Już tylko cztery dni

Już tylko cztery dni dzielą nas od startu Pucharu Świata – w piątek o 21:15 mecz otwarcia między Francją a Nową Zelandią. A póki co Edach Budowlani Lublin nieoczekiwanie i wysoko pokonali Budo 2011 Aleksandrów Łódzki, ruszyła I i II liga, sporo emocjonujących meczów w Pro D2 i NPC (za to w Top 14 kilka zaskakująco wysokich wyników), sensacja w lidze rumuńskiej, Igrzyska Wysp Oceanu Indyjskiego i wiele innych.

Ekstraliga

Na start czwartej rundy ekstraligowych zmagań Budowlani Commercecon Łódź grali z Lechią Gdańsk (osłabioną brakiem Marka Płonki, który w trzech dotychczasowych meczach zaliczył trzy kartki i musiał pauzować) – dla gospodarzy to była pierwsza realna szansa na punkty. Pierwsza połowa wskazywała, że coś może z tego być – łodzianie dwukrotnie wychodzili na prowadzenie, najpierw 7:3, potem 12:8, a do przerwy przegrywali tylko 12:15. Jednak w drugiej połowie już tylko Lechia zdobywała punkty, a im bliżej było końca, tym obrona gospodarzy była częściej rozrywana. Skończyło się wygraną gdańszczan 48:12, przy czym aż trzech zawodników tej drużyny zdobyło po dwa przyłożenia: obaj skrzydłowi, Anthony Siale i Aleksander Czerniak, oraz łącznik ataku Denzo Bruwer, który w sumie zaliczył w tym meczu aż 23 punkty.

Jako największy hit kolejki zapowiadało się starcie dwóch medalistów z poprzedniego sezonu – Ogniwa Sopot z Orkanem Sochaczew. Mecz znakomicie zaczęli goście – już po 10 minutach mieli na koncie dwa przyłożenia i prowadzili 10:0 (drugie z nich zawdzięczali nakrytemu przez Michała Szwarca kopowi ogniwiaków). Dopiero po kwadransie gospodarze przeprowadzili pierwszą groźną akcję i po maulu autowym zrobiło się 7:10. Chwilę potem Ogniwo zostało na boisku w czternastkę po żółtej kartce Mateusza Plichty za faul na swoim bracie, Dawidzie, ale Orkan przewagi nie wykorzystał, a Ogniwo zdobyło drugie przyłożenie i wyszło na prowadzenie 14:10. Mimo kolejnych okazji wynik do przerwy się nie zmienił. W drugiej połowie drgnął dopiero po 20 minutach, gdy Ogniwo zdobyło karne przyłożenie. Było 21:10, czas upływał i wydawało się, że mecz jest rozstrzygnięty, ale kilka minut przed końcem Orkan wyprowadził zabójczą kontrę i zmniejszył stratę do sześciu punktów. Miał jeszcze jedną szansę, ale Ogniwo wybroniło się i wygrało 21:15. Zwyciężyła drużyna bardziej doświadczona i lepiej kopiąca – co prawda Wojciech Piotrowicz bodaj trzykrotnie chybił z karych, ale zaliczył oba podwyższenia, tych natomiast brakło sochaczewianom (przy braku leczącego kontuzję Pietera Steenkampa skuteczność w tym elemencie wyniosła 0/3). Sporo było urazów wynikających z twardej gry (m.in. głowy Dawida Plichty i Jordana Tebatta).

W niedzielę także dwa mecze. W pierwszym Pogoń Awenta Siedlce grała z Juvenią Kraków. Przed meczem gospodarze zaprezentowali baner, w którym wzywali PZR do rozwiązania sprawy graczy Skry Warszawy oczekujących od miesięcy na możliwość zmiany klubu. Siedlczanie pierwszy raz w tym sezonie przystąpili do meczu w 23-osobowym składzie w protokole (m.in. z emerytem Adrianem Chróścielem na boisku). Pierwsze 20 minut to był okres wyrównanej gry, po którym gospodarze prowadzili 3:0. Gdy jednak stracili jednego z graczy z żółtą kartką za brzydkie wejście barkiem w rywala, Juvenia zaczęła na boisku dominować. Goście zmuszali gospodarzy do błędów, sędzia co i rusz pouczał graczy Pogoni po karnych i w sumie gospodarze mieli odrobinę szczęścia, że pierwszą połowę skończyli z tylko straconymi dwoma przyłożeniami (było 3:17). Po przerwie Juvenia nadal przeważała, ale na kolejne przyłożenie czekała 20 minut (raz gospodarze wypchnęli Rafała Lewickiego na lewym skrzydle tuż przed linią bramkową w aut, drugi raz im się już nie udało). Dopiero wtedy przebudziła się Pogoń, która miała dobre kilkanaście minut – w tym czasie Daniel Trybus zdobył przyłożenie po świetnej akcji Petelo Puhili. Na koniec jednak znowu została w czternastkę (żółtą kartkę zobaczył Vaha Halaifonua – chyba szczęśliwą, po uderzeniu w twarz Riaana van Zyla) i na sam koniec meczu świetny Oderich Mouton zdobył przyłożenie dla Juvenii. Krakowianie wygrali 32:10, notując nie tylko trzecie zwycięstwo, ale i trzeci punkt bonusowy w sezonie.

