Wasps zawieszeni

Nasze reprezentantki wygrały Elche 7s, a PZR poinformowało o planie obozu piętnastkowej reprezentacji mężczyzn w Walii na początku listopada. Na świecie: Emily Scarratt dała zwycięstwo Anglii nad Francją w kobiecym Pucharze Świata, Stade Français wygrało mecz w niesamowity sposób, kolejna drużyna została zawieszona w angielskiej Premiership (za to pozostałe zagrały kilka niezłych meczów), a w tym samym kraju ruszył Puchar Świata w Rugby League.

Puchar Świata kobiet

Za nami drugi weekend kobiecego Pucharu Świata. Swoje drugie zwycięstwa zaliczyły Nowa Zelandia, Kanada i Anglia. Drugie porażki – Szkocja, Japonia i Południowa Afryka.

Największym hitem tej kolejki było starcie grupy C pomiędzy Anglią i Francją (zdaniem wielu ekspertów próba generalna finału). Górą były Angielki, ale zwycięstwo im łatwo nie przyszło – było tylko 13:7. Od początku miały zdecydowaną przewagę na boisku, zepchnęły rywalki do obrony, ale pierwsze przyłożenie zdobyły dopiero po 25 minutach i jak się potem okazało – było to jedyne ich takie osiągnięcie w tym spotkaniu. Zacięta obrona Francji kosztowała tę ekipę kilka kontuzji (m.in. musiała zejść z boiska Laure Sansus, najlepsza zawodniczka ostatniego Pucharu Sześciu Narodów). Pierwszą połowę Angielki wygrały 10:0. W drugiej połowie znów dominowały na boisku, ale do swojego dorobku dorzuciły tylko 3 punkty z karnego. Francuzki szybko odpowiedziały (w akcji wyróżniła się znana z siódemkowych boisk Joanna Grisez), jednak nic więcej nie zdziałały – to Angielki wciąż przeważały. Wszystkie 13 punktów dla Anglii zdobyła gwiazda tej drużyny, Emily Scarratt.

W drugim meczu tej grupy Fidżyjki odniosły historyczne, pierwsze zwycięstwo w występie na Pucharze Świata – odrobinę nieoczekiwanie pokonały Południową Afrykę 21:17. W pierwszej połowie prowadziły 7:0, a na sam jej koniec 14:7. W drugiej rywalki wyrównały, a tuż przed końcem zdobyły trzy punkty z karnego dające im prowadzenie – i wydawało się, że w ten sposób rozstrzygnęły mecz na swoją korzyść. Fidżyjki dostały jednak jeszcze jedną szansę, odzyskały piłkę po wznowieniu i zdobyły upragnione przyłożenie. Wygrały zasłużenie: miały przewagę na boisku, a świadczą o niej choćby dwa przyłożenia nieuznane przez sędziego.

W grupie B (najbardziej wyrównanej, mamy tu trzy ekipy na podobnym poziomie) Włoszki nie powtórzyły sukcesu sprzed tygodnia i tym razem w starciu z ekipą z Ameryki Północnej musiały uznać wyższość Kanadyjek. Co prawda to Europejki zdobyły pierwsze przyłożenie w meczu, w pierwszej jego minucie (piękna akcja Vittorii Minuzzi przez pół boiska), ale Kanadyjki odpowiedziały dwoma przyłożeniami w pierwszej połowie i dwoma w drugiej. Pewnie prowadziły 22:5 i przyłożenie Włoszek na sam koniec spotkania nic już nie zmieniło: Kanada wygrała 22:12. W jej szeregach znów wyróżniła się Emily Tuttosi – do trzech przyłożeń z pierwszej kolejki dorzuciła kolejne dwa w tym meczu.

W drugim spotkaniu w tej grupie spotkały się ekipy z porażkami z pierwszej kolejki na koncie. Amerykanki nieoczekiwanie długo miały kłopoty z Japonkami. To Azjatki zdobyły jedyne przyłożenie w pierwszej połowie, zaraz na początku spotkania, i prowadziły 5:0, a schodząc na przerwę 5:3. Co prawda po przerwie Amerykanki zaczęły punktować, ale jeszcze w 51. minucie Japonki odzyskały przewagę (było wtedy 10:8). Jednak w kolejnych 20 minutach ekipa Stanów Zjednoczonych zdobyła trzy kolejne przyłożenia, na sam koniec spotkania dorzuciła kolejne i ostatecznie wygrała z punktem bonusowym 30:17.

W grupie A gospodynie turnieju, Nowozelandki, nie dały szans Walijkom. Co prawda przez pierwsze 20 minut meczu nie padły żadne punkty, ale w ciągu drugich 20 minut pierwszej połowy Nowozelandki zdobyły aż cztery przyłożenia (w tym dwa w wykonaniu Portii Woodman). Walijki odpowiedziały dopiero na koniec tej części spotkania, ale przegrywały już 7:22. Po przerwie w ciągu kolejnych 20 minut Nowozelandki zdobyły następne cztery przyłożenia, a w końcówce dorzuciły jeszcze dwa (dopiero wtedy pozwalając Walijkom na odpowiedź) i ostatecznie wygrały 56:12. Nowa Zelandia ma już pewny awans do ćwierćfinału, a Portia Woodman pięć przyłożeń na koncie w statystykach turnieju. Trener Black Ferns jednak narzeka na dużą ilość podarowanych rywalkom karnych – problemy z dyscypliną spowodowały, że Nowozelandki pod koniec niedzielnego meczu grały przez chwilę nawet w trzynastkę.

W drugim spotkaniu tej grupy, gdzie mierzyły się Australia i Szkocja, mieliśmy nadspodziewanie dużo emocji. Pierwszą połowę nieoczekiwanie wygrały Szkotki 12:0 dzięki dwóm przyłożeniom po maulach autowym (w tym jednemu karnemu). Po pierwszym brakło skutecznego podwyższenia, co potem okazało się kluczowe dla wyniku. W drugiej połowie długo wynik się nie zmieniał i dopiero po upływie 20 minut Australijki złapały kontakt dzięki przyłożeniu Bienne Terity. Na prowadzenie wyszły dopiero pięć minut przed końcem meczu dzięki kolejnemu przyłożeniu z podwyższeniem – była to jednak minimalna przewaga, 14:12. Na dodatek moment później czerwoną kartkę zobaczyła rezerwowa młynarka Wallaroos Ashley Masters za szarżę z uderzeniem głowę w głowę. W 81. minucie Australijki cieszyły się już ze zwycięstwa, ale sędzia wróciła do kolejnego wejścia ramieniem w głowę, pokazała czerwoną kartkę podstawowej młynarce Adianie Talakai (która moment wcześniej wróciła na boisko) i Szkotki miały jeszcze jedną szansę na zmianę wyniku, grając z podwójną przewagą. Zmarnowały ją: w ciągu kolejnych trzech minut nie osiągnęły sukcesu i wreszcie straciły piłkę. Australia wygrała 14:12, a Szkotki mogą cieszyć się tylko z drugiego bonusu defensywnego za drugą minimalną przegraną. Swoją drogą, kto zagra na pozycji nr 2 w drużynie Australii za tydzień?

