Falstart akademików

Nie na taki start nowego sezonu Ekstraligi liczyliśmy – beniaminek, AZS AWF Warszawa, postanowił nie mierzyć się z mistrzem kraju i zapewne będziemy mieli walkower na początek. W pozostałych spotkaniach wygrywali faworyci, sporo emocji było w Krakowie. Na świecie ruszył Puchar Świata kobiet (polecam ubiegłotygodniowy historyczny tekst), a w The Rugby Championship odwróciły się wyniki sprzed tygodnia.

Ekstraliga

Ruszyła Ekstraliga. Póki co bez tradycyjnego już „szponowego” przewodnika dla kibiców, ale ponieważ w systemie PZR nie pojawił się jeden ze składów, przewodnika także nie dało się skończyć. Może w kolejny weekend.

A na początek sezonu informacje dobra i zła. Dobra pojawiła się podczas przedsezonowej konferencji prasowej (na której niestety brakło przedstawicieli kilku klubów): dopinane są rozmowy w sprawie pokazywania Ekstraligi w telewizji (i padło nawet słowo „otwarta”, jeśli się nie przesyłaszem). Bardzo złą było za to odwołanie meczu Pogoni Awenty Siedlce z AZS AWF Warszawa – beniaminek postanowił do Siedlec na mecz z mistrzem Polski nie jechać, tłumacząc się (dość intrygująco) brakiem składu. Faktycznie miało chodzić według tekstu Roberta Małolepszego o zagranicznych graczy, którzy do Warszawy jeszcze nie dolecieli, a siedlczanie nie zgodzili się na przełożenie meczu z tego powodu. Mamy więc na początek Ekstraligi przykry falstart…

A na boisku mieliśmy trzy pojedynki ze zdecydowanymi zwycięstwami faworytów i jeden, w którym losy wygranej długo się ważyły:

Life Style Catering Arka Gdynia – Edach Budowlani Lublin 52:21. Pierwszy gwizdek nowego sezonu Ekstraligi zabrzmiał na Narodowym Stadionie Rugby w Gdyni. Faworytem byli gdynianie – po świetnym poprzednim sezonie, wzmocnieniach z lata i wobec kłopotów lublinian, którzy przyjechali na mecz tylko w dwudziestu. I od początku meczu Arka przeważała, praktycznie nie pozwalając rywalom wyjść z własnej połowy (jedyną szansę lublinianie mieli z karnego, zresztą chybionego). Pierwsze przyłożenie dla gospodarzy zdobył wracający do gry po długiej przerwie Anton Szaszero, obsłużony przez Szymona Sirockiego. Kilkanaście minut później Szaszero miał już na koncie drugie przyłożenie, a pod koniec pierwszej połowy dwa zaliczył Sirocki (jedno po podaniu od Szaszero). W efekcie do przerwy było 33:0. Zaraz po przerwie zrobiło się 45:0 (m.in. asysta Szaszero przy przyłożeniu Seana Cole’a). Dopiero wtedy lublinianie poważniej zagrozili gdynianiom – dwukrotnie weszli w ich pole 22 m i dwukrotnie przyłożyli. To było jednak za mało i za późno. Arka dorzuciła kolejne przyłożenie, a choć w ostatnich minutach Budowlani przeważali, na swoje trzecie przyłożenie czekali niemal do samego końca meczu. A i tak nic ono nie zmieniło.

