dzięki kopom z podstawki Samuela Marquesa, który w sumie zdobył w ten sposób 17 punktów), beniaminek z Carcassonne przegrał 28:29 z Mont-de-Marsan (przegrywał 0:17, potem prowadził 28:17, ale w ostatnich paru minutach stracił tuzin punktów; zwycięzcy bronią się przed spadkiem, gospodarze pozostają natomiast na dnie tabeli, a ich sytuacja staje się coraz trudniejsza), a Dax wygrał 50:26 z Grenoble (cenna wygrana gospodarzy – choć pozostali na przedostatnim miejscu w lidze, odskoczyli od Carcassonne i bardzo zbliżyli się do Nevers; dla gości to kolejna w tym sezonie kosztowna wpadka – nie pomogły im dwa przyłożenia Raffaele Stortiego, gospodarze już wcześniej wypracowali sobie sporą przewagę i zgarnęli także bonus ofensywny).
United Rugby Championship
W czternastej kolejce URC we wszystkich spotkaniach mieliśmy zdecydowanych faworytów i żaden z nich nie zawiódł. M.in. znów cztery południowoafrykańskie drużyny grały u siebie i wygrywały, a dla odmiany komplet czterech wyjazdowych porażek zanotowały ekipy z Walii.
Bulls – Munster 34:31. Po klęsce sprzed tygodnia Munster do drugiego swojego spotkania na południowej półkuli podszedł chyba trochę poważniej. W składzie pojawili się obaj reprezentacyjny łącznicy, Craig Casey i Jack Crowley, a choć spotkanie skończyło się ostatecznie porażką Irlandczyków, to nieznaczną. Bulls wyszli na prowadzenie pod koniec pierwszej połowy, ale goście trzymali kontakt i kilkakrotnie zmniejszali stratę do zaledwie dwóch punktów. W końcówce ponownie redukowali 12-punktowy dystans, ale dwa karne Handré Pollarda zapewniły Bulls wygraną. Gospodarze jednak nie powinni do końca drżeć o zwycięstwo – dominowali w młynie, ale zmarnowali kilka okazji na punkty. Dla Bulls to niezwykle ważne zwycięstwo w walce o miejsce w czołowej ósemce, goście natomiast zapisali na swoje konto dwa punkty bonusowe.
Poza tym:
- Sharks – Cardiff 21:15 (5 przyłożeń w pierwszej połowie i zaledwie 3 punkty w drugiej – z karnego kilka minut przed końcem, dzięki któremu Walijczycy wywieźli z Durbanu defensywny bonus; ciężko wywalczona wygrana gospodarzy mimo dominacji w stałych fragmentach gry; Walijczycy stracili z kontuzjami trzech graczy, w tym Taulupe Faletau, który dopiero co skończył leczyć inny uraz i pierwszy raz w tym roku wyszedł w podstawowym składzie);
- Glasgow Warriors – Benetton Treviso 31:10 (Włosi świetnie zaczęli spotkanie, Paolo Odogwu zdobył dla nich pierwsze przyłożenie w meczu, a jeszcze do przerwy prowadzili 10:7; w drugiej połowie gospodarze przejęli kontrolę nad spotkaniem i już tylko oni zdobywali punkty, rozstrzygając mecz trzema przyłożeniami w ostatnich 20 minutach – jedyne przyłożenie Włochów po przerwie nie przeszło sprawdzenia TMO);
- Leinster – Scarlets 36:19 (pierwsze przyłożenie w meczu zdobyli Walijczycy, ale po dobrym początku zobaczyli dwie żółte kartki i w podwójnym osłabieniu w ostatnich minutach przed przerwą stracili dwa przyłożenia; gospodarze po dwóch kolejnych piątkach Tommy’ego O’Briena tuż po przerwie powiększyli prowadzenie i kontrolowali mecz do końca);
- Connacht – Ospreys 21:14 (wygrana Irlandczyków po zaciętej walce – na przyłożenia gospodarzy goście odpowiadali swoimi i dopiero na ostatnie, w ostatnich minutach meczu, odpowiedzieć nie zdołali);
- Lions – Dragons 42:26 (mało kto spodziewał się innego wyniku niż wygranej Lions, ale Dragons – drugi tydzień z rzędu – pokazali pazura; długo trzymali kontakt i dopiero w ostatniej półgodzinie gospodarze zdołali im odskoczyć na bezpieczny dystans, a i tak w końcówce Walijczycy zaliczyli przyłożenie, które dało im przynajmniej bonus ofensywny);
- Stormers – Edinburgh 33:14 (tu także długo wyrównany mecz, rozstrzygnięty przez gospodarzy na swoją korzyść dopiero w końcówce – trzema przyłożeniami zdobytymi w ostatnich 20 minutach; zaimponował Evan Roos, który zaliczył dwa ładne przyłożenia; intrygująca statystyka kopów w grze – było ich w tym meczu aż 85, a więc średnio ponad 1 na minutę);
- Zebre Parma – Ulster 12:28 (walczący o domowy ćwierćfinał Ulster potrzebował zwycięstwa i po nie sięgnął; niemiłym akcentem była czerwona kartka Simone Gesiego za próbę grzebania w oczodole Stuarta McCloskey’a).
