Niedawno Fidżi ograło Anglię. Tydzień temu było bardzo bliskie ogrania Walii. W ten weekend sprawiło kolejną sensację – pokonało zasłużenie Australię. Ekipę, z którą ostatnio wygrało przed 69 laty. Na takie wyniki na tym Pucharze Świata właśnie czekaliśmy. Poza tym Urugwaj nieoczekiwanie postraszył Francję, a w Ekstralidze mamy trzy rezultaty, które jeszcze sezon temu byłyby sensacjami, i Juvenię Kraków na fotelu lidera.
Puchar Świata
Druga kolejka Pucharu Świata zapowiadała się spokojniej niż pierwsza – większych emocji oczekiwano tylko w meczu Australii z Fidżi (i może jeszcze Irlandii z Tonga). Reszta pojedynków miała swoich absolutnych pewniaków i kilku z nich dało odpocząć wielu podporom reprezentacji. Tymczasem zaczęło się od meczu, który wielu zadziwił – Francji z Urugwajem.
Grupa A:
Francja – Urugwaj 27:12. Tu pewniakiem byli Francuzi, którzy w podstawowym składzie w porównaniu z meczem z All Blacks wymienili aż 12 gracy. Zagrali m.in. bez Antoine’a Duponta, za to z młodymi Paulem Boudehentem i Louisem Biellem-Biarrey’em i wracającym po kontuzji Anthony’m Jelonchem jako kapitanem. Urugwaj grał swój pierwszy mecz na tym Pucharze Świata, a w jego składzie zobaczyliśmy Santiago Aratę, dla którego to był także pierwszy mecz po kontuzji. W pierwszej połowie Francuzi dominowali, ale to Urugwajczycy zdobyli pierwsze przyłożenie (po którym prowadzili 5:3), a dzięki świetnej obronie do przerwy przegrywali tylko 5:13. Nie brakło kontrowersji – wejście barkiem Romaina Taofifenuy w głowę Araty zostało ukarane tylko żółtą kartką, choć wielu widziało tu czerwoną. A choć w drugiej połowie obie drużyny miały po piętnastu graczy na boisku, to Urugwajczycy zaczęli dominować na boisku, kilkakrotnie zagrozili gospodarzom, aż wreszcie zdobyli przyłożenie, po którym zrobiło się 12:13. Niestety, chwilę potem ekipa z Ameryki przyłożenie straciła i Francuzi odskoczyli na osiem punktów. Pod koniec meczu gospodarze zdobyli kolejne i ustalili wynik na 27:12. Urugwajczycy jednak do końca walczyli o kolejne punkty, a ich waleczność i próby szybkich akcji zyskały im sporo sympatii. Sensacji nie było, ale zarówno postawa drużyny francuskiej, jak i wynik (wygrana bez bonusa) na pewno są poniżej oczekiwań. Za to Urugwajczycy schodzili z boiska z podniesionymi głowami.
Nowa Zelandia – Namibia 71:3. Sporo zmian było też w ekipie All Blacks w porównaniu z meczem z Francją – aż 9. W podstawowej piętnastce znalazło się miejsce dla Cama Roigarda, i właśnie on zdobył pierwsze dwa spośród jedenastu przyłożeń All Blacks w tym meczu. A na pozycji łącznika ataku wystąpił Damian McKenzie, który zaliczył kolejne dwa przyłożenia i w sumie 26 punktów. Nowozelandczycy absolutnie dominowali, szybkimi atakami rozrywali obronę afrykańskiej drużyny, a Namibijczycy rzadko mieli szansę na choćby trzypunktowe zdobycze. Stracili na dodatek z koszmarną kontuzją środkowego Le Roux Malana. Cieniem na zwycięstwie faworytów położyła się sytuacja z ostatnich minut – wysokie wejście w rywala kosztowało Etahana de Groota żółtą kartkę, którą TMO zmieniło na czerwoną. Nawet jednak w osłabieniu Nowozelandczycy potrafili zdobyć kolejne punkty. Warto zwrócić uwagę, że Sam Whitelock w tym meczu wyrównał rekord testów w barwach Nowej Zelandii ustanowiony przez Richiego McCawa – 148 meczów międzynarodowych.
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. |
| 1. ↑ | Francja | 2 | 8 |
| 2. ↑ | Nowa Zelandia | 2 | 5 |
| 3. ↓↓ | Włochy | 1 | 5 |
| 4. ↑ | Urugwaj | 1 | 0 |
| 5. ↓ | Namibia | 2 | 0 |
Grupa B:
Irlandia – Tonga 59:16. Niezbyt przekonujące zwycięstwo Irlandii nad Samoa w teście przed turniejem powodowało pewne obawy u kibiców tej drużyny przed starciem z kolejną ekipą z wysp Pacyfiku. Niepotrzebnie – Tongijczycy mogli mieć nadzieję na dobry wynik przez pierwsze pół godziny, potem zaś Irlandia im odjechała. Wzmocniła zresztą skład w porównaniu do meczu z Rumunią – wrócił do piętnastki m.in. Josh van der Flier, po kontuzji zagrał też Ronan Kelleher. Punktowanie gracze z „zielonej wyspy” zaczęli od karnego Jonathana Sextona (w sumie 16 punktów i pobity rekord Ronana O’Gary w liczbie punktów zdobytych dla reprezentacji Irlandii). W pierwszej połowie Irlandczycy zaliczyli w sumie cztery przyłożenia (w tym jedno w wykonaniu Sextona, a najładniejsze w wykonaniu Macka Hansena, który minął niemal połowę Tongijczyków niczym tyczki na stoku slalomowym – pewnie jedno z najładniejszych na całej imprezie). Było już 31:6 i dopiero wtedy Tonga zdobyło pierwsze przyłożenie (Vaea Fifita), wykorzystując osłabienie Irlandii po żółtej kartce Petera O’Mahony’ego. W drugiej połowie Andy Farrell pozwolił Sextonowi i kilku innym kluczowym graczom odpocząć. Niewiele to jednak zmieniło – w tej odsłonie Irlandczycy dorzucili kolejną paczkę czterech przyłożeń, zdobytych w ostatnich 20 minutach, z czego kolejny dublet na tym Pucharze Świata ustrzelił Bundee Aki. Irlandia wygrała 59:16, ale teraz przed nią dwa kluczowe mecze grupowe.
