Niespodzianka w Sopocie, kurioza w Dublinie i Madrycie

To okropny czas, niemniej w rugby w wielu miejscach na świecie grano. Puchar Sześciu Narodów (bez niespodzianek, za to z kuriozalnym meczem w Dublinie), REC (z ważną wygraną Hiszpanów nad Rumunią), czołowe ligi świata, a na dodatek ruszyła po zimowej przerwie Ekstraliga (z niespodzianką w rewanżu za ubiegłoroczny finał rozgrywek).

Ekstraliga

Po kilku miesiącach wróciła Ekstraliga. Póki co tylko z jednym spotkaniem, ale za to wyjątkowym – zaległym meczem z drugiej kolejki jesieni pomiędzy Ogniwem i Master Pharmem Rugby Łódź czyli rewanżem za ostatni finał rozgrywek (a nawet kilka ostatnich finałów). Spotkanie początkowo stało pod znakiem zapytania, bo zgodnie z wcześniejszymi ostrzeżeniami ze strony arbitrów domagających się zmian wynagrodzeń oraz działań w celu zwiększenia ich ilości, początkowo nie było obsady sędziowskiej. Ostatecznie do spotkania doszło, a PZR w ubiegłym tygodniu ogłosił nabór nowej kategorii sędziów – okręgowych, którzy m.in. w ligowych meczach piętnastek będą mogli być sędziami liniowymi. Wynika z tego, że jakieś porozumienie osiągnięto.

Przed meczem w mediach społecznościowych pojawił się wspomniany przed tygodniem wyrok Trybunału Arbitrażowego ds. Sportu przy PKOl. Decyzja o zakazie transferowym została uchylona, ale tylko w odniesieniu do skarżącego ją klubu – Skry Warszawy. W efekcie Master Pharm Rugby Łódź nie mógł korzystać z dobrodziejstw tego orzeczenia i wybrał się do Sopotu tylko w dwudziestkę. Z kolei w składzie Ogniwa Sopot zobaczyliśmy ponownie kwestionowanych jesienią przez Edach Budowlanych Lublin Ukraińców o statusie zawodnika krajowego. Czyżby wiosna miała się nam rozpocząć od kolejnych sporów przy zielonym stoliku? A może sopocianie potwierdzili status wątpliwych graczy jako uprawnionych do gry w reprezentacji?

Mecz w Sopocie zaczął się od pięknego gestu solidarności z Ukrainą – na boisku pojawiła się flaga Ukrainy i odegrano hymn tego kraju. Potem zaczęła się sportowa walka, jednak jej pierwsze minuty wskazywały na pozimowe odrętwienie obu drużyn: pierwszy kop łodzian bezpośrednio w aut, pierwszy aut sopocian przegrany, w ciągu czterech pierwszych minut trzy karne… Początek należał do Ogniwa, ale kwadrans przewagi dał im prowadzenie tylko 3:0 (karnego wykonał Mateusz Plichta, ponieważ Wojciech Piotrowicz wypadł ze składu po urazie na rozgrzewce). Gospodarzom nie pomogła specjalnie żółta kartka dla jednego z łodzian, ale i żółta kartka dla Dwayne’a Burrowsa za postawienie rywala na głowie nie dała wielkich korzyści gościom. Trzymali jednak piłkę daleko od swojej połowy, a gospodarze im pomagali popełniając błędy (najlepszym przykładem karny, notabene w świetnym miejscu do kopa na słupy, który zamiast w aut trafił poza linię końcową). Błędy zaczęły się mścić i wreszcie padły przyłożenia: najpierw Toma Mchedlidze po świetnym przeboju Michała Mirosza, potem Adrian Seerane na sam koniec pierwszej połowy i niespodziewanie łodzianie prowadzili 14:3.

Druga połowa to okres dominacji Ogniwa, jednak nieprzekładającej się długo na punkty. Przeciwnie, podczas jednego z nielicznych wypadów gości na połowę gospodarzy, żółtą kartkę za wysoką szarżę zobaczył Ciwciwadze, a łodzianie dorzucili do swego dorobku trzy punkty z karnego. Ogniwo coraz bardziej cisnęło, ale też niekiedy samo sobie przeszkadzało (np. karny na własnej połowie szybko rozegrany, aby zaraz potem kopem z gry przenieść piłkę na połowę rywali). Efekty ataków przyszły dopiero w ostatnich minutach meczu. Najpierw Wiaan Griebenow, potem Robert Olszewski (w ostatniej akcji, gdy na telewizyjnym zegarze mieliśmy już ponad 89 minut) zdobyli przyłożenia, ale piłka była przykładana w samym narożniku boiska i brakło skutecznych podwyższeń. W efekcie Master Pharm Rugby Łódź wygrało 17:13, sprawiając sporą niespodziankę i odnosząc pierwsze zwycięstwo wyjazdowe w sezonie – na dodatek z najtrudniejszym przecież rywalem. Dla Ogniwa zaś to pierwsza w tym sezonie porażka odniesiona na boisku.

W tabeli awans paradoksalnie zaliczyło Ogniwo dzięki defensywnemu punktowi bonusowemu – zrównało się liczbą punktów z Orkanem i Lechią. Łodzianie pozostali na szóstym miejscu, ale zmniejszyli swoją stratę do czołówki.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Edach Budowlani Lublin832
2. ↑↑Ogniwo Sopot830
3. ↓Orkan Sochaczew830
4. ↓Lechia Gdańsk830
5. Up Fitness Skra Warszawa828
6. Master Pharm Rugby Łódź823
7. Arka Gdynia814
8. Juvenia Kraków810
9. Posnania86
10. Awenta Pogoń Siedlce83

A w ramach post scriptum: Podczas transmisji przewinął się wątek numerów na koszulkach. Cóż, „egzotyczne” numery nie pomagają w odbiorze meczu z zewnątrz. Rugbowa tradycja numeracji to fajna tradycja i przydatna dla widzów. Nie warto od niej odchodzić. A jeśli ktoś chce dać upust fantazji, to może powinien szukać szczęścia w NBA. Fajnie też byłoby, gdyby działacze z Łodzi pomyśleli kiedyś o telewidzach i wreszcie zrezygnowali z białych numerów na białym tle.

