Znów 11 straconych przyłożeń

Polska reprezentacja zanotowała niezwykle bolesną porażkę w Gdyni z Portugalią. Wiadomo, że to nasi rywale byli zdecydowanymi faworytami meczu, ale bolą dwie rzeczy: bodaj tylko jedna szansa w ataku przez cały mecz i brak poprawy gry w obronie. Na świecie najwięcej uwagi przyciągnął mecz na szczycie rankingu World Rugby: starcie Irlandii z Francją. Spotkanie nie zawiodło, był wysoki poziom, były emocje, a na koniec przerwana półtoraroczna seria zwycięstw Francuzów.

Reprezentacja Polski / Rugby Europe International Championships

Oj, bolesne są dla nas pierwsze lekcje na poziomie Rugby Europe Championship: w Bukareszcie straciliśmy 11 przyłożeń, ale sami potrafiliśmy kilkakrotnie ukąsić Rumunów. W Gdyni znów pozwoliliśmy przeciwnikom na zdobycie 11 przyłożeń, ale tym razem sami nie stworzyliśmy dla Portugalczyków żadnego większego zagrożenia i przegraliśmy aż 3:65.

W składzie naszej drużyny doszło do niepokojącej rewolucji – w wyjściowej piętnastce znalazło się tylko pięciu zawodników, którzy w Bukareszcie wybiegli od pierwszego gwizdka, natomiast aż dziesięciu zostało zmienionych. Część wymusiły okoliczności zewnętrzne (najbardziej bolą kontuzje – Grzegorza Buczka, Jakuba Małeckiego i w ostatniej chwili Vahy Halaifonuy, ale była też choroba Roberta Wójtowicza czy wyjazd Jędrzeja Nowickiego). Tymczasem na przeciwko stanęła drużyna niezwykle doświadczona, bo trener Patrice Lagisquet uznał, że to już nie pora na eksperymenty – brakło jedynie Rafaele Stortiego, Francisco Fernandesa i Anthony’ego Alvesa, nieobecnych jednak od początku turnieju.

Już po niespełna dwóch minutach Michał Krużycki dał się nabrać na zwód Samuela Marquesa i przegrywaliśmy 0:7. Co prawda Wojciech Piotrowicz odpowiedział z karnego, ale to były – jak się potem okazało – nasze jedyne punkty w meczu. W pierwszej połowie straciliśmy jeszcze cztery przyłożenia, natomiast sami mieliśmy jedną szansę na odpowiedzenie tym samym, ale nasi rywale utrzymali piłkę w górze nad polem punktowym. W drugiej połowie trudno mówić o jakichkolwiek naszych szansach, natomiast Portugalczycy dorzucili jeszcze sześć przyłożeń, wszystkie w wykonaniu skrzydłowych: po trzy zdobyli Rodrigo Marta i Vincent Pinto, a ponieważ obaj punktowali już w pierwszej połowie, skończyli mecz mając po cztery przyłożenia na koncie.

Znów zanotowaliśmy fatalne statystyki w obronie: na 128 szarż aż 46 było nieskutecznych. Znów nie potrafiliśmy się przestawić z ataku na obronę po stracie piłki. Na domiar złego daliśmy się Portugalczykom zdominować w młynie dyktowanym, nie mieliśmy też przewagi w autach. Najlepszą szansę mieliśmy po maulu, ale takich okazji było w tym meczu zdecydowanie za mało, a Portugalczycy także w ten sposób punkty w tym meczu zdobyli (przyłożenie Mike’a Tadjera na koniec pierwszej połowy). Porażka byłaby jeszcze bardziej bolesna, gdyby nie kiepska skuteczność Portugalczyków z podwyższeń (zmarnowali większość z nich, w tym nawet takie na wprost słupów). Po tym spotkaniu naprawdę trudno znajdować pozytywy po naszej stronie. Nadzieja na przyszłotygodniowy mecz leży w tym, że będziemy się mierzyć z przeciwnikiem również łatwo ogrywanym przez Rumunię i Portugalię i będziemy mogli liczyć na powrót kilku ważnych zawodników (w tym podobno pojawienie się Mateusza Bartoszka i Kamila Bobryka).