Cztery czołowe ekipy solidarnie wygrywały, kilka ostatnich za to przegrywało. Zacięta walka trwa o miejsca w dole czołowej ósemki, dające awans do fazy play-off i Champions Cup.
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. |
| 1. | Stormers | 14 | 51 |
| 2. | Glasgow Warriors | 14 | 50 |
| 3. | Ulster | 14 | 47 |
| 4. | Leinster | 14 | 46 |
| 5. ↑↑ | Lions | 14 | 43 |
| 6. ↓ | Cardiff | 14 | 41 |
| 7. ↓ | Munster | 14 | 41 |
| 8. | Bulls | 14 | 40 |
| 9. | Connacht | 14 | 39 |
| 10. ↑ | Sharks | 14 | 33 |
| 11. ↓ | Ospreys | 14 | 30 |
| 12. | Benetton Treviso | 14 | 28 |
| 13. | Edinburgh | 14 | 23 |
| 14. | Scarlets | 14 | 21 |
| 15. | Dragons | 14 | 21 |
| 16. | Zebre Parma | 14 | 12 |
Prem
W Anglii odbyła się dwunasta kolejka Prem.
Sale Sharks – Bath 26:31. W ubiegłym sezonie obie drużyny walczyły o medale, ale w tym Manchesterczycy mają problemy i już właściwie stracili nadzieję na wejście do fazy play-off. W tym meczu jednak przez pewien czas wydawało się, że mogą niespodziewanie pokonać obrońców tytułu mistrzowskiego (grających w zmienionym składzie) – choć Bath jako pierwsze zdobyło przyłożenie, w ciągu ostatniego kwadransa pierwszej połowy Sharks wykorzystując dwie żółte kartki gości zdobyli trzy przyłożenia i wyszli na prowadzenie 19:7. W drugiej połowie Bath odzyskało kontrolę nad spotkaniem – po 10 minutach wyrównało i choć gospodarze jeszcze raz zdołali odskoczyć, mistrzowie znowu wyrównali, a zwycięstwo dało im przyłożenie Alfiego Barbeary’ego, jednego z członków „bomb-squadu” wpuszczonego na boisko w drugiej połowie. Sale zagrało w drugiej połowie zbyt nerwowo, a w ostatniej akcji straciło szansę na wygraną tuż przed linią bramkową po błędzie George’a Forda – musiało zadowolić się dwoma punktami bonusowymi.
