Belgia wygrywa Rugby Europe Trophy

Na świecie Belgia zapewniła sobie zwycięstwo w Rugby Europe Trophy (nam pozostała walka o drugie miejsce), Moana Pasifika odniosła pierwsze zwycięstwo w Super Rugby, w Rumunii federacja planuje kontrowersyjną reorganizację rozgrywek ligowych (tuż przed ich startem), a w Kanadzie nadszedł czas rozliczeń w obliczu kryzysu. W kraju grały męskie siódemki, ale cóż to za granie, skoro w turnieju mistrzostw Polski wzięły udział tylko cztery drużyny.

Reprezentacja Polski/Rugby Europe International Championships

Za nami przedostatni w tym sezonie mecz Rugby Europe Trophy – pomiędzy Litwą i Belgią. Przed weekendem rozstrzygnięto przy „zielonym stoliku” dwa spotkania z udziałem reprezentacji Ukrainy, które miały kończyć sezon – nasi sąsiedzi oczywiście w obecnej sytuacji nie są w stanie kontynuować rozgrywek, więc Szwajcarii i Niemcom przyznano zgodnie z oczekiwaniami po pięć punktów. W sobotnim meczu Belgowie mogli zwycięstwem przypieczętować swój triumf w RET, a Litwini – zachować szansę na awans. Swój cel osiągnęli goście, a Litwini ponieśli trzecią porażkę w sezonie.

Co prawda Litwini w porównaniu do jesieni byli wzmocnieni wracającym kapitanem drużyny, a także naturalizowanym nabytkiem z Fédérale 1, pochodzącym z Argentyny – obrońcą Pedro Soto. Z kolei Belgowie na boisku pojawili się w składzie nieco słabszym niż przeciwko Polsce, z kilkoma debiutantami. Litwini wykorzystali w pierwszej połowie silny wiatr wiejący na ich korzyść i po czterech karnych Soto (u którego było jednak widać brak zgrania z drużyną) prowadzili 12:7. Po przerwie, gdy grali pod wiatr, nie było już tak różowo – Belgowie zdobyli trzy kolejne przyłożenia, i choć Litwini wreszcie odpowiedzieli tym samym, ostatecznie przegrali 17:29. W przyłożeniach było 1:4, więc Belgowie zdobyli też punkt bonusowy.

Do rozegrania pozostało tylko jedno spotkanie, które może nam dać drugie miejsce w RET i awans do REC – za dwa tygodnie pomiędzy Polską i Litwą. Aby jednak osiągnąć ten cel, potrzebujemy zwycięstwa za pięć punktów, a o to nie będzie łatwo. Jeśli go nie osiągniemy, czeka nas kolejny rok na poziomie Trophy, którego poziom na pewno spadnie po awansie dwóch najlepszych drużyn i dołączeniu drużyn z Conference 1 (szczegółów organizacji rozgrywek na tym poziomie w przyszłym roku jeszcze nie znamy).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Belgia521
2. ↑Niemcy517
3. ↓Polska412
4. ↑↑Szwajcaria59
5. ↓Ukraina55
6. ↓Litwa45

Poziom wyżej, w Rugby Europe Championship i kwalifikacjach do Pucharu Świata pozaboiskowe zamieszanie – czy Hiszpania pojedzie na Puchar Świata? Już jakiś czas temu pojawiła się informacja, że w dwóch meczach tego kraju przeciwko Holandii (ostatnim ubiegłorocznym, w grudniu 2021, i pierwszym tegorocznym) brał udział zawodnik, którego naturalizacja mogła nie spełniać standardów WR (Gavin van der Berg w 2019 i 2020 miał przebywać w Południowej Afryce po 4 miesiące, choć wytyczne mówią o góra 2 miesiącach nieobecności w kraju, który zamierzał reprezentować). W mediach pojawiła się informacja o proteście złożonym przez rywali. Portugalczycy wystąpili do World Rugby o wyjaśnienie tej sprawy. Cóż, to byłaby fatalna wieść nie tylko dla Hiszpanów, ale w ogóle dla rugby pod szyldem Rugby Europe, którego reputacja, mocno nadszarpnięta przed Pucharem Świata w 2019 (gdy Hiszpanie stracili szansę na awans z podobnych powodów, na dodatek w towarzystwie dwóch innych reprezentacji), dostałaby kolejny poważny cios.

Drugi planowany na ten weekend mecz REIC – Cypru ze Słowenią w grupie południowej Conference 1 – jak już zapowiadano, nie odbył się z powodu kłopotów finansowych federacji słoweńskiej. Cypr zarobił walkower, ale na prowadzeniu w tabeli są niepokonane dotąd Malta i Chorwacja – te dwie ekipy zmierzą się ze sobą za tydzień.

Top 14

We Francji, po paru weekendach nadrabiania covidowych zaległości, mieliśmy pełną, 21. kolejkę spotkań. Dwa spotkania przyciągały szczególną uwagę. W pierwszym z nich mierzyły się dwie ekipy z absolutnego topu przed rokiem, dziś zaś walczące o miejsce w fazie play-off (przed meczem zajmowały w tabeli odpowiednio siódme i szóste miejsce): La Rochelle grało z Racingiem 92. Spotkanie jednak bardzo zawiodło. Po pierwszym kwadransie było 6:0 i takim wynikiem skończyła się pierwsza połowa. Trener Racingu w przerwie i tuż po niej zmienił aż pięciu zawodników, ale druga połowa wyglądała podobnie: kolejne 6 punktów z karnych dorzucili gospodarze, a w jednej z ostatnich akcji zdobyli przyłożenie i wygrali 19:0. To upokorzenie paryżan, którzy ani razu nie przełamali obrony gospodarzy.

