Orkan i Springboks znów pokonani

Sporo dzieje się na świecie: Australia znów pokonała mistrzów świata, Bristol Bears i Exeter Chiefs poległy w pierwszej kolejce Premiership, Tuluza kontynuuje serię zwycięstw, a La Rochelle porażek, po długiej przerwie wróciło World Rugby Sevens Series (choć kadłubowe). A w kraju piękny mecz pokazali nam gracze Master Pharm Rugby Łódź i Orkana Sochaczew.

Ekstraliga

W dwóch najciekawszych parach czwartej kolejki Ekstraligi zetknęły się ze sobą zespoły z czołowej czwórki poprzedniego sezonu. W sobotę mistrz Polski, Ogniwo Sopot, podejmował czwartą drużynę sprzed roku, Up Fitness Skrę Warszawa. Pierwsza połowa długo wyrównana: akcja za akcję, punkty za punkty. Pierwsze z karnego padły łupem Skry, pierwsze przyłożenie zdobyło Ogniwo (Tom Fidler), odpowiedział Jonathan O’Neill, a chwilę przed końcem pierwszej części spotkania gospodarze prowadzili 11:10. Jednak tuż przed przerwą szybka akcja formacji ataku gospodarzy wyprowadziła ich na prowadzenie 18:10 i odtąd Skra nie była w stanie zbliżyć się wynikiem do gospodarzy. Drugą połowę od przyłożenia zaczął Piotr Zeszutek (po młynie na 5 m), 10 minut później po kolejnym młynie Zeszutek obsłużył Roberta Olszewskiego i było już 32:10. Skra atakowała, ale długo trwało, zanim jej napór zamienił się na przyłożenie Jana Cala. Ataki trwały, ale tym razem już bez efektu, mimo że sopocianie bronili się pod koniec spotkania w czternastu (z boiska musiał zejść kontuzjowany Oleksandr Czasowski, nie było już możliwości zmiany). Ogniwo potwierdziło swoje aspiracje do obrony tytułu i wygrało trudny mecz 32:17.

Drugie wyjątkowo ciekawie zapowiadające się spotkanie rozegrano w niedzielę na stadionie Widzewa w Łodzi: Master Pharm Rugby Łódź podejmowało Orkan Sochaczew. Łodzianie mieli już nieco mniejsze problemy ze składem, niż przed nieudaną wyprawą do Sopotu, a na boisku po świetnym widowisku stworzonym przez obie drużyny poskromili aspirujących do walki o finał sochaczewian. Orkan zaczął z ogromnym impetem, ale przyniósł on efekty dopiero po kwadransie: najpierw świetny indywidualny przebój debiutującego w lidze Danco Burgera, potem piękna, zespołowa akcja na lewym skrzydle i było 10:3. Łodzianie trzymali jednak kontakt dzięki karnym Kamila Brzozowskiego, a po szybkiej akcji tego zawodnika wyszli na prowadzenie 11:10. I szli za ciosem: Przemysław Dobijański (dawny zawodnik Orkana) skopiował akcję Brzozowskiego i gospodarze mieli 8 punktów przewagi. Jednak na przerwę schodzili tylko z jednym oczkiem nadwyżki, bo również sochaczewianie przygotowali powtórkę ze swego ostatniego przyłożenia i znowu przedarli się świetną akcją na lewym skrzydle (oba przyłożenia w tych sytuacjach zdobył Jakub Budnik). W drugiej połowie łodzianie znowu odskoczyli – po kwadransie gry i dwóch przyłożeniach prowadzili 30:17. Parę minut przed końcem podnieśli wynik do 33:17 i Orkan nie mógł już tego odrobić. Zdobył co prawda w ostatniej akcji meczu czwarte przyłożenie dające bonus ofensywny (obie drużyny z takim dorobkiem), ale ostatecznie gospodarze wygrali 33:24. Chyba najlepszy mecz w Ekstralidze w tym sezonie, świetna pierwsza połowa. Druga z rzędu porażka Orkana w drugim kolejnym meczu z pozostałymi medalistami z poprzedniego sezonu. A Master Pharm Rugby Łódź zasygnalizował, że pogłoski o jego upadku są przesadzone i przy odrobinie szczęścia (w zakresie zdrowia zawodników) to wciąż solidny kandydat do medalu.

Poza tym w Lublinie Edach Budowlani podejmowali Lechię Gdańsk – niepokonanego dotąd liderem tabeli. W składzie gospodarzy brakło najskuteczniejszego dotąd gracza ligi Jamesa Campbella, znowu też mieli krótką ławkę. Mimo to zasłużenie wygrali 29:17. W pierwszej połowie Budowlani wykorzystywali siłę swojego młyna: przyłożenia zdobywali po maulu, a potem po młynie pod polem punktowym rywali. Gdańszczanie odpowiedzieli przyłożeniem środkowego Kewina Bracika, który przebiegł niemal 60 metrów bez jakichkolwiek przeszkód ze strony gospodarzy. Rozstrzygnięcie długo było sprawą otwartą: do przerwy Budowlani prowadzili tylko 14:10, a po kolejnych 20 minutach 17:10. Dopiero wtedy gospodarze zbudowali większą przewagę: Lechia została osłabiona żółtą kartką, a dwa przyłożenia zdobył filar Peet Vorster (pierwsze po świetnej akcji Barenda Potgietera, który w pierwszej połowie sam zaliczył przyłożenie – obaj filarzy z podobnie świetną skutecznością jak dwa tygodnie temu) i zrobiło się 29:10. Lechia zakończyła mecz kolejnym przyłożeniem Bracika, ale to już nic nie zmieniło: Budowlani zostali pierwszymi w tym sezonie pogromcami Lechii.