Południowa Afryka – Rumunia 76:0. Jacques Nienaber dokonał aż 14 zmian w porównaniu do meczu ze Szkocją, a w składzie meczowym umieścił aż czterech łączników młyna. Pierwszy mecz w podstawowym składzie po 28 spotkaniach z rzędu rozpoczynanych na ławce rezerwowych miał zaliczyć Vincent Koch, ale skończył na rozgrzewce z kontuzją. Przed meczem kontuzje wyeliminowały z drużyny nie tylko Ebena Etzebetha, ale też Malcolma Marxa – podstawowy młynarz już na Pucharze Świata nie zagra. W ekipie Rumunii pojawiło się kilka wzmocnień, w tym powrót do składu Taylora Gontineaca i Andre Gorina. Nie pomogły. Rumuni zaliczyli fatalny start do Pucharu Świata – drugi z rzędu mecz z rugbową potęgą i drugi raz stracone 12 przyłożeń. Co gorsza, bez choćby jednego własnego punktu. Mecz był jednostronny, Rumuni przegrywali własne auty i młyny, darowali rywalom liczne karne. Obrońcy mistrzowskiego tytułu już po kwadransie prowadzili 28:0 i choć na resztę pierwszej połowy nieco zwolnili, w drugiej połowie dobijali rywali bez litości, ostatecznie wygrywając aż 76:0. Aż dwóch graczy zdobyło po trzy przyłożenia – Cobus Reinach (swojego hat-tricka skompletował po niespełna półgodzinie gry) i Makazole Mapimpi. Kontuzja Malcolma Marxa pozwoliła Jacquesowi Nienaberowi powołać do kadry łącznika ataku Handrè Pollarda – cóż, deficyt łączników został uzupełniony, natomiast pojawił się deficyt młynarzy…
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. |
| 1. | Irlandia | 2 | 10 |
| 2. | Południowa Afryka | 2 | 9 |
| 3. | Szkocja | 1 | 0 |
| 4. ↑ | Tonga | 1 | 0 |
| 5. ↓ | Rumunia | 2 | 0 |
Grupa C:
Fidżi – Australia 22:15. Trudne zadanie przed Australią wymagało silnej drużyny – nie było więc odpoczynku dla gwiazd, a w porównaniu do poprzedniego meczu doszło do nielicznych zmian w piętnastce (w tym wymuszonych kontuzjami Tanieli Tupou i Willa Skeltona). W ekipie Fidżi podobnie – z ławki do pierwszej piętnastki wskoczyli jednak Levani Botia i Josua Tuisova, z których ten ostatni został potem wybrany najlepszym graczem meczu. Na ten mecz w ten weekend wszyscy czekali i chyba dostali to co, chcieli. Owszem, błędów było sporo, ale emocji także nie zabrakło. W pierwszej połowie Fidżyjczycy dłużej byli przy piłce, ale grali wyrachowane rugby. Nie przebijali się przez obronę Australijczyków, a dyktowane na swoją korzyść karne wykorzystywali do zbierania kolejnych trzech punktów. Gdy raz złamali schemat, przegrali aut na 5 m od pola punktowego rywali. Przyłożenie zdobyli za to w tej odsłonie meczu Australijczycy – po pięknym 50:22 Nica White’a błyskawicznie rozegrali aut i złapali Fidżi kompletnie bez obrony. Do przerwy było 12:8 dla Fidżi. Druga połowa zaczęła się szczęśliwym przyłożeniem dla wyspiarzy – wysoko zawieszonej piłki w okolicy połowy boiska nie złapał żaden z trzech Australijczyków, co wykorzystał Tuisova i po indywidualnej akcji zaliczył przyłożenie. Potem Fidżyjczycy dorzucili kolejnego karnego i prowadzili już 22:8. W tej części spotkania to jednak Australijczycy przeważali na boisku i wielokrotnie Fidżyjczycy ratowali się odzyskując piłkę w ruckach pod swoim polem punktowym. Sami jednak nie potrafili odpowiedzieć konkretnym atakiem (poza jedną próbą na sekundy przed końcem meczu), w czym przeszkadzały im seryjnie przegrywane auty. Na niespełna kwadrans przed końcem raz w obronie zawiedli i Australia zmniejszyła stratę do 7 punktów. Jednak nie udało się jej pójść za ciosem, w ostatniej akcji meczu przegrała własny młyn, a Fidżyjczycy, zamiast wykopać po karnym piłkę za boisko, postanowili zaryzykować i spróbować odebrać Australii punkt bonusowy – Frank Lomani chybił, ale piłka na szczęście nie została w grze i Fidżi zwyciężyło 22:15. Piękna historia: pierwsza wygrana Fidżi nad Australią od 1954. I jakże ciekawa sytuacja w grupie C – tu wciąż wszystko może się zdarzyć.