Poza tym:
- Newcastle Red Bulls – Exeter Chiefs 14:38 (zabójczy początek gości, którzy po kwadransie mieli na koncie trzy przyłożenia swoich skrzydłowych; i choć Christian Wade odpowiedział świetną indywidualną akcją, w której pokonał czterech rywali, to Chiefs nadal cisnęli i zaraz po przerwie prowadzili 38:7; przez ostatnie blisko 40 minut nie powiększyli już swojego dorobku, ale gospodarze nie byli w stanie odmienić losów meczu);
- Gloucester – Leicester Tigers 17:36 (mecz był w praktyce rozstrzygnięty już po kwadransie, podczas którego Tigers zdobyli cztery przyłożenia i prowadzili 22:0 – przez pozostałą część spotkania gospodarze przeważali, ale losów meczu już nie odmienili; był to pierwszy mecz w historii Premiership rozegrany na stadionie Villa Park w Birmingham, zapewniając świetną oprawę do starcia o Slater Cup);
- Bristol Bears – Harlequins 14:18 (na Principality Stadium w Cardiff w ramach bristolskiego „Big Day Out” niespodzianka – Bears ulegli londyńskiej ekipie, dla której to dopiero trzecia wygrana w sezonie, w tym pierwsza wyjazdowa, i to pomimo braku Marcusa Smitha na boisku);
- Saracens – Northampton Saints 17:21 (i kolejny „wielki mecz” na piłkarskiej arenie, tym razem na londyńskim stadionie Tottenhamu; z 0:14 po kwadransie zrobiło się 17:14 dla Londyńczyków, ale tuż przed końcem Saints przesądzili o wygranej trzecim przyłożeniem; Saints okupili wygraną kilkoma urazami, w tym Fina Smitha, który nie przeszedł testu HIA).
W tabeli bez zmian na pozycjach. Czołowa czwórka zwiększyła jednak punktowy dystans na resztą stawki, a nadzieje na wejście do niej ze strony Bristol Bears i Saracens zmalały.
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. |
| 1. | Northampton Saints | 12 | 52 |
| 2. | Bath | 12 | 51 |
| 3. | Leicester Tigers | 12 | 46 |
| 4. | Exeter Chiefs | 12 | 45 |
| 5. | Bristol Bears | 12 | 38 |
| 6. | Saracens | 12 | 33 |
| 7. | Sale Sharks | 12 | 22 |
| 8. | Gloucester | 12 | 16 |
| 9. | Harlequins | 12 | 15 |
| 10. | Newcastle Red Bulls | 12 | 7 |
W 21. kolejce Champ bez niespodzianek. Nadal niepokonani są Ealing Trailfinders, choć tym razem ich wygrana nad Caldy nie była nazbyt imponująca – gospodarze w końcówce meczu zmniejszyli stratę do 2 oczek i ulegli tylko 19:21. W innym ciekawym pojedynku wicelider, Worcester Warriors, pokonał na wyjeździe Cornish Pirates 29:7, przerywając ich serię pięciu zwycięstw. Niecodzienna sytuacja miała miejsce pod koniec meczu, gdy dyrektor rugby Kornwalijczyków wtargnął na boisko i uderzył gracza Warriors (za co zobaczył czerwoną kartkę).
Super Rugby Pacific
Gracze Super Rugby Pacific wyszli na boiska siódmy raz.
Brumbies – Waratahs 28:30. Najlepsza australijska drużyna w tym sezonie nieoczekiwanie przegrała na swoim boisku z rywalem z Sydney, z którym wygrywała u siebie w ośmiu ostatnich meczach. Waratahs znakomicie weszli w spotkanie, zdobywając pierwsze przyłożenie już na początku spotkania i krótko przed przerwą prowadząc 21:7. Stołeczna drużyna co prawda wyrównała na początku drugiej części spotkania, ale potem Waratahs znowu odskoczyli – tym razem nie po efektownych akcjach, ale dzięki konsekwentnemu zamienianiu karnych na trzy punkty. Dość ich było, aby czwarte przyłożenie gospodarzy na koniec meczu tylko zmniejszyło stratę, ale nie zmieniło już ostatecznego rezultatu. Nie pomogła im znakomita gra Ryana Lonergana czy Roba Valetiniego.