Energa Ogniwo Sopot – Drew Pal 2 Lechia Gdańsk 73:7. Jeszcze wyraźniejszej przewagi gospodarzy można było się spodziewać w drugim sobotnim meczu w Trójmieście, tym razem o charakterze derbowym. I tu również niespodzianki nie było. Zaledwie pół minuty potrzebował Mateusz Plichta (w ubiegłym sezonie 19 przyłożeń, podobnie jak Sirocki) do zdobycia pierwszego przyłożenia w meczu, a po 5 minutach było już 14:0. Co prawda po kwadransie nieoczekiwanie lechiści zmniejszyli dystans (świetna akcja i asysta Jadona O’Neilla), ale choć w kolejnych minutach jeszcze spędzili chwilę w polu 22 m gospodarzy, to Ogniwo punktowało – i to coraz częściej. Pierwsza połowa skończyła się prowadzeniem 47:7 sopocian, którzy w drugiej do siedmiu przyłożeń z pierwszej odsłony dorzucili jeszcze cztery kolejne. A Lechii animuszu po przerwie starczyło na kilka pierwszych i kilka ostatnich minut – jednak bez efektu.

Orlen Orkan Sochaczew – Budmex Rugby Białystok 94:12. Jeszcze wyższe zwycięstwo ogniósł wicemistrz Polski w starciu z ostatnią drużyną poprzedniego sezonu. Czekający na pierwszą wygraną w Ekstralidze białostocczanie znowu nie mieli na co liczyć, a na dodatek przyjechali na mecz tylko w dziewiętnastu. Na pierwsze przyłożenie sochaczewian nie trzeba było długo czekać (Dawid Plichta, któremu drogę do punktów otworzył Jonathan O’Neill), i choć nieoczekiwanie niemal natychmiast goście odpowiedzieli (Andrei Cebotari pokonał czterech przeciwników), potem mecz potoczył się zgodnie z oczekiwaniami. Orkan punktował co parę minut, pierwszą połowę skończył z prowadzeniem 61:5 i dziewięcioma przyłożeniami na koncie (w tym hat-trickiem Dawida Plichty). Druga połowa w tej sytuacji była już tylko formalnością – Orkan dorzucił kolejne pięć przyłożeń, a goście, choć dwukrotnie zawitali na pole 22 m rywali, nie mogli się przebić na pole punktowe (m.in. Patryk Romanowski został utrzymany nad nim) – i dopiero w ostatniej akcji po indywidualnym przeboju (trzy podkopnięcia!) Zachaire’a Vazqueza zdobyli swoje drugie pięć punktów. Pieter Steenkamp mocno wszedł w sezon kończąc spotkanie z 29 punktami na koncie, a Orkan pokazał, że mimo zmian personalnych, jest jednym z głównych kandydatów do medali. Jednak prawdziwy test tej drużyny dopiero za tydzień.

Juvenia Kraków – Budowlani WizjaMed Łódź 38:27. To właśnie w Krakowie miało być najciekawiej i faktycznie było, i choć gospodarze wygrali, to ich zwycięstwo wcale nie było taka oczywiste i bardzo niewiele brakło do tego, aby wynik był odwrotny. To łodzianie zaczęli od dwóch szybkich przyłożeń Artura Rembowskiego i prowadzenia po niespełna 10 minutach 12:0. W tej połowie dwukrotnie jeszcze byli o włos od kolejnych przyłożeń, ale punktów nie było, te zaliczyli zaś krakowianie, którzy po przechwycie Arsenija Pastiuchowa w ostatniej akcji przed przerwą wyszli na prowadzenie 14:12. Drugą połowę mocno zaczęli Budowlani, którzy wrócili na prowadzenie, a moment później znów dwukrotnie otarli się o kolejne przyłożenia. Jeszcze w 65 minucie wygrywali 20:17, ich przewaga w młynach rosła, ale ostatni okres gry przyniósł trzy przyłożenia Juvenii, przy których znowu błysnął m.in. Pastiuchow (przyłożenie i asysta). Dopiero w doliczonym czasie gry, gdy Juvenia została na boisku w trzynastkę (m.in. druga żółta kartka oznaczała czerwoną dla Austina van Heerdena) łodzianie odpowiedzieli, ale na zmianę rezultatu (a nawet na bonus defensywny) było już za późno. I choć to sam początek sezonu, to dla Juvenii ważny krok w stronę zagwarantowania sobie awansu do grupy mistrzowskiej.