Na koniec kolejki Tuluza grała z Lyonem. Obrońcy tytułu mistrzowskiego zaczęli od dwóch przyłożeń w ciągu paru pierwszych minut, jednak na początku drugiej połowy stracili prowadzenie i przegrywali 16:19. Wtedy na boisku pojawiły się dwie gwiazdy drużyny, Ntamack i Dupont, długo nieobecne z powodu uczestnictwa w Pucharze Sześciu Narodów. Odtąd tylko gracze z Tuluzy zdobywali punkty (choć Lyon dwukrotnie miał szanse z karnych) i wygrali 27:19. Antoine Dupont zaliczył asystę przy ostatnim przyłożeniu swojej drużyny (obsłużył Thomasa Ramosa), a chwilę potem sam znalazł się na polu punktowym, ale sędzia cofnął akcję do niedomkniętej szarży jego kolegi z drużyny.

Nadspodziewanie ciekawie było w meczu lidera z ostatnią drużyną tabeli: Montpellier, choć grało na własnym stadionie, długo nie radziło sobie z beniaminkiem z Biarritz. To Baskowie zaczęli mecz od zdobywania punktów i po niespełna 10 minutach prowadzili 10:0. Ilekroć Montpellier zmniejszyło stratę dzięki przyłożeniu, Biarritz ponownie odskakiwało i na przerwę schodziło z prowadzeniem 22:14. W drugiej połowie jednak obraz meczu się zmienił: Baskowie przez całe 40 minut nie zdobyli ani jednego punktu, natomiast Montpellier dorzuciło do swego dorobku dwa przyłożenia z podwyższeniami, trzy karne i ostatecznie wygrało 37:22.

Serię porażek przełamali wreszcie niedawni liderzy ligi z Bordeaux, którzy grali na wyjeździe przeciwko walczącemu o play-off Stade Français (muszącemu się obejść bez swego trenera Gonzalo Quesady, który uczestniczył w pogrzebie Federico Aramburú). Bordeaux miało dobry początek, po którym prowadziło 13:3 i grało z przewagą jednego zawodnika. Jednak grając w przewadze straciło przyłożenie i krótko po przerwie to gospodarze prowadzili 18:13. W drugiej połowie ponownie dominowało Bordeaux, które ostatecznie wygrało 31:18.

Poza tym zwycięstwa odniosły trzy drużyny będące bezpośrednio ponad strefą spadkową: będący ostatnio na wznoszącej fali Tulon pokonał Clermont 32:22 (na 20 minut przed końcem było 32:8, dopiero w końcówce Clermont odzyskał werwę i zdobył dwa przyłożenia odbierając zwycięzcom punkt bonusowy), Brive niespodziewanie pokonało walczące o najwyższe laury Castres 28:12 (w ostatniej akcji Brive wywalczyło bonus ofensywny zdobywając trzecie przyłożenie w meczu), a Pau w spotkaniu arcyważnym dla losów spadku z ligi pokonało beniaminka z Perpignan 27:22 (dzięki trzem przyłożeniom Jordana Josepha prowadziło już w tym meczu 27:10).

W tabeli duże skoki odnotowały Tuluza (drugie zwycięstwo z rzędu i cztery miejsca w górę w tym czasie) oraz la Rochelle. W górę idzie też Tulon, który wciąż może marzyć o awansie do fazy play-off. Na dole tabeli Biarritz już jest praktycznie skazane na degradację, a w coraz trudniejszej sytuacji jest Perpignan.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Montpellier2164
2. Bordeaux Bègles2162
3. ↑↑Tuluza2157
4. ↑↑↑La Rochelle2154
5. ↓Castres2154
6. ↓↓↓Lyon2154
7. ↓Racing 922151
8. Clermont2148
9. ↑Tulon2146
10. ↑Pau2145
11. ↓↓Stade Français2145
12. Brive2142
13. Perpignan2135
14. Biarritz2124

Premiership

21. kolejka spotkań zaczęła się od covidowego rozczarowania – odwołano piątkowy mecz Gloucester z Worcester Warriors. W ekipie gości liczba wyłączonych z gry z powodów zdrowotnych (covid, inne choroby i kontuzje) sięgnęła 36, a do gry pozostało 18 zawodników (z czego tylko trzech filarów). W tej sytuacji zapewne będziemy mieli covidowy walkower (4 punkty dla Gloucester i 2 punkty dla Worcester) – cieszyć się można tylko z tego, że to zaledwie trzecia taka sytuacja w tym sezonie.

W Premiership hitem kolejki było spotkanie Exeter Chiefs z Leicester Tigers. Chiefs, pokonani ostatnio niespodziewanie w Worcester, także i tym razem przegrali – długo w tym meczu nie byli w stanie zdobyć punktów, podczas gdy te zapisywali na swoje konto liderzy tabeli z Leicesteru. Do przerwy wynik brzmiał 0:12, zaraz po przerwie zrobiło się 0:19. Chiefs przełamali obronę gości dopiero wtedy, gdy ci ostatni zostali na boisku w czternastkę po żółtej kartce Nemaniego Nadolo. Było jednak za późno: zdobyli dwa przyłożenia, dorzucili karnego, ale ostatecznie zdobyli tylko bonus defensywny – końcowy wynik brzmiał 17:22. Chris Ashton, który zdobył dla zwycięzców dwa przyłożenia, wyrównał rekord Premiership w liczbie przyłożeń jednego zawodnika wynoszący 92 (jako pierwszy zdobył tyle przyłożeń Tom Varndell). Kibiców z Leicester natomiast zaniepokoił widok schodzącego z boiska kulejącego George’a Forda.

