Kolejne spełnione marzenie: Kapsztad

O pisaniu historii przez nasze rugbystki wspominałem już kilka razy, a one się nie zatrzymują – w ten weekend wywalczyły awans na Puchar Świata w rugby 7 w Kapsztadzie. Równie piękną historię napisali rugbyści z Chile, którzy zdobyli kwalifikację na przyszłoroczny piętnastkowy Puchar Świata we Francji – jako pierwszy debiutant na tej imprezie od 12 lat. A na samych szczytach rugby Irlandczycy zanotowali pierwszą zwycięską serię z Nową Zelandią.

Kwalifikacje do Pucharu Świata w rugby 7 / reprezentacje Polski w rugby 7

W Bukareszcie rozegrano turniej, który niezwykle nas interesował: nasze drużyny rywalizowały o miejsca na Pucharze Świata w rugby 7. Rywalizacja toczyła się zarówno wśród mężczyzn, jak i kobiet, w stawce mieliśmy po 12 ekip, a miejsc do zdobycia było po cztery. Wśród uczestników nie było tych reprezentacji, które już uzyskały kwalifikację dzięki lokatom z poprzedniego Pucharu Świata: Francuzek, Francuzów, Anglików i Szkotów. Nie wiedzieć czemu o wyjazd na topową imprezę nie rywalizowały Szkotki. Turnieje miały nietypowy format: faza grupowa z podziałem na trzy czterozespołowe grupy, ale tabela jedna wspólna dla dwunastu drużyn. I na podstawie tej tabeli kwalifikacja do ćwierćfinałów. Trochę loteryjna, bo największą naszą obawą było trafienie dziewczyn w decydującym spotkaniu na którąś z drużyn ze światowego topu. To właśnie ćwierćfinały decydowały o awansie i na nich turniej się kończył (w sumie odrobinę szkoda).

Polki jednak znowu nie zostawiły nic kalkulacjom – zdobyły rozstawienie wśród najlepszych drużyn w ćwierćfinałach po prostu wygrywając wszystkie swoje mecze grupowe. W sobotę były to spotkania bez większej historii: pokonały Portugalki 40:5, a potem Szwedki 52:0. W ostatnim meczu grupowym, w niedzielny poranek, czekało je jednak już znacznie trudniejsze zadanie – ich rywalkami były Hiszpanki, będące przecież stałym uczestnikiem World Rugby Sevens Series. Mimo to Polki były górą – potrzebowały tylko półtorej minuty do pierwszego przyłożenia (Anna Klichowska po tym, jak uwagę obrony skupiła na sobie Katarzyna Paszczyk i oddała piłkę na offloadzie). Kolejne dorzuciły Małgorzata Kołdej i Natalia Pamięta i do przerwy prowadziliśmy 19:0. Niestety, zdobywając przyłożenie Pamięta odniosła kontuzję i musiała zejść z boiska. Po przerwie błyskawicznie przewagę do 26 punktów zwiększyła Paszczyk. Dopiero wtedy Hiszpanki zaczęły się odgryzać, ale choć zdobyły trzy przyłożenia, nie zagroziły Polkom – skończyło się wynikiem 31:15 (ostatnie przyłożenie było zasługą Klichowskiej, która chwyciła piłkę prosto ze wznowienia) i rozstawieniem Polek w ćwierćfinale. A tam Polki zmierzyły się z Niemkami. Rywalki stawiały opór przez pierwsze trzy minuty, ale potem worek z punktami dla naszej reprezentacji się rozwiązał i Polska wygrała 43:0. Przed Polkami wspaniała przygoda, udział w Pucharze Świata w rugby 7, zaplanowanym w Kapsztadzie od 9 do 11 września. Trudno przecenić ten sukces.

