Nikt nie spadnie z Ekstraligi

Nowy Zarząd Polskiego Związku Rugby swoje urzędowanie rozpoczął od zmiany regulaminu Ekstraligi. Zgodnie z propozycją klubów ustalono, że w przyszłym roku zagra w niej nie osiem, jak pierwotnie planowano, ale dziesięć zespołów, co oznacza, że nikt z ligi nie spada (Arka i Budowlani Lublin odetchną z ulgą), a mistrz I ligi awansuje automatycznie. Sporo też działo się na boiskach zachodnioeuropejskich, gdzie warto zwrócić uwagę na odrodzenie bardzo utytułowanych ekip, które dotąd radziły sobie kiepsko – Leicester Tigers w Anglii i Stade Français we Francji.

Pro14

Zakończyła się trzecia seria spotkań wewnątrzwalijskich i wewnątrzirlandzkich. W Walii żadna drużyna nie wyszła z niej z kompletem zwycięstw. Szansę mieli Cardiff Blues, którzy do tej kolejki przystępowali z dwoma kolejnymi wygranymi na koncie, ale na własnym boisku przegrali ze Scarlets 14:16. Różnica minimalna, ale wygrała drużyna lepsza. Fatalną serię kontynuowali natomiast Ospreys, którzy przegrali z wszystkimi trzema krajowymi rywalami. W ten weekend grali na wyjeździe przeciwko Dragons i choć przez sporą część meczu prowadzili (przez fragment pierwszej połowy, ponownie przez większość drugiej połowy), to ostatnie słowo należało do Dragons. Ci w ciągu ostatnich kilku minut zdobyli dwa przyłożenia (drugie, decydujące o zwycięstwie – po serii fatalnych błędów rywali), które zdecydowały o ich zwycięstwie 25:18.

Spotkaniem kolejki były piątkowe derby Irlandii, w których Ulster podejmował Munster. Do składu drużyny z Belfastu wrócił John Cooney, który zrobił to z przytupem: zaliczył 18 punktów, w tym przyłożenie. Mecz lepiej zaczęli goście, którzy objęli prowadzenie po przyłożeniu Shane’a Daly’ego i podwyższeniu wracającego w pierwszym składzie Joey’a Carbery’ego. Jednak potem 10 punktów z rzędu zdobył Cooney, przyłożenie dołożył Robert Baloucoune i do przerwy było 17:10 dla drużyny z północy. W drugiej połowie przez kolejne 20 minut punktował tylko Ulster – trzy kolejne przyłożenia z podwyższeniami zdawały się zdecydować o wyniku meczu. Gospodarze mieli 28 punktów przewagi, gdy Munster wreszcie zmniejszył stratę o siedem punktów. Chwilę potem miał karnego na połowie boiska, zwietrzył krew, Carbery chciał przenieść grę jak najbliższej pola punktowego rywali, ale piłka pozostała w polu gry. Ta sytuacja chyba zamknęła szanse na zwycięstwo Munsteru. Do końca meczu nikt już nie zdobył punktów, za to po jednym graczu z każdej drużyny zobaczyło żółte kartki. Skończyło się 38:17. W drugim spotkaniu drużyn irlandzkich Leinster zaaplikował Connachtowi aż osiem przyłożeń (zaczynając już po kilkudziesięciu sekundach meczu) i wygrał 54:7. Leinster ma komplet zwycięstw nie tylko w derbach, ale też w całym sezonie. Z kolei Connacht odniósł trzy porażki z rzędu, co jedna to gorsza.

