Francja pokonana! Kto następny?

Kolejny turniej – kolejny krok dalej. W ten weekend kobieca reprezentacja Polski w rugby 7 do listy pokonanych drużyn dopisała wicemistrzynie olimpijskie, a do sukcesów – wygraną w pierwszym tegorocznym turnieju Rugby Europe Sevens. Poza tym Orkan postanowił przerwać serię mistrzostw Ogniwa i sięgnął po pierwsze złoto w historii klubu, również po raz pierwszy mistrzem Francji zostało Montpellier. A w bardzo ciekawym testowym spotkaniu Portugalia postraszyła Włochy.

Rugby Europe Sevens / reprezentacje Polski w rugby 7

W Lizbonie zaczęły się rozgrywki Rugby Europe Sevens na poziomie Championship, czyli zmagania o medale mistrzostw kontynentu, które ostatecznie zostaną przyznane za tydzień, na turnieju w Krakowie. W Lizbonie liczyliśmy przede wszystkim na naszą kobiecą reprezentację i ta nie tylko nie zawiodła, ale przeszła oczekiwania, triumfując w całym turnieju mimo znakomitych przeciwniczek.

Ta piękna historia zaczęła się już w pierwszym meczu turnieju, sobotnim starciu grupowym z wicemistrzyniami olimpijskimi z Francji. Meczu o wszystko, bo faza play-off składała się tylko z jednego spotkania i aby zagrać w finale imprezy, trzeba było po prostu grupę wygrać (za tydzień w Polsce, format będzie odrobinę zmieniony – dojdą półfinały). Co prawda były to Francuzki w składzie zmienionym w porównaniu z Tokio, bez uznanej w ubiegłym roku za najlepszą siódemkowiczkę na świecie Anne-Cécile Ciofani, ale jednak podobnym do tego, w którym grały w cyklu World Rugby Sevens Series (z ostatniego turnieju w Tuluzie, gdzie Francuzki zajęły piąte miejsce, było aż osiem zawodniczek, m.in. świetna Joanna Grisez). I Polki zagrały zagrały z rywalkami bardzo wyrównany mecz (po cztery przyłożenia obu ekip), zaprezentowały kilka znakomitych akcji, a w ostatniej meczu wydarły zwycięstwo: fantastycznie kopniętą z naszej połowy w pole 22 m rywalek piłkę dogoniła młodziutka Julia Druzgała i wygraliśmy 28:24. Cieszyła stuprocentowa skuteczność z podwyższeń, która zdecydowała o zwycięstwie (a z tym elementem gry w ostatnich miesiącach mieliśmy problemy). Kolejnymi przeciwniczkami były Czeszki i te Polki pokonały 41:0 (rywalki odgryzały się w pierwszej połowie, ale bez efektu – choć pewnie lepsza drużyna wykorzystałaby takie okazje), a na koniec pierwszego dnia – Belgijki. Tu szybko Polki wypracowały przewagę dwóch przyłożeń, ale Belgijki zmniejszyły straty, a w ostatniej akcji pierwszej połowy ratowała nas w obronie Małgorzata Kołdej. W drugiej połowie nasze zawodniczki dorzuciły kolejne dwa przyłożenia, a Belgijki zbyt późno wzięły się za odrabianie strat i ostatecznie Polki wygrały 24:19. W niedzielę dopełniły kompletu zwycięstw grupowych gromiąc najsłabszą w grupie Walię 47:12 (trener Urbanowicz dał tu dłużej pograć dziewczynom zwykle będącym nieco na drugim planie, swoje pierwsze przyłożenie w kadrze zdobyła debiutująca w niej Ilona Zajszliuk).

W finale nieoczekiwanie rywalkami Polek okazały się być Szkotki: w swojej grupie wyprzedziły dwie ekipy na co dzień występujące w WRSS – pokonały Irlandki, potem zremisowały z Hiszpankami. Szkotki okazały się bardzo trudnymi rywalkami: to one wyszły na prowadzenie i choć przed przerwą Polki odpowiedziały przyłożeniem i prowadziły 7:5, to straciły za żółtą kartkę Annę Klichowską. Szkotki zaczęły drugą połowę od wykorzystania przewagi, ale niemal natychmiast sprintem z własnej połowy odpowiedziała Małgorzata Kołdej i Polska prowadziła 12:10. Tuż przed końcem regulaminowego czasu gry znów Szkotki zapunktowały i trzeci raz w tym meczu objęły prowadzenie – Polkom została tylko jedna akcja, ale podobnie jak w meczu z Francją, zdołały ją wykorzystać. Po kilku fazach pod polem punktowym rywalek przyłożenie zdobyła Julianna Schuster i Polki wygrały 19:15.

