Dobry start British & Irish Lions

Zacięte spotkanie stoczyli Springboks i British & Irish Lions. W pierwszej połowie przeważali gospodarze, w drugiej połowie goście i to oni wywalczyli zwycięstwo w najuważniej obserwowanym meczu rugby tego weekendu. Poza tym z rywalizacji o miejsce w Pucharze Świata odpadły dwie kolejne ekipy, a w Tokio zaczęły się zmagania o olimpijskie medale w rugby 7.

British & Irish Lions

Za nami pierwszy z trzech najważniejszych pojedynków podczas wyprawy British & Irish Lions do Południowej Afryki: Lions po raz pierwszy zmierzyli się z reprezentacją gospodarzy. Sporo pozaboiskowych gierek przed spotkaniem, kilka niespodzianek w składach: do piętnastki Lwów wrócił po arcyszybkim wyzdrowieniu Alun Wyn Jones, który z powrotem przejął rolę kapitana. Na boisku natomiast zabrakło zawodnika, który miał tę funkcję od niego przejąć – zamiast Conora Murray’a łącznikiem młyna był Szkot Ali Price. Nawet na ławce zabrakło miejsca dla Josha Adamsa – parę skrzydłowych stworzyli Duhan van der Merwe i Anthony Watson. Na pozycji łącznika ataku zagrał Dan Biggar, a na ławce usiadł Owen Farrell. Z kolei w drużynie gospodarzy powrót po izolacji spowodowanej covid-19 zaliczyli kapitan drużyny Siya Kolisi oraz Handré Pollard, który zagrał w reprezentacji po raz 50. Obaj nie mieli szansy grać w rugby w ciągu ostatnich dwóch tygodni. Skład niezwykle doświadczony – spośród 23 zawodników, aż 21 grało na Pucharze Świata w Japonii, a średnia liczba występów w reprezentacji pierwszej piętnastki wyniosła prawie 37.

A na ostatniej prostej przed meczem kolejna afera: południowoafrykański sędzia Marius Jonker został wyznaczony do obsługi TMO, co wywołało duże wzburzenie Warrena Gatlanda. Cóż, kiedyś normą było, że sędziowie pochodzili z kraju gospodarzy i niejeden raz podczas wypraw Lwów stanowiło to problem. To zmieniło się kilkadziesiąt lat temu. Jednak sytuacja była awaryjna: mający pełnić tę funkcję Nowozelandczyk Brendon Pickerill musiał z niej zrezygnować z powodu ograniczeń w podróżowaniu związanych z pandemią (Nowa Zelandia wprowadza kolejne ograniczenia). Ponadto nadal Springboks wysyłali na boisko jako chłopca do podawania wody Rassiego Erasmusa (nie jest już głównym trenerem, a tylko tym nie wolno wchodzić na boisko).

