Pierwsza kolejka Ekstraligi i pierwszy mecz kwalifikacji do RWC

Za nami pierwsza kolejka Ekstraligi (wygrywali faworyci, bolesną lekcję odebrał zwłaszcza beniaminek) i pierwszy mecz kwalifikacji do Pucharu Świata w 2027, których format wreszcie oficjalnie potwierdzono (tu też wygrał faworyt). Rozegrano też drugą kolejkę The Rugby Championship i tutaj również zwyciężali faworyci (All Blacks bardzo mocno zrewanżowali się Argentyńczykom za niespodziewaną porażkę sprzed tygodnia).

Ekstraliga

Po dwóch i pół miesiącu przerwy wróciła Ekstraliga. Ponownie w składzie dziewięciu drużyn, z Rugby Białystok jako beniaminkiem i Orkanem Sochaczew jako obrońcą tytułu mistrzowskiego. Orkan co prawda w pierwszej kolejce pauzował, ale beniaminkowi przyszło zacząć sezon od bardzo wymagającego rywala – wicemistrza.

Ogniwo Sopot – Rugby Białystok 64:0. Beniaminek co prawda miał problemy z dotarciem do Sopotu, ale mecz doszedł do skutku, choć odrobinę spóźniony. A jego wynik i przebieg były zgodne z przewidywaniami – pierwsze koty poszły za płoty, Ogniwo wysoko wygrało. Szkoda, że Białemustokowi nie udało się choćby zdobyć pierwszych punktów na najwyższym poziomie ligowym. Gospodarze od początku dominowali, pierwsze przyłożenie padło łupem Jewhenija Owerczuka już po 90 sekundach gry. Goście mieli kilka dobrych momentów (błysnął m.in. Patryk Romanowski), ale darowali sopocianom sporo karnych i do przerwy Ogniwo wygrywało 26:0. Po przerwie ekipa z Podlasia miała znów szansę na punkty, jednak Igor Kocimski chybił karnego, a chwilę potem sopocianie kolejny raz zapunktowali. W tej odsłonie gry młyn białostocczan poszedł w rozsypkę, a Ogniwo do czterech przyłożeń z pierwszej połowy dorzuciło kolejne sześć. Hat-tricki skompletowali Owerczuk i Piotr Zeszutek, a Wojciech Piotrowicz zaliczył 14 punktów z podwyższeń. Zmartwieniem dla zwycięzców może być kontuzja Dwayne’a Burrowsa.

Pogoń Awenta Siedlce – Budowlani WizjaMed Łódź 63:12. Także i w Siedlcach odnieśli wysokie zwycięstwo faworyzowani gospodarze, w barwach których pierwszy raz wspólnie zagrali bracia Nowiccy (a debiutowali debiutował także Bartosz Kubalewski, a po powrocie zagrał Krystian Olejek). Zaczęli od szybkiego wyjścia na prowadzenie 14:0, ale potem nieoczekiwanie to Budowlani zaczęli mieć swoje szanse. Zaczęli od kilkunastometrowego maula autowego po serii karnych, potem mieli kolejne okazje do podobnego zakończenia akcji, jednak ostatecznie skończyli tylko na 5 punktach. A ich marzenia o niespodziance rozwiały dwie szybkie akcje gospodarzy – w pierwszej, piłkarskiej, goście kompletnie pogubili się w obronie, a w drugiej świetnym zwodem popisał się Bercho Botha (zdobywca trzech przyłożeń w spotkaniu) i zrobiło się 28:5. Pod koniec pierwszej połowy siedlczanie jeszcze podnieśli prowadzenie (znakomita asysta Jędrzeja Nowickiego). W drugiej odsłonie siedlczanie zdobywali kolejne przyłożenia, dochodząc do stanu 63:5, a Budowlani swoje okazje marnowali. Pokazywał się Lucas Niedzwiecki, próbowali organizować maule autowe (problem był jednak w samych autach), ale przyłożenie zdobyli dopiero w ostatniej akcji meczu. Pogoń miała dobre fragmenty gry, efektowne akcje, ale darowała rywalom sporo karnych (czasami seriami, i w sumie jedna żółta kartka to dość łagodny wymiar kary). Budowlani także mieli swoje momenty, ale brakowało skuteczności, cierpliwości, zawodziły auty, no i zbyt często brakowało organizacji w obronie.

