Sporo emocji w Polsce, Europie i na świecie

Weekend pełen emocji w polskiej Ekstralidze, europejskich pucharach i na antypodach. W Polsce nie było ich tylko tam, gdzie najbardziej na nie liczyliśmy – Master Pharm Rugby Łódź nie dał żadnych szans Awencie Pogoni Siedlce. W Europie Leinster wyeliminował obrońców Champions Cup, Exeter Chiefs, a w półfinałach tych elitarnych rozgrywek zobaczymy oprócz niego trzy drużyny francuskie.

Ekstraliga

Przed weekendem wieści z Komisji Gier i Dyscypliny. Okazuje się, że niektórzy w pierwszych meczach wiosny nie grali fair. Zarówno Master Pharm Rugby Łódź (przeciwko Sparcie Jarocin), jak i Skra Warszawa (już czwarty raz w tym sezonie, przeciwko Lechii Gdańsk), wystawiły składy niezawierające graczy młodzieżowych. Cóż, kary absolutnie symboliczne – upomnienia, ale tak skonstruowany jest regulamin. Ale czy przypadkiem w takim razie regulamin nie powinien być zmieniony? Po cóż wymagania, skoro ich nieprzestrzeganie nie jest tak karane, jak na to zasługiwałoby? Bo przecież to robi różnicę na boisku.

Dwunasta kolejka Ekstraligi rozegrana wreszcie w komplecie. Jednak zaplanowanie wszystkich trzech sobotnich meczów na tę samą godzinę było posunięciem chyba odrobinę nietrafionym.

W sobotę najciekawiej było w Lublinie. Długo tu mieliśmy grę akcja za akcję, ale wynik brzmiał 0:0. Budowlani wyszli na prowadzenie po karnym, ale pod koniec pierwszej połowy obudzili się wreszcie faworyzowani warszawiacy – w ciągu paru minut zdobyli dwa przyłożenia i wydawało się, że ustawili mecz dla siebie. Nic z tego, jeszcze w końcu pierwszej połowy lublinianie długi pobyt pod polem punktowym Skry zakończyli przyłożeniem i było już tylko 10:14. I choć Skra na początku drugiej połowy przycisnęła, nic z tego nie wynikło. Wynik nie zmieniał się przez kolejne pół godziny, a na parę minut przed końcem Budowlani sensacyjnie wyszli na prowadzenie. Mieli nawet szansę na jego podniesienie, ale tuż przed końcem to Skra zdobyła przyłożenie i to ona była na czele z dwupunktową przewagą (19:17). Lublinianie dostali szansę na zmianę wyniku z karnego, ale w ostatnim kopie meczu Smiłko Debrenliew chybił z niezbyt trudnej pozycji. Kolejne zwycięstwo Skry tylko o włos i odrobinę szczęśliwe z teoretycznie niżej notowanym rywalem.

W Gdyni Arka bez swoich podstawowych graczy z tylnej formacji (Szaszero, Hampsona i Sirockiego) podejmowała Juvenię mającą za sobą kiepską passę pięciu porażek z rzędu. Już od pierwszych minut krakowianie zdominowali rywali i w ciągu kwadransa mieli na koncie dwa przyłożenia (świetna gra dwóch graczy młyna z Południowej Afryki – Krugera i van Vuurena; ten ostatni zdobył w tym meczu trzy przyłożenia). Potem Arka zaczęła odpowiadać, ale ilekroć zbliżyła się do Juvenii na 7 punktów, ta ponownie odskakiwała. W drugiej połowie krakowianie całkowicie już zdominowali rywali i dopiero w samej końcówce, gdy po żółtej kartce zostali w czternastkę, pozwolili Arce na skuteczną akcję, która dała gospodarzom punkt bonusowy. Dużo radosnego rugby, w sumie 11 przyłożeń, a w Juvenii znów zobaczyliśmy Konrada Jarosza kierującego grą na boisku i młynarza Dylana Krugera wykonującego kopy na słupy (skuteczność z podwyższeń 5/6).

Liczyliśmy na emocje w meczu drużyn z trzeciego i czwartego miejsca w tabeli – Master Pharm Rugby Łódź podejmował Awentę Pogoń Siedlce. Jednak tych emocji trochę tu zabrakło. Gospodarze po pięknej akcji Przemysława Dobijańskiego prowadzili już po czterech minutach, a wkrótce przed przerwą wygrywali już 17:3. Siedlczanie zdołali zdobyć przyłożenie i dali nadzieję na walkę w drugiej połowie, ale w tych paru pozostałych minutach pierwszej stracili dwa kolejne przyłożenia i przegrywali 10:27. A w drugiej połowie punktowali już tylko gospodarze: łodzianie wygrali ją 22:0, dominując zwłaszcza w końcówce meczu. Kropkę nad i postawił karnym z ponad połowy boiska Michał Kępa, który w sumie zdobył w meczu 19 punktów – w tym jedno z siedmiu przyłożeń swojej drużyny.