Na koniec kolejki Budo 2011 Aleksandrów Łódzki grało z Edachem Budowlanymi Lublin. Obrońcy mistrzowskiego tytułu po dwóch porażkach liczyli na przełamanie i pierwsze punkty w sezonie. Nic z tego. Choć dobrze zaczęli mecz, przegrali go wysoko i nie zaliczyli nawet defensywnego punktu bonusowego. W pierwszej połowie dominowali na boisku, ale długie okresy naporu przełożyły się na tylko jedno przyłożenie – świetnie przedostał się przez linię obrony Kamil Brzozowski, który jednak kilka minut później musiał opuścić boisko z powodu kontuzji. Dopiero na sam koniec pierwszej połowy lublinianie pierwszy raz zagrozili gospodarzom i od razu przełożyli to na punkty – szybką akcję zakończyli przyłożeniem, które dało im do przerwy prowadzenie 10:7. Po przerwie to goście mieli przewagę. Już po paru minutach gry w drugiej części spotkania kolejna ładna, szybka akcja pozwoliła im zwiększyć przewagę do 8 punktów. Co prawda gospodarze stworzyli raz zagrożenie, ale to lublinianie mieli więcej z gry, a na dodatek zaliczyli zabójczą końcówkę: najpierw 3 punkty Iana Trollipa z karnego, potem siedem punktów po świetnym 50:22 Trollipa i przyłożeniu Stanisława Niedźwieckiego, a na koniec znów kop Trollipa na skrzydło, piłka oszukała Przemysława Dobijańskiego i przyłożenie zdobył Marzuq Maarman. Lublinianie zasłużenie wygrali 30:7. W pierwszej połowie skutecznie bronili, a w drugiej pokazali, że znakomicie grają. Do szczęścia brakło im tylko 23. zawodnika w protokole meczowym, nie wpisali bowiem na swoje konto bonusowego puntu ofensywnego mimo zdobycia trzech przyłożeń więcej od rywala. Z punktu widzenia widza transmisji internetowej – szkoda, że operator kamery miał nieco egzotyczne podejście do rugby.

W tabeli nadal zaskakująco niskie miejsce Budo 2011 Aleksandrów Łódzki. Owszem, rywale dotąd byli bardzo trudni, ale tego, że obrońcy tytułu nie będą mieli po trzech meczach ani jednego punktu, chyba mało kto się spodziewał. Na czele Orkan przed Juvenią oraz Ogniwem Sopot – ekipy z drugiego i trzeciego miejsca mają po komplecie zwycięstw, rozegrały jednak jeden mecz mniej od Orkana. Przed Juvenią wciąż jednak najtrudniejsi przeciwnicy. Wrażenie zrobili też lublinianie, zwłaszcza niedzielnym zwycięstwem.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Orkan Sochaczew416
2. Juvenia Kraków315
3. Ogniwo Sopot313
4. Edach Budowlani Lublin413
5. ↑Lechia Gdańsk49
6. ↓Arka Gdynia35
7. Pogoń Awenta Siedlce44
8. ↓Budo 2011 Aleksandrów Łódzki30
9. Budowlani Commercecon Łódź40

Zainaugurowano rozgrywki na niższych frontach ligowych. I liga rozpoczęła się od bonusowej wygranej Sparty Jarocin nad Hegemonem Mysłowice 45:17. W derbach Warszawy Legia pokonała AZS AWF 28:7. W niedzielę w chyba najciekawszym meczu pierwszej kolejki spadkowicz z Ekstraligi, Posnania, wysoko pokonał na wyjeździe Arkę Rumia 41:21, natomiast Rugby Białystok nie dało żadnych szans beniaminkowi, Rugby Wrocław – tu padł wynik 46:15. Po jednym meczu trudno cokolwiek prorokować, ale wielkopolskie ekipy chyba znowu będą walczyć o awans do Ekstraligi.

W II lidze Koma RT Olsztyn pokonała Miedziowych Lubin 38:26 (goście w pomeczowym wpisie na Facebooku napisali o „pięknym, klasycznym polskim rugby” i kto wie, czy nie mieli na myśli aż siedmiu żółtych kartek rozdanych graczom obu ekip), a Wataha Zielona Góra rozgromiła Rugby Ruda Śląska aż 84:19 (goście przyjechali do Zielonej Góry tylko w czternastkę, a na dodatek zobaczyli trzy żółte kartki – jednak gospodarze też zaliczyli czerwoną kartkę; pięć przyłożeń zdobył środkowy Watahy Krzysztof Polak). Spotkanie pomiędzy rezerwami Budowlanych Łódź i Lublin zostało przełożone na kolejny weekend.