Na boisku zgodnie z przewidywaniami, bardzo dużo twardej walki, niewiele płynnych, szybkich akcji. Na początku przewagę mieli gospodarze, którzy wykorzystywali brak dyscypliny po stronie rywali i wyszli na prowadzenie po wymianie karnych 12:3. Dopiero pod koniec pierwszej połowy sami zaczęli nadrabiać braki w statystyce darowanych karnych, ale najpierw Dan Biggar, a potem Elliot Daly spudłowali z podstawki. Lwy w tej części spotkania trzymał przy życiu Maro Itoje, który m.in. uratował drużynę przed przyłożeniem wygrywając piłkę w przegrupowaniu pod własnym polem punktowym. Druga połowa zaczęła się od mocnego uderzenia Lions: zbudowali na boisku przewagę, a następnie po maulu autowym Luke Cowan-Dickie wepchnął się z piłką na pole punktowe. Niemal natychmiast odpowiedzieli Springboks – dwie szybkie akcje zakończone przyłożeniami, z których tylko druga przetrwała próbę TMO (swoja drogą, Jonker był w trudnej sytuacji i nie wiem, czy przy pierwszym przyłożeniu faktycznie mieliśmy ewidentnego spalonego przy kopie – południowoafrykańskie media krytykują jego dwie decyzje z tego meczu). Jednak na boisku przewagę mieli Lions, a Springboks darowali im liczne karne. Dan Biggar tym razem się nie mylił, nawet z trudnej pozycji pod linią boczną, i trzema karnymi wyprowadził brytyjską drużynę na prowadzenie 19:17. Tymczasem nieomylny w pierwszej połowie Handré Pollard zaczął pudłować – najpierw podwyższenie, potem – gdy wreszcie Lions dali okazję – karnego. Lions przeważali, co prawda seria ich błędów w obronie dała przyłożenie gospodarzom, ale po raz drugi po TMO nie zostało ono uznane (tym razem sprawa była ewidentna). Sami na dwie minuty przed końcem dorzucili do swego dorobku trzy punkty po karnym Owena Farrella i prowadzili 22:17. Popełnili co prawda duży błąd przy wznowieniu, oddając przeciwnikom piłkę na swoim polu 22 m, ale odpychali ich od swego pola punktowego, a w końcu odzyskali piłkę i wykopali poza boisko. Pierwsze zwycięstwo w serii dla Lions, dwie bardzo różne połowy, a spore znaczenie dla postawy Springboks w drugiej części spotkania mogło mieć posunięcie taktyczne Jacques’a Nienabera, który w przerwie wymienił całą pierwszą linię młyna – choć przed przerwą młyn sprawiał Lwom poważne kłopoty. Świetnie zaprezentowali się zawodnicy młyna Lwów – oprócz Itoje (który m.in. wyłuskał rywalom piłkę w ostatniej szarży meczu i został wybrany najlepszym zawodnikiem meczu) także Courtney Lawes czy Alun Wyn Jones.

Oficjalnie potwierdzono, że dwa pozostałe testy rozegrane zostaną także w Kapsztadzie – Lwy nie będą musiały wracać do Gautengu, który jest centrum epidemii covid-19 w Południowej Afryce oraz jednym z ośrodków zamieszek.

Kwalifikacje do Pucharu Świata

Mecz między Zimbabawe i Burkina Faso był już formalnością – obie drużyny awansowały dalej, a Zimbabwe w pierwszym meczu zdobyło aż 98-punktowa przewagę. Tym fajniejszy był gest Zimbabwijczyków, którzy przed czwartkowym spotkaniem zorganizowali wspólny trening z ekipą Burkina Faso. A na boisku gospodarze wygrali tym razem 95:5 – w sumie zatem w dwumeczu uzbierali 188-punktową przewagę. Trudno spodziewać się sensownego widowiska w przyszłorocznym ćwierćfinale Rugby Africa Cup, w którym Burkina Faso zmierzy się z Namibią…

A skoro mowa o afrykańskich kwalifikacjach do Pucharu Świata, to warto zwrócić uwagę na kilka znajomych nazwisk. W drużynie Kenii pojawił się znany nam z Orkana Joshua Chisanga (zdobył nawet przyłożenie w jednym ze spotkań), a dla Zimbabwe grali Martin Mangongo (także przyłożenie w pierwszym meczu) i Royal Mwale.

W strefie Oceanii Tonga, która nie mogąc skorzystać ze zdecydowanej większości zawodników grających w Europie i zmuszona do wystawienia kilkunastu debiutantów, uległa wcześniej w dwumeczu Samoa, zmierzyła się z Wyspami Cooka w starciu, którego stawką był awans do barażu z mistrzem Azji. Problem był w tym, że problemy kadrowe trenera Tonga powiększyły się tak bardzo (z 27 zawodników przed ostatnim meczem z Samoa pozostało mu tylko 21, wskutek kontuzji oraz opuszczenia zgrupowania z powodu innych obowiązków), że ten miał dzwonić po nowozelandzkich klubach w poszukiwaniu graczy, którzy mogą reprezentować jego kraj. Mimo to, zgodnie z przewidywaniami, Tonga była górą. Pokonała Wyspy Cooka 54:10, choć w pierwszych 20 minutach to Wyspy Cooka miały przewagę, a po 30 minutach Tonga prowadziła tylko 14:10. Do przerwy było już jednak 26:10, a po przerwie punktowali już tylko tongijczycy. Baraż z drużyną azjatycką w przyszłym roku.