W pozostałych spotkaniach: Treviso przegrało u siebie z Glasgow Warriors 19:38 (mimo że Włosi trzykrotnie zmniejszali stratę do 7 punktów; warte uwagi są popisy braci George’a i Pete’a Horne’ów, którzy w ekipie Glasgow zagrali na pozycjach łączników – razem zdobyli 23 punkty, w tym 3 przyłożenia); druga drużyna włoska, Zebre, która także grała w domu, niespodziewanie i wysoko pokonała południowoafrykańskich Cheetahs 41:13; i wreszcie Edynburg rozgromił Southern Kings 61:13 – już w 13 minucie czerwoną kartkę objejrzał filar Kings, Pieter Scholtz, za atak przedramieniem na szyję przeciwnika, a Kings jeszcze w 30. minucie prowadzili 8:7; aż cztery przyłożenia stracili w drugiej połowie w 10-minutowym okresie, gdy grali tylko w trzynastkę.

W konferencji A jedyna zmiana w tabeli to awans z czwartego na trzecie miejsce Glasgow Warriors i analogiczny spadek Cheetahs. Leinster nadal ma 11 punktów przewagi nad Ulsterem i aż 23 punkty przewagi nad drużyną ze Szkocji. W konferencji B znacznie większe zmiany: na prowadzenie wysunął się Edynburg, na drugim miejscu Scarlets, a Munster spadł na trzecie miejsce. Tu jednak różnice w punktacji między czołowymi drużynami są znacznie mniejsze, między Edynburgiem i Munsterem są tylko 4 punkty różnicy. Pozostały w lidze tylko dwa zespoły z jednym zwycięstwem, Southern Kings i Ospreys – Zebre udało się w tej kolejce zaliczyć drugą wygraną.

Złoty medalista olimpijski, najlepszy zawodnik europejskich lig w sezonie 2017/2018, Fidżijczyk Leone Nakarawa, z którym niedawno rozwiązano kontrakt w paryskim Racingu 92 wraca do swego byłego klubu, Glasgow Warriors. Klub straci natomiast Jonny’ego Gray’a, którego zakontraktowano do Exeter Chiefs.

Zdziesiątkowani kontuzjami walijscy Ospreys wypożyczyli awaryjnie filara z Edynburga – reprezentanta Szkocji Darryla Marfo. Więcej uwagi przyciąga jednak inny ich transfer: od początku kolejnego sezonu wróci do drużyny łącznik młyna Rhys Webb, który grał w Ospreys przez dekadę, a w 2017 odszedł do francuskiego Tulonu. Tulon zgodził się na jego zwolnienie o rok wcześniej niż wynikało to z kontraktu, ale gdy działacze klubu dowiedzieli się, że Webb będzie powołany do kadry Walii na tegoroczny 6N (władze walijskiego rugby zaakceptowały specjalny wyjątek dla gracza z klubu spoza wysp brytyjskich), zdecydowali, że nie zagra już więcej w klubie.

Premiership

Ósma kolejka zaczęła się od ciekawie zapowiadającego się spotkania w Manchesterze: Sale Sharks (bez Fafa de Klerka w składzie) podejmowali Harlequins. Mecz lepiej zaczął się dla gości: co prawda to Sale zadomowiło się w ich polu 22 m, ale przechwyt i szybka akcja Gabriela Ibitoye dały im prowadzenie. To było jednak jedyne przyłożenie Harlequins w tym meczu, podczas gdy Sale Sharks zdobyli ich aż sześć. W obu połowach zdobyli po 24 punkty i wygrali 48:10. W drugiej połowie zobaczyliśmy trzy żółte karki, a spory wpływ na wynik meczu mogła mieć zwłaszcza pierwsza z nich, którą przy stanie 24:10 obejrzał filar Harlequins Joe Marler (zresztą, zarobił ją w kompletnie bezsensowny sposób, a fakt, że przewinienie popełnił przeciwko jednemu z bliźniaków du Preez zapewne spowodował, że schodząc z boiska przeprosił niewłaściwego z braci ;)).