Top 14

Na starcie trzeciej kolejki Top 14 mieliśmy pojedynek beniaminka z obrońcą tytułu mistrzowskiego – Oyonnax grało z Tuluzą. Wbrew pozorom gospodarze nie byli skazywany na pożarcie po dobrym początku sezonu i wobec dużego osłabienia gości brakiem reprezentantów kraju. Ostatecznie Tuluza zwyciężyła 27:21. Mistrzowie wypracowali przewagę, która po przerwie sięgnęła 18 punktów. Potem Oyonnax odrabiało straty i mocno zmniejszyło dystans, było jednak już ciut za późno. Ostatnie przyłożenie gospodarze zdobyli w ostatniej akcji i bliscy byli defensywnego punktu bonusowego – już po syrenie mogło zabrakło skutecznego podwyższenia. Ciekawostka: w pierwszej połowie boczni biegali z chorągiewkami z herbami obu rywalizujących na boisku klubów (z konieczności, wobec braku właściwego sprzętu).

Niezwykle zacięty był mecz Clermont z La Rochelle. Punktów padło tu niewiele, ale za każdym razem, gdy były zdobywane, zmieniała się drużyna na prowadzeniu. Zaczął punktowanie już po dwóch minutach gry reprezentujący gospodarzy Fidżyjczyk Peceli Yato, a jego drużyna dzięki karnemu z ostatniej akcji prowadziła po pierwszej połowie 8:7. W drugiej połowie ekipy wymieniły się karnymi i było 11:10. Na minutę przed końcem atakujący roszelczycy stracili piłkę na linii 22 m rywali. Cudem ją odzyskali po aucie Clermont wykonywanym równo z syreną końcową, ale nie zdołali wyprowadzić akcji, która przechyliłaby szalę na ich korzyść. Wynik 11:10 dla Clermont utrzymał się do końcowego gwizdka.

W ostatnim meczu kolejki Bordeaux odniosło drugie zwycięstwo w sezonie, w pokonanym polu pozostawiając Tulon. Co prawda to goście zdobyli pierwsze punkty w meczu, ale potem gospodarze powiększali swój dorobek (głównie z karnych Mateo Garcii) dochodząc do stanu 16:3 w 55. minucie. Co prawda tulończycy potem dwukrotnie zmniejszali straty, ale kolejne kopy Garcii (w sumie 17 punktów) pozwalały gospodarzom za każdym razem znowu odskakiwać. Ostatecznie Bordeaux wygrało 22:17.

Poza tym (w tym kilka nadspodziewanie wysokich wyników):

  • Stade Français, jedyna dotąd niepokonana drużyna, taką pozostała – wygrała z Montpellier 24:9 (mimo, że w pierwszej połowie to goście dwukrotnie wychodzili na prowadzenie, a w drugiej połowie paryżanie przez chwilę zostali na boisku w trzynastkę po żółtych kartkach);
  • Castres pokonało Bajonnę 37:0 (Baskowie w domu i na wyjeździe wydają się być kompletnie różnymi drużynami; jedno z przyłożeń dla Castres zdobył Fidżyjczyk Leone Nakarawa);
  • Pau zaskakująco rozgromiło Lyon 40:10 (do przerwy było 10:10, po przerwie Pau wyszło na prowadzenie w dużej mierze dzięki Joe’mu Simmondsowi, a w końcówce, gdy Lyon został w trzynastkę po dwóch żółtych kartkach, gospodarze dobili gości dwoma przyłożeniami; Simmonds zdobył w sumie 20 punktów);
  • Racing 92 zgotował jeszcze większy pogrom ekipie z Perpignan – było 59:10 (a zwycięzcy zdobyli aż 9 przyłożeń).

Jedyną niepokonaną drużyną jest lider, Stade Français, natomiast czerwona latarnia, Perpignan, jest jedyną ekipą z kompletem porażek. Nieoczekiwanie wysoko są w tabeli Castres i Pau. Jednak póki co absolutnie wszystko jest możliwe. A na razie przed drużynami Top 14 miesiąc przerwy.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Stade Français313
2. ↑↑↑Racing 92310
3. ↑↑↑↑Castres310
4. ↑↑Pau310
5. ↓↓Tuluza39
6. ↓↓Clermont39
7. ↑Bordeaux Bègles39
8. ↑↑La Rochelle35
9. ↑↑↑Tulon35
10. ↓↓↓↓↓↓↓↓Bajonna35
11. ↓↓Lyon35
12. ↓Oyonnax34
13. Montpellier34
14. Perpignan30

W Pro D2 wciąż na czele niepokonana drużyna Provence. W tym tygodniu swoją passę podtrzymała po niesamowitym meczu – po półgodzinie gry przegrywała z Nevers już 6:24, a zwyciężyła ostatecznie 37:34. Niepokonane jest także bretońskie Vannes – zachowało drugie miejsce wygrywając z Aurillac 19:9 (pomimo czerwonej kartki już w 5. minucie meczu). Zwracają uwagę m.in. pierwsza wygrana beniaminka z Dax (28:23 z Grenoble), druga wygrana Valence Romance (26:22 z Colomiers i w efekcie czwarte miejsce w tabeli), odbicie po ubiegłotygodniowym pogromie Biarritz (23:18 z Angoulême), czy druga już porażka spadkowicza z Top 14, Brive (tym razem z Montauban, 28:34). Na koniec kolejki grały ze sobą dwie ekipy z dołu tabeli, ale z wielkimi ambicjami – Agen pokonało Mont-de-Marsan 20:17, a przegrana ekipa pozostaje jedyną w lidze z kompletem porażek. Warto też zwrócić uwagę, że największa różnica punktowa w tej kolejce wyniosła 10 punktów – w aż sześciu spośród ośmiu spotkań przegrywający zgarnęli bonusy defensywne, przyznawane we Francji za porażkę najwyżej pięcioma oczkami.