Poza tym:
- Moana Pasifika – Highlanders 19:39 (ekipa z wysp Pacyfiku kiepsko zaczęła spotkanie – do przerwy przegrywała 0:27, z czego zdecydowaną większość punktów straciła w ciągu ostatnich 10 minut tej części spotkania; awaria zasilania nie przeszkodziła w dokończeniu meczu – wznowiono grę, choć jeden ze słupów oświetleniowych nie działał – ale spowodowała, że ostatnich 20 minut nie transmitowano w telewizji, ponoć był dostępny wówczas na Instagramie);
- Hurricanes – Reds 52:14 (niezwykle pewne zwycięstwo liderów tabeli, w których szeregach znowu szalał bardzo skuteczny skrzydłowy Fehi Fineanganofo – drugi weekend z rzędu zaliczył hat-tricka; sporo błędów gości, którzy często tracili punkty po swoich stratach na połowie rywali);
- Blues – Fijian Drua 40:15 (był to pierwszy mecz o Joeli Vidiri Memorial Trophy, upamiętniające zmarłego przed kilku laty świetnego fidżyjskiego skrzydłowego, który grał dla Blues; goście długo grali jak równy z równym z ekipą z Auckland i na początku drugiej połowy nawet wyszli na prowadzenie, ale cztery przyłożenia gospodarzy w ostatniej półgodzinie rozstrzygnęły sprawę);
- Western Force – Chiefs 14:24 (kolejna porażka ekipy z Perth, ale to nie był jednostronny pojedynek – gospodarze dwukrotnie doprowadzali do remisu, a pod koniec drugiej połowy zacięcie atakowali w okresie gry z przewagą jednego zawodnika, jednak nie udało im się przewagi wykorzystać).
Pauzowali Crusaders, którzy do końca sezonu będą musieli radzić sobie przez Tamaitiego Williamsa – trafił do szpitala z ciężką infekcją kręgosłupa. W tabeli bez istotnych zmian. Hurricanes i Blues mają już pięć oczek przewagi nad trzecimi Brumbies. O czołową szóstkę w praktyce walczy osiem zespołów – drużyny z miejsc od szóstego do ósmego mają identyczną liczbę punktów.
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. |
| 1. | Hurricanes | 6 | 25 |
| 2. | Blues | 7 | 25 |
| 3. | Brumbies | 7 | 20 |
| 4. | Reds | 6 | 18 |
| 5. ↑ | Chiefs | 6 | 17 |
| 6. ↓ | Crusaders | 6 | 14 |
| 7. | Waratahs | 6 | 14 |
| 8. | Highlanders | 7 | 14 |
| 9. | Fijian Drua | 6 | 8 |
| 10. | Western Force | 6 | 4 |
| 11. | Moana Pasifika | 7 | 4 |
Z kraju
Z poprzedniego tygodnia przegapiony wynik innego spotkania centralnej ligi kadetów – Ogniwo Sopot kontynuowało zwycięski marsz, gromiąc Arkę Rumia 66:0.
Polska przez moment była w kobiecym rankingu World Rugby, ale z niego zniknęła – cóż, mecz z Czeszkami nie spełniał wymagań stawianych oficjalnym testom.
Ze świata
W ten weekend odbyły się pierwsze starcia kobiecego Rugby Europe Championship. Oba mecze okazały się jednostronnymi pojedynkami, w których zwyciężały faworytki: Hiszpania pokonała Belgię 39:0 (już w pierwszej półgodzinie po dwóch dubletach, Tecli Masoko i Amalii Argudo, przesądzając w praktyce o wygranej), a Holandia zwyciężyła Portugalię aż 59:0.
Na start kobiecego sezonu na południu w towarzyskim meczu w Canberze zmierzyły się reprezentacje Australii i Fidżi. Gospodynie zwyciężyły w tym spotkaniu 33:15 mimo sześciu debiutantek na boisku – jedna z nich szczególnie błynęła, łączniczka ataku Nicole Ledington, m.in. zdobywając pierwsze przyłożenie w meczu, a w drugiej połowie efektownie ratując swój zespół przed utratą pięciu punktów, gdy wynik jeszcze był na styku.
