Reprezentacja Polski o włos od sensacji

Głównym wydarzeniem weekendu był mecz reprezentacji Polski w Amsterdamie przeciwko Holandii. Byliśmy o krok od niespodzianki – w przedostatniej akcji meczu Holendrom udało się wydrzeć nam zwycięstwo i zdobyć jednopunktową przewagę. Nie był to piękny mecz, ale twarda walka naszych zawodników budzi uznanie. Na świecie natomiast chyba więcej niż o samej grze pisze się o epidemii koronawirusa: w ten weekend nie odbyły się dwa spotkania Pro14, które miały być rozegrane we Włoszech. Za tydzień nie odbędzie się mecz Irlandii z Włochami w Pucharze Sześciu Narodów, a SANZAAR przenosi najbliższe mecze Sunwolves z Japonii do Australii. A to pewnie nie koniec.

Reprezentacja Polski / Rugby Europe International Championships

Przed meczem chyba równie wiele co aspektach sportowych, mówiło się o problemach z podejściem do reprezentacji ze strony Polskiego Związku Rugby. „Przegląd Sportowy” spekulował nawet, że do meczu może nie dojść, jeśli nie będzie porozumienia. W czwartek odbyło się spotkanie zawodników z Zarządem PZR, na którym miano poruszać m.in. temat ubezpieczeń. Doniesień o konkretnych ustaleniach brak, ale miejmy na dzieję, że takie konkrety jednak były lub będą, bo w innym przypadku podobne historie będziemy znowu przeżywać w kwietniu albo jesienią.

Przystępowaliśmy do mecz bez wielkich oczekiwań. Gracze z naszych klubów nie wąchali trawy w poważnych meczach od ponad trzech miesięcy, podczas gdy holenderska liga właściwie cały czas gra. Holandia ostatnio zdemolowała nas na własnym boisku, a i w tym sezonie prezentowała się nieźle.

Tym przyjemniej zaczął nam się mecz w Amsterdamie, bo po pierwszej połowie prowadziliśmy 6:0. Holendrzy mieli przewagę w posiadaniu, ale dość długo udawało nam się ich trzymać na ich własnej połowie, a Daniel Gdula wykorzystywał karne z ok. 40 m (dwa z trzech). Pomagał nam niezwykle silny wiatr, Holendrom natomiast przeszkadzał do tego stopnia, że nawet z własnej połowy nie kopali karnych poza boisko. W drugich dwudziestu minutach rywale już nieco zadomowili się na naszej połowie, ale potrafiliśmy ich powstrzymać w decydujących chwilach (raz uratowała nas zdaje się podłożona pod piłkę na polu punktowym stopa Rossa Cooke’a). Bardzo dobrze prezentował się nasz młyn (jakaż to była różnica w porównaniu z meczem w Lublinie przed rokiem), udawało nam się przejmować piłkę w przegrupowaniach. Gorzej było z autami, które dwukrotnie przegraliśmy na własne życzenie. Rywale mieli też przewagę w grze otwartej: kilka razy ładnie przerwali naszą linię obrony – nam udało się to tylko raz, pod koniec pierwszej połowy, gdy świetnie przez pół boiska uciekał Holendrom nasz debiutant z Walii, Dawid Rubaśniak.

W drugiej połowie odwróciliśmy się przodem do wiatru i teraz to my mieliśmy problem z wyprowadzaniem piłki kopami z własnej połowy. Na dodatek po zmianach to Holendrzy zaczęli mieć przewagę w młynach dyktowanych. Ale mimo to gra nie wyglądała źle. To, co Holendrzy zyskiwali przełamaniami, niwelowaliśmy grą w przegrupowaniach, bardzo długo nie dając przy tym rywalom szansy na karne w zasięgu kopu na bramkę (chyba pierwszy raz – dopiero gdy na liczniku transmisji było 10 minut do końca, przy czym Holendrzy wybrali młyn 30 m od końca boiska). Jednak nie wytrzymaliśmy. Pod koniec meczu, krótko po tym, jak dwukrotnie przejmowaliśmy piłkę po autach Holendrów na naszej połowie (ale zaraz ją traciliśmy), nasi rywale rozrzucili szeroko grę i przedarli się na pole punktowe, a na dodatek mimo bardzo utrudniającego kop wiatru podwyższyli (fantastyczny kop w tych warunkach). Prowadzili jednym punktem, ale mieliśmy jeszcze szansę – zdobyliśmy piłkę na połowie rywala, a nawet rzut karny (ale nie do kopnięcia pod ten wiatr), przedostaliśmy się pod pole punktowe i Grzegorzowi Szczepańskiemu brakło dosłownie paru kroków na skrzydle. Niestety, brakło i Holendrzy wygrali 7:6.