W Poznaniu beniaminek podejmował Juvenię i ostrzył sobie zęby na pierwsze punkty w sezonie. Nic z tego. Przez pierwsze pół godziny gospodarze na nic nie pozwalali Juvenii. W końcu jednak Rodion Jaworszczuk piękną akcją przebił się na pole punktowe Posnanii (pierwsze przyłożenie w Ekstralidze świetnego młodego zawodnika), kolejne przyłożenie dorzucił debiutujący w polskiej lidze Sam Phiri, ale gospodarze odpowiedzieli również przyłożeniem po sprytnym przekopie Daniela Gduli i do przerwy prowadzili 16:14. Po przerwie punktowali już jednak tylko krakowianie – zaczął Rodion Jaworszczuk, który zapracował na karną siódemkę, drugie w meczu zdobył Sam Phiri, z drop goala (pierwszego w tym sezonie Ekstraligi) 3 punkty zaliczył Dan Tomanek… Poznaniakom na pewno nie pomogło pozostanie na chwilę na boisku w trzynastkę po dwóch żółtych kartkach pod koniec meczu, ale nawet bez nich na zwycięstwo już wtedy szans nie mieli. Juvenia zdecydowanie wygrała 38:16, inkasując punkt bonusowy. Przez cały mecz absolutnie dominowała w młynach, pchała poznaniaków po kilkanaście metrów, zarabiała w ten sposób liczne karne, ale miała ogromny problem z innym elementem gry: przegrała niemal wszystkie swoje auty (co nie przeszkodziło jej od czasu do czasu wygrać autu rywali). Posnania nadal z zerowym dorobkiem w tabeli.

W Gdyni obchodzono 25-lecie Arki, a głównym punktem programu był mecz z Awentą Pogonią Siedlce. Goście co prawda mieli problem z dojazdem, ale mecz udało się rozegrać z półgodzinnym poślizgiem. A na boisku dominowała jedna drużyna: Arka rozgromiła Pogoń aż 53:8. Pięknie uświetniony jubileusz gospodarzy, ale bardzo niepokoi kryzys siedlczan, którzy przyjechali w zestawieniu złożonym w bardzo dużej części z niedawnych juniorów. Co prawda to goście zdobyli pierwsze punkty w meczu z karnego, ale Arka błyskawicznie odpowiedziała przyłożeniem. Potem budowała przewagę, ale początkowo Pogoń jeszcze stawiała opór, a nawet sama zdobyła przyłożenie. Długo było 17:8, ale pod koniec pierwszej połowy Arka po potężnym maulu podwyższyła wynik do stanu 24:8. W drugiej połowie Arka dominowała zdecydowanie, wygrywała młyny, a choć na pierwsze punkty czekała kilkanaście minut, po zdobyciu pierwszego przyłożenia rozwiązał się cały ich worek: do czterech z pierwszej połowy w drugiej Arka dorzuciła kolejne pięć. Jak zwykle grą gdynian fantastycznie kierował Anton Szaszero, który jednak podwyższył tylko cztery z przyłożeń swego zespołu.

W tabeli pozostały dwie niepokonane ekipy (obie z zaległymi meczami – Ogniwo i Master Pharm) i dwie bez zwycięstwa (Pogoń i Posnania). Liderem zostało Ogniwo, spychając Lechię na drugie miejsce. Do czołowej czwórki awansowali Edach Budowlani Łódź Lublin, z kolei Orkan spadł do dolnej połówki tabeli, ale po meczach z sopocianami i łodzianami może mieć już bardziej „z górki”.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑↑Ogniwo Sopot315
2. ↓Lechia Gdańsk415
3. ↓Up Fitness Skra Warszawa413
4. ↑Edach Budowlani Lublin412
5. ↑Master Pharm Rugby Łódź210
6. ↓↓Orkan Sochaczew410
7. Juvenia Kraków49
8. Arka Gdynia47
9. Awenta Pogoń Siedlce42
10. Posnania30

W ubiegłym tygodniu dwie ważne decyzje organów Polskiego Związku Rugby. Zarząd postanowił wdrożyć w rozgrywkach ligowych przepisy testowane przez World Rugby na poziomie lokalnym. Trochę specyficznie wybrał termin – od 16 października, czyli w zasadzie pod koniec sezonu Ekstraligi. Nowe przepisy obowiązywały jednak już w meczu z Węgrami.

Poznaliśmy też decyzję Komisji Gier i Dyscypliny w sprawie niedoszłego meczu Ogniwa Sopot z Master Pharm Rugby Łódź. Komisja postanowiła nie nakładać walkoweru na łodzian i nakazała drużynom dogadanie się co do terminu spotkania. Jeśli drużyny nie dojdą do porozumienia do końca września, mecz ma się odbyć 9 października, a więc tego samego dnia, co spotkanie reprezentacji Polski z Ukrainą. Stawia to w gorszym położeniu Ogniwo, bo przecież ich zawodników na ostatnim zgrupowaniu kadry było zdecydowanie więcej niż graczy z Łodzi. Wydaje się, że KGiD mogła sięgnąć nieco dalej w przyszłość i miałoby to więcej sensu. Swoją drogą, obciążenie w nowym regulaminie Ekstraligi właśnie KGiD obowiązkiem wyznaczenia terminu chyba jest nieporozumieniem.