Edach Budowlani Lublin – Life Style Catering Arka Gdynia 26:35. Niedzielne dwa spotkania zapowiadały się na bardziej wyrównane niż te sobotnie i faktycznie tak było. W Lublinie mający kłopoty kadrowe Budowlani od początku zdobyli przewagę. Co prawda nie stwarzali sobie sytuacji na przyłożenia, ale konsekwentnie zamieniali na punkty karne (kopał Kuziwakwashe Kazembe – w sumie 16 punktów w meczu), po półgodzinie gry zdobyli przyłożenie i wyszli na prowadzenie 16:0, a chwilę potem po kolejnym karnym nawet 19:0. Jednak na tym dobra passa gospodarzy się skończyła – w końcówce pierwszej połowy dwie szybkie akcje wyprowadzili gdynianie i zmniejszyli stratę do zaledwie 5 oczek. A jakby tego było mało, potrzebowali zaledwie 10 sekund, aby w drugiej połowie zaliczyć trzecie przyłożenie (wznowienie wygrał Szymon Sirocki), a podwyższenie wyprowadziło ich pierwszy raz w tym meczu na czoło. Przeważali na boisku, ale tym razem to oni pozwolili Budowlanym na wyprowadzenie morderczej kontry i zrobiło się 26:21. Jednak od tego momentu gospodarze już ani razu nie przekroczyli linii 10 m na połowie rywali, tymczasem gdynianie atakowali i punktowali – zdobyli dwa przyłożenia, które dodatkowo dały im bonus ofensywny (a Eujaan Botha podwyższeniami podniósł dwój dorobek do 15 punktów). Budowlani zaskoczyli sposobem rozegrania ostatniego karnego, gdy na połowie boiska zamiast kopać w aut (albo przynajmniej na słupy, choć pozycja była trudna), wybrali grę z miejsca – i piłkę stracili nie wchodząc głębiej w obronę rywali, tracąc jednocześnie szansę na defensywny bonus.

Juvenia Kraków – Drew Pal 2 Lechia Gdańsk 33:15. W Krakowie faworytem wydawali się gospodarze, ale w obu składach mieliśmy sporo debiutantów (wśród gospodarzy – głównie na ławce, u gości – w podstawowym składzie i potem zdobyli wszystkie punkty), a w obu drużynach nowych trenerów. Początek meczu jeszcze dodatkowo niepewność pogłębił – co prawda pierwsze punkty z karnego zdobyła Juvenia, ale chwilę potem pierwsze przyłożenie po maulu zaliczyli gdańszczanie, krakowianie popełniali błędy w ataku, a Lechia kilkakrotnie im zagroziła i po parunastu minutach prowadziła 8:3 (karnego zaliczyła przy grze w osłabieniu po pierwszej żółtej kartce). Juvenia jednak wyraźnie dominowała w młynie, a pod koniec pierwszej połowy wyprowadziła dwie szybkie akcje, dorzuciła karnego i wygrywała 20:8. Drugą połowę też zaczęła dobrze – najpierw kolejny karny van Zyla, a potem karne przyłożenie po akcji, w efekcie której gdańszczanie zostali w podwójnym osłabieniu. Jednak Juvenia tej przewagi nie umiała wykorzystać, nie wykorzystywała przestrzeni na skrzydłach, a gdy miała karnego na połowie rywali (przy wyniku 30:8 i przewadze w przyłożeniach 3:1) nie walczyła o punkt bonusowy, ale zdecydowała się na kolejny kop z karnego van Zyla (w sumie 16 punktów z kopów). Chwilę potem sędzia zarządził przerwę na wodę, a po niej to gdańszczanie zyskali inicjatywę. Po akcji, w której wygrali aut krakowian, a potem zdominowali młyn, zdobyli przyłożenie, które odebrało rywalom szansę na bonus. Gospodarze byli o włos od jeszcze jednej piątki, ale Artur Polgun nie złapał piłki tuż przed polem punktowym. Wygrana Juvenii zasłużona, ale mały niedosyt pozostał. Lechię zaś drogo kosztowały problemy z dyscypliną – kończyła mecz w czternastkę, bo jeden z jej nowych graczy pod koniec spotkania zaliczył drugą żółtą kartkę.