W São Paulo po raz trzeci i ostatni spotkała się stawka rywalizująca w serii SVNS 2. Na szali leżały po cztery miejsca w SVNS Championship i sypnęło niespodziankami. U pań w końcu przyszedł kres dominacji Argentynek – zajęły dopiero czwarte miejsce (ale zachowały pierwszą lokatę w łącznej klasyfikacji), natomiast triumfowały gospodynie turnieju. Brazylijki dzięki temu dokonały czegoś, co przed turniejem wydawało się nieprawdopodobne – prowadzone przez najlepszą zawodniczkę turnieju, Thalię Costę, odrobiły sześć punktów straty dzielące je od Chinek i zepchnęły je z bezcennego czwartego miejsca. Chinki im w tym mocno pomogły, kończąc rywalizację w brazylijskiej metropolii z kompletem porażek (w ostatnim meczu przegrały z RPA, która mogła wystawić tylko 8 zawodniczek). Ostatecznie w Championship zagrają Argentyna, Hiszpania, Południowa Afryka (w São Paulo przedostatnia) i Brazylia, a smakiem muszą obejść się Kenijki i Chinki.
Wśród panów awans wywalczyły drużyny, które zajmowały cztery czołowe lokaty już po turnieju w Montevideo. W tym turnieju z czterema zwycięstwami wygrali Belgowie, ale nie zdołali powtórzyć osiągnięcia Brazylijek i pozostali na przedostatnim miejscu w końcowej klasyfikacji. Drugie miejsce dla Kenii, trzecie dla Urugwaju. Dopiero na czwartym miejscu rywalizację skończyli Amerykanie (którzy mimo to pozostali w łącznej tabeli na pierwszym miejscu), a ostatni byli Niemcy – straszliwie pokiereszowani kontuzjami w Montevideo, kończący turniej zaledwie w siedmiu (i mimo to zagrają w Championship). Czwórka, która awansowała to Stany Zjednoczone, Kenia, Niemcy, Urugwaj.
W trzynastej kolejce najwyższego poziomu Japan Rugby League One solidarne zwycięstwa odniosły trzy drużyny dominujące w tym sezonie. W najciekawszym pojedynku czwarta drużyna ligowej tabeli, Tokyo Sungoliath, grała z liderującymi Saitama Wild Knights – goście wygrali, ale tylko 36:34 (mimo 24 punktów dla gospodarzy zdobytych przez Cheslina Kolbe). Jeszcze na kilka minut przed końcem Wild Knights tracili 10 punktów, ale zaliczyli w końcówce dwa przyłożenia. Wicelider, Spears Funabashi Tokyo-Bay, pokonał aż 41:7 broniących tytułu mistrzowskiego Brave Lupus Tokyo, a trzeci Kobe Steelers wygrali na wyjeździe 40:21 z Shizuoka BlueRevs (i znowu przyłożenie dla ekipy z Kobe zdobył Brodie Retallick, nie do zatrzymania w tym sezonie). Poza tym Yokohama Eagles ulegli 27:33 zespołowi Toyota Verblitz (który stracił kontuzjowanego Kazuki Himeno), Black Rams Tokyo wygrali 33:7 z Sahamihara Dynaboars, a Urayasu D-Rocks ulegli Mie Heat 17:43.
W szóstej kolejce Super Rugby Americas znowu wygrane ekip z Argentyny. Tarucas pokonali pewnie brazylijskich Cobras 52:22, natomiast Pampas na wyjeździe w Santiago zwyciężyli Selknam 34:31 po zaciętym meczu, w którym do przerwy 5 punktami prowadzili gospodarze. Oprócz tego Peñarol wygrał z Yacaré jeszcze mniejszym stosunkiem punktów – 25:24. Paragwajczycy już piąty mecz w tym sezonie przegrali z bonusem defensywnym. Wygrana Urugwajczyków pozwoliła im awansować do czołowej czwórki kosztem argentyńskich Capibaras, którzy swój mecz zagrają dopiero w poniedziałek. Ich rywalem będą Dogos, więc kto wie, czy Peñarol miejsca w czołówce nie utrzyma.
W Stanach Zjednoczonych ruszył nowy sezon Major League Rugby. Już na starcie zapowiada się na najgorszy w historii – po rozwiązaniu kilku drużyn i połączeniu dwóch ekip kalifornijskich w rywalizacji pozostało tylko sześć zespołów, najmniej w historii. Na start mieliśmy spotkanie właśnie nowej, połączonej drużyny z Kalifornii, California Legion, z rozwojową drużyną Anthem RC, która w ciągu dotychczasowych dwóch sezonów występów nie wygrała jeszcze ani jednego spotkania (bilans 0:32). I doszło do sensacji – Anthem odniósł swoje pierwsze zwycięstwo w historii, wygrywając z aspirującymi do mistrzostwa gospodarzami 39:26.