W Ameryce Południowej z rywalizacji odpadła Brazylia, choć pierwsza połowa meczu z Urugwajem dawała nadzieję na sensację i wyeliminowanie faworytów. Brazylijczycy trzykrotnie wychodzili na prowadzenie – 3:0, 6:5, a po karnym przyłożeniu tuż przed przerwą 13:10. Urugwajczycy zostali w czternastkę po żółtej kartce, a ich kop z karnego trafił w słupek (fatalna skuteczność z podstawki Felipe Berchesiego w całym meczu: 1/6). Ale druga połowa toczyła się już pod dyktando Urugwaju, który zdecydowanie zdominował rywali, kilkakrotnie przedzierał się skrzydłami (hat-trick Gastóna Mieresa), sam zdobył karne przyłożenie i ostatecznie wygrał 36:13. Awansował z pierwszego miejsca z grupy i zagra o awans do Pucharu Świata z lepszym z pary Stany Zjednoczone – Kanada (dwumecz na początku września). Z gorszym z tej pary zmierzy się Chile, które dwa tygodnie temu pokonało Brazylię. Zwycięzca tego starcia zagra z przegranym z meczu Urugwaju. Baraże międzykontynentalne prawdopodobnie w październiku.

Drobne

W Ekstralidze głośny transfer – a raczej powrót. Posnania ogłosiła w ubiegłym tygodniu, że po kilkuletniej tułaczce po Polsce na wypożyczeniach wraca do jej drużyny łącznik ataku Daniel Gdula, w ostatnim sezonie reprezentujący Skrę Warszawa (zdobył dla niej 204 punkty – drugie miejsce w tabeli najskuteczniejszych graczy ligi).

Federacja ukraińska opublikowała pierwsze terminy meczów swojej reprezentacji w Rugby Europe Trophy – wynika z nich, że Ukraina ma zagrać z reprezentacją Polski u siebie 9 października.

Rozegrano półfinały Major League Rugby. Już przed nimi było wiadomo, że po mistrzostwo ligi sięgnie ktoś kompletnie nowy (do półfinałów nie awansował żaden z poprzednich półfinalistów). Krok bliżej w stronę historycznego tytułu zrobiły drużyny z Atlanty i Los Angeles. Na wschodzie Rugby ATL zmierzyło się z Rugby United New York. W tabeli konferencji wyżej byli gospodarze, ale w bezpośrednich spotkaniach górą byli nowojorczycy. Tym razem w Atlancie gospodarzom udało się wydrzeć bezcenne, choć zaledwie jednopunktowe zwycięstwo – wygrali 10:9. W trudnych warunkach padło tylko jedno przyłożenie, ale to ono, na kilka minut przed końcem meczu, zadecydowało o wyniku. Równie zacięty był finał konferencji zachodniej, w którym najlepsza drużyna sezonu zasadniczego, beniaminek ligi LA Giltinis pokonała Utah Warriors 17:13. Po pierwszej połowie i przyłożeniu Adama Ashley’a-Coopera Giltinis prowadzili 7:3, ale w drugiej zrobiło się 7:13. Dopiero w ostatnich minutach dwa przyłożenia rezerwowego łącznika ataku Ryana Jamesa dały zwycięstwo gospodarzom.

W przyszłym roku do MLR dołączy kolejna drużyna – potwierdzono właśnie udział Dallas Jackals (początkowo planowany już w tym sezonie). Nieparzysta liczba drużyn odrobinę skomplikuje system rozgrywek.

Wrócili do gry uczestnicy Currie Cup i w ostatnim tygodniu rozegrano aż dwie kolejki. W środę Lions nieoczekiwanie przegrali z Griquas 31:41 (ale kiedy słabsi mają wygrywać z mocniejszymi, jeśli nie wtedy, gdy ci ostatni są pozbawieni kadrowiczów?; cztery przyłożenia dla Griquas zaliczył środkowy Eduan Keyter), a Cheetahs imponująco pokonało Western Province 38:21 (gwiazdą meczu był weteran Springboków, kapitan Cheetahs Ruan Pienaar, który zdobył 21 punktów). Nie doszedł do skutku mecz Sharks z Bulls z powodu zamieszek w Durbanie. W weekend rozegrano wreszcie wszystkie trzy planowane spotkania: Cheetahs ulegli Sharks 30:47, Pumas przegrali z Western Province 23:37, a Bulls zwyciężyli Lions 40:21. W tabeli na czele Sharks, na drugim miejscu sensacyjnie Griquas. Na końcu równie niespodziewanie Lions, którzy mają identyczną liczbę punktów, co Cheetahs.