Z kraju

W ten weekend nie tylko zobaczyliśmy pierwszy raz na boiskach pierwszo- i drugoligowców, ale rozegrano także pierwszy turniej Polskiej Ligi Rugby 7. Na starcie w Częstochowie stanęło pięć drużyn. Pierwsze miejsce zajęła Juvenia Kraków, która pewnie wygrała wszystkie swoje mecze. Druga lokata przypadła gospodarzom, a trzecia ekipie z Gietrzwałdu.

W kolejny weekend pauzuje Ekstraliga, natomiast spotykają się na zgrupowanie męskie kadry narodowe, zarówno piętnastkowa, jak i siódemkowa. Zawodnicy piętnastek jadą do Spały – 22 zawodników, tylko z klubów krajowych. Zwraca uwagę obecność Jonathana O’Neilla i Bercho Bothy, a także dawno nieobecnego w kadrze Robizona Kelberashviliego. Z drużyny mistrza Polski tylko jeden gracz i to taki, który złotego medalu na koncie nie ma – świeżo ściągnięty z Francji Sean Cole. Siódemki zbierają się w Krakowie i tu zawodników będzie więcej, aż 33 (z czego 1/3 z Juvenii). Tu z drużyny mistrza Polski nie ma nikogo. Na obóz zbierze się też siódemkowa kadra kobieca – w szerokim, dziewiętnastoosobowym składzie, w którym wciąż brak Karoliny Jaszczyszyn. Razem z Polkami trenować mają Tunezyjki.

Ogłoszono regulaminy kolejnych rozgrywek, w tym siódemkowych mistrzostw Polski kobiet. I tutaj mała zmiana: podstawową liczbą drużyn w lidze będzie nie cztery, ale sześć. Drużyny mają być dzielone w fazie zasadniczej w ramach danej ligi na dwie grupy, a potem zwycięzcy grup mają rozgrywać finał (a drużyny z kolejnych lokat w grupach – mecze o trzecie i piąte miejsc). Przybędzie pogromów w wykonaniu czołowych drużyn, ale w końcu to też droga rozwoju.

Bardzo smutne wieści z Pomorza. W mediach pojawiły się informacje o ogromnych kłopotach dwóch legend polskiego rugby, które zostały skazane na trzy lata pozbawienia wolności za sprzeniewierzenie funduszy publicznych przeznaczonych na uruchomienie „wirtualnej akademii rugby” (która miała powstać na początku ubiegłej dekady). Póki co sprawa jest jeszcze otwarta, ponieważ od wyroków złożono apelacje, ale już brzydko wygląda.

W wieku 84 lat zmarł Marian Marcinkowski, pięciokrotny mistrz Polski z Polonią Poznań i 12-krotny reprezentant kraju. Niedawno wydał swoje wspomnienia pod tytułem „Łobuz z Łazarza”.

Ze świata

Jak zwykle tydzień w nowozelandzkiej NPC zaczął się wcześniej – już w środę doszło do ogromnej niespodzianki w meczu Auckland z Manawatū, przegranym przez gospodarzy 31:33 (mimo 14-punktowego prowadzenia i po przyłożeniu straconym w ostatniej akcji spotkania). W swoim seniorskim debiucie błysnął młody fidżyjski skrzydłowy Waqa Nalaga: https://twitter.com/i/status/1696900010237915597. Co prawda obie ekipy mocno rezerwowe, ale dla Manawatū (które w poprzednim sezonie przegrało wszystkie mecze) to pierwsza wygrana nad Auckland od 42 lat. Szkoda tylko, że Eden Park był niemal pusty. Niespodziankę sprawił też Northland, który pokonał Hawke’s Bay i to aż 44:21. W bardzo ciekawym meczu zmierzyły się dwie ekipy z czołówki, Canterbury i Taranaki – gospodarze wygrali 29:28, ale blisko było odmiennego rezultatu (chociażby gdyby weszło podwyższenie po ostatnim podwyższeniu gości, które zdobył Stephen Perofeta). Na czele ligowej tabeli nadal z kompletem zwycięstw Wellington, który pokonał Counties Manukau 56:25. Za jego plecami Taranaki, a następnie z identyczną liczbą punktów dwie potęgi, Canterbury i Auckland. W rozgrywkach błyszczą nowozelandzkie gwiazdy pominięte w powołaniach na Puchar Świata – w ostatni weekend na ustach znawców był Ethan Blackadder, który był kluczowym zawodnikiem dla wygranej Tasman nad Manawatū.