Drużyn uczestniczących w meczu o trzecie miejsce zapewne wielu ekspertów spodziewało się w finale: Francja pokonała Irlandię. W meczu o piąte miejsce nieoczekiwanie Czeszki pokonały Hiszpanki. Cóż, dla ekip na co dzień grających w WRSS rozgrywki RE7s to zawody drugiego planu, Irlandki były w mocno zmienionym składzie w porównaniu do imprezy z Sewilli, gdzie się z nimi mierzyliśmy (m.in. bez Amee-Leigh Murphy Crowe), nieco mniej zmian w ekipie Hiszpanek. Nie ma co liczyć na to, że tak samo będzie w turnieju kwalifikacyjnym do Pucharu Świata, która odbędzie się za trzy tygodnie. Tam zadanie naszej ekipy będzie znacznie trudniejsze. Warto jednak zwrócić uwagę, że w Lizbonie przez sporą część turnieju radziliśmy sobie bez kontuzjowanej kapitan Karoliny Jaszczyzyn. Z kolei cieszył świetny występ Katarzyny Paszczyk, której przez dłuższy czas w kadrze nie było i pojawiła się dopiero w ostatnich turniejach towarzyskich.

Słabiej od koleżanek spisali się panowie, którzy zajęli w swoim turnieju ostatnie miejsce. W meczach grupowych wyraźnie przegrali z Niemcami, Włochami i Francją, nawiązując walkę jedynie z ubiegłoroczną rewelacją mistrzostw – Litwą. W starciu z nią co prawda szybko nasza reprezentacja straciła trzy przyłożenia i było 0:21, ale jeszcze w pierwszej połowie straty zmniejszył Szymon Sirocki, a w drugiej Polacy dominowali na boisku i zdobyli trzy przyłożenia. Jednak żadne z nich nie było podwyższone i w efekcie przegraliśmy jednym punktem, 20:21. W tej sytuacji Polska zagrała w meczu o dziewiąte miejsce z Gruzją. Zaczęło się dobrze, od przyłożenia, ale potem straciliśmy pięć z rzędu i ostatecznie przegraliśmy mecz 12:27.

W finale męskiego turnieju zmierzyły się dwie najlepsze ekipy ubiegłorocznych mistrzostw: Niemcy zrobili pierwszy krok w kierunku odzyskania tytułu mistrzowskiego wywalczonego w przedostatniej edycji mistrzostw w 2019 i wygrali 21:7. Trzecie miejsce zajęli Włosi, którzy wygrali z Belgią. Dopiero na piątym miejscu Francuzi, którzy na co dzień grają w WRSS – ale skład daleki od tego z rozgrywek elity.

Za tydzień w Krakowie panie w grupie zmierzą się z Irlandią, Niemcami, Rumunią i Czechami. W tej sytuacji trudno nie liczyć na awans do czołowej czwórki i na historyczne złoto mistrzostw Europy mamy szansę. Panowie z kolei będą walczyć na początek z Hiszpanią, Włochami, Portugalią i Litwą.

Ekstraliga

W kraju zapadły ostateczne (być może) rozstrzygnięcia w Ekstralidze. W niedzielny wieczór w Sopocie (znów z kamerami ustawionymi pod zachodzące słońce odbijające się w sztucznej murawie – kiepski to efekt, bo momentami są kłopoty z rozróżnieniem graczy obu drużyn) o mistrzostwo Polski zagrały broniące go Ogniwo Sopot i pierwszy raz grający w finale Orkan Sochaczew. Gospodarze nie mogli skorzystać ze środkowego Wiaana Griebenowa, ale za to ściągnęli na finał ze Szkocji Craiga Bachurzewskiego, a po kontuzji i półrocznej przerwie w grze w składzie znalazł się kapitan Piotr Zeszutek (obaj jako rezerwowi). Orkan z kolei grał bez środkowego Danco Burgera, który został na zgrupowaniu reprezentacji Namibii (sochaczewianie pewnie cieszyli się, że trener Namibii obył się przez parę dni bez Pietera Steenkampa).