A w Siedlcach zamiast meczu ligowego Pogoń Awenta zagrała sparing z RK Warszawa, przegrany 21:24 (choć nie jest to chyba wynik, który należy brać jako prognostyk kłopotów siedlczan).

Poz.DrużynaM.Pkt.
1.Orlen Orkan Sochaczew15
2.Energa Ogniwo Sopot15
3.Life Style Catering Arka Gdynia15
4.Juvenia Kraków14
5.Budowlani WizjaMed Łódź10
6.Edach Budowlani Lublin10
7.Drew Pal 2 Lechia Gdańsk10
8.Budmex Rugby Białystok10
Pogoń Awenta Siedlce0
AZS AWF Warszawa0

A jeszcze przed tym weekendem pojawiło się kilka wzmocnień w klubach:

  • w Białymstoku bracia Ygelowie z argentyńskiego Tucumánu;
  • w Lechii Gdański Ray-Eez Feris (grał w młodzieżówce Namibii), wracający do Ekstraligi Andile Ngonyama i wypożyczony z Orkana Jadon O’Neill;
  • do Juvenii Kraków wrócił po wojażach Adam Grabski (do Irlandii wyjeżdża natomiast Arkadiusz Czech);
  • a w Orkanie Sochaczew m.in. młodzieżowy reprezentant Holandii Floris Versteeg (ostatnio we francuskim Bressane), trzykrotny reprezentant Tonga Solomone Aniseko, choć najwięcej nadziei pewnie budzi kolejne pokolenie złotej młodzieży z Marcelem Marczewskim.

Puchar Świata kobiet

W pierwszym meczu tegorocznego Pucharu Świata kobiet w piątek wieczorem w Sunderlandzie w obecności ponad 40 tys. widzów gospodynie turnieju starły się z Amerykankami. W drużynie przyjezdnej zwracała uwagę oczywiście Ilona Maher, debiutująca na największej imprezie kobiecego rugby (mimo oferty z WWE, które chciało ją ściągnąć do wrestlingu). Emocji w tym meczu nie było – co prawda na dwa pierwsze przyłożenia gospodyń Amerykanki odpowiedziały swoim, ale potem już nie zdobyły żadnych punktów, a licznik pięciopunktowych akcji Angielek zatrzymał się na jedenastu – mecz skończył się wynikiem 69:7, a jego gwiazdą była Ellie Kildunne. Dla gospodyń to 28. zwycięstwo z rzędu – ostatni raz przegrały w finale poprzedniego Pucharu Świata. W drugim meczu tej grupy jeszcze wyższą wygraną zanotowały Australijki – mimo braku kontuzjowanej Charlotte Caslick rozgromiły reprezentację Samoa 73:0.

Zresztą, w ten weekend wszystkie spotkania miały zdecydowanych faworytów i wszyscy oni wywiązali się ze swoich obowiązków. W grupie B Kanadyjki pokonały 65:7 Fidżyjki – już do przerwy prowadziły 23:0, a potem, w ciągu niewiele ponad 20 minut, aż sześć przyłożeń dorzuciła jedna zawodniczka – Julia Shell (to jednak nie rekord Pucharu Świata – ten wciąż dzierży Portia Woodman-Wickliffe z ośmioma przyłożeniami w jednym spotkaniu). W drugim pojedynku Szkotki zrewanżowały się Walijkom za porażkę z poprzedniej mistrzowskiej imprezy i wygrały 38:8. Niewiele pomogła Walijkom dominacja w młynie, a w Szkocji uważają ten mecz za najlepszy w wykonaniu ich reprezentacji od lat.