Ciekawie też było w rozgrywanym na stadionie Tottenhamu Hotspur meczu Saracens z Bristol Bears, w którym do gry wrócił po 4-miesięcznej przerwie spowodowanej kontuzją, i to od razu w podstawowym składzie, kapitan Saracens Owen Farrell. Ten powrót zaznaczył zdobyciem 12 punktów z kopów i właśnie lepsza skuteczność z podwyższeń zadecydowała o zwycięstwie jego drużyny 27:23. Do przerwy było 20:20, zaraz po przerwie przyłożenie z podwyższeniem dało Saracens 7 punktów przewagi, a potem w meczu padły już tylko 3 punkty po karnym Calluma Sheedy’ego, podyktowanym za paskudną szarżę Owena Farrella (i znowu uszła mu ona bez kartki, choć zasługiwała co najmniej na żółtą). Saracens co prawda byli bliscy kolejnego przyłożenia (które dałoby im bonus ofensywny), ale osiągnięcie Nicka Tompkinsa obsłużonego offloadem przez Farrella zostało unieważnione po TMO. W ostatniej akcji z kolei to Bears mogli przechylić szalę na swoją korzyść: kapitan Joe Joyce skończył swój fantastyczny rajd podaniem do Jacka Batesa, które otwierało mu czystą drogę na pole punktowe, cóż jednak z tego, skoro podanie było do przodu…

W innych meczach też były emocje: Wasps pokonali Newcastle Falcons 27:24 (na każde z trzech przyłożeń George’a McGuigana Wasps odpowiadali własnym, a na sam koniec szalę zwycięstwa przechylił na ich korzyść karny Jimmy’ego Goppertha), Bath zremisowało z Sale Sharks 24:24 (po pierwszej połowie Bath nieoczekiwanie prowadziło 21:7, ale w drugiej 24 punkty z rzędu zdobyli Sharks; wyrównał z karnego Danny Cipriani, a w ostatnim akordzie meczu szansę na punkty dla Sharks miał Faf de Klerk, jednak chybił z podstawki), a London Irish uległo Northampton Saints 22:42 (Irish zaczęli od prowadzenia 8:0, ale potem stracili 42 punkty z rzędu).

W tabeli na czele oczywiście nadal Tigers. Zacięta walka toczy się o awans do play-off – między czwartym Gloucester i ósmym Irish jest tylko 5 punktów różnicy. Do walki mogą się włączyć ewentualnie Wasps, reszta drużyn już bez szans.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leicester Tigers2080
2. Saracens1968
3. Harlequins1963
4. ↑Gloucester1958
5. ↓Exeter Chiefs2057
6. ↑Sale Sharks2055
7. ↑Northampton Saints1953
8. ↓↓London Irish2053
9. Wasps1948
10. Bristol Bears1936
11. Worcester Warriors2032
12. Newcastle Falcons1927
13. Bath1927

W Championship sezon powoli dobiega końca i choć w ten weekend rozegrano tylko dwa zaległe mecze, wydaje się, że doczekaliśmy się kluczowego rozstrzygnięcia. W starciu dwóch drużyn zajmujących miejsca tuż za plecami liderujących Doncaster Knights, Ealing Trailfinders przeciwko Cornish Pirates, górą okazali się gospodarze. Mecz rozstrzygnęli w ciągu pierwszego pół godziny, po którym prowadzili 31:0, a ostatecznie wygrali 44:24. W efekcie wyszli na prowadzenie w lidze i choć wszystkich trzem czołowym ekipom pozostało do rozegrania po jednym zaległym spotkaniu (ostatnie trzy mecze w lidze), wszyscy będą mieli przeciwników z dołu tabeli i trudno wyobrazić sobie, aby w tak ważnym meczu Ealing zanotowało wpadkę, która pozwoliłaby rywalom ich wyprzedzić. Cóż jednak z tego, skoro Trailfinders nie dostali licencji na grę w Premiership.

United Rugby Championship

W URC rozegrano czternastą rundę meczów (choć wciąż są tu drużyny, które mają nawet po trzy zaległe spotkania). W irlandzkich derby Connacht podejmował Leinster. O losach meczu zadecydowały zdarzenia z pierwszych paru minut. Zaraz po początkowym gwizdku żółtą kartkę zobaczył za atak na zawodnika w powietrzu gracz Leinsteru Tommy O’Brien. Długo jednak gospodarze przewagą się nie nacieszyli, bo minutę później za wysoką szarżę czerwoną kartkę zobaczył ich środkowy Tom Daly. Pierwsze przyłożenie zdobyli dublińczycy, ale Connacht twardo się trzymał i na koniec pierwszej połowy zdobył przyłożenie dające mu prowadzenie 8:7. Jednak osłabieni gospodarze wytrzymali tylko do 50. minuty. Potem dominowali na boisku goście, którzy przez ostatnie pół godziny zdobyli 6 przyłożeń i wygrali 45:8.