Puchar Sześciu Narodów

Trzeci weekend tegorocznego Pucharu Sześciu Narodów zaczął się od spotkania Szkocji z Francją. Zapowiadało się ciekawie, bo przecież przed rokiem to Szkoci podstawili nogę Francuzom mającym szansę na zwycięstwo w imprezie. Tym razem, choć grali na Murrayfield (bez wyeliminowanego przez kontuzję Jonny’ego Gray’a oraz mającego pozytywny wynik testu covidowego Hamisha Watsona), sukcesu nie powtórzyli. Co prawda po tym, jak goście (ci z kolei bez kontuzjowanej gwiazdy dwóch poprzednich spotkań, Gabina Villière’a) na początku meczu po dwóch szybkich przyłożeniach wyszli na prowadzenie 12:3, gospodarze zdołali jeszcze w pierwszej połowie zmniejszyć stratę do zaledwie 2 punktów (a gdyby nie piłka uciekająca Stuartowi Hoggowi w świetnym kontrataku, mogli nawet prowadzić), ale na więcej nie było ich stać. Francuzi morderczo zakończyli pierwszą połowę i rozpoczęli drugą: po kolejnych dwóch przyłożeniach prowadzili 26:10. Co prawda Szkoci mieli w drugiej połowie piłkę w ręku znacznie częściej od rywali, nic im to nie dawało. Atakowali non stop tak samo i zazwyczaj też kończyło się identycznie: utratą piłki w przegrupowaniu, zwykle z powodu braku wsparcia. Nie potrafili tego zmienić, a Francuzi zdobywali kolejne przyłożenia. Kolejne dwa w drugiej połowie zapewnił im Damian Penaud. Na sam koniec meczu Szkoci zanotowali trzecie przyłożenie, ale zmieniło ono niewiele: przegrali 17:36. Zwycięstwo Francuzów mogło być wyższe, ale skuteczność Melvyna Jamineta w tym spotkaniu była daleka od 100%. Graczem meczu został Antoine Dupont, który co prawda punktów na swoim koncie nie zapisał, ale potrafił błysnąć ładnymi akcjami i świetnie pracował w obronie.

Drugi sobotni mecz odbył się na Twickenham. Anglicy podejmowali tam Walijczyków. Do składu pierwszych wrócił po problemach wstrząśnieniowych Courtney Lawes (miał też wrócić po kontuzji Manu Tuilagi, jednak ze zgrupowania wyjechał przed meczem znowu z kontuzją). Walijczycy zrezygnowali z Louisa Reesa-Zammita (jego miejsce zajął znacznie bardziej doświadczony Josh Adams), a do składu wrócił po kontuzji Taulupe Faletau. Mecz był dla obu ekip bardzo ważny: przegrany mógł się pożegnać z marzeniami o zwycięstwie w imprezie (przynajmniej w praktyce). Zadowoleni po meczu byli tylko Anglicy. W pierwszej połowie dominowali na boisku, choć przyłożeń nie zdobywali. Gdy na połowie rywali mieli rzut karny, nieodmiennie wybierali kop na słupy, a Marcus Smith wykorzystał cztery takie okazje, dając im prowadzenie 12:0. Walijczycy dwukrotnie zbliżyli się do pola punktowego gospodarzy, ale bez efektu. Zaraz po przerwie przyłożenie zdobył świetny Alex Dombrandt (Wayne Pivac jednak narzekał po meczu, że padło ono po przewinieniu Anglików w aucie) i zrobiło się 17:0. Wydawało się, że nic wielkiego już się nie zdarzy. Jednak Walijczycy zerwali się do walki i w ciągu paru minut zdobyli dwa przyłożenia, dzięki czemu zredukowali stratę do pięciu punktów. Anglicy ponownie odskoczyli dzięki kopom Smitha i było 23:12. Spokojnie jednak nie było – goście do końca walczyli i dosłownie sekundy przed końcem zdobyli swoje trzecie przyłożenie. Szybkie podwyższenie z dropa i było tylko 23:19 oraz parę sekund do 80 minut. Walijczycy odzyskali piłkę, długo nie mogli wyjść z własnej połowy, a gdy już im się to udało (po karnym, któremu powinna chyba towarzyszyć żółta kartka dla bodajże Courtyney’a Lawesa), zatrzymał ich świetny w tym meczu Maro Itoje. Dramatyczna końcówka, na jaką długo w tym meczu się nie zanosiło. Najlepszym graczem meczu uznano zdobywcę 18 punktów, Marcusa Smitha – nie tylko kopał na bramkę, ale ilekroć miał piłkę w ręku, stanowił spore zagrożenie dla rywali. Wyjątkowe osiągnięcie odnotował Ben Youngs, który po raz 115. wystąpił dla Anglii bijąc rekord w liczbie gier w reprezentacji tego kraju. Po stronie walijskiej świetnie zaprezentował się rekonwalescent Faletau (19 szarży, wszystkie skuteczne, 61 metrów…). Po meczu krytykowana jest sytuacja z urazem głowy Tomasa Francisa: po HIA wrócił do gry, tymczasem zdaniem obserwatorów symptomy wstrząśnienia były wyraźne już w jego zachowaniu na boisku (https://twitter.com/i/status/1497697451242922000) i powinien być uziemiony definitywnie.