W niedzielę Orkan Sochaczew podejmował Lechię Gdańsk i początkowo widzieliśmy wyrównane spotkanie. Orkan zdobył przyłożenie w pierwszej akcji meczu, ale Lechia odpowiedziała karnym Rafała Janeczki z ponad połowy boiska, dorzuciła przyłożenie i było 10:10. Jednak potem kolejno dwóch gdańszczan zobaczyło żółte karki, a Orkan napędzany przez Pietera Steenkampa świetnie wykorzystał przewagę i na koniec pierwszej połowy prowadził 29:10. W drugiej połowie początkowo przewagę nadal miał Orkan. Wynik jednak się nie zmienił, a ostatni kwadrans należał wreszcie do fantastycznej w tym okresie Lechii. Trzy przyłożenia, w tym dwa przy grze w przewadze dały im tuż przed końcem remis 29:29. I tylko szkoda, że gdańszczanie nie poszli za ciosem i nie spróbowali przechylić szali na swoją korzyść, tylko wykopali piłkę poza boisko… Remis o tyle korzystny dla obu drużyn, że zdobyły po trzy punkty.

Spacerkiem dla mistrzów Polski nie okazał się wyjazdowy mecz z beniaminkiem w Jarocinie – nieoczekiwanie było trochę emocji. Co prawda Ogniwo dość szybko wyszło na prowadzenie, ale wynik 5:0 utrzymywał się dłuższy czas. Dopiero pod koniec pierwszej połowy mistrzowie zdobyli kolejne dwa przyłożenia (znowu bez podwyższeń, Wojciech Piotrowicz nie miał swojego dnia), ale 15-punktową stratę Spartanie zmniejszyli jeszcze na koniec tej części spotkania dzięki przyłożeniu z podwyższeniem, a na początku drugiej połowy zdobyli kolejne przyłożenie. Sopocianie mieli tylko 3 punkty przewagi i taka różnica utrzymywała się przez dłuższy czas. Dopiero w końcowej fazie meczu Ogniwo udowodniło swoją przewagę kolejnymi trzema przyłożeniami i ostatecznie wygrali 32:12. Jarocinianie wciąż przegrywają, ale prezentują się na boisku coraz lepiej.

W tabeli bez rewolucji – jedyna zmiana to zamiana miejsc między Lechią a Budowlanymi. Ale Pogoń coraz bardziej odstaje od czołowej trójki, a Lechia, Budowlani i Orkan zaczynają ostrzyć sobie zęby na odebranie jej czwartego miejsca dającego możliwość walki o medal.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Ogniwo Sopot 10 48
2. Skra Warszawa 12 45
3. Master Pharm Rugby Łódź 11 42
4. Awenta Pogoń Siedlce 12 34
5. ↑ Lechia Gdańsk 12 29
6. ↓ Edach Budowlani Lublin 11 27
7. Orkan Sochaczew 12 26
8. Arka Gdynia 12 20
9. Juvenia Kraków 12 18
10. Sparta Jarocin 12 0

Na pierwszoligowym froncie spośród trzech meczy odbył się tylko jeden. Nie zagrała żadna z drużyn celujących w awans: odwołano mecz Posnanii z Białymstokiem, także AZS AWF Warszawa nie pojechał do Arki Rumia. W jedynym rozegranym spotkaniu Legia Warszawa kontynuowała serię samych porażek i przegrała z Watahą Zielona Góra 17:24 (na pociechę – pierwszy punkt w sezonie, bonus defensywny).

Warto zwrócić uwagę na jeszcze jeden mecz w naszym kraju: Mazovia Mińsk Mazowiecki zagrała towarzysko z RT Olsztyn. Wynik (zwycięstwo Mazovii 36:15) jest tu mniej istotny od coraz częstszego pojawiania się na boiskach olsztyńskiej piętnastki.

Mistrzostwa Polski w rugby 7 kobiet

Po raz czwarty (a drugi raz wiosną) na boisko wybiegły kobiece siódemki w walce o mistrzostwo Polski. Tym razem na obiektach AZS AWF Warszawa, którego zawodniczki na własnym boisku odniosły mały sukces – mimo zajęcia dopiero siódmego miejsca awansowały do Ekstraligi (wszystko przez to, że na dwóch czołowych miejscach w I lidze znalazły się drugie drużyny ekip już w tej Ekstralidze grających).

„Podgryzania” Biało-Zielonych tym razem nie było. Gdańszczanki wygrały pewnie wszystkie swoje spotkanie i w całym turnieju straciły tylko jedno przyłożenie (w meczu grupowym przeciwko Legii), a same nie zdobyły w żadnym spotkaniu mniej niż 31 punktów. Na drugie miejsce wspięła się Legia, która już trzeci raz z rzędu była górą nad Black Roses Posnanią – mecze tych dwóch drużyn to póki jedyne na ekstraligowym poziomie, które dostarczają więcej emocji.

