Dwa niesamowite mecze na Twickenham

Dwa niesamowite mecze na Twickenham: w piątek Południowa Afryka rozgromiła Nową Zelandię, a w sobotę Anglia przegrała z Fidżi. Wygrana Springboków była możliwa, ale jej rozmiar zaszokował (to najwyższa przegrana w historii All Blacks). Wygrana Fidżyjczyków to jeden z największych sukcesów wyspiarzy i jedno z największych upokorzeń Anglików. W kraju najwięcej dyskusji budzi podwyższenie w wykonaniu Nkululeko Ndlovu, które mogło dać wygraną Pogoni Siedlce nad Lechią Gdańsk, ale nie dało.

Ekstraliga

Trzecia kolejka Ekstraligi zaczęła się meczem dwóch ekip Budowlanych: do Lublina przyjechali gracze z Łodzi. Mecz rozstrzygnął się w praktyce w pierwszym kwadransie, gdy gospodarze zdecydowanie dominowali w młynach i rozrywali obronę gości. Trzy przyłożenia (z czego dwa Kudakwashe Nyakufaringwy), wszystkie podwyższone przez nowego łącznika ataku Iana Trollipa (który do jednego z nich przyczynił się dzięki 50:22) i było 21:0. Dopiero wtedy łodzianie zaczęli atakować, ale początkowo fatalnie rozgrywali własne auty, stracili też kontuzjowanego Bartłomieja Szczukockiego. Po 30 minutach gry Trollip zdobył czwarte przyłożenie (pierwsze ze swoich dwóch, w sumie w debiucie zaliczył 22 punkty), ale gra zaczęła się wyrównywać, łodzianie wygrali kilka autów rywali, młyny nieco ustabilizowali i zdobyli przyłożenie – do przerwy było 28:7. W drugiej połowie łodzianie mieli długie chwile przewagi, ale znowu fatalnie rozgrywali własne auty, tracąc w ten sposób kilka okazji na punkty. Jedyne punkty w tej części spotkania zaliczyli gospodarze, którzy wygrali całe spotkanie 42:7.

W rozegranym w sobotni wieczór przy sztucznym świetle meczu Lechii Gdańsk z Pogonią Awentą Siedlce pierwsze punkty zdobył dla gości po dłuższym okresie ich przewagi z karnego Nkululeko Ndlovu. Parę minut później gospodarze odpowiedzieli świetną kontrą Roberta Wójtowicza. Lechia prowadziła jeszcze wyżej kwadrans później, gdy przyłożenie zdobył Anthony Siale po dalekim kopie na skrzydło Denzo Bruwera. Moment później odpowiedział Vaha Halaifonua, a do przerwy było 17:10 dzięki pierwszemu w tym sezonie Ekstraligi drop goalowi w wykonaniu Bruwera. W drugiej połowie długo punkty zdobywał tylko Bruwer – w 70. minucie kopem z karnego z własnej połowy boiska podniósł prowadzenie do stanu 23:10. Ale w końcówce Pogoń wreszcie przycisnęła gospodarzy i długotrwały napór dał jej przyłożenie z podwyższeniem i zmniejszenie strat do sześciu oczek. Siedlczanie rzucili się do kolejnego ataku, na dodatek gospodarze zostali w czternastkę po żółtej kartce Marka Płonki (swoją drogą, trzecia kartka w trzecim meczu tego gracza – przy czym czerwoną sprzed tygodnia KGiD obniżyło do żółtej), i Pogoń w praktycznie ostatniej akcji meczu zaliczyła przyłożenie tuż obok słupów – było 23:22 dla Lechii, a Ndlovu z łatwej pozycji kopał podwyższenie. Jednak sędziowie chorągiewek nie podnieśli (ku niedowierzaniu siedleckiego łącznika ataku) i Lechia dzięki temu odniosła minimalne zwycięstwo, pierwsze w tym sezonie. Pogoń, nie wywiozła nawet punktu bonusowego – choć w systemie PZR nazwisk przybyło, nadal nie udaje się zebrać 23 zawodników na mecz.

Hitem kolejki było pierwsze niedzielne starcie, w którym zmierzyli się dwaj medaliści z poprzedniego sezonu – Orkan Sochaczew (grający bez swojego najlepszego zawodnika, Pietera Steenkampa) mierzył się z Budo 2011 Aleksandrów Łódzki (tu brakowało Przemysława Serafina zawieszonego po czerwonej kartce na cztery mecze). Mimo braku swojego lidera gospodarze dość szybko wyszli na prowadzenie, a pierwszą krew obrońcom tytułu wytoczyli bracia Chainowie, którzy w ubiegłym sezonie grali jeszcze dla Budo. Orkan w pierwszej połowie nie pozwalał na wiele gościom (swoje zrobiła też żółta kartka Oleksandra Szewczenki) i wyszedł na prowadzenie 18:3. Dopiero przed przerwą Budo zaczęło podnosić głowę, a efektem jego naporu były dwie żółte kartki sochaczewian i pierwsze przyłożenie, dzięki któremu zmniejszyli stratę do ośmiu punktów. Po przerwie jednak nie poszli za ciosem, za to Andre Meyer zdobył swoje piąte przyłożenie w tym sezonie (zaraz po powrocie z ławki kar), a wynik po kwadransie gry ustalił Michał Szwarc na 32:10. Ostatnie pół godziny gry nie przyniosło już żadnych punktów, a jakość gry osłabła. Orkan wygrał zasłużenie, a na dodatek już trzeci raz w tym sezonie z punktem bonusowym.