W drugim meczu naszej grupy Belgowie mierzyli się z Rumunią, która straciła po meczu z Polską m.in. swego kapitana Michai Macovei (jego funkcję przejął Adrian Moțoc, na co dzień grający w Biarritz), a do pierwszego składu wskoczył świetny przed tygodniem Hinckley Vaovasa. Rumuni dość szybko wypracowali sobie spokojną przewagę – nieco ponad pół godziny zajęło im zdobycie trzech przyłożeń i wyjście na prowadzenie 21:0. Co prawda Belgowie zmniejszyli straty przed gwizdkiem kończącym pierwszą część spotkania, ale w drugiej połowie Rumuni dorzucili do swego dorobku jeszcze pięć przyłożeń i wygrali 56:5. Zwraca uwagę hat-trick Taylora Gontineaca i komplet podwyższeń Ionela Melinte – zdobył w ten sposób 14 punktów.

W grupie A w sobotę Holandia grała z Gruzją – ta ostatnia znacząco się wzmocniła w porównaniu do poprzedniego meczu z Niemcami, m.in. do składu wszedł kontuzjowany przez ostatnie tygodnie Dawit Niniaszwili. Jednak Holendrzy w pierwszej połowie, którą przegrali tylko 3:12, stawili poważny opór i nawet mieli swoje szanse (stracili tylko dwa przyłożenia, z których pierwsze po 10 minutach gry zdobył wspomniany wyżej rekonwalescent, kończący ładną kontrę swojej drużyny). Obrona gospodarzy posypała się po przerwie, gdy stracili cztery przyłożenia i ostatecznie przegrali 8:40. Jak na starcie z takim przeciwnikiem, mogli jednak schodzić z boiska z podniesionymi głowami.

Najbardziej wyrównane spotkanie weekendu znów miało miejsce z udziałem Hiszpanów. Tym razem ich przeciwnikiem, skazywanym na porażkę, byli Niemcy. Po 20 minutach Hiszpanie prowadzili 19:3 i zanosiło się na kolejny pogrom. Jednak Hiszpanie przestali punktować, zaczęli popełniać poważne błędy, a Niemcy zaczęli odrabiać straty – znakomita akcja Henricka Hessa zaraz po wznowieniu, potem karny i do przerwy zrobiło się 19:11, a na początku drugiej byli niezwykle bliscy kolejnego przyłożenia po maulu. Gra była bardzo zacięta, jedyne punkty padały z karnych, a Hiszpanie wrócili do przykładania piłki dopiero w ostatnich minutach spotkania, gdy dołożyli dwa przyłożenia i ostatecznie wygrali 32:14.

Po dwóch kolejkach sytuacja w grupach zgodna z przedturniejowymi przewidywaniami – pewne awansu do półfinałów są Gruzja i Hiszpania w grupie A oraz Portugalia i Rumunia w grupie B. Ich bezpośrednie starcia w ostatniej kolejce zdecydują, kto będzie miał w półfinałach przewagę swojego boiska. Podobną stawkę będą miały też mecze ekip z trzecich i czwartych miejsc. Ewentualna przegrana z Belgią wepchnie nas w półfinale zmagań o miejsca 5–8 najpewniej w ramiona Holandii, co raczej nie będzie dobrą informacją – z czterech słabszych drużyn ta pokazała się najlepiej w tych dwóch pierwszych meczach (na dodatek, niezależnie od wyniku, w Holandii zagramy wówczas ostatnie dwa spotkania turnieju). Dlatego tym ważniejsza jest dla nas walka o wygraną z Belgią – wówczas w półfinale zapewne spotkamy się z Niemcami i to na własnym boisku, a Niemcy są drużyną, którą można ograć.