Mecz świetnie zaczął Orkan, który już po paru minutach wjechał maulem autowym na pole punktowe Ogniwa, a chwilę potem dorzucił karnego Steenkampa i prowadził 10:0. Ogniwo miało duże problemy z dyscypliną, darowało sochaczewianom karne, a ci mogli lepiej wykorzystać sytuację – najpierw niedolot z karnego w aut, potem zbyt długo przygotowywany przez Steenkampa karny (skończyło się jakże słuszną interwencją sędziego i brakiem kopu). Na pierwszą groźniejszą akcję Ogniwa czekaliśmy prawie 20 minut, jednak już ona przyniosła zmniejszenie strat – maul autowy (tym razem po drugiej stronie boiska) i było 7:10. Mecz się wyrównał, żadna ze stron nie miała klarownych okazji. Wojciech Piotrowicz spudłował karnego, ale chwilę potem, w ostatniej akcji pierwszej połowy kolejnym karnym doprowadził do remisu 10:10.

Drugą połowę lepiej zaczęło Ogniwo. Znów Piotrowicz najpierw spudłował z karnego, ale zaraz potem się poprawił i było 13:10. Sopocianie dominowali w młynach. Co prawda Orkan próbował się odgryzać, ale po kwadransie gry i kolejnym karnym Piotrowicza zrobiło się 16:10. Od tego momentu jednak to Orkan konstruował groźniejsze ataki. Wciąż miał problemy w młynach, ale docierał znacznie bliżej linii bramkowej rywali, choć długo bez efektu. Steenkamp spudłował z karnego, ale w ostatnich minutach sochaczewianie nieoczekiwanie utrzymali młyn na 5 m Ogniwa, chwilę potem odzyskali piłkę i zaprezentowali fantastyczną akcję: Pieter Steenkamp obsłużył Michała Kępę, a następnie podwyższył z trudnej pozycji i Orkan wyszedł na jednopunktowe prowadzenie 17:16. Ogniwo dostało jeszcze dwie szanse: najpierw Wojciech Piotrowicz próbował karnego z połowy boiska, jednak piłka nie doleciała do bramki, a następnie po chyba odrobinę kontrowersyjnej decyzji sędziego (szarża Piotra Zeszutka zdawała się zdecydowanie za wysoka, tymczasem odgwizdano tylko przód) doszli w piłką na linię 5 m Orkana. Sochaczewianie jednak pilnowali się, a wypadnięcie piłki do przodu przedzierającemu się graczowi Ogniwa skończyło mecz.

Złote medale powiesili zatem na szyjach gracze Orkana, tytuł mistrzowski trafił pierwszy raz w historii do Sochaczewa. Powiew świeżości w polskim rugby.

Także i drugi mecz o medale odbywał się w Trójmieście i także w nim górą byli goście z Mazowsza. W Gdańsku Lechia grała ze Skrą Warszawa. Gospodarze zdobyli pierwsze punkty w meczu po karnym Pawła Boczulaka, ale to Skra próbowała efektownie atakować, choć bez efektu. Świetna była także w maulach, ale za to początkowo seryjnie traciła piłkę po własnych wrzutach z autu (skończyła to kontuzja młynarza). Sporo było błędów chwytu piłki i młynów, w których też przewagę miała Lechia. Do przerwy na tablicy wyników był remis 6:6. Po przerwie swoją szansę na przyłożenie miała Lechia po przebiciu się przez linię obrony Claude’a Johannesa (Zavien Klaasen nie złapał piłki w czystej pozycji), mieliśmy też próbę kopu na bramkę z drop goala. Potem nastąpił okres przewagi Skry – po dwóch kolejnych karnych prowadziła 12:6. Lechia musiała grać o wszystko, ale straciła kapitana, Marka Płonkę po żółtej kartce i pierwsze przyłożenie w tym meczu padło dla Skry: przebił się przez obrońców Vaha Halifonua i zrobiło się 19:6. To warszawiacy to końca atakowali, kolejne przyłożenie zdobył Violeti Kolo, a gospodarze byli bliscy honorowego przyłożenia dopiero w ostatniej akcji meczu – dali się jednak wypchnąć w aut. Skra wrócił na podium mistrzostw Polski po ponad 40 latach, wygrywając wyraźnie 26:6.

Czy na tym sezon się skończył? Niekoniecznie. Kluby, które protestowały wcześniej w sprawie gry Władysława Grabowskiego w barwach Ogniwa Sopot, poinformowały o złożeniu odwołania od decyzji KGiD.