Z Ekstraligi spadła Juvenia Kraków, I ligę w cuglach wygrały rezerwy Biało-Zielonych, nadspodziewanie słabo wypadły natomiast Diablice z Rudy Śląskiej, dotąd poniekąd etatowo z turnieju na turniej przesuwające się z Ekstraligi do I ligi i z powrotem – tym razem zajęły ostatnie miejsce i w klasyfikacji ogólnej dały się wyprzedzić na czwartym miejscu Juvenii.

Wydaje się, że skład podium już znamy. Tylko katastrofa mogłaby odebrać złoto Biało-Zielonym, natomiast za ich plecami toczy się walka o srebro pomiędzy Legią i Black Roses. W tym momencie warszawianki mają dwa punkty przewagi i mają do tego medalu o krok bliżej, ale przed nami jeszcze trzy turnieje.

Miłym akcentem była transmisja video w internecie. Co prawda bez grafik pokazujących kto z kim gra i jaki jest wynik, bez komentarza, ale zawsze kroczek do przodu 🙂 Tutaj za to znakomite zdjęcia z imprezy Szymona Sikory: https://www.facebook.com/szymek.sikora.1/posts/3777870658947454.

Heineken Champions Cup

W najciekawiej zapowiadającym się ćwierćfinale obrońcy tytułu, Exeter Chiefs, podejmowali irlandzki Leinster, który ostatni raz sięgnął po to trofeum przed trzema laty, a w dwóch ostatnich sezonach dwukrotnie uległ w play-off Saracens. Mecz znakomicie zaczęli Anglicy – już po siedmiu minutach i dwóch przyłożeniach Toma O’Flaherty’ego (świetne akcje, w których wyrywał się irlandzkim obrońcom) prowadzili 14:0. Parę minut później straty Leinsteru zmniejszył James Lowe, ale wkrótce potem Irlandczycy ponieśli dotkliwą stratę – z boiska musiał zejść Jonathan Sexton na swoje trzecie HIA w ciągu dwóch miesięcy i już na nie nie wrócił (a przecież przystąpili do gry już bez kilku ważnych zawodników). Jednak mimo to końcówka pierwszej połowy należała do nich: przyłożenie Jordana Larmoura, podwyższenie i dwa karne Rossa Byrne’a i było 20:14 dla dublińczyków. Na początku drugiej połowy exeterczycy wrócili do gry i nawet wyszli na prowadzenie, ale od 47. minuty nie byli już w stanie zdobyć żadnych punktów, podczas gdy Leinster kończył drugą połowę tak jak i skończył pierwszą: przyłożenie Larmoura (który pokonał w tej akcji trzech rywali, w tym Stuarta Hogga i Joe’go Simmondsa) i kolejne karne Byrne’a. Exeter walczył, ale ostatecznie Irlandczycy wygrali 34:22.

W dwóch niedzielnych ćwierćfinałach, w których grały wyłącznie ekipy francuskie, zero przyłożeń, za to pojedynki kopaczy. W pierwszym Bordeaux podejmowało Racing 92. Ekipy zmieniały się na prowadzeniu po kopach Matthieu Jaliberta dla Bordeaux oraz Maxime’a Machenaud, a potem Teddy’ego Iribarena dla Racingu (jedynym urozmaiceniem był drop goal dla paryżan w wykonaniu Antoine’a Giberta), ale żadna nie mogła osiągnąć przewagi większej niż trzypunktowa. Bliżej przyłożenia byli gospodarze pod koniec meczu – najpierw po świetnej akcji brakło im dosłownie pół metra, a potem po TMO sędzia dopatrzył się przodu przy odzyskaniu piłki. Już po 80. minucie było 24:24 i o awansie do półfinału zadecydował ostatni karny Jaliberta, wykonany z około 55 m: Bordeaux wygrało 24:21, Racing zaś stracił szansę na czwarty w ciągu ostatnich sześciu sezonów finał (grał jednak bez Russella, Zebo, Vakatawy, Le Roux i paru innych, a zaledwie po dwóch minutach zszedł z boiska kontuzjowany Chat). W drugim meczu sytuacja podobna, karne wykonywali Morgan Parra dla Clermont i Romain Ntamack dla Tuluzy (swoją drogą, jego stryj właśnie został trenerem kadry Madagaskaru). Choć Ntamack nie trafił przy pierwszych dwóch próbach, nie pomylił się przy siedmiu następnych i w drugiej połowie przewaga Tuluzy nad przeciwnikami urosła do dziewięciu punktów. Parę minut przed końcem Parra chciał zmniejszyć z karnego straty do sześciu punktów, aby zachować dystans pozwalający na odrobienie strat, ale tym razem on chybił i mecz skończył się zwycięstwem Tuluzy 21:12.

Poza tym La Rochelle pokonało Sale Sharks 45:21: pierwsza połowa wyrównana, ale w drugiej Francuzi zdecydowanie odjechali graczom z Manchesteru – po dwa przyłożenia zdobyli Raymond Rhule i Geoffrey Doumayrou. Znakomity występ roszelczyków, którzy dają wyraźny znak aspiracji sięgających pierwszego w historii w ich klubu europejskiego pucharu.