Poz.DrużynaM.Pkt.Poz.DrużynaM.Pkt
1. Gruzja2101. ↑Portugalia210
2. Hiszpania292. ↓Rumunia210
3. Holandia203. Belgia20
4. Niemcy204. Polska20

Puchar Sześciu Narodów

Już w drugi weekend Pucharu Sześciu Narodów mieliśmy mecz, który mógł decydować o końcowym zwycięstwie – stanęli na przeciwko siebie dwaj faworyci turnieju, dwie najlepsze drużyny światowego rankingu, Irlandia i Francja. Obaj trenerzy postawili na rozwiązania sprawdzone przed tygodniem – w piętnastce gospodarzy zaszła tylko jedna zmiana wymuszona kolejną kontuzją (wypadł Dan Sheehan; pozostał w składzie nawet Conor Murray pomimo poważnego wypadku ojca, który trafił do szpitala uderzony podczas jazdy na rowerze przez ciężarówkę), zaś Francja przystąpiła do gry z niezmienionym składem wyjściowym (jedynie dwie zmiany na ławce). Ostatnie trzy mecze tych ekip wygrała Francja. Obie drużyny miały na koncie świetne serie – Francja 14 zwycięstw z rzędu, a Irlandia 12 wygranych z rzędu na swoim boisku. Któraś z tych serii musiała być przerwana i padło na Francję.

Pierwsza połowa toczyła się pod dyktando Irlandii. Co prawda otwierające wynik punkty z karnego padły dla Francji, ale po ośmiu minutach gry Finlay Bealham (filar!) wybornie obsłużył Hugo Keenana i było 7:3. Francuzi wrócili na prowadzenie (karny, potem wyborna akcja Anthony’ego Jeloncha i Damiana Penaud), ale błyskawicznie odpowiedział akrobatycznym przyłożeniem w narożniku boiska James Lowe (https://twitter.com/i/status/1624420547047174144; swoją drogą kontrowersyjnym, bo na ujęciu niepokazanym w TMO widać nogę Lowe’a dotykającą ziemi na aucie), a po 25 minutach gospodarze mieli na koncie już trzy przyłożenia, a Francuzi mogli mówić o szczęściu (Uini Atonio zobaczył tylko żółtą, a nie czerwoną kartkę za atak na głowę wyeliminowanego w ten sposób z gry zmiennika Sheehana, Roba Herringa). Irlandczycy dominowali do końca, choć wynik nie do końca to oddaje – prowadzili tylko 22:16. Francuzów w kontakcie trzymały kopy Ramosa z karnych, do tego dwukrotnie utrzymali piłkę nad ziemią na własnym polu punktowym, a Antoine Dupont powstrzymał Macka Hansena we właściwie stuprocentowej sytuacji (https://twitter.com/i/status/1624427905961848833). Druga połowa zaczęła się od przewagi Francuzów, która jednak nie przyniosła punktów (chybiony karny Ramosa, świetne, ale nie skończone akcje skrzydłowych Penaud i Ethana Dumortiera). Irlandczycy stracili z kontuzją Tadhga Beirne’a, ale mimo to po okresie równowagi to oni jako pierwsi zapunktowali. Świetne 50:22 Keenana przeniosło Irlandię pod pole punktowe rywali, ale ta zadowoliła się trójką z karnego – na co Ramos odpowiedział drop goalem i znów było tylko sześć punktów różnicy. Potem kilkakrotnie Irlandia marnowała okazje na przyłożenia, m.in. raz znów Francuzi utrzymali piłkę nad murawą, ale na parę minut przed końcem gospodarze wreszcie osiągnęli cel, przyklepując też punkt bonusowy, po świetnym przeboju Garry’ego Ringrose’a. Francuzi mieli kłopoty z wyjściem z własnej połowy i już wyniku nie zmienili. Irlandczycy absolutnie zasłużenie wygrali 32:19. Znakomity mecz Caelana Dorisa, Jonathana Sextona czy Hugo Keenana (203 metry z piłką w ręku). Po stronie Francji błysnęli Dupont i Penaud, ale to było za mało.