Nie był to piękny mecz, ale wynik na pewno znacznie lepszy od tego, czego się spodziewaliśmy. Szkoda, że zwycięstwo uciekło z rąk w ostatniej chwili, bo bliscy byliśmy miłej niespodzianki. Bardzo ładnie pokazali się debiutanci: Dawid Rubaśniak napędzał nasze akcje (szkoda tylko upadku przy przyłożeniu Holendrów), a pierwsza linia młyna z Zenonem Szwagrzakiem naprawdę prezentowała się świetnie przed zmianami. Brakło szerokiej, szybkiej gry, ale nasza kadra pokazała całkiem niezłe, twarde rugby, zwłaszcza w obronie.

A w drugim meczu Niemcy przegrali ze Szwajcarami 20:33. Szwajcarzy nieźle zaczęli, po kilkunastu minutach prowadzili 10:0, potem 13:3, ale na przerwę schodzili przegrywając 16:20. W drugiej połowie jednak dorzucili do swego dorobku aż siedemnaście punktów, nie pozwalając Niemcom na zdobycie ani jednego. 

W tabeli dzięki punktowi bonusowemu awansowaliśmy z piątego na trzecie miejsce – przeskoczyliśmy Niemcy i Ukrainę, ale nasza przewaga nad nimi jest symboliczna. Szwajcaria odskoczyła nam na pięć punktów, a na czele nadal Holandia. Wciąż jednak mamy szansę na walkę o drugą pozycję (Szwajcarów czeka mecz z Holandią, a w przypadku równej ilości punktów decyduje wynik bezpośredniego spotkania).

Premiership

Dwunastą kolejkę (czyli pierwszą rundy rewanżowej) zaczęło spotkanie Gloucester z wiceliderami – Sale Sharks. Mecz lepiej zaczęli gospodarze, ale po badaniu TMO ich przyłożenie nie zostało uznane. Przez pierwsze pół godziny meczu nie padły żadne punkty. Dopiero w końcówce pierwszej połowy gracze Sale zaczęli punktować i w przerwie prowadzili 10:0, choć inne statystyki wskazywały na przewagę gospodarzy. A pięć minut po przerwie było już 15:0. Dopiero wtedy zaczęli punktować gospodarze i na kwadrans przed końcem przegrywali już tylko 17:20. Jednak choć w końcówce mieli jeszcze szanse, przegrali 17:23. 

Najciekawiej w tej kolejce zapowiadał się mecz dwóch świetnych drużyn, które tydzień temu musiały znieść srogie upokorzenia: Northampton Saints podejmowali Saracens. Mecz wyśmienicie zaczął się dla gospodarzy, którzy po pięciu minutach mieli na koncie dwa przyłożenia i prowadzili 12:0. Chwilę później Saracens odpowiedzieli przyłożeniem, ale na przerwę ekipy schodziły przy prowadzeniu Saints 15:8. Po przerwie zaczął się dramat gospodarzy. Zaraz po rozpoczęciu gry, w minutowym odstępie, zostali odesłani z boiska z żółtymi kartkami dwaj gracze gospodarzy. Saracens błyskawicznie zdobyli dwa przyłożenia i wyszli na prowadzenie. Dołożyli jeszcze potem bonusowe, czwarte i choć pod koniec meczu to oni przez 20 minut grali w osłabieniu, wygrali 27:21.

Równie ciekawie było w meczu Harlequins z liderami, Exeter Chiefs. Bardzo wyrównane spotkanie, w którym wynik zmieniał się jak w kalejdoskopie: w 10. minucie 3:10, kwadrans później 13:10, do przerwy remis 13:13, pięć minut po przerwie 20:13, kwadrans po przerwie 20:27, pięć minut później znowu remis 27:27, wreszcie w 64. minucie Chiefs wyszli na prowadzenie i było 27:30. W ostatnich minutach gracze z Exeter stracili jednak dwóch zawodników po żółtych kartkach i w 86. minucie meczu, po długim naporze Harlequins na pole punktowe liderów tabeli, sędzia przyznał im karne przyłożenie. Niespodziewanie londyńczycy wygrali 34:30. Warto zwrócić uwagę na osiągnięcie Joe’go Simmondsa z drużyny Chiefs, który zdobył w meczu aż 25 punktów (3 karne, 3 podwyższenia i 2 przyłożenia).

