Rugby majaczy na horyzoncie

Rugby majaczy na horyzoncie. Rozgrywki w Nowej Zelandii mają zacząć się za miesiąc, a w Australii zanosi się, że za półtora. W obu tych krajach epidemia zdaje się wygasać. W Europie Premiership i Pro14 walczą o dokończenie sezonu, ale na Wyspach Brytyjskich wciąż nie można mieć pewności, jak rozwinie się sytuacja i czy faktycznie będzie można grać już latem.

Drobne

Premiership

Były właściciel Sale Sharks stwierdził, że wyniki tegorocznego sezonu Premiership, którego jego zdaniem nie ma szans już dokończyć, można doliczyć do rezultatów kolejnego sezonu, aby wysiłek tych, którzy świetnie sobie radzili, nie poszedł na marne. Nie powiedział jednak, jak w takiej sytuacji poradzić sobie z planowanymi awansami i spadkami…

Powrót do gry Premiership wciąż jest jednak na tapecie. Istnieje sześć różnych scenariuszy (początkowo było ich osiem, ale dwa z nich są już nieaktualne). Najbardziej optymistyczne przewidują możliwość gry od 27 czerwca, jednak szanse na ich realizację są stosunkowo małe. Kolejne zakładają grę od 25 lipca – albo bez sześciu kolejek do 15 sierpnia, albo bez dwóch kolejek do 19 września. Najpóźniejszy zakłada grę od 29 sierpnia do 26 września i rozpoczęcie nowego sezonu w połowie października. Jest też scenariusz odwołania sezonu i rozegrania pięciotygodniowego turnieju rozgrzewkowego przed kolejnym sezonem. A może wszystkie są nazbyt optymistyczne? Ewentualny powrót do gry powoduje zresztą inne rozterki. Jak zachowają się ubezpieczyciele, jeśli ktoś zachoruje, ale rozgrywki były wznowione ze świadomością istniejącego ryzyka?

A na poziomie amatorskim pojawił się inny pomysł: zamiast niegrania w rugby, granie w rugby niekontaktowe, bez młynów, mauli i szarży – jakaś wariacja touch rugby. Pomysł rzucił były reprezentant Szkocji i „Lwów”, Ian McGeechan. Ponoć RFU o tym myśli.

Portal Planetrugby nazwał „masowym eksodusem” zmiany w składzie Leicester Tigers. Łącznie z tymi zawodnikami, o których odejściu wiemy już od paru miesięcy, na koniec sezonu zespół ma stracić ponad 20 zawodników. Część z nich jest spoza pierwszej kadry, ale i tak skala zmian robi wrażenie. Wśród nich poza wzmiankowanymi tutaj skrzydłowym reprezentacji Anglii May’em czy Walijczykiem Holmesem, będzie niemal stukrotny reprezentant Australii, młynarz Tatafu Polota-Nau i wiązacz reprezentacji Tonga Sione Kalamafoni.

Po tym, gdy kluby poprosiły o wypłatę środków z funduszy spółki kontrolującej ligę, a ta odmówiła, najpierw sześć, a w ubiegłym tygodniu już dziesięć spośród trzynastu klubów-udziałowców poprosiło byłego przewodniczącego RFU Martyna Thomasa o pomoc i rozmawiają o ewentualnym wystąpieniu ze spółki. Jej utrzymanie kosztuje udziałowców około 3 mln funtów rocznie. Co z tego wyniknie? Pojawiły się spekulacje o stworzeniu nowej ligi…

Pro14

Na dokończenie sezonu wciąż liczą w Pro14. W ubiegłym tygodniu odbyło się wirtualne spotkanie władz ligi. Scenariusz zakłada rozpoczęcie gry 22 sierpnia i skończenie 17 lub 19 września. Sezon zasadniczy zostałby skrócony – rozegranoby jeszcze tylko dwie kolejki i składałyby się na nie wyłącznie spotkania drużyn z tych samych krajów. Nie odbyłoby się zatem sześć kolejek, a także pierwsza runda play-off, który zacząłby się od razu od półfinałów (takie rozwiązanie wyeliminowałoby problem podróży drużyn z Afryki Południowej i Włoch, bo spośród nich jedynie Cheetahs mieliby szanse zajęcia jednego z czołowych dwóch miejsc w konferencji i to raczej czysto matematyczne – tracą obecnie do drugiego Ulsteru 9 punktów). Rząd irlandzki ponoć zakłada, że odblokowanie profesjonalnego rugby mogłoby nastąpić 10 sierpnia. Oczywiście, mecze przy pustych trybunach. W Walii pojawiają się pogłoski, że tutejsze franszyzy miałyby w tym okresie bazować właśnie w Irlandii.