Warren Gatland dotąd 11 razy stawał na przeciwko Szkotów i 11 razy prowadził swoją drużynę do zwycięstwa. Tym razem, po porażce z Irlandią, dokonał rewolucji w składzie walijskiej drużyny – wymienił sześciu zawodników młyna, solidnie go odmładzając. W składzie brakło Aluna Wyna Jonesa i Justina Tipurica, na ławkę powędrował Taulupe Faletau – ich miejsce zajęli młodzi gracze tacy jak Dafydd Jenkins, Christ Tshiunza i Tommy Reffell, wrócił też do pierwszej linii Wyn Jones, a na pozycji wiązacza pojawił się Jac Morgan, świetny ostatnio w meczach Ospreys w pucharach europejskich. Szkoci z kolei dokonali tylko jednej zmiany w podstawowym składzie, wstawiając doń wracającego po kontuzji Zandera Fagersona. Pierwsza połowa to raczej kiepskie widowisko. Początkowe 20 minut meczu to gra w środku pola, a dwie groźniejsze akcje Szkotów dały im prowadzenie 6:0. Walijczycy mieli potem swoje szanse, ale nie potrafili wykończyć akcji, a po półgodzinie pierwsze przyłożenie zdobyli gospodarze. Prowadzili 13:0, ale zostali na boisku w czternastkę po żółtej kartce i Walijczycy błyskawicznie to wykorzystali po potężnym maulu. Bliscy byli kolejnego przyłożenia, ale Dan Biggar zaskoczył podaniem Rio Dyera tuż przed linią bramkową i do przerwy było 13:7. Druga połowa to okres dominacji Szkotów i popis Finna Russella – pierwsze przyłożenie po 10 minutach i pięknym offloadzie Russella do Kyle’a Steyna. Po kolejnych 10 minutach: żółta kartka dla Walijczyka i drugie przyłożenie Steyna po asyście Russella (tym razem nogą przez całą szerokość boiska). Krótki okres przewagi Walijczyków nic im nie dał, a Szkoci pod koniec znowu punktowali i znów z Russellem w roli głównej (w sumie w drugiej połowie trzy asysty, a przy jednym przyłożeniu kluczowe podanie). Ostatecznie pogrom: 35:7 dla Szkocji. A Gatland ma poważny problem.

Na koniec weekendu mieliśmy starcie Anglii z Włochami. Steve Borthwick posadził na ławce Marcusa Smitha, na pozycję łącznika ataku przesunął Owena Farrella, a do środka po drobnej kontuzji wrócił Henry Slade. W młynie zobaczyliśmy Jacka Willisa, który zastąpił Bena Curry’ego, a na ławce młody Henry Arundell zastąpił niezwykle doświadczonego Bena Youngsa. W składzie Włoch pojawiły się dwie zmiany, m.in. do pierwszej piętnastki wskoczył skrzydłowy Edoardo Padovani, z kolei na ławce pojawił się Jake Polledri. Byli tacy, co po dobrym meczu Włoch z Francją obstawiali właśnie zwycięstwo Włoch w Londynie. Jednak ekipa Steve’a Borthwicka sięgnęła po dość pewne zwycięstwo – po pierwszej połowie prowadziła 19:0, a w drugiej co prawda Włosi zdobyli dwa przyłożenia, ale dokładnie tym samym odpowiedzieli Anglicy i ostatecznie wygrali 31:14. Borthwickowi za powołania na ten mecz przyłożeniami odwdzięczyli się m.in. Willis (jeden z najlepszych w mocno nierównej drużynie) i Arundell. Włosi szczególnie nie radzili sobie z siłą angielskiego maula – aż trzy z pięciu przyłożeń gospodarzy padło w wyniku takiego fragmentu gry.

W grze są już tylko dwie ekipy z samym zwycięstwami – Irlandia i nieoczekiwanie Szkocja (takiego startu nie miała od blisko 30 lat). Bez zwycięstwa Włochy i Walia.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Irlandia210
2. Szkocja210
3. ↑↑Anglia26
4. ↓Francja25
5. ↓Włochy21
6. Walia20

Znów bardzo dużo emocji w starciach drużyn U20. Anglicy pokonali Włochów 32:25 i choć prowadzili przez niemal cały mecz, kilkakrotnie dopuścili Włochów na niebezpieczny dystans. Podobnie Szkoci – szybko wyszli na prowadzenie, nie oddali go do końca, ale wygrali z Walijczykami zaledwie 18:17. A i tak najciekawiej było w meczu Irlandii z Francją – gospodarze, choć w przyłożeniach przegrali 3:5, a w drugiej połowie kilkakrotnie dali gościom wyjść na prowadzenie, ostatecznie wygrali 33:31. W tabeli Anglia prowadzi przed Irlandią (po dwa zwycięstwa), potem Francja i Szkocja (po jednym zwycięstwie i jednej porażce), i wreszcie Włochy i Walia (po dwie porażki, choć Włosi w obu swoich dotychczasowych meczach zdobyli po dwa punkty bonusowe i tracą zaledwie jedno oczko do Szkotów i dwa do Francuzów).