W grupie C od wygranej 54:8 nad Hiszpanią swoją obronę tytułu mistrzowskiego zaczęły Nowozelandki. Tu punktowały m.in. Jorja Miller (dwukrotnie na początku meczu) i Portia Woodman-Wickliffe, a rywalki honorowe przyłożenie zdobyły w ostatniej akcji spotkania (z nadmiaru radości nie zdążyły na czas wykonać podwyższenia). Grały jednak wtedy od kwadransa przeciwko 13 przeciwniczkom, bowiem dwie z Black Ferns musiały zejść z boiska z kontuzjami w końcówce, a wszystkie rezerwowe były już na murawie. Poza tym Irlandki wygrały 42:14 z Japonkami (zwraca uwagę przyłożenie wracającej do gry po długiej nieobecności spowodowanej kontuzjami Béibhinn Parsons). Co ciekawe, w składzie zwyciężczyń była tylko jedna zawodniczka, która grała wcześniej na Pucharze Świata.

Faworytkami grupy D są Francuzki i one zaczęły rywalizację od wygranej nad Włoszkami. Pokonane jednak świetnie broniły i uległy tylko 0:24, odbierając zwyciężczyniom (jako jedynym w pierwszej kolejce) ofensywny punkt bonusowy. Wysoką porażką skończył się pierwszy w historii mecz na takiej imprezie Brazylii – zawodniczki z Ameryki uległy Południowej Afryce 6:66.

Póki co w Anglii niemal wszystko zgodnie z planem. Ale już niedługo powinno zrobić się ciekawie – póki co w walce o drugie miejsca w grupach.

The Rugby Championship

W The Rugby Championship druga kolejka miała identyczne zestawienia jak pierwsza – ale wyniki padły odwrotne.

Południowa Afryka – Australia 30:22. Aż 11 zmian nastąpiło w drużynie gospodarzy, a mimo to wciąż mieli na boisku niemal wyłącznie mistrzów świata. Brakło m.in. kontuzjowanych Siyi Kolisiego i Pietera-Stepha du Toita, a rolę kapitana drugi raz w karierze objął Jesse Kriel. Także wśród gości doszło do wymuszonej kontuzją zmiany kapitana – został nim (pierwszy raz) Fraser McReight. Mieliśmy też debiutanta, Corey’a Toole’a. Ten ostatni błysnął zdobywając przyłożenie na początku spotkania, ale w tym samym okresie goście stracili dwóch ważnych zawodników z kontuzjami (Toma Wrighta, który nie zagra do końca sezonu, oraz Nica White’a, który chwilę wcześniej znakomicie obsłużył Toole’a), a po przerwie nie wyszedł na boisko już Joseph Sua’ali’i. Mimo to, choć po pierwszej połowie przegrywali 10 punktami, w drugiej podjęli pościg i na 10 minut przed końcem przegrywali zaledwie jednym oczkiem (do prowadzenia brakło im skutecznego podwyższenia). Tym razem jednak ostatnie słowo należało do Springboków – decydujące o ich zwycięstwie przyłożenie zdobył Eben Etzebeth. Trochę szkoda Wallabies, bo w obu połowach byli o włos od kolejnych przyłożeń, a pod koniec meczu szanse na co najmniej bonus defensywny stracili po pudłach z dwóch karnych Jamesa O’Connora.

Argentyna – Nowa Zelandia 29:23. Także i w Argentynie odmiana losów, ale tu dla odmiany niespodziankę mieliśmy w tym tygodniu – bo taką niewątpliwie była pierwsza wygrana Argentyny na swoim podwórku z All Blacks. Felipe Contemponi oparł się na praktycznie identycznym składzie jak przed tygodniem (tylko dwie zmiany), natomiast wśród gości zwracał uwagę debiutant Simon Parker (zresztą, zdaniem planetrugby.com najlepszy w swojej drużynie) i grający setny mecz w kadrze Codie Taylor; w sumie w składzie Scott Robertson zrobił pięć zmian. Po wymianie karnych na początku goście zdobyli przewagę dzięki dwóm przyłożeniom. Jednak w krótkim czasie stracili z żółtymi kartkami dwóch zawodników i nie zdołali w trzynastkę się wybronić, a gospodarze doprowadzili dzięki temu do remisu 13:13. Po przerwie kluczową rolę odegrał Santiago Carreras (który już po kwadransie gry zastąpił kontuzjowanego Tomása Albornoza) – jego dwa karne wyprowadziły Argentynę na prowadzenie, potem dorzucił podwyższenie po przyłożeniu świetnego Gonzalo Garcíi i zrobiło się już 13 punktów różnicy, a gdy Nowozelandczycy zredukowali stratę, dorzucił kolejne trzy punkty pod koniec. W efekcie w ostatniej akcji meczu Damian McKenzie kopał karnego już tylko po to, aby Nowa Zelandia wywalczyła bonus defensywny. Przegranym nie pomogły trzy żółte kartki oraz problemy z kopami – zarówno z tymi z podstawki Beaudena Barretta (ten zawodnik jednak szarżami dwukrotnie uratował drużynę przed niemal pewną stratą przyłożeń), jak i z walką o wysoko zawieszone piłki.