Tydzień temu Leicester Tigers sprawili niespodziankę remisem z Harlequins. W ten weekend sprawili się jeszcze lepiej i odnieśli drugie zwycięstwo w sezonie – pokonali 31:18 świetnie sobie radzących w tym sezonie Bristol Bears, dla których to już druga porażka z rzędu. Wbrew wynikowi, zdecydowaną przewagę zarówno w posiadaniu piłki, jak i terytorium mieli Bears, ale to Tigers byli skuteczniejsi. Dwa przyłożenia dla gospodarzy zdobył świetny skrzydłowy Jonny May, a 16 punktów dorzucił George Ford (nie tylko 4 podwyższenia i 1 karny, ale także przyłożenie).

W starciu trzeciej z piątą drużyną w tabeli Gloucester pokonał Bath 29:15 (a w przyłożeniach 4:0). Goście długo dotrzymywali kroku gospodarzom dzięki niemal bezbłędnym kopom z karnych Rhysa Priestlanda (skuteczność: 5 z 6) i nawet prowadzili w meczu najpierw 9:7 (do przerwy), a potem 15:12. Jednak końcówka meczu należała do gospodarzy, którzy zdobyli wtedy dwa przyłożenia i odskoczyli rywalom.

Saracens roznieśli Worcester Warriors aż 62:5. Londyńczycy zdobyli aż 10 przyłożeń, a punkt bonusowy zapewnili sobie po niespełna trzydziestu minutach. Wynik jednak został przyćmiony niebezpiecznie wyglądającą kontuzję szyi, którą tuż po wejściu na boisko odniósł Michael Fatialofa z Worcester (10 minut przerwy w grze, zawodnik zabrany karetką do szpitala). Była też niebezpieczna szarża Owena Farrella barkiem w głowę przeciwnika – łącznik ataku Saracens po raz kolejny uniknął kary za takie niebezpieczne zagranie (link).

Na kolejne zwycięstwo mieli chrapkę Wasps, którzy mieli jednak tym razem do czynienia z przeciwnikiem z najwyższej półki – wiceliderami Northampton Saints. Po pół godzinie meczu Wasps prowadzili 10:7, potem jednak punktować zaczęli Saints i wydawało się, że pewnie rozstrzygną mecz na swoją korzyść: po 54 minutach było 10:28. Wasps ponownie jednak zaatakowali, w ciągu pięciu minut zdobyli dwa przyłożenia zdobyli dwa przyłożenia i zmniejszyli stratę to 4 punktów, kolejne pięć minut później z boiska wyleciał z czerwoną kartką za atak na zawodnika w powietrzu skrzydłowy Saints Tom Collins, a za następne pięć minut Wasps uzyskali karne przyłożenie, przy której to okazji żółtą kartkę obejrzał łącznik młyna ich rywali Cobus Reinach (zdobył wcześniej w tym meczu dwa przyłożenia, jednak w tej akcji uderzył do przodu piłkę przerywając podanie, które dawało Wasps pewne przyłożenie). Wasps byli na trzypunktowym prowadzeniu, do końca meczu pozostawało 10 minut i przez cały ten czas mieli mieć przewagę dwóch zawodników. Mimo to tuż przed końcowym gwizdkiem to rezerwowy Saints Taqele Naiyaravoro przedarł się na pole punktowe Wasps, Dan Biggar podwyższył i zwycięstwo wymknęło się Wasps z rąk. Przegrali 31:35, zdobyli jedynie dwa punkty bonusowe.

I wreszcie kolejne zwycięstwo odnieśli liderzy, Exeter Chiefs, tym razem na wyjeździe przeciwko London Irish – 48:25. Zdobyli sześć przyłożeń, z czego cztery już w pierwszej połowie (a trzy w ciągu kilku minut pod jej koniec), jednak pozwolili przeciwnikom na zdobycie punktu bonusowego za cztery przyłożenia, a na dodatek w ciągu dwóch minut zarobili dwie żółte kartki (na szczęście dla nich w tym okresie stracili tylko jedno przyłożenie).