Z kraju

Reprezentacja siódemkowa kobiet za tydzień rusza na obóz do Tunezji. Nadal bez kapitan Karoliny Jaszczyszyn, szansę zaś dostaną młode zawodniczki – Oliwia Strugińska i Nadia Turzyńska.

W mediach społecznościowych pojawiły się informacje o problemach w Skrze Warszawa. Są wątpliwości, czy drużyna, ukarana ostatnio odjęciem aż 10 punktów w ekstraligowej tabeli, przystąpi wiosną do rozgrywek. Doszło do konfliktu pomiędzy drużyną rubgy a władzami klubu. Władze odmówiły odwoływania się od ostatnich decyzji Komisji Gier i Dyscypliny w sprawie walkowerów za nieuprawniony udział w spotkaniach Bercho Bothy. Drużyna zaprotestowała i w efekcie władze miały zawiesić dużą grupę zawodników na dwa miesiące (wygląda na to, że akurat na taki okres, aby zawieszenie skończyło się przed początkiem rundy). To zdaje się tylko zaogniło sytuację i jak się sprawa zakończy, trudno dziś przewidzieć. W tle przewinął się wątek chęci drużyny rugby do powołania spółki i usamodzielnienia się do klubu.

Do poczytania: The Rugby Journal opublikowało na swojej stronie internetowej tekst Jacka Zoraba na temat polskiego rugby, który pojawił się w wydaniu papierowym tego czasopisma przed rokiem – https://www.therugbyjournal.com/rugby-blog/poland. Cóż, chciałbym aby prorocze okazały się słowa z tego tekstu: The 2021/22 season may one day be looked back on as the start of the boom years for rugby in Poland. Póki co jednak, jeśli nawet ten boom nadchodzi, to rodzi się w wielkich bólach.

Ze świata

W pierwszym meczu kobiecego Rugby Europe Championship Holenderki pokonały Szwecję 38:12. Już do przerwy prowadziły 33:5, w drugiej połowie gra się nieco wyrównała. W stawce są jeszcze Hiszpanki, które do gry wejdą w najbliższy weekend (a w ten miały rozgrzewkowe spotkanie z Włochami, przegrane 5:22).

Rozegrano przesunięty o kilka tygodni mecz grupy zachodniej dywizji 3 (czyli czwartego poziomu rozgrywek) mistrzostw Azji.Iran i Katar spotkały się na neutralnym gruncie, w pustynnym Al-Ajn w Zjednoczonych Emiratach Arabskich. Zdecydowane zwycięstwo odnieśli Katarczycy (drużyna pełna zawodników europejskiego pochodzenia), wygrywając 40:12. Hat-trick przyłożeń zapewnił im młynarz Wade Lotter, natomiast Irańczycy wszystkie swoje punkty zdobyli dopiero na sam koniec meczu, gdy ich przegrana była stuprocentowa pewna (oba ich przyłożenia zdobył Ali Yaqouti, który niedawno podpisał kontrakt w Hiszpanii).

