Cień covidu

Po międzynarodowym okienku jesiennym opadły nieco emocje. Wróciły europejskie ligi, ruszył nowy cykl World Rugby Sevens Series, ale to wszystko nie to samo. Na dodatek narasta cień covidu – w ten weekend odwołano połowę spotkań URC i mecz Barbarians na Twickenham, a w nadchodzących tygodniach może być jeszcze gorzej. Wielki kłopot mają chociażby organizatorzy Super Rugby Pacific.

Top 14

Po przerwie na jesienne testy wróciły najlepsze ligi europejskie. W jedenastej kolejce Top 14 najciekawiej zapowiadało się starcie Racingu 92 z Bordeaux i nie zawiodło – kibice na Paris La Défense Arenie obejrzeli znakomite widowisko, choć ich nastroje zmącił końcowy wynik. Początek dla miejscowych zapowiadał się nieźle: już po siedmiu minutach przyłożenie zdobył Teddy Thomas, potem drugie dorzucił Camille Chat i do przerwy prowadzili 14:6. Ale po przerwie to goście rządzili na murawie. W ciągu paru minut trzykrotnie przerwali szyki obronne gospodarzy i zdobyli przyłożenia, kolejne dorzucili 10 minut później. Klasą sam dla siebie był argentyński skrzydłowy Santiago Cordero, który zaliczył w tym okresie błyskawicznego hat-tricka przyłożeń – trzecie przyłożenie zdobył po niezwykle przytomnym podkopnięciu (https://twitter.com/i/status/1465074366404833280), a zaledwie jednego kroku brakło mu do czwartego. Na trzy minuty przed końcem Bordeaux zdobyło piąte przyłożenie, dające mu punkt bonusowy. I choć Racing zerwał się jeszcze do walki i próbował zdobyć przyłożenie, który zmniejszyłoby rozmiary porażki i odebrało rywalom bonus, brakło mu dosłownie paru centymetrów. Gospodarze w drugiej połowie nie zdobyli ani jednego punktu, a Bordeaux absolutnie zasłużenie wygrało 37:14.

Solidarne zwycięstwa odnieśli zajmujący dwa ostatnie miejsca w tabeli beniaminkowie. Biarritz pokonało znajdujący się także w dole tabeli Stade Français 17:14 dzięki przyłożeniu z podwyższeniem kilka minut przed końcem meczu. Zaś Perpignan sprawiło sporą niespodziankę, pokonując jedną z czołowych drużyn ligi – Clermont. Faworyci szybko wyszli na prowadzenie 8:0, ale równie szybko odebrali im je gospodarze i było 8:10. Ostatnia faza pierwszej połowy należała jednak do Clermont, które zdobyło wówczas dwa przyłożenia i 13 punktów, dzięki czemu do przerwy prowadziło 21:10. Po przerwie beniaminek zmniejszał dystans dzięki karnym Melvyna Jamineta (w sumie 16 punktów z kopów), ale tuż przed końcem nadal przegrywał pięcioma punktami. Grał jednak z przewagą jednego zawodnika i zdobył upragnione przyłożenie, a podwyższenie Jamineta dało mu prowadzenie 26:24. I choć w ostatniej akcji Clermont postraszyło graczy z Perpignan, wynik już się nie zmienił.

W meczu Montpellier z Castres (obserwowanym z trybun przez Eddiego Jonesa) na pierwsze punkty czekaliśmy niemal pół godziny, a do przerwy gospodarze prowadzili 8:7 (przyłożenie dla gości zdobył Kevin Kornath). Po przerwie znowu długo bez punktów, ale pod koniec meczu worek z nimi wreszcie się rozwiązał. Na kwadrans przed końcem Castres wygrywało 12:8. Jednak w ciągu dwóch minut Montpellier zdobyło 10 punktów i wyszło na prowadzenie. Pozostało na nim zaledwie chwilę, bo dwa przyłożenia i 12 punktów zapisali na swoje konto goście, jednak zdołało odpowiedzieć tuż przed końcem meczu: przyłożenie Jana Serfonteina i podwyższenie Paola Garbisiego dało Montpellier minimalne zwycięstwo 25:24.

Tulon pokonał Lyon 19:13, ratując się przed spadkiem na dno tabeli. Gospodarze grali bez Ebena Etzebetha (przez wielu uważanego za niesłusznie pominiętego w nominacjach do nagrody dla najlepszego zawodnika roku) – po wstrząsie mózgu doznanym w meczu Południowej Afryki z Anglią będzie pauzować trzy miesiące. Z kolei na początku spotkania Lyon stracił swoją gwiazdę, Mathieu Bastareauda – już po pięciu minutach gry były gracz Tulonu opuścił boisko z poważnie wyglądającą kontuzją (zerwał ścięgno mięśnia czworogłowego – podobna kontuzja w drugiej nodze kosztowała go rok przerwy w grze, więc tak naprawdę nie wiadomo, czy w ogóle wróci na boisko). Punktów było niewiele i czekaliśmy na nie bardzo długo, a o zwycięstwie Tulonu zadecydowała seria karnych w drugiej połowie w wykonaniu Louisa Carbonela.