Oprócz Polek awans zdobyły Irlandki, Angielki i Hiszpanki. Tylko te ostatnie w ćwierćfinale czekała poważniejsza przeprawa – zmierzyły się z Belgijkami i wygrały tylko 14:12. Belgijki po pierwszej połowie prowadziły 12:7 i taki wynik utrzymywał się przez praktycznie całą drugą połowę. Dopiero na kilka sekund przed końcem Paula Requena przedarła się przez obronę Belgijek i przyłożyła piłkę między słupami, łamiąc zapewne serca rywalek, tak bliskich sprawienia sensacji.

O występie naszych panów lepiej zapomnieć. Po kolejnych roszadach w składzie turniej w Bukareszcie zaczęli od niezwykle bolesnej, chyba rekordowej porażki – przegrali z Irlandią (swoją drogą, drużyną ze światowej czołówki) aż 0:73. Potem był lepszy mecz z Włochami, przegrany 10:21, a na koniec kolejna bardzo bolesna porażka z Portugalią 0:51. Portugalczycy byli zresztą sprawcami niespodzianki: choć na etapie grupowym przegrali nie tylko z Irlandią, ale i z Włochami, w decydującym o awansie ćwierćfinale wyeliminowali dzięki zwycięstwu jednym punktem mistrzów Europy, Hiszpanię (niespodzianka, ale nie sensacja – w Krakowie Portugalczycy też ograli Hiszpanów, choć tylko w starciu grupowym). Pozostałe trzy bilety do Kapsztadu trafiły w ręce Walijczyków, Niemców i Irlandczyków.

Mecze towarzyskie

Ostatni tydzień międzynarodowego okienka zaczął się od meczu Māori All Blacks z Irlandią (tą oczywiście w rezerwowym składzie). Goście z Europy tym razem wygrali 30:24, odnosząc swoje pierwsze zwycięstwo w historii nad Maorysami. Znów błyszczał Gavin Coombes (który nie dostał szans w testach z Nową Zelandią), a także jego kolega z trzeciej linii młyna Nick Timoney. Irlandczycy, mimo straty pierwszego przyłożenia, w pierwszej połowie wyszli na prowadzenie 17:5 i w drugiej utrzymywali bezpieczną przewagę – Nowozelandczycy zmniejszyli stratę do sześciu punktów dopiero w ostatniej akcji meczu, po której zabrzmiał gwizdek kończący mecz.

Ubiegłotygodniowe pierwsze w historii zwycięstwo Irlandii nad Nową Zelandią w Nowej Zelandii i opisane wyżej pierwsze w historii zwycięstwie nad Māori All Blacks – to wszystko było dla Irlandczyków za mało. Przed nimi był ostatni test z Nową Zelandią i szansa na pierwsze w historii zwycięstwo w serii z tym rywalem (po poprzednich dwóch meczach był remis 1:1). W składzie All Blacks zobaczyliśmy m.in. Rogera Tuivasę-Shecka (międzynarodowy debiut w rugby union gwiazdy rugby league) i Sama Whitelocka (wyeliminowany tydzień temu z powodu urazu głowy). W piętnastce Irlandczyków w stosunku do ubiegłego tygodnia doszło do tylko jednej zmiany – Bundee Aki zajął miejsce Garry’ego Ringrose’a.