Walia – Portugalia 28:8. W ekipie Walii Warren Gatland zrobił aż trzynaście zmian w stosunku do pojedynku z Fidżi – miejsca w piętnastce zachowali tylko Taulupe Faletau potrzebujący gry po kontuzji oraz Louis Rees-Zammit, a kapitanem został Dewi Lake (drugi raz w karierze). Portugalczycy tym meczem zainaugurowali turniej i Patrice Lagisquet wystawił mocną piętnastkę (w której zabrakło miejsca dla Raffaele Stortiego, ale tam jest przynajmniej trzech świetnych skrzydłowych; wypadł też José Madeira). Walijczycy wygrali swój drugi mecz w turnieju, a choć zwycięstwo przyszło im nieco łatwiej niż przeciwko Fidżi, Portugalczycy w swoim pierwszym spotkaniu mieli dobre momenty i sprawili kłopoty faworytom. Mogli otworzyć wynik, ale Samuel Marques spudłował prostego karnego. Moment później przyłożenie zdobył Louis Rees-Zammit, ale potem wynik długo stanął w miejscu (w sporej mierze dzięki Taulupe Faletau, który w ostatniej chwili powstrzymał szarżą atak rywali). Dopiero pod koniec pierwszej połowy znowu zmieniły się liczby na tablicy – najpierw po karnym Portugalczycy zmniejszyli stratę, ale po przyłożeniu Lake’a w ostatniej akcji przed przerwą Walijczycy prowadzili już 14:3. Druga połowa zaczęła się od pudła Martinsa z karnego. Dopiero przy stanie 21:3 Portugalia zdobyła przyłożenie (Nicolas Martins, Marques z trudnego podwyższenia trafił w słupek). Pod koniec meczu czerwoną kartkę zobaczył Vincent Pinto (za raczej przypadkowe kopnięcie w twarz Josha Adamsa), a Walia dorzuciła w ostatniej akcji meczu czwarte przyłożenie, które dało jej bonus – wygrała 28:8. Spora różnica w porównaniu z wynikiem z poprzedniego meczu tych drużyn, sprzed blisko 30 lat – wtedy było 102:11.
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. |
| 1. ↑ | Walia | 2 | 10 |
| 2. ↑ | Fidżi | 2 | 6 |
| 3. ↓↓ | Australia | 2 | 6 |
| 4. | Gruzja | 1 | 0 |
| 5. | Portugalia | 1 | 0 |
Grupa D:
Samoa – Chile 43:10. Samoa w swoim pierwszym meczu w turnieju wygrała z Chile (mimo pozostawienia poza składem Limy Sopoagi), ale w pierwszej połowie pachniało niespodzianką. Wynik otworzył Christian Leali’ifano trójką z karnego, ale moment później wyspiarze zostali na boisku w czternastkę po żółtej kartce i pierwsze przyłożenie w meczu zdobyła ekipa z Ameryki Południowej, która nieoczekiwanie wyszła na prowadzenie 7:3. W pierwszej połowie jeszcze trzy razy drużyny zmieniały się na prowadzeniu – po kilku minutach i dwóch kolejnych karnych Leali’ifano zrobiło się 7:9, potem obie ekipy wymieniły się karnymi i było 10:12. Dopiero w ostatniej akcji pierwszej połowy Samoa zdobyło pierwsze swoje przyłożenie, a na początku drugiej definitywnie rozstrzygnęło mecz, zdobywając trzy przyłożenia w ciągu pierwszych 10 minut tej odsłony. Chilijczycy nie odpowiedzieli już punktami – w pozostałym okresie meczu więcej było żółtych kartek (trzy) niż przyłożeń (tylko jedno – kolejne dla Samoa w ostatniej akcji spotkania). Samoańczycy zaczęli więc swój turniej od wygranej, ale za nimi chyba najłatwiejszy przeciwnik.
Anglia – Japonia 34:12. Anglia zagrała bez Toma Curry’ego, którego czerwona kartka sprzed tygodnia kosztowała zawieszenie na dwa kolejne mecze. Nadal też bez Owena Farrella. Z tylko trzema zmianami w stosunku do meczu sprzed tygodnia i z wracającym z zawieszenia Billy’m Vunipolą na ławce rezerwowych. Japonię za to prowadził Kazuki Himeno, który przed tygodniem nie znalazł się w piętnastce. Początkowo zanosiło się na kłopoty Anglików – po 20 minutach gry Japończycy wyszli nawet na prowadzenie 6:3. Chwilę potem bezpowrotnie je stracili po przyłożeniu Lewisa Ludluma, ale do przerwy przegrywali tylko 9:13. Po kwadransie gry w drugiej połowy znów zmniejszyli straty do jednego punktu, ale zaraz potem znów Anglicy zdobyli przyłożenie (w niecodziennej sytuacji, Courtney Lawes wykorzystał odbicie piłki od głowy Joe’go Marlera), potem dorzucili kolejne, a na koniec meczu zaliczyli czwarte, które dało im punkt bonusowy.