Po letniej przerwie ruszyła rosyjska Liga Stawok. Pierwsza kolejka rozciągnięta na pięć dni, a w pierwszym meczu wicemistrz kraju Lokomotiw Penza pokonał 59:19 beniaminka, Dinamo Moskwa. W drugim meczu mieliśmy derby Moskwy: CSKA – Sława (górą była Sława). W środę do gry wejdzie mistrz kraju, Jenisiej-STM Krasnojarsk, który zagra z drugim beniaminkiem, Rostowem.

Sprawa czerwonej kartki Mariki Koroibete z ubiegłotygodniowego meczu Australii z Francją zakończyła się nadzwyczaj szybko. Już dwa dni po meczu panel World Rugby orzekł, że czerwona kartka była pokazana niesłusznie – pierwsze uderzenie ramieniem Koroibete miało trafić w ramię Jeloncha. Panel w całości składał się z Nowozelandczyków.

Ciekawostka, w oficjalnym skrócie z meczu Rugby Europe Championship sprzed tygodnia pomiędzy Rosją i Portugalią zabrakło chyba najładniejszego przyłożenia w meczu: https://www.facebook.com/portugalrugbyoficial/videos/179879177517858/.

Ogromny problem mają organizatorzy The Rugby Championship. Postępy epidemii w Australii spowodowały stanowczą reakcję rządu Nowej Zelandii, który po początkowych ograniczeniach sprzed kilku tygodni, które objęły podróżowanie do stanu Wiktoria, teraz wprowadził kwarantannę w ogóle w podróżach z Australii. To oznacza, że rugbyści nie mogą swobodnie się przemieszczać pomiędzy tymi krajami, a to zamknięcie ma potrwać minimum osiem tygodni. Podobne obostrzenia obowiązują w Australii Zachodniej. Pierwszy mecz Australii z Nową Zelandią (przygrywka to TRC) miał odbyć się w Brisbane 7 sierpnia, drugi 21 sierpnia w Perth, a ostatni tydzień później w Wellingtonie. Australijczycy podkreślają, że reprezentacja pozostaje w bańce antycovidowej od czasu testów z Francją, podobnie jest zresztą ze Springbokami i trwają rozmowy z rządami Nowej Zelandii i Australii. Dave Rennie bardzo nie chce grać wszystkich trzech meczów z Nową Zelandią na wyjeździe i niewykluczone, że pierwsze dwa zostaną rozegrane w Nowej Zelandii, a ostatni w Perth. Po ubiegłorocznych doświadczeniach trudno jednak liczyć na elastyczność rządów.

Australijczycy powołali 42-osobową kadrę na ten turniej i jest w niej tylko jeden gracz spoza australijskich franczyz (Duncan Paia’aua z Tulonu – Rennie wykorzystał nowy wyjątek od prawa Giteau umożliwiający powołanie dwóch zawodników zamorskich poniżej 60 występów w kadrze), ośmiu debiutantów i czterech graczy, którzy pierwsze występy w kadrze zaliczyli przeciwko Francji w ostatnich tygodniach. Dominują liczebnie gracze Brumbies – jest ich aż 15, a tylko po 9 z Reds i Rebels. Zwraca uwagę powrót do kadry Izacka Roddy. Z ogłoszonym składem trenuje także weteran Quade Cooper i niewykluczone, że może liczyć na występ.

Swoją drogą, prezes południowoafrykańskich Sharks (jednej z franczyz, które dołączyły do United Rugby Championship, a w niedalekiej przyszłości zapewne zawitają do europejskich pucharów), Ed Coetzee, wypowiadając się dla The Telegraph, stwierdził, że przejście reprezentacji Południowej Afryki z rozgrywek The Rugby Championship do Pucharu Sześciu Narodów jest „nieuniknione”. A przy okazji wrzucił kamyczek do ogródka rozmów na temat potencjalnych spadków i awansów w tej imprezie, wskazując, że Gruzja radzi sobie coraz lepiej, a Włosi coraz gorzej, a więc taki proces powinien mieć miejsce.