Chyba najwięcej emocji kibice mieli w ostatni weekend w Cardiff, gdzie miejscowi spotykali się z trzecimi w lidze Glasgow Warriors. Walijczycy zaczęli od przyłożenia i prowadzenia 8:0, ale potem na boisku dominowali goście i na pół godziny przed końcem meczu po czterech przyłożeniach, w tym dwóch Sebastiána Cancelliere, prowadzili 28:15. Wtedy Cancelliere zobaczył żółtą kartkę i w tym momencie Cardiff się przebudziło. Grając w przewadze zdobyło jedno przyłożenie, na kwadrans przed końcem drugie i wyszło na jednopunktowe prowadzenie. Tuż przed końcem wykorzystało rzut karny i ostatecznie nieoczekiwanie wygrało 32:28. Występ Warriors tak podsumował ich trener: najpierw najlepsze 50 minut w sezonie, a potem najgorsze 30.

Sporo uwagi przyciągało starcie Sharks z Edynburgiem. Mało kto spodziewał się zwycięstwa mocno osłabionych Szkotów w starciu z pełnymi reprezentantów Południowej Afryki Sharks, tymczasem mieliśmy niespodziankę: w ulewnym deszczu to Edynburg był górą. Po pierwszej połowie było 7:0 dla gości – gdy Marius Louw zobaczył żółtą kartkę za atak w powietrzu na Blaira Kinghorna, poszkodowany skończył świetną akcję przyłożeniem. I choć młyn Sharks dominował, Curwin Bosch pudłował z karnych. Zaraz po przerwie Sharks zmniejszyli straty (najpierw Ox Nché wypuścił piłkę z rąk w kluczowym momencie, ale chwilę później przyłożył jego kolega z pierwszej linii, Thomas du Toit). Później jednak to goście zdobyli dwa przyłożenia i wygrali 21:5.

W Południowej Afryce trzy pozostałe franczyzy wykorzystywały osłabienie gości z północy: Lions wygrali z Ospreys 45:15 (aż 7 przyłożeń zwycięzców), Bulls pokonali Dragons jeszcze wyżej – 55:20 (8 przyłożeń), a najwięcej szczęścia mieli Stormers, którzy wygrali z Ulsterem 23:20 (Ulster na sam koniec mecz zdobył przyłożenie, które mogło dać mu zwycięstwo, ale nie wytrzymało długiej analizy TMO). Poza tym Munster pokonał Benettona Treviso 51:22 (Włosi długo próbowali trzymać dystans, ale w ostatnim kwadransie lepsi w tym meczu Irlandczycy przypieczętowali zwycięstwo trzema przyłożeniami; 21 punktów z kopów zdobył Cian Ben Healy – skuteczność 9/9), a Zebre Parma uległo Scarlets 24:41 (zdecydowała pierwsza połowa, którą Włosi przegrali 3:24).

Nieco kuriozalny jest werdykt panelu dyscyplinarnego, którzy orzekł dla Bismarcka Du Plessisa z Bulls zawieszenie na zaledwie trzy mecze – jego potraktowanie przeciwnika w zeszłotygodniowym meczu z Munsterem było szalenie niebezpieczne, a sankcja orzeczona na mecze, a nie tygodnie, oznacza, że Du Plessisowi wliczono także spotkania Currie Cup, w których i tak nie brałby udziału – efektywnie zawieszenie to tylko jedno spotkanie…

Potknięcie Glasgow Warriors oznacza, że znów na czołowych trzech miejscach w lidze mamy drużyny irlandzkie, przy czym Leinster buduje przewagę nad konkurencją. Porażka Benettona spowodowała, że w ostatniej trójce ligi mamy obie drużyny włoskie.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leinster1455
2. Ulster1450
3. ↑Munster1447
4. ↓Glasgow Warriors1445
5. Edynburg1443
6. ↑Stormers1338
7. ↑Bulls1337
8. ↓↓Sharks1336
9. Ospreys1330
10. Connacht1428
11. ↑Scarlets1227
12. ↑Lions1326
13. ↑Cardiff1123
14. ↓↓↓Benetton Treviso1323
15. Dragons1111
16. Zebre Parma122

Super Rugby Pacific

W szóstej kolejce Super Rugby mieliśmy wielki dzień ekipy Moana Pasifika – po dramatycznym meczu zakończonym dogrywką pokonała nowozelandzkich Hurricanes 24:19. Co prawda to ekipa z Wellington (w której pierwszy raz od 2020 zobaczyliśmy TJ Perenarę, w zeszłym sezonie grającego w Japonii) miała w tym meczu przewagę, zwłaszcza w pierwszej połowie (stosunek oddanych przeciwnikom karnych 1:13, do tego dwie żółte kartki Moany), ale na każde jej przyłożenie wyspiarze odpowiadali tym samym. W efekcie mieliśmy remis zarówno na koniec pierwszej (7:7), jak i drugiej połowy (19:19). A ponieważ w Super Rugby nie lubią remisów, mieliśmy dogrywkę toczoną do pierwszych punktów – i tu zdecydowało przyłożenie rezerwowego Moany, Danny’ego Toali po szybkim kontrataku. Poza tym w Nowej Zelandii (gdzie rząd pozwolił na zapełnienie stadionów, co skarbnicy drużyn przywitali z wielka ulgą) Highlanders przegrali z Blues 25:32 (w ekipie gospodarzy debiutował pierwszy w Super Rugby Holender – z ławki wszedł Fabian Holland; z kolei Blues stracili Beaudena Barretta, który po uderzeniu w głowę nie przeszedł HIA – a ostatnio kilka miesięcy pauzował z powodu skutków wstrząśnienia mózgu odniesionego jesienią w Irlandii), a Chiefs ulegli Crusaders 19:34 (decydującym momentem meczu było przyłożenie Sevu Reece’a w drugiej połowie, zdobyte zresztą po znakomitej akcji).