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. |
| 1. ↑ | Anglia | 2 | 9 |
| 2. ↑↑↑ | Samoa | 1 | 5 |
| 3. ↓↓ | Japonia | 2 | 5 |
| 4. ↓ | Argentyna | 1 | 0 |
| 5. ↓ | Chile | 2 | 0 |
Nie milkły też echa kolejki sprzed tygodnia: zmieniono wykonania hymnów, dyskutowano o tym, dlaczego Jesse Kriel umknął karze dyscyplinarnej, a najwięcej emocji budził mecz Walii z Fidżi – wobec wielu głosów, że sędzia Matthew Carley skrzywdził Fidżyjczyków, na portalu WalesOnline pojawił się tekst, w którym Walijczycy bronili się przed tymi zarzutami, twierdząc, że byli po prostu lepsi, a jeśli nawet uznać, że Carley powinien pokazać jeszcze jakąś żółtą kartkę Walijczykom, to Fidżyjczycy mieli o wiele więcej zagrań, które powinny być ukarane, włącznie z czerwoną kartką na początku meczu… To raczej jednostronny punkt widzenia, natomiast warto zwrócić uwagę na wypowiedź trenera Fidżi po meczu – „Gdy grasz regularnie przeciwko najlepszym drużynom, jesteś coraz lepszy”. Cóż, oby World Rugby wzięło to do serca.
A w międzyczasie kontuzji w niecodziennych okolicznościach doznał szkocki młynarz Dave Cherry – na była efektem upadku schodach w hotelu. Wstrząśnienie mózgu w praktyce eliminuje go z gry co najmniej na najbliższe mecze grupowe.
Ekstraliga
Na początek wieści pozaboiskowe – aż miesiąc minął od czasu smutnego zajścia w meczu Ogniwa Sopot z Budowlanymi Commercecon Łódź do momentu wydania orzeczenia Komisji Gier i Dyscypliny w tej sprawie. Co gorsza, wygląda na to, że KGiD nie wszczęła w tej sprawie postępowania z urzędu, ale czekała do kolejnego weekendu na pojawienie się wniosku o wszczęcie postępowania. Skutek: 10 tygodni zawieszenia dla Krzysztofa Justyńskiego, 6 tygodni dla innego gracza z Łodzi, Makarego Madeja, a po 4 tygodni dla sześciu kolejnych graczy, w tym reprezentantów kraju: Piotra Zeszutka, Wojciecha Piotrowicza, Kacpra Palamarczuka. Kiepski przykład dali rugbowej młodzieży…
A na boiskach mieliśmy wyniki, o których w poprzednim sezonie trudno było pomyśleć. Zaczęło się od meczu Lechii Gdańsk z Budo 2011 Aleksandrów Łódzki. Dla mistrzów kraju była to szansa na odbicie od dna tabeli po trzech kolejnych porażkach. Nic z tego. Choć gracze spod Łodzi zaczęli od błyskawicznego prowadzenia 5:0, a po półgodzinie remisowali 10:10 (drugie przyłożenie Przemysława Dobijańskiego), potem przewagę zaczęli budować gospodarze. Po dwóch szybkich kontrach, przy których goście byli bezradni, do przerwy Lechia prowadziła 24:10. A po przerwie obrona Budo rozpadała się coraz bardziej – lechiści dorzucili aż 45 punktów i wygrali 69:17. Obrońcy tytułu bardzo zawodzą na początku sezonu (być może to efekt kilku kontuzji, które na pewno rzutują na bardzo wąski skład – w tym meczu musiał opuścić boisko z urazem kolana Oleksandr Szewczenko – ale wygląda też na to, że po mistrzowskim spełnieniu jakby brakowało mobilizacji), natomiast Lechia po kiepskim początku sezonu gra coraz lepiej, co pewnie jest efektem lepszego zgrania z nowymi nabytkami z zagranicy – Denzo Bruwerem (w tym meczu 24 punkty z kopów) i trójką młodych Tongijczyków, którzy brylowali w atakach w sobotnim spotkaniu (a Anthony Siale zdobył aż cztery przyłożenia).
Przed weekendem najciekawiej zapowiadał się mecz sąsiadujących przed tą kolejką w czołówce tabeli Edachu Budowlanych Lublin z Ogniwem Sopot. Sopocianie przyjechali jednak do Lublina bez zawieszonych graczy, z młodziutkim Oleksandrem Kirsanowem w roli łącznika ataku. W tej sytuacji łatwiej o zwycięstwo było gospodarzom, którzy na prowadzenie wyszli już w jednej z pierwszych akcji meczu. Łatwiej, ale nie łatwo – Ogniwo długo utrzymywało niewielką stratę, a po półgodzinie meczu nawet wyszło na dwupunktowe prowadzenie, podniesione potem po przyłożeniu Paula Thomspona-Wellsa. Nie utrzymali go jednak nawet do przerwy – pod koniec pierwszej połowy stracili dwa przyłożenia i to Budowlani prowadzili 22:17. Po przerwie Ogniwo zmniejszyło dystans, potem Budowlani odskoczyli na 13 punktów, ale sopocianie do końca walczyli o zmianę wyniku. Znów zmniejszyli stratę do 6 punktów, ale ostatnie słowo należało do Budowlanych – Ian Trollip wykorzystał karnego (w sumie 18 punktów z kopów) i jego drużyna wygrała 38:29. Warto zwrócić uwagę, że jedno z przyłożeń dla zwycięzców zdobył Stanisław Powoła-Niedźwiecki, który w ubiegłym sezonie grał w Sopocie, a obecnie jest grającym trenerem lublinian.