Rozpoczęła się rywalizacja także w innych ligach. Argentyńskie rozgrywki Torneo del Interior (przeznaczone dla drużyn spoza stołecznej aglomeracji) od porażki zaczęli ubiegłoroczni mistrzowie – Marista przegrała na wyjeździe z Gimnasia y Esgrima de Rosario 13:29. Lepiej sezon zaczął wicemistrz – Jockey Club z Córdoby wygrał 22:7 z Duendes.
Z kolei w Australii wystartowała część lig stanowych, w tym Hospital Challenge Cup w Queenslandzie. Mistrzowie tych rozgrywek sprzed roku, Bond University, odbili się po porażce w meczu o Australian Club Championship sprzed tygodnia i w pojedynku z inną drużyną powiązaną z uczelnią, University of Queensland, wygrali 48:29. Wicemistrzowie, Brothers, zaledwie jednym punktem wygrali z Souths (26:25).
W gruzińskiej lidze Didi 10 w poniedziałek dobiegła końca faza zasadnicza. Na czele tabeli znalazło się broniące tytułu Batumi, które w ostatni meczu (stanowiącym powtórkę ubiegłorocznego finału) pokonało Aja Kutaisi 26:24. Wicemistrzowie po kiepskiej końcówce fazy zasadniczej spadli z pierwszego na trzecie miejsce. Ponadto do fazy play-off awansowały z drugiego miejsca Ares Kutaisi, a z czwartego i kolejnych Charebi Rustawi, Lelo Tbilisi i Chwamli Tbilisi. Z ligi spada ekipa Kazbegi Stepancminda (z miasteczka położonego wysoko w górach Kaukazu), a przed spadkiem w grach play-out będzie się bronić jeden z beniaminków, Jiki Gori.
W ten weekend mieliśmy pierwsze dwa mecze czterostopniowej fazy play-off. Ze strać drużyn z miejsc 3–6 wyszły te wyżej notowane: Aja Kutaisi pokonała Chwamli Tbilisi 45:27, a Charebi Rustawi wygrało z Lelo Tbilisi 7:3.
W Rumunii za to start rozgrywek ligowych – ruszyła Liga de Rugby, która w tym sezonie została poszerzona z sześciu do siedmiu drużyn. Beniaminkiem jest RC Gura Humorului, która na start uległa 12:71 jednej z drużyn z dominującej w tych rozgrywkach czwórki, Dinamo Bukareszt. W drugim meczu inna bukaresztańska drużyna, Steaua, pokonała Universitateę Kluż 47:20. Pozostałe ekipy, w tym obaj ubiegłoroczni finaliści z zachodu kraju, wyjdą na boisko dopiero w kwietniu (rewanż za finał, zaplanowany w pierwszej kolejce, został przeniesiony na początek czerwca).
Najlepszą piętnastkę REC ogłosiło Rugby Europe. Dominują Portugalczycy (aż siedmiu, w tym pięciu graczy ataku, z czego dwóch zaledwie 21-letnich – łącznik młyna Hugo Camacho i obrońca Manuel Vareiro), do tego jest czterech Gruzinów, dwóch Hiszpanów oraz po jednym Rumunie i – tu niespodzianka – Szwajcarze (i to na pozycji łącznika ataku – Jules Porcher).
Nadzwyczajne zgromadzenie delegatów federacji walijskiej zwołano w celu przegłosowania votum nieufności wobec dwóch członków władz na 13 kwietnia. Tymczasem przewodniczący związku Richard Collier-Keywood, poniekąd wyprzedzając wydarzenia (jest jedną osób, którą przeciwnicy chcą usunąć ze stanowiska), zapowiedział, że tak czy owak zamierza ustąpić po upływie kadencji, która kończy się w lipcu.