Top 14

W siódmej rundzie spotkań najbardziej niesamowity przebieg miało spotkanie Pau ze Stade Français. Pierwsze przyłożenie w meczu zdobyli paryżanie, ale ostatnia drużyna w tabeli zdominowała pozostałe 30 minut pierwszej połowy: dwa przyłożenia Daniela Ikpefana i 19 punktów z kopów Zacka Henry’ego dały im spore prowadzenie 29:7. W drugiej połowie długo ten wynik się utrzymywał, a gdy na 20 minut przed końcem czerwoną kartkę zobaczył Marcos Kremer, wydawało się, że goście są skazani na porażkę. Tymczasem oni, grając w czternastkę, w okresie ostatniego kwadransa odwrócili losy meczu, zdobywając 24 punkty (w tym trzy przyłożenia). W ostatniej akcji meczu przyłożeniem doprowadził do remisu po świetnej akcji Harry Glover, a podwyższeniem dobił gospodarzy Joris Segonds. Ostatecznie Pau przegrało 29:31.

Jednym z hitów kolejki miał być mecz dwóch ekip z dużymi ambicjami, ale mających kiepski początek sezonu: Bordeaux i Racingu 92. Na początku spotkania mieliśmy pojedynek kopaczy: po 20 minutach Matthieu Jalibert przegrywał w nim z Finnem Russellem 6:9. Do przerwy prowadzili jednak gospodarze, których ładną akcję wykończył przyłożeniem Mahamadou Diaby, Jalibert dorzucił punkty z kopów i było 16:9. Kontynuowali świetną passę na początku drugiej części spotkania, gdy w ciągu 5 minut zdobyli kolejne 10 punktów (w tym drugie przyłożenie Diaby’ego). Ostatecznie Bordeaux wygrało 29:17, choć w końcówce paryżanie zrobili wiele, aby odwrócić losy meczu.

W niedzielnym meczu La Rochelle grało z Tulonem. Miejscowi powoli zdobywali przewagę – dwa rzuty karne (jeden wywalczony w grze w osłabieniu) – za to skutecznie się bronili. Pod koniec pierwszej połowy pierwsze przyłożenie zdobył po sprytnym podkopnięciu Ulupano Seuteni, ale tulończycy natychmiast odpowiedzieli przyłożeniem Mathieu Bastereaud i do przerwy było 11:5. Na początku drugiej połowy nastąpiły kluczowe minuty: gospodarze zdobyli przyłożenie po maulu, Charles Ollivon zobaczył przy tej okazji żółtą kartkę, a La Rochelle przewagę liczebną wykorzystało niemal natychmiast do kolejnego przyłożenia (świetne zachowanie Teddy’ego Thomas) i było 25:5. Tulończycy z powrotem w komplecie nie potrafili wykorzystać szans, popełniali błędy, a ich frustracja rosła. A w doliczonym czasie gry roszelczycy dobili gości kolejnym przyłożeniem, które dało im punkt bonusowy i wygraną 32:5.

Poza tym:

  • obrońcy tytułu mistrzowskiego, Montpellier, ponieśli trzecią porażkę z rzędu – tym razem 26:33 z Lyonem (na początku meczu szybkie 10 punktów gości, potem z kolei 17 oczek z rzędu gospodarzy; później jednak dla gospodarzy punktował już tylko Louis Carbonel z karnych, podczas gdy Lyon do karnych dorzucił dwa przyłożenia);
  • Brive uległo na swoim stadionie liderom tabeli z Tuluzy aż 7:45 (pewne zwycięstwo Tuluzy mimo kontuzji Melvyna Jamineta na początku meczu; 6 przyłożeń z podwyższeniami dla zwycięzców, okraszone drop goalem Thomasa Ramosa);
  • Castres pokonało beniaminka z Bajonny 39:22 (do przerwy bardzo wyrównany mecz, wymiana ciosów w większości z karnych i na koniec pierwszej połowy remis 16:16; po przerwie pierwsze punkty zdobyli Baskowie, ale potem seria karnych Benjamina Udrapillety dała prowadzenie wicemistrzom kraju, którzy potwierdzili zwycięstwo przyłożeniem w końcówce spotkania);
  • Perpignan przegrało z Clermont 10:20 (po pierwszym kwadransie Perpignan przegrywało 3:9 i ten wynik utrzymywał się długo nawet mimo dwóch okresów gry gospodarzy w osłabieniu; dopiero w drugiej połowie Clermont odjechało rywalom, którzy honorowe przyłożenie zdobyli w końcówce spotkania).

W tabeli wciąż na czele Tuluza i fotel lidera ma zagwarantowany na co najmniej jeszcze jedną kolejkę. Na drugie miejsce wróciło La Rochelle, w czołowej czwórce zameldowały się też Stade Français (czyżby Quesada poczuł się urażony słowami Wilda?) i Clermont. Montpellier spadło aż do dolnej połówki tabeli, z której nie może wydobyć się Racing 92.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Tuluza728
2. ↑La Rochelle722
3. ↑↑Stade Français718
4. ↑↑Clermont718
5. ↓↓↓Tulon717
6. ↑↑Castres717
7. ↑↑↑Lyon717
8. ↓↓↓↓Montpellier715
9. ↑↑↑Bordeaux Bègles714
10. ↓↓↓Bajonna713
11. ↓↓Racing 92713
12. ↓Brive712
13. ↑Pau79
14. ↓Perpignan79

W Pro D2 zwraca uwagę klęska niespodziewanego lidera z Vannes w meczu z Oyonnax (już do przerwy Oyonnax prowadziło 42:0, a ostatecznie wygrało 56:7). Nieoczekiwanie Rouen-Normandie pokonało Mont-de-Marsan 28:23, ale wobec porażki Vannes defensywny punkt bonusowy wystarczył przegranym do objęcia prowadzenia w tabeli. Do końca emocje były w meczu Colomiers z Nevers: gospodarze wygrali 21:19 dzięki karnemu z ostatniej akcji meczu (wszystkie 21 punktów zdobyli właśnie z karnych).