We francuskiej drugiej lidze czyli Pro D2 rozegrano dwudziestą kolejkę spotkań, a w jej ramach dwa mecze na szczytach ligowej tabeli. Liderzy tabeli, Oyonnax, wrócili do wygrywania i wygrali z także aspirującą do udziału w play-off drużyną Biarritz aż 42:17. Z kolei wicelider, Mont-de-Marsan, grał z Agen i musiał swoim rywalom ustąpić drugiej lokaty w ligowej tabeli – chociaż na 20 minut przed końcem prowadził 19:13, przegrał ostatecznie 19:41, tracąc w końcowych minutach aż cztery przyłożenia, które dodatkowo dały Agen punkt bonusowy. Bardzo ciekawie było w meczu Vannes z Montauban, wygranym przez gospodarzy 40:37: gospodarze prowadzili w 50. minucie już 33:13, ale potem zrobiło się 33:37 i Vannes wyszarpało wygraną przyłożeniem zdobytym w ostatniej akcji meczu. Wygrywały drużyny z czołówki: Colomiers pokonało Béziers 39:20 (dla pokonanych przyłożenie zdobył znowu Raffaele Storti, nieobecny w Gdyni portugalski skrzydłowy; w meczu sędzia pokazał aż pięć żółtych kartek i w efekcie pod koniec meczu na boisku było tylko 27 graczy), a Grenoble na wyjeździe wygrało z Rouen-Normandie 11:3. Starli się też beniaminkowie – tu górą było Soyaux Angoulême, które pokonało Massy 21:19.

Niedługo rusza Super Rugby Pacific. Już tydzień temu pierwsze mecze rozgrywały ekipy australijskie (Brumbies – Waratahs 31:26, Perth – Reds 10:45), natomiast w ten weekend wystartowały drużyny z Nowej Zelandii (Highlanders – Crusadres 35:33, Moana Pasifika – Chiefs 7:48, Blues – Hurricanes 21:28). W składzie Blues pojawił się m.in. Roger Tuivasa-Sheck, choć sporo ostatnio się mówiło i jego możliwym powrocie do rugby league.

W ubiegły weekend zakończyły się mistrzostwa Indii (National Rugby 15s Championship). W finale niecodzienny wynik: Delhi Hurricanes pokonali FH Harlequins aż 100:3. W meczu o trzecie miejsce drużyna Indian Army pokonała ekipę o wdzięcznej nazwie KISS (związaną z uczelnią techniczną Kalinga Institute of Industrial Technology) 53:16. W rozgrywkach kobiet w finale Odisha pokonała Bihar 40:7, a w meczu o trzecie miejsce Delhi Hurricanes pokonały FH Harlequins 29:10. Transmisje wszystkich meczów można znaleźć na Facebooku na profilu Rugby India.

Za tydzień rusza nowy sezon Major League Rugby. Jak już wcześniej było wiadomo, bez LA Giltinis i Austin Gilgronis, za to z nową drużyną Chicago Hounds. W tym tygodniu ogłoszono natomiast, że za rok w stawce pojawi się kolejna nowa drużyna – Miami Sharks, która ma mieć silne powiązania biznesowe z Argentyną.

Z kolei w jedynej północnoamerykańskiej drużynie w Super Rugby Americas, America Raptors, będzie grać kolejny zawodnik z Ameryki Południowej, były reprezentant Argentyny Lucas González Amorosino, dwukrotny uczestnik Pucharów Świata. Póki co jednak Raptors zanotowali bolesną porażkę w przedsezonowym teście z Seattle Seawolves – aż 0:47.

Limit wynagrodzeń we francuskiej lidze Top 14 w kolejnym sezonie pozostanie na takim samym poziomie jak obecnie – 10,7 mln euro. Władze LNR odrzuciły propozycję dalszego jego obniżania – w wyniku pandemii do obecnego poziomu zszedł z 11,3 mln euro. Wprowadzenie limitu w 2010 (wówczas 8,1 mln euro), jak się wydaje, korzystnie wpłynęło na rozgrywki ligowe – od tego momentu po tytuł mistrzowski sięgało aż siedem różnych drużyn.