W I lidze mieliśmy najciekawiej zapowiadający się mecz pierwszej rundy czyli starcie Sparty Jarocin z Rugby Białystok. Górą byli niedawni ekstraligowcy, którzy wygrali mecz 35:22, a dwa przyłożenia zdobył dla nich Brandon Snyman. Do ostatnich chwil białostocczanie walczyli przynajmniej o punkt bonusowy, jednak brakło spokoju. Oprócz tego mieliśmy derby Warszawy, w których Legia pokonała AZS AWF 21:15 (a bohaterem meczu miał być grający prezes Legii, Daniel Gajda), a KS Budowlani Łódź odnieśli pierwsze zwycięstwo w sezonie pokonując Arkę Rumia aż 44:7. Na drugoligowym froncie nie zatrzymuje się beniaminek z Olsztyna – na wyjeździe wygrał z Miedziowymi Lubin 14:10. W drugim meczu na tym poziomie pierwszy raz w tym sezonie na boisko wybiegła Wataha Zielona Góra, ale jej łupem padł tylko bonus defensywny za wyjazdową porażkę 24:29 z Rugby Ruda Śląska. Piąty drugoligowiec, pauzujący w tej kolejce Hegemon Mysłowice, grał w ten weekend z RC Hawierzów dla uczczenia 55-lecia czeskiego klubu.

The Rugby Championship

W czwartej kolejce The Rugby Championship rozgrywanej w Brisbane na boisko wybiegły te same pary, co tydzień temu, choć kolejność spotkań została odwrócona. Pierwszy zobaczyliśmy mecz Australii z Południową Afryką. I okazało się, że Australijczycy mają sposób na mistrzów świata i na swoim terenie radzą sobie z nimi znakomicie. Tym razem nie było emocji do ostatniej chwili – co prawda w pierwszej połowie gra była wyrównana, na początku drugiej Południowoafrykańczycy wyszli nawet na chwilę na prowadzenie, ale ostatnie pół godziny należało do gospodarzy. Quade Cooper nie miał tym razem stuprocentowej skuteczności, ale jego koledzy wypracowali cztery przyłożenia: dwa w pierwszej połowie zdobył środkowy Len Ikitau (raz jednym, raz drugim skrzydłem skończył ładne akcje swojej drużyny w okresie, gdy rywale grali w osłabieniu po żółtej kartce Fafa de Klerka za głupie przewinienie w rucku), dwa w drugiej połowie dorzucił skrzydłowy Marika Koroibete (pierwsze po świetnym offloadzie Tanieli Tupou, który miał spory udział także w przyłożeniach z pierwszej połowy i był chyba najlepszym graczem na boisku). Australia wygrała z bonusem 30:17.

W drugim meczu niespodzianki nie było. Nowa Zelandia, ze zmianą na pozycji łącznika ataku (Beaudena Barretta zastąpił Damian McKenzie) i z Ardiem Saveą z powrotem w składzie wygrała z Argentyną (mocno przemeblowaną w porównaniu z poprzednim tygodniem) 36:13. Już w piątej minucie All Blacks wyszli na prowadzenie i po pierwszej połowie byli właściwie pewni zwycięstwa: na trzy ich przyłożenia Pumas odpowiedzieli tylko karnym i było 24:3. W drugiej połowie Argentyńczycy zdobyli honorowe przyłożenie, ale Nowozelandczykom nie zagrozili – ci dorzucili kolejne dwa przyłożenia. Mecz nie był aż tak jednostronny, jak przed tygodniem, Argentyna zagrała lepiej, ale zwycięstwo Nowozelandczyków było absolutnie zasłużone.

W tabeli Australia już tylko oczko za pokonaną dwukrotnie Południową Afryką i ma sporą szansę na wyprzedzenie Springboks w klasyfikacji turnieju: w końcu przed Wallabies dwa mecze z będącymi cieniami samych siebie sprzed roku Argentyńczykami, podczas gdy mistrzowie świata staną przed najtrudniejszym wyzwaniem – zagrają dwa mecze z Nową Zelandią, niemal na 100% pewną końcowego triumfu. Springboks nie tylko właściwie stracili szansę na zwycięstwo w imprezie, ale także pierwsze miejsce w rankingu World Rugby, które odebrali im All Blacks. Choć rację ma trener tych ostatnich Ian Foster: ta zmiana nic nie znaczy, liczy się zwycięstwo nad mistrzami świata na boisku. A do kadry All Blacks wraca Richie Mo’unga – przyjechał do Australii, ale zanim zagra, czekają go dwa tygodnie kwarantanny.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Nowa Zelandia420
2. Południowa Afryka410
3. Australia49
4. Argentyna40

Top 14

W trzeciej kolejce Top 14 mieliśmy kilka ciekawych starć i sporą sensację. Beniaminek ligi, Biarritz, drugi raz grał w tym sezonie na swoim stadionie i drugi raz pokonał jedną z drużyn z ligowych wyżyn – poprzednio było to Bordeaux, tym razem paryski Racing 92, czołowa drużyna Francji i Europy. Co prawda w przyłożeniach było w tym spotkaniu 1:3 na korzyść paryżan, ale Brett Herron wykorzystywał liczne karne, które goście darowali gospodarzom, Biarritz przetrwało potężny napór Racingu w końcówce ze stratą tylko jednego przyłożenia i ostatecznie wygrało 28:19. Dla Racingu to pierwsza porażka w tym sezonie.