Irlandia zaczęła to spotkanie podobnie jak dwa poprzednie starcia z All Blacks: błyskawicznym przyłożeniem (tym razem Josh van der Flier po maulu). Dominowała przez całą pierwszą połowę (fizycznie i taktycznie), w której zdobyła dwa kolejne przyłożenia i schodząc na przerwę prowadziła 22:3. Druga połowa zaczęła się jednak lepiej dla gospodarzy, którzy zaczęli odrabiać stratę: przyłożenie Ardiego Savei, żółta kartka Andrew Portera (mocno kontrowersyjna – kto wie, czy nie powinna być czerwona), a w okresie gry w przewadze dwa kolejne przyłożenia (szczególnie godne uwagi to drugie, gdy Savea uruchomił we własnym polu 22 m Willa Jordana). Irlandczycy pozostali jednak na trzypunktowym prowadzeniu (25:22) dzięki karnemu w międzyczasie Jonathana Sextona (miał jeszcze jedną taką szansę w tym okresie, ale z połowy boiska trafił w poprzeczkę). Gdy siły się wyrównały, ponownie uderzyli i Rob Herring zdobył przyłożenie, które dało im prowadzenie 32:22. Ten wynik się już nie zmienił: All Blacks atakowali, ale Irlandczycy twardo się bronili. Dzięki temu zwycięstwu Irlandia znalazła się na szczycie rankingu World Rugby – drugi raz w swojej historii (poprzednio trafiła tam na moment tuż przed startem Pucharu Świata w Japonii w 2019). W Nowej Zelandii – cóż, wielu jest takich, którzy chętnie by zwolnili trenera Iana Fostera (zastępując go Scottem Robertsonem z Crusaders). Indywidualne osiągnięcie zanotował Sexton: przekroczył w tym meczu barierę tysiąca punktów w spotkaniach międzynarodowych.

Zwycięstwo w serii z rywalem z antypodów odnieśli też Anglicy: w trzecim, decydującym teście pokonali Australię i wracają do domu z bilansem 2:1. Australijczycy w tym meczu dali możliwość międzynarodowego debiutu w rugby union gwiazdy rugby league, Suliasiego Vunivalu; wstawili też do składu Reece’a Hodge’a (początkowo w tym okienku testowym przeznaczonego dla ekipy Australii A). Anglicy musieli dokonać wymuszonych kontuzjami zmian w młynie (trzeba było szukać zastępstwa dla Itoje i Underhilla), a na pozycji łącznika młyna znów pojawił się weteran Danny Care. Eddie Jones zmienił go jednak jeszcze przed końcem pierwszej połowy (kto wie, czy to nie był ostateczny koniec jego kariery reprezentacyjnej), wpuszczając na boisko młodziutkiego Jacka van Poortvlieta – Care popełniał błędy, a mecz w pierwszej połowie zdominowali Australijczycy, którym jednak brakowało szczęścia i wykończenia i zdobyli w tym czasie tylko jedno przyłożenie. Kiepski wynik, biorąc pod uwagę fakt, że Anglicy mieli zaledwie 70% skuteczności w szarżach. Na dodatek do przerwy to Anglicy prowadzili 11:10 dzięki przyłożeniu z ostatniej akcji tej odsłony (van Poortvliet asystował Freddiemu Stewardowi, uznanemu potem za najlepszego zawodnika meczu). W drugiej połowie Anglicy powiększali prowadzenie: karny Owena Farrella, później rajd przez pół boiska Marcusa Smitha i było 21:10. Australijczycy zaczęli się odgryzać, ale Samu Kereviego i Marikę Koroibetego przed zdobyciem przyłożeń powstrzymały szarże van Poortvlieta i Stewarda. Zdobyli co prawda w końcu przyłożenie, ale reszty strat już nie odrobili i przegrali ostatecznie 17:21.

Trzecią wielką parą letnich testów było zestawienie Południowej Afryki i Walii. Tu Europejczykom w tym tygodniu poszło gorzej: serię na swoją korzyść rozstrzygnęli gospodarze, wygrywając w ostatnim, decydującym spotkaniu 30:14. W składzie Springboks zaszło sporo zmian, wiele z nich powrotnych w porównaniu do pierwszego testu – w efekcie mieliśmy na boisku niezwykle doświadczoną ekipę (tylko dwóch graczy poniżej 10 gier w kadrze, a średnia przekraczała 40; setny występ Ebena Etzebetha w koszulce Springboks). W wyjściowej piętnastce Walii zaszły za to tylko dwie zmiany – z czego jedna wymuszona podczas rozgrzewki (wypadł ze składu Taulupe Faletau). Głównym bohaterem spotkania był Handré Pollard, który zdobył aż 2/3 dorobku swojej drużyny (przyłożenie oraz po trzy podwyższenia i karne). Zwycięstwo gospodarzy było zasłużone: dominowali na boisku przez większość spotkania, zmuszali Walijczyków do błędów i choć ci bronili się zażarcie, a Tommy Reffell zdobył swoje debiutanckie przyłożenie w kadrze, trzykrotnie Springboks przełamali ich obronę. Znamienna była końcówka, w której Walijczycy byli dalecy od prób odrabiania strat – przez ostanie 10 minut gra toczyła się na ich połowie.

