Wielki mecz w Exeter

Niewątpliwie najciekawiej w tym tygodniu było w Anglii. Hitowe, pełne podtekstów i zażartej walki starcie Exeter Chiefs z Saracens wygrali ci pierwsi, a w innych meczach doszło do kilku niespodzianek. Natomiast zapowiadające się smakowicie derby Irlandii nieco zawiodły, bo największe gwiazdy irlandzkich klubów nie pojawiły się na boiskach – sporo emocji dostarczyły za to w lidze Pro14 derby Szkocji.

Pro14

Weekend z rugby zaczął się tym razem w świąteczny czwartek, gdy mieliśmy szansę obejrzeć walijskie derby. W pierwszym spotkaniu Cardiff Blues podejmowali Dragons i choć goście zdawali się mieć przewagę, to gospodarze zapewnili sobie czwarte zwycięstwo z rzędu wygrywając 16:12. W drugim spotkaniu Scarlets podejmowali kiepsko sobie radzących i zdziesiątkowanych kontuzjami Ospreys. I choć statystyki nie wskazują na dominację jednej z drużyn, Ospreys w tym meczu nie mieli nic do powiedzenia – Scarlets wygrali aż 44:0, zdobywając sześć przyłożeń i nie pozwalając gościom na zdobycie chociaż jednego punktu. Gracze z Llanelli świetnie znajdowali luki w obronie rywali i szybkimi akcjami przedzierali się na pole punktowe rywali (najlepszym przykładem akcja zakończona pierwszym przyłożeniem Steffa Evansa).

Z kolei w Irlandii w piątek Ulster zdecydowanie pokonał Connacht 35:3. Pierwsze punkty w meczu zdobyli goście, ale potem punktowali już wyłącznie gospodarze, którzy łącznie zdobyli pięć przyłożeń (drugie z nich, Billy’ego Burnsa, padło po naprawdę imponującej akcji). W sumie nic dziwnego, bo w składzie Ulsteru pojawili się najlepsi jego zawodnicy, z kolei kluczowi gracze Connachtu odpoczywali. W sobotę zmierzyły się dwa najlepsze kluby ligi (choć oba bez najlepszych zawodników), Munster z Leinsterem. Górą byli goście, którzy w tym sezonie nie ponieśli jeszcze ani jednej porażki – wygrali 13:6. Munster, do którego składu po kontuzji na końcówkę meczu wrócił Joey Carbery, do ostatnich chwil walczył o zwycięstwo. Ze stanu 13:0 doprowadził do stanu 13:6, a potem długo starał się o przyłożenie. Bezskutecznie. Przy wykonywanym na minutę przed końcem własnym wrzucie z autu na piątym metrze Leinsteru stracił piłkę i zarazem ostatnią szansę na zmianę rezultatu.

W derbach Szkocji porażkę sprzed tygodnia pomścił Edynburg, który pokonał Glasgow Warriors 29:19. Spotkanie było bardzo zacięte, a drużyny zmieniały się na prowadzeniu. Kluczowy moment meczu nastąpił w 70. minucie przy dwupunktowym prowadzeniu ekipy z Glasgow. Zawalenie maula nie tylko dało drużynie z Edynburgu karne przyłożenie, a ich rywali osłabiło po żółtej kartce. Grając ostatnie dziesięć minut w czternastkę Warriors nie mogli oprzeć się gospodarzom, którzy w tym okresie dołożyli jeszcze jedno przyłożenie, pieczętując swój sukces.

W derbach Włoch szansę na drugie zwycięstwo w sezonie zaprzepaściło Zebre, którego rywal, Benetton, tylko pierwszy kwadrans meczu miał kompletny zespół. Mimo to Benetton wygrał 36:25, a jego nowozelandzki młynarz Hame Faiva zdobył trzy przyłożenia.

Kluby z Afryki Południowej swoje drugie derby przeniosły na przyszły rok. W tabelach konferencji bez wielkich zmian. W konferencji A wszyscy pozostali na swoich miejscach, przy czym wyraźną przewagę nad resztą stawki ma niepokonany Leinster – ma 11 punktów przewagi nad drugim Ulsterem i aż 21 punktów nad trzecimi Cheetahs (mającymi jednak rozegrane o 2 spotkania mniej). W konferencji B mimo porażki na czele pozostał Munster, a za jego plecami drobne przetasowania: Connacht spadł z drugiego na czwarte miejsce, a o jedno oczko awansowały Edynburg i Scarlets, odpowiednio na drugie i trzecie miejsce. Tu jednak różnice punktowe w czołówce są znacznie mniejsze, sześć drużyn mieści się w siedmiopunktowej różnicy między 30 a 23 punktami. Nadal tylko po jednym zwycięstwie mają Ospreys, Zebre i Southern Kings.