Jednym z hitów kolejki miało być spotkanie Montpellier z Tuluzą i emocji było tam niemało. Fantastyczny początek gości – już w pierwszej minucie meczu przyłożenie zdobył Romain Ntamack. W pozostałej części pierwszej połowy punktów jednak było jak na lekarstwo, jedyne zdobył z karnego Thomas Ramos, drużyny twardo stały w obronie (m.in. Tuluzę w ostatniej chwili ratował Antoine Dupont) i do przerwy obrońcy tytułu mistrzowskiego prowadzili 7:3. W drugiej połowie powiększyli prowadzenie (Ntamack zaliczył asystę) i na kwadrans przed końcem prowadzili 17:3. Wtedy jednak pogoń zaczęli gospodarze – przyłożenie zdobył Martin Doan i strata zmalała do 7 punktów, a na kilka minut przed końcem, gdy po żółtej karce dla gracza pierwszej linii młyna Tuluza została na boisku w trzynastu (młyny symulowane oznaczają konieczność zdjęcia jednego zawodnika), kolejne dorzucił Vincent Rattez. Brakło jednak skutecznego podwyższenia Paolo Garbisiego, w kolejnej akcji zamiast punktów dla Montpellier był przód i obrońcy tytułu zdołali dowieźć zwycięstwo do końca – wygrali swój trzeci mecz z rzędu 17:15.

Jeszcze skromniejszą różnicą punktów skończył się drugi z meczów zapowiadanych jako hit: Clermont pokonało La Rochelle 23:22. Obie drużyny celują wysoko, ale po dwóch pierwszych kolejkach miały po dwie porażki na koncie, tym ważniejsza była więc wygrana w tym meczu. Ulewny deszcz nie ułatwiał gry, a większość punktów padło z karnych. Jedyne przyłożenie w pierwszej połowie zdobył Peceli Yato dla Clermont, ale gospodarze prowadzili do przerwy tylko 13:12. Na samym początku drugiej połowy dzięki przyłożeniu Tani Viliego podnieśli prowadzenie do ośmiu oczek. Clermont do końca walczyli o bonus ofensywny, ale w ostatniej akcji posłali piłkę prosto w ręce przeciwnika: przechwyt i przyłożenie Matthiasa Haddada uratowały dla La Rochelle bonus defensywny.

Poza tym: Castres zremisowało z Bordeaux 23:23 (przepiękna akcja na początku meczu przez całe boisko zakończona przyłożeniem Gaëtana Barlota; w ostatnim kwadransie sporo szczęścia Castres, które grało w czternastkę po czerwonej kartce za wyjątkowo obrzydliwą, spóźnioną szarżę Ryno Pieterse, a Matthieu Jalibert dwukrotnie spudłował z karnych), Lyon rozgromił beniaminka z Perpignan aż 47:3 (znakomity w wykonaniu gospodarzy zwłaszcza początek oraz końcówka spotkania), Brive pokonało Pau 30:13 (drugie w tym sezonie bonusowe zwycięstwo briwijczyków, niemal wszystkie punkty w tym spotkaniu padły w pierwszej połowie), a w ostatnim meczu weekendu Tulon bez problemów wygrał ze Stade Français 38:5 (paryżanie swoje jedyne punkty w meczu zdobyli dopiero wtedy, gdy już przegrywali 0:31).

W lidze pozostała już tylko jedna drużyna z kompletem zwycięstw – liderująca w tabeli Tuluza. Za jej plecami z trzema punktami straty Lyon, Brive i Castres. Na dnie tabeli dwie ekipy z kompletem porażek: sensacyjnie La Rochelle i już mniej zaskakująco Stade Français (czyżby to miał być dla paryżan sezon równie beznadziejny jak 2019/2020, gdy przed degradacją uratowało ich zapewne tylko przerwanie sezonu?).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Tuluza313
2. ↑↑↑↑Lyon310
3. ↑↑↑↑↑Brive310
4. ↓Castres310
5. ↓↓↓Racing 9238
6. ↑↑↑Biarritz38
7. ↓↓↓Montpellier37
8. ↓↓↓Bordeaux Bègles37
9. ↑↑Tulon37
10. ↑↑Clermont35
11. ↓↓↓↓Pau35
12. ↓↓Perpignan34
13. La Rochelle32
14. Stade Français30

W tle rozgrywek Top 14 nowiny dotyczące udziału Biarritz w Challenge Cup: baskijski klub od dawna ma problemy z dostępem do obiektów i już w poprzednim sezonie pojawiało się zagrożenie wyprowadzki z Biarritz. Teraz ogłosił, że swoje domowe spotkania w fazie grupowej europejskich pucharów rozegra na drugim końcu Francji: w Villeneuve-d’Ascq koło Lille, pod granicą belgijską.

Na zapleczu, w Pro D2, zwraca uwagę czwarta kolejna porażka spadkowicza z Top 14, Agen (24:28 z Bourg-en-Bresse). Znacznie głośniejszym tematem jest jednak zawieszenie gracza Provence, Ludovica Radosavljevica, za rasistowską uwagę pod adresem czarnoskórego rugbysty wygłoszoną podczas meczu przed dwoma tygodniami – ukarano go odsunięciem od gry na 26 tygodni, co oznacza, że w praktyce straci niemal cały sezon zasadniczy.