W Australii pierwsze zwycięstwo odnieśli wreszcie Rebels, którzy w Melbourne wzięli rewanż na Fijian Drua i pokonali wyspiarzy 42:27. O wiele ciekawiej było w meczu liderów ligi, Brumbies, z Western Force. Gracze z Canberry kontynuowali passę samych zwycięstw, ale była to wygrana zaledwie jednym punktem, 39:38, po pasjonującym pojedynku. Brumbies po 30 minutach prowadzili już 20:3, ale wtedy czerwoną kartkę zobaczył za wysoką szarżę Toniego Pulu (wzbudziła w Australii kontrowersje, ale wydaje się absolutnie słuszna i raczej żałować trzeba, że po 20 minutach Brumbies mogli zapełnić lukę na boisku), Force dostało karne przyłożenie, a w okresie gry w przewadze zdobyło jeszcze trzy i wyszło na prowadzenie 31:27. Gdy Brumbies z powrotem byli w komplecie, szybko odzyskali prowadzenie, ale przyłożenie Manasy Mataele pozwoliło rywalom z Perth zmniejszyć stratę do zaledwie jednego punktu. Do końca meczu było jeszcze 20 minut, i choć emocji nie brakło, wynik już się nie zmienił. Nie brakowało też emocji w meczu Reds z Waratahs, w którym Reds wygrali 32:20 mimo grania w trzynastkę przez 10 minut (stracili w tym okresie tylko 3 punkty z karnego).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Brumbies626
2. Reds622
3. ↑Crusaders519
4. ↓Waratahs615
5. Chiefs514
6. ↑Blues413
7. ↓Western Force612
8. Hurricanes49
9. ↑Rebels66
10. ↓Fijian Drua66
11. ↑Moana Pasifika34
12. ↓Highlanders52

Z kraju

W Poznaniu odbył się trzeci w tym sezonie (a pierwszy wiosną) turniej mistrzostw Polski seniorów w rugby 7. Na starcie stanęły zaledwie cztery drużyny. Jesienią dwukrotnie w turniejach wygrywała Lechia Gdańsk po finałowych zwycięstwach nad Posnanią. Tym razem gdańszczanie zawiedli – skończyli turniej na ostatnim, czwartym miejscu, natomiast gospodarze triumfowali. Wygrali wszystkie mecze, a w finale zwyciężyli Orkan Sochaczew. Dzięki temu, że od Lechii oddzieliły ich aż trzy lokaty, awansowali także na pierwsze miejsce w klasyfikacji generalnej.

W centralnej lidze juniorów wiosenne rozgrywki od zwycięstwa zaczęła liderująca po jesieni Juvenia Kraków: pokonała Lechię Gdańsk 53:17.

Ze świata

Ukraińska federacja poinformowała o śmierci kolejnego rugbysty w wojnie w tym kraju: Serhija Smirnowa z Irpinia.

Ruszył kobiecy Puchar Sześciu Narodów (organizatorzy liczą, że dzięki jego rozegraniu w innym terminie niż męski, zyska więcej zainteresowania – zapewne słusznie). W pierwszym meczu turnieju Anglia zdecydowanie rozbiła na wyjeździe Szkocję, aż 57:5 (w sumie 9 przyłożeń zwyciężczyń, z czego trzy w wykonaniu grającej na pozycji rwacza Marlie Packer). Bez niespodzianki było też w meczu Francji z Włochami – gospodynie wygrały pewnie 39:6. Emocje mieliśmy tylko w starciu Irlandii z Walią. Długo w tym meczu na prowadzeniu były Irlandki, ale toczył się on cios za cios: na każde przyłożenie gospodyń Walijki odpowiadały własnym i na 10 minut przed końcem meczu po trzech przyłożeniach z każdej strony było 19:15. Wtedy żółtą kartkę zobaczyła Irlandka Eimaer Considine i Walijki liczebną przewagę wykorzystały – w końcówce zdobyły dwa przyłożenia i wygrały 27:19, sprawiając małą niespodziankę.

W Japan Rugby League One wyjątkowo ciężką przeprawę w jedenastej kolejce mieli obrońcy tytułu, Wild Knights, którzy na wyjeździe grali z jedną ze słabszych drużyn ligi, Blue Revs. Do przerwy niespodziewanie to gospodarze prowadzili 15:3, w drugiej połowie co prawda Wild Knights odpowiedzieli, ale Blue Revs wrócili na prowadzenie i stracili je ponownie dopiero w ostatniej akcji meczu – przyłożenie Jacka Cornelsena podwyższone przez Rikiyę Matsudę dało gościom minimalne zwycięstwo 26:25. Mistrzowie pozostali jednak na trzecim miejscu, bo dwie drużyny wyżej sklasyfikowane od nich też wygrywały: liderzy, Sungoliath, 40:27 z Canon Eagles (20 punktów Damiana McKenziego), a wiceliderzy, Kubota Spears, 34:3 z Red Hurricanes. Wygrały też mecze walczące o play-off Toyota Verblitz i Toshiba Brave Lupus, które dzięki potknięciu Canon Eagles zmniejszyły dystans dzielący je od czwartego miejsca.