W tabeli po ośmiu kolejkach bez wielkich zmian. Na czele nadal Exeter z punktem przewagi nad Northampton i sześcioma nad Gloucester. Pierwszy raz w tym sezonie z czołowej czwórki spadli Bristol Bears, a ich miejsce zajęli Sale Sharks. Na dnie tabeli Saracens, mimo spektakularnego zwycięstwa z nadal 18-punktową stratą do Leicester Tigers (ci też wygrali z bonusem). Tigers tracą jednak już tylko dwa punkty do Wasps i London Irish.

Stanowisko prezesa Saracens opuścił 71-letni Nigel Wray, jeden z najbardziej znaczących działaczy rugby w zachodniej Europie. O odejściu pisze się wiele, głównie w kontekście afery z przekroczeniem salary cap

Tydzień temu pisałem o nadziei walijskich kibiców, że w barwach ich reprezentacji w Pucharze 6 Narodów zobaczą Louisa Reesa-Zammita, młodziutkiego skrzydłowego, który tak fantastycznie zaprezentował się w swoich dwóch grudniowych występach w Premiership w barwach Gloucester (w ten weekend nie wystąpił). Tymczasem okazuje się, że do urodzonego w Walii zawodnika podchody robi także kierownictwo ekipy angielskiej, które sondowało jego ewentualną gotowość do reprezentowania Anglii. Gracz zasygnalizował jednak w mediach społecznościowych swoją lojalność wobec kraju położonego na drugim brzegu rzeki Severn.

Top 14

W najciekawszym meczu kolejki Racing 92 kontynuował dobrą passę i pokonał wicemistrzów z poprzedniego sezonu, Clermont, 27:19. Paryżanie przewagę zdobyli już na początku spotkania i potem nie pozwolili jej sobie odebrać, mimo że sporą część drugiej połowy grali w osłabieniu.

Kłopoty miał wicelider, Lyon, który na wyjeździe grał przeciwko przedostatniemu w tabeli Agen. Do przerwy gospodarze prowadzili z faworytami 12:0. W drugiej połowie Lyon zaczął odrabiać straty, a decydujące przyłożenie z podwyższeniem padło na kilka minut przed końcem. Lyon wygrał minimalnie, 13:12.

Ciekawe spotkanie oglądali kibice na stadionie w Montpellier, gdzie miejscowa drużyna podejmowała Brive (które dotąd jeszcze ani razu nie wygrało na wyjeździe). Zaczęli lepiej gospodarze, którzy po trzech karnych prowadzili 9:0, ale w przerwie meczu było już 9:10. Zaraz po przerwie Montpellier znowu wyszło na prowadzenie 19:10 i nie oddali go już do końca, ale losy meczu ważyły się bardzo długo. Na parę minut przed końcem było tylko 22:16 dla Montpellier, ale przyłożenie z podwyższeniem dla gospodarzy wydawało się pogrzebać wszelkie nadzieje gości – było 29:16. Brive jednak nie odpuściło. W 80. minucie po karnym zmniejszyli stratę do 10 punktów, a moment później po przyłożeniu z podwyższeniem do 3 punktów. Zdobyli dzięki temu defensywny punkt bonusowy.

Duża niespodzianka w meczu Stade Français z Tuluzą. Gospodarze, którzy od ośmiu kolejek byli czerwoną latarnią ligowej tabeli pokonali obrońców mistrzowskiego tytułu 30:18. Tuluza nieźle zaczęła, po 20 minutach prowadziła 6:0, ale potem punktować zaczęli paryżanie – po drop-golu, trzech przyłożeniach z podwyższeniami i karnym wyszli na prowadzenie 27:6. W końcówce Tuluza zaczęła odrabiać straty, jednak nie starczyło jej czasu.