Poza tym: w starciu dwóch drużyn z dołów tabeli Leicester Tigers pokonali Worcester Warriors 14:8, London Irish przegrali z Wasps 26:36 (choć gospodarze przez pół meczu byli na prowadzeniu; w ostatniej akcji zdobyli czwarte przyłożenie dające im przynajmniej punkt bonusowy), a Bath, mimo optycznej przewagi, przegrało z Bristol Bears 13:19.

W tabeli bez większych zmian. Na czele nadal Exeter z pięcioma punktami przewagi nad Sale Sharks i sześcioma nad Bristol Bears. Zwycięstwa pozwoliły awansować po dwa oczka drużynom Wasps i Harlequins. Na dnie przedostatni Leicester Tigers tracą już tylko punkt do Worcester Warriors. Na szarym końcu oczywiście Saracens (wyłącznie jako ciekawostka: z bilansem –67 punktów).

Transfery: walijski łącznik młyna Rhys Webb, który miał opuścić Tulon na koniec sezonu, ale został wyproszony stamtąd wcześniej z powodu powołania do reprezentacji na Puchar Sześciu Narodów, będzie grać do końca sezonu w barwach Bath. Od nowego sezonu w Leicester Tigers zagra były reprezentant Fidżi i obecny zawodnik francuskiego Montpellier, potężny skrzydłowy Nemani Nadolo. Po tym sezonie karierę zakończy gracz Northampton Saints, filar Ben Franks, były reprezentant Nowej Zelandii i dwukrotny mistrz świata.

Pro14

Leinster po raz kolejny rozgromił swych rywali, a zwycięstwo było tym bardziej imponujące, że rywalem byli Glasgow Warriors – nie dość, że był to rewanż za finał Pro14 z ostatniego sezonu, to jeszcze w ostatnich meczach Warriors świetnie sobie radzili. Gracze Leinsteru raz po raz przełamywali obronę Glasgow i zdobyli łącznie aż dziewięć przyłożeń. Szkoci też mieli swoje momenty, jednak udało im się tylko trzykrotnie przyłożyć piłkę na polu punktowym gospodarzy. Ostatecznie Leinster wygrało 55:19, a po trzy przyłożenia zdobyli młody wspieracz Ryan Baird (niesamowity mecz w jego wykonaniu) i skrzydłowy Dave Kearney. Ostatnie przyłożenie dublińczycy zdobyli w ostatniej minucie meczu, gdy gracze z Glasgow myśleli jeszcze o zdobyciu punktu bonusowego za cztery przyłożenia, ale na własnym polu punktowym rzucili piłkę prosto pod nogi Kearney’a.

W drugim piątkowym meczu kolejne zwycięstwo odnieśli liderzy drugiej konferencji – Edynburg. Pokonali Cardiff Blues, ale tu padło tylko jedno przyłożenie. Edynburg wygrał 14:6. Po przyłożeniu na początku meczu prowadził, ale jeszcze na dziesięć minut przed końcem miał zaledwie dwa punkty przewagi. O zwycięstwie przesądziły dwa skuteczne karne w ostatnich minutach.

Świetnie pokazał się Munster. Nie pozwolił odskoczyć w tabeli konferencji Edynburgowi i zwyciężył za pięć punktów z walijskimi Scarlets 29:10. Mimo wysokiego wyniku nie było to jednostronne spotkanie. Do przerwy Irlandczycy prowadzili tylko 10:3, a na 20 minut przed końcem tylko 15:10. Dopiero w ostatnich minutach decydujące dwa przyłożenia zdobył rezerwowy gracz młyna Gavin Coombes, ostatnie – dobre kilka minut po tym, jak zegar zmienił kolor na czerwony. Na pewno wpływ na wynik miał fakt, że ponad połowę meczu Scarlets grali w czternastkę po czerwonej kartce dla Sama Lousiego (podczas zajścia na boisku między graczami obu drużyn zabrał się do boksowania).

Dwa spotkania odwołano. Problemy z epidemią wywołaną przez koronawirusa spowodowały zakaz przeprowadzania imprez sportowych w dwóch regionach północnych Włoch, a obie włoskie franszyzy Pro14 właśnie tam mają swoje siedziby i miały grać u siebie. Chodzi o spotkania Zebre – Ospreys i Treviso – Ulster.