Poza tym La Rochelle bez problemu pokonało Pau 36:8 (goście walkę nawiązali przez pierwsze pół godziny, ale pod koniec pierwszej połowy i na początku drugiej gospodarze zaaplikowali rywalom po dwa przyłożenia i rozstrzygnęli mecz na swoją korzyść), a Tuluza grająca bez pary Ntamack–Dupont pokonała Brive 18:11 (do przerwy było 3:11, ale po przerwie punkty zdobywali tylko obrońcy tytułu – wszystkie 18 zaliczyli po karnych w wykonaniu Thomasa Ramosa; jeszcze na trzy minuty przed końcem mieliśmy zaledwie 1 punkt różnicy między drużynami, ale Brive grało w osłabieniu po czerwonej kartce Enzo Hervé, który trafił nogą w głowę rywala).

W tabeli nadal na szczycie Tuluza, która utrzymała przewagę nad rywalami (3 punkty nad Bordeaux i aż 11 nad Montpellier). La Rochelle awansowało na najwyższą swoją lokatę w tym sezonie – czwarte miejsce. Na dnie tabeli obaj beniaminkowie niemal zrównali się punktami ze Stade Français, a tylko o dwa oczka więcej od nich ma Tulon.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Tuluza1141
2. Bordeaux Bègles1138
3. Montpellier1130
4. ↑↑La Rochelle1129
5. ↓Lyon1126
6. ↓Racing 921125
7. Castres1124
8. Clermont1124
9. Pau1122
10. Brive1121
11. ↑Tulon1120
12. ↓Stade Français1119
13. Perpignan1118
14. Biarritz1118

Na drugim froncie, w Pro D2, przedostatnie w tabeli Agen postraszyło wiceliderów z Oyonnax, ale ostatecznie przegrało 14:19. Najbardziej zadowoleni byli zapewne gracze Nevers, którzy zaaplikowali Bourg-en-Brasse 8 przyłożeń i wygrali 52:13, awansując na szóste miejsce w tabeli. Liderem nadal jest Mont-de-Marsan, które pokonało Beziers.

Premiership

London Irish tydzień temu pokonali w Premiership Cup Saracens, a w tym tygodniu w dziewiątej kolejce Premiership rozstrzygnęli na swoją korzyść kolejne londyńskie derby, tym razem wygrywając na Stoop z obrońcami mistrzowskiego tytułu, Harlequins. Quins zagrali co prawda bez swych gwiazd z reprezentacji Anglii, ale mimo wszystko „Exiles” mają ostatnio świetny okres. Do przerwy gospodarze prowadzili 14:10, a po przerwie byli bliscy podwyższenia prowadzenia – przed kolejnym przyłożeniem uratowała gości szarża Paddy’ego Jacksona. W ciągu kolejnych dziesięciu minut Irish zdobyli dwa przyłożenia i wyszli na 8-punktowe prowadzenie. I choć Quins odpowiedzieli przyłożeniem na kwadrans przed końcem, goście trzypunktową przewagę dowieźli do ostatniego gwizdka. Kolejny raz swoją szansę gry w pierwszym składzie zmiennik Marcusa Smitha, Włoch Tommaso Allan, skończył zejściem z boiska z kontuzją – tym razem po pierwszej połowie i tym razem na ławce zabrakło Smitha, aby go zastąpić.

Porażki Bath frustrują m.in. jedną z gwiazd tej drużyny, Anthony’ego Watsona – tym bardziej, że z powodu kontuzji nie pomoże swojej ekipie prawdopodobnie do końca tego sezonu. Oglądając w telewizji ostatni mecz w Premiership Cup pozwolił sobie na tweeta krytykującego czerwoną kartkę pokazaną jednemu ze swoim kolegów i w efekcie został ukarany jednotygodniowym zawieszeniem. A skład Bath ponoć dostał od swoich szefów 30 dni na udowodnienie swojej wartości. W ten weekend zaprezentował się znakomicie w defensywie (świetny był zwłaszcza Sam Underhill), ale znowu nici ze zwycięstwa. Podejmując na The Rec jednego z przedsezonowych faworytów, Exeter Chiefs, Bath zdobyło jedyne przyłożenie w pierwszej połowie i do przerwy prowadziło. Po przerwie prowadzenie straciło, ale je odzyskało i jeszcze na pięć minut przed końcem miało trzypunktową przewagę. W końcówce jednak przyłożenie zdobył Sam Simmonds (fantastyczne przyspieszenie gracza młyna: https://twitter.com/i/status/1464495176722915328), a jego brat Joe dorzucił podwyższenie i karnego – w efekcie Exeter Chiefs wygrali 23:16. Swoją drogą, ekipę z Exeter czeka prawdopodobnie rebranding związany z odrzuceniem nawiązań do Indian – konsultacje w tej sprawie dały przewagę zwolennikom zmian i decyzje mają zapaść w ciągu kilku tygodni.

Wasps po dramatycznej końcówce ulegli Gloucesterowi 33:35. Już po 10 minutach Gloucester wyszedł na prowadzenie po przyłożeniu Jonny’ego May’a i nie oddał go do końca, a wypracował w tym czasie nawet 18-punktową przewagę – mimo to w końcówce musiał drżeć o wynik. W 72. minucie prowadził 16 punktami, gdy żółtą kartkę zobaczył Jonny May. Wasps mieli przewagę i zwietrzyli krew, a Jacob Umaga w ciągu paru minut zdobył 14 punktów (2 przyłożenia i 2 podwyższenia, w sumie 18 punktów w meczu). Powrót Wasps okazał się jednak spóźniony – choć po drugim z tych przyłożeń pozostało jeszcze trochę czasu, więcej punktów nie zdobyli i mecz przegrali. I to pomimo faktu, że zdobyli więcej przyłożeń od gości. Na pocieszenie mają dwa punkty bonusowe.