Zwycięstwo w serii z ekipą z południowej półkuli wypuściła z rąk w ostatniej chwili Szkocja. Po dwóch testach w Argentynie był remis 1:1. Argentyna przed trzecim testem straciła kolejnych czterech kontuzjowanych zawodników, w tym kapitana Juliana Montoyę; Szkocję poprowadził Hamish Watson, a w składzie był debiutant Ollie Smith. Szkoci zbudowali w tym spotkaniu 15-punktową przewagę: po wyrównanej pierwszej połowie, na początku drugiej dzięki dwóm przyłożeniom wyszli na prowadzenie 28:13. Argentyńczycy zaczęli jednak stopniowo odrabiać straty. W chwili gdy zegar zaświecił się na czerwono, przegrywali 27:31. Jednak w ostatniej akcji meczu zwycięstwo 34:31 dał im Emiliano Boffelli (na co dzień gracz szkockiego Edynburga), który zdobył przyłożenie i dorzucił podwyższenie.

W Montevideo Urugwajczycy wzięli rewanż na Rumunii za porażkę sprzed tygodnia. Mecz zaczął się od karnego przyłożenia dla Rumunów, ale w ciągu kolejnych 20 minut gospodarze zdobyli 3 przyłożenia i wyszli na prowadzenie 19:14. Później tempo zdobywania punktów spadło. Przed przerwą Rumuni zmniejszyli stratę z karnego, ale Urugwajczycy dorzucili przyłożenie po przerwie i wygrali 26:20. Tym razem Rumuni grający w rezerwowym składzie popełniali zbyt wiele błędów (choćby w ruckach), aby wygrać to spotkanie.

W Europie (no, takiej umownej) Gruzja grała z Portugalią – dwie ekipy z zaplecza elity, które ostatnio świetnie pokazały się w meczach z Włochami. Parę miesięcy temu, w tegorocznych rozgrywkach REC w starciu tych dwóch ekip padł sensacyjny remis. Teraz znów było blisko remisu, ale Gruzini, w których składzie znalazło się kilku młodych zawodników (w tym dwóch debiutantów), tym razem jednak zwyciężyli. Goście stawiali zacięty opór w pierwszej połowie, w której punkty padały tylko z karnych – Gruzini prowadzili po niej tylko 9:6. Po przerwie zrobiło się 9:9, a chwilę potem Gruzja odskoczyła na 7 punktów. Długo się to nie zmieniało, aż na kilka minut przed końcem Rodrigo Marta po indywidualnym rajdzie zdobył przyłożenie – do wyrównania brakło skutecznego podwyższenia (piłka uderzyła w słupek). Kropkę nad zwycięstwem Gruzji postawiła chwilę potem inna wschodząca gwiazda, Dawit Niniaszwili, który zdobył rozstrzygające przyłożenie. Gospodarze wygrali 23:14.

Nie milkną echa zwycięstwa Gruzji nad Włochami sprzed tygodnia, ale są one odrobinę ponure. M.in. Octavian Morariu, przewodzący Rugby Europe, stwierdził, że nie ma nadziei na zwiększenie ilości gier pomiędzy drużynami z zaplecza i tzw. elity.