W ostatnim meczu weekendu Irlandia mierzyła się z Włochami. Do składu gospodarzy wrócili Johathan Sexton (ale zaczął mecz na ławce, podstawową dziesiątką ponownie był Joey Carbery) i James Lowe, a zadebiutował Jonathan Lowry. Brakło natomiast Iaina Hendersona, który zaliczył pozytywny test covidowy. A mecz zdominowała jedna historia. Już po kilku minutach musiał z boiska zejść kontuzjowany młynarz ekipy włoskiej. Zastąpił go rezerwowy, Hame Faiva, który kolejne kilka minut później zobaczył od gruzińskiego sędziego zasłużoną czerwoną kartkę za niebezpieczną atak w głowę przeciwnika. Włosi zostali zatem na boisku na kolejna godzinę w trzynastkę – oprócz ukaranego zawodnika, musieli zdjąć z boiska kolejnego, ponieważ z powodu braku młynarza rozgrywano młyny pozorowane. W tym momencie wynik brzmiał 7:3. Skończyło się 57:6, a w tej sytuacji 9 straconych przez Włochów przyłożeń to kara niezbyt wysoka i trzeba ich pochwalić za obronę. Swoją drogą, ostatnie dwa stracili grając w dwunastu po żółtej kartce dla kolejnego zawodnika kilka minut przed końcem. Zdaniem niektórych komentatorów, ten mecz wygrała Irlandia, a przegrało rugby; w niektórych mediach nazwano go farsą. Trener Andy Farrell wezwał do zmiany przepisów. Swą obecność na boisku zaznaczyli wspomniani Lowe i debiutant Lowry, z których każdy zdobył po dwa przyłożenia. Pierwsze przyłożenie w meczu po znakomitej akcji Cealana Dorisa zaliczył Joey Carbery – łącznik ataku miał jednak niezbyt imponującą skuteczność kopów z podstawki (40%).

Już tylko trzy drużyny zachowały praktyczną szansę na zwycięstwo: Francja, Irlandia i Anglia. I kluczowy w ich walce będą dwa mecze w kolejnych kolejkach: Anglii z Irlandią i Francji z Anglią. Choć każdy w tej stawce może stracić też punkty w innych meczach.

Poz.DrużynaMPkt
1. Francja314
2. ↑Irlandia311
3. ↓Anglia310
4. Szkocja35
5. Walia35
6. Włochy30

W turnieju U20 bez niespodzianek. Zwycięski marsz kontynuują Irlandczycy, którzy pokonali Włochów 39:12. Pewnie wygrali swoje mecze także młodzi Francuzi (nad Szkocją) i Anglicy (nad Walią).

Rugby Europe International Championships

W najciekawszym spotkaniu Rugby Europe Championship zmierzyły się dwa zespoły walczące ze sobą bezpośrednio o awans na Puchar Świata we Francji: Hiszpania grała z Rumunią. Miały być emocje, a tymczasem mecz zdominowała jedna strona. Gospodarze szybko wyszli na prowadzenie, po kwadransie prowadzili 14:0, a po pierwszej połowie 28:7. A kolejne przyłożenie odebrało im TMO (podanie do przodu). Drugą połowę z impetem zaczęli Rumuni, ale impet nie przełożył się na punkty. Przeciwnie, po okresie obrony do ataku przeszli Hiszpanie i do swojego dorobku dorzucili kolejne 10 punktów. Dopiero w ostatnich 20 minutach goście zaczęli odrabiać straty. Zdobyli dwa przyłożenia, ale zdziwiły decyzje w samej końcówce, które w praktyce spowolniały grę (karny zamieniony na młyn na 5 m). Ostatecznie Hiszpania wygrała, a efektem zrywu Rumunów pod koniec meczu było tylko odebranie rywalom ofensywnego punktu bonusowego.

Poza tym Portugalia bez większych problemów pokonała Holandię 59:3, zaliczając aż 9 przyłożeń. Natomiast mecz Gruzji z Rosją został przełożony. Cóż, czyżby Rugby Europe z niecierpliwością oczekiwało, aż Ukraina padnie i będzie można z czystym sumieniem stwierdzić, że wojna skończona i można grać? Póki co jedyną reakcją RE na agresję Rosji na Ukrainę jest zawieszenie spotkań rozgrywanych na terenie Rosji. Rosjanom poza granicami ich kraju nikt grać nie zabronił. Myślę jednak, że ich wizyta w Gruzji nie spotka się ze szczególnym entuzjazmem i trudno wyobrazić sobie rozegranie tego zaległego spotkania. Podobnie jak planowaną za dwa tygodnie wizytę Rosji w Holandii, choćby z powodów logistycznych. Cóż, jakoś trudno liczyć na to, że Rugby Europe zdobędzie się na bardziej stanowcze działania. Nie wiem tylko, jak ta organizacja wyobraża sobie dokończenie sezonu w zaplanowanym kształcie.

Poz.DrużynaMPkt
1. Hiszpania313
2. Rumunia38
3. Gruzja27
4. Portugalia37
5. Rosja21
6. Holandia30

Hiszpanie umocnili się na fotelu lidera tegorocznego REC, ale o wiele ważniejsza jest klasyfikacja w eliminacjach do Pucharu Świata. Tu również zrobili duży krok do awansu, ale wciąż w grze o bezpośredni awans i o wejście do barażu jest jedna więcej drużyna, niż pozostało miejsc. Kluczowym spotkaniem będzie mecz Hiszpanii z Portugalią (znów Hiszpanie będą mieli przewagę własnego boiska) i można oczekiwać, że jedna z tych dwóch drużyn z rywalizacji ostatecznie odpadnie – a w przypadku porażki Hiszpanów, bezpośredni awans mogą wywalczyć wciąż Rumuni.

Poz.DrużynaMPkt
1. Gruzja731
2. ↑Hiszpania825
3. ↓Rumunia822
4. Portugalia821
5. Rosja710
6. Holandia80

Top 14

W dziewiętnastej rundzie Top 14 najciekawiej zapowiadało się spotkanie obrońców tytułu z Tuluzy z liderami z Bordeaux. Niestety, emocje były, ale spotkanie nie porwało. Choć wynik przez całe spotkanie był na styku, padło w nim tylko jedno przyłożenie, a większość punktów padło z sześciu kopów z karnych. Tuluza wyszarpała zwycięstwo 12:11 i przerwała fatalną serię sześciu porażek.