Premiership

Miałem nadzieję, że tym razem będzie można zacząć wieści z Anglii od spraw boiskowych, ale nic z tego. Nadeszły oczekiwane kłopoty Wasps, jednej z najbardziej utytułowanych drużyn w Premiership: najpierw odwołano ich mecz przeciwko Exeter Chiefs planowany na ten weekend, a w środę ogłoszono zawieszenie ich w rozgrywkach. Wprowadzenie zarządu komisarycznego jest pożądane z powodów finansowych, ale będzie skutkować relegacją z Premiership. Na horyzoncie są ponoć ewentualni kupcy, a wśród nich Mike Ashley – do niedawna właściciel klubu piłki nożnej, Newcaslte United. Jednak gracze Wasps są już łączeni z innymi klubami: Jack Willis ponoć jest bliski gry w London Irish, a Joe Launchbury – w Harlequins. Z kolei London Irish zdementowało pogłoski, że myśli o połączeniu się z Wasps (raczej szczerze, bo właściciel London Irish wprost mówi, że chętnie odda klub w dobre ręce za darmo).

Dyrektor rugby Exeter Chiefs, Rob Baxter, otwarcie krytykował powiększenie Premiership do 13 drużyn i teraz uważa, że najlepszym krokiem byłoby zmniejszenie ligi do 10 ekip (biorąc pod uwagę kalendarz i dostępność reprezentantów kraju). Wsparł go Pat Lam. Która trzecia drużyna miałaby odpaść? Kilka kolejnych ma kłopoty, ale zdaniem złośliwych najlepiej złożyć taką propozycję samemu Baxterowi. Propozycja jednak jest rozważana na poważnie, szef RFU Bill Sweeney ocenia ją pozytywnie i mówi o możliwości reformy rozgrywek od 2024 (a przy okazji tłumaczy się, dlaczego nie chce kopiować modelu francuskiego – cały wywiad: https://www.planetrugby.com/news/premiership-all-options-on-the-table-as-rfu-ceo-bill-sweeney-believes-less-is-more-for-englands-top-tier). Cóż, moim zdaniem kierunek zmian jest słuszny, ale potrzebne jest coś więcej – głębsza przemiana modelu biznesowego z rezygnacją z akcji typu „P”, które blokują prawdziwą konkurencję w Anglii i w realiach tej ligi dzielą zawodowe kluby na dwa praktycznie nieprzenikające się poziomy (ktoś, kto chce wejść do Premiership musi wydać nie tylko dużą kasę na niezbędną infrastrukturę, ale także ogromną sumę na wkupienie się do ligi – przy czym i tak nie zrównuje się w prawach ze „starymi” udziałowcami). W tym zakresie nie zanosi się na zmiany, a w PRL podobno nawet rozważane jest odebranie tych udziałów Worcester Warriors i Wasps te udziały – pozwoliłoby to zwiększyć kawałki tortu z dochodów ligi dla pozostałych klubów, które boleśnie odczuwają zmniejszenie udziałów w zyskach po sprzedaży części akcji CVC (ale jednocześnie stanowiłoby niewątpliwy cios dla tych dwóch klubów i kto wie, czy nie zniweczyło szans na ich sensowne przejęcie).

Przeciwnicy Worcester Warriors i Wasps szukają rozwiązań zastępczych dla odwoływanych meczów. Odwołanie spotkań z zawieszonymi klubami jest szczególnie dotkliwe dla Leicester Tigers, którzy stracili dwa najbliższe domowe mecze (co przekłada się na kilkaset tysięcy funtów straconego dochodu). Spektakularnie poradzili sobie Northampton Saints, którzy w weekend, gdy mieli grać z Warriors, zmierzą się z Barbarians.

Na boisku w szóstej kolejce mieliśmy zatem pięć meczów. Nieoczekiwanie dużo emocji mieliśmy w spotkaniu lidera z czerwoną latarnią tabeli: Saracens co prawda wygrali, ale tylko 37:31 i gra o wygraną toczyła się do samego końca. Bath kolejny raz pokazało się z niezłej strony, ale ostatecznie nie wywalczyło zwycięstwa. Pierwsze przyłożenie w meczu na samym jego początku zdobył Alex Goode dla Saracens, ale Bath chwilę potem odpowiedziało, a po karnym nawet na kilkadziesiąt sekund wyszło na prowadzenie. Owen Farrell trzema karnymi w ciągu 25 minut pierwszej połowy dał jednak skromne prowadzenie gospodarzom (16:10). Zaraz po przerwie Saracens zdobyli przyłożenie (Max Malins), ale po paru minutach Bath odzyskało kontakt znów redukując stratę do 6 punktów. Kluczowym momentem okazała się żółta kartka D’Arcy’ego Rae w 50. minucie meczu – Saracens wykorzystali przewagę do zdobycia 14 punktów. Bath jednak w końcówce nie odpuszczało i dzięki dwóm przyłożeniom na 10 minut przed końcem znów przegrywało tylko 6 punktami. Tej straty już nie zniwelowało, ale przynajmniej zapisało na swoim koncie dwa punkty bonusowe.

Jedno z lepszych widowisk tego sezonu stworzyli gracze Gloucesteru i Bristol Bears: zacięty mecz, po cztery przyłożenia z obu stron i minimalne zwycięstwo gospodarzy 31:28. Gloucester w pierwszej połowie dzięki przyłożeniom trzykrotnie wychodził na siedmiopunktowe prowadzenie. Jednak Bears za każdym razem odrabiali straty – po raz ostatni już na początku drugiej połowy, gdy przyłożenie zdobył Ellis Genge (czwarte w tym sezonie). Kilkanaście minut później to oni pierwszy raz wyszli na prowadzenie w tym meczu, ale tym razem przyłożeniem na przyłożenie odpowiedział Gloucester i na 20 minut przed końcem był czwarty w tym meczu remis, 28:28. Napięcia i emocji w ostatniej kwarcie meczu nie brakowało, a rozstrzygnął go karny Adama Hastingsa na kilka minut przed końcowym gwizdkiem.

Na koniec kolejki, w niedzielę, w szlagierowym spotkaniu Harlequins (w których barwach po raz 250. zagrał Joe Marler) mierzyli się z Leicester Tigers. Tommy Reffell wyprowadził gości na prowadzenie już po kilku minutach gry, do przerwy Tigers prowadzili 12:0, a krótko po przerwie dorzucili trzecie przyłożenie. Było 17:0. Harlequins, choć mieli przewagę i w posiadaniu piłki, i w terytorium, nie byli w stanie zdobyć ani jednego punktu (a Tigers mogli mieć ich na koncie więcej, gdyby skuteczniej kopali między słupy). Dopiero na 13 minut przed końcem koledzy otworzyli drogę na pole punktowe gości świetnemu w tym meczu Cadanowi Murley’owi. Było 7:17, ale Quins zamiast odrabiać straty stracili kolejne trzy punkty z niepotrzebnego karnego, a potem wrzucili piłkę w ręce Anthony’ego Watsona, który sam pomknął po kolejne siedem punktów, dające Tigers punkt bonusowy. I choć Harlequins w pozostałych trzech minutach meczu zdobyli dwa przyłożenia, przegrali 19:27, nie zdobywając nawet defensywnego bonusu.