Premiership

W pierwszej kolejce angielskiej Premiership najwięcej uwagi przyciągało pierwsze spotkanie, rozegrane w piątek, w którym najlepsza drużyna fazy zasadniczej poprzedniego sezonu, Bristol Bears, podejmowała beniaminka (choć takiego, który jest głównym faworytem do tytułu mistrzowskiego) – Saracens. Spotkanie trochę rozczarowało. Sporo kopania, twardej walki, niewiele natomiast szybkiego płynnego rugby. Początkowo Bristol Bears przeważali, prowadzili 9:3 i pokazali (a właściwie Charles Piutau pokazał) najładniejszą akcję meczu. Do przerwy było już jednak 9:9, a w drugiej połowie punktowali już tylko londyńczycy. Wygrali 26:9, a pod koniec meczu zdobyli jedyne przyłożenie po ładnym kopie na skrzydło. 21 punktów zdobył Alex Lozowski, który w zeszłym sezonie grał na wypożyczeniu we Francji (skuteczność kopów: 7/9). Świetny powrót Saracens do Premiership mimo nieobecności zawodników uczestniczących w wyprawie British & Irish Lions (wrócą do gry dopiero za miesiąc).

W pierwszej kolejce błysnęli Leicester Tigers, którzy niespodziewanie pokonali jedną z najlepszych drużyn ligi ostatnich lat, Exeter Chiefs, i to wysoko: 34:19. Już po pierwszej połowie gospodarze mieli sporą przewagę, bo na ich trzy przyłożenia Chiefs odpowiedzieli tylko jednym i było 20:5. W drugiej połowie długo czekaliśmy na punkty, a pierwsze przyłożenie zdobyli exeterczycy, którzy chcieli odrobić straty. Jednak chwilę potem dwukrotnie przedarł się na ich pole punktowe młynarz Tigers, Nic Dolly, i w ten sposób zapewnił zwycięstwo swojemu zespołowi. Przyłożenie Chiefs w ostatniej minucie nic już nie zmieniło: Leicester Tigers zaczęli sezon od bonusowego zwycięstwa, a goście od nieoczekiwanej porażki. I to pomimo statystyk meczowych przemawiających na korzyść gości. W drużynie zwycięzców błyszczeli m.in. Nemani Nadolo i zaledwie 20-letni obrońca Freddie Steward.

Sporo emocji w meczu Sale Sharks z Bath, w których składzie debiutował Danny Cipriani. I dwie bardzo różne połowy. W pierwszej długo bez punktów, ale gdy już Sharks zaczęli punktować trudno było ich powstrzymać. Między 25. i 35. minutą wyszli na prowadzenie 17:0, a goście w tej połowie zdołali odpowiedzieć tylko karnym Ciprianiego pod jej koniec. W drugiej połowie sytuacja się odwróciła: Bath zaczęło odrabiać straty, zdobyło 16 punktów z rzędu i po karnym rezerwowego Orlando Bailey’a na 5 minut przed końcem wyszło na prowadzenie 19:17. Sharks zdołali odpowiedzieć w ostatniej minucie swoimi jedynymi punktami w tej połowie – także rezerwowy Kieran Wilkinson wykorzystał karnego i dał im minimalne zwycięstwo 20:19.

Poza tym Northampton Saints wygrali z bonusem 34:20 z Gloucester (mimo starań świetnych skrzydłowych gości – Ollie Thorley i Jonny May zdobyli w tym meczu po przyłożeniu; dla Saints aż 17 punktów zdobył James Grayson), najsłabsza drużyna poprzedniego sezonu – Worcester Warriors – pokonała London Irish 36:24 (sporo nowych twarzy u Warriors, a wśród nich doświadczony reprezentant Anglii Willi Heinz, który zdobył w tym meczu przyłożenie – Worcester czekali na zwycięstwo na boisku niemal rok, ostatni raz udało im się to w listopadzie ubiegłego roku także przeciwko Irish), a Newcastle Falcons ulegli obrońcom tytułu, Harlequins, 20:26 (pięknie pokazał się w pierwszej połowie Adam Radwan w zespole gospodarzy, ale po drugiej stronie znakomicie grali Tommaso Allan zastępujący Marcusa Smitha, czy Louis Lynagh, który zdobył dwa przyłożenia).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leicester Tigers15
2. Northampton Saints15
3. Worcester Warriors15
4. Harlequins15
5. Saracens14
6. Sale Sharks14
7. Bath11
8. Newcastle Falcons11
9. London Irish11
10. Gloucester10
11. Exeter Chiefs10
12. Bristol Bears10
13. Wasps00

Przed startem Premiership ruszyły również cykliczne badania covidowe. W poprzednim tygodniu, spośród ponad 2,5 tysiąca wykonanych testów pozytywny okazał się tylko jeden (u jednego z członków kadr zarządzających klubami). Swoją drogą, organizatorzy rozgrywek zawodowych w Anglii mają ciekawe podejście do szczepień: kluby obowiązują surowe reguły antycovidowe, które mogą być rozluźnione (choć do pewnego stopnia – rezygnacja z obowiązku noszenia maseczek i zachowania „społecznego dystansu”), jeśli zaszczepione będzie 85% zawodników i sztabu drużyny.

Równolegle ze startem Premiership ruszyły rozgrywki na zapleczu, w Championship. W chyba najciekawszym spotkaniu Coventry pokonało Doncaster Knights 39:22. Zwycięstwa odniosły inne drużyny z czołówki: celujący w awans do Premiership Ealing Trailfinders zaczęli sezon od zwycięstwa 54:20 nad Hartpury University, a Cornish Pirates wygrali z Richmondem 33:18.