Top 14

Ponad dekadę czekał Mohed Altrad zanim wydały oczekiwany owoc miliony pompowane w drużynę Montpellier – pierwsze w historii klubu mistrzostwo Francji. W finale na Stade de France w Paryżu w powtórce finału z 2018 spotkały się Montpellier i Castres. Pieniądze stały za ekipą spod znaku Altrada, ale przed czterema laty to Castres było górą, w sezonie zasadniczym zdołało też przeskoczyć Montpellier i skończyć go na pierwszym miejscu. To było jednak osobne spotkanie. Montpellier fantastycznie zaczęło mecz, w ciągu sześciu minut (od 6. do 12.) zdobywając trzy przyłożenia i wychodząc na prowadzenie 17:0. Pierwsze przyłożenie padło po dwóch błędach rywali, kolejne – gdy ich obrona poszła w rozsypkę. I choć to były jedyne trzy przyłożenia zwycięzców, Castres już do tego meczu nie zdołali wrócić – do przerwy Montpellier prowadziło 23:3, w drugiej połowie po długim okresie bez punktów (na boisku dominowało Castres, ale nic to mu nie dawało) było nawet 26:3 i dopiero parę minut przed końcem Castres zdołało zdobyć honorowe przyłożenie. Mecz zakończył się zwycięstwem Montpellier 29:10.

Mecze towarzyskie

W ten weekend mieliśmy już porządną zapowiedź letniego okienka testowego. Wyjątkowo ciekawie zapowiadał się mecz Portugalii z Włochami – dawno nieoglądane starcie Italii z rywalami z poziomu niżej z europejskiego podwórka. I jeśli ktoś miał wątpliwości, czy pod względem sportowym reprezentacje z Rugby Europe Championship zasługują na szansę gry w Pucharze Sześciu Narodów, to po tym meczu powinien się ich pozbyć: Portugalczycy bardzo postraszyli Włochów i byli bliscy zwycięstwa – prowadzili 10:0, 24:10, a na 10 minut przed końcem 31:24. Gwiazdą ich drużyny był skrzydłowy Rodrigo Marta, który zdobył dwa przyłożenia, a od hat-tricka oddzieliła go tylko wyjątkowo paskudna wysoka szarża tuż przed linią bramkową, po której sędzia Hollie Davidson (swoją drogą – pierwszy w historii w pełni kobiecy skład sędziowski w meczu testowym) podyktowała karne przyłożenie; zaliczył też asystę. Ostatecznie jednak w końcówce Marta zobaczył żółtą kartkę, Włosi zdobyli dwa przyłożenia (oba po maulach autowych, z którymi Portugalczycy nie umieli sobie poradzić) i wygrali po ciężkiej walce w Lizbonie 38:31. Przed nimi Rumuni i Gruzini.

Z Tokio rugbyści Japonii i Urugwaju przenieśli się na południe, do Kitakiusiu. W stolicy gospodarze wygrali tydzień temu 34:15, tym razem zwycięstwo było jeszcze wyższe – do kadry Japonii wrócił jej trener Jamie Joseph, a także kilku ważnych graczy i Japończycy wygrali 43:7, odpuszczając rywalom jedynie w końcówce spotkania (wtedy, na kilka minut przed ostatnim gwizdkiem, stracili jedyne przyłożenie, w okresie gry w osłabieniu). Warto jednak zwrócić uwagę, że drużyna Urugwaju opierała się na zawodnikach grających na co dzień w SLAR, a przed kolejnymi meczami latem spodziewa się wzmocnień.

Innym starciem drużyn z różnych poziomów światowego rugby było spotkanie Chile ze Szkocją (niestety Szkoci, choć wystawili mocny skład, nie potraktowali tego jako oficjalny mecz i nazwali swoją reprezentację Szkocją A – trudno odebrać to inaczej niż jako objaw lekceważenia wobec reprezentacji spoza elity). Przygotowujący się do decydujących gier o udział w Pucharze Świata gracze Chile przegrali w Santiago ze znacznie wyżej notowanymi rywalami 5:45. Szkoci dominowali na boisku i nie pozwalali na wiele gospodarzom. W składzie gości, którzy w najbliższych tygodniach będą grali z Argentyną pojawiło się sześciu graczy bez doświadczenia reprezentacyjnego, a hat-tricka zanotował wracający do reprezentacji Damian Hoyland (ostatni raz grał w niej bodajże w 2017).