Poza tym: Bristol Bears ulegli Northampton Saints 20:36 (16 punktów z kopów dla Saints zdobył Walijczyk Dan Biggar – w tym z karnego z ponad 50 m), Newcastle Falcons zremisowali z Worcester Warriors 24:24 (mecz przełożono z piątku na sobotę z powodu spodziewanych bardzo trudnych warunków pogodowych – na boisku i tak był śnieg, a jedno z przyłożeń dla gospodarzy zdobył Adam Radwan), a Saracens pokonali Sale Sharks 25:14 (do przerwy prowadzili 13:0 – w sporej mierze dzięki błędom rywali; zaraz po przerwie Sharks zostali w osłabieniu po czerwonej kartce i paradoksalnie ten okres wygrali 14:12 – ostatnie przyłożenie w tym meczu zdobyła wschodząca gwiazda Premiership, Raffi Quirke; w ekipie Saracens w świetnym stylu wrócił po kontuzji Billy Vunipola).

Leicester Tigers, choć pauzowali w tej kolejce, nie mieli szans na stratę prowadzenia w ligowej tabeli – ich przewaga nad rywalami była zbyt duża. I nawet zwycięstwo drugich Saracens pozwoliło zniwelować tylko część tej różnicy – wciąż pozostaje aż 6 punktów, a trzeci Harlequins tracą do liderów już 9 punktów.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leicester Tigers837
2. Saracens831
3. Harlequins828
4. ↑Northampton Saints825
5. ↓Exeter Chiefs924
6. Gloucester823
7. ↑↑London Irish921
8. ↓Newcastle Falcons820
9. ↑Wasps817
10. ↓↓Sale Sharks917
11. Bristol Bears814
12. Worcester Warriors914
13. Bath84

Ciekawie było w Championship. Mieliśmy dwa mecze drużyn z czołówki ligowej tabeli: Jersey Reds obroniło drugą lokatę pokonując Cornish Pirates 15:5, natomiast Doncaster Knights, którzy ten sezon rozpoczęli nieco słabiej niż oczekiwano, niespodziewanie pokonali liderów tabeli, Ealing Trailfinders 22:5. Ealing pozostało na pierwszym miejscu, a Knights awansowali na trzecią lokatę. Pierwsze zwycięstwo w swoim ósmym meczu sezonu odnieśli London Scottish – pasmo samych porażek przerwali wygraną nad Coventry 36:23.

United Rugby Championship

W URC zaczyna się realizować czarny scenariusz, którego uniknięcie przed sezonem trudno było sobie wyobrazić (organizowanie ligi nie tylko międzynarodowej, ale i międzykontynentalnej w takim momencie było trochę absurdalne): covid uderza i wywraca do góry nogami kalendarz spotkań. W Południowej Afryce zidentyfikowano nowy szczep wirusa, władze Wielkiej Brytanii wpisały ten kraj na czerwoną listę i zdecydowały o zawieszeniu bezpośrednich połączeń lotniczych, chwilę potem zrobiła to samo Unia Europejska. Tymczasem na pierwsze mecze URC w Południowej Afryce poleciały wcześniej ekipy Scarlets, Cardiff (obie z Wielkiej Brytanii), a także irlandzki Munster i włoskie Zebre Parma. Walijczycy natychmiast zapowiedzieli zamiar powrotu do kraju najszybciej jak się da, a dzień później władze ligi ogłosiły przełożenie spotkań planowanych w Południowej Afryce w ramach dwóch kolejek na przełomie listopada i grudnia. Wspomniane drużyny mają kłopoty z powrotem do domu, a graczy z Walii i Irlandii czeka jeszcze potem 10-dniowa kwarantanna (która fatalnie wpłynie na przygotowania do pierwszych meczów europejskich pucharów). Zresztą, Munster i Cardiff, po tym jak stwierdzono u nich przypadki zarażeń, szybko nie wrócą i nawet wspomniany europejski start w ich wykonaniu stoi pod znakiem zapytania. A coś czuję, że na tym kłopoty ligi się nie skończą, a gracze z północy szybko nie wrócą na południowa półkulę. Póki co Południowoafrykańczycy są bardzo niezadowoleni z nierozegrania spotkań z tego weekendu (przecież i tak nikt do domu nie wrócił, do tego ich odwołania z nimi podobno nie skonsultowano) i myślą o rozegraniu w kolejny weekend lokalnych derbów.