Pauzujący Orkan Sochaczew nie zasypiał gruszek w popiele, ale wybrał się do Pragi na mecz z czeską drużyną występującą pod szyldem Bohemia Warriors w Rugby Europe Super Cup. Wyprawa była ze wszech miar udana – mistrzowie Polski wygrali spotkanie 31:20.

Przy okazji zauważyć trzeba, że żadna z transmisji nie pojawiła się na stronie TVP Sport. Nie ma też nic (póki co) w rozpisce na stronie nadawcy na kolejny tydzień. Czyżby koniec współpracy?

Na marginesie: sporo się działo w ostatnim tygodniu przed startem rozgrywek na rynku transferowym. Byli zgłaszani nowi zawodnicy z zagranicy, ale też i pojawiały się transfery reprezentantów naszego kraju. Wśród tych zwraca uwagę pojawienie się Jakuba Małeckiego na liście zawodników łódzkich Budowlanych (kolejny młody kadrowicz w tym klubie), zapowiedź Artura Klisia w Juvenii Kraków oraz przejście Piotra Wiśniewskiego z lubelskich Budowlanych do Pogoni Siedlce.

Ps. Czego można było oczekiwać po pozostawieniu w regulaminie Ekstraligi zapisu o przyznawaniu punktu bonusowego tylko drużynom z 23 nazwiskami w protokole meczowym? Ano dokładnie tego – kluby grają, jak im PZR gra, i w efekcie na liście zawodników Budowlanych Lublin pojawił się Andrzej Kozak. Trudno uwierzyć, że jest tam po to, aby faktycznie pojawić się na boisku. I trudno się dziwić, skoro taki mały krok może decydować o jednym punkcie więcej w ligowej tabeli (zwłaszcza przy zaledwie 26-osobowej kadrze zespołu, a efektywnie – tylko 24-osobowej)…

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Ogniwo Sopot15
2.Pogoń Awenta Siedlce15
3.Life Style Catering Arka Gdynia15
4.Juvenia Kraków14
5.Orlen Orkan Sochaczew00
6.Edach Budowlani Lublin10
7.Drew Pal 2 Lechia Gdańsk10
8. Budowlani WizjaMed Łódź10
9.Rugby Białystok10

The Rugby Championship

W drugiej kolejce TRC rewanże za mecze sprzed tygodnia, rozegrane jednak na boiskach tych samych drużyn co ostatnio. A wyniki tym razem zgodne z oczekiwaniami.

Australia – Południowa Afryka 12:30. Ekipa Springboków przystąpiła do tego meczu bardzo zmieniona w porównaniu z pierwszym spotkaniem. W podstawowej piętnastce Rassie Erasmus dokonał aż 10 zmian, wstawiając do niej m.in. aż czterech graczy z zaledwie jednym spotkaniem międzynarodowym na koncie. Absolutnie morderczą przygotował natomiast ławkę rezerwowych. W ekipie Australii zwracał uwagę powrót ich gwiazdy na co dzień grającej w Japonii, Mariki Koroibetego oraz pojawienie się na ławce rezerwowych debiutantów Maxa Jorgensena (świetnego w rozgrywkach Super Rugby Pacific, nie dostał jednak szansy po zmianie na grę na swojej pozycji) i Seru Uru. Grano w Perth i w pierwszej połowie wydawało się, że Australijczycy mają szansę na podjęcie walki o zwycięstwo – po karnych Noaha Lolesio przegrywali tylko 9:11 (a mogli prowadzić, gdyby Lolesio trafił czwartego karnego; mogli też wyżej przegrywać, gdyby Tom Wright ratował Wallabies przed stratą przyłożeń przy akcjach skrzydłowych rywali). Na początku drugiej połowy wszelkie wątpliwości co do wyniku meczu prysły po dwóch potężnych maulach Springboków. Po pierwszym odpowiedział jeszcze Lolesio i było 12:18, ale po drugim na kwadrans przed końcem zrobiło się 12:23 (kontrowersje budzi jednak „oderwanie się” Malcolma Marxa od tego drugiego: https://x.com/i/status/1825031195245322475). Na dodatek na koniec spotkania Południowa Afryka przypieczętowała zwycięstwo kolejnym przyłożeniem Marxa po maulu. Cóż, „Bomb Squad” czyli zmiennicy z młyna, ponownie zadziałał. Pecha miał kapitan Springboków Salmaan Moerat, który musiał opuścić boisko z podejrzeniem wstrząśnienia mózgu już po kilkunastu minutach.