Po dwóch tygodniach wszystkie drużyny mają po jednej wygranej jednej porażce. Jest ciekawie.

Poz.DrużynaM.Pkt.
1. Nowa Zelandia26
2.Australia25
3.Południowa Afryka24
4.Argentyna24

Niestety, na dokładkę problem dopingowy: niedozwoloną substancję wykryto w organiźmie filara Springboków, Asenathiego Ntlabakanye (grał przed tygodniem). Federacja usprawiedliwia go przepisaniem leku przez lekarza, ale póki co do Nowej Zelandii niedawny debiutant nie pojedzie.

Z kraju

Sukces reprezentacji Polski w rugby plażowym kobiet – w rozgrywanych w Mołdawii mistrzostwach Europy Polki zdobyły złote medale, zwyciężając w stawce sześciu drużyn. W fazie ligowej wygrały cztery spotkania i jedno zremisowały (z gospodyniami turnieju), a w finale zwyciężyły 7:6 po dogrywce Ukrainę. Ukrainki zgarnęły srebro, a Mołdawianki brąz. Gorzej poszło panom – zajęli siódme miejsce na osiem startujących ekip, choć bilansu spotkań nie mieli aż tak złego: trzy porażki i dwa zwycięstwa (nad Ukrainą w grupie i nad Bułgarią w meczu o siódmą lokatę).

Ogłoszono terminarz i regulamin rozgrywek II ligi. Cóż, pocieszająca jest informacja, że nikt z systemu piętnastkowych rozgrywek w tym roku nie odpadł.

Pierwsze powołania Chrisa Daviesa w reprezentacji Polski w rugby 7 kobiet – bardzo duża grupa (28 zawodniczek) na krótkie zgrupowanie w Spale. Najwięcej jest oczywiście Biało-Zielonych (13) i legionistek (8), nie brakuje dotychczasowych podpór naszej reprezentacji.

Rozegrano finał mistrzostw Polski w rugby league – Sroki Łódź wygrały w nim z Wildcats Góra Kalwaria 50:16.

Ze świata

Za nami pierwszy weekend rozgrywek grupowych Pacific Nations Cup, stanowiącego jeden z etapów kwalifikacji do Pucharu Świata (walczy o niego czterech spośród sześciu uczestników imprezy – Japonia i Fidżi zagwarantowały go sobie już we Francji). Oba mecze z tego weekendu zakończyły się zwycięstwami niżej notowanych w rankingu World Rugby gospodarzy. Do awansu przybliżyli się Kanadyjczycy, którzy nieoczekiwanie (wobec licznych problemów w ostatnim czasie) zwyciężyli w Calgary Stany Zjednoczone 34:20. Ogromny udział w wygranej miał wracający do reprezentacji kraju klonowego liścia Tyler Ardron z Castres, który już w pierwszej połowie (zakończonej remisem 20:20) zaliczył hat-tricka przyłożeń, a po przerwie dorzucił czwarte. Ogromny kłopot Amerykanów i World Rugby – ich szanse na awans odrobinę zbladły, a przecież mają być gospodarzem kolejnego turnieju, w 2031 (ale sprzyjać im będzie fakt, że półfinały i mecz o piąte miejsce PNC mają odbyć się w Denver). Z kolei w Nuku’alofie Tonga pokonała Samoa 30:16, mimo że to był pierwszy mecz międzynarodowy zwycięzców w tym roku.