Udało się rozegrać za to cztery spotkania planowane w Europie, w tym największy hit tego weekendu na europejskich boiskach czyli irlandzkie derby Leinsteru i Ulsteru, drużyn zajmujących dwa czołowe miejsca w ligowej tabeli. Zobaczyliśmy mecz twardej walki, z akcjami przenoszącymi się spod jednego pola punktowego pod drugie, ale z niewielką liczbą przyłożeń. Pierwsza połowa skończyła się prowadzeniem belfastczyków 7:0. Na początku drugiej części spotkania John Cooney dorzucił do ich dorobku trzy oczka, ale niemal natychmiast przyłożeniem Robbiego Henshawa odpowiedzieli gospodarze. Na kwadrans przed końcem mieliśmy remis po karnym, ale chwilę potem kolejnego karnego na punkty zamienili na goście i prowadzili 13:10. Leinster do końca naciskał i chciał obrócić wynik na swoją korzyść, ale tuż przed końcem zanotował fatalną stratę na połowie boiska i środkowy James Hume samotnie pomknął na pole punktowe gospodarzy, ostatecznie potwierdzając zwycięstwo Ulsteru i pierwszą porażkę w sezonie Leinsteru. Mecz skończył się wynikiem 10:20.

Poza tym Connacht pokonał Ospreys 46:18 (warunki atmosferyczne były fatalne, nawet jak na Galway, a zwycięstwo gospodarzy dyrygowanych przez Jacka Carty’ego absolutnie niekwestionowane – przełamali w ten sposób kiepską serię w meczach przeciwko walijskim ekipom; podobać się zwłaszcza przyłożenie Macka Hansena, który po pięknym przerzucie Carty’ego oszukał aż trzech rywali: https://youtu.be/h56p3RxEyCs?t=18), Benetton Treviso wyszarpał zwycięstwo 19:18 nad Glasgow Warriors (zadecydował już po upływie 80. minuty karny 19-letniego Leandro Marina – który parę minut wcześniej spudłował z niezbyt trudnej pozycji; swoją drogą, Marin był bohaterem innego zwycięskiego meczu Benettona nad Szkotami w tym sezonie – zaliczył decydującego drop goala w starciu z Edynburgiem), a walijscy Dragons ulegli Edynburgowi 14:30 (gospodarze mieli fatalne pierwsze 20 minut, a w drugiej połowie nie zdobyli ani jednego punktu).

Mimo porażki w bezpośrednim starciu, Leinster pozostał liderem tabeli, a Ulster nadal jest na drugim miejscu, choć drużyny zrównały się punktami. Z czołowej trójki pierwszy raz wypadł Munster – nie zagrał i wykorzystał to szkocki Edynburg, który radzi sobie w tym sezonie całkiem nieźle. Poza tym do górnej połówki tabeli awansował Connacht po bonusowym zwycięstwie nad Ospreys.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leinster624
2. Ulster624
3. ↑Edynburg623
4. ↓Munster519
5. Ospreys617
6. Glasgow Warriors617
7. ↑↑Connacht616
8. Benetton Treviso616
9. ↓↓Cardiff514
10. Scarlets511
11. Dragons69
12. Stormers47
13. Lions46
14. Sharks45
15. Bulls45
16. Zebre Parma51

World Rugby Sevens Series

Turniejami w Dubaju zainaugurowano nowy sezon World Rugby Sevens Series. Już na starcie dotknięty covidowymi problemami (do Dubaju nie przyjechały reprezentacje Nowej Zelandii i Samoa), a choć przyszłotygodniowa powtórka wydaje się niezagrożona, z kolejnymi turniejami może być kłopot.

W męskiej rywalizacji na starcie stanęło 12, a nie jak zwykle 16 drużyn (oprócz Nowej Zelandii i Samoa mieliśmy wspólną reprezentację Wielkiej Brytanii zamiast trzech oddzielnych). Pod nieobecność najbardziej utytułowanych w historii cyklu Nowozelandczyków, po zwycięstwo w turnieju sięgnęli Blitzboks (zwycięzcy obu turniejów ostatniego, kadłubowego sezonu) – reprezentanci Południowej Afryki najpierw zdecydowanie wygrali swoją grupę (pokonali m.in. Wielką Brytanię), a w play-off kolejno rozprawili się z Australią, Argentyną, a w finale rozgromili Stany Zjednoczone 42:7 (Ronald Brown zdobył w tym meczu 25 punktów: 3 przyłożenia i 5 podwyższeń). W sumie mają w WRSS już 18-meczową serię wygranych. Amerykanie sprawili niespodziankę w półfinale, pokonując po zaciętym pojedynku mistrzów olimpijskich z Fidżi 21:19. Ci ostatni przegrali też mecz o brąz, tym razem z Argentyną (po medalu olimpijskim to kolejny świetny występ tej drużyny, która wzięła na graczach z Oceanii odwet za porażkę w półfinale w Tokio). Z europejskich drużyn najwyżej sklasyfikowana została Wielka Brytania – na szóstym miejscu; oczko niżej, na siódmym, Irlandia, która w ćwierćfinale dopiero po dogrywce przegrała z Argentyną.