W pierwszym niedzielnym meczu spotkały się dwie drużyny, które liczyły na drugie zwycięstwo w sezonie – Arka Gdynia i Pogoń Awenta Siedlce. Sukces odnieśli goście, mimo faktu, że kolejny raz nie zdołali zebrać 23-osobowego składu (w efekcie już trzeci raz w tym sezonie musieli pożegnać się z punktem bonusowym). Zaczęło się od błyskawicznego prowadzenia Pogoni 21:0 po pierwszym kwadransie gry. To w dużej mierze ustawiło mecz. Arka co prawda odzyskała inicjatywę i zaliczyła przyłożenie w wykonaniu Antona Szaszero, ale do przerwy przegrywała już 7:26. Pod koniec pierwszej połowy gdynianie mocno atakowali, podobnie po przerwie, ale kolejne punkty zdobyli dopiero 20 minut przed końcem meczu. Siedlczanie jednak błyskawicznie pogrzebali ich nadzieje po przyłożeniu zdobytym po odbiciu piłki od słupa i ostatecznie wygrali 38:14.
A na koniec kolejki Juvenia Kraków grała z Budowlanymi Commercecon Łódź. Krakowianie byli zdecydowanymi faworytami starcia z beniaminkiem, a dodatkowo kilku kluczowych graczy łodzian wyeliminowała dyskwalifikacja. Krakowianie błyskawicznie zaczęli zdobywać przyłożenia, a w sumie uzbierali ich w tym spotkaniu 14, ścigając się na punkty z rozgrywającymi w tym samym czasie mecz na Pucharze Świata Springbokami (nawet pomimo ściągnięcia z boiska w przerwie Riaana van Zyla i Odericha Moutona, którzy w pierwszej połowie zdobyli łącznie pięć przyłożeń – Mouton zaliczył hat-tricka). Łodzianie zdołali odpowiedzieć tylko jednym przyłożeniem w pierwszej połowie. Skończyło się wynikiem 90:8. Pierwsze punkty w barwach krakowskiego klubu w Ekstralide zdobyli m.in. nowy namibijski nabytek Conwill Draghoender i niedawni juniorzy Artur Polgun i Patryk Nowicki.
Dzięki tej wygranej Juvenia Kraków awansowała na pierwsze miejsce w ligowej tabeli – jak podał Kajetan Cyganik, pierwszy raz od piętnastu lat. Na drugim miejscu znaleźli się Budowlani z Lublina, a na trzecie spadł pauzujący w ten weekend Orkan Sochaczew. Bardzo ciekawie jest zarówno w górze, jak i w dole tabeli (dwa ostatnie miejsca, wciąż bez ani jednego punktu, okupują obie drużyny łódzkie). Pewnie byłoby jeszcze ciekawiej, gdyby nie tracone przez Pogoń z powodu wąskiej kadry punkty bonusowe.
| Poz. | Drużyna | M. | Pkt. |
| 1. ↑ | Juvenia Kraków | 4 | 20 |
| 2. ↑↑ | Edach Budowlani Lublin | 5 | 17 |
| 3. ↓↓ | Orkan Sochaczew | 4 | 16 |
| 4. ↑ | Lechia Gdańsk | 5 | 14 |
| 5. ↓↓ | Ogniwo Sopot | 4 | 13 |
| 6. ↑ | Pogoń Awenta Siedlce | 5 | 8 |
| 7. ↓ | Arka Gdynia | 4 | 5 |
| 8. | Budo 2011 Aleksandrów Łódzki | 4 | 0 |
| 9. | Budowlani Commercecon Łódź | 5 | 0 |
W pierwszej lidze najciekawsze mecze rozgrywano w Wielkopolsce. Spadkowicz z Ekstraligi, Posnania wyraźnie przegrał z Rugby Białystok 19:57. Dwóch graczy ataku z Podlasia (a raczej z Zimbabwe) zaliczyło hat-tricki przyłożeń, Ryan Mutandwa i Malvin Kativu. Dla odmiany sukcesem zakończył się występ Sparty przed jarocińską publicznością – pokonała Arkę Rumia (druga przegrana rumian w tym sezonie) 40:21. Pierwszy raz przed swoją publicznością na tym poziomie rozgrywek pokazało się Rugby Wrocław – w meczu z Legią Warszawa przegrało 8:35, mimo czerwonej kartki dla jednego z przeciwników w połowie drugiej odsłony meczu (mimo osłabienia to legioniści byli skuteczniejsi w ostatnim fragmencie meczu). Poza tym Hegemon Mysłowice uległ AZS AWF Warszawa 17:26 (zdobył więcej przyłożeń, ale różnicę zrobił na korzyść warszawiaków Santiago Brzeziński). W tabeli na czele trzy ekipy z kompletem dwóch bonusowych zwycięstw – Białystok, Legia i Sparta. Na drugim końcu tabeli bez żadnego punktu Hegemon, Arka Rumia i Wrocław.
W drugiej lidze najciekawiej było w meczu Rugby Ruda Śląska z Koma RC Olsztyn, który odrobinę nieoczekiwanie wygrali gospodarze 29:17. Spory udział w wygranej miał Patryk Kołodziej, który zdobył 19 punktów w każdy możliwy sposób, w tym z drop goala. Poza tym dwa bardzo wysokie zwycięstwa ekstraligowych rezerw nad drużynami grającymi w niekompletnych składach: rezerwy Budowlanych Commercecon Łódź pokonały Miedziowych Lubin aż 98:7 (lubinianie przyjechali tylko w trzynastkę), a rezerwy Budowlanych Lublin wygrały z Watahą Zielona Góra 71:14 (tu Zielona Góra przyjechała w czternastu). Łódzcy Budowlani są jedyną drużyną z kompletem dwóch zwycięstw w stawce, natomiast Miedziowi – jedyną z dwoma porażkami.