Kwalifikacje trwają też w Ameryce Południowej. Tu formalności dopełnił Urugwaj, który w drugim spotkaniu dwumeczu półfinałowego rozgromił Paragwaj 78:10 (12 przyłożeń zwycięzców, w tym hat-trick wiązacza Carlosa Deusa; w pierwszym meczu, wyjazdowym, wygrali 38:0). W finale rywalizacji (także rozgrywanym w formule dwumeczu) Urugwaj zmierzy się z Chile – mecze 30 sierpnia i 6 września.

Końcowe rozstrzygnięcia już o krok w stanowych rozgrywkach w Australii. W Nowej Południowej Walii, w półfinałach Shute Shield, wygrały drużyny najwyżej notowane po fazie zasadniczej: broniące tytułu Eastern Suburbs pokonały Eastwood 33:19, a Warringah odprawił z kwitkiem ubiegłorocznych finalistów, Northern Suburbs, 38:22. W Hospital Challenge Cup w Queenslandzie walczyły ekipy Easts i Bond University – wygrała uczelniana ekipa, 47:14, i mimo startu do play-off z czwartego miejsca zagra w finale przeciwko broniącym tytułu Brothers. Podobny format mamy w rozgrywkach w terytorium Canberry – John I Dent Cup. Tu najlepsza w fazie zasadniczej i broniąca tytułu drużyna Canberra Royals przed tygodniem przegrała z Uni-North Owls, a w ten weekend z Tuggeranong Vikings. W efekcie to jej pogromcy zagrają w finale rozgrywek (Owls pierwszy raz w historii, Vikings z nadzieją na przełamanie serii przegranych finałów).

W czwartej kolejce NPC najciekawiej było w meczu Taranaki z Waikato: gospodarze przegrali 22:23 i stracili na rzecz gości cenne trofeum, Rainfurly Shield (i przy okazji ponieśli pierwszą porażkę w sezonie). Kluczowe punkty dla Waikato z karnego na koniec meczu zdobył Lima Sopoaga. Poza tym nieoczekiwanie Bay of Plenty przegrało z Southlandem 25:30 (po 10 punktach w ostatnich minutach gospodarze karnym ratowali punkt bonusowy), w spotkaniu dwóch niepokonanych dotąd drużyn Hawke’s Bay uległo Canterbury 7:26 (spory udział w zwycięstwie miał Sam Darry, liczący na powrót w szeregi All Blacks), North Harbour przegrało z Tasman 19:43 (cztery przyłożenia dla zwycięzców zdobył Macca Springer – m.in. dzięki trzem z nim już po 25 minutach jego ekipa prowadziła 31:0), Auckland przegrało z Northlandem 24:43 (dla Auckland to czwarta porażka w czwartym meczu, dla Northlandu to pierwsza wygrana w Auckland od 17 lat), Otago pokonało 33:19 Counties Manukau, a Manawatū wygrało z Wellingtonem 38:28. Na czele tabeli niepokonane Canterbury, za jego plecami Waikato i Taranaki.

W piątej kolejce Currie Cup wreszcie pierwsze zwycięstwo odnieśli Sharks – zagrali jednak z inną drużyną, która miała komplet porażek na koncie, Western Province. Ekipa z Durbanu wygrała 29:21, mimo że po półgodzinie przegrywała 0:14. Czwarte zwycięstwa odnieśli Boland Cavaliers (29:26 z Pumas dzięki karnemu przyłożeniu tuż przed końcem), Cheetahs (47:31 nad Lions) i Griquas (42:21 z Bulls na wyjeździe).