W kobiecym turnieju górą były występujące w odmłodzonym składzie Australijki, które w finale pokonały Fidżi 22:7. W turnieju zobaczyliśmy 10 drużyn (zamiast 12) i format też był nietypowy: mecze w dwóch grupach po pięć zespołów, a potem spotkania o miejsca między drużynami z tych samych miejsc w obu grupach. Nie mieliśmy zatem półfinałów, a w finale zmierzyli się zwycięzcy grup. O trzecie miejsce zagrały dwie drużyny europejskie: Francuzki rozgromiły Rosjanki aż 40:0. Dla Rosjanek to pierwsza lokata w najlepszej czwórce od czterech lat, w fazie grupowej wygrały m.in. z Fidżi i Kanadą, i tylko bilans małych punktów zdecydował, że nie grały w finale. Kiepsko spisały się ekipy z Ameryki Północnej, które zajęły czwarte miejsca w grupach i walczyły dopiero o siódmą lokatę. Wyżej od nich sklasyfikowano niespodziewanie Brazylijki, które osiągnęły swój najlepszy rezultat w historii (w grupie mocno postawiły się Francuzkom i pokonały Amerykanki, a w meczu o piąte miejsce uległy Brytyjkom 21:22 – przy odrobinie boiskowego cwaniactwa nie dałyby sobie odebrać zwycięstwa). Ostatnie dwa miejsca przypadły Irlandkom i Hiszpankom.

Z kraju

W Poznaniu gala rugby 7 czyli podwójny turniej siódemkowy. W turnieju męskim nieoczekiwanie gospodarze, Posnania, dwukrotnie ulegli Juvenii Kraków, która zajęła pierwsze miejsce. Oprócz tych dwóch zespołów zagrała też Lechia Gdańsk, bezkonkurencyjna podczas siódemkowej jesieni, jednak tutaj w odmłodzonym składzie i bez sukcesów. Wśród kobiet gospodynie nie były tak gościnne i sięgnęły po turniejowe zwycięstwo, pokonując Juvenię Kraków (w składzie nieco zmienionym po konflikcie klubu z częścią zawodniczek) i reprezentację Berlina. Miło było po przerwie zobaczyć na boisku Katarzynę Paszczyk, która prowadziła swój zespół do kolejnych zwycięstw.

W Ekstralidze zakręcił się „zielony stolik” – Komisja Gier i Dyscypliny ponownie wydała orzeczenie w sprawie meczu Ogniwa Sopot z Master Pharm Rugby Łódź z drugiej kolejki ligowej, który nie odbył się z powodu utknięcia łodzian w korku na autostradzie. Ponownie nie orzeczono walkowera, natomiast terminy powtórzenia spotkania wskazano dwa: 26 lutego lub 5 marca, do wyboru przez sopocian. Tym razem żaden nie nakłada się na mecz reprezentacji. Z kolei Jarosław Nowicki przekazał w swoim „Oknie na rugby” informację, że KGiD (a może już Komisja Odwoławcza) zajmuje się skargą jednego z klubów na wystawienie przez Ogniwo na boisku zbyt dużej liczby zawodników zagranicznych – chodzi tu o traktowanie kilku zawodników z Ukrainy jako posiadających status Polaka.

Poza tym:

  • Michał Haznar, nasze rugbowe odkrycie z dwóch ostatnich meczów reprezentacji, pojawił się w mediach społecznościowych na zdjęciu w koszulce Ogniwa Sopot. Ale czy to znaczy, że na wiosnę zobaczymy go w tych barwach? W ślad za zdjęciem nie poszedł żaden komunikat…;
  • Edach Budowlani Lublin ogłosili, że wiosną nie zobaczymy w ich składzie dwóch zawodników z Południowej Afryki: łącznika ataku Jamesa Campbella (świetny początek rundy jesiennej, potem kontuzja i zniknięcie) oraz filara Peeta Vorstera (tu dla odmiany równa, świetna gra całą rundę).

Do posłuchania: Maciej Słomiński opublikował już jedenaste wydanie swojego „Podcastu o rugby”. Tym razem gościem był członek Zarządu PZR – Mateusz Dąbrowski – i pojawiło się tam sporo informacji o pracach tegoż Zarządu, którymi ten oficjalnymi kanałami jakoś się nie podzielił. Nie z każdą opinią można się zgodzić (jakoś gość nie wydawał się pogodzony z absolutnie słusznymi karami za bójkę w derbach Trójmiasta z ubiegłego roku), być może mogło być o kilka mniej osobistych przytyków, ale to wyjątkowo ciekawa rozmowa: https://open.spotify.com/episode/2IydcE07ou1yG5uZ4z6wde. Swoją drogą, autor podcastu opublikował też w Interii wywiad z Piotrem Zeszutkiem (https://sport.interia.pl/rugby/news-rugby-piotr-zeszutek-nigdy-nie-bylem-w-lepszej-formie,nId,5668169) i tam szczególnie intrygująca jest odpowiedź na ostatnie pytanie.

No i po półrocznej przerwie wrócił Atak na młyn. Oby już nie znikał 🙂

Ze świata

Z innych wieści znów najbardziej interesująca jest ta pozaboiskowa: World Rugby zrobiło małą rewolucję w zasadach zmian barw narodowych przez zawodników. Przez ostatnie dwie dekady takie zmiany były niezwykle utrudnione i rzadko się zdarzały – jeśli zawodnik raz zagrał dla jednej reprezentacji, był z nią związany do końca (choć od niedawna była boczna furtka, związana z udziałem w rywalizacji olimpijskiej, ale rzadko znajdowała zastosowanie – w tym cyklu olimpijskim objęła tylko bodaj dwóch zawodników). Teraz ma to być znacznie łatwiejsze: jeśli przerwa w grze dla jednego kraju trwa co najmniej 3 lata, można zagrać dla innego, jeśli się w nim urodziło (lub urodzili się tam rodzice lub dziadkowie zawodnika). Taką zmianę będzie można przeprowadzić tylko raz w ciągu kariery i każda będzie wymagać zgody World Rugby. 75% poparcia dla tego pomysłu w Radzie World Rugby było trudne do uzbierania, ale taka zmiana była m.in. jednym z punktów programu wyborczego Billa Beaumonta (ostatecznie zwolennicy tej zmiany z Danem Leo na czele wygrali o włos – zebrali 39 głosów z 51 czyli 76%).