Drobne

Bardzo ciekawie jest w europejskim turnieju kwalifikacyjnym do Pucharu Świata kobiet. Po dwóch kolejkach gier z tego tygodnia szansę na awans zachowały wszystkie drużyny – każda odniosła po jednym zwycięstwie i wszystkie mają po pięć punktów w tabeli. Turniej kiepsko zaczęły ekipy z Wysp Brytyjskich. Szkotki na otwarcie wyraźnie przegrały z Włoszkami – gospodynie turnieju punktowanie zaczęły już w drugiej minucie meczu i wygrały 38:13. Znacznie bardziej wyrównany był drugi mecz pierwszej kolejki, w którym Hiszpanki pokonały 8:7 Irlandki (a pamiętajmy – zespół Hiszpanii wyleciał z Pucharu Sześciu Narodów w 2007, mimo dobrych wyników, więc takie zwycięstwa smakują tam szczególnie). Irlandki miały szansę na wygraną, jednak karny w ostatnich minutach nie doleciał do bramki. W niedzielę rugbystki z Wysp wzięły rewanż na rywalkach. Irlandki wygrały z Włoszkami 15:10 (wyjątkową okazję obchodziła łączniczka młyna Włoch, Sara Barattin – jako ósma kobieta w historii rugby osiągnęła 100 spotkań w reprezentacji), a Szkotki pokonały Hiszpanki 27:22. W ten sposób o wszystkim zadecyduje ostatnia kolejka spotkań, w której Szkocja zagra z Irlandią, a Hiszpania z Włochami.

Drużyny południowoamerykańskie szykują się do decydujących w strefie Ameryki starć o awans do Pucharu Świata mężczyzn. Zarówno Chile, jak i Urugwaj, mierzyły się z Argentyną XV. W środę grali Chilijczycy i pokazali się ze świetnej strony: pierwszy raz w historii pojedynków z tą drużyną pokonali faworyzowanych rywali 25:24 (Kanada może zaczynać się bać). Gorzej poszło w niedzielę Urugwajowi, który przegrał 19:28 (mimo prowadzenia 19:14 do przerwy).

Po przerwie spowodowanej obostrzeniami koronawirusowymi wróciły nowozelandzkie mistrzostwa prowincjonalne – NPC. Co prawda rozegrano tylko cztery z siedmiu spotkań (nie grały drużyny z Auckland, ponieważ tam poziom ograniczeń wciąż jest zbyt wysoki). W najciekawszym meczu Waikato uległo Canterbury 19:20 – Waikato mogło ten mecz wygrać, ale po przyłożeniu w ostatniej minucie meczu podwyższenie chybiło słupów (gospodarze zarzucają gościom, że zbyt wcześnie ruszyli do obrony). Miłą niespodziankę swoim kibicom sprawiło Taranaki, które pokonało Wellington 32:26 i pozostaje jedyną drużyną w grupie Championship bez porażki (w Premiership taką ekipą jest Tasman, obrońca tytułu).

Ruszyły nowe rozgrywki klubowe organizowane przez Rugby Europe – Super Cup. Rozpoczęły się od trzech spotkań właściwie derbowych. Zaczęło się od starcia dwóch drużyn z krajów Beneluksu: holenderska Delta pokonała belgijskich Brussels Devils 34:13 (w przyłożeniach 6:2). W drugiej parze grupy zachodniej zmierzyły się dwie drużyny z Półwyspu Iberyjskiego – tu portugalscy Lusitanos pokonali hiszpańskich Castilla y Leon Iberians 34:19 (duży zawód Hiszpanów). W niedzielę mieliśmy rewanż za finał ostatnich mistrzostw Rosji: Jenisiej-STM Krasnojarsk potwierdził swoją dominację w tym kraju i pokonał Lokomotiw Penza 22:6. Jedna para drużyn nie wkroczyła jeszcze do rywalizacji: mecze gruzińskiego Black Lion i izraelskiego (choć pełnego Południowoafrykańczyków – jest ich w składzie kilkunastu, co najmniej tylu samo co Izraelczyków, a do tego dochodzą liczni Fidżyjczycy – w tym jeden ze złotych medalistów z Rio, para Namibijczyków i Anglik – Gabriel Ibitoye) Tel Aviv Heat zostały z powodu obostrzeń koronawirusowych przeniesione na przyszły miesiąc.

Z lig stanowych w Australii dwie wiadomości, dobra i zła. Zła jest taka, że ostatecznie zdecydowano o anulowaniu całego sezonu ligi John I Dent, czyli rozgrywek organizowanych w rejonie Canberry (wcześniej taki los spotkał Shute Shield w Nowej Południowej Walii i Dewar Shield w Wiktorii). W tej sytuacji ostatnim akordem rozgrywek był rozegrany w ten weekend finał Premier Grade w stanie Australia Południowa (region Adelajdy). Tytuł zdobyła drużyna Burnside (ostatni zwycięzca z 2019), który pokonał najbardziej utytułowany w historii ligi Brighton 33:24. Burnside zgarnęło zresztą komplet pucharów w rozgrywkach seniorskich: po zwycięstwo sięgnęła także ich kobieca drużyna i rezerwy.

W litewskiej (a właściwie litewsko-łotewskiej) Baltic Top League poznaliśmy finalistów. Do decydującego o mistrzostwie dwumeczu awansowały Baltrex Szawle (w półfinale, mimo porażki w drugim spotkaniu, wyeliminował inny klub z tego miasta, Vairas) oraz Ąžuolas Kowno (w ten weekend również przegrali, z łotewską Livonią, ale także im wystarczyła zaliczka z pierwszego meczu).