Kwalifikacje do Pucharu Świata

Tym razem chodzi o kwalifikacje do Pucharu piętnastkowego, zaplanowanego na 2023 we Francji. W ten weekend rozegrano rewanżowe spotkanie ostatniego dwumeczu w strefie amerykańskiej – po jednopunktowej porażce ze Stanami Zjednoczonymi na swoim boisku Chile pojechało do Glandale aby próbować odrobić tę niewielką stratę w rewanżowym spotkaniu na terenie rywali. Początkowo się na to nie zanosiło: w ciągu pierwszych 30 minut punktowali tylko Amerykanie, którzy zdobyli trzy przyłożenia i prowadzili 19:0 (dwa przyłożenia znanego z siódemek Martina Iosefo, trzecie oraz dwa podwyższenia AJ MacGinty’ego). Amerykanie dominowali w młynie i wielu w tym momencie położyło już kreskę na Chilijczykach. Jednak wtedy żółtą kartkę zobaczył Nick Civetta, a przyjezdni wykorzystali pozostałe parę minut pierwszej połowy do redukcji strat: po dwóch przyłożeniach Amerykanie prowadzili już tylko 19:14. Drugą połowę od przyłożenia zaczęli gospodarze, tym samym odpowiedzieli goście, MacGinty dorzucił karnego, a na kwadrans przed końcem dzięki przyłożeniu z podwyższeniem Chile zmniejszyło stratę do 1 punktu. Emocje sięgały zenitu. Na pięć minut przed końcem Santiago Videla dostał szansę kopu z karnego z ok. 40 m i wykorzystał ją (w sumie zdobył w tym meczu 16 punktów) – Chile pierwszy raz w tym meczu wyszło na prowadzenie (31:29, w dwumeczu zaś 52:51). Na minutę przed końcem podobną szansę miał dostać AJ MacGinty, ale sędzia zmienił decyzję, karnego dał gościom i chwilę później Chilijczycy mogli się cieszyć z największego sukcesu w historii rugby w tym kraju – wynik do końca się nie zmienił i wygrali w dwumeczu jednym punktem.

Awansowali na Puchar Świata we Francji jako pierwsza drużyna, której nie było w 2019 w Japonii i jednocześnie pierwszy debiutant od 12 lat (poprzednim była Rosja w 2011). We Francji w fazie grupowej zmierzą się z Anglią, Japonią, Argentyną i Samoa. Zrobili ogromny postęp w ostatnich latach, wyeliminowali z gry Kanadę i Stany Zjednoczone. Dość powiedzieć, że z tymi ostatnimi jeszcze trzy lata temu przegrywali 8:71 (a w historii wzajemnych zmagań wygrali tylko raz, przed 20 laty). Spory udział w tym sukcesie ma pewnie profesjonalizacja, która przyszła do tego kraju wraz ze SLAR i utworzeniem Selknamu. Amerykanie wciąż mają szansę w barażu, ale kto wie, czy to nie będzie pierwszy przypadek w historii, gdy Puchar odbędzie się bez drużyny z Ameryki Północnej.

Zostały jeszcze dwa miejsca do rozdania. Za tydzień jedno z nich zajmie zwycięzca meczu Tonga z Hongkongiem, a w listopadzie cztery drużyny (Portugalia, Kenia, Stany Zjednoczone i przegrany z przyszłotygodniowego meczu, zapewne Hongkong) zmierzą się w turnieju o ostatni bilet. Jak wypowiedział się dla portugalskich mediów szef tamtejszej federacji, turniej ma odbyć się w Dubaju (choć World Rugby jeszcze tego nie potwierdziło oficjalnie). Wygląda na to, że gra tak naprawdę będzie się toczyć między Portugalią i Stanami.

Z kraju

Z wieści transferowych:

  • nie zobaczymy w przyszłym sezonie w Ekstralidze Antona Szaszero. Świetny ukraiński łącznik ataku, siła napędowa Arki Gdynia, odchodzi do mistrza Gruzji, RC Batumi (z perspektywami na grę w Super Cup, o czym niżej);
  • z Pogoni Siedlce odchodzi Tongijczyk Patelesio Sili – będzie grać w Le Creusot, we francuskiej lidze Fédérale 2;
  • Sam Phiri, najskuteczniejszy pod względem liczby przyłożeń w ostatnim sezonie gracz Juvenii Kraków, w nowym sezonie będzie grać w Lechii Gdańsk. Lechia ogłosiła także nowy duet trenerów: głównym trenerem będzie Paweł Lipkowski, który prowadził już Lechię do medali mistrzostw Polski, a trenerem młyna Rafał Kwiatkowski.