Liderzy z Bordeaux pokonali beniaminka z Bajonny 22:3 w meczu, w którym w drugiej połowie nie padł ani jeden punkt. Także nie było niespodzianki w meczu Pau z La Rochelle – gospodarze przegrali 13:44. Tulon kontynuował zwycięską passę i rozgromił Castres 43:3, jednak więcej niż przyłożeń (6, w tym 2 karne) było w tym meczu żółtych kartek – aż 7, z czego 4 w pierwszej połowie zobaczyli gracze Castres; z kolei w Tulonie w drugiej połowie dwukrotnie żółtą kartkę obejrzał ten sam zawodnik (pierwszą dwie minuty po pojawieniu się na boisku, drugą kilka minut po powrocie z ławki kar).

W tabeli bez istotnych zmian. Na półmetku sezonu na czele Bordeaux z trzypunktową przewagą nad Lyonem i jedenastopunktową nad Tulonem. Do czołowej szóstki, premiowanej grą w play-off awansował Racing 92, który jeszcze niedawno był niemal na dnie ligowej tabeli, wypadli zaś z niej mistrz i wicemistrz z poprzedniego sezonu. Na dnie tabeli zmiana – z ostatniego miejsca odbił się wreszcie Stade Français, a jego miejsce zajął Agen. Zaledwie trzy punkty przewagi nad przedostatnimi paryżanami mają mistrzowie z 2018, Castres.

Drobne

Ekstraliga

Nowy Zarząd PZR zmienił regulamin tegorocznych rozgrywek Ekstraligi. Zgodnie ze stanowiskiem klubów Ekstraligi zrezygnował z ograniczenia liczby drużyn w rozgrywkach do ośmiu i postanowił pozostawić dziesięciozespołowe rozgrywki. Zmieniły się zatem zasady spadku i awansu: planowano, że dziewiąta drużyna spadnie automatycznie, a ósma zagra baraż z mistrzem I ligi. Teraz wygląda na to, że nikt z Ekstraligi nie spadnie, nie będzie też barażu, a awans automatycznie wywalczy mistrz I ligi.

Heineken Champions Cup

Lekarz ekipy Munsteru Jamie Kearns, który swoim komentarzem pod adresem Jamie’go George’a doprowadził do wielkiej przepychanki w meczu Champions Cup przeciwko Saracens, został ukarany trzytygodniowym odsunięciem od spotkań oraz grzywną 1700 funtów.

Super Rugby

Szalejące w Australii pożary spowodowały, że franszyza Super Rugby Brumbies z Canberry zdecydowała się zamknąć swoje centrum treningowe. Jakość powietrza w Canberrze jest niebezpieczna dla zdrowia i drużyna przeniosła swoje treningi przed rozpoczynającym się w końcu stycznia nowym sezonem.

Zapowiedzi

W najbliższy weekend znowu pasjonować nas będą występy klubów z zachodniej Europy, choć tym razem nie w rozgrywkach ligowych, ale pucharowych: przed nami przedostatnia kolejka fazy grupowej Champions Cup i Challenge Cup.

W Champions Cup będziemy mieli trzy hity. Spotkają się dwie drużny, które zdominowały grupę 3 i niemal na 100% zapewniły sobie awans do ćwierćfinałów: Clermont z Ulsterem. Bardzo ciekawie będzie też w grupie 2, gdzie Glasgow Warriors podejmie niepokonanych dotąd Exeter Chiefs – Szkoci potrzebują zwycięstwa, by walczyć o awans. No i wreszcie grupa czwarta, gdzie Racing 92 podejmie Munster – w Paryżu był remis, a Munster czuje na plecach oddech Saracens i musi walczyć o wygraną.

Challenge Cup ma mniejszą rangę, ale emocji też nie zabraknie. Tak się złoży, że w każdej grupie odbędzie się spotkanie pierwszej z drugą drużyną w tabeli (a także trzeciej z czwartą). Uwagę przyciągają zwłaszcza dwa mecze: Scarlets – Tulon oraz Bordeaux-Bègles – Edynburg.

Dodaj komentarz