W czołówce mieliśmy też spotkanie Racingu 92 z Castres. Po pierwszej połowie, w której obie ekipy wymieniły po jednym przyłożeniu, paryżanie prowadzili 16:8. Pod sam jej koniec jednak stracili zawodnika z żółtą kartką i zaraz po przerwie goście to wykorzystali – zdobyli dwa przyłożenia i Racing prowadził już tylko 19:18. Potem jednak dwie kolejne żółte kartki (pierwsza – dla Kevina Kornatha) osłabiły gości i Racing był bez litości – dwa przyłożenia dały mu wyraźną przewagę. W końcówce w ciągu paru minut kibice zobaczyli trzy przyłożenia, ale nie miały one już poważniejszego wpływ na rezultat. Racing wygrał 45:25. Na dorobek zwycięzców złożyli się m.in. Virimi Vakatawa (2 przyłożenia) i Maxime Machenaud (16 punktów z kopów).

Znów sporo emocji dostarczyło swoim kibicom Pau. Przed tygodniem po niesamowitym dreszczowcu drużyna ta pokonała obrońców tytułu mistrzowskiego z Tuluzy, teraz zaś grała znowu na swoim stadionie w ubiegłorocznymi wicemistrzami z La Rochelle. I mocno ich nastraszyła. Długo w tym meczu trwała wymiana karnych. W 55. minucie roszelczycy prowadzili 12:6, ale jeden z nich zobaczył kartkę i grę w przewadze gospodarze wykorzystali do zdobycia 10 punktów. Jeszcze siedem minut przed końcem byli na prowadzeniu, ale goście walczyli do końca i ostatecznie to oni wygrali 22:16.

Poza tym Lyon pokonał Biarritz 34:15 (zwycięzcy umocnili się w czołówce, beniaminek zaś pozostał na ostatnim miejscu), Clermont jeszcze wyżej pokonał drugiego beniaminka, Peprignan, aż 52:12 (20 punktów Morgana Parry), Brive pokonało Tulon 17:10 (zwycięstwo bardzo cenne dla walki o utrzymanie w lidze, na dodatek drop goal Enzo Herve’a z samej końcówki pozbawił gości bonusa defensywnego), a Montpellier pogromiło Stade Français 30:3 (z punktem bonusowym dzięki przyłożeniu zdobytemu w końcówce; to ich dziesiąty mecz z rzędu bez porażki).

W tabeli coraz ciekawiej robi się w czołówce. Przewaga Bordeaux i Montpellier nad resztą stawki stopniała, a walka o miejsca w play-off zapowiada się bardzo emocjonująco.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Bordeaux Bègles1857
2. Montpellier1756
3. Lyon1954
4. ↑Racing 921951
5. ↓Castres1949
6. Tuluza1848
7. ↑La Rochelle1845
8. ↓Stade Français1941
9. ↑Clermont1840
10. ↑Brive1937
11. ↓↓Pau1937
12. Tulon1731
13. Perpignan1929
14. Biarritz1924

W Pro D2 nieoczekiwanej porażki doznał dotychczasowy wicelider z Oyonnax – dał się ograć Montauban, które prowadziło na parę minut przed końcem 30:10, a wygrało ostatecznie 30:24. W tej sytuacji na drugie miejsce awansowała Bajonna, która przez 70 minut grała z Colomiers z przewagą jednego zawodnika i bezlitośnie to wykorzystała, wygrywając aż 37:10. Na czele nadal Mont-de-Marsan, które grało z Agen i mimo wyniku 3:17 po 30 minutach wygrało 30:27. Na miejscach promowanych awansem do play-off (do którego coraz bliżej) są jeszcze Nevers, Carcassone i Colomiers.

Premiership

Na początek osiemnastej kolejki angielskiej ekstraklasy mieliśmy znów niezły mecz London Irish. Grali na wyjeździe z Sale Sharks i obie drużyny zafundowały kibicom sporo emocji. Na pierwsze punkty co prawda trzeba było czekać aż pół godziny, ale potem szła wymiana cios za cios, a obie drużyny zaliczyły w tym meczu po cztery przyłożenia. Jako pierwsi zapunktowali goście, ale zaraz potem zostali w czternastkę po żółtej kartce i do przerwy to Sharks prowadzili 8:7. Po przerwie co prawda Irish wrócili na prowadzenie po karnym, ale potem Sale trzykrotnie zdobywali przewagę, a Irish trzykrotnie ją odrabiali. Ostatni raz na dosłownie kilka minut przed końcowym gwizdkiem, gdy zrobiło się 27:27. Na dodatek zwycięstwo mieli blisko: Paddy Jackson nie trafił z podwyższenia po tym ostatnim przyłożeniu, a potem z dalekiego karnego na koniec meczu. Obie drużyny jednak zyskały po trzy punkty.

Liderzy tabeli, Leicester Tigers, podejmowali w ciekawie zapowiadającym się spotkaniu Gloucester. Początkowo goście punktowali z karnych, a gospodarze odpowiadali przyłożeniami i po 20 minutach było 14:6 dla Tigers. Przed przerwą Gloucester wyszedł jednak na dwupunktowe prowadzenie. Wszystko na nic – po przerwie Tigers zdobyli dwa kolejne przyłożenia, Freddie Burns (w sumie 15 punktów z kopów) dorzucił trzy karne i gospodarze pewnie wygrali 35:23. Ciekawostka: Gloucester dysponował zwolnionym z walijskiej kadry Reesem-Zammitem, ale posadził go na ławce rezerwowych.

Na koniec kolejki Northampton Saints zmierzyli się z Exeter Chiefs. W pierwszej połowie ekipy czterokrotnie zmieniały się na prowadzeniu, a na przerwę schodziły przy wyniku 13:17. Zaraz po przerwie Tom Collins zdobył przyłożenie oddające prowadzenie w ręce gospodarzy, a chwilę potem jego drużyna poszła za ciosem i prowadziła już 28:17. Ten wynik utrzymał się dłużej, ale w ostatnim kwadransie Chiefs wrócili do gry. Dwa przyłożenia z podwyższeniami w okresie gry w przewadze po żółtej kartce Alexa Mitchella dały im trzypunktową przewagę. I choć Saints po karnym doprowadzili do remisu, ostatnie słowo należało do Chiefs – tuż przed końcem Joe Simmonds (w sumie 14 punktów z podstawki) wykonał karnego, który dał gościom zwycięstwo 34:31. Emocji było sporo, a w pierwszej połowie mieliśmy przyłożenie exeterczyków po przechwycie i 75-rajdzie unieważnione po TMO (z powodu przeszkadzania obronie przez zawodnika bez piłki).