W rumuńskiej Liga de Rugby zakończyła się faza zasadnicza. I to w sposób nieoczekiwany. Trzecia w tabeli Timișoara grała z Universitateą Kluż i pewna wygrana (faktycznie, było 96:10), miała dać jej awans na drugie miejsce – wyprzedzając jedną z dwóch czołowych drużyn, Științę Baia Mare lub Dinamo Bukareszt w zależności od wyniku ich bezpośredniego starcia. Tymczasem w tym meczu padł remis 20:20 i dzięki temu broniąca tytułu Timișoara przystąpi do fazy play-off rozstawiona z jedynką. W ostatnim meczu, w derbach Bukaresztu, Rapid przegrał ze Steauą 13:26. Skład półfinałów: Timișoara – Steaua i Dinamo Bukareszt – Știința Baia Mare (czyli powtórka z zaciętego meczu z tej soboty, tyle że ze zmienionym gospodarzem).

Ruszyły rozgrywki szkockiej Premiership. W pierwszej kolejce broniące tytułu Ayr pokonało Glasgow Hawks 57:21, a ubiegłoroczny finalista Watsonians wygrał z Kelso 36:20. Od wygranej sezon zaczął też beniaminek – GHA na wyjeździe pokonało Hawick 29:20.

Drugi z rzędu weekend stał we Francji pod znakiem siódemek – w Dax odbył się drugi z trzech turniejów eliminacyjnych Supersevens czyli mistrzostw kraju w rugby 7. Jeszcze gorzej niż przed tygodniem poszło broniącym tytułu Barbarians – poprzednio byli trzeci, a tym razem skończyli na zaledwie 10. miejscu (już w pierwszej rundzie nieoczekiwanie przegrali z Montauban, co wyrzuciło ich z czołowej ósmeki). Turniej ponownie wygrało Monaco, które w finale wygrało 14:0 z Montpellier. Trzecie miejsce dla Tulonu, który w meczu o brąz wygrał z La Rochelle. Nieoczekiwanie dopiero ósme Pau.

Na Igrzyskach Panamerykańskich juniorów w turniejach rugby 7 triumfowały reprezentacje Argentyny wśród chłopaków (w finale 22:17 z Urugwajem, mimo że przegrywali 0:17) i Brazylii wśród dziewczyn (w finale 17:7 ze Stanami Zjednoczonymi, w półfinale pokonały Kanadyjki).

W Walii ciąg dalszy konfliktu o przyszłość zawodowych drużyn z ligi URC. Przedstawiciele federacji oficjalnie przekazali (jeszcze przed startem formalnego procesu konsultacji, który ma rozpocząć się 1 września), że najlepszym w ich ocenie planem jest obcięcie liczby drużyn zawodowych z czterech do dwóch. To rozwiązanie ma doprowadzić walijskie rugby z powrotem na szczyt. Tymczasem Scarlets i Ospreys, których odmowa podpisania nowego PRA spowodowała to całe zamieszanie, zapowiedzieli podjęcie kroków prawnych przeciwko WRU – ich odmowa podpisu wynikała z obawy faworyzowania przejętej przez federację ekipy Cardiff i właśnie to przejęcie zamierzają podważyć (jako nadużycie przez związek dominującej pozycji i naruszenie prawa konkurencji).

Z wieści transferowych:

  • koniec kariery ogłosił grający ostatnio w Japonii Will Genia, urodzony w Papui-Nowej Gwinei ponad stukrotny reprezentant Australii;
  • kolejne zdobycze w transferowej ofensywie Newcastle Red Bulls: m.in. łącznik ataku południowoafrykańskich Bulls Boeta Chamberlain;
  • dwóch reprezentantów Argentyny ściągają Harlequins – Pablo Delgado i Borisa Wengera;
  • dwie plotki transferowe, ale bardzo ciekawe: Racing 92 ma chrapkę na Ardiego Saveę, a Newcastle Red Bulls na Christiana Wade’a.