Kolejne drużyny z kłopotami finansowymi. Straty Munsteru powodują konieczność wdrożenia oszczędności, które dotkną zarówno administrację (póki co przewidziane są dobrowolne redukcje), jak i zawodników (jest plan niewielkiego ograniczenia liczby graczy w kadrze). Rekordowy deficyt franczyzy miał wynieść w ostatnim roku około 1 mln euro. Do znacznie większej straty (ponad 5 mln funtów, sięgającej połowy obrotów) przyznali się Bristol Bears. Właściciele tłumaczą to inwestycjami w przyszłość klubu i zapowiadają poprawę wyników finansowych w kolejnych kilku latach (cóż, zwykle to urzędowy optymizm i pobożne życzenia).
Nie wiadomo, co będzie ze sponsoringiem, jakim nadchodzące rozgrywki Nations Championship miały objąć Qatar Airways. Wojna w Iranie i Zatoce Perskiej stanowi ogromny cios dla interesów linii lotniczej i zaczynają pojawiać się wątpliwości, czy uda się dokończyć rozmowy i podpisać kontrakt, który miał być wart 80 mln funtów (do kieszeni federacji z tier 1). Póki co zostały one przerwane w oczekiwaniu na rozwój sytuacji. Warto wspomnieć, że Doha – niewątpliwie w związku z tą umową – była wstępnie planowana jako gospodarz finałów drugiej edycji tej rywalizacji, w 2028.
Tymczasem kluby Prem postanowiły obok salary cap wprowadzić w swojej lidze także salary floor, czyli określić minimalną kwotę, jaką klub musi wydać na wynagrodzenia zawodników. Ma ona wynosić 5,4 mln funtów (podczas gdy górny limit to – zależnie od okoliczności – od 6,4 do 7,8 mln funtów). Niedopełnienie tego wymogu ma skutkować grzywną w wysokości odpowiadającej różnicy między salary floor a faktycznie wydaną kwotą. Prem idzie tu w ślad za australijską NRL czy amerykańską NFL, a wprowadzenie tego progu będzie oznaczało konieczność powiększenia wydatków na drużynę przez część ligowych klubów. Celem jest zwiększenie konkurencyjności i wyrównanie poziomu w lidze.
Swoją drogą, szefowie tej ligi są zadowoleni z testowanych osobno wydzielonych stref na stadionach dla kibiców drużyn gości. Tłumaczą, że poprawia to doświadczenia meczowe i produkt telewizyjny. Cóż, jak dla mnie to myślenie krótkowzroczne – oddzielenie prowadzi do obcości i wzajemnej niechęci, a z czasem może prowadzić do zachowań, które znamy z piłkarskich trybun.
Z wieści transferowych:
- buty na kołku powiesił borykający się ostatnio z kontuzjami Liam Williams, wieloletni reprezentant Walii, który w tym sezonie zaliczył epizod w Newcastle Red Bulls;
- na koniec sezonu zrobi to samo były łącznik ataku reprezentacji Irlandii, wieloletni zawodnik Connachtu Jack Carty;
- Christ Tshiunza, młody reprezentant Walii, po sześciu latach w Exeter Chiefs przeniesie się do Sale Sharks;
- reprezentant Szkocji Jonny Gray w trybie natychmiastowym opuszcza Bordeaux i przenosi się do innego francuskiego klubu, Perpignan;
- kapitan reprezentacji Urugwaju Manuel Leindekar po tym sezonie zmieni klub w Pro D2 – z Oyonnax przejdzie do Grenoble;
- tymczasowy trener Harlequins Jason Gilmore zostanie już na stałe na tej funkcji, natomiast do jego sztabu dołączy Robbie Deans, były członek ekipy trenerskiej All Blacks;
- trenerem obrony Nowej Zelandii po zakończeniu tego sezonu Super Rugby Pacific zostanie obecny szkoleniowiec Moana Pasifika, Tana Umaga.
Polacy za granicą
Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia.