Z kraju
W drugim w tym sezonie turnieju Polskiej Ligi Rugby 7 bardzo niegościnni okazali się gospodarze – gracze RC Koszalin wygrali wszystkie cztery mecze i zajęli pierwsze miejsce. Drugie miejsce zdobyła Kaskada Szczecin, a trzecie Lechia Gdańsk. Na starcie stanęło pięć drużyn z północnej Polski.
W Sochaczewie odbyły się pierwsze w tym sezonie zmagania w kategoriach juniorów i kadetów – rozegrano pierwsze turnieje Grand Prix w rugby 7. W obu turniejach (ten w kategorii kadetów dotyczył tylko jednej z dwóch grup, na które podzielona jest stawka uczestników) mieliśmy na podium te same ekipy: Orkana Sochaczew, Juvenii Kraków i Budowlanych Lublin. Lublinianie zdobyli dwa brązowe medale, a na dwóch najwyższych stopniach podium wymieniali się sochaczewianie i krakowianie (Juvenia wygrała w kategorii U18, a Orkan – U16).
Ze świata
Poza Pucharem Świata na świecie odbyło się tylko jedno oficjalne spotkanie międzynarodowe piętnastek – w kolejnym towarzyskim meczu zmierzyły się kobiece drużyny Japonii i Fidżi. Tydzień temu górą były Japonki, i w ten weekend potwierdziły swoją dominację – wygrały 41:36. A już za kilka tygodni przed obiema drużynami wyzwanie w postaci WXV (Japonia zagra na poziomie drugim, a Fidżi na trzecim).
Przez bardzo długi czas corocznym punktem rugbowego programu były wyprawy Barbarians do południowej Walii. Co prawda tym razem Barbarians pojechali tam nie w okresie wielkanocnym, ale nawiązali do tej tradycji grając w Llanelli ze Scarlets, którzy w ten sposób czcili pamięć zmarłego w zeszłym roku Phila Bennetta. W walijskiej ekipie zobaczyliśmy m.in. Wyna Jonesa czy Taine’a Plumtree, zaś Barbarians składali się głównie z zawodników japońskich i australijskich pozostających w Europie „pod parą” na wypadek konieczności dowołania kogoś do reprezentacji na Puchar Świata. Wygrali Scarlets 33:19.
W innym ciekawym towarzyskim spotkaniu w Salt Lake City reprezentacja USA grała z Tuluzą (przerwa w Top 14 dała okazję do wycieczki). Dla młodej amerykańskiej drużyny to był bardzo cenny test, na dodatek wygrany 24:21.
W stolicy Zimbabwe, Harare, poznaliśmy kolejną drużynę, która zagra w igrzyskach olimpijskich w Paryżu – w finale afrykańskich kwalifikacji olimpijskich mężczyzn triumfowała Kenia, która po zaciętym meczu pokonała Południową Afrykę 17:12. Porażka Blitzboks w tej rywalizacji to poniekąd upokorzenie tej drużyny, która wcześniej nie zdobyła awansu także w rywalizacji w World Rugby Sevens Series (podczas gdy Kenijczycy odpadli z tych rozgrywek). Południowa Afryka zdobyła awans do turnieju barażowego, wraz z trzecią drużyną rywalizacji, Ugandą (która w meczu o brąz pokonała gospodarzy). A tam miejsce do wygrania jest tylko jedno, a walczyć o nie będą też m.in. Brytyjczycy.
W nowozelandzkiej lidze NPC zbliża się koniec fazy zasadniczej. Tydzień zaczął się w środę od nieoczekiwanego zwycięstwa Counties Manukau nad Canterbury (31:29 po przyłożeniu z podwyższeniem zdobytym w ostatniej akcji spotkania). Z kolei Waikato pokonało 27:12 Auckland, podtrzymując nadzieje na awans do play-off. Ósme zwycięstwo na swoje konto zapisała drużyna z Wellingtonu, która pokonała na wyjeździe Bay of Plenty 26:14. Stołeczna drużyna ma sześć punktów przewagi nad drugim Canterbury i siedem nad trzecim Tasman.
Mimo Pucharu Świata grała francuska druga liga – Pro D2 (aby jednak uniknąć kolizji terminów, grano tym razem we wtorek i środę). Na otwarcie kolejki mieliśmy mecz Agen z Nevers, w którym padło 70 punktów (40:30 dla Agen) i dwie czerwone kartki. Pierwsze potknięcie w sezonie zaliczył niepokonany dotąd lider, Vannes, który zremisował z Béziers 20:20 (stracił 13-punktową przewagę w ostatnim kwadransie i mógł nawet przegrać, gdyby rywale podwyższyli przyłożenie zdobyte w ostatniej akcji). Wysokie zwycięstwa odnieśli dwaj beniaminkowie – szczególnie godne uwagi jest to zapisane na konto Valence Romans, które pokonało spadkowicza z Top 14, Brive, aż 45:10 i awansowało na trzecią pozycję w ligowej tabeli. Trener Brive, Patrice Colazzo, miał usłyszeć ultimatum po rozczarowującym starcie sezonu – ma wygrać trzy kolejne mecze. Drugi beniaminek, Dax, pokonał Colomiers 25:6. Na prowadzeniu nadal Vannes, przed Provence (pokonało Angoulême). Na dnie tabeli Biarritz (zepchnięte na piętnaste miejsce przez Mont-de-Marsan, które wygrało drugi mecz z rzędu) i Grenoble. To ostatnie jednak czeka na rozprawę w związku ze swoją apelacją od decyzji o odjęciu na starcie sezonu 6 punktów – ta już w najbliższym tygodniu.