Poza tym Holandia poniosła rozczarowującą porażkę z Zimbabwe – aż 7:30 (choć w rankingu WR byli sklasyfikowani dobrych kilka miejsc wyżej). To dobry prognostyk dla Zimbabwijczyków przed walką o awans na Puchar Świata, ale trzeba pamiętać, że na ich drodze do tego celu prawdopodobnie staną Namibijczycy. W Namibii zaś Welwitschias grali z Włochami A i przegrali 21:43.

Wyjątkowy charakter miał mecz Barbarians z Hiszpanią. Baabaas byli w ten weekend znacznie mniej francuscy niż przed tygodniem – tym razem trenerem był John Mulvihill, kapitanem Hadleigh Parkes, a w składzie był m.in. Joe Tekori czy Devon Toner. Dla tego ostatniego to był ostatni mecz w karierze (a próbował odejście na emeryturę podkreślić kopem z podwyższenia). Barbarians wygrali 26:7.

Święto rugby miało miejsce w Bangladeszu z udziałem reprezentacji tego kraju oraz Nepalu. We wtorek w Dhace rozegrano dwa mecze siódemkowe (oba wygrane przez gospodarzy bez straty punktu, 20:0 i 19:0), a w środę mecz piętnastek, także wygrany przez Bangladesz (31:7). To pierwsza międzynarodowa impreza rugbowa w Bangladeszu. Wszyscy jego reprezentanci pochodzili z tamtejszej armii.

Z kraju

Tydzień temu zakończył się sezon Ogólnopolskich Turniejów Dzieci i Młodzieży. Na czele klasyfikacji końcowej znalazły się dwa kluby z Trójmiasta, Lechia i Ogniwo, a za ich plecami Budowlani Lublin. W ostatni weekend rozegrano końcowe turnieje w Gdańsku: identyczną kolejnością jak klasyfikacja generalna skończyły się finałowe turnieje w kategoriach młodzików i miniżaków, natomiast wśród żaków jedyną zmianą było zastąpienie Ogniwa na drugim stopniu podium przez inną ekipę z wybrzeża, Arkę Rumia.

Przy zielonym stoliku zakończyły się piętnastkowe mistrzostwa Polski juniorów. Już i tak słabo obsadzone, nie potrzebowały takich dodatkowych „atrakcji”. W tym orzeczeniu Komisji Gier i Dyscypliny nie ma jednak nic zaskakującego – Lechia Gdańsk nie przyjechała na mecz o trzecie miejsce do Sochaczewa, rezygnując z walki o medal. Szkoda, faworytem nie była, ale mimo wszystko mało w tym sportowego ducha.

Nadzieje olimpijskie” rywalizowały w turnieju w Pradze w siódemkowym turnieju z udziałem reprezentacji Czech i Węgier. Trzy z czterech turniejów (juniorów i juniorek oraz kadetek) padły łupem reprezentacji gospodarzy, tylko w kategorii kadetów triumf odebrali im Polacy. Juniorzy skończyli rywalizację na drugim miejscu, a drużyny dziewczęce na miejscach trzecich.

Rezygnację z przewodniczenia Kolegium Sędziów PZR złożył Wiesław Piotrowicz.

„Stulecie polskiego rugby” Jacka Wierzbickiego mam już w ręku 🙂 W sprzedaży na razie w siedzibie PZR, ma też być do kupienia na mistrzostwach w Krakowie: https://pzrugby.pl/news/aktualnosc/JuzjestStuleciePolskiegoRugby,8539, zanim będzie dostępne wysyłkowo.

Ze świata

Na początek informacja z kobiecego rugby, zapomniana przed tygodniem: minęło 40 lat od pierwszego w historii międzynarodowego spotkania kobiecych piętnastek, rozegranego 13 czerwca 1982 w Utrechcie (Holandia przegrała z Francją 0:4). Tydzień temu w tym samym mieście zorganizowano obchody tego jubileuszu i w ich ramach rozegrano spotkanie – tym razem przeciwniczkami Holenderek były Belgijki i gospodynie wygrały 57:5.

Zakończyły się mecze grupy A kobiecych mistrzostw Afryki (Rugby Africa Women’s Cup) – w ostatnim spotkaniu Południowa Afryka rozgromiła Namibię aż 128:3. W przyszłorocznej edycji imprezy Południowa Afryka zagra na najwyższym poziomie, Zimbabwe na drugim, a Namibia na trzecim. Trzy kolejne grupy eliminacyjne będą rozgrywać swoje mecze jesienią.