Otwiera to furtkę do wielkich międzynarodowych „transferów” – dość wspomnieć takie nazwiska jak Charles Piutau lub Israel Folau, którzy kiedyś reprezentowali odpowiednio Nową Zelandię i Australię, ale od dłuższego czasu nie mają na to szans i kto wie, czy za dwa lata na Pucharze Świata nie zobaczymy ich w barwach Tonga. Z kolei Steven Luatua czy Ardie Savea mogą zasilić kadrę Samoa. Właśnie wyspy Pacyfiku mają być głównymi beneficjentami nowych przepisów (i to jest jeden z głównych zarzutów wobec pomysłu – że dwa kraje skorzystają na tym znacznie bardziej niż inne), jest bowiem wielu zawodników, którzy w ten sposób mogliby zmienić barwy. Pewnie jednak na całym świecie działacze zastanawiają się, kogo udałoby się w ten sposób zwerbować. Frédéric Michalak powiesił już buty na kołku, ale Paul Jedrasiak jest jeszcze na chodzie 😉

Ja mam mieszane uczucia. Z jednej strony 20 lat temu obostrzeń nie było (ale w czasach amatorskich ta kwestia wyglądała nieco inaczej). Z drugiej strony obawiam się, że ta reguła to będzie miecz obosieczny: ułatwi młodym ludziom pochodzącym z Tonga, Samoa czy Fidżi podjęcie decyzji o reprezentowaniu Anglii, Nowej Zelandii czy Australii. Wszystko dlatego, że będą mieli w głowie świadomość, że zawsze mogą to zmienić, jeśli romans z wielkimi nie wypali. Mogą też pojawić się w tym pieniądze (zwłaszcza, że czasami związek z krajem dziadków jest raczej symboliczny). I to taki pierwszy krok zbliżający do zmieniania barw narodowych podobnie jak klubowych. A chyba nie o to chodzi. A z drobiazgów – okres 5 lat (przecież już obecny w przepisach World Rugby) i zrezygnowanie z kraju urodzenia dziadków (aby dotyczyło tylko zawodników, którzy chcą wrócić do prawdziwej ojczyzny) na pewno ograniczyłby oportunizm w tym zakresie.

W ostatnim z towarzyskich jesiennych międzynarodowych testów po raz drugi w Soczi zmierzyły się Rosja i Chile. Mimo trzech żółtych kartek w drugiej połowie (i w efekcie gry przez chwilę nawet w trzynastkę) górą byli goście, którzy podobnie jak przed tygodniem, także i w ten weekend wygrali: 42:27. Wśród Rosjan zadowolony mógł być tylko Jurij Kusznariew, który dzięki 7 punktom z kopów osiągnął liczbę 700 punktów zdobytych dla reprezentacji.

Nie odbył się natomiast mecz o Killik Cup czyli zaplanowane na Twickenham spotkanie Barbarians z Samoa XV. Miało to być pożegnanie z rugby znakomitego irlandzkiego obrońcy, 95-krotnego reprezentanta kraju Roba Kearney’a, który ostatecznie, po 15 latach w Leinsterze i krótkim romansie z Western Force, powiesił buty na kołku. Miało to też być pożegnanie z reprezentacją Samoa Joe Tekoriego. Nic z tego. Półtora godziny przed meczem, po tym jak stwierdzono zarażenie koronawirusem wśród aż czterech zawodników Baabaas (w tym trzech spośród jedenastu Australijczyków, plus dwóch członków sztabu), mecz odwołano. A oprócz Kearney’a w międzynarodowym składzie na boisku mieliśmy zobaczyć m.in. mistrzów świata: Duane’a Vermeulena, Malcolma Marxa i Stevena Kitshoffa. To drugi kolejny mecz Barbarians odwołany z powodów covidowych – rok temu mieli grać z Anglią, ale spora grupa zawodników ruszyła na miasto łamiąc reguły bańki covidowej. A Samoańczykom pozostało wyjść na boisko, odśpiewać hymn i zatańczyć Sipi Tau przed meczem kobiet.

Bo na Twickenham zaplanowano dwa mecze i doszedł do skutku ten kobiecy, pomiędzy żeńskimi Barbarians i reprezentacją Południowej Afryki. Nie było ani niespodzianki, ani specjalnej walki. Naszpikowane dobrymi zawodniczkami Barbarians pokonały rywalki z drugiego końca świata 60:5 (do przerwy 38:0). Trzy przyłożenia zdobyła Amerykanka Sarah Levy. Pobity został rekord widowni na kobiecym meczu rugby: na trybunach zasiadło niemal 30 tys. widzów (cóż, kupili bilety na dwa mecze, obejrzeli jeden).