W półfinale zobaczymy trzy ekipy francuskie i jedną irlandzką – porażkę ponieśli Anglicy, bo obie drużyny z tego kraju odpadły z rozgrywek. Skład półfinałów rozlosowano jeszcze w niedzielę wieczorem. Oba odbędą się we Francji: La Rochelle podejmie Leinster, a Tuluza zagra z Bordeaux-Bègles.

European Rugby Challenge Cup

W ćwierćfinałach Challenge Cup najbardziej interesująco zapowiadało się starcie Northampton Saints z Ulsterem. Anglicy tydzień temu odprawili z kwitkiem inną drużynę irlandzką, Connacht, z kolei Ulster rozgromił londyńskich Harlequins. W pierwszej połowie aż pięć przyłożeń i nieustające zmiany na prowadzeniu: po 5 minutach 7:0 dla Saints, po 25 minutach 14:10 dla Ulsteru, kolejne 10 minut (fantastyczne w wykonaniu debiutującego w pucharach Tommy’ego Freemana) i z powrotem Saints na prowadzeniu 22:14. Wynik tym bardziej godny uwagi, że Anglicy zobaczyli między 9. i 22. minutą trzy żółte kartki i chwilę grali nawet w trzynastkę nie dając w tym czasie rywalom zdobyć przyłożenia (a sami wykorzystali karnego). W drugiej połowie Ulster nie dostał takiego handicapu, ale zagrał ją po prostu lepszą, szczególnie ostatnie 20 minut – na jego trzy przyłożenia (w tym jedno świetnego Johna Cooney’a) Saints zdołali odpowiedzieć tylko jednym i choć walczyli do końca, przegrali 27:35.

Nadspodziewanie dużo emocji w meczu Montpellier z włoskim Benettonem. Włosi w tym sezonie przegrali wszystkie swoje mecze ligowe, ale w pucharach odnieśli dwa zwycięstwa. Tym razem też mieli szansę. W pierwszej połowie oba zespoły wymieniały cios za cios i dopiero przyłożenie w końcówce tej części spotkania i pierwszy chybiony karny Paola Garbisiego po pięciu celnych w tej części spotkania dały Montpellier niewielką przewagę 21:15. Na początku drugiej połowy Garbisi wyprowadził jednak swoją drużynę na prowadzenie (przyłożenie z podwyższeniem, w sumie zdobył 22 punkty), ale jeszcze lepszy był łącznik młyna Montpellier, Benoît Paillaugue, który odpowiedział swoim drugim przyłożeniem (w sumie razem z kopami – zdobył o jedno oczko więcej niż Garbisi). I tę sześciopunktową przewagę Francuzi utrzymali do końca, choć ostatnie pięć minut meczu grali w czternastkę i Włosi mocno ich przycisnęli. Końcowy wynik: 31:25.

Poza tym Bath pokonało London Irish 26:13 (mecz zaczęli od przyłożenia Exiles, ale Bath odpowiedziało aż czterema przyłożeniami – z czego trzema w ciągu pierwszych trzydziestu minut; dla Bath pierwszy raz po kilkumiesięcznej kuracji zagrał Cameron Redpath), a Leicester Tigers pokonali Newcastle Falcons 39:15 (dwa karne przyłożenia dla zwycięzców, trzy żółte kartki i jedna czerwona dla pokonanych, którzy kończyli mecz w trzynastkę – wszystko dzięki dominacji Tigers w młynie).

W stawce pozostały dwie ekipy angielskie, jedna francuska i irlandzki Ulster – i to chyba ta ostatnia jest faworytem. Jednak Montpellier też na pewno tęskni za trofeami, nawet jeśli to tylko Challenge Cup. Oba mecze półfinałowe odbędą się w Anglii: Leicester Tigers podejmie Ulster, a Bath zagra z Montpellier.

Super Rugby

Siódma kolejka Super Rugby Aotearoa to dwa dreszczowce, rozstrzygnięte „złotymi punktami” w dogrywkach. Chiefs pokonali na wyjeździe Highlanders 26:23, odnosząc trzecie zwycięstwo z rzędu (cóż za odmiana po fatalnej passie). Chiefs prowadzili, ale rezerwowy Josh Ioane zdobywając 10 punktów w ostatnich 10 minutach doprowadził do remisu. W dogrywce jednak szalę na korzyść Chiefs przechylił z karnego Damian McKenzie. W niedzielnym spotkaniu Hurricanes podejmowali Crusaders i postawili faworytom nadspodziewane trudne warunki. W regulaminowym czasie gry było 27:27 i mecz rozstrzygnął na korzyść Crusaders drop goal Davida Haviliego na początku dogrywki. Choć jeszcze przed 80. minutą po obu stronach zobaczyliśmy imponujące próby: Richie Mo’unga próbował drop goala z dużego dystansu, a Jordi Barrett karnego z aż 64 m.