Poza tym:

  • zwycięską passę kontynuują Sale Sharks, którzy pokonali London Irish 37:14 (dominowali w pierwszej połowie, pod jej koniec prowadzili 15:0; potem Irish dwukrotnie redukowali stratę do ośmiu punktów, ale ostatecznie Sharks znów odskoczyli, a w końcówce dobili gości z Londynu);
  • Northampton Saints pokonali Newcastle Falcons 32:31 (po 30 minutach było 13:0, ale w ostatniej akcji pierwszej połowy Falcons wyszli na jednopunktowe prowadzenie; po przerwie Saints wykorzystali dwie żółte kartki rywali i w okresie przewagi zdobyli 19 punktów; gdy Falcons ponownie byli w komplecie, odrabiali straty, ale zabrakło im jednego punktu; ozdobą meczu było to przyłożenie Mateo Carrerasa: https://twitter.com/i/status/1581313187764260864).

Wciąż na czele tabeli dwie niepokonane ekipy: Saracens i Sale Sharks. Za ich plecy wskoczyli Northampton Saints, ale mają już sześć punktów straty do Sharks. Exeter Chiefs (których mecz odwołano) i Harlequins spadli do dolnej połówki tabeli.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Saracens525
2. Sale Sharks524
3. ↑↑↑Northampton Saints618
4. ↑↑↑Gloucester416
5. ↑↑↑Leicester Tigers616
6. ↓↓Bristol Bears616
7. ↓↓↓↓Exeter Chiefs414
8. ↓↓↓Harlequins513
9. Wasps48
10. ↑Newcastle Falcons58
11. ↓London Irish47
12. Bath66

Championship miało w ten weekend przerwę.

United Rugby Championship

Na początek piątej kolejki URC mieliśmy irlandzkie derby pomiędzy Connachtem i Leinsterem. Gospodarze nie poszli za ciosem i po zwycięstwie sprzed tygodnia nad wyżej notowanym Munsterem nie powtórzyli tego sukcesu z irlandzkim hegemonem. Mecz miał niecodzienny przebieg: Leinster wyszedł na prowadzenie 7:0 już po trzech minutach gry, potem jednak wynik stanął. Początkowo dominował Leinster, a Connacht nie mógł wyjść ze swojej połowy, jednak skutecznie się bronił (m.in. wygrywając auty przeciwników). Mecz z czasem się wyrównał, a pod koniec pierwszej połowy gospodarze byli bardzo bliscy przyłożenia. Po przerwie klarownych szans już brakło, w ulewnym deszczu nadal wynik się nie zmieniał. Dopiero parę minut przed końcem dziurę w obronie gospodarzy znalazł Josh van der Flier, powstrzymał go niesamowity w obronie John Porch, ale chwilę potem sędzia podyktował karnego, a jeden z kolegów Porcha zobaczył żółtą kartkę. Dublińczycy karnego wykorzystali i wygrali ostatecznie 10:0. Connacht walczył do końca przynajmniej o bonus defensywny, ale Jack Carthy przedobrzył: chciał po karnym przenieść grę na 5 m, ale piłka poleciała odrobinkę za daleko…

Jakże inaczej wyglądał pojedynek stoczony na południowej półkuli, pomiędzy Lions i irlandzkim Ulsterem: aż po pięć przyłożeń z obu stron, łącznie prawie 80 punktów, a na koniec różnica zaledwie dwóch oczek. Mecz od przyłożenia zaczął już w drugiej minucie Robert Baloucoune, który dopiero co grał w Południowej Afryce z ekipą Irlandii „Emerging” i tym meczem wrócił do klubu. Kolejne dwa przyłożenia zdobyli gospodarze, którzy zdobyli też dwa karne, pod koniec pierwszej połowy zaś Ulster zmniejszył stratę i do przerwy było 15:18. Drugą połowę znów od szybkiego przyłożenia zaczęli Irlandczycy, którzy poszli za ciosem, w ciągu kolejnych 10 minut zdobywając dwa kolejne i wychodząc na prowadzenie 36:18. Lions w odpowiedzi zaliczyli trzy przyłożenia (w tym hat-tricka dopełnił Quan Horn), jednak do końca meczu mieli stratę do gości. Ulster, dzięki trzem oczkom z karnego dorzuconym w międzyczasie ostatecznie wygrał 39:37.

Sporo mówiło się przed weekendem o meczu Sharks z Glasgow Warriors. W Sharks emocje budziły zapowiedziane debiuty Ebena Etzebetha i Vincenta Tshituki. Szkoci natomiast mieli kłopot: z drużyną do Południowej Afryki nie poleciał pochodzący z tego kraju Franco Smith (przedłużał wizę uprawniającą go do pracy w Wielkiej Brytanii i gdyby opuścił kraj w tym czasie, musiałby cały proces potem zacząć od nowa). W pierwszej połowie Szkoci byli przez dłuższy czas na prowadzeniu, ale stracili je pod koniec tej części spotkania, wygranej przez gospodarzy 13:7. Co prawda przyłożenie na początku drugiej połowy zredukowało stratę Warriors tylko do jednego oczka, ale w ciągu ostatniego pół godziny, gdy na boisku pojawiły się gwiazdy Sharks z ławki rezerwowych (Kolisi, Mbonambi, Mapimpi, Nche), gospodarze zdobyli cztery przyłożenia i wygrali wysoko 40:12. Etzebeth zanotował świetny start w nowej ekipie: został wybrany najlepszym graczem meczu.