Ze świata

Zwycięstwem Samoa zakończył się turniej Pacific Nations Cup. Wyspiarska ekipa sprawiła w ten weekend niespodziankę, dorzucając do kompletu turniejowych zwycięstw wygraną nad gospodarzami gier – Fidżi. Fidżyjczycy świetnie mecz zaczęli i do przerwy prowadzili 17:3. Jednak po przerwie lepsi byli rywale i to oni ostatecznie zwyciężyli 23:20. Bohaterem był zmiennik Ray’a Niuli, zdobywcy trzech przyłożeń z poprzedniego meczu, Seilala Lam – pojawił się na boisku po przerwie i zdobył dwa przyłożenia po maulach. W ostatnich minutach gospodarze bardzo przycisnęli rywali, ale bez skutku. Samoa czwarty raz w historii triumfowała w turnieju, a Fidżi zajęło w nim dopiero trzecie miejsce (choć gospodarze na pewno liczyli na więcej). Drugie miejsce w turnieju zajęła Australia A po zwycięstwie 39:22 nad Tonga.

Cztery mecze kobiet odbyły się w Nowej Zelandii – kończył się w ten sposób turniej Oceania Rugby Womens Championship. W stawce czterech drużyn triumfowało z kompletem zwycięstw Fidżi – w ostatnim tygodniu Fidżyjki pokonały Samoa i Tonga, które zajęły ostatecznie odpowiednio miejsca drugie i trzecie. Ostatnie były rugbystki z Papui-Nowej Gwinei – ich porażki w dwóch ostatnich meczach były nieco niższe od rekordowego 0:152 z Fidżi sprzed tygodnia, a w ostatnim meczu z Tonga zdobyły nawet przyłożenie (skończył się porażką 7:108).

Na początku ubiegłego tygodnia rozegrano finałowe mecze młodzieżowego turnieju Six Nations Summer Series U20. Zwycięzcą rozgrywek została Południowa Afryka, która w finale odniosła zwycięstwo pewniejsze od wcześniejszych, grupowych – pokonała Walię 47:27 (już po pierwszej połowie w przyłożeniach było 4:0). Trzecie miejsce przypadło młodym Włochom, którzy pokonali Anglię 38:31 – piękny sukces Italii, która ostatnio radzi sobie w grupach młodzieżowych niejednokrotnie lepiej niż ekipy z Wysp. W meczu o piątą lokatę Francja wygrała z Gruzją 44:17 mimo gry przez pół meczu w czternastkę (wynik wysoki, ale spotkanie mogło potoczyć się różnie). W meczu o siódme miejsce Irlandia zwyciężyła Szkocję 41:24 – Szkoci kontynuują bardzo bolesną serię porażek, która sięgnęła już 14. W najlepszej piętnastce turnieju mamy reprezentantów wszystkich ośmiu nacji, które brały udział w turnieju (włącznie ze Szkocją). Najwięcej, bo trójka, pochodzi z ekipy Francji, a cieszy obecność w zestawieniu po dwóch Włochów i Gruzinów.

W Nowej Zelandii ruszyły kobiece mistrzostwa prowincjonalne – Farah Palmer Cup. Obrończynie tytułu, Waikato, pokonały Manawatū Cyclones 33:24, a wicemistrzynie, Canterbury, wygrały z Wellington Pride 43:5. W rozgrywkach bierze udział 13 drużyn: 7 na poziomie Premiership i 6 na jego zapleczu.