W tabeli powoli pną się w górę Chiefs, którym brakuje jeszcze tylko dwóch punktów do Blues – obie drużyny najprawdopodobniej będą rywalizować o miejsce w finale przeciwko Crusaders. Jednak ostatnie spotkania pokazują, że tu każdy może wygrać z każdym.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Crusaders 6 22
2. Blues 5 14
3. ↑ Chiefs 5 12
4. ↓ Highlanders 6 10
5. Hurricanes 6 6

Oba mecze ósmej kolejki Super Rugby AU na styku i oba kończące się podobnymi okolicznościami: minimalnie wygrywająca drużyna odzyskuje piłkę na swojej połowie, jest po 80. minucie, wykopuje ją, ale ta trafia w ręce przeciwników (kop Western Force zablokowany, kop Reds po prostu w boisko) i ci zdobywają ostatnią szansę na zwycięstwo. W obu przypadkach jednak niewykorzystaną. W piątkowym meczu niespodzianka. Rebels podejmowali Western Force i przegrali 15:16, mimo dominacji na boisku przez niemal cały mecz. Force znakomicie broniło, nie pozwoliło gospodarzom na zdobycie ani jednego przyłożenia, a samo zdobyło jedyne przyłożenie w meczu w ostatnich jego minutach. W dodatkowym czasie Rebels próbowali drop goala, ale nieskutecznie (a Reece Hodge przy okazji odniósł kontuzję po ataku rywala). Z kolei w sobotni meczu na szczycie Reds pokonali Brumbies 24:22, choć gracze ze stolicy bardzo długo prowadzili. Reds wyszli na czoło podobnie jak Force dzień wcześniej, dopiero na parę minut przed końcem.

W tabeli bez wielkich zmian, jednak piątkowy wynik oznacza, że walka o awans do półfinału (daje go trzecie miejsce) może toczyć się między Rebels i Western Force do końca. Pewne już natomiast jest, że Reds zagrają w finale rozgrywek, który odbędzie się w Brisbane, a Brumbies w półfinale, którego miejscem będzie Canberra.

Poz. Drużyna M. Pkt.
1. Reds 7 32
2. Brumbies 7 25
3. Rebels 6 11
4. Western Force 6 10
5. Waratahs 6 2

Drobne

W kobiecym Pucharze Sześciu Narodów dwa kolejne jednostronne pojedynki. Włoszki uległy Angielkom 3:67 (24 punkty Emily Scarratt – przyłożenie, karny i 8 podwyższeń), a Walijki Irlandkom 0:45.

Trwają zmagania o losy brytyjskiej Championship. Wszystko wskazuje na to, że prowadzone w Anglii rozmowy zmierzają aby przedłużyć zarówno zaplanowane zawieszenie awansów do Premiership na okres czterech lat, a także podtrzymać na ten czas radykalne (ponad czterokrotne) zmniejszenie i tak bardzo skromnego finansowania z centrali. Ba, jest także możliwe, że Premiership nie zapłaci klubom Championship kwoty, którą obiecało wykładać corocznie w związku z likwidacją play-off w zmaganiach o awans – bo awansu ma nie być. Nie mówiąc już o rządowej pomocy covidowej, której do Championship trafiła znikoma część.

A w rozgrywkach niepokonane pozostają tylko ekipy Ealing i Doncaster. Ta pierwsza zadała drugą porażkę w sezonie zajmującym dotąd trzecie miejsce w lidze Cornish Pirates 38:10. Po tej kolejce z trzeciego miejsca zepchnęli ich Saracens, którzy z reprezentantami w składzie (po dwa przyłożenia Maro Itoje i Billy’ego Vunipoli) pokonali Bedford Blues 54:13. Dwa kolejne mecze czekają ich właśnie z obiema drużynami z ligowego czuba. A nowym kapitanem Saracens został Owen Farrell. Wraca też do Saracens z wypożyczenia do Dragons walijski środkowy Nick Tompkins (Dragons skończyli już ligę i odpadli z pucharów, więc Tompkins ma pomóc londyńczykom w walce w Championship jeszcze w tym sezonie).

We francuskiej drugiej lidze Pro D2 wreszcie przełamanie Provence z Andrzejem Charlatem w składzie. Po dziewięciu porażkach z rzędu, tym razem zdołali wygrać 32:30 z Grenoble (i to mimo czterech przyłożeń rywali), a Charlat, chwalony za to spotkanie, znacznie przysłużył się do tego zwycięstwa udziałem w obu przyłożeniach swej drużyny – jedno zdobył sam, a przy drugim asystował Florentowi Massipowi. Ten ostatni zaliczył w tym spotkaniu aż 27 punktów – choć drużyna jest w okolicach dna tabeli, Massip jest zdecydowanym liderem tabeli najlepiej punktujących w lidze (zdobył w sumie aż 325 punktów, co stanowi większość dorobku całej drużyny). Mimo zwycięstwa Provence nadal ma jednak tylko dwa punkty przewagi nad strefą spadkową. Liderujące ekipy Vannes i Perpignan solidarnie wygrały, choć ta ostatnia miała ciężką przeprawę z trzecim w tabeli Biarritz (29:27).