W ramach przedsezonowych przygotowań w Anglii Northampton Saints zagrali z Barbarians. Warto pamiętać, że ekipy te rozgrywały przez niemal sto lat coroczne mecze upamiętniające zabitego podczas I wojny światowej Edgara Mobbsa, jednak przed kilkunastu lat tradycję tę przerwano. Barbarians wystąpili w tym spotkaniu ze sporymi grupami zawodników stanowiących rezerwy dla przybyłych do Francji reprezentacji Australii i Japonii (mają w ten sposób pozostawać „pod parą”), a kapitanem drużyny był jeden z Australijczyków Ryan Lonergan (który zresztą zdobył pierwsze przyłożenie w meczu, kończąc bardzo efektowną akcję Baabaas). Barbarians wygrali z młodą drużyną Saints 48:12, już do przerwy prowadząc 29:0.

W rumuńskiej Liga Națională de Rugby sensacja – jedna z czterech czołowych ekip, Steaua Bukareszt, grała z Konstancą, gdzie marzą o odbudowie znaczącego ośrodka rugby i robią to chyba w bardzo sensowny sposób. W meczu padł remis 29:29, który jest wielką niespodzianką nawet biorąc pod uwagę nieobecność powołanych do kadry narodowej graczy Steauy. Inne czołowe ekipy nie miały takich problemów: Știința Baia Mare rozgromiła Bârlad 90:5, natomiast pozostałe dwie nawet nie wybiegły na boisko z powodu odwołania przyjazdów przez rywali (czyżby to efekt dysproporcji poziomów w dziwnie skonstruowanym drugim etapie grupowym ligi rumuńskiej?).

W Australii zakończono kolejne rozgrywki stanowe – tym razem Premier Grade w Australii Zachodniej. I tutaj także, jak w kilku innych stanach, mieliśmy zwycięzcę, który sięgnął po mistrzostwo po wielu latach przerwy – w tym przypadku jednak wyjątkowo długiej, bo aż 32-letniej. Palmyra wygrała finał 27:25 dzięki przyłożeniu z podwyższeniem zdobytemu na sam koniec meczu. Pokonała drużynę obrońców tytułu, Wests Scarborough.

Ruszyła walijska Premiership. Obrońcy mistrzowskiego tytułu, Llandovery, zaczęli rywalizację od wygranej 54:31 nad Carmarthen (padło aż 12 przyłożeń). Wpadkę na początek zaliczyli wicemistrzowie, Cardiff, którzy zremisowali 19:19 z Pontypridd.

W drugim meczu Challenge Series, ponownie rozgrywanym w Bloemfontein, miejscowi Cheetahs zrewanżowali się australijskim Western Force i wygrali 27:12 – i to pomimo faktu, że goście po dwóch szybkich przyłożeniach wyszli na prowadzenie 12:0. Dwa kolejne spotkania serii zaplanowane są w Perth na przełomie września i października. Stawką każdego meczu jest ćwierć miliona randów czyli ok. 55 tys. zł.

W wojskowych mistrzostwach świata poznaliśmy finalistów – będą nimi Fidżi, które pokonało Wielką Brytanię 41:28, oraz gospodarze, Francja, którzy zwyciężyli Nową Zelandię 21:15. Cieniem na imprezie położyła się śmierć jednego z graczy drużyny brytyjskiej – jego ciało odnaleziono na wybrzeżu, prawdopodobnie zginął w nieszczęśliwym wypadku.

W madagaskarskiej stolicy, Antananarywie, rozegrano turniej rugby 7 w ramach Igrzysk Wysp Oceanu Indyjskiego. W imprezie biorą udział Madagaskar oraz reprezentacje wysp w jego okolicy zaliczanych zwykle do Afryki, a także Malediwy (szkoda, że nie uczestniczy w tej zabawie Sri Lanka, w końcu także wyspa na Oceanie Indyjskim – na pewno rugbowym zmaganiom dodałoby to rumieńców). Gospodarze zdobyli złote medale zarówno wśród mężczyzn, jak i kobiet, choć w finale męskiej rywalizacji pokonali Reunion tylko 17:14. Srebrne medale Reunion także zdobył w obu turniejach, a brązowe przypadły Mauritiusowi wśród mężczyzn i Majotcie wśród kobiet. Turniej rugby rozegrano na tej imprezie po raz trzeci (dotychczas w 1979 i 2019).

W Lizbonie odbyły się akademickie mistrzostwa Europy w rugby 7. Nasz kraj, zarówno w rywalizacji panów, jak i pań, reprezentowała ekipa AZS AWF Warszawa – i obie te rywalizacje skończyła z brązowymi krążkami. Złote medale przypadły drużynom z uczelni francuskich, a srebrne – hiszpańskich.