Dwie nowinki dotyczące przyszłości Pucharu Świata w Rugby. Po pierwsze, w World Rugby omawiany jest pomysł organizacji imprezy co dwa lata zamiast co cztery (podobnie zresztą FIFA myśli o mistrzostwach świata w piłce nożnej) – ujawnił to dyrektor wykonawczy WR Alan Gilpin. Oczywiście, RWC to fantastyczna impreza, ale mam wrażenie, że jej częstsze organizowanie zdewaluuje jej wartość, a niewątpliwie dramatycznie wpłynie na kalendarz gier najlepszych zawodników. Czego jak czego, ale protestów najlepszych lig świata można się spodziewać. Po drugie, kolejny kraj dołącza do starań o organizację imprezy w 2031. Oprócz Stanów Zjednoczonych i Rosji, swoją kandydaturę ma zgłosić Anglia – zapowiedział to nowy prezes RFU, Tom Ilube. Mówiło się wcześniej o możliwości zgłoszenia wspólnej kandydatury czterech federacji z Wysp Brytyjskich, jednak Anglicy postanowili wystartować w pojedynkę (Irlandczycy wycofali się, bo Anglia nie chciała zgodzić się na finał w Dublinie). A przypomnijmy, że ostatni raz impreza gościła u nich zaledwie w 2015. Złożenie oferty nie jest jednak pewne – RFU chce rozmawiać z rządem, bo World Rugby wymaga gwarancji finansowych na bardzo wysokie kwoty (w 2023 jest to 150 mln funtów).

Choć walijska reprezentacja odnosi sukcesy, drużyny z tego kraju kiepsko sobie radziły ostatnio w Pro14 i europejskich pucharach. Ta dysproporcja trwa już od lat i szefowie walijskiej federacji podobno rozważają pomysł zróżnicowania czterech drużyn regionalnych: udzielania większego wsparcia części z nich, a mniejszego reszcie (w modelu 2+2 lub 3+1). Powołują się przy tym na przykład irlandzki, gdzie dominuje Leinster, a „kopciuszkiem” jest Connacht. Jednak dla takiego rozwiązania federacja zapewne będzie potrzebować zgody regionów, a czy uda się uzyskać od tych, którzy będą uznani za „gorszych”?

Afera w Irlandii: podczas meczu kobiet Connachtu z Ulsterem odbywającego się na stadionie Energia Park w Dublinie, jako szatnie wskazano zawodniczkom namioty umiejscowione w zdewastowanej części obiektu, pełnej gruzu, tuż obok śmietników (https://twitter.com/i/status/1436803298468802560). Irlandzka federacja, podobnie jak i Leinster, przepraszają, ale kiepsko to wyszło… Inna historia ze śmieciami w roli głównej – tak (https://www.facebook.com/photo.php?fbid=318247976766105&set=pcb.318248500099386&type=3&theater) wygląda miejsce na plaży, na którym prowadzą trening gwinejscy rugbyści w Conakry – zwały odpadków po bokach pochodzą z boiska…

W Vancouverze, w pierwszym z dwóch zaplanowanych w Kanadzie jako sezon 2021 turniejów World Rugby Sevens Series brakowało wszystkich medalistów z Tokio – nie przyjechały drużyny z Oceanii (w tym Fidżi i Nowa Zelandia), nie było Francji i Argentyny, rozgrywki były zatem mocno kadłubowe, zwłaszcza wśród kobiet, gdzie na starcie stanęły tylko cztery drużyny. W tej czterozespołowej stawce górą były Brytyjki, które wygrały zarówno wszystkie mecze fazy grupowej, jak i finał przeciwko Stanom Zjednoczonym (34:12, fantastycznie pokazała się w nim Jasmine Joyce). U mężczyzn mimo braku wielu czołowych ekip świata tylko trzy europejskie drużyny zdołały awansować do ćwierćfinałów (Irlandia, Wielka Brytania i Hiszpania). Żadna nie dotarła do finału (Irlandia i Wielka Brytania odpadły poziom wcześniej), a ten drugi raz w historii WRSS był sprawą wyłącznie afrykańską: Południowa Afryka pokonała 38:5 Kenię. Blitzboks byli zdecydowanie najlepszą drużyną w turnieju, a jej gwiazdą był Angelo Davids, który zdobył aż 10 przyłożeń. Trzecie miejsce dla Wielkiej Brytanii.

Rosyjska agencja TASS podała, że rugby na śniegu ma szansę znaleźć się na zimowych igrzyskach olimpijskich, które zostaną rozegrane w Mediolanie i Cortinie d’Ampezzo w 2026. Taką propozycję organizatorzy igrzysk złożyli w MKOl. Można się jednak domyślać, że jako dyscyplina pokazowa.

Z rynku transferowego: Duane Vermeulen, południowoafrykański wiązacz młyna i kapitan Bulls, w nowym sezonie zagra na północy – podpisanie z nim kontraktu ogłosił irlandzki Ulster. Na tę pozycję belfastczycy chcieli wcześniej ściągnąć Leone Nakarawę, ale ten nie przeszedł u nich testów medycznych. Dwóch niezłych zawodników zmierza do amerykańskiej MLR: zaledwie 21-letni Juan Mostert, młodzieżowy reprezentant Południowej Afryki, trafi z Western Province do Seattle Seawolves. Z kolei inny obrońca, doświadczony Anglik Chris Pennell, przez 14 lat grający dla Worcester Warriors, przejdzie do Dallas Jackals. Mistrz MLR, LA Giltinis, po ubiegłym sezonie stracił jedną ze swych australijskich gwiazd, Adama Ashley’a-Coopera, ale teraz ogłosił jego odzyskanie – tym razem jednak w roli trenera, a nie zawodnika. Na południu niespodzianka: Dan Carter zapowiedział na Instagramie właśnie „mały powrót” na boisko rugby. Nie podał jednak żadnych szczegółów.