Premiership

Hitem kolejki było niewątpliwie starcie Exeter Chiefs z Saracens, a zatem drużyn, które grały ze sobą w finałach ligi przez ostatnie dwa sezony (oba wygrali Saracens). Na dodatek był to mecz z podtekstami, bo przy wszystkich tych okazjach w przeszłości, jak się ostatnio okazało, Saracens byli nielegalnie wspomagani dopłacaniem swoim gwiazdom „pod stołem”. Stąd nie mogli spodziewać się ciepłego przyjęcia w pierwszym meczu w Exeter po ujawnieniu całej tej sprawy. W meczu Saracens mieli optyczną przewagę, znacznie częściej pojawiali się w polu punktowym gospodarzy, ale kończyło się błędami albo przejęciami ze strony Chiefs. Kluczowy moment nastąpił chyba w samym końcu pierwszej połowy, gdy przy siedmiopunktowym prowadzeniu gospodarzy Saracens zorganizowali świetnego maula i Jamie George był o włos od przyłożenia, ale Chiefs jakimś cudem udaremnili tę próbę. W pierwszej połowie dwukrotnie też spudłował z karnych Owen Farrell, natomiast Nic White już na początku meczu zdobył przyłożenie dla Exeter po świetnym przechwycie, a Joe Simmonds podwyższył spod linii bocznej. Do przerwy było 7:0 dla gospodarzy, a na początku drugiej połowy zrobiło się 14:0. Ten mecz wygrała defensywa Exeter i niewiele brakło do całkowitego upokorzenia rywali (którym byłoby niepozwolenie im na zdobycie ani jednego punktu). Kłopoty w końcówce pojawiły się na własne życzenie Exeter: najpierw przerzucony aut na połowie rywali, potem niepotrzebna bójka już na własnej połowie (przy wygranej piłce), w którą zaangażował się z ławki rezerwowych Harry Williams – on dostał czerwoną kartkę, a Saracens rzut karny. Efektem był wrzut z autu na piątym metrze i wreszcie skuteczny maul Saracens. A raczej maul przewrócony przez Chiefs, co skończyło się karnym przyłożeniem i żółtą kartką dla Dave’a Ewersa. Do końca meczu pozostały dwie minuty i Saracenom nie udało się doprowadzić do remisu, Exeter wygrał mecz 14:7, ale na pewno jego zawodnicy będą czuć mały niedosyt wywołany brakiem chłodnych głów w końcówce meczu. Cały można obejrzeć na stronie Premiership. A wisienką na torcie było nazwanie Saracens „oszustami” w pomeczowych wywiadach przez Roba Baxtera, dyrektora Exeter.

Kibice nie zawiedli się też innym ciekawie zapowiadającym się spotkaniem, w którym Northampton Saints podejmowali Gloucester. Lepiej mecz zaczęli goście, ale po pół godzinie na prowadzenie wyszli gospodarze i nie oddali go już do końca. Jednak Gloucester cały czas gonił drużynę z Northamptonu i przez długi czas miał zwycięstwo w zasięgu ręki. To gracze z Gloucester zdobyli więcej przyłożeń (cztery wobec trzech Northamptonu), ale Northmapton zdobywał także punkty z karnych i ostatecznie wygrał 33:26. Bohaterem meczu był jednak gracz przegranej drużyny, zaledwie osiemnastoletni walijski skrzydłowy Louis Rees-Zammit. Pierwszy raz wystąpił w barwach Gloucesteru w Premiership wiosną przeciwko Bath, będąc najmłodszym zawodnikiem w historii klubu grającym na tym poziomie. W tym sezonie pojawił się w składzie tydzień temu i zdobył dwa przyłożenia oraz fantastycznie wypracował trzecie przeciwko Worcester Warriors. W meczu z Northampton Saints pobił to osiągnięcie i zanotował na swoim koncie hat-trick przyłożeń. Cała Walia zastanawia się, czy dostanie szansę w Pucharze 6 Narodów.

Wasps wreszcie przebudzili się. Utytułowana ekipa, która w tym roku wygrała dotąd tylko raz, zmierzyła się na wyjeździe z celującymi w play-off Bristol Bears i zwyciężyła 26:21. Do przerwy wynik brzmiał zaledwie 3:0 dla gospodarzy. Przez większość drugiej połowy Wasps prowadzili, ale mecz był niezwykle zacięty i żadna drużyna w jego trakcie nie osiągnęła przewagi większej niż 6 punktów. Kilka minut przed końcem na dwupunktowe prowadzenie wyszli gospodarze i wydawało się, że jednak zapewnią sobie zwycięstwo. Jednak chwilę później Nizaam Carr po fantastycznym rajdzie wzdłuż bocznej linii boiska, podczas którego pokonał trzech kolejno szarżujących przeciwników, zdobył decydujące, czwarte przyłożenie do Wasps. Ci mogli się podobać, choć na minus na pewno zapiszą spudłowane oba rzuty karne.