Walijscy Dragons zapowiedzieli dwa ciekawe transfery. Trafić ma do nich dwóch środkowych: były reprezentant Australii, Joe Tomane z Leinsteru oraz Nick Tompkins z Saracens, który w tym roku zadebiutował w reprezentacji Walii (ten ostatni na roczne wypożyczenie). Z kolei na emeryturę odchodzi wielokrotny reprezentant Walii, łącznik ataku Ospreys, James Hook.

Top 14

Występujący niegdyś przeciwko Polsce mołdawski filar Gheorghe Gajion odchodzi z walijskich Ospreys do francuskiego Aurillac. Kilku innych zawodników zmierza z Pro14 do Top 14: Australijczyk Colby Fainga’a z Connachtu przechodzi do Lyonu, Włoch Pietro Ceccarelli z Edynburga do Brive, a młynarz Cheetahs Joseph Dweba przechodzi do Bordeaux.

Ekstraliga

Tydzień temu wspominałem o decyzji Komisji Gier i Dyscypliny PZR o ustaleniu kolejności rozgrywek. Tego samego dnia podjęła ona decyzję o ukaraniu uczestników bójki podczas wiosennego meczu Budowlanych Lublin z Orkanem Sochaczew. Jesienią w Ekstralidze nie mieliśmy żadnej czerwonej karki, a ten jeden mecz wszystko popsuł. Dyskwalifikacjami od trzech do pięciu meczów ukarano po trzech zawodników z każdej drużyny. Najostrzej potraktowano sochaczewian: Jakuba Budnika i Michała Kępę.

Super Rugby

Coraz bliżej do uruchomienia krajowych rozgrywek w Australii i Nowej Zelandii. W obu krajach obostrzenia związane z epidemią są łagodzone i wkrótce zejdą do takiego stopnia, w którym będzie możliwe organizowanie profesjonalnych rozgrywek przy pustych trybunach. W obu krajach planowane są rozgrywki między lokalnymi franszyzami Super Rugby (w Australii z dodatkiem Western Force), które odbędą się w formacie ligowym, każdy z każdym, mecz i rewanż. W Nowej Zelandii ogłoszono już terminarz rozgrywek: mają trwać od 13 czerwca do 15 sierpnia i nosić nazwę Super Rugby Aotearoa (Aotearoa to nie nazwa sponsora, tylko maoryska nazwa Nowej Zelandii). Jako pierwsi koronawirusowe zawieszenie przerwą gracze Higlanders i Chiefs. W Australii start wstępnie planowany jest na 3 lipca. Nie są natomiast na razie planowane rozgrywki pomiędzy drużynami z obu tych krajów, nawet w postaci play-offów czy choćby samego „finału”.

SANZAAR dementowało plotki o zmianie formatu, czy wręcz rozwiązaniu Super Rugby w dającej się przewidzieć przyszłości. Umowa łącząca organizację obowiązuje aktualnie do 2030, prawa telewizyjne są sprzedane na parę lat do przodu w Nowej Zelandii i Afryce Południowej. Nie są jednak wykluczone przejściowe zmiany w przyszłym roku – wszystko zależy od ewentualnych utrudnień, zwłaszcza w zakresie podróżowania.

British & Irish Lions

Po tym jak w angielskiej prasie pojawiły się spekulacje odnośnie przesunięcia zaplanowanej na lipiec 2021 wyprawy British & Irish Lions do Afryki Południowej (na jesień lub wręcz na 2022), federacja południowoafrykańska poinformowała, że takich planów nie ma. Inna sprawa, że to właśnie jej najbardziej zależy na planowym rozegraniu tej wielkiej imprezy, bo jest to dla niej szansa na naprawdę duży dochód – w przeciwieństwie do federacji z północy, który zarobią na całej wyprawie mniej niż na jednym teście rozgrywanym w swoim kraju.

Inne

Przy okazji, pozbawione najlepszych zawodników reprezentacje krajów z Wysp Brytyjskich zamierzają podczas wyprawy „Lwów” się wybrać w rejony mniej „gorące”. Anglicy mają zaplanowany wyjazd do Stanów Zjednoczonych i Kanady, Irlandczycy na wyspy Pacyfiku, Szkoci do Europy, a Walijczycy do Argentyny.