Nowa Zelandia – Argentyna 42:10. Po nieoczekiwanym wyniku z pierwszego spotkania Scott Robertson postanowił namieszać w formacji ataku, zmieniając tam trzech graczy, ale pozostawiając na kluczowych pozycjach TJ Perenarę, Damiana McKenziego i Beaudena Barretta. W ataku jedna zmiana, wymuszona, ale na ławce pojawił się Sam Cane. W drużynie Argentyny zmiany były skromne, a na boisku skład bliski idealnemu. To jednak nie pomogło – All Blacks na Eden Park srogo zrewanżowali się za porażkę sprzed tygodnia. Od początku wzięli sprawy w swoje ręce i w pierwszej połowie przykładali piłkę co parę minut, kończąc ją prowadzeniem 35:3. Na dodatek drugą połowę zaczęli od kolejnego przyłożenia i choć potem nie zdobyli już punktów, siedem oczek Argentyńczyków pod koniec spotkania było już tylko zdobyczą na otarcie łez. Imponował McKenzie (17 punktów, w tym pierwsze przyłożenie meczu po świetnym kopie Jordiego Barretta, a także udział w przyłożeniu Beaudena Barretta), ale jeszcze lepiej prezentowali się gracze młyna gospodarzy (choć zapunktował z nich tylko Ardie Savea). Był to 50. z kolei mecz bez porażki All Blacks w swojej twierdzy w Auckland.

Można powiedzieć, że sytuacja odwróciła się w stosunku do ubiegłego tygodnia – tym razem Argentyna była bezradna, a Australia postawiła się przeciwnikowi. Jednak do zwycięstwa w tym drugim przypadku było daleko. W tabeli na czele Południowa Afryka, jedyna z dwoma wygranymi. Na drugie miejsce przed Argentynę przesunęła się Nowa Zelandia dzięki ofensywnemu punktowi bonusowemu.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Południowa Afryka210
2. ↑Nowa Zelandia25
3. ↓Argentyna24
4.Australia20

Z kraju

Rugby Europe potwierdziło terminarze dwóch najwyższych poziomów Rugby Europe International Championships – Championship i Trophy. W Championship format się nie zmienił, termin też – nadal będzie rozgrywane równolegle do Pucharu Sześciu Narodów, czyli w lutym i marcu. Główną zmianą w Championship, jakże dla nas bolesną (szczególnie że przyszłoroczne REC będzie jednocześnie kwalifikacją do Pucharu Świata, a awans na ten poziom będzie możliwy dopiero po zakończeniu kolejnego dwuletniego cyklu), jest nieobecność reprezentacji Polski, zastąpionej przez Szwajcarię. Polacy zagrają w grupie Trophy i tu także poznaliśmy szczegółowy kalendarz spotkań: nasi zagrają 16 listopada w domu z Litwą, 23 listopada na wyjeździe z Czechami, 22 lutego w domu z Chorwacją (dlaczego wybraliśmy termin w środku przerwy w rozgrywkach Ekstraligi?), 5 kwietnia na wyjeździe z Luksemburgiem i 12 kwietnia na wyjeździe ze Szwecją. Te dwa ostatnie spotkania będą kończyć całe rozgrywki.

Ze świata

World Rugby na kilka dni przed pierwszym meczem kwalifikacji do Pucharu Świata w 2027 oficjalnie potwierdziło format tych rozgrywek – przy czym wcześniejsze przecieki okazały się w 100% prawdziwe. 12 miejsc, które jeszcze pozostały do obsadzenia, zostanie rozdzielone w następujący sposób:

  • Europa: awansują cztery najlepsze drużyny Rugby Europe Championship 2025 (czyli w grze są Gruzja, Portugalia, Rumunia, Hiszpania, Holandia, Niemcy, Belgia i Szwajcaria – awans zdobędą po dwie najlepsze drużyny każdej grupy REC, półfinaliści turnieju),
  • Azja: awansuje zwycięzca Asia Rugby Championship 2025 (czyli w grze są Hongkong, Korea Południowa, Zjednoczone Emiraty Arabskie oraz być może Sri Lanka – po ostatniej edycji ARC mówiło się o spadku Malezji, ale nie można wykluczyć meczu barażowego),
  • Afryka: awansuje zwycięzca Rugby Africa Cup 2025 (czyli w grze są Zimbabwe, Algieria, Namibia, Kenia, Uganda, Senegal i Wybrzeże Kości Słoniowej oraz drużyny, które w listopadzie mają podobno powalczyć o ostatnie wolne miejsce w tej imprezie),
  • Ameryka Południowa: awansuje zwycięzca Sudamerica Rugby Championship 2025 (w praktyce pierwsza faza eliminacji zaczęła się w ten weekend; w grze są Urugwaj, Chile, Brazylia, Paragwaj, Peru, Kolumbia, Wenezuela i Kostaryka),
  • Pacyfik (Ameryka Północna + Oceania): awansują trzy najlepsze drużyny Pacific Nations Cup 2025 (z wyjątkiem Japonii i Fidżi, które awans już mają; w grze są Samoa, Tonga, Stany Zjednoczone i Kanada),
  • do tego dochodzi zwycięzca play-off między drugą drużyną kwalifikacji w Ameryce Południowej i czwartą drużyną kwalifikacji w strefie Pacyfiku,
  • oraz najlepsza drużyna z turnieju barażowego kończącego eliminacje i zaplanowanego na listopad 2025, w którym mają wziąć udział:
    • piąta drużyna kwalifikacji w Europie,
    • zwycięzca play-off pomiędzy drugimi drużynami kwalifikacji w Azji i Afryce,
    • trzecia drużyna kwalifikacji w Ameryce Południowej,
    • przegrany z play-off między drugą drużyną kwalifikacji w Ameryce Południowej i czwartą drużyną kwalifikacji w strefie Pacyfiku.

Cóż, tym razem nie ma pandemii na usprawiedliwienie tak późnego ogłoszenia formatu kwalifikacji – na ich rozegranie pozostał nieco ponad rok, a tak krótki termin powoduje, że nie da się nazwać meczami o awans na Puchar Świata choćby meczów Rugby Europe Trophy. W grze pozostała skromna liczba drużyn (prawdopodobnie 39, z czego 15 z Afryki – przed pandemią było to w kilku ostatnich edycjach powyżej 90 drużyn), a żadnej ścieżki awansu nie dostały ekipy z Pacyfiku (poza Samoa i Tonga) oraz Ameryki Północnej (poza Stanami Zjednoczonymi i Kanadą) – bo przecież Pacific Nations Cup to turniej zaproszeniowy i w ogóle nie da się do niego awansować. Szkoda, bo pod tym względem w rugby się mocno cofamy (a tymczasem WR w oficjalnym komunikacie pisze o wzroście/rozwoju…).

Potwierdzono również oficjalnie format samego Pucharu Świata w 2027. W fazie grupowej – sześć grup po cztery zespoły, gra każdy z każdym. A potem faza pucharowa, tym razem rozpoczynająca się od 1/8 finału. Nie ma wskazówek dotyczących automatycznej kwalifikacji do kolejnego Pucharu Świata, ale trudno uwierzyć, aby WR zdecydowało się na zmniejszenie liczby drużyn, które ją wywalczą (jest ich obecnie 12), więc zapewne otrzymają ją dwie najlepsze drużyny każdej grupy. Ale kto wie?

Kwalifikacje zaczęły się już w niedzielę w Sao Paulo, meczem Brazylii z Paragwajem. Spotkanie wygrali 77:17 gospodarze (odnosząc najwyższą wiktorię w ponad 50-letniej historii starć z tym rywalem). Brazylijczycy rozstrzygnęli mecz praktycznie w pierwszej półgodzinie, po której prowadzili 35:3. Dopiero potem pozwolili na groźniejsze ataki rywalom, ale było już za późno na odwrócenie losów meczu, tym bardziej, że gospodarze też się nie zatrzymywali i po stracie dwóch przyłożeń tuż przed i tuż po przerwie, powiększali przewagę. Trzy spośród jedenastu ich przyłożeń zdobył Carlo Mignot. Obie drużyny zagrają jeszcze przeciwko Chile na pierwszym etapie eliminacji. I póki co żadna z tych ekip nie straciła szansy na awans (nawet trzecia ekipa grupy zagra w barażu o awans do kolejnego etapu ze zwycięzcą drugiej grupy, obsadzonej niżej notowanymi drużynami). A przy okazji – szkoda, że po pandemii nie powrócono do zwyczaju, aby pierwszy mecz kwalifikacji sędziował ten sam arbiter, który prowadził ostatni finał. Na pewno zwiększało to atmosferę wyjątkowego rugbowego święta.