Worcester Warriors nie zobaczymy w przyszłym sezonie w Championship. Ba, nie zobaczymy zdaje się już w ogóle. Nowi właściciele nie znaleźli porozumienia z RFU – zdecydowali, że nie będą wypełniać żądań federacji, które ich zdaniem są nadmierne. M.in. zamierzają spłacić tylko część długów zaciągniętych przez poprzedników (m.in. pokryć z inwestycji oraz sprzedaży udziałów w Premiership zadłużenie wobec urzędu skarbowego). Decyzja to niezwykle kontrowersyjna, bo przecież spółki przejmuje się z dobrodziejstwem inwentarza, i tego dobrego, i złego. Tymczasem na lodzie pozostaną ludzie, którym klub jest winien pieniądze. Co dalej z rugby w Worcesterze? Plan konsorcjum Atlas jest taki, aby połączyć drużynę z czwartoligowym obecnie Stourbridge (spod Worcesteru, ostatnie miejsce w National League 2 West) i od przyszłego sezonu zacząć piąć się w górę pod nowym szyldem, pochodzącym od nazwy stadionu – Sixways Rugby (a pod szyldem Stourbridge pozostałaby ekipa na siódmym poziomie rozgrywkowym, gdzie obecnie gra duga drużyna tego klubu). A swoją drogą, pojawiła się także informacja, jakoby Wasps, którzy wcześniej ogłosili przeniesienie do Solihull, mieli jednak rozmawiać o wykorzystaniu w Championship właśnie stadionu Sixways.

Ciekawa propozycja zmiany w przepisach od Lawrence’a Nolana (rubryka Loose Pass w portalu planetrugby.com): aby po komendzie sędziego Use it! nowi gracze nie mogli już dołączać do rucka. Cel: ograniczenie „gąsienic”. Rozwiązanie ciekawie i na pewno grę mogłoby przyspieszyć, zwłaszcza, że drużyna broniąca w tej sytuacji może zwąchać szansę na przejęcie piłki.

W Argentynie zakończył się proces ośmiu rugbystów (w większości z klubu Arsenal Zárate, jeden z San Isidro), którzy przed trzema laty pobili na śmierć studenta prawa. Pięciu dostało wyrok dożywocia, trzech kolejnych – 15 lat.

Z wieści transferowych:

  • nie tylko Richie Mo’unga i Brodie Retallick po tym sezonie ruszają do Japonii (na kilkuletnie kontrakty, ten ostatni właśnie potwierdził podpisanie umowy z Kobelco Kobe Steelers) – także Aaron Smith (też podpisał umowę na kilka lat, co oznacza koniec jego międzynarodowej kariery) i Beauden Barrett (obaj będą grać w drużynie Toyota Verblitz) oraz Ardie Savea (z Retallickiem spotka się w Kobe);
  • z kolei inny weteran All Blacks, 36-letni Dane Coles, ogłosił, że na koniec tego roku odejdzie na emeryturę;
  • Fijian Drua, tuż przed startem sezonu Super Rugby Pacific, zerwało kontrakt z reprezentantem Fidżi Vinayą Habosim – powodem było naruszenie zasad postępowania w drużynie. Podobno chodzi o przemoc domową. Nie wiadomo, czy będzie to miało wpływ na kontrakt Fidżyjczyka z Racingiem 92, który miał wejść w życie w tym roku;
  • Simon Middleton, trener kobiecej reprezentacji Anglii, którą poprowadził w serii 30 zwycięstw z rzędu (przerwanej dopiero w finale niedawnego Pucharu Świata), po kobiecym Pucharze Sześciu Narodów odejdzie ze stanowiska;
  • Steve Borthwick nie ma litości dla Leicester Tigers, których do niedawna prowadził – właśnie ogłoszono przejście do reprezentacji Anglii dwóch kolejnych członków sztabu trenerskiego tej drużyny, którzy opuszczą klub na koniec sezonu (w tym tymczasowy następca Borthwicka, Richard Wigglesworth);
  • z kolei trener młyna reprezentacji Anglii, były trener Edynburga Richard Cockerill, po Pucharze Sześciu Narodów zmieni pracę i przejdzie do Montpellier, gdzie obejmie taką samą rolę;
  • francuskie media przekazały, że Bernard Laporte miał dostać ofertę trenowania reprezentacji Fidżi, jednak ją odrzucił. Natomiast Vern Cotter, który to stanowisko niedawno nieoczekiwanie opuścił, ma być głównym kandydatem do objęcia funkcji trenera Leicester Tigers.