Pojawiają się informacje o kłopotach organizatorów Rainbow Cup. Drużyny z Południowej Afryki miały na drugą część rozgrywek (po trzech kolejkach lokalnych derby) urządzić bazę w angielskim Bristolu. Jest jednak problem z uzyskaniem odpowiednich zgód i nie jest wykluczone, że cała impreza do skutku nie dojdzie. Jeśli tak się stanie, organizatorzy Pro14 bardzo będą żałować drastycznego skrócenia sezonu ligowego.

W grupie białej japońskiej Top League niepokonane w fazie zasadniczej pozostały drużyny Panasonic Wild Knights i Kobelco Steelers. W najciekawszym meczu Steelers pokonali trzecich w tabeli Red Hurricanes 31:29 (pokonanym nie pomogły przyłożenia Perenary i Mapimpiego). W grupie czerwonej też hit: Toyota Verblitz pokonała Spears Kubota 25:24 po przyłożeniu zdobytym już po upływie 80. minut. Obie te ekipy wcześniej poniosły po tylko jednej porażce, z niepokonanym dotąd Suntory Sungoliath. Ta ostatnia drużyna rozgromiła NTT Shining Arcs aż 94:31. Beauden Barrett tym razem wszedł z ławki, ale w ciągu 20 minut gry zdobył aż 25 punktów, w tym hat-trick przyłożeń (pierwsze po 60-metrowym rajdzie, mijając rywali jak tyczki). Za tydzień ma zacząć się faza play-off (od czterech meczów barażowych o awans do 1/16 finału, w których zmierzą się 4 najlepsze drużyny z Top Challenge League i 4 najsłabsze z Top League) – z fazy zasadniczej pozostało jednak jedno nierozegrane spotkanie…

Trzech młodych graczy Panasonic Wild Knights, byłych zawodników australijskiej reprezentacji U20, przymierza się do reprezentowania w przyszłości Japonii. Cóż, można powiedzieć, chichot historii, biorąc pod uwagę, jak wielu zawodników Australijczycy wyciągają z wysp Pacyfiku…

Trzeci mecz i trzecie zwycięstwo rozgrywających pierwszy sezon w Major League Rugby LA Giltinis – tym razem zaaplikowali siedem przyłożeń Kanadyjczykom z Toronto Arrows (43:16 na boisku w Nowym Orleanie, mecz skończony przed czasem z powodu burzy). Warte uwagi jest też pierwsze zwycięstwo w sezonie jedynych dotąd mistrzów MLR, Seattle Seawolves (wygrali na wyjeździe z Utah Warriors 20:15) i trzecia porażka San Diego Legion (po dramatycznym meczu z Houston SaberCats 32:24). Na czele tabeli konferencji na zachodzie LA Giltinis, a na wschodzie RUNY (nowojorczycy pokonali dotąd liderującą ekipę z Atlanty i zajęli jej miejsce). Z pozaboiskowych wieści warta uwagi jest zapowiedź powrotu San Diego Legion na swoje boisko – z powodu covidowych obostrzeń sezon zaczynali w Las Vegas, ale już w tym tygodniu mają wrócić do Kalifornii.

Południowoamerykańska Súper Liga Americana de Rugby przeniosła się na drugą turę meczów rundy zasadniczej z Chile do urugwajskiego Montevideo (i tu pozostanie już do końca). Miejscowy Peñarol uczcił to zwycięstwem nad paragwajskimi Olimpia Lions. Nie zatrzymują się Jaguares XV, którzy tym razem rozgromili brazylijskich Cobras.

Powoli kończy się faza zasadnicza włoskiej Top 10. W praktyce już wiadomo, kto awansuje do półfinałów (Petrarca, Rovigo, Emilia i Calvisano – czyli lista identyczna jak w ostatnim ukończonym sezonie w 2019), gra toczy się jedynie o to, kto zagra w nich z kim. W ten weekend najwięcej uwagi przyciągnął pierwszy mecz we włoskiej lidze sędziowany przez kobietę: Clara Munarini poprowadziła spotkanie między dwoma lokalnymi rywalami, Colorno i Viadaną (swoją drogą, zacięte, 27:26). Poza tym swoje spotkania wygrała cała czołowa czwórka. Znany nam z Orkana z jesieni Leiger wszedł w Lazio na boisko na ostatnie 10 minut, a jego drużyna zajmuje ostatnie miejsce w tabeli z kompletem 16 porażek na koncie.

Trwa też walka o rozstawienie w fazie play-off w hiszpańskiej División de Honor. W ten weekend mieliśmy mecz na szczycie: liderujący w tabeli grupy mistrzowskiej Alcobendas podejmowali wicelidera, dominującego w ostatnich latach w lidze, Valladolid RAC. Górą byli gracze z przedmieść Madrytu, i to aż 33:11. VRAC stracił drugie miejsce na rzecz innego klubu z Valladolid, El Salvador, który pokonał Barcelonę. Sezon zasadniczy skończył się za to na drugim poziomie ligowym – wyłoniono osiem ekip, które będą grać w play-off o awans.