Poza tym:

  • Ospreys zremisowali ze Stormers 16:16 (w pierwszej połowie punkty padały tylko z karnych, w drugiej połowie Stormers długo mieli 7 punktów przewagi, ale tuż przed końcem gospodarze zdobyli przyłożenie z trudnym podwyższeniem; Manie Libbok próbował przechylić szalę na korzyść ekipy z Kapsztadu drop goalem, ale spudłował);
  • w walijskich derbach Cardiff dość pewnie pokonał Dragons 31:14 (Wayne Pivac może się martwić kontuzjami Josha Adamsa i Taine’a Bashama);
  • Edynburg wręcz rozniósł włoski Benetton 53:8 (Włosi zaliczyli karnego na samym początku meczu i przyłożenie pod koniec, Szkoci natomiast choć zaczęli punktowanie dopiero po 30 minutach, zatrzymali się dopiero na dziewięciu przyłożeniach – mogą narzekać tylko na kiepską skuteczność z podwyższeń; dwa przyłożenia zdobył Duhan van der Merwe w swoim pierwszym meczu w barwach Edynburga po powrocie z Worcesteru, dwa zaliczył też najskuteczniejszy w URC pod tym względem Darcy Graham – po pięciu kolejkach ma ich na liczniku aż osiem);
  • Munster odniósł bardzo cenne zwycięstwo nad znacznie wyżej będącymi w tabeli Bulls 31:17 (wypracował przewagę dzięki dwóm przyłożeniom Gavina Coombesa pod koniec pierwszej połowy i utrzymał ją do końca meczu; świetny występ odnotował Joey Carbery, który wrócił na pozycję łącznika ataku);
  • Scarlets wygrali z włoskim Zebre 36:12 (na pierwsze przyłożenie gospodarzy Włosi jeszcze odpowiedzieli, ale potem Walijczycy zbudowali wysoką przewagę).

W tabeli na czele dwie ekipy irlandzkie, ale zaraz za ich plecami cztery ekipy z Południowej Afryki (przy czym te z 3. i 4. miejsca mają do rozegrania zaległy bezpośredni pojedynek, zaś Bulls utrzymali się w czołówce mimo dwóch porażek z rzędu). Benetton wypadł z czołowej czwórki, spory spadek odnotowali też Glasgow Warriors. Na dnie Dragons, Connacht i wciąż bez zwycięstwa Zebre.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Leinster523
2. Ulster521
3. Stormers417
4. ↑↑↑↑Sharks415
5. ↑Lions515
6. ↓Bulls514
7. ↓↓↓Benetton Treviso514
8. ↑↑Cardiff513
9. ↑↑Edynburg513
10. ↑↑Munster511
11. ↓↓Ospreys511
12. ↓↓↓↓↓Glasgow Warriors510
13. ↑↑Scarlets59
14. ↓Dragons55
15. ↓Connacht54
16. Zebre Parma54

Z kraju

Kobieca siódemkowa reprezentacja Polski pojechała do Hiszpanii pograć towarzysko, ale z przeciwniczkami z najwyższej półki. Na turnieju Elche 7s brakło kilku liderek kadry: Karoliny Jaszczyzyn, która niedawno przeszła operację, a także Anny Klichowskiej i Natalii Pamięty, próbujących gry w dziesiątki na południowej półkuli (próba udana, ale obie zawodniczki wróciły do kraju ze złamanymi nosami). Mieliśmy zatem w Hiszpanii tak potrzebną rotację i szansę na ogranie dla młodszych zawodniczek: dostały ją m.in. Oliwia Strugińska i Susanna Schützmann, która błysnęła na mistrzostwach Europy juniorek w Ząbkach. Wśród rywalek znalazły się reprezentacje krajów na co dzień występujących w WRSS: Irlandia, Francja i Hiszpania. Rywalki jednak przyjechały w znacznie słabszych składach (wśród Francuzek nie było żadnej zawodniczki z ostatniego Pucharu Świata, u Irlandek jedna, a u Hiszpanek bodajże cztery) i w tej sytuacji wartość testów dla naszych reprezentantek pewnie odrobinę spadła. A Polki pewnie wygrały wszystkie sześć spotkań. Turniej zaczęły od pokonania Irlandii 36:5, potem było 50:7 z Czechami (hat-trick Ilony Zaiszliuk) i 31:5 z Francją. W niedzielę Polki pokonały gospodynie turnieju, Hiszpanki, 24:12, a następnie dopełniły kompletu zwycięstw w fazie zasadniczej gromiąc Belgię 40:7. W finale ponownie zagrały z Hiszpankami i znowu wygrały – 24:14 po hat-tricku Małgorzaty Kołdej i przyłożeniu Zaiszliuk. Te dwie zawodniczki były najskuteczniejszymi w naszej ekipie (obie zdobyły po 9 przyłożeń, przy czym Kołdej przykładała piłkę w każdym meczu), ale blisko było do nich debiutantce Strugińskiej, która pierwsze swoje przyłożenie zdobyła w meczu z Czechami, trzykrotnie zaliczyła dublety, a turniej skończyła z 7 przyłożeniami. Ponoć Polki czeka jeszcze w tym roku obóz treningowy w Barcelonie, podczas którego będą miały szansę ponownie spotkać się z najlepszymi europejskimi ekipami.

W Warszawie rozegrano pierwszy z dwóch zaplanowanych turniejów kwalifikacyjnych do mistrzostw Polski w rugby 7. Na starcie stanęło siedem drużyn – nie było medalistów z poprzedniego sezonu, ale ci mają już zagwarantowany udział w turnieju finałowym. Reszta ekip rywalizuje o pozostałe sześć miejsc w decydującej rozgrywce. W turnieju zdecydowanie wygrali triumfatorzy Polskiej Ligi Rugby 7 sprzed roku, Tytan Gniezno – w finale rozgromili Skrę Warszawa aż 47:0 (w fazie grupowej wygrali tylko 21:14). Trzecie miejsce przypadło Juvenii Kraków, która w półfinale uległa Skrze, a w meczu o brąz drugi raz w tym turnieju pokonała stołeczny AZS AWF.

W I lidze piętnastek rozegrano awansem jedno spotkanie piątej kolejki. Budowlani Commercecon Łódź przegrali z Rugby Białystok 20:22, mimo że goście przyjechali do Łodzi z zaledwie dwoma rezerwowymi. Ciekawostka: gospodarze większość drugiej połowy grali w osłabieniu po czerwonej kartce, jednak w tym okresie zdobyli dwa przyłożenia i nie stracili ani jednego punktu. Łodzianie póki co pozostali liderami ligi, a białostocczanie awansowali na czwarte miejsce, ale reszta stawki będzie grać za tydzień.

PZR opublikował wywiad z Chrisem Hittem, dzięki któremu poznaliśmy nieco więcej szczegółów co do przygotowań reprezentacji do rozgrywek REC. Cztery zgrupowania, pierwsze planowane na przełomie października i listopada w Walii z meczami z drużynami z drugiego tamtejszego poziomu ligowego (Cross Keys i Cardiff Met). Termin koliduje z Ekstraligą, ale jest szansa temu zaradzić dzięki listopadowym terminom rezerwowym. Potem jeszcze trzy zgrupowania krajowe (skąd wziąć tyle urlopu?). Mnie najbardziej ciekawiły te elementy rozmowy, które dotyczyły kadry U23 i niestety nie znalazłem tam żadnej wzmianki na temat jakichkolwiek planów związanych z Rugby Europe Super Cup.