W dwóch pozostałych spotkaniach: Dragons pokonali Cheetahs 13:10 (choć po kwadransie gry to gracze z Afryki Południowej prowadzili 10:0; o zwycięstwie zadecydował skuteczny karny pięć minut po upływie regulaminowego czasu gry), a Southern Kings przegrali z Connacht 19:29 (Irlandczycy po błędach gospodarzy błyskawicznie wyszli na prowadzenie 14:0, ale potem zaczęli grać w trzynastkę i zrobiło się 14:14, w drugiej połowie grający w osłabieniu Connacht był jednak lepszy).

W konferencji A Leinster ma już 20 punktów przewagi nad drugim Ulsterem, ale ten ma jedno spotkanie nierozegrane (podobnie jak trzy inne drużyny). Na trzecim miejscu Glasgow. W konferencji A bez większych zmian, na czele Edynburg z dwoma punktami przewagi nad Munsterem. O trzecie miejsce rywalizują Scarlets i Connacht. Tu dwa mecze zaległe ma Benetton Treviso, zaś reszta drużyn rozegrała komplet spotkań.

Swoją drogą, Pro14 uruchomiło nową stronę internetową. Moim zdaniem zmiana na gorsze.

Transfery: Ulster sprowadza zmiennika dla Johna Cooney’a: od nowego sezonu przyłączy się do nich na rok były reprezentant Nowej Zelandii Alby Mathewson (do niedawna w Munsterze). Z kolei do Scarlets dołączy obrońca Liam Williams, reprezentant Walii i jedna z obecnych gwiazd Saracens – miał opuścić dotychczasowy klub na koniec sezonu, ale w obecnej sytuacji zrobi to wcześniej. Kryzys na ławce trenerskiej osiągających fatalne wyniki walijskich Ospreys wreszcie zostanie zażegnany: trzyletni kontrakt (obowiązujący od końca tego sezonu) podpisał z nimi angielski trener Toby Booth, obecnie w sztabie trenerskim Harlequins, a w przeszłości trener London Irish.

Top 14

Kilka niespodzianek w siedemnastej kolejce francuskiej ligi. Dwaj beniaminkowie, zajmujący miejsca w dole tabeli, korzystając z atutu własnych boisk, pokonali potęgi. Bajonna zwyciężyła mistrzów z Tuluzy 20:10 w meczu, w którym niemal wszystkie punkty padły w ciągu ostatnich 30 minut gry. Natomiast Brive grał przeciwko wiceliderowi, Lyonowi. Już po pierwszej połowie dzięki trzem przyłożeniom skrzydłowego Jorisa Juranda prowadził 27:6. I choć Lyon w drugiej połowie podjął pogoń, to Brive wygrało 30:16.

Jako hit kolejki zapowiadał się pierwszy jej mecz, w którym zmierzyły się dwie drużyny z czołówki: Racing 92 podejmował La Rochelle. I choć zwycięstwo gospodarzy niespodzianką nie jest, to jego styl i rozmiary zaskakują: paryżanie rozgromili przeciwników znad Atlantyku aż 49:0. Siedem przyłożeń i obrona, która mimo przewagi gości w posiadaniu piłki, nie pozwoliła im właściwie zbliżyć się do pola punktowego Racingu.

Z kolei w ostatnim meczu kolejki czwarty Tulon podejmował przedostatni Stade Français. Długo gracze nie rozpieszczali nas efektowną grą, ale co najwyżej skuteczną obroną. Do przerwy Tulon prowadził 6:3, a gdy do końca pozostawało tylko 20 minut – 9:6. Dopiero w końcówce zobaczyliśmy przyłożenia. Najpierw Tulon powiększył przewagę do dziesięciu punktów, potem paryżanie odpowiedzieli dwoma przyłożeniami i prowadzili 18:16. Prowadzenia nie dowieźli do końca – w ostatniej minucie Louis Carbonel zdobył trzy punkty z karnego i Tulon wygrał minimalnie, 19:18.

Poza tym: Agen przegrał z Clermont 15:32 (do przerwy był remis 15:15, ale w drugiej połowie gracze z ekipy Michelina dołożyli trzy przyłożenia i zdobyli bonus ofensywny), podrażnione spadkiem na ostatnie miejsce w tabeli Pau pokonało Montpellier 19:15 (niemal wszystkie punkty w meczu padły z karnych, dopiero w samej końcówce Nicolas Corato zdobył dla gospodarzy przyłożenie, które zadecydowało o ich zwycięstwie), a lider z Bordeaux pokonał Castres 26:24 (ciekawostka, przegrani zdobyli cztery przyłożenia, a zwycięzcy tylko dwa).