Wśród kobiet w rewanżowym meczu towarzyskim Japonki zmierzyły się z Amerykankami. Po remisie w pierwszym spotkaniu, tym razem niespodzianki nie było – Amerykanki zwyciężyły, choć zaledwie 11:8, przy losach meczu ważących się aż do ostatniej akcji.

W nowozelandzkim NPC pierwsze ze spotkań z ostatniego tygodnia rozegrano już w środę – drugie zwycięstwo w sezonie odniosło Bay of Plenty, a drugą porażkę Counties Manukau (znowu mimo obecności na boisku i przyłożenia Hoskinsa Sotutu). Było 44:31. W weekend Bay of Plenty wyszło trzeci raz w tym sezonie na boisko i wygrało trzeci raz, tym razem z 24:20 z North Harbour. Weekend zaczął się od nieoczekiwanego zwycięstwa Otago nad Auckland 27:25 (druga porażka Auckland na starcie sezonu), Tasman odniosło cenną wygraną nad Canterbury 22:7, drugi sukces odniosło Hawke’s Bay (31:17 nad Southland, przy okazji broniąc Ranfurly Shield), a Wellington pokonał Taranaki 26:19 (mimo że do przerwy przegrywał 5:19; zwycięstwo zapewniły mu m.in. dwa przyłożenia Juliana Savei w drugiej połowie). Trzeci raz przegrało Counties Manukau, tym razem z Waikato i bez Sotutu w składzie.

W południowoafrykańskim Currie Cup wciąż niepokonani są Bulls – tym razem wygrali z Pumas na wyjeździe 40:24, wypychając rywali z czołowej czwórki tabeli (uwagę mediów zwróciła imponująca asysta Canana Moodiego, pominiętego w powołaniach przez Rassiego Eramsus). Drudzy w tabeli są Lions, którzy wygrali z Western Province 41:22 (hat-trick Renzo du Plessisa), natomiast nieoczekiwanie drugą porażkę w sezonie ponieśli Cheetahs, pokonani przez Sharks po zaciętym meczu 25:20. W efekcie na półmetku fazy zasadniczej ekipa z Durbanu awansowała na czwarte miejsce, za plecy pokonanych Cheetahs.

W najważniejszych ligach stanowych Australii, w Nowej Południowej Walii i Queenslandzie, ruszyły fazy play-off. W Shute Shield pewnie do półfinałów awansowali ubiegłoroczni finaliści – obrońcy tytułu, Eastern Suburbs, wygrali z Manly 45:17, a finaliści, Randwick, pokonali Gordon 36:29. Nieoczekiwanie na tym etapie przegrała druga drużyna sezonu zasadniczego, Warringah, grająca z Norths, ale mimo to ma zagrać w półfinale. W Hospital Challange Cup play-off ma nieco inny format. W pierwszym meczu zmierzyły się dwie najlepsze drużyny fazy zasadniczej, Brothers i Wests (w powtórce z ubiegłorocznego finału) i ci pierwsi dzięki wygranej zapewnili sobie awans do finału. Wests zagrają jeszcze w półfinale, a ich przeciwnikiem będzie drużyna University of Queensland.

W przedostatniej kolejce fazy zasadniczej rumuńskiej Liga de Rugby dwa ciekawe pojedynki czołowych drużyn. W tym najbardziej interesującym Timișoara pokonała Științę Baia Mare 13:12, dzięki temu zmieniając ją na prowadzeniu w ligowej tabeli. Z kolei w derbach Bukaresztu Dinamo pokonało Steauę 35:20. W tabeli na trzech pierwszych miejscach Timișoara, Baia Mare i Dinamo, a pomiędzy poszczególnymi miejscami jest tylko punkt różnicy (bilans wszystkich trzech drużyn to 7:2). Czwarte miejsce zajmuje Steaua już ze sporą stratą.