Z kolei z wypowiedzi Anny Klichowskiej można dowiedzieć się trochę o dziesiątkach, w które wraz z Natalią Pamiętą grały przez ostatnie dwa weekendy, a także o tym, że obu polskim zawodniczkom oferowano zawodowe kontrakty: półroczną przygodę w lidze siódemkowej w Japonii. Dziewczyny ją odrzuciły, ale myślę, że jeśli nie zaoferujemy możliwości zawodowego grania w kraju, z czasem trzeba będzie się przygotować na zbieranie części dziewczyn ze świata.

Święto rugby w Krakowie – młodzieżowy turniej Kraków Sevens organizowany przez Juvenię w pięciu kategoriach wiekowych (U10, U12, U14, U16, U18) z udziałem drużyn zagranicznych: kilka drużyn z Litwy, które m.in. triumfowały w kategoriach U14 i U16, i ekipa z czeskiego Hawierzowa, która wygrała w kategorii U10. W dwóch pozostałych wygrały drużyny krajowe – w U12 RC Częstochowa, a w U18 miejscowi pod szyldem województwa małopolskiego. Sympatyczna impreza na krakowskich Błoniach.

Na stronie Rugby Europe pojawił się program mistrzostw Europy U20, które rozpoczną się 6 listopada. Młodzi Polacy w pierwszej turze zmierzą się z finalistami sprzed roku (a wcześniej seryjnym zwycięzcą) i jednym z faworytów imprezy, Portugalią. Drugi faworyt, Hiszpania, zagra z Czechami, których dopuszczono do gry mimo porażki z Polską – po wycofaniu się Szwajcarii.

Ze świata

W ramach Rugby Europe International Championships odbyły się trzy mecze na poziomach Conference 1 i 2. W sędziowanym przez Łukasza Jasińskiego spotkaniu grupy południowej Conference 1 Malta niespodziewanie przegrała z Bułgarią 14:23 (goście już do przerwy prowadzili 16:0). Ciekawostka: ekipy tych dwóch krajów spotkały się tydzień wcześniej w meczu rugby league (Bułgaria przegrała 6:50) i w zespole bułgarskim w obu spotkaniach pojawiło się kilku tych samych graczy. Na poziomie Conference 2 w grupie północnej Finlandia zaaplikowała Danii pięć przyłożeń i wygrała 31:6, a w grupie południowej Turcja uległa Serbii 6:23 (drugie zwycięstwo Serbów w drugim meczu tego sezonu).

W Japonii trzeci mecz serii zagrała Japonia XV przeciwko Australii A. I pierwszy raz wygrała: w meczu, w którym najwidoczniej defensywa nie była priorytetem padł wynik 52:48. Co prawda to Australijczycy zdobyli więcej przyłożeń (w tej klasyfikacji było 7:8), ale byli znacznie mniej skuteczni z podwyższeń. W Ameryce Południowej Chile XV pokonały Brazylię XV (choć obie ekipy w składach bliskich optymalnym) 57:36 – też mnóstwo przyłożeń. W niedzielę przygotowująca się do rozgrywek Rugby Europe Trophy Chorwacja miała treningowo zagrać z Austrią, ale próżno szukałem informacji o wyniku tego spotkania.

W tym tygodniu rozpoczął się w Tunezji turniej grupy C kwalifikacji kobiecego pucharu Afryki w rugby. W pierwszym meczu gospodynie pokonały 24:7 Senegal. W najbliższym tygodniu obie drużyny zmierzą się z Madagaskarem, wkrótce ruszą też rozgrywki w dwóch pozostałych grupach.

W Rugby Europe Super Cup rozpoczęła się runda meczów rewanżowych fazy grupowej. Na zachodzie ciekawe starcie pomiędzy dwiema ekipami z Półwyspu Iberyjskiego: tym razem grano w Lizbonie, ale znowu wygrali przyjezdni: poprzednio w Valladolid zwyciężyli Lusitanos, w sobotę natomiast 17:12 wygrali Iberians (do przerwy był remis, w drugiej połowie jedyne punkty zdobyła drużyna z Valladolid). W drugim meczu tej grupy Devils z Brukseli pokonali holenderską Deltę aż 48:21. Tu praktycznie pewne są awansu do półfinałów drużyny z Portugalii i Hiszpanii, które mają 8 punktów przewagi nad Belgami. Na wschodzie w meczu beniaminków Batumi pokonało Romanian Wolves 23:3, natomiast w ciekawszym meczu tej grupy Tel-Aviv Heat wygrał z obrońcami pucharu, gruzińskim Black Lion, 24:18. Tutaj losy awansu nie są przesądzone: Black Lion ma 3 punkty przewagi nad Heatem, ten zaś jest punkt przed Batumi, a i Wolves nie mają wielkiego dystansu do reszty stawki – choć to Black Lion i Heat są wciąż faworytami.

Poznaliśmy finalistów nowozelandzkich mistrzostw prowincjonalnych – NPC. W pierwszym półfinale Wellington nie dał żadnych szans innej drużynie z Wyspy Północnej, Auckland. Po cztery przyłożenia w każdej połowie dały zwycięstwo graczom ze stolicy aż 54:19, którzy przed końcem pierwszej połowy prowadzili już 26:0. W drugim półfinale Canterbury wygrało 24:10 z Bay of Plenty (wszystkie punkty dla zwycięzców zdobył Fergus Burke: 2 przyłożenia, 1 podwyższenie i 4 karne). Wellington nie grało w finale od trzech lat, a na zwycięstwo czeka od 2000. Canterbury seriami wygrywało kiedyś w imprezie, ale teraz na finał czekało cztery lata, a ostatni raz triumfowało przed pięcioma. W ostatnim finale w tym składzie, w 2013, Canterbury pokonało Wellington 29:13.

Zakończyła się faza zasadnicza w szkockiej lidze Super6. Zdecydowanie zdominowały ją dwie drużyny, które zakończyły ten etap rozgrywek z bilansem po 9:1: Watsonians i Ayrshire Bulls. W ostatniej kolejce pokonały odpowiednio Heriot’s (29:21) i Boroughmuir Bears (33:21) i dokładnie takie same pary zobaczymy w półfinałach rozgrywek.