Po raz czwarty poznaliśmy mistrza Major League Rugby. Finał pierwszy raz rozgrywany był na wschodnim wybrzeżu i tytuł mistrzowski także po raz pierwszy tam trafił. Rugby New York grało z dwukrotnymi mistrzami ligi, Seattle Seawolves, na Red Bull Arena pod Nowym Jorkiem (25 tysięcy miejsc, ale zajętych tylko 2 tysiące). Pierwsze punkty zdobyli goście ze Seattle, ale pierwszą połowę przegrali 8:14, a po przerwie nowojorczycy rozstrzygnęli losy spotkania. Wygrali 30:15. Jak będzie wyglądać kolejny sezon nie wiadomo – mówi się o nowych drużynach, a wszyscy zastanawiają się, co ze zdyskwalifikowanymi ekipami Gilchrista.

11 tysięcy ludzi oglądało na żywo w prowincjonalnym Kimberley decydujący mecz o Currie Cup. W nieoczekiwanym zestawieniu zmierzyły się drużyny Griquas i Pumas. Gospodarze, którzy ostatni raz wygrali to trofeum przed 52 laty, będą musieli czekać co najmniej rok dłużej – Pumas, którzy nigdy jeszcze nie grali nawet w finale, wygrali to spotkanie 26:19 (a prowadzili już nawet 26:9). W finale drugiego poziomu (First Division) Griffons dopełnili kompletu zwycięstw w sezonie wygrywając z Eastern Province 45:16 i za rok zagrają na wyższym poziomie.

Tytuł mistrza Niemiec obroniła drużyna SC Frankfurt 1880, która w finale Bundesligi Rugby w Heidelbergu pokonała TSV Handschuhsheim 29:17. To ósmy złoty medal frankfurtczyków w historii.

W nowozelandzkim Pukehoke odbył się siódemkowy turniej Oceania Super Sevens. W stawce czterech męskich drużyn triumfowali Nowozelandczycy, na drugim miejscu znalazła się Australia, na trzecim zaś Fidżi (mimo zwycięstwa nad Nową Zelandią w ostatnim spotkaniu). Ostatnią lokatę z kompletem porażek zajęło Tonga. W kobiecym turnieju mieliśmy dwie drużyny z Nowej Zelandii – z kompletem zwycięstw wygrały Black Ferns Ma, drugie były Australijki, a po jednym zwycięstwie odniosły Black Ferns Pango i Fidżi.

Rozpoczął się turniej U20 we Włoszech z udziałem reprezentacji krajów z Pucharu Sześciu Narodów, Gruzji i Południowej Afryki. W pierwszych meczach młodzi Francuzi pokonali Irlandczyków 42:21, Południowa Afryka – Anglików 30:22, Walia rozgromiła Szkocję 45:15, a Włochy wygrały z Gruzją 36:19.

Spośród kolejnych powołanych kadr na lato sporo uwagi przyciągała francuska. Fabien Galthié na wyprawę do Japonii nie zabrał kilku największych gwiazd. W składzie jest aż 17 potencjalnych debiutantów (z Nolannem Le Garrec’kiem na czele), i kilku graczy, którzy błysnęli tydzień temu w ekipie Barbarians (m.in. wraca po kontuzji kapitan Charles Ollivon, jedzie też na wschód Damian Penaud). Francuzów w Japonii początkowo czekała kwarantanna, ale po pozytywnych wynikach testów covidowych zostali z niej zwolnieni. Kadrę na wyjazd do Australii uzupełniał trener reprezentacji Anglii Eddie Jones – pojedzie weteran Danny Care (po czterech latach odstawki od reprezentacji) i bracia Vunipola (którzy nie grali w niej półtora roku). Wśród sześciu potencjalnych debiutantów nie ma Henry’ego Arundella – został powołany, ale bez szans na grę. Kłopot ma Jones na pozycji wiązacza – kontuzje złapali Alex Dombrandt i Sam Simmonds. Podróż Anglików do Australii zaczęła się od pozytywnego wyniku testu covidowego Jonny’ego May’a – czeka go tydzień izolacji. W reprezentacji Walii czterech zawodników z szansą na pierwszy występ międzynarodowy, a kapitanem zgodnie z zapowiedziami nie jest Alun Wyn Jones, ale Dan Biggar. Covid uderzył w reprezentację Nowej Zelandii przygotowującą się do gier z Irlandią – wyeliminował trenera Iana Hansena, dwóch członków jego sztabu i dwóch graczy. W tej sytuacji do ekipy dołączył awaryjnie m.in. były trener Irlandii Joe Schmidt. Z ciekawostek: francuscy Barbarians wybierają się do Houston na mecz ze Stanami Zjednoczonymi – w składzie m.in. Sébastien Taofifenua, Louis Picamoles czy François Trinh-Duc.