Koniec rugbowego weekendu przypadał tym razem na krakowskich Błoniach, gdzie rugbyści Juvenii Kraków i Arki Gdynia zafundowali kibicom prawdziwy festiwal przyłożeń (w sumie padło ich tu aż dwanaście). Gospodarze świetnie zaczęli mecz, od dwóch przyłożeń Jakuba Rapacza, ale chwilę potem z 14:0 zrobiło się 14:12 po dwóch przyłożeniach gości. Przewagę gospodarzy powiększył Riaan van Zyl, który oszukał obronę rywali, ale ci znowu odpowiedzieli i zmniejszyli stratę do dwóch oczek. Na koniec pierwszej połowy Artur Fursenko niezatrzymywany zdobył kolejne punkty dla Juvenii i było 28:19, ale zapowiadało się na ciekawą drugą połowę. Tymczasem po przerwie widowisko było dość jednostronne i kolejne przyłożenia padały łupem krakowian. Gdy jednak ci prowadzili już wysoko, przyłożenie dla Arki zdobył Szymon Sirocki i przez moment zagrożony wydawał się ofensywny punkt bonusowy Juvenii. Ostatnie słowo należało jednak do Peeta Vorstera, który zdobył drugie swoje przyłożenie w meczu i Juvenia wygrała 54:26. Sam mecz był mieszaniną błędów obu drużyn (sporo było młynów, w których Juvenia zresztą dominowała) i ładnych akcji.

W tabeli na czele Orkan Sochaczew. Z drugiego miejsca spadło pauzujące Ogniwo Sopot, a awansowała na nie Juvenia Kraków (świetny początek sezonu krakowian, choć najtrudniejsze sprawdziany jeszcze przed nimi). W czołówce pojawili się też Edach Budowlani Lublin. Wciąż bez punktów obie drużyny z regionu łódzkiego – ostatni beniaminek i przedostatni obrońca tytułu (Budo jednak dwóch najtrudniejszych rywali miało właśnie na początek sezonu, teraz powinno mieć już nieco z górki).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Orkan Sochaczew315
2. ↑Juvenia Kraków210
3. ↓Ogniwo Sopot29
4. ↑↑Edach Budowlani Lublin39
5. ↓Arka Gdynia35
6. ↑↑Lechia Gdańsk34
7. ↓↓Pogoń Awenta Siedlce34
8. ↓Budo 2011 Aleksandrów Łódzki20
9. Budowlani Commercecon Łódź30

Mecze towarzyskie

Nie było w ten weekend rugbowego wydarzenia, które przyciągnęłoby większą uwagę na całym świecie od starcia dwóch potęg, Nowej Zelandii i Południowej Afryki, które drugi raz w historii swoich pojedynków zmierzyły się na Twickenham (poprzednio, w półfinale Pucharu Świata w 2015, wygrali All Blacks). Oba zespoły wytoczyły najcięższe działa. W składzie Springboks ponownie zobaczyliśmy Siyę Kolisiego, do drużyny wrócił Faf de Klerk, a niespodzianką było ustawienie na pozycji środkowego Canana Moodiego (który w tej roli w tym meczu znakomicie się odnalazł – wystarczy spojrzeć na tę akcję: https://twitter.com/i/status/1695163307437740341). W ekipie All Blacks brakowało kontuzjowanych Brodiego Retallicka i Shannona Frizzella, którzy zapewne nie zagrają też na początku mundialu. Nie było też Damiana McKenziego – na dziesiątce zagrał Richie Mo’unga, a Beauden Barrett wystąpił w roli obrońcy.

Obrotu wydarzeń na boisku mało kto się spodziewał. Ten mecz mogła wygrać każda z tych drużyn, ale rozmiary zwycięstwa Południowej Afryki były szokujące. Do przerwy prowadzili 14:0, na 10 minut przed końcem 35:0 i dopiero wtedy Nowa Zelandia zdołała się odgryźć. Wygrana Springboks 35:7 jest jednak niesamowitym sukcesem – All Blacks dotąd jeszcze nigdy nie odnieśli tak wysokiej porażki (dotąd niechlubny rekord stanowiły dwie 21-punktowe przegrane z Australią). Zwycięzcy bezlitośnie wykorzystali kłopoty z dyscypliną po stronie ekipy z Oceanii – w pierwszej połowie All Blacks na blisko 10 minut po dwóch żółtych kartkach zostali na boisku w trzynastkę i wówczas stracili pierwsze przyłożenie (w wykonaniu imponującego po powrocie do gry po kontuzji Siyi Kolisiego, który przedarł się przez linię bramkową po tym, jak rywale kilka razy się wybronili), a na koniec tej części spotkania czerwoną kartkę zobaczył Scott Barrett (za dwie żółte kartki, a to przecież był jeden z najbardziej wyróżniających się graczy tej drużyny w ostatnich testach) i w drugiej połowie mający liczebną przewagę Springboks zdobyli kolejne trzy przyłożenia (no, jedno z nich w okresie gry po czternastu). W pierwszej połowie nawet Richie Mo’unga spudłował prostego karnego, przyłożenie Willa Jordana zostało wyeliminowane przez sędziego, a honorowe przyłożenie dla Nowej Zelandii dopiero na koniec spotkania zdobył zmiennik, który zagrał w czarnej koszulce zaledwie drugi raz i zdecydowanie wyróżnił się na tle zespołu, kilkakrotnie inicjując groźne akcje – Cam Roigard. Dodatkowo All Blacks stracili z kontuzją Tyrela Lomaxa. Springboks – cóż, postraszyli mocno pucharowych rywali. Oprócz Kolisiego czy Moodiego w ich składzie błyszczeli Damien Willemse czy Mannie Libbok (tym razem stuprocentowo skuteczny z podstawki). Kolejny raz też znakomicie zadziałały zmiany w młynie na początku drugiej połowy.