Małą niespodziankę sprawiło Bath, które wygrało z Sale Sharks. Bath prowadziło już w tym spotkaniu 13:0, ale pozwoliło w ciągu pięciu minut w drugiej połowie rywalom na zdobycie 14 punktów. Pod koniec meczu skuteczny karny Rhysa Priestlanda z ponad 40 m zapewnił im jednak zwycięstwo 16:14.

Niespodziankę mieliśmy też w spotkaniu między Harlequins i Leicester Tigers. Gracze z Leicester, najsłabsza ekipa tego sezonu, z zaledwie jednym zwycięstwem na koncie, zdołała bo niezwykle emocjonującym meczu zremisować z londyńczykami 30:30. Do przerwy Harlequins prowadzili 13:6, po przerwie Tigers wyrównali, ale dwa przyłożenia Harlequins dały im prowadzenie 27:13. Grający w przewadze po żółtej kartce gracze z Leicester zdołali doprowadzić do remisu kilka minut przed końcem meczu. Mimo osłabienia Harlequins w ostatnich chwilach zdominowali rywali, ale najpierw Alex Dormbrandt nie złapał piłki tuż przed linią pola punktowego, a chwilę później londyńczycy popełnili błąd w maulu i mecz zakończył się już bez zmiany wyniku.

W pozostałym meczu Worcester Warriors pokonali London Irish 20:6, przy czym goście od 33. minuty grali bez jednego zawodnika po czerwonej kartce młynarza Motu Matu’u.

W tabeli po siedmiu kolejkach na pierwszym miejscu utrzymali się Exeter Chiefs z punktem przewagi nad Northampton Saints. Za ich plecami dwie drużyny z już sześcioma punktami straty do Exeter (Gloucester i Bristol Bears), a te z kolei czują oddech czterech kolejnych ekip z tylko jednym oczkiem mniej na koncie. Na dnie tabeli nieodmiennie Saracens, których pogoń za resztą stawki została zatrzymana – tracą do wciąż przedostatnich Leicester Tigers 18 punktów. Drużynie z Leicester rywale zresztą uciekają – Wasps po swoim zwycięstwie mają nad nimi już 5 punktów przewagi.

Jedna z gwiazd odchodzi z Saracens. Świetny walijski obrońca Liam Williams ogłosił, że po zakończeniu tego sezonu wraca do Scarlets, w których barwach występował przez sześć lat zanim w 2017 trafił do londyńskiej drużyny. Czyżby to pierwszy efekt konieczności cięcia wydatków?

Top 14

Lyon, który przed tygodniem opuścił fotel lidera ligi, podejmował beniaminka z Bajonny i nie dał mu żadnych szans: wygrał 52:9, zdobywając 7 przyłożeń, w tym dwa w ciągu kilkudziesięciu sekund w samej końcówce meczu. Bajończycy mieli przewagę w posiadaniu piłki, ale zwykle mieli ją na własnej połowie, a do pola punktowego gospodarzy rzadko kiedy w ogóle się zbliżali.

Inny beniaminek, Brive, który dotąd miał na koncie komplet zwycięstw na swoim stadionie, tym razem poznał gorycz porażki. Przegrał 20:44 ze świetnie ostatnio prezentującym się Racingiem 92. Paryżanie zdobyli aż sześć przyłożeń, w tym cztery już w pierwszej połowie i wygrali za pięć punktów.

Nieoczekiwane emocje mieliśmy w końcówce meczu Pau z Bordeaux. Co prawda w poprzednim sezonie obie ekipy zajęły sąsiadujące miejsca w dolnej połówce tabeli ligowej, jednak teraz było to spotkanie drużyny sklasyfikowanej na 12 miejscu (Pau) z liderem (Bordeaux). Bordeaux przez większość meczu było na prowadzeniu i ostatecznie mecz wygrało 27:23. Jednak Pau prezentowało się w tym spotkaniu całkiem nieźle, a na kwadrans przed końcem 14-punktową stratę zredukowało do 7 punktów. To dawało im szansę co najmniej na remis, ale gospodarzom nie udało się przedrzeć na pole punktowe gości. W ostatniej akcji meczu zdecydowali się wykorzystać przyznany im rzut karny wybierając kop na bramkę. Skutecznie wykonany zmniejszył stratę do 4 punktów i dał gospodarzom przynajmniej defensywny punkt bonusowy.

Clermont grało z Castres. Do przerwy gospodarze prowadzili już 30:3 i wydawało się, że nic nie odbierze im zwycięstwa. Jednak po dziesięciu minutach drugiej połowy czerwoną kartkę zobaczył Sitaleki Timani z Clermont i Castres się przebudziło. Zdobyło trzy kolejne przyłożenia, jednak to było za mało – Clermont nadal punktowało z karnych i wygrało wysoko 39:22.