Zapowiedzi

W kolejny weekend w kraju:

  • druga kolejka Ekstraligi. Szlagierem będzie oczywiście rewanż za finał z poprzedniego sezonu pomiędzy Pogonią Awentą Siedlce i Orlenem Orkanem Sochaczew. Ponadto zagrają AZS AWF Warszawa z Budowlanymi WizjaMedem Łódź, Edach Budowlani Lublin z Juvenią Kraków, Drew Pal 2 Lechia Gdańsk z Life Style Catering Arką Gdynia i Budmex Rugby Białystok z Energą Ogniwem Sopot;
  • sezon ligowy zaczną panie – pierwszy turniej mistrzostw Polski w rugby 7 zaplanowano w Gdyni w sobotę;
  • grać też będzie reprezentacja kadetów (U16) – dwa towarzyskie pojedynki z Czechami.

A na świecie:

  • druga kolejka w fazie grupowej Pucharu Świata kobiet. W grupie A Anglia – Samoa i Stany Zjednoczone – Australia (bardzo ciekawie zapowiadający się pojedynek), w grupie B Kanada – Walia i Szkocja – Fidżi, w grupie C Irlandia – Hiszpania (czekam na ten mecz) i Nowa Zelandia – Japonia, a w grupie D Włochy – Południowa Afryka i Francja – Brazylia;
  • także druga runda fazy grupowej Pacific Nations Cup (Fidżi – Tonga, Japonia – Kanada; gospodarze obu spotkań wchodzą do gry, goście fazę grupową kończą) oraz pierwsze spotkanie w ramach finałowego dwumeczu kwalifikacji do Pucharu Świata w 2027 w Ameryce Południowej (Chile – Urugwaj);
  • z ligowych atrakcji na świecie główny punkt programu to finały stanowych rozgrywek w Australii: Shute Shield, Hospital Cup, John I Dent Cup, Dewar Shield i zachodnioaustralijskiego Premier Grade;
  • w siódemkach trzecia i zarazem ostatnia runda kwalifikacyjna w Supersevens czyli mistrzostwach Francji.

3 komentarze do “Falstart akademików”

  1. Szkoda, ze Saborita nie będzie w naszej lidze. Lubię jego styl gry. Mam nadzieję, że francuski klub nie będzie robił problemów przy powołaniu Nicolasa do naszej kadry.

    Odpowiedz
  2. „A w Siedlcach zamiast meczu ligowego Pogoń Awenta zagrała sparing z RK Warszawa, przegrany 21:24 (choć nie jest to chyba wynik, który należy brać jako prognostyk kłopotów siedlczan).”

    Patrząc na składy drużyn, to raczej wewnętrzy sparing Pogoni niż mecz z RK. Można by się nawet podśmiewać, że bez zawodników Skry Pogoń nie była w stanie wygrać z pierwszoligowcem, ale w składzie RK zagrał np. Korneć, który ze Skrą nie miał nic wspólnego. Także raczej gierka najważniejsza dla przyszłotygodniowych decyzji Nowosza. No i fajnie, że skoro już był ten cały medialny szum, to jednak odbył się jakiś mecz (mimo tego tłumów nie odnotowano).

    Tutaj składy: https://sportsiedlce.pl/2025/08/23/sparing-z-zaprzyjaznionym-rywalem-zamiast-ligowej-inauguracji-fotogaleria/

    Jeśli chodzi o skład Pogoni: odszedł Saborit, a zapowiadane są wzmocnienia (w liczbie mnogiej).

    Pozdro i świetna robota

    Odpowiedz
    • Na składy z tego meczu nawet przy pisaniu nie spojrzałem, dzięki za info 🙂 Na tłumy trudno liczyć w takiej sytuacji i jeszcze w wakacje. A Saborit już wyśledzony we Francji, nowy klub go jeszcze przed wakacjami awizował (Berre l’Étang w Fédérale 1). Ciekaw jestem, co z Janem Calem, jakaś kontuzja czy RK?

      Odpowiedz

Dodaj komentarz