Chyba nie mniej uwagi przyciągnął wynik innego meczu z tego weekendu, także rozgrywanego na Twickenham (ale przy znacznie mniejszej liczbie publiczności – mimo występu reprezentacji Anglii kibiców nie było na górnym poziomie stadionu, podczas gdy na meczu All Blacks ze Springboks był praktycznie pełny). Anglia zagrała nie tylko bez zawieszonych Owena Farrella i Billy’ego Vunipoli (wiązaczem w tym meczu był Ben Earl), ale także bez Anthony’ego Watsona (kontuzja wyeliminowała go z Pucharu Świata; Anglicy obawiają się zresztą też o zdrowie Elliotta Daly’ego i Kyle’a Sincklera). Fidżi też jednak było bez kilku ważnych graczy. Kapitanem gospodarzy został Courtney Lawes, rozgrywający swój setny mecz międzynarodowy. Nie tak miał go jednak wspominać – Anglicy pierwszy raz w historii ulegli Fidżi (a drugi raz jakiejkolwiek reprezentacji spoza elity – pierwszy raz zdarzyło się to w 1993 z Kanadą, ale wtedy wymigali się od skalania statystyk nie traktując tego meczu jako oficjalny). Mecz zaczął się dla nich nieźle – ładnie atakowali, a pierwsze przyłożenie zdobył Jonny May. Potem jednak to Fidżyjczycy włączyli wyższy bieg i Anglicy mieli szczęście, że do przerwy prowadzili 7:3. Drugą połowę goście zaczynali w czternastkę po żółtej kartce, jednak w tym okresie wyszli na prowadzenie (w taki sposób: https://twitter.com/i/status/1695463473503711588), na którym pozostali do końca. Po kwadransie drugiej połowy prowadzili 20:7. Co prawda Anglicy przyłożeniami zmniejszali straty (m.in. wyróżniający się pod koniec meczu Marcus Smith po sprytnym podkopnięciu George’a Forda), ale za każdym razem Fidżi odskakiwało i pewnie wygrało ten mecz 30:22, sprawiając niemałą sensację.

Przy pełnych trybunach we francuskiej Bajonnie Irlandia grała z Samoa. Ekipa z pierwszej pozycji w światowym rankingu wystąpiła w mocnym zestawieniu, choć znalazło się miejsce dla debiutanta, młynarza Toma Stewarta, zwracał też uwagę Jack Crowley w roli łącznika ataku. I właśnie Crowley po kilku minutach gry świetnym przekopem otworzył drogę Jimmy’emu O’Brienowi do pierwszych punktów w meczu. Było 7:0, ale pierwsza połowa potem już nie układała się po myśli Irlandczyków – nie dość, że stracili prowadzenie (po przechwycie Duncana Paia’aui i karnym Limy Sopoagi do przerwy było 7:10), to jeszcze z poważnie wyglądającą kontuzją opuścił boisko Cian Healy. Irlandczycy nie zachwycali, zawodzili zwłaszcza w autach i zanotowali ogromną liczbę strat. Drugą połowę zaczęli od straty kolejnych trzech punktów, ale w końcu odzyskali prowadzenie po dwóch przyłożeniach (żadnym z nich niepodwyższonym). Jednak to Samoa prezentowała się lepiej i do końca walczyła o wygraną, ale w ostatnich sekundach popełniła niewybaczalne błędy – kop z karnego wyszedł za linię boczną za chorągiewką, chwilę potem przegrali aut na 5 m Irlandii, wreszcie zawodnik chwytający piłkę przy linii bocznej po kopie Irlandczyków wyleciał z nią za boisko. Irlandia ostatecznie wygrała 17:13, ale nie była to godna odpowiedź na triumf Springboków nad Nową Zelandią.

Gospodarze Pucharu Świata w niedzielę grali z Australijczykami. Francuzi wystąpili w niezwykle mocnym składzie, w którym najwięcej uwagi przyciągał Matthieu Jalibert, zastępujący wyeliminowanego z Pucharu Świata Romaina Ntamacka. Z kolei Eddie Jones znowu eksperymentował, dając odpocząć m.in. Marice Koroibetiemu, a za to z Suliasi Vunivalu w składzie i wracającym po kontuzji Tanielą Tupou, a także dwoma debiutantami na ławce (Issak Fines-Leleiwasa i Blake Schoupp). Zaskoczenia nie było – pewnie wygrali Francuzi 41:17, co dla Wallabies oznacza piątą porażkę z rzędu (przegrali wszystkie mecze w tym roku i zarazem wszystkie pod wodzą Jonesa). Zaczęło się od wymiany przyłożeń, a potem Francuzi budowali przewagę dzięki karnym Thomasa Ramosa (w tym elemencie zdecydowanie przewyższał Cartera Gordona, który w całym meczu trafił tylko raz). Na 25 minut przed końcem było 19:5 i dopiero wtedy znowu zaczęły pojawiać się przyłożenia, przy czym Francuzi zdobyli ich aż trzy (w tym dwa Damiana Penaud), a ich zwycięstwo przypieczętował karnym z własnej połowy Melvyn Jaminet.