W rumuńskiej Liga Națională de Rugby w ten weekend bez niespodzianek – faworyci wygrywali bardzo wysoko. Obrońcy mistrzowskiego tytułu, Știința Baia Mare, pokonali ekipę z Gury Humorului 83:9, a jeszcze wyższe zwycięstwa odniosły drużyny bukaresztańskie: Dinamo pokonało Grivițę 84:3, a Steaua rozgromiła Bucovinę z Suczawy aż 102:0.
Gwiazdy światowego rugby grają we Francji, a tymczasem Handré Pollard zdobywał punkty w rozgrywkach Premiership Rugby Cup. Wrócił do gry po kontuzji i wszedł z ławki rezerwowych na boisko w wygranym przez Leicester Tigers 18:14 meczu z Sale Sharks, a Jacques Nienaber od razu powołał go do kadry na Puchar Świata. Poza tym zwracają uwagę wygrane Jersey Reds nad Bath 34:10 i Ealing Trailfinders nad Bristol Bears 28:12. Jasne, ekipy z Premiership nie grają tu najmocniejszymi składami, ale mimo wszystko czołowe drużyny z Championship pokazują, że zamknięcie im drogi do awansu nie ma sportowych podstaw.
Zakończyły się stanowe rozgrywki w Australii Południowej – w finale Burnside pokonało Brighton 43:21, biorąc rewanż za ubiegłoroczną porażkę w finale. Obie ekipy już od kilku dobrych lat na zmianę triumfują w Premier Grade. Burnside zostało mistrzem stanu po raz szósty w historii.
W ten weekend ruszyły rozgrywki holenderskiej Ereklasse. Od porażki zaczął je obrońca tytułu mistrzowskiego, Eemland, który przegrał z 't Gooi 14:20. Przegrali też poprzedni mistrzowie, DIOK z Lejdy – 8:20 z ekipą The Dukes. Wygrali za to ubiegłoroczni finaliści – Haagsche RC pokonało Oisterwijk Oysters 38:20.
W Vannes rozdano medale wojskowych mistrzostw świata. Zwycięzcą turnieju została Francja, która po emocjonującym meczu pokonała Fidżi 25:22. Trzecie miejsce zajęli Brytyjczycy, którzy w meczu o brąz pokonali 24:12 Nową Zelandię. Warto zwrócić uwagę na piąte miejsce Gruzinów, którzy w decydującym o tej lokacie meczu pokonali Australijczyków.
We Francji nie tylko Puchar Świata i Pro D2, ale także ruszyła siódemkowa seria Supersevens. W ten weekend rozegrano pierwszy z trzech turniejów eliminacyjnych. Wyniki odrobinę niespodziewane – w turnieju rozgrywanym w Clermont-Ferrand triumfowało w Bordeaux, które w finale pokonało jednego z faworytów, Monaco, 19:17. Trzecie miejsce dla gospodarzy, którzy pokonali Tuluzę w meczu o brąz 33:0. Już w pierwszej rundzie w starciu siódemkowych graczy Racing 92 wyeliminował Pau (22:19), a w kolejnej rundzie paryżanie nieoczekiwanie odpadli po porażce z późniejszymi zwycięzcami turnieju (19:22). Także tylko do ćwierćfinału dotarli Barbarians, wyeliminowani przez Tuluzę.
The Telegraph podał ciekawą informację z Australii, szykującej się do Pucharu Świata w Rugby w 2027 – w najbliższych tygodniach miało być ogłoszone miasto-gospodarz finału turnieju (starają się o to Sydney, Melbourne i Perth), ale podobno decyzja została wstrzymana w związku z powrotem do pomysłu poszerzenia stawki uczestników imprezy do 24 drużyn już od australijskiego turnieju.
Ciekawie wieści także z Super Rugby – prezes argentyńskiej federacji w wywiadzie prasowym powiedział, że Jaguares dostali zaproszenie do powrotu do rywalizacji w tej lidze. Z powodu zawartych do 2025 kontraktów telewizyjnych powrót byłby możliwy od 2026. Czyżby franczyza miała zostać wskrzeszona, a Super Rugby wracało do dawnych błędów, czyli lotów przez pół świata?
Z rynku transferowego:
- Julian Savea, pochodzący z samoańskiej rodziny jeden z najskuteczniejszych graczy Super Rugby i były reprezentant Nowej Zelandii, przechodzi z Hurricanes do Moana Pasifika;
- Milton Haig, były trener Gruzji, a ostatnio Tokyo Sungholiath, został tymczasowym trenerem kobiecej reprezentacji Stanów Zjednoczonych, która już za moment zagra w turnieju WXV;
- wygląda na to, że Pucharze Świata do Irlandii z Południowej Afryki wyjedzie nie tylko Jacques Nienaber (ma trafić do sztabu trenerskiego Leinsteru) – podobny krok może wykonać Rassie Erasmus, który ma sporą szansę dołączyć do kierownictwa reprezentacji Irlandii;
- pojawiła się plotka, że Frans Ludeke, który dwukrotnie poprowadził Bulls do zwycięstwa w Super Rugby, a ostatnio prowadził Kubota Spears, będzie nowym trenerem reprezentacji Japonii.