Poza tym Worcester Warriors postawili się faworyzowanym Harlequins, ale ostatecznie ulegli 21:29 (do przerwy był remis, potem długo przewaga londyńczyków była tylko siedmiopunktowa, ale w ostatnim kwadransie rozstrzygnęli mecz na swoją korzyść); Bristol Bears pokonali Wasps 31:19 (bardzo cenne zwycięstwo bristolczyków; już po 30 minutach prowadzili 21:0), a Newcastle Falcons przegrali z Bath 25:30 (mimo że większość meczu prowadzili, względnie remisowali – zwycięstwo razem z pierwszym prowadzeniem w meczu dało Bath przyłożenie zdobyte na 3 minuty przed końcem spotkania; to dopiero trzecia wygrana Bath w tym sezonie).

W tabeli bez wielkich przetasowań. Leicester Tigers powiększyli przewagę nad Saracens do aż 16 punktów. Coraz ciekawiej wygląda za to walka o pozostałe trzy miejsca w play-off, do której może włączyć się aż osiem drużyn. Do tej grupy próbują doszlusować Bristol Bears, ale przed nimi wciąż daleka droga. Zwycięstwo ostatniego w tabeli Bath pozwoliło tej drużynie zmniejszyć stratę do przedostatniej ekipy do 5 punktów.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leicester Tigers1770
2. Saracens1654
3. Harlequins1753
4. ↑Exeter Chiefs1750
5. ↑London Irish1748
6. ↓↓Gloucester1647
7. Sale Sharks1746
8. Wasps1743
9. Northampton Saints1642
10. Bristol Bears1633
11. Newcastle Falcons1626
12. Worcester Warriors1725
13. Bath1720

W Championship dwa spotkania na szczycie. W sobotnim Ealing Trailfinders ulegli Doncaster Knights 17:25. W niedzielnym Cornish Pirates, dzięki wygranej 14:0 drugiej połowie, pokonali Jersey Reds 21:17. W tabeli na czele umocnili się Doncaster Knights z 4 punktami przewagi nad Cornish Pirates. Ci z kolei mają 3 oczka zapasu nad Ealing Trailfinders.

United Rugby Championship

W URC nadrabiano cztery spotkania nierozegrane w 10 kolejce spotkań – we wszystkich ekipy z Południowej Afryki zmierzyły się z ekipami europejskimi. Rywalizacja do końca równa nie była: ekipy z południa mogły korzystać ze swych najlepszych zawodników, natomiast te z północy były mocno osłabione – kolejny efekt uboczny przejścia drużyn z Południowej Afryki do rywalizacji w Europie i różnic w międzynarodowym kalendarzu.

Goście z południa zdołali jednak wygrać tylko dwa spotkania, te z drużynami włoskimi. W starciu z ekipami Irlandzkimi, nawet bardzo mocno osłabionymi, uległy. Leinster (choć przecież aż 10 jego graczy znalazło się w niedzielę w irlandzkiej piętnastce) pokonał najsłabszą drużynę z RPA, Lions, 21:13. Osłabionym dublińczykom ten sukces jednak łatwo nie przyszedł: do przerwy prowadzili tylko 7:6, a rywale spudłowali kilka karnych z podstawki. Dopiero dwa przyłożenia na początku drugiej połowy dały im solidną przewagę (było 21:6) i dopiero pod sam koniec spotkania graczom z Johannesburga udało się ją zmniejszyć.

Bliżej zwycięstwa byli Stormers w Galway. Zaczęli od prowadzenia 5:0, do przerwy było 12:7, a zaraz po przerwie 17:7. Wtedy jednak Południowoafrykańczycy skończyli zdobywać punkty, a dwa przyłożenia zdobyli gracze Connachtu (w sobotę bez takich postaci jak Carty, Aki czy Hansen). Pomógł im na pewno fakt, że przez ostatnie 20 minut goście grali w osłabieniu po dwóch kolejnych żółtych kartkach.

We Włoszech ekipom z Południowej Afryki poszczęściło się bardziej. Zebre wysoko uległo Bulls – 7:45 (to Włosi objęli prowadzenie grając w przewadze i po 30 minutach wygrywali 7:0 – cóż z tego, skoro już na koniec pierwszej połowy przegrywali 7:17, a w drugiej nie mieli już nic do powiedzenia), a Benetton przegrał 7:29 z Sharks (Benetton również niezwykle osłabiony, wszak jego gracze jak dublińczycy – stanowili w niedzielę 2/3 reprezentacyjnej piętnastki).

W tabeli bez wielkich zmian. Znów o jedno miejsce awansował Connacht (mamy w ten sposób cztery irlandzkie i dwie szkockie drużyny w czołowej szóstce), ale akurat tuż za jego plecami są drużyny, które mają więcej zaległych spotkań do rozegrania.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leinster1144
2. Ulster1140
3. Glasgow Warriors1139
4. Munster1035
5. Edynburg1134
6. ↑Connacht1228
7. ↓Ospreys1126
8. ↑↑Sharks1026
9. ↓Stormers1024
10. ↑↑Bulls1023
11. ↓↓Benetton Treviso1123
12. ↓Cardiff718
13. Scarlets817
14. Lions1012
15. Dragons911
16. Zebre Parma81

Super Rugby Pacific

Nadal nie udało się nam doczekać debiutu wyspiarskiej ekipy Moana Pasifika. W pierwszej kolejce nie wybiegła na boisko z powodu 10-dniowej covidowej izolacji drużyny, przed tym weekendem uznano, że po tej izolacji będą mieli za mało czasu na przygotowanie – i ich mecz z Chiefs odwołano.