W sumie w ten weekend rozegrano 10 spotkań, które stanowiły ostatnie testy dla aż 16 reprezentacji szykujących się do Pucharu Świata. W sześciu pozostałych:

  • w Treviso Włosi zwyciężyli Japończyków 42:21 – w pierwszej połowie goście z Azji jeszcze trzymali dystans, ale po przerwie gospodarze odstawili rywali, a spory udział w tym miał Monty Ioane, zdobywca trzech przyłożeń (pierwsze po takiej ładnej akcji z grającym tego dnia także na skrzydle Ange Capuozzo: https://twitter.com/i/status/1695491165548581213). Wynik być może wyglądałby inaczej, ale Japończycy byli absolutnie beznadziejni w kopach;
  • Szkoci w mocnym zestawieniu (z eksperymentalną pierwsza linią i bez Darcy’ego Grahama, który wypadł w ostatniej chwili), z wracającym po kontuzji Benem White’m, pokonali Gruzinów, wciąż grających z Luką Matkawą w roli łącznika ataku 33:6. Do przerwy Gruzini prowadzili w tym spotkaniu 6:0, prezentując znakomitą obronę. Po przerwie ta obrona wreszcie puściła po świetnym przekopie Finna Russella na skrzydło do Duhana van der Merwe (https://twitter.com/i/status/1695494316074877053), a potem Szkoci zdobyli jeszcze cztery przyłożenia, w tej połowie całkowicie dominując na rywalami;
  • będąca w przebudowie reprezentacja Hiszpanii nie była zbyt wartościowym rywalem dla Argentyny – ekipa z Ameryki Południowej wygrała mecz aż 62:3, a gwiazdą pojedynku był weteran Nicolás Sánchez (nie tylko 17 punktów z kopów, ale także wkład w kilka spośród dziewięciu przyłożeń drużyny). Mecz ten jednak kosztował Michaela Cheikę utratę jednego z ważnych graczy reprezentacji – kontuzji doznał Santiago Grondona i nie zagra na Pucharze Świata;
  • w Massy Portugalia przegrała z Australią A (w składzie z Benem Foley’em – gdyby zliczyć występy międzynarodowe graczy, to więcej ich mieli na koncie rezerwowi przecież Australijczycy) 17:30. Portugalczycy jednak w pierwszej połowie odrobili 12 punktową stratę i prowadzili do przerwy 14:12, a jeszcze na 20 minut przed końcem remisowali 17:17. Kopy Ryana Lonergana z karnych dały jednak zwycięstwo rezerwom Wallabies;
  • Chile skończyło swoje przygotowania do mundialu porażką z Argentyną XV, odniesioną jednak po zaciętym pojedynku. Mecz skończył się wynikiem 26:28, a nie brakło kontrowersji – sędzia skończył mecz po tym, jak Argentyńczycy przerwali ostatni atak Chilijczyków próbą przechwytu skończoną przodem;
  • szykujący się do wyjazdu do Francji Namibijczycy w ostatnim teście grali z południowoafrykańską ekipą Bulls – przegrali 30:43.

Top 14

Na początek drugiej ligowej kolejki znów nieźle pokazał się beniaminek z Oyonnax – po wygranej tydzień temu nad Clermont teraz grał ze Stade Français i był bliski drugiego zwycięstwa. Dzięki przyłożeniu na koniec pierwszej połowy wyszedł na czteropunktowe prowadzenie, potem co prawda je stracił, ale na 20 minut przed końcem znów miał przewagę trzech oczek, a na pięć minut przed ostatnim gwizdkiem – remisował. Mógł prowadzić, gdyby nie spudłowane dwa karne, a w ostatnich minutach paryżanie rozstrzygnęli mecz na swoją korzyść, najpierw przyłożeniem z podwyższeniem, a na sam koniec ostatecznym ciosem w postaci drop goala Jorisa Segondsa (wcześniej 18 punktów z kopów dla gospodarzy zaliczył Zack Henry). Końcowy wynik: 28:18.

W pierwszym bezpośrednim starciu dwóch drużyn z czołówki ubiegłego sezonu La Rochelle pokonało na stadionie Rajmunda Kopy w Angers Lyon 35:14. Roszelczyków cieszy wygrana, odniesiona w dużej mierze rezerwowym składem, ale do pełni szczęścia brakło punktu bonusowego. Lyon cierpi z powodu kontuzji dwóch podstawowych graczy.

A na koniec kolejki mieliśmy starcie dwóch ostatnich mistrzów Francji. Obrońcy tytułu mistrzowskiego, Tuluza, mimo braku dużej liczby najlepszych graczy, zdecydowanie pokonali Montpellier 38:13 (w przyłożeniach 6:1). Pierwsze przyłożenie zdobył pominięty w powołaniach na Puchar Świata Mathis Lebel, jego koledzy dorzucili kolejne pięć, natomiast Montpellier odpowiadało najczęściej karnymi Louisa Carbonela, a kończyło mecz w czternastkę po czerwonej kartce pod koniec meczu.

Poza tym:

  • Bordeaux pokonało Castres 25:23 (goście byli bliscy odrobienia 14-punktowej straty z połowy meczu);
  • Clermont zwyciężyło Perpignan 38:14 (gospodarze zdecydowanie dominowali w tym meczu, goście honorowe punkty zdobyli dopiero w końcówce; zwraca uwagę przyłożenie pominiętego w powołaniach na Puchar Świata Fidżyjczyka Peceliego Yato);
  • Pau nieoczekiwanie pokonało Racing 92 19:17 (mimo że w przyłożeniach było 1:3 – paryżanie mieli kiepską skuteczność z kopów, w przeciwieństwie do nowego nabytku gospodarzy, Joe’go Simmondsa, który zaliczył w ten sposób 14 punktów);
  • Tulon, tym razem z Alunem Wynem Jonesem w składzie od początku meczu, pokonał Bajonnę 19:14 (14 punktów z kopów dla zwycięzców zdobył Enzo Hervé, ale kluczową postacią w Tulonie był chyba rezerwowy Baptiste Serin, który wprowadził dużo ożywienia w grze i zdobył jedyne przyłożenie swojej drużyny).