Poznaliśmy ostatnie składy na Puchar Świata:

Grupa C:

  • Gruzja – dominują gracze Black Lion, których w kadrze jest aż piętnastu. Poza tym dziesiątka z Top 14, szóstka z Pro D2, rodzynek z Premiership i Giorgi Kweseładze, który niedawno skończył umowę z Gloucesterem i nowego kontraktu jeszcze nie podpisał (być może będzie to Black Lion). Aż piętnastu z nich już grało na Pucharach Świata, z czego dwóch (Łasza Chmaładze i Aleksandre Todua) pojedzie na taką imprezę już czwarty raz. Kilku ważnych graczy brakuje z powodu kontuzji (m.in. Giorgi Czkoidze), kilka wyborów jest kwestionowanych przez kibiców (m.in. brak młodego Beki Szwangiradzego z Aurillac). Przy okazji ogłoszenia składu trener Lewan Maizaszwili po raz kolejny podkreślił, że jego drużyna nie dostaje wystarczająco dużo szans na grę z ekipami ze światowej elity;
  • Portugalia – tu bez niespodzianek. Kadra składa się niemal po równo z graczy z klubów krajowych (występujących chyba w komplecie w Lusitanos) oraz z drużyn francuskich (w zdecydowanej większości z Pro D2, choć jest też dwóch zawodników z Top 14 – Mike Tadjer z Perpignan i Pedro Bettencourt z Oyonnax). Po kontuzji wrócił zabójczy skrzydłowy Raffaele Storti – zresztą wszyscy kluczowi gracze potrafiącego grać bardzo widowiskowo ataku Portugalczyków są w kadrze obecni z najskuteczniejszym Rodrigo Martą na czele. Żaden nie zna smaku Pucharu Świata, ale mamy w kadrze Jerónimo Portelę, którego ojciec występował na tej imprezie.

Jeden kłopot mniej z głowy mają Nowozelandczycy – nie nałożono żadnej sankcji na ukaranego czerwoną kartką Scotta Barretta, będzie więc mógł zagrać od początku turnieju. Cieszą się też Walijczycy – po kontuzji wrócił do treningów Taulupe Faletau. Bardzo bolesną stratę ponieśli za to Francuzi – nie tylko Jonathan Danty został wyłączony z pierwszego meczu, ale kontuzję przekreślającą szansę na występ w turnieju odniósł wspieracz Paul Willemse. Zastąpił go w kadrze Bastien Chalureau z Montpellier, który debiutował w barwach narodowych rok temu, choć jest już po trzydziestce – jednak powołanie to wzbudziło szum w mediach z uwagi na kryminalną przeszłość gracza, skazanego parę lat temu za wybryk rasistowski. Rumuni musieli skreślić ze składu aż trzech kontuzjowanych zawodników, w tym Mihai Macovei – wieloletniego kapitana drużyny narodowej, dwukrotnego uczestnika Pucharu Świata, który na tej imprezie miał skończyć swoją karierę. Zmiany także w kadrze Japonii (choć niespowodowane kontuzjami). Powoływano także brakujących graczy w niektórych kadrach – np. w Chile pojawiło się kolejnych trzech graczy Selknamu (w sumie jest ich już 28). Wokół kadry Anglii z kolei niezdrowe emocje – Danny Cipriani oskarżył Owena Farrella i George’a Forda o stworzenie mafii trzęsącej kadrą. Nietypowe kłopoty mają Irlandczycy – boisko treningowe w ich ośrodku okazało się niezdatne do użytku.

Ostatni weekend przyniósł ciekawą zmianę w rankingu World Rugby – po wygranej nad Anglią Fidżi wspięło się aż na siódme miejsce. I jest w tej chwili najwyżej notowaną drużyną z grupy C (Australia i Walia znalazły się za plecami wyspiarzy).

Reprezentacja Południowej Afryki nie ma dobrej prasy po zaskakująco wysokim zwycięstwie sprzed tygodnia nad All Blacks. Nikt nie odmawia im tego, że byli tego dnia lepsi, ale pojawia się wiele głosów, że ich styl gry prowadzi rugby do upadku – liczy się siła i skuteczność, natomiast mało to efektowne. Oczywiście, to nie jest pierwszy taki przypadek, ale teraz trenerzy Springboks dorzucili kolejny kamyczek do ogródka – podczas gdy normą jest obecność na ławce rezerwowych pięciu lub sześciu graczy młyna, oni mieli tam ich aż siedmiu i tylko jednego gracza ataku. Cóż, można spodziewać się, że taki krok tylko wzmoże dyskusje na temat ograniczenia ilości zmian w czasie meczu (przedstawiane jako jeden z kroków, który uczyni rugby grą bezpieczniejszą dla zawodników) – w ubiegłym tygodniu propozycję ograniczenia liczby rezerwowych do pięciu rzucił Keith Wood.

Western Province RFU (i zarazem Stormers) znaleźli nowych inwestorów – Red Disa Investment i Marble Head Investments. Za pierwszym z tych funduszy stoi grupa hutnicza Ardagh, drugi podobno ma powiązania z amerykańskim prawnikiem Marco Masottim, który niedawno stał na czele konsorcjum przejmującego większość udziałów w Sharks. Inwestorzy mają nabyć 74% udziałów i wyłożyć 148 mln randów (równowartość ok. 32 mln złotych), z czego 40 mln ma trafić w ręce WPRFU, a pozostała część dokapitalizować przedsięwzięcie. Decyzja ma być podjęta w tym tygodniu. Przypomnijmy, że jeszcze niedawno WPRFU było na krawędzi upadku i przeszło pod bezpośredni zarząd SARU.