RFU oszacowało tegoroczne straty. Jeśli listopadowe testy się odbędą, przychody zmniejszą się o 32 mln funtów. Jeśli będą rozegrane przy pustych trybunach, spadek przychodów wyniesie 82 mln funtów, a jeśli nie będzie ich w ogóle – 107 mln funtów. A już w tym momencie przychody spadły o 15 mln funtów…

A The Rugby Paper podaje, że Nowozelandczycy prawdopodobnie nie pojadą na północ jesienią, a zamiast tego zagrają serię testów z Australią. A przecież najbardziej wyczekiwanym spotkaniem było starcie Anglii z Nową Zelandią na Twickenham.

Były australijski trener Szkocji Matt Williams proponuje, aby europejskie reprezentacje wybrały się w tym roku do Australii i Nowej Zelandii i pograły trochę z poszczególnymi prowincjami. Owszem, kwarantanna będzie nieunikniona, ale przynajmniej będzie można grać. A dla światowego rugby byłoby to coś w rodzaju kroplówki.

Inna wieści z południa są mniej ciekawe. W Nowej Zelandii mimo planowanego powrotu rozgrywek, połowa ze 180 osób zatrudnionych przez federację stanęła w obliczu zwolnienia. Straty finansowe są zbyt duże. A w Australii zamieszanie – po Raelene Castle z władz federacji po zaledwie nieco ponad miesiącu ustąpił Peter Wiggs, który miał stanąć na jej czele i w którym dopatrywano się męża opatrznościowego.

Nowy trener All Blacks poinformował media, że nowym kapitanem drużyny będzie gracz trzeciej linii młyna, występujący na co dzień w Chiefs, Sam Cane. Przypomnijmy, Kieran Reed pełniący tę funkcję do Pucharu Świata w Japonii, zakończył karierę.

O innych ligach: Portugalia

Portugalia była krajem utrzymującym bliskie kontakty z Anglią i rugby pojawiło się tam ponad 100 lat temu. Już w 1926 powstał tamtejszy związek. Po drugiej wojnie światowej reprezentacja Portugalii przystąpiła do rozgrywek kontynentalnych – została członkiem FIRA (wówczas inicjatywy francuskiej, bez udziału Brytyjczyków), a w 1954 wystąpiła w drugiej edycji organizowanego przez tę instytucję Pucharu Europy (odpadła w pierwszym meczu przeciwko Hiszpanii, nie zdobywszy ani jednego punktu). Najlepszy okres w historii portugalskiego rugby to chyba pierwsze lata XXI w.: najpierw w 2004 zwyciężyła w Europejskim Pucharze Narodów (9 zwycięstw w 10 meczach, wyprzedziła Rumunię dzięki jednopunktowemu zwycięstwu nad Rosją w ostatniej kolejce), a w 2007 po zwycięskim repasażu z Urugwajem wystąpiła pod wodzą legend portugalskiego rugby, braci Vasco i Gonçalo Uva w Pucharze Świata (wróciła bez zwycięstwa, a Nowozelandczykom pozwoliła zaliczyć aż 108 punktów, sama jednak zdobyła w tym meczu przyłożenie). Ostatni raz na podium Europejskiego Pucharu Narodów stanęła w 2011, w 2016 spadła poziom niżej. Teraz po kilku latach prób powróciła do REC i radziła sobie bardzo dobrze – zakładając, że sezon zostanie dokończony, wciąż ma szansę zachować drugie miejsce, które obecnie zajmuje, a zdecydować o tym ma mecz z Hiszpanią.

Liga portugalska istnieje już od 1958. Przez 61 sezonów po tytuł mistrza kraju sięgało tylko osiem drużyn (najwięcej, 20-krotnie, CDUL z Lizbony, niegdyś drużyna uniwersytecka) i wszystkie grały w tym sezonie na najwyższym poziomie ligowym. Sześć z tych ośmiu drużyn pochodzi z Lizbony, siódma z Cascais położonej niedaleko stolicy i tylko jedna z Coimbry – a zatem tylko cztery tytuły mistrzowskie ominęły zespoły znad ujścia Tagu.