Po zakończonej właśnie serii ekipy Irlandii „Emerging” – trzy zwycięstwa w trzech meczach – organizatorzy Toyota Challenge, Cheetahs, narzekają na postawę irlandzkiej drużyny na boisku. Oskarżają ich o spowalnianie gry poza granice rozsądku, m.in. z wykorzystaniem lekarzy zbiegających na boisko przy każdej przerwie w grze. Południowoafrykański portal rugby365.com pisze o tym jako o powszechnej praktyce irlandzkich drużyn, która drażni południowoafrykańskich przeciwników. Cóż, mam wrażenie, że to właśnie w Południowej Afryce mieliśmy najgłośniejsze przypadki tego typu, a taktyka spowalniania gry stała się znakiem firmowym reprezentacji tego kraju…

Na boisku Cheetahs odbili sobie porażkę sprzed tygodnia z młodymi Irlandczykami pokonując amerykańskich Falcons, czyli drugą reprezentację Stanów Zjednoczonych 53:25 (do przerwy prowadzili goście, ale w drugiej połowie Cheetahs zdobyli cztery przyłożenia). A wcześniej Falcons ulegli Urugwajowi XV w Montevideo – tu także gospodarze wysoko wygrali, 50:27.

Zawieszony kilka tygodni temu dyrektor organizacji przygotowującej nadchodzący Puchar Świata w Rugby we Francji, Claude Atcher, został ostatecznie zwolniony. Powodem zawieszenia było wszczęcie przez francuską inspekcję pracy dochodzenia w sprawie naruszania praw pracowniczych („zarządzanie przez zastraszanie”). Raport z tego postępowania okazał się dla Atchera zabójczy (ma on zresztą także inne kłopoty).

Problemy ekip z Premiership to także kłopot dla EPCR i planowanych na ten sezon europejskich pucharów: Worcester Warriors zostali już wymazani z grafiku Challenge Cup i zastąpieni symbolem „TBC” (a mieli grać przeciwko Benettonowi i Lions). Czyżby miała zostać zaproszona w to miejsce jakaś inna drużyna? Byłoby świetnie, gdyby pochodziła z jakiegoś europejskiego kraju z drugiego szeregu, ale obawiam się, że prędzej szansę dostaną Pumas czy Griquas z Południowej Afryki. Póki co brak jednak jakichkolwiek wieści (choćby i plotek).

W najbliższym czasie mają pojawić się nowiny z amerykańskiej ligi MLR. Poprzedni sezon skończył się niezbyt ciekawie, dyskwalifikacjami dwóch drużyn należących do Adam Gilchrista (Austin Gilgronis, który odmówił badania ksiąg wobec podejrzenia naruszenia salary cap, i LA Giltinis, mistrz z 2021). Ponoć Gilchrist ma obecnie na dodatek kłopoty biznesowe. Co będzie? Los ekip z Austin i LA jest niepewny, słychać plotki o zainteresowanych kupnem franczyzy z Los Angeles. Portal americasrugbynews.com przekazał też informację, że możliwe jest poszerzenie ligi o nowy zespół (być może z Chicago).

Z wieści transferowych:

  • reprezentant Nowej Zelandii, gracz Crusaders, George Bridge, podpisał kontrakt z francuskim Montpellier. Trzyletni kontrakt przekreśla jego szanse na występ w Pucharze Świata w 2023;
  • Fin Smith, gwiazda młodzieżowej reprezentacji Anglii, po upadku Worcester Warriors podpisał długoterminowy kontrakt z Northampton Saints,
  • ledwie Hans-Peter Wild zapowiedział wymianę trenera w Stade Français, a już pojawiają się pogłoski o celach ofensywy transferowej klubu. Wśród wymienianych nazwisk są Baptiste Couilloud z Lyonu, Olivier Klemenczak z Racingu 92 czy Joe Marchant z Harlequins,
  • reperkusje oskarżenia Eltona Jantjiesa o romans z dietetyczką reprezentacji Południowej Afryki są większe niż można było się spodziewać: Red Hurricanes z Osaki rozwiązali kontrakt z zawodnikiem, co dało mu wolną rękę do związania się z francuskim Tulonem.

W Anglii rozpoczął się Puchar Świata w Rugby League (przeniesiony z roku poprzedniego, gdy Australia i Nowa Zelandia po prostu odmówiły udziału). Przed turniejem było sporo kontrowersji związanych z faktem, że wiele reprezentacji nie ma wiele wspólnego z krajami, pod których flagą występują (przykładowo kadra Libanu to właściwie Australijczycy, a w reprezentacjach Samoa i Tonga jest łącznie zaledwie trzech graczy urodzonych na tych wyspach). Ceremonia otwarcia była katastrofą: wysiadło nagłośnienie, w efekcie przerwany został występ Kaiser Chiefs, a mecz otwarcia między Anglią i farbowanymi lisami z Samoa zaczął się z opóźnieniem.

Pozytywem turnieju jest jednoczesne rozgrywanie go wśród mężczyzn, kobiet oraz na wózkach. Te dwa ostatnie zaczną się jednak w praktyce za dwa tygodnie, a w ten pierwszy weekend grali tylko mężczyźni: w sobotę Anglia pokonała Samoa 60:6, a Australia wygrała z Fidżi 42:8. W niedzielę kolejne wysokie wyniki: Nowa Zelandia – Liban 34:12, Włochy – Szkocja 28:4 oraz Irlandia – Jamajka 48:2.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia:

Francja:

  • Mateusz Bartoszek (Bassin d’Arcachon,Nationale 2 – grupa 2): w podstawowym składzie (grał do 69. minuty) w meczu z Limoges, wygranym 29:28 – mimo czterech żółtych kartek i jednej czerwonej – RCBA kończyło mecz w dwunastkę, a wygrało dzięki spudłowanemu podwyższeniu rywali po przyłożeniu w 80. minucie. Ekipa Bartoszka mimo pierwszego zwycięstwa w sezonie jest ostatnia w tabeli;
  • Quentin Cieslinski (Lavaur, Fédérale 1 – grupa 3): w podstawowym składzie w meczu z Castelsarrasin, przegranym po karnym z końcówki meczu 30:33 (Cieslinski grał do 64. minuty). Lavaur zajmuje siódme miejsce w lidze;
  • Jędrzej Nowicki (Pontarlier, Fédérale 2 – grupa 1): był na ławce rezerwowych, ale nie pojawił się na boisku w meczu z Le Creusot, przegranym 16:27. Druga porażka w sezonie i spadek na ósme miejsce w tabeli.