World Rugby oficjalnie ogłosiło zapowiadaną na tych łamach przed tygodniem zmianę protokołów antywstrząśnieniowych w rozgrywkach zawodowych: dla graczy, u których w przeszłości zdiagnozowano wstrząśnienie mózgu i takich, u których objawy pojawiły się jeszcze na boisku, przedłużono okres odstawienia od boiska z 7 do 12 dni. Powrót na boisko w każdym przypadku musi być zatwierdzony przez niezależnego konsultanta.

Z kolei Dave Rennie jest bardzo rozczarowany odrzuceniem przez World Rugby propozycji wprowadzenia 20-minutowej czerwonej kartki jako ogólnoświatowego prawa testowego – i prorokuje, że czerwone kartki zrujnują przyszłoroczny Puchar Świata. Narzeka na niejednolite podejście sędziów i przekonuje, że 20-minutowa czerwona kartka z jednej strony jest dotkliwa dla zawodnika, a z drugiej zmniejsza konsekwencje sędziowskich błędów (jak gdyby były one normą, a nie wyjątkiem).

Południowoafrykański dziennikarz Craig Ray poinformował, że Południowa Afryka prowadzi rozmowy na temat przyłączenia się do Pucharu Sześciu Narodów. Miałoby to nastąpić do 2025. Trzeba jednak pamiętać, że jeszcze niedawno szefowie Six Nations dementowali podobne pogłoski.

Z kalendarza holenderskiej federacji na kolejny sezon wynika, że rozgrywki Rugby Europe Championship będą rozgrywane w pięciu terminach (identycznych z Pucharem Sześciu Narodów, od 4 lutego do 18 marca 2023, z dwoma weekendami przerwy w środku). To zdaje się potwierdzać format REC, o którym już wcześniej pojawiały się informacje: dwie grupy po 4 zespoły, a potem półfinały i mecze o miejsca. Z tego samego źródła pochodzą informacje o terminarzu Rugby Europe Super Cup – wydaje się, że zmian formatu nie będzie, ale całość zostanie rozegrana jesienią (mecze grupowe we wrześniu i październiku, półfinały i finał w grudniu).

Mongolia miała być gospodarzem turnieju Asia Rugby Championship na czwartym jego poziomie (Division 3, grupa wschodnio-południowo-wschodnia). Niestety nie będzie – pozostali planowani uczestnicy (Guam, Laos i Indonezja) wycofali się. W tej sytuacji Mongolia dołączyła do grupy centralnej – na początku lipca w Biszkeku odbędzie się turniej z udziałem także Kirgistanu, Uzbekistanu i Kazachstanu.

Pojawiły się doniesienia o nadużyciach wobec pracowników w komitecie organizacyjnym Pucharu Świata 2023. Jego pracownicy skarżą się na metody zarządzania, sięgające po zastraszanie. Ministerstwo Sportu poprosiło o kontrolę tamtejszą inspekcję pracy.

Ifan Phillips, młynarz Ospreys, który w ubiegłym roku w wyniku wypadku motocyklowego stracił nogę, został trenerem młyna w klubie, w którym zaczynał swoją karierę – Crymych.

Z wieści transferowych:

  • wielokrotny reprezentant Argentyny, były gracz Jaguares, a ostatnio mistrz Anglii z Leicester Tigers, Matías Moroni, od przyszłego sezonu będzie grać dla Newcastle Falcons,
  • mistrzostwem Francji swoją karierę skończył wielokrotny reprezentant tego kraju, Guilhem Guirado (swoją drogą, skończył udział w finale schodząc z boiska na HIA).

A przed momentem World Rugby opublikowało decyzję odrzucającą apelację Hiszpanów w sprawie odjęcia im punktów w kwalifikacjach do Pucharu Świata 2023. Hiszpanie są zatem poza Pucharem Świata, Rumuni mają awans, a Portugalczycy zagrają z rywalami z innych kontynentów. Jednak sprawy zielonostolikowe chyba nie są skończone – podobno federacja hiszpańska jednak złożyła protest w sprawie występującego dla Rumunów Jasona Tomane. Gdyby doprowadzili do odebrania punktów Rumunom, bezpośredni awans miałaby Portugalia, a Hiszpanie zagraliby w barażu międzykontynentalnym – jednak wydaje się, że w tym przypadku trudno będzie im o negatywne dla Rumunów rozstrzygnięcie.