W tabeli Top 14 po dwóch kolejkach niecodzienna sytuacja: mamy tylko jedną drużynę z kompletem zwycięstw (Stade Français), jedną z kompletem porażek (Perpignan), natomiast cała reszta stawki ma bilans 1:1.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. ↑Stade Français28
2. ↑↑Bajonna25
3. ↑↑↑↑↑↑↑↑↑↑Tuluza25
4. ↑↑↑↑↑↑↑↑Clermont25
5. ↑Racing 9225
6. ↑↑Pau25
7. Castres25
8. ↑Bordeaux Bègles25
9. ↓↓↓↓↓↓↓↓Lyon25
10. La Rochelle24
11. ↓↓↓↓↓↓↓↓Oyonnax24
12. ↓Tulon24
13. ↓↓↓↓↓↓↓↓Montpellier24
14. Perpignan20

W Pro D2 uwagę zwraca zwłaszcza jeden wynik – wygrana beniaminka, Valence Romans, i to jaka – aż 55:0 z mającym wewnętrzne kłopoty Biarritz. Pierwsze zwycięstwo odniósł też spadkowicz z Top 14 – Brive pokonało Béziers 35:5 (krótko przed końcem było nawet 35:0). Zwracają uwagę także porażki ekip liczących na awans poziom wyżej – Provence pokonało Agen 44:9, a Mont-de-Marsan uległo Vannes 13:22. Zwycięzcy z tych dwóch ostatnich meczów są jedynymi drużynami w lidze z dwoma wygranymi na koncie i oczywiście zajmują dwa pierwsze miejsca w tabeli. Bez zwycięstwa niespodziewanie jest Mont-de-Marsan, a także beniaminek Dax. Ostatnie miejsce zajmuje Grenoble, które musi odrabiać karne punkty nałożone na drużynę przed sezonem.

U dwóch graczy klubów Pro D2 (i to nie byle jakich – byłych reprezentantów odpowiednio Południowej Afryki i Walii, Eltona Jantjiesa i Rhysa Webba) wykryto w krwi niedozwolone substancje. Zostali tymczasowo zawieszeni.

Z kraju

17-letni Adam Zapędowski z Arki Gdynia, który poznał już smak młodzieżowych reprezentacji Polski, podpisał zawodowy kontrakt we Francji – przez najbliższe trzy lata ma być zawodnikiem drużyny młodzieżowej (espoirs) w klubie Union Bordeaux Bègles.

Za chwilę rusza II liga, a w niej występuje klub z Olsztyna. Poinformował on o pozyskaniu nowego sponsora tytularnego, w związku z czym będzie uczestniczył w rozgrywkach pod nazwą Koma Rugby Team Olsztyn.

Ze świata

Oprócz testów drużyn przygotowujących się Pucharu Świata mieliśmy też trochę międzynarodowego grania w Ameryce (głównie Południowej). Przede wszystkim rozegrano drugą i trzecią kolejkę turnieju 4 Naciones. Z kompletem zwycięstw wygrała go Brazylia, będąca gospodarzem całej rywalizacji, która w przed weekendem rozgromiła Kolumbię 64:7, a w niedzielę w meczu, który okazał się starciem o zwycięstwo w turnieju, pokonała Paragwaj 41:22. Paragwajczycy zajęli drugie miejsce (dzięki wcześniejszemu zwycięstwu nad Chile XV 29:27), a rezerwy Chile trzecie. Stawkę zamknęła Kolumbia z kompletem wysokich porażek – rozwiązanie franczyzy SLAR, a także brak kilku zawodników grających obecnie w rozgrywkach Super Rugby Americas w drużynach z innych krajów, nie pomogły na pewno tej reprezentacji.

Poza tym w Ameryce grano mecze towarzyskie: Peru pokonało Gwatemalę 64:8, a reprezentacja Trynidadu i Tobago ograła drużynę USA South 19:15 (tu odbyło się też drugie spotkanie, w kategorii wiekowej U23, w którym górą byli młodzi Amerykanie).

Ostatni tydzień w nowozelandzkiej lidze NPC zaczął się od nietypowego wyniku: Wellington pokonał Tasman 7:0. Nerwowo był w meczu Manawatu z Northlandem, który gospodarze wygrali zaledwie jednym punktem dzięki przyłożeniu z ostatniej akcji meczu (31:30). Niepokonane dotąd Taranaki w swoim piątym meczu uległo Hawke’s Bay 26:29, z kolei pierwszą wygraną w sezonie odniosło Otago (31:21 w derbach południa nad Southlandem). Najciekawsza para spotkała się w meczu Canterbury z Wellington – stołeczna ekipa wygrała 36:31, mimo świetnej drugiej połowy w wykonaniu drużyny z Wyspy Południowej. Mieliśmy też jedną dogrywkę – potrzebował jej nieoczekiwanie Tasman do zwycięstwa nad North Harbour. Bez porażki pozostała już tylko jedna ekipa, Wellington, z którym jednak identyczną liczbę punktów ma Taranaki. Bez zwycięstwa nadal North Harbour i Southland.