Tegoroczne rozgrywki przerwane zostały w trakcie drugiej z trzech zaplanowanych faz. Brało w nich udział 12 drużyn (8 z Lizbony i okolic, 2 z Coimbry i okolic, 2 z północy, w tym jedna z Porto). Powrócono do systemu obowiązującego przed dwoma laty, bo w ubiegłym sezonie na najwyższym poziomie grało tylko osiem klubów. Jesienią zespoły zaczęły rozgrywki podzielone na trzy grupy po cztery zespoły, systemem każdy z każdym mecz i rewanż. Dwie najlepsze drużyny z każdej grupy trafiły w drugiej fazie do sześciozespołowej grupy walczącej o mistrzostwo (wszystkie pochodzą ze stołecznej aglomeracji), a dwie słabsze do grupy broniącej się przed spadkiem. Także i tu drużyny grały każdy z każdym, mecz i rewanż. Epidemia zastałą Portugalczyków krótko po półmetku tego etapu. Po sześciu spotkaniach grupy mistrzowskiej zdecydowanym liderem był ubiegłoroczny wicemistrz, Belenenses z Lizbony. Obrońca tytułu, także stołeczna drużyna AEIS Agronomia, był czwarty. Do rozegrania pozostawało dokończenie drugiej fazy i play-off z finałem. Zagrane nie zostaną, a decyzję ogłoszono tydzień temu.

W 2008 planowano stworzenie profesjonalnej ligi „superiberyjskiej” z udziałem drużyn z Hiszpanii, Portugalii i Gibraltaru, opartej na modelu franszyz regionalnych. Jednak liga zagrała tylko jeden sezon i tylko z drużynami hiszpańskimi. Rozgrywane są natomiast od 1965 (choć z przerwami, z których najdłuższa trwała 12 lat) spotkania o Puchar Iberyjski. Początkowo brali w nich udział mistrzowie i wicemistrzowie Portugalii i Hiszpanii, jednak przez zdecydowaną większość czasu są to pojedyncze mecze pomiędzy mistrzami tych krajów. Z czterdziestu edycji kluby portugalskie wygrały 16. W ostatniej, w grudniu ubiegłego roku, AEIS Agronomia jednym punktem przegrała u siebie z hiszpańskim VRAC z Valladolid.

W drugiej lidze grało w tym sezonie 10 drużyn. Tu były tylko dwie drużyny z aglomeracji Lizbony (plus dwie ze stosunkowo niedalekich miejscowości). To jednak stołeczna drużyna przewodziła tabeli w chwili przerwania rozgrywek, RC São Miguel. Na ostatnim, trzecim poziomie drużyny podzielone są na trzy grupy regionalne (dwie z nich, oznaczone jako południowe, składają się niemal wyłącznie z drużyn z Lizbony i okolic, tylko jedna pochodzi z południowego krańca kraju, z Loulé). W tym sezonie na tym poziomie występowało 11 drużyn. W drugiej fazie sześć spośród nich grało o awans na poziom drugi, a zdecydowanym liderem w chwili przerwania rozgrywek był CR Setúbal (oczywiście, spod Lizbony).

Mamy oczywiście rozgrywki pucharowe, rozgrywane bez przerw także od 1958. Tu rekordzistami w liczbie tytułów są AEIS Agronomia i Benfica, obie z Lizbony. Aktualnym obrońcą pucharu jest inna stołeczna ekipa, Belenenses. W tym roku rozgrywki zatrzymały się przed ćwierćfinałami. Od 33 lat rozgrywany jest też mecz o superpuchar między mistrzem kraju a zdobywcą pucharu. Tu najwięcej tytułów na koncie ma stołeczne Direito, a w ubiegłym roku zdobywca pucharu wygrał z mistrzem aż 46:3.

Z kobiecymi piętnastkami w Portugalii jest nietypowo. Ich reprezentacja jest notowana w rankingu WR na osiemnastym miejscu, ale jedyny mecz międzynarodowy, jaki zagrała, to przegrana z Niemcami 0:50 w 1995. Kuriozalny przypadek, pokazujący absolutną niedoskonałość oficjalnego rankingu. Liga piętnastkowa istniała od 2000 do 2013, najwięcej tytułów (po pięć) zdobyły Agrária z Coimbry i Benfica z Lizbony. Parę lat temu uruchomili zdaje się ligę dziesiątek (w 2019 wygrała Benfica), a w tym trzynastek – ale dane na stronie federacji wskazują, że ostatnie mecze rozegrali w grudniu, a potem, jeszcze przede epidemią, spotkania są już bez wyników… Ponoć jednak ich kobieca reprezentacja szykuje się do kolejnych występów.

Dodaj komentarz