Cień wojny

Trudno skupić się na rugby i pisać o nim w chwili, gdy dzieje się coś o wiele ważniejszego. Gdy człowiek ma świadomość, że tuż obok jest wariat z przyciskiem atomowym w ręce, który porzucił wszelkie pozory przyzwoitości.

Ta wojna na pewno będzie miała wpływ na świat sportu (w tym i świat rugby, choć tutaj zarówno Rosja, jak i Ukraina pierwszoplanowanymi aktorami przecież nie są). Pytanie tylko, jak duży? Dziś trudno przewidzieć. Kluczowe organizacje sportowe, przecież na co dzień współpracujące z państwami rządzonymi przez ludzi o wątpliwej moralności, są dość wstrzemięźliwe z podejmowaniem decyzji. Z jednej strony można je zrozumieć, bo sport ma łączyć ludzi i prowadzić do upowszechniania wartości związanych z rywalizacją. Gdyby chcieć wykluczyć wszystkich, którzy nie przejmują się międzynarodowymi zasadami, być może okazałoby się, że zostałaby mniejszość. Jednak czasem można odnieść wrażenie, że w grę wchodzą tu bardziej przyziemne powody, a zbiorowe sumienia nie mają wielkich kłopotów w przyjmowaniu idących w ślad za dyktatorami pieniędzy.

Polski Związek Rugby nawołuje do wykluczenia Rosjan z rozgrywek Rugby Europe, póki co jednak tylko „przełożono” mecz Gruzji z Rosją w ramach REC, a mecz Hiszpanek z Rosjankami w kobiecym odpowiedniku tych rozgrywek ma się odbyć zgodnie z planem… To tylko decyzje na ten weekend, co będzie dalej – zobaczymy. Trudno oczekiwać, abyśmy zobaczyli Ukrainę w rozgrywkach Rugby Europe Trophy (oby tylko w tym sezonie). Nie wiadomo, czy zobaczymy Rosję w Rugby Europe Championship (patrząc na decyzję w sprawie meczu Rosjanek w kobiecej imprezie – nie wiadomo, co w RE zwycięży). Ta wojna oznacza ogromny kłopot dla Rugby Europe Super Cup i kto wie, czy zostanie w ogóle dokończony. To także kłopot dla dziewcząt z Biało-Zielonych Ladies Gdańsk, których plan grania w rosyjskiej lidze, tak atrakcyjny sportowo, zdaje się właśnie spalił na panewce.

Z pewnością najbardziej symbolicznie zareagował w tej sytuacji Polski Związek Rugby na Wózkach, który postanowił, że nasza reprezentacja nie zagra z Rosjanami na odbywających się w ubiegłym tygodniu mistrzostwach Europy w tej dyscyplinie. Mieli grać z nimi w półfinale rywalizacji o 5–8 miejsce. Jasne, ceną jest walkower. Ale może jednak warto? Czy takie gesty, wykluczenia Rosjan z międzynarodowych rozgrywek, mają sens?

Cóż, w świecie rugby mamy akurat jeden z najlepszych przypadków takiego działania w historii. Mieliśmy przecież zbiorowy bojkot Republiki Południowej Afryki z powodu panującego tam apartheidu. I choć w rugby ów bojkot było znacznie trudniej wprowadzić niż działo się to w innych dyscyplinach sportu (wszak RPA już znacznie wcześniej wykluczono z igrzysk olimpijskich), to miał szczególne znaczenie i wielu uważa, że był jednym z katalizatorów zmian, które zaszły w tym kraju na początku lat 90. ubiegłego stulecia. Są oczywiście różnice w sytuacji – wszak dla Afrykanerów rugby to sport narodowy, dla Rosjan zaś to wciąż ciekawostka. Ale na rugby świat się nie kończy. A patrząc w skali globalnej, tego typu działania mogą mieć skutek uświadamiający. Pokazujący społeczeństwu w „ukaranym” kraju, że coś w nim jest nie tak. To społeczeństwo styka się na co dzień z jednostronną propagandą, ale brak kontaktów sportowych z innymi krajami może dać mu do myślenia. Może pokazać, że jednak po ich stronie jest coś złego, niezależnie od tego, co mówią w ichniejszych „Wiadomościach”.

Jasne, to rodzaj odpowiedzialności zbiorowej. Rosyjscy chłopcy na wózkach, z którymi nie chcieli grać Polacy, mogą wcale nie być zachwyceni tym, co zrobił ich szalony przywódca. Podobnie inni rosyjscy zawodnicy. Jednak dziś sport to narzędzie polityki, szczególnie w rękach dyktatorów. Stanowią igrzyska, którymi oni karmią swój naród, gdy brakuje chleba i wolności. Którym zajmują umysły społeczeństwa i odwracają uwagę od problemów codziennej rzeczywistości. Dzięki fladze powiewającej na maszcie, hymnowi wygrywanemu zawodnikom na podium, koncentrują naród wokół siebie, a na dodatek budują renomę na arenie międzynarodowej.

Dziś największe instytucje sportu odeszły daleko od pierwotnych ideałów z XIX wieku, prezentowanych przez twórców rugby czy barona de Coubertin. Pojawiły się w sporcie gigantyczne pieniądze, które spowodowały, że sport stał się przede wszystkim biznesem. A jak mawiali starożytni rzymianie – pieniądze nie śmierdzą. Stąd największe światowe imprezy (igrzyska olimpijskie i futbolowe mistrzostwa globu) organizowane są w krajach, które ich potrzebują do przykrycia ładną fasadą niecnych sprawek, które są tam codziennością. Stąd niechęć do odżegnywania się od sponsorów, którzy zdobywają te pieniądze na sposoby, które trudno nazwać etycznymi. Niestety, to są problemy całego dzisiejszego świata.

Ale może tym razem, wszak w bardzo ważnej sprawie, przeważy coś więcej niż przyziemny interes? Bo są przecież sprawy większe od sportu i od pieniędzy.

Ps. Podczas pisania tego tekstu zarówno Rugby Europe posunęło się odrobinę dalej: https://www.world.rugby/news/691618/world-rugby-statement. Choć, szczerze mówiąc, niezbyt daleko…

1 komentarz do “Cień wojny”

Dodaj komentarz