Trwa też sezon w gruzińskiej Didi 10. W słabszej grupie, walczącej o utrzymanie się na najwyższym poziomie, smutny obrazek prezentuje drużyna Dżiki Gori, która właściwie straciła skład, a próbuje skończyć sezon, aby zapewnić sobie dotację. W ten weekend, przeciwko Lelo Tbilisi, zdołała wystawić zaledwie 13 graczy (niekoniecznie grających na swoich pozycjach) i po 62 minutach, gdy na boisku zostało jej tylko 10 zawodników na boisku, ekipy uznały, że nie ma to już żadnego sensu i zgodziły się skończyć spotkanie przy wyniku 3:102. Liczba straconych punktów w poszczególnych meczach w ciągu ostatnich dwóch miesięcy: 71, 139, 88, 116, 130, 102. W grupie mistrzowskiej na trzy kolejki przed końcem prowadzi AIA Kutaisi, ale już tylko punkt do lidera traci drużyna Batumi, która po kiepskim początku sezonu wygrała dziewięć ostatnich meczów ligowych.

Mohed Altrad, właściciel Montpellier i sponsor reprezentacji Francji, chce umieścić nazwę swej firmy, Altrad, na koszulkach All Blacks. Trwają negocjacje, a może to kosztować Francuza nawet 18 mln euro (a i tak jest co cena niższa niż była w pierwszym kontrakcie AIG przed 10 laty).

W Afryce Południowej kolejna wizerunkowa i organizacyjna porażka Western Province – tym razem fiaskiem skończyły się długo trwające negocjacje o nawiązaniu współpracy z paryskim Stade Français. Media wiele uwagi skupiają na doradzającym federacji Tonym McKeeverze – ponoć każde przedsięwzięcie w zawodowym rugby, do którego chciał przyłożyć rękę, kończyło się fiaskiem.

Reprezentacja Tonga próbuje się zbroić byłymi reprezentantami Nowej Zelandii przed ostatnim turniejem kwalifikacji olimpijskich siódemek zaplanowanym w Monako w czerwcu. Myśli o trzech zawodnikach z tongijskimi korzeniami – są to Charles Piutau z Bristol Bears, George Moala z Clermont i Malakai Fekitoa z Wasps. Obu jednak na przeszkodzie może stanąć awans ich drużyn do play-off swoich lig (cóż, na przykład Bristolczycy są obecnie liderami tabeli i mało prawdopodobne, by mogli nie awansować), a stracona szansa długo potem się nie powtórzy. Tongijczycy mieliby też chrapkę na kontrowersyjną gwiazdę wyrzuconą z kadry Australii, Israela Folau, ale temu okres karencji nie minie przed kwalifikacjami, a kolejna szansa nastąpiłaby dopiero po Pucharze Świata w 2023. Jest za to możliwość, aby zagrał dla Tonga w Pucharze Świata rugby league jesienią tego roku. A swoją drogą, Australian Christian Lobby (organizacja na poły polityczna, działająca w duchu „chrześcijańskiej prawicy”) wydała 40 tys. dolarów na reklamę w Daily Telegraph, mającą przekonać Folaua do gry w NRL. Póki co jednak nie ma na to żadnych perspektyw.

W Walii zapowiedziano powrót drużyn niezawodowych do treningów począwszy od końca kwietnia. W czerwcu mają zostać dopuszczone mecze siódemek, a w sierpniu – piętnastek.

Druga odsłona turnieju siódemkowego w Dubaju skończyła się wśród mężczyzn podobnie jak pierwsza, sprzed tygodnia: wygrali Argentyńczycy (w finale pokonali Kanadyjczyków). Zmiana za to na szczycie wśród kobiet – triumfujące poprzednio Kanadyjki uległy w finale Francuzkom.

Zapowiedzi

W kraju odbędzie się drugi w tym sezonie turniej mistrzostw Polski męskich siódemek. Tym razem w Poznaniu.

Zaplanowano zaległy mecz Ekstraligi między Edach Budowlanymi Lublin i Ogniwem Sopot, siódmą kolejkę I ligi z najciekawszym spotkaniem między AZS AWF Warszawa a Rugby Białystok (ciekaw jestem jednak jak start w siódemkach pogodzą z I ligą poznaniacy) i wreszcie zaległe spotkanie II ligi pomiędzy KS Budowlanymi Łódź i Miedziowymi Lubin.

W Europie grają dwie ligi: angielska i francuska. W Premiership szesnasta runda spotkań i m.in. mecz Northampton Saints i London Irish (obie ekipy walczą o dołączenie do czołowej czwórki). W Top 14 przede wszystkim derby Paryża, czyli mecz Racingu 92 ze Stade Français, poza tym ciekawie zapowiada się starcie Montpellier z Tulonem.