Zmarł Charlie Faulkner, reprezentant Walii z lat 70. i uczestnik wyprawy British & Irish Lions do Nowej Zelandii w 1977.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia:

Anglia:

  • Ethan Sikorski (North Walsham, National League 2 East): wyszedł na pozycji młynarza, zagrał cały mecz, a na początku drugiej połowy zdobył przyłożenie w spotkaniu z Rochford Hundred wygranym 44:26. North Walsham nadal jest przedostatnie, ale pokonało ekipę znajdującą się jedno miejsce wyżej i zmniejszyło do niej dystans do 3 punktów.

Szkocja:

  • Dan Tomanek (Stirling County, Scottish Cup): wyszedł w podstawowym składzie w meczu pierwszej rundy pucharu kraju z Aberdeen Grammar, wygranym 26:19. W drugiej rundzie, w marcu, Stirling County zagra z GHK.

Zapowiedzi

W kolejny weekend kolejny trudny mecz reprezentacji Polski w Rugby Europe Championship. W sobotę o 21:15 zagra z Belgią. Pierwszy raz w tym sezonie mamy przeciwnika, z którym możemy nawiązać walkę o zwycięstwo. Poza tym w tych rozgrywkach trzy inne spotkania i we wszystkich spodziewane są emocje większe niż dotąd: w naszej grupie Portugalia zagra z Rumunią, a w grupie A Hiszpania z Gruzją i Niemcy z Holandią.

Puchar Sześciu Narodów będzie miał weekend przerwy, za to wrócą czołowe europejskie ligi. W 18. rundzie Top 14 kilka ciekawych spotkań, m.in. Bajonny ze Stade Français, Lyonu z Montpellier, Tulonu z Tuluzą czy Bordeaux z Clermont. W 17. kolejce Premiership spotkania m.in. Gloucesteru z Harlequins czy Leicester Tigers z Saracens. W URC 14. weekend spotkań z południowoafrykańskimi derbami (Lions – Sharks i Bulls – Stormers) i meczem Glasgow Warriors z Ulsterem.

Poza tym drugi mecz kobiecego Rugby Europe Championship (Hiszpania – Holandia), start obu zawodowych lig na zachodniej półkuli – północnoamerykańskiej MLR i południowoamerykańskiej Super Rugby Americas (to SLAR, tyle że ze zmienioną nazwą), a półmetek osiągnie Japan Rugby League One.

4 komentarze do “Znów 11 straconych przyłożeń”

  1. Widzę że sypnęło starą kadrą w powołaniach na mecz z Belgią.
    Ale chyba nie ma czasu na eksperymenty.
    Jest nawet zawodnik z Australii, ten jego klub to który poziom? (Perth Bayswater)
    Mieliśmy już zawodnika z Antypodów i to był niewypał.
    A co z E. Krawieckim i M Haznarem?
    Rezygnacja z kadry?
    Nie ma widoków na wzmocnienia z lig mocniejszych?
    Pozdrawiam,

    Odpowiedz
    • Bayswater to klub z głównej ligi Australii Zachodniej (Fortescue Premier Grade, https://wa.rugby/competitions/wa-premier). Trudno mi to z czymś porównać.
      Krawiecki gra w Anglii, więc nie jest to kontuzja. Haznar ponoć póki co nie gra.
      Widoki na ludzi z lepszych lig? Mówiło się, że może gra w REC ich przyciągnie, ale chyba się nie udało. Być może to kwestia organizacji…

      Odpowiedz
      • Czyli jednak awans sportowy nie idzie w parze z organizacyjnym.
        Szkoda, dobrze że cykl jest dwuletni może coś będzie.
        Ale bez szerokiego przeglądu lig z Wysp i Francji i prób przyciągnięcia mocniejszych zawodników no słabo to widzę. Może jeszcze Włochy i Antypody?, Argentyna?
        Pozdrawiam,

        Odpowiedz
  2. Dzięki za dobrą lekturę i dodam tylko, że najlepszym graczem w meczu Anglia-Włochy wybrano Olliego Lawrence’a, który też u trenera Jonesa grał mało i w końcu dostał szansę gry jako 12-tka.
    Pozdrawiam

    Odpowiedz

Dodaj komentarz