Poznaliśmy zestawienie pierwszej fazy najbardziej elitarnych klubowych rozgrywek w Europie – Heineken Champions Cup. Format skomplikowany, podobnie jak w ubiegłym sezonie (dwie grupy po 12 zespołów, jednak tylko nieliczne grają między sobą). Zwracają uwagę przeciwnicy, jakich sobie dorobiły ekipy Montpellier i Wasps. Ci pierwsi będą grać z Exeterem i Leinsterem (warte uwagi będą też mecze Exeteru z Glasgow Warriors i Leinsteru z Bath). Z kolei Wasps zmierzą się z Tuluzą i Munsterem. Ciekawie też może być w starciach Ulsteru z Clermont. Cztery kolejki fazy grupowej w grudniu i styczniu (start 10 grudnia). Nadal nie ma żadnych oficjalnych informacji na temat drugiego pucharu klubowego, European Rugby Challenge Cup.

Problem w SLAR. Sezon południowoamerykańskiej zawodowej ligi skończono już dość dawno, a tymczasem z Kolumbii dochodzą wieści, że zawodnicy tamtejszej franczyzy Cafeteros Pro nie otrzymali obiecanych wynagrodzeń. Posunęli się do groźby bojkotu meczu reprezentacji kraju z Chile (który tak czy owak się nie odbył z powodu covidu), dzięki czemu otrzymali niewielką część zapłaty. Z kolei kapitan tej drużyny, Argentyńczyk Gregorio del Prete, będzie grać w przyszłym sezonie we Włoszech w Colorno. To zresztą tylko część eksodusu Argentyńczyków do Europy.

Japan Rugby League One budzi mieszane uczucia w Japonii. Sporo fanów żałuje, że nie powiódł się plan rozlokowania 12 franczyz w lokalizacji 12 aren-gospodarzy Pucharu Świata w 2019 i drużyny są mocno skoncentrowane na południowo-wschodnim wybrzeżu Honsiu. Samo ogłoszenie ligi opóźniło się o miesiąc i podobno w ostatniej chwili zmieniano kryteria przyporządkowania do lig. Niezadowolone są korporacje, które sprawowały pieczę nad drużynami i z tego powodu część drużyn pozostawiła ich nazwy w swoich nazwach. Wątpliwości budzi porzucenie nazwy Top League, a także format rozgrywek, który miał być prosty, a raczej nie jest: pierwsza dywizja została podzielona na dwie grupy i każda drużyna zagra po dziesięć spotkań z resztą ekip ze swojej grupy (mecz i rewanż) i sześć spotkań z ekipami z drugiej (po jednym spotkaniu). O mistrzostwie będzie decydować liczba zdobytych punktów – nie będzie fazy play-off. Trochę to zaskakujące: play-off zawsze budzi najwięcej emocji i zainteresowania, a wprowadzony system konferencji będzie powodować, że niektóre drużyny mogą mieć nieco łatwiej od innych. Nie ogłoszono jeszcze szczegółowych reguł, w tym dotyczących zawodników zagranicznych. Dobre wieści to natomiast system spadków i awansów pomiędzy ligami, zapowiedziany awans dwóch najlepszych drużyn do klubowych rozgrywek międzynarodowych, a także uruchamianie przez kilka klubów akademii.

Z planów jesiennych testów – Anglicy potwierdzili mecz przeciwko Tonga. Cóż, na pewno będzie to inna Tonga niż ta z ostatnich meczów przeciwko Samoa, praktycznie pozbawiona graczy grających na co dzień w Europie. Spotkanie będzie przygrywką do meczów Anglii z Australią i Południową Afryką (rewanżu za finał ostatniego Pucharu Świata). Z kolei w innym interesującym spotkaniu „między poziomami” All Blacks mają zagrać w październiku przeciwko Stanom Zjednoczonym.