Anglia:
- Max Loboda (Caldy RFC, Champ): zagrał 56 minut w meczu z Chinnor, przegranym 36:48. Caldy zajmuje dziesiąte miejsce w lidze;
- Tomasz Poźniak (Esher RFC, National League 2 East): zdobył przyłożenie i zobaczył żółtą kartkę w meczu z Oundle, przegranym 38:43. Esher pozostało na jedenastym miejscu w lidze;
- Daniel Tomanek (Tunbridge Wells RFC, Regional 1 South Central): zagrał 80 minut i zapisał na swoje konto 8 punktów z podwyższeń w meczu z Maidenhead, zakończonym remisem 33:33. Jego ekipa zajmuje trzecie miejsce w tabeli ligowej.
Belgia:
- Paweł Bartoszewicz (ASUB Waterloo, D1): wyszedł w podstawowym składzie w meczu z Frameries, wygranym 27:22. Waterloo zajmuje szóste miejsce w lidze.
Francja:
- Mateusz Bartoszek (RC Bassin d’Arcachon, Fédérale 1, grupa 1): na ławce rezerwowych zaczął mecz z Tours, wygrany 36:22. RCBA jest trzecie w swojej grupie;
- Nicolas Saborit (CO Berre XV, Fédérale 1, grupa 2): zagrał drugą połowę i zdobył 6 punktów z karnych w meczu z Vinay, wygranym 14:6. Berre l’Etang awansowało na dziesiątą pozycję w grupie, wyskakując ze strefy spadkowej.
Irlandia:
- Jakub Wojtkowicz (Sligo RFC, All-Ireland League D2B): wyszedł w podstawowym składzie (po drugiej stronie pierwszej linii młyna zagrał Arkadiusz Czech) i zdobył przyłożenie w meczu z Rainey wygranym 31:21. Sligo awansowało na czwarte miejsce na swoim poziomie;
- Wiktor Wilczuk (Bruff RFC, All-Ireland League D2C): wyszedł w podstawowym składzie w meczu z Bective Rangers, przegranym 40:57. Bruff jest siódme w swojej lidze.
Zapowiedzi
Za tydzień święta, a rugbowy krajobraz nieco nam się zmienia.
Na arenie międzynarodowej w męskich rozgrywkach Rugby Europe na poziomie Trophy skandynawski pojedynek Szwecji z Danią, a na poziomie Conference trzy mecze (Andora – Malta, Mołdawia – Turcja, Węgry – Austria). Do tego towarzyski mecz Czech z Meksykiem. W kobiecym Rugby Europe Trophy ostatnie spotkanie – pomiędzy Szwecją i Niemcami.
Zamiast czołowych lig europejskich mamy 1/8 finału europejskich pucharów – zrobi się ciekawie, bo przegrywający odpadają. W Champions Cup mamy m.in. angielskie derby między Bath i Saracens, pojedynek Glasgow Warriors z Bulls (pytanie, czy ekipa z RPA potraktuje to poważnie) czy mecz Bordeaux z Leicester Tigers. W Challenge Cup m.in. Exeter Chiefs zagrają z Munsterem, a Connacht z Sharks (ale to też może być mecz z jedną drużyną na serio).
Do tego dochodzi ósma kolejka Super Rugby Pacific (z tylko trzema spotkaniami), ponadto kończy się faza zasadnicza w irlandzkiej All-Ireland League, a w gruzińskiej Didi 10 trwa faza play-off.
W kraju pauzować będzie grupa mistrzowska Ekstraligi, ale na boisku pojawią się ekipy z grupy pucharowej – Budmex Rugby Białystok zagra z Lechią Gdańsk a WizjaMed Grot Budowlani Łódź zmierzą się z AZS AWF Warszawa. Oprócz tego zobaczymy dziewiątą kolejkę I ligi (ciekawie zapowiadają się mecze Sparty Jarocin z Legią Warszawa oraz Hegemona Mysłowice z RK Warszawa), szósty turniej mistrzostw Polski w rugby 7 panów i piątą kolejkę centralnej ligi juniorów.
Prem Rugby eksperymentuje z meczami „na żywo” na YouTube. Póki co transmitowano 2 mecze z 12. kolejki i 3 mecze z 11. kolejki. Jakość obrazu i dźwięku nie była najwyższa (przeplot, pikselowanie, brak dźwięku, brak komentarza).