W tabeli nadal na czele Bordeaux przed Lyonem z dużą przewagą nad resztą stawki. Na trzecie miejsce awansował Racing 92, zamieniając się miejscami z La Rochelle. O szóste miejsce, ostatnie premiowane awansem do fazy pucharowej, walczą między sobą dwaj finaliści z poprzedniego sezonu – teraz górą jest Clermont. Z dna tabeli odbiło się Pau, a ponownie czerwoną latarnią stał się Stade Français (to już jedenasta taka kolejka w tym sezonie).

World Rugby Sevens Series

Piąty turniej cyklu World Rugby Sevens Series drużyn męskich odbył się w Los Angeles. Tym razem z ćwierćfinałami, choć te akurat w tym turnieju nic szczególnego nie zmieniły – do czołowej czwórki awansowali zwycięzcy grup. W finale Afryka Południowa po emocjonującym meczu zakończonym dogrywką pokonała Fidżi 29:24 (choć przegrywała już siedemnastoma punktami). Po raz kolejny zawiedli nieco Amerykanie, tym razem na dodatek będący gospodarzami – skończyli przygodę na ćwierćfinale. Po raz trzeci w tym sezonie w ósemce znalazł się beniaminek cyklu, Irlandczycy, za to po raz pierwszy nie udało się to Argentyńczykom.

Drobne

Puchar Sześciu Narodów

Nie tylko w Pro14, ale i w Pucharze Sześciu Narodów mecze z Włochami stanowią problem. IRFU podało, że po konsultacji ze swoim rządem postanowiło odwołać spotkanie Irlandii przeciwko Włochom zaplanowane za tydzień w Dublinie (a także spotkania kobiet i młodzieżowców). Zapewne nikt nie chce większych grup włoskich kibiców podróżujących po świecie. Czarne chmury zbierają się także nad planowanym za dwa tygodnie meczem w Paryżu (Francja – Irlandia), gdzie mowa o zakazie organizowania imprez, w których uczestniczy ponad 5 tysięcy osób. W poniedziałek ma odbyć się właśnie w Paryżu spotkanie na temat dalszych losów turnieju.

„The Rugby Paper” przekazało w niedzielnym wydaniu informację o przetargu na prawa telewizyjne do Pucharu Sześciu Narodów. Wynika z niej, że liderem w wyścigu jest płatna telewizja Sky, co oznaczałoby znaczne ograniczenie dostępu do transmisji w Wielkiej Brytanii. CVC, które chce kupić udziały w 6 Nations za 300 mln funtów, nie chce transmisji w darmowych telewizjach. W grę wchodzi góra pieniędzy, ale australijskie rugby jest najlepszym przykładem tego, że wepchnięcie rugby do płatnej telewizji na pewno nie służy zwiększeniu zainteresowania tym sportem. Miejmy nadzieję, że organizacja nie pójdzie tym tropem. Niestety, ITV i BBC nie chcą tym razem złożyć wspólnej oferty.

Super Rugby

Coraz lepiej radzą sobie ekipy australijskie. Brumbies co prawda pauzowali, ale zwycięstwa odniosły ekipy Rebels (nad nowozelandzkimi Highlanders) i Waratahs (pierwsze w sezonie, nad południowoafrykańskimi Lions). Zwycięska passa ostatniej niepokonanej drużyny, Stormers z Kapsztadu, została zakończona porażką w domu z Blues, 14:33. Bez żadnego zwycięstwa pozostają już tylko Bulls.

Także i tu perturbacje koronawirusowe. Zaplanowane w kolejne weekendy dwa domowe mecze Sunwolves nie odbędą się w Japonii – tamtejsze władze poleciły wstrzymać masowe imprezy sportowe na dwa tygodnie. SANZAAR zadecydowało o rozegraniu ich w dotychczasowych terminach, ale w Australii (także druga arena Sunwolves, w Singapurze, jest niedostępna z tych samych powodów). Szkoda trochę Sunwolves, bo w Japonii mają wsparcie największej publiczności w Super Rugby. Szkoda też japońskich kibiców, dla których ten sezon to ostatnia okazja, aby regularnie oglądać najlepsze drużyny z południowej półkuli.