W Major League Rugby w meczu na szczycie konferencji wschodniej Rugby ATL przegrało z New England Free Jacks 27:41 (zadecydował zabójczy w wykonaniu bostończyków ostatni kwadrans – zdobyli wtedy 20 punktów bez odpowiedzi rywali). Wpadkę zaliczyła drużyna Rugby New York, która przegrała 10:14 z Toronto Arrows po przyłożeniu straconym na sam koniec meczu. W efekcie drużyna z Bostonu jest liderem na wschodzie. Na zachodzie zwraca uwagę kolejne zwycięstwo LA Giltinis (31:12 na wyjeździe nad Seattle Seawolves) – co prawda obrońcy tytułu są tylko na piątym miejscu w konferencji, ale do prowadzących Austin Gilgronis (pauzowali w ten weekend) tracą już tylko 4 punkty. Niecodzienny kłopot ma beniaminek, Dallas Jackals. Dziewięciu jego graczy przed tygodniem odniosło urazy w wyniku upadku z ponad dwóch metrów, gdy zawaliło się przejście z któego korzystali. Gracze rozważają podjęcie kroków prawnych, natomiast klub awaryjnie sprowadził czterech nowych zawodników.

W południowoamerykańskiej lidze SLAR trzy mecze i trzy niespodzianki. Chilijski Selknam w pierwszym meczu trzeciej kolejki podejmował argentyńskich Jaguares XV (faworytów turnieju mimo wielkich zmian kadrowych – ubiegłoroczny skład jest już niemal w całości na innych kontynentach) i pokonał ich 20:10. Po niespełna pół godzinie prowadził 10:0, do przerwy 17:7 i przewagę dowiózł do końca. Dla Jaguares to pierwsza porażka w historii rozgrywek (co prawda krótkiej). Z kolei kolumbijscy Cafeteros Pro (ale ze sporą dawką Argentyńczyków w składzie) odnieśli swoje pierwsze zwycięstwo w historii swych startów i pokonali brazylijskich Cobras (23:17; ekipa z Kolumbii prowadziła już 23:3, ale w końcówce Brazylijczycy odrabiali straty – nie pomogła im jednak w tym na pewno żółta kartka, jedna z czterech w tym meczu dla zawodników obu drużyn). No i wreszcie paragwajscy Olimpia Lions (znów – z Argentyńczykami na pokładzie) rzutem na taśmę pokonali urugwajski Peñarol 15:13. Po trzech kolejkach nie ma już tej lidze niepokonanych drużyn, a bez zwycięstwa są tylko Cobras.

W południowoafrykańskim Currie Cup niepowstrzymani są Cheetahs – tym razem pokonali na wyjeździe Sharks 29:15. Dla gospodarzy, którzy wygrali swoje cztery pierwsze spotkania z rzędu, to była już druga porażka tydzień po tygodniu. Na drugim miejscu umocnili się Bulls, którzy pokonali Lions 40:10 (dla przegranych to już szósta porażka w tym sezonie – na koncie mają zaledwie 2 punkty bonusowe). Poza tym Western Province uległo Pumas 11:37 (znakomita druga połowa w wykonaniu gości).

Zakończyły się mistrzostwa Sri Lanki. W finałowym meczu Kandy (jedyna drużyna z centrum wyspy) pokonała stołeczny Havelock 22:15, zdobywając 22. tytuł mistrza kraju w swojej historii (wszystkie w ciągu ostatnich niespełna 30 lat, ostatnio nieprzerwanie od 2015 z wyjątkiem 2021, gdy rozgrywki się nie odbyły)

Na Madagaskarze wreszcie doszedł do skutku opóźniony z powodów covidowych finałowy dzień ligi Top20. W decydującym o mistrzostwie spotkaniu Cosfa obroniła tytuł mistrzowski pokonując 39:22 drużynę US Ankadifotsy. Brąz przypadł ekipie STM Savonnerie.

Tydzień temu w Mołdawii zakończono rozgrywki Cupa Chişinăului (po naszemu – Puchar Kiszyniowa). W stawce były cztery drużyny, które rozegrały trzy kolejki spotkań, a wygrała z kompletem zwycięstw ekipa UTM.

Czas podsumowań po męskim Pucharze Sześciu Narodów. Najlepszym zawodnikiem turnieju wybrano Antoine’a Duponta (drugi raz – poprzednio przed dwoma laty), a w najlepszej piętnastce wybieranej przez fanów znalazło się 11 Francuzów (oprócz tego 3 Irlandczyków i Maro Itoje). The Guardian zadał kilka pytań sześciu swoim rugbowym współpracownikom. Indagowani o najlepszego zawodnika wszyscy wskazywali Francuzów, ale czterech różnych (nie tylko Dupont i Alldritt, ale pojawili się też Baille i Fickou). Meczem turnieju dla niemal wszystkich było starcie Francji z Irlandią, ale w odpowiedziach pojawiło się też spotkanie Walii z Włochami. Ostatnia akcja z tego ostatniego meczu powszechnie została uznana za najlepszy moment turnieju. Gdy chodziło o największą niespodziankę zgody nie było, ale zwracają uwagę opinie dotyczące zjazdu Szkocji po zwycięstwie nad Anglią. W sumie podobne są oceny portalu planetrugby.com (przy czym Francuzem, na którego postawili, jest Grégory Alldritt; tu objawieniem turnieju uznano Ange Capuozzo – mimo że grał na nim zaledwie 115 minut).