W Nowej Zelandii mieliśmy ciekawe derby Wyspy Południowej, w których zmierzyli się Highlanders i Crusaders (którzy w składzie umieścili aż 11 reprezentantów Nowej Zelandii, a na dodatek Pablo Materę z Argentyny). Highlanders świetnie mecz zaczęli, po kwadransie prowadzili 13:0, ale potem do głosu doszli faworyzowani rywale (dwa przyłożenia Sevu Reece’a) i do przerwy to oni wyszli na prowadzenie, choć tylko jednopunktowe. W drugiej połowie długo wynik na styku się utrzymywał, ale w ostatnim kwadransie Crusaders zaliczyli dwa przyłożenia i dzięki nim wygrali 34:19 (w przyłożeniach było 4:1 dla nich). Warto obejrzeć to przyłożenie Willa Jordana, którego próbowało powstrzymać pięciu przeciwników: https://twitter.com/i/status/1497119617286045698.

Jeszcze więcej emocji było w starciu dwóch drużyn z Wyspy Północnej, Blues i Hurricanes. Blues nieźle zaczęli spotkanie i po pierwszej połowie prowadzili 24:14. W drugiej szybko powiększyli swój dorobek dzięki karnemu, ale potem długo żadna drużyna nie była w stanie zdobyć punktów. Impas przełamali znowu Blues i dzięki przyłożeniu na 12 minut przed końcem prowadzili 32:14. Zwycięstwo mieli niemal w kieszeni, ale przegrali 32:33 – w ciągu ostatnich 10 minut meczu stracili aż 3 przyłożenia, z czego ostatnie Ardiego Savei po świetnym przełamaniu Baylina Sullivana (https://twitter.com/i/status/1497658167630577664), z kluczowym podwyższeniem, w ostatniej akcji meczu. Podwyższeniem, które – co rzadko się zdarza – sprawdzano na TMO, czy piłka przeszła między słupami (zdaniem graczy Blues Ruben Love chybił). Hat trick przyłożeń dla zwycięzców (w tym dwa w końcówce) zdobył skrzydłowy Salesi Rayasi. W ekipie Blues debiutował były gwiazdor rugby league, Roger Tuivasa-Sheck.

W Australii z kolei mieliśmy absolutny klasyk, starcie dwóch mateczników tamtejszego rugby – Queenslandu i Nowej Południowej Walii. Zacięta walka w ulewie toczyła się aż do końca. W pierwszej połowie najpierw mieliśmy prowadzenie 10:0 Reds, potem wyrównanie przez Waratahs. W drugiej połowie najpierw wymiana karnych, a potem po 25-metrowym drop goalu Bena Donaldsona na trzypunktowe prowadzenie wyszła ekipa gości. Nie było jednak jej dane wygrać po raz drugi z rzędu: straciła przyłożenie, a w ostatniej akcji co prawda była na piątym metrze rywali, ale nic z tego nie wynikło i Reds wygrali 20:16.

W drugim australijskim spotkaniu Rebels pierwszy raz od dawna zagrali na swoim boisku – ich rywalem było Western Force. Rebels nie uczcili powrotu do domu sukcesem, przeciwnie – przegrali 3:28. Zwycięstwo Western Force powinno być wyższe, biorąc pod uwagę ich dominację na boisku, szczególnie przed przerwą. Po przerwie na pewno pomogły gościom dwie żółte karki, jakie zobaczył reprezentant Australii Reece Hodge – pod jego nieobecność na boisku zdobyli 12 punktów. A obserwatorzy zwrócili uwagę na świetny występ zaledwie 20-letniego łącznika ataku ekipy z Perth, Reesjana Pasitoi.

Jeszcze wyższe zwycięstwo odnieśli Brumbies, których przeciwnikiem była ekipa Fijian Drua. Fidżyjczycy ponieśli drugą porażkę w drugim meczu, wyjątkowo bolesną, bo aż 3:42. Ekipa z Canberry dominowała zwłaszcza w młynie i zdobyła aż 7 przyłożeń.

Na tabelę nie ma co specjalnie patrzyć. Minęły wszak dwie kolejki, a wielkie przetasowania na pewno przyniosą przesunięte na drugą część sezonu starcia transtasmańskie. Zresztą, i tak do play-off awansuje 2/3 drużyn w stawce.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑↑↑↑Brumbies29
2. ↑Crusaders29
3. ↓Reds28
4. ↓↓↓Waratahs26
5. ↑Western Force26
6. ↓↓Chiefs14
7. Hurricanes24
8. ↑↑↑Blues11
9. ↓Highlanders2o
10. ↓Rebels20
11. ↓Fijian Drua20
Moana Pasifika00

Z kraju

W felietonie z nocy z piątku na sobotę wspomniałem o decyzji naszej reprezentacji w rugby na wózkach, uczestniczącej w mistrzostwach Europy we Francji: gdy los zetknął ich w pierwszej rundzie play-off z Rosjanami, odmówili gry. Ukarani walkowerem, grali ostatecznie o siódme miejsce. Niestety, wszystkie swoje mecze przegrali – zarówno trzy spotkania grupowe, jak i ten ostatni pojedynek, stoczony z Holandią. W każdym meczu podejmowali jednak walkę – długo toczyli równy bój z późniejszym wicemistrzem, Wielką Brytanią, a z gospodarzami i późniejszym mistrzem przegrali zaledwie 38:43. W ostatnim meczu ulegli Holendrom 42:49. Wstydu nam nie przynieśli, a odmowa gry z Rosjanami dała przykład innym polskim reprezentacjom (niestety, zdaje się nie dała do myślenia międzynarodowym federacjom). Innym naszym akcentem na tej imprezie był sędzia Jarosław Malec, który poprowadził m.in. mecz finałowy całego turnieju.

Ze świata

Ostatni mecz kwalifikacji do Pucharu Świata kobiet przyniósł sukces Szkotkom. W piątek zagrały w Dubaju z Kolumbijkami i nie dały im żadnych szans. Kolumbia walczyła, ale nie była równorzędnym rywalem. Dziewięć przyłożeń dało Szkocji zwycięstwo aż 59:3. Szkotki zatem wybierają się na Puchar Świata pierwszy raz od dwunastu lat, a w Nowej Zelandii zmierzą się w grupie z gospodyniami, Australijkami i Walijkami.