Okazało się, że ubiegłotygodniowe wyczyny Quade’a Coopera skłoniły rząd australijski do przemyślenia sprawy przyznania mu obywatelstwa tego kraju (niedawno mu odmówionego z powodu niespełnienia formalnych warunków). Minister ds. imigracji po ostatnim meczu zapowiedział rozluźnienie zasad przyznawania obywatelstwa Australii dla „wybitnych” i „wyjątkowych” kandydatów.

Polacy za granicą

Tutaj wieści sprzed tygodnia.

W Anglii nie zobaczyliśmy naszych reprezentantów na boisku (większość z nich grała z Węgrami w Krakowie), podobnie w Szkocji.

We Francji ponowny debiut w barwach USON Nevers zaliczył Andrzej Charlat, który wyszedł na boisko w meczu trzeciej kolejki Pro D2 przeciwko Oyonnax. Jego ekipa wygrała (drugi raz w tym sezonie) 21:18. W drugiej kolejce Fédérale 1 zobaczyliśmy na boisku Mateusza Bartoszka – jego RCBA ponownie wygrało, 36:10 na wyjeździe z St. Denis i umocniło się na prowadzeniu w grupie 1. Kamil Bobryk wszedł z ławki w pierwszym wygranym meczu Vienne – 32:18 na wyjeździe z Chateaurenard. Aleksander Nowicki wybiegł w pierwszej piętnastce RCHCC w wygranym meczu przeciwko Villeurbanne (29:13), ale już w 23. minucie meczu zobaczył czerwoną kartkę za uderzenie rywala pięścią. Zwycięstwo odniosła też drużyna ASV Lavaur z Quentinem Cieslinskim w składzie – 22:21 nad St. Sulpice sur Lèze. Pierwszą kolejkę rozegrały drużyny występujące na poziomie Fédérale 2. Tutaj zagrał Tomasz Hebda, którego Lourdes przegrało u siebie z Coarraze Nay 18:19.

W Szwajcarii w pierwszej kolejce LNA w drużynie Yverdon wybiegli na boisko Kacper Ławski i Patryk Reksulak. Ich ekipa wygrała 32:15 z Nyon. Reksulak został jednym z dwóch najlepszych graczy meczu i zdobył w pierwszej połowie przyłożenie, w którym zresztą uczestniczył także Ławski.

W Szwecji Michał Jurczyński wystąpił w już przedostatnim meczu rundy zasadniczej – jego Stockholm Exiles pokonali Enköping RK 36:24.

Zapowiedzi

Za tydzień piąta kolejka Ekstraligi: Up Fitness Skra Warszawa – Master Pharm Rugby Łódź, Orkan Sochaczew – Posnania, Awenta Pogoń Siedlce – Ogniwo Sopot, Lechia Gdańsk – Arka Gdynia i Juvenia Kraków – Edach Budowlani Lublin. Poza tym w kraju trzecia kolejka pierwszej ligi, drugi turniej mistrzostw Polski kobiet w rugby 7, pierwsze siódemkowe turnieje mistrzowskie juniorów i kadetów.

Na arenie międzynarodowej w piątej kolejce The Rugby Championship pierwsze wielkie starcie, na które czeka cały rugbowy świat: Nowa Zelandia gra z Południową Afryką, a oprócz tego Australia zmierzy się z Argentyną. W Europie finałowa runda turnieju kwalifikacyjnego do Pucharu Świata kobiet – mecze Włoch z Hiszpanią i Irlandii ze Szkocją.

Europejskie ligi zagrają już „pełną parą”. Do kompletu najlepszych lig dołączy United Rugby Championship (czyli dawne Pro14) – zacznie imponująco od starcia mistrzów (Leinster – Bulls) i wicemistrzów (Munster – Sharks). W czwartej kolejce francuskiej Top 14 m.in. spotkanie Tuluzy z Clermont. W drugiej kolejce angielskiej Premiership najciekawiej zapowiada się chyba mecz Exeter Chiefs z Northampton Saints. Poza tym druga kolejka Rugby Europe Super Cup (i tu m.in. rewanżowe derby rosyjskie i iberyjskie), start ligi włoskiej, gruzińskiej i portugalskiej.

W World Rugby Sevens Series drugi i ostatni turniej kadłubowego (i jeśli chodzi o ilość turniejów, i jeśli chodzi o obecne drużyny) sezonu – w Edmontonie.

1 komentarz do “Orkan i Springboks znów pokonani”

  1. Komentatorzy nie zauważyli pewnej dość humorystycznej scenki z meczu Łodzi z Sochaczewem. Na początku drugiej połowy meczu między zawodnikami doszło do małego spięcia i delikatnej szarpaniny. Jednak dużo ciekawszy od niej był pojedynek Michała Gadomskiego z Adrianem Seerane na… miny. Zawodnicy na jakieś piętnaście sekund wywalili języki i robili do tego „groźne” miny. Oni oczywiście zachowywali całkowitą powagę, ale z boku wyglądało to tak jakby Ania z pierwszej „be” pokazała język Krzysiowi z drugiej „ce”. Taka troszkę dziecinada, ale wiem że dla Maorysów do jest jakaś mina bojowa;)

    Odpowiedz

Dodaj komentarz