Polacy za granicą

Wieści o reprezentantach Polski z lig zagranicznych – jak zwykle sprzed tygodnia.

Szwajcaria:

  • Kacper Ławski i Patryk Reksulak (Yverdon – LNA) mistrzami Szwajcarii: w pierwszym składzie w finale ligi, w którym Yverdon pokonał Genève Plan-les-Ouates 37:27. Reksulak zdobył przyłożenie, przy dwóch kolejnych miał duży współudział i został wybrany najlepszym graczem swojej drużyny. Ławski zobaczył żółtą kartkę w ostatnich minutach meczu.

Zapowiedzi

Za tydzień w kraju wielkie święto: turnieje Rugby Europe Sevens o mistrzostwo kontynentu w Krakowie, na stadionie Wisły. Biorą udział nasze reprezentacje, a w rywalizacji kobiet liczymy na medal. „Szpony” planują być w weekend na trybunach, w związku z tym pewnie za tydzień pojawią się później niż zwykle 🙂 (chciałbym obiecać wtorek, ale też może być trudno z powodów zawodowych). Poza za tydzień baraż o grę w przyszłym sezonie Ekstraligi oraz finałowy turniej mistrzostw Polski kadetów w rugby 7 (ostatnie medale w tym sezonie do rozdania).

Na świecie też już klubowe granie w dużej mierze zamarło (we wtorek jest losowanie grup europejskich pucharów), za to pełną gębą zaczyna się letnie okienko międzynarodowe. Najciekawsze spotkania w sobotni poranek: najpierw Nowa Zelandia gra z Irlandią, potem Australia z Anglią. Poza tym m.in. starcia Południowej Afryki z Walią, Japonii z Francją, Argentyny ze Szkocją i Rumunii z Włochami. Rusza też finałowa faza Pucharu Afryki – przed nami mecze ćwierćfinałowe, z których najciekawiej zapowiadają się chyba starcia Zimbabwe z Wybrzeżem Kości Słoniowej i Ugandy z Kenią (zobaczymy też jak zaprezentuje się Algieria, w której skład pełen będzie graczy z lig francuskich).

4 komentarze do “Francja pokonana! Kto następny?”

  1. Dzięki za lekturę!
    Po obejrzeniu meczu Portugalii z Włochami nie mogę się doczekać co pokaże Rumunia i Gruzja choć i tak niestety wątpię by wpłynęło to na decyzje w sprawie awansów i spadków w Pucharze Sześciu Narodów.
    Polki w siódemkach – mega, mecz z Francuzkami i finał ze Szkocją były na najwyższym, światowym poziomie.

    Odpowiedz
    • Portugalia zrobiła imponujący postęp… Jeśli wejdzie na Puchar Świata, to na jej mecze będę szczególnie czekać (byłaby Anglia, Argentyna, Japonia i Samoa). Tylko te maule… Wystarczył karny w okolicy ich połowy i już mieli przerąbane.

      Odpowiedz
      • Tak z maulami sobie zdecydowanie nie radzili ale dzięki temu meczowi napewno zauważyli, że musza to poprawidź. I to będzie dla nich ważny sprawdzian, bo jeśli rzeczywiście to poprawią to będzie znaczyło że cały sztab i drużyna są już gotowi do walki z najlepszymi drużynami w Europie. Przy oglądaniu tego meczu można było się też lekko rozmarzyć i pomyśleć że Ci panowie na boisku w strojach o naszych barwach narodowych to nie Portugalia, a Polska. Niestety póki co to tylko marzenia jednak życzę naszej reprezentacji by zrobiła tak duży postęp jak Portugalczycy.
        Co do samego awansu na Puchar Świata, to czy już wiadomo coś więcej w sprawie tego kto zajmie miejsce 'Europe3′ w kwalifikacjach?

        Odpowiedz
        • Są tylko Europa 1 i Europa 2 (odpowiednio: Gruzja i Rumunia). Trzecia drużyna z kwalifikacji europejskich awansuje do barażu międzykontynentalnego (Portugalia). Oprócz niej będą w nim trzecia drużyna z kwalifikacji amerykańskich (Stany lub Chile), druga z afrykańskich i przegrany z barażu Azja–Pacyfik – wszystko ma się rozstrzygnąć jeszcze w lipcu, turniej barażowy zapewne jesienią.

          Odpowiedz

Dodaj komentarz