Poza tym m.in. kobiecy Puchar Sześciu Narodów (Irlandia – Francja i Szkocja – Włochy; choć z pierwszym z tych meczów są kłopoty z powodu ograniczeń w podróżowaniu do Irlandii – być może zostanie przeniesiony z Dublina do Belfastu), Super Rugby Aotearoa (Highlanders – Blues i Chiefs – Crusaders) czy Super Rugby AU (Western Force – Waratahs i Rebels – Brumbies).

5 komentarzy do wpisu „Sporo emocji w Polsce, Europie i na świecie”

  1. Te informacje w sprawie złamania przepisów są już niesmaczne. Naprawdę nie wiem dlaczego nikt nie chce tego ukrócić? Wiem, że to nie jest liga w której można dawać wysokie kary finansowe, bo kluby i tak ich nie zapłacą, ale np. walkower i minus 10 pkt. za pierwsze złamanie przepisów, walkower i -20 za drugie „niedopatrzenie” i walkower i -50 za trzeci taki wybryk. Wystarczy takie lub podobne zapisy wprowadzić do regulaminu i kluby będą stawać na głowie żeby liczba zawodników z zagranicy oraz młodzieżowców była odpowiednia. W ostateczności degradacja. To bardzo dotkliwa kara i czymś takim tez powinno się pogrozić. Degradacja do 1 ligi bez barażu o utrzymanie. Ale stopniowanie kar musi być, bo to bez sensu że jeden klub się dostosowuje do regulaminu i przegrywa, a drugi nie i wygrywa. To po co te przepisy??? Od tygodni podczas transmisji na czacie kibicie o tym dyskutują, raz nawet włączył się do dyskusji Robert Grzędowski. Wszyscy widzą że kluby mają gdzieś przepisy ale nikt z KGiD się tym nie zraża. Dziwna polityka.

    Dla mnie meczem kolejki było zdecydowanie starcie Orkana z Lechią. Bardzo ciekawe spotkanie od pierwszej do ostatniej minuty. Będę teraz złośliwy, ale nie mogę się powstrzymać. Mam wrażenie, że gdyby w piłce nożnej były takie bonusy za remis jak w rugby, to remis za trzy punkty byłby najczęściej notowanym wynikiem;) Proszę o wybaczenie, bo od kilku dni walczę średnio udanie z covidem, ale takie właśnie mam wrażenie. Może to przez gorączkę;) Czytam na raty dzisiejszy wpis na blogu bo oczy pieką, ale mam nadzieję że dziś doczytam do końca. Przepraszam z góry za ewentualne literówki.

    Odpowiedz
    • To przede wszystkim zdrowia życzę. Myślę, że obie drużyny w Sochaczewie miały jednak ochotę na pięć punktów, a o remisy w rugby dość trudno (choć akurat ten weekend to kiepski przykład, patrząc na SR Aotearoa), więc raczej nie spodziewam się reguły 🙂 W piłce, gdy wygrywało się za 2, a nie 3 punkty, remisy zdarzały się częściej. A co do kar: KGiD orzeka na podstawie regulaminu, a tam kary za to są wprost wskazane. Trzeba zmienić regulamin…

      Odpowiedz
      • Dziękuję. Zdrowie bezwzględnie się przyda:) Oczywiście że zarówno Orkan jak i Lechia chciały wygrać za 5, ale bardziej chodziło mi o mentalność piłkarzy z naszej Ekstraklasy. Tam często brakuje walki i widać że remisy są ok. A są tylko za 1 pkt.

        Jaki problem zmienić regulamin? W zakładzie w którym pracuję od kilkunastu lat, raz do roku jest zmieniany regulamin. Przepisy, które się nie sprawdzają są zmieniane i dostosowywane do realiów. W naszej Ekstralidze ewidentnie regulamin się nie sprawdza więc logika nakazuje, że coś trzeba zmienić.

        Pozdrawiam serdecznie:)

        Odpowiedz
        • Oj, regulamin w tym zakresie jest zmieniany ostatnio co rok 🙂 Przed poprzednim sezonem cały program młodzieżowiec wprowadzili, z karą –1 punkt za każdy mecz. Przed tym sezonem złagodzili kary – za pierwsze naruszenie w rundzie upomnienie, dopiero za każde następne kara punktowa. Oczywiście, biorąc pod uwagę potencjalny wpływ takiego naruszenia na wynik, kary wydają się zbyt symboliczne. Co prawda nowy wymóg dość istotnie wpływał na skład drużyn i jakiś okres dostosowawczy z łagodniejszymi sankcjami dałoby się obiektywnie uzasadnić, ale trudniej o takie uzasadnienie w sytuacji, gdy PZR już chyba od dość dawna(?) wymaga, aby drużyny Ekstraligowe wystawiały do rozgrywek także drużyny młodzieżowe…

          Odnośnie punktacji – zastanawiam się, czy lepiej się nie sprawdza system przyznawania bonusu ofensywnego obowiązujący we Francji czy w REC: nie za cztery zdobyte przyłożenia, ale za trzy przyłożenia więcej od przeciwnika.

          Odpowiedz

Pozostaw odpowiedź Michał Dudek Anuluj pisanie odpowiedzi