Rugby Europe potwierdziło kontynuowanie rozgrywek Rugby Europe Super Cup w tym sezonie. Zaległy mecz gruzińskiego Black Lion z rosyjskim STM-Jenisejem Krasnojarsk, który miał decydować o pierwszym miejscu w grupie wschodniej, nie zostanie oczywiście rozegrany. I choć to Rosjanie zajęli tam drugie miejsce, do półfinałów obok Gruzinów zakwalifikowano Tel-Aviv Heat. Izraelska ekipa, mocno zmieniona w porównaniu z jesienią, właśnie rozgrywa mecze w Południowej Afryce (a w składzie ma dwóch graczy, którzy zanotowali występy dla Springboks). W tej sytuacji w półfinałach 16–17 kwietnia zobaczymy pary Black Lion – Iberians oraz Lusitanos – Heat.

Problemy w rumuńskiej SuperLidze – z rozgrywek przed nowym sezonem wycofała się drużyna Tomitanii z Konstancy, w której miano zbudować kolejny duży zespół, ale skończyło się skandalem. W tej sytuacji z drużyn występujących w poprzednim sezonie pozostałoby pięć – cztery dominujące w lidze oraz wyraźnie odstająca (walcząca tak naprawdę jedynie z Tomitanii) ekipa Universitatea z Klużu. I właśnie klużanie nie chcieli składać akcesu do ligi na nowy sezon, bo zbieraliby manto w każdym meczu. Startem w SuperLidze nie był też zainteresowany zwycięzca drugiego poziomu rozgrywek z ubiegłego roku, Știința Petroszany. Stąd w federacji pojawił się pomysł połączenia SuperLigi z drugim poziomem, Divizia Națională (jedyne dwa poziomy rozgrywek centralnych w tym kraju) i utworzenia jednej ligi, Liga Nationala Rugby. Plan zaaprobowano na specjalnym spotkaniu, liga podobno ma ruszyć już 9 kwietnia. 15 ekip ma być podzielonych w pierwszej fazie na dwie grupy regionalne (w jednej Siedmiogród, Banat, Kriszana, Maramures i północna Mołdawia – Bukowina, w drugiej Wołoszczyzna, Dobrudża i reszta Mołdawii), w których mecze mają być rozgrywane każdy z każdym, bez rewanżów. Potem podział na dwie grupy: po dwie najlepsze drużyny walczą o medale (najpierw każdy z każdym, mecz i rewanż, potem półfinały i finał), reszta walczy o pozostałe miejsca (każdy z każdym, bez rewanżów i play-offów). Co z tego wyniknie? Drugoligowcy, będący drużynami amatorskimi, boją się trzycyfrowych klęsk w starciu z czterema najsilniejszymi w kraju ekipami zawodowymi, nie mają też budżetów odpowiadających nowym wyzwaniom. Arad zapowiada, że nie przystąpi do tych rozgrywek, bo mecze z drużynami zawodowymi są dla jego zawodników zbyt niebezpieczne. Z kolei dla czwórki najlepszych prawdziwe granie będzie właściwie dopiero w dwóch ostatnich meczach. Projekt ma dać szansę na wyrównanie poziomu w ciągu trzech lat, co jest chyba nazbyt optymistycznym scenariuszem, szczególnie gdy na horyzoncie nie widać pieniędzy dla maluczkich.

Asia Rugby opublikowała zaktualizowany kalendarz imprez na obecny rok. Wynika z niego, że Asia Rugby Championship (stanowiące zarazem azjatycki etap kwalifikacji do Pucharu Świata w 2023) zostaną rozegrane w Seulu (trzy mecze od 28 maja do 4 czerwca z udziałem Hongkongu, Korei Południowej i Malezji). Termin tej imprezy, miejsce rozegrania, a nawet format, były już kilkakrotnie zmieniane.

W czerwcowym meczu na Twickenham przeciwko Anglii drużynę Barbarians ma poprowadzić trener reprezentacji Francji Fabien Galthié. Podobno przymierza się do zaproszenia do swojej drużyny na ten mecz m.in. Charlesa Ollivona, Cheslina Kolbego czy Finna Russella.

Stany Zjednoczone mają szansę na organizację dwóch Pucharów Świata z rzędu: już wcześniej zostali wskazani przez World Rugby jako wyłączny partner do rozmów w sprawie organizacji imprezy dla mężczyzn w 2031. Obecnie trwają także rozmowy na temat organizacji w tym kraju kobiecego Pucharu Świata w 2033.

Z kolei w sąsiedniej Kanadzie mają powody do zmartwienia. Kiepskie wyniki siódemek, odpadnięcie (pierwszy raz w historii) w kwalifikacjach do Pucharu Świata, skandale… Właśnie ogłoszono wyniki niezależnego przeglądu działań Rugby Canada, które są miażdżące: brak strategii, zaufania, komunikacji, kultury rugby i błędy na każdym szczeblu zarządzania, od zarządu po trenerów.

Powrócił w doniesieniach medialnych temat ogólnoświatowych rozgrywek rugby. Jak donosi australijska prasa, obecnie plan jest następujący: rozgrywki mają odbywać się na dwóch 12-zespołowych poziomach w okienkach międzynarodowych w lipcu i listopadzie od 2024. Każda drużyna na poziomie zagra w roku 6 spotkań z rywalami z drugiej półkuli (trzy u siebie i trzy na wyjeździe). Na koniec najlepsza drużyna z południa zagra w finale z najlepszą z północy. Do klasyfikacji nie będą wliczane rozgrywki Pucharu Sześciu Narodów i The Rugby Championship, ani razu też w rozgrywkach nie zagrają między sobą drużyny z tej samej półkuli (umownej oczywiście, tu raczej wypada mówić o podziale na Europę i resztę świata). Przewidziano mechanizm awansu i spadku, oddzielnie na północy i na południu.