Zanim wystartuje Top 14, ruszyły we Francji rozgrywki siódemkowe, Supersevens. W ten weekend rozegrano w Mont-de-Marsan pierwszy z trzech turniejów fazy zasadniczej. Jak zwykle w stawce 16 drużyn – 14 klubów pierwszoligowych, a do tego Barbarians i Monaco. W pierwszej eliminacji triumfowali gracze Bordeaux, którzy w finale rozgromili Racing 92 26:0, a wcześniej po trudnych przeprawach pokonali m.in. Tuluzę (14:12 w półfinale) i ubiegłorocznego wicemistrza Pau (12:7 w ćwierćfinale). Żyrondyści ściągnęli przed tym sezonem do składu Argentyńczyków Marcosa Monetę i Luciano Gonzaleza i to przyniosło efekty – Moneta zdobył hat-tricka w finale. Także Racing nie miał łatwej drogi do finału – w półfinale pokonał Monaco zaledwie 22:21, a w 1/8 Barbarians 12:5. Broniący tytułu Barbarians zaczęli ten sezon od zaledwie dziewiątego miejsca. Także już w 1/8 finału odpadła trzecia drużyna z ubiegłorocznego podium czyli Clermont. Trzecie miejsce w turnieju zajęło Monaco, a czwarte Tuluza.

World Rugby podało pierwsze informacje na temat kalendarza siódemkowego cyklu SVNS w nadchodzącym sezonie. Start podobnie jak przed rokiem – Dubaj (przełom listopada i grudnia) i Kapsztad (tydzień później). Ponadto gospodarzami wydarzeń ponownie będą Perth, Vancouver i Hongkong. Brakuje trzech gospodarzy i ciut zaskakuje brak potwierdzenia finału w Madrycie, który ponoć miał finałowym przystankiem na dłużej niż rok.

Do Rady World Rugby przywrócone zostało po ponad rocznym zawieszeniu Fidżi. W maju ubiegłego roku minister sportu powołał tymczasowe władze federacji. Obecnie zreorganizowali zasady zarządzania związkiem.

We Francji kłopot przed startem Top 14 ma Vannes – trener drużyny Jean-Noel Spritzer został zawieszony za zakłócanie kontroli antydopingowej, co oznacza, że przez pierwsze pięć kolejek nie będzie mógł kierować drużyną.

Z rynku transferowego:

  • Nolann Le Garrec po zakończeniu przyszłego sezonu przejdzie z Racingu 92 do La Rochelle. Przeniesie się bliżej rodzinnych stron;
  • i dwie informacje mało konkretne, ale ciekawe: Bajonna namawia do podpisania kontraktu Tadhga Furlonga (jednak dwie poprzednie takie próby powodzenia nie przyniosły), a Mike Ford, ojciec George’a Forda, zapowiada, że ten ostatni skończy swoją karierę grają w rugby league dla Oldham (klub kupiony przez konsorcjum z udziałem taty, byłego świetnego gracza rugby league) – przy czym do zmiany kodów ma dojść dopiero za parę lat.

Zapowiedzi

Kolejny weekend to kolejne ekstraligowe emocje – w drugiej kolejce do gry wejdą obrońcy mistrzowskiego tytułu, Orlen Orkan Sochaczew, którzy zmierzą się w rewanżu za finał rozgrywek z Ogniwem Sopot. Poza tym zagrają Drew Pal 2 Lechia Gdańsk z Edach Budowlanymi Lublin, Budowlani WizjaMed Łódź z Juvenią Kraków i Rugby Białystok z Pogonią Awenta Siedlce. Pauzują gdynianie, a dwa pierwsze z wymienionych spotkań zapowiadają się bardzo ciekawie.

Na arenie międzynarodowej mamy przerwę w The Rugby Championship, więc najwięcej uwagi ściągną uczestnicy Pacific Nations Cup. W pierwszy weekend gier grupowych zmierzą się Fidżi z Samoa i Kanada z Japonią. Ponadto m.in. w grze będą ligi z półkuli południowej, a w Rumunii rozegrana zostanie ostatnia kolejka fazy zasadniczej tamtejszych rozgrywek ligowych.

Dodaj komentarz