O tym co wydarzyło się na boiskach w Tokio będę pisać za tydzień. Dziś o tym, co przed igrzyskami olimpijskimi: reprezentacja Nowej Zelandii straciła wskutek kontuzji jedną ze swoich gwiazd, Sama Dicksona. Tydzień temupisałem o tym, że Sarah Hirini będzie niosła (dziś już to powinien być czas przeszły) flagę Nowej Zelandii podczas otwarcia igrzysk. Taki zaszczyt spotkał więcej rugbystów: Nathan Hirayama niósł flagę Kanady, Andrew Amonde Kenii, a w przypadku Fidżi rugbystami było oboje chorążych: Rusila Nagasau i Jerry Tuwai.

W dwóch pierwszych męskich turniejach World Rugby Sevens Series w Kanadzie zaproszoną drużyną mają być Niemcy.

Zapowiedziane północnoamerykańskie rozgrywki siódemkowe, Premier Rugby Sevens, pojawią się w telewizji: organizatorzy podpisali kontrakt ze stacją Fox Sports.

Rozegrano siódemkowe mistrzostwa Europy na poziomie Trophy chłopców (U18) w Rydze. Wygrała Ukraina, która w półfinale pokonała gospodarzy, a w finale Izrael (ale warto zwrócić uwagę na fakt, że drugim półfinalistą był Luksemburg). Poza tym w Kiszyniowie odbyły się turnieje mężczyzn i kobiet w rugby plażowym (odpowiednio – 6 i 7 drużyn w stawce). Wśród panów w finale Chorwaci pokonali gospodarzy, Mołdawian, a wśród pań w decydującym spotkaniu Rosja wygrała z Rumunią, a Mołdawianki zajęły trzecie miejsce. Polaków w stawce nie było, ale równolegle toczył się Ukiel Beach Rugby Cup w Olsztynie.

Temat urazów głowy i ich skutków jest kluczowy, gdy mówi się o przyszłości rugby. Opublikowane właśnie wyniki prowadzonych od 2017 badań Drake Rugby Biomarker Study nad zmianami w istocie białej mózgu zawodowych zawodników rugby wskazały na istnienie nieprawidłowości u 23% spośród 44 uczestników badań, prawdopodobnie związanych z urazami głowy. Swój raport ogłosił też brytyjski komitet rządowy DCMS – uderza m.in. w brak działań podejmowanych przez organizacje sportowe (w mediach wymienia się głównie piłkarskie, takie jak FA i Professional Footballers’ Association).

Trzy kluczowe organizacje w angielskim rugby (RFU, PRL i RPA) ogłosiły wzmocnienie działań w celu eliminacji wstrząśnień lub ich skutków. Kontynuowane i rozwijane będą dotychczasowe projekty (w tym czujniki przylepiane na szyjach graczy Premiership odbierające informacje o uderzeniach czy udział w badaniach nad stworzeniem testów ze śliny wykrywających wstrząśnienia), ale będą podejmowane także nowe: protokół HIA zostanie wprowadzony w żeńskiej Allianz Premier 15s (swoją drogą – wygląda na to, że kobieca liga zyskała po roku przerwy tytularnego sponsora, grupę ubezpieczeniową Allianz) i ma zostać uruchomiona specjalna klinika zdrowia mózgu przeznaczona dla byłych graczy.

A tymczasem kolejnych dwóch byłych graczy (w tym były reprezentant Anglii Jason Hobson) dołączyło do pozwu przeciwko World Rugby, RFU i federacji walijskiej. W sumie akcja sądowa obejmuje już 175 osób.