W najciekawiej zapowiadającym się spotkaniu Tuluzy z Tulonem czyli zespołów zajmujących przed tym weekendem odpowiednio trzecie i czwarte miejsce w tabeli, padł remis 13:13. Mecz lepiej zaczęli gospodarze, którzy krótko po przerwie prowadzili 13:0. Końcówka należała do tulończyków, którzy odrobili straty, a skuteczny kop z rzutu karnego, który dał im remis, Anthony Belleau wykonał w ostatniej minucie meczu.

Poza tym: trzeci remis w tym sezonie zanotowali gracze Montpellier, których mecz przeciwko najsłabszej w tym sezonie drużynie Stade Français zakończył się wynikiem 20:20, a La Rochelle rozgromiło Agen 40:8, pozwalając rywalom na honorowe przyłożenie dopiero w samej końcówce meczu.

W tabeli bez wielkich zmian. Na czele nadal Bordeaux z dwoma punktami przewagi nad Lyonem, jedenastoma nad Tulonem i dwunastoma nad Tuluzą. Za plecami Tuluzy peleton świetnych drużyn: La Rochelle, Clermont i Racing 92. Na dnie tabeli nadal Stade Français, ale do przedostatniego Agen traci już tylko jeden punkt. Dystans do trzeciego od końca Castres nadal jednak spory, 7 punktów.

Drobne

World Rugby Sevens Series

Ogłoszono szczegółową rozpiskę spotkań kolejnych turniejów World Rugby Sevens Series, które odbędą się pod koniec stycznia w nowozelandzkim Hamiltonie. Kontrowersje wzbudził fakt rezygnacji z ćwierćfinałów – w fazie play-off zmierzą się tylko po cztery najlepsze drużyny z fazy grupowej (wśród mężczyzn zwycięzcy grup, wśród kobiet dodatkowo najlepsza spośród drugich drużyn). Pozostałe rozegrają tylko po jednym spotkaniu (o 5., 7., 9., 11., a wśród mężczyzn także 13. i 15. miejsce). Ograniczono w ten sposób czas trwania rozgrywek do dwóch dni. Krytycy tego pomysłu wskazują, że gdyby podobną formułę zastosować podczas japońskiego Pucharu Świata, Afryka Południowa nie zdobyłaby tytułu mistrzowskiego – wszak w grupie zajęła drugie miejsce. W oficjalnym komunikacie organizatorów nie znajdziemy ani słowa wyjaśnienia.

Mecze towarzyskie

W Lizbonie odbył się czterdziesty mecz o Puchar Iberyjski: spotkanie pomiędzy mistrzem Portugalii i mistrzem Hiszpanii. Portugalska AEIS Agronomia przegrała z hiszpańskim VRAC 27:28. Dla drużyny z Valladolid to trzeci taki sukces z rzędu.

Zapowiedzi

W pierwszy w 2020, jeszcze poniekąd nadal świąteczny weekend, atrakcji rugby znowu dostarczą nam najlepsze ligi europejskie.

Dziesiąta kolejka Pro14 jako trzecia z rzędu będzie zdominowana przez krajowe derby – choć tym razem tylko w wykonaniu drużyn irlandzkich i walijskich. I podobnie jak w poprzednich dwóch kolejkach najciekawiej powinno być tam, gdzie będą grać Irlandczycy: Ulster – Munster i Leinster – Connacht. Zwłaszcza to pierwsze spotkanie budzi duże oczekiwania, choć w drugim nie można całkowicie skreślać szans Connachtu – wszak przed rokiem niewiele im brakło do zwycięstwa w Dublinie. Do gry po przerwie wrócą drużyny z Afryki Południowej.

W ósmej kolejce angielskiej Premiership w części meczów można pokusić się o wskazanie zdecydowanych faworytów, ale ostatnia kolejka dowiodła, że takie oczekiwania mogą być mylne. Najbardziej wyrównane zapowiadają się spotkania Gloucester z Bath i Sale Sharks z Harlequins, ale po ostatnim zwycięstwie Wasps nie można całkowicie skreślać ich szans w pojedynku z wiceliderami z Northampton.

Już po raz trzynasty zmierzą się drużyny francuskiej Top 14, kończąc w ten sposób pierwszą rundę ligowych spotkań. Kto będzie liderem na półmetku? Bordeaux podejmie Bajonnę, a jedyna drużyna, która mogłaby zastąpić ich na fotelu lidera, Lyon, zagra na wyjeździe z Agen. Niespodzianką byłoby potknięcie którejkolwiek z tych dwóch drużyn. Spotkaniem kolejki będzie starcie paryskiego Racingu 92 z drużyną z Clermont.

Dodaj komentarz