I jeszcze jedna wieść z Południowej Afryki – po kilku latach przerwy mają być wznowione ogólnokrajowe rozgrywki Gold Cup, w których uczestniczą drużyny klubowe (nieuniwersyteckie). 32 drużyny, z każdej prowincji po dwie (z wyjątkiem Northern Free State, skąd będzie tylko jedna) oraz 3 ekipy zaproszone, w formacie pucharowym. Ostatnimi zwycięzcami tych rozgrywek, w 2019, była drużyna Rustenburg Impala.

Nowego sponsora tytularnego mają europejskie rozgrywki Champions Cup – następcą Heinekena w tej roli została grupa Investec, pochodząca z Południowej Afryki.

W Nowej Zelandii przedstawiono raport z przeglądu organizacji rugby w kraju. Wynika z niego, że obecna struktura rozgrywek jest zbyt rozbudowana w stosunku do dostępnych zasobów. Drużyny Super Rugby mają kłopot z generowaniem przychodów pokrywających koszty, a ekipy NPC mogą funkcjonować tylko dzięki finansowemu wsparciu federacji. Na dodatek zdaniem autorów raportu, problematyczna jest struktura zarządzania, i tu proponują konkretne zmiany.

W Walii wybrano najlepszego młodego zawodnika ostatniego sezonu. Został nim trzecioliniowiec Ospreys, Morgan Morris, który rzeczywiście miał niezły sezon. Jednak mimo to nie znalazł uznania w oczach Warrena Gatlanda i nie jedzie na Puchar Świata we Francji.

Zmiana trenera reprezentacji Belgii – Mike Ford po niezbyt udanym sezonie zrezygnował. Nowym trenerem został Laurent Dossat, będący już kiedyś asystentem w sztabie Belgów.

Możemy mieć niemiłą atrakcję podczas Pucharu Świata – podobno kontrolerzy lotów we Francji przymierzają się do strajku 15 września.

The Telegraph ogłosił listę 100 najlepszych graczy na świecie. Na pierwszym miejscu umieścił Antoine’a Duponta, a obok niego na podium znaleźli się Eben Etzebeth i Ardie Savea. Na podium brakło miejsca dla Irlandczyków, natomiast w czołowej piętnastce umieszczono aż sześciu z nich (najwyżej Cealana Dorisa). W czołówce sporo też Francuzów (aż czterech w czołowej dziesiątce), niewielu natomiast Południowoafrykańczyków (kolejny po Etzebethu jest 18. Malcolm Marx) i Nowozelandczyków (tu po Savei dopiero na 20. miejscu znajdziemy Willa Jordana). W czołowej dwudziestce brak Anglików, Szkotów czy Walijczyków. Najwyżej sklasyfikowany z ekip z tzw. Tier 2 jest Fidżyjczyk Levani Botia, którego umieszczono na miejscu 15.

Michael Hooper, którego na wspomnianej wyżej liście nie ma (zresztą Australijczyków w setce jest bodajże tylko czterech) i który został sensacyjnie pominięty przez Eddiego Jonesa w powołaniach na Puchar Świata ma zamiar podobno pojechać na inną wielką imprezę. Ponoć na ostatniej prostej są uzgodnienia, w wyniku których ma zostać zawodnikiem australijskiej reprezentacji rugby 7, co może pozwolić mu na wyjazd na igrzyska olimpijskie do Paryża.

World Rugby próbowało zablokować nową kampanię przygotowaną przez Greenpeace, skierowaną przeciwko zjawisku sportwashingu uprawianego przez producentów paliw kopalnych. Najnowszy film organizacji, skierowany właśnie w Puchar Świata w Rugby i jednego z jego sponsorów, TotalEnergies, można obejrzeć tutaj: https://youtu.be/NTLLmT11P8E.

Do poczytania: portal americasrugbynews analizuje pochodzenie zawodników z reprezentacji na Puchar Świata (https://www.americasrugbynews.com/2023/08/30/foreign-born-produced-homegrown-players-at-rwc-2023/). Z tego zestawienia wynika, że najwięcej graczy urodzonych poza krajem i niewychowanych w nim (ponad 50%) mają Samoa i Tonga. Bliska tego progu jest Japonia (przekracza go w liczbie graczy urodzonych poza krajem, ale blisko 70% zawodników jednak wychowywało się tutaj), a także Szkocja (tu w obu kategoriach mają odsetek 45% graczy). Na drugim końcu klasyfikacji (100% zawodników urodzonych w kraju i wychowanych w nim) są Argentyna, Namibia i Południowa Afryka, a bardzo bliscy ideału są Urugwaj, Gruzja i Francja (tym bardziej będzie po utracie kontuzjowanego Willemse). W sumie autorzy zestawienia doliczyli się w kadrach aż 81 zawodników urodzonych w Nowej Zelandii (z czego tylko 24 w barwach All Blacks).