W Australii zakończyło się kilka rozgrywek stanowych. W finale najbardziej znanej ligi, Shute Shield w Nowej Południowej Walii, Randwick pokonał Northern Suburbs 17:15. Wygrał tę rywalizację po raz aż trzydziesty trzeci (w symbolicznym momencie – rozstrzygnięto je właśnie po raz setny), ale na ten sukces czekał niemal dwie dekady – od 2004. Do przerwy prowadził 17:3, a w drugiej połowie niewiele brakło, aby rywale odrobili straty. W Hospital Challenge Cup w stanie Queensland triumfowała ekipa Brothers, która w finale wygrała z Wests 28:26. Brothers (którzy po rundzie zasadniczej byli zaledwie na czwartym miejscu) sięgnęli po tytuł po siedmioletniej przerwie i po raz 28 w historii – zrównując się w ilości zwycięstw z University of Queensland.

Poza tym rozstrzygnięto rozgrywki John I Dent Cup w terytorium stołecznym (ACT) – w finale Gunghalin Eagles pokonali Tuggeranong Vikings 33:22. Dla zwycięzców to czwarty tytuł w historii, a poprzedni zdobyli dokładnie 20 lat wcześniej. Na dodatek to rywale byli zdecydowanie najlepszą drużyną fazy zasadniczej. Z kolei w stanie Wiktoria zakończono rozgrywki o Dewar Shield. Obrońcy tytułu mistrzowskiego, Harlequins, w decydującym pojedynku pokonali Endeavour Hills 39:26.

W rumuńskiej Liga Națională de Rugby nic nowego – wszystkie trzy grające w ten weekend czołowe ekipy wygrały wysoko swoje spotkania i nie straciły ani jednego przyłożenia. Știința Baia Mare pokonała swoją imienniczkę z Petroszanów 66:3, Steaua Bukareszt pokonała ekipę z Gałacza 70:6, a Timișoara rozgromiła Navodari aż 92:0.

W Bloemfontein rozegrano pierwsze z czterech starć Cheetahs z Western Force w ramach Challenge Series. Goście z Australii, którzy dali szansę wielu młodym zawodnikom, wygrali 31:27 (mimo że przegrywali już 3:14 i 10:21).

W koreańskim Inczonie rozegrano pierwsze edycje turniejów w rugby 7 w ramach Asia Rugby Sevens Series. Wśród mężczyzn triumfowali Japończycy, którzy w finale wygrali z Hongkongiem 12:10. Trzecie miejsce zajęli gospodarze turnieju. Pechowcami byli Chińczycy, którzy swój występ zaczęli od wygranej w grupie z Japonią, ale ponieważ trzy drużyny skończyły rywalizację z dwoma zwycięstwami, odpadli z powodu najgorszego bilansu małych punktów. Wśród kobiet na czele dwie zdecydowanie najlepsze ekipy z Azji – w finale Japonia pokonała Chiny 14:12 (choć przegrywała do przerwy 0:12). Trzecie miejsce zajęły rosnące coraz bardziej w siłę Tajki.

W Afryce rozegrano turniej siódemkowy dla reprezentacji krajów znad Zatoki Gwinejskiej. Wzięło w nim udział po trzy drużyny męskie i kobiece i w obu rywalizacjach kolejność była identyczna: wygrała Ghana przed Togo i Beninem.

W wojskowych mistrzostwach świata rozegrano dwie ostatnie kolejki fazy grupowej – w chyba najciekawszym spotkaniu Wielka Brytania pokonała Gruzję 24:21. Na drugim końcu spektrum wyników mamy wygraną Australii nad Holandią 102:0 czy Wielkiej Brytanii nad Hiszpanią 128:3. Do półfinałów awansowały Wielka Brytania, Nowa Zelandia, Fidżi i Francja.

Japońska liga ma wystartować na początku grudnia, ale tamtejsze klubu ogłaszają mecze rozgrzewkowe na jesień. Kilka z nich niezwykle ciekawych, bo przeciwnikami Japończyków będą w nich australijskie franczyzy Super Rugby – Reds mają zagrać z Saitama Wild Knights, a Rebels z Hanazono Kintetsu Liners.

Sprawa Owena Farrella zakończona – w wyniku apelacji World Rugby nowy panel dyscyplinarny uznał winę zawodnika i zawiesił go (argumentacja – właściwie identyczna z tą Nigela Owensa podawaną w „szponach” przed tygodniem, postawa Farrella w tej szarży nie dopuszczała do stosowania czynników łagodzących). Uznano, że przewinienie jest warte sześciu tygodni dyskwalifikacji, ale skrócono ją do czterech. W efekcie będzie mógł zagrać już w trzecim meczu fazy grupowej Pucharu Świata (do okresu dyskwalifikacji wliczono też ubiegłotygodniowy mecz z Irlandią, gdy profilaktycznie odsunięto go od składu). Jednak uzasadnienie skrócenia kary jest kuriozalne: powołano się na jego dobry charakter (!) i sypanie głowy popiołem, a ani słowem nie wspomniano, że w tym roku dostał już czerwoną kartkę za to samo. Dla porównania – Billy’emu Vunipoli dzięki czystej kartotece karę za niemal identyczne zagranie skrócono z sześciu do trzech tygodni.

George Moala z reprezentacji Tonga w wyniku apelacji nie uzyskał nic (podtrzymano dyskwalifikację na pięć spotkań – z czego trzy na Pucharze Świata). Więcej szczęścia mieli Rumuni – ukarany czerwoną kartką w meczu z Włochami Adrian Moțoc będzie mógł grać w Pucharze Świata od początku.