Nasze dziewczyny wywalczyły udział w Pucharze Świata w Rugby 7, a tymczasem World Rugby ogłosiło także bardzo interesujące nasze zawodniczki rozstawienie drużyn w turnieju kwalifikacyjnym do World Rugby Sevens Series. Oba challengery, męski i żeński, odbędą się 12–14 sierpnia w stolicy Chile, Santiago. Stawka 12 drużyn, awans może wywalczyć tylko jedna. Polki w fazie grupowej zmierzą się z Belgią, Papuą-Nową Gwineą i Argentyną. Jest to grupa, którą powinny wygrać. Schody zaczną się w fazie play-off. W innych grupach są bowiem Chinki i Japonki, które poznały smak WRSS (obie drużyny należały do tych na stałe grających w cyklu, Chinki po raz ostatni w 2019, gdy nawet były w ćwierćfinale w Biarritz, a Japonki, po raz ostatni w 2018, ale później dostawały liczne szanse przed igrzyskami w Tokio), a także ekipy afrykańskie (Południowa Afryka nie słynie z żeńskich siódemek, ale buduje drużynę na Puchar Świata, który będzie rozegrany przecież właśnie tam). Ale po tegorocznych występach trudno nie stawiać Polek w roli faworytek turnieju. Format turnieju ma być powtórzony z igrzysk olimpijskich. Tymczasem planowana arena zmagań, stadion Santa Laura w Santiago, ma murawę w fatalnym stanie po ubiegłotygodniowym meczu Chile ze Stanami Zjednoczonymi.

A mistrzostwo Europy zdobyte przez naszą kobiecą reprezentację, ściągnęło na nią uwagę World Rugby – na stronie światowej organizacji pojawił się tekst na temat naszych dziewczyn: https://www.world.rugby/news/731616/historic-european-success-gives-poland-confidence-for-rugby-world-cup-sevens-2022-qualifier.

Stawka ośmiu drużyn w Rugby Europe Super Cup została uzupełniona. Drugie miejsce pozostałe po wykluczeniu ekip z Rosji zajmie mistrz Gruzji (nowy pracodawca Antona Szaszero), RC Batumi (pierwsze zajęła rumuńska franczyza Romanian Wolves). Będziemy mieć zatem we wschodniej grupie dwie drużyny z Gruzji i po jednej z Izraela i Rumunii. Na zachodzie zaś bez zmian. Dla Gruzinów to na pewno świetna szansa dla dalszego rozwoju. A czy za rok zobaczymy w tych rozgrywkach polską ekipę, jak przebąkiwano swojego czasu?

Żniwo kontuzji, jakie zebrały lipcowe testy (spore kłopoty mieli Australijczycy, Argentyńczycy, Anglicy…) prowokuje do rozważania zmian w przepisach, które mogłyby zredukować ten bolesny (nomen omen) problem. Wśród głosów na ten temat jest i tekst Roberta Kitsona w Guardianie, w którym powraca z pomysłem ograniczenia liczby zmian zawodników na boisku: https://www.theguardian.com/sport/2022/jul/12/rugby-cannot-overlook-contact-issues-and-stoppages-undermining-game.

W irlandzkiej prasie pojawiły się informacje o przymiarkach to rozgrywek irlandzko-południowoafrykańskich, w których wzięłyby udział cztery drugie drużyny irlandzkich regionów (Leinster A, Munster A itd.) i trzy ekipy z Currie Cup, które nie mają drużyn w URC (Cheetahs, Pumas i Griquas). Zastanawiają się, jak to pogodzić z rozgrywkami All-Ireland League, w których w ostatnich sezonach zawodnicy drugich drużyn regionalnych uczestniczyli (w swoich macierzystych klubach).

World Rugby zapowiedziało, że wszystkim drużynom uczestniczącym w tegorocznym Pucharze Świata kobiet zostaną zaoferowane ochraniacze na zęby zbierające dane dotyczące uderzeń w głowę, pomocne przy diagnozowaniu wstrząsów i mikrouszkodzeń mózgu. A zaledwie 41-letni Ryan Jones, były kapitan reprezentacji Walii, jest kolejnym byłym graczem rugby, u którego zdiagnozowano demencję.