Do pooglądania: przed Pucharem Świata pojawia się sporo różnych rankingów (najbardziej rozbawił mnie ten z Wales Online, w którym oceniono koszulki reprezentacji – najwyżej oceniono te Fidżi i Walii, najniżej Irlandii i Nowej Zelandii), natomiast na youtube’owym profilu Squidge Rugby pojawiają się niezłe filmowe charakterystyki poszczególnych drużyn (już od dłuższego czasu, w tym tygodniu dociągnęli dzięki Chile i Tonga do szesnastu drużyn: https://www.youtube.com/playlist?list=PL8x7mbkf2w981Cph_6QtAiRxhsjHPDV3Y.

Warto też spojrzeć na prezentacje zdjęć nominowanych do nagród w organizowanym przez The Rugby Journal corocznym konkursie na najlepsze zdjęcia o tematyce rugbowej. Zostały opublikowane 30 sierpnia na facebookowym profilu czasopisma i są dostępne np. pod tym adresem: https://www.facebook.com/journalrugby/photos_by.

W wieku 81 lat zmarł David Watkins, legenda walijskiego rugby, jedyny zawodnik, który był kapitanem ekipy British Lions zarówno w rugby union, jak i rugby league. M.in. grał dla Newport w wygranym z All Blacks meczu, trenował reprezentację Wielkiej Brytanii podczas Pucharu Świata w Rugby League w 1977.

Polacy za granicą

Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia:

Francja:

  • Andrzej Charlat (Stade Niçois, Nationale): nasz były reprezentant zadebiutował w nowej drużynie w podstawowym składzie w przegranym 14:25 meczu z Périgueux. Sam jednak błysnął: już w trzeciej minucie meczu otworzył wynik przyłożeniem. Nicea zaczyna od 12. miejsca w stawce, ale póki co to nic nie znaczy.

Szkocja:

  • Max Loboda (Boroughmuir Bears, Super Series Championship): zagrał do 52. minuty w spotkaniu przeciwko Ayrshire Bulls, przegranym przez jego drużynę 7:48. Bears spadli z powrotem w tabeli z czwartego na piąte miejsce;
  • Ronan Seydak (Heriot’s, Super Series Championship): rozegrał cały mecz przeciwko Future XV, wygrany 45:14. Miał spory udział w jednym z przyłożeń swojej drużyny. Jego ekipa wróciła na drugie miejsce w lidze.

Zapowiedzi

Przed nami najważniejsza impreza czteroletniego rugbowego cyklu: Puchar Świata. Startuje w piątek o 21:15 szlagierowym meczem otwarcia pomiędzy Francją i Nową Zelandią. W sobotę i niedzielę pozostałe mecze pierwszej kolejki meczów grupowych i sporo z nich bardzo ciekawych: Włochy – Namibia, Irlandia – Rumunia, Australia – Gruzja, Anglia – Argentyna, Japonia – Chile, Południowa Afryka – Szkocja, Walia – Fidżi.

Na świecie poza tym jedno międzynarodowe spotkanie (kobiet pomiędzy Japonią i Fidżi), grać też będą francuska liga Pro D2 oraz nowozelandzka NPC. Ruszą nowe sezony rozgrywek krajowych m.in. w Belgii, Gruzji, Szwajcarii, a w Anglii Premiership Rugby Cup (ze starciami drużyn z Premiership z tymi z Championship). W Polsce weekend przerwy w ligowych zmaganiach (wyjątkiem jest zaległy mecz pierwszej kolejki II ligi, który zostanie rozegrany w Lublinie).

6 komentarzy do “Już tylko cztery dni”

  1. Hej,
    Odliczmy do RWC :). Czy ktoś może wie, na którym kanale będzie transmisja meczu otwarcia? Niektóre strony podają że Polsat Sport Premium 2, ale na ich stronie nic takiego nie ma. Generalnie cały Polsat traktuje tą imprezę jakby dostał ją za karę, zero informacji, zero zapowiedzi, planu transmisji. A nawiązując do meczu w Aleksandrowie. Ostanie przyłożenie Budowlanych – mega szacun. Podania nogą na skrzydło do filara to nie widziałem nawet w wykonaniu All Blacks. Do tego jak to mówi klasyk „brutalne przyspieszenie filara” i walka filara o górną piłkę, niczym skrzydłowy. Akcja marzenie. Kto nie widział można zobaczyć na YT, 83 minuta wg zegarka transmisji.

    Odpowiedz
    • Dziś Robert Małolepszy napisał (a ma prawo być dobrze zorientowany :)), że będzie na Premium 2 i na Fight równocześnie. A plan transmisji na pewno by się przydał… A przyłożenie Maarmana bardzo efektowne, mają pociechę w Lublinie z Trollipa.

      Odpowiedz
    • Masz rację! To co robi polsat z informacjami/ dezinformacjami o Pucharze Świata to jest dramat. Kupiłem specjalnie pakiet sportowy. Sprawdziłem program na piątek na każdym kanale – nie ma meczu otwarcia!

      Odpowiedz

Dodaj komentarz