Szkocja:

  • Ronan Seydak (Heriot’s, Super6): w podstawowym składzie w meczu z Southern Knights, przegranym 20:27. Mimo porażki na kolejkę przed końcem fazy zasadniczej Heriot’s pozostali na czwartym miejscu i już z niego nie spadną;
  • Zenon Szwagrzak (Selkirk, Premiership): w podstawowym składzie w meczu z GHA, wygranym 28:14. Szwagrzak zdobył po maulu pierwsze przyłożenie dla swojej drużyny, a przez serwis The Offside Line został wybrany do najlepszej piętnastki kolejki. Selkirk mimo zwycięstwa nadal na piątym miejscu w lidze.

Szwajcaria:

  • Kacper Ławski (Yverdon, LNA): w podstawowym składzie w wyjazdowym meczu przeciwko Genève Plan-les-Ouates, wygranym 44:31. Ławski miał spory udział w tym zwycięstwie, zdobywając dwa przyłożenia. Yverdon awansowało na drugie miejsce w lidze.

Tym razem pauzowały niższe poziomy ligowe w Anglii.

Zapowiedzi

Za tydzień między innymi:

  • ostatnia kolejka fazy grupowej kobiecego Pucharu Świata, a w jej ramach spotkania Australii z Walią, Nowej Zelandii ze Szkocją, Francji z Fidżi, Japonii z Włochami, Kanady ze Stanami Zjednoczonymi (chyba najciekawsze w ten weekend) i Anglii z Południową Afryką;
  • w Ekstralidze dwa bardzo ciekawie zapowiadające się mecze: Master Pharm Rugby Łódź z Ogniewem Sopot i Edachu Budowlanych Lublin z Up Fitness Skrą Warszawa. Poza tym zagrają Juvenia Kraków z Pogonią Awentą Siedlce, Lechia Gdańsk z Posnanią i Arka Gdynia z Orkanem Sochaczew. Grają też niższe ligi;
  • ósma kolejka gier w Top 14 (szlagier Tuluza – La Rochelle, a ponadto m.in. mecze Racingu 92 z Montpellier, Tulonu z Castres czy Clermont z Bordeaux);
  • siódma kolejka Premiership (m.in. mecze Exeter Chiefs z Saracens i Sale Sharks z Harlequins);
  • szósta runda sezonu URC (irlandzki klasyk Leinster – Munster, poza tym m.in. spotkania Benettonu z Bulls i Sharks z Ulsterem);
  • poza piętnastkami w kraju rozgrywki siódemkowe – trzeci turniej Polskiej Ligi Rugby 7 i drugi turniej mistrzostw Polski kadetek;
  • cztery mecze Rugby Europe International Championships na poziomach Trophy, Conference 1 i 2 – wśród nich zwraca uwagę powrót na boisko reprezentacji Ukrainy, która zagra z Chorwacją;
  • dwa mecze Pucharu Oceanii (Wyspy Salomona – Vanuatu i Papua Nowa Gwinea – Vanuatu);
  • kobiece granie międzynarodowe w Europie (pierwszy mecz sezonu na poziomie Trophy) i Afryce;
  • piąta runda fazy grupowej Rugby Europe Super Cup;
  • finał nowozelandzkich rozgrywek NPC;
  • półfinały szkockiej Super6;
  • finał Baltic Top League.

3 komentarze do “Wasps zawieszeni”

  1. Dzięki za dobrą lekturę.
    Jedna korekta: w meczu Lions z Ulsterem grało dwóch braci Horn: wiązacz Francke (zaliczył 2 przyłożenia) i wspomniany przez Ciebie skrzydłowy Quan (1 przyłożenie) – jakbyś grał w URC Fantasy na Superbru, to byś wiedział i…miał jako i ja Francke’go w składzie:)
    Co do dokoptowania do rozgrywek Challenge Cup kolejnej ekipy z RPA (Pumas lub Griquas) to uważam, że to dobry pomysł – to profesjonalne ekipy, którym po „wycieczce na Północ” 5 najsilniejszych ekip brakuje grania, a zagwarantują poziom wyższy niż którakolwiek z ekip spoza URC, Premiership czy TOP14, po prostu.
    No i na koniec kwestia zmian klubowych w Anglii – tutaj ciekawy jest fakt, że w Premiership obowiązuje Salary Cup, czyli limit wynagrodzeń, który po sezonach covidowych został mocno uszczuplony. Powoduje to, że ekipy „mogą nie móc” ich zatrudnić i póki co gwiazdy upadłego Worcester podpisały kontrakty z ekipami URC (Sutherland – Ulster, Van der Merwe – Edynburg), a pozostali, o ile się nie mylę, tylko krótkoterminowe wypożyczenia (np. Lawrence do Bath). Zobaczymy, co wymyślą, bo jak tego nie zrobią to królami łowów będą przedstawiciele innych lig w Europie lub Japonii.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz
    • No i masz babo placek, kojarzyłem jednego Horna, a na stronie URC nie podają imion, tylko same nazwiska…
      Co do Pumas lub Griquas to na szczęście na razie tylko moje dywagacje (aczkolwiek na bazie precedensu z Cheetahs). Wiesz, że jestem przeciwnikiem międzykontynentalnych rozgrywek i uważam, że tu jacyś Hiszpanie czy Portugalczycy powinni dostać szansę na ogrywanie się z lepszymi 🙂
      Co do Premiership i salary cap, to Lawrence zamienił wypożyczenie na umowę długoterminową w Bath. Wcześniej pojawiały się w prasie informacje, że rozważali jakieś wyjątki od salary cap w związku z tą sytuacją, bo zdawali sobie sprawę, że ci zawodnicy mogą mieć teraz wielkie problemy. Ale nie wiem czy coś ostatecznie wdrożyli, nie widziałem żadnego info, ale może mi umknęło.

      Odpowiedz
      • Dzięki za info o Lawrence – Bath miało w sumie trochę oszczędności po odejściu Felatau i Watsona, więc było ich stać:) Z transferów to jeszcze doszedł Francois Venter, który z Worcester przeszedł do Sharks, ale tych z Durbanu- czyli URC a nie Premiership. Zobaczymy, co władze ligi wymyślą, bo tutaj trzeba działać szybko, jak widać.
        Co do Challenge Cup – tutaj rozumiem Twój punkt widzenia, taka opcja dla ekip z Super Cup byłaby pewnie atrakcyjna, ale kluczowe byłyby kwestia pewnie terminów i finansów oraz batów na dzień dobry:) No, ale z punktu widzenia Rugby Europe to by pewnie było lepsze rozwiązanie – tylko za rok musieliby zmienić podział miejsc dla 3 najmocniejszych lig oraz…ustalić, kto dostanie ten przywilej, bo jak nie zwycięzca, to kto? I tu polityka się kłania.

        Odpowiedz

Dodaj komentarz