W przedostatnim tegorocznym meczu o punkty w Europie (w ramach Rugby Europe International Championships) zmierzyły się dwa zespoły grupy północnej Conference 1. Luksemburg grał z Czechami i uległ 12:39 (w przyłożeniach 0:5). Sporo błędów w pierwszej połowie i wynik 6:7 do przerwy, a na początku drugiej nawet prowadzenie gospodarzy 12:7. Czesi jednak rozstrzygnęli mecz na swoją korzyść w ciągu ostatnich dwudziestu minut. Dla naszych południowych sąsiadów to drugie zwycięstwo w drugim meczu i są liderami tabeli (poza nimi jedna drużyną z dwoma rozegranymi meczami jest Luksemburg, ale ma na koncie dwie porażki; do gry nie weszli jeszcze Łotysze, którzy odwołali wszystkie swoje tegoroczne spotkania z powodu covidu).

W hiszpańskiej División de Honor pierwszą porażkę w sezonie poniosła drużyna El Salvador: przegrała na wyjeździe z UE Santboiana 21:26. Przegrywała już 3:21, wyrównała, ale ostatnie słowo należało do gospodarzy, którzy wyrastają na jednych z głównych rywali drużyny El Salvador (przegrani pozostali na szczycie ligowej tabeli, ale Santboiana jest druga z zaledwie punktem straty). Druga ekipa z Valladolid, VRAC, w wyraźnym kryzysie – po czwartej porażce w sezonie (z AMPO Ordizia, 13:25) spadli na dziesiąte miejsce w stawce 12 drużyn (niżej są tylko obaj tegoroczni beniaminkowie).

W południowoafrykańskim turnieju pod szyldem Toyoty doszło m.in. do meczu gospodarzy, Cheetahs, z mistrzem Rumunii – Științą Baia Mare. Goście byli równorzędnymi przeciwnikami tylko na początku meczu i przegrali go aż 5:45 (a teraz mają kłopot z powrotem do domu). Trwają rozmowy na temat przyszłości franczyzy z Bloemfontein: mowa jest o turnieju, który nosiłby nazwę Intercontinental Shield. Sądząc po prowadzonych rozmowach rozważane jest zaangażowanie drużyn z Południowej Afryki i kilku państw Europy (Hiszpania – czyżby „farbowani” Południowoafrykańczycy z barcelońskich Diables? – Rosja, Rumunia i Niemcy – i znowu pytanie, czy mielibyśmy do czynienia z prawdziwymi drużynami z tych krajów, czy z kolejnym zaciągami z RPA pod tamtejszymi szyldami), a być może także innych krajów Afryki. Póki co wszystko jednak mało konkretne, ale organizatorzy zapowiadają start w 2022 (raczej jego dalszej części).

Kłopoty w Super Rugby Pacific – tydzień temu ogłoszono szczegóły nowego sezonu, a teraz nadciągnęły kłopoty, które wszystkie plany zniweczyły. Rząd nowozelandzki postanowił utrzymać na dłuższy czas obostrzenia dla przyjeżdżających z Australii, zgodnie z którymi wymagana jest 7-dniowa samoizolacja. Ale to i tak za dużo dla drużyn z Australii, które mają przyjeżdżać do Nowej Zelandii na mecze. I wyjątków dla sportowców ma nie być. Ponoć rozważane są dwa rozwiązania: takie ułożenie grafików, by starcia transtasmańskie odsunąć na koniec turnieju (może do tego czasu obostrzenia zostaną poluzowane) lub rozegranie całego turnieju w Australii. W podobnej sytuacji są inne rozgrywki transtasmańskie – ale na przykład Warriors, nowozelandzka drużyna występująca w NRL, już wcześniej ogłosiła, że najbliższy sezon spędzi w całości w Australii (podobnie jak poprzedni).

Covidowe kłopoty także w Europe Rugby Super Cup: granice zamyka Izrael, więc co najmniej jedno spotkanie z zaplanowanej na przyszły tydzień kolejki się nie odbędzie.

World Rugby przeszło kolejny etap procesu wyboru gospodarzy czterech kolejnych Pucharów Świata (męskich w 2027 i 2031 oraz kobiecych w 2025 i 2029). Wyznaczono preferowanych kandydatów do organizacji dwóch imprez – mogą być niemal pewni wyboru. Dla kobiecej imprezy w 2025 preferowanym gospodarzem jest Anglia, a męskiej w 2027 Australia. Dodatkowo bliskie tego statusu dla Pucharu męskiego w 2031 są Stany Zjednoczone (Rosja nie będzie mogła zostać wybrana z powodu sankcji nałożonych na ten kraj z powodu zorganizowanego dopingu).

World Rugby przyjęło kolejnego pełnego członka (już 128.) – została nim Mongolia.

Rassie Erasmus i federacja południowoafrykańska złożyli odwołania od werdyktu panelu dyscyplinarnego, ale parę dni później je wycofali. Wystosowali też krótkie przeprosiny wobec Nica Berry’ego i jego zespołu. Szkoda tylko, że panel nakazując im owe przeprosiny, nie nakazał, aby Erasmus zrobił to w formie 62-minutowego video. Póki co Erasmus ogłosił, że pracuje nad filmem dokumentalnym, aby przedstawić „swoją stronę historii”.