Major League Rugby

Tutaj czwarta kolejka gier. Liderzy konferencji podtrzymali passę samych zwycięstw: San Diego Legion pokonał drużynę z Nowego Orleanu, a Toronto Arrows zwyciężyli Atlantę. Pierwsze dopiero zwycięstwo w sezonie odnieśli obrońcy tytułu, Seattle Seawolves, którzy pokonali Bostończyków i awansowali od razu na trzecie miejsce w swojej konferencji. Passę samych porażek przerwali także Colorado Raptors.

Kwalifikacje do Pucharu Świata kobiet

Kilka tygodni temu zawodniczki Tonga wyeliminowała z rozgrywek decydujących o kwalifikacji z rejonu Oceanii do Pucharu Świata odra. Dostały jednak drugą szansę i w ten weekend zagrały przeciwko Papui-Nowej Gwinei. Wygrały na wyjeździe 36:24. Teraz czeka na nie reprezentacja Samoa, a zwycięzca tego pojedynku awansuje do międzykontynentalnego barażu.

Zapowiedzi

Po prawie czterech miesiącach zimowej przerwy wracamy na krajowe boiska. W najbliższy weekend rozpocznie się rewanżowa runda Ekstraligi. Zobaczymy tylko trzy spotkania. Najciekawiej zapowiada się mecz Juvenii ze Skrą (transmisja na kanale Ekstraligi w serwisie Youtube, niedziela, godz. 14:00). Dwa pozostałe spotkania zapewne będą dość jednostronne: Arka Gdynia podejmie mistrzów, Ogniwo Sopot (ten mecz będzie transmitowany w Polsat Sport Fight, niedziela, godz. 12:30), a Budowlani Lublin zagrają przeciwko Orkanowi Sochaczew (choć akurat jesienią spotkanie tych drużyn wcale nie było spacerkiem dla Orkana). Mecz Lechii Gdańsk z mistrzami jesieni, Rugby Łódź, z powodu przedłużających się prac na stadionie gdańskiego klubu, przełożono na weekend 21–22 marca.

Po tygodniu przerwy wraca Puchar Sześciu Narodów. Przed nami przedostatnia kolejka gier, a w niej arcyciekawie zapowiadające się starcia Anglii z Walią (Anglia wciąż myśli o zwycięstwie w Pucharze) i Szkocji z Francją. Jak wspomniałem wyżej – nie odbędzie się trzecie spotkanie, Irlandii z Włochami.

Ma grać także Rugby Europe Championship, a tu mecz na nieoczekiwanym (przynajmniej w połowie) szczycie: Portugalia będzie podejmować Gruzję. Poza tym Rosja – Rumunia i Belgia – Hiszpania. Oprócz tego mecz Rugby Europe Trophy: Holandia zagra kolejny mecz u siebie, tym razem przeciwko Litwie.

Z lig zachodnioeuropejskich zobaczymy w grze tylko kluby Premiership. To dość niespotykane, ale chyba najwięcej uwagi przyciągnie spotkanie dwóch ostatnich drużyn w tabeli: Saracens z Leicester Tigers (łącznie mają na koncie 15 tytułów mistrzowskich). Lider z Exeter podejmie Bath.

Męska połówka cyklu World Rugby Sevens Series pozostaje na zachodnim wybrzeżu Ameryki Północnej. Reprezentacje przenoszą się na północ i zagrają w kanadyjskim Vancouver.

W środę i piątek zobaczymy pierwsze mecze pierwszego sezonu południowoamerykańskiej zawodowej Súper Liga Americana de Rugby. Inauguracyjny mecz rozegrany zostanie w Montevideo, a staną na przeciwko siebie tamtejszy Peñarol oraz chilijski Selknam. W pierwszym sezonie bierze udział pięć drużyn, ale są plany rozwoju. Zwycięzca ligi ma spotkać się z mistrzem MLR w spotkaniu o tytuł mistrza Ameryk.

I na koniec: 8 marca zagrają kobiece piętnastki jakże egzotycznych krajów, Gwatemali i Salwadoru. Kiedy zobaczymy występ naszej reprezentacji? Ps. Tak, wiem, w siódemkach idzie nam świetnie, a zasoby mamy niewielkie. Szkoda byłoby popsuć to, co już mamy. Ale i tak fajnie byłoby zobaczyć kiedyś polską, kobiecą piętnastkę 🙂

Dodaj komentarz