World Rugby wskazała składy sędziowskie na mecze rundy grupowej Pucharu Świata. Szlagierowy mecz otwarcia między Francją i Nową Zelandią poprowadzi arbiter z Południowej Afryki, Jaco Peyper. Inny z hitów, mecz Południowej Afryki z Irlandią, będzie sędziował Nowozelandczyk Ben O’Keeffe.

Ogłoszono już prawie ostatnie składy na Puchar Świata (zostały jeszcze tylko Gruzja i Portugalia):

Grupa A:

  • Włochy – włoskich kibiców na pewno bolą kontuzje Jake’a Polledriego, Edoardo Padovaniego i Tommaso Menoncello, które wyeliminowały ich z kadry. Reszta kluczowych zawodników powołania dostała, w tym wracający do kontuzji (tydzień temu zagrał pierwszy mecz) Ange Capuozzo. Zwraca uwagę obecność aż czterech nominalnych łączników młyna. Skład to mieszanina doświadczenia (z Tommaso Allanem na czele, który na Puchar Świata jedzie trzeci raz) z młodością (jest kilku zawodników, którzy zadebiutowali w kadrze latem). Wśród tych, którzy niedawno debiutowali jest też dwóch byłych reprezentantów Anglii U20: Paolo Odogwu i Dino Lamb. W sumie 22 graczy z włoskich franczyz URC (w tym 16 z Benettona), a wśród zagranicznych zwraca uwagę rodzynek z Nowej Zelandii, Hame Faiva.

Grupa B:

  • Irlandia – tu największą wyrwą jest brak najbardziej doświadczonego gracza, Ciana Healy’ego, którego wyeliminowała kontuzja w sobotnim spotkaniu z Samoa. Kibiców irlandzkich cieszy natomiast na pewno obecność dwóch młynarzy, którzy zdążyli na czas z wyjściem z kontuzji – Ronana Kellehera i Dana Sheehana. Szansy nie dostali natomiast mimo niezłych występów niedawni debiutanci, młody młynarz Ulsteru Tom Stewart i wiązacz Connachtu Cian Prendergast. W sumie aż 18 graczy Leinsteru, tylko 8 mistrza URC Munsteru, a 7 z pozostałych dwóch irlandzkich regionów (4 z Ulsteru i 3 z Connachtu). Trenerzy mówią, że patrzą w przyszłość, ale dominuje doświadczenie – aż 15 graczy już grało na Pucharach Świata, z czego trzech pojedzie na tę imprezę po raz czwarty (kapitan Jonathan Sexton, Conor Murray i Keith Earls), a kolejna czwórka po raz trzeci.

Nowinka w reprezentacji Australii – konsultantem Eddiego Jonesa na okres turnieju został były szkoleniowiec All Blacks, Steve Hansen. Wymuszone zmiany w składzie Argentyny – kontuzje wyeliminowały z Pucharu Świata Nahuela Tetaza Chaparro i Santiago Grondonę. Podobnie w reprezentacji Anglii – Anthony’ego Watsona zastąpił Jonny May, a Steve Borthwick drży o zdrowie kilku kolejnych zawodników. Uzupełniony o brakujące trzy nazwiska został skład Chile – i wszyscy trzej nowi gracze to zawodnicy Selknamu (ich liczba w tej drużynie zwiększyła się zatem do 30).

Gdy w 2010 kobiecy Puchar Świata był rozgrywany ostatni raz w Anglii, finałowe mecze zagrano na Twickenham Stoop, liczącym kilkanaście tysięcy miejsc. Tymczasem właśnie potwierdzono, że gdy impreza ta zawita ponownie do tego kraju w 2025, finał będzie rozgrywany na Twickenham i chyba można się spodziewać, że kibice wypełnią go po brzegi – a to jest ponad 80 tys. miejsc. Tak rozwija się na świecie kobiece rugby.

World Rugby ogłosiło uruchomienie nowej (albo wskrzeszenie starej) platformy internetowej dla transmisji rugby – RugbyPass TV (rugbypass.tv). Póki co w czasie Pucharu Świata tam będą publikowane najlepsze momenty z meczów oraz pełne mecze z opóźnieniem, natomiast w przypadku kobiecych rozgrywek WXV jest chyba szansa na transmisje na żywo.

W Walii federacja potwierdziła nowy format rozgrywek ligowych od 2024. Utworzona zostanie nowa, prawdopodobnie 10-zespołowa liga Elite Domestic Competition, która zajmie miejsce „ponad” Premiership (podobnie jak w Szkocji kilka lat temu Super Series). Prawdopodobnie 10-zespołowa, bo niewykluczone, że drużyn będzie mniej, jeśli braknie zgłoszeń. Wstępnie przeznaczono po dwa miejsca dla każdego regionu i jedno miejsce dla północnowalijskiego RGC. Jesienią tego roku ma odbyć się nabór drużyn i przyznanie licencji. Ważnym elementem ma być danie szansy gry młodym zawodnikom z drużyn regionalnych, dla których to ma być „końcowa szkoła” rugby. W rozgrywkach na poziomach poniżej EDC też mają być zmiany – do Premiership ma awansować tyle drużyn, aby zachować stawkę 13 ekip, a jeszcze poniżej ma być zmniejszona liczba drużyn w ligach, aby nieco skrócić sezon (tu ma też obowiązywać przepis obniżający wysokość szarży do mostka).