W podobnym temacie World Rugby pisemnie ostrzegło federację australijską i trenera kadry z tego kraju, Dave’a Renniego – w ubiegłym tygodniu po meczu pozwolił sobie na kilka cierpkich uwag pod adresem sędziów. Jednak przeprosił, a i samych uwag nie ma co porównywać z zachowaniem Erasmusa – to było kilka zdań wygłoszonych na gorąco po meczu pełnym kontrowersji.

W Kostaryce rozegrano męski turniej kwalifikacyjny do Pucharu Świata w Rugby 7 w 2022 dla strefy Ameryki Południowej i Środkowej. W stawce znalazło się tylko dziewięć drużyn – z rywalizacji wycofały się Kolumbia i Paragwaj, nie było też Wenezueli. Faworytami były ekipy Brazylii, Urugwaju i Chile (Argentyna miała zapewniony awans dzięki awansowi do ćwierćfinału w poprzedniej imprezie, w 2018), a miejsca tylko dwa. Z grupki tej nieoczekiwanie odpadli Brazylijczycy, którzy w półfinale, choć prowadzili z Chile 14:0, przegrali 14:21, tracąc dwa przyłożenia w ciągu ostatnich kilkudziesięciu sekund. Tak więc do Kapsztadu pojadą Chilijczycy i Urugwajczycy (ci w półfinale nie mieli problemów z Peru). W finale górą był Urugwaj, 21:0.

Eddie Jones wydał książkę na temat przywództwa – Leadership: Lessons from My Life in Rugby. Rugbowe media podchwyciły jeden wątek, który tam się pojawił. Mianowicie Eddie Jones wysłał Maro Itoje na lekcje aktorstwa, aby umocnić jego przywódcze zdolności. Chyba jednak niewiele to dało, bo Jones raczej nie prorokuje Itoje roli kapitana Anglików w przyszłości, właśnie z uwagi na zamknięty charakter.

Z rynku transferowego:

  • Munster traci trenera – Stephen Larkham odrzucił propozycję przedłużenia kontraktu i po tym sezonie wraca do Australii. W 2023 i 2024 ma prowadzić zespół Brumbies;
  • kolejna japońska gwiazda, łącznik ataku Damian McKenzie, rusza na najbliższy sezon do Japonii – będzie grać w Tokyo Suntory Sungoliath;
  • z Sale Sharks odchodzi była gwiazda Super League, skrzydłowy Denny Solomona – kontrakt rozwiązano przed czasem (miał trwać do końca sezonu) i pochodzący z Nowej Zelandii Solomona ponoć przymierza się do powrotu na południową półkulę.

A na koniec takie oto piękne przyłożenie z Walii: https://twitter.com/i/status/1464867665365942283.

Polacy za granicą

Wieści o naszych reprezentantach z lig zagranicznych – jak zwykle sprzed tygodnia (i jest ich niewiele, bo spora grupa naszych reprezentantów była przecież z kadrą w Warszawie).

Anglia:

  • Nationa League 1: Aron Strumiński zagrał w Taunton Titans cały mecz przeciwko Caldy, przegrany 31:36. Titans zajmują 10 miejsce w stawce 15 drużyn;
  • Midlands Premier: poziom niżej także Grzegorz Szczepański wyszedł w podstawowym składzie na skrzydle w drużynie Bridgnorth. Jego ekipa zremisowała 34:34 z Paviors i zajmuje szóste miejsce w tabeli.

Francja:

  • Pro D2: Andrzej Charlat również na skrzydle rozegrał całe spotkanie pomiędzy Nevers i Montauban. Parę razy błysnął, za wysoką szarżę na niego jeden z rywali zobaczył czerwoną kartkę w pierwszej połowie, ale mimo liczebnej przewagi (przez kilka minut nawet trzyosobowej) Nevers przegrało 17:33. Pozostaje na siódmym miejscu w stawce;
  • Fédérale 2, grupa 2: Jędrzej Nowicki zaczął na ławce wyjazdowy mecz Pontarlier przeciwko najsłabszej drużynie w lidze, Antony Métro, wygrany przez jego ekipę 17:16. Pontarlier z bilansem 4-1-4 znajduje się w środku stawki, na siódmym miejscu (podskoczyło o dwie lokaty).

Zapowiedzi

W przyszłym tygodniu na arenie międzynarodowej tylko jedno spotkanie – o punkty kobiecego Rugby Europe Trophy powalczą Portugalia i Belgia. W siódemkowym cyklu World Rugby Sevens Series natomiast powtórka z rozrywki: dwa kolejne turnieje w Dubaju, w tej samej obsadzie, co w ten weekend. A oprócz tego wielkie święto rugby, w którym weźmie udział reprezentacja Polski kobiet.

W dwunastej rundzie francuskiej ligi Top 14 uwagę przyciąga mecz na szczycie: Bordeaux w sobotni wieczór zagra z Tuluzą. W dziesiątej kolejce angielskiej Premiership dwa hity: Exeter Chiefs zagrają z Saracens, a Leicester Tigers z Harlequins. W siódmej turze URC (obciętej o połowę) kolejne irlandzkie derby – Leinster podejmie Connacht. Oprócz tego w planach przedostatnia kolejka fazy grupowej Rugby Europe Super Cup.

1 komentarz do “Cień covidu”

Dodaj komentarz