Polacy za granicą
Wiadomości o reprezentantach Polski grających na co dzień za granicą – jak zwykle sprzed tygodnia:
Anglia:
- Eryk Łuczka (Hornets RFC, National League 2 West): zagrał cały mecz przeciwko Exeter University, przegrany 19:68. Hornets po dwóch kolejkach są na 10. miejscu w stawce 14 ekip;
- Peter Hudson-Kowalewicz (Hull RUFC, National League 2 North): zagrał cały mecz przeciwko Hull Ionians, przegrany 25:30. W drugiej połowie zdobył przyłożenie. Hull spadło na szóste miejsce w lidze;
- Stasio Maltby (Brighton RFC, Regional 1 South Central): zaczął na ławce rezerwowych mecz z Marlborough, przegrany 30:41. Mimo to po dwóch kolejkach jego ekipa jest trzecia w ligowej tabeli.
Francja:
- Andrzej Charlat (Stade Niçois, Nationale): tym razem bez przyłożenia, ale rozegrał cały mecz przeciwko Tarbes, a jego ekipa wygrała 38:3. Nicea awansowała na trzecie miejsce w lidze;
- Quentin Cieslinski (Stade Métropolitain, Nationale 2 – grupa 2): zagrał pierwszą połowę i kawałek drugiej (według statystyk schodził z boiska dwa razy w odstępie paru minut) przeciwko Nîmes, a jego drużyna przegrała 13:16 i spadła na piąte miejsce w grupie.
Szkocja:
- Craig Bachurzewski (Southern Knights, Super Series Championship): wszedł z ławki rezerwowych w meczu z Heriot’s, przegranym 34:38. Jego ekipa spadła z czwartego na piąte miejsce w lidze;
- Max Loboda (Boroughmuir Bears, Super Series Championship): zagrał cały mecz przeciwko Stirling Wolves, przegrany 20:31. Bears są na szóstym, przedostatnim miejscu w tabeli;
- Ronan Seydak (Heriot’s, Super Series Championship): wystąpił w podstawowej piętnastce przeciwko Southern Knights, w meczu wygranym 38:34. Zdobył jedno z przyłożeń swojej drużyny, a przy drugim pokazał się ładnym offloadem. Heriot’s jest liderem ligowej tabeli.
Szwajcaria:
- Kacper Ławski (RC Yverdon, LNA): wyszedł w podstawowym składzie w pierwszym meczu sezonu swojej drużyny, wygranym 21:18 z Nyon.
Walia:
- Jakub Małecki (Ebbw Vale RFC, Premiership): zagrał ostatni kwadrans w meczu z Pontypridd, wygranym 38:21. Ebbw Vale awansowało na piąte miejsce w stawce 13 drużyn.
Zapowiedzi
Start trzeciej kolejki fazy grupowej Pucharu Świata już w środę. Na pierwszy ogień pójdzie mecz Włochy – Urugwaj. W czwartek Francja – Namibia, a w piątek ciekawe starcie Argentyna – Samoa. W sobotę trzy spotkania: szlagierowy mecz Południowa Afryka – Irlandia, a oprócz tego Gruzja – Portugalia i Anglia – Chile. W niedzielę znów ciekawie: Walia – Australia i Szkocja – Tonga. I pomyśleć, że to już będzie na swój sposób półmetek rugbowego mundialu (będzie za nami połowa z 48 meczów) – a przecież dopiero co się zaczął.
W kraju szósta kolejka Ekstraligi: Budowlani Commercecon Łódź – Arka Gdynia, Budo 2011 Aleksandrów Łódzki – Juvenia Kraków, Ogniwo Sopot – Lechia Gdańsk i Orkan Sochaczew – Edach Budowlani Lublin. Nieciekawych meczu tu nie ma.
Na świecie znów nieliczne rozgrywki ligowe (przede wszystkim NPC, gdzie mamy przedostatnią kolejkę rundy zasadniczej – nawet Pro D2 robi sobie w nadchodzący weekend przerwę), druga runda francuskich Supersevens oraz turniej rugby 7 na igrzyskach azjatyckich w Hangzhou.
Kobiece WXV, które ruszy w tym roku jest dobrym, choć nie idealnym przykładem (póki co brak awansu i spadku w T1) na to by dać szansę zagrać drużynom z różnych części świata i poszerzyć doświadczenie.
Francja-Urugwaj i Fidżi-Australia to były najlepsze mecze tego weekendu. Grupa C jest teraz najciekawszą. Z kolei mecze pomiedzy drużynami z górnej a dolnej półki ciężko się oglada. Przepaść jest ogromna. Na RWC z 24 drużynami jest chyba jeszcze za wcześnie. W pierwszej kolejności Rugby World mogłoby częściej organizować mecze pomiedzy słabszymi a lepszymi drużynami zamiast skupiać na krajach z Tier 1.
No, mecze Francji z Urugwajem i Australii z Fidżi też były meczami między T1 i T2 😉
Czy na 24 drużyny za wcześnie? Nie wiem, może to by oznaczało większe zainteresowanie rugby w 4 kolejnych krajach. Inna sprawa, że jeśli WR ograniczy okazje na mecze T1 z T2 (a raczej na to się zanosi, a nie odwrotnie, niestety), to dla T2 Puchar Świata będzie smutną imprezą i będzie więcej meczów, które ciężko się ogląda…