Zmarł Ken Kennedy, wielokrotny reprezentant Irlandii z przełomu lat 60. i 70., uczestnik British & Irish Lions z 1966 i 1974.

Ruszył nowy sezon ligi rosyjskiej. Zaczęło się od falstartu: pierwszy mecz miały rozegrać WWA i CSKA, ale ta druga ekipa wycofała się z rozgrywek. STM-Jenisiej, mistrzowie kraju, pierwszy mecz zagrają dopiero we wtorek, a wicemistrzowie, Lokomotiw Penza, rozgromili 81:0 beniaminka, Chimika Dzierżyńsk (z okolic Niżnego Nowogrodu).

Z wieści transferowych: karierę kończy niemal stukrotny reprezentant Walii, dwukrotny uczestnik British & Irish Lions, ostatnio grający dla Waratahs w Australii – Jamie Roberts (tuż przed ogłoszeniem emerytury trenował z reprezentacją Walii, awaryjnie zaproszony przez Wayne’a Pivaca, aby pomóc kadrze).

Do poczytania: rzadki tekst o rugby po polsku, tym razem na facebookowym profilu Prosto z autu o tym, jak się zmieniało rugby w Gruzji. Podobny temat, tym razem po angielsku, poruszył Alex Bywater w Daily Mail: https://www.dailymail.co.uk/sport/rugbyunion/article-11003347/Georgia-record-victory-tier-one-nation-28-19-win-Italy.html.

Zapowiedzi

Okienko międzynarodowe właściwie skończyło się. Przed nami dwa testy kobiece (Kanada – Włochy i Japonia – Południowa Afryka) oraz ostatni z letnich meczów o kwalifikację na Puchar Świata w Rugby w 2023: w Australii Tonga zagra z Hongkongiem o przedostatni bilet na tę imprezę. W siódemkach ostatnie młodzieżowe turnieje pod egidą Rugby Europe, tym razem bez naszych reprezentacji.

8 komentarzy do “Kolejne spełnione marzenie: Kapsztad”

  1. Zwycięstwo Chilijczyków bardzo mnie ucieszyło, takie mecze gdzie nie wygrywa faworyt dodają magii w sporcie pokazując, że tak naprawdę każdy może ten awans wywalczyć, trzeba tylko ciagle trenować i nie przestawać marzyć. Mam nadzieję, że Chilijczycy do sierpnia poprawią stan murawy na swoim stadionie, tak by naszym zawodniczkom przyjemnie było pokonywać światowe rywalki.

    Odpowiedz
  2. Dzięki za dobrą lekturę!
    Przyznam, że bardzo ciekawe jest podejście trenera Eddiego Jonesa do młodych zawodników. Toć Jack van Poortvliet był dopiero 3 dziewiątką w Leicester Tigers (w finale grał Wigglesworth i Youngs – obaj co ciekawe to Anglicy), a tu nagle chłopak wychodzi w XV Anglików. Rok temu podobnie stawiał (choć tylko z ławki) na innych klubowych rezerwowych Raffiego Quirke’a (9-tka z Sales) czy Nicka Dolly (młynarz z Leicester, który rok temu nie grał nawet w Premiership). To w porównaniu do innych ekip wyjątkowe.
    No i bardzo fajny news o tej lidze irlandzko-afrykańskiej – choć śledzę portale o rugby w RPA tego nie wyłapałem, zatem duży szacun za „risercz”!
    Wszystkiego dobrego.

    Odpowiedz
      • No wiesz, Ben Youngs był w kadrze więc z pół sezonu nie grał w klubie, więc się zrobiło miejsce dla młodziaka (bo fakt, że 2 pierwszych ma razem ponad 72 lata!). Podaję to tylko jako ciekawy przykład szukania talentów do kadry narodowej nawet w tak silnej federacji jak angielska. Na mnie to robi wrażenie.
        A linka już odpalam i się dokształcam – dziękuję.

        Odpowiedz

Dodaj komentarz