Altrad, mimo udziału w skandalu korupcyjnym w federacji francuskiej, pozostanie głównym sponsorem reprezentacji Francji na kolejne cztery lata. Za każdy sezon obecności na koszulkach zapłacić ma po 8 mln euro.

Z wieści transferowych:

  • francuski filar Demba Bamba, obecnie gracz Lyonu, podpisał kontrakt z Racingiem 92 (wejdzie w życie po tym sezonie, w 2024);
  • były trener reprezentacji Walii Wayne Pivac podpisał kontrakt z japońską drużyną League One (drugiej dywizji), Green Rockets Tokatsu;
  • walijski łącznik ataku Dan Biggar ogłosił, że występem w Pucharze Świata kończy swoją międzynarodową karierę. Nie oznacza to, że całkiem wiesza buty na kołu – nadal będzie grać we francuskim Tulonie.

W wieku 68 lat zmarł w wyniku wypadku samochodowego Theuns Stofberg, reprezentant RPA na przełomie lat 70. i 80., kapitan tej reprezentacji, pięciokrotny zdobywca Currie Cup.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia:

Australia:

  • Brandon Olow (Perth Bayswater RUC, Western Australia – Premier Grade): w ostatnim meczu rundy zasadniczej spędził na boisku 80 minut (a raczej 70, bo zaliczył żółtą kartkę) i zdobył przyłożenie. Jego ekipa pokonała Nedlands 36:31. W tabeli sklasyfikowana została na piątym miejscu, tuż poza strefą awansu do play-off. Szansę na awans straciła tydzień temu, gdy wskutek choroby graczy trzeba było odwołać mecz z West Scarborough.

Szkocja:

  • Craig Bachurzewski (Southern Knights, Super Series Championship): zagrał ostatnie pół godziny w meczu z Boroughmuir Bears, przegranym 20:44. Knights spadli na szóste, przedostatnie miejsce w lidze;
  • Max Loboda (Boroughmuir Bears, Super Series Championship): w tym samym meczu, tyle że po drugiej stronie, zagrał blisko godzinę i zdobył przyłożenie. Jego ekipa dzięki wygranej awansowała o jeden stopień, na czwartą lokatę;
  • Ronan Seydak (Heriot’s, Super Series Championship): zagrał cały mecz przeciwko Ayrshire Bulls, przegrany 21:33. Jego drużyna spadła z drugiego na trzecie miejsce.

Zapowiedzi

Główny punkt programu kolejnego weekendu do czwarta kolejka Ekstraligi. Najciekawiej zapowiada się niewątpliwie mecz Ogniwa Sopot z Orkanem Sochaczew. Poza tym grają Pogoń Awenta Siedlce z Juvenią Kraków, Budowlani Commercecon Łódź z Lechią Gdańsk i Budo 2011 Aleksandrów Łódzki z Edachem Budowlanymi Lublin. Oprócz tego startuje I liga (spadkowicz z Ekstraligi, Posnania, zaczyna sezon w Rumii, natomiast beniaminek z Wrocławia zagra swój pierwszy mecz w Białymstoku) i II liga (na pierwszy ogień pojedynek rezerw Budowlanych Łódź i Lublin). Oprócz tego pierwszy turniej Polskiej Ligi Rugby 7.

Na świecie przed nami weekend odpoczynku przed startem największej rugbowej imprezy – Pucharu Świata. Z międzynarodowego grania tylko to siódemkowe i to w egzotycznym wydaniu – Igrzyska Oceanu Indyjskiego (rozpoczęte zresztą tragicznym akcentem – kilkanaście osób zginęło w tłumie podczas uroczystości rozpoczęcia imprezy). Grają niektóre ligi. W trzeciej kolejce Top 14 m.in. pojedynek beniaminka z mistrzem (Oyonnax – Tuluza) i Bordeaux z Tulonem. Kolejne mecze w NPC. A do tego startują Premiership walijska i szkocka.

1 komentarz do “Dwa niesamowite mecze na Twickenham”

  1. Sytuacja z nieuznanym podwyższeniem z meczu Lechia – Pogoń, mimo wszystko, w złym świetle stawia pracę sędziów. Na powtórce w zwolnionym tempie wyraźnie widać, że piłka rzuca cień na wewnętrznej stronie prawego słupa, więc musiała znaleźć się między nimi. Po pierwsze decyzję o uznaniu podwyższenia podejmuje zawsze sędzia główny, a ten w momencie kopu nie był ustawiony tak, żeby mógł sam ocenić czy piłka znalazła się miedzy słupami – zdał się całkowicie na liniowych. Po drugie sędzia liniowy „pilnujący” prawego słupa był źle ustawiony (powinien stać tak, żeby on, piłka i prawy słup tworzyli linię). Nie wiem czy wynika to z obecnego na stadionie i widocznego na transmisji materaca do skoku o tyczce czy braku skupienia. Dla zawodników jest to niestety nauczka, żeby nie dawać sędziom szans na pomyłkę i grać tak, żeby wszystko było „czarno na białym”. Gdyby Ndlovu, z dość dogodnej pozycji, kopnął piłkę centralnie między słupami całej sytuacji by nie było…
    Oglądając mecze międzynarodowe zapowiada się chyba najbardziej wyrównany Puchar Świata w historii. Dość bliskie spotkania i wyniki Fidżi i Samoa ze światową czołówką pokazują jakim błędem jest cała koncepcja World League…

    Odpowiedz

Skomentuj Rugbyfan#2 Anuluj pisanie odpowiedzi