W rugby league nieziemska afera: w październiku miał odbyć się Puchar Świata w tej odmianie rugby, organizowany w Anglii. Jednocześnie dla mężczyzn, kobiet i niepełnosprawnych. Jednak w tym tygodniu Australia (najpotężniejsza reprezentacja w tej odmianie rugby, 11 mistrzostw w 15 edycjach imprezy) oraz Nowa Zelandia (czternastokrotnie w pierwszej czwórce imprezy) ogłosiły wycofanie męskich drużyn. Przy czym oburzenie budzi przede wszystkim styl, w jakim to zrobiły – uprzedziły organizatorów Pucharu dosłownie na cztery minuty przed opublikowaniem własnego oświadczenia. Władze federacji publicznie oceniły ich zachowanie samolubnym i tchórzliwym. Co dalej z imprezą? Bez Australii i Nowej Zelandii (dla których ma ona mniejsze znaczenie niż rozgrywki NRL czy State of Origin) nie ma wielkiego sensu, na dodatek w tych krajach gra wielu reprezentantów Fidżi i Tonga. Mówi się sporo o kryzysie w światowej federacji rugby league, o możliwym rozłamie, a nawet pojawiają się spekulacje o możliwości pojawienia się gwiazd reprezentujących dotąd te dwa państwa w drużynach krajów z drugiego światowego poziomu. Czy jednak w ogóle mistrzostwa się odbędą?

Na marginesie Lwów historia Neila Francisa – były reprezentant Irlandii współpracował z Independent.ie, jednak po podkaście, w którym pozwolił sobie na uznaną za rasistowską uwagę pod adresem Marcusa Smitha został zwolniony. Protestowały zarówno Lwy, jak i Harlequins. Francis tłumaczył się, że nie miał takich intencji i zapewne był to tylko bardzo kiepski żart. Zbyt kiepski.

Z rynku transferowego: Odejście z Melbourne Rebels ogłosiła gwiazda australijskiego rugby, skrzydłowy Marika Koroibete. W przyszłym roku ma grać w Japonii, dla obrońców tytułu mistrzowskiego, Saitama Wild Knights (trenowanych zresztą przez innego Australijczyka, Robbiego Deansa). Przyszły sezon w Japonii spędzi też reprezentant Nowej Zelandii i kapitan Blues, Patrick Tuipulotu. Z Edynburga odchodzi trener, Richard Cockerill. Głośno było o nim rok temu, gdy prowadził Edynburg do zaskakujących zwycięstw, ten sezon był gorszy – jednak to raczej efekt pozbawienia go trzonu drużyny na potrzeby reprezentacji przez większość jego czasu. A przed kolejnym nastąpiło sporo osłabień. Rozstanie następuje za porozumieniem stron, a po Cockerilla ustawia się już podobno kolejka. W Edynburgu zastąpi go dotychczasowy asystent trenera Szkocji, Mike Blair. Z kolei asystent trenera Anglii John Mitchell podpisał kontrakt z Wasps. Wygląda na to, że sztab Eddiego Jonesa się rozpadł. Ciekawa historia w Bostonie: były gracz futbolu amerykańskiego, 33-letni Patrick Chung, po kilkunastu latach w NFL (w większości w New England Patriots), postanowił spróbować sił w rugby – w New England Free Jacks. Choć jego opinię o tym sporcie należy uznać za odrobinę uproszczoną: It’s constant chaos. You try to rip each other’s head off, and then have a beer after. I like that. Do Brumbies po kilku latach spędzonych we Francji (ostatnio w Pau) wraca obrońca Jesse Mogg, były reprezentant Australi. Buty na kołku wiesza 73-krotny reprezentant Kanady, trzykrotny uczestnik Pucharów Świata, Ciaran Hearn. O eksodusie Argentyńczyków do Europy (już drugi rok z kolei – przed 12 miesiącami spowodowało go wycięcie Jaguares z Super Rugby) pisze portal AmericasRugbyNews.com: doliczył się już kilkunastu argentyńskich zawodników z ligi SLAR, którzy tego lata przeprowadzają się do Europy (zresztą – nie tylko graczy, argentyński trener brazylijskich Cobras, Emiliano Bergamaschi, powędrował do włoskich Zebre).

Zapowiedzi

Dwa wydarzenia konkurują między sobą o uwagę rugbowego świata. Od dziś do soboty możemy emocjonować się olimpijskim konkursem siódemek (choć o wyjątkowo niesprzyjających porach). Natomiast w sobotę wieczorem, gdy wszystkie olimpijskie medale w rugby 7 będą już rozdane, czeka nas drugi test pomiędzy British & Irish Lions oraz Południową Afryką.

Z innych wydarzeń warto zwrócić uwagę na finał amerykańskiej ligi Major League Rugby.

3 komentarze do “Dobry start British & Irish Lions”

Dodaj komentarz