Rząd Fidżi poważnie zasilił finansowo rugby w swoim kraju. Federacja prosiła o dotację, ale ostatecznie stanęło na zakupie udziałów w spółce zarządzającej Drua: rząd kupił 25,5% udziałów za 3 mln dolarów fidżyjskich (czyli ok. 1,5 mln dolarów amerykańskich), a pod koniec roku ma wykupić kolejną transzę, stając się większościowym udziałowcem spółki.

Z wieści transferowych:

  • reprezentant Anglii Willi Heinz rozwiązał kontrakt z Worcester Warriors i wraca do Nowej Zelandii, skąd pochodzi;
  • z kolei po sezonie z Worcester Warriors odejdzie reprezentant Tonga Sione Vailanu, który przeniesie się do Glasgow;
  • 70-krotny reprezentant Irlandii, gracz Leinsteru, Devin Toner ogłosił przejście na sportową emeryturę po zakończeniu tego sezonu;
  • młoda gwiazda reprezentacji Francji, Melvyn Jaminet, podobno poprosił Peprignan o rozwiązanie jego kontraktu na koniec sezonu, na dwa lata przed datą jego wygaśnięcia. Jest wiązany z Tuluzą.

Polacy za granicą

Wieści o naszych reprezentantach z lig zagranicznych – jak zwykle sprzed tygodnia (przy czym spora grupa spośród nich była z kadrą w Belgii, ligi pauzowały, więc na boisku zobaczyliśmy zaledwie paru).

Anglia:

  • Combination Cup: Eryk Łuczka zaczął na ławce rezerwowych mecz Hornets przeciwko Old Redcliffians w półfinale lokalnych rozgrywek pucharowych, mających ponad 50-letnią tradycję. Wygrali rywale z Bristolu, 35:27.

Francja:

  • Fédérale 1, grupa 1: Mateusz Bartoszek zagrał od 46. minuty w zaległym meczu Bassin d’Arcachon przeciwko Limoges. Obie ekipy zaliczyły po czerwonej kartce, a RCBA przegrało 13:17 – nadal jednak jest ósme w tabeli.

Szkocja:

  • National League Division 1: Daniel Tomanek na ławce rezerwowych zaczął zaległy (przekładany dwukrotnie) mecz Stirling Wolves przeciwko Watsonians. Skończyło się remisem 31:31, a Wolves są na dziewiątym miejscu w stawce 12 drużyn.

Zapowiedzi

Na początek kwietnia rugby na świecie nie zabraknie. W kraju przede wszystkim mamy powrót Ekstraligi po dwóch weekendach przerwy. I spotkania chyba bez wyjątku ciekawe z hitowym rewanżem za finał na czele: Master Pharm Rugby Łódź – Ogniwo Sopot, Up Fitness Skra Warszawa – Edach Budowlani Lublin, Orkan Sochaczew – Arka Gdynia, Awenta Pogoń Siedlce – Juvenia Kraków i Lechia Gdańsk – Posnania Poznań. Wraca też I liga i tu również będzie ciekawie – m.in. mecz Rugby Białystok ze Spartą Jarocin oraz derby Warszawy (AZS AWF – Legia). Mają odbyć się też kolejne mecze centralnej ligi juniorów.

Będzie też garść spotkań międzynarodowych, z których chyba najwięcej zainteresowania wzbudzają mecze kobiecego Pucharu Sześciu Narodów. Poza tym odbywać się będą mecze Rugby Europe International Championships na poziomach Conference 1 i 2 – w planie są cztery: Łotwa – Luksemburg (pierwszy mecz Łotyszy w sezonie), Chorwacja – Malta, Słowenia – Izrael i Andora – Bułgaria.

Grać będą czołowe ligi świata. W 22. rundzie Top 14 kilka ciekawych par, m.in. Castres – Tuluza i Bordeaux – La Rochelle, a na deser w niedzielny wieczór derby Paryża. Także w Premiership 22. kolejka, a tu m.in. mecz Sale Sharks – Saracens, a na deser w niedzielne popołudnie derby Londynu (London Irish – Harlequins). W URC 15. kolejka, a w niej hitowe starcie irlandzkich potęg: Munsteru z Leinsterem. W Super Rugby ósmy weekend meczów i zaplanowano ich pięć (w tym jedno zaległe) – a wcześniej, już we wtorek, inny zaległy mecz Moany z Blues. W Australii ruszają też lokalne ligi – w najbliższy weekend wystartuje m.in. najbardziej znana z nich, Shute Shield.

3 komentarze do “Belgia wygrywa Rugby Europe Trophy”

  1. Dzisiejszy wpis jest mega ciekawy!

    Jak to możliwe że Rumunia ma takie silne rugby przy tak wielkich problemach???

    Wielkie brawa za Sri Lankę!!! Myślę że nawet Andrzej Kopyt nie wiedział kto tam został mistrzem 😉

    Odpowiedz
  2. Cześć,
    Dzięki za dobrą lekturę. Jedna uwaga: kopaczem Munster jest Ben Healy, a Cian Healy filarem Leinster. Więcej uwag brak.
    Pozdrawiam serdecznie

    Odpowiedz

Dodaj komentarz