Inne kobiece spotkanie międzynarodowe odbyło się w Europie – drugi z trzech zaplanowanych meczów w ramach Rugby Europe Women’s Championship. Hiszpanki zapewniły sobie zwycięstwo w turnieju odnosząc drugie zwycięstwo, tym razem nad Rosją. Wygrały pewnie, 27:0. Wynik nie zaskoczył, ale zadziwia sam fakt, że do tego spotkania w ogóle doszło. Jedyną reakcją na aktualną sytuację było odegranie przed meczem tylko hymnu hiszpańskiego – nie było hymnu rosyjskiego ani eksponowanych flag obu krajów. Czyżby to było wszystko?

Japan Rugby League One nie może się uwolnić od negatywnych skutków covidu. Tym razem odwołano jedno spotkanie (drugi raz z rzędu nie zagrali Red Hurricanes i dzięki drugiemu z rzędu walkowerowi wydostali się z ostatniego miejsca w tabeli). Cóż, zbliżamy się do połowy sezonu zasadniczego, a z 42 zaplanowanych spotkań nie odbyło się już 14 – czyli 1/3. Wszystkie weryfikowane jako walkowery. Jakoś trudno uznać wyniki takiego sezonu za miarodajne – nikt nie rozegrał wszystkich spotkań, a aż 6 drużyn w 7 kolejkach miało aż po 3 mecze odwołane.

Na boisku mieliśmy rewanż za ubiegłoroczny finał: Saitama Wild Knights grali z Tokyo Sungoliath i podobnie jak na koniec poprzedniego sezonu, wygrali – 34:17. Co prawda po 20 minutach mistrzowie przegrywali 3:17, ale potem punktowali już tylko oni. Dla Sungoliath to była pierwsza porażka w sezonie i spadli na drugie miejsce w tabeli. Na prowadzeniu zastąpiła ich drużyna Kubota Spears Funabashi Tokyo Bay, która w innym pojedynku na szczycie pokonała Toyotę Verblitz 41:20 (dwa przyłożenia zdobył w tym spotkaniu południowoafrykański młynarz Spears, Malcolm Marx). Poza tym warto zwrócić uwagę na zwycięstwo ostatnich w tabeli Shining Arcs Tokyo-Bay Urayasu nad Toshiba Brave Lupus Tokyo 22:21 (pierwsze przyłożenie dla zwycięzców zdobył Israel Folau).

Ciekawie było też w czwartej kolejce spotkań Major League Rugby. W starciu dwóch niepokonanych dotąd drużyn z zachodniej konferencji Seattle Seawolves uległo Austin Gilgronis 18:25. Dobre passy kontynuowały piętnastki New York Rugby (41:5 z beniaminkiem z Dallas, absolutna dominacja młyna nowojorczyków) i San Diego Legion (31:20 z Houston SaberCats). Pierwszy raz przegrali New England Free Jacks, który w Los Angeles ulegli obrońcom tytułu LA Giltinis 15:19.

Zbliża się start południowoamerykańskiej ligi SLAR. Tu bez zmian, gdy chodzi o liczbę drużyn, ale poważne zmiany organizacyjne mają miejsce w kolumbijskiej ekipie Cafeteros Pro. Mocno wkraczają do niej Argentyńczycy – choć finansowana będzie głównie ze środków kolumbijskich, to w 30-osobowym składzie gracze z tego kraju mają stanowić tylko 1/3 (a 2/3 będzie pochodzić z Argentyny).

World Rugby ogłosiło odwołanie młodzieżowych mistrzostw świata w 2022 (to już trzeci rok bez tej imprezy). Potwierdziło natomiast zamiar powrotu do niej za rok. W turnieju o najwyższą stawkę mają zagrać Argentyna, Australia, Anglia, Fidżi, Francja, Gruzja, Irlandia, Włochy, Japonia, Nowa Zelandia, Południowa Afryka i Walia. W zawodach Trophy pewna udziału jest Szkocja (spadkowicz z grupy Championship), a pozostałe siedem miejsc jest do obsadzenia (będzie to gospodarz turnieju i zwycięzcy kwalifikacji regionalnych).

Australijczycy ogłosili długo oczekiwane zmiany w tzw. prawie Giteau (czyli zasadach powoływania do reprezentacji kraju graczy grających w klubach poza Australią). Jedna ze zmian znacznie łagodzi dotychczasowe regulacje (można powoływać zawodników, którzy zaliczyli przynajmniej 30 występów w reprezentacji, a nie aż 60 jak dotąd), ale inna utrudnia zadanie trenerowi – będzie miał prawo powołania maksymalnie trzech takich graczy. Na świecie gra znacznie więcej Australijczyków, którzy reprezentacji mogliby się przydać, więc Dave Rennie będzie miał poważny zgryz.

Z wieści transferowych:

  • Sale Sharks w obliczu zmniejszenia salary cap w angielskiej lidze muszą oszczędzać – po tym sezonie odejdzie dwóch zawodników z ich zaciągu południowoafrykańskiego. Lood de Jager jest wiązany w tej sytuacji ze Stormers, a znakomity łącznik młyna Faf de Klerk ma ponoć oferty z Japonii;
  • dla odmiany do Anglii trafi południowoafrykański środkowy Burger Odendaal, były kapitan Bulls i Lions – zagra dla Wasps;
  • włoski łącznik ataku z Benettona, Callum Braley, podpisał kontrakt w Northampton.

W wieku 52 lat zmarł Va’aiga Tuigamala, dawny reprezentant Nowej Zelandii w rugby union, a także Samoa zarówno w rugby union, jak i rugby league. Z kolei w wieku 49 lat zmarł Joeli Vidiri, były reprezentant Fidżi i Nowej Zelandii.

Quade Cooper, 75-krotny reprezentant Australii, wreszcie dostał obywatelstwo tego kraju. Próbował pięciokrotnie, pozytywny efekt osiągnął dopiero po zmianie przepisów migracyjnych w ubiegłym roku (poniekąd spowodowanej jego świetnymi występami w kadrze).

Profesjonalna liga rugby league ma ruszyć w tym roku w Ameryce Północnej (North American Rugby League – NARL). Jej start zapowiedziano na maj w składzie sześciu drużyn. Znane jest obecnie pięć: kanadyjska ekipa Toronto Wolfpack (mająca za sobą przygodę w Anglii) oraz cztery ze Stanów Zjednoczonych – z Nowego Jorku, Atlanty, Cleveland i Waszyngtonu.

Polacy za granicą

Wieści o naszych reprezentantach z lig zagranicznych – jak zwykle sprzed tygodnia (przy czym spora grupa graczy z Wysp Brytyjskich była na zgrupowaniu kadry w Pradze).

Anglia:

  • Midlands Reserve League Division 1: Jakub Kijak zagrał w piętnastce rezerw Bournville w starciu z rezerwami Broadstreet. Bournville przegrało na wyjeździe 21:24.

Francja:

  • Elite 1: Katarzyna Paszczyk znalazła się na ławce rezerwowych Stade Rennais w meczu z ASM Romagnat. Nie wyszła jednak na boisko, a jej drużyna przegrała 0:22 i jest na siódmym, ostatnim miejscu w swojej grupie;
  • Fédérale 1, grupa 1: Mateusz Bartoszek rozegrał 63 minuty w domowym meczu Bassin d’Arcachon przeciwko Floirac, przegranym 5:20. Jego drużynie na pewno nie pomogły cztery czerwone kartki, które zaowocowały grą nawet przez chwilę w trzynastkę. RCBA spadło z szóstego na siódme miejsce;
  • Fédérale 1, grupa 2: drużyny Kamila Bobryka i Aleksandra Nowickiego stanęły w ten weekend przeciwko sobie: Vienne z Bobrykiem grającym od pierwszej minuty (do 67.) pokonało RCHCC (tu niestety bez Nowickiego) 23:19. Dla Hyères Carqueiranne to była pierwsza porażka w sezonie – drużyna pozostała liderem tabeli z 18 punktami przewagi nad drugim Vienne, dla którego wszystkie punkty w tym spotkaniu zdobył jeden zawodnik – Jules Dorrival. Mecz można było obejrzeć w internecie – jest dostępny pod adresem https://www.facebook.com/lesportdauphinois/videos/461212632213106;
  • Fédérale 2, grupa 2: Jędrzej Nowicki zaczął na ławce rezerwowych spotkanie Pontarlier przeciwko Le Creusot, przegrane 21:38. Jego ekipa jest ósma w swojej grupie;
  • Fédérale 2, grupa 6: tym razem także Tomasz Hebda zaczął mecz na ławce – jego Lourdes przegrało z Layrac 18:46 i wróciło na przedostatnie miejsce w lidze.

Szkocja:

  • Premiership: Zenon Szwagrzak zagrał od pierwszej minuty w meczu Selkirk przeciwko Aberdeen Grammar. Jego ekipa przegrała 17:25 i jest przedostatnia w lidze (wyprzedza jedynie swoich rywali z tego weekendu). Ten mecz też jest do obejrzenia w internecie: https://youtu.be/itTwqSIzJp8.

Zapowiedzi

W najbliższy weekend kolejna (już ostatnia) przerwa w Pucharze Sześciu Narodów i w ogóle w międzynarodowym graniu. W kraju tę pustkę spróbuje nam wypełnić Ekstraliga nadrabiając planowaną na jesień szóstą kolejkę. W planie m.in. derby Trójmiasta Ogniwo Sopot – Lechia Gdańsk, pojedynek ekip z Mazowsza Orkan Sochaczew – Skra Warszawa, a ponadto mecze Posnanii z Edachem Budowlanymi Lublin, Arki Gdynia z Juvenią Kraków i Master Pharm Rugby Łódź z Awentą Pogonią Siedlce.

Oczywiście grają główne trzy ligi z Europy. W dwudziestej kolejce francuskiej Top 14 m.in. mecze Tuluzy ze Stade Français oraz Castres z Montpellier. W dziewiętnastej rundzie angielskiej Premiership zmierzą się m.in. Saracens z Leicester Tigers czy Gloucester z Northampton Saints. Za to po raz trzynasty na boisko mają wybiec ekipy URC (a raczej większość z nich, bo nie będą grać franczyzy z Południowej Afryki). W Super Rugby zobaczymy m.in. starcie Blues z Chiefs.

5 komentarzy do “Niespodzianka w Sopocie, kurioza w Dublinie i Madrycie”

  1. Co do numerów na koszulkach to czy w rozgrywkach organizowanych przez RE lub WR jest dozwolone używanie numerów innych niż od 1 do 23??? Czasem się spotyka nawet do trzydziestu kilku ale nie kojarzę aby numery były wyższe. Z tym NBA to trochę przesada 😉 Już MLR byłoby bardziej na miejscu 😉 Co z tego, że zawodnicy z Łodzi mają nazwiska na koszulkach, skoro i tak ich nie widać ??? Oczywiście nazwiska na koszulkach to znakomity pomysł, ja jestem jak najbardziej za ale w tv wygląda to jak czerwony prostokąt. Może w przyszłym sezonie numery i nazwiska będą lepiej widoczne…

    Odpowiedz
      • Nie jestem pewien czy jest to kwestia fantazji. Może to wynika z tego, że zawodnicy z Łodzi mają nazwiska na koszulkach i gdy zawodnik np. trzeciej linii młyna musi nagle zagrać awaryjnie na pozycji obrońcy, to nie ma dla niego koszulki z właściwym numerem i wkłada tę rezerwową, uniwersalną na każdą pozycję?

        Odpowiedz
          • No właśnie. Takie rezerwowe każdy może mieć ze swoim nazwiskiem gdyby mu pozycję zmienili w danym meczu, np. od 70 do 99 każdy zawodnik ma taką rezerwową koszulkę z nazwiskiem i własnym rezerwowym numerem, a normalnie gra ze swoim numerem. Tak sobie próbuję to wytłumaczyć 😉